000012b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
alnei
Z kryminalnej poiiciu
Chcielibyśmy zadać pa- -
pare pytań
ŻT05ZC
Czy zna pan niejaką
v White?
ibson skinął głowa_:
Owszem rrzeioume
Czy pan często przeby- -
z nią sam na sam
Jeden raz tylko
Kiedy to było? '
Cztery dni temu Pozna
ją przypadkowo w parku
cerowaliśmy trochę po
rgh poszliśmy na dancing Ł Jak długo byliście pań-- b
razem?
Rozstaliśmy się o godzi-jedenast- ej t na przystanku
podziemnej z której tjki pojechała do domu
ąajduje się on gdzieś na
BŁfdmCizeyściupowiedziała panu
tdNsiaętuurdaalnjeie? mówiła że
do domu
milczący agent
rugi
jednak nie przybyła
jkomu 3 Nie przybyła? Gdzież
i jest?
To chcielibyśmy usry- -
od pana — powiedział a- -
— Ta młoda dziewczyna
ęła bez śladu od chwili
y była z panem Do dziś
ma o niej zaanej wiaao--
ci
bbert Gibson był wyraź- -
zdenerwawtny
L Nie mam z tym nic
lnego — powiedział —
pani była w moim towa- -
twie pięć goazm Ud tej
t nie widziałem jej i nic
-- foiej nie słyszałem
Obaj agenci podnieśli się z
raeseL
2-- Pozostaje pan do dyspo- -
1 policji Będzie pan u- -
jmy nigdzie nie wyjeż- -
z miasta
godzinę 'po tym zjawił
u Roberta Gibsona nowy
Był to starszy zle ogo-jegomo- ść zlekka pod- -
ielony Wszedłszy do po- -
wyciągnął do Gibsona
iką czerwoną łapę
Czego pan sobie życzy?
pytał przybysza Gibson
Przychodzę w sprawie
i] córki
25
ego się
oczy suszone śliwki
zeptał
eim dalej
cym
i
— jeszcze nic o niei me
słyszałem — zaczął wolno sta-ry
— Ale być mole mógłbym
się o niej czegoś dowiedzieć
Chodzi tutaj jednak o
jakie będą z tym związa-ne
Każdy t zaś kłopot ma swo-ją
cenę
— Nie miałem nic wspól-nego
z zaginięciem pańskiej
córki mój pariie
—Jestem o tym przekona-ny
— powiedział stan z chy
trym grymasem twarzy — Za-nim
jednak policja nabierze
co tego pewności będzie
pan miał wiele nieprzyjemno-ści
i Czy nie chciał-by
pan sobie tego zaoszczę-dzić?
— A więc pan wie gdzie
jest pańska r-órk- a?
— Hm Musiałbym się za- stanowić
— Znaczy się: szantaż?
— Po cóż takie mocne i do-sadne
słowo? Chcę panu tyl-ko
dopomóc Ale nie mogę
przecież trudzić się darem-nie
Gibson podszedł do telefo-nu
— Jeśli pan w tej chwili
nie opuści mego mieszkania
zawezwę policję Precz!!!
Stary podreptał do drzwi
— Ha jeśli pan nie rozu
mie bólu ojca który utracił
jedyną ukochaną córkę
♦
Robert Gibson wszedł do
urzędu
Przychodzę w Nel-l- y White — powiedział dyżur-nemu
przodownikowi
— Pan zaczeka chwileczkę
W kilka- - minut po tym
wszedł do poczekalni jeden z
agentów którzy byli w mie-szkaniu
Gibsona Jak się o-kaz- ało
był to komisarz Boyd
— Ma pan nam coś nowego
do zakomunikowania panie
Gibson?
— Tak Przed chwilą był u
mnie ojciec tej zaginionej
dziewczyny
— Ojciec Nelly White?
— Tak mnie szan-tażować
— Szantażować? W jaki
sposób?
— Mówił że może
córkę o ile za-płacę
mu pewną
że sam ją gdzieś ukrył
' "Komisarz ~Bo'yd""'wydał" kil--
Przygoda
w
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone
gFala bólu i mdłości napłynęła mu do
potężnym zawrotem zaciemniając
zenie na długą chwilą Przeczekał to
nająć się kurczowo krzesła potem
mc go atak torsji Było to okropne
łby głowa rozlecieć się miała w kawały
gdy wreszcie przeszło zanotował suk-st- ał
oto wreszcie w pozycji pionowej
nie trzymając
do
kłopotów
śledczego
zaginioną
sumę-Sądz- ę
Wszystko to zbudziło Anzelma Antoni
ał nagle w bladej a właściwie zielonej
bśniętej siwymi kłakami nie ogolonej
dwie ciemne podłużne plamy: to
jak
Źle się czujesz Zrobię ci zastrzyk —
tamten
Nie dziękuję nie trzeba — również
ttem odpart Antoni Wstrzymał dech w
łsiach i z a chwilę ciemne plamy z twa-Igospodar- za
zniknły: oczy się zamknęły
spał
ntoni poczuł nagle kategoryczny impe
rium stad wyiść natychmiast musi
chnąć nieskażonym powietrzem świa-prawdziwe- go
świata — bo oszaleje
łtowna panika pokierowała jego ruchs- -
gdy trzymając się ścian i mebli szedł
iom otwierał ie i zsuwał sie raczei
schodził po schodach
kłopo- ty
Usiłował
odszu-kać
Na uroczej willowej uliczce uderzył go
zy chłodny ale rażąc blask noranne- -
słońca Tutaj dopiero zrozumiał jak
nego się podjął zadania Tam w poko- -
niat ao dyspozycji rożne punkty opar- -
znajdował sie blisko ścian i mebli
S Zmieniać nmvno !o-7P- P sipdzieć
i natomiast musiał samotny w
trzeni i zdany na nieregularnie po- -
cające zawroty głowy utrzymywać W
de równowagę nhlieMĆ odleełośa 1
pe kroki regulować kierunek Było to
ie ach jakżeż trudne Wiedział że
zygzakiem potyka sie i chwieje cza- -
Paru kurczowymi kroczkami podbie--
paprzód tracąc z pola widzenia swój
Jues marszu i ulegając znów przekrę- -
wszystko zawrotom głowy
sprawie
ids --- i$ć( to była trudna praca ale
oni wiedział w --swłot f ati rłaip swme
Utaty: swą normalnością chroni go od
żliwosci leku od ro7naezv i od dzi
kości Przez chwilę usiłował pomyśleć
Q3ch ubieełei noev n idi nieknie —
to było-obacni- e zbyt okrutne leżało
-- "istnie innej płaszczyźnie Jakżeż mógł
myśleć gdy w ustach miał tak pie- -
Qy mesmak gdy był nędznym kłębkiem
7suku?
doszedł wreszcie jakimś cudem do wa
sarzu
+
Dom starego White'a stał na
samym końcu uliczki na
przedmieściu pomiędzy sto-sami
desek i zdziczałymi za-puszczonymi
ogrodami
— To ten dom — odezwał
się komisarz
Gibson był wyraźnie zmie-szany
— Tutaj?
— Tak Czy pana to dziwi?
Zna pan ten dom?
— Skądżeż znowu Pierw-szy
raz tu jestem
Agenci przystąpili do prze-szukiwania
domu Gibson
wraz z komisarzem Boydem
towarzyszył im przez cały czasNie znaleziono nic
-- Dom jest próżny — ode- -
UWAGA!
Już
zwał się jeden z agentów —
Nie ma tu nikogo
Komisarz zwrócił się do
Gibsona
— Bardzo mi przykro pa-nie
Gibson ale zmuszony je-stem
aresztować pana
— Aresztować?! Za eo?!
— Tak jest Mam przy so-bie
nakaz Oto on Jest pan
silnie podejrzany o to że nie
chce nam pan wyjaśnić wie-lu
rzeczy dotyczących zagi-nięcia
panny White '
— Ja
— Zwracam panu uwagę
że wszystko co pan teraz po-wie
może w śledztwie być o-bróc- one
przeciwko panu 0-brońcę&-
może
pan sobie wy-brać
jakiego pan cnceT
" — Ależ to jest śmieszne! —
Slefan Kisielewski
Warszawie
łu i niemal na czworakach wspiął się po
kamiennych schodach na poziom szerokiej
alei sąsiadującej ze Stadionem Dziesięcio-lecia
Naprzeciwko był przystanek tram-wajów
jadących w stronę Warszawy Musi
poiechać poiechać do domu tam na Sze-roką
Ulicę Nie miał wprawdzie pieniędzy
nie miał portfelu ani portmonetki ale to
nieważne — tak czy owak przecież poje-dzie
Jakąś dziwną ekwilibrystyką przedostał
sie przez jezdnię Zygzakiem podążał w
stronę szklanej wieżyczki przystanku i do-piero
w ostatniej chwili dojrzał że stoi tam
mecenas Maśliński ten właśnie znajomy
którego miał zamiar wczoraj wczoraj od-wiedzić
Mecenas imponujący pan w futrze spo-kojnie
czytał sobie' "życie Warszawy" gdy
oto nagle Antoni wylądował tuż koło nie-go
wspierając się z rozpędu o budkę tram-wajową
tak mocno aż zatrzeszczała w spo-jeniach!
Mecenas podniósł oczy
— Dzień dobry jak się macie Wiecie
ja właśnie — jąkał się Antoni
Dalej mówić nie było sensu W oczach
mecenasa pojawiła się trwoga usta ro-zwarł
jak do krzyku Rozejrzał się rozpacz-liwie
po prostu szukał u przechodniów po-mocy
a nie znajdując jej zaczął się cofać
nie spuszczając Antoniego z oczu Gdy był
już w przyzwoitej odległości odwrócił 6ię
i czmychnął Po prostu uciekł śmiesznymi
nie licującymi z jego wiekiem i powagą
susami w stronę Ronda Waszyngtona
Antoni pozostał na miejscu z otwartymi
rozpaczliwie ustami A więc już ludzie z
jego środowiska wypierają się go a nawet
gurzej — na jego widok odczuwają strach
Wyglądał zresztą na pewno okropnie po
tej narkotycznej nocy a poza tym — nie-chybnie
się już rozeszła pogłoska że zwa-riował
Wszak Zezowaty i Profesor twier-dzili
jakoby do miejsc pracy poszły za-świadczenia
o jego stanie Plotka dokonała
reszty i oto — nie ma dlań powrotu Po
prostu ziemia usuwała mu się spod nóg
— znalazł się w3Varszawie sam jak za-szczute
zwierzę
Cóż więc miał robić? Zgłosić się dobro--
wolnie w drewnianym domu na Ochocie?
A jednak był przecież wolny: pojedzie do
swojego mieszkania tam na Szeroką Ulicę
i rozejrzy się w sytuacji Może jeszcze nie
wszystko stracone?
"Nadjechał tramwaj prawie pusty —
musiało już być koło dziewiątej Antoni
chciał wsiąść ale po chwili rozmyślił się
Czuł że jego wygląd zwraca uwagę a poza
trafią oni szukać
W towarzystwie policjan-tów
i Boyda Gibson wszedł do
biblioteki
— Czy te książki nie dają
panom nic do myślenia? — o-dez- wał
się wskazując na wiel-kie
półki zastawione setkami
tomów —Ojciec panny White'
nie wygląda na to by intere-sowały
go takie książki jak
na przykład ta — wyciągnął
z pomiędzy nich tom traktu-jący
o filozofii — Wartoby
przeszukać te półki Jak pan
sądzi panie komisarz?
Agenci zaczęli przerzucać
grube tomy
— Nic nie ma Ani ukry-tych
drzwi ani żadnych zam-ków
UWAGA!
niebawem
Rozpoczynamy druk
nowej sensacyjnej
powieści
m
— Pozwolą panowie że ja
spróbuję?
— Proszę
Gibson podszedł do wyso-kich
półek koło okna wycią-gnął
parę książek Za nimi na
ścianie widać było mały że-lazny
rygiel Po odsunięciu
zasuwki ściana otworzyła się
wraz z półkami odsłaniając
wejście do małego pokoiku
Znajdowała się w nim młoda
kobieta Była to Nelly White
Nie wyglądała wcale zmiesza-na
na widok Gibsona
— Znalazł mię pan w koń-cu?
— zapytała
— Naturalniej -- Przecież
kryjówka paninie była zbyt
tfudna do odszukania'
bardzo zależało nam na tvm
aby się dowiedzieć ponieważ
przed dwoma tygodniami od-kryliśmy
tutaj wielki skład
narkotyków Ten kto wynaj-mował
ten dom zameldowa-ny
był pod fałszywym nazwi-skiem
i w ostatniej chwili u
dało mu się zbiec Nasze po- dejrzenia cb do pana osoby
panie Gibson alias Simpley
nie były wystarczające by pa-na
aresztować Brakło nam
dowodów Pańska trwoga
przed dochodzeniem w spra- wie mego rzekomego zaginię-cia
pański niepokój wobec
policji i tak doskonała znajo-mość
tego domu dostarczyły
nam materiału dowodowego
Aresztuję pana za uprawianie
handlu narkotykami
Robert Gibson otworzył
szeroko oczy ze zdumienia
— Pani?! Kim pani jest?!
— Agentką policji krymi-nalnej
z wydziału walki z
narkotykami panie Gibson
JERZY ROZWADOWSKI
HUMOR
W SĄDZIE
W sądzie odbywa się sprawa
o potracenie samochodem i spo-wodowanie
kalectwa Oskarżony
niefortunny automobilista przy-znaje
się ze skruchą do winy
Ofiara wypadku która straciła
w nim nogę żqda $100000 od-szkodowania
— Ależ proszę pana — woła
przerażony winowajca — Ja
nie jestem milionerem!
— A ja nie jestem stonogą
— odzywa się poszkodowany
NA WSZELKI WYPADEK
W czasie seansu filmowego
jeden z widzów wychodzi po
paru minutach wraca i pyta są-siada:
— Czy to panu nadepnąłem
na nogę wychodząc przed
chwilą?
'— Tak ale proszę się tym
nie przejmować
— Ja tylko chciałem spraw-dzić
czy trafiłem do właściwe- -
Igo rzędu
tym nie miał ani grosza Wolał unikać ze-tknięcia
z ludźmi wszak sam ze sobą nie
doszedł jeszcze do ładu powlókł się więc
pieszo ciągle z trudem utrzymując równo-wagę
i wedruiąc zygzakiem od brzegu do
brzegu chodnika Przechodnie patrzyli nań
różnie jedni pobłażliwe inni ze zgorsze-niem
Antoni kulił się pod tvmi spojrzenia-mi:
bez płaszcza i bez kapelusza nie ogo-lony
brudny chory — nie był to widok
zaiste budujący
Powoli nełznał przez zalany słońcnm
most Poniatowskiego trzymając się balu-strady
Przed niewidzącymi jego oczami
roztaczała swe panoramiczne piękności
Warszawa w dole wiatr burzył szaro-zło-cist- e
fale Wisły Lecz Antoni riie widział i
teeo osobliwego dziś koloru wody Nie wi-dział
niczego i nie chciał widzieć — jego
obolała psychofizyczna istota nie mogła
znieść żadnych wrażeń z zewnątrz: wszyst-ko
kończyło się jednakowo — zwiększe-niem
bólu
Za mostem miał osobliwe przeżycie:
rzucił okiem na gazetę wywieszoną w kios-ku
i nagle pozostała mu w oczach data —
środa dwunastego kwietnia Z początku za-absorbow- oany
samym problemem porusza-ni
sie naprzód nie zwrócił na to uwagi
później jednak owa data zaczęła w nim pra-cować
ryć sobie drogę w jego mózgu aż
nagle zatrzymał się i oparł o drzewo aby
pomyśleć Jakto środa?! W niedziele był w
kinie na Ochocie potem nocował u Wandy
W poniedziałek Avieczór uciekł od Wandy
potem zanocował u Anzelma A więc dziś
powinien być wtorek nie środa chyba że
Zagadnął jakiegoś przechodzącego pa-na
jaki to dziś mamy dzień tygodnia tam-ten
jednak obrzucił go podejrzliwym spoj-rzeniem
nic nie odpowiedział i przyspie-szył
kroku Podobnie mu poszło w drugim
wypadku opiero trzeci przechodzień mło-dzieniec
z dużą grdyką i rybimi oczami u-pew- nił
go nader grzecznie że dzień ten
był to na pewno środą
Cóż to znaczyło?! że spędził u Anzelma
36 godzin że przespał pół nocy dzień i na-stępną
noc że od przedwczoraj nie miał
nic w ustach Nic dziwnego że czuł się tak
okropnie: to te przeklęte narkotyki tak go
obezwładniły A może zażywał je jeszcze
później może brał drugią lub trzecią daw-kę
może zdarzyło się w tym czasie dużo
jeszcze rzeczy których nie pamięta?!
Chwilę stał zamyślony wreszcie wzru-szył
ramionami i powlókł się dalej prosto
szeroką słoneczną i rdjną magistralą Alei
Jerozolimskich Od niefortunnego spotka-nia
z mecenasem Maślińskim bał się pa-nicznie
że zobaczy go ktoś ze znajomych
— teraz zrobiło mu się wszystko jedno
Szedł krzywo roztrącał ludzi potykał się
Gdy był koło Marszałkowskiej zaczął dy-gotać
z zimna: potężne febryczne
dreszcze jeszcze'bardziej mu utrudniały po-ruszanie
się potem już koło swojej ulicy
Marchlewskiego dostał czkawki
Skręcił w Szeroką Ulicę i szedł coraz
wolniej obok posępnego czerwonego muru
Niedaleko rogu Krochmalnej na_brzegu
szerokiego wyradźiałegd "traTrnłfiS zoba-czył
samotną charakterystyczną sylwetkę:
E fliaKEKKHE83BRC - RiraUftttSMfóRS
WamsBBBSsSmma
Dla uczczenia pamięci pierwszych Akadyjczyków wzniesiono w Grand Prc" w
Nora Scotia pomnik młodej dziewczyny imieniem Evangcline Napisał o niej
poemat "Evangelinc" to dziewczyna z Grand Pre którą
los rozdzielił ukochanym a która poświęciła całe swoje życie na jego odszukanie
Opowiadanie tak stało się popularne że okolice Basin of Minas często nazywane
byicają "krajem Evangclinc"Na vńcjscu dawnego kościoła sto Karola stoi dziś
muzeum gdzie turyści oglądać mogą narzędzia i przedmioty codziennego użytku
z czasów Akadii Pomnik wdzięcznej dziewczyny akadyjskicj spoglądającej w
kierunku Cape -- Blomidon podbił serca milionów osób zwłaszcza tych którzy to
dzisiejszych czasach sami stali się loygnańcami ze swej ojczyzny
Uparła Amsstmj®
69-letn- ia Anna Anderson
która od 33 lat z uporem
twierdzi iż jest księżniczką A-nasta- zją córką zamordowane-go
przez bolszewików ostat-niego
cara Rosji Mikołaja II
żyjąca samotnie w Czarnym
Lesie w Niemczech Zacnod-nic- h określona została przez
sąd w Hamburgu jako jedna z
najbardziej zabawnych osób
podszywających się pod zna-ne
postacie na przestrzeni
dziejów
Anderson od dawna już do-maga
się uznania jej za cudo-wnie
ocalałą córkę władcy
Rosji i rości sobie pretensjje
do przeszło $30000000 zde-ponowanych
przez niego w
1912 roku w Bank of Eng-lan- d
Obecnie sprawa ta ponow- nie znalazła się na porządku
dziennym ponieważ Ander-son
wystąpiła przeciwko ro-szczeniom
odnośnie tej sumy
wysuniętym przez rzeczywistą
był to Zezowaty Antoni poczuł nagle spo-kój
przestał nawet się trząść — nareszcie
ktoś się nim zajmie ktoś wprowadzi w
jego życie ład — wszystko jedno jaki aby
ład
OSTATNIA ROZMOWA
Siedzieli na piętrze w dużej kawiarni
Mirowskiej przy Szerokiej Ulicy niedaleko
Iszna Antoni rozkoszował się odpoczyn-kiem
i rozgrzewającą duchowo zbawczą
czarną kawa Zezowaty jak zwykle ze sku-pioną
mina wypuszczał w górę misterne
łańcuchy kółek z najierosowego dymu
Po długiej chwili odłożył papierosa na
brzeg popielniczki przyjrzał się Antonie-mu
i WTeszcie przemówił bez nacisku
— Dobrze żeśmy się znów spotkali
panie doktorze Widzę że szedł pan do
siebie do domu?
Antoni potwierdził ruchem głowy od
którego poczuł ostry ból w szyi i plecach
— A ma pan klucze? Ma pan papiery
i pieniądze?
— Nie nie mam
— Widzi pan Tymczasem ja tu panu
wszystko przyniosłem — Ryszard klepnął
się po kieszeni płaszcza — Ale przedtem
musimy uregulować nasze rachunki i za-wrzeć
umowę Rozumiesz pan?
— Tak
— Wiedziałem dobrze że pan chcesz
uciec ale pozwoliłem na to Niech pan
spróbuje samodzielnego życia bez załatwie-nia
sprawy ze mną No i spróbował pan
Prawda?
— Tak
— Widzi pan teraz jasno że moim lu-dziom
pan nie umknie
— Pańskim ludziom?
— A coś pan myślał? Wanda i Anzelm
'to moi ludzie Wanda zręczna dziewczyna
z parę jeszcze popracuje Gorzej z An-zelmem
— Dlaczego gorzej?
— Ruina człowieka po prostu ruina
Pożyje może jeszcze pół roku może rok
Nawet go już po towar nie poślę: jeszcze
mi gdzie kojfnie w drodze i tylko strata
Proszek go zniszczył
— Proszek?
— No tak kokaina i te inne świństwa
— to samo coś pan dzisiaj zażył Anzelm
to wielki fachowiec ale niepotrzebnie się
za bardzo robotą przejął Taka Wanda to
może spać z chłopami i nic ją to nie bie-rze
A tu gość wykończył się — słabe
nerwy
Ryszard przerwał i zapominając-- o nie-dokończonym
papierosie wyjął nowego
Zapalanie było u niego zawsze obrządkiem
i trwało długo" Przez ten czas Antoni pró-bował
zdać sobie sprawę ze swoich myśli
— ale na próżno je tropił rozproszone
gdzieś jak by ich siedliskiem nie było gło-wa
Czuł tylko piekącą go coraz bardziej
zgagę rodzący się wilczy głód różne bóle
i dreszcze Był po prostu zbolałym zdeze-lowanym
ciałem — dusza nie miała teraz
nic do powiedzenia
Zezowaty zapalił wydmuchnął mister-nie
dym potem spojrzał na swego rozmów-cę
położył poprzedniego i
przeszedł do ofensywy
krewną cara Mikołaja księż-niczkę
meklemburską
Adwokat księżniczki wyja-śnił
w sądzie iż nie ma żad-nych
tabsolutnie dowodów na
to by ktokolwiek z rodziny
carskiej ocalał podczas ma-sakry
w dniu 17 lipca 19111
roku Nie ulega najmniej-szej
wątpliwości iż wszyscy
zostali wymordowani przez
czekistów ciała ich następnie
spalono i prochy wrzucone do
szybu starej kopalni Osobę
Anderson uważa za historycz-kę
ii znakomitą aktorkę jakiej
do tej pory rzeczywiście nie
udało 'się spotkać
Obrońca Andersen zbił to
twierdzenia i zwrócił się do
sądu by w końcu po tylu la
tach czekania zwrócił niesz
&s$r--
5
Queen St —
"łT Jl
iłisaswffi!
Foto — Globe and Mail
pt
z
lat
częśliwej właścicielce' praw-nie
należące sic jej pienią-dze
— depozyt jej ojca Zda-niem
adwokata klientka jego
jest cudownie o--
calalą z rzezi A-nasta- zją
co zostało' udowod
nione wiele rajy przez świad-ków
którzy ją rozpoznali 1 co
nie zostało nie wiadomo 'dla-czego
uznane przez poprzed- -
nic
Wyrok w tej ciekawej' spra-wie
oczekiwany jest już w
Dr W SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
r
porozumionlem
Tel LE M250
129 Grenadier Rd
(drugi dom od ltonccvUcs)
S
BR
OD
274 Avo
(przy
Tel LE 2-54- 93 od
10 rano do 8 wlecz W soboty
od 10 rano do 4
1
po pol
B2-- W
JWAĆ6h&&A9#rfMłi
B
LongjcllowByła
papierosa'bbolć
Dentyści
Okuliści
OKULISTKA
BUKOWSKA BEJNAR
Roncotvallet
Gcoffrey)
codziennie
jmPimrnmplwwmPwxmmmW'mxt'i'fi'nirmvipwjimmmfmięj
Naśladujcie ODWIEDŹCIE
BANK
JESZCZE WIECZOREM
Spókolnle wygodnie nie przerywane swego lunch'u lub ipleiiae w
godzinach nasilenia ruchu W godzinach wieczornych we wizystklch
naszych 74 oddziałach znadzlecle obsługę bankowa tak ak
podczas dnia Jest to przeciął tak praktyczne jak nasza nowa kolei
podziemna Korzystalcle więc sami I pozwólcie rodzinie wykorzystać łt
dodatkowe godziny kizdego wieczoru od poniedziałku do piątku Pa-inletal- cle jesteście zawsze mile widziani
THE CITY AND DISTRICT
SAVINGS BANK
OTWARTE CO WIECZÓR OD 7 DO 8
iTiTinmww irifliyrrrMfMirwrnHm 3aMjif&K2is@0{
DO NABYCIA W "ZWIĄZKOWCU'
W LESZCZYŃSKI
Ostatnia Przysługa Latarni
(Wspomnienia)
CENA $400
1475 Queen Sr W — Toronto 3 Onr
&£ź22&m%iMm%mm
DO NABYCIA W "ZWIĄZKOWCU"
KALENDARZ KSIĄŻKOWY na rok 1967
"DZIENNIKA POLSKIEGO'
rzeczywiście
księżniczką
najbliższym
UX?%MitMfJ%XŹ
"' $100
'
z przesyłką $110
1475 W--
sądy
czasie
Godziny przyjfc:
frJtt&rMiiH4#-l+Ari&i-X
Nas
całkowita
MONTREAL
Cena
W ANGLII
-- - v
Toronto '3ZQat"
m
li
rAt
mT
y
i1
l
i
m
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, January 11, 1967 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1967-01-11 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000360 |
Description
| Title | 000012b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | alnei Z kryminalnej poiiciu Chcielibyśmy zadać pa- - pare pytań ŻT05ZC Czy zna pan niejaką v White? ibson skinął głowa_: Owszem rrzeioume Czy pan często przeby- - z nią sam na sam Jeden raz tylko Kiedy to było? ' Cztery dni temu Pozna ją przypadkowo w parku cerowaliśmy trochę po rgh poszliśmy na dancing Ł Jak długo byliście pań-- b razem? Rozstaliśmy się o godzi-jedenast- ej t na przystanku podziemnej z której tjki pojechała do domu ąajduje się on gdzieś na BŁfdmCizeyściupowiedziała panu tdNsiaętuurdaalnjeie? mówiła że do domu milczący agent rugi jednak nie przybyła jkomu 3 Nie przybyła? Gdzież i jest? To chcielibyśmy usry- - od pana — powiedział a- - — Ta młoda dziewczyna ęła bez śladu od chwili y była z panem Do dziś ma o niej zaanej wiaao-- ci bbert Gibson był wyraź- - zdenerwawtny L Nie mam z tym nic lnego — powiedział — pani była w moim towa- - twie pięć goazm Ud tej t nie widziałem jej i nic -- foiej nie słyszałem Obaj agenci podnieśli się z raeseL 2-- Pozostaje pan do dyspo- - 1 policji Będzie pan u- - jmy nigdzie nie wyjeż- - z miasta godzinę 'po tym zjawił u Roberta Gibsona nowy Był to starszy zle ogo-jegomo- ść zlekka pod- - ielony Wszedłszy do po- - wyciągnął do Gibsona iką czerwoną łapę Czego pan sobie życzy? pytał przybysza Gibson Przychodzę w sprawie i] córki 25 ego się oczy suszone śliwki zeptał eim dalej cym i — jeszcze nic o niei me słyszałem — zaczął wolno sta-ry — Ale być mole mógłbym się o niej czegoś dowiedzieć Chodzi tutaj jednak o jakie będą z tym związa-ne Każdy t zaś kłopot ma swo-ją cenę — Nie miałem nic wspól-nego z zaginięciem pańskiej córki mój pariie —Jestem o tym przekona-ny — powiedział stan z chy trym grymasem twarzy — Za-nim jednak policja nabierze co tego pewności będzie pan miał wiele nieprzyjemno-ści i Czy nie chciał-by pan sobie tego zaoszczę-dzić? — A więc pan wie gdzie jest pańska r-órk- a? — Hm Musiałbym się za- stanowić — Znaczy się: szantaż? — Po cóż takie mocne i do-sadne słowo? Chcę panu tyl-ko dopomóc Ale nie mogę przecież trudzić się darem-nie Gibson podszedł do telefo-nu — Jeśli pan w tej chwili nie opuści mego mieszkania zawezwę policję Precz!!! Stary podreptał do drzwi — Ha jeśli pan nie rozu mie bólu ojca który utracił jedyną ukochaną córkę ♦ Robert Gibson wszedł do urzędu Przychodzę w Nel-l- y White — powiedział dyżur-nemu przodownikowi — Pan zaczeka chwileczkę W kilka- - minut po tym wszedł do poczekalni jeden z agentów którzy byli w mie-szkaniu Gibsona Jak się o-kaz- ało był to komisarz Boyd — Ma pan nam coś nowego do zakomunikowania panie Gibson? — Tak Przed chwilą był u mnie ojciec tej zaginionej dziewczyny — Ojciec Nelly White? — Tak mnie szan-tażować — Szantażować? W jaki sposób? — Mówił że może córkę o ile za-płacę mu pewną że sam ją gdzieś ukrył ' "Komisarz ~Bo'yd""'wydał" kil-- Przygoda w Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone gFala bólu i mdłości napłynęła mu do potężnym zawrotem zaciemniając zenie na długą chwilą Przeczekał to nająć się kurczowo krzesła potem mc go atak torsji Było to okropne łby głowa rozlecieć się miała w kawały gdy wreszcie przeszło zanotował suk-st- ał oto wreszcie w pozycji pionowej nie trzymając do kłopotów śledczego zaginioną sumę-Sądz- ę Wszystko to zbudziło Anzelma Antoni ał nagle w bladej a właściwie zielonej bśniętej siwymi kłakami nie ogolonej dwie ciemne podłużne plamy: to jak Źle się czujesz Zrobię ci zastrzyk — tamten Nie dziękuję nie trzeba — również ttem odpart Antoni Wstrzymał dech w łsiach i z a chwilę ciemne plamy z twa-Igospodar- za zniknły: oczy się zamknęły spał ntoni poczuł nagle kategoryczny impe rium stad wyiść natychmiast musi chnąć nieskażonym powietrzem świa-prawdziwe- go świata — bo oszaleje łtowna panika pokierowała jego ruchs- - gdy trzymając się ścian i mebli szedł iom otwierał ie i zsuwał sie raczei schodził po schodach kłopo- ty Usiłował odszu-kać Na uroczej willowej uliczce uderzył go zy chłodny ale rażąc blask noranne- - słońca Tutaj dopiero zrozumiał jak nego się podjął zadania Tam w poko- - niat ao dyspozycji rożne punkty opar- - znajdował sie blisko ścian i mebli S Zmieniać nmvno !o-7P- P sipdzieć i natomiast musiał samotny w trzeni i zdany na nieregularnie po- - cające zawroty głowy utrzymywać W de równowagę nhlieMĆ odleełośa 1 pe kroki regulować kierunek Było to ie ach jakżeż trudne Wiedział że zygzakiem potyka sie i chwieje cza- - Paru kurczowymi kroczkami podbie-- paprzód tracąc z pola widzenia swój Jues marszu i ulegając znów przekrę- - wszystko zawrotom głowy sprawie ids --- i$ć( to była trudna praca ale oni wiedział w --swłot f ati rłaip swme Utaty: swą normalnością chroni go od żliwosci leku od ro7naezv i od dzi kości Przez chwilę usiłował pomyśleć Q3ch ubieełei noev n idi nieknie — to było-obacni- e zbyt okrutne leżało -- "istnie innej płaszczyźnie Jakżeż mógł myśleć gdy w ustach miał tak pie- - Qy mesmak gdy był nędznym kłębkiem 7suku? doszedł wreszcie jakimś cudem do wa sarzu + Dom starego White'a stał na samym końcu uliczki na przedmieściu pomiędzy sto-sami desek i zdziczałymi za-puszczonymi ogrodami — To ten dom — odezwał się komisarz Gibson był wyraźnie zmie-szany — Tutaj? — Tak Czy pana to dziwi? Zna pan ten dom? — Skądżeż znowu Pierw-szy raz tu jestem Agenci przystąpili do prze-szukiwania domu Gibson wraz z komisarzem Boydem towarzyszył im przez cały czasNie znaleziono nic -- Dom jest próżny — ode- - UWAGA! Już zwał się jeden z agentów — Nie ma tu nikogo Komisarz zwrócił się do Gibsona — Bardzo mi przykro pa-nie Gibson ale zmuszony je-stem aresztować pana — Aresztować?! Za eo?! — Tak jest Mam przy so-bie nakaz Oto on Jest pan silnie podejrzany o to że nie chce nam pan wyjaśnić wie-lu rzeczy dotyczących zagi-nięcia panny White ' — Ja — Zwracam panu uwagę że wszystko co pan teraz po-wie może w śledztwie być o-bróc- one przeciwko panu 0-brońcę&- może pan sobie wy-brać jakiego pan cnceT " — Ależ to jest śmieszne! — Slefan Kisielewski Warszawie łu i niemal na czworakach wspiął się po kamiennych schodach na poziom szerokiej alei sąsiadującej ze Stadionem Dziesięcio-lecia Naprzeciwko był przystanek tram-wajów jadących w stronę Warszawy Musi poiechać poiechać do domu tam na Sze-roką Ulicę Nie miał wprawdzie pieniędzy nie miał portfelu ani portmonetki ale to nieważne — tak czy owak przecież poje-dzie Jakąś dziwną ekwilibrystyką przedostał sie przez jezdnię Zygzakiem podążał w stronę szklanej wieżyczki przystanku i do-piero w ostatniej chwili dojrzał że stoi tam mecenas Maśliński ten właśnie znajomy którego miał zamiar wczoraj wczoraj od-wiedzić Mecenas imponujący pan w futrze spo-kojnie czytał sobie' "życie Warszawy" gdy oto nagle Antoni wylądował tuż koło nie-go wspierając się z rozpędu o budkę tram-wajową tak mocno aż zatrzeszczała w spo-jeniach! Mecenas podniósł oczy — Dzień dobry jak się macie Wiecie ja właśnie — jąkał się Antoni Dalej mówić nie było sensu W oczach mecenasa pojawiła się trwoga usta ro-zwarł jak do krzyku Rozejrzał się rozpacz-liwie po prostu szukał u przechodniów po-mocy a nie znajdując jej zaczął się cofać nie spuszczając Antoniego z oczu Gdy był już w przyzwoitej odległości odwrócił 6ię i czmychnął Po prostu uciekł śmiesznymi nie licującymi z jego wiekiem i powagą susami w stronę Ronda Waszyngtona Antoni pozostał na miejscu z otwartymi rozpaczliwie ustami A więc już ludzie z jego środowiska wypierają się go a nawet gurzej — na jego widok odczuwają strach Wyglądał zresztą na pewno okropnie po tej narkotycznej nocy a poza tym — nie-chybnie się już rozeszła pogłoska że zwa-riował Wszak Zezowaty i Profesor twier-dzili jakoby do miejsc pracy poszły za-świadczenia o jego stanie Plotka dokonała reszty i oto — nie ma dlań powrotu Po prostu ziemia usuwała mu się spod nóg — znalazł się w3Varszawie sam jak za-szczute zwierzę Cóż więc miał robić? Zgłosić się dobro-- wolnie w drewnianym domu na Ochocie? A jednak był przecież wolny: pojedzie do swojego mieszkania tam na Szeroką Ulicę i rozejrzy się w sytuacji Może jeszcze nie wszystko stracone? "Nadjechał tramwaj prawie pusty — musiało już być koło dziewiątej Antoni chciał wsiąść ale po chwili rozmyślił się Czuł że jego wygląd zwraca uwagę a poza trafią oni szukać W towarzystwie policjan-tów i Boyda Gibson wszedł do biblioteki — Czy te książki nie dają panom nic do myślenia? — o-dez- wał się wskazując na wiel-kie półki zastawione setkami tomów —Ojciec panny White' nie wygląda na to by intere-sowały go takie książki jak na przykład ta — wyciągnął z pomiędzy nich tom traktu-jący o filozofii — Wartoby przeszukać te półki Jak pan sądzi panie komisarz? Agenci zaczęli przerzucać grube tomy — Nic nie ma Ani ukry-tych drzwi ani żadnych zam-ków UWAGA! niebawem Rozpoczynamy druk nowej sensacyjnej powieści m — Pozwolą panowie że ja spróbuję? — Proszę Gibson podszedł do wyso-kich półek koło okna wycią-gnął parę książek Za nimi na ścianie widać było mały że-lazny rygiel Po odsunięciu zasuwki ściana otworzyła się wraz z półkami odsłaniając wejście do małego pokoiku Znajdowała się w nim młoda kobieta Była to Nelly White Nie wyglądała wcale zmiesza-na na widok Gibsona — Znalazł mię pan w koń-cu? — zapytała — Naturalniej -- Przecież kryjówka paninie była zbyt tfudna do odszukania' bardzo zależało nam na tvm aby się dowiedzieć ponieważ przed dwoma tygodniami od-kryliśmy tutaj wielki skład narkotyków Ten kto wynaj-mował ten dom zameldowa-ny był pod fałszywym nazwi-skiem i w ostatniej chwili u dało mu się zbiec Nasze po- dejrzenia cb do pana osoby panie Gibson alias Simpley nie były wystarczające by pa-na aresztować Brakło nam dowodów Pańska trwoga przed dochodzeniem w spra- wie mego rzekomego zaginię-cia pański niepokój wobec policji i tak doskonała znajo-mość tego domu dostarczyły nam materiału dowodowego Aresztuję pana za uprawianie handlu narkotykami Robert Gibson otworzył szeroko oczy ze zdumienia — Pani?! Kim pani jest?! — Agentką policji krymi-nalnej z wydziału walki z narkotykami panie Gibson JERZY ROZWADOWSKI HUMOR W SĄDZIE W sądzie odbywa się sprawa o potracenie samochodem i spo-wodowanie kalectwa Oskarżony niefortunny automobilista przy-znaje się ze skruchą do winy Ofiara wypadku która straciła w nim nogę żqda $100000 od-szkodowania — Ależ proszę pana — woła przerażony winowajca — Ja nie jestem milionerem! — A ja nie jestem stonogą — odzywa się poszkodowany NA WSZELKI WYPADEK W czasie seansu filmowego jeden z widzów wychodzi po paru minutach wraca i pyta są-siada: — Czy to panu nadepnąłem na nogę wychodząc przed chwilą? '— Tak ale proszę się tym nie przejmować — Ja tylko chciałem spraw-dzić czy trafiłem do właściwe- - Igo rzędu tym nie miał ani grosza Wolał unikać ze-tknięcia z ludźmi wszak sam ze sobą nie doszedł jeszcze do ładu powlókł się więc pieszo ciągle z trudem utrzymując równo-wagę i wedruiąc zygzakiem od brzegu do brzegu chodnika Przechodnie patrzyli nań różnie jedni pobłażliwe inni ze zgorsze-niem Antoni kulił się pod tvmi spojrzenia-mi: bez płaszcza i bez kapelusza nie ogo-lony brudny chory — nie był to widok zaiste budujący Powoli nełznał przez zalany słońcnm most Poniatowskiego trzymając się balu-strady Przed niewidzącymi jego oczami roztaczała swe panoramiczne piękności Warszawa w dole wiatr burzył szaro-zło-cist- e fale Wisły Lecz Antoni riie widział i teeo osobliwego dziś koloru wody Nie wi-dział niczego i nie chciał widzieć — jego obolała psychofizyczna istota nie mogła znieść żadnych wrażeń z zewnątrz: wszyst-ko kończyło się jednakowo — zwiększe-niem bólu Za mostem miał osobliwe przeżycie: rzucił okiem na gazetę wywieszoną w kios-ku i nagle pozostała mu w oczach data — środa dwunastego kwietnia Z początku za-absorbow- oany samym problemem porusza-ni sie naprzód nie zwrócił na to uwagi później jednak owa data zaczęła w nim pra-cować ryć sobie drogę w jego mózgu aż nagle zatrzymał się i oparł o drzewo aby pomyśleć Jakto środa?! W niedziele był w kinie na Ochocie potem nocował u Wandy W poniedziałek Avieczór uciekł od Wandy potem zanocował u Anzelma A więc dziś powinien być wtorek nie środa chyba że Zagadnął jakiegoś przechodzącego pa-na jaki to dziś mamy dzień tygodnia tam-ten jednak obrzucił go podejrzliwym spoj-rzeniem nic nie odpowiedział i przyspie-szył kroku Podobnie mu poszło w drugim wypadku opiero trzeci przechodzień mło-dzieniec z dużą grdyką i rybimi oczami u-pew- nił go nader grzecznie że dzień ten był to na pewno środą Cóż to znaczyło?! że spędził u Anzelma 36 godzin że przespał pół nocy dzień i na-stępną noc że od przedwczoraj nie miał nic w ustach Nic dziwnego że czuł się tak okropnie: to te przeklęte narkotyki tak go obezwładniły A może zażywał je jeszcze później może brał drugią lub trzecią daw-kę może zdarzyło się w tym czasie dużo jeszcze rzeczy których nie pamięta?! Chwilę stał zamyślony wreszcie wzru-szył ramionami i powlókł się dalej prosto szeroką słoneczną i rdjną magistralą Alei Jerozolimskich Od niefortunnego spotka-nia z mecenasem Maślińskim bał się pa-nicznie że zobaczy go ktoś ze znajomych — teraz zrobiło mu się wszystko jedno Szedł krzywo roztrącał ludzi potykał się Gdy był koło Marszałkowskiej zaczął dy-gotać z zimna: potężne febryczne dreszcze jeszcze'bardziej mu utrudniały po-ruszanie się potem już koło swojej ulicy Marchlewskiego dostał czkawki Skręcił w Szeroką Ulicę i szedł coraz wolniej obok posępnego czerwonego muru Niedaleko rogu Krochmalnej na_brzegu szerokiego wyradźiałegd "traTrnłfiS zoba-czył samotną charakterystyczną sylwetkę: E fliaKEKKHE83BRC - RiraUftttSMfóRS WamsBBBSsSmma Dla uczczenia pamięci pierwszych Akadyjczyków wzniesiono w Grand Prc" w Nora Scotia pomnik młodej dziewczyny imieniem Evangcline Napisał o niej poemat "Evangelinc" to dziewczyna z Grand Pre którą los rozdzielił ukochanym a która poświęciła całe swoje życie na jego odszukanie Opowiadanie tak stało się popularne że okolice Basin of Minas często nazywane byicają "krajem Evangclinc"Na vńcjscu dawnego kościoła sto Karola stoi dziś muzeum gdzie turyści oglądać mogą narzędzia i przedmioty codziennego użytku z czasów Akadii Pomnik wdzięcznej dziewczyny akadyjskicj spoglądającej w kierunku Cape -- Blomidon podbił serca milionów osób zwłaszcza tych którzy to dzisiejszych czasach sami stali się loygnańcami ze swej ojczyzny Uparła Amsstmj® 69-letn- ia Anna Anderson która od 33 lat z uporem twierdzi iż jest księżniczką A-nasta- zją córką zamordowane-go przez bolszewików ostat-niego cara Rosji Mikołaja II żyjąca samotnie w Czarnym Lesie w Niemczech Zacnod-nic- h określona została przez sąd w Hamburgu jako jedna z najbardziej zabawnych osób podszywających się pod zna-ne postacie na przestrzeni dziejów Anderson od dawna już do-maga się uznania jej za cudo-wnie ocalałą córkę władcy Rosji i rości sobie pretensjje do przeszło $30000000 zde-ponowanych przez niego w 1912 roku w Bank of Eng-lan- d Obecnie sprawa ta ponow- nie znalazła się na porządku dziennym ponieważ Ander-son wystąpiła przeciwko ro-szczeniom odnośnie tej sumy wysuniętym przez rzeczywistą był to Zezowaty Antoni poczuł nagle spo-kój przestał nawet się trząść — nareszcie ktoś się nim zajmie ktoś wprowadzi w jego życie ład — wszystko jedno jaki aby ład OSTATNIA ROZMOWA Siedzieli na piętrze w dużej kawiarni Mirowskiej przy Szerokiej Ulicy niedaleko Iszna Antoni rozkoszował się odpoczyn-kiem i rozgrzewającą duchowo zbawczą czarną kawa Zezowaty jak zwykle ze sku-pioną mina wypuszczał w górę misterne łańcuchy kółek z najierosowego dymu Po długiej chwili odłożył papierosa na brzeg popielniczki przyjrzał się Antonie-mu i WTeszcie przemówił bez nacisku — Dobrze żeśmy się znów spotkali panie doktorze Widzę że szedł pan do siebie do domu? Antoni potwierdził ruchem głowy od którego poczuł ostry ból w szyi i plecach — A ma pan klucze? Ma pan papiery i pieniądze? — Nie nie mam — Widzi pan Tymczasem ja tu panu wszystko przyniosłem — Ryszard klepnął się po kieszeni płaszcza — Ale przedtem musimy uregulować nasze rachunki i za-wrzeć umowę Rozumiesz pan? — Tak — Wiedziałem dobrze że pan chcesz uciec ale pozwoliłem na to Niech pan spróbuje samodzielnego życia bez załatwie-nia sprawy ze mną No i spróbował pan Prawda? — Tak — Widzi pan teraz jasno że moim lu-dziom pan nie umknie — Pańskim ludziom? — A coś pan myślał? Wanda i Anzelm 'to moi ludzie Wanda zręczna dziewczyna z parę jeszcze popracuje Gorzej z An-zelmem — Dlaczego gorzej? — Ruina człowieka po prostu ruina Pożyje może jeszcze pół roku może rok Nawet go już po towar nie poślę: jeszcze mi gdzie kojfnie w drodze i tylko strata Proszek go zniszczył — Proszek? — No tak kokaina i te inne świństwa — to samo coś pan dzisiaj zażył Anzelm to wielki fachowiec ale niepotrzebnie się za bardzo robotą przejął Taka Wanda to może spać z chłopami i nic ją to nie bie-rze A tu gość wykończył się — słabe nerwy Ryszard przerwał i zapominając-- o nie-dokończonym papierosie wyjął nowego Zapalanie było u niego zawsze obrządkiem i trwało długo" Przez ten czas Antoni pró-bował zdać sobie sprawę ze swoich myśli — ale na próżno je tropił rozproszone gdzieś jak by ich siedliskiem nie było gło-wa Czuł tylko piekącą go coraz bardziej zgagę rodzący się wilczy głód różne bóle i dreszcze Był po prostu zbolałym zdeze-lowanym ciałem — dusza nie miała teraz nic do powiedzenia Zezowaty zapalił wydmuchnął mister-nie dym potem spojrzał na swego rozmów-cę położył poprzedniego i przeszedł do ofensywy krewną cara Mikołaja księż-niczkę meklemburską Adwokat księżniczki wyja-śnił w sądzie iż nie ma żad-nych tabsolutnie dowodów na to by ktokolwiek z rodziny carskiej ocalał podczas ma-sakry w dniu 17 lipca 19111 roku Nie ulega najmniej-szej wątpliwości iż wszyscy zostali wymordowani przez czekistów ciała ich następnie spalono i prochy wrzucone do szybu starej kopalni Osobę Anderson uważa za historycz-kę ii znakomitą aktorkę jakiej do tej pory rzeczywiście nie udało 'się spotkać Obrońca Andersen zbił to twierdzenia i zwrócił się do sądu by w końcu po tylu la tach czekania zwrócił niesz &s$r-- 5 Queen St — "łT Jl iłisaswffi! Foto — Globe and Mail pt z lat częśliwej właścicielce' praw-nie należące sic jej pienią-dze — depozyt jej ojca Zda-niem adwokata klientka jego jest cudownie o-- calalą z rzezi A-nasta- zją co zostało' udowod nione wiele rajy przez świad-ków którzy ją rozpoznali 1 co nie zostało nie wiadomo 'dla-czego uznane przez poprzed- - nic Wyrok w tej ciekawej' spra-wie oczekiwany jest już w Dr W SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym r porozumionlem Tel LE M250 129 Grenadier Rd (drugi dom od ltonccvUcs) S BR OD 274 Avo (przy Tel LE 2-54- 93 od 10 rano do 8 wlecz W soboty od 10 rano do 4 1 po pol B2-- W JWAĆ6h&&A9#rfMłi B LongjcllowByła papierosa'bbolć Dentyści Okuliści OKULISTKA BUKOWSKA BEJNAR Roncotvallet Gcoffrey) codziennie jmPimrnmplwwmPwxmmmW'mxt'i'fi'nirmvipwjimmmfmięj Naśladujcie ODWIEDŹCIE BANK JESZCZE WIECZOREM Spókolnle wygodnie nie przerywane swego lunch'u lub ipleiiae w godzinach nasilenia ruchu W godzinach wieczornych we wizystklch naszych 74 oddziałach znadzlecle obsługę bankowa tak ak podczas dnia Jest to przeciął tak praktyczne jak nasza nowa kolei podziemna Korzystalcle więc sami I pozwólcie rodzinie wykorzystać łt dodatkowe godziny kizdego wieczoru od poniedziałku do piątku Pa-inletal- cle jesteście zawsze mile widziani THE CITY AND DISTRICT SAVINGS BANK OTWARTE CO WIECZÓR OD 7 DO 8 iTiTinmww irifliyrrrMfMirwrnHm 3aMjif&K2is@0{ DO NABYCIA W "ZWIĄZKOWCU' W LESZCZYŃSKI Ostatnia Przysługa Latarni (Wspomnienia) CENA $400 1475 Queen Sr W — Toronto 3 Onr &£ź22&m%iMm%mm DO NABYCIA W "ZWIĄZKOWCU" KALENDARZ KSIĄŻKOWY na rok 1967 "DZIENNIKA POLSKIEGO' rzeczywiście księżniczką najbliższym UX?%MitMfJ%XŹ "' $100 ' z przesyłką $110 1475 W-- sądy czasie Godziny przyjfc: frJtt&rMiiH4#-l+Ari&i-X Nas całkowita MONTREAL Cena W ANGLII -- - v Toronto '3ZQat" m li rAt mT y i1 l i m |
Tags
Comments
Post a Comment for 000012b
