000428b |
Previous | 15 of 16 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
I ROZWADOWSKI
VJ'
piso i' Łl r"rtlT VT3- - "- - —
'23 zdarzenia w mym
a- - torvm em uue- -
-
_ - j "
L yel ro!e zawsze Lts mnu ukazują
-- r dnise oia ię- -
Djptro po u ni z
ŁSa'enia w Mama mc
jt'-Aet-- 3 dziewczyny
osoiona rrr-Łzk- a jri kasztanom aiy- -
ciciino-szmara- g-
„ene o Moryiii mu- -
tvn rt cin ii
Beaj _ie~riiofiŁt"itiicViquu1—1pv rn~n--
32 zapadł] prowin- -
! lancia IC7VCT(C1P
Et iTIl i'Mr '- - —-- — -
fi „ n e ziawiary
fabawach tanecznych
'ch sukicnkacn a rę--
nocih u łącznie lyi- -
b:ie podroży dla o- -
1 przed Kurzem i
pici męskiej mia- -
al!e cpjc przyzwy- -
du tego ] itrafiła jed- -
tewa o--cn-ic
prawuzi-t:eroe-- o
świata ele- -
[T- - tez n'e inło w tym
neo u nowa sekre- -
ixeltora banku Smi- -
bla z Nowego Jorku
I otocz ma oyia w
:or tanecny w lokalu
r llCZIiWIl giuiiciu
li Ubrana w długa
Suknie u leczorową bez
ozdób długimi się- -
U 2Z UO 10KLI UiaiYllll
ikami bla doprawdy
Scnnjm zjawiskiem w
nLśim z ma wszyscy
Harn Wnglit wła- -
jirapteki Johny Ovens rp Jack Higęins poeta
ondent prasowy Bob
djuoda straży wie- -
mistcr Smith dyrek- -
tof''J ' jeJ S7cf Gdy przy"
Tmtoi K01LJ ' ouy puwu- -
men oojęciacn jej
ciało stało się dla
zecza zupełnie jasną
bj tlko chciała bez
mogłaby ująć w swą
:na dton spoczywają- -
mjm ramieniu moje
ste w piersi serce i
nim wszystko co tyl- -
lapragnela
pochodziła ze starej
Grajow z których
j3k naieżało wierzyć
e przbł z Wielkie i
na grunt amerykań- -
pokładzie słynnego ża
ptury
ift Kvr] 7' r i "Mjm- y-u
glowca "Mayflower" wiozące-go
pierwszych osadników eu- ropejskich Była to rodzina
pełna temperamentu i fanta-zji:
dziadek Nelly awanturo- wał się na Dzikim Zachodzie
i zginąi w ]alaejs bojce z In- dianami na pograniczu ojciec
tresował lwy w cyrku aż rin
chwili gdy jeden z jego pu- pilów nie rozdarł go na strzę-py
matka występowała w
tymże cyrku 'jako woltyżerka
Drai reiuamowy skoczek spa- dochronowy zginął w wypad- ku gdy jego spadochron o-two- rzył się przy skoku o ćwierć sekundy za późno Po-zostawiona
sama sobie Nelly
musiała opuścić Nowy Jork "i
przyjąć ofiarowana sobie no- -
sadę sekretarki mr Smitha
d rektora "Provincial Bank
of Vallev"
Mr Smith zdążył już wielo
krotnie opowiedzieć znaio--
mym iż Nelly jest prawdzi-wym
wzorem urzędniczki my
zaś wszyscy — męska mło-dzież
Valley doszliśmy do
zgodnego przekonania że
wartoby w końcu zacząć my- śleć poważnie o przyszłości
otwierając sobie konto oszczę-dnościowe
w "Provincial Bank
of Valley" Że był to zwykły
pretekst dla częstego widywa-nia
miss Nelly — żaden z nas
nie przyznałby się za nic w
świecie
Johny Ovens rzeźbiarz i
znany uwodziciel na terenie
miasteczka chciał koniecznie
w j konać w marmurze jej po-piersie
ale wymówiła się bra-kiem
czasu na pozowanie 0- -
vens czuł sie tym nieco dot
knięty: rzeźbił już wiele po-staci
niewiast z Valley i był
bardzo przez płeć piękną lu-biany
że na skutek tego mie-wał
sporo nieprzyjemności ze
strony różnych narzeczonych
i mężów modelek — to już
całkiem inna nie należąca ani
do rzeźbiarstwa ani do tema-tu
historia
Ovens był moim dobrym
przyjacielem i spotykaliśmy
się często
— Dlaczego nie żenisz się z
Nelly? — zagadnął mnie któ-regoś
wieczoru w barze stare-go
Wilkinsa — Przecież jej
się podobasz Nie trudno to
zauważyć
Odsunąłem nieco kufel z pi-wem
i spojrzałem na niego
— Dlaczego? To jest zupeł
Przygoda
w w
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone
Ijubi ludzi jak pan bo się ich nie
Siat pełen jest takiego łajna jak pań- -
ccie wiadomo łaino do łajna cia
łko nie obrażaj się pan nie w tym
agnał się pospiesznie i odłożył pa- -
rJzecz w tym że taki człowiek nie- -
pk ta biała lelija który ze strachu
i i innjm zyc nie dał taki czło- -
wwadam jest nam potrzebny i be- -
naszej roboty pożyteczny Bo ma
i 7 HPM vi lrl£łS n ftrt nil-- f
ttamHr- - § — iui £)i„_:iu i-UiUiiiiL: 'bi j„Jmi o: nA 5 Pan nrtT Mn łr iDttoćmu mv i
P robota powiem krótko: my zna-Cedsiębiorst- wo
A jaka robota u nas
Wpty można tylko wiedzieć że to nie
¥ dla grzecznych dzieci: pan się
S5ZC7P nm ni~ l n 4 „—„
BfJ chorobie do wszvstkieeo nan be--
°lnv tak lak Artur Oskar czv Jola BPrtPrrfcisPłraszmbteaezracdznrdaezorewmibsyy7cpwmtwoa!airipraiaatńóteswkmiepotsrzzznceazbęaścpisaeinę Wpi-mmiM-u-- n —
Wy1)' pana te majaki te pańskie zmo-Pelusza-eh
na ulicy zadziobały Dla Prrcjasna egJuoż piontenraensuu wmiudzsęi sżięe npaann
Ffciał Dobra jest — im wcześniej f
Jl5le: Antfini irranmn irniniM lll"
3 zupełnie co innego niż tamten Szsł Zrozumiał rzecz olśniewająco
gzarazem Jak zwykle rzeczv pro-jwniaja- cą
wszystko: to Ryszard wła-- m
lriatern- - JeS° pozorny porządek
'-uiiceK-wencja
Dyry przecież tej
co u Artura czy Oskara Dy--
1 Meczowa nio ™-- J ♦: „ „o E? Prostu wejść z nim w pertrakta--
P?WC lenn ' r„ — wujuu5c i za wszeiKą cenę
chwilę wydostać się z tego 1 POtem' Uciel-a- A --joinziń cio nnH
„r mincjt wyjechać Cokolwiek aby
?aJprędzej wyzwolić się spod
yp!r0b}3kanych z ich kręgu dzia--
oczywisty: tylko
°aCla OSiajTnio fnć -- r 4irm mlmrĄn
u ""a-- nnoiwea ksiwp owją oiosio---b„owość podczas ł~ nn
k Lcym równouprawnieniem
-- tva mgnv rlP" rvcrra i ahciir
0 1 nafVfłim!i-- f K „ninUnil
&pu_
' T
nie proste: w moim położeniu
mogę jedynie ożenić sie z ko-bietą
która nie boi się cięż- kiej pracy która potrafi żvć
wicej niż oszczędnie Prócz
tego odebrałem 'właśnie list
oDaetrmoietgo bwymuja prfzaybjreyckhaanłtadoz
niego na parę lat na praktykę
i bym nauczył się jak należy
robić pieniądze
Ovens wzruszył lekceważą-co
ramionami
— Pieniądze pieniądze!
Nikt o niczym innym nie do-- trafi ani mówić ani myśleć
Bądź pewny mój stary że
iwny uęazie umiała i praco
wać i oszczędzać gdy dostanie
za męża człowieka K-tńrpc-m
kocha
Zamówił dwie podwójne
whisky Gdy wypiliśmy pod-jął
na nowo wątek rozmowy
— Nie mam pojęcia czy ko-chasz
Nelly czy nie i' nie
mam zamiaru pytać cie o t e
prywatne sprawy Jeśli jed-nak
tak jest uważaj byś cza
sem nie żałował po niewczasie
tego zwlekania
— Nie wiem co masz na
myśli mówiąc to John?
— Bardzo proste: ktoś mo
że cię ubiec
— Kto taki u diabła? —
zaniepokoiłem się
Ovens uśmiechnął się
— Znajdzie sie taki nie
I obawiaj się Higgins pisze do
niej codziennie płomienne
wiersze Larsen wzdycha od
rana do wieczora i dręczy
więcej niż zwykle biednych
więźniów Wright wybiera się
do Chicago by kupić sobie
samochód którym chce ją
wozić na spacery a 'i sam dy-rektor
Smith robi do niej co-raz
słodsze oczy
— No dobrze ale przecież
Smith jest starszy od niej o
dobrych kilkanaście lat i jest
w dodatku żonaty — wtrąci-łem
dość zdenerwowanym to-nem
— Owszem- - to się zgadza
Tylko nie zapominaj o tym
że jego żona jest ciężko chora
na raka i lekarze nie wróżą
jej długiego życia I czy myś
lisz że bez znaczenia jest fakt
iż Smith jeździ "Cadillac'iem"
ma wspaniałą willę pełną
drogich mebli dywanów i
obrazów że ma liczną służbę
i "zarabia taką masę pienię-dzy?
W dniu w którym odbył się
Stefan Kisielewski
arszawie
Zezowaty przyglądał mu się z zaintere-sowaniem
— A więc widzę że zaczynasz pan my-śleć
realnie — powiedział z pewną dozą
ukrytej ironii — No i co podpiszemy kon-trakt?
Bo ze mną to trzeba podpisać kon-trakt
tak jak z diabłem o duszę
Antoni udawał wahanie
Jakżeż mam podpisywać kontrakt
kiedy w ogóle nie wiem o co chodzi —
wymruczał frasobliwie
— Dowiesz się pan wszystkiego się pan
dowiesz w odpowiedniej chwili Tylko
przedtem musimy sprawdzić żeś pan już
nasz
— Sprawdzić? W jaki sposób?
— Są sposoby nie bój się pan jest
ich dużo Są na to ludzie uczeni są książ-ki:
o wariatach całe tomy napisano
— Więc pan sadzi naprawdę że ja
— Co tu sądzić? Jakem tylko na pana
spojrzał pierwszy raz już wiedziałem żeś
pan wariat I zawsze pan był: nosił to pan
w sobie od dziecka Ja mam na te rzeczy
0]:0 —pracuje się w tej branży nie rok i
nie dwa
Antoni nie wiedział jak przejść do rze-czy
Wybrał wTeszcie drogę najprostszą
— No to teraz możecie mnie na trochę
wypuścić z domu — powiedział niby lekko
ale z wewnętrznym drżeniem
Ryszard zmarszczył brwi
— Co żebyś pan nam prysnął? — W
głosie jego była groźba
— Ależ skąd ja
— No no nie trajluj pan Pryskać
zresztą nie masz pan dokąd: mipszkanie
puste w zakładzie pracy załatwiliśmy A
milicja też już przez nas uprzedzona Przy-skrzyn- ia
pana i odeślą do Tworek do izo-latki
Wariatowi nikt nie uwierzy — choć-by
i mówił prawdę A pan przy tym prawdy
nip nmrie tvlko jakieś głupstwa o stra
chach na ulicy Nigdy pan już wtedy
wariactwa nie wyjdzie — z nami się
z
me
wygrywa
Antoni starał się wzbudzić w sobie zdol-ności
aktorskie
— Nie o to chodzi — powiedział płaczli-„-i- e
— Ja muszę pójść do dentysty Zęby
mi pań wybił dziąsła ropieją Przecież tak
nie można
Twarz Zezowatego znów przez chwilę
Tryrażała ubawienie
# _ — Zęby pana bolą? Toć przecież z Ar-tura
dobry dentysta — usunie panu co
trzeba Albo i Oskar swoim młotkiem
Uznał to widać za dobry dowcip bo
s&jsssisim ifli iv TZWlAZKOErlLTSTOPAD(M
bal jesienny Nelly zjawiła się
na nim w swej czarnej obci-słej
sukni i w swych długich
białych rękawiczkach Wyjąt-kowo
miałem w portfelu wię-cej
niż zwykle pieniędzy (nie-samowicie
szła mi poprzednie-go
wieczoru karta przy poke-rze!)
i kilkakrotnie odwiedzi-liśmy
z nią bufet Gdy tańczy-liśmy
(a tańczyliśmy z sobą
bardzo często) jej smukła re--
Ka w Diatei rękawiczce spoczy
wała na mym ramieniu Spo
strzegłem wówczas iż rękawi
czki jej me są właściwie bia
łe: miały lekki odcień kremo-wy
i byty ozdobione wzdłuż
palców delikatnym złotym
haftem
Opuściliśmy lokal nad ra-nem
Zaproponowałem jej
spacer nad rzeką Zgodziła
się chętnie Ująłem ją pod
ramię i wolno szliśmy długim
prostym bulwarem nad wodą
z której wstawały zwiewne
poranne tumany mgły cze
piające się żelaznej balustra
ay i w lerzcnotkow pogrążo
nych jeszcze w półmroku
drzew
W pew nym momencie przy
stanąłem i spojrzałem w jej
prześliczne szmaragdowe o-c- zy
— Kocham cię Nelly Po-wiedz
chcesz zostać moją żo-ną?
— spytałem
Długie jej ramiona otoczyły
moją szyję Jakże miękkie i
soczyste bjły jej wargi jakim
cudownym aromatem pach-niały
jej wspaniałe kasztano-wate
włosy!
— Och Bob jak bardzo bym
tego pragnęła
— Zastanów się jednak do-brze
kochanie Wiedz o tym
bo kłamać nie chcę że nie
jestem żadnym bogaczem i że
pierwsze nasze wspólne lata
mogą być nieraz ciężkie
Roześmiała się
— A ty wiedz o tym kocha-ny
że ja nigdy nie miałam
lekkiego życia i znam aż na
zbyt dobrze co to są troski
codziennego dnia To nie no
wość dla mnie i wcale mnie
to nie przeraża Będę 'miała
ciebie a to przecież jest naj
ważniejsze
Następnego ranka pojecha
łem do Rimsby Załatwiłem
tam kilka spraw i kupiłem
za sporą stosunkowo sumę za-ręczynowy
pierścionek dla
Nelly Pierścionek ze szma
ragdem koloru jej oczu chód
w gruncie rzeczy należałoby
może wpierw spłacić krawca
i kilku innych wierzycieli
którzy czekali na pieniądze od
aosc długiego juz czasu
Gdy wróciłem do Valley by-ł- o
już późno Za późno bv
odwiedzić Nelly za wcześnie
jednak by iść spać W oknie
mieszkania Oyensa świeciło
jeszcze Bez namysłu za- -
FUKatem do drzwi John sam
mi otworzył i zaprowadził do
stołowego pokoju
—Chodź — powiedział —
Zjemy razem kolację Praco
wałem dziś jak Murzyn Właś
_~ — nie przed i im ii'i wyszła ode
T slowa- - zmmnaiechamnyo!delka jestem Nnclicaiecmhciałem o nią
Przyjrzałem mu się uważ-nie
Wyglądał nie tyle na zmę-czonego
ile na podnieconego
Włosy miał zwiclirzone ciem--
rumieńce na policzkach fhrvk -- mi niu-n- w gRięncedomkuieliszków gdy nalewał się Nelly
— rzeźbisz teraz? —
spytałem
— Tajemnica — uśmiech
nął się — Zastrzegła to sobie
moja modelka nie chcąc by
jej uKocnany dowiedział się
o tym
Roześmiałem się głośno
— Romantyczna rzeczywiś-cie
historia Rzeźbiarz i pięk-na
kobieta Sądzę a właściwie
jestem pewny znając cię że
flirtujesz z nią w międzycza-sie
potęgę
— Przede wszystkim rzeź-bię
— przerwał mi — Zro
zum Bob ze sztuka jest dla
mnie najważniejsza a nie
mam tu w tej prowincjonalnej
dziurze żadnych odpowied
nich modeli No oczywiście
— wzruszył ramionami — gdy
piękna pani ma ochotę poflir-towa- ć
Nie jestem przecież
źle wychowanym człowiekiem
znasz mnie ostatecznie i nie
potrzebuję ci tego tłumaczyć
Wstał z krzesła i wyszedł
do pracowni by przynieść po-zostawione
tam papierosy Zo-stawił
drzwi otwarte Na-wpro-st
nich stała mała sofka
na niej zaś — leżała para
długich kremowych rękawi-czek
ze złotym haftem wzdłuż
każdego palca
Zerwałem się z krzesła i
mm John zdążył zamknąć za
sobą drzwi od pracowni byłem
już przy nim W ostatniej
chwili zdołał odbić cios mej
pięści
— Bob idioto posłuchaj
zaraz ci wszystko --wytłuma
Nie skończył Błyskawicz-nym
sierpowym zwaliłem go
twarz wykrzywiła mu się jeszcze bardziej
Antoni poczuł rozpacz
— Ależ ja nie mogę siedzieć tu w zam-knięciu
— krzykną prawie — Przecież to
można
— Można zwariować chcesz pan po-wiedzieć
— wpadł mu w słowo Zezowaty
— I słusznie pan chcesz powiedzieć — o
to waśnie nie o co innego chodzi po to
się tu siedzi Ha ha!
Nagle spoważniał i przyjrzał się Anto-niemu
jak by go dopiero co zobaczył
— I dokąd jeszcze chce pan pójść na
ten przykład? — spytał łagodnie
— Choćby w niedzielę do kościoła —
Antoni poczuł przypływ lekkiej bardzo
lekkiej nadziei
Ryszard namyślał się dłuższą chwilę
— Wie pan panie doktorze — po-wiedział
wreszcie poważnie — chcę panu
dogodzić bo widzę żeś pan i tak nasz
Do kościoła pana nie puścimy — za dużo
tam ruchu jeszcze by się panu niedobrze
zrobiło albo co Ale możesz pan w nie-dzielę
pójść do kina Jest tu niedaleko
na kino "Lotnik" fajne nawet
kino Pójdziesz pan z Arturem
— Ależ ja nie chcę z Arturem Ja chcę
właśnie odpocząć — głos Antoniego miał
barwę rozpaczy
— Odpocząć?! Dobra W takim wypad-ku
Artur pana tylko odprowadzi a w ki-nie
będziesz pan sam Co ja dla pana nie
zrobię niech skonam na miejscu! Zado-wolon- yś
pan teraz?
Antoni myślą intensywnie ale czuł już
że więcej się nie utarguje a nie należało
tamtego drażnić
— Dziękuję panu — powiedział ukła-dnie
— Widzisz pan: ze mną jak z dzieckiem
— dopóki tylko nie chce mnie ktoś wy-kołow- ać
Nie bój się pan nic: dam zarzą-dzenie
Arturowi w kinie pan sobie od-pocznie
a o naszym kontrakcie gadać bę-dziemy
od poniedziałku Więc umowa stoi?
— Stoi — rzekł Antoni i z dreszczem
uścisnął podaną sobie rękę Był to dreszcz
nader złożony: dreszcz odrazy fałszu nie-pewności
ale także i dreszcz — nadziei
CO SIC ZDARZYŁO W KINIE I PÓŹNIEJ
Zezowaty dotrzymał słowa W niedzielę
rano Artur zawiadomił Antoniego — a zro-bił
to z niezwykłą u niego uprzejmością
— że idzie kupić dla "pana doktora" bilet
do kina "Lotnik" godzinę szóstą po
południu Rzeczywiście za chwilę pojawił
się w palcie i kapeluszu zasalutował z kor-dialnym
wtccz humorem i opuścił dom o
czym świadczył choćby dolatujący z dołu
zgrzyt otwieranej i trzask zamykanej bra-my
Antoni przeżywał uczucia bardzo powi-kłane
na przemian nadziei i rezygnacji
Miał pójść z Arturem ale w kinie obiecano
mu pnraeamotn&scr-b2i-=232r- 3j
się
Co
ucieczki? Na pewno będą go pilno-wać
nie dadzą mu chwili spokoju — znał
już tych ludzi dobrze jednak? Sama
perspektywa opuszczenia choćby na parę
godzin tego domu była emocjonująca do
5fi4misspssM2B
na podłogę Runą! obok sofki {spokojnego stawu spływały
na której spoczywały dwie
białe rękawiczki ze złotym
haftem na każdym palcu
Następnego dnia wieczorem
byłom już w Detroit Wui
przyjął mnie serdecznie i za- ofiarował doić dobre stano-wisko
w jednej ze swych fa-bryk
Praca szła mi doskonale
wieczory jednak wypełnione
wspomnieniami tego co wy- darzyło się w Valley były dla
mnie nad wyraz ciężkie i bo
lesne Od czasu do czasu o- -
trzymywałem listy od znajo
mych z Yalley Na temat Nel
ly nie pisali mi jednak ani
Ależ iac nxmmn{rr
wszystkim Nie mogłem jed-nak
W długi długi czas po tym
gdy byłem już od dawna dy--
reKtorem jednej z naiwiek
ne Is7wh
drżały niespodziewanie na
na
co
Ochocie
na
okazja
A
na Grand Avenue w Detroit
Tak to była ona Wysmukła
sylwetka w kosztownym min-kowy- m futrze w zgrabnym
kapelusiku spod którego wy-suwały
się loki przepysznych
kasztanowatych włosów Cie-mno-szmaragdo-we
jej oczy
lśniły zupełnie tak samo jak
kiedyś jakże dawno już w
Valley
Ruchem ręki odprawiła szo
fera wspaniałego "Lincolna"
z którego przed chwilą wysia-dła
i podeszła do mnie
— Bob! — zawołała — Bob
to przecież ty nikt inny! Ileż
to lat już minęło gdy tak na-gle
opuściłeś Valley i mnie?
Kiedyż to było? Dziesięć łat
temu co najmnitj prawda?
— Dwanaście — szepnąłem
bezdźwięcznym głosem
Ujęła mnie pod ramię
— Chodź — rzekła —
Przejdziemy się trochę po par-ku
1 porozmawiamy o starych
czasach w Valley Myślę też
ze należy mi się pewne wy-jaśnienie
z tej strony na te-mat
tego co zaszło między na-mi
co kazało mt rzucić ci
mnie rwą narzeczoną bez je-dnego
słowa wyjaśnienia i o
czym nie mam do dziś naj
mniejszego pojęcia
Pomiędzy starymi drzewa-mi
parku włóczyła się mgła
Jesienna mgła taka sama jak
wówczas przed dwunastu laty
w Vallcy gdy spacerowaliś-my
wraz z Nelly po bulwarze
nad rzeką po balu Jak wów-czas
w ów ranek gdy powie-działem
jej że ją kocham igdy
zgodziła się zostać moją żo-ną
Na matową powierzchnię
szaleństwa Antoni dygotał z podniecenia
Dygotał tym silniej im wolniej wlokły
się zdążające ku wieczorowi godziny Obo-jętność
i rozciągliwość czasu to rzeczy
nie do wytrzymania
I wreszcie szli już do owego kina Mo-ment
wyjścia na drogę okazał się wstrzą-sem
nie byle jakim: Antoni zachłysnął się
niemal pachnącym wiosennym powietrzem
Tak to była już wiosna Na próżno pró-bował
przypomnieć sobie dokładnie datę
— w domu gdzie mieszkał tyle dni tygod-ni
i miesięcy żadnych kalendarzy nie by-ło
a czas płynął tam nieuchwytnie I bez
znaczenia W każdym razie jest już co naj-mniej
koniec marca — wskazuje na to dłu-gi
dzień ciepło zapach powietrza pączki
na nielicznych tutaj drzewkach chóralny
"pisk ptaków Niebo błękitniało i szarzało
a w piersi Antoniego podnosiło się coś jak
rodzące się spazmatycznie łkanie
Wyszli na szosę skąd widać było szarze-jące
w oddali przedmieścia Warszawy An-toni
czuł osłabienie jak po długiej choro
bie: nogi miał miękkie po prostu z gumy
zawrót głowy zaburzenia równowagi Ar-tur
wziął go lekko pod rękę — dotknięcie
jego było obrzydłe Antoni próbował się
uwolnić lecz tamten trzymał mocno i ga- dał swoim cichym szybkim nie zostawia-jącym
miejsca na sprzeciw głosem
— Tak panie doktorze ja to znam ja
wszystko znam Jak człowiek wyjdzie pier-wszy
raz na takie powietrze to go rozbie-ra
jak by się dobrej wódki napił Wolność
pachnie ja to wiem — Artur wszystko
to przeszedł choćbyś się pan po nim ni-czego
nie spodziewał Tylko że wolność
wiesz pan
Tu przerwał na chwilę puścił rękę An-toniego
poprawił sobie szalik nacisnął na
oczy kapelusz i znów ujął niechętne ramię
swego rozmówcy Czerwone światełko z po-jawiającej
się jakby nagle wieży Pałacu
Kultury zamrugało do nich w oddali na
ciemniejącym niebie
— Wolność to jest taka rzecz z
której trzeba umieć korzystać Ctv pan
tojuż umie — tego my na razie nie wiemy
Powietrze wiosna kino — to jeszcze nie
jest wolność To tylka taka przekąska pod
wódeczkę rozumiesz pan? Dzisiejsze kino
to jest pierwsza próba — jak pan wróci
pogadamy dalej Eo pan wróci Nie ma pan
już innego domu jak nasz Ha ha ha!
Gadanie jego okropnie denerwowało
Antoniego: ileż by dał aby móc pozbyć
się tego monotonnego natrętnego dyszkan-tu
nad uchem i móc samemu przeżyć swój
pierwszy kontakt ze światem Szczęściem
na lewo od szosy objawił się wreszcie mały
murowany budyneczek czyli po prostu wła-śnie
kino "Lotnik"
— Badylarskie kino — mruknął niechę-tnie
Artur spluwając lekko
r_Bądylarskie?! — Było to pierwsze
słowo jakie Antoni wypowiedział po wyj-ściu
z domu Głos własny wydał mu się
teraz bardzo dziwny — ulatywał gdzieś w
powietrze znikał i wsiąkał w opływającą
ich przestrzeń '
Mi _2JZ_-I_- :' -- Jr vrewyvŁfi'r5~łJr£5v#ŁPł" 0)tf3r%
V --W- - [ Tł ~ v--
rfl — --m "- - - 4(- - UMUUKit — ~A~wn rffo
bezszelestnie z drzew rdzawe
i żółte liście pomiędzy który-mi
wolno i majestatycznie po
ruszały się śnieżnopióre łabę-dzie
— Dlaczego wyjechałeś'
wówczas tak nagle i bez sło-wa
pożegnania Bob? Dlaczego
zostawiłeś mnie taką samotną
nez jednego słowa wyjaśrue-- na? Dlaczego? Powiedz!
— Twoje rękawiczki —
wyjąkałem
Spojrzała na mnie z bez-granicznym
zdumieniem
— Rękawiczki?
— Te twoje drugie białe
ze złotym haftem na każdym
palcu Widziałem je u Oyen-sa
i zrozumiałem wszystko
Roześmiała się Napozór
beztrosko wyraźnie jednak
brzmiała w tym śmiechu go-rycz
— Moje rękawiczki? U 0- -
yensa? To doprawdy tragiko
miczne nieporozumienie
Ująłem w rękę jej dłoń o
długich wysmukłych palcach
Starając się opanować wzbu-rzenie
opowiedziałem jej do
kładnie wszystko co wówczas
się wydarzyło Nie śmiała się
więcej Słuchała w milczeniu
mych bezładnych słów pa-trząc
na ziemię na zeschło
liście zaścielające obficie
ścieżkę
— Bob — rzekła wolno
gdy skończyłem — Och Bob!
A wiec wiedz o tym że ia
nie byłam nigdy u Ovensa
żona dyrektora Smitha bied
na Florence która była chora
na raka i która nie żyje już
od jedenastu lat zamówiła u
Johna swą rzeźbę która
chciała zostawić mężowi jako
pamiątkę po sobie Moje rę-kawiczki
były dla niej szczy-tem
elegancji z dalekiego
szerokiego świata Poty mnie
prosiła aż w końcu uległam
i pożyczyłam je biednej Flo-rence
Zostawiła jo wówczas
u Ovensa Zapomniała po pro-stu
Rzeźbę jej możesz w każ
dej chwili zobaczyć w Valley
John dostał nawet za nią ja-kąś
nagrodę na wystawie sztu
ki
Milczałem ogłuszony 1 zdru
zgotany Cóż mogłem na ło
odpowiedzieć? Patrzyłem na
Nelly czułem ze winicnem
jej kilka zdań przeproszenia
ale żadne słowo nie chciało
przecisnąć się przez ściśnięte
gardło W głowo wichrzyła
dałórń
listopadowy 143 nr mie-sięcznika
Młodzieży Związko-wej
otwiera przegląd ostat-nio
odbytych uroczystości w
Grupach ZPwK w których
brały delegacją Gron
Młodzieży i zespół redakcyj-ny
Red Halina Moskal podaje
w nim przebieg jubileuszu 30-lec- ia
Grupy 14 ZPwK Sar-nia
15-leci- a Koła Polek w
Grimsby oraz powstanie no-wego
Grona Młodzieży przy
urupie za w uanviiie
O Centr Zarządu
Gron informuje jego prezes-ka
Ph Wielgus
Prof A P Coleman długo-letni
przyjaciel i stały współ-pracownik
miesięcznika dzie-li
się swoimi uwagami na te-mat
'zamieszczanych artyku- -
Polska Fala
Stańczykowski
Time
1410 CFMB
p_
łhima('ćisięJohnowi?ltój-2ft- -
sierpowy' Kioryzwantjgojna
podłogę obok vsof ki wymie-rzony
był niestety q"ułamek
sekundy za' wcześnie" a dziś"
jest już o dwanaście lat za-późn- o„
jc
Nelly spoglądała w mi!cze-- o
niu na nieruchomą sta-o- a
wu otbs
— Przepłakałam długie c
długie- - noce Bob — rzekła
cicho — Nie rozumiałam nief1"
dlaczego spotkała mnie taklf1'
krzywda Z czasem ból minął1'
ale wszystkiego zapomnieć
nie mogłam 1 nie zapomnę?6
nigdy Czekałam na pó
wrót na jakieś bodajże jednb"
słowo wyjaśnienia Nie doczoi ' --
kałam się życie jest jednak
życiem nieprawdaż Bob? Odti
dziesięciu lat jestem --
1 matką dwojga dzieci ~
— Wyszłaś za mąż za Ovcn -
sa czy za Higginsa tego
tę który pisał wiersze dla cie-j- i
bie? j
— O nie! Za żadnego z' '
mniAwt i Mmturt fviulmwainiuliiini itii1uiiiiiivA orutyi1
na całe życie z człowiekiem Nr- -
nie potrafiącym trzeźwo pa trzeć na życie l nic umieją- - lt '
cym solidnie pracować To nic
byu tacy ludzie jak ty uoo
Wyszłam za mąż za dyrektora „ Smitha w rok po śmierci jego
Nie mogę skarżyć się
na mój los Nie kocham goiu
tak jak kochałam ciebie ale
jest ml z nim dobrze i potra-- )
fię ocenić w pełni jego uczuw
cie którym otacza mnie natq
każdym kroku Wiedz Jeż że"
choć minęło tyle lat od nasze-'- J
go rozstania nio przestałam
cię kochać ani na moment""!
Bob Teraz już wszystko to co'l
się stało nio jest ważne ale
chyba zdajesz sobie sprawę "ż"
tego Bob że jednak wyrzą-dziłeś
ml wielką bolesną Vf
doprawdy niezasłużoną ni-czym
krzywdę If'
Pożegnaliśmy się milczę- - (
nlu Dhlgo patrzyłem na od-dalaia- ca
sic i malejącą pert
spektywie alei smukłą postach
Nelly Zdawałem sobie spra-(- "
wę z togo ie pewnie nie zout
baczymy sc już nigdy w żyw
cłu Wiedziałem ie wszystkojf
co pozostanie ml po niej tóV'
wspomnienie jej postaci jćj'~
czarnej długiej sukni l kró-j- j
mowych rękawiczek ze złotym
haftem wzdłuż każdego palf'j
ca jtwi I paląca jak rozpalone 7e-- f
lazo świadomość potwornej M
krzywdy Którą wyrządziłem
mi sicuporczywa_royśl:( dla- - jedynej w jmyniżyclu „nars
czego wówczas nie wy-- 1 prawdę kochanej kobiecie
MIESIĘCZNIK "JAK TAM IDZIE'
u-dz- iał
w
pracach
tafię
twój
'poej
żony
w
w
łów wyraża zadowolenie z u- -
działu członków Gron 'Mtor
dzieży w pracy społecznej i'
kulturalnej oraz odpowiadaj
na przesłane mu pytania njij
tematy historyczne
W dziale artykułów Janlrią
Szala w dobrze opracować
nym szkicu "Kanada w czaśie
panowania Ludwika XIV jć4
go rządy i konflikty" daje
ciekawą porcję faktów liistti
rycznych s
Kronika organizacyjna póX
szczególnych Gron nowinki'
personalne humor 1 zapowie''
dzi najbliższych imprez roz- -
rywkowych uzupełniają treść
W sprawach prenumerat'
należy zgłaszać się: Jak tam t?in Piihtlnnfinn 17 ' " ev"en"th M_ r-e- ct —N"e"w T_orvonr
to (Toronto 14) Ont
POLSKIE PROGRAMY RADIOWE
Polski Proarim Radiowy Syrena
"Warszawski Koncert" 1430 CKFH kaitłei soboty 12—1 pp(
29 Humberercrt BIvd Toronto J Ort KO 8175 (po C-t- cJ 1B 1-24- S1
Knnrtiri Murvlfi t?orrvwVowsl
Jerzyi Danuta Wańtuch 1270 WHLD niedziela 10— 1115rano I
Adrt: S3 PrUcoe Av„ BufUo 11 NY — Tcl TX £0037 f
Polonia KorVnty 1270 WHLD codziennie 1—215 pop
7C1 nilmore Ave - Buffalo 13 NY — Tcl TX 2-42- 67
41
1:
PolkaParły -- s
Stanisław Jasiński 1300 WMMJ codziennie 405— 5 JO pop 0
w niedziele 12J0 —5JO pop w sobory 11 —2 pop {
318 Mln SL - Bufftlo 3 NY Ttl MO 1200
J K
Polka
sobory 2—4 'popi
2015 Drummond SL Montretlj Que — Tel R45-gl- M
Leon WiiyucicKhotowioskmi uc1u05-0samCiJIsCte Mint unśrtod-atc7l—8 wieciorij: 3-ii- zi "Biały Orzeł- "- Towarzystwo Biały Orzeł VJ
Tadeusz Psollński kier CFCL niedziela S—Ł wiecz4l
17 Mapie N Tlmmlnł Ont — Tel 264-3G- 64 i%
Głos Polonii
mężatką
"h
KPK Okr Sudbury 900 CHNO niedziela TdodH
T CAŁECKI 291 Alblnson St Sudbury Ont" V
Wieczorni Melodia V
Ł Wozniak 1410 CFMB pontedŁ pitf lOiŁlOJOw1 wi eaose nauce - jnonirełd yue — TeL vj Z-fp- I4 _
X-- !
ii
W
- %
r
feol
vtl
B ł
1
u
mI
immi
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, November 30, 1966 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1966-11-30 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000349 |
Description
| Title | 000428b |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | I ROZWADOWSKI VJ' piso i' Łl r"rtlT VT3- - "- - — '23 zdarzenia w mym a- - torvm em uue- - - _ - j " L yel ro!e zawsze Lts mnu ukazują -- r dnise oia ię- - Djptro po u ni z ŁSa'enia w Mama mc jt'-Aet-- 3 dziewczyny osoiona rrr-Łzk- a jri kasztanom aiy- - ciciino-szmara- g- „ene o Moryiii mu- - tvn rt cin ii Beaj _ie~riiofiŁt"itiicViquu1—1pv rn~n-- 32 zapadł] prowin- - ! lancia IC7VCT(C1P Et iTIl i'Mr '- - —-- — - fi „ n e ziawiary fabawach tanecznych 'ch sukicnkacn a rę-- nocih u łącznie lyi- - b:ie podroży dla o- - 1 przed Kurzem i pici męskiej mia- - al!e cpjc przyzwy- - du tego ] itrafiła jed- - tewa o--cn-ic prawuzi-t:eroe-- o świata ele- - [T- - tez n'e inło w tym neo u nowa sekre- - ixeltora banku Smi- - bla z Nowego Jorku I otocz ma oyia w :or tanecny w lokalu r llCZIiWIl giuiiciu li Ubrana w długa Suknie u leczorową bez ozdób długimi się- - U 2Z UO 10KLI UiaiYllll ikami bla doprawdy Scnnjm zjawiskiem w nLśim z ma wszyscy Harn Wnglit wła- - jirapteki Johny Ovens rp Jack Higęins poeta ondent prasowy Bob djuoda straży wie- - mistcr Smith dyrek- - tof''J ' jeJ S7cf Gdy przy" Tmtoi K01LJ ' ouy puwu- - men oojęciacn jej ciało stało się dla zecza zupełnie jasną bj tlko chciała bez mogłaby ująć w swą :na dton spoczywają- - mjm ramieniu moje ste w piersi serce i nim wszystko co tyl- - lapragnela pochodziła ze starej Grajow z których j3k naieżało wierzyć e przbł z Wielkie i na grunt amerykań- - pokładzie słynnego ża ptury ift Kvr] 7' r i "Mjm- y-u glowca "Mayflower" wiozące-go pierwszych osadników eu- ropejskich Była to rodzina pełna temperamentu i fanta-zji: dziadek Nelly awanturo- wał się na Dzikim Zachodzie i zginąi w ]alaejs bojce z In- dianami na pograniczu ojciec tresował lwy w cyrku aż rin chwili gdy jeden z jego pu- pilów nie rozdarł go na strzę-py matka występowała w tymże cyrku 'jako woltyżerka Drai reiuamowy skoczek spa- dochronowy zginął w wypad- ku gdy jego spadochron o-two- rzył się przy skoku o ćwierć sekundy za późno Po-zostawiona sama sobie Nelly musiała opuścić Nowy Jork "i przyjąć ofiarowana sobie no- - sadę sekretarki mr Smitha d rektora "Provincial Bank of Vallev" Mr Smith zdążył już wielo krotnie opowiedzieć znaio-- mym iż Nelly jest prawdzi-wym wzorem urzędniczki my zaś wszyscy — męska mło-dzież Valley doszliśmy do zgodnego przekonania że wartoby w końcu zacząć my- śleć poważnie o przyszłości otwierając sobie konto oszczę-dnościowe w "Provincial Bank of Valley" Że był to zwykły pretekst dla częstego widywa-nia miss Nelly — żaden z nas nie przyznałby się za nic w świecie Johny Ovens rzeźbiarz i znany uwodziciel na terenie miasteczka chciał koniecznie w j konać w marmurze jej po-piersie ale wymówiła się bra-kiem czasu na pozowanie 0- - vens czuł sie tym nieco dot knięty: rzeźbił już wiele po-staci niewiast z Valley i był bardzo przez płeć piękną lu-biany że na skutek tego mie-wał sporo nieprzyjemności ze strony różnych narzeczonych i mężów modelek — to już całkiem inna nie należąca ani do rzeźbiarstwa ani do tema-tu historia Ovens był moim dobrym przyjacielem i spotykaliśmy się często — Dlaczego nie żenisz się z Nelly? — zagadnął mnie któ-regoś wieczoru w barze stare-go Wilkinsa — Przecież jej się podobasz Nie trudno to zauważyć Odsunąłem nieco kufel z pi-wem i spojrzałem na niego — Dlaczego? To jest zupeł Przygoda w w Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone Ijubi ludzi jak pan bo się ich nie Siat pełen jest takiego łajna jak pań- - ccie wiadomo łaino do łajna cia łko nie obrażaj się pan nie w tym agnał się pospiesznie i odłożył pa- - rJzecz w tym że taki człowiek nie- - pk ta biała lelija który ze strachu i i innjm zyc nie dał taki czło- - wwadam jest nam potrzebny i be- - naszej roboty pożyteczny Bo ma i 7 HPM vi lrl£łS n ftrt nil-- f ttamHr- - § — iui £)i„_:iu i-UiUiiiiL: 'bi j„Jmi o: nA 5 Pan nrtT Mn łr iDttoćmu mv i P robota powiem krótko: my zna-Cedsiębiorst- wo A jaka robota u nas Wpty można tylko wiedzieć że to nie ¥ dla grzecznych dzieci: pan się S5ZC7P nm ni~ l n 4 „—„ BfJ chorobie do wszvstkieeo nan be-- °lnv tak lak Artur Oskar czv Jola BPrtPrrfcisPłraszmbteaezracdznrdaezorewmibsyy7cpwmtwoa!airipraiaatńóteswkmiepotsrzzznceazbęaścpisaeinę Wpi-mmiM-u-- n — Wy1)' pana te majaki te pańskie zmo-Pelusza-eh na ulicy zadziobały Dla Prrcjasna egJuoż piontenraensuu wmiudzsęi sżięe npaann Ffciał Dobra jest — im wcześniej f Jl5le: Antfini irranmn irniniM lll" 3 zupełnie co innego niż tamten Szsł Zrozumiał rzecz olśniewająco gzarazem Jak zwykle rzeczv pro-jwniaja- cą wszystko: to Ryszard wła-- m lriatern- - JeS° pozorny porządek '-uiiceK-wencja Dyry przecież tej co u Artura czy Oskara Dy-- 1 Meczowa nio ™-- J ♦: „ „o E? Prostu wejść z nim w pertrakta-- P?WC lenn ' r„ — wujuu5c i za wszeiKą cenę chwilę wydostać się z tego 1 POtem' Uciel-a- A --joinziń cio nnH „r mincjt wyjechać Cokolwiek aby ?aJprędzej wyzwolić się spod yp!r0b}3kanych z ich kręgu dzia-- oczywisty: tylko °aCla OSiajTnio fnć -- r 4irm mlmrĄn u ""a-- nnoiwea ksiwp owją oiosio---b„owość podczas ł~ nn k Lcym równouprawnieniem -- tva mgnv rlP" rvcrra i ahciir 0 1 nafVfłim!i-- f K „ninUnil &pu_ ' T nie proste: w moim położeniu mogę jedynie ożenić sie z ko-bietą która nie boi się cięż- kiej pracy która potrafi żvć wicej niż oszczędnie Prócz tego odebrałem 'właśnie list oDaetrmoietgo bwymuja prfzaybjreyckhaanłtadoz niego na parę lat na praktykę i bym nauczył się jak należy robić pieniądze Ovens wzruszył lekceważą-co ramionami — Pieniądze pieniądze! Nikt o niczym innym nie do-- trafi ani mówić ani myśleć Bądź pewny mój stary że iwny uęazie umiała i praco wać i oszczędzać gdy dostanie za męża człowieka K-tńrpc-m kocha Zamówił dwie podwójne whisky Gdy wypiliśmy pod-jął na nowo wątek rozmowy — Nie mam pojęcia czy ko-chasz Nelly czy nie i' nie mam zamiaru pytać cie o t e prywatne sprawy Jeśli jed-nak tak jest uważaj byś cza sem nie żałował po niewczasie tego zwlekania — Nie wiem co masz na myśli mówiąc to John? — Bardzo proste: ktoś mo że cię ubiec — Kto taki u diabła? — zaniepokoiłem się Ovens uśmiechnął się — Znajdzie sie taki nie I obawiaj się Higgins pisze do niej codziennie płomienne wiersze Larsen wzdycha od rana do wieczora i dręczy więcej niż zwykle biednych więźniów Wright wybiera się do Chicago by kupić sobie samochód którym chce ją wozić na spacery a 'i sam dy-rektor Smith robi do niej co-raz słodsze oczy — No dobrze ale przecież Smith jest starszy od niej o dobrych kilkanaście lat i jest w dodatku żonaty — wtrąci-łem dość zdenerwowanym to-nem — Owszem- - to się zgadza Tylko nie zapominaj o tym że jego żona jest ciężko chora na raka i lekarze nie wróżą jej długiego życia I czy myś lisz że bez znaczenia jest fakt iż Smith jeździ "Cadillac'iem" ma wspaniałą willę pełną drogich mebli dywanów i obrazów że ma liczną służbę i "zarabia taką masę pienię-dzy? W dniu w którym odbył się Stefan Kisielewski arszawie Zezowaty przyglądał mu się z zaintere-sowaniem — A więc widzę że zaczynasz pan my-śleć realnie — powiedział z pewną dozą ukrytej ironii — No i co podpiszemy kon-trakt? Bo ze mną to trzeba podpisać kon-trakt tak jak z diabłem o duszę Antoni udawał wahanie Jakżeż mam podpisywać kontrakt kiedy w ogóle nie wiem o co chodzi — wymruczał frasobliwie — Dowiesz się pan wszystkiego się pan dowiesz w odpowiedniej chwili Tylko przedtem musimy sprawdzić żeś pan już nasz — Sprawdzić? W jaki sposób? — Są sposoby nie bój się pan jest ich dużo Są na to ludzie uczeni są książ-ki: o wariatach całe tomy napisano — Więc pan sadzi naprawdę że ja — Co tu sądzić? Jakem tylko na pana spojrzał pierwszy raz już wiedziałem żeś pan wariat I zawsze pan był: nosił to pan w sobie od dziecka Ja mam na te rzeczy 0]:0 —pracuje się w tej branży nie rok i nie dwa Antoni nie wiedział jak przejść do rze-czy Wybrał wTeszcie drogę najprostszą — No to teraz możecie mnie na trochę wypuścić z domu — powiedział niby lekko ale z wewnętrznym drżeniem Ryszard zmarszczył brwi — Co żebyś pan nam prysnął? — W głosie jego była groźba — Ależ skąd ja — No no nie trajluj pan Pryskać zresztą nie masz pan dokąd: mipszkanie puste w zakładzie pracy załatwiliśmy A milicja też już przez nas uprzedzona Przy-skrzyn- ia pana i odeślą do Tworek do izo-latki Wariatowi nikt nie uwierzy — choć-by i mówił prawdę A pan przy tym prawdy nip nmrie tvlko jakieś głupstwa o stra chach na ulicy Nigdy pan już wtedy wariactwa nie wyjdzie — z nami się z me wygrywa Antoni starał się wzbudzić w sobie zdol-ności aktorskie — Nie o to chodzi — powiedział płaczli-„-i- e — Ja muszę pójść do dentysty Zęby mi pań wybił dziąsła ropieją Przecież tak nie można Twarz Zezowatego znów przez chwilę Tryrażała ubawienie # _ — Zęby pana bolą? Toć przecież z Ar-tura dobry dentysta — usunie panu co trzeba Albo i Oskar swoim młotkiem Uznał to widać za dobry dowcip bo s&jsssisim ifli iv TZWlAZKOErlLTSTOPAD(M bal jesienny Nelly zjawiła się na nim w swej czarnej obci-słej sukni i w swych długich białych rękawiczkach Wyjąt-kowo miałem w portfelu wię-cej niż zwykle pieniędzy (nie-samowicie szła mi poprzednie-go wieczoru karta przy poke-rze!) i kilkakrotnie odwiedzi-liśmy z nią bufet Gdy tańczy-liśmy (a tańczyliśmy z sobą bardzo często) jej smukła re-- Ka w Diatei rękawiczce spoczy wała na mym ramieniu Spo strzegłem wówczas iż rękawi czki jej me są właściwie bia łe: miały lekki odcień kremo-wy i byty ozdobione wzdłuż palców delikatnym złotym haftem Opuściliśmy lokal nad ra-nem Zaproponowałem jej spacer nad rzeką Zgodziła się chętnie Ująłem ją pod ramię i wolno szliśmy długim prostym bulwarem nad wodą z której wstawały zwiewne poranne tumany mgły cze piające się żelaznej balustra ay i w lerzcnotkow pogrążo nych jeszcze w półmroku drzew W pew nym momencie przy stanąłem i spojrzałem w jej prześliczne szmaragdowe o-c- zy — Kocham cię Nelly Po-wiedz chcesz zostać moją żo-ną? — spytałem Długie jej ramiona otoczyły moją szyję Jakże miękkie i soczyste bjły jej wargi jakim cudownym aromatem pach-niały jej wspaniałe kasztano-wate włosy! — Och Bob jak bardzo bym tego pragnęła — Zastanów się jednak do-brze kochanie Wiedz o tym bo kłamać nie chcę że nie jestem żadnym bogaczem i że pierwsze nasze wspólne lata mogą być nieraz ciężkie Roześmiała się — A ty wiedz o tym kocha-ny że ja nigdy nie miałam lekkiego życia i znam aż na zbyt dobrze co to są troski codziennego dnia To nie no wość dla mnie i wcale mnie to nie przeraża Będę 'miała ciebie a to przecież jest naj ważniejsze Następnego ranka pojecha łem do Rimsby Załatwiłem tam kilka spraw i kupiłem za sporą stosunkowo sumę za-ręczynowy pierścionek dla Nelly Pierścionek ze szma ragdem koloru jej oczu chód w gruncie rzeczy należałoby może wpierw spłacić krawca i kilku innych wierzycieli którzy czekali na pieniądze od aosc długiego juz czasu Gdy wróciłem do Valley by-ł- o już późno Za późno bv odwiedzić Nelly za wcześnie jednak by iść spać W oknie mieszkania Oyensa świeciło jeszcze Bez namysłu za- - FUKatem do drzwi John sam mi otworzył i zaprowadził do stołowego pokoju —Chodź — powiedział — Zjemy razem kolację Praco wałem dziś jak Murzyn Właś _~ — nie przed i im ii'i wyszła ode T slowa- - zmmnaiechamnyo!delka jestem Nnclicaiecmhciałem o nią Przyjrzałem mu się uważ-nie Wyglądał nie tyle na zmę-czonego ile na podnieconego Włosy miał zwiclirzone ciem-- rumieńce na policzkach fhrvk -- mi niu-n- w gRięncedomkuieliszków gdy nalewał się Nelly — rzeźbisz teraz? — spytałem — Tajemnica — uśmiech nął się — Zastrzegła to sobie moja modelka nie chcąc by jej uKocnany dowiedział się o tym Roześmiałem się głośno — Romantyczna rzeczywiś-cie historia Rzeźbiarz i pięk-na kobieta Sądzę a właściwie jestem pewny znając cię że flirtujesz z nią w międzycza-sie potęgę — Przede wszystkim rzeź-bię — przerwał mi — Zro zum Bob ze sztuka jest dla mnie najważniejsza a nie mam tu w tej prowincjonalnej dziurze żadnych odpowied nich modeli No oczywiście — wzruszył ramionami — gdy piękna pani ma ochotę poflir-towa- ć Nie jestem przecież źle wychowanym człowiekiem znasz mnie ostatecznie i nie potrzebuję ci tego tłumaczyć Wstał z krzesła i wyszedł do pracowni by przynieść po-zostawione tam papierosy Zo-stawił drzwi otwarte Na-wpro-st nich stała mała sofka na niej zaś — leżała para długich kremowych rękawi-czek ze złotym haftem wzdłuż każdego palca Zerwałem się z krzesła i mm John zdążył zamknąć za sobą drzwi od pracowni byłem już przy nim W ostatniej chwili zdołał odbić cios mej pięści — Bob idioto posłuchaj zaraz ci wszystko --wytłuma Nie skończył Błyskawicz-nym sierpowym zwaliłem go twarz wykrzywiła mu się jeszcze bardziej Antoni poczuł rozpacz — Ależ ja nie mogę siedzieć tu w zam-knięciu — krzykną prawie — Przecież to można — Można zwariować chcesz pan po-wiedzieć — wpadł mu w słowo Zezowaty — I słusznie pan chcesz powiedzieć — o to waśnie nie o co innego chodzi po to się tu siedzi Ha ha! Nagle spoważniał i przyjrzał się Anto-niemu jak by go dopiero co zobaczył — I dokąd jeszcze chce pan pójść na ten przykład? — spytał łagodnie — Choćby w niedzielę do kościoła — Antoni poczuł przypływ lekkiej bardzo lekkiej nadziei Ryszard namyślał się dłuższą chwilę — Wie pan panie doktorze — po-wiedział wreszcie poważnie — chcę panu dogodzić bo widzę żeś pan i tak nasz Do kościoła pana nie puścimy — za dużo tam ruchu jeszcze by się panu niedobrze zrobiło albo co Ale możesz pan w nie-dzielę pójść do kina Jest tu niedaleko na kino "Lotnik" fajne nawet kino Pójdziesz pan z Arturem — Ależ ja nie chcę z Arturem Ja chcę właśnie odpocząć — głos Antoniego miał barwę rozpaczy — Odpocząć?! Dobra W takim wypad-ku Artur pana tylko odprowadzi a w ki-nie będziesz pan sam Co ja dla pana nie zrobię niech skonam na miejscu! Zado-wolon- yś pan teraz? Antoni myślą intensywnie ale czuł już że więcej się nie utarguje a nie należało tamtego drażnić — Dziękuję panu — powiedział ukła-dnie — Widzisz pan: ze mną jak z dzieckiem — dopóki tylko nie chce mnie ktoś wy-kołow- ać Nie bój się pan nic: dam zarzą-dzenie Arturowi w kinie pan sobie od-pocznie a o naszym kontrakcie gadać bę-dziemy od poniedziałku Więc umowa stoi? — Stoi — rzekł Antoni i z dreszczem uścisnął podaną sobie rękę Był to dreszcz nader złożony: dreszcz odrazy fałszu nie-pewności ale także i dreszcz — nadziei CO SIC ZDARZYŁO W KINIE I PÓŹNIEJ Zezowaty dotrzymał słowa W niedzielę rano Artur zawiadomił Antoniego — a zro-bił to z niezwykłą u niego uprzejmością — że idzie kupić dla "pana doktora" bilet do kina "Lotnik" godzinę szóstą po południu Rzeczywiście za chwilę pojawił się w palcie i kapeluszu zasalutował z kor-dialnym wtccz humorem i opuścił dom o czym świadczył choćby dolatujący z dołu zgrzyt otwieranej i trzask zamykanej bra-my Antoni przeżywał uczucia bardzo powi-kłane na przemian nadziei i rezygnacji Miał pójść z Arturem ale w kinie obiecano mu pnraeamotn&scr-b2i-=232r- 3j się Co ucieczki? Na pewno będą go pilno-wać nie dadzą mu chwili spokoju — znał już tych ludzi dobrze jednak? Sama perspektywa opuszczenia choćby na parę godzin tego domu była emocjonująca do 5fi4misspssM2B na podłogę Runą! obok sofki {spokojnego stawu spływały na której spoczywały dwie białe rękawiczki ze złotym haftem na każdym palcu Następnego dnia wieczorem byłom już w Detroit Wui przyjął mnie serdecznie i za- ofiarował doić dobre stano-wisko w jednej ze swych fa-bryk Praca szła mi doskonale wieczory jednak wypełnione wspomnieniami tego co wy- darzyło się w Valley były dla mnie nad wyraz ciężkie i bo lesne Od czasu do czasu o- - trzymywałem listy od znajo mych z Yalley Na temat Nel ly nie pisali mi jednak ani Ależ iac nxmmn{rr wszystkim Nie mogłem jed-nak W długi długi czas po tym gdy byłem już od dawna dy-- reKtorem jednej z naiwiek ne Is7wh drżały niespodziewanie na na co Ochocie na okazja A na Grand Avenue w Detroit Tak to była ona Wysmukła sylwetka w kosztownym min-kowy- m futrze w zgrabnym kapelusiku spod którego wy-suwały się loki przepysznych kasztanowatych włosów Cie-mno-szmaragdo-we jej oczy lśniły zupełnie tak samo jak kiedyś jakże dawno już w Valley Ruchem ręki odprawiła szo fera wspaniałego "Lincolna" z którego przed chwilą wysia-dła i podeszła do mnie — Bob! — zawołała — Bob to przecież ty nikt inny! Ileż to lat już minęło gdy tak na-gle opuściłeś Valley i mnie? Kiedyż to było? Dziesięć łat temu co najmnitj prawda? — Dwanaście — szepnąłem bezdźwięcznym głosem Ujęła mnie pod ramię — Chodź — rzekła — Przejdziemy się trochę po par-ku 1 porozmawiamy o starych czasach w Valley Myślę też ze należy mi się pewne wy-jaśnienie z tej strony na te-mat tego co zaszło między na-mi co kazało mt rzucić ci mnie rwą narzeczoną bez je-dnego słowa wyjaśnienia i o czym nie mam do dziś naj mniejszego pojęcia Pomiędzy starymi drzewa-mi parku włóczyła się mgła Jesienna mgła taka sama jak wówczas przed dwunastu laty w Vallcy gdy spacerowaliś-my wraz z Nelly po bulwarze nad rzeką po balu Jak wów-czas w ów ranek gdy powie-działem jej że ją kocham igdy zgodziła się zostać moją żo-ną Na matową powierzchnię szaleństwa Antoni dygotał z podniecenia Dygotał tym silniej im wolniej wlokły się zdążające ku wieczorowi godziny Obo-jętność i rozciągliwość czasu to rzeczy nie do wytrzymania I wreszcie szli już do owego kina Mo-ment wyjścia na drogę okazał się wstrzą-sem nie byle jakim: Antoni zachłysnął się niemal pachnącym wiosennym powietrzem Tak to była już wiosna Na próżno pró-bował przypomnieć sobie dokładnie datę — w domu gdzie mieszkał tyle dni tygod-ni i miesięcy żadnych kalendarzy nie by-ło a czas płynął tam nieuchwytnie I bez znaczenia W każdym razie jest już co naj-mniej koniec marca — wskazuje na to dłu-gi dzień ciepło zapach powietrza pączki na nielicznych tutaj drzewkach chóralny "pisk ptaków Niebo błękitniało i szarzało a w piersi Antoniego podnosiło się coś jak rodzące się spazmatycznie łkanie Wyszli na szosę skąd widać było szarze-jące w oddali przedmieścia Warszawy An-toni czuł osłabienie jak po długiej choro bie: nogi miał miękkie po prostu z gumy zawrót głowy zaburzenia równowagi Ar-tur wziął go lekko pod rękę — dotknięcie jego było obrzydłe Antoni próbował się uwolnić lecz tamten trzymał mocno i ga- dał swoim cichym szybkim nie zostawia-jącym miejsca na sprzeciw głosem — Tak panie doktorze ja to znam ja wszystko znam Jak człowiek wyjdzie pier-wszy raz na takie powietrze to go rozbie-ra jak by się dobrej wódki napił Wolność pachnie ja to wiem — Artur wszystko to przeszedł choćbyś się pan po nim ni-czego nie spodziewał Tylko że wolność wiesz pan Tu przerwał na chwilę puścił rękę An-toniego poprawił sobie szalik nacisnął na oczy kapelusz i znów ujął niechętne ramię swego rozmówcy Czerwone światełko z po-jawiającej się jakby nagle wieży Pałacu Kultury zamrugało do nich w oddali na ciemniejącym niebie — Wolność to jest taka rzecz z której trzeba umieć korzystać Ctv pan tojuż umie — tego my na razie nie wiemy Powietrze wiosna kino — to jeszcze nie jest wolność To tylka taka przekąska pod wódeczkę rozumiesz pan? Dzisiejsze kino to jest pierwsza próba — jak pan wróci pogadamy dalej Eo pan wróci Nie ma pan już innego domu jak nasz Ha ha ha! Gadanie jego okropnie denerwowało Antoniego: ileż by dał aby móc pozbyć się tego monotonnego natrętnego dyszkan-tu nad uchem i móc samemu przeżyć swój pierwszy kontakt ze światem Szczęściem na lewo od szosy objawił się wreszcie mały murowany budyneczek czyli po prostu wła-śnie kino "Lotnik" — Badylarskie kino — mruknął niechę-tnie Artur spluwając lekko r_Bądylarskie?! — Było to pierwsze słowo jakie Antoni wypowiedział po wyj-ściu z domu Głos własny wydał mu się teraz bardzo dziwny — ulatywał gdzieś w powietrze znikał i wsiąkał w opływającą ich przestrzeń ' Mi _2JZ_-I_- :' -- Jr vrewyvŁfi'r5~łJr£5v#ŁPł" 0)tf3r% V --W- - [ Tł ~ v-- rfl — --m "- - - 4(- - UMUUKit — ~A~wn rffo bezszelestnie z drzew rdzawe i żółte liście pomiędzy który-mi wolno i majestatycznie po ruszały się śnieżnopióre łabę-dzie — Dlaczego wyjechałeś' wówczas tak nagle i bez sło-wa pożegnania Bob? Dlaczego zostawiłeś mnie taką samotną nez jednego słowa wyjaśrue-- na? Dlaczego? Powiedz! — Twoje rękawiczki — wyjąkałem Spojrzała na mnie z bez-granicznym zdumieniem — Rękawiczki? — Te twoje drugie białe ze złotym haftem na każdym palcu Widziałem je u Oyen-sa i zrozumiałem wszystko Roześmiała się Napozór beztrosko wyraźnie jednak brzmiała w tym śmiechu go-rycz — Moje rękawiczki? U 0- - yensa? To doprawdy tragiko miczne nieporozumienie Ująłem w rękę jej dłoń o długich wysmukłych palcach Starając się opanować wzbu-rzenie opowiedziałem jej do kładnie wszystko co wówczas się wydarzyło Nie śmiała się więcej Słuchała w milczeniu mych bezładnych słów pa-trząc na ziemię na zeschło liście zaścielające obficie ścieżkę — Bob — rzekła wolno gdy skończyłem — Och Bob! A wiec wiedz o tym że ia nie byłam nigdy u Ovensa żona dyrektora Smitha bied na Florence która była chora na raka i która nie żyje już od jedenastu lat zamówiła u Johna swą rzeźbę która chciała zostawić mężowi jako pamiątkę po sobie Moje rę-kawiczki były dla niej szczy-tem elegancji z dalekiego szerokiego świata Poty mnie prosiła aż w końcu uległam i pożyczyłam je biednej Flo-rence Zostawiła jo wówczas u Ovensa Zapomniała po pro-stu Rzeźbę jej możesz w każ dej chwili zobaczyć w Valley John dostał nawet za nią ja-kąś nagrodę na wystawie sztu ki Milczałem ogłuszony 1 zdru zgotany Cóż mogłem na ło odpowiedzieć? Patrzyłem na Nelly czułem ze winicnem jej kilka zdań przeproszenia ale żadne słowo nie chciało przecisnąć się przez ściśnięte gardło W głowo wichrzyła dałórń listopadowy 143 nr mie-sięcznika Młodzieży Związko-wej otwiera przegląd ostat-nio odbytych uroczystości w Grupach ZPwK w których brały delegacją Gron Młodzieży i zespół redakcyj-ny Red Halina Moskal podaje w nim przebieg jubileuszu 30-lec- ia Grupy 14 ZPwK Sar-nia 15-leci- a Koła Polek w Grimsby oraz powstanie no-wego Grona Młodzieży przy urupie za w uanviiie O Centr Zarządu Gron informuje jego prezes-ka Ph Wielgus Prof A P Coleman długo-letni przyjaciel i stały współ-pracownik miesięcznika dzie-li się swoimi uwagami na te-mat 'zamieszczanych artyku- - Polska Fala Stańczykowski Time 1410 CFMB p_ łhima('ćisięJohnowi?ltój-2ft- - sierpowy' Kioryzwantjgojna podłogę obok vsof ki wymie-rzony był niestety q"ułamek sekundy za' wcześnie" a dziś" jest już o dwanaście lat za-późn- o„ jc Nelly spoglądała w mi!cze-- o niu na nieruchomą sta-o- a wu otbs — Przepłakałam długie c długie- - noce Bob — rzekła cicho — Nie rozumiałam nief1" dlaczego spotkała mnie taklf1' krzywda Z czasem ból minął1' ale wszystkiego zapomnieć nie mogłam 1 nie zapomnę?6 nigdy Czekałam na pó wrót na jakieś bodajże jednb" słowo wyjaśnienia Nie doczoi ' -- kałam się życie jest jednak życiem nieprawdaż Bob? Odti dziesięciu lat jestem -- 1 matką dwojga dzieci ~ — Wyszłaś za mąż za Ovcn - sa czy za Higginsa tego tę który pisał wiersze dla cie-j- i bie? j — O nie! Za żadnego z' ' mniAwt i Mmturt fviulmwainiuliiini itii1uiiiiiivA orutyi1 na całe życie z człowiekiem Nr- - nie potrafiącym trzeźwo pa trzeć na życie l nic umieją- - lt ' cym solidnie pracować To nic byu tacy ludzie jak ty uoo Wyszłam za mąż za dyrektora „ Smitha w rok po śmierci jego Nie mogę skarżyć się na mój los Nie kocham goiu tak jak kochałam ciebie ale jest ml z nim dobrze i potra-- ) fię ocenić w pełni jego uczuw cie którym otacza mnie natq każdym kroku Wiedz Jeż że" choć minęło tyle lat od nasze-'- J go rozstania nio przestałam cię kochać ani na moment""! Bob Teraz już wszystko to co'l się stało nio jest ważne ale chyba zdajesz sobie sprawę "ż" tego Bob że jednak wyrzą-dziłeś ml wielką bolesną Vf doprawdy niezasłużoną ni-czym krzywdę If' Pożegnaliśmy się milczę- - ( nlu Dhlgo patrzyłem na od-dalaia- ca sic i malejącą pert spektywie alei smukłą postach Nelly Zdawałem sobie spra-(- " wę z togo ie pewnie nie zout baczymy sc już nigdy w żyw cłu Wiedziałem ie wszystkojf co pozostanie ml po niej tóV' wspomnienie jej postaci jćj'~ czarnej długiej sukni l kró-j- j mowych rękawiczek ze złotym haftem wzdłuż każdego palf'j ca jtwi I paląca jak rozpalone 7e-- f lazo świadomość potwornej M krzywdy Którą wyrządziłem mi sicuporczywa_royśl:( dla- - jedynej w jmyniżyclu „nars czego wówczas nie wy-- 1 prawdę kochanej kobiecie MIESIĘCZNIK "JAK TAM IDZIE' u-dz- iał w pracach tafię twój 'poej żony w w łów wyraża zadowolenie z u- - działu członków Gron 'Mtor dzieży w pracy społecznej i' kulturalnej oraz odpowiadaj na przesłane mu pytania njij tematy historyczne W dziale artykułów Janlrią Szala w dobrze opracować nym szkicu "Kanada w czaśie panowania Ludwika XIV jć4 go rządy i konflikty" daje ciekawą porcję faktów liistti rycznych s Kronika organizacyjna póX szczególnych Gron nowinki' personalne humor 1 zapowie'' dzi najbliższych imprez roz- - rywkowych uzupełniają treść W sprawach prenumerat' należy zgłaszać się: Jak tam t?in Piihtlnnfinn 17 ' " ev"en"th M_ r-e- ct —N"e"w T_orvonr to (Toronto 14) Ont POLSKIE PROGRAMY RADIOWE Polski Proarim Radiowy Syrena "Warszawski Koncert" 1430 CKFH kaitłei soboty 12—1 pp( 29 Humberercrt BIvd Toronto J Ort KO 8175 (po C-t- cJ 1B 1-24- S1 Knnrtiri Murvlfi t?orrvwVowsl Jerzyi Danuta Wańtuch 1270 WHLD niedziela 10— 1115rano I Adrt: S3 PrUcoe Av„ BufUo 11 NY — Tcl TX £0037 f Polonia KorVnty 1270 WHLD codziennie 1—215 pop 7C1 nilmore Ave - Buffalo 13 NY — Tcl TX 2-42- 67 41 1: PolkaParły -- s Stanisław Jasiński 1300 WMMJ codziennie 405— 5 JO pop 0 w niedziele 12J0 —5JO pop w sobory 11 —2 pop { 318 Mln SL - Bufftlo 3 NY Ttl MO 1200 J K Polka sobory 2—4 'popi 2015 Drummond SL Montretlj Que — Tel R45-gl- M Leon WiiyucicKhotowioskmi uc1u05-0samCiJIsCte Mint unśrtod-atc7l—8 wieciorij: 3-ii- zi "Biały Orzeł- "- Towarzystwo Biały Orzeł VJ Tadeusz Psollński kier CFCL niedziela S—Ł wiecz4l 17 Mapie N Tlmmlnł Ont — Tel 264-3G- 64 i% Głos Polonii mężatką "h KPK Okr Sudbury 900 CHNO niedziela TdodH T CAŁECKI 291 Alblnson St Sudbury Ont" V Wieczorni Melodia V Ł Wozniak 1410 CFMB pontedŁ pitf lOiŁlOJOw1 wi eaose nauce - jnonirełd yue — TeL vj Z-fp- I4 _ X-- ! ii W - % r feol vtl B ł 1 u mI immi |
Tags
Comments
Post a Comment for 000428b
