000055b |
Previous | 9 of 14 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
$3E m
ffSwSB
' WJM
fil
DODATEK GU
3' iD£ I A £
hł1
- dla
kobiet dzieci
I 3
I
F" I I I MIII II llllł I II i li " fj r — -- - lnr1rTwihi-ylltMkWyS-i- V
-- i literacki Sekcja Druga "ZWIĄZKOWIEC" MARZEC (MARCH) 4— 1956 łxKNiaR a9u2gmk'i gS&ecsoanfrdłwiSMeictfaiaoBng czytelników
[marlwycliwstają legendy w dfygie
Pełgliwy rozmigotany słoneczny
płomyk przysiadł na grzebieniu lo-dowych
sopli zwisłych z gałęzi ob-walon- ej
ciężkimi śniegami jodły
poigrał w stalaktykach porozniecał
kryształowe ognie aż zgasł
Całym niezmierzonym krajem od
rozszerzającej się ku ujściu maczu-gi
Ezeki Św Wawrzyńca po Jezioro
St Joseph d'Alma po głuchy pa-rów
czarnej rzeki Saguenay — pę-dzi
chyżo na lodowych Jyżach zi-mowa
mroźna noc
Rozczcrwicniło się ostro rozlało
ochrami i karminami niebo poże-glował- y
ku zachodowi brudno-fio-letow- e
chmurki aż roztopiły się
przepadły w gęstniejącej już smo-listej
ciemności
Daleko gdzieś na okrajach la
sów zajęczał dzwonek Może oj- -
ciec Garncau wraca 'z miasteczka
i uznojona szkapa z trudnością ko--
pic się przez śniegi? Może pro
boszcz) spieszy z wiatykiem świę-tym
do chorego? Może jaka Maria
tak jak w książce Ludwika Hemoh
wraca z w izj ty u krewnych? U kre-wnych
którzy mieszkają w Chicou-tim- i
ijmają elektryczny odkurzacz
i telewizję? v
Może ojciec Garncau może pro-boszcz
może Maria Nie rozeznać
ludzkich spraw dziwnie maleńkich
dziwnie błahych w ogromie maje-statu
— natury która zapadła się
wraz z całą przebogatą scenerią zi-mowego
krajobrazu vi jednostajną
c7arność
Noc Opadła na St Fercol: Na
Petite Rivierc Na Maillard Na
St Hilarion Na Laterierre Pokry-ła
śniegi lasy rzeki 'zastygłe je-ziora
Tylko tu i ówdzie odpędzono
ją już zwycięską już panoszącą' się
już zapominającą że obok odeszłe-g- o
na długo słońca są jeszcze inne
moce równie jak słońce niena-wistne
ciemności: ogień
Na wzgórzu na przełęczy w-- do-linie
kędy latem winorośl pełza ku'
stokom wesoła nad zakolem Rzeki
Jaccjues CartieYa nad Jeziorem
Metascouac Wj całym ' rozległym
powiecie Charlevoix błyskają i
światła ostre jaskrawe jak wilcze
ślepia i
Ale to nie'-wilcz- e "latarnie" się
palą
To setki farm zapomnianych za-kopali}
eh w zaspach zależnych' chy-ba
tylko od Boskiej Opatrzności
i krzepy ducha i mięśni mieszkają-cych
tu ludzi — dają znak że są
że żyją ze czekają z ufnością po-- '
rannych zórz
żyje się tu w trudzie od w scho-du
do zachodu w trudzie który
odmierza pełzające godziny bogo-bojnie
praworządnie ustalonym
od wieków porządkiem Nic tego
porządku zakłócić nie zdoła Krach
giełdowy w Toronto? Sensacyjne
morderstwo w Nowym Jorku?
Trzęsienie ziemi w San Francisco?
W} buch bomby wodorowej na ato-lach
Pacyfiku? Wojna w Chinach?
Daleko ciekawsza jest zagadko-wa
kradzież koni u sąsiada kupno
nowej jałówki wyrąb lasu aż gdzieś
pod Kenogami sprawa dorocznej
pielgrzymki do świętej Anny z
Baupre
Kiedyż nie pogawędzić nic u-gwa- rzjć
z sąsiadami jak nie w
długi wieczór zimowy? Czas wle-cze
się nieznośnie w nieskończo-ność
a przecie do świtu wiele go-dzin
i wv wczasować można się set
nie pod kraciastą puchową pie-rzyną
zanim głos dzwonu nie obu-dzi
na jutrznię
Na farmie gdzie od niepamięt-nych
czasów mieszka rodzina Be-dardów-
niemal co wieczora zbie-rają
się sąsiedzi'
Domostwo jest# mocno wiekowe
u węgłów zapadłe nieco w ziemię
ale przecie krzepkie jeszcze sta
wiano przed wielu laty z tą (Solid-nością
z jaką zwykli tu budować
uparci X zawzięci "habitants" za
puszczający ocne korzenie w
quebecką glebę na której dźwigał
S'S—:ichoćnieutrzymał budowy —
zrąb "Nowej Francji
W obszernej' kuchni jod lat wi-docznie
urządzano podobne wie-czorynki
może budowniczowie kle-cili
ją z myślą o gallickiej go-ścinności
o gallickim' wstręcie do
życia w pojedynkę 'przestronno tu
miejsca nie brak — niemal' jak
w parafialnej jSalce pod kościołem
W żelaznym
L piecu na którym
Pokolenia Bedardów gotowały je-dyną
bodaj narodową potrawę ka-nadyjską
— zieloną zupę grocho-wa- -
t-- trzaskają bez przerwy suche
szczapy nagromadzone stosami'
jeszcze 'w październiku
W bezpiecznej odległości od
ognia vale jeszcze w zasięgu do-broczynnego
ciepła kołyska' Pro--
sta Ledwie ociosana Ledwie za-ciągnięta
farbą bez połysku-be- z
lustra
Prymitywna ale zaciszna ale
wygodna ostoja Kołysze się płyn-nie
jak łódka na fali Kołyska'--
instytucja Nadzieja i symbol Que-- J
becu Obok lilii burbońskich po-winna
wieńczyć tarczę herbową
prowincji wszak nie gorzej od
nich wyrjła się w świadomości
i mentalności mieszczucha z Mon-trealu
potomka patrycjuszowskich
rodów miasta Quebecu ubogiego
i ciemnego farmera z nad Sa-guen- ay
W kołysce tej kołysały się 'poko-lenia
Bedardów Teraz śpi w niej
jedenasty potomek Monsieur i Bia-danie
pocułowaty malec Andrej
rumiany zdrowy krzepki Poruszy
się czasem we śnie rozrzuci 'noży- -
ny zakwili zciclia ale wnet mono- -
luiuiu miarune meny kuiuuki
i piosenka starodawna wypełnią
swą odwieczną rolę kojenia usy
piania:
"A la claire fontaine f
M'cn aliant promener"
Przy boku malca — matka' Spo-kojna
czujna uważna Ciężka pra-ca
znojne dnie liczne porody po-zostawiły
aż zbyt widoczne ślady
na twarzy najurodziwszej niegdyś
dziewczyny w okolicy Ale Madame
Bedard jcszczę_Jrzyma się niczego
jeszcze nie prędko mąż rodzina
i znajomkowie -- zalicząją do kate-gorii
staruszek które otacza się
szacunkiem i 7 pobłażaniem:
Pochyliła się teraz nad stołem
na którjm rozniebieszczył się i roz-zieleniani
to kilim ni to dywan
specjalność prowincji Quebcc Spo-rządza
się go benedyktyńską pra-cowitością
zszywając razem sto-sy
gałganów najrozmaiciej bar-wionych
aż powstaje' przedziwny
deseń figur geometrycznych ba
jecznie kolorowych łosi jeleni
ptaków ? r
W ciągu zimy wypełni 'się tymi
pracami zamczysta skrzynia Obok
kilimów znajdą się w niej grubo
swetry ozdobnie wyrobione ręka
wice skarpetk- i- czapki z wełny
Latem pracovitczimowe' chałup-nictw- o
przyniesie bogate plony
zamieniając się w tak potizebną
na gospodarstwie żywą gotówkę
Wykupią to z całą pewnością go-ście
ze Stanów les touristes ame-ricai- ns
Monsieur Bedard potomek- - nor-mandzki- ch
chłopów który kiedyś
jeszcze przed wielką rewolucją
"wzięli tu ziemię" nie wiele się
różni od swoich przodków Jak oni
zawzięty upaity i twardy jak oni
konserwatywny i ciemny przed-stawiciel
rasy którą zowią "proble-mem
kontynentu amerykańskiego"
dlatego że w morzu codzienności
szarzyzny standartu potrafiła za-chować
odrębność religii tradycji
zwyczajów na kształt opornej ska-ły
zalewanej zewsząd spienionym
odmętem
Wykazała ta rasa wspaniałą ini-cjatywę
żywotność i lwią odwagę
Tacy Bedardowie w kilkaset musz-kietów
trzymali w szachu podsy- -
Icaną angielską nienawiścią i an
gielskim złotem potęgę Irokezow
Tacy Bedardowie z wiszaru Que-bec- u
urągali brjlyjskim najezdni-czj- m
flotom Ulegli wreszcie ale
się nie poddali Zamknęli się w
ślimac7ej skorupie wiejskiego Que- -
becu odcięli się od świata — przy
pominają skamienialinę okazy mu
zealne odeszłej epoki ważkę zam-kniętą
w bursztynie
Nie widzą wcale' swego odcięcia
i osamotnienia Nie chcą uwierzyć
że przyszłość ich własnej ojczyzny
we wspólnym nurcie do którego
muszą wlać się angielska z fran-cuską
rzeki i potoczyć się zgodnie
dogłębnie omijając porohy- - i by-strzyce
zadrażnień i dawnych nie-nawiści
Nie myśli o tym nie" chce my-śleć
Monsieur Bedard pociągając
dym z fajki nabitej mocnym miej-scowym
tytoniem nie drogim ale
za to podłym Nie myślą o tym są-siedzi
zajęci żywą rozmową z go-spodarzem
Stary Pelletier "lum-berjack- "
z Gatineau żylasty Uou-char- d
'o którego córce Jeannette
powiadają ludzie że J'że pono
wstąpiła do fachu w Montrealu"
Ponury Corbeau wielki sknera
iliczykrupa i inni jeszcze Cor-mi- er
Panneau Mortimier
'ObokMadametez już niewieścia
kampania się rozsiadła zdawna
znajoma czasem sKoiigacona
"somsiady - somsiadom" "kumy --
kumom'' Porozmieszczały się gdzie
tam wygodniej która z wełnią--
kiem która z drutami która z byle
szmalką byle "ścibać" byle czasJl
zimowe wieczory
po próżnicy nie marnować i napar-lowa- ć
się do syta Strzelają tedy
niby kulomioty szybkie francuskie
zdania zniekształcone gwarowymi
nalotami mniej więcej w tym sto-pniu
w jakim hamburczyk rozmie-nia
mowę Goethego na swój slang
a warszawiak z przedmieść popra-wną
polszczyznę na felietony Wie-cha
Kąt izby zaanektowała młodzież
Z istoty rzeczy jako gospodarze
i ze względu na swą liczebność rej
wodzą latorośle Bedardów Jest te-go
— jak maku Najmłodsza z dro
biazgu Lucille raczkuje jeszcze
śmiesznie po podłodze pod opieką
starszych dzieci Najstarsza z ro
dzeństwa Blanche jak wydaje się
odziedziczy po matce palmę pierw- -
szeństwa w okolicy Kiedy w nie- -
dzielę wychodzi z kościoła ścigają'
ją' oczy wszystkich chłopaków A
jest przecie jeszcze Danielle i An- -
nette i Madcleine przyszłość ro
dziny i Quebecu nadzieje na nową
'ekspansję nowych kołysek
xracia jean i Laurent nie przy
pominają vf niczym sióstr Są jacyś
niewj darzeni chociaż robotni 'jak
ojciec Co innego już smukły
1 smagły Maurycy którego zdol-ności
i spryt wysuwały na natural-nego
przyszłego dziedzica gospo-darki
Kochali go może najwięcej
rodzice cóż przywaliła biedaka
zeszłej zimy sosna w borze i' śpi
teraz cicho pod mogiłką na para-fialnym
cmentarzu i i
Nie brakowało nigdy chłopców
zwłaszcza wokół Blanche Przyszli
i dzisiaj na wieczorynkę Jest gru-by
poczciwy Sebastian Jest Julcs
Desaulnieurs Jest Philippe- - Char-bonnea- u
Zrazu nie klei się rozmowa
Chłopca są nieśmiali („nieporadni
śmieszni' Dziewczęta tizymają się
zetsobą i chichocą bez przerwy
Ale już Jean wydobył organki już
-- drobiąc i kunsztownie przebiera
jąc wierzchem' dłoni po oktawach
złożył "z kilku tonów "Alouette"
A potym śpTewali jużwszyscy O
"Jiilii Planie" o'"une bellc filie
ąuebecoise"
T
"Sur le' pont d'Avig-noH- " ' ~
'" 'COCZYTflę?
StsnislaWfWasylewski
W £rebrnvm dworku z modrze
wic WydjRybilwa Str 168 En
nabycia w „związkowcu" cena
$150
Przewaliły się przez ziemie pol
skie liczne wojny i pożogi A
przecież po przez wieki ostawaly
sięna rubieżach wschodnich iza-chodni-ch
południowych i - pół-nocnych
srebrne dworki z mod-rzewi- a
pełne wspomnień tra-dycji
postaci kolorowych i żyw-cem
jakby z opowieści wyjętych
Niejedna z nich też z dworku
" prosto do powieści weszła by
nieśmiertelność na pożółkłych
karlach książki zyskać
Dziś znikły już dwory i dwor-ki
I nie znalazłaby Orzeszkowa
swej Justyny Mickiewicz Zosi
czy Sienkiewicz Maryni Zabrak-łoby
Wasylewskiemu materiału
żywego do uroczych gawęd o
ludziach ze starego dvvorku
„W srebrnym dworku z mod-rzewia"
to szereg luźno powiąza-nych
opowieści pisanych głów-nie
w latach- - pierwszej woiny
światowej Wtedy gdy dworek
znał juz trzy wojny które „tyl-ko
krojem czapek się różniły: w
pierwszej szynel rosyjski uciekł
przed-- czapką austriacka w dru-giej
czapka austriacka ustapiła
miejsca szynelowi w "trzeciej
Hełm pruski z czapką pospołu
wrócił znowu i dotąd pozostaje"
(pisane w ioku 1916 — dopisek
riasz) W takim -- to dworku wie-dzieli
i czuli wszyscy' źe cokol-wiek
się' stanie Jże jeśli wszyst-ko
cały świat pójdzie w strzępy
jeana rzecz być musi: Polska
Wierzyli w wojnę wierzyli w
zmagania na frontach i w to że
przyniosą im wreszcie wolność
A tymczasem gromadzilisie Ju-dzie
przy"bj5lgoczącjTO'1samowa:
rze' opowiadać sprawy dnia i
snuć marzenia o przyszłości Sa-mowar
Słowo równie' dalekie
jak modrzewiowe dworki Już
dziś poniektórzy nawet nie z
młodszego pokolenia ale ź zacho-dnich
krańców Polski t"twiefdza
że jako~żywo na obrazku nawet
nie 'widzieli tego instrumentu"
Obok nas rośnie pokolenie co
ciwory i dworki pozna tylko z po
żółkłych fotografii opowiadań J
Trsrł7irie1t&ieh 7"7V 7 onowipśói VMW~ — j Vi'VVUfc 1 literackiej
Czasem jakaś postać zarysuje
się w "gawędach Wasylewskiego
—- jak panna Dzidzia b swiató--
poglądzie co się w panieńskiej
Ale wnet przycichli Umilkły
kobiece glosy Nawet mężczyźni
przysunęli się bliżej do koła'
Csssśw JMadame Viellard opo-wiada
Madame Viellard osiem już krzy-żyków-
dźwiga ale pamięć ma
jeszcze żywą zna chyba wszjstkie
podania i legendy Quebecu a i
opowiadać potrafi jak nikt inny
w całym powiecie Charlevoix
J'ic tak dawno przecie przyjeż-dżał
reporter z Montrealu rozma-wiał
długo ze staruszką i co po-wiecie?
Wydrukowali w "Gazette"
cały ogromny artykuł z fotografią
Madame Viellard
Wszystkie oczy wpatrują się cie-kawie
w jej' twarz ludzie popra-wiają'
się na stołkach jak przed
najciekawszym przedstaw ienicm
Jak Ped seansem wędrownego
kina które zjeżdża tu raz na rok
z Qebccu i pokazuje filmy na
paranainej san — jeżeli oczywi-ście
ksiądz 'proboszcz pozwoli
Tymczasem Madame Viellard
wyciąga zikicszcni szczyptę tabaki
wyciera długo nos w potężną kra-ciastą
chustkę wreszcie widząc że
już dłużej niepodobna zwlekać za-czyna
z przejęciem:
"Przed dawnymi dawnymi laty
dwu Indian z plemienia Huronów
przedzierało się z tiudem przez" 'za-waloną
głębokimi śniegami pusz-czę
"
A 'potym opowieści następują po
opowieściach Jak to diabeł musiał
zbudować kościół nad Rzeką Sw
Wawrzyńca O zakopanych skar-bach
w Portncuf O wielkim wężu
z Lorette O kościelnych dzwonach
w Caughnawagal O mszy duchów
w Taduissac
Długo w noc trwa wieczornica
"Soiree a Quebec" Wreszcie gdy
stary' wysłużony zegarS wydzwoni
późną godzinę rozejdą' się sąsie-dzi
śpijużdom i domownicy pali
się tylko lampka oliwna pod obra-zem
Ukrzyżowanego fZa' oknem
odezwie się czasem sowa i poruszy
się niespokojnie niemowlę w ko-łysce
Ale wnet uciszy je mono-tonne
kołysania' i senny głos ko
biecy zanuci cichutko:
t"A la clahejfontaine"
V Adam Tomaszewski
torebce mieścił obok chusteczki
pudru i lusterka panna Dzidzia
która ir7P7 przypadek stapie-si- e niemal legionistką a po krótkich
przygodach z przewożeniem ran-nych
pocznie spisywać dla po-tomnych
„wspomnienia z cza-sów
wielkiej wojny" — bo nic
sie wjej główce pustej nie zmie-niło
Sięgnie Wasylewski i do młod-szego
międzywojennego pokole-nia
gromiąc małżeństwa na krót-ko
z ciekawości zawierane mno-żące
się w owych latach rozwo-dy
czy podśmiewając dobrotli-wie
z Mrówczyncj ' 'inteligencji
mierzonej kilometrami ogląda-nej
taśmy filmowej Czasy zda-wałoby
się niedawne — przed-wojennej
Warszawy a tak prze-cie
dalekie archaiczne niemal
kawiarniane - dancingowe odleg-łe
dni o których dziś czyta się
ze zdziwieniem "jeśli nie z za-żenowaniem
Ale u Wasylewskiego wszystko
jest dyskretne w pół tonach
pół słowach o pastelowej barwie
I gdy przenieśćŁsięchcemy w
świat inny co nie zńał wyścigu
pracy codziennego pośpiechu i
niekończących się trosk dnia po-wszedniego
wśród ludzi którym
się nie śniło o srebrnych dwor-kach—
sięgnijmy-- do książki Sta-nisława
Wasylewskiego
%
1
% "WSf"- w- iti
Tirzyrzeczy które należy
ANDRZEJ CHOCHLIK
©zy w piekle jest
Niestety trudno bardzo o col
oryginalnego Np dzisiaj pragnął'--'
bym zrobić jakiś oryginalny wy-wiad
Ale z kim? — Czy z Eisen-howerem
Bułganincm Chruszcze-wc- m
Edenem Faurem czy Titą?
To wszystko już bło — co w tym
sensacyjnego? — No więc z kim
do diabła? -- - mruknąłem gniewnie
do siebie — "Do diabła" — dosko-nale
— jak dotąd jeszcze nikt nic
zrobił wywiadu z diabłem To na-prawdę
coś oryginalnego!
Przystąpiłem szjbko do dzieła
Dałem anons do "Związkowca" o
treści następującej: "Nawiążę kon-takt
z diabłem w celach towarzy-skich''
podałem swój numer tele-fonu
Następnego dnia po ukaza-niu
się ogłoszenia w gazecie ró-wno
z wybiciem godziny 12 w no-cy
lozległ się u mnie dzwonek te-lefonu
Gdy podniosłem słuchawkę
usłyszałem słowa: Pan chciał mnie
poznać?- - — Tak Diabeł jestem
może mnie pan znaleźć w "Organi-zacji
Naiodów Zjednoczonych" —
To bardzo lozlcgla instjtucja —
bąknąłem — Jeśli okaże się pan
na tyle inteligentnym żeby mnie
znaleźć — znaczy się że jest pan
godny widzenia mnie — zachicho-tał
głos w telefonie — Bye byc „
Godzinę później bjlem już w sa-molocie
unoszącym mnie do Sta-nów
Zjednoczonych Wczesnym
rankiem zawitałem do gmachu
"Organizacji Narodów Zjeduoczd-jiych- "
Po czym najlepiej poznać
diabła? Po kopytach — W mig
wszedłem w koniak z kictpwni-kie- m
sprzątaczy "Organizacji N'a
rodów Zjednoczonych" Dając mu
10 dolarów v łapę poprosiłenij
aby polecił swym' podwładnym ż'e5
by zapuszczając podłogę nałożyli
grubą warstwę wosku L me śeie-- i
lali go byśLady stóp mogły (się
wyraźnie oudic e— u Keys — rzoiu
nadsprzątacz - zrobione! „
Na drugi dzień przeglądałem z
nadsprzątaczem ślady1 na podło-dze
Gdy obserwowaliśmy 'miej-sce
delegacji brytyjskiej" zwrócił
moją uwagę ślad buta wtyjątkowo
krótkiego owalnego i Va'Jk!cgq)
dostosowanego widać do kopyta
— Mam cię! — krzyknąłem z rad-ością'-—
spojrzałem na pizybitą
wizytówkę i ujrzałem na niej' na-- '
zwisko: Norman Kicton radca de
legacji brytyjskiej
Natychmiast połączyłem się z
Ambasadą Brytyjską prosząc pana
Normana Itictona' do telefonu —
Świetnie zdał pan swój egzamin
inteligencji! — zachichotał pan
Iticton — Czekam na pana dzisiaj
o godz 9 wieczorem w restauracji
hotelu "Carllon" — kelnerzy wska"--
żą panu mój stół — Bye bye
Punktualnie o oznaczonej go- -
dżinie spotkałem się z diabłem —
Dr Normanem' Itittoncm opowia'
dając mu jak go znalazłem -
Brawo brawo śmiał się diabeł
ubawiony moją inwencją — Pat]
jest z zawodu dziennikarzem! —f
Skąd pan to wic? — spytałem zdu
miony — Dziennikarze z reguły
dostają się do piekła Wpędzają
iclntam ich kaczki dziennikarskiej
Poznajmy ich na pierwszy rzut
oka — chichotał pan Kicton
— Nie może mi się pomieścić w
głowie — rzekłem — że pracuje
pan będąc diabłem w dyplomacji
brytyjskiej — Gdy opróżniło jsię
miejsce po Burgess'ie i --McŁean'ir
którzy uciekli do Związku Sowiec-kiego
— nasz szef Jego Ekscclen
cja Lucyper rzekł do mnie: DobieJ
rze sobie pan w piekle jakiegoś do-brego
sekretarza i obejmie pan"
wraz z nim miejsce po Burgesś'ie
vy„
l'
'podziwiać:
REGUŁA TRZECH
Trzy rzeczy nad którymi trzeba panować: 'i '- - - Temperament jczyk"zachowanie!
JTrzy rzeczy które na leży'' rozwijać:
~'
L Odwaga uczucie honor!
'Trzy' rzeczy na które łrzeba zwrócić uwagę: '
Oszczędność skrzefność skrupulatność!
Trzy rzeczy którymi łrzeba pogardzać:
'-
-!
Okrucieństwo zuchwałość niewdzięczność!
STrzy rzeczy które powinno sie życzyć:"
Zdrowie zadowolenie przyjaźń!
i
_
Godność madrośe faktownośćl - ]
Trzy rzeczy o których nie wolno zapominać:
Pomóc dla~petrzebujących pociecha dla strapionych
uznanie jdla zasłużonych!
"Air onditiońing"
i McLean'ie W Brytyjskim Mini-sterstwie
Spraw Zagranicznych bę-dzie
wam najlepiej bo są tam lu-dzie-wo
gołębim sercu- - wyznający
zasadę: "Wszystko rozumieć — to
wszystko wybaczyć"- - A Anglia jest
krajem prawdziwej miłości bliźnie-go
'Gdy jakiś naród dostanie
"knock out'a' pierwsza Anglia
spieszy mu zawsze z pomocą —
naciera go i masuje aby mógł się
znowu bić — A należy dodać iż
piekło musi jnieć swego obserwa-tora
' "Organizacji Narodów Zje-dnoczonych"
aby na czas wie-dzieć
kiedy będzie wojna Przed
drugą wojną światową nic mieli- -
smy żadnego przedstawiciela Li- - otrzymał list od Ta
Nąrodąw z jej wybuchem by-hon- in zabija — dlaczego pa-loHa- kic zawalenie w nowie Eksccl- -
L"7 ' nu VffST't Cch l'™futw rdu
dowcMiyin o "air
ze z trudem mogliśmy sobie dać
radę
—' Czy w jest bardo go-rąco?
— spytałem zaczynając swój
właściwy ywiad diabłem — W
istocie jcśŁbardzo gorąco — od-rze- ki
diabeł — Czy nie ma tam
żadnego "ah conditlbn'1? — cią-gnąłem
dalej — Jest "air cofidi-tion- "
ale dja wybranych dla
którzy działając za 'życia źle
czynili również i 'dobrze Np z
"air conditlon" korzysta u nas wy
nalazca dynamitu' a 'zaiazem 'twór-ca
światowcj fundacji dla arty-stów-
i uczonych' Nobel który dał
1'anu Bogu świeczkę a nam" oga-rc- k
— zachichotał Dr Ricton
— A czy pickłoropuścić? —
spytałem — Tylko cijnogą dostać
wizę wyja7dową z' piekła kfórzy
czynili ńazfemi źle 'w mńiemajnu
iż czynią dobrze Ńp Einstein k'tó'-i-- y
prebywnł u has' jakiś eas na
Veleanng'ii" otrzymał w izę yj"
down "z piekła' aby pójść do czyść-ca
a iTfaślępnie do nieba Pofiinlc
'Jego'' Ekscelencja - zaakceptował
motywująca '"Forsy iliuweJcn' od-kryciach
nie zrobił a miał zawsze
dobre intencje" — W ogóle 7obraz
piekła przedstawią się zupełnie
inaczej niż ten jakf w i li-lerattir-zu_
malujecie — po pi ostu
mylnie 'informujecie opinię pu-"6liczną-co
nam przysparza dużo
kłopotu — 'Dlaczego kłopotu? —
spytałem — Nń puściliście nano- -
wie „wersję źe" u nas się pall
w jii-i'i'-
- i Kiiuy mu uo nas piu
: go nie spalamy — Co?
JW SUUIllJVilJ "— l'(V
p!p7 ffflvłw nK ll_ nruuimit "J wn i wpitprzeciwnie __zaAolpeonsokwądał
diabeuł nt„JiL wie co ie dzle- - wJ-"- MłiJfcłJIWLIII WJ Oe Lil J„iilUt fmVlaV
ry]ę'smarzy?' — Nó tak'długo się
aż się nie usmaży — od
powiedziałem — Słusnie —
diabeł — z człowiekiem jest to sa-mo
ale czy to jest jakaś kara? Od-kąd
ja jestem w piekle to tylko
raz pamiętam Senat Diabelski po
rozpatrzeniu dossier- - orekł w sto-sunku
(do Mussoliniego iż w u-względn- ieniu
okoliczności łagodzą-cych
'może być tylko usmażony w
Ejuolc bo nie tyle bjł zły ile głu-pi
Ale jego Ekscelencja projekt
odrzucił motywując 'źe "chociaż
Mussolini był tuman wodzony na
pasku przez Hitlera to jednak w
ocenie dyktatorów 'hależy także
brać pod uwagę Ich życic prywat-ne
Mussolini mimo iż miał pra
wnie poślubioną małżonkę -ł- o-1!
ezył się z jakąś tam Klarą
Jeśli nic mógł żyć z niewiastą któ-rąsar- n
j-ob- ier wybrał to żył
w piekle po wsze z tq którą
niy mu' wybierzemy — a my mu
wybieramy Ksantypę zonę Śokra-tej- a
I co pan myśli? Juz po kil- -
ku dniach Ekscelencja otrzymał
podanie od Mussolfnićgof Błagam
pana 'Ekscelencjo — pisał -- Mussolini
— kaź pan spalić jak
najprędzej i uwoln od tej
yfcejekiej ' baby] — Preciei nazy-wilćaiłoc„:
się 1h) -panowie w piekle pa
Ale największy raban w piekle
zrobił"lfitier --Jego EkTcelen
cja ogłosił wyrok" iż' Hitler będzie
po --'wsie baby-sifterem- u źy-fJór- yj Hllfer począł wrzeszczeć na
całe piekło i — Co ja największy
Antysemita z' antysemitów mam
nianczyc przez całą wieczność źy
dowskie1 bachory?! Nie ra-czej
spalcis mnie i jto natychmiast
Gdy -- Jego' Ekscelencja 'odpowie1
działkrótkoiiż od wyroku Cucype- -
ra niema odwołania Hitler" rozpu icił 'Sobie naldobre fbuz1cjak4 wro-ta:
— Co robicie z%„gcby cholewę?
łieliścic palić a mc palicie! —
Jego Ekscelencja skinął na
woźnych: — Wyprowadźcie tę or-dynarną
i nfewychowaną łachudię
zachowuje się w piekle jakby bjł
w karczmie
— A 'co ze Stalinem? — spyta-łem
— Z nim mieliśmy nieco pd
mienny kram niż z Hitlerem Eks-celencja
skazał go na czyszczenie
po wszcczacy butów Trockiemu
1 co pan myśli? — Już" po kilku
dniach Stalin począł zasypywać
Ekscelencję listami w których
skarżycie iż fiocki daje mu zaw-sze
kopniaka I ten takie prosił
Ekscelencję o natychmiastowo
'spalenie go Ale Ekscelencja po-dlanie
--odrzucił z dopiskiem Z góry
przewidzieliśmy ii pan będzie
otrzymywał kopniaki i dlatego da-liśmy
panu tę funkcję
— A coście panowie zrobili z
Marem? — Skazaliśmy na
w Mara: mono-dz- e
i mnie
roboty piekle mnie nie palicie?—
S "TfT i0b'CPr!c'? " ™yni
eon- -
piekle
z
tylko
tych
można
prasie
ludzi
tensje
JltlKlIliW
smaży
rzekł
Pctacci
będzie
czasy
mnie
mnie
Gdy
czasy
nigdy
Aż
Mnnca
wieczne przebywanie w kołchozie
Po jakimś czasia Jego Ekscelencją
lencja odpisał mu Chciałeś pan
kołchoz — masz pan kołchoz!
Jak pan widzi piekło stoi pod
znakiem pełnej indywidualizacji
Każdy dostaje to na co zasłużył
Mani nadzieję iż po wywiadzie zc
mną zdementuje pan tc wszystkie
bicchty jakie się o nos iwypisujc
Mówi się-oiiia- s zawsze jakoiozło
śliwych chamach a tymczasem
diabeł musi mieć duże wykształce-nie
Ja np nim przeszedłem do
służby zagranicznej musiałem uzy-skać
topień doktorski Wj mojej
tezie doktorskiej pl( "piekło a po-stęp
ludzkości" udowodniłem opie-rając
się na danych ilalystycznych
że między postępem a" piekłem jest
stosunek wprost proporcjonalny:
im w fększy postęp — tym' większo
piekło Ale j my za( duźoj gadamy
a za mało pjjcmy' — a picie (to
moje hobby' Sporządzę zaraz coc-tail
diabelski
i Diabeł Nylał do skoczu iśliwowlcę
a do śliwowicy ze skoczem fum
poczym to wszystko 'zaiaf porterem
Nalahpcłną szklankędfa mrife 1 dla
sTcbic następnie trąclslę 'zcynną
móWącrNnj7iro_vtc" Po 'wypiciu
coctailu diabelskiego zaczęło nii
się coraz uaruzicjniiącic w giovie
Plątałem cośl piąte przez dziesiąte
poczym zacząłem ryczeć na cały
głos: Rewelacja icwelacja I ob-sunąłem
sicjiia kanapę
Nad ranem przebudziłem się' z
głębokiego snu Byłem sam w ic-staura- cjl
hotelu "Carlton" na sto-le
widniała kartka papićrunajkló-rc- j
wyczytałam następujące sfowa:
Droci Panie
Dzfękującxza 'mifctspędzony wic- -
ditlon" w przyszłości i odoowied- -
nio do tego kieruje swymi uczyn-kami
v
Do miłego zobaczenia się w pie-kle
życzliwy fPanu
Dr Norman Hlcton
diabeł
PS liył Pan moim gościem ra-chunek'
zapłacony — Memento
''aircondltion' !
Koniec]
Prawa przedruku 'w całości i w
częściach zastrzeżone
W FILHARMONII
_W błękitnej sali paistwoycj
Filharmonii w Krakowie odbył się
'w dniu 18 stycznia koncert" kolęd
polskich Koncert ten sponsorowany
był przez reżymowych katolików
i księżypatriotów mających wy-łącz- ne
prawo organizowania podob-nych
imprez o charakterze religi]--ny- m Przed rozpoczęciem koncertu
przemawiał ks Jan Kornobis jeden
z czynniejszyeh ksieiy-natrióló- w Prelekcje" q kolędach polskfch
wygłosił nrof- - RrnniKłiw nlitU-- t-śki
rektor Wyższej! Szkoły Mu-zyc7n- ej
w Krakowie Przedstawił
on {słuchaczom mało znany cieka-wy
obraz historycznego rozwoju
polskich kolęd kfóre można1
po-dziel- ić
na -- dwa typy liturgiczny
K ludowy Najstarszym typem ko-lęd
polskich jest kolęda liturgicz-na
układana przeważnie do tek-stów
łacińskich Melodia oparta js£ na mo'tywach Śpiewu gre"go-riańsklego- Do
tego typu naleźąiipi
kolędy Mikołaja z Krakowa Now-szym
typem jest Kolęda- - oparta
na motywach ludowych tak" mu
jzycznych jak i tekstowych Melo- -
u iLu aoivu zaczerpnięta zosta-ł- a' z Piei5fiHilffiy-cKrzl"tiow-eJ
muzyki tanecznej Np Ko'lęda Bro-zińsńeg- o
'"BŻg się 'rodzi"-- mą
rj-t-m poloneza akolę'd'a "W żłobje
leży — ("em'po kujawiaka kolę-dowy
koncert FilhamonTf krakow-skiej
stał' na wysokim poziomic
i przyjmowany był długotrwałymi
(oklaskami ~
rjci
!][
1IuS:Ii I
(t
IŁM
nn m
w
tt(
a
'4t m
lx
Lrr
hit
n
Mj
M
f
t u f
!!
ia: W
pr
IMl
m- -ł
ŁNS
łfTli
HM assgs
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, March 04, 1956 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1956-03-04 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000009 |
Description
| Title | 000055b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | $3E m ffSwSB ' WJM fil DODATEK GU 3' iD£ I A £ hł1 - dla kobiet dzieci I 3 I F" I I I MIII II llllł I II i li " fj r — -- - lnr1rTwihi-ylltMkWyS-i- V -- i literacki Sekcja Druga "ZWIĄZKOWIEC" MARZEC (MARCH) 4— 1956 łxKNiaR a9u2gmk'i gS&ecsoanfrdłwiSMeictfaiaoBng czytelników [marlwycliwstają legendy w dfygie Pełgliwy rozmigotany słoneczny płomyk przysiadł na grzebieniu lo-dowych sopli zwisłych z gałęzi ob-walon- ej ciężkimi śniegami jodły poigrał w stalaktykach porozniecał kryształowe ognie aż zgasł Całym niezmierzonym krajem od rozszerzającej się ku ujściu maczu-gi Ezeki Św Wawrzyńca po Jezioro St Joseph d'Alma po głuchy pa-rów czarnej rzeki Saguenay — pę-dzi chyżo na lodowych Jyżach zi-mowa mroźna noc Rozczcrwicniło się ostro rozlało ochrami i karminami niebo poże-glował- y ku zachodowi brudno-fio-letow- e chmurki aż roztopiły się przepadły w gęstniejącej już smo-listej ciemności Daleko gdzieś na okrajach la sów zajęczał dzwonek Może oj- - ciec Garncau wraca 'z miasteczka i uznojona szkapa z trudnością ko-- pic się przez śniegi? Może pro boszcz) spieszy z wiatykiem świę-tym do chorego? Może jaka Maria tak jak w książce Ludwika Hemoh wraca z w izj ty u krewnych? U kre-wnych którzy mieszkają w Chicou-tim- i ijmają elektryczny odkurzacz i telewizję? v Może ojciec Garncau może pro-boszcz może Maria Nie rozeznać ludzkich spraw dziwnie maleńkich dziwnie błahych w ogromie maje-statu — natury która zapadła się wraz z całą przebogatą scenerią zi-mowego krajobrazu vi jednostajną c7arność Noc Opadła na St Fercol: Na Petite Rivierc Na Maillard Na St Hilarion Na Laterierre Pokry-ła śniegi lasy rzeki 'zastygłe je-ziora Tylko tu i ówdzie odpędzono ją już zwycięską już panoszącą' się już zapominającą że obok odeszłe-g- o na długo słońca są jeszcze inne moce równie jak słońce niena-wistne ciemności: ogień Na wzgórzu na przełęczy w-- do-linie kędy latem winorośl pełza ku' stokom wesoła nad zakolem Rzeki Jaccjues CartieYa nad Jeziorem Metascouac Wj całym ' rozległym powiecie Charlevoix błyskają i światła ostre jaskrawe jak wilcze ślepia i Ale to nie'-wilcz- e "latarnie" się palą To setki farm zapomnianych za-kopali} eh w zaspach zależnych' chy-ba tylko od Boskiej Opatrzności i krzepy ducha i mięśni mieszkają-cych tu ludzi — dają znak że są że żyją ze czekają z ufnością po-- ' rannych zórz żyje się tu w trudzie od w scho-du do zachodu w trudzie który odmierza pełzające godziny bogo-bojnie praworządnie ustalonym od wieków porządkiem Nic tego porządku zakłócić nie zdoła Krach giełdowy w Toronto? Sensacyjne morderstwo w Nowym Jorku? Trzęsienie ziemi w San Francisco? W} buch bomby wodorowej na ato-lach Pacyfiku? Wojna w Chinach? Daleko ciekawsza jest zagadko-wa kradzież koni u sąsiada kupno nowej jałówki wyrąb lasu aż gdzieś pod Kenogami sprawa dorocznej pielgrzymki do świętej Anny z Baupre Kiedyż nie pogawędzić nic u-gwa- rzjć z sąsiadami jak nie w długi wieczór zimowy? Czas wle-cze się nieznośnie w nieskończo-ność a przecie do świtu wiele go-dzin i wv wczasować można się set nie pod kraciastą puchową pie-rzyną zanim głos dzwonu nie obu-dzi na jutrznię Na farmie gdzie od niepamięt-nych czasów mieszka rodzina Be-dardów- niemal co wieczora zbie-rają się sąsiedzi' Domostwo jest# mocno wiekowe u węgłów zapadłe nieco w ziemię ale przecie krzepkie jeszcze sta wiano przed wielu laty z tą (Solid-nością z jaką zwykli tu budować uparci X zawzięci "habitants" za puszczający ocne korzenie w quebecką glebę na której dźwigał S'S—:ichoćnieutrzymał budowy — zrąb "Nowej Francji W obszernej' kuchni jod lat wi-docznie urządzano podobne wie-czorynki może budowniczowie kle-cili ją z myślą o gallickiej go-ścinności o gallickim' wstręcie do życia w pojedynkę 'przestronno tu miejsca nie brak — niemal' jak w parafialnej jSalce pod kościołem W żelaznym L piecu na którym Pokolenia Bedardów gotowały je-dyną bodaj narodową potrawę ka-nadyjską — zieloną zupę grocho-wa- - t-- trzaskają bez przerwy suche szczapy nagromadzone stosami' jeszcze 'w październiku W bezpiecznej odległości od ognia vale jeszcze w zasięgu do-broczynnego ciepła kołyska' Pro-- sta Ledwie ociosana Ledwie za-ciągnięta farbą bez połysku-be- z lustra Prymitywna ale zaciszna ale wygodna ostoja Kołysze się płyn-nie jak łódka na fali Kołyska'-- instytucja Nadzieja i symbol Que-- J becu Obok lilii burbońskich po-winna wieńczyć tarczę herbową prowincji wszak nie gorzej od nich wyrjła się w świadomości i mentalności mieszczucha z Mon-trealu potomka patrycjuszowskich rodów miasta Quebecu ubogiego i ciemnego farmera z nad Sa-guen- ay W kołysce tej kołysały się 'poko-lenia Bedardów Teraz śpi w niej jedenasty potomek Monsieur i Bia-danie pocułowaty malec Andrej rumiany zdrowy krzepki Poruszy się czasem we śnie rozrzuci 'noży- - ny zakwili zciclia ale wnet mono- - luiuiu miarune meny kuiuuki i piosenka starodawna wypełnią swą odwieczną rolę kojenia usy piania: "A la claire fontaine f M'cn aliant promener" Przy boku malca — matka' Spo-kojna czujna uważna Ciężka pra-ca znojne dnie liczne porody po-zostawiły aż zbyt widoczne ślady na twarzy najurodziwszej niegdyś dziewczyny w okolicy Ale Madame Bedard jcszczę_Jrzyma się niczego jeszcze nie prędko mąż rodzina i znajomkowie -- zalicząją do kate-gorii staruszek które otacza się szacunkiem i 7 pobłażaniem: Pochyliła się teraz nad stołem na którjm rozniebieszczył się i roz-zieleniani to kilim ni to dywan specjalność prowincji Quebcc Spo-rządza się go benedyktyńską pra-cowitością zszywając razem sto-sy gałganów najrozmaiciej bar-wionych aż powstaje' przedziwny deseń figur geometrycznych ba jecznie kolorowych łosi jeleni ptaków ? r W ciągu zimy wypełni 'się tymi pracami zamczysta skrzynia Obok kilimów znajdą się w niej grubo swetry ozdobnie wyrobione ręka wice skarpetk- i- czapki z wełny Latem pracovitczimowe' chałup-nictw- o przyniesie bogate plony zamieniając się w tak potizebną na gospodarstwie żywą gotówkę Wykupią to z całą pewnością go-ście ze Stanów les touristes ame-ricai- ns Monsieur Bedard potomek- - nor-mandzki- ch chłopów który kiedyś jeszcze przed wielką rewolucją "wzięli tu ziemię" nie wiele się różni od swoich przodków Jak oni zawzięty upaity i twardy jak oni konserwatywny i ciemny przed-stawiciel rasy którą zowią "proble-mem kontynentu amerykańskiego" dlatego że w morzu codzienności szarzyzny standartu potrafiła za-chować odrębność religii tradycji zwyczajów na kształt opornej ska-ły zalewanej zewsząd spienionym odmętem Wykazała ta rasa wspaniałą ini-cjatywę żywotność i lwią odwagę Tacy Bedardowie w kilkaset musz-kietów trzymali w szachu podsy- - Icaną angielską nienawiścią i an gielskim złotem potęgę Irokezow Tacy Bedardowie z wiszaru Que-bec- u urągali brjlyjskim najezdni-czj- m flotom Ulegli wreszcie ale się nie poddali Zamknęli się w ślimac7ej skorupie wiejskiego Que- - becu odcięli się od świata — przy pominają skamienialinę okazy mu zealne odeszłej epoki ważkę zam-kniętą w bursztynie Nie widzą wcale' swego odcięcia i osamotnienia Nie chcą uwierzyć że przyszłość ich własnej ojczyzny we wspólnym nurcie do którego muszą wlać się angielska z fran-cuską rzeki i potoczyć się zgodnie dogłębnie omijając porohy- - i by-strzyce zadrażnień i dawnych nie-nawiści Nie myśli o tym nie" chce my-śleć Monsieur Bedard pociągając dym z fajki nabitej mocnym miej-scowym tytoniem nie drogim ale za to podłym Nie myślą o tym są-siedzi zajęci żywą rozmową z go-spodarzem Stary Pelletier "lum-berjack- " z Gatineau żylasty Uou-char- d 'o którego córce Jeannette powiadają ludzie że J'że pono wstąpiła do fachu w Montrealu" Ponury Corbeau wielki sknera iliczykrupa i inni jeszcze Cor-mi- er Panneau Mortimier 'ObokMadametez już niewieścia kampania się rozsiadła zdawna znajoma czasem sKoiigacona "somsiady - somsiadom" "kumy -- kumom'' Porozmieszczały się gdzie tam wygodniej która z wełnią-- kiem która z drutami która z byle szmalką byle "ścibać" byle czasJl zimowe wieczory po próżnicy nie marnować i napar-lowa- ć się do syta Strzelają tedy niby kulomioty szybkie francuskie zdania zniekształcone gwarowymi nalotami mniej więcej w tym sto-pniu w jakim hamburczyk rozmie-nia mowę Goethego na swój slang a warszawiak z przedmieść popra-wną polszczyznę na felietony Wie-cha Kąt izby zaanektowała młodzież Z istoty rzeczy jako gospodarze i ze względu na swą liczebność rej wodzą latorośle Bedardów Jest te-go — jak maku Najmłodsza z dro biazgu Lucille raczkuje jeszcze śmiesznie po podłodze pod opieką starszych dzieci Najstarsza z ro dzeństwa Blanche jak wydaje się odziedziczy po matce palmę pierw- - szeństwa w okolicy Kiedy w nie- - dzielę wychodzi z kościoła ścigają' ją' oczy wszystkich chłopaków A jest przecie jeszcze Danielle i An- - nette i Madcleine przyszłość ro dziny i Quebecu nadzieje na nową 'ekspansję nowych kołysek xracia jean i Laurent nie przy pominają vf niczym sióstr Są jacyś niewj darzeni chociaż robotni 'jak ojciec Co innego już smukły 1 smagły Maurycy którego zdol-ności i spryt wysuwały na natural-nego przyszłego dziedzica gospo-darki Kochali go może najwięcej rodzice cóż przywaliła biedaka zeszłej zimy sosna w borze i' śpi teraz cicho pod mogiłką na para-fialnym cmentarzu i i Nie brakowało nigdy chłopców zwłaszcza wokół Blanche Przyszli i dzisiaj na wieczorynkę Jest gru-by poczciwy Sebastian Jest Julcs Desaulnieurs Jest Philippe- - Char-bonnea- u Zrazu nie klei się rozmowa Chłopca są nieśmiali („nieporadni śmieszni' Dziewczęta tizymają się zetsobą i chichocą bez przerwy Ale już Jean wydobył organki już -- drobiąc i kunsztownie przebiera jąc wierzchem' dłoni po oktawach złożył "z kilku tonów "Alouette" A potym śpTewali jużwszyscy O "Jiilii Planie" o'"une bellc filie ąuebecoise" T "Sur le' pont d'Avig-noH- " ' ~ '" 'COCZYTflę? StsnislaWfWasylewski W £rebrnvm dworku z modrze wic WydjRybilwa Str 168 En nabycia w „związkowcu" cena $150 Przewaliły się przez ziemie pol skie liczne wojny i pożogi A przecież po przez wieki ostawaly sięna rubieżach wschodnich iza-chodni-ch południowych i - pół-nocnych srebrne dworki z mod-rzewi- a pełne wspomnień tra-dycji postaci kolorowych i żyw-cem jakby z opowieści wyjętych Niejedna z nich też z dworku " prosto do powieści weszła by nieśmiertelność na pożółkłych karlach książki zyskać Dziś znikły już dwory i dwor-ki I nie znalazłaby Orzeszkowa swej Justyny Mickiewicz Zosi czy Sienkiewicz Maryni Zabrak-łoby Wasylewskiemu materiału żywego do uroczych gawęd o ludziach ze starego dvvorku „W srebrnym dworku z mod-rzewia" to szereg luźno powiąza-nych opowieści pisanych głów-nie w latach- - pierwszej woiny światowej Wtedy gdy dworek znał juz trzy wojny które „tyl-ko krojem czapek się różniły: w pierwszej szynel rosyjski uciekł przed-- czapką austriacka w dru-giej czapka austriacka ustapiła miejsca szynelowi w "trzeciej Hełm pruski z czapką pospołu wrócił znowu i dotąd pozostaje" (pisane w ioku 1916 — dopisek riasz) W takim -- to dworku wie-dzieli i czuli wszyscy' źe cokol-wiek się' stanie Jże jeśli wszyst-ko cały świat pójdzie w strzępy jeana rzecz być musi: Polska Wierzyli w wojnę wierzyli w zmagania na frontach i w to że przyniosą im wreszcie wolność A tymczasem gromadzilisie Ju-dzie przy"bj5lgoczącjTO'1samowa: rze' opowiadać sprawy dnia i snuć marzenia o przyszłości Sa-mowar Słowo równie' dalekie jak modrzewiowe dworki Już dziś poniektórzy nawet nie z młodszego pokolenia ale ź zacho-dnich krańców Polski t"twiefdza że jako~żywo na obrazku nawet nie 'widzieli tego instrumentu" Obok nas rośnie pokolenie co ciwory i dworki pozna tylko z po żółkłych fotografii opowiadań J Trsrł7irie1t&ieh 7"7V 7 onowipśói VMW~ — j Vi'VVUfc 1 literackiej Czasem jakaś postać zarysuje się w "gawędach Wasylewskiego —- jak panna Dzidzia b swiató-- poglądzie co się w panieńskiej Ale wnet przycichli Umilkły kobiece glosy Nawet mężczyźni przysunęli się bliżej do koła' Csssśw JMadame Viellard opo-wiada Madame Viellard osiem już krzy-żyków- dźwiga ale pamięć ma jeszcze żywą zna chyba wszjstkie podania i legendy Quebecu a i opowiadać potrafi jak nikt inny w całym powiecie Charlevoix J'ic tak dawno przecie przyjeż-dżał reporter z Montrealu rozma-wiał długo ze staruszką i co po-wiecie? Wydrukowali w "Gazette" cały ogromny artykuł z fotografią Madame Viellard Wszystkie oczy wpatrują się cie-kawie w jej' twarz ludzie popra-wiają' się na stołkach jak przed najciekawszym przedstaw ienicm Jak Ped seansem wędrownego kina które zjeżdża tu raz na rok z Qebccu i pokazuje filmy na paranainej san — jeżeli oczywi-ście ksiądz 'proboszcz pozwoli Tymczasem Madame Viellard wyciąga zikicszcni szczyptę tabaki wyciera długo nos w potężną kra-ciastą chustkę wreszcie widząc że już dłużej niepodobna zwlekać za-czyna z przejęciem: "Przed dawnymi dawnymi laty dwu Indian z plemienia Huronów przedzierało się z tiudem przez" 'za-waloną głębokimi śniegami pusz-czę " A 'potym opowieści następują po opowieściach Jak to diabeł musiał zbudować kościół nad Rzeką Sw Wawrzyńca O zakopanych skar-bach w Portncuf O wielkim wężu z Lorette O kościelnych dzwonach w Caughnawagal O mszy duchów w Taduissac Długo w noc trwa wieczornica "Soiree a Quebec" Wreszcie gdy stary' wysłużony zegarS wydzwoni późną godzinę rozejdą' się sąsie-dzi śpijużdom i domownicy pali się tylko lampka oliwna pod obra-zem Ukrzyżowanego fZa' oknem odezwie się czasem sowa i poruszy się niespokojnie niemowlę w ko-łysce Ale wnet uciszy je mono-tonne kołysania' i senny głos ko biecy zanuci cichutko: t"A la clahejfontaine" V Adam Tomaszewski torebce mieścił obok chusteczki pudru i lusterka panna Dzidzia która ir7P7 przypadek stapie-si- e niemal legionistką a po krótkich przygodach z przewożeniem ran-nych pocznie spisywać dla po-tomnych „wspomnienia z cza-sów wielkiej wojny" — bo nic sie wjej główce pustej nie zmie-niło Sięgnie Wasylewski i do młod-szego międzywojennego pokole-nia gromiąc małżeństwa na krót-ko z ciekawości zawierane mno-żące się w owych latach rozwo-dy czy podśmiewając dobrotli-wie z Mrówczyncj ' 'inteligencji mierzonej kilometrami ogląda-nej taśmy filmowej Czasy zda-wałoby się niedawne — przed-wojennej Warszawy a tak prze-cie dalekie archaiczne niemal kawiarniane - dancingowe odleg-łe dni o których dziś czyta się ze zdziwieniem "jeśli nie z za-żenowaniem Ale u Wasylewskiego wszystko jest dyskretne w pół tonach pół słowach o pastelowej barwie I gdy przenieśćŁsięchcemy w świat inny co nie zńał wyścigu pracy codziennego pośpiechu i niekończących się trosk dnia po-wszedniego wśród ludzi którym się nie śniło o srebrnych dwor-kach— sięgnijmy-- do książki Sta-nisława Wasylewskiego % 1 % "WSf"- w- iti Tirzyrzeczy które należy ANDRZEJ CHOCHLIK ©zy w piekle jest Niestety trudno bardzo o col oryginalnego Np dzisiaj pragnął'--' bym zrobić jakiś oryginalny wy-wiad Ale z kim? — Czy z Eisen-howerem Bułganincm Chruszcze-wc- m Edenem Faurem czy Titą? To wszystko już bło — co w tym sensacyjnego? — No więc z kim do diabła? -- - mruknąłem gniewnie do siebie — "Do diabła" — dosko-nale — jak dotąd jeszcze nikt nic zrobił wywiadu z diabłem To na-prawdę coś oryginalnego! Przystąpiłem szjbko do dzieła Dałem anons do "Związkowca" o treści następującej: "Nawiążę kon-takt z diabłem w celach towarzy-skich'' podałem swój numer tele-fonu Następnego dnia po ukaza-niu się ogłoszenia w gazecie ró-wno z wybiciem godziny 12 w no-cy lozległ się u mnie dzwonek te-lefonu Gdy podniosłem słuchawkę usłyszałem słowa: Pan chciał mnie poznać?- - — Tak Diabeł jestem może mnie pan znaleźć w "Organi-zacji Naiodów Zjednoczonych" — To bardzo lozlcgla instjtucja — bąknąłem — Jeśli okaże się pan na tyle inteligentnym żeby mnie znaleźć — znaczy się że jest pan godny widzenia mnie — zachicho-tał głos w telefonie — Bye byc „ Godzinę później bjlem już w sa-molocie unoszącym mnie do Sta-nów Zjednoczonych Wczesnym rankiem zawitałem do gmachu "Organizacji Narodów Zjeduoczd-jiych- " Po czym najlepiej poznać diabła? Po kopytach — W mig wszedłem w koniak z kictpwni-kie- m sprzątaczy "Organizacji N'a rodów Zjednoczonych" Dając mu 10 dolarów v łapę poprosiłenij aby polecił swym' podwładnym ż'e5 by zapuszczając podłogę nałożyli grubą warstwę wosku L me śeie-- i lali go byśLady stóp mogły (się wyraźnie oudic e— u Keys — rzoiu nadsprzątacz - zrobione! „ Na drugi dzień przeglądałem z nadsprzątaczem ślady1 na podło-dze Gdy obserwowaliśmy 'miej-sce delegacji brytyjskiej" zwrócił moją uwagę ślad buta wtyjątkowo krótkiego owalnego i Va'Jk!cgq) dostosowanego widać do kopyta — Mam cię! — krzyknąłem z rad-ością'-— spojrzałem na pizybitą wizytówkę i ujrzałem na niej' na-- ' zwisko: Norman Kicton radca de legacji brytyjskiej Natychmiast połączyłem się z Ambasadą Brytyjską prosząc pana Normana Itictona' do telefonu — Świetnie zdał pan swój egzamin inteligencji! — zachichotał pan Iticton — Czekam na pana dzisiaj o godz 9 wieczorem w restauracji hotelu "Carllon" — kelnerzy wska"-- żą panu mój stół — Bye bye Punktualnie o oznaczonej go- - dżinie spotkałem się z diabłem — Dr Normanem' Itittoncm opowia' dając mu jak go znalazłem - Brawo brawo śmiał się diabeł ubawiony moją inwencją — Pat] jest z zawodu dziennikarzem! —f Skąd pan to wic? — spytałem zdu miony — Dziennikarze z reguły dostają się do piekła Wpędzają iclntam ich kaczki dziennikarskiej Poznajmy ich na pierwszy rzut oka — chichotał pan Kicton — Nie może mi się pomieścić w głowie — rzekłem — że pracuje pan będąc diabłem w dyplomacji brytyjskiej — Gdy opróżniło jsię miejsce po Burgess'ie i --McŁean'ir którzy uciekli do Związku Sowiec-kiego — nasz szef Jego Ekscclen cja Lucyper rzekł do mnie: DobieJ rze sobie pan w piekle jakiegoś do-brego sekretarza i obejmie pan" wraz z nim miejsce po Burgesś'ie vy„ l' 'podziwiać: REGUŁA TRZECH Trzy rzeczy nad którymi trzeba panować: 'i '- - - Temperament jczyk"zachowanie! JTrzy rzeczy które na leży'' rozwijać: ~' L Odwaga uczucie honor! 'Trzy' rzeczy na które łrzeba zwrócić uwagę: ' Oszczędność skrzefność skrupulatność! Trzy rzeczy którymi łrzeba pogardzać: '- -! Okrucieństwo zuchwałość niewdzięczność! STrzy rzeczy które powinno sie życzyć:" Zdrowie zadowolenie przyjaźń! i _ Godność madrośe faktownośćl - ] Trzy rzeczy o których nie wolno zapominać: Pomóc dla~petrzebujących pociecha dla strapionych uznanie jdla zasłużonych! "Air onditiońing" i McLean'ie W Brytyjskim Mini-sterstwie Spraw Zagranicznych bę-dzie wam najlepiej bo są tam lu-dzie-wo gołębim sercu- - wyznający zasadę: "Wszystko rozumieć — to wszystko wybaczyć"- - A Anglia jest krajem prawdziwej miłości bliźnie-go 'Gdy jakiś naród dostanie "knock out'a' pierwsza Anglia spieszy mu zawsze z pomocą — naciera go i masuje aby mógł się znowu bić — A należy dodać iż piekło musi jnieć swego obserwa-tora ' "Organizacji Narodów Zje-dnoczonych" aby na czas wie-dzieć kiedy będzie wojna Przed drugą wojną światową nic mieli- - smy żadnego przedstawiciela Li- - otrzymał list od Ta Nąrodąw z jej wybuchem by-hon- in zabija — dlaczego pa-loHa- kic zawalenie w nowie Eksccl- - L"7 ' nu VffST't Cch l'™futw rdu dowcMiyin o "air ze z trudem mogliśmy sobie dać radę —' Czy w jest bardo go-rąco? — spytałem zaczynając swój właściwy ywiad diabłem — W istocie jcśŁbardzo gorąco — od-rze- ki diabeł — Czy nie ma tam żadnego "ah conditlbn'1? — cią-gnąłem dalej — Jest "air cofidi-tion- " ale dja wybranych dla którzy działając za 'życia źle czynili również i 'dobrze Np z "air conditlon" korzysta u nas wy nalazca dynamitu' a 'zaiazem 'twór-ca światowcj fundacji dla arty-stów- i uczonych' Nobel który dał 1'anu Bogu świeczkę a nam" oga-rc- k — zachichotał Dr Ricton — A czy pickłoropuścić? — spytałem — Tylko cijnogą dostać wizę wyja7dową z' piekła kfórzy czynili ńazfemi źle 'w mńiemajnu iż czynią dobrze Ńp Einstein k'tó'-i-- y prebywnł u has' jakiś eas na Veleanng'ii" otrzymał w izę yj" down "z piekła' aby pójść do czyść-ca a iTfaślępnie do nieba Pofiinlc 'Jego'' Ekscelencja - zaakceptował motywująca '"Forsy iliuweJcn' od-kryciach nie zrobił a miał zawsze dobre intencje" — W ogóle 7obraz piekła przedstawią się zupełnie inaczej niż ten jakf w i li-lerattir-zu_ malujecie — po pi ostu mylnie 'informujecie opinię pu-"6liczną-co nam przysparza dużo kłopotu — 'Dlaczego kłopotu? — spytałem — Nń puściliście nano- - wie „wersję źe" u nas się pall w jii-i'i'- - i Kiiuy mu uo nas piu : go nie spalamy — Co? JW SUUIllJVilJ "— l'(V p!p7 ffflvłw nK ll_ nruuimit "J wn i wpitprzeciwnie __zaAolpeonsokwądał diabeuł nt„JiL wie co ie dzle- - wJ-"- MłiJfcłJIWLIII WJ Oe Lil J„iilUt fmVlaV ry]ę'smarzy?' — Nó tak'długo się aż się nie usmaży — od powiedziałem — Słusnie — diabeł — z człowiekiem jest to sa-mo ale czy to jest jakaś kara? Od-kąd ja jestem w piekle to tylko raz pamiętam Senat Diabelski po rozpatrzeniu dossier- - orekł w sto-sunku (do Mussoliniego iż w u-względn- ieniu okoliczności łagodzą-cych 'może być tylko usmażony w Ejuolc bo nie tyle bjł zły ile głu-pi Ale jego Ekscelencja projekt odrzucił motywując 'źe "chociaż Mussolini był tuman wodzony na pasku przez Hitlera to jednak w ocenie dyktatorów 'hależy także brać pod uwagę Ich życic prywat-ne Mussolini mimo iż miał pra wnie poślubioną małżonkę -ł- o-1! ezył się z jakąś tam Klarą Jeśli nic mógł żyć z niewiastą któ-rąsar- n j-ob- ier wybrał to żył w piekle po wsze z tq którą niy mu' wybierzemy — a my mu wybieramy Ksantypę zonę Śokra-tej- a I co pan myśli? Juz po kil- - ku dniach Ekscelencja otrzymał podanie od Mussolfnićgof Błagam pana 'Ekscelencjo — pisał -- Mussolini — kaź pan spalić jak najprędzej i uwoln od tej yfcejekiej ' baby] — Preciei nazy-wilćaiłoc„: się 1h) -panowie w piekle pa Ale największy raban w piekle zrobił"lfitier --Jego EkTcelen cja ogłosił wyrok" iż' Hitler będzie po --'wsie baby-sifterem- u źy-fJór- yj Hllfer począł wrzeszczeć na całe piekło i — Co ja największy Antysemita z' antysemitów mam nianczyc przez całą wieczność źy dowskie1 bachory?! Nie ra-czej spalcis mnie i jto natychmiast Gdy -- Jego' Ekscelencja 'odpowie1 działkrótkoiiż od wyroku Cucype- - ra niema odwołania Hitler" rozpu icił 'Sobie naldobre fbuz1cjak4 wro-ta: — Co robicie z%„gcby cholewę? łieliścic palić a mc palicie! — Jego Ekscelencja skinął na woźnych: — Wyprowadźcie tę or-dynarną i nfewychowaną łachudię zachowuje się w piekle jakby bjł w karczmie — A 'co ze Stalinem? — spyta-łem — Z nim mieliśmy nieco pd mienny kram niż z Hitlerem Eks-celencja skazał go na czyszczenie po wszcczacy butów Trockiemu 1 co pan myśli? — Już" po kilku dniach Stalin począł zasypywać Ekscelencję listami w których skarżycie iż fiocki daje mu zaw-sze kopniaka I ten takie prosił Ekscelencję o natychmiastowo 'spalenie go Ale Ekscelencja po-dlanie --odrzucił z dopiskiem Z góry przewidzieliśmy ii pan będzie otrzymywał kopniaki i dlatego da-liśmy panu tę funkcję — A coście panowie zrobili z Marem? — Skazaliśmy na w Mara: mono-dz- e i mnie roboty piekle mnie nie palicie?— S "TfT i0b'CPr!c'? " ™yni eon- - piekle z tylko tych można prasie ludzi tensje JltlKlIliW smaży rzekł Pctacci będzie czasy mnie mnie Gdy czasy nigdy Aż Mnnca wieczne przebywanie w kołchozie Po jakimś czasia Jego Ekscelencją lencja odpisał mu Chciałeś pan kołchoz — masz pan kołchoz! Jak pan widzi piekło stoi pod znakiem pełnej indywidualizacji Każdy dostaje to na co zasłużył Mani nadzieję iż po wywiadzie zc mną zdementuje pan tc wszystkie bicchty jakie się o nos iwypisujc Mówi się-oiiia- s zawsze jakoiozło śliwych chamach a tymczasem diabeł musi mieć duże wykształce-nie Ja np nim przeszedłem do służby zagranicznej musiałem uzy-skać topień doktorski Wj mojej tezie doktorskiej pl( "piekło a po-stęp ludzkości" udowodniłem opie-rając się na danych ilalystycznych że między postępem a" piekłem jest stosunek wprost proporcjonalny: im w fększy postęp — tym' większo piekło Ale j my za( duźoj gadamy a za mało pjjcmy' — a picie (to moje hobby' Sporządzę zaraz coc-tail diabelski i Diabeł Nylał do skoczu iśliwowlcę a do śliwowicy ze skoczem fum poczym to wszystko 'zaiaf porterem Nalahpcłną szklankędfa mrife 1 dla sTcbic następnie trąclslę 'zcynną móWącrNnj7iro_vtc" Po 'wypiciu coctailu diabelskiego zaczęło nii się coraz uaruzicjniiącic w giovie Plątałem cośl piąte przez dziesiąte poczym zacząłem ryczeć na cały głos: Rewelacja icwelacja I ob-sunąłem sicjiia kanapę Nad ranem przebudziłem się' z głębokiego snu Byłem sam w ic-staura- cjl hotelu "Carlton" na sto-le widniała kartka papićrunajkló-rc- j wyczytałam następujące sfowa: Droci Panie Dzfękującxza 'mifctspędzony wic- - ditlon" w przyszłości i odoowied- - nio do tego kieruje swymi uczyn-kami v Do miłego zobaczenia się w pie-kle życzliwy fPanu Dr Norman Hlcton diabeł PS liył Pan moim gościem ra-chunek' zapłacony — Memento ''aircondltion' ! Koniec] Prawa przedruku 'w całości i w częściach zastrzeżone W FILHARMONII _W błękitnej sali paistwoycj Filharmonii w Krakowie odbył się 'w dniu 18 stycznia koncert" kolęd polskich Koncert ten sponsorowany był przez reżymowych katolików i księżypatriotów mających wy-łącz- ne prawo organizowania podob-nych imprez o charakterze religi]--ny- m Przed rozpoczęciem koncertu przemawiał ks Jan Kornobis jeden z czynniejszyeh ksieiy-natrióló- w Prelekcje" q kolędach polskfch wygłosił nrof- - RrnniKłiw nlitU-- t-śki rektor Wyższej! Szkoły Mu-zyc7n- ej w Krakowie Przedstawił on {słuchaczom mało znany cieka-wy obraz historycznego rozwoju polskich kolęd kfóre można1 po-dziel- ić na -- dwa typy liturgiczny K ludowy Najstarszym typem ko-lęd polskich jest kolęda liturgicz-na układana przeważnie do tek-stów łacińskich Melodia oparta js£ na mo'tywach Śpiewu gre"go-riańsklego- Do tego typu naleźąiipi kolędy Mikołaja z Krakowa Now-szym typem jest Kolęda- - oparta na motywach ludowych tak" mu jzycznych jak i tekstowych Melo- - u iLu aoivu zaczerpnięta zosta-ł- a' z Piei5fiHilffiy-cKrzl"tiow-eJ muzyki tanecznej Np Ko'lęda Bro-zińsńeg- o '"BŻg się 'rodzi"-- mą rj-t-m poloneza akolę'd'a "W żłobje leży — ("em'po kujawiaka kolę-dowy koncert FilhamonTf krakow-skiej stał' na wysokim poziomic i przyjmowany był długotrwałymi (oklaskami ~ rjci !][ 1IuS:Ii I (t IŁM nn m w tt( a '4t m lx Lrr hit n Mj M f t u f !! ia: W pr IMl m- -ł ŁNS łfTli HM assgs |
Tags
Comments
Post a Comment for 000055b
