000004b |
Previous | 7 of 10 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
er--
I
~'isr't&ifi£'t'8"!i J'uI'53''
--
5 Tadeusz Nowakowski
j3 Wszelkie prawi autorskie zastrzeżone (Copyrignt by T Nowakowski)
J=:pS5tePfifc=Js=B
fw kilka minut potem Grzegorczyko-iej- w
milczemujechali dalej W rowach
żaly porzucone jaszcze skrzynie amu-cj- l
chłopskje 'biedki W pośpiechu nie
lćiano naprawiać uszkodzonych kół lub
ajianych -- dyszli Uciekinierzy przesi-ali
się na inną furmankę a gruchot
wćhali do rowu Mijali po drodze nie-j- 4
schludne gorspodarstwa zwane
joliatówkami" (od ministra który pró-3W-M
przebudować strukturę rolnictwa)
djilli płoty pomalowane wapnem na
rdn premiera Przejeżdżając przez o-ltfos- załe
osiedla czuli jak bardzo nie
porę zjawiała się wojna Rzucał im się
liczy dzień przerwany w polowie
racy Jakby gwizdek odwołał ludzi na
rzarwę obiadową Tu stał walec drogo-ryjn- a
wirze tam rozkraczyła się na
refnianych kozłach cysterna smoły
bsauona narzędziami do łopat jesz-leSklei- la
się glina — znak że zaniecha-ofbudow- y
drogi dosłownie w ostatniej
lwili Popielaty szyld na przydrożnym
tjeździe połyskiwał niedokończonym
rzlz malarza napisem: "OBERŻA ZA-I- T
Trzy pozostałe litery "SZE" na-[Hcowa- ne
byty ołówkiem na tablicy
jjjmalarz nie zdążył ich pociągnąć far-KDook- ola
parowego młyna stało rusz-iwan- ie
Widać było że właściciel przy-ttiwyw- ał
się do remontu Wioski od-łączały
się czystością Domki białym
tstawały tynkiem lśniły umyte szy--a gałęziami dróżki przed furtą wy- -
no zołtym piaskiem Szkółki wiej- -
z papierowymi firaneczkami z do- -
jeżkami pelargonii w oknach czekały
ifflrozpoczęcie nowego roku szkolnego
Schyłek miodnego dojrzałego lata
ipftwiadał złotą obfitą jesień Gałęzie
jsadach uginały się pod ciężarem owo- -
m Mimo wielotygodniowego gorąca al a na łąkach była soczysta i jasno
e&na jak na wiosnę
Na gościńcu pojawiły się kratery po
Jbach Trzeba było zboczyć z drogi
larówka wjechała na polną dróżkę
azd wiódł przez otwartą przestrzeń
febyli ją na złamanie karku skacząc
wybojach Wreszcie dopadli lasu Na
aze pełnej korzeni wystających z pia- -
dogonili kolumnę wojska Gdy mi--
łmaszerujących żołnierzy jeden z
cyklistówcea żółtych półbutach
M
j
'jaweł pomyślał że ta mała ma bar--1
!OJ ciekawy umvsh że nie snodziewał
gpopo niej tak oryginalnych bądź co
jdj poglądów i że warto zająć się nią
[y-j- Jestem stworzona do jakiejś skro-ae- i
maiej łódeczki — mówiła — z
lf może bym sobie dała radę nawet
śród burzy Tak przynajmniej zdaje
lUjię teraz
t-r-- W każdym razie — podchwycił —
dyyś na swojej łódeczce czuła się za-rosną
pamiętaj że stary okręt chęt-ie&aws- ze
pośpieszy na pierwszy syg-ał£O- S!
jrstała wyciągnęła doń ręce:
Ij-y- - Jak to dobrze że my się lubimy
rawda wuju?
K-- Prawda Nito
Nie używała żadnych perfum a prze-ezjpozost- ał
po niej salonie zapach
kby świeżości Paweł siedział bezczyn-®l'- }
d!ugo nie zapalał papierosa Gdy
przedpokoju prosił ją by od czasu do
'fxz yst3Piła d°ń na pogawędkę w jej
spowiedzi wyraźnie zabrzmiało zado-olen- ie lecz — szukał definicji — mo--h $ było to ciepło? I nagle prawie fi-icz-nie
uczuł chłód
§4- - Jestem diabelnie samotny
M Pokoju było 'już prawie ciemno $f i -- nacisnął kontakt Kilkanaście
'MD wielkiego żyrandolu napełniło sa-aimnynTjaśkr- awym światłem:
jT ?ae8° Jestem silny — przeciąg-a-iamiona- aż mu zatrzeszczały stawy
aśnie samotność']daje siłę Samo-tni
daje' siłę-Siłatjes-t"
poczuciem od-Nedzialho- ści
tylko przed sobą samym
więcej przed nikim
radio Z palisandrowej
nki rozległy się głębokie dźwięki
tury Lohengrina Przeszedł do ga-4JC- U i zasiadł do pracy Po godzinie
yJpo dwóch odłożył ołówek i przetarł
Taka dziewczyna jak Nita to zu-£™- e
coś innego niTna przykład Ma- rana Ta jest 'nieznośnie głupia nie
PC rzy"131"3' żadna nijaka Po pro-'ttSapar- at do zaspakajania w higienicz- -
bezsprzecznie brzydsza ale czy tu w
Sple może grać rolę uroda? Chodzi o °lmnego
JJtfgdy nie interesowały go kobiety fał je" za istoty a raczej za przedmio- -
rMgzystujące dla celów utylitarnych
vi
if-- 1
t- -J
„ w
w
r7 unuatczemuĄ-c- o spotk2ł w życiu
ŚWIĘTYCH S
(sfr
potrząsnął karabinem i powiedział zdła-wionym
głosem:
— Noszę go cholera jak parasol al-bo
laskę spacerową Ani razu żem jesz-cze
nie wystrzelnął Idziem tak i idziem
bez końca Od samej Piły! Dowódca nam
się gdzieś zgubił Wypucowali nas na
blank Bez kompasu bez mapy tyle że
przed siebie
— Dokąd idziecie? — dopytywali się
ślepcy — Do Warszawy?
— Tajemnica wojskowa — mruknął
żołnierz z przekąsem — Bierzemy roz-bieg
do tyłu żeby zapychać do przodu
— Ale coś nie na Berlin — dorzucił
drugi szyderczo
— Gdzie idziem? Do usranej śmierci
idziem! — zawołał jakiś wesołek z drew-nianym
kuferkiem przywiązanym do
pleców linką jak tornister
Po bezładnie wlokącej się kolumnie
przeszedł krótki zły śmiech
Młodzieniec sądził że Jan stanie na
stopniach ciężarówki i jako urodzony
agitator kropnie przy tej okazji krót-kie
zagrzewające przemówienie o "u-myśln- ym
odrywaniu się od przeciwnika"
ale ojciec milczał Siwe kędziory układa-ły
mu się na głowie w perukę Okulary
opadły na koniec nosa Wysunął dolną
wargę Był podobny do starego nadęte-go
belfra Odkąd spotkał po drodze wą-satego
prezesa Sokoła a potem wdrapał
się na Wzgórze Wolności stracił humor
przestał się śmiać i dyskutować z szofe-rem
Złym okiem wpatrywał się w przy-drożne
żmijowiska korzeni
— Ani jednego polskiego samolotu
na niebie — postękiwał głucho — Ani
jednej baterii przeciwlotniczej Odtrót
bez ładu i składu żołnierze' w rozpię-tych
kurtkach maszerują z papierosem
w ustach szemrzą przeciw dowódcom
A tyle zawsze krzyczeli o "morale"! Co
to wszystko znaczy?
W połowie drogi do Solca gdy wy-jeżdżali
z olszyny na szosę zatrzymał ich
wojskowy samochód terenowy tak zwa-ny
"łazik" Przy kierownicy siedział krę-py
pucułowaty kapral z przypłaszczo-nym
nosem z uchem wywiniętym spod
beretu Między walizkami i tobołami po-kazała
się głowa czarnego wilczura z wy-wieszonym
językiem Po prawej siedział
smukły delikatny major w furażerce
Wyskoczył z wozu zgrabnie Na dłu- -
) ladeus2 DÓłęga°Mostowic2 55
i
i
naprawdę się dziwie dziwiłby się prze-de
wszystkim tym mężczyznom którzy
poddawali się różnym cierpieniom przez
kobiety
— Pan jest wrogiem kobiet — po- wiedziała mu kiedyś kochanka jednego
z przygodnych paryskich znajomych gdy
siedząc w kawiarni usiłował pogodzić
powaśńioną parę i wypowiedział swoje
zapatrywania
— Wrogiem? Bynajmniej Cenię je
bardzo W ten sam sposób mamy miód
od pszczół a mleko od krów Cała rzecz
w tym by żadne z tycli pożytecznych
stworzeń nie narzucało nam swoich pro-duktów
gdy nie mamy na nie ochoty
I takie było jego stanowisko w życiu:
mało konsumował mleka pieszczot i mio-du
W skali jego pojęć z trudem mieściło
się cierpienie z powodu braku tych rze-- 1
czy Ludziom zakochanym czy głodnym!
przyglądał się awsze z pewną dozą po-- j
gardy I w swoim odczuciu samotności
nie dopatrywał się jakichkolwiek zwiąż-- {
ków z sentymentami Te miały przecie
swe zrodło w niezaspokojemu potrzeb fi-zjologicznych
a przecież potrzeby fizjo-logiczne
zaspokajały w dostatecznej mie-rze
wizyty Marychny
Taki na przykład Krzysztof robiący
sobie tragedię a przynajmniej problem
z romansu Kiedy wyjeżdżał z Marychną
do Szwajcarii Paweł chciał mu powie-dzieć
że przypomina psa który porwał
kość i biegnie z nią kilometr aby ją
zjeść Jakaś mania nadawania najprymi-- !
tywniejszym funkcjom znaczenia zda-rzeń
wielkiej wagi Zwłaszcza u Krzyszto-fa
drażniło to niepomiernie Tyle chłod-nego
rozsądku i nagle jakaś celebracja
Paweł przymknął oczy: jak też mógł wy--1
glądac akt "zlania się dwóch dusz" Ma-rychny
i Krzysztofa? Ten smarkacz
wchodzi do łóżka jak na stos ofiarny jej
uda to dla niego "omal nie kolumny wrót
raju Zdrowe szerokie uda — Scylla i
Charybda i misterium rytmiki postępu-jącej
Wielka obiata! A Edward VII gdy
jako młody książę Walii po raz pierwszy
próbował swych sił wypowiedział taka
opinię: — uczucie prawdziwie wspania:
łe ale ruchy nadwyraz śmieszne Pocz-ciwa
Marychną Czy umiała dostosować
się do wzniosłości nastroju?
Było coś złośliwie przyjemnego w roz-pamiętywaniu
tej dysproporcji między
patosem Krzysztofa i zwykłością 'tej
dziewczyny którą on Paweł miał ge
"ZWIĄZKOWIEC" STYCZEŃ (January) środa 4 — 1961 STR7
gich nogach podszedł do ciężarówki Był
wysoki filmowo przystojny Duże czar-ne
oczy Gęste brwi przypudrowane ku-rzem
Baczki a la książę Pepi Płaszcz z
bobrowym kołnierzem narzucony na ra-miona
Lornetka na piersiach mapnik
przy boku
Młody Grzegorczyk spostrzegł ze zdu-mieniem
że w mapniku znajduje się ma-pa
Polski Romera wydarta ze szkolnego
atlasu Widocznie mapy polowe nie do-szły
na czas do pułku
Major zasalutował z uśmiechem
— Przepraszam państwa ciekaw je-stem
ile macie benzyny w baku? — za-pytał
grzecznie
— Niewiele — mruknął żmudzin
— A czy macie zapasową benzynę w
bańkach
— Niewiele — powtórzył kierownik
transportu — Tyle co nic
— Czy wolno zapytać co to za kara-wana?
— dopytywał się uśmiechnięty
major — Przepustka jest? Rozkaz wy-jazdu?
Papiery ewakuacyjne?
— Niewidomych wieziemy — odpo-wiedział
kierownik
— Niewidomych? — zawahał się ofi-cer
oczy jego wyrażały współczucie —
To bardzo przykre
Kapral ze spłaszczonym nosem wmie-szał
się do rozmowy:
— Tra-la-la- - tra-la-l- a a czas ucieka
Dawajcie po dobroci Najpierw wojsko
a później cywile!
Taki mówił ma-jor
— pech — grzeczny
— Proszę sobie wyobrazić: gnamy
do dowództwa Służbowo Sprawa wiel-kiej
wagi a tu benzyny zabrakło Pod-piszę
wam kwit rekwizycyjny Odbierze-cie
sobie w najbliższym składzie wojsko-wym
Pożyczka krótkoterminowa po-życzka
żmudzin z szoferem milczeli
— Nie wierzą nam — roześmiał się
major
— Ogluchliśta? — zakrzyknął kap-ral
wyskakując z wozu — No już go
Rusz się jeden z drugim nie śpij! Rusz
się powiadam bo
Major rozkładał ręce ubolewał
— Wojna nie żarty — mówił —
Bardzo nam przykro
Zwinny jak małpa kapral dał susa
i już był w środku ciężarówki Przetrzą-sał
słomę' przeganiał niewidomych z jed-nego
kąta wozu w drugi zaglądał między
toboły
— To są dopiero kurza ich mać- - Po-lacy
patrioci! — pienił się — Benzynę
schowali! Biada jeśli jej nie znajdę! Z
baku ją wypuszczę z bebechów wydoję
wszystkich ślepoków powystrzelam!
— Licz się pan ze słowami — powie-dział
Jan
— Broń tu ojczyzny dla takich skur-czysynó- w
takich sobków zapieprzonych!
razy tego zechciał miał z racji przelotne-go
kaprysu ba kaprysu wynikającego
właśnie z chęci posiadania tej samej ko-biety
co Krzysztof
Chociaż jeden teren prawdziwego
zbliżenia — zaśmiał się do siebie i nagle
urwał bo uprzytomnił sobie że to wła-śnie
pociągało go do Marychny Jakiś
perwersyjny paradoks zmysłów Był
przecie dość obdarzony zdolnością samo-analiz- y
by przygwoździć tę niedorzecz-ność
konstatując ją w sobie Znajdował
bezsensowne zadowolenie w świadomości
zajmowania miejsca tego patetycznego
młokosa w objęciach lej głupiej dziew-czyny
W samym wyobrażeniu ich aktu
był jakby dreszczyk niesamowitej satys-fakcji
Krzysztof wysmukły i giętki Jaki
wyraz mają wówczas jego oczy? Usta
ma na pewno zacięte i staje się blady
Paweł wstał i ruchem kolana ode-pchnął
fotel z furią:
— Do diabła mam jakieś homosek-sualistycz- ne
zapędy czy co u licha!
Nie przestraszało go to przypuszcze-nie
lecz sam fakt odnalezienia w sobie
jakiejś komplikacji Wszystko czym był
stanowiło nieugiętą prostotę Nawet py-tania
nię miaty czasu powstać gdyż za
każde z nich w następnym momencie zja-wiała
siei odpowiedź tak konsekwentna i
jedynie prawdziwa jak wszystko co
stanowiło konstrukcję jego mózgu Za-gadnienia
psychologiczne tragedie samo-poznan- ia
itp jakże tym gardził! Domena
mistyków tatersal dla idiotów i poszu-kiwaczy
piekielnych maszyn w pudełku
od zapałek Harce źrebiąt udających
przed sobą chimery
W jadalni otworzył kredens i nalał
sobie duży kieliszek koniaku Za pierw-szym
poszedł drugi trzeci dziesiąty Czuł
się wytrąconym a w każdym razie za-chwianym
w swej idealnej równowadze
Oczywiście znowu przez tego niemądre-go
smarkacza z którym właściwie biorąc
nalezaby załatwić się bez pardonu Trze-ba
— powtarzał sobie przy kilku kolej-nych
kieliszkach — trzeba! Właściwie
dlaczego nie zająć się Nitą? Dziewczyna
stanowczo bardziej pociągająca od tam-tej
gęsi I pomimo tego co mówiła z ca-łą
pewnością nic nie będzie miała prze-ciw
niemu Nazwała go wielkodusznym
I rzeczywiście według mej musi być wiel
koduszny Wciąż to samo Jakaż różnica
może tkwić w tym czy spalił ten doku-ment
czy coś co w jej przeświadczeniu
jest-ty- m dokumentem? Absolutnie to sa-mo
Absolutnie Przeświadczenie jest
najprawdziwszą rzeczywistością
Przechylił butelkę Zostało w niej za-ledwie
kilka kropel W głowie czuł lek-ki
zamęt
— Co to znaczy wyjśćz wprawy! —
pomyślał
Rzeczywiście od cza6U przyjazdu do
Warszawy nie pił wcale Na przestrzeni
kilku miesięcy kilku -- kieliszków niemożr
żołnierzowi polskiemu żołnierzowi ben-zyny
nie użyczą!
Znalazł wreszcie trzy bańki w słomie
i z tryumfalnym okrzykiem wyrzucił je
w trawę
— Jedziem dalej panie majorze! —
zaraportował — Załatwione!
Major raz jeszcze rozłożył ręce Prze-praszał
oczami za brutalne maniery ka-prala
Salutował
— Powinieneś się pan wstydzić! —
wybuchnęła Jadwisia
— Powinienem moje złotko — zgo-dził
się major — Ale cóż robić moje
dziecko Nieprzyjaciel zajął Wyrzysk
podchodzi pod Nakło Bez benzyny wojny
nie wygramy
— Ograbiono niewidomych! — za-wołał
młodzieniec — To naprawdę pa-nie
majorze jest krzywda to jest
— Hej hej! Kawaler nie jest niewi-domy
— przerwał mu major — Oczka
ma zdrowe A dlaczego to nie w mundu-rze
he? Mamusia nie puściła?
— Jaka różnica — powiedział ojciec
zirytowany — czy ucieka się w mundu-rze
czy w cywilu?
Major odszedł grożąc żartobliwie pal-cem
— Wygadana rodzinka — powiedział
na pożegnanie — Ale ja się nie obra-żam
Wszyscy mamy dzisiaj nerwy ze-psute
Przyjemnej podróży!
— Trzy kanisterki: sześćdziesiąt lit-rów
— jęknął szofer
Niewidomi milczeli ze spuszczonymi
głowami Udawali że nie słyszą co się
wokół nich dzieje Przez wiele lat żyjąc
na łaskawym chlebie dawno już odzwy-czaili
się od buntów protestów i zażaleń
Zresztą czuli że na tej wojnie zawadzają
przysparzają walczącemu narodowi do-datkowego
kłopotu
— Cóż cóż cóż — cmokał dziadek i
kiwał głową — Tak to tera jest —
On jeden z całej gromady nie nosił czar-nych
okularów Powieki miał kurczowo
zaciśnięte niemal zrośnięte Rączkę bia-łej
laski ogryzał żółtymi zepsutymi zę-bami
Motor zagdakał Pojechali dalej
—Od Solca będziem dymać na pie-chotę
— ostrzegł szofer — Chyba że w
Solcu coś wykombinujem
— Nic nie wykombinujesz — mach-nął
żmudzin ręką
— Może koleją?
— Tor rozwalony
— Tak i co z nami będzie? — zapy-tał
nieśmiało jeden ze ślepców
— Transport się rozwiąże — zapo-wiedział
komendant kolumny
— Kto się nami zaopiekuje? — jęk-nął
ktoś w słomie
— Pan Bóg — odrzekł szofer
— Cóż cóż cóż — westchnął dzia-dek
— Tak to tera jest
na było brać w rachubę w porównaniu
z dawnym nie ustającym pijaństwem Od
pijaństwa tego nie potrzebował się od-zwyczajać
Stokroć większą rozkosz znaj-dował
w tym co teraz robił Tamto było
tylko namiastką- - nędzną namiastką tej
namiętności w której wyżywał się obec-nie
W gruncie rzeczy nienawidził alko-holu
Zaczął szukać zapomnienia dopiero
wtedy gdy uwierzył że nie zdobędzie
miejsca przy wielkim stole gry Było to
w Paryżu Dobrze pamiętał pijaną zam-gloną
dymem luksusową knajpę przy
placu Pigalle
Wtedy zaczął pić a z rana rozrzucał
po sali różowe arkusze akcyj które przed
dwudziestu czterema godzinami przed-stawiały
wartość banknotów a dziś by-ły
bezużytecznym zadrukowanym papie-rem
"Compagnie Internationale de Na-vigatio- n"
była już od dawna bankrutem
lecz Paweł zdołał przez szereg miesięcy
nie tylko to ukryć ale nawet podnieść
cenę akcyj o sześćdziesiąt cztery franki
na sztuce Jeszcze trzy cztery tygodnie
powodzenia i wyszedłby z grubym zys-kiem
Małe niedopatrzenie drobiazg i
jedno nieostrożne słowo wypowiedziane
w rozmowie i wszystko runęło Od placu
Pigalle do ostatniego szynku na Mont-martr- e
aż za Sacre Coeur staczał się
coraz niżej zalewał się alkoholem pił
świadomie z zawziętością z przekona-niem
że nic mu więcej nie pozostaje
Drugi taki okres przyszedł po upadku
"Domu Handlowego Nox" a trwał znacz-nie
dłużej może i dlatego że atmosfera
Marsylii atmosfera pulsujących wielkich
interesów do reszty odebrała mu ochotę
zaczynania od czegoś małego Brzydził
się sklepikarstwem Czesio wprawdzie
trafiały mu się okazje często miewał po-mysły
ale nie umiał przezwyciężyć w
sobie wstrętu do przedsięwzięć takich
które zapewniłyby mu byt
— Nie znam nic głupszego — mówił
— niż lo powszechne zabieganie o za
pewnienie sobie bytu Byt jest czymś cał-kowicie
obojętnym sam w sobie Chodzi
o jego jakość
Jakość bytu Pawła po ostatecznym
zrezygnowaniu z prowadzenia wzorowe-go
gospodarstwa wiejskiego była już tyl-ko
wegetacją
Przypomniał sobie długie miesiące
spędzone w stanie kompletnej apatii na
barłogu w rozpadającym się kresowym
dworku Jakże podówczas stępiał jak
dalece stał się niewrażliwy na wszystko
Jedynie brak wódki wyprowadzał go z
równowagi co często kończyło się ata-kami
furii Jakże daleko był teraz od o-w- ej
zdawałoby się nieprawdopodobnie
dawnej epoki Sam wówczas wierzył w
ostateczność swojej kieski był przekona-ny
że nie uwolni się ani od apatii ani
od alkoholu Dziś obie te rzeczy były
dlań wprost niezrozumiałe Jeżeli pił te-go
wieczoru to Jylko przez kaprys no i
z- - powodu Krzysztofa w
DO POLSKI
PIENIĄDZE PEKAO
LEKI ŻYWNOŚĆ
Najlepiej! Najtaniej!
JANIQUE TRADUłG
J KAMIEŃSKI
Toronto 3 835 Oueert St W
łel EM 44025
Edmonton 10649 - 97th Sł
tel GA 2-38-
39
93-- S
Prowadź wóz tak jak byi so-bie
życi" by wszyscy Inni pro-wadzili
swe wozy
ADWOKACI I NOTARIUSZ
E H ŁUCK BA LLB
(ŁUKOWSKI)
1 R H SMELA BA LLB
ADWOKACI OBROŃCY
NOTARIUSZE
Wspólnicy firmy prawniczej
Blaney Pasternak Łuck Smeli
Englotson Ł Watson
57 BLOOR ST W ró(T Bay WA 5-38- 49 Oddział w Ihlselctoun
wieczorami za telefonicznym
porozumieniem 1-- S
STEFAN A
MALICKI LU1
ADWOKAT OBROŃCA
i NOTARIUSZ
Biuro tel: AT 9-03-
01 W poniedziałki i środy od godz
630 do 9 wiecz
W soboty od 10 do 12 w poł
383 Roneesvalles Ave
LE 4-88-
25 s
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT - OBROŃCA
NOTAR -- SZ
Tel Biura: LE 3-12- 11
1479 Quen St W — Toronto
GE0RGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1134 Dundas St W Toronto
Tel LE 4-84- 31 I LE 4-84- 32
18
G HEIFETZ BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Z49 Queen St Wett - EM 4-3-J1
S HEIFETZ
NOTARIUSZ
55 Wellington St W Toronto Ont
EM 6-64- 51 wieczorami WA 3-44- 95
1S
E V MATURA LLM
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
10 Adelalde St East Toronto 1 Ont
Tel Biura — EM 4-36- 35
Mloszk — LE 1-54- 22
100-- W
BIELSKI & BIELSKI
Adwokaci - Notariusze Obrońcy
CM BIELSKI (SA BCL
VW BIELSKI B COMM
Suitę 404
Board of Trado Bulld
11 ADELAIDE ST W TORONTO
TEL: EM 2-12- 51 Wieszorcm za telefonicznym
porozumieniem
TEL: CH 4-72- 14 2W
POLSKIE
sprawach
WĘGIEL
Jedyny który smakiem tak
napoje używa-ne
przez "starym kraju"
l%
rc
Warszawski Krawiec Dyplomowany
wjkonuje ubrania i własnego ł przy- niesionego materlrlu — przerabia
2-rzcdo- we marynarki na l-rzęd-owe
gwarantowana
Ceny umiarkowane
SAM JACKSON
754 Bathurst przyBloori- - LE 1-09- 79
BOW
J J HARDWARE
Polski łklad towarfiw tłlainyert
farb naczyń kuchennych oraz przy-borów
wodociągowych 1 ogrzewani
J Stefanick właic
745 Oucen St W - EM 6-486- 3
Solidna obsługa — Niskie ceny
Bezpłatne porady w sprawrch kana
1 ogrzewania S
W pomogą Cl roz-wiązać
problemy gwiazdkowe Pol-ska
książka polska płyta lub' pre-numerata
pisma to zawsze miły
podarunek
DENTYŚCI
Dr W SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
(drugi dom od Ronccsvallc
Przyjmuje za uprzednim telefo
nicznym porozumieniem
Telefon LE 1-4-
250
129 Grenadier Rd
Dr S D BRIGEL
LEKARZ DENTYSTA'1?
CHIRURG —
SpVcallsta chorób lamy ustnt
Pbyslclan's & Surgcons Buildlng
Kancelaria No 270
1 86 Bloor St W — Toronto
Telefon1 WA 2-00-
56 sw
Dr E WAGHHA %
DENTYSTA
Godziny: 10-1- 2 118
386 Bathurst St — EMSIS
Dr M LUCYK
DENTYSTA
'1902 Dundas St„ W Toronto:
Tel RO-9468-
2
OKULIŚCI
Okulistka
Br BEJNAR OD
274 Roncesvallei Ave
(P'zy Gcoffroy)
Tol LE
przyjęć: codziennie kod'1l0'
rano do 8 wlecz w od 10
do 4 wleci
WW
Jan Alexandrowicz — Nołary PubIJr "l
BIURO INFORMACYJNF
Pomoc w rodzinnych spadkowych i majątkowych w
Polsce — Kontrakty i Inne dokumenty ImigrijjaJtacomo Ter-Tłumaczen- ia r
Toronto Ont Queen St Tol EM 8-54- 41 uw
Używajcie najlepszy węgiel!
NIEBIESKI"
Będziecie ciepły wygodny dom i oszczę-dzicie
pieniądze Zadzwońcie do nas zaraz
OLEJ PIECE PALNIKI
THE
COMPAMY LIMITID
napój
żywo przypomina
Was w
Robota
&
llzacjl
"ZwUzkoweu"
STOMATOLOG1
_JŁ
2-54-
93
OcitinT
soboty:
618-- A Wost
U{M§I "REGIEL
miel!
raiśGE ODŚIIEIAJP
Robiąc zakupy zawsze
cie o znaku jak na tej butelco
GWARANTUJEMY
ŻE WASZE PRAGNIENIE
ZOSTANIE ZASPOKOJONE
- Zachwyt rodziny!
- Dla dzieci wydarzenie!'
- Napój nie mający eobie
równego!r
ł~ - f
vjJJ"WłM?
BUKOWSKA
OPAŁOWY OLEJOWE
pamiętaj-- 1
Ft3aiv r r
l H
e: a
mi
U
LJ 1
9t't
H
w- -
M
V
w
i!'
Mm
r}
id
£ t
ŁSSSł M
M
tA
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, January 04, 1961 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1961-01-04 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000053 |
Description
| Title | 000004b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | er-- I ~'isr't&ifi£'t'8"!i J'uI'53'' -- 5 Tadeusz Nowakowski j3 Wszelkie prawi autorskie zastrzeżone (Copyrignt by T Nowakowski) J=:pS5tePfifc=Js=B fw kilka minut potem Grzegorczyko-iej- w milczemujechali dalej W rowach żaly porzucone jaszcze skrzynie amu-cj- l chłopskje 'biedki W pośpiechu nie lćiano naprawiać uszkodzonych kół lub ajianych -- dyszli Uciekinierzy przesi-ali się na inną furmankę a gruchot wćhali do rowu Mijali po drodze nie-j- 4 schludne gorspodarstwa zwane joliatówkami" (od ministra który pró-3W-M przebudować strukturę rolnictwa) djilli płoty pomalowane wapnem na rdn premiera Przejeżdżając przez o-ltfos- załe osiedla czuli jak bardzo nie porę zjawiała się wojna Rzucał im się liczy dzień przerwany w polowie racy Jakby gwizdek odwołał ludzi na rzarwę obiadową Tu stał walec drogo-ryjn- a wirze tam rozkraczyła się na refnianych kozłach cysterna smoły bsauona narzędziami do łopat jesz-leSklei- la się glina — znak że zaniecha-ofbudow- y drogi dosłownie w ostatniej lwili Popielaty szyld na przydrożnym tjeździe połyskiwał niedokończonym rzlz malarza napisem: "OBERŻA ZA-I- T Trzy pozostałe litery "SZE" na-[Hcowa- ne byty ołówkiem na tablicy jjjmalarz nie zdążył ich pociągnąć far-KDook- ola parowego młyna stało rusz-iwan- ie Widać było że właściciel przy-ttiwyw- ał się do remontu Wioski od-łączały się czystością Domki białym tstawały tynkiem lśniły umyte szy--a gałęziami dróżki przed furtą wy- - no zołtym piaskiem Szkółki wiej- - z papierowymi firaneczkami z do- - jeżkami pelargonii w oknach czekały ifflrozpoczęcie nowego roku szkolnego Schyłek miodnego dojrzałego lata ipftwiadał złotą obfitą jesień Gałęzie jsadach uginały się pod ciężarem owo- - m Mimo wielotygodniowego gorąca al a na łąkach była soczysta i jasno e&na jak na wiosnę Na gościńcu pojawiły się kratery po Jbach Trzeba było zboczyć z drogi larówka wjechała na polną dróżkę azd wiódł przez otwartą przestrzeń febyli ją na złamanie karku skacząc wybojach Wreszcie dopadli lasu Na aze pełnej korzeni wystających z pia- - dogonili kolumnę wojska Gdy mi-- łmaszerujących żołnierzy jeden z cyklistówcea żółtych półbutach M j 'jaweł pomyślał że ta mała ma bar--1 !OJ ciekawy umvsh że nie snodziewał gpopo niej tak oryginalnych bądź co jdj poglądów i że warto zająć się nią [y-j- Jestem stworzona do jakiejś skro-ae- i maiej łódeczki — mówiła — z lf może bym sobie dała radę nawet śród burzy Tak przynajmniej zdaje lUjię teraz t-r-- W każdym razie — podchwycił — dyyś na swojej łódeczce czuła się za-rosną pamiętaj że stary okręt chęt-ie&aws- ze pośpieszy na pierwszy syg-ał£O- S! jrstała wyciągnęła doń ręce: Ij-y- - Jak to dobrze że my się lubimy rawda wuju? K-- Prawda Nito Nie używała żadnych perfum a prze-ezjpozost- ał po niej salonie zapach kby świeżości Paweł siedział bezczyn-®l'- } d!ugo nie zapalał papierosa Gdy przedpokoju prosił ją by od czasu do 'fxz yst3Piła d°ń na pogawędkę w jej spowiedzi wyraźnie zabrzmiało zado-olen- ie lecz — szukał definicji — mo--h $ było to ciepło? I nagle prawie fi-icz-nie uczuł chłód §4- - Jestem diabelnie samotny M Pokoju było 'już prawie ciemno $f i -- nacisnął kontakt Kilkanaście 'MD wielkiego żyrandolu napełniło sa-aimnynTjaśkr- awym światłem: jT ?ae8° Jestem silny — przeciąg-a-iamiona- aż mu zatrzeszczały stawy aśnie samotność']daje siłę Samo-tni daje' siłę-Siłatjes-t" poczuciem od-Nedzialho- ści tylko przed sobą samym więcej przed nikim radio Z palisandrowej nki rozległy się głębokie dźwięki tury Lohengrina Przeszedł do ga-4JC- U i zasiadł do pracy Po godzinie yJpo dwóch odłożył ołówek i przetarł Taka dziewczyna jak Nita to zu-£™- e coś innego niTna przykład Ma- rana Ta jest 'nieznośnie głupia nie PC rzy"131"3' żadna nijaka Po pro-'ttSapar- at do zaspakajania w higienicz- - bezsprzecznie brzydsza ale czy tu w Sple może grać rolę uroda? Chodzi o °lmnego JJtfgdy nie interesowały go kobiety fał je" za istoty a raczej za przedmio- - rMgzystujące dla celów utylitarnych vi if-- 1 t- -J „ w w r7 unuatczemuĄ-c- o spotk2ł w życiu ŚWIĘTYCH S (sfr potrząsnął karabinem i powiedział zdła-wionym głosem: — Noszę go cholera jak parasol al-bo laskę spacerową Ani razu żem jesz-cze nie wystrzelnął Idziem tak i idziem bez końca Od samej Piły! Dowódca nam się gdzieś zgubił Wypucowali nas na blank Bez kompasu bez mapy tyle że przed siebie — Dokąd idziecie? — dopytywali się ślepcy — Do Warszawy? — Tajemnica wojskowa — mruknął żołnierz z przekąsem — Bierzemy roz-bieg do tyłu żeby zapychać do przodu — Ale coś nie na Berlin — dorzucił drugi szyderczo — Gdzie idziem? Do usranej śmierci idziem! — zawołał jakiś wesołek z drew-nianym kuferkiem przywiązanym do pleców linką jak tornister Po bezładnie wlokącej się kolumnie przeszedł krótki zły śmiech Młodzieniec sądził że Jan stanie na stopniach ciężarówki i jako urodzony agitator kropnie przy tej okazji krót-kie zagrzewające przemówienie o "u-myśln- ym odrywaniu się od przeciwnika" ale ojciec milczał Siwe kędziory układa-ły mu się na głowie w perukę Okulary opadły na koniec nosa Wysunął dolną wargę Był podobny do starego nadęte-go belfra Odkąd spotkał po drodze wą-satego prezesa Sokoła a potem wdrapał się na Wzgórze Wolności stracił humor przestał się śmiać i dyskutować z szofe-rem Złym okiem wpatrywał się w przy-drożne żmijowiska korzeni — Ani jednego polskiego samolotu na niebie — postękiwał głucho — Ani jednej baterii przeciwlotniczej Odtrót bez ładu i składu żołnierze' w rozpię-tych kurtkach maszerują z papierosem w ustach szemrzą przeciw dowódcom A tyle zawsze krzyczeli o "morale"! Co to wszystko znaczy? W połowie drogi do Solca gdy wy-jeżdżali z olszyny na szosę zatrzymał ich wojskowy samochód terenowy tak zwa-ny "łazik" Przy kierownicy siedział krę-py pucułowaty kapral z przypłaszczo-nym nosem z uchem wywiniętym spod beretu Między walizkami i tobołami po-kazała się głowa czarnego wilczura z wy-wieszonym językiem Po prawej siedział smukły delikatny major w furażerce Wyskoczył z wozu zgrabnie Na dłu- - ) ladeus2 DÓłęga°Mostowic2 55 i i naprawdę się dziwie dziwiłby się prze-de wszystkim tym mężczyznom którzy poddawali się różnym cierpieniom przez kobiety — Pan jest wrogiem kobiet — po- wiedziała mu kiedyś kochanka jednego z przygodnych paryskich znajomych gdy siedząc w kawiarni usiłował pogodzić powaśńioną parę i wypowiedział swoje zapatrywania — Wrogiem? Bynajmniej Cenię je bardzo W ten sam sposób mamy miód od pszczół a mleko od krów Cała rzecz w tym by żadne z tycli pożytecznych stworzeń nie narzucało nam swoich pro-duktów gdy nie mamy na nie ochoty I takie było jego stanowisko w życiu: mało konsumował mleka pieszczot i mio-du W skali jego pojęć z trudem mieściło się cierpienie z powodu braku tych rze-- 1 czy Ludziom zakochanym czy głodnym! przyglądał się awsze z pewną dozą po-- j gardy I w swoim odczuciu samotności nie dopatrywał się jakichkolwiek zwiąż-- { ków z sentymentami Te miały przecie swe zrodło w niezaspokojemu potrzeb fi-zjologicznych a przecież potrzeby fizjo-logiczne zaspokajały w dostatecznej mie-rze wizyty Marychny Taki na przykład Krzysztof robiący sobie tragedię a przynajmniej problem z romansu Kiedy wyjeżdżał z Marychną do Szwajcarii Paweł chciał mu powie-dzieć że przypomina psa który porwał kość i biegnie z nią kilometr aby ją zjeść Jakaś mania nadawania najprymi-- ! tywniejszym funkcjom znaczenia zda-rzeń wielkiej wagi Zwłaszcza u Krzyszto-fa drażniło to niepomiernie Tyle chłod-nego rozsądku i nagle jakaś celebracja Paweł przymknął oczy: jak też mógł wy--1 glądac akt "zlania się dwóch dusz" Ma-rychny i Krzysztofa? Ten smarkacz wchodzi do łóżka jak na stos ofiarny jej uda to dla niego "omal nie kolumny wrót raju Zdrowe szerokie uda — Scylla i Charybda i misterium rytmiki postępu-jącej Wielka obiata! A Edward VII gdy jako młody książę Walii po raz pierwszy próbował swych sił wypowiedział taka opinię: — uczucie prawdziwie wspania: łe ale ruchy nadwyraz śmieszne Pocz-ciwa Marychną Czy umiała dostosować się do wzniosłości nastroju? Było coś złośliwie przyjemnego w roz-pamiętywaniu tej dysproporcji między patosem Krzysztofa i zwykłością 'tej dziewczyny którą on Paweł miał ge "ZWIĄZKOWIEC" STYCZEŃ (January) środa 4 — 1961 STR7 gich nogach podszedł do ciężarówki Był wysoki filmowo przystojny Duże czar-ne oczy Gęste brwi przypudrowane ku-rzem Baczki a la książę Pepi Płaszcz z bobrowym kołnierzem narzucony na ra-miona Lornetka na piersiach mapnik przy boku Młody Grzegorczyk spostrzegł ze zdu-mieniem że w mapniku znajduje się ma-pa Polski Romera wydarta ze szkolnego atlasu Widocznie mapy polowe nie do-szły na czas do pułku Major zasalutował z uśmiechem — Przepraszam państwa ciekaw je-stem ile macie benzyny w baku? — za-pytał grzecznie — Niewiele — mruknął żmudzin — A czy macie zapasową benzynę w bańkach — Niewiele — powtórzył kierownik transportu — Tyle co nic — Czy wolno zapytać co to za kara-wana? — dopytywał się uśmiechnięty major — Przepustka jest? Rozkaz wy-jazdu? Papiery ewakuacyjne? — Niewidomych wieziemy — odpo-wiedział kierownik — Niewidomych? — zawahał się ofi-cer oczy jego wyrażały współczucie — To bardzo przykre Kapral ze spłaszczonym nosem wmie-szał się do rozmowy: — Tra-la-la- - tra-la-l- a a czas ucieka Dawajcie po dobroci Najpierw wojsko a później cywile! Taki mówił ma-jor — pech — grzeczny — Proszę sobie wyobrazić: gnamy do dowództwa Służbowo Sprawa wiel-kiej wagi a tu benzyny zabrakło Pod-piszę wam kwit rekwizycyjny Odbierze-cie sobie w najbliższym składzie wojsko-wym Pożyczka krótkoterminowa po-życzka żmudzin z szoferem milczeli — Nie wierzą nam — roześmiał się major — Ogluchliśta? — zakrzyknął kap-ral wyskakując z wozu — No już go Rusz się jeden z drugim nie śpij! Rusz się powiadam bo Major rozkładał ręce ubolewał — Wojna nie żarty — mówił — Bardzo nam przykro Zwinny jak małpa kapral dał susa i już był w środku ciężarówki Przetrzą-sał słomę' przeganiał niewidomych z jed-nego kąta wozu w drugi zaglądał między toboły — To są dopiero kurza ich mać- - Po-lacy patrioci! — pienił się — Benzynę schowali! Biada jeśli jej nie znajdę! Z baku ją wypuszczę z bebechów wydoję wszystkich ślepoków powystrzelam! — Licz się pan ze słowami — powie-dział Jan — Broń tu ojczyzny dla takich skur-czysynó- w takich sobków zapieprzonych! razy tego zechciał miał z racji przelotne-go kaprysu ba kaprysu wynikającego właśnie z chęci posiadania tej samej ko-biety co Krzysztof Chociaż jeden teren prawdziwego zbliżenia — zaśmiał się do siebie i nagle urwał bo uprzytomnił sobie że to wła-śnie pociągało go do Marychny Jakiś perwersyjny paradoks zmysłów Był przecie dość obdarzony zdolnością samo-analiz- y by przygwoździć tę niedorzecz-ność konstatując ją w sobie Znajdował bezsensowne zadowolenie w świadomości zajmowania miejsca tego patetycznego młokosa w objęciach lej głupiej dziew-czyny W samym wyobrażeniu ich aktu był jakby dreszczyk niesamowitej satys-fakcji Krzysztof wysmukły i giętki Jaki wyraz mają wówczas jego oczy? Usta ma na pewno zacięte i staje się blady Paweł wstał i ruchem kolana ode-pchnął fotel z furią: — Do diabła mam jakieś homosek-sualistycz- ne zapędy czy co u licha! Nie przestraszało go to przypuszcze-nie lecz sam fakt odnalezienia w sobie jakiejś komplikacji Wszystko czym był stanowiło nieugiętą prostotę Nawet py-tania nię miaty czasu powstać gdyż za każde z nich w następnym momencie zja-wiała siei odpowiedź tak konsekwentna i jedynie prawdziwa jak wszystko co stanowiło konstrukcję jego mózgu Za-gadnienia psychologiczne tragedie samo-poznan- ia itp jakże tym gardził! Domena mistyków tatersal dla idiotów i poszu-kiwaczy piekielnych maszyn w pudełku od zapałek Harce źrebiąt udających przed sobą chimery W jadalni otworzył kredens i nalał sobie duży kieliszek koniaku Za pierw-szym poszedł drugi trzeci dziesiąty Czuł się wytrąconym a w każdym razie za-chwianym w swej idealnej równowadze Oczywiście znowu przez tego niemądre-go smarkacza z którym właściwie biorąc nalezaby załatwić się bez pardonu Trze-ba — powtarzał sobie przy kilku kolej-nych kieliszkach — trzeba! Właściwie dlaczego nie zająć się Nitą? Dziewczyna stanowczo bardziej pociągająca od tam-tej gęsi I pomimo tego co mówiła z ca-łą pewnością nic nie będzie miała prze-ciw niemu Nazwała go wielkodusznym I rzeczywiście według mej musi być wiel koduszny Wciąż to samo Jakaż różnica może tkwić w tym czy spalił ten doku-ment czy coś co w jej przeświadczeniu jest-ty- m dokumentem? Absolutnie to sa-mo Absolutnie Przeświadczenie jest najprawdziwszą rzeczywistością Przechylił butelkę Zostało w niej za-ledwie kilka kropel W głowie czuł lek-ki zamęt — Co to znaczy wyjśćz wprawy! — pomyślał Rzeczywiście od cza6U przyjazdu do Warszawy nie pił wcale Na przestrzeni kilku miesięcy kilku -- kieliszków niemożr żołnierzowi polskiemu żołnierzowi ben-zyny nie użyczą! Znalazł wreszcie trzy bańki w słomie i z tryumfalnym okrzykiem wyrzucił je w trawę — Jedziem dalej panie majorze! — zaraportował — Załatwione! Major raz jeszcze rozłożył ręce Prze-praszał oczami za brutalne maniery ka-prala Salutował — Powinieneś się pan wstydzić! — wybuchnęła Jadwisia — Powinienem moje złotko — zgo-dził się major — Ale cóż robić moje dziecko Nieprzyjaciel zajął Wyrzysk podchodzi pod Nakło Bez benzyny wojny nie wygramy — Ograbiono niewidomych! — za-wołał młodzieniec — To naprawdę pa-nie majorze jest krzywda to jest — Hej hej! Kawaler nie jest niewi-domy — przerwał mu major — Oczka ma zdrowe A dlaczego to nie w mundu-rze he? Mamusia nie puściła? — Jaka różnica — powiedział ojciec zirytowany — czy ucieka się w mundu-rze czy w cywilu? Major odszedł grożąc żartobliwie pal-cem — Wygadana rodzinka — powiedział na pożegnanie — Ale ja się nie obra-żam Wszyscy mamy dzisiaj nerwy ze-psute Przyjemnej podróży! — Trzy kanisterki: sześćdziesiąt lit-rów — jęknął szofer Niewidomi milczeli ze spuszczonymi głowami Udawali że nie słyszą co się wokół nich dzieje Przez wiele lat żyjąc na łaskawym chlebie dawno już odzwy-czaili się od buntów protestów i zażaleń Zresztą czuli że na tej wojnie zawadzają przysparzają walczącemu narodowi do-datkowego kłopotu — Cóż cóż cóż — cmokał dziadek i kiwał głową — Tak to tera jest — On jeden z całej gromady nie nosił czar-nych okularów Powieki miał kurczowo zaciśnięte niemal zrośnięte Rączkę bia-łej laski ogryzał żółtymi zepsutymi zę-bami Motor zagdakał Pojechali dalej —Od Solca będziem dymać na pie-chotę — ostrzegł szofer — Chyba że w Solcu coś wykombinujem — Nic nie wykombinujesz — mach-nął żmudzin ręką — Może koleją? — Tor rozwalony — Tak i co z nami będzie? — zapy-tał nieśmiało jeden ze ślepców — Transport się rozwiąże — zapo-wiedział komendant kolumny — Kto się nami zaopiekuje? — jęk-nął ktoś w słomie — Pan Bóg — odrzekł szofer — Cóż cóż cóż — westchnął dzia-dek — Tak to tera jest na było brać w rachubę w porównaniu z dawnym nie ustającym pijaństwem Od pijaństwa tego nie potrzebował się od-zwyczajać Stokroć większą rozkosz znaj-dował w tym co teraz robił Tamto było tylko namiastką- - nędzną namiastką tej namiętności w której wyżywał się obec-nie W gruncie rzeczy nienawidził alko-holu Zaczął szukać zapomnienia dopiero wtedy gdy uwierzył że nie zdobędzie miejsca przy wielkim stole gry Było to w Paryżu Dobrze pamiętał pijaną zam-gloną dymem luksusową knajpę przy placu Pigalle Wtedy zaczął pić a z rana rozrzucał po sali różowe arkusze akcyj które przed dwudziestu czterema godzinami przed-stawiały wartość banknotów a dziś by-ły bezużytecznym zadrukowanym papie-rem "Compagnie Internationale de Na-vigatio- n" była już od dawna bankrutem lecz Paweł zdołał przez szereg miesięcy nie tylko to ukryć ale nawet podnieść cenę akcyj o sześćdziesiąt cztery franki na sztuce Jeszcze trzy cztery tygodnie powodzenia i wyszedłby z grubym zys-kiem Małe niedopatrzenie drobiazg i jedno nieostrożne słowo wypowiedziane w rozmowie i wszystko runęło Od placu Pigalle do ostatniego szynku na Mont-martr- e aż za Sacre Coeur staczał się coraz niżej zalewał się alkoholem pił świadomie z zawziętością z przekona-niem że nic mu więcej nie pozostaje Drugi taki okres przyszedł po upadku "Domu Handlowego Nox" a trwał znacz-nie dłużej może i dlatego że atmosfera Marsylii atmosfera pulsujących wielkich interesów do reszty odebrała mu ochotę zaczynania od czegoś małego Brzydził się sklepikarstwem Czesio wprawdzie trafiały mu się okazje często miewał po-mysły ale nie umiał przezwyciężyć w sobie wstrętu do przedsięwzięć takich które zapewniłyby mu byt — Nie znam nic głupszego — mówił — niż lo powszechne zabieganie o za pewnienie sobie bytu Byt jest czymś cał-kowicie obojętnym sam w sobie Chodzi o jego jakość Jakość bytu Pawła po ostatecznym zrezygnowaniu z prowadzenia wzorowe-go gospodarstwa wiejskiego była już tyl-ko wegetacją Przypomniał sobie długie miesiące spędzone w stanie kompletnej apatii na barłogu w rozpadającym się kresowym dworku Jakże podówczas stępiał jak dalece stał się niewrażliwy na wszystko Jedynie brak wódki wyprowadzał go z równowagi co często kończyło się ata-kami furii Jakże daleko był teraz od o-w- ej zdawałoby się nieprawdopodobnie dawnej epoki Sam wówczas wierzył w ostateczność swojej kieski był przekona-ny że nie uwolni się ani od apatii ani od alkoholu Dziś obie te rzeczy były dlań wprost niezrozumiałe Jeżeli pił te-go wieczoru to Jylko przez kaprys no i z- - powodu Krzysztofa w DO POLSKI PIENIĄDZE PEKAO LEKI ŻYWNOŚĆ Najlepiej! Najtaniej! JANIQUE TRADUłG J KAMIEŃSKI Toronto 3 835 Oueert St W łel EM 44025 Edmonton 10649 - 97th Sł tel GA 2-38- 39 93-- S Prowadź wóz tak jak byi so-bie życi" by wszyscy Inni pro-wadzili swe wozy ADWOKACI I NOTARIUSZ E H ŁUCK BA LLB (ŁUKOWSKI) 1 R H SMELA BA LLB ADWOKACI OBROŃCY NOTARIUSZE Wspólnicy firmy prawniczej Blaney Pasternak Łuck Smeli Englotson Ł Watson 57 BLOOR ST W ró(T Bay WA 5-38- 49 Oddział w Ihlselctoun wieczorami za telefonicznym porozumieniem 1-- S STEFAN A MALICKI LU1 ADWOKAT OBROŃCA i NOTARIUSZ Biuro tel: AT 9-03- 01 W poniedziałki i środy od godz 630 do 9 wiecz W soboty od 10 do 12 w poł 383 Roneesvalles Ave LE 4-88- 25 s JAN L Z GÓRA ADWOKAT - OBROŃCA NOTAR -- SZ Tel Biura: LE 3-12- 11 1479 Quen St W — Toronto GE0RGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1134 Dundas St W Toronto Tel LE 4-84- 31 I LE 4-84- 32 18 G HEIFETZ BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Z49 Queen St Wett - EM 4-3-J1 S HEIFETZ NOTARIUSZ 55 Wellington St W Toronto Ont EM 6-64- 51 wieczorami WA 3-44- 95 1S E V MATURA LLM ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ 10 Adelalde St East Toronto 1 Ont Tel Biura — EM 4-36- 35 Mloszk — LE 1-54- 22 100-- W BIELSKI & BIELSKI Adwokaci - Notariusze Obrońcy CM BIELSKI (SA BCL VW BIELSKI B COMM Suitę 404 Board of Trado Bulld 11 ADELAIDE ST W TORONTO TEL: EM 2-12- 51 Wieszorcm za telefonicznym porozumieniem TEL: CH 4-72- 14 2W POLSKIE sprawach WĘGIEL Jedyny który smakiem tak napoje używa-ne przez "starym kraju" l% rc Warszawski Krawiec Dyplomowany wjkonuje ubrania i własnego ł przy- niesionego materlrlu — przerabia 2-rzcdo- we marynarki na l-rzęd-owe gwarantowana Ceny umiarkowane SAM JACKSON 754 Bathurst przyBloori- - LE 1-09- 79 BOW J J HARDWARE Polski łklad towarfiw tłlainyert farb naczyń kuchennych oraz przy-borów wodociągowych 1 ogrzewani J Stefanick właic 745 Oucen St W - EM 6-486- 3 Solidna obsługa — Niskie ceny Bezpłatne porady w sprawrch kana 1 ogrzewania S W pomogą Cl roz-wiązać problemy gwiazdkowe Pol-ska książka polska płyta lub' pre-numerata pisma to zawsze miły podarunek DENTYŚCI Dr W SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA (drugi dom od Ronccsvallc Przyjmuje za uprzednim telefo nicznym porozumieniem Telefon LE 1-4- 250 129 Grenadier Rd Dr S D BRIGEL LEKARZ DENTYSTA'1? CHIRURG — SpVcallsta chorób lamy ustnt Pbyslclan's & Surgcons Buildlng Kancelaria No 270 1 86 Bloor St W — Toronto Telefon1 WA 2-00- 56 sw Dr E WAGHHA % DENTYSTA Godziny: 10-1- 2 118 386 Bathurst St — EMSIS Dr M LUCYK DENTYSTA '1902 Dundas St„ W Toronto: Tel RO-9468- 2 OKULIŚCI Okulistka Br BEJNAR OD 274 Roncesvallei Ave (P'zy Gcoffroy) Tol LE przyjęć: codziennie kod'1l0' rano do 8 wlecz w od 10 do 4 wleci WW Jan Alexandrowicz — Nołary PubIJr "l BIURO INFORMACYJNF Pomoc w rodzinnych spadkowych i majątkowych w Polsce — Kontrakty i Inne dokumenty ImigrijjaJtacomo Ter-Tłumaczen- ia r Toronto Ont Queen St Tol EM 8-54- 41 uw Używajcie najlepszy węgiel! NIEBIESKI" Będziecie ciepły wygodny dom i oszczę-dzicie pieniądze Zadzwońcie do nas zaraz OLEJ PIECE PALNIKI THE COMPAMY LIMITID napój żywo przypomina Was w Robota & llzacjl "ZwUzkoweu" STOMATOLOG1 _JŁ 2-54- 93 OcitinT soboty: 618-- A Wost U{M§I "REGIEL miel! raiśGE ODŚIIEIAJP Robiąc zakupy zawsze cie o znaku jak na tej butelco GWARANTUJEMY ŻE WASZE PRAGNIENIE ZOSTANIE ZASPOKOJONE - Zachwyt rodziny! - Dla dzieci wydarzenie!' - Napój nie mający eobie równego!r ł~ - f vjJJ"WłM? BUKOWSKA OPAŁOWY OLEJOWE pamiętaj-- 1 Ft3aiv r r l H e: a mi U LJ 1 9t't H w- - M V w i!' Mm r} id £ t ŁSSSł M M tA |
Tags
Comments
Post a Comment for 000004b
