000132b |
Previous | 37 of 42 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
W1 "SKm¥miMmmis3mms
S NR- - 2829 "ZWIĄZKOWIEC" KWIECIEŃ (April) 6 - 1966 iILiTJ
1 A a JbL I £ WUWf V&lMj W? 'pfMj 01 & S'icVreiie życzenia Wesohjcłi świąt Wietkanocuych 3
Si o W 'l! vi &lilb& Mr&° W O O U A I A § O c nlnW Aj IsV dla wszystkich ntisziich Członkiń i Członków
'4 7 10 JSsXT V V
® At W 1 V H v pĄ T ? V via 0 Symjmtiików oraz całej Polonu O i ic&ra' 5?&epl &4 _nn ii? f Mfrsnu '?: a SKala u
tł i--
"k'_ytć' V JUSSc it - fc' TSStóeBSla wsłŁ%!pH s— j u~ j___j ł _: } fv
ąi ' SEsswtSAC—Lja-s-=i„f?isa-jt- % stsłJStsi %& rNss v & - x& e & i to jeszcze "ferenghi" S V-s-Ą f wydali złowieszczy okrzyk i &
M Saiserdeamejsze życzenia % M CW Ł li! f rzucili się w ich stronę 818 Sl Paul Street Forł William Onł k
S l ~Jr - i _ _ -
k ii)!)SYcii swiyr wielkanocsycu ą ił vi:suu:ii() aili:uj
lI Mailu K
l
LEJ JLJI1J rUHCRAKCJ M
'IV i
A DALLAIRE
Dilt-cleu-i di Funćl 1lllr
wlaiciciele
Alfred Ballaire - PELegare
3225 Ontario St Easl
2590 Rouen Sł
3254 Bellechasse Sł
7B1 Ogilry
2645 Htnri Bourasa Sl
1575 Sie Callieiiiie Eil
4504 Sie Calheiine Eil
5605 Ooileau
11813 Nolie Djmc Eil
Felix
527 2391 527-700- 1
521-202- 8 521-268- 2
7 8051 7-81-
44
9 7296
6227
7288
CL 5 7400
CL 5 1541
8176
':"zr?ii wleglych s~1ąt yiki KAUonr:"ti
ii (mu KłiPlHliw 1 illlfj Piilnlih
GASCON MEAT MARKET
Wlaśc J SZCZEPAŃSKI
SI spoywcy rniosn piwo poLsKa s-zyn-lm
3S5? Rouen Sl — Montreal — IA 1-4-
2S1
W dniu Zmartu7chwstania Pańskiego
składam najserdeczniejs?e życzenia WESO-ŁEGO
ALLELUJA cale] Polonii
Scpgólne pozdrowienia kieruje do
wszystkie!) osób i firm klóre bądź prce
bąd pre innjcli preds)avvicieli dali
Jycpnia na Boc Narodenie i Wielkanoc
do "Zmąkowca '
Składam również życzenia wszystkim
Organizacjom Polonu w Montrealu a w
Sttzegolnośti Zarządowi Centralnemu Pol-skiego
Towary stwa Wzajemnej Pomocy i
injf-Oi- w Kuligi esu Puliuin Kanady jsLiij
W MAZURKIEWICZ
prTćditawIciel "7wi?l(owa"
739 Sl Sl —
lit Emilii
W
RA RA
CR
389
522
645
lep
Tol
mnie
Montreal Que
xTYYTTTYTYrrrrirrrrrrxxrrxixx'
i
%
H
1o
W A jJmmqmrmHmtimsumavmi0'm)il'iiVSSeitffiS!i'iMi Ói
SIStr£stxxxxixxrrixr£n x
I Uli
ttttzzmtir}
Nujsei dt'1'ziiit'jw ntzenin
HADOSNYCU ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
t WESOŁEGO AUAUMIA
życzy
PARAFIA MATKI BOSKIEJ
CZĘSTOCHOWSKIEJ
♦1
i
sii
x£
% 1 Hill st London Ont Łj
fl Ks prałat F Pluła probosicz J
Ks Józef Lipka asystent yą
PtirrTYTYYTTTTTrTrTTTTryTłgiriirriiiiilll
ŻYCZENIA Z FORT FRANCES ONT g
5 X
l Moc najscnlcczmeiszyclL życzeń z okazji Q
&mąl ZmartwychwstaiiM Puiiskieyo k
l Członkom ZPwK Zarządowi Główneiny
W
i Sympatykom t całe) Polonu A
Grupa 38 ZPwK
74 ARMIT AVE FORT FRANCES ONT
l
s
składa
%' a
&&&&j&jF&jFj&&j&&&j&'0j&'J3rA
(dokończenie ze str 30)
ale ten nie dał jej dojsc do gło-su
— Musisz stad ara uciekać
Jak oni przyjdą i zobaczą cip tu
taj to abiją bez litości
— Co a oni-- ' — zjpytjła nie
pewnie pun liaihaia cujc jik
Ji'j iiiiowki e stiatlni kiiij
( liuilic po )(cacli
Władcy Kwiatu Puslni
Ja jestem tylku jego Mmcm
odpai ł Aub oglidajac mv nie-spokojnie
u około
— Jakiego Kwiatu Pustsm" —
rzuciła aintngouana pani Par
bira
— Nie wiesz'' Tego o daje
ludinni apomnieine i pienosi
zi i ii do nieba Chh I odo
tusz nu sie a alein j)ok'v i
go Ale polem z u a musisz isc
Jik oni piyjda to nas oboje
zibiji dodd lajemniczo
Oczy j?£o paliły sie niesamn
witMii bisijrn a 73r37rin pa-lr7- L
md uhl wT-trton- i3 "l
łiy -- ) ii u lnti iliwili 1
1
1
--
gos nu znanego tut bi pietens
twa
Chwycił ją ni spodziewanie za
rękę i pociągnął silnie w stronę
carneeo kamienia stojącego
posiodku piaszczystego klepiska
Kamień hl haidzo duży i płaski
wcwnaliz wklęsły na kszlall
wielkiej eainr--j misy z bazaltu
Zatiymili się o km k od tego
monolitu i Aiil) przegradnjac
niejako dioge azel)y bliżej po-deszła
rekl pokazując palcem
na wnętrze tej naturalnei cza- -
ry
— Pat i z Kwiat Pustyni
Z biciem serca pmi Pailriia
zajrzała do środka
Wnętrze cary było lekko po-pękane
i w tych di obnycb sce-linai- h
jakaś dziwna roślina za-puściła
korcnie IJyło to coś w
rodzaju ostu pustynnego tylko
o grubych mięsistych liściach z
długimi twardymi kolcami ło-dyg- a
lośhny wraz jej odno
gaiui tnkil:i l)li kiopellaim
siel)inej losy na podobieństwo
paęezvnv któią popizednioaii
wayla u pani Paibara Ni glo
wnej łodydze piykuwal wiok
olbiymi ciiny kwia' o jadowi
cie żółtych bi egach Kształt te-go
kwiatu piyponun ! dlianek
wody awiesony u końca "idy-g- i
W ego wnet i u widat było
jakaś opalizującą ciecz
Pani Paibara zaciekawiona la
oryginalną lośbną pochyliła się
haidiej napizód aliy się pj le
piej pizyiizec gdy Al alt bezee-lenianialni- e
odsunął ą ni bok
i odezwał się ostrzegawczo
— Kobieto kto się zbha do
Kwiatu Pustyni ten szuka wła-snej
śnuem' — I tu znacząco
wkaal jej palcem na łodygę
losliny
Tera pani Pailiaia 'zauważyła
dopieio e całe wnętrze bazal-towej
czary pokryte było rreb
rzysla pajęczyną zarówno jak i
cała łodyga kwiatu Pod każdym
liściem siedział skulony i czy-hajat- y
na zdobycz stalowo atia
lnentowy wielki pająk a w dole
pomiędzy koizeniami w rozpa-dlinach
kamienia miło się od od-rażających
owadów mieszkają-cych
tam pod mocnym baldaclii
mcm z pajęczyny
Pani Parbarze która miał wro-dzony
wstręt do wszelkiego ro-dzaju
płazów i owadów zrobiło
się nagle słabo i odiucbowo a-że- by
nie upaść naprzód cofnęła
się w tył opierając sie o ramię
Araba Ten objął ją jak małe
dziecko i posadził delikatnie na
kamieniu zdała od Kwiatu Pus
tyni
— Tak oni zawsze robią —
mówił rzeczowym tonem — Jak
kogo chcą się pozbyć to prowa-dza
go całkiem blisko do kieli-cha-
Zapach kwiatu odurza czło
wieka i tracąc przytomność pa-da
naprzód do wnętrza zagłębie-nia
No a wtedy pająki zała-twiają
się z nim Nie ma bar-dziej
jadowitych pająków od
"Czarnej Wdowy"
Pani Baibara zaczęła powoli
przu-hodzi- ć do siebie i patrząc
na Araba zapylała ze zdziwie-niem-
— Człowieku a jak ty się tu
dostałeś?
— zno kazali mi pilnować
Kwiatu Pustyni — odparł spo-kojnie
No dobrze — niecierpli- -
iła się pani Barbara — Ale
'przecież nie jesteś Arabem Skąd
się tu w ziałeś'
Pochodzę ze szczepu Iluszy-do- w
i urodziłem się jako niewol-nik
Omara ben Ab Niegdj nie
opuszczałem tych stron i Wadi
el Aiaba jest moją ojcyną
Od mojej wielkiej thoiobj paię
miesięcy temu prpiow''dih
innie tu i od lej poiy jestem
stiamkicm Kwialu Pustym
A t z jakiego kraju poiho-lis-- '
Nosisz szaty całkiem inne niz
nasc niewiasty
Pani Pailwri z zaklopot-pc- m
kiwała głową
— To niemożliwe — myślała
Ten Al al) nie jest Aiahem
Im Jikze luoglll) posluglwK się
st)in polskim jękiem z-l- e
jiLt tijemnica w tun się kry
je--
' Zastinou lli się ilnulkę
l'i jego wielka tlmiolu1 Cy
uii eaEi-i- n nie itraiil pamięci''
— Gtic c:łc"Aicl"u — zwróci
j £lr 7imt~il 1il lllrgu — ( '
nu solne nu-- pi zvpoinin:isz z iliwiiili easow? Cj zawsze by-łeś
niewolnikiem tego tego O-mar- a''
Arab popatrzył na mą dziw-nie
ale przecząco pokiwał gło-wą
i odpaił — Od czasu mojej
wielkiej choroby me rozumiem
mowy inoego szczepu i dlatego
posłano mnie tutaj w to sainot
lic iniejsie ponieważ nie mu
głeni poiouinieć się z ludźmi w
duaie To dżiny pustyni ze-słały
na mnie tę chorobę i nie
pamiętam nic z mojego poprzed-niego
życia
— Nic nie pamiętas' — zapy-tała
podstępnie pani Paibua
której nagle przyszła do głowy
salona mysi — Prcczytaj co
tu jest napisane — rzekła nagle
podsuwając Aiabuwi pod nos
kawałek starej polskiej gazety
której strzępy znalazła w swojej
torebce
Arab ostrożnie wziął do ręki
polargniy pipiei i be zająknie-- i
la icąl płynnie czytać po pol
skll
"Wojska pol: kle ZSSIt w o
i a więksej ilośn icyniji na
pływać na lei en Peisji skąd da
lej kieiowane si do haku I Pale
slyny
Pani Pubaia z tiyunifeni
ihwyula go zi lękę i patrząc
mu pisto w ocy awolala v
piekoiiimc
— Jesteś takim Arabem jak
ja Chinką Jesteś czystej ::rwi
Polakiem Ale jak się tutaj do
stałeś tego całkiem nie lou-mien- i
Aiab pewnego lodaju puli
lowaiiicni pizyjial się jej i od
pail z naciskiem
— Kobieto1 Nie rouiniein
twej mowy lio dioc mówisz ję-zykiem
któiegn poszczególne
słowa są dla innie ziozuniiale to
lednak ticsć twego pizeinówie-ni- j
jest d la mnie ciemna O-de- dź
w spokoju
Pani Paibara zadzała z oburze-nia
Czy Kpi mej cy jest na
piawdę wanaleiu"' Ze zwjkłym
solne upoi cni nie chciała jednak
dać tak odiazu zi wygraną
Ale nim zdąjla znowu otwo-rzyć
usta Arab nastroszył się i
wsłuchując się w odgłosy docho-dzące
go z oddali rzekł do niej
po chwili przyciszonym globem
— Nadchodzą' Kobieto jeżeli
nie chcesz zginać śmiercią dłu-ga
i okrutną to uciekaj póki
jescc czas — tu wskazał jej
ręką kierunek z którego przy-była
niedawno
Choć serce pani Barbary biło
jak młot jednakże nie odrazu
wzięła nogi za pas lecz chwyta-jąc
tajemniczego raba za rękę
pociągnęła go za sobą w stronę
zbawczej rozpadliny
— Uciekaj prędko ze mną —
zawołała
Arab gwałtownym ruchem
jakby odpędzał od siebie nieczy-sta
istotę odrzucił jej ramię i
zwTÓcił się w drugą stronę Pani
Barbara beznadziejnie wzruszyła
ramionami
Ale ta krótka chwila zwłoki
przesądział o jej ucieczce
Z za załomu skalnego który
widocznie był przedłużeniem
skalnej szczeliny wychyliło się
nagle trzech ludzi o dzikim wy-glądzie
w strojacłi pustynnych
Beduinów w pełnym uzbrojeniu
Ujrzawszy stróża Kwiatu Pusty-ni
w tGwarzyctwie obcej kobiety
Europej-ki
Pani Barbara niedługo się na-myślając
pomknęła jak łania
w stronę przesmyku skalnego którm poprzednio przyszła Jed-nake
jeden z nowoprzybyłych
Arabów rzucił się również szyb
ko w tą stionę i równocześnie z
ma stanął przy wejściu do szcze-lin)
Trudno orec co b się Mało
w leultacie tego zetknięcia jiy-- h
me interwencja stióza Kwia-tu
Pustyni któiy jak tyś rucił
się gwałtownie ni napastnika i
w lupędie ihwuiwsy go npol
upadł wiąz niin na ziemię
Tai zali się tak po białym pias
ku w si od krkow i przeklenst
podczas gdy inni dwaj Bediimi
zbliali się jak koty do stojącej
nieiiK lioino kobiety Pani Par
bu i pi pomniała solne w tej
(liwib e iiii pi ecie w kiese
m mały icwolwei i ilioc go do
ląd nigdj jesce me ujwiła
piwsli jednakże do pizekona
ze imał on jej służyć do
olrrrr-- w tal ich właśnip chi
i I
Pul-ii- i ted difzę Bugu
w(iągnęla go z kieszeni skieio-wal- a
energicznie w stronę bliż-szego
ze skradających się Bedui-nów
Bron w rękach kobiety
wstrzymała na chwilę zapędy o-b- u
napastników podczas gdy le-żący
na ziemi dalej tarzali się
po niej wśród złowrogich okrzy-ków
w swon li i uclinch zblia
jąe się do jednego ze słoju s' li
Beduinów W pewnej chwili len
schylił się i podniósł z ziemi du-ży
kamień z całym romacliem
ciskając nim w stronę walczą-cych
Coś zachręścilo coś jęk-nęło
i obaj przeciwnicy rozlecie-li
się w przeciwne strony pozo-stając
be ruchu na białym pias-ku
który zaczął się pod nimi
żaba i wiać na czerwono
Widząc swojego nieoczekiwa
nego obrońcę leżącego bez ruchu
na zakrwawionym piasku prfni
Barbara z całą zimną krwią wy-celowała
swój rewolwer w stro-nę
Beduina który iucil ów nic-seęśliw- y
kamień i celując mu
w hiiuli Hak jak ją uczył Wa
cek l pociągnęła a cyngiel Ale
sli za! me padł Biowuiug nie
miał kuli w lulie
Obaj Mcduini wyszczerzyli zę
hy w satysfakcji i zakasując lę
kawyź poczęli kocimi ruchami
zbliac się do kobiety która zde-tonowana
niewypałem sojej
lnom picstrachcin oglądała
ją w swojej dłoni cofając się
lównciceśnie w stronę ściany
wąwou
Najblisy z obu Beduinów
golowil się juz do oslttcYiiegn
skoku
Pani Baibara w i opacy stra-chu
i wściekłości nie wiedąc
ju co robić nietiytecnym re-wolwerem
zamachnęła się mm
i jak kamieniem iucila w 'rai
składającego się zbója
Choć rul był celny jednakże
Beduin dolał się od nieo u
chylić i rad ze swej zręczności i
pewien swojej zdobyczy sedł
w pi osi na nią z wyciągniętymi
lekami
I I nagle atiyiual się jak gdy-by
udeiyla weń jakaś sliasna
niejiowslryniana siła Duże śivie-Icąc- e
się czarne ślepia jeszcze
[bardziej się roszeryły ręce jak
by chciały cos chwycie w prze-strzeni
zachwiał się jakoś dziw
nie skręcił i następnie rażo-ny
kulą karabinową wprost w
setce jak długi runął na ziemię
bez ruchu dotykając niemal pal-cami
stóp przerażonej kobiety
Pod wrażeniem chwili pani
Barbara nie słyszała nawet strza-łu
lecz widząc wypadających ze
szczeliny skalnej kilku ludzi w
mundurach Legionu Transjor-dańskieg- o
a wśród nich Wacka
z rewolwerem w ręku osunęła
się wolno na ziemię i czysto po
kobiecemu z całego serca się
rozpłakała
Wacek zaczął ją uspakajać
uszczęśliwiony że jej się nic nie
stało Gdy wreszcie otarł jej łzy
i jako tako przywrócił równowa-gę
podszedł do grupy policjan-tów
aby obejrzeć schwytanych
rozbójników
Jeden z nich ów trafiony ku-lą
karabinową leżał martwy jak
kłoda natomiast trzech pozosta-łych
żyło choć dwóch było moc-no
poturbowanych w walce któ-rą
poprzednie ze sobą stoczyli
Stróż Kwiatu Pustyni leżał da-(dokończe- nie
na £tr 22)
a
Polskie Towarzystwo Bratniej Pomocy
Im Marszałka J Piłsudskiego
5
nu
o:rxxxixxiixrxrTxrrxixxiixrixxixxxxłxrxxxxixxx!&
-- mili Mini iill inii11 MJmt i '!' mmliii nim w UWIŁ 11IU" M iji 'i J" i Hk I "iSWł-łiTSsPiaaTt- S jjg 9
3 isj4yi WMdlU1 mtMjJiyULlMt ii i i isp §
l fcraiMgnmTiii MiiiMWMiiiMwiiiiiiriiw ifMiiniiiiiiin— - w u — — J
& TiijE£&iii3L?a$''& L Z "~— --L1 iVJ t"aBmtmifZ' tz3iw L
S
s
s
§
NAIIKPSZi: BYCZENIA WIELKANOCNE
sklidil) Polonii
Ciupa ZPwK
Koto Polek Grupy ZPwK
Grono Młodzieży Giupy ZPwK
Spółdzielnia Kredytowa Gr ZPwK g
iyicic-j-a uuuiu vjiujyy u ux vi
BARTON E
Serdeczne życzenia
z okazji Świąt
Wielkanocnych
%I
składa swej Klienteli
1 cale) Pulami
HAMILTON
g JOCKEY CLUB TAVERN LTD
POLSKin PRZCDSICBIORSTWO
Właściciele-MAH- Y
KUBINA i WAIIY MACK'
% 1091 Barlon Sl E
P
Hamillon
xrxrzxrrrxxrxxxxxxrrxrrxxxxxrxxxxrxxxxxxxxxxa
N gsjifyjęłgigM-ffe-TJ- i a
w5xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxn
6
%
W3
uiąmkiiu
JS
2
2
2
2
644 ST ONT
Oni
RADOSNYCH WIĄT WIELKANOCNYCH
t WESOŁEGO ALLELUJA
Polska Placówka Nr 412
Kanadyjskiego Legionu Kilchener
wraz z Korpusem Pomocniczym Pań
Tuiyla
najlepsze życzenia szczęścia i powodzenia
członkom członkiniom wszystkim organizacjom
polonijnym również całej Polonii w Kanadzie
Bodakom w Kraju
Kilchener Wellington Sł Norlli
TYTYYTrrrTTTttrTrTITTYrTTYrTTIIIIIITtTTITriTy
yiSSSsasisssBjtaL at&®x
?TT-nVv- vriwnV i 'Jl1'"!!)"''' UliTSii!"'! i- -r imMłiiL--ai NiCu2r
Ł ł
S
£
w &
jak
oraz
601
b
W
ii i"!" 'Uji
jjjsrŁMH2~ ' VjPajrTsy"rAw
immą ą
tb- - i i- -i
& t I
£bS 9m
IMplł!''
KM" --ii
m'Ki ' i M f
mik1 1
IM-- " i
WL" f ' t
Hm ł min
ffilH: iii wk'
'i
f - nwc-- - IW Pi cf1t i?WipI it3rm(j 'M m md Im- -
ii jf ml My
Ułlte-- ł
ii $M
UW-i-fMit nj
m0 tf i f ' :- -
Kii" "i i
C T if
!
b - n tr
Vv ( '
U f4: W' fś ' r Łf
I i '
i 1
:rĄt
rĄŚh 41 v
"łni5v: 4
m4jj 5 V
I tIt 3 if f'Mł
i
tT i i 5
'i
i- -
v j
I i
# : I
"X - i
'
-
tl! i
Uf ri '
m
'
I
m y
J
I
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, April 06, 1966 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1966-04-06 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000283 |
Description
| Title | 000132b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | W1 "SKm¥miMmmis3mms S NR- - 2829 "ZWIĄZKOWIEC" KWIECIEŃ (April) 6 - 1966 iILiTJ 1 A a JbL I £ WUWf V&lMj W? 'pfMj 01 & S'icVreiie życzenia Wesohjcłi świąt Wietkanocuych 3 Si o W 'l! vi &lilb& Mr&° W O O U A I A § O c nlnW Aj IsV dla wszystkich ntisziich Członkiń i Członków '4 7 10 JSsXT V V ® At W 1 V H v pĄ T ? V via 0 Symjmtiików oraz całej Polonu O i ic&ra' 5?&epl &4 _nn ii? f Mfrsnu '?: a SKala u tł i-- "k'_ytć' V JUSSc it - fc' TSStóeBSla wsłŁ%!pH s— j u~ j___j ł _: } fv ąi ' SEsswtSAC—Lja-s-=i„f?isa-jt- % stsłJStsi %& rNss v & - x& e & i to jeszcze "ferenghi" S V-s-Ą f wydali złowieszczy okrzyk i & M Saiserdeamejsze życzenia % M CW Ł li! f rzucili się w ich stronę 818 Sl Paul Street Forł William Onł k S l ~Jr - i _ _ - k ii)!)SYcii swiyr wielkanocsycu ą ił vi:suu:ii() aili:uj lI Mailu K l LEJ JLJI1J rUHCRAKCJ M 'IV i A DALLAIRE Dilt-cleu-i di Funćl 1lllr wlaiciciele Alfred Ballaire - PELegare 3225 Ontario St Easl 2590 Rouen Sł 3254 Bellechasse Sł 7B1 Ogilry 2645 Htnri Bourasa Sl 1575 Sie Callieiiiie Eil 4504 Sie Calheiine Eil 5605 Ooileau 11813 Nolie Djmc Eil Felix 527 2391 527-700- 1 521-202- 8 521-268- 2 7 8051 7-81- 44 9 7296 6227 7288 CL 5 7400 CL 5 1541 8176 ':"zr?ii wleglych s~1ąt yiki KAUonr:"ti ii (mu KłiPlHliw 1 illlfj Piilnlih GASCON MEAT MARKET Wlaśc J SZCZEPAŃSKI SI spoywcy rniosn piwo poLsKa s-zyn-lm 3S5? Rouen Sl — Montreal — IA 1-4- 2S1 W dniu Zmartu7chwstania Pańskiego składam najserdeczniejs?e życzenia WESO-ŁEGO ALLELUJA cale] Polonii Scpgólne pozdrowienia kieruje do wszystkie!) osób i firm klóre bądź prce bąd pre innjcli preds)avvicieli dali Jycpnia na Boc Narodenie i Wielkanoc do "Zmąkowca ' Składam również życzenia wszystkim Organizacjom Polonu w Montrealu a w Sttzegolnośti Zarządowi Centralnemu Pol-skiego Towary stwa Wzajemnej Pomocy i injf-Oi- w Kuligi esu Puliuin Kanady jsLiij W MAZURKIEWICZ prTćditawIciel "7wi?l(owa" 739 Sl Sl — lit Emilii W RA RA CR 389 522 645 lep Tol mnie Montreal Que xTYYTTTYTYrrrrirrrrrrxxrrxixx' i % H 1o W A jJmmqmrmHmtimsumavmi0'm)il'iiVSSeitffiS!i'iMi Ói SIStr£stxxxxixxrrixr£n x I Uli ttttzzmtir} Nujsei dt'1'ziiit'jw ntzenin HADOSNYCU ŚWIĄT WIELKANOCNYCH t WESOŁEGO AUAUMIA życzy PARAFIA MATKI BOSKIEJ CZĘSTOCHOWSKIEJ ♦1 i sii x£ % 1 Hill st London Ont Łj fl Ks prałat F Pluła probosicz J Ks Józef Lipka asystent yą PtirrTYTYYTTTTTrTrTTTTryTłgiriirriiiiilll ŻYCZENIA Z FORT FRANCES ONT g 5 X l Moc najscnlcczmeiszyclL życzeń z okazji Q &mąl ZmartwychwstaiiM Puiiskieyo k l Członkom ZPwK Zarządowi Główneiny W i Sympatykom t całe) Polonu A Grupa 38 ZPwK 74 ARMIT AVE FORT FRANCES ONT l s składa %' a &&&&j&jF&jFj&&j&&&j&'0j&'J3rA (dokończenie ze str 30) ale ten nie dał jej dojsc do gło-su — Musisz stad ara uciekać Jak oni przyjdą i zobaczą cip tu taj to abiją bez litości — Co a oni-- ' — zjpytjła nie pewnie pun liaihaia cujc jik Ji'j iiiiowki e stiatlni kiiij ( liuilic po )(cacli Władcy Kwiatu Puslni Ja jestem tylku jego Mmcm odpai ł Aub oglidajac mv nie-spokojnie u około — Jakiego Kwiatu Pustsm" — rzuciła aintngouana pani Par bira — Nie wiesz'' Tego o daje ludinni apomnieine i pienosi zi i ii do nieba Chh I odo tusz nu sie a alein j)ok'v i go Ale polem z u a musisz isc Jik oni piyjda to nas oboje zibiji dodd lajemniczo Oczy j?£o paliły sie niesamn witMii bisijrn a 73r37rin pa-lr7- L md uhl wT-trton- i3 "l łiy -- ) ii u lnti iliwili 1 1 1 -- gos nu znanego tut bi pietens twa Chwycił ją ni spodziewanie za rękę i pociągnął silnie w stronę carneeo kamienia stojącego posiodku piaszczystego klepiska Kamień hl haidzo duży i płaski wcwnaliz wklęsły na kszlall wielkiej eainr--j misy z bazaltu Zatiymili się o km k od tego monolitu i Aiil) przegradnjac niejako dioge azel)y bliżej po-deszła rekl pokazując palcem na wnętrze tej naturalnei cza- - ry — Pat i z Kwiat Pustyni Z biciem serca pmi Pailriia zajrzała do środka Wnętrze cary było lekko po-pękane i w tych di obnycb sce-linai- h jakaś dziwna roślina za-puściła korcnie IJyło to coś w rodzaju ostu pustynnego tylko o grubych mięsistych liściach z długimi twardymi kolcami ło-dyg- a lośhny wraz jej odno gaiui tnkil:i l)li kiopellaim siel)inej losy na podobieństwo paęezvnv któią popizednioaii wayla u pani Paibara Ni glo wnej łodydze piykuwal wiok olbiymi ciiny kwia' o jadowi cie żółtych bi egach Kształt te-go kwiatu piyponun ! dlianek wody awiesony u końca "idy-g- i W ego wnet i u widat było jakaś opalizującą ciecz Pani Paibara zaciekawiona la oryginalną lośbną pochyliła się haidiej napizód aliy się pj le piej pizyiizec gdy Al alt bezee-lenianialni- e odsunął ą ni bok i odezwał się ostrzegawczo — Kobieto kto się zbha do Kwiatu Pustyni ten szuka wła-snej śnuem' — I tu znacząco wkaal jej palcem na łodygę losliny Tera pani Pailiaia 'zauważyła dopieio e całe wnętrze bazal-towej czary pokryte było rreb rzysla pajęczyną zarówno jak i cała łodyga kwiatu Pod każdym liściem siedział skulony i czy-hajat- y na zdobycz stalowo atia lnentowy wielki pająk a w dole pomiędzy koizeniami w rozpa-dlinach kamienia miło się od od-rażających owadów mieszkają-cych tam pod mocnym baldaclii mcm z pajęczyny Pani Parbarze która miał wro-dzony wstręt do wszelkiego ro-dzaju płazów i owadów zrobiło się nagle słabo i odiucbowo a-że- by nie upaść naprzód cofnęła się w tył opierając sie o ramię Araba Ten objął ją jak małe dziecko i posadził delikatnie na kamieniu zdała od Kwiatu Pus tyni — Tak oni zawsze robią — mówił rzeczowym tonem — Jak kogo chcą się pozbyć to prowa-dza go całkiem blisko do kieli-cha- Zapach kwiatu odurza czło wieka i tracąc przytomność pa-da naprzód do wnętrza zagłębie-nia No a wtedy pająki zała-twiają się z nim Nie ma bar-dziej jadowitych pająków od "Czarnej Wdowy" Pani Baibara zaczęła powoli przu-hodzi- ć do siebie i patrząc na Araba zapylała ze zdziwie-niem- — Człowieku a jak ty się tu dostałeś? — zno kazali mi pilnować Kwiatu Pustyni — odparł spo-kojnie No dobrze — niecierpli- - iła się pani Barbara — Ale 'przecież nie jesteś Arabem Skąd się tu w ziałeś' Pochodzę ze szczepu Iluszy-do- w i urodziłem się jako niewol-nik Omara ben Ab Niegdj nie opuszczałem tych stron i Wadi el Aiaba jest moją ojcyną Od mojej wielkiej thoiobj paię miesięcy temu prpiow''dih innie tu i od lej poiy jestem stiamkicm Kwialu Pustym A t z jakiego kraju poiho-lis-- ' Nosisz szaty całkiem inne niz nasc niewiasty Pani Pailwri z zaklopot-pc- m kiwała głową — To niemożliwe — myślała Ten Al al) nie jest Aiahem Im Jikze luoglll) posluglwK się st)in polskim jękiem z-l- e jiLt tijemnica w tun się kry je-- ' Zastinou lli się ilnulkę l'i jego wielka tlmiolu1 Cy uii eaEi-i- n nie itraiil pamięci'' — Gtic c:łc"Aicl"u — zwróci j £lr 7imt~il 1il lllrgu — ( ' nu solne nu-- pi zvpoinin:isz z iliwiiili easow? Cj zawsze by-łeś niewolnikiem tego tego O-mar- a'' Arab popatrzył na mą dziw-nie ale przecząco pokiwał gło-wą i odpaił — Od czasu mojej wielkiej choroby me rozumiem mowy inoego szczepu i dlatego posłano mnie tutaj w to sainot lic iniejsie ponieważ nie mu głeni poiouinieć się z ludźmi w duaie To dżiny pustyni ze-słały na mnie tę chorobę i nie pamiętam nic z mojego poprzed-niego życia — Nic nie pamiętas' — zapy-tała podstępnie pani Paibua której nagle przyszła do głowy salona mysi — Prcczytaj co tu jest napisane — rzekła nagle podsuwając Aiabuwi pod nos kawałek starej polskiej gazety której strzępy znalazła w swojej torebce Arab ostrożnie wziął do ręki polargniy pipiei i be zająknie-- i la icąl płynnie czytać po pol skll "Wojska pol: kle ZSSIt w o i a więksej ilośn icyniji na pływać na lei en Peisji skąd da lej kieiowane si do haku I Pale slyny Pani Pubaia z tiyunifeni ihwyula go zi lękę i patrząc mu pisto w ocy awolala v piekoiiimc — Jesteś takim Arabem jak ja Chinką Jesteś czystej ::rwi Polakiem Ale jak się tutaj do stałeś tego całkiem nie lou-mien- i Aiab pewnego lodaju puli lowaiiicni pizyjial się jej i od pail z naciskiem — Kobieto1 Nie rouiniein twej mowy lio dioc mówisz ję-zykiem któiegn poszczególne słowa są dla innie ziozuniiale to lednak ticsć twego pizeinówie-ni- j jest d la mnie ciemna O-de- dź w spokoju Pani Paibara zadzała z oburze-nia Czy Kpi mej cy jest na piawdę wanaleiu"' Ze zwjkłym solne upoi cni nie chciała jednak dać tak odiazu zi wygraną Ale nim zdąjla znowu otwo-rzyć usta Arab nastroszył się i wsłuchując się w odgłosy docho-dzące go z oddali rzekł do niej po chwili przyciszonym globem — Nadchodzą' Kobieto jeżeli nie chcesz zginać śmiercią dłu-ga i okrutną to uciekaj póki jescc czas — tu wskazał jej ręką kierunek z którego przy-była niedawno Choć serce pani Barbary biło jak młot jednakże nie odrazu wzięła nogi za pas lecz chwyta-jąc tajemniczego raba za rękę pociągnęła go za sobą w stronę zbawczej rozpadliny — Uciekaj prędko ze mną — zawołała Arab gwałtownym ruchem jakby odpędzał od siebie nieczy-sta istotę odrzucił jej ramię i zwTÓcił się w drugą stronę Pani Barbara beznadziejnie wzruszyła ramionami Ale ta krótka chwila zwłoki przesądział o jej ucieczce Z za załomu skalnego który widocznie był przedłużeniem skalnej szczeliny wychyliło się nagle trzech ludzi o dzikim wy-glądzie w strojacłi pustynnych Beduinów w pełnym uzbrojeniu Ujrzawszy stróża Kwiatu Pusty-ni w tGwarzyctwie obcej kobiety Europej-ki Pani Barbara niedługo się na-myślając pomknęła jak łania w stronę przesmyku skalnego którm poprzednio przyszła Jed-nake jeden z nowoprzybyłych Arabów rzucił się również szyb ko w tą stionę i równocześnie z ma stanął przy wejściu do szcze-lin) Trudno orec co b się Mało w leultacie tego zetknięcia jiy-- h me interwencja stióza Kwia-tu Pustyni któiy jak tyś rucił się gwałtownie ni napastnika i w lupędie ihwuiwsy go npol upadł wiąz niin na ziemię Tai zali się tak po białym pias ku w si od krkow i przeklenst podczas gdy inni dwaj Bediimi zbliali się jak koty do stojącej nieiiK lioino kobiety Pani Par bu i pi pomniała solne w tej (liwib e iiii pi ecie w kiese m mały icwolwei i ilioc go do ląd nigdj jesce me ujwiła piwsli jednakże do pizekona ze imał on jej służyć do olrrrr-- w tal ich właśnip chi i I Pul-ii- i ted difzę Bugu w(iągnęla go z kieszeni skieio-wal- a energicznie w stronę bliż-szego ze skradających się Bedui-nów Bron w rękach kobiety wstrzymała na chwilę zapędy o-b- u napastników podczas gdy le-żący na ziemi dalej tarzali się po niej wśród złowrogich okrzy-ków w swon li i uclinch zblia jąe się do jednego ze słoju s' li Beduinów W pewnej chwili len schylił się i podniósł z ziemi du-ży kamień z całym romacliem ciskając nim w stronę walczą-cych Coś zachręścilo coś jęk-nęło i obaj przeciwnicy rozlecie-li się w przeciwne strony pozo-stając be ruchu na białym pias-ku który zaczął się pod nimi żaba i wiać na czerwono Widząc swojego nieoczekiwa nego obrońcę leżącego bez ruchu na zakrwawionym piasku prfni Barbara z całą zimną krwią wy-celowała swój rewolwer w stro-nę Beduina który iucil ów nic-seęśliw- y kamień i celując mu w hiiuli Hak jak ją uczył Wa cek l pociągnęła a cyngiel Ale sli za! me padł Biowuiug nie miał kuli w lulie Obaj Mcduini wyszczerzyli zę hy w satysfakcji i zakasując lę kawyź poczęli kocimi ruchami zbliac się do kobiety która zde-tonowana niewypałem sojej lnom picstrachcin oglądała ją w swojej dłoni cofając się lównciceśnie w stronę ściany wąwou Najblisy z obu Beduinów golowil się juz do oslttcYiiegn skoku Pani Baibara w i opacy stra-chu i wściekłości nie wiedąc ju co robić nietiytecnym re-wolwerem zamachnęła się mm i jak kamieniem iucila w 'rai składającego się zbója Choć rul był celny jednakże Beduin dolał się od nieo u chylić i rad ze swej zręczności i pewien swojej zdobyczy sedł w pi osi na nią z wyciągniętymi lekami I I nagle atiyiual się jak gdy-by udeiyla weń jakaś sliasna niejiowslryniana siła Duże śivie-Icąc- e się czarne ślepia jeszcze [bardziej się roszeryły ręce jak by chciały cos chwycie w prze-strzeni zachwiał się jakoś dziw nie skręcił i następnie rażo-ny kulą karabinową wprost w setce jak długi runął na ziemię bez ruchu dotykając niemal pal-cami stóp przerażonej kobiety Pod wrażeniem chwili pani Barbara nie słyszała nawet strza-łu lecz widząc wypadających ze szczeliny skalnej kilku ludzi w mundurach Legionu Transjor-dańskieg- o a wśród nich Wacka z rewolwerem w ręku osunęła się wolno na ziemię i czysto po kobiecemu z całego serca się rozpłakała Wacek zaczął ją uspakajać uszczęśliwiony że jej się nic nie stało Gdy wreszcie otarł jej łzy i jako tako przywrócił równowa-gę podszedł do grupy policjan-tów aby obejrzeć schwytanych rozbójników Jeden z nich ów trafiony ku-lą karabinową leżał martwy jak kłoda natomiast trzech pozosta-łych żyło choć dwóch było moc-no poturbowanych w walce któ-rą poprzednie ze sobą stoczyli Stróż Kwiatu Pustyni leżał da-(dokończe- nie na £tr 22) a Polskie Towarzystwo Bratniej Pomocy Im Marszałka J Piłsudskiego 5 nu o:rxxxixxiixrxrTxrrxixxiixrixxixxxxłxrxxxxixxx!& -- mili Mini iill inii11 MJmt i '!' mmliii nim w UWIŁ 11IU" M iji 'i J" i Hk I "iSWł-łiTSsPiaaTt- S jjg 9 3 isj4yi WMdlU1 mtMjJiyULlMt ii i i isp § l fcraiMgnmTiii MiiiMWMiiiMwiiiiiiriiw ifMiiniiiiiiin— - w u — — J & TiijE£&iii3L?a$''& L Z "~— --L1 iVJ t"aBmtmifZ' tz3iw L S s s § NAIIKPSZi: BYCZENIA WIELKANOCNE sklidil) Polonii Ciupa ZPwK Koto Polek Grupy ZPwK Grono Młodzieży Giupy ZPwK Spółdzielnia Kredytowa Gr ZPwK g iyicic-j-a uuuiu vjiujyy u ux vi BARTON E Serdeczne życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych %I składa swej Klienteli 1 cale) Pulami HAMILTON g JOCKEY CLUB TAVERN LTD POLSKin PRZCDSICBIORSTWO Właściciele-MAH- Y KUBINA i WAIIY MACK' % 1091 Barlon Sl E P Hamillon xrxrzxrrrxxrxxxxxxrrxrrxxxxxrxxxxrxxxxxxxxxxa N gsjifyjęłgigM-ffe-TJ- i a w5xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxn 6 % W3 uiąmkiiu JS 2 2 2 2 644 ST ONT Oni RADOSNYCH WIĄT WIELKANOCNYCH t WESOŁEGO ALLELUJA Polska Placówka Nr 412 Kanadyjskiego Legionu Kilchener wraz z Korpusem Pomocniczym Pań Tuiyla najlepsze życzenia szczęścia i powodzenia członkom członkiniom wszystkim organizacjom polonijnym również całej Polonii w Kanadzie Bodakom w Kraju Kilchener Wellington Sł Norlli TYTYYTrrrTTTttrTrTITTYrTTYrTTIIIIIITtTTITriTy yiSSSsasisssBjtaL at&®x ?TT-nVv- vriwnV i 'Jl1'"!!)"''' UliTSii!"'! i- -r imMłiiL--ai NiCu2r Ł ł S £ w & jak oraz 601 b W ii i"!" 'Uji jjjsrŁMH2~ ' VjPajrTsy"rAw immą ą tb- - i i- -i & t I £bS 9m IMplł!'' KM" --ii m'Ki ' i M f mik1 1 IM-- " i WL" f ' t Hm ł min ffilH: iii wk' 'i f - nwc-- - IW Pi cf1t i?WipI it3rm(j 'M m md Im- - ii jf ml My Ułlte-- ł ii $M UW-i-fMit nj m0 tf i f ' :- - Kii" "i i C T if ! b - n tr Vv ( ' U f4: W' fś ' r Łf I i ' i 1 :rĄt rĄŚh 41 v "łni5v: 4 m4jj 5 V I tIt 3 if f'Mł i tT i i 5 'i i- - v j I i # : I "X - i ' - tl! i Uf ri ' m ' I m y J I |
Tags
Comments
Post a Comment for 000132b
