000081b |
Previous | 7 of 12 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
"= w-rr&f-r
iv
ąi- -
g Tadeusz Nowakowski 4gN
j x ""raf i
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone (Copyrignt by T Nowakowski) V i
M i IIIIHI obchodzą prowincjonalne
: roTKjacie? Dopiero w takiej chwili lfobecna — pomyślał ze smutkiem —
P cle roznosi tnc(-- umhuu oiC mr uumi z rodzinnego miasta ciężar sa-KLj- ci
wali się na twoje barki stuki-£- L
sorkiem Przypomniał sobie spot-fet- a
niegdyś na szosie dziewczynę z kar-0'n- mi
noskiem ibrzydactwa z parafii
IPlróJcy swoją póżal-się-Boż- e przygo-K- L
i ™ Mnicżei bombie Ona bv
ft leju Jr" 1—
Su!a wartość tych informacji Kto
Cacze' Nagle przypomniał sobie że w
paliku obozowym leży przecież kra--
" -- aCai: jau — -- -- - 7— Ki-homeopata-as-trolog
który miesz- - IS kiedyś na Starym Rynku w kamie-K- L
mistrza Twardowskiego Jakże
fel o nim zapomnieć! O starym zac- -
ym pośmiewisku całego miasta nieszko-araji- n
szarlatanie o najlepszych inten-M- h
Jakubek wróżył z ręki leczył pac-Mó- w
wywarem z rumianku nie brał
Morariów JeKarsKicn prowaozu wmie]-jjle- j
gazecie kącik astrologiczny "Co
dfta gwiazdy" drugą wojnę światową
ptópóttiedział z dziesięcioletnim przyw-Eieszeniem
na rok 1929 Jego rumia- - jeśli nawet chorym nie zawsze po--
21) Ud jJcwiiu anguj ai mc orwuuii
fm norosKopy laisu viebiy &ic puwo- -
jjmue i poprawę sytuacji finansowej
affibek odznacza! się łysiną którą ozda-i- f
dwoma pasecakami siwych włosów
irzecinaiacycli czaszkę na ukos figlarny- -
ipKOKaruKaim uiuuisd u iaQit:niuewz I msze uśmiechnięte oczy wzbudzały
Iratpatię i zaufanie Jakubek twierdził
ijździalał dla ojczyzny niż wszyscy ge-kllow- ie
razem wzięci: ocalił kraj przed
ajcdem bolszewickim w r 1920-y- m
faCmalo znany szczegół z najnowszej
putoni foisKi wyszeaf na jaw dopiero
i piśmie astrologa skierowanym do ka-ptał- y
orderu "Polonia Restituta" "Wy-grałe- m
duchy na tyłach aiunii czea--roie- j
— pisał Jakubek do Warszawy
-- loncentrując fluid kosmiczny gamma
aśobie Tuchaczewskiego zmusiłem
mo odwrotu" Tui przed wojną pocz--m
itaruszek wydał rozprawkę astro-ikonomicz- na
w którei wystamił z oto- -
Itóm wprowadzenia dwudziestogodzi-nni
tygodnia pracy — "Nie jestem
iluromaiitą! — zarzekał się w słowie i
i'pjsmie — Jestem chirologiem ucz
HM'
L-tl-SS-
-'ra-
73
m
1'Zrobił krnlc nnnrzńrl 1pp7 rnlinłnik zn- - §M sobą drzwi:
lJt Julro f o już ja póide gdzie indziej
TO dyrektorze Ja dość mam tego
ilKrzVSZtof orManił' 7riiiminnv Nirff!v
fctythezas żaden z robotników nie odzy-- ™
Ji? doń w sposób tak prowokacyjny
mero teraz przyjrzał się natrętowi:
®3[Pty brunet o ponurym wyrazie twa-tyjbran- y
odświętnie z melonikiem w
k Czego pan sob'ie życzy?
y Czego sobie yczę? — uśmiech-%-f
? ironicznie — ano pan dyrektor
nie zna? ~N7iv-- m ci o iTniitciat
A-Z-? i coz z teso? — ninfliniTłliwifi za- -
'łM Krzysztof: Nazwisko nic mu nie
nopo_ i
fc7 Niby pan nie wie to mogę panu
Widzieć tylko nie będziemy tu z pa--
ttfiH --
em na korylarzu gadać
if J' 2aintrygowariy niż zaniepo- - Wy Kl7VS7lnf cU-in- oł rrł„n i „nnr1)
3t°-emPdo-
' gabinetu Pomimo
nawet granej postawy Fe-jsgprn- ie baisię go wcale Przez chwi-ranysla!l- tż
dobrze byłoby stanąć tak
&-4raz- ie czego 'móc dosięgnąć ręką do
"wWjKa lecz zreflektował siphin hankn
sOfa) m Wic -m°wae — odezwał się nie-Mnv- ie bardzo się śpieszę
aSiedzia robotnik — to ja służyłem
I Łj'" " IVUJSKU ill!Aaa — cnfnnł !„ V~„„r
ojciec pana dyrektora
3aiali ' dnlżej zwodzić się nie
& X3H?ka n daamgłuspięimwnyisetryje-"-
C lTe was wystrychnąć na dud- -
jy-- ? Pi
źrnMi
Sm
Pieniądze i rimm-nfni- n ? — rni-on- o v w
i "'tasnie vo nnn „ 7-„i-iii fi i£$ do pana naczelnego ywi kazał żeby mi wypłacać ty--
ttVid ja talf za darrnn tiip rhrp
ziof zapalił papierosa i usiadł
ał SlP lOflnb- - 1- - Ti t -- t _
1 wiedzieć- - skoro wydał polecę-cani- a tygodniówki Cee zatem "by was przyjęto
Loarze Jesteście ślusarzein
hw-vi25&- &i ftifc8a!jfc4ig3
f!t'
"ZWIĄZKOWIEC?- - MARZEC (MarcM Srads Ś —1551
niem wielkiego Kruegera z Lipska! Mie-dzy
chirologią a chiromancją o czym niektórzy obywatele naszego miasta zda- ją się jeszcze nie wiedzieć jest różnica
zasadnicza: jak między astronomią i a-strolo- gią Chirologią proszę panów jest
nauką!"
Biegnąc przez bioto do szpitalnego
baraku Grzegorczyk czuł wyrzuty su- mienia że do tej pory nie zainteresował
się starym dziwakiem bądź co bądź —
krajanem Widział go zaledwie dwa lub
trzy razy przyczyni staruszek owinięty
szmatami po uszy plótł takie androny
że do rozmowy o wspólnym mieście właś-ciwie
nigdy nie doszło Jakubek we wrze- śniu 39-g- o uciekł na wschód Mimo sła-bego
zdrowia zapędził się z falą bieżeń-có- w aż pod Zdołbunów i wiele tam prze-cierpiał
Od tego czasu żył w nieustannej
trwodze Bał się panicznie wkroczenia
wojsk sowieckich do Papenburga błagał
pielęgniarzy o prawo wyjazdu do Pary-ża
budził się po nocach spocony i pól
przytomny z krzykiem: "Ruskie idą!"
Na gwiazdkę Jakubek ostrzegł emigrację
przed spożywaniem opłatków 'przysyła-nych
w listach z kraju Wysłał nawet w
tej sprawie apel do rządu emigracyjnego
w Londynie zwracając uwagę na sowiec-ki
plan masowego wytrucia anly-komuni-st- ów
przy pomocy opłatków z arszeni-kiem_Ni- e
wysyłano go jednak do nie-mieckiej
lecznicy dla nerwowo chorych
gdyż w komendzie obozu panowało prze
konanie że "lam go dopiero wykończą
te łotry leczą zastrzykami fenolu" Po
latach wojny i okupacji w obozie pano-wał
zabobonny lęk przed niemieckimi le-karzami
i szpitalami Już tam major Kos-ko
dobrze" wiedział co czyni gdy nie
chciał wydać opętanego przez Belzebuba
Grządziela w ręce psychiatrów Także i
Jakuba Jakubka-Jakubowskieg- o szkoda
było na poniewierkę w szwabskim kran-kenhaus- ie Pół roku temu Papenburg za-groził
'głodówką przeciwko udziałowi nie-mieckiej
lekarki w ekipie UNRRY Na-wet
dzieci w szkole zbojkotowały które-goś
dnia szczepienia ochronne przeciwko
tyfusowi biorąc sanitariusza-Szwajcar- a
z Bazylei za Niemca Szwargotał swoim
"Schwytz-duelscli-" i to wystarczyło że-by
nie obnażać przed nim wychudłych
ramion
— Gdzie jest Jakubek? — zapytał nie
IJTadeusz Dołęga=Mostowicz B
!iaJ3eu'y
SfrfecacanM'
uęjzasłuzbęnvojskową"otrzyma- -
— Ślusarzem — niezdecydowanie
potwierdził Feliksiak
Krzysztof bez namysłu przysunął blo-czek
napisał kilka słów wyrwał kartkę
i położył przed Feliksiakiem:
—Zgłosicie się z tym jutro doinży-nier- a
Zaleskiego i" będziecie przyjęci do
narzędziowni
Feliksiak obrzucił kartkę niechętnym
spojrzeniem milczał chwilę wreszcie
wzruszył ramionami i patrząc w kątpo-koj- u
powiedział:
— Ja tam nie chcę Panu dyrektoro-wi
zdaje się że jak kto urodził się robo-ciarzem-- to
już Żadnej dumy-ni- e posiada
żeby do czego wyższego dojść Służyłem
za pana w wojsku-nielegalnoś- ć zrobiłem
mnie za to mogą wsadzić do kryminału i
ja ryzykować nie myślę Za takie rze-czy
to grubo trzeba płacić
Krzysztof zmarszczył brwi:
— Toteż i pfaci się wam
— Jaka tam zapłata Tyle to ja sam
potrafię zarobić ułamkiem żadnym me
ko to panu za darmo wypada
— W takim razie — Krzysztof nerwo-wo
zacisnął palce — nie Bę-dziecie
zarabiali bez pracy
Feliksiak kręcił w ręku melonik i pa-trzył
ponuro w ziemię Na jego bladym
czole nabiegły gęstą siecią niebieskie
żyłki:
— A ja panu dyrektorowi powiem
tak: łaski nie potrzebuję i co milczłowieka
się jah zeuiaft mc ucuc uu naj
przychodzić po Na tar-gi
mnie pan nie weźmie Albo da mnie
pan sto tysięcy ale gotówką na stół albo
idę do policji Ja przepadnę ale i pan
Tir7RTadnie Po mnie to niewielka strata
—
do to me co rowieazia-łem- :
sto tysięcy na i fertig
zerwał się miejsca Ogar-nęło
go oburzenie zacisnęło krtań:
— To szantaż! zasyczał — to łajdacki
Drżały w fibry nie
mógł opanować rąk ani warg się
trzęsły go niesłychane obrzy-dzenie
do samego siebie obrzydzenie do
wszvstkie£o
Od chwili Edy laKO awunasioiemie
HTict-n-finTCicdńsł-si- e od Todńców o tym
mowę dyżurnego pielęgniarza na izbie
chorych
Michejda ze zdziwienia podniósł brwi
— Jakub Jakube£Jakubowski! — po-wtórzył
z uśmiechem Grzegorczyk —
Sławny astrolog chluba mojego miasta!
— 'Michejda chwycił za rysik i napi-sał:
— Umarł w zeszłym roku
— Umarł? — zdziwił Grzegorczyk
— Durchfall — dopisał Cieszyniak na
swej grafitowej tabliczce
— Dobrze że wykopyrtnął — odezwał
się jakiś głos na pryczy — Gorszy od
Grządziela! 'Nie dawał nam spać po
Ciągiem "Ruskie idą" krzyczał
Grzegorczyk wrócił do swej -- izby z
uczuciem głębokiego zawodu iJakubek
nie żyje! Tylu ludzi umarło w zeszłym
roku nic dziwnego że przyszła kolej na
starego dziwaka Co drugi — trzeci dzień
wynoszono kogoś w kocu z izby chorych
za torfowisko zalewano wapnem zasy-pywano
chlorem Śmierć Jakubka nie
stała się wydarzeniem w obozie Nie
zwrócono na nią uwagi Nikt o niej nie
wspomniał przy stole w kasynie
to dobrodziejstwo losu: umrzeć we
czasie Gdyby chirolog-homeopa-ta-uma- rł
przed wojną naStarym Rynku
w kamieniczce mistrza Twardowskiego
pół miasta wybrałoby się na pogrzeb
Szłyby cechy chorągwiami sokoli w
szamerowanych pelerynach chór pieka-rzy
śpiewałby "Requiem"" na cztery gło-sy
król bractwa kurkowego kroczyłby
w orszaku ryngrafem na
piersiach z w Nie należy
umierać poza rogatkami rodzinnego mia-sta
Dyrektor "Jedności" na szczęście ma
swoją ulicę Ulica Jana Grzegorczyka na
Czyżkówku! Patentowanego "bojownika
o postęp i demokrację!" Miasto obchodzi
swoje sześćsetlecie! — spojrzał na list
Małgorzaty — I nikt o tym tutaj nie wie
Nawet Jakubka zabrakło żeby"się z nim
podzielić dobrą nowiną
Usiadł na pryczy przygnieciony cię-żarem
samotności I po raz drugi od
niefortunnej wizyty na Pestalozzi-Strass- e
zaczął myśleć o córce Diany Voss o Ur-szuli
Heinemann
System Raczki nie zawiódł
przed obiadem redaktor-- pchnął
jednego z'wisusów do -- miasteczka na
zwiady Umieścił go"jako "oko" w dogod-nym
punkcie obserwacyjnym tuż poza
rogatkami przy budce telefonicznej Ka-zał
mu patrzeć na szosę czy nadjeżdżają
autobusy z Amerykanami Koło trzeciej
chłopak zameldował przez telefon że go-ście
minęli jego widetę i walą prosto na
obóz
już! — pod-- 1 portek co
— czynili wyjątkowych
wreszcie dowiedział od ojca że mo-tywem
tego oszustwa były
zmarłego dziadka Wyzbora nie umiał
znaleźć w sobie przebaczenia dla ojca
przez długie lata Bał się że go zniena-widzi
że matkę walka z tą
nienawiścią zżerała jego nerwy
Wówczas widział w tym niskoźć po-budek
teraz zaś dopiero się
przed błoto postępku rodziców
Czuł niemal fizycznie lepki brud otacza-jący
go zewsząd
Ratować się ratować za wszelką
Uciec od tego Bodaj za cenę życia
Od dawna zdawał sobie sprawę że jego
udziałem jest tylko nieszczęście tylko
obcość i tylko beznadzieja lecz teraz oto
wciągał go lej gęstego bagna Brud b-hyd-ny
brud
Stał oparty o biurko i nie czuł bólu
w palcach które wpijały się w drzewo
Krew napływała do czaszki i zdawała się
rozsadzać skronie Nie widział teraz
przed ani ścian gabinetu zawieszo-nych
fotografiami Zakładów Przemysło-wych
Braci Dalcz ani stojącego przed
biurkiem robotnika Widział tylko zwię
dłe ojca powtarzające: "tak trzeba
tak' oczy ileż
matki i wstrętne lepkie błoto które na
pływało ze wszystkich stron czarnymi
bulgoczącymi falami
— -- Precz! Precz ode mnie! — krzyk
nął rozdzierającym rozpaczliwym
— precz ode mnie! Precz
Zanim opadł bezsilny na fotel otwo--
ani inwalidą A całe ryzy-jrzył- y się z impetem jednocześnie drzwi
pracujcie
pieniądze
wiem
naiezy
pieniądze żadne
kryminału
Krzysztof z
wszystkie
Ogarnęło
właś-ciwym
z i
żałobnym z
cylindrem
-- alarmowy
znienawidzi i
otworzyło
od korytarza i z sekretariatu Do gabine
tu wpadł Holder i dwaj woźni którzy
odruchem rzucili się na Feliksiaka Ro
botnik zasłonił sie rekami
— się stało? — przerażonym gło
sem zapytał Holder
Krzysztof przetarł palcami i po
wtórzył bezdźwięcznym głosem:
— precz zabierzcie stąd tego
Jeden z woźnych chwycił Feliksiaka
za kołnierz i zaczął nim potrząsać z wście-kłością
— mnie! — wyrwał się Felik-siak
— ja co złego zrobiłem?
— Tak tak puśćcie go — powiedział
ale jak takiego burżuja jak pan zamkną i zabisrzcie stąd Zostawcie
oyie
stół
które
nim
które
się
no-cy
Jakic
ręku
owej
Tuż
się
nim
ce-nę
sobą
usta
Precz
mnie samego
— Może podać panu dyrektorowi
szklankę wody? — zapytał Holder gdy
woźni i Feliksiak znaleźli się za drzwiami
— Nie dziękuję panu — oparł głowę
na rękach i siedział nieruchomy
— Ten Feliksiak już nieraz nachodził
tu pana Pawła„ Doprawdy nie
pan dyrektor przejmować się Zwłaszcza
w takim dniu Ludzie żadnego wyrozu-mienia
nie mają- - Holder z nogi na noie oo--
zestał jeszcze chwilę lecz źe
TC „i-rw- o ie=o viii "bo tak'trzeba" haweł nie podnosi!
- - - --I TrS~ J_T1- - T=TTT ur S ~~~-- J i—©e-sśSS-s:e- ~z Tyz: XŁicujiŁiuii &ic i wi-cu-i
22S CC2U
Wszyscy na sTanowiska! Tłumacze na
wartownię Panie z komitetu gospodyń do kasyna! Kolega Sobczak ustawia chór
w świetlicy! Dziewczynki w krakowskich
strojach biegiem pod bramę! Starego
Grządziela schować do komórki!
W chwilę później rozległo się becze-nie
klaksonów na szosie Międzynagimi
gałęziami błysnęło aluminium autobusu
Raczka kopnął się ku palisadzie
Nadjechali! Ociężali podróżą odurze-ni
ciepłem grzejników wydobyli się z
autobusu ospale i niezgrabnie Ten i ów
przeciągnął się bezceromanialnie jak po
wyjściu z 'łóżka Panie z ziewaniem któ-re
im wykrzywiało ładne twarzyczki wy- plątywały się z wełnianych pledów
— Muszą być po dobrym obiadku
— mruknął ktoś w tłumie Wino usypia
zepsuliśmy im poobiednią drzemkę
Senność przeszła im z miejsca gd$
zaczęli majstrować wokół aparatów fono-graficznych
Odżyli wrócili do forrnv
życie nabrało dla nich sensu! Ledwie wy- -
paproszyii się z wehikułów spoglądali z
niepokojem w niebo czy słońce nie scho-wa
się za chmurę przed dokonaniem
pierwszych zdjęć ale słońce sprzyjało
miłośnikom fotografii Po chwili majdan
zaroił się od barczystych rozkraczonych
mężczyzn zaopatrzonych we wizjonerki
swycn aparatów Patrząc na ten rozkrok
można było sądzić że fotografowanie jest
potrzebą fizjologiczną (Grzegorczykowi
przypomniała podobna scena zbioro-wa
z lat wojny: pluton Panzergrenadic-ró- w na gwizdek oficera siusia na mury
katedry we Włocławku) Fotografowali
wszystko 1 nic niemal na oślep: zabłoco-ne
wrony na zgniłej łączce brudną kozę
która ciągnęła za sobą wyrwany palik
na drodze orzełka na czapce Raczki na-pis
"Halt!" przed wartownią Bardziej
wybredni fotografowali się w towarzys-twie
dziewczynek w krakowskicli stro-jach
które przed chwilą wręczyły przy-byszom
zza Oceanu chleb i sól na tacy
Aż wreszcie znalazł się fotograf z polo-tem
Jowialny grubas w kraciastej wia-trówce
potrząsając torbą cukierków w
powietrzu zwoływał obozowe dzieci Nad-fruwa- ły
ze wszystkicli baraków trzepo-czącą
chmurą jak gołębie na placu św
Marka Szybkość z jaką kilkunastu ol-brzymów
wycelowała w nie obiektywa-mi
wzbudziła podziw gawiedzi Rzadko
klory myśliwy potrafiłby tak szybko zło-żyć
się z fuzji do przelatującego ptactwa
— Welcome to Papenburg! Welcome
to "little Poland" in Germany! — Raczka
dygał przed bramą obozu jak Chińczyk
przed herbaciarnią Pomagał paniom wy-siąść
z autobusów Omal nie wynosił wa-lizek
z bagażnika
Setki oczu przyglądały się przyby-szom
ze świata Nieśmiałe babiny po
i wiejsku wychylały się zza węgła baraku
Jadą Jadą! rozległ się Mężczyźni wyjmowali ręce z
niecony głos Raczki w megafonie tylko w wypadkach
pieniądze
całe
moje
oczy
Puść
czy
Krzysztof
pouinien
przestąpił
Krzysr+of
Upłynęło dobre pół godziny zanim
Krzysztof zdołał przezwyciężyć bezwład
woli podnieść się i pójść do domu)
Nie poszedł na górę Nie mógł' teraz
widzieć matki Jej stan nie wywgłałby
w nim teraz współczucia nie umiałby
zdobyć się teraz na wyrozumiałość
Ograniczył się do wysłuchania spra-wozdania
lekarza nie tknął przygotowa-nej
kolacji i zamknął się w swoim poko-ju
Teraz wiedział że już wszystko skoń
czone
Jutro z rana Feliksiak złoży doniesie-nie
policji i pozostanie tylko jedno: —
samobójstwo
Może to najlepiej może to i najmą-drz- ej
Na cmentarzu jest tak pogodnie
i cicho i doprawdy nie ma po co upie-rać
się przy życiu kilka lat dłużej czy
krócej Przy takim życiu w którym
przecie nie nikt zupełnie nikt
W pokoju było zimno Krzysztof otu-lił
się kołdrą i czuł spływające po twa-rzy
łzy:
— Pawle Pawle — starając
się zdusić swój głos i nie dosłyszeć jego
brzmienia — Pawle gdybyś mógł dać mi
chociaż odrobinę -- chociaż mgnienie szczę
łak-trzeb- a trzeba" i przerażone śria-- Q łatwiej wówczas byłoby um- -
głosem
jestem
Co
widząc
się
zostaje
szeptał
rzec Nie to nieprawdopodobne by
powstało jakieś istnienie którego celem
było stać się fragmentem brudu świata
to niemożliwe by wyzuło je z wszystkicli
praw człowieka! Boże! Przecież we
wszystkim jest cel i logika Czyż nie mam
nic do spełnienia! Przejść pustką i być
pustką beztreściwym cierpieniem nie
nagrodzonym ani jednym promykiem
światła To nieprawda! To niemożliwe!
A jednak rzeczywistości nie można
było wymazać Krzysztof nie pamiętał
słów Feliksiaka nie pamiętał nawet kwo-ty
o jaką mu chodziło lecz był pewien
jednego: za żadne skarby świata nic da
się wciągnąć w bagno
Raczej śmierć Raczej kula rewolwe-rowa
która przeszyje mu" mózg przenik-nie
do centrów życia Ciało zesztywnieje i
zacznie się jego rozkład Rozsypie się W
szary pył połączy się z ziemią Nicość
Nicość która teraz jest jeszcze jędrnym
wysmukłym ciałem dziewczęcym niena
syconym głodnym spragnionym żywym
kłębowiskiem palących uczuć nie wydo-bytych
porywów
A jednak musi zobaczyć go bodaj
raz jeszcze Musi raz jeszcze dotknąć je
go ręki Potem niech się dzieje co chce
Za drzwiami rozległy się ciche kro-ki
i po chwili pukanie do drzwi
— Krzysiu dziecko moje — ledwie
dolatywał głos — otwórz to ja
— Czego mama chce — po pauzie
odezwał się Krzysztof
— Otwórz dziecko proszę cię za-klinam
— klamka poruszyła się niecier-uliwi- e
iTrsyciicf ncłłł cdieręcił ilucz wsam-Ł-u
i' uchylił drzwi:
Najwifksiy wybór płyt z polikłml
melodiami znaidziesi w Związkow-cu
Pisz po kałaloai
Poezje
TMKA
:(11
WIERZYŃSKI K
Cena $150
Do nabycia
w "Związkowcu"
1475 Queen Sł W
Toronto 3 Orit
jniiiiiiiiiiiiiiiiiiimiiimiiiiiiwMiit
CHCESZ ą I
I k u p i ć n
1 sprzedać H §§
= OGŁOŚ §§
= W "ZWIĄZKOWCU" =
= DROBNE ==
= OGŁOSZENIA =
5 St za słowo £5
= dadzu ci rezultaty! =
E Mieszkania Kupno — ES s Sprzedaż Poszukiwania == s 1 Matrymonialne' ogło- - ==
E szenia przynoszą na- - ss E tychmlastowe wyniki! EE
= WYKORZYSTAJ ==
E USŁUGI ==
E "ZWIĄZKOWCA" ES
E 2 razy w tygodniu ! 1 1 ES
IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIMIIIIIIIIIII—
DO POLSKI
PIENIĄDZE PEKAO
LEKI ŻYWNOŚĆ
Najlepiej Najtanioil
JAIIIQUE TRADK1G
J KAMIEŃSKI
I Toronto 3 835 Queen St W
tel EM 44025
Edmonton 10649 97th St
tel GA 2-38-
39
DENTYŚCI
D3-- S t
Dr W SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
(drugi dom od Ilonccsvallcs)
Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
Telefon LE 1-4-
250 129 Grenadier Rd
S
Dr S D BRIGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — STOMATOLOG
Specjalista ihortb lamy uitna
Physlclan's & Surgeons' Bulldlng Kancelaria No 270
86 Bloor St W — Toronto
Telefon WA 2-00-
56 JW
Dr E WACIIIJA
DENTYSTA
Godziny: 10—12 I Z— 8
386 Bathurtt St — EM 4-65-
15
aw
ruinoc w sprawacn
i'oisce — Kontrakty i
Toronto Ont
-- 5=1 f i
f ' ' ' uj i J&JHARBWllE:
Folikl iklad tewarfwrtłllttttSi
farb naurrt kuthinnyeh'erM-p- m borsw ©arXMtnft
J Stefaniak wlałć
745 QucenSf WJ- - EM64ISI
Solidna obstuffC— NUUeeeny-Bezpłatn- e
porady w tprawacbkan
llzacjl i ogrzewania s
OKULIŚCI
Okullłtk " 3"
Br BUKOWSKA
"
274-Ronceiva- il8 :Avoj I
(pity Gąoffrey)
- TILE 2-54-
93 v#'
Ocdilny-przyJę- ćs codzlcnnla oiKlt
rano do 8 irtecŁ w"soboty: oo" W do 4 wleci '
ADWOKACI I NOTARIUSZE
E H ŁUCK BA LLD
(ŁUKOWSKI)
I R H SMELA DA LLD
ADWOKACI OBROŃCY S- -W
NOTARIUSZB ł ł
Wspólnicy firmy'' prawnlćtelitTi:
Bliney Pasternak Łuck Smtle
Englelson &Watton v S7 BLOOR ST y r6g DnyWA-5-3-Jl
Oddział wTolwIetowni --~
wieczorami za telefonicznym
porozumieniem' $ t}-- 3
STEFAN A- - ' Mr y
MALICKI UM
ADWOKAT OBROrfóW
I NOTARIUSZ ' ' -- Biuro" tel:" AT'9-030- 1 ft
W poniedziałki 1 środyod
630' do fl-wIecaV- fN W soboty od '10 dol2 wpół '
Roncesvallcs Ave c
LE 4-88-
25
-- i - ' v "
JAN L 2 G0HA '
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ '
Tel Biura: LE 3-12-
11 F 1479 Quen St Wii — Toronto
GE0RGE BĘHJAiU
ADWOKAT "l NOTARIUŚrP"
Mówi po polsku ł'
1134 DuńdasSt W 't Toronto
Tel il'-4'ł'rLE'4-- 8432'
GrHEIFETZjlr
ADWOKAT I NOTARIUSZ i
Ouen St Wat tM 41
SHEIFETZ
NOTARIUSZ "i i
5J Wellington Sł W Toronto Ont
EM ł4Sl"-JwlłCzora- mt WA 441l
VW 113
E V MATURA LLH
ADWOKAT — OBROŃCA' ' '
NOTARIUS2: V '
10 Adeltlde St Eait„Tor4nfO Ont
Tel Biura — EM 4J5
Mleśzk — LE '1-54-
22
A 100-- W
BIELSKI & BIELSKI
Adwokaci NoTariuize'-- " Obrofiey
CM BIELSKI BA BCL '
VW BIELSKI B COMMłłJV
Sulle404 "--
1 ą' ' '
Board ot Trąd BulU ' -- Ł '
11 ADELAIDE ST W' TORONTO
TEL': EM lWn? j V Wleszorerne tlefonlcjnym- -
porozuniltnlfm v „
TEL! CH'4-7J1- 4 w_jy
Jan Alsxandrowjcz — Notary 'Pub!itf'ŁW
POLSKIE JIUKO INpOKMACYJNE '{ rouzmnycii spaflkowycl i majgtkowych w v' mne dokumenty Imigircja Income Ta a Thimacrenia -- '' !' "?'
618-- A Queen St Wt Tel EM'
' (
JEŚLI CIERPICIE NA JKUTEIC ' ' '
iiieuslannęgtthaszu PowodoyaneBoprzoŁprczicljieiile')jrónchitf
lub nadmierne palenic 'papierosów polecamy ldćarstwo' które-przynie- sie
wąm-nalychmiasto-wa
kojącą Syrop łciL-sprop-a-' FmV!P?2LX£diu'J CuropcJskicgo odTefajat
(RAOFOJlDSOUGHALSAMiea-da4ye1-wervSw- Ł znanych aptekath — Satysfakcja gwarantowana lub zwrot pie- niędzy len syrop jest do nabycia także drogą pocztowa-Piszci- e do
CROMWELL DISTRIBUTORS
ADELAIDE POST OFFICE — TORONTO ONT
PO Box 591
KENNEDY TRAYEL BUREAU
296 Oueen St W (róg Soho)
Tel EM 2-32-
26 załatwia
8-54-
41 łlK
ulgę'
y
FACHOWO SPRAWNIE SZYBKO TANIO:
SPROWADZANIE KREWNYCH DO KANADY WYJAZDY
DO POLSKI SAMOLOTEM OKRĘTEM JUŻ PRZY" 10%
WPŁACIE TŁUMACZENIA WYSYŁKA
PACZEK I PIENIĘDZY
się z pełnym zaufaniem zostaniecie obsłużeni
jeżyku polskim przez kier Jerzego ŁUCKIEGO
Używajcie najlepszy węgiel!
NIEBIESKI"
THE
s
wodoelajowyetpj
BEJNAłUOD
383
NOTAJILALNE
Zgłaszajcie
mm u M "WĘGIEL
Będzfecis mieli ciepły wygodny dom ł otzczf-dzki- e jDieniądro Zadzwońcie do nas zarar
W$
WEGIEL OLEJ OPAŁOWY PIECE PALNIKI OLEJOWE
COUFIMY LIUITCO
Ta
lfcV
18-- Wi
!l
i
'
i i
I f
r
i
i
J 1
i i
f
Ą
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, March 08, 1961 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1961-03-08 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000071 |
Description
| Title | 000081b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | "= w-rr&f-r iv ąi- - g Tadeusz Nowakowski 4gN j x ""raf i Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone (Copyrignt by T Nowakowski) V i M i IIIIHI obchodzą prowincjonalne : roTKjacie? Dopiero w takiej chwili lfobecna — pomyślał ze smutkiem — P cle roznosi tnc(-- umhuu oiC mr uumi z rodzinnego miasta ciężar sa-KLj- ci wali się na twoje barki stuki-£- L sorkiem Przypomniał sobie spot-fet- a niegdyś na szosie dziewczynę z kar-0'n- mi noskiem ibrzydactwa z parafii IPlróJcy swoją póżal-się-Boż- e przygo-K- L i ™ Mnicżei bombie Ona bv ft leju Jr" 1— Su!a wartość tych informacji Kto Cacze' Nagle przypomniał sobie że w paliku obozowym leży przecież kra-- " -- aCai: jau — -- -- - 7— Ki-homeopata-as-trolog który miesz- - IS kiedyś na Starym Rynku w kamie-K- L mistrza Twardowskiego Jakże fel o nim zapomnieć! O starym zac- - ym pośmiewisku całego miasta nieszko-araji- n szarlatanie o najlepszych inten-M- h Jakubek wróżył z ręki leczył pac-Mó- w wywarem z rumianku nie brał Morariów JeKarsKicn prowaozu wmie]-jjle- j gazecie kącik astrologiczny "Co dfta gwiazdy" drugą wojnę światową ptópóttiedział z dziesięcioletnim przyw-Eieszeniem na rok 1929 Jego rumia- - jeśli nawet chorym nie zawsze po-- 21) Ud jJcwiiu anguj ai mc orwuuii fm norosKopy laisu viebiy &ic puwo- - jjmue i poprawę sytuacji finansowej affibek odznacza! się łysiną którą ozda-i- f dwoma pasecakami siwych włosów irzecinaiacycli czaszkę na ukos figlarny- - ipKOKaruKaim uiuuisd u iaQit:niuewz I msze uśmiechnięte oczy wzbudzały Iratpatię i zaufanie Jakubek twierdził ijździalał dla ojczyzny niż wszyscy ge-kllow- ie razem wzięci: ocalił kraj przed ajcdem bolszewickim w r 1920-y- m faCmalo znany szczegół z najnowszej putoni foisKi wyszeaf na jaw dopiero i piśmie astrologa skierowanym do ka-ptał- y orderu "Polonia Restituta" "Wy-grałe- m duchy na tyłach aiunii czea--roie- j — pisał Jakubek do Warszawy -- loncentrując fluid kosmiczny gamma aśobie Tuchaczewskiego zmusiłem mo odwrotu" Tui przed wojną pocz--m itaruszek wydał rozprawkę astro-ikonomicz- na w którei wystamił z oto- - Itóm wprowadzenia dwudziestogodzi-nni tygodnia pracy — "Nie jestem iluromaiitą! — zarzekał się w słowie i i'pjsmie — Jestem chirologiem ucz HM' L-tl-SS- -'ra- 73 m 1'Zrobił krnlc nnnrzńrl 1pp7 rnlinłnik zn- - §M sobą drzwi: lJt Julro f o już ja póide gdzie indziej TO dyrektorze Ja dość mam tego ilKrzVSZtof orManił' 7riiiminnv Nirff!v fctythezas żaden z robotników nie odzy-- ™ Ji? doń w sposób tak prowokacyjny mero teraz przyjrzał się natrętowi: ®3[Pty brunet o ponurym wyrazie twa-tyjbran- y odświętnie z melonikiem w k Czego pan sob'ie życzy? y Czego sobie yczę? — uśmiech-%-f ? ironicznie — ano pan dyrektor nie zna? ~N7iv-- m ci o iTniitciat A-Z-? i coz z teso? — ninfliniTłliwifi za- - 'łM Krzysztof: Nazwisko nic mu nie nopo_ i fc7 Niby pan nie wie to mogę panu Widzieć tylko nie będziemy tu z pa-- ttfiH -- em na korylarzu gadać if J' 2aintrygowariy niż zaniepo- - Wy Kl7VS7lnf cU-in- oł rrł„n i „nnr1) 3t°-emPdo- ' gabinetu Pomimo nawet granej postawy Fe-jsgprn- ie baisię go wcale Przez chwi-ranysla!l- tż dobrze byłoby stanąć tak &-4raz- ie czego 'móc dosięgnąć ręką do "wWjKa lecz zreflektował siphin hankn sOfa) m Wic -m°wae — odezwał się nie-Mnv- ie bardzo się śpieszę aSiedzia robotnik — to ja służyłem I Łj'" " IVUJSKU ill!Aaa — cnfnnł !„ V~„„r ojciec pana dyrektora 3aiali ' dnlżej zwodzić się nie & X3H?ka n daamgłuspięimwnyisetryje-"- C lTe was wystrychnąć na dud- - jy-- ? Pi źrnMi Sm Pieniądze i rimm-nfni- n ? — rni-on- o v w i "'tasnie vo nnn „ 7-„i-iii fi i£$ do pana naczelnego ywi kazał żeby mi wypłacać ty-- ttVid ja talf za darrnn tiip rhrp ziof zapalił papierosa i usiadł ał SlP lOflnb- - 1- - Ti t -- t _ 1 wiedzieć- - skoro wydał polecę-cani- a tygodniówki Cee zatem "by was przyjęto Loarze Jesteście ślusarzein hw-vi25&- &i ftifc8a!jfc4ig3 f!t' "ZWIĄZKOWIEC?- - MARZEC (MarcM Srads Ś —1551 niem wielkiego Kruegera z Lipska! Mie-dzy chirologią a chiromancją o czym niektórzy obywatele naszego miasta zda- ją się jeszcze nie wiedzieć jest różnica zasadnicza: jak między astronomią i a-strolo- gią Chirologią proszę panów jest nauką!" Biegnąc przez bioto do szpitalnego baraku Grzegorczyk czuł wyrzuty su- mienia że do tej pory nie zainteresował się starym dziwakiem bądź co bądź — krajanem Widział go zaledwie dwa lub trzy razy przyczyni staruszek owinięty szmatami po uszy plótł takie androny że do rozmowy o wspólnym mieście właś-ciwie nigdy nie doszło Jakubek we wrze- śniu 39-g- o uciekł na wschód Mimo sła-bego zdrowia zapędził się z falą bieżeń-có- w aż pod Zdołbunów i wiele tam prze-cierpiał Od tego czasu żył w nieustannej trwodze Bał się panicznie wkroczenia wojsk sowieckich do Papenburga błagał pielęgniarzy o prawo wyjazdu do Pary-ża budził się po nocach spocony i pól przytomny z krzykiem: "Ruskie idą!" Na gwiazdkę Jakubek ostrzegł emigrację przed spożywaniem opłatków 'przysyła-nych w listach z kraju Wysłał nawet w tej sprawie apel do rządu emigracyjnego w Londynie zwracając uwagę na sowiec-ki plan masowego wytrucia anly-komuni-st- ów przy pomocy opłatków z arszeni-kiem_Ni- e wysyłano go jednak do nie-mieckiej lecznicy dla nerwowo chorych gdyż w komendzie obozu panowało prze konanie że "lam go dopiero wykończą te łotry leczą zastrzykami fenolu" Po latach wojny i okupacji w obozie pano-wał zabobonny lęk przed niemieckimi le-karzami i szpitalami Już tam major Kos-ko dobrze" wiedział co czyni gdy nie chciał wydać opętanego przez Belzebuba Grządziela w ręce psychiatrów Także i Jakuba Jakubka-Jakubowskieg- o szkoda było na poniewierkę w szwabskim kran-kenhaus- ie Pół roku temu Papenburg za-groził 'głodówką przeciwko udziałowi nie-mieckiej lekarki w ekipie UNRRY Na-wet dzieci w szkole zbojkotowały które-goś dnia szczepienia ochronne przeciwko tyfusowi biorąc sanitariusza-Szwajcar- a z Bazylei za Niemca Szwargotał swoim "Schwytz-duelscli-" i to wystarczyło że-by nie obnażać przed nim wychudłych ramion — Gdzie jest Jakubek? — zapytał nie IJTadeusz Dołęga=Mostowicz B !iaJ3eu'y SfrfecacanM' uęjzasłuzbęnvojskową"otrzyma- - — Ślusarzem — niezdecydowanie potwierdził Feliksiak Krzysztof bez namysłu przysunął blo-czek napisał kilka słów wyrwał kartkę i położył przed Feliksiakiem: —Zgłosicie się z tym jutro doinży-nier- a Zaleskiego i" będziecie przyjęci do narzędziowni Feliksiak obrzucił kartkę niechętnym spojrzeniem milczał chwilę wreszcie wzruszył ramionami i patrząc w kątpo-koj- u powiedział: — Ja tam nie chcę Panu dyrektoro-wi zdaje się że jak kto urodził się robo-ciarzem-- to już Żadnej dumy-ni- e posiada żeby do czego wyższego dojść Służyłem za pana w wojsku-nielegalnoś- ć zrobiłem mnie za to mogą wsadzić do kryminału i ja ryzykować nie myślę Za takie rze-czy to grubo trzeba płacić Krzysztof zmarszczył brwi: — Toteż i pfaci się wam — Jaka tam zapłata Tyle to ja sam potrafię zarobić ułamkiem żadnym me ko to panu za darmo wypada — W takim razie — Krzysztof nerwo-wo zacisnął palce — nie Bę-dziecie zarabiali bez pracy Feliksiak kręcił w ręku melonik i pa-trzył ponuro w ziemię Na jego bladym czole nabiegły gęstą siecią niebieskie żyłki: — A ja panu dyrektorowi powiem tak: łaski nie potrzebuję i co milczłowieka się jah zeuiaft mc ucuc uu naj przychodzić po Na tar-gi mnie pan nie weźmie Albo da mnie pan sto tysięcy ale gotówką na stół albo idę do policji Ja przepadnę ale i pan Tir7RTadnie Po mnie to niewielka strata — do to me co rowieazia-łem- : sto tysięcy na i fertig zerwał się miejsca Ogar-nęło go oburzenie zacisnęło krtań: — To szantaż! zasyczał — to łajdacki Drżały w fibry nie mógł opanować rąk ani warg się trzęsły go niesłychane obrzy-dzenie do samego siebie obrzydzenie do wszvstkie£o Od chwili Edy laKO awunasioiemie HTict-n-finTCicdńsł-si- e od Todńców o tym mowę dyżurnego pielęgniarza na izbie chorych Michejda ze zdziwienia podniósł brwi — Jakub Jakube£Jakubowski! — po-wtórzył z uśmiechem Grzegorczyk — Sławny astrolog chluba mojego miasta! — 'Michejda chwycił za rysik i napi-sał: — Umarł w zeszłym roku — Umarł? — zdziwił Grzegorczyk — Durchfall — dopisał Cieszyniak na swej grafitowej tabliczce — Dobrze że wykopyrtnął — odezwał się jakiś głos na pryczy — Gorszy od Grządziela! 'Nie dawał nam spać po Ciągiem "Ruskie idą" krzyczał Grzegorczyk wrócił do swej -- izby z uczuciem głębokiego zawodu iJakubek nie żyje! Tylu ludzi umarło w zeszłym roku nic dziwnego że przyszła kolej na starego dziwaka Co drugi — trzeci dzień wynoszono kogoś w kocu z izby chorych za torfowisko zalewano wapnem zasy-pywano chlorem Śmierć Jakubka nie stała się wydarzeniem w obozie Nie zwrócono na nią uwagi Nikt o niej nie wspomniał przy stole w kasynie to dobrodziejstwo losu: umrzeć we czasie Gdyby chirolog-homeopa-ta-uma- rł przed wojną naStarym Rynku w kamieniczce mistrza Twardowskiego pół miasta wybrałoby się na pogrzeb Szłyby cechy chorągwiami sokoli w szamerowanych pelerynach chór pieka-rzy śpiewałby "Requiem"" na cztery gło-sy król bractwa kurkowego kroczyłby w orszaku ryngrafem na piersiach z w Nie należy umierać poza rogatkami rodzinnego mia-sta Dyrektor "Jedności" na szczęście ma swoją ulicę Ulica Jana Grzegorczyka na Czyżkówku! Patentowanego "bojownika o postęp i demokrację!" Miasto obchodzi swoje sześćsetlecie! — spojrzał na list Małgorzaty — I nikt o tym tutaj nie wie Nawet Jakubka zabrakło żeby"się z nim podzielić dobrą nowiną Usiadł na pryczy przygnieciony cię-żarem samotności I po raz drugi od niefortunnej wizyty na Pestalozzi-Strass- e zaczął myśleć o córce Diany Voss o Ur-szuli Heinemann System Raczki nie zawiódł przed obiadem redaktor-- pchnął jednego z'wisusów do -- miasteczka na zwiady Umieścił go"jako "oko" w dogod-nym punkcie obserwacyjnym tuż poza rogatkami przy budce telefonicznej Ka-zał mu patrzeć na szosę czy nadjeżdżają autobusy z Amerykanami Koło trzeciej chłopak zameldował przez telefon że go-ście minęli jego widetę i walą prosto na obóz już! — pod-- 1 portek co — czynili wyjątkowych wreszcie dowiedział od ojca że mo-tywem tego oszustwa były zmarłego dziadka Wyzbora nie umiał znaleźć w sobie przebaczenia dla ojca przez długie lata Bał się że go zniena-widzi że matkę walka z tą nienawiścią zżerała jego nerwy Wówczas widział w tym niskoźć po-budek teraz zaś dopiero się przed błoto postępku rodziców Czuł niemal fizycznie lepki brud otacza-jący go zewsząd Ratować się ratować za wszelką Uciec od tego Bodaj za cenę życia Od dawna zdawał sobie sprawę że jego udziałem jest tylko nieszczęście tylko obcość i tylko beznadzieja lecz teraz oto wciągał go lej gęstego bagna Brud b-hyd-ny brud Stał oparty o biurko i nie czuł bólu w palcach które wpijały się w drzewo Krew napływała do czaszki i zdawała się rozsadzać skronie Nie widział teraz przed ani ścian gabinetu zawieszo-nych fotografiami Zakładów Przemysło-wych Braci Dalcz ani stojącego przed biurkiem robotnika Widział tylko zwię dłe ojca powtarzające: "tak trzeba tak' oczy ileż matki i wstrętne lepkie błoto które na pływało ze wszystkich stron czarnymi bulgoczącymi falami — -- Precz! Precz ode mnie! — krzyk nął rozdzierającym rozpaczliwym — precz ode mnie! Precz Zanim opadł bezsilny na fotel otwo-- ani inwalidą A całe ryzy-jrzył- y się z impetem jednocześnie drzwi pracujcie pieniądze wiem naiezy pieniądze żadne kryminału Krzysztof z wszystkie Ogarnęło właś-ciwym z i żałobnym z cylindrem -- alarmowy znienawidzi i otworzyło od korytarza i z sekretariatu Do gabine tu wpadł Holder i dwaj woźni którzy odruchem rzucili się na Feliksiaka Ro botnik zasłonił sie rekami — się stało? — przerażonym gło sem zapytał Holder Krzysztof przetarł palcami i po wtórzył bezdźwięcznym głosem: — precz zabierzcie stąd tego Jeden z woźnych chwycił Feliksiaka za kołnierz i zaczął nim potrząsać z wście-kłością — mnie! — wyrwał się Felik-siak — ja co złego zrobiłem? — Tak tak puśćcie go — powiedział ale jak takiego burżuja jak pan zamkną i zabisrzcie stąd Zostawcie oyie stół które nim które się no-cy Jakic ręku owej Tuż się nim ce-nę sobą usta Precz mnie samego — Może podać panu dyrektorowi szklankę wody? — zapytał Holder gdy woźni i Feliksiak znaleźli się za drzwiami — Nie dziękuję panu — oparł głowę na rękach i siedział nieruchomy — Ten Feliksiak już nieraz nachodził tu pana Pawła„ Doprawdy nie pan dyrektor przejmować się Zwłaszcza w takim dniu Ludzie żadnego wyrozu-mienia nie mają- - Holder z nogi na noie oo-- zestał jeszcze chwilę lecz źe TC „i-rw- o ie=o viii "bo tak'trzeba" haweł nie podnosi! - - - --I TrS~ J_T1- - T=TTT ur S ~~~-- J i—©e-sśSS-s:e- ~z Tyz: XŁicujiŁiuii &ic i wi-cu-i 22S CC2U Wszyscy na sTanowiska! Tłumacze na wartownię Panie z komitetu gospodyń do kasyna! Kolega Sobczak ustawia chór w świetlicy! Dziewczynki w krakowskich strojach biegiem pod bramę! Starego Grządziela schować do komórki! W chwilę później rozległo się becze-nie klaksonów na szosie Międzynagimi gałęziami błysnęło aluminium autobusu Raczka kopnął się ku palisadzie Nadjechali! Ociężali podróżą odurze-ni ciepłem grzejników wydobyli się z autobusu ospale i niezgrabnie Ten i ów przeciągnął się bezceromanialnie jak po wyjściu z 'łóżka Panie z ziewaniem któ-re im wykrzywiało ładne twarzyczki wy- plątywały się z wełnianych pledów — Muszą być po dobrym obiadku — mruknął ktoś w tłumie Wino usypia zepsuliśmy im poobiednią drzemkę Senność przeszła im z miejsca gd$ zaczęli majstrować wokół aparatów fono-graficznych Odżyli wrócili do forrnv życie nabrało dla nich sensu! Ledwie wy- - paproszyii się z wehikułów spoglądali z niepokojem w niebo czy słońce nie scho-wa się za chmurę przed dokonaniem pierwszych zdjęć ale słońce sprzyjało miłośnikom fotografii Po chwili majdan zaroił się od barczystych rozkraczonych mężczyzn zaopatrzonych we wizjonerki swycn aparatów Patrząc na ten rozkrok można było sądzić że fotografowanie jest potrzebą fizjologiczną (Grzegorczykowi przypomniała podobna scena zbioro-wa z lat wojny: pluton Panzergrenadic-ró- w na gwizdek oficera siusia na mury katedry we Włocławku) Fotografowali wszystko 1 nic niemal na oślep: zabłoco-ne wrony na zgniłej łączce brudną kozę która ciągnęła za sobą wyrwany palik na drodze orzełka na czapce Raczki na-pis "Halt!" przed wartownią Bardziej wybredni fotografowali się w towarzys-twie dziewczynek w krakowskicli stro-jach które przed chwilą wręczyły przy-byszom zza Oceanu chleb i sól na tacy Aż wreszcie znalazł się fotograf z polo-tem Jowialny grubas w kraciastej wia-trówce potrząsając torbą cukierków w powietrzu zwoływał obozowe dzieci Nad-fruwa- ły ze wszystkicli baraków trzepo-czącą chmurą jak gołębie na placu św Marka Szybkość z jaką kilkunastu ol-brzymów wycelowała w nie obiektywa-mi wzbudziła podziw gawiedzi Rzadko klory myśliwy potrafiłby tak szybko zło-żyć się z fuzji do przelatującego ptactwa — Welcome to Papenburg! Welcome to "little Poland" in Germany! — Raczka dygał przed bramą obozu jak Chińczyk przed herbaciarnią Pomagał paniom wy-siąść z autobusów Omal nie wynosił wa-lizek z bagażnika Setki oczu przyglądały się przyby-szom ze świata Nieśmiałe babiny po i wiejsku wychylały się zza węgła baraku Jadą Jadą! rozległ się Mężczyźni wyjmowali ręce z niecony głos Raczki w megafonie tylko w wypadkach pieniądze całe moje oczy Puść czy Krzysztof pouinien przestąpił Krzysr+of Upłynęło dobre pół godziny zanim Krzysztof zdołał przezwyciężyć bezwład woli podnieść się i pójść do domu) Nie poszedł na górę Nie mógł' teraz widzieć matki Jej stan nie wywgłałby w nim teraz współczucia nie umiałby zdobyć się teraz na wyrozumiałość Ograniczył się do wysłuchania spra-wozdania lekarza nie tknął przygotowa-nej kolacji i zamknął się w swoim poko-ju Teraz wiedział że już wszystko skoń czone Jutro z rana Feliksiak złoży doniesie-nie policji i pozostanie tylko jedno: — samobójstwo Może to najlepiej może to i najmą-drz- ej Na cmentarzu jest tak pogodnie i cicho i doprawdy nie ma po co upie-rać się przy życiu kilka lat dłużej czy krócej Przy takim życiu w którym przecie nie nikt zupełnie nikt W pokoju było zimno Krzysztof otu-lił się kołdrą i czuł spływające po twa-rzy łzy: — Pawle Pawle — starając się zdusić swój głos i nie dosłyszeć jego brzmienia — Pawle gdybyś mógł dać mi chociaż odrobinę -- chociaż mgnienie szczę łak-trzeb- a trzeba" i przerażone śria-- Q łatwiej wówczas byłoby um- - głosem jestem Co widząc się zostaje szeptał rzec Nie to nieprawdopodobne by powstało jakieś istnienie którego celem było stać się fragmentem brudu świata to niemożliwe by wyzuło je z wszystkicli praw człowieka! Boże! Przecież we wszystkim jest cel i logika Czyż nie mam nic do spełnienia! Przejść pustką i być pustką beztreściwym cierpieniem nie nagrodzonym ani jednym promykiem światła To nieprawda! To niemożliwe! A jednak rzeczywistości nie można było wymazać Krzysztof nie pamiętał słów Feliksiaka nie pamiętał nawet kwo-ty o jaką mu chodziło lecz był pewien jednego: za żadne skarby świata nic da się wciągnąć w bagno Raczej śmierć Raczej kula rewolwe-rowa która przeszyje mu" mózg przenik-nie do centrów życia Ciało zesztywnieje i zacznie się jego rozkład Rozsypie się W szary pył połączy się z ziemią Nicość Nicość która teraz jest jeszcze jędrnym wysmukłym ciałem dziewczęcym niena syconym głodnym spragnionym żywym kłębowiskiem palących uczuć nie wydo-bytych porywów A jednak musi zobaczyć go bodaj raz jeszcze Musi raz jeszcze dotknąć je go ręki Potem niech się dzieje co chce Za drzwiami rozległy się ciche kro-ki i po chwili pukanie do drzwi — Krzysiu dziecko moje — ledwie dolatywał głos — otwórz to ja — Czego mama chce — po pauzie odezwał się Krzysztof — Otwórz dziecko proszę cię za-klinam — klamka poruszyła się niecier-uliwi- e iTrsyciicf ncłłł cdieręcił ilucz wsam-Ł-u i' uchylił drzwi: Najwifksiy wybór płyt z polikłml melodiami znaidziesi w Związkow-cu Pisz po kałaloai Poezje TMKA :(11 WIERZYŃSKI K Cena $150 Do nabycia w "Związkowcu" 1475 Queen Sł W Toronto 3 Orit jniiiiiiiiiiiiiiiiiiimiiimiiiiiiwMiit CHCESZ ą I I k u p i ć n 1 sprzedać H §§ = OGŁOŚ §§ = W "ZWIĄZKOWCU" = = DROBNE == = OGŁOSZENIA = 5 St za słowo £5 = dadzu ci rezultaty! = E Mieszkania Kupno — ES s Sprzedaż Poszukiwania == s 1 Matrymonialne' ogło- - == E szenia przynoszą na- - ss E tychmlastowe wyniki! EE = WYKORZYSTAJ == E USŁUGI == E "ZWIĄZKOWCA" ES E 2 razy w tygodniu ! 1 1 ES IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIMIIIIIIIIIII— DO POLSKI PIENIĄDZE PEKAO LEKI ŻYWNOŚĆ Najlepiej Najtanioil JAIIIQUE TRADK1G J KAMIEŃSKI I Toronto 3 835 Queen St W tel EM 44025 Edmonton 10649 97th St tel GA 2-38- 39 DENTYŚCI D3-- S t Dr W SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA (drugi dom od Ilonccsvallcs) Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem Telefon LE 1-4- 250 129 Grenadier Rd S Dr S D BRIGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — STOMATOLOG Specjalista ihortb lamy uitna Physlclan's & Surgeons' Bulldlng Kancelaria No 270 86 Bloor St W — Toronto Telefon WA 2-00- 56 JW Dr E WACIIIJA DENTYSTA Godziny: 10—12 I Z— 8 386 Bathurtt St — EM 4-65- 15 aw ruinoc w sprawacn i'oisce — Kontrakty i Toronto Ont -- 5=1 f i f ' ' ' uj i J&JHARBWllE: Folikl iklad tewarfwrtłllttttSi farb naurrt kuthinnyeh'erM-p- m borsw ©arXMtnft J Stefaniak wlałć 745 QucenSf WJ- - EM64ISI Solidna obstuffC— NUUeeeny-Bezpłatn- e porady w tprawacbkan llzacjl i ogrzewania s OKULIŚCI Okullłtk " 3" Br BUKOWSKA " 274-Ronceiva- il8 :Avoj I (pity Gąoffrey) - TILE 2-54- 93 v#' Ocdilny-przyJę- ćs codzlcnnla oiKlt rano do 8 irtecŁ w"soboty: oo" W do 4 wleci ' ADWOKACI I NOTARIUSZE E H ŁUCK BA LLD (ŁUKOWSKI) I R H SMELA DA LLD ADWOKACI OBROŃCY S- -W NOTARIUSZB ł ł Wspólnicy firmy'' prawnlćtelitTi: Bliney Pasternak Łuck Smtle Englelson &Watton v S7 BLOOR ST y r6g DnyWA-5-3-Jl Oddział wTolwIetowni --~ wieczorami za telefonicznym porozumieniem' $ t}-- 3 STEFAN A- - ' Mr y MALICKI UM ADWOKAT OBROrfóW I NOTARIUSZ ' ' -- Biuro" tel:" AT'9-030- 1 ft W poniedziałki 1 środyod 630' do fl-wIecaV- fN W soboty od '10 dol2 wpół ' Roncesvallcs Ave c LE 4-88- 25 -- i - ' v " JAN L 2 G0HA ' ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ ' Tel Biura: LE 3-12- 11 F 1479 Quen St Wii — Toronto GE0RGE BĘHJAiU ADWOKAT "l NOTARIUŚrP" Mówi po polsku ł' 1134 DuńdasSt W 't Toronto Tel il'-4'ł'rLE'4-- 8432' GrHEIFETZjlr ADWOKAT I NOTARIUSZ i Ouen St Wat tM 41 SHEIFETZ NOTARIUSZ "i i 5J Wellington Sł W Toronto Ont EM ł4Sl"-JwlłCzora- mt WA 441l VW 113 E V MATURA LLH ADWOKAT — OBROŃCA' ' ' NOTARIUS2: V ' 10 Adeltlde St Eait„Tor4nfO Ont Tel Biura — EM 4J5 Mleśzk — LE '1-54- 22 A 100-- W BIELSKI & BIELSKI Adwokaci NoTariuize'-- " Obrofiey CM BIELSKI BA BCL ' VW BIELSKI B COMMłłJV Sulle404 "-- 1 ą' ' ' Board ot Trąd BulU ' -- Ł ' 11 ADELAIDE ST W' TORONTO TEL': EM lWn? j V Wleszorerne tlefonlcjnym- - porozuniltnlfm v „ TEL! CH'4-7J1- 4 w_jy Jan Alsxandrowjcz — Notary 'Pub!itf'ŁW POLSKIE JIUKO INpOKMACYJNE '{ rouzmnycii spaflkowycl i majgtkowych w v' mne dokumenty Imigircja Income Ta a Thimacrenia -- '' !' "?' 618-- A Queen St Wt Tel EM' ' ( JEŚLI CIERPICIE NA JKUTEIC ' ' ' iiieuslannęgtthaszu PowodoyaneBoprzoŁprczicljieiile')jrónchitf lub nadmierne palenic 'papierosów polecamy ldćarstwo' które-przynie- sie wąm-nalychmiasto-wa kojącą Syrop łciL-sprop-a-' FmV!P?2LX£diu'J CuropcJskicgo odTefajat (RAOFOJlDSOUGHALSAMiea-da4ye1-wervSw- Ł znanych aptekath — Satysfakcja gwarantowana lub zwrot pie- niędzy len syrop jest do nabycia także drogą pocztowa-Piszci- e do CROMWELL DISTRIBUTORS ADELAIDE POST OFFICE — TORONTO ONT PO Box 591 KENNEDY TRAYEL BUREAU 296 Oueen St W (róg Soho) Tel EM 2-32- 26 załatwia 8-54- 41 łlK ulgę' y FACHOWO SPRAWNIE SZYBKO TANIO: SPROWADZANIE KREWNYCH DO KANADY WYJAZDY DO POLSKI SAMOLOTEM OKRĘTEM JUŻ PRZY" 10% WPŁACIE TŁUMACZENIA WYSYŁKA PACZEK I PIENIĘDZY się z pełnym zaufaniem zostaniecie obsłużeni jeżyku polskim przez kier Jerzego ŁUCKIEGO Używajcie najlepszy węgiel! NIEBIESKI" THE s wodoelajowyetpj BEJNAłUOD 383 NOTAJILALNE Zgłaszajcie mm u M "WĘGIEL Będzfecis mieli ciepły wygodny dom ł otzczf-dzki- e jDieniądro Zadzwońcie do nas zarar W$ WEGIEL OLEJ OPAŁOWY PIECE PALNIKI OLEJOWE COUFIMY LIUITCO Ta lfcV 18-- Wi !l i ' i i I f r i i J 1 i i f Ą |
Tags
Comments
Post a Comment for 000081b
