000421a |
Previous | 6 of 66 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
ifHi i tl
r
ł)
fi r
STR 6 'ZWIĄZKOWIEC" — BOzE NARODZENIE (X-ma- s) 1961 r {@@@@@@@@gt@@@@g@@@@@j
h 7YP7FNTA 7 RRANTFnBn S $ 7Vf!7FNTA 7 HAMILTON M —------ "w l
JAN KOWALIK 4!!e!g'2'S5S-S!£!S"!5'-2!eS!S!2'5lS''S!S!5!S!!!!S!- C!
M a?- - hkl
3-- 1 F™J B©Żegp&aifiI& - m T 5
ii'
!i
i
V
i" i
"i"
ii:
tli
I'
: i
h i:
- :'hH
11
JJJWJ
i
s
t "Ir
'1
"'i !
i ~
i -- "Fi'
ifH
1 i' ł
-
'li 'i
# t'
'lsvi
IV ilfflkł h
{ ulr
ił
i tłi- -
i
j§ GMINA 20 ZNPwK
składa najserdeczniejsze- - życzenia
3 WESOŁYCH ŚWIĄT H '
t
I
~h or3Z SZCZESL1WKUU UIVKU iiuiu if Duchowieństwu całej Polonii hamiltońskiej wszyst- -
2£ kim organizacjom polonijnym na terenie Hamiltonu ff
%ą i okolicy oraz wszystkim członkom ZNPwK Ę
M Zarząd: Gustaw Zalewski prezes £
Ej? Janina Mazuń sekr prot --fc
fc# Józef Olechnowicz sekr fin Ł
- — —
PRZYJEMNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA
I NOWEGO ROKU
życzy
SWAP - Placówka 163
' oraz
Korpus Pomocniczy Fań
Kom S FIGOŃ — Kom Janina SAMEK
Adj Z FLOREK — Adj Halina BIELIŃSKA
HAMILTON — ONTARIO
Najserdeczniejsze życzenia Wesołych Świat Bożego
"Mi"rn"r1#"nn"i!"'i R"7_P7rf4"1i"u ?PC O NoWOf?0 Rok'U Składa WSZY- - fci? M -- 'stkim członkom S PK
tj skini organizacjom i całej
Słow Polskich Kombatantów
vi Koło Nr 23
W H
W Z
{% M
g2iiŻiYcCZiEN'I'AK!s''M fi Z OKAZJI ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA Ę i NOWEGO ROKU
§£? całej Polonii w Osliawa Zarządowi Głównemu ZPwK
fyrf Dyrekcji Prasowej wszystkim Grupom Związkowym
f& %J i wszystkim pracownikom na niwie społecznej
Sf ' serdeczne życzenia składa
Grupa 21 Związku Polaków
w Kanadzie
219 Olive Ave
Wet
' ♦ - - „
— - - - te życzenia składa
§ '
wj
ich Rodz?inom wszystkim pol- - SB
Polonu w Hamilton i okolicy g
prezes
ROSIŃSKI
SKOBEL skarbnik
Z OSHAWY
— Oshawa Ont
lit
I
i
y
Armii Polskiej 1
w
Kl ar
SF
fiI
- - ty — —-- — łCTJ
strym Kiiientom i całej Polonii Sfc
INSURANCE §
— Oshawa OnL i&?
WESOŁYCH ŚWIĄT
I POMYŚLNEGO NOWEGO ROKU
CAŁEJ POLONII SKŁADA
Wr
Slow
IM GEN WŁADYSŁAWA SIKORSKIEGO
W OSHAWA ONT
Z OKAZJI ŚWIĄT B02EGO NARODZENIA
I NOWEGO ROKU
najlepsze życzenia szczęścia i powodzenia zasyła
Hugh Andrews Heałing Ę
67 Palricia Ave — Oshawa — Tel RA 5-16- 60 W
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia f&
? Nowenn Roku W
a?
najlepsze
$' W B WHITE
® HOKincrSLE
CZAJKOWSKI
sekretarz
Nj?
LTD
Wręczając pielęgniarce zdjęc-ie?
roentgenowskie mojej klat-ki'
piersiowej ''dr Gercke dorzu-cił:
"Nowy wypadek — rac-ze- j
zaawansowany"
Poklepał mnie po ramieniu i
powiedział ojcowskim tonem:
"Proszę sie nie obawiać To nic
nadzwyczajnego w powojennjch
czasach Wróci pan do zdrowia
lecz trzeba zacząć leczenie na-tychmiast
i z samozaparciem
Prawdę powiedziawszy widzia-łem
wiele podobnych wypad-ków
Skoro pan wykonał naj-trudniejszą
część zadania orga-nizując
tu obóz innym przyjdzie
łatwiej dalsza praca Pan uda się
do sanatorium Wicsna' w Laji-da- u
może być zdradziecka Am-bulans
jest gotowy i jutro pana
odwiezie"
Ja i gruźlica! Co za cios! Spo-glądając
na nieżywego motyla
--ue framudze okna próbowałem
wolno pozbierać swe myśli 0-puścil-em
gabinet lekarski i za-dzwoniłem
do IRO informując
o wynikach badania i otrzyma-łem
wskazówki w jaki sposób
mam się zachować w nowej sytu-acji
Odbyłem krótką konferencję
z pracownikami zarządu i uda-łem
się po raz ostatni do nie-mieckiego
burmistrza naszego
miasta W dwie godziny później
zwołałem wszystkich mieszkań-ców
obozu na zebranie i przed-stawiłem
porucznika Końskiego
jako tymczasowego komendanta
na moje miejsce
Po krótkiej modlitwie zebra-nie
zakończyło się odśpiewaniem
hymnu narodowego Flaga zo-stała
opuszczona na maszcie a
z nią opadły wszystkie moje na-dzieje
związane z obozem i wła-sną
przyszłością Nagle poczu-łem
się zmęczony i zapragnąłem
pozostać sam bez słów współ-czucia
i uścisków dłoni Skiero-wałem
się do parku który ota-czał
obóz
Ktoś jednak był szybszy ode
mnie Helena już była w parku
Stała pod czereśnią odrętwiała
z rozpaczy Płatki kwiecia drze-wnego
opadalay na jej pło-mienne
włosy Spojrzała z wy- rzutem na mnie i rzekła cicho:
"Dlaczego nie powiedziałeś mi
prawdy?"
"Sam nie wiedziałem o tym"
"Janku czy rzeczywiście jest
źle z tobą?"
"Wrócę do zdrowia w kilku
miesiącach"
"A co się ze mną stanie Jan-ku?"
"Możesz dołączyć do -z- espołu
nauczycielskiego i zamieszkać z
Olgą" zaproponowałem "Zaję-ta
nauczaniem nic będziesz na-wet
liczyła dni i czy nic są- dzisz' że dzieci to najlepsze to-warzys-lko
dla kobiet? Przejdź-my
się po raz ostatni"
Zeszliśmy w dół ze wzgórza
przez las sosnowy a następnie
brzegiem strumyka Pod ustron-nym
dębem zanuciłem jej ulu-bioną
piosenkę ludową A potem
rozmawialiśmy i przypominaliś-my
sobie wesołe i szczęśliwe mo-menty
z przeszłości jak małe
dzieci które liczą bańki mydla-ne
I wtedy po raz pierwszy
chwycił mnie kaszel
Posłyszałem glos Heleny: "Ro-bi
się chłodno wracajmy do o-bo- zu" Głos brzmiał pieszczotli-wie
lecz zarazem i lękliwie iak
glos mojej matki z dalekiej prze--
SilUOLI £iUWULlllMIiy U0 0011111
Zaczęła mówić: "Janku cza-sem
jesteś mi lak bliski cza- -
sem nie mogę cię zrozumieć"
"Czego nie możesz zrozu- mieć?"
"Ot na przykład twojego tu
pobytu w Landau na stanowi-sku
komendanta obozu Dlacze-go
nie przyjmiesz dobrze płatnej
posady w Armii Amerykańskiej
we Frankfurcie alba w YMCA
w Heidelbergu? Moglibyśmy się
dawno pobrać mieć ładne' mie-szkanie
Janku dlaczego upie-rasz
sie by być z lym nieszczę-snym
koltuniastem 'motlochem?
Czy odpowiada lobie ten spo- -
sou zyciar uzy to nie jest po- wodem twojej choroby?
Bjly to cierpkie i szybkie sło-wa
które nie pasowały z iei
normalnym sposobem bvcia Za-cząłem
się zastanawiać czv wy- rzuty jakie słyszałem nie' bjły
przemyślane od pewnego czasu
Doszliśmy do wału kamienne-gtloe
rootzapczaalojąnceeggoo zoabcóhzodekmtórysłońn-a
ca nieba przyjął czarne i gigan-tyczne
rozmiary Kiedy zatrzy-maliśmy
się by zaczerpnąć wię-cej
powietrza odpowiedziałem:'
ten"Czoybómz amwycgiląpdarzł yproomknietećmjua?k
Nie powinniśmy uważać że w pPaamttoięntanyuwdozlnieiłńa nkaisedv"bvł arkmońia-cem
naszych kłopotów Stanowił
ownolnoraścćzejto incihc inpnoecgzoątekjak gdzdiey-ż lenie się odpowiedzialnością U-dziel-ona w ciągu nocy milionom
niewolnikom i więźniów wol- ność może stać sie niebezpiecz-nym
podarunkiem Ludzie cisa
ghłoolduni i ikombśiectiwi i pragną alko
Było zatem zarówno obowiąz- kiem jak i koniecznością abv
gwryuspieydlsepńocłóewcznezeibrpaoćmówc ipmewond-e zTyoskjaećst uwtrłaacśnoinee ccoecshtyaralmudyzkiseie
uczynić — Wspomniałaś kocha
nie dobrze płatne posady To
prawda nie otrzymuję się nic za
to że-- ratuje się rozbitka — Je-żeli
idzie o' mnie to wstydzę się
że przyjąłem jakąkolwiek pła-cę:
Przecież znalazłem cię tu
w tym obozie Odwzajemniasz
się mi miłością Heleno!"
Spojrzała na "mnie jakbym był
zupełnie jej obcy- - "Czy widzisz
mnie pierwszy raz?" spytałem
żartobliwie
"Nie! Lecz zdaje się innymi
oczami" odparła chłodno
"Jestem zupełnie zadowolony
z tych twoich dawnych oczu
Wiesz tych szmaragdowych He-leno
Twoje oczy to najpiękniej-sze
szmaragdy jakie kiedykol-wiek
widziałem"
Chwyciła mnie za rękę "Po-dziwiam
cię — rzekła — i przy-rzekam
że będę czekała na cie-bie
bez względu na to co się mo-że
stać"
"Nawet siedem długich lat
jak ta Kasia o której śpiewa-łem
ci dzisiaj piosenkę?"
"Nawet siedem długich lat"
— głos jej się zaciął i zniknęła
w ciemnościach
tr i &
Wojna była na wiosnę kiedy
cały świat bł w zieleni
A teraz jest Boże Narodzenie
i świat zmienił swe kolory Bia-łym
był mój pokój w szpitalu
białe krajobrazy zimowe biało
odziani ludzie którzy mnie ob
sługiwali Nawet mój wewnę-trzny
nastrój wykazywał podo-bieństwo
do milczącego białego
sanatorium Niemniej jednak
pozą całą scenerią krył sie pe-wien
moment zielony Była to
miłość do Heleny
Siedem miesięcy minęło od
chwili kiedy przekroczyłem bra-my
IRO Sanatorium w Steinatal
lecz miłość nie osłabła Raczej
na odwrót Zmieniła się w czer-wono
kwitnącą roślinę podobna
do róży Bożego Narodzenia Dziś
po południu wezmę różę owinę
ją starannie tak by nikt nie za-uważył
i zaniosę Helenie
Był to ważny dzień na który
czekałem wiele miesięcy Nie po- trzebowałem żadnej pomocy by
w pamięci odtworzyć podobiznę
mojej dziewczyny Tego wieczo-ru
zobaczę ją znów
Doktór dotrzymał słowa: 0-trzymal-em
24 godzinny uilop
ponieważ byłem "Najbardziej
posłusznym pacjentem z bardzo
zadawalającym przebiegiem le-czenia
się"
Napisałem do obozu gdyż ma-rzeniem
moim bjło spotkanie z
Helena poza nim na stacji ko-lejowej
w Arolsen Przesiałem
pod jej adresem depeszę zapo
wiadającą czas przybycia mego
pociągli
-- 5- ł- -
Wypusczono mnie z sanato-rium
o 3 po południu Główna
pielęgniarka złożyła mi życzenia
wesołych świąt i ostrzeżenie:
"Niech pan sienie zaziębi" Wy-szedłem
z bramy czując się jak
więzień który stawia pierwsze
kroki na wolności Wciągnąłem
głębokim oddechem górskie
przepojone zapachem sosen po- wietrze i spojrzałem w dolinę
Krajobraz dookoła pokryty był
głębokim puszystym śniegiem
drzemał
Spacer był przyjemnością
Nie minęło pól godziny a za
mna pozostało wzgórze Nim bły-snęła
pierwsza gwiazda przesze- dłem dolinę i osiągnąłem stację
koleiową Treysa
Kilku zwykłych pasażerów o-czeki- walo na stacji na spóźnio-ny
pociąg wśród nich wyróżnia-li
się niemieccy jeńcy wracają-cy
do domu z dalekiej niewoli
w Rosji Nie byli to zarozumiali
butni zwycięzcy świata z 1942
roku lecz zapomniane zagło-dzone
i wymizerowane rozbitki
wojenne stanowiące przedmiot
litości To co mieli na sobie z trudem przypominało mundury
nogi mieli owinięte szmatami a
pomimo tego nie trudno bjlo
wyczuć że wypłowiały niebies-ko-zielon- y kolor był "im dalej
drogi Kiedy stali wokół choinki
w poczekalni można było wyczy- tać z icli oczu ogrom przeżycia
jaki człowiek może przejść w
przestrzeni i czasie
Pociąg wjechał na stację i kon-duktorzy
krzątali się żywo' poma- gając pasażerom do wepchnięcia
się do wagonów z workami i to-bołami
Wtłoczyliśmy się w wa-gony
jak wielka rodzina' w cieo--
10 ogrzanym jednopokojowym
mieszkaniu Lecz nikt nie był
w nastroju do rozmowy Pousfa-daliśm- y koło okien i spoglądali-śmy
na świat Jazda odbywała
się podczas wieczoru wigilijne-go-
Poza oknami błyskało wszę- dzie światło: na niebie w do-mach
i kościołach nawet loko
motywa pryskała milionami is- kier A w powietrzu rozbrzmie-wała
muzyka Do naszych uszu
dolatywała muzyka organów o-r-az słowa kolęd' Biły dzwony —
nasz pociąg również stukał jak
dzw on
Kiedy pociąg zatrzymał sie
jeńcy rzucili się do drzwi i w
chwilę potem zniknęli poza bia- łą parą lokomotywy Przez szy- by wagonu można było widzieć
ludzi z napięciem stojących y
sniegu którzy zaczęli płakać i
krzyczeć z radości obejmując
swoich ojców i synów oddawria
uważanych za nieżyjących
p Bvly również stacje na kto-- v
rych nikt nie czekał Był to wi-dok
przygnębiający kiedy zoba-czyło
sie żołnierza który sta-nąwszy
pod latarnia napróżno
rozglądał się wkoło Współczu-łem
z nim i to mimowoli przy-pomniało
mi jak w szczęśliwej
jestem sytuacji Nie było naj-mniejszej
wątpliwości że Hele-na
mnie kocha
Bvła 730 wieczorem Jej au-tobus
powinien właśnie teraz
przybyć do Arolsen Oddzielało
nas od siebie zaledwie 45 minut
czssu
Mając Helenę w myśli ani się
spostrzegłem że wagon opróż-nił
się Pozostał tylko jeden je-niec
ż dużej grupy i ja jako
drugi pasażer Byl przygnębio-ny
Pomyślalem że powinienem
w jakikolwiek sposób mu po-móc
Był to przecież wieczór
wigilijny w którym duch bra-terstwa
ogarnia cały świat
Zwróciłem się do niego z pro-pozycją
która każdemu potrafi
rozwiązać język:
"Papierosa?" spytałem pod-suwając
mu paczkę "Camels"
trzymaną specjalnie w tym ce-lu
Uśmiechnął się zapalił wcią-gnął
dym z zadowoleniem
"Założę się o to jak szczęśli-wy
jest pan wracając do do-mu"
"Tak i nie"
"Dlaczego?"
"Tak ponieważ jestem wol-ny
Nie ponieważ nie poznaje
mej ojczyzny Ani miejscowoś-ci
ani ludzi"
"Pomału — starałem się go
uspokoić — Jak długo pozosta-wał
pan poza krajem?"
"Siedem lat"
"Wyobrażam sobie jak szczę-śliwa
będzie rodzina widząc 'pa-na
znów zwłaszcza dzisiejszego
wieczoru "
"Nikt nie pozostał z mej ro-dziny
— odparł jeniec — Mie-szkaliśmy
we Frankfurcie 0-gladał-em
wczoraj to miasto"
Wziął jeszcze jednego papie-rosa
i pogrążył się w milczeniu
Nie byłem zadowolony z wyni-ku
mojego w dobrej woli zbli-żenia
się Dotknąłem rany Spoj-rzałem
na zegarek Pociąg miał
opóźnienie Wyobraziłem sobie
że w tej chwili Helena w zimnej
poczekalni dworca kolejowego w
Arolsen z tą samą niecierpliwoś-cią
spogląda" na duże wskazów-ki
zegara na ścianie i zdaje się
jej że przymarzly do tarczy
Błysnęła mi myśl Wraz z He-leną
powinniśmy zaprosić tego
nieszczęśliwego jeńca na wiecze
rzę wigilijną iioze lo pozwoli
mu na zapomnienie o swym osa- motnieniu chociażby nn 1pn in- - den wieczór Zacząłem układać
sobie plan kiedy konduktor
przecnoazac zawoiai: "Następna
stacja Arolsen"
"To moja stacja — oświadczy-łem
— Nie zdziwiłbym się że-by
to była pańska również"
"To miasto mojej dziewczyny
Spotkaliśmy się tu po raz ostat-ni
w 1939 roku śmieszne nie-prawdaż?"
Zamilkłem Siedem lat Gdy-by
ta dziewczyna bla Heleną
zaryzykowałbym również tak de-speracki
krok
Pociąg zatrzymał się Wypuś-ciłem
jeńca pierwszego Kilku
pasażerów wysypald się z innych
wagonów Latarnie gazowe rzu-cały
światło na wąską platfor-mę
śnieg sypał miarowo jak-gdyb- y chciał zakryć stacyjkę
pogrążoną w śnie
Nagle kobieta wybiegła zza płotu i doskoczyła do jeńca Nie
mogłem dojrzeć jej twarzy po- nieważ zakryła ją na piersiach
żołnierza w miejscu gdzie przy-czepia
się odznaczenia Pomyśla- łem że jeżeli jeniec nie zdobył
odznaczeń w przeszłości to obe- cnie ma coś więcej wartościow-szego
niż "krzyż rycerski z mie-czami
i brylantami": ma hono-rową
odznakę ludzkiej wiernoś-ci
Pozostawiłem we łzach szczę- śwliąwskąą pabręrani iepospdiłeusgzyimłem kopryrtzae-z
Nrzieem zddoążpyołecmzekalonpi anoBwyałać puzsdtua- dmriaenGiaerckkei:edy usłyszałem glos
Jan"iOe"trzyrmzeakłłem pana depeszę
"Pan?"
I#
jes"tOjużjakpżoeza sizęascięiegsizeęm żneiebpeza-n
fpoiercmzeońwstawł amnieDrżeVpiaenbarcohbi pzodiun-- miewające postępy"
bokuzostdaowkmtoyrzeKoGmdpzlieemejnetsyt Hne-a lena?"
"Pozą żelazną kurtyna Dwa tygodnie temu odszedł trans- port repatriacyjny na wschód i
ona dołączyła do niego"
"Czy pozostawiła jakaś wia '" "Niestety nie"
rze'D? laczego to uczyniła dokto-
"Wydaje mi się że lękała sie sie iz pan nie wyjdzie z gruźli-jcąy
osBądogzi"wie lepiej — niech On
Waśnie w tej chwili uszczęśli-Śwwzawiowoijnaoatyłał
dżpzoriłeznrwyaigedczroozydśnnnęoiyeb:epjmmoidu"jWarjąółecżsnoniułakyrsucp"hółi
mlecozNjganłwioezsabjyecłmezmy!' lepźoedwopndoylweigecłdzezyiaetłcoehmobył
1¥9w
i
w
w
m
& i
£
S?
WWwWę
1?
Ęi
#i"~
"%stes:
Najserdeczniejsze życzenia Wesołych Świąt 8
Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku
wszy- - fi
skim polskim organizacjom oraz całej Brantford i okolicy w s
U
Zarząd Kongresu Polonii Kanad 1
Okręg Brantford Ont
WIĄCEK
PENCZAK wicepreies
ZAllEGA sekretarz
W PRZYJEMNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA
W I DUŻO SZSZESCIA W NOWYM ROKU §
g£ Zarządowi Głównemu Dyrekcji Prasowej Radzie Edu- - ft
Ęf kacyjnej Wydawnictwu "Związkowiec" Bratnim Gru- - s
W pom Zwiąkowym wszystkim członkom Związku §
jSj Polaków v Kanadzie i całej Polonii brantfordzkiej
W ' składa
1 Zarząd Srypy 10 ZPwK !
W 126 ALBION STREET
Wij
£Ff — — — - — awiiw
ę
-- if
i? WESOŁYCH ŚWIAT w I POMYŚLNEGO
Zarządowi Głównemu %
tsh Wydawnictwu
Związkowym
if Polaków w Kanadzie
w-- ww
Zarząd H
i? 126 ALBION STREET w
—' Wiśw
m
I
i
Kot Jr
Bożego
składa
Polonii
BOŻEGO NARODZENIA
NOWEGO ROKU
Dyrekcji Prasowej
"Związkowiec" Bratnim Gr-upom
wszystkim członkom Związku
Polonii brantfordzkiej
składa
Polek Srupy 10
'''♦"
i
ww
I WESOŁYCH ŚWIĄT
SZCZĘŚLIWEGO
Ww Zarząd @rona
m
w CSrupy
- — m —
W
W PRZYJEMNYCH ŚWIĄT
-
VZ
T prezes
TA
g
y
U
BRANTFORD
Radzie Ed-ukacyjnej
całej
ś
składa
I
BOŻEGO NARODZENIA
NOWEGO ROKU
Młodzieży
10
"
I
i
i
I
tsJi
I
II
BOŻEGO NARODZENIA
DUŻO SZCZĘŚCIA W NOWYM ROKU
składa
póldzielnia Kredytowa
Orupy 10 ZPwK
POLISH ALLIANCE (Brantford)
CREDIT UNION LTD
!
BRANTFORD
Dom Związkowy 126 Albion Sr BranłfordiOn'tól
imivjrpii!mans?irptifftK&m!?iBT' ~ - ~A-vV'ejcveNVA--w-
=wi~"- -
i
m
a
i'
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, December 20, 1961 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1961-12-20 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD3000151 |
Description
| Title | 000421a |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| OCR text | ifHi i tl r ł) fi r STR 6 'ZWIĄZKOWIEC" — BOzE NARODZENIE (X-ma- s) 1961 r {@@@@@@@@gt@@@@g@@@@@j h 7YP7FNTA 7 RRANTFnBn S $ 7Vf!7FNTA 7 HAMILTON M —------ "w l JAN KOWALIK 4!!e!g'2'S5S-S!£!S"!5'-2!eS!S!2'5lS''S!S!5!S!!!!S!- C! M a?- - hkl 3-- 1 F™J B©Żegp&aifiI& - m T 5 ii' !i i V i" i "i" ii: tli I' : i h i: - :'hH 11 JJJWJ i s t "Ir '1 "'i ! i ~ i -- "Fi' ifH 1 i' ł - 'li 'i # t' 'lsvi IV ilfflkł h { ulr ił i tłi- - i j§ GMINA 20 ZNPwK składa najserdeczniejsze- - życzenia 3 WESOŁYCH ŚWIĄT H ' t I ~h or3Z SZCZESL1WKUU UIVKU iiuiu if Duchowieństwu całej Polonii hamiltońskiej wszyst- - 2£ kim organizacjom polonijnym na terenie Hamiltonu ff %ą i okolicy oraz wszystkim członkom ZNPwK Ę M Zarząd: Gustaw Zalewski prezes £ Ej? Janina Mazuń sekr prot --fc fc# Józef Olechnowicz sekr fin Ł - — — PRZYJEMNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA I NOWEGO ROKU życzy SWAP - Placówka 163 ' oraz Korpus Pomocniczy Fań Kom S FIGOŃ — Kom Janina SAMEK Adj Z FLOREK — Adj Halina BIELIŃSKA HAMILTON — ONTARIO Najserdeczniejsze życzenia Wesołych Świat Bożego "Mi"rn"r1#"nn"i!"'i R"7_P7rf4"1i"u ?PC O NoWOf?0 Rok'U Składa WSZY- - fci? M -- 'stkim członkom S PK tj skini organizacjom i całej Słow Polskich Kombatantów vi Koło Nr 23 W H W Z {% M g2iiŻiYcCZiEN'I'AK!s''M fi Z OKAZJI ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA Ę i NOWEGO ROKU §£? całej Polonii w Osliawa Zarządowi Głównemu ZPwK fyrf Dyrekcji Prasowej wszystkim Grupom Związkowym f& %J i wszystkim pracownikom na niwie społecznej Sf ' serdeczne życzenia składa Grupa 21 Związku Polaków w Kanadzie 219 Olive Ave Wet ' ♦ - - „ — - - - te życzenia składa § ' wj ich Rodz?inom wszystkim pol- - SB Polonu w Hamilton i okolicy g prezes ROSIŃSKI SKOBEL skarbnik Z OSHAWY — Oshawa Ont lit I i y Armii Polskiej 1 w Kl ar SF fiI - - ty — —-- — łCTJ strym Kiiientom i całej Polonii Sfc INSURANCE § — Oshawa OnL i&? WESOŁYCH ŚWIĄT I POMYŚLNEGO NOWEGO ROKU CAŁEJ POLONII SKŁADA Wr Slow IM GEN WŁADYSŁAWA SIKORSKIEGO W OSHAWA ONT Z OKAZJI ŚWIĄT B02EGO NARODZENIA I NOWEGO ROKU najlepsze życzenia szczęścia i powodzenia zasyła Hugh Andrews Heałing Ę 67 Palricia Ave — Oshawa — Tel RA 5-16- 60 W Z okazji Świąt Bożego Narodzenia f& ? Nowenn Roku W a? najlepsze $' W B WHITE ® HOKincrSLE CZAJKOWSKI sekretarz Nj? LTD Wręczając pielęgniarce zdjęc-ie? roentgenowskie mojej klat-ki' piersiowej ''dr Gercke dorzu-cił: "Nowy wypadek — rac-ze- j zaawansowany" Poklepał mnie po ramieniu i powiedział ojcowskim tonem: "Proszę sie nie obawiać To nic nadzwyczajnego w powojennjch czasach Wróci pan do zdrowia lecz trzeba zacząć leczenie na-tychmiast i z samozaparciem Prawdę powiedziawszy widzia-łem wiele podobnych wypad-ków Skoro pan wykonał naj-trudniejszą część zadania orga-nizując tu obóz innym przyjdzie łatwiej dalsza praca Pan uda się do sanatorium Wicsna' w Laji-da- u może być zdradziecka Am-bulans jest gotowy i jutro pana odwiezie" Ja i gruźlica! Co za cios! Spo-glądając na nieżywego motyla --ue framudze okna próbowałem wolno pozbierać swe myśli 0-puścil-em gabinet lekarski i za-dzwoniłem do IRO informując o wynikach badania i otrzyma-łem wskazówki w jaki sposób mam się zachować w nowej sytu-acji Odbyłem krótką konferencję z pracownikami zarządu i uda-łem się po raz ostatni do nie-mieckiego burmistrza naszego miasta W dwie godziny później zwołałem wszystkich mieszkań-ców obozu na zebranie i przed-stawiłem porucznika Końskiego jako tymczasowego komendanta na moje miejsce Po krótkiej modlitwie zebra-nie zakończyło się odśpiewaniem hymnu narodowego Flaga zo-stała opuszczona na maszcie a z nią opadły wszystkie moje na-dzieje związane z obozem i wła-sną przyszłością Nagle poczu-łem się zmęczony i zapragnąłem pozostać sam bez słów współ-czucia i uścisków dłoni Skiero-wałem się do parku który ota-czał obóz Ktoś jednak był szybszy ode mnie Helena już była w parku Stała pod czereśnią odrętwiała z rozpaczy Płatki kwiecia drze-wnego opadalay na jej pło-mienne włosy Spojrzała z wy- rzutem na mnie i rzekła cicho: "Dlaczego nie powiedziałeś mi prawdy?" "Sam nie wiedziałem o tym" "Janku czy rzeczywiście jest źle z tobą?" "Wrócę do zdrowia w kilku miesiącach" "A co się ze mną stanie Jan-ku?" "Możesz dołączyć do -z- espołu nauczycielskiego i zamieszkać z Olgą" zaproponowałem "Zaję-ta nauczaniem nic będziesz na-wet liczyła dni i czy nic są- dzisz' że dzieci to najlepsze to-warzys-lko dla kobiet? Przejdź-my się po raz ostatni" Zeszliśmy w dół ze wzgórza przez las sosnowy a następnie brzegiem strumyka Pod ustron-nym dębem zanuciłem jej ulu-bioną piosenkę ludową A potem rozmawialiśmy i przypominaliś-my sobie wesołe i szczęśliwe mo-menty z przeszłości jak małe dzieci które liczą bańki mydla-ne I wtedy po raz pierwszy chwycił mnie kaszel Posłyszałem glos Heleny: "Ro-bi się chłodno wracajmy do o-bo- zu" Głos brzmiał pieszczotli-wie lecz zarazem i lękliwie iak glos mojej matki z dalekiej prze-- SilUOLI £iUWULlllMIiy U0 0011111 Zaczęła mówić: "Janku cza-sem jesteś mi lak bliski cza- - sem nie mogę cię zrozumieć" "Czego nie możesz zrozu- mieć?" "Ot na przykład twojego tu pobytu w Landau na stanowi-sku komendanta obozu Dlacze-go nie przyjmiesz dobrze płatnej posady w Armii Amerykańskiej we Frankfurcie alba w YMCA w Heidelbergu? Moglibyśmy się dawno pobrać mieć ładne' mie-szkanie Janku dlaczego upie-rasz sie by być z lym nieszczę-snym koltuniastem 'motlochem? Czy odpowiada lobie ten spo- - sou zyciar uzy to nie jest po- wodem twojej choroby? Bjly to cierpkie i szybkie sło-wa które nie pasowały z iei normalnym sposobem bvcia Za-cząłem się zastanawiać czv wy- rzuty jakie słyszałem nie' bjły przemyślane od pewnego czasu Doszliśmy do wału kamienne-gtloe rootzapczaalojąnceeggoo zoabcóhzodekmtórysłońn-a ca nieba przyjął czarne i gigan-tyczne rozmiary Kiedy zatrzy-maliśmy się by zaczerpnąć wię-cej powietrza odpowiedziałem:' ten"Czoybómz amwycgiląpdarzł yproomknietećmjua?k Nie powinniśmy uważać że w pPaamttoięntanyuwdozlnieiłńa nkaisedv"bvł arkmońia-cem naszych kłopotów Stanowił ownolnoraścćzejto incihc inpnoecgzoątekjak gdzdiey-ż lenie się odpowiedzialnością U-dziel-ona w ciągu nocy milionom niewolnikom i więźniów wol- ność może stać sie niebezpiecz-nym podarunkiem Ludzie cisa ghłoolduni i ikombśiectiwi i pragną alko Było zatem zarówno obowiąz- kiem jak i koniecznością abv gwryuspieydlsepńocłóewcznezeibrpaoćmówc ipmewond-e zTyoskjaećst uwtrłaacśnoinee ccoecshtyaralmudyzkiseie uczynić — Wspomniałaś kocha nie dobrze płatne posady To prawda nie otrzymuję się nic za to że-- ratuje się rozbitka — Je-żeli idzie o' mnie to wstydzę się że przyjąłem jakąkolwiek pła-cę: Przecież znalazłem cię tu w tym obozie Odwzajemniasz się mi miłością Heleno!" Spojrzała na "mnie jakbym był zupełnie jej obcy- - "Czy widzisz mnie pierwszy raz?" spytałem żartobliwie "Nie! Lecz zdaje się innymi oczami" odparła chłodno "Jestem zupełnie zadowolony z tych twoich dawnych oczu Wiesz tych szmaragdowych He-leno Twoje oczy to najpiękniej-sze szmaragdy jakie kiedykol-wiek widziałem" Chwyciła mnie za rękę "Po-dziwiam cię — rzekła — i przy-rzekam że będę czekała na cie-bie bez względu na to co się mo-że stać" "Nawet siedem długich lat jak ta Kasia o której śpiewa-łem ci dzisiaj piosenkę?" "Nawet siedem długich lat" — głos jej się zaciął i zniknęła w ciemnościach tr i & Wojna była na wiosnę kiedy cały świat bł w zieleni A teraz jest Boże Narodzenie i świat zmienił swe kolory Bia-łym był mój pokój w szpitalu białe krajobrazy zimowe biało odziani ludzie którzy mnie ob sługiwali Nawet mój wewnę-trzny nastrój wykazywał podo-bieństwo do milczącego białego sanatorium Niemniej jednak pozą całą scenerią krył sie pe-wien moment zielony Była to miłość do Heleny Siedem miesięcy minęło od chwili kiedy przekroczyłem bra-my IRO Sanatorium w Steinatal lecz miłość nie osłabła Raczej na odwrót Zmieniła się w czer-wono kwitnącą roślinę podobna do róży Bożego Narodzenia Dziś po południu wezmę różę owinę ją starannie tak by nikt nie za-uważył i zaniosę Helenie Był to ważny dzień na który czekałem wiele miesięcy Nie po- trzebowałem żadnej pomocy by w pamięci odtworzyć podobiznę mojej dziewczyny Tego wieczo-ru zobaczę ją znów Doktór dotrzymał słowa: 0-trzymal-em 24 godzinny uilop ponieważ byłem "Najbardziej posłusznym pacjentem z bardzo zadawalającym przebiegiem le-czenia się" Napisałem do obozu gdyż ma-rzeniem moim bjło spotkanie z Helena poza nim na stacji ko-lejowej w Arolsen Przesiałem pod jej adresem depeszę zapo wiadającą czas przybycia mego pociągli -- 5- ł- - Wypusczono mnie z sanato-rium o 3 po południu Główna pielęgniarka złożyła mi życzenia wesołych świąt i ostrzeżenie: "Niech pan sienie zaziębi" Wy-szedłem z bramy czując się jak więzień który stawia pierwsze kroki na wolności Wciągnąłem głębokim oddechem górskie przepojone zapachem sosen po- wietrze i spojrzałem w dolinę Krajobraz dookoła pokryty był głębokim puszystym śniegiem drzemał Spacer był przyjemnością Nie minęło pól godziny a za mna pozostało wzgórze Nim bły-snęła pierwsza gwiazda przesze- dłem dolinę i osiągnąłem stację koleiową Treysa Kilku zwykłych pasażerów o-czeki- walo na stacji na spóźnio-ny pociąg wśród nich wyróżnia-li się niemieccy jeńcy wracają-cy do domu z dalekiej niewoli w Rosji Nie byli to zarozumiali butni zwycięzcy świata z 1942 roku lecz zapomniane zagło-dzone i wymizerowane rozbitki wojenne stanowiące przedmiot litości To co mieli na sobie z trudem przypominało mundury nogi mieli owinięte szmatami a pomimo tego nie trudno bjlo wyczuć że wypłowiały niebies-ko-zielon- y kolor był "im dalej drogi Kiedy stali wokół choinki w poczekalni można było wyczy- tać z icli oczu ogrom przeżycia jaki człowiek może przejść w przestrzeni i czasie Pociąg wjechał na stację i kon-duktorzy krzątali się żywo' poma- gając pasażerom do wepchnięcia się do wagonów z workami i to-bołami Wtłoczyliśmy się w wa-gony jak wielka rodzina' w cieo-- 10 ogrzanym jednopokojowym mieszkaniu Lecz nikt nie był w nastroju do rozmowy Pousfa-daliśm- y koło okien i spoglądali-śmy na świat Jazda odbywała się podczas wieczoru wigilijne-go- Poza oknami błyskało wszę- dzie światło: na niebie w do-mach i kościołach nawet loko motywa pryskała milionami is- kier A w powietrzu rozbrzmie-wała muzyka Do naszych uszu dolatywała muzyka organów o-r-az słowa kolęd' Biły dzwony — nasz pociąg również stukał jak dzw on Kiedy pociąg zatrzymał sie jeńcy rzucili się do drzwi i w chwilę potem zniknęli poza bia- łą parą lokomotywy Przez szy- by wagonu można było widzieć ludzi z napięciem stojących y sniegu którzy zaczęli płakać i krzyczeć z radości obejmując swoich ojców i synów oddawria uważanych za nieżyjących p Bvly również stacje na kto-- v rych nikt nie czekał Był to wi-dok przygnębiający kiedy zoba-czyło sie żołnierza który sta-nąwszy pod latarnia napróżno rozglądał się wkoło Współczu-łem z nim i to mimowoli przy-pomniało mi jak w szczęśliwej jestem sytuacji Nie było naj-mniejszej wątpliwości że Hele-na mnie kocha Bvła 730 wieczorem Jej au-tobus powinien właśnie teraz przybyć do Arolsen Oddzielało nas od siebie zaledwie 45 minut czssu Mając Helenę w myśli ani się spostrzegłem że wagon opróż-nił się Pozostał tylko jeden je-niec ż dużej grupy i ja jako drugi pasażer Byl przygnębio-ny Pomyślalem że powinienem w jakikolwiek sposób mu po-móc Był to przecież wieczór wigilijny w którym duch bra-terstwa ogarnia cały świat Zwróciłem się do niego z pro-pozycją która każdemu potrafi rozwiązać język: "Papierosa?" spytałem pod-suwając mu paczkę "Camels" trzymaną specjalnie w tym ce-lu Uśmiechnął się zapalił wcią-gnął dym z zadowoleniem "Założę się o to jak szczęśli-wy jest pan wracając do do-mu" "Tak i nie" "Dlaczego?" "Tak ponieważ jestem wol-ny Nie ponieważ nie poznaje mej ojczyzny Ani miejscowoś-ci ani ludzi" "Pomału — starałem się go uspokoić — Jak długo pozosta-wał pan poza krajem?" "Siedem lat" "Wyobrażam sobie jak szczę-śliwa będzie rodzina widząc 'pa-na znów zwłaszcza dzisiejszego wieczoru " "Nikt nie pozostał z mej ro-dziny — odparł jeniec — Mie-szkaliśmy we Frankfurcie 0-gladał-em wczoraj to miasto" Wziął jeszcze jednego papie-rosa i pogrążył się w milczeniu Nie byłem zadowolony z wyni-ku mojego w dobrej woli zbli-żenia się Dotknąłem rany Spoj-rzałem na zegarek Pociąg miał opóźnienie Wyobraziłem sobie że w tej chwili Helena w zimnej poczekalni dworca kolejowego w Arolsen z tą samą niecierpliwoś-cią spogląda" na duże wskazów-ki zegara na ścianie i zdaje się jej że przymarzly do tarczy Błysnęła mi myśl Wraz z He-leną powinniśmy zaprosić tego nieszczęśliwego jeńca na wiecze rzę wigilijną iioze lo pozwoli mu na zapomnienie o swym osa- motnieniu chociażby nn 1pn in- - den wieczór Zacząłem układać sobie plan kiedy konduktor przecnoazac zawoiai: "Następna stacja Arolsen" "To moja stacja — oświadczy-łem — Nie zdziwiłbym się że-by to była pańska również" "To miasto mojej dziewczyny Spotkaliśmy się tu po raz ostat-ni w 1939 roku śmieszne nie-prawdaż?" Zamilkłem Siedem lat Gdy-by ta dziewczyna bla Heleną zaryzykowałbym również tak de-speracki krok Pociąg zatrzymał się Wypuś-ciłem jeńca pierwszego Kilku pasażerów wysypald się z innych wagonów Latarnie gazowe rzu-cały światło na wąską platfor-mę śnieg sypał miarowo jak-gdyb- y chciał zakryć stacyjkę pogrążoną w śnie Nagle kobieta wybiegła zza płotu i doskoczyła do jeńca Nie mogłem dojrzeć jej twarzy po- nieważ zakryła ją na piersiach żołnierza w miejscu gdzie przy-czepia się odznaczenia Pomyśla- łem że jeżeli jeniec nie zdobył odznaczeń w przeszłości to obe- cnie ma coś więcej wartościow-szego niż "krzyż rycerski z mie-czami i brylantami": ma hono-rową odznakę ludzkiej wiernoś-ci Pozostawiłem we łzach szczę- śwliąwskąą pabręrani iepospdiłeusgzyimłem kopryrtzae-z Nrzieem zddoążpyołecmzekalonpi anoBwyałać puzsdtua- dmriaenGiaerckkei:edy usłyszałem glos Jan"iOe"trzyrmzeakłłem pana depeszę "Pan?" I# jes"tOjużjakpżoeza sizęascięiegsizeęm żneiebpeza-n fpoiercmzeońwstawł amnieDrżeVpiaenbarcohbi pzodiun-- miewające postępy" bokuzostdaowkmtoyrzeKoGmdpzlieemejnetsyt Hne-a lena?" "Pozą żelazną kurtyna Dwa tygodnie temu odszedł trans- port repatriacyjny na wschód i ona dołączyła do niego" "Czy pozostawiła jakaś wia '" "Niestety nie" rze'D? laczego to uczyniła dokto- "Wydaje mi się że lękała sie sie iz pan nie wyjdzie z gruźli-jcąy osBądogzi"wie lepiej — niech On Waśnie w tej chwili uszczęśli-Śwwzawiowoijnaoatyłał dżpzoriłeznrwyaigedczroozydśnnnęoiyeb:epjmmoidu"jWarjąółecżsnoniułakyrsucp"hółi mlecozNjganłwioezsabjyecłmezmy!' lepźoedwopndoylweigecłdzezyiaetłcoehmobył 1¥9w i w w m & i £ S? WWwWę 1? Ęi #i"~ "%stes: Najserdeczniejsze życzenia Wesołych Świąt 8 Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku wszy- - fi skim polskim organizacjom oraz całej Brantford i okolicy w s U Zarząd Kongresu Polonii Kanad 1 Okręg Brantford Ont WIĄCEK PENCZAK wicepreies ZAllEGA sekretarz W PRZYJEMNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA W I DUŻO SZSZESCIA W NOWYM ROKU § g£ Zarządowi Głównemu Dyrekcji Prasowej Radzie Edu- - ft Ęf kacyjnej Wydawnictwu "Związkowiec" Bratnim Gru- - s W pom Zwiąkowym wszystkim członkom Związku § jSj Polaków v Kanadzie i całej Polonii brantfordzkiej W ' składa 1 Zarząd Srypy 10 ZPwK ! W 126 ALBION STREET Wij £Ff — — — - — awiiw ę -- if i? WESOŁYCH ŚWIAT w I POMYŚLNEGO Zarządowi Głównemu % tsh Wydawnictwu Związkowym if Polaków w Kanadzie w-- ww Zarząd H i? 126 ALBION STREET w —' Wiśw m I i Kot Jr Bożego składa Polonii BOŻEGO NARODZENIA NOWEGO ROKU Dyrekcji Prasowej "Związkowiec" Bratnim Gr-upom wszystkim członkom Związku Polonii brantfordzkiej składa Polek Srupy 10 '''♦" i ww I WESOŁYCH ŚWIĄT SZCZĘŚLIWEGO Ww Zarząd @rona m w CSrupy - — m — W W PRZYJEMNYCH ŚWIĄT - VZ T prezes TA g y U BRANTFORD Radzie Ed-ukacyjnej całej ś składa I BOŻEGO NARODZENIA NOWEGO ROKU Młodzieży 10 " I i i I tsJi I II BOŻEGO NARODZENIA DUŻO SZCZĘŚCIA W NOWYM ROKU składa póldzielnia Kredytowa Orupy 10 ZPwK POLISH ALLIANCE (Brantford) CREDIT UNION LTD ! BRANTFORD Dom Związkowy 126 Albion Sr BranłfordiOn'tól imivjrpii!mans?irptifftK&m!?iBT' ~ - ~A-vV'ejcveNVA--w- =wi~"- - i m a i' |
Tags
Comments
Post a Comment for 000421a
