000393b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
II
wBTfflTTTTnTniTmTmMTNTTTHuTnuTWT
777 Hlllll]""""""""""""""1""""""""!!'!!!!!!!))! _
Terzy Seweryn
y
Hu- n-
"mrmiiiiiiiiiiliilHUilIlHimtiliit lIlHlMIiIiIulimlmliim „l77~
Inaczej inaczej inaczej wyobrażała
łn snotkanie Były dwa warianty
Łfvn Ha warianty rozmyślań o tym
Sianiu ktore & Przecież będzie
M tamtego pożegnalnego pui-atuiui-u
na
Kroaie Dworca Gdańskiego w przęd
zeń pierwszycn Domu na warszawę ao
go dzisiejszego telefonu — tylko dwa
II jpen: stanie przed nim takim bar- -
pL-ty-m rosłym i silnym o wiele niż- -
kL j uśmiechnie się do swego szczęś- -
& A on takim szeroKim rucnem rozło- - li (r7nli łrtM T-1- 1łl fil-- tlflłoJ In nn iw przedpokoju gdy wracał do do--
T jeszcze przed wojną) Rozłoży rę- -
U oam_i!e_ j1ą~ iwtt akiiaeVumic i
nntuviMuYlrniiuAe w juu--
ilarnej obręczy I ten leniwy głos wo- -
vn iak sie masz mała?" I żar
jjzny dotyk męskich waTg na powie- -
gch
Wariant drugi: stanie przed nim ta- li barczystym rosłym i strasznym Nie
gdzie patrzyła mu w oczy nie śmie
gon takim powolnym ruchem sięgnie
kieszeni wyciągnie rewolwer i zacz- -
HiS GO Ulej ieiunit ucuiie yaiizyta lyi-- K w czarne oczko lufy (Znała to: wtedy
[pej z rewolweru Patrzyła w otwór lufy
myślała: "To wcale nie jest takie stra- -
Bgie Tak samo celowałby Wiktor" Ura--
fpral ją wtedy Marek bo rzucił się z
Bściami na Ukraińca "Nie śmiej strze-j- E
do mojej mamusi bydlaku" Ukra- -
aiec osłupiał mruknął: "wot czort —
filcziszka'' i schował rewolwer) Będzie
tayła tylko w czarne oczko lufy i
liala aby ostatnią jej zywei jeszcze
$ś!ą było: "Boże zmiłuj się nad Mars-em
i Izą"
I Były tylko te dwa warianty rozmyś- -
o spotkaniu z Wiktorem ktore kie- -
ijs ucuiie n icn uieu: iNiguy nigay
mogło jej iprzyjsc do głowy ze tak
spotkają Ten okropny nieprzewi- -
any nigdy trzeci wariant Co to
[7
Siedzą oto w cukierni rozdzieleni
jaepaśeią małego stolika naprzeciw
iJie na uuiegiosc ouuecnu za wieiKą
ibą obok z lewej — chodnik ludzie
a skośne światło słońca Z prawej
ciasna przestrzeń nie wielkiej sali
Bzie gwar obce twarze półmrok dym
in nieustanny bolesny jak rana Cho- -
Rozdzieleni przepaścią stolika Tak
wymownie daleka — on Dalszy niż
Wk wspomnieniu dalszy niż w oflagu
uszy niż w tym swoim jakimś Ham-fg- u
dalszy niż w okrutnej tęsknocie
k"
110 G
iMflssąo
!"l!" """ ' ' ""' '
two
(Copyright "Związkowiec" Toronto Ont)
i
:
siedmiu niewypłakanych nigdy lat dal-ssnzyacih
n—ieucohnw! yOtnniejstzeyn nsaiżmw—okrWutinkytochr Te same rysy trochę tylko ostrzejsze i ssktarrosnzieachniżktdóarwenj ienjie TbryołcohęTesiwsaizmnye snu-a rowe orle oczy Nowe: bohaterska bliz- na na czole ku skroni Skąd? Nie znała jej I nowe: ten mundur elegancki ślicz- nie dopasowany z wąską amarantowa
naszywką na ramieniu "Poland" Wiec to — on?
Wiedziała od sameeo rana że cnk
się stanie Serce biło niespokojnie i zło-wrogo
"To z gorąca" — myślała ale
wiedziała że coś się stanie Pojechała
przed południem do doktora na cotygo-dniowy
zastrzyk Gdy wróciła bardzo
niespokojna — drzwi otworzyła Józia
Z łajdackiego jej spojrzenia wywniosko-wał- a od razu że znów w domu zdarzyło
się coś przykrego i brzydkiego "Pan
inżynier jest?" — zapytała od progu —
"Nie ma — odpowiedziała zagadkowo
— i na obiedzie nie będzie Zostawił list
dla pani" — "Gdzie?" — "A ot —
wyjęła z kieszonki wymięły świstek pa- pieru List? Nie było w zwyczaju Tola
pisywać do niej listy List? Szybko jesz-cze
na progu przebiegła spojrzeniem
kilka słów: "Przyjechał twój mąż
Telefonował tu Czeka na ciebie dziś o
piątej w cukierni na Mokotowskiej mię-dzy
Piusa i Wilczą"
To że nogi nie ugięły się pod nią i
nie upadła na podłogę to że zupełnie
lekko przeszła z tym świstkiem w ręku
przez przedpokój a po drodze zapytała
Józi czy Marek już wrócił od kolegi to
że w przejściu poprawiła jeszcze w ja-dalni
obsunięty lauferek na stoliku i zau-ważyła
że na konsolce jest pełno kurzu
a w przelocie przyjrzała się uważnie da-lekiej
przestrzeni nad dachami i ziele-nią
Szustra — to tylko dlatego że do-skonale
wiedziała: dziś coś się stanie
Coś straszliwego Wiedziała od rana wi-docznie
śniła o tym Wiedziała Lawina
która toczyła się od lat — nadlatywała
Poczuła jej bliski lodowaty podmuch na
policzku
Nie zdawała sobie dokładnie sprawy
z przebiegu tych kilku godzin od tego
"przyjechał twój mąż" Przyszedł Ma-rek
od kolegi Patrzył na nią uważny i
zatroskany — "Ty pewnie dziś się bar-dzo
źle czujesz mamusiu?" — "Nie
synku to z tego upału No i brałam dziś
zastrzyk a to męczy" — Izy nie było
dopiero jutro ma wrócić z kolonii z Urli
jedli więc obiad we dwójkę z Markiem
i
"ZWIĄZKOWIECLISTOPAD (Woyembcr) Środa 2? — 1961
iii'iitiiiMiiil)iiiIMilMinM:iiiiiiMt!iimtr
n
ni ffftfiRT
lii cyPtilllllO □ aa
Mi!iJhlt'MniillliliilliiiillllllilltlillilillliltiiiliitMitllllll!TTnro
C H z
TTTTmTi
Coś tam przełknęła wypiła kilka łyków
herbaty o czymś rozmawiała z Markiem
nic nie rozumiejąc zaczadzona i odurzo-na
Serce biło niebezpiecznie i złowrogo
Unikała badawczych spojrzeń Marka i
łajdacko - kpiących Józi Józia oczywiś-cie
wie Jeżeli inżynier sam nie powie-dział
jej o tym telefonie — na pewno
przeczytała kartkę A Marek? Nie Ma-rek
chyba nie wiedział Był jak zawsze
— miły usłużny zatroskany o nią Gdy-by
wiedział że wrócił jego ojciec —
coś dałby znać po sobie mimo całego
swego niedziecinnego opanowania Nie
na pewno nie wie W pewnej chwili
mignęło jej przez myśl: powiedzieć Nie
Nie umiałaby sformułować tej wiado-mości
Jak? "A wiesz Mareczku" twój
tatuś wrócił do Warszawy" Nie nie po-trafiłaby
tak powiedzieć nie powie na
razie nic Trzeba poprosić Józię aby nic
Markowi nie mówiła o tym
O czwartej gdy miała iść na Moko-towską
opadła z sił Zrozumiała I nagłe
postanowienie: — "Nie pójdę Niech się
dzieje co chce Nie pójdę Nie chcę"
Przysiadła na tapczaniku w sypialni bez
radna straszliwie biedna straszliwie sa-motna
Wiedziała że jeżeli teraz zapła-cze
— przybiegnie Marek i znów po-płoch
waleriana coramina serce Nie!
Uparcie mrużąc oczy patrzyła w cza-rodziejską
jasność upalnego dnia nad
Warszawą Na Puławskiej brzęczały kla-ksony
aut gdzieś nie daleko grało ra-dio
i tęskna zalotna piosenka migotała
lekko jak motyl Wsłuchała się i — na-gle:
Wiktor! Jest tu? Za niecałą godzi-nę?
I nagle — pierwszy wariant: rozło-ży
szeroko ramiona wgarnie ją w sie-bie
I ten niski władczy głos: "no jak
się masz mała?" I tych siedem straszli-wych
lat runie w przepaść na zawsze
Zerwała się z tapczanu Już czas: kwa-drans
po czwartej Szybko — do lustra
ogarnąć się poprawić włosy Zmienić
sukienkę? Nie niech będzie ta On lubił
jasne i proste Marek siedział na balko-nie
z książką Podeszła do niego na po-żegnanie
— Marku
Chciała powiedzieć — "a wiesz twój
tatuś wrócił do Warszawy" ale powie-działa:
— "Co czytasz Marku?"
Podniósł ku niej znad książki spokoj-ne
stalowe orle oczy — oczy ojca' pod
skrzydlatymi łukami brwi — i uśmiech-nął
się — "Robinzona mamusiu Cudo-wne
to"
Pocałowała go w czoło i całując zo-baczyła
drugi wariant: czarne okrągłe
oczko lufy "Boże zmiłuj się nad Izą i
Markiem"
SY IfJTEEMTSOrM ISfM OF E MILL AfJD Si
IB MKERS W STMAGB9 UEDCIOPCH I W KftHflDZ
IfJ dniach 4-- go 5-- go i 6-- go grudnia 1961 r robotnicy 100 w Port
Colborne w tajnym przez rząd przeprowadzonym głosowaniu zadecy--
l dują czy chcą ńy ich nadal reprezentowała linę Mili czy United
Steelworkers of America
lii Stanach Zjednoczonych komisja senacka nakazała zarządowi
tamtejszego iine Mili przedstawić sobie na dzień 7 grudnia br wszy-stkie
księgi kasowe z dowodami na co zostały użyte 100009 dolarów
pożyczone od Teamster Union Ten dzień może się okazać dla Minę Mili
zdaniem prasy amerykańskiej początkiem końca Może to być dla ii-ne
Mili "PeafI Harbour"
W najbliższym czasie górnicy w Sudbury będą również mieli
możność zadecydowania kto ma ich reprezentować Minę Mili czy
Unia Stalowców W ślad za górnikami w Sudbury pójdą niezadługo
górnicy w Thompson Lakę Uranium City etc Wynik głosowania w
Port Golborne zada decydujący cios kłamliwej propagandzie kie-rowników
Minę Mili że Stalowcy nie mają poparcia w szeregach
górników w całej Kanadzie - !! - "
UniLf StWworker ot America - Phfn ™™l mrtlaM BC 176 Urch SIcSUJbury:Onh
— Bądź grzeczny Marku Nie wy-chodź
nigdzie już Ja prędko wrócę —
— szepnęła a w myśli dokończyła mi-mo
woli: — "Jeżeli nie umrę za pół go- dziny"
Dopiero na Puławskiej przypomniała
sobie że nie uprzedziła Józi aby ta nie
mówiła nic Markowi Ach wszystko te-raz
jedno_ Przez słoneczne gwarne jas-ne
ulice szła — w śmierć Lekko jak
na skrzydłach — w śmierć
Nie pamiętała tej drogi Niejasno
przypominała sobie że gdzieś za Piusa
jest jakaś cukiernia Przechodząc obok
sklepu zegarmistrza zauważyła że jest
pięć po piątej Przyspieszyła kroku i zu-pełnie
już błędna słysząc tylko jak rzu-ca
się i kamienieje serce skręciła do
drzwi jakiegoś sklepu' spożywczego Cof-nęła
się wyszła na chodnik i natych-miast
z sąsiedniego wejścia posłyszała
dźwięki fortepianu To tam Weszła i
instynktownie zaraz za progiem odwró-ciła
się na lewo On!
Powoli podnosił się od stolika Trwa-ło
straszliwie długo aż wstał Czekała
Trwało straszliwie długo — to cze-kanie
Ktoś wchodząc za nią potrącił
ją i bąknął "przepraszam" Nie usunęła
się nie słyszała Wrosła jak kamień
Czekała na
rozłoży szeroko ramiona? — po-woli
sięgnie do kieszeni?
Blizna nad lewą brwią Stalowe orle
oczy Marka "Poland" Usta Takie zna-jome
sarkastyczne kąciki warg Opalo-ny
na złocisty brąz Zapach amerykań-skich
papierosów Patrzyła teraz na jego
rękę zawieszoną w polowie drogi mię-dzy
rozłoży szeroko ramiona? — po-woli
sięgnie do kieszeni?
Zauważyła pierścień nieznajomy zu-pełnie
W odblasku słońca od szyby za-migotał
niespodziewanym drżącym re-fleksem
W połowie drogi między
Ręka z pierścieniem zawisła nad fo-telikiem
naprzeciwko Teraz chyba się-gnie
do kieszeni ("To wcale nie jest ta-kie
straszne" — pomyślała — "Boże
zmiłuj się)
Znajomy głos powiedział spokojnie
i wyraźnie:
— Proszę łaskawie usiąść
Osunęła się odrazu bezwładnie i po-słusznie
Powoli usiadł również Guzik
przy rękawie munduru sucho i cicho
trzasnął o blat stolika Obok czekała wy-soka
ładna ciemnowłosa pani w czer-wonej
sukni Zbliżyła się o krok
— Czym mogę państwu służyć?
i — Proszę o dwie kawy — powiedział
odwrócony profilem i przyjrzał się uważ- -
i nie ustom ciemnowłosej Gdy odchodzi
ła odprowadził ją spojrzeniem i dopie-ro
potem odwrócił się do Ireny Przy-glądał
się z bardzo daleka
Czekała
Zaczął się trzeci wariant Nigdy nig-dy
nie przyszło jej nawet na myśl że
tak się spotkają jeżeli to wszystko jest
naprawdę Westchnęła kurczowo Wi-docznie
sądził że chce coś powiedzieć
f+y
NA RATUNEK FAUNY
Przez 20 wieków wyginęło cal
kowicie ponad 100 rodzajów
ssaków i tyleż rodzajów ptaków
— a wielu dalszym grozi zaglą-da
Chcąc temu zapobiec 17
(państw utworzyło "światowy
Fundusz Dzikiego Życia" — dla
ratowania fauny — i zwróciło
się z apelem do całego świata o
pomoc materialną
-- ? ł-AW- -- O-
"
---Alt- Uft - —' ~33 IIMSl ratsa&wi lS14 '"-- lii
m
URZĄDZACIE
PRZYJĘCIE?
SPRÓBUJCIE
PONCZ
z miodu (wina miodowego)
do nabycia w Ontario
2 butelki Red Clover 532 B
Brand Honey Winę
3 uncje Can Pink
Lemonade
4 małe butelki 7-U- P oraz kilka
plasterków pomarańczy lub
cytryny
Oziębić przed podaniem
— Porcja na 12 osób —
Słrawa Honey Wines
LTD
9D-W-9- 6
DENTYŚCI
DR W SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
Przjmujo za uprzednim telefonicz-ni
m porozumieniem
Telefon LE 1-4-
2S0
129 Grenadier Rd
(drugi dom od Koncestallcs)
Dr S D Brigel
CHIRURG — LEKARZ
DENTYSTA — STOMATOLOG
Spcallsta chorób lamy uiłn
Pbyblclan'8 & Surgeons' Bulldlng
Kancelaria No 270
86 Bloor Sr W — Toronto
Telefon WA 2-00-
56 IW
Dr E Wachna
DENTYSTA
Godziny: 10—12 1 2— 8
386 Bathunł St — EM 4-65- 13
OKULIŚCI
Okulistko
BUKOWSKA BEJNAR OD
274 Roncesvalli Ave
(piy Gcnffrey) Tl LE 2-54-
93
UOdiinj przyJcc: codziennie
rano do 6 wlecz J soboty
do 4 wleci
Nofary
sprawach spadkoucb majątkowych
Kontrakty Imieircja
Ont
6LEUKE
BENZYNOWA
2486 6-13-
15
obsługa
BEZPŁATNE JiLHSŁ
IIBIh
wyboru Montrealu
zwykłymi odrzutowcami
ponadto zwykły i odrzutowiec
z cenach najniższych kiedykolwiek
Europy kontynentalnej! dla większej
skorzystaj z ekonomicznych biletów dniowe wy-cieczki
Odwiedź agencję podróży jeszcze
i dowiedz się o —
Potem" (tylko 10% wpłaty wstępnej) oraz o
popularne przeloty oszczędnością do
$15000)
ODWIEDŹ AGENCJE PODRÓŻY LUB BIURO
głównych miastach Kanady
IW
Br
od lt
od 10
I1W
po
do
na
(z
ADWOKACI I NOTARIUSZE
GE0RGE BEN
ADWOKAT I NOTARIUSZ
po polsku
1134 Dundj St W Toronto
Tel LE 4-84- 31 I LE 44432
S
G HEIFETZ Bfl
ADWOKAT I NOTARIUSZ
W Queen Wett - Tal 3S3-4- M
S HEIFETZ
NOTARIUSZ
Oueen W Toronto Ont
Tal 363-48- U wieczorami WA 1-44- 13
1S
E H ŁUCK BA
(łukowski
I H BA LLD
ADWOKACI OBROŃCY
NOTARIUSZ!
Wspólnicy firmy prawnlcrej
Blanay Pasternak Łuck Smalę
Englalion & Watton
BLOOR ST W róg Iiay WA S-3-
MJ
Oddział w Thlsoletoan
Wieczorami za telefonicznym
porozumieniem 1-- 3
STEFAN A
MALICKI LLFfl
ADWOKAT OBROŃCA
NOTARIUSZ
Biuro tel: 2770301
W poniedziałki i środy od
630 do 9 wlecz
W soboty 10 do 12 poł
383 RoncesvalUi Av
LE 44825
B L OGRYZEK BA
ADWOKAT — NOTARIUSZ
OBROŃCA
57 Bloor W —
Tal
przyjmuje Uoczoraral
l
83-- S
E V MATURA LLM
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
Adelalda St Eait Tom n to 1 On
Tal Biura — EM 4 3835
— LE 1-54- 12
100-- W
BIELSKI & BIELSKI
Adwokaci ObroAcy
Załatwiamy
cywilna I karna '
CM BA BCL
VW B
Suita 404
Board of Trada Bulld
11 ADELAIDE ST W TORONTO
TEL: MMI i
TEL: CH 4-72- 14 W
Jan Alexandrowici Public
POLSKIE BIURO INFORMACYJNE
Pomoc ł rodzinnych I
Polsce — i inne dokumenty lncome Taxc
Toronto
Tłumaczenia
618-- A Oueen Sł
921-465- 6
sprawy
COMM
West
STACJA
Właic C T KRANTZ
Dundas St W Toronto — LE
O Opony O Baterie O Pełna samochodowa
KUPONY — 5% OSZCZĘDNOŚCI
ŁB
KLM najniższe ceny oraz beztroska wygoda
Obecnie linia daje Ci do następujące loty: z
5 razy w tygodniu samolotami oraz 3
codzień samolot dziennie
Nowego Jorku jakie
były A oszczędności
17-t- o
linią KLM dziś
wygodny plan KLM "Leć-Teraz-Pła- ć-zawsze
rodzinne
KLM
Biura w 14- -
Bfl
St
st
R SMELA
J7
od w
St Toronto
w fiouoie
STR
Móv1
10
Mleizk
Notariusza
wiielklt
BIELSKI
BIELSKI
EM
—
w
KLM
2 razy
Tel EM 8-54- 41
mm
_§£iP]
£T J&ir jhjr J
Jf fo jm
LLD
JJJrM „
4
: i -
W
rlf
r
jk
'i41
85£4
-- MW- 1!
-- 19
' %
t
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, November 29, 1961 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1961-11-29 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000145 |
Description
| Title | 000393b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | II wBTfflTTTTnTniTmTmMTNTTTHuTnuTWT 777 Hlllll]""""""""""""""1""""""""!!'!!!!!!!))! _ Terzy Seweryn y Hu- n- "mrmiiiiiiiiiiliilHUilIlHimtiliit lIlHlMIiIiIulimlmliim „l77~ Inaczej inaczej inaczej wyobrażała łn snotkanie Były dwa warianty Łfvn Ha warianty rozmyślań o tym Sianiu ktore & Przecież będzie M tamtego pożegnalnego pui-atuiui-u na Kroaie Dworca Gdańskiego w przęd zeń pierwszycn Domu na warszawę ao go dzisiejszego telefonu — tylko dwa II jpen: stanie przed nim takim bar- - pL-ty-m rosłym i silnym o wiele niż- - kL j uśmiechnie się do swego szczęś- - & A on takim szeroKim rucnem rozło- - li (r7nli łrtM T-1- 1łl fil-- tlflłoJ In nn iw przedpokoju gdy wracał do do-- T jeszcze przed wojną) Rozłoży rę- - U oam_i!e_ j1ą~ iwtt akiiaeVumic i nntuviMuYlrniiuAe w juu-- ilarnej obręczy I ten leniwy głos wo- - vn iak sie masz mała?" I żar jjzny dotyk męskich waTg na powie- - gch Wariant drugi: stanie przed nim ta- li barczystym rosłym i strasznym Nie gdzie patrzyła mu w oczy nie śmie gon takim powolnym ruchem sięgnie kieszeni wyciągnie rewolwer i zacz- - HiS GO Ulej ieiunit ucuiie yaiizyta lyi-- K w czarne oczko lufy (Znała to: wtedy [pej z rewolweru Patrzyła w otwór lufy myślała: "To wcale nie jest takie stra- - Bgie Tak samo celowałby Wiktor" Ura-- fpral ją wtedy Marek bo rzucił się z Bściami na Ukraińca "Nie śmiej strze-j- E do mojej mamusi bydlaku" Ukra- - aiec osłupiał mruknął: "wot czort — filcziszka'' i schował rewolwer) Będzie tayła tylko w czarne oczko lufy i liala aby ostatnią jej zywei jeszcze $ś!ą było: "Boże zmiłuj się nad Mars-em i Izą" I Były tylko te dwa warianty rozmyś- - o spotkaniu z Wiktorem ktore kie- - ijs ucuiie n icn uieu: iNiguy nigay mogło jej iprzyjsc do głowy ze tak spotkają Ten okropny nieprzewi- - any nigdy trzeci wariant Co to [7 Siedzą oto w cukierni rozdzieleni jaepaśeią małego stolika naprzeciw iJie na uuiegiosc ouuecnu za wieiKą ibą obok z lewej — chodnik ludzie a skośne światło słońca Z prawej ciasna przestrzeń nie wielkiej sali Bzie gwar obce twarze półmrok dym in nieustanny bolesny jak rana Cho- - Rozdzieleni przepaścią stolika Tak wymownie daleka — on Dalszy niż Wk wspomnieniu dalszy niż w oflagu uszy niż w tym swoim jakimś Ham-fg- u dalszy niż w okrutnej tęsknocie k" 110 G iMflssąo !"l!" """ ' ' ""' ' two (Copyright "Związkowiec" Toronto Ont) i : siedmiu niewypłakanych nigdy lat dal-ssnzyacih n—ieucohnw! yOtnniejstzeyn nsaiżmw—okrWutinkytochr Te same rysy trochę tylko ostrzejsze i ssktarrosnzieachniżktdóarwenj ienjie TbryołcohęTesiwsaizmnye snu-a rowe orle oczy Nowe: bohaterska bliz- na na czole ku skroni Skąd? Nie znała jej I nowe: ten mundur elegancki ślicz- nie dopasowany z wąską amarantowa naszywką na ramieniu "Poland" Wiec to — on? Wiedziała od sameeo rana że cnk się stanie Serce biło niespokojnie i zło-wrogo "To z gorąca" — myślała ale wiedziała że coś się stanie Pojechała przed południem do doktora na cotygo-dniowy zastrzyk Gdy wróciła bardzo niespokojna — drzwi otworzyła Józia Z łajdackiego jej spojrzenia wywniosko-wał- a od razu że znów w domu zdarzyło się coś przykrego i brzydkiego "Pan inżynier jest?" — zapytała od progu — "Nie ma — odpowiedziała zagadkowo — i na obiedzie nie będzie Zostawił list dla pani" — "Gdzie?" — "A ot — wyjęła z kieszonki wymięły świstek pa- pieru List? Nie było w zwyczaju Tola pisywać do niej listy List? Szybko jesz-cze na progu przebiegła spojrzeniem kilka słów: "Przyjechał twój mąż Telefonował tu Czeka na ciebie dziś o piątej w cukierni na Mokotowskiej mię-dzy Piusa i Wilczą" To że nogi nie ugięły się pod nią i nie upadła na podłogę to że zupełnie lekko przeszła z tym świstkiem w ręku przez przedpokój a po drodze zapytała Józi czy Marek już wrócił od kolegi to że w przejściu poprawiła jeszcze w ja-dalni obsunięty lauferek na stoliku i zau-ważyła że na konsolce jest pełno kurzu a w przelocie przyjrzała się uważnie da-lekiej przestrzeni nad dachami i ziele-nią Szustra — to tylko dlatego że do-skonale wiedziała: dziś coś się stanie Coś straszliwego Wiedziała od rana wi-docznie śniła o tym Wiedziała Lawina która toczyła się od lat — nadlatywała Poczuła jej bliski lodowaty podmuch na policzku Nie zdawała sobie dokładnie sprawy z przebiegu tych kilku godzin od tego "przyjechał twój mąż" Przyszedł Ma-rek od kolegi Patrzył na nią uważny i zatroskany — "Ty pewnie dziś się bar-dzo źle czujesz mamusiu?" — "Nie synku to z tego upału No i brałam dziś zastrzyk a to męczy" — Izy nie było dopiero jutro ma wrócić z kolonii z Urli jedli więc obiad we dwójkę z Markiem i "ZWIĄZKOWIECLISTOPAD (Woyembcr) Środa 2? — 1961 iii'iitiiiMiiil)iiiIMilMinM:iiiiiiMt!iimtr n ni ffftfiRT lii cyPtilllllO □ aa Mi!iJhlt'MniillliliilliiiillllllilltlillilillliltiiiliitMitllllll!TTnro C H z TTTTmTi Coś tam przełknęła wypiła kilka łyków herbaty o czymś rozmawiała z Markiem nic nie rozumiejąc zaczadzona i odurzo-na Serce biło niebezpiecznie i złowrogo Unikała badawczych spojrzeń Marka i łajdacko - kpiących Józi Józia oczywiś-cie wie Jeżeli inżynier sam nie powie-dział jej o tym telefonie — na pewno przeczytała kartkę A Marek? Nie Ma-rek chyba nie wiedział Był jak zawsze — miły usłużny zatroskany o nią Gdy-by wiedział że wrócił jego ojciec — coś dałby znać po sobie mimo całego swego niedziecinnego opanowania Nie na pewno nie wie W pewnej chwili mignęło jej przez myśl: powiedzieć Nie Nie umiałaby sformułować tej wiado-mości Jak? "A wiesz Mareczku" twój tatuś wrócił do Warszawy" Nie nie po-trafiłaby tak powiedzieć nie powie na razie nic Trzeba poprosić Józię aby nic Markowi nie mówiła o tym O czwartej gdy miała iść na Moko-towską opadła z sił Zrozumiała I nagłe postanowienie: — "Nie pójdę Niech się dzieje co chce Nie pójdę Nie chcę" Przysiadła na tapczaniku w sypialni bez radna straszliwie biedna straszliwie sa-motna Wiedziała że jeżeli teraz zapła-cze — przybiegnie Marek i znów po-płoch waleriana coramina serce Nie! Uparcie mrużąc oczy patrzyła w cza-rodziejską jasność upalnego dnia nad Warszawą Na Puławskiej brzęczały kla-ksony aut gdzieś nie daleko grało ra-dio i tęskna zalotna piosenka migotała lekko jak motyl Wsłuchała się i — na-gle: Wiktor! Jest tu? Za niecałą godzi-nę? I nagle — pierwszy wariant: rozło-ży szeroko ramiona wgarnie ją w sie-bie I ten niski władczy głos: "no jak się masz mała?" I tych siedem straszli-wych lat runie w przepaść na zawsze Zerwała się z tapczanu Już czas: kwa-drans po czwartej Szybko — do lustra ogarnąć się poprawić włosy Zmienić sukienkę? Nie niech będzie ta On lubił jasne i proste Marek siedział na balko-nie z książką Podeszła do niego na po-żegnanie — Marku Chciała powiedzieć — "a wiesz twój tatuś wrócił do Warszawy" ale powie-działa: — "Co czytasz Marku?" Podniósł ku niej znad książki spokoj-ne stalowe orle oczy — oczy ojca' pod skrzydlatymi łukami brwi — i uśmiech-nął się — "Robinzona mamusiu Cudo-wne to" Pocałowała go w czoło i całując zo-baczyła drugi wariant: czarne okrągłe oczko lufy "Boże zmiłuj się nad Izą i Markiem" SY IfJTEEMTSOrM ISfM OF E MILL AfJD Si IB MKERS W STMAGB9 UEDCIOPCH I W KftHflDZ IfJ dniach 4-- go 5-- go i 6-- go grudnia 1961 r robotnicy 100 w Port Colborne w tajnym przez rząd przeprowadzonym głosowaniu zadecy-- l dują czy chcą ńy ich nadal reprezentowała linę Mili czy United Steelworkers of America lii Stanach Zjednoczonych komisja senacka nakazała zarządowi tamtejszego iine Mili przedstawić sobie na dzień 7 grudnia br wszy-stkie księgi kasowe z dowodami na co zostały użyte 100009 dolarów pożyczone od Teamster Union Ten dzień może się okazać dla Minę Mili zdaniem prasy amerykańskiej początkiem końca Może to być dla ii-ne Mili "PeafI Harbour" W najbliższym czasie górnicy w Sudbury będą również mieli możność zadecydowania kto ma ich reprezentować Minę Mili czy Unia Stalowców W ślad za górnikami w Sudbury pójdą niezadługo górnicy w Thompson Lakę Uranium City etc Wynik głosowania w Port Golborne zada decydujący cios kłamliwej propagandzie kie-rowników Minę Mili że Stalowcy nie mają poparcia w szeregach górników w całej Kanadzie - !! - " UniLf StWworker ot America - Phfn ™™l mrtlaM BC 176 Urch SIcSUJbury:Onh — Bądź grzeczny Marku Nie wy-chodź nigdzie już Ja prędko wrócę — — szepnęła a w myśli dokończyła mi-mo woli: — "Jeżeli nie umrę za pół go- dziny" Dopiero na Puławskiej przypomniała sobie że nie uprzedziła Józi aby ta nie mówiła nic Markowi Ach wszystko te-raz jedno_ Przez słoneczne gwarne jas-ne ulice szła — w śmierć Lekko jak na skrzydłach — w śmierć Nie pamiętała tej drogi Niejasno przypominała sobie że gdzieś za Piusa jest jakaś cukiernia Przechodząc obok sklepu zegarmistrza zauważyła że jest pięć po piątej Przyspieszyła kroku i zu-pełnie już błędna słysząc tylko jak rzu-ca się i kamienieje serce skręciła do drzwi jakiegoś sklepu' spożywczego Cof-nęła się wyszła na chodnik i natych-miast z sąsiedniego wejścia posłyszała dźwięki fortepianu To tam Weszła i instynktownie zaraz za progiem odwró-ciła się na lewo On! Powoli podnosił się od stolika Trwa-ło straszliwie długo aż wstał Czekała Trwało straszliwie długo — to cze-kanie Ktoś wchodząc za nią potrącił ją i bąknął "przepraszam" Nie usunęła się nie słyszała Wrosła jak kamień Czekała na rozłoży szeroko ramiona? — po-woli sięgnie do kieszeni? Blizna nad lewą brwią Stalowe orle oczy Marka "Poland" Usta Takie zna-jome sarkastyczne kąciki warg Opalo-ny na złocisty brąz Zapach amerykań-skich papierosów Patrzyła teraz na jego rękę zawieszoną w polowie drogi mię-dzy rozłoży szeroko ramiona? — po-woli sięgnie do kieszeni? Zauważyła pierścień nieznajomy zu-pełnie W odblasku słońca od szyby za-migotał niespodziewanym drżącym re-fleksem W połowie drogi między Ręka z pierścieniem zawisła nad fo-telikiem naprzeciwko Teraz chyba się-gnie do kieszeni ("To wcale nie jest ta-kie straszne" — pomyślała — "Boże zmiłuj się) Znajomy głos powiedział spokojnie i wyraźnie: — Proszę łaskawie usiąść Osunęła się odrazu bezwładnie i po-słusznie Powoli usiadł również Guzik przy rękawie munduru sucho i cicho trzasnął o blat stolika Obok czekała wy-soka ładna ciemnowłosa pani w czer-wonej sukni Zbliżyła się o krok — Czym mogę państwu służyć? i — Proszę o dwie kawy — powiedział odwrócony profilem i przyjrzał się uważ- - i nie ustom ciemnowłosej Gdy odchodzi ła odprowadził ją spojrzeniem i dopie-ro potem odwrócił się do Ireny Przy-glądał się z bardzo daleka Czekała Zaczął się trzeci wariant Nigdy nig-dy nie przyszło jej nawet na myśl że tak się spotkają jeżeli to wszystko jest naprawdę Westchnęła kurczowo Wi-docznie sądził że chce coś powiedzieć f+y NA RATUNEK FAUNY Przez 20 wieków wyginęło cal kowicie ponad 100 rodzajów ssaków i tyleż rodzajów ptaków — a wielu dalszym grozi zaglą-da Chcąc temu zapobiec 17 (państw utworzyło "światowy Fundusz Dzikiego Życia" — dla ratowania fauny — i zwróciło się z apelem do całego świata o pomoc materialną -- ? ł-AW- -- O- " ---Alt- Uft - —' ~33 IIMSl ratsa&wi lS14 '"-- lii m URZĄDZACIE PRZYJĘCIE? SPRÓBUJCIE PONCZ z miodu (wina miodowego) do nabycia w Ontario 2 butelki Red Clover 532 B Brand Honey Winę 3 uncje Can Pink Lemonade 4 małe butelki 7-U- P oraz kilka plasterków pomarańczy lub cytryny Oziębić przed podaniem — Porcja na 12 osób — Słrawa Honey Wines LTD 9D-W-9- 6 DENTYŚCI DR W SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA Przjmujo za uprzednim telefonicz-ni m porozumieniem Telefon LE 1-4- 2S0 129 Grenadier Rd (drugi dom od Koncestallcs) Dr S D Brigel CHIRURG — LEKARZ DENTYSTA — STOMATOLOG Spcallsta chorób lamy uiłn Pbyblclan'8 & Surgeons' Bulldlng Kancelaria No 270 86 Bloor Sr W — Toronto Telefon WA 2-00- 56 IW Dr E Wachna DENTYSTA Godziny: 10—12 1 2— 8 386 Bathunł St — EM 4-65- 13 OKULIŚCI Okulistko BUKOWSKA BEJNAR OD 274 Roncesvalli Ave (piy Gcnffrey) Tl LE 2-54- 93 UOdiinj przyJcc: codziennie rano do 6 wlecz J soboty do 4 wleci Nofary sprawach spadkoucb majątkowych Kontrakty Imieircja Ont 6LEUKE BENZYNOWA 2486 6-13- 15 obsługa BEZPŁATNE JiLHSŁ IIBIh wyboru Montrealu zwykłymi odrzutowcami ponadto zwykły i odrzutowiec z cenach najniższych kiedykolwiek Europy kontynentalnej! dla większej skorzystaj z ekonomicznych biletów dniowe wy-cieczki Odwiedź agencję podróży jeszcze i dowiedz się o — Potem" (tylko 10% wpłaty wstępnej) oraz o popularne przeloty oszczędnością do $15000) ODWIEDŹ AGENCJE PODRÓŻY LUB BIURO głównych miastach Kanady IW Br od lt od 10 I1W po do na (z ADWOKACI I NOTARIUSZE GE0RGE BEN ADWOKAT I NOTARIUSZ po polsku 1134 Dundj St W Toronto Tel LE 4-84- 31 I LE 44432 S G HEIFETZ Bfl ADWOKAT I NOTARIUSZ W Queen Wett - Tal 3S3-4- M S HEIFETZ NOTARIUSZ Oueen W Toronto Ont Tal 363-48- U wieczorami WA 1-44- 13 1S E H ŁUCK BA (łukowski I H BA LLD ADWOKACI OBROŃCY NOTARIUSZ! Wspólnicy firmy prawnlcrej Blanay Pasternak Łuck Smalę Englalion & Watton BLOOR ST W róg Iiay WA S-3- MJ Oddział w Thlsoletoan Wieczorami za telefonicznym porozumieniem 1-- 3 STEFAN A MALICKI LLFfl ADWOKAT OBROŃCA NOTARIUSZ Biuro tel: 2770301 W poniedziałki i środy od 630 do 9 wlecz W soboty 10 do 12 poł 383 RoncesvalUi Av LE 44825 B L OGRYZEK BA ADWOKAT — NOTARIUSZ OBROŃCA 57 Bloor W — Tal przyjmuje Uoczoraral l 83-- S E V MATURA LLM ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ Adelalda St Eait Tom n to 1 On Tal Biura — EM 4 3835 — LE 1-54- 12 100-- W BIELSKI & BIELSKI Adwokaci ObroAcy Załatwiamy cywilna I karna ' CM BA BCL VW B Suita 404 Board of Trada Bulld 11 ADELAIDE ST W TORONTO TEL: MMI i TEL: CH 4-72- 14 W Jan Alexandrowici Public POLSKIE BIURO INFORMACYJNE Pomoc ł rodzinnych I Polsce — i inne dokumenty lncome Taxc Toronto Tłumaczenia 618-- A Oueen Sł 921-465- 6 sprawy COMM West STACJA Właic C T KRANTZ Dundas St W Toronto — LE O Opony O Baterie O Pełna samochodowa KUPONY — 5% OSZCZĘDNOŚCI ŁB KLM najniższe ceny oraz beztroska wygoda Obecnie linia daje Ci do następujące loty: z 5 razy w tygodniu samolotami oraz 3 codzień samolot dziennie Nowego Jorku jakie były A oszczędności 17-t- o linią KLM dziś wygodny plan KLM "Leć-Teraz-Pła- ć-zawsze rodzinne KLM Biura w 14- - Bfl St st R SMELA J7 od w St Toronto w fiouoie STR Móv1 10 Mleizk Notariusza wiielklt BIELSKI BIELSKI EM — w KLM 2 razy Tel EM 8-54- 41 mm _§£iP] £T J&ir jhjr J Jf fo jm LLD JJJrM „ 4 : i - W rlf r jk 'i41 85£4 -- MW- 1! -- 19 ' % t |
Tags
Comments
Post a Comment for 000393b
