000198b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
4
m t
i
I
"vVvf-}-:-- - f'"V
DR GHAS OKUN
TA
wieczorami zamówienie
j33Dundas St W
Róg Euclid
- " ""
D E N T T S
na
Ave
Toronto
DR M ZELCER
LEKARZ
Dyplomowany w Europie
Godziny przyjęć:' od 2 - 4
0(j 7 p oraz na zamówienia
Mówi po polsku
298 College St — RA 3580
miedzv'Spadina i Robert
TORONTO ONTARIO
DR- - L WflCHHfl
Dentysta
Godziny: 10— 121 2—8
S8SBATHURSTSTEIB515
DR P GOHITWfi
— Dentysta —
Godziny: 10—12 i 2—8
828B Lakeshore Road
New Toronto - Tel NT 6322 ——— U&0 j iwiwi twtt—
-A- DWOKACI —
ADWOKAT I NOTARIUSZ
J Pfl DUNCA0
BL 4767 — -- Rez OR 3000
Room 602 Tempie Bldg
Bay i Richmond St Toronto '' " - — - j- - j — — m-- 0~ rf~ r—
Offlce:!ELffin0a08
Andraw E McKagae
ADWOKAT - OBROŃCA
Załatwia sprawy wieczorami
i na zamówienie1
Room 201 Northern Ontario j
Buiming
3 JO Bay St Toronto Ont
Biuro WA6944 Rez MES77S
louis j mm
ADWOKAT — NOTARIUSZ
514 Dundas W róf Spadlna
TORONTO — ONTARIO
POLSKI ADWOKAT
H L KUTHEY LLB
Pokój 107 1— TelWA 6445
ADWAKAT - OBROŃCA
414 Bay St Toronto
Ren GL 6932
POPIERAJMY TYCH KUP
CÓW I PRZEMYSŁOWCÓW
KTÓRZY OGŁASZAJĄ SIE
W "ZWIĄZKOWCU"
PRZEWODNIK
POLSKICH KUPCÓW IPBZFMYSL
W TORONTO ONTAHIO
FELIKS BOMBER
AGENCJA ASEKURACYJNA
1356 Duadm W Baa ŁA BWł
BISON STUDIO
ZAKŁAD FOTOGRAFICZNY
314 Yongo Street ' Tel- - AD 9565
S CZECHOWSKI
SKLEP TOWARÓW SPOŻYWCZYCH
678 Queon SL W Tel WA 6422
H W HARAJEWICZ
WSZELKIE ASEKURACJE
80 Hlchmondł W Hoom 207 WA 2661
F JUDYCKI
RADIA ROWERY PRALKI
625 Cjueen SU W ' Tel EL 3583
JAKÓB KĄDZIOŁKA
KONTRA5CTOR BUDOWLANY
137 Sttahaa Aye AD 1835
K KOSTROWSKI
SKLEP JUBILERSKI
1570 Cjueen St E GE 5053
JKRUŻEL
TOttWTTr! I KUŚNIERZ
2783 Dundee SL W' IT
ZOFIA LACHOWSKA
RADIA ROKERY PRALKI
1030 Queen ME 1539
FELIKS ŁUKOWSKI
KONTRAKTOR BUDOWLANY
kolacja domów automatyczne oano-- _
wacze' Twardo podłogi
Indian Baad lO 4837
S MARKOWSKI
SKLEP GALANTERII MESKEJ
I DAMSKIEJ
610 Qaeen SL W AD
JÓZEF MUSZYŃSKI
NAPRAWA
GROSERNIAI NABIAŁY
DoTereoarfEd"
2709
Syfom SL Toronta LA 66731
A
"I ME
ONTARIO BREADCO
POLSKA PIEKARNIA !73 OssingtonAye LA 4921
W PRUSZKOWSKI
GHOSERNL I
E3 Qneea' W
8493
St W
M79
S
3L
BUC2ERN1A
ME 0269
SZCZEPAN SŁUGOCKI
' BMloĘeSrKISLI DWA'MSKIr KRAWIEECE 1S52
JAN STOKŁOSA
SKLEP TOWARÓW 'SPOŻYWCZYCH "3 Roncesrallej Are " LO 2141
MARIA ŻÓŁfAŃLECKA'
TRIOTrr BUTCHEH and GROCZR
s
osadami pbzybomcze
(Specjalnie dla opracował Jerzy Giżycki)
SŁOŃCA
życie każdej rośliny zielonej
zależy bezpośrednio od promie
ni Słońca Światło rfnio rnflinio
energję niezbędną do wytworze
ma swego pożywienia To zia- - 'wisko żywienia się roślin nazy_
wa się foto-synte- za
Zielone części rośliny są ty- mi które są wrażliwe na działa-nie
światła Wchodzą tu więc w
rachubę głównie liście Kolor zie
lony spowodowany jest obecnoś-ci- ę barwnika zwanego chlorofi-lem
Gdy się ogląda liście gołym
okiem zdają się one równomier
nie zielone Jest to jednak jedy- -
Jnie złudzenie gdyż zabarwienie
jest spowodowane mnóstwem
drobnych kropeczek Gdy ogląda
my liść przez mikroskop widzi-my
przedewszystkiem komórki
o ściankach i
drobniejsze zielone kulki pływa-jące
w płynie komórkowym
Każda komórka zawiera od dwu
dziestu do pięćdziesięciu takich
kulek Tak więc chlorofil nie
jest rozdzielony równomiernie
pomiędzy komórkami
Promienie uderzają w !
powierzchnię liścia przesiąkają
poprzez ścianki komórek i osią-gają
kulki chlorofila wraz z ni-mi
przesiąkają do kulek chloro-filu
cząsteczki dwutlenku węgla
r
słońca
- -
DR H FEHIGSTEIH
LEKARZ
(ab: U I P w Waruowlal
Godziny przyjęć: 2 — 417 — 9
301A Markham St Toronto
fobek College)
TeL RA 9277
3r W J ZINCHESIN
BA M D L M C C
IlEKARZ I CHIRURG
Godziny: 2-4- 30 wieez 7-- 0
586 Bathurst St Toronto
Telefony:
Biura WA 1344 Rez LO 4001
r-~-~-~~~~'- ~+
''JMOn-t- i eHkipmu
W#Tau !"
S
"ZWIĄZKOWIEC" GRUDZIEŃ (DECEMBER) — 1950 STRONA 7--m
"Związkowca"
ROŚLINY — DZIECI
przezroczystych
LEKARZE
i wody Promienie świetlne łą-czą
owe cząsteczki tych elemen
tów i tworzą masę wyglądającą
jak gąsienica Jest to kwas węg-lowy
Następnie część tej "gą-sienicy"
zawierająca tlen zosta-je
odrzucona pozostałość zaś łą
cząc się pięciu innymi podob-sym- i
cząsteczkami tworzy ra-zem
molekułę cukru Tak
wszystkie zielone części rośliny
stanowią olbrzymią fabrykę któ
ra pod działaniem światła sło-necznego
wytwarza cukier z wo-dy
i dwutlenku węgla
Cukier zaś ten jest podstawo
wym pokarmem rośliny Wcho
dzi on w skład krochmalu i' ce-lulozy
i przeszedłszy przez skom
plikowane zmiany zostaje prze-mieniony
w oleje alkohole i kwa
sy niezbędne roślinie do życia
Jaki więc jest wobec tego cel j
korzeni skoro rośliny żywią się
cukrem wytworzonym przez liś- -
cie W istocie rośliny nie są kar-mione
przez korzenie Korzenie
sięgają wgłąb ziemi w poszuki-waniu
wody i substancji minerał
nych Substancje te wchłaniane
korzenie w postaci rozpusz
czonych w wodzie soli tworzą
surowe soki roślinne które nie
są pożywieniem same w sobie
a jedynie materiałem z którego
pożywinie rośliny jest wytwa-rzane
Te substancje mineralne
soków łączą się właściwie dopie-ro
później z substancjami pow-stałymi
z poddanego przemia-nom
cukru Surowy sok zmienia'
się stopniowo w bardziej rafino-wany
i przenika wówczas we
wszystkie tkanki dostarczając
każdej komórce składniki z któ
rych roślina jest zbudowana
Przy obfitości światła słonecz
nego liście wytwarzają nieraz
więcej cukru niż roślina może
zużytkować Wówczas cukier-z- a mienia się w nierozpuszczalną
masę zwaną krochmalem -- Kroch
mai może być zamieniony znów
na cukier gdy zachodzi tego pot
rzeba przykiad w nocy gdy
w braku światła wytwarzanie
DR N LAHDIS
SPECJALISTA OD CHORÓB WENERYCZNYCH
l einvi Pfiiriiro ł Aknc7Pr
— ~t
"~"~" r"--- °' ' r U0aziny:oa o po poi oa o ao tt wieczur i na zam_-uwiuina-
TELEFON: WA 6555 — 387 DUNDAS ST W TORONTO
Polski Sklep z Heblami — Meble do każdego i
pokoju Radia i różne przyrządy elektryczne
Wykonujemy na zamówienia najnowszego stylu
„chesterfields" Studio Couches Materace i Kołdry
Robota solidna i gwarantowana — PIOTR CZECH właściciel
361 Oakwood Av obok Rogers OR 1143 Toronto]
j
""' ' """ ' ' ' 1 „„ II
i
WŁADYSŁAW ST REYMONT
— Aby ja tym lepiej sprzedawać?
— Cóż warta jest cnota której dobrze sprzedać nie można?
— Tyś sięze swoją nie bardzo drożył — rzucił Karol przypo-mniawszy
sobie 'ostatniego jego spólnika który ze spółki me wy-niósł
ani grosza pomimo że włożył w nią wiele
— To podłe oszczerstwo! — krzyknął Kurowski gwałtowme
uderzając krzesłem o podłogę '
Oczy mu rozbłysły potężnym płomieniem a twarz zadrgała
iwałtownie ze wzruszenia ale się wnet opanował usiadł z powro-tem
zapalił papierosa pociągnął kilka razy rzucił go i wyciąga-jąc
rękę rzekł cicho:
— Przepraszam cię bardzo jeślim cię dotknął
— Wierzyłem trochę plotkom bo sądziłem cię po łodzku ale
teraz wierzę tobie i nie gniewam się zupełnie rozumiem że mo-gło
cię moje przypuszczenie zaboleć
— Nie okpiłem bo sposobność me była po temu i me mia-łem
kogo — powiedział ale pod tym cynizmem czuć było jeszcze
wzburzenie wielkie
Kazał sobie przynieść butelkę wina i pił szklankę po szklan
ce
— Szkoda że nie żyłem sto lat temu — zaczął niezwykłym
tonem _
Z ByłbSię lepiej'bawił na świecie Sto lat temu było je-sioelotoSta- Wy
jeszcze potężne instynkty i potężne turnię
nofer ieśli byli zbrodniarze to takiej miary jak Danton Robes-- K
jeśli byli zdrajcy to tacy którzy sprzedawali SSyJefi to tacy którzy kradli państwa A
i Zgniecie scyzorykiem w brzuch! co? °°p™ owaJ}byś w tamtej epoce fabrykować swoich
_ u~ mAł v 7amknietvmi oczami i wjb"!""
gU UU JliU~ -- -
„„ ipst Łiiueiuii j~-- ~
UViJ -
si-w- ~r - :: świat z hołoty
'tai ftft OeiTi ' '-'-
-i- J'kJŁ --- " r
"- -
-
O
3
z
więc
(
?
przez
Na
Iao
'
#
Kiesz
na - niezupełnie
pomnego Fraternite Egalite plunąłby
hn nonsensemi r— -- j—
me ocwszczac
cukru j est niemożliwe
Podczas miesięcy letnich roś-lina
pomimo zużywania zapasu
cukru w nocy wytwarza nad-miar
krochmalu !i odkła'da go
pod postacią narośli jak kartofle
korzeni jak marchew oraz w ziar
nach w gałęziach i pniach
drzew Zapasy te przyczyniają
się do utrzymania rośliny przy
życiu gdy traci ona liście wytwa
rzające pożywienie To też na'
wiosnę rośliny czerpią energię i materiał niezbędny dla wylwo
rżenia pąków i pierwszych liści
wyłącznie z zapasów poczynio-nych
poprzedniego lata Gdy lyl-'t- o
liście wyrosną i nabiorą zie_
lonego koloru przejmują one za-danie
karmienia rośliny przez
resztę sezonu
Podobnie jak' rośliny czło-wiek
aby żyć musi karmić się
cukrem tłuszczami i proteinami
Nie będąc w stanie wytwarzać
tych substancji w drodze synte- -
zy jak rośliny zmuszony jest
POGOŃ ZA MŁODOŚCIĄ
Są ludzie którzy nagle po prze
kroczeniu pewnej ilości lat spo-strzegają
że się starzeją zaczy-nają
na gwałt starać się odzys-kać
utraconą młodość Zaczyna
ją się bawić szaleć flirtować
kochać gubić zmarszczki maso-wać
ciało —słowem czynić wszys-tko
byle oddalić od siebie zmia-nę
starości zakosztować trochę
jeszcze życia Oczywiście tego
rodzaju ekstrawagancje u osób
starszych wywołuje normalnie
uśmiech wśród otoczenia Czasu
utraconego nikt jeszcze nawrócić
nie zdołał Każdy wiek ma bo-wiem
swoje przyjemności i pra-wa
Wydaje się że mężczyźni prze
chodzą ten okres z większą od-wagą
niż kobiety Trafia się
wprawdzie tu i ówdzie-ż- e i męż
czyźnl popełniają szaleństwa' ale
w stosunku do kobiet procent
ten jest stosunkowo niewielki
Mężczyzna naogół zawsze potra
fi być sobą Kobieta tylko cza-sem'
Mężczyzna nie przywiązuje
wielkiej wagi do zewnętrznej
powierzchowności jak""kobietay
I to wszystko Sprawa jest jas-na
i dla każdego zrozumiała
Nie jest to tylko zagadnienie
doby:wspóczesnejOd urodzenia
Ewy kobiety starają się robić
wszystko by' spodobać się męż-czyznom
Jest to tak naturalne
że nie potrzeba na to żadnych
specjalnych dowodów Zmienia-ją
się tylko metody a kobiety
pozostają wiecznie te same -
Ileż wysiłku czynią nasze pa-nie
i wogóle kobiety na całym"
świecie byle tylko posiadać
piękne oblicze byle zniszczyć
zmarszczki które "zaczynają się
korzystać z gotowych Jednym
ich źródłem są rośliny gdyż' na- -'
wet zwierzęta mięsożerne kar-mią
się mięsem zwierząt trawo-żernyc- h
Wszystkie zwierzęta ży
jące na lądzie w morzu czy po
wietrzu — są pasożytami karmią
cymi się jedne drugimi Uzależ-nione
są one 'jednak w końco
wym wyniku od produktów roś-linnych
Zpowyższegowynika że dzta
łanie światła słonecznego na zie-lony
barwnik roślin stanowi je-den
z podstawowych zjawisk ży-cia
na naszej planecie
Ludy prymitywne które czci-ły
słońce Majowie którzy bu-dowali
w sercu dżungli amery-kańskiej
zdumiewające świąty-nie
poświęcone słońcu faraon
egipski który kazał wyryć na
bryle granitu nieporównany
"Hymn do słońca" — wszyscy
oni musieli zdawać sobie spra
wę w pewnym stopniu z roli słoń
ca w przyrodzie
pokazywać na twarzy i odzys-kać
utraconą świeżość 1 barwę?
Te wszystkie kremy szminki
masaże naświetlania nie są tylko
po to by się podobać ale już
po te by przytrzymać za wszel
ką cenę" uciekającą wlelkieml
krokami młodość Jest to tra-gedj- a'
życiowa która odżywa w
każdem pokoleniu na którą żad
ne eliksiry nie pomogą
W związku z tym nasuwają się
nam następujące wnioski: Pięk-ności
ani młodości nie kupuje się
w słoikach ani we flakonikach
Bardzo często nadmierne uży-wanie
wszelkich kosmetyków
przyspiesza starość twarzy Ow-szem
stosowane i odpowiednie
używanie szminki czy pudru ła-godzi
ostrość rysów-al- e najplęk
niejsze kobiety są" te które potra
fią swoją twarz uczynić natu-ralną
(Wiele kobiet nawet po
czterdziestce nie ma zwiędłej
twarzy1 ale to tylko dzięki' temu
że' potrafiły one zachować umiar
przy stosowaniu 'kosmetyków
BŁYSZCZĄCE DUŻE OCZY
"TT Istnieją dwa proste sposoby
żeby oczy wydawały się większe
_1 bardziej błyszczące: v
ł Wziąć odrobinę wazeliny na
mały palec i delikatnie posma-rować
górne powieki od nasa-dy
rzęs do połowy mniej wię-cej
2 Wziąć na pałeczkę z drze
wa pomarańczowego — Orange
stick okruszynkę punkcik tyl-ko
różu nałożyć" na skórkę tuż
koło wewnętrznych kątów oczu
J leciutko rozetrzeć aż' będzie
blado-różow- y
- -
Zardzewiałe klucze wkłada
siędo terpentyny a po parumi-nulac- h
moczenia rdza zejdzie
Karol zaczął się śmiać biorąc jednocześnie kapelusz
— Dobranoc ci
— Już' idziesz? Dopiero siedzisz godzinę i pół
— Liczyłeś tak ściśle? -
— Ze strachem żeby nie było więcej No dość tych głupstw
W przyszłą sobotę czekam cię czekam was wszystkich
— Mam zamiar być wtedy u narzeczonej
— Poślij zastępcę a sam pojedziesz w niedzielę Liczę na cie
bie z pewnością
Karol szedł Piotrkowską ale czuł się jeszcze więcej zdener-wowanym
'
i znużonym niż przedtem j
Zyskał tylko to że pozbył się tych jakichś ciemnych niepo-kojów
i wyrzutów sumienia
Jakieś resztki niedawnego nastroju miał jeszcze w duszy
ale co chwila zapominał o sobie bo mu w-mózg- u dźwięczały para-doksalne
wywody Kurowskiego które również prędko przeżuł
Wracał do równowagi bo zachciało mu się gwałtownie jeść
Więc "wstąpił po drodze do Victorii
W restauracji było prawie pusto z powodu przedstawienia w
teatrze które się niedawno zaczęło- -
Garsoni drzemali w ciemnej sali od ulicy a po1 dwóch pierw-szych
oświetlonych łaził Bum-Bu- m poprawiał binokle obu ręka-mi
trzaskał w palce i przystawał co chwila wpatrując się w świa-tła
wysadzonymi martwymi oczami
Przy bufecie stał wysoki tęgi mężczyzna z bardzo małą szpi-czastą
głową pokrytą czarnym mchem 'włosów maleńkie czarrię
punkciki które stanowiły głęboko obsadzone oczy świeciły mu ź
czerwonej twarzy przeciętej tak szerokimi ustami o wywiniętych
wargach że były podobne do nalepionych sinych wałków waty
Pochylił się nad bufetem oblizywał świecące usta wysysał
co chwila wąsy wycierał serwetką szpiczastą czarną bródkę i szep
tał do' stojącego :przy nim niskiego grubasa który połykał prawic
jakiś butersznitruszając przy-ty- m wąsami nosem brwiami i --
wytrzeszczając
zapłynięte' tłuszczem oczy
— Mój parieczku kochany a może by tak koniaczek jeszcze
raz co? Niech no pan strzyknie a potem tak' kawiorku befszty-cze-k
po tatarsku co? Oby nam się dobrze działo!
Stuknęli się i wypili
— Mój panoczku' kochany atak przepowiedzieć sobie jeszcze
do trzeciego razu co?
Karol przeszedł do pokoju od podwórza i nim mu' podali jeść
przeglądać zaczął ostatnie gazety v
Przyszedł zaraz za nim' Buni-Bu- m szedł zygzowato nogi mu
ostro wyskakiwały- - i drgały tabetycznie a binokle 'co chwila opa-dały- na
piersL
— Dobry wieczór! Z dyrektora rzadki gość! — bełkotał ja-koś
niewyraźnie i rybie martwe oczy nastawiał na niego- -
— Mieszkam daleko — odpowiedział krótko przysłaniając
się gazeta aby się go prędzej pozbyć — Co to? —zapytał predj
ko 0'dsuwająćsię'inimowolnie boBumBum'nachyliłsię'nad nim:
Redagujo Barbara Głogowska
DWIE SOSfJY
Już listopad Opadły liście z
drzew odleciały ptaki powiędły
kwiaty Las stoi cichy szary smu
lny Tylko dwie wielkie sosny
nad brzegiem rzeki zawsze zielo
ne Ich listki to cienkie zielono
igiełki którym zimno nic nie zro
bi
Wiatr chłodny jesienny szu-mi
ich gałązkami Kołyszą się so
sny na wietrze i rozmawiają
— Zimno niedługo pewnie
śnieg zacznie padać
— Ano tak zima niedaleko
— Jak tam twoi mieszkańcy
gotowi nazimę?
Wiewiórka? (sąuirrel) O ta ca
łymi dniami pracuje bez odpo
czynku Ciągle gdzieś biega po
lesie i coraz to nowe zapasy do
swej dziupli znosi Wszystkie
szyszki jej oddałam grzybów coś
z tuzin ususzyła na słońcu i wcią
gnęła na górę do swej dziupli
O i teraz coś niesie
Rzeczywiście wiewiórka wdra-pywała
się po sośnie dźwigając
coś ciężkiego w pyszczku
— Odpocznijże nareszcie —
mówi sosna — zamęczysz się tym
bieganiem Dosyć już masz zapa-sów
na zimę
—i Jak' śniegi las pokryją bę-dzie
dosyć czasu na odpoczynek
— odpowiada ze swej dziupli wie-wiórka
Wiesz przecież sosno że
zima długa 'aja mam czworo
dzieci Ą zresztą przyniosłam coś
bardzo smacznego
— Cóż to jest?
— Jabłko Prawdziwe czerwo-niutkie- 1
jabłko
— Toś ty aż do wsi do ludz-kich
domów chodziła?
_- - A tak Jak zobaczyłam to
jabłko na drzewiepostanowiłam
że hiuszęgo przynieść' do domu
Wielkie! i' ciężkie takieże mi na
ziemię spadło Ale je 'znalazłam
pod samyni oknem Pray okazji
zobaczyłam przez to okno' jakie
zapasy ludzie rriają na zimę Cze-go
i tam triiema! Całe góry jarzyn
kosze owoców słoje rzędami na
półkach butelki żsokami wiel-kie
beczki pod ścianami Starczy
o!
Bprawach
POLSKIE BIURO
kraju Stały y utlawie
thś
im do następnej jesieni'
— O i z głodu nie umrzesz
ze swoją spiżarnią — śmiała się
sosna
— A nie Mogę spać spokoj-nie
To mówiąc wiewiórka zwinęła
się w kłębek nakryła puszystym
ogonkiem i zasnęła
— A jak się ma twój jeż sio-stro?
— O-je- ż! (hedgehog)Tenjuż
śpi w swojej norce gdzieś mię-dzy
moimi korzeniami Najspo-kojniejszy
on ze wszystkich mie-szkańców
Cichy nikomu w dro-gę
nie wchodzi Bardzo go lubię'
Zresztą go widuję bo prze-ważnie
śpi
— Toi my zaśnijmy bo już l
ciemno się 'robi
I obie sosny kołysane
trem usnęły
wia--
Wiewiórki
Wiewiórki młode dwie
Na sośnie się spotkały:
— Jakpańispędza dnie
Co robi dzień cały?
—Ja" skaczę cały dzień
Ciesząc się ciepłym słonkiem
Lub śpię zaszyta w cień
Nakrywszy się ogonkiem
— A ja-orzesz- ki rwę
Ńazłe:zimowe czasy
Chcę mieć' zapasy swe-Gd- y
śniegi skryją lasy
Listopad
Już listopad listek opadł ( Z' jabłonki i gruszy v
Tylko{ atrzeć jak nam' zima
SniegU m-światjprzyprós- zy: '#
Nauczmy siętegot wierszyka
dobrze? Jest łatwy i nietrudno
go zapamiętać A kto sięfńauczy
niech powie vicrszykmamusl
albo tatusiowi
DZIECI POLSKIE W POLSKIM
DOMU MÓWIĄ TYLKO
PO POLSKU
IHFORMACYJHE inł„ i„w„„in nrnwv kanacryiBKie i " Mł-ł- n HA1H WtKIMCLU 1UU4UJU '# -
krajowe Przygotowanie pemomocniciw
mnTni 7wrni:ii:
nodańJ- - 'pomocz vt
t_ r_i u vnm4ran u irnreimonaencji vv
majątkowych
przedstawiciel
fŁiUuWri4AW iłiVł-Vvy'- K oi# _ u l 8-m- el io j_ __- - niA' iiiUAAFflmł od wewtonuł T pcziswzuarttkuio Iciouds zlyenwouairjue"r"a"no"'"a"o' o v"y~: VrduoxalauuTję -n- - nntwł: ----t- ao nninc oirnpf Wpit -- Toronto Ontl — ACl IŁ 4UU iuiiuuu wf T _ '
ty
'
'
- -
— A niebieskie~nitki (ma dyrektor na ramionach i plecach
Zaczął ściągać z niego ruchem takim jakby te nici były nie
skończonej długości
Borowiecki przejrzał się w lustrze ale me zobaczył nic
— Wszyscy dzisiaj tak jakoś oplatani — 'bełkotalBum-Bu- m
— Ma pan jeszcze na plecach!
I znowu snuł z niego te urojone jakieś nici motał je w rę-kach
rzucał na podłogę i snuł dalej poruszając„sięj automatycznie
zapatrzony wzrokiem' który nic nie widział w te zwoje błękitnych
włókien jakimi był osnuty Borowiecki który zniecierpliwiony za
dzwonij na garsona wskazując głową Bum-Bum- a
Garsori ujął go podramięi odprowadził
Bum-Bu-m nie stawiał oporu szedł1 jak senny tylko zaczął z
niego zdejmować inici całymi garściami! rzucać' na ziemię
Ńaorowieckim zrobiła ta scena tak przykre wrażenie ze z
pośpiechem zjadł i wyniósł-si- ę w bufecie Bum-Bum- a już nie' za-stał
był tylko ten wysoki siedziatprzy stole głośno mlaskał języ-'kie- m
i z kawałkiem befsztyku w zębach gadał
— Ręka rękę tego uważa paneczek kochany! O ile się
da o tyle się zrobi
Gruby nie odpowiadał boimiał usta zapchane mięsem tylko
jeszcze szybciej poruszał 'twarzą
Na rogu pasażu Meyera pod latarnią Borowiecki znowu spo-- :
strzegł Bum-Bum- a szedł wolno i snuł dalej tę urojoną przędzę
snuł zlatarń z przechodniów z domów z s powietrza' łapał głową
bo mu się zdawało ż cała lilića jest' zasnutaniby pajęczyną więc
jąrwał ściągaHi jakby' się przedzierał przeznią
— "Delirium tremens" — szepnął' Karol : z politowaniem ipo-- r
jechał do domu obiecywał sobie że zaraz pójdzie spać i wyśpi' się1
za wszystkie czasy
Mateuszgrał ha harmonijce a w ciemnej długiejsieni kilka
sług z domów sąsiednich walcowało z zapałem 'V
Przerwałam tę zabawę zabierając Mateusza do mieszkania
Maksa Bauma już nie było pozostał tylko po nim szumiący
jeszcze samowar ' j "V
" Kazał posłać łóżko zapowiadając żeby w sieni było cicho bo
zaraz po herbacie pójdzie' spać '
e Nie poszedł Jednak bo gdy go lOwionęła cisza mieszkania
r wtedy go chwycił tak ostry śpazm-niid- y żeriie wiedział4 co"' rnafz'
sobą zrobić f
Rozebrał się ale spać nic poszedł zaczął przeglądać papiery-- -i
rzucił je z niechęcią' na stół' zajrzał do Maksa pokoju- - ciemny-- ]
bvł i wionął nustka ' 1 V'
chu"
kata'
mało
Popatrzyłjna ulicę cichą i
W całym domu panowała cisza przygnębiająca- - a 'zrkażdego!V
mieszkania wyłaziła nudai pustka' ' " "' """-- %'
NicTmógLjuż dłużej -- wytrzymać iw teisamothóściHpoŚDiesznie'
'niedawnych zgryzotach zipó '
'
°- - "!-- — —' -- — "- - -- - ~' —~- - 'TZL_lMWWMWWaCTłtMaaaMiBa!IBMBMaMllMiBgWBSnBBMIBg1IPliiww— ""i-'iiś?ii2- C -- HraJfBiKIFIHfijlBBHOBRSBiBiRKlK__E"- H rfli-ł- i frlŁlilWWwWĄi:V[iuri jj7ff 7ttm]4ffiZifK&ttXll7?VZW?Jtlll'Jv '' ''
[kwTzalatwIanluraw
usypiającą'użq''śv4ąt"eczńym"ru-- '
siCr4lijnieiPAmiC{aMcJużaniAo
'wodujĘmmylfppstanowIeńiach'źycia
w?t
I
i!
-- ' ''
vra
m
rtm "
'M£i
-- tiei
łi_y£! v £)- -
V€--
V'- -
jJJm
' -J-'-
&ml
M
i -- 'li
:'m
m
--m
-- €3S: ":f Ml
'SFil 'm
Ji
M
"$m
fl&y
'ii
' ' $
i-- M ?M
jbAmi
śzm
-- ma ::'W
&'iii
m
9W
i'
1
u&
m
ł: vt%i32?Aft
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, December 03, 1950 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1950-12-03 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Rights | Licenced under section 77(1) of the Copyright Act. For detailed information visit: http://www.connectingcanadians.org/en/content/copyright |
| Identifier | ZwilaD4000378 |
Description
| Title | 000198b |
| OCR text | 4 m t i I "vVvf-}-:-- - f'"V DR GHAS OKUN TA wieczorami zamówienie j33Dundas St W Róg Euclid - " "" D E N T T S na Ave Toronto DR M ZELCER LEKARZ Dyplomowany w Europie Godziny przyjęć:' od 2 - 4 0(j 7 p oraz na zamówienia Mówi po polsku 298 College St — RA 3580 miedzv'Spadina i Robert TORONTO ONTARIO DR- - L WflCHHfl Dentysta Godziny: 10— 121 2—8 S8SBATHURSTSTEIB515 DR P GOHITWfi — Dentysta — Godziny: 10—12 i 2—8 828B Lakeshore Road New Toronto - Tel NT 6322 ——— U&0 j iwiwi twtt— -A- DWOKACI — ADWOKAT I NOTARIUSZ J Pfl DUNCA0 BL 4767 — -- Rez OR 3000 Room 602 Tempie Bldg Bay i Richmond St Toronto '' " - — - j- - j — — m-- 0~ rf~ r— Offlce:!ELffin0a08 Andraw E McKagae ADWOKAT - OBROŃCA Załatwia sprawy wieczorami i na zamówienie1 Room 201 Northern Ontario j Buiming 3 JO Bay St Toronto Ont Biuro WA6944 Rez MES77S louis j mm ADWOKAT — NOTARIUSZ 514 Dundas W róf Spadlna TORONTO — ONTARIO POLSKI ADWOKAT H L KUTHEY LLB Pokój 107 1— TelWA 6445 ADWAKAT - OBROŃCA 414 Bay St Toronto Ren GL 6932 POPIERAJMY TYCH KUP CÓW I PRZEMYSŁOWCÓW KTÓRZY OGŁASZAJĄ SIE W "ZWIĄZKOWCU" PRZEWODNIK POLSKICH KUPCÓW IPBZFMYSL W TORONTO ONTAHIO FELIKS BOMBER AGENCJA ASEKURACYJNA 1356 Duadm W Baa ŁA BWł BISON STUDIO ZAKŁAD FOTOGRAFICZNY 314 Yongo Street ' Tel- - AD 9565 S CZECHOWSKI SKLEP TOWARÓW SPOŻYWCZYCH 678 Queon SL W Tel WA 6422 H W HARAJEWICZ WSZELKIE ASEKURACJE 80 Hlchmondł W Hoom 207 WA 2661 F JUDYCKI RADIA ROWERY PRALKI 625 Cjueen SU W ' Tel EL 3583 JAKÓB KĄDZIOŁKA KONTRA5CTOR BUDOWLANY 137 Sttahaa Aye AD 1835 K KOSTROWSKI SKLEP JUBILERSKI 1570 Cjueen St E GE 5053 JKRUŻEL TOttWTTr! I KUŚNIERZ 2783 Dundee SL W' IT ZOFIA LACHOWSKA RADIA ROKERY PRALKI 1030 Queen ME 1539 FELIKS ŁUKOWSKI KONTRAKTOR BUDOWLANY kolacja domów automatyczne oano-- _ wacze' Twardo podłogi Indian Baad lO 4837 S MARKOWSKI SKLEP GALANTERII MESKEJ I DAMSKIEJ 610 Qaeen SL W AD JÓZEF MUSZYŃSKI NAPRAWA GROSERNIAI NABIAŁY DoTereoarfEd" 2709 Syfom SL Toronta LA 66731 A "I ME ONTARIO BREADCO POLSKA PIEKARNIA !73 OssingtonAye LA 4921 W PRUSZKOWSKI GHOSERNL I E3 Qneea' W 8493 St W M79 S 3L BUC2ERN1A ME 0269 SZCZEPAN SŁUGOCKI ' BMloĘeSrKISLI DWA'MSKIr KRAWIEECE 1S52 JAN STOKŁOSA SKLEP TOWARÓW 'SPOŻYWCZYCH "3 Roncesrallej Are " LO 2141 MARIA ŻÓŁfAŃLECKA' TRIOTrr BUTCHEH and GROCZR s osadami pbzybomcze (Specjalnie dla opracował Jerzy Giżycki) SŁOŃCA życie każdej rośliny zielonej zależy bezpośrednio od promie ni Słońca Światło rfnio rnflinio energję niezbędną do wytworze ma swego pożywienia To zia- - 'wisko żywienia się roślin nazy_ wa się foto-synte- za Zielone części rośliny są ty- mi które są wrażliwe na działa-nie światła Wchodzą tu więc w rachubę głównie liście Kolor zie lony spowodowany jest obecnoś-ci- ę barwnika zwanego chlorofi-lem Gdy się ogląda liście gołym okiem zdają się one równomier nie zielone Jest to jednak jedy- - Jnie złudzenie gdyż zabarwienie jest spowodowane mnóstwem drobnych kropeczek Gdy ogląda my liść przez mikroskop widzi-my przedewszystkiem komórki o ściankach i drobniejsze zielone kulki pływa-jące w płynie komórkowym Każda komórka zawiera od dwu dziestu do pięćdziesięciu takich kulek Tak więc chlorofil nie jest rozdzielony równomiernie pomiędzy komórkami Promienie uderzają w ! powierzchnię liścia przesiąkają poprzez ścianki komórek i osią-gają kulki chlorofila wraz z ni-mi przesiąkają do kulek chloro-filu cząsteczki dwutlenku węgla r słońca - - DR H FEHIGSTEIH LEKARZ (ab: U I P w Waruowlal Godziny przyjęć: 2 — 417 — 9 301A Markham St Toronto fobek College) TeL RA 9277 3r W J ZINCHESIN BA M D L M C C IlEKARZ I CHIRURG Godziny: 2-4- 30 wieez 7-- 0 586 Bathurst St Toronto Telefony: Biura WA 1344 Rez LO 4001 r-~-~-~~~~'- ~+ ''JMOn-t- i eHkipmu W#Tau !" S "ZWIĄZKOWIEC" GRUDZIEŃ (DECEMBER) — 1950 STRONA 7--m "Związkowca" ROŚLINY — DZIECI przezroczystych LEKARZE i wody Promienie świetlne łą-czą owe cząsteczki tych elemen tów i tworzą masę wyglądającą jak gąsienica Jest to kwas węg-lowy Następnie część tej "gą-sienicy" zawierająca tlen zosta-je odrzucona pozostałość zaś łą cząc się pięciu innymi podob-sym- i cząsteczkami tworzy ra-zem molekułę cukru Tak wszystkie zielone części rośliny stanowią olbrzymią fabrykę któ ra pod działaniem światła sło-necznego wytwarza cukier z wo-dy i dwutlenku węgla Cukier zaś ten jest podstawo wym pokarmem rośliny Wcho dzi on w skład krochmalu i' ce-lulozy i przeszedłszy przez skom plikowane zmiany zostaje prze-mieniony w oleje alkohole i kwa sy niezbędne roślinie do życia Jaki więc jest wobec tego cel j korzeni skoro rośliny żywią się cukrem wytworzonym przez liś- - cie W istocie rośliny nie są kar-mione przez korzenie Korzenie sięgają wgłąb ziemi w poszuki-waniu wody i substancji minerał nych Substancje te wchłaniane korzenie w postaci rozpusz czonych w wodzie soli tworzą surowe soki roślinne które nie są pożywieniem same w sobie a jedynie materiałem z którego pożywinie rośliny jest wytwa-rzane Te substancje mineralne soków łączą się właściwie dopie-ro później z substancjami pow-stałymi z poddanego przemia-nom cukru Surowy sok zmienia' się stopniowo w bardziej rafino-wany i przenika wówczas we wszystkie tkanki dostarczając każdej komórce składniki z któ rych roślina jest zbudowana Przy obfitości światła słonecz nego liście wytwarzają nieraz więcej cukru niż roślina może zużytkować Wówczas cukier-z- a mienia się w nierozpuszczalną masę zwaną krochmalem -- Kroch mai może być zamieniony znów na cukier gdy zachodzi tego pot rzeba przykiad w nocy gdy w braku światła wytwarzanie DR N LAHDIS SPECJALISTA OD CHORÓB WENERYCZNYCH l einvi Pfiiriiro ł Aknc7Pr — ~t "~"~" r"--- °' ' r U0aziny:oa o po poi oa o ao tt wieczur i na zam_-uwiuina- TELEFON: WA 6555 — 387 DUNDAS ST W TORONTO Polski Sklep z Heblami — Meble do każdego i pokoju Radia i różne przyrządy elektryczne Wykonujemy na zamówienia najnowszego stylu „chesterfields" Studio Couches Materace i Kołdry Robota solidna i gwarantowana — PIOTR CZECH właściciel 361 Oakwood Av obok Rogers OR 1143 Toronto] j ""' ' """ ' ' ' 1 „„ II i WŁADYSŁAW ST REYMONT — Aby ja tym lepiej sprzedawać? — Cóż warta jest cnota której dobrze sprzedać nie można? — Tyś sięze swoją nie bardzo drożył — rzucił Karol przypo-mniawszy sobie 'ostatniego jego spólnika który ze spółki me wy-niósł ani grosza pomimo że włożył w nią wiele — To podłe oszczerstwo! — krzyknął Kurowski gwałtowme uderzając krzesłem o podłogę ' Oczy mu rozbłysły potężnym płomieniem a twarz zadrgała iwałtownie ze wzruszenia ale się wnet opanował usiadł z powro-tem zapalił papierosa pociągnął kilka razy rzucił go i wyciąga-jąc rękę rzekł cicho: — Przepraszam cię bardzo jeślim cię dotknął — Wierzyłem trochę plotkom bo sądziłem cię po łodzku ale teraz wierzę tobie i nie gniewam się zupełnie rozumiem że mo-gło cię moje przypuszczenie zaboleć — Nie okpiłem bo sposobność me była po temu i me mia-łem kogo — powiedział ale pod tym cynizmem czuć było jeszcze wzburzenie wielkie Kazał sobie przynieść butelkę wina i pił szklankę po szklan ce — Szkoda że nie żyłem sto lat temu — zaczął niezwykłym tonem _ Z ByłbSię lepiej'bawił na świecie Sto lat temu było je-sioelotoSta- Wy jeszcze potężne instynkty i potężne turnię nofer ieśli byli zbrodniarze to takiej miary jak Danton Robes-- K jeśli byli zdrajcy to tacy którzy sprzedawali SSyJefi to tacy którzy kradli państwa A i Zgniecie scyzorykiem w brzuch! co? °°p™ owaJ}byś w tamtej epoce fabrykować swoich _ u~ mAł v 7amknietvmi oczami i wjb"!"" gU UU JliU~ -- - „„ ipst Łiiueiuii j~-- ~ UViJ - si-w- ~r - :: świat z hołoty 'tai ftft OeiTi ' '-'- -i- J'kJŁ --- " r "- - - O 3 z więc ( ? przez Na Iao ' # Kiesz na - niezupełnie pomnego Fraternite Egalite plunąłby hn nonsensemi r— -- j— me ocwszczac cukru j est niemożliwe Podczas miesięcy letnich roś-lina pomimo zużywania zapasu cukru w nocy wytwarza nad-miar krochmalu !i odkła'da go pod postacią narośli jak kartofle korzeni jak marchew oraz w ziar nach w gałęziach i pniach drzew Zapasy te przyczyniają się do utrzymania rośliny przy życiu gdy traci ona liście wytwa rzające pożywienie To też na' wiosnę rośliny czerpią energię i materiał niezbędny dla wylwo rżenia pąków i pierwszych liści wyłącznie z zapasów poczynio-nych poprzedniego lata Gdy lyl-'t- o liście wyrosną i nabiorą zie_ lonego koloru przejmują one za-danie karmienia rośliny przez resztę sezonu Podobnie jak' rośliny czło-wiek aby żyć musi karmić się cukrem tłuszczami i proteinami Nie będąc w stanie wytwarzać tych substancji w drodze synte- - zy jak rośliny zmuszony jest POGOŃ ZA MŁODOŚCIĄ Są ludzie którzy nagle po prze kroczeniu pewnej ilości lat spo-strzegają że się starzeją zaczy-nają na gwałt starać się odzys-kać utraconą młodość Zaczyna ją się bawić szaleć flirtować kochać gubić zmarszczki maso-wać ciało —słowem czynić wszys-tko byle oddalić od siebie zmia-nę starości zakosztować trochę jeszcze życia Oczywiście tego rodzaju ekstrawagancje u osób starszych wywołuje normalnie uśmiech wśród otoczenia Czasu utraconego nikt jeszcze nawrócić nie zdołał Każdy wiek ma bo-wiem swoje przyjemności i pra-wa Wydaje się że mężczyźni prze chodzą ten okres z większą od-wagą niż kobiety Trafia się wprawdzie tu i ówdzie-ż- e i męż czyźnl popełniają szaleństwa' ale w stosunku do kobiet procent ten jest stosunkowo niewielki Mężczyzna naogół zawsze potra fi być sobą Kobieta tylko cza-sem' Mężczyzna nie przywiązuje wielkiej wagi do zewnętrznej powierzchowności jak""kobietay I to wszystko Sprawa jest jas-na i dla każdego zrozumiała Nie jest to tylko zagadnienie doby:wspóczesnejOd urodzenia Ewy kobiety starają się robić wszystko by' spodobać się męż-czyznom Jest to tak naturalne że nie potrzeba na to żadnych specjalnych dowodów Zmienia-ją się tylko metody a kobiety pozostają wiecznie te same - Ileż wysiłku czynią nasze pa-nie i wogóle kobiety na całym" świecie byle tylko posiadać piękne oblicze byle zniszczyć zmarszczki które "zaczynają się korzystać z gotowych Jednym ich źródłem są rośliny gdyż' na- -' wet zwierzęta mięsożerne kar-mią się mięsem zwierząt trawo-żernyc- h Wszystkie zwierzęta ży jące na lądzie w morzu czy po wietrzu — są pasożytami karmią cymi się jedne drugimi Uzależ-nione są one 'jednak w końco wym wyniku od produktów roś-linnych Zpowyższegowynika że dzta łanie światła słonecznego na zie-lony barwnik roślin stanowi je-den z podstawowych zjawisk ży-cia na naszej planecie Ludy prymitywne które czci-ły słońce Majowie którzy bu-dowali w sercu dżungli amery-kańskiej zdumiewające świąty-nie poświęcone słońcu faraon egipski który kazał wyryć na bryle granitu nieporównany "Hymn do słońca" — wszyscy oni musieli zdawać sobie spra wę w pewnym stopniu z roli słoń ca w przyrodzie pokazywać na twarzy i odzys-kać utraconą świeżość 1 barwę? Te wszystkie kremy szminki masaże naświetlania nie są tylko po to by się podobać ale już po te by przytrzymać za wszel ką cenę" uciekającą wlelkieml krokami młodość Jest to tra-gedj- a' życiowa która odżywa w każdem pokoleniu na którą żad ne eliksiry nie pomogą W związku z tym nasuwają się nam następujące wnioski: Pięk-ności ani młodości nie kupuje się w słoikach ani we flakonikach Bardzo często nadmierne uży-wanie wszelkich kosmetyków przyspiesza starość twarzy Ow-szem stosowane i odpowiednie używanie szminki czy pudru ła-godzi ostrość rysów-al- e najplęk niejsze kobiety są" te które potra fią swoją twarz uczynić natu-ralną (Wiele kobiet nawet po czterdziestce nie ma zwiędłej twarzy1 ale to tylko dzięki' temu że' potrafiły one zachować umiar przy stosowaniu 'kosmetyków BŁYSZCZĄCE DUŻE OCZY "TT Istnieją dwa proste sposoby żeby oczy wydawały się większe _1 bardziej błyszczące: v ł Wziąć odrobinę wazeliny na mały palec i delikatnie posma-rować górne powieki od nasa-dy rzęs do połowy mniej wię-cej 2 Wziąć na pałeczkę z drze wa pomarańczowego — Orange stick okruszynkę punkcik tyl-ko różu nałożyć" na skórkę tuż koło wewnętrznych kątów oczu J leciutko rozetrzeć aż' będzie blado-różow- y - - Zardzewiałe klucze wkłada siędo terpentyny a po parumi-nulac- h moczenia rdza zejdzie Karol zaczął się śmiać biorąc jednocześnie kapelusz — Dobranoc ci — Już' idziesz? Dopiero siedzisz godzinę i pół — Liczyłeś tak ściśle? - — Ze strachem żeby nie było więcej No dość tych głupstw W przyszłą sobotę czekam cię czekam was wszystkich — Mam zamiar być wtedy u narzeczonej — Poślij zastępcę a sam pojedziesz w niedzielę Liczę na cie bie z pewnością Karol szedł Piotrkowską ale czuł się jeszcze więcej zdener-wowanym ' i znużonym niż przedtem j Zyskał tylko to że pozbył się tych jakichś ciemnych niepo-kojów i wyrzutów sumienia Jakieś resztki niedawnego nastroju miał jeszcze w duszy ale co chwila zapominał o sobie bo mu w-mózg- u dźwięczały para-doksalne wywody Kurowskiego które również prędko przeżuł Wracał do równowagi bo zachciało mu się gwałtownie jeść Więc "wstąpił po drodze do Victorii W restauracji było prawie pusto z powodu przedstawienia w teatrze które się niedawno zaczęło- - Garsoni drzemali w ciemnej sali od ulicy a po1 dwóch pierw-szych oświetlonych łaził Bum-Bu- m poprawiał binokle obu ręka-mi trzaskał w palce i przystawał co chwila wpatrując się w świa-tła wysadzonymi martwymi oczami Przy bufecie stał wysoki tęgi mężczyzna z bardzo małą szpi-czastą głową pokrytą czarnym mchem 'włosów maleńkie czarrię punkciki które stanowiły głęboko obsadzone oczy świeciły mu ź czerwonej twarzy przeciętej tak szerokimi ustami o wywiniętych wargach że były podobne do nalepionych sinych wałków waty Pochylił się nad bufetem oblizywał świecące usta wysysał co chwila wąsy wycierał serwetką szpiczastą czarną bródkę i szep tał do' stojącego :przy nim niskiego grubasa który połykał prawic jakiś butersznitruszając przy-ty- m wąsami nosem brwiami i -- wytrzeszczając zapłynięte' tłuszczem oczy — Mój parieczku kochany a może by tak koniaczek jeszcze raz co? Niech no pan strzyknie a potem tak' kawiorku befszty-cze-k po tatarsku co? Oby nam się dobrze działo! Stuknęli się i wypili — Mój panoczku' kochany atak przepowiedzieć sobie jeszcze do trzeciego razu co? Karol przeszedł do pokoju od podwórza i nim mu' podali jeść przeglądać zaczął ostatnie gazety v Przyszedł zaraz za nim' Buni-Bu- m szedł zygzowato nogi mu ostro wyskakiwały- - i drgały tabetycznie a binokle 'co chwila opa-dały- na piersL — Dobry wieczór! Z dyrektora rzadki gość! — bełkotał ja-koś niewyraźnie i rybie martwe oczy nastawiał na niego- - — Mieszkam daleko — odpowiedział krótko przysłaniając się gazeta aby się go prędzej pozbyć — Co to? —zapytał predj ko 0'dsuwająćsię'inimowolnie boBumBum'nachyliłsię'nad nim: Redagujo Barbara Głogowska DWIE SOSfJY Już listopad Opadły liście z drzew odleciały ptaki powiędły kwiaty Las stoi cichy szary smu lny Tylko dwie wielkie sosny nad brzegiem rzeki zawsze zielo ne Ich listki to cienkie zielono igiełki którym zimno nic nie zro bi Wiatr chłodny jesienny szu-mi ich gałązkami Kołyszą się so sny na wietrze i rozmawiają — Zimno niedługo pewnie śnieg zacznie padać — Ano tak zima niedaleko — Jak tam twoi mieszkańcy gotowi nazimę? Wiewiórka? (sąuirrel) O ta ca łymi dniami pracuje bez odpo czynku Ciągle gdzieś biega po lesie i coraz to nowe zapasy do swej dziupli znosi Wszystkie szyszki jej oddałam grzybów coś z tuzin ususzyła na słońcu i wcią gnęła na górę do swej dziupli O i teraz coś niesie Rzeczywiście wiewiórka wdra-pywała się po sośnie dźwigając coś ciężkiego w pyszczku — Odpocznijże nareszcie — mówi sosna — zamęczysz się tym bieganiem Dosyć już masz zapa-sów na zimę —i Jak' śniegi las pokryją bę-dzie dosyć czasu na odpoczynek — odpowiada ze swej dziupli wie-wiórka Wiesz przecież sosno że zima długa 'aja mam czworo dzieci Ą zresztą przyniosłam coś bardzo smacznego — Cóż to jest? — Jabłko Prawdziwe czerwo-niutkie- 1 jabłko — Toś ty aż do wsi do ludz-kich domów chodziła? _- - A tak Jak zobaczyłam to jabłko na drzewiepostanowiłam że hiuszęgo przynieść' do domu Wielkie! i' ciężkie takieże mi na ziemię spadło Ale je 'znalazłam pod samyni oknem Pray okazji zobaczyłam przez to okno' jakie zapasy ludzie rriają na zimę Cze-go i tam triiema! Całe góry jarzyn kosze owoców słoje rzędami na półkach butelki żsokami wiel-kie beczki pod ścianami Starczy o! Bprawach POLSKIE BIURO kraju Stały y utlawie thś im do następnej jesieni' — O i z głodu nie umrzesz ze swoją spiżarnią — śmiała się sosna — A nie Mogę spać spokoj-nie To mówiąc wiewiórka zwinęła się w kłębek nakryła puszystym ogonkiem i zasnęła — A jak się ma twój jeż sio-stro? — O-je- ż! (hedgehog)Tenjuż śpi w swojej norce gdzieś mię-dzy moimi korzeniami Najspo-kojniejszy on ze wszystkich mie-szkańców Cichy nikomu w dro-gę nie wchodzi Bardzo go lubię' Zresztą go widuję bo prze-ważnie śpi — Toi my zaśnijmy bo już l ciemno się 'robi I obie sosny kołysane trem usnęły wia-- Wiewiórki Wiewiórki młode dwie Na sośnie się spotkały: — Jakpańispędza dnie Co robi dzień cały? —Ja" skaczę cały dzień Ciesząc się ciepłym słonkiem Lub śpię zaszyta w cień Nakrywszy się ogonkiem — A ja-orzesz- ki rwę Ńazłe:zimowe czasy Chcę mieć' zapasy swe-Gd- y śniegi skryją lasy Listopad Już listopad listek opadł ( Z' jabłonki i gruszy v Tylko{ atrzeć jak nam' zima SniegU m-światjprzyprós- zy: '# Nauczmy siętegot wierszyka dobrze? Jest łatwy i nietrudno go zapamiętać A kto sięfńauczy niech powie vicrszykmamusl albo tatusiowi DZIECI POLSKIE W POLSKIM DOMU MÓWIĄ TYLKO PO POLSKU IHFORMACYJHE inł„ i„w„„in nrnwv kanacryiBKie i " Mł-ł- n HA1H WtKIMCLU 1UU4UJU '# - krajowe Przygotowanie pemomocniciw mnTni 7wrni:ii: nodańJ- - 'pomocz vt t_ r_i u vnm4ran u irnreimonaencji vv majątkowych przedstawiciel fŁiUuWri4AW iłiVł-Vvy'- K oi# _ u l 8-m- el io j_ __- - niA' iiiUAAFflmł od wewtonuł T pcziswzuarttkuio Iciouds zlyenwouairjue"r"a"no"'"a"o' o v"y~: VrduoxalauuTję -n- - nntwł: ----t- ao nninc oirnpf Wpit -- Toronto Ontl — ACl IŁ 4UU iuiiuuu wf T _ ' ty ' ' - - — A niebieskie~nitki (ma dyrektor na ramionach i plecach Zaczął ściągać z niego ruchem takim jakby te nici były nie skończonej długości Borowiecki przejrzał się w lustrze ale me zobaczył nic — Wszyscy dzisiaj tak jakoś oplatani — 'bełkotalBum-Bu- m — Ma pan jeszcze na plecach! I znowu snuł z niego te urojone jakieś nici motał je w rę-kach rzucał na podłogę i snuł dalej poruszając„sięj automatycznie zapatrzony wzrokiem' który nic nie widział w te zwoje błękitnych włókien jakimi był osnuty Borowiecki który zniecierpliwiony za dzwonij na garsona wskazując głową Bum-Bum- a Garsori ujął go podramięi odprowadził Bum-Bu-m nie stawiał oporu szedł1 jak senny tylko zaczął z niego zdejmować inici całymi garściami! rzucać' na ziemię Ńaorowieckim zrobiła ta scena tak przykre wrażenie ze z pośpiechem zjadł i wyniósł-si- ę w bufecie Bum-Bum- a już nie' za-stał był tylko ten wysoki siedziatprzy stole głośno mlaskał języ-'kie- m i z kawałkiem befsztyku w zębach gadał — Ręka rękę tego uważa paneczek kochany! O ile się da o tyle się zrobi Gruby nie odpowiadał boimiał usta zapchane mięsem tylko jeszcze szybciej poruszał 'twarzą Na rogu pasażu Meyera pod latarnią Borowiecki znowu spo-- : strzegł Bum-Bum- a szedł wolno i snuł dalej tę urojoną przędzę snuł zlatarń z przechodniów z domów z s powietrza' łapał głową bo mu się zdawało ż cała lilića jest' zasnutaniby pajęczyną więc jąrwał ściągaHi jakby' się przedzierał przeznią — "Delirium tremens" — szepnął' Karol : z politowaniem ipo-- r jechał do domu obiecywał sobie że zaraz pójdzie spać i wyśpi' się1 za wszystkie czasy Mateuszgrał ha harmonijce a w ciemnej długiejsieni kilka sług z domów sąsiednich walcowało z zapałem 'V Przerwałam tę zabawę zabierając Mateusza do mieszkania Maksa Bauma już nie było pozostał tylko po nim szumiący jeszcze samowar ' j "V " Kazał posłać łóżko zapowiadając żeby w sieni było cicho bo zaraz po herbacie pójdzie' spać ' e Nie poszedł Jednak bo gdy go lOwionęła cisza mieszkania r wtedy go chwycił tak ostry śpazm-niid- y żeriie wiedział4 co"' rnafz' sobą zrobić f Rozebrał się ale spać nic poszedł zaczął przeglądać papiery-- -i rzucił je z niechęcią' na stół' zajrzał do Maksa pokoju- - ciemny-- ] bvł i wionął nustka ' 1 V' chu" kata' mało Popatrzyłjna ulicę cichą i W całym domu panowała cisza przygnębiająca- - a 'zrkażdego!V mieszkania wyłaziła nudai pustka' ' " "' """-- %' NicTmógLjuż dłużej -- wytrzymać iw teisamothóściHpoŚDiesznie' 'niedawnych zgryzotach zipó ' ' °- - "!-- — —' -- — "- - -- - ~' —~- - 'TZL_lMWWMWWaCTłtMaaaMiBa!IBMBMaMllMiBgWBSnBBMIBg1IPliiww— ""i-'iiś?ii2- C -- HraJfBiKIFIHfijlBBHOBRSBiBiRKlK__E"- H rfli-ł- i frlŁlilWWwWĄi:V[iuri jj7ff 7ttm]4ffiZifK&ttXll7?VZW?Jtlll'Jv '' '' [kwTzalatwIanluraw usypiającą'użq''śv4ąt"eczńym"ru-- ' siCr4lijnieiPAmiC{aMcJużaniAo 'wodujĘmmylfppstanowIeńiach'źycia w?t I i! -- ' '' vra m rtm " 'M£i -- tiei łi_y£! v £)- - V€-- V'- - jJJm ' -J-'- &ml M i -- 'li :'m m --m -- €3S: ":f Ml 'SFil 'm Ji M "$m fl&y 'ii ' ' $ i-- M ?M jbAmi śzm -- ma ::'W &'iii m 9W i' 1 u& m ł: vt%i32?Aft |
Tags
Comments
Post a Comment for 000198b
