000186 |
Previous | 16 of 33 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
RS
IMl
( 'ŁJr'" '' " '?' O' ''
---K
„ 1 j t -- nJ" J""1 t
STR 16 ZWIĄZKOWIEC — poniedziałek 20 marca 1978 r NR 22
U9 14
m - &i
#3i3IŁ
ŹfczeiFiśca z Windsor
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
życzy
The Toronto Dominion Bank
JOHN W SHEPLEY — Manager
1495 Ottawa St & Gladstone Avenue
Windsor Ont N8X 2G1 Tel 256-345- 8
"w
rei
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
iyczą
Dyrektorzy Domu Pogrzebowego:
FRANCIS L JANISSE
JULES L JANISSE
ALBEMY N JANISSE
JAMES C CARMICHAEL
ROGER A MAILLOUX
1700 Tecumseh Rd E Windsor Ont
' Tel 253-723- 4
RADOSNYCH 5WI4T WIELKANOCNYCH
życzy swej Klienteli i całej Polonu
Brolherhood Men's & Boys
DEPARTMENT STORĘ
1535 Ottawa St — Windsor Ontario
Tel 254-756- 3
WESOŁYCH iWĄr WIELKANOCNYCH ŻYCZY
swoim Klientom i całej Polonii
S
1686 Ottawa Street — Windsor Ont
Tel 256-914- 1 M8Y BRI
IfaiiiM
froaiMi
at Milloy
Tel
St
at Rd
1525 RdE
Opp Milano Tavern
ra
ms
Prlnce
Tel
Tel
ft
B
b
5
£
B
a
'ń
cfi niUll
(Dokończenie le słr 15)
usta rannjeh W czasie jednej
z przerw gonitwie gość poru-cznika
wyjął z teczki połać sło-niny
z grubą warstwą soli i scy-zorykiem
ciął na płaty Każdy
dostał po kawałku Ale pragnie-nie
po słoninie stało się nieznoś-ne
A tu ani kropli wody ni-gdzie
ani śladu strumienia
Około godziny czwartej po
południu nic mieliśmy już gdzie
uciekać Tysiące szło
ze wszystkich stron bez strze-lania
tym razem kierunku
szosy Byliśmy W
gęstwinie młodnika tuż przy
szasic były ta-kich
te liczne
młodniki Lecz mimo osłony ja
ką dawały nam młode drzewa
nie mieliśmy szans na ocalenie
rannego wiado-mo
było że obława odbywa s'ę
przy użyciu psów
które nas wytropią młodniku
Mogliśmy liczyć na cud
Ziemia zaczęta dudnić od war-kotu
jnoterów cię-żarówek
które po
Niemców i się na
szosie nas Niemcy
kończyli obławę i śpiewali idąc
ku nam wojskowe piosenki
małm zagłębie-niu
terenu Twarze partyzantów
były skupione i surowe nerwy
napięte do ostatnich granic
Ranni byli umieszczeni śród
ku my zajęliśmy stanowiska
wokół nich na nie-uchronny
los
— Do ostatniego naboju —
szepnął porucznik
— Do ostatniego naboju po-ruczniku
Nagle stała się rzecz niebywa-ła
Niemcy podzie-lili
się na dwie grupy i przeszli
z jednej i z drugiej strony
miodnika a myśmy w środku
ocaleli! To byl naprawdę cud
Długo ciężarówki
i ładowano żołnierzy Siedzieliś-my
przyczajeni i niepewni O za-chodzie
słońca ciężarówki odje-chały
Długo nikt się nic poru-szył
Nie we własne
szczęście
Pierwszy powstał por Mariań-ski
— Zmówmy modlitwę i
Bogu za cudowne
ocalenie — powiedział
Mę icmi
— W imię Ojca i Syna i Du-cha
Świętego —
czoła znakiem krzua
— Ojcze nasz któryś jest
niebie — płynęła modlitwa
ŻYCZENIA WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
składają
Zarządowi Głównemu
Dyrekcji Prasowej Wydawnictwu „Związkowiec"
Fundacji W Reymonta
wszystkim Członkom Związku w Kanadzie
Członkiniom Kół Polek
Gron Młodzieży
wszystkim Czytelnikom „Związkowca"
oraz całej Polonii Windsor
20 ZPwK
KOŁO POLEK
i MŁODZIEŻY
WINDSOR ONT
:— ' — -- : EgsziSHtŁ r '_' myiwm '"" ' i itł yigfieypw™™""- - i i i i- - m'
ŚWIĄT ŻYCZY
oraz całej Polonii
Znane jako najwyższej jakości mięsa
32 rodzaje i kiełbas
5 LOKACJI
945-323- 3
iiotmwuiot
WIELKANOCNYCH
Przyjaciołom
CIHIWAi'S Meo4 Morkefts
1794WestcottRd 3690
Tecumseh
'yannij
Sandwich
254-473- 5
253-301- 3
wrogów
160
opp City Market
Tel
Dominion Blvd
at Grand Marais
Tel
i Wesofijcfi AniM
m
WKTW
w
w
wąchockicj
Błogosławione w
okolicznościach
Z doświadczenia
policyjnych
w
wojskowych
podjeżdżały
zatrzymywały
naprzeciwko
Siedzieliśmy w
w
Czekaliśmy
Śpiewający
podjeżdżały
wierzyliśmy
po-dziękujmy
PodnieśLśmy
znaczyliśmy
w
Polaków
GRUPA
GRONO
WESOŁYCH
Wyrabiamy kanadyjskich europejskich
życzy
McDougall
258-255- 4
966-267- 0
rrnmrnTrtiiTnłiTTTmmrTTTnitrirnTTTTnTr j
lijMMiLwiiJiimauffl1']!™!!' 4i
anocmicn
mm salto
1262 OTTAWA ST — WINDSOR ONTARIO
NOK 2E6
° Elektryczne i kanalizacyjne zaopatrzenia
° Przedmioty domowego użytku
° Naczynia kuchenne i towary żelazne
Wierzymy że my w CANADA 5ALVAGE dobrze obsługiwaliśmy
naszych klientów w Windsor i w zachodnim Ontario przez okres
t 34 lat Teraz gdy przeprowadziliśmy się pod nowy adres
1262 Qttawa St postaramy się obsłużyć Was o wiele lepiej
iiLwvw m nl A i ' iii uUi ii i g niii'iiiii-- M UTvmi£fVAraigili!ii it MHH' i
%
£!
?Wj
i
przepojona wdzięcznością przy gołoborzu Okolice są je-- Gajówka znajdowała się tuż
Noc już by la księżycowa i ja- - szcze pełne Niemców choć las przy torze kolejki wąskotorowej
sna gdy spragnieni klęczeliśmy nie jest otoczony Przemykaliś- - często patrolowanym przez
u źródła Langiewicza nabierając my się we dwóch do lasów sic- - Niemców gdyż kolejka służyła
w dłonie lodowato zimną wodę
i gasząc pragnienie
— Historia się powtarza —
przyszło mi na myśl — Tylko
osiemdziesiąt lat temu powstań'
e z 10C3 roku tu obozowali i z
tego samego źródła wodę pili
Stąpając cicho udaliśmy się
do obozu na „Wykus" w nadziei
znalezienia jakiegoś pożywie-nia
Nie jedliśmy nic prócz ka-wałeczka
słoniny przez czter-dzieści
osiem godzin Obozowi-sko
„Habdanka" było zupełnie
przez Niemców zrujnowane sza
łasy rozwalone „Przekora" uda-ła
się na poszukiwanie patefo-n- u
— Tu go schowałam i nie ma
— dziwiła się
— Nie zawracaj głowy patc
fonem — ktoś ją skarcił
— Chodźmy do obozu inspek-tora
„Jacka" może tam będzie
jakieś żailo — sugerował ktoś
inny
Obóz inspektora „Jacka" był
nietknięty ale z żywności nic
znaleźliśmy nic prócz pszennej
mąki rmclonej na żarnach Por
„Mariański" nie pozwolił rozpa-lić
ogniska więc o gotowaniu
nic było mowy Cofnęliśmy się
nad rzeczkę i tam na sianie
pizy niesionym z obozu na głod-nego
szczękając z zimna zębami
staraliśmy się zasnąć
Itano chłopcy rozniecili ogni-sko
w obozie inspektora „Jac-ka"
Zagotowali wodę w wiel-kiej
bańce od mleka i zasypali
mąką gotując tzw „parkę" Ja
pokrajałam resztkę słoniny i
binażyłam ją na miednicy od-krytej
gdzieś w pobliskich buj-nych
paprociach
Nagle usłyszeliśmy jakiś szum
przedziwny jakiś zgiełk nieopi-sany
napływający z jednej stro-ny
puszczy Po długiej chwili
nasłuchiwania nadbiegł żołnierz
wystawiony na posterunku z
okrzykiem:
— Niemcy idą!
Teraz już nie było wątpliwo-ści
że posuwa się ku nam z od-dali
hałaśliwa masa ludzka Ktoś
chlusnął wodą i zalał ognisko
Porucznik wydał rozkaz zbiórki
— Zabierać „parkę" już Ko-łowa!
— krzyknęłam do dwu
partyzantów
Uchwycili w dłonie kij na któ-ly- m
wisiała nad ogniskiem
bańka i stanęli w szeregu Ja
załapałam miednicę ze słoniną
W tym momencie podejrzany
szelest w krzakach przykuł na-szą
uwagę Broń najeżyła się w
tym kierunku Gałęzie rozchyli-ły
się i wyłoniła się głowa ru-mianego
jak jabłuszko „Krzy-cha- "
od inspektora „Jacka" Za
nim wynurzył się z gęstwiny je-go
kolega
— Nic strzelajcie to ja — za-wołał
„Krzych"
— Mój Hoże żyjecie! — do-dał
radośnie
— żyjemy! A wy? Co się 7
wami stało? — padały pytania
— Główny oddział się prc-bi- ł
i poszedł na Łysicę Zgłosi-liśmy
się na ochotnika aby
was odnaleźć — informował
„Krzych"
— Mogliście zginąć idąc tu-taj
— dodałam wzruszona ich
poświęceniem
— Odmaszcrować! — prze-rwał
powitania porucznik
Zbiegliśmy szybko do miejsca
naszego noclegu gd7ie stały no-sc
z rannymi Jeden z nich
wstał z noszy i stal wpatrując
si( w las skąd szła obława Jego
blada twarz wyrażała smutną i
tragiczną bezradność
CZEŚĆ III
Kryształowo czysta woda sze-mrała
spokojnie w rzeczce gdy
przeprawialiśmy się po kładce
na drugi brzeg aby zapaść w
pobliskim sosnowym młodniku
Tu z apetytem zjedliśmy nasz
pierw S7y posiłek od początku
obławy „Parka" ze skwarkami
była wyśmienita
Tymczasem Niemcy buszowa-li
w obozowisku inspektora „Ja-cka"
Trwało to około trzech
godzin później wszystko ucich-ło
Ale ptactwo dla nieznanej
przyczyny me śpiewało nic roz-weselało
puszczy swymi wibru-jącymi
trelami Czuło wrogą
obecność w pobliżu
Rozmawialiśmy przyciszonymi
glosami
— Opowiadał jak lo się stało
że przebiliście się w główne pa-smo
górskie? — nalegano na
„Krzycha"
— Oddział kilkuset ludzi któ-ry
nas zaatakowhl to byli Kał-im- ir
w fłużhic niemieckiej Na-wet
n ip baiclo chcieli się bić
bo lo przecież nic ich sprawa
'ginęło uh około osiemdziesię-ciu
— A nd pns zginął kłoś?
— Nie nikt nie zginął Ode-tchnęliśmy
ii'pekojoni
— PiciwilMiiy bitwą tą
erścień i wydostali z potrzas
ku — mowil „Krzych" — Kwa
kierzyńskich ścieżkami poprzez
pola i łąki unikając dróg w
nadziei że was tu odnajdziemy
i zawiadomimy dokąd macie
iść aby z oddziałami się połą-czyć
Nie wiedzieliśmy czy zo-baczymy
was jeszcze żywych
— Jesteście uzbrojeni? —
spytałam „Krzycha"
— Tak — odparł uchylając okrzykami radości Przede
połę marynarki kryjącą lśniące- - otwierał się nowy rozdział walki
go visa
Z „Krzychem" znaliśmy się
dobrze ayt on oficerpm łączni-kowym
między oddziałem in-spektora
„Jacka" osłaniającym
radiostację a moim domem
gdzie prowadziłam skrzynkę ko-respondencyjne
kontaktową dla
tego oddziału Radiostacja „Wy-kus"
utrzymywała kontakt z
Komendą Główną w Warszawie
i z Londynem w Anglii Dwa ty-godnie
przed obławą aresztowa-ło
mnie Gestapo ale udało mi
się zbiec Znalazłam wtedy osto-ję
w partyzanckich oddziałach
leśnych
— Mam jabłka ukryte koło
niego szałasu przyniosę je —
ofiarował się „Krzych"
— Ani się nigdzie działu z rannymi ukazują się
nie pójdziesz Ta cisza jest po- - raz pierwszy
dejrzana — nalegałam Posłu-chał
Zaczęliśmy sobie dowcip-kować
i śmiać się Dr „Zan" sie-dział
osobno napięty i ponury
— Taka beznadziejna sytua-cja
a pani się śmieje — miał
do mnie pretensję
Słońce chyliło się ku zacho-dowi
gdy postanowiliśmy ru-szyć
z miejsca Nad rzeczką na
pasku były ślady gniazda kara-binu
maszynowego A więc tak
blisko młodnika Niemcy zrobili
na nas zasadzkę Widocznie za-uważyli
świeżo zalane wodą og-nisko
Gdyby „Krzych" zrobił
wyprawę po jabłka sam by zgi-nął
i zdradził naszą kryjówkę
Byłby to niewątpliwie ostatni
dzień naszego życia
Trzecia noc obławy była znów
księżycowa nawet jaśniejsza od
poprzedniej Padł rozkaz mar-szu
do wsi Sicradowicc położo-nej
w pobliżu lasu w drodze na
Łysicę Byliśmy ogromnie wy-czerpani
i głodni Potykaliśmy
się o korzenie di zew i posuwali
z rannymi jak cienie
Była godzina pierwsza nad
ranem gdy siedziałam z kilko-ma
kolegami przy stole w wiej-skiej
chacie Gospodyni krząta-ła
się przygotowując nam posi-łek
Nalewała zimne mleko di
kubków a ja nie śmiałam ją
poprosić aby nam to mleko
podgrzała Byliśmy tak sprag-nieni
gorącej strawy Ogromne
pajdy chleba z serem pojawiły
się na stole Jedliśmy jak zgłod-niałe
wilki
Gospodyni przyglądała mi się
spod oka Widać było że chce
coś powiedzieć Wreszcie zaga-dała:
— Chłoposku toć ty jesec ni
mos cztyrnaścic roków a jus w
party zanty posedłeś?
Roześmiałam się i zdjęłam
czapkę Posypały się na ramiona
pukle jasnych włosów
— Dziew cyna?!! — zdziwiła
się gospodyni
Poczęła grzebać pogrzebaczem
pod kominem i rozniecać ogień
Po niedługim czasie zrobiło się
w izbie przyjemnie ciepło
Poczciwi ludzie z Sicradowic
nie licząc się z że z dymem
może pójść ich wieś i że sami
mocą zginąć straszną śmiercią
od kul lub żywcem spaleni we
własnych chatach przyjęli pod
swą opiekę naszych ciężko ran-nych
Ranni zostali szybko i
sprawnie ukryci rozmaitych
tylko gospodarzom znanych kry-jówkach
Rozkaz marszu poderwał nas
i wysiał na dalszą tej nocy wę-drówkę
Księżyc wypłynął ogromny
wysoko na nieboskłony oświet-lał
pola i łąki przez które szliś-my
już nieosłonięci drzewami
Mgły jak szatki balet nic posu-wających
się w zwolnionym le-niwym
tempie snuły się po za-głębieniach
i wądołach
Gdy mi kiedyś mówiono że
można zasnąć w marszu nic mo-głam
uwierzyć że to możliwe
Musiałam tego doświadczyć sa-ma
Runęłam jak długa po-tknąwszy
się o bruzdę co wywo-łało
ogólną wesołość Szliśmy
przez rozległą dolinę Minęliśmy
Bodzentyn po prawej stronie i
doszliśmy około czwartej nad
łanem do gajówki położonej u
stóp Łysicy Wdrapywać się na
szczyt góry nikt nie miał siły
Gajowy umieścił nas w stodole
Kajęlyśmy z „Przekorą" lewe
zapolc ihłopcy z porucznikiem
prawe i klepisko Koło dziesią-tej
obudził nas gwar ludzi idą-cych
koło gajówki do kościoła
w Świętej Katarzynie Ryla to
właśnie niedziela Po chwili
uchyliły się ostrożnie drzwi sto-doły
i gajowy wniósł wielki gar
z dymiącą zupą grzybową a je
go żona kartofle okraszone sło- -
do transportowania pirytu z ko-palni
w Słupi Nowej Musieliś-my
więc być bardzo ostrożni
Por „Mariański" polecił poje-dynczo
przeskakiwać przez tor
i iść do obozu na szczycie góry
Tak też uczyniliśmy podzięko-wawszy
pięknie gajowemu za-gości-nę
Na Łysicy witano nas
mną
z bronią w ręku
KONIEC
Od autorki: W powyższym
opisie starałam się wiernie od-dać
wypadki historyczne nie-mal
z godziny na godzinę jakie
miały miejsce w Górach świę-tokrzyskich
w czasie wrześnio-wej
obławy na oddziały party-zanckie
AK komendanta „Ponu-rego"
w roku Dzieje głów-nego
oddziału opisane były w
akowskiej prasie podziemnej
bodajże w „Biuletynie Informa-- i
cyjnym" zimą z r na 1944
rok w krótkim artykule pt
„Polowanie na myśliwych" Ar-tykuł
ten czytałam będąc na zi-mowej
melinie w Warszawie
Natomiast dzieje naszego od- -
mi waż w
druku po
tym
w
1943
1943
Olo prawdziwe nazwiska nie-których
uczestników tych wy-podkó- w:
„Habdank" — porucznik Je-rzy
Stcfanowski mieszka w Pło-cku
Inspektor „Jacek" — Jan Ko-siński
zginął w Słupi Nowej
28X11943 r
„Krzych" — Marian Malarec-k- i
zginął na „Wykusie" w na-stępnej
październikowej obła-wie
dnia 28 X 1943 r
„Mariański" — porucznik
później kapitan mgr Stanisław
Pałac mieszka w Żyrardowie
„Ponury" — major Jan Piw-ni- k
zginął w walce z Niemcami
na Nowogródczyźnie dnia 16VI
1944 r
„Przekora" — sanitariuszka
Krystyna Witecka mieszka w
Toronto
Dr „Zan" — chirurg nie znam
prawdziwego nazwiska mieszka
w Polsce Danuta Czerwińska
MiiifrzMElIfflTO
1011 OUELLETTE AVE
1022
rqiiiffiiMlliM
terujoay ca scycie &ysjcy tui ajną Cc to był$ za ucjtłl iSi
IZyczesi m
83
— - ji
Serdeczne życzenia Wesołych Świąt Wielkanocnych
składa 1
I "
FUKIRAL HOKIE and 4
I MEMORIAŁ y II 68 Giles Blvd E at Goyeau Tel 254-863- 3 g
I LcsBS32332 %iyJ1 JlifWUQsIliluCciniKoS ta
1 Windsor Ont N9A 4B7 %
" — — — — — — — — — — j I
HDHHai
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH ŻYCZY
Billy G'§ Jl
SOUND AND SERVICE CENTRĘ
1317 Hall przy Ottawa
Tel: 252-121- 2 252-911- 4
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH ŻYCZY
HEATING & AIR CONDITIONING
3690 Walker Rd — Windsor Ontario
Phone 966-300- 7 24 Hr Answering
Serdeczne Życzenia Wesołych Świąt Wielkanocnych
składa swoim Klientom całej Polonii
383 Wyandotte St E Windsor Ont
Tel 256-262- 1
RADOSNYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
naszej Klienteli Przyjaciołom i całej Polonii
ŻYCZY
ANTONI JEDLIŃSKI
x żoną KAROLINĄ i córka KASIĄ
Tw[i:iiiiii[iifeviiiiiiiiiiiiiiiiiWiii
vi
♦—- -
£►
o Y o
i
WINDSOR — Tel 254-083- 8
t MiMigLiiiua
jSSIUiI
TV
Serdeczne życzenio zdrowych i wesołych
ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
od Piotra i Elsie Blak z Rodziną i Pracownikami
właścicieli Bokery
©r
CHAPEl
ZjgEEETI
ONT
E5JWv
Hcarth Bakcd Bakery Goods
Daily Since 1918
LANGLOIS AVE — WINDSOR ONTARIO N9A 2H5
PHONE 253-434- 4 — 254-634- 6
ESXOL' PaliJulLiyy?
jaBMlill iS :szfflx3H3rii
Moc serdecznych życzeń
z okazji Świąt Wielkanocy składają całej Polonii
Helen i Tjm Perz właściciele
1552 TECUMSEH ROAD EAST WINDSOR ONT NSW 1C4
TEL 253-11- 23
iniEMamiteuMiisuiiCSMniinia
ii
AND
Iłlli&ł&liililUiUi! JHGLJlill
'BANK OF MON REAL
WALKER OTTAWA
::i!!ii! w7—
wuiiLir-uv- ~i
—
'
! V llUł
1295 WALKER ROAD — WINDSOR ONTARIO N8Y 4R8
C i
SSL
Ul
U
aa
spąs)a
mKgB&Ę&8gs&if@&g&&&&
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, March 20, 1978 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1978-03-20 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000761 |
Description
| Title | 000186 |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | RS IMl ( 'ŁJr'" '' " '?' O' '' ---K „ 1 j t -- nJ" J""1 t STR 16 ZWIĄZKOWIEC — poniedziałek 20 marca 1978 r NR 22 U9 14 m - &i #3i3IŁ ŹfczeiFiśca z Windsor WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH życzy The Toronto Dominion Bank JOHN W SHEPLEY — Manager 1495 Ottawa St & Gladstone Avenue Windsor Ont N8X 2G1 Tel 256-345- 8 "w rei WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH iyczą Dyrektorzy Domu Pogrzebowego: FRANCIS L JANISSE JULES L JANISSE ALBEMY N JANISSE JAMES C CARMICHAEL ROGER A MAILLOUX 1700 Tecumseh Rd E Windsor Ont ' Tel 253-723- 4 RADOSNYCH 5WI4T WIELKANOCNYCH życzy swej Klienteli i całej Polonu Brolherhood Men's & Boys DEPARTMENT STORĘ 1535 Ottawa St — Windsor Ontario Tel 254-756- 3 WESOŁYCH iWĄr WIELKANOCNYCH ŻYCZY swoim Klientom i całej Polonii S 1686 Ottawa Street — Windsor Ont Tel 256-914- 1 M8Y BRI IfaiiiM froaiMi at Milloy Tel St at Rd 1525 RdE Opp Milano Tavern ra ms Prlnce Tel Tel ft B b 5 £ B a 'ń cfi niUll (Dokończenie le słr 15) usta rannjeh W czasie jednej z przerw gonitwie gość poru-cznika wyjął z teczki połać sło-niny z grubą warstwą soli i scy-zorykiem ciął na płaty Każdy dostał po kawałku Ale pragnie-nie po słoninie stało się nieznoś-ne A tu ani kropli wody ni-gdzie ani śladu strumienia Około godziny czwartej po południu nic mieliśmy już gdzie uciekać Tysiące szło ze wszystkich stron bez strze-lania tym razem kierunku szosy Byliśmy W gęstwinie młodnika tuż przy szasic były ta-kich te liczne młodniki Lecz mimo osłony ja ką dawały nam młode drzewa nie mieliśmy szans na ocalenie rannego wiado-mo było że obława odbywa s'ę przy użyciu psów które nas wytropią młodniku Mogliśmy liczyć na cud Ziemia zaczęta dudnić od war-kotu jnoterów cię-żarówek które po Niemców i się na szosie nas Niemcy kończyli obławę i śpiewali idąc ku nam wojskowe piosenki małm zagłębie-niu terenu Twarze partyzantów były skupione i surowe nerwy napięte do ostatnich granic Ranni byli umieszczeni śród ku my zajęliśmy stanowiska wokół nich na nie-uchronny los — Do ostatniego naboju — szepnął porucznik — Do ostatniego naboju po-ruczniku Nagle stała się rzecz niebywa-ła Niemcy podzie-lili się na dwie grupy i przeszli z jednej i z drugiej strony miodnika a myśmy w środku ocaleli! To byl naprawdę cud Długo ciężarówki i ładowano żołnierzy Siedzieliś-my przyczajeni i niepewni O za-chodzie słońca ciężarówki odje-chały Długo nikt się nic poru-szył Nie we własne szczęście Pierwszy powstał por Mariań-ski — Zmówmy modlitwę i Bogu za cudowne ocalenie — powiedział Mę icmi — W imię Ojca i Syna i Du-cha Świętego — czoła znakiem krzua — Ojcze nasz któryś jest niebie — płynęła modlitwa ŻYCZENIA WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH składają Zarządowi Głównemu Dyrekcji Prasowej Wydawnictwu „Związkowiec" Fundacji W Reymonta wszystkim Członkom Związku w Kanadzie Członkiniom Kół Polek Gron Młodzieży wszystkim Czytelnikom „Związkowca" oraz całej Polonii Windsor 20 ZPwK KOŁO POLEK i MŁODZIEŻY WINDSOR ONT :— ' — -- : EgsziSHtŁ r '_' myiwm '"" ' i itł yigfieypw™™""- - i i i i- - m' ŚWIĄT ŻYCZY oraz całej Polonii Znane jako najwyższej jakości mięsa 32 rodzaje i kiełbas 5 LOKACJI 945-323- 3 iiotmwuiot WIELKANOCNYCH Przyjaciołom CIHIWAi'S Meo4 Morkefts 1794WestcottRd 3690 Tecumseh 'yannij Sandwich 254-473- 5 253-301- 3 wrogów 160 opp City Market Tel Dominion Blvd at Grand Marais Tel i Wesofijcfi AniM m WKTW w w wąchockicj Błogosławione w okolicznościach Z doświadczenia policyjnych w wojskowych podjeżdżały zatrzymywały naprzeciwko Siedzieliśmy w w Czekaliśmy Śpiewający podjeżdżały wierzyliśmy po-dziękujmy PodnieśLśmy znaczyliśmy w Polaków GRUPA GRONO WESOŁYCH Wyrabiamy kanadyjskich europejskich życzy McDougall 258-255- 4 966-267- 0 rrnmrnTrtiiTnłiTTTmmrTTTnitrirnTTTTnTr j lijMMiLwiiJiimauffl1']!™!!' 4i anocmicn mm salto 1262 OTTAWA ST — WINDSOR ONTARIO NOK 2E6 ° Elektryczne i kanalizacyjne zaopatrzenia ° Przedmioty domowego użytku ° Naczynia kuchenne i towary żelazne Wierzymy że my w CANADA 5ALVAGE dobrze obsługiwaliśmy naszych klientów w Windsor i w zachodnim Ontario przez okres t 34 lat Teraz gdy przeprowadziliśmy się pod nowy adres 1262 Qttawa St postaramy się obsłużyć Was o wiele lepiej iiLwvw m nl A i ' iii uUi ii i g niii'iiiii-- M UTvmi£fVAraigili!ii it MHH' i % £! ?Wj i przepojona wdzięcznością przy gołoborzu Okolice są je-- Gajówka znajdowała się tuż Noc już by la księżycowa i ja- - szcze pełne Niemców choć las przy torze kolejki wąskotorowej sna gdy spragnieni klęczeliśmy nie jest otoczony Przemykaliś- - często patrolowanym przez u źródła Langiewicza nabierając my się we dwóch do lasów sic- - Niemców gdyż kolejka służyła w dłonie lodowato zimną wodę i gasząc pragnienie — Historia się powtarza — przyszło mi na myśl — Tylko osiemdziesiąt lat temu powstań' e z 10C3 roku tu obozowali i z tego samego źródła wodę pili Stąpając cicho udaliśmy się do obozu na „Wykus" w nadziei znalezienia jakiegoś pożywie-nia Nie jedliśmy nic prócz ka-wałeczka słoniny przez czter-dzieści osiem godzin Obozowi-sko „Habdanka" było zupełnie przez Niemców zrujnowane sza łasy rozwalone „Przekora" uda-ła się na poszukiwanie patefo-n- u — Tu go schowałam i nie ma — dziwiła się — Nie zawracaj głowy patc fonem — ktoś ją skarcił — Chodźmy do obozu inspek-tora „Jacka" może tam będzie jakieś żailo — sugerował ktoś inny Obóz inspektora „Jacka" był nietknięty ale z żywności nic znaleźliśmy nic prócz pszennej mąki rmclonej na żarnach Por „Mariański" nie pozwolił rozpa-lić ogniska więc o gotowaniu nic było mowy Cofnęliśmy się nad rzeczkę i tam na sianie pizy niesionym z obozu na głod-nego szczękając z zimna zębami staraliśmy się zasnąć Itano chłopcy rozniecili ogni-sko w obozie inspektora „Jac-ka" Zagotowali wodę w wiel-kiej bańce od mleka i zasypali mąką gotując tzw „parkę" Ja pokrajałam resztkę słoniny i binażyłam ją na miednicy od-krytej gdzieś w pobliskich buj-nych paprociach Nagle usłyszeliśmy jakiś szum przedziwny jakiś zgiełk nieopi-sany napływający z jednej stro-ny puszczy Po długiej chwili nasłuchiwania nadbiegł żołnierz wystawiony na posterunku z okrzykiem: — Niemcy idą! Teraz już nie było wątpliwo-ści że posuwa się ku nam z od-dali hałaśliwa masa ludzka Ktoś chlusnął wodą i zalał ognisko Porucznik wydał rozkaz zbiórki — Zabierać „parkę" już Ko-łowa! — krzyknęłam do dwu partyzantów Uchwycili w dłonie kij na któ-ly- m wisiała nad ogniskiem bańka i stanęli w szeregu Ja załapałam miednicę ze słoniną W tym momencie podejrzany szelest w krzakach przykuł na-szą uwagę Broń najeżyła się w tym kierunku Gałęzie rozchyli-ły się i wyłoniła się głowa ru-mianego jak jabłuszko „Krzy-cha- " od inspektora „Jacka" Za nim wynurzył się z gęstwiny je-go kolega — Nic strzelajcie to ja — za-wołał „Krzych" — Mój Hoże żyjecie! — do-dał radośnie — żyjemy! A wy? Co się 7 wami stało? — padały pytania — Główny oddział się prc-bi- ł i poszedł na Łysicę Zgłosi-liśmy się na ochotnika aby was odnaleźć — informował „Krzych" — Mogliście zginąć idąc tu-taj — dodałam wzruszona ich poświęceniem — Odmaszcrować! — prze-rwał powitania porucznik Zbiegliśmy szybko do miejsca naszego noclegu gd7ie stały no-sc z rannymi Jeden z nich wstał z noszy i stal wpatrując si( w las skąd szła obława Jego blada twarz wyrażała smutną i tragiczną bezradność CZEŚĆ III Kryształowo czysta woda sze-mrała spokojnie w rzeczce gdy przeprawialiśmy się po kładce na drugi brzeg aby zapaść w pobliskim sosnowym młodniku Tu z apetytem zjedliśmy nasz pierw S7y posiłek od początku obławy „Parka" ze skwarkami była wyśmienita Tymczasem Niemcy buszowa-li w obozowisku inspektora „Ja-cka" Trwało to około trzech godzin później wszystko ucich-ło Ale ptactwo dla nieznanej przyczyny me śpiewało nic roz-weselało puszczy swymi wibru-jącymi trelami Czuło wrogą obecność w pobliżu Rozmawialiśmy przyciszonymi glosami — Opowiadał jak lo się stało że przebiliście się w główne pa-smo górskie? — nalegano na „Krzycha" — Oddział kilkuset ludzi któ-ry nas zaatakowhl to byli Kał-im- ir w fłużhic niemieckiej Na-wet n ip baiclo chcieli się bić bo lo przecież nic ich sprawa 'ginęło uh około osiemdziesię-ciu — A nd pns zginął kłoś? — Nie nikt nie zginął Ode-tchnęliśmy ii'pekojoni — PiciwilMiiy bitwą tą erścień i wydostali z potrzas ku — mowil „Krzych" — Kwa kierzyńskich ścieżkami poprzez pola i łąki unikając dróg w nadziei że was tu odnajdziemy i zawiadomimy dokąd macie iść aby z oddziałami się połą-czyć Nie wiedzieliśmy czy zo-baczymy was jeszcze żywych — Jesteście uzbrojeni? — spytałam „Krzycha" — Tak — odparł uchylając okrzykami radości Przede połę marynarki kryjącą lśniące- - otwierał się nowy rozdział walki go visa Z „Krzychem" znaliśmy się dobrze ayt on oficerpm łączni-kowym między oddziałem in-spektora „Jacka" osłaniającym radiostację a moim domem gdzie prowadziłam skrzynkę ko-respondencyjne kontaktową dla tego oddziału Radiostacja „Wy-kus" utrzymywała kontakt z Komendą Główną w Warszawie i z Londynem w Anglii Dwa ty-godnie przed obławą aresztowa-ło mnie Gestapo ale udało mi się zbiec Znalazłam wtedy osto-ję w partyzanckich oddziałach leśnych — Mam jabłka ukryte koło niego szałasu przyniosę je — ofiarował się „Krzych" — Ani się nigdzie działu z rannymi ukazują się nie pójdziesz Ta cisza jest po- - raz pierwszy dejrzana — nalegałam Posłu-chał Zaczęliśmy sobie dowcip-kować i śmiać się Dr „Zan" sie-dział osobno napięty i ponury — Taka beznadziejna sytua-cja a pani się śmieje — miał do mnie pretensję Słońce chyliło się ku zacho-dowi gdy postanowiliśmy ru-szyć z miejsca Nad rzeczką na pasku były ślady gniazda kara-binu maszynowego A więc tak blisko młodnika Niemcy zrobili na nas zasadzkę Widocznie za-uważyli świeżo zalane wodą og-nisko Gdyby „Krzych" zrobił wyprawę po jabłka sam by zgi-nął i zdradził naszą kryjówkę Byłby to niewątpliwie ostatni dzień naszego życia Trzecia noc obławy była znów księżycowa nawet jaśniejsza od poprzedniej Padł rozkaz mar-szu do wsi Sicradowicc położo-nej w pobliżu lasu w drodze na Łysicę Byliśmy ogromnie wy-czerpani i głodni Potykaliśmy się o korzenie di zew i posuwali z rannymi jak cienie Była godzina pierwsza nad ranem gdy siedziałam z kilko-ma kolegami przy stole w wiej-skiej chacie Gospodyni krząta-ła się przygotowując nam posi-łek Nalewała zimne mleko di kubków a ja nie śmiałam ją poprosić aby nam to mleko podgrzała Byliśmy tak sprag-nieni gorącej strawy Ogromne pajdy chleba z serem pojawiły się na stole Jedliśmy jak zgłod-niałe wilki Gospodyni przyglądała mi się spod oka Widać było że chce coś powiedzieć Wreszcie zaga-dała: — Chłoposku toć ty jesec ni mos cztyrnaścic roków a jus w party zanty posedłeś? Roześmiałam się i zdjęłam czapkę Posypały się na ramiona pukle jasnych włosów — Dziew cyna?!! — zdziwiła się gospodyni Poczęła grzebać pogrzebaczem pod kominem i rozniecać ogień Po niedługim czasie zrobiło się w izbie przyjemnie ciepło Poczciwi ludzie z Sicradowic nie licząc się z że z dymem może pójść ich wieś i że sami mocą zginąć straszną śmiercią od kul lub żywcem spaleni we własnych chatach przyjęli pod swą opiekę naszych ciężko ran-nych Ranni zostali szybko i sprawnie ukryci rozmaitych tylko gospodarzom znanych kry-jówkach Rozkaz marszu poderwał nas i wysiał na dalszą tej nocy wę-drówkę Księżyc wypłynął ogromny wysoko na nieboskłony oświet-lał pola i łąki przez które szliś-my już nieosłonięci drzewami Mgły jak szatki balet nic posu-wających się w zwolnionym le-niwym tempie snuły się po za-głębieniach i wądołach Gdy mi kiedyś mówiono że można zasnąć w marszu nic mo-głam uwierzyć że to możliwe Musiałam tego doświadczyć sa-ma Runęłam jak długa po-tknąwszy się o bruzdę co wywo-łało ogólną wesołość Szliśmy przez rozległą dolinę Minęliśmy Bodzentyn po prawej stronie i doszliśmy około czwartej nad łanem do gajówki położonej u stóp Łysicy Wdrapywać się na szczyt góry nikt nie miał siły Gajowy umieścił nas w stodole Kajęlyśmy z „Przekorą" lewe zapolc ihłopcy z porucznikiem prawe i klepisko Koło dziesią-tej obudził nas gwar ludzi idą-cych koło gajówki do kościoła w Świętej Katarzynie Ryla to właśnie niedziela Po chwili uchyliły się ostrożnie drzwi sto-doły i gajowy wniósł wielki gar z dymiącą zupą grzybową a je go żona kartofle okraszone sło- - do transportowania pirytu z ko-palni w Słupi Nowej Musieliś-my więc być bardzo ostrożni Por „Mariański" polecił poje-dynczo przeskakiwać przez tor i iść do obozu na szczycie góry Tak też uczyniliśmy podzięko-wawszy pięknie gajowemu za-gości-nę Na Łysicy witano nas mną z bronią w ręku KONIEC Od autorki: W powyższym opisie starałam się wiernie od-dać wypadki historyczne nie-mal z godziny na godzinę jakie miały miejsce w Górach świę-tokrzyskich w czasie wrześnio-wej obławy na oddziały party-zanckie AK komendanta „Ponu-rego" w roku Dzieje głów-nego oddziału opisane były w akowskiej prasie podziemnej bodajże w „Biuletynie Informa-- i cyjnym" zimą z r na 1944 rok w krótkim artykule pt „Polowanie na myśliwych" Ar-tykuł ten czytałam będąc na zi-mowej melinie w Warszawie Natomiast dzieje naszego od- - mi waż w druku po tym w 1943 1943 Olo prawdziwe nazwiska nie-których uczestników tych wy-podkó- w: „Habdank" — porucznik Je-rzy Stcfanowski mieszka w Pło-cku Inspektor „Jacek" — Jan Ko-siński zginął w Słupi Nowej 28X11943 r „Krzych" — Marian Malarec-k- i zginął na „Wykusie" w na-stępnej październikowej obła-wie dnia 28 X 1943 r „Mariański" — porucznik później kapitan mgr Stanisław Pałac mieszka w Żyrardowie „Ponury" — major Jan Piw-ni- k zginął w walce z Niemcami na Nowogródczyźnie dnia 16VI 1944 r „Przekora" — sanitariuszka Krystyna Witecka mieszka w Toronto Dr „Zan" — chirurg nie znam prawdziwego nazwiska mieszka w Polsce Danuta Czerwińska MiiifrzMElIfflTO 1011 OUELLETTE AVE 1022 rqiiiffiiMlliM terujoay ca scycie &ysjcy tui ajną Cc to był$ za ucjtłl iSi IZyczesi m 83 — - ji Serdeczne życzenia Wesołych Świąt Wielkanocnych składa 1 I " FUKIRAL HOKIE and 4 I MEMORIAŁ y II 68 Giles Blvd E at Goyeau Tel 254-863- 3 g I LcsBS32332 %iyJ1 JlifWUQsIliluCciniKoS ta 1 Windsor Ont N9A 4B7 % " — — — — — — — — — — j I HDHHai WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH ŻYCZY Billy G'§ Jl SOUND AND SERVICE CENTRĘ 1317 Hall przy Ottawa Tel: 252-121- 2 252-911- 4 WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH ŻYCZY HEATING & AIR CONDITIONING 3690 Walker Rd — Windsor Ontario Phone 966-300- 7 24 Hr Answering Serdeczne Życzenia Wesołych Świąt Wielkanocnych składa swoim Klientom całej Polonii 383 Wyandotte St E Windsor Ont Tel 256-262- 1 RADOSNYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH naszej Klienteli Przyjaciołom i całej Polonii ŻYCZY ANTONI JEDLIŃSKI x żoną KAROLINĄ i córka KASIĄ Tw[i:iiiiii[iifeviiiiiiiiiiiiiiiiiWiii vi ♦—- - £► o Y o i WINDSOR — Tel 254-083- 8 t MiMigLiiiua jSSIUiI TV Serdeczne życzenio zdrowych i wesołych ŚWIĄT WIELKANOCNYCH od Piotra i Elsie Blak z Rodziną i Pracownikami właścicieli Bokery ©r CHAPEl ZjgEEETI ONT E5JWv Hcarth Bakcd Bakery Goods Daily Since 1918 LANGLOIS AVE — WINDSOR ONTARIO N9A 2H5 PHONE 253-434- 4 — 254-634- 6 ESXOL' PaliJulLiyy? jaBMlill iS :szfflx3H3rii Moc serdecznych życzeń z okazji Świąt Wielkanocy składają całej Polonii Helen i Tjm Perz właściciele 1552 TECUMSEH ROAD EAST WINDSOR ONT NSW 1C4 TEL 253-11- 23 iniEMamiteuMiisuiiCSMniinia ii AND Iłlli&ł&liililUiUi! JHGLJlill 'BANK OF MON REAL WALKER OTTAWA ::i!!ii! w7— wuiiLir-uv- ~i — ' ! V llUł 1295 WALKER ROAD — WINDSOR ONTARIO N8Y 4R8 C i SSL Ul U aa spąs)a mKgB&Ę&8gs&if@&g&&&& |
Tags
Comments
Post a Comment for 000186
