000290b |
Previous | 13 of 16 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
hsłaiy Dobefc
-- 1 1-W-jkCH-
MiMj
2YŻ
ccraz wolniej Nogi
ih)v i rfręiwiaiy w yai- - :k czuł lekkie drżenia
aźdym razem gay z aa--'
„zlatywał pocisk arty
ski i szybując nad wzgó- -
j pnjpominar o wujnie
muiacvm śpiewem c- -
n-cia-gal
głowę w ramiona
™nhnval snę won auy
skoczyć pod skarpę Drogi
irńtt' piUttCi nuw- -
sic po zoranej czołgami
2f niljai scmuuy uciia- -
nucone pokryte podar-siatka- mi
zawalone wor- -
i ktorycn sypar się
% zakręcie w zagięciu wą--
ziała zapaaająca się
Serba Tu zginęli saperzy
on kulił się meprzytom- -
Serce biło mu mocno i
J t„ Ar rrlrmrr V
IV UacitaiU UU gjunjr u
'pi srrony lx uicgicm
jfa w głębi znikała wzgó- -
zienua zapadała się w
paść z której dochodziły
i nawoływanie huk
łu i świst wyskakującego
órę pocisku z moździerza
nerzcc ludzie krzątali się pod
Spaib Kopau cos porząaKO- -
siedzieli w zagłębieniach
ieni jedząc z puszek pi- -
i wzrt z żelaznych kubków Inni
typiIfelMIERZ WIERZYŃSKI
"S UJ I
niespo- -
ccia- - TANIA
uWł
t MONTE CASSINO
oście przyszli
iszac ich sen
którym klęczy
mz w dłom chowa
rosa Mogilna
cloiue ciągnący
'lny tren
wieść bolesną
Lirotra
ilna?
'Krzywda nasza
jest taka jak ich
Co się kładli na skały
[Port ogień i ołów:
Wygnamsmy z domu
pdzie czarny wichr
rzewrócil świece
I poparł mszały
[ZabitjcJi deskami
[Kościołów
ilkli I pochylilLsiCf
igękrTliymInjząacmy yślainliiołsoiięoie U
ichyhły się nisko
ydła ich srebrne
e złocone
y doniebne
odia się razem
Two]a obronę
mie co nosisz
[sarniny koronę
4 umęczone] głowie
I każdy icziął w ręlig
Jak dawniej w kościele
Wstęgę z nutami
l skrzypce i smyczek
l rozpoczęli #
Święci śpiewacy
Arię niebieska
Z polskich kantyczek
I popłynęły modhiw
Patnicze biegania
Jak latem u nas
Pachnąca lipami
W niedzielę
Szemrze
Litania
Umiało po łatach
? pól wiało pszennych
V ziemie zamdło
fkboko aż w sen ich i l szczęście się stało
i wała się groza
l przyszła matka
kh Dolorosa
l kości w podglebiu
Kuszyly się śpiące
Jedna i druga
l sto i tysiące ii gniew szedł za aniewem
J wojsko za wojskiem
J nagle się roszystko
Ubjęlo tym śpiewem
l zbiegło się to górę]
Wysoką uncistą
l ogniem spłonęło
I dokonało się
IV śmierci i święcie
Straszliwe dzieło '
Zaklęcie
?c umilkli I- - pochylali się
d poległymi I zasłuchali się%
igrzymujący aniołowie:
wołajcie nam już o "krzyw-dzie
'nóiccie o naszym dziele
opiewajcie nam zgrzebną li
tanię
pod lipami w chłopskim
" kościele
{nowogródzkich kapliczkach
{leśnych jeziorach litewskich
uszukajcie nuty w kantyczkach
tszukajcie w śpiewnikach
niebieskich
pachnie podolskie konopie
sadzie powidło' iesienne
!' Dniestr przez' jary się kopie
nnice jak arzeia-si- e senne
atem jakkwitniejatwlen:
szukajcie tej nuty to 'kan--
' tyczkaciur
°e? niej ood derka chwała
ołwiy skamieniał nam tren
erce nam sltamieńialo
częścią przecież t mnłn
bez niej dla nas if tilfcb
bardzo ciarnd --
' " ''
rjUnentarnarrfł"
fpiezny u£& ?te
n
Vjzy i& ~ - a i? i'
X fefJs4
MJiwiwMiininmjmrjjmi „u __'' --MIH WALECZNYCH
szli skradającym się krokiem
ciągnąc kabel czy dźwigając
skrzynki amunicyjne Ludzie
w mundurach które nie bro-niły
przed odłamkami nie
osłaniały od kuli Hełmy na-sunięte
na czoło hełmy ob-ciążone
opatrunkami osobi-stymi
zatkniętymi pod po-strzępioną
siatkę Hełmy któ-re
lada pocisk szmajsera dziu-rawił
ze stu kroków
Zenon mógł nie iść na po- zycję Teraz Wacek i Gienek
siedzą w namiocie w głębi In-terno
w bezpiecznej kotlince
za wysoką ścianą skalną Gie-nek
pewnie śpi Odsypia
wciąż noc dzień i noc na Wid-mie
Wacek sprawdza rapor-ty:
a może rozłożył się obok
namiotu wystawił ciało do
słońca?
Mógł nie iść Nikt go nie
wysyłał Gdy Kuba zadzwonił
nakazując wysłanie obserwa-tora-
do batalionu na podsta-wie
wyjściowej mógł wyzna-czyć
Józka Jasia Wałsę Ka-zika
Zygmunta Miał prawo
Spodziewano się że wyznaczy
kogoś Wacek zdziwił się gdy
mu zameldował że sam zgło-sił
się na ochotnika że chce
wyręczyć wszystkich zmęczo
nych zdartych bitwą kole-gów
Wychylił się Naraził się na
uśmiech ironiczny Michała i
Felka Złamał zasadę że o-chot- nicy
byli ale w dwudzie-stym
roku Został idiotycz-nym
głupim zgrywającym się
"bohaterem" z własnej woli
Przekrzywił dziarsko hełm
przypasał ciężki pistolet przy-czepił
mapnik i manierkę z
winem Jak stary wiarus spoj-rzał
z góry na kolegów zosta
jących w potężnym bezpiecz
nym schronie dowodzenia
siadł na łazik i ruszył
Mikuś szalał przy kierowni
cy wzniecając kurz na drodze
przez dolinę Rapido Wyczy-niał
cuda na zakrętach skakał
przez nadwyrężone mostka
trząsł cholernie na oniezasy-panyc- h
lejach po pociskach
Nie było czasu zastanawiać
się: strzelają czy nie strzela-ją?
Gdzieś szorował niebem
jakiś granat samotny smaga-ły
pepance dymiło dokoła "i
mgła mieszała się z kurzem
Wreszcie nad głowami wy-rósł
z tumanu zaciemnionej
doliny wielki gmach Caifo
Wpadli w doliny zatrzymali
Się pod kępą drzew
Spokojnie tu było Zielono
czerwono od maków Przed
namiotem wysoki mężczyzna
golił się zaglądając do luster-- 1
ka zawieszonego na słupku
Zenon poznał go Był to do-wódca
brygady Żołnierz sie-dzący
w kucki gotował kawę
na fiikuśnej maszynce Dalej
chodzili spokojnie inni zajęci
swoimLsprawami Z boku sta-ły
dwa samochody Jeden riie
miał opon i przechylony był
na bok Drugi jeszcze dymił
z chłodnicy
Mikuś odjechał Zenon
spojrzał w górę na stok
wzgórza zawalony kamienia-mi
chudy i połatany jak zie-lony
wór na szkielecie przed-potawe- go
zwierza
Ruszył sam Miał dotrzeć aż
za San Angelo i dołączyć do
pierwszej kompanii Miał zna-leźć
telefonistów i radio Pod-chorąży
Dołek poinformuje o
sytuacji
— A w ogóle Zenon spra-wa
Już przebrzmiała — mó-wił
'Wacek — San Angelo
zdobyte Niemców nie ma na
górze Po co cię wysyłają nie
wiem Ale jak chcesz to wal
przewietrzysz się
"Wdrapał się na placyk Bo-kiem
popatrzył na wywrócone
czołgi Szukał białej taśmy
Szedł teraz poszarpanym
grzbietem rozwalonym ot-wartym
wieloma uderzeniami
żelaza Słońce grzało krzaki
delikatnie" falowały Ptaki fuf-kał- y
między gałęziami żołnie-rze
krzątali się szukając cze-goś
między kamieniami
— Idioto! — krzyknął ktoś
z bliska — Miny!
Zenon zatrzymał się Nogi
wrosły w kamienie Drżał
Otarłszy pot spływający
hełmu powoli ruszyłl Niena-śłućhrw- ał
już" patrzył' uważ-nie
pod nogi Każdy biały ka-mień
sterczący ze ścieżki
przerażał go -
Wtem ryknęło! JCrótki'
przejmujący głos 'Jak bek
wielkiego dynozauraUderzy-ł- ó
Przedenonem wyskoczy-ła)
w górę ziemia podniósł się
dym Cztery "kłęby szarej
mgły cztery wizgi cztery
ognieZenon leżałna ścieżce
Oglądał się" w której stronie
rzbsawienie gdzie uciekać ą ~r + „if_S" — BKonczyiu ic uoijał
głos nad isobą —- Rąbną ra2
i koniec "Amunicji nie mają
i
Teraz poleci na Majolę Da-leko
Ruszajcie panie porucz-niku
Zenon podniósł się powoli
i ręką zasłaniał skurcz twa-rzy
Szeroki zadufany żoł-nierz
stał przy nim Ka nara-miennikach
battledressu miał
tasiemki plutonowego
— Pan porucznik do bata-lionu?
— Jesfem obserwatorem
artylerii — powiedział Zenon
— Chodźmy zaprowądzę
pana Tu można się zgubić
w tych cholernych taśmach
Plutonowy mówił jakby był
na placu musztry Albo jakby
proponował spacer do Cam-pobass- o
Szedł preed Zenonem ener-gicznie
sprężyście Bez stra-chu
Zenon ledwo nadążał
Patrzył teraz na spocone ple-cy
na pas ściskający grube
ciało podoficera na jego
ciężkie buty i podarte spina-cze
Uspokoił się Między nim
i górami poruszała się żywa
ale mocna zasłona
— Padnij — wrzasnął plu-tonowy
i już sam leżał umie-jętnie
chowając igłowe za głaz
sterczący jakby specjalnie dla
niego
Zenon padł Zatargał nim
nagły strach Oczekiwał cze-goś
strasznego Nie śmiał
spojrzeć przed siebie Nie sły-szał
gwizdu nisko nad głową
i wybuchów w tyle w bezpie-cznej
już dla niego odległości
Serce biło tak silnie że uszy
nie przyjmowały niczego z
zewnątrz
— No chodźmy — pluto-nowy
otrzepywał się i uśmie-chał
Ręce Zenona były tak sła-be
że nie potrafił się pod-nieść
Załamywał się i opadał
na czworaki
— 'Có panu jest? pytał plu-tonowy'
Może pan porucznik
chory?
— Nie Nie Wszystko w
porządku nie mogę złapać
tchu
Szli znowu 'w dół i w górę
Okrążali kopce kamieni ocie-rali"ś- ię
'o 'bstrpkrzewy' poty-kali
na dziurach i bruzdach
— Tu zginął pułkownik Ku-rek
— mówił plutonowy —
Tu Kamiński
— Do cholery — zakląłvw
duszy Zenon-- — „Coza idiota
Plutonowy szedł jak na
spacer Pistolet maszynowy'
niósł jak dubeltówkę hełm
zsunięty miał-n- a potylicę
— Trzeba było tu być wte-- '
dy Teraz 'ciszajak w kościele
Przedtem to ho:ho
— Idiota — Zenon był tak
wściekły że zapominał o
strachu
— Teraz to Niemiec zwiał
— gadał dalej plutonowy —
tylko z Cairy jeszcze nas wi-dzi
i z Passo Como Ot tam!
Zenon spojrzał w prawo i
zdrętwiał Stanął mimoWóli
Fałda grzbietu górskiego pa-trzyła
na niego kilkunastu
czarnymi szczerbami Tam na
pewno Niemcy mają stanowi-ska
broni maszynowej Prze-cież
to tuż! Dlaczego nie
strzelają?
Ruszył przyspieszając kro
ku Zrównał się z plutono
wym Zasłonił się nim z pra
wej strony Przeraził się swe
go egoizmu ale nie coinąr
— Lepiej iść pojedynczo —
radził towarzysz wędrówki
— Pan tu pierwszy raz?
Szli znowu gęsiego Godzi
nę? Dziesięć godzin? Sto lat?
Padali gdy plutonowy wy
czuł niebezpieczeństwo Cho-wali
się za kamienie kiedy
Niemcy znudzeni bezczynno-ścią
na PasSo Corno puszczali
serię
Zenon jakoś się uspokoił
Oglądał się teraz zauważając
schrony niemieckie Dostrze-gał
ludzi rozciągniętych na
krzakach Ludzi którzy zbie-rali
szczątki w płachty bre-zentowe'
Ludzi myszkujących
chyłkiem miedzy kopcami
schronów
'Dochodził go smród gniją-cyc- łi
ciał Spostrzegał kawał-ki
poszarpanej stali wokół
płytkich lejów po pociskach
Myślał żerznalazłsięw_in-nyr- n
zupełnie kraj obrazie' "niż
znanemu dotychczas Wybrał
się na księżyc
__
Doszli wreszcie do batalio-ni- h
żołnierze siedzieli pleca-mi
do zasłaniających ich ka-mieni
i zajęci byli śmieszny-mi
trywialnymi ' czynnościa-m- L
Patrzyli na nadchodzą-cych
z niechęcią Pojawienie
się nowyeh-mogł- o wróżyć dal-sze
--natarcia- - 'Panie Iłorucźnikoj tutaj
— 'podchorąży prcywćjZe':
nona oą BieDie i
4W-T3r?tMe1'tlzt-mze
siedzielll
v y&
dwaj telefoniści Opodal ka-pral
Tymon tkwił przy milczą'-ce-j
dwudziestcV'dwójce Pod-chorąży
siedział wygodnie i
palił papierosa
— Pan porucznik do nas?
To dobrze bo za --kwadrans
zaczynamy złazić do Santa
Lucia
Obok siedział kapitan pie-- '
choty Zenon nie znał go ale
TKfdpebnął aby się "przywi-tać
Dowiedział się że ma
do czynienia z dowódcą kom-panii
'
— Chodź pan — skinął ka-pitan
i podciągnął się aż na
grzbiet pagórka — O! — po-kazywał
palcem To właśnie
jest Piedimonte
Zenon na czworakach wy-chylał
ostrożnie głowę i pa-trzył
na dalekie wzgórze uko-ronowane
miasteczkiem
— Artyleria — wolał jakiś
piechur — macie połączenie?
— Mamy — odkrzyknął te-lefonista
— Wywołajcie Panterę Po-trzebujemy
Pantery
Gdy Zenon spełzł z powro-tem
do jamki podchorążego
i otarł pot zawołano go do
telefonu
— Rozkaz Pantery Pilny
rozkaz Pantery do Niedźwie
dzia Natychmiast zając Santa
Lucia Niemców nie ma Na-tychmiast
zająć nim Anglicy
tam dojdą
— Pies im mordę lizał —
rzekł kapitan piechoty —
Wyścigi z Anglikami?
— No to ruszamy — krzyk-nął
z boku jakiś mocny auto- -
rytatywny głos
— Ano idziemy — powie-dział
spokojnie podchorąży w
stronę telefonistów — Jesz-cze
jeden spacerek
I Zenon też się podniósł
Powinien był sprawdzić ma-pę
porozmawiać z Michałem
zastanowić się w ogóle nad
działaniem artylerii Nie uczy-nił
niczego Nie był pewny
czy potrzeba To chyba już
nie jest wojna
Kamienie toczyły się w dół
Przecinali dróżkę wijącą się
do miasteczka przyczepionego :
do stromego zbocza Z t góry'
widzieli dachy i ogrodkvz ro
żami Dzwonnica kościółka 1
była tuż bbok ich nosów Spie
szyli się by dojść nim Angli-cy
z doliny Liry podejdą pod
mury banta lucii
Skakaliwdółi wdół Pra-wie
t biegli
Zenon odzyskał siły Od
zyskał też pewność siebie No-g- it
miał „mocne oddech spo-kojny
Mógł zeskakiwać z ka-mienia
na 'kamień bez żad-nych
trudności Oglądał się za
swym przewodnikiem pluto-nowym
któremu chciałby ])-kaz- ać
że już się nie boi
Iwtem runęło natnk-- h Co?
Jak? 'Skąd?""
Nad głowami gwizdało ża-łośli-wie
Od samego zenitu le-ciały
pociski Padały między
nich i grzmiały rozrywając
się na części Dym i kurz i
cierpki zapach kordylu
— Moździerz ich pieska
niebieska — krzyczał w ucho
Zenona podchorąży
Leżeli obok siebie niczym
nie osłonięci
Rozległy się jęki Płacz Ze
non skurczył się bo zdał so-bie
sprawę że jego plecy są
jak cel patrzący ku niebu
skąd rzuca granaty złośliwy
czart- - Musi trafić: Niepodob
na by nie trafił
Zerwał się i biegł "do" przo
du Nie wiedział Hdzie i do
co Biegł krzycząc Skakał w
dół wspinał się na głazy to-czył
się jak kamień strącony
ze zbocza
Wydobył si z dymu zawie
ruchy pękania 'pocisków pta
czu krzyku jcku
[ Upadł na białą dróżkę i'Je-ża- ł
ciężko dysząc Obok nie
£o leżał kapitan" piechoty Ma-- i
cnat ręką szeroko przywołu-jąc
marudzących ż tyłu żoł-nierzy
— Karwasz pałasz — krzy-knął
w ucho Zenonowi Moź-dzierze
Potem podnieśli się Kapi-tr-n
gwałtownie jakby ktoś
go pociągnął za kołnierz: Ze-non
machinalnie wstał i o-trzepy- wal
się
Przed nimi był rozwalony
mur i dom bez dachu z po-kiereszowanymi
oknami
1 znów gdy pewni siebie
podchodzili do muru niespo-dziewanie
niczym nie uprze-dzeni
zostali obrzuceni gra-natami
Granaty ręczne jak
pałki jesienią rzucane przez
chłopców na kasztany furko-tały
ponad murem i padały
koło nich
— Padnij! — wołał dowód-ca
kompanii
Obok walącego się pod mu-rek
Zenona kręcił się granat
Jak bąk Trzonek drewniany
'wirował wokół ciężkiej puszki
z dynamitem
Nie namyślając się co robi
Zenon złapał trzonek i odrzu-cił
granat poza mur w kie-runku
skąd przyleciał Gra-nat
wybuchł w powietrzu In-ne
wybuchały między kamie-niami
na drodze wśród leżą-cych
piechurów
Kapitan podpelz do Zenona
i poklepał go po plecach
— To się nazywa przytom-ność
umysłu — krzyknął ale
i tak nie było słychać jego
słów
Dwaj żołnierze oparłszy
kaemy o murek prali 'w głąb
ruin Nikt stamtąd nie odpo-wiadał
Gdy ogień ucichł słychać
było stukanie uciekających
nóg gdzieś daleko już w dole
Zajęli wieś bez strat Kilka
zranień od granatów kilka
draśnięć od pocisków moź-dzierzy
nic nie znaczyło Ża-den
z kompanii nie odszedł
do tyłu
Leżeli zmęczeni w zakrystii
kościółka Zenon ułożył się w
barłogu Ktpry memcy uczy-nili
sobie ż ornatów i ksią
żek kościelnych Podchorąży
wdrapał się na niską dzwon- - nicei stamtąd worał
— juanie poruczniKui Pie-dimonte
jak na dłoni
Nie poszli tam Inny bata
lion wspierał natarcie czoł
gów na miasteczko Im po
zwolono wrocic na odpoczy-- 1
nek
Zenon schodził z góry Dro
gą Polskich Saperów i dziwił
się ze bał się kiedykolwiek
Potem czekał na Mikusia z
łazikiem Pojechał wprost do
Wacka do namiotu w głębi
wąwozu bezpiecznego teraz
w stu procentach
Tam leżał na 'łóżku polo-wym
odpoczywając Nie był
zmęczony fizycznie mięśnie
nóg odtajały ręce przestały
drżeć ale od serca płynęła
słabość aż do gardła wyżej
— do mózgu i z powrotem
Obrazy powstające pod
czaszką wracały do serca i
zaciskały je skurczem nie do
przezwyciężenia
Podgazowany Wacek wszedł
do namiotu i krzyczał:--
— Nikt tego nie dokonał
Ani Francuzi! Ani Anglicy!
Ani Amerykanie! Polacy Pol-lacch- i!
Polonias Palaczki Ze-nu- s
zdobyli Monte Cassino
A potem: '
— Wiesz — przysiadł się
na łóżku — telefonował do-wódca
batalionu Podobno
spisałeś się tam Podaje cię
do Krzyża Walecznych
Zenon leżał tępy jak ka-mień
sztywny nierozumieją-c- y
V- - M
Warszawskie dzieci
Nie damie wolnych "żadna klęska
Nie-strwoż- y śmiałych żaden trud
Pójdziemy razem do zwycięstwa "' '
'Gdy ramię w ramię''stanie lud
Warszawskie dzieci pójdziemy w bój
Za każdy kamień twój stolico damy krew
s Warszawskie" dzieci pójdziemykw bój
Gdy padnie rozkaz twój pońieśiem wrogom gniew
Powiśle Wola i Mokotów
Ulica każda każdy dom
Hdy padnie pierwszy strzał bądź gotów f
}
Jak w ręku Boga zloty grom
Warszawskie dzieci pójdziemy w bój
Od miota'piły diuta'tkielni —
Stolico synów swoich sław
Gdy stoją wraz przy tobie wierni
Na straży swych żelaznych praw
Warszawskiej dzieci pójdziemy w bój
PoUgłifm Mwałdf&olnośJ żywym
Niech płynie w-- niebo dumny śpiew
Wierzymy ze' jia&£pTawieóMigy££ ~r- - -- t
Zapłaci za przelanąlkrew ffi #
_ i
(
i
"
"
-- "warszawskte-dzieci pójoeiemy-wb-ój
ZDOBYCIE EHflMBOIS
Przed wieczorem przyje-chał
do Maczka generał z
końskim ogonem z rozkazem
od samego feldmarszałka w
różowym swetrze: dywizja ma
zamknąć ostatni węzeł drogo-wy
na drodze odwrotu nie-mieckiego
i w tym celu jesz-cze
dziś w nocy opanować
miasteczko Chambois Ten
sam rozkaz przyszedł do bry-gŁd- y
zmielony w maszynce
sztabowej na taki kotlet:
zgrupowanie podpułkownika
Koszutskiego (2 pułk pancer-ny
8 batalion strzelców dy-wizjon
przeciwpancerny) —
opanować i utrzymać Cham-bois
Wymarsz ze wzgórza
259 o 1900 Wykonać
Koszutski wyruszył dopiero
około 2 w nocy (18 sierpnia)
bo był na calodzienym boju
i marszu musiał uzupełnić
benzynę i amunicję i nie
mógł pójść wcześniej A jak
już poszedł to jakoś zmyli!
drogę i zamiast do Chambois
trafił do Les Chanipeux Nie
wiadomo czy sprawiła to noc
zmęczenie bardzo trudny te-ren
i zupełnie okropne mapy
francuskie czy też "Szczu-tek- "
poplątał miejscowości
— a jak go znamy nie jest
to wykluczone
Jednym słowem czołowe
maszyny wjechały do wsi po-między
domy i zatrzymały
się Wtedy otworzyły się
drzwi domu wyszedł z nich
facet w pidżamie i oficerskim
niemieckim głosem zawołał:
Was fuer Panzer ist es? Naj-bliższy
Sherman zakręcił wie-żą
i rąbnął I zaczęło się- -
Tak czy owak Chambois
nie zostało zdobyte Maczek
zaś powziął własną koncepcję
manewru Był on obdarzony
szczególnym talentem Jed-nym
rzutem oka umiał doj-rzeć
i docenić decydujący dla
danego działania punkt tere-nu
4 Takim
_
punktem przesą-dzającym
o odcięciu linii od-wrotu
niemieckiego był —
poza1 Chambois — kompleks
wzgórz Moht-Orm- el leżący
bezpośrednio na północny
wschód o'd tej wsi Składał
się z dwóch wzgórzi262 pół-nocnego
i południowego
Warstwice wzgórz układały
się na mapie na kształt ma-czugi
Maczek nazwał je
zaraz "Maczugą" i nazwa ta
zastąpiła już na zawsze ofi- -
cjalhą nazwę geograficzni}
Przez całe dwa dni 18 i 19
sierpnia trwały ciężkie walki
o zdobycie Maczugi i Cham-bois
Stefanowicz wszedł na
Maczugę w 'godzinach popołu-dniowych
19 sierpnia i zasko-czył
kolumny niemieckie wy
cofujące' się drdgą biegnącą
wąwozem poprzez środek
Mont-Orme- l 1 pułk pancer-ny
rozwinął się rozpoczął z
bliskiej odległości ogień ze
swoich pięćdziesięciu dział i
zrobił straszliwą masakrę Na
przestrzeni dwóch kilomq-tró- w
droga była zawalona sto-sami
trupów ludzi i koni spa-lonymi
czołgami i samocho-dami
Stefanowicz wziął tam
dużo jeńców wśródi nich —
pułkownika
Chambois zdobyto późnym
wieczorem tego samego dnia
wspólnym atakiem strzelców
konnych dragonów i ułanów
Pułki te zorganizowały nie-zwłocznie
okrężną obronę
miejscowości i najbliższych
wzgórz W Chambois znalazł
się również 385 batalion ame-rykańskiej
piechoty zmotpry-zoAvan- ej
co mogłoby wyglą
dać na faktyczne zamknięcie
"kotła" W rzeczywistości by-ło'
tak że 385 batalion zabłą-dził
oderwał się od swojej
dywizji i znalazł się w Cham-bois
zupełnie przypadkowo-Pomiędz- y
dywizja a jednost-kami
amerykańskimi' istniała
poważna luka przez którą
część' sił niemieckich wydo?
była się poza kocioł Podobna
luka istniała pomiędzy naszą
dywizją a dywizją pancerną
która walczyła o Trun Niem-cy
zajadle kontratakowali i
miasteczko przechodziło pa-rokrotnie
z rąk do rąk
Szlab brygady znajdował
się w czasie tych walk na
wzgórzu 25? (les '4 Favriles)
skąd mieliśmy bardzo daleką
obserwację i przezparę dni
oglądaliśmy aż do zmęczenia
nadzwyczajnie groźnąr pano-ramę
pola bitwyV"po 'wszyst
kich wolnych jeszcze drogach
kolumny 'niemieckie'' Na ca
' "ńfS W
łym obwodzie olbrzymiego
półkola wewnątrz którego
znajdowały się te wojska
bezustannie biła artyleria
Fontanny wybuchów wyska-kiwały
to tu to tam naca-łyi- n
obszarze poprzez który
wycofywali się Niemcy Nad
głowami grały silniki lecą-cych
całymi 'rojami samolo-tów
które z wyciem krążyły
nad Niemcami prały w nich
bombami atakowały rakieta-mi
i ogniem broni pokłado-wej
Wstu miejscach dymiły
pożary — paliły się domy
czołgi samochody z benzyną
i 'ludzie Widzieliśmy cale sto-sy
spalonych żołnierzy nie-mieckich
Cały świat śmier-dział
spalenizną i padliną
Dywizja werżnęła się wte-dy
klinem pomiędzy wojska
niemieckie Na północ od na-szego
259 w Grand-Mens- il i
Ammeville Niemcy siedzieli
najspokojniej nie atakowani
przez nikogo Utworzył się
zgolą przekładaniec z wojsk
sprzymierzonych i hitlerow-skich
Ponosiliśmy przez to
straty również na tyłach ho
z Grand-Mens- il i Ammeville
strzelano do naszych kolumn
zaopatrzenia zabijano ludzi
palono samochody A w nocy
lotnictwo niemieckie zbom-bardowało
nas- -
19 sierpniai o świcie widzia-łem
taki obrazek: pluton
czerwonoskórych Indian z
kanadyjskiej dywizji prowa-dził
drogą jeńców Kazachów
czy Uzbeków w niemieckich
mundurach Rzecz działa sio
w Normandii a przyglądali
się temu Polacy Było takie
powiedzonko rosyjskie mają-ce'
wyrażać szczyt nonsensu:
"Boj Niegrow z Kabardinca
mi" — co znaczy: Walka Mu-rzynów
z Kabardyńczykami
(To tacy Czerkiesi) Sytuacją
z i9 sierpnia zdewalubwałh to
powiedzonko Indianie — Uz-bec- y
— Polacy — Norman-dia!
W ciągu nocy z 19 "ha 20
sierpnia dołączyły jeszcze na
Maczugę: zgrupowanie Ko-szutskiego
i 9 batalion strzel-ców
W" rezultacie stopniowo
wytworzyło się' nastętfującfe
położenie: 1 dywiz'ja pancerj
na stanęła na' drodze odwrtf-t-u
niemieckiego wdecydują- -
cym rejonie Chambois-Mont-Orm- el
na ha ibardzie'i --wscho
dnim skrzydle armii' sprży- -'
mierzonych i ugrupowała się
tam obronnie w dwóch' ośrod-kach:
(ośrodek Chambois — '24
pułk ułanów 10 pułk drago-nów
dwa dywizjony przeciw-pancerne
i 385 batalion ame-rykański
x samej wsi 10
niiłk strzelców' konnych' ź dy
wizjonem przeciwpancernym
na wzgórzu 113 na północ od
miejscowości
'ośrodek Maczuga: zebrały
się tam 1 i 2 pułki pancerne
wszystkie trzy bataliony strze-leckie
i dywizjon artylerii
przeciwpancernej Artyleria
dywizyjna i brytyjska 'armlj-n- a
grupa artylerii wspierały
obydwa ośrodki
Jeżeli mam pisać o organi-zacji
dowodzenia to muszę
z zażenowaniem powiedzieć
że sztab dywizji znalazł się na
wzgórzu 159 zaś obydwa szta
by brygad na wzgórzu 259
poza wojskami oddzielone od
nicn przez nieprzyjaciela
Z chwilą zdobycia Cham
bois i Maczugi zaczęła się
dla dywizji bitwa obronna o
utrzymanie tych decydują-cych
obiektów na które nie-przyjaciel
nacierał ze wszyst-kich
kierunków kompasu
Niemcy walczyli po despe-r2Ck- u
Zbliżali się ria odle-głości
szturmowe i poddawali
się dopiero po położeniu sto-sów
trupów i po straceniu
wszystkich czołgów
Pułki i bataliony 'na Maczu-dze
i w'Chambois odpierały
nieustanne ataki przez cały
dzień 20 sierpnianoc z 20ńa
21 i cały 21 sierpnia A --wa
runki boju' były coraz trud--
niejsze: żołnierze byli coraz
bardziej zmećźehi walką czu-waniem
i długotrwałą1 bezsen-nością
O ewakuacji rannych
niet mógłoi być mowy:: leżeli
orif dziesiątkami pośród wal
czących oddziałów w bgniu
artylerii i moździerzy' ópa- -
trzeni powierzchownie pnez
lekarzy oddziałowych „trj
(Stopniowo zaczynał" grozić
iuy£y&"iiuuuuji" nAuiuumiu
?Dbdatfeowe obciążenie st
i na przełaj poIami-walHy- W --Fjliadały" łąCŹhbśĆradio-tumanac- h
kurzu ina 'wschód wat zaczynała zawodzićl™
' Ate X"vAuiitt iJi!Wlin - - !--
''
Vfc f iźSiśJfP' vŁ wŁi-tó- i fV? iSłn AH?„ 3 5tuj&' &&& urmsuxmz
te m m-- 6 tw tfettsjłjMwr" 'b
nowiły tłumy rf jeńców któ?
rych rachowano juz natyslą-- r
ce Fosróu nicir nyio wiciu
rannych wszyscy zaś znajdo
Walii się pod ogniein własnej
artylerii i tym trudniej było
ich pilnować '
Próbowano dostarczyć na
Maczugę zaopatrzenie'- - bojowe
za pomocą konwojów pancer-nych
ale bez "wyniku: były
odpędzane przez nioprzyja- -
cielą — jeden zaś zniszczony
przez własne lotnictwo W
kt5ryms z takich "Konwojów
zginął1 kwatermistrz brygady
kapitan1 Kurowski
Zastosowano więc zrzuty' z
powietrza Częściowo udało
się to
20 sierpnia o świcie1 na sta- -'
nowiska 10 pułku strzelców
konnych' uderzyła ze szczegól-ną
zajadłością jakaś bardzo
silna "Kampfgruppe" z po-ważną
liczbą czołgów Strzel-cy
konrit przypuścili Niem-ców
na bliską odległość - a
później rozpoczęli 'straszny
ogień ze swoich pięćdziesię-ciu
dział i stu kaemów W
ciągu paru minut wszystkie
czołgi niemieckie zamieniły
się w slupy czarnego dymu
a trupy grenadierów pancer-nych
setkami zasłały przed-pole
Pozostali zalegli pod og-niem
Całe plutony i kompa-nie
zaczęły podnosić białe fla-gi
"Cromwelle przerwały o-gi- eń
Kupy Niemców z pod- -
niesionymi rękoma fszlyv Tdo
niewoli Oficerowie odrzucali
demonstracyjnie pasyf z pisto-letami]
ale nie podnosili rąk
Pośród nich V mónbklu w
czerwonych' lampasach szedł
dowódca L-XXXI- V korpusu
generał Otto Elfeld- t-
Siedząc później pod strażą
wdeniu Cromwella generał'
Elfeldt powiedział parcóićkV
' wych' rzeczy: v '
Najpierw —Jcjmlalpęcha
Gdyby poszedł trochę bar:
dziej na! połudhie'nie'łriat-knąłbysi- ę
na Polakówi'byl- -
by już nad Sekwaną %{
Później — kiddy ''Niemcy
ponownie ząatąkowalipulki
jednocześnie z dwóch ikierun--- 1
kówf — Elfeldthirugnąłd'
rótińistrza'3ut'owskiego i
pij-wić'riziałżGftpnie!je"st'j-eszczc
wcaletakie pewne klójcśt w
niewoliu kbgo'-- -- my u'ni6'gb
ćżV' on 'u nas' Na 'to' Michał -- Dardzo znacząco po"łozyułrcKc
na kolbie pistoletu Podpowie-dział:
"Jfcdno''jes't]:zupelnIc
pewne Nic 'jesteśmy j wład-nym
razie nletbędziemyCwi"
niewoli u pana 'generała!"
5 W-- lymsamymczasie-ipo-leg- ł
od pocisku karabinowego
Bohaterski ' 'dowódca pułku?
major Jan Maciejowski Dja
miłku i dla dywizji 'byłaito '
niepbwetbwana " strata ''Ale'
dowództwo objął major Ejśy- - j
mont i pułk bił się dalejs r
Bój w kotle' pod Falaise'wy-gąsa- ł
już nie miałem wiele
do roboty' w tym ''Chambdiś
A 22 sierpnia 'dotarły do
nas idące wprost z zachodu-jednost- ki
2 armii 'brytyjskie j(
i poszły na wscliód- - na Śek- -
wanę' Dywizja spełniła swoje '
źadahie
Od 'dnia' wylądowania dywi-zja
straciła w zabitych' 1 rarf
nych' 2327 ludzi Pplegliróby
dwaj dowódcy 'najstarszych'
sztandarowych pułków — u- -
łanów i strzelców' konnych'' '
Trofea dywizji w całej bitf '
wie wynosiły: yf jeńcach oko''
ło 150 oficerów w tym do
wódca korpusu pancernego
5500 'szeregowych w' sprzę-cie
'—-zniszczony-ch'
70 czoł-gów
500 samochodów ponad
100-dzia- ł Trupów nie liczy-my
'
Franciszek Skibiński
ccotcoacccccecccccccco '
mmĘBm m
fojmrw
PfiHMiM
i($
i-rj- wu
f-lSS- Rif I
R-rat- tii
SWW ' 4
fm'mi msarmM 1
mi K'"VKff i '
fi-Krtrfc- M"MfSłtftt
lii
mśśml
mmimm Pwmm®ll
mMm immmmmm
kHBŁ'JSA3?SfriXidAVt?i MIwil pil Mm
mm Wm
mmmu
mmm- - mmm- - wMM~m- - EWMsSsjjI
¥lMiiPiffMiti:
mmm
młwM
wsmiimim ?KWWr ?BCfl pdinłWfVskDrugiegoKorLfMiiy ®ffl®£mxmmmmim
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, September 05, 1969 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1969-09-05 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000737 |
Description
| Title | 000290b |
| OCR text | hsłaiy Dobefc -- 1 1-W-jkCH- MiMj 2YŻ ccraz wolniej Nogi ih)v i rfręiwiaiy w yai- - :k czuł lekkie drżenia aźdym razem gay z aa--' „zlatywał pocisk arty ski i szybując nad wzgó- - j pnjpominar o wujnie muiacvm śpiewem c- - n-cia-gal głowę w ramiona ™nhnval snę won auy skoczyć pod skarpę Drogi irńtt' piUttCi nuw- - sic po zoranej czołgami 2f niljai scmuuy uciia- - nucone pokryte podar-siatka- mi zawalone wor- - i ktorycn sypar się % zakręcie w zagięciu wą-- ziała zapaaająca się Serba Tu zginęli saperzy on kulił się meprzytom- - Serce biło mu mocno i J t„ Ar rrlrmrr V IV UacitaiU UU gjunjr u 'pi srrony lx uicgicm jfa w głębi znikała wzgó- - zienua zapadała się w paść z której dochodziły i nawoływanie huk łu i świst wyskakującego órę pocisku z moździerza nerzcc ludzie krzątali się pod Spaib Kopau cos porząaKO- - siedzieli w zagłębieniach ieni jedząc z puszek pi- - i wzrt z żelaznych kubków Inni typiIfelMIERZ WIERZYŃSKI "S UJ I niespo- - ccia- - TANIA uWł t MONTE CASSINO oście przyszli iszac ich sen którym klęczy mz w dłom chowa rosa Mogilna cloiue ciągnący 'lny tren wieść bolesną Lirotra ilna? 'Krzywda nasza jest taka jak ich Co się kładli na skały [Port ogień i ołów: Wygnamsmy z domu pdzie czarny wichr rzewrócil świece I poparł mszały [ZabitjcJi deskami [Kościołów ilkli I pochylilLsiCf igękrTliymInjząacmy yślainliiołsoiięoie U ichyhły się nisko ydła ich srebrne e złocone y doniebne odia się razem Two]a obronę mie co nosisz [sarniny koronę 4 umęczone] głowie I każdy icziął w ręlig Jak dawniej w kościele Wstęgę z nutami l skrzypce i smyczek l rozpoczęli # Święci śpiewacy Arię niebieska Z polskich kantyczek I popłynęły modhiw Patnicze biegania Jak latem u nas Pachnąca lipami W niedzielę Szemrze Litania Umiało po łatach ? pól wiało pszennych V ziemie zamdło fkboko aż w sen ich i l szczęście się stało i wała się groza l przyszła matka kh Dolorosa l kości w podglebiu Kuszyly się śpiące Jedna i druga l sto i tysiące ii gniew szedł za aniewem J wojsko za wojskiem J nagle się roszystko Ubjęlo tym śpiewem l zbiegło się to górę] Wysoką uncistą l ogniem spłonęło I dokonało się IV śmierci i święcie Straszliwe dzieło ' Zaklęcie ?c umilkli I- - pochylali się d poległymi I zasłuchali się% igrzymujący aniołowie: wołajcie nam już o "krzyw-dzie 'nóiccie o naszym dziele opiewajcie nam zgrzebną li tanię pod lipami w chłopskim " kościele {nowogródzkich kapliczkach {leśnych jeziorach litewskich uszukajcie nuty w kantyczkach tszukajcie w śpiewnikach niebieskich pachnie podolskie konopie sadzie powidło' iesienne !' Dniestr przez' jary się kopie nnice jak arzeia-si- e senne atem jakkwitniejatwlen: szukajcie tej nuty to 'kan-- ' tyczkaciur °e? niej ood derka chwała ołwiy skamieniał nam tren erce nam sltamieńialo częścią przecież t mnłn bez niej dla nas if tilfcb bardzo ciarnd -- ' " '' rjUnentarnarrfł" fpiezny u£& ?te n Vjzy i& ~ - a i? i' X fefJs4 MJiwiwMiininmjmrjjmi „u __'' --MIH WALECZNYCH szli skradającym się krokiem ciągnąc kabel czy dźwigając skrzynki amunicyjne Ludzie w mundurach które nie bro-niły przed odłamkami nie osłaniały od kuli Hełmy na-sunięte na czoło hełmy ob-ciążone opatrunkami osobi-stymi zatkniętymi pod po-strzępioną siatkę Hełmy któ-re lada pocisk szmajsera dziu-rawił ze stu kroków Zenon mógł nie iść na po- zycję Teraz Wacek i Gienek siedzą w namiocie w głębi In-terno w bezpiecznej kotlince za wysoką ścianą skalną Gie-nek pewnie śpi Odsypia wciąż noc dzień i noc na Wid-mie Wacek sprawdza rapor-ty: a może rozłożył się obok namiotu wystawił ciało do słońca? Mógł nie iść Nikt go nie wysyłał Gdy Kuba zadzwonił nakazując wysłanie obserwa-tora- do batalionu na podsta-wie wyjściowej mógł wyzna-czyć Józka Jasia Wałsę Ka-zika Zygmunta Miał prawo Spodziewano się że wyznaczy kogoś Wacek zdziwił się gdy mu zameldował że sam zgło-sił się na ochotnika że chce wyręczyć wszystkich zmęczo nych zdartych bitwą kole-gów Wychylił się Naraził się na uśmiech ironiczny Michała i Felka Złamał zasadę że o-chot- nicy byli ale w dwudzie-stym roku Został idiotycz-nym głupim zgrywającym się "bohaterem" z własnej woli Przekrzywił dziarsko hełm przypasał ciężki pistolet przy-czepił mapnik i manierkę z winem Jak stary wiarus spoj-rzał z góry na kolegów zosta jących w potężnym bezpiecz nym schronie dowodzenia siadł na łazik i ruszył Mikuś szalał przy kierowni cy wzniecając kurz na drodze przez dolinę Rapido Wyczy-niał cuda na zakrętach skakał przez nadwyrężone mostka trząsł cholernie na oniezasy-panyc- h lejach po pociskach Nie było czasu zastanawiać się: strzelają czy nie strzela-ją? Gdzieś szorował niebem jakiś granat samotny smaga-ły pepance dymiło dokoła "i mgła mieszała się z kurzem Wreszcie nad głowami wy-rósł z tumanu zaciemnionej doliny wielki gmach Caifo Wpadli w doliny zatrzymali Się pod kępą drzew Spokojnie tu było Zielono czerwono od maków Przed namiotem wysoki mężczyzna golił się zaglądając do luster-- 1 ka zawieszonego na słupku Zenon poznał go Był to do-wódca brygady Żołnierz sie-dzący w kucki gotował kawę na fiikuśnej maszynce Dalej chodzili spokojnie inni zajęci swoimLsprawami Z boku sta-ły dwa samochody Jeden riie miał opon i przechylony był na bok Drugi jeszcze dymił z chłodnicy Mikuś odjechał Zenon spojrzał w górę na stok wzgórza zawalony kamienia-mi chudy i połatany jak zie-lony wór na szkielecie przed-potawe- go zwierza Ruszył sam Miał dotrzeć aż za San Angelo i dołączyć do pierwszej kompanii Miał zna-leźć telefonistów i radio Pod-chorąży Dołek poinformuje o sytuacji — A w ogóle Zenon spra-wa Już przebrzmiała — mó-wił 'Wacek — San Angelo zdobyte Niemców nie ma na górze Po co cię wysyłają nie wiem Ale jak chcesz to wal przewietrzysz się "Wdrapał się na placyk Bo-kiem popatrzył na wywrócone czołgi Szukał białej taśmy Szedł teraz poszarpanym grzbietem rozwalonym ot-wartym wieloma uderzeniami żelaza Słońce grzało krzaki delikatnie" falowały Ptaki fuf-kał- y między gałęziami żołnie-rze krzątali się szukając cze-goś między kamieniami — Idioto! — krzyknął ktoś z bliska — Miny! Zenon zatrzymał się Nogi wrosły w kamienie Drżał Otarłszy pot spływający hełmu powoli ruszyłl Niena-śłućhrw- ał już" patrzył' uważ-nie pod nogi Każdy biały ka-mień sterczący ze ścieżki przerażał go - Wtem ryknęło! JCrótki' przejmujący głos 'Jak bek wielkiego dynozauraUderzy-ł- ó Przedenonem wyskoczy-ła) w górę ziemia podniósł się dym Cztery "kłęby szarej mgły cztery wizgi cztery ognieZenon leżałna ścieżce Oglądał się" w której stronie rzbsawienie gdzie uciekać ą ~r + „if_S" — BKonczyiu ic uoijał głos nad isobą —- Rąbną ra2 i koniec "Amunicji nie mają i Teraz poleci na Majolę Da-leko Ruszajcie panie porucz-niku Zenon podniósł się powoli i ręką zasłaniał skurcz twa-rzy Szeroki zadufany żoł-nierz stał przy nim Ka nara-miennikach battledressu miał tasiemki plutonowego — Pan porucznik do bata-lionu? — Jesfem obserwatorem artylerii — powiedział Zenon — Chodźmy zaprowądzę pana Tu można się zgubić w tych cholernych taśmach Plutonowy mówił jakby był na placu musztry Albo jakby proponował spacer do Cam-pobass- o Szedł preed Zenonem ener-gicznie sprężyście Bez stra-chu Zenon ledwo nadążał Patrzył teraz na spocone ple-cy na pas ściskający grube ciało podoficera na jego ciężkie buty i podarte spina-cze Uspokoił się Między nim i górami poruszała się żywa ale mocna zasłona — Padnij — wrzasnął plu-tonowy i już sam leżał umie-jętnie chowając igłowe za głaz sterczący jakby specjalnie dla niego Zenon padł Zatargał nim nagły strach Oczekiwał cze-goś strasznego Nie śmiał spojrzeć przed siebie Nie sły-szał gwizdu nisko nad głową i wybuchów w tyle w bezpie-cznej już dla niego odległości Serce biło tak silnie że uszy nie przyjmowały niczego z zewnątrz — No chodźmy — pluto-nowy otrzepywał się i uśmie-chał Ręce Zenona były tak sła-be że nie potrafił się pod-nieść Załamywał się i opadał na czworaki — 'Có panu jest? pytał plu-tonowy' Może pan porucznik chory? — Nie Nie Wszystko w porządku nie mogę złapać tchu Szli znowu 'w dół i w górę Okrążali kopce kamieni ocie-rali"ś- ię 'o 'bstrpkrzewy' poty-kali na dziurach i bruzdach — Tu zginął pułkownik Ku-rek — mówił plutonowy — Tu Kamiński — Do cholery — zakląłvw duszy Zenon-- — „Coza idiota Plutonowy szedł jak na spacer Pistolet maszynowy' niósł jak dubeltówkę hełm zsunięty miał-n- a potylicę — Trzeba było tu być wte-- ' dy Teraz 'ciszajak w kościele Przedtem to ho:ho — Idiota — Zenon był tak wściekły że zapominał o strachu — Teraz to Niemiec zwiał — gadał dalej plutonowy — tylko z Cairy jeszcze nas wi-dzi i z Passo Como Ot tam! Zenon spojrzał w prawo i zdrętwiał Stanął mimoWóli Fałda grzbietu górskiego pa-trzyła na niego kilkunastu czarnymi szczerbami Tam na pewno Niemcy mają stanowi-ska broni maszynowej Prze-cież to tuż! Dlaczego nie strzelają? Ruszył przyspieszając kro ku Zrównał się z plutono wym Zasłonił się nim z pra wej strony Przeraził się swe go egoizmu ale nie coinąr — Lepiej iść pojedynczo — radził towarzysz wędrówki — Pan tu pierwszy raz? Szli znowu gęsiego Godzi nę? Dziesięć godzin? Sto lat? Padali gdy plutonowy wy czuł niebezpieczeństwo Cho-wali się za kamienie kiedy Niemcy znudzeni bezczynno-ścią na PasSo Corno puszczali serię Zenon jakoś się uspokoił Oglądał się teraz zauważając schrony niemieckie Dostrze-gał ludzi rozciągniętych na krzakach Ludzi którzy zbie-rali szczątki w płachty bre-zentowe' Ludzi myszkujących chyłkiem miedzy kopcami schronów 'Dochodził go smród gniją-cyc- łi ciał Spostrzegał kawał-ki poszarpanej stali wokół płytkich lejów po pociskach Myślał żerznalazłsięw_in-nyr- n zupełnie kraj obrazie' "niż znanemu dotychczas Wybrał się na księżyc __ Doszli wreszcie do batalio-ni- h żołnierze siedzieli pleca-mi do zasłaniających ich ka-mieni i zajęci byli śmieszny-mi trywialnymi ' czynnościa-m- L Patrzyli na nadchodzą-cych z niechęcią Pojawienie się nowyeh-mogł- o wróżyć dal-sze --natarcia- - 'Panie Iłorucźnikoj tutaj — 'podchorąży prcywćjZe': nona oą BieDie i 4W-T3r?tMe1'tlzt-mze siedzielll v y& dwaj telefoniści Opodal ka-pral Tymon tkwił przy milczą'-ce-j dwudziestcV'dwójce Pod-chorąży siedział wygodnie i palił papierosa — Pan porucznik do nas? To dobrze bo za --kwadrans zaczynamy złazić do Santa Lucia Obok siedział kapitan pie-- ' choty Zenon nie znał go ale TKfdpebnął aby się "przywi-tać Dowiedział się że ma do czynienia z dowódcą kom-panii ' — Chodź pan — skinął ka-pitan i podciągnął się aż na grzbiet pagórka — O! — po-kazywał palcem To właśnie jest Piedimonte Zenon na czworakach wy-chylał ostrożnie głowę i pa-trzył na dalekie wzgórze uko-ronowane miasteczkiem — Artyleria — wolał jakiś piechur — macie połączenie? — Mamy — odkrzyknął te-lefonista — Wywołajcie Panterę Po-trzebujemy Pantery Gdy Zenon spełzł z powro-tem do jamki podchorążego i otarł pot zawołano go do telefonu — Rozkaz Pantery Pilny rozkaz Pantery do Niedźwie dzia Natychmiast zając Santa Lucia Niemców nie ma Na-tychmiast zająć nim Anglicy tam dojdą — Pies im mordę lizał — rzekł kapitan piechoty — Wyścigi z Anglikami? — No to ruszamy — krzyk-nął z boku jakiś mocny auto- - rytatywny głos — Ano idziemy — powie-dział spokojnie podchorąży w stronę telefonistów — Jesz-cze jeden spacerek I Zenon też się podniósł Powinien był sprawdzić ma-pę porozmawiać z Michałem zastanowić się w ogóle nad działaniem artylerii Nie uczy-nił niczego Nie był pewny czy potrzeba To chyba już nie jest wojna Kamienie toczyły się w dół Przecinali dróżkę wijącą się do miasteczka przyczepionego : do stromego zbocza Z t góry' widzieli dachy i ogrodkvz ro żami Dzwonnica kościółka 1 była tuż bbok ich nosów Spie szyli się by dojść nim Angli-cy z doliny Liry podejdą pod mury banta lucii Skakaliwdółi wdół Pra-wie t biegli Zenon odzyskał siły Od zyskał też pewność siebie No-g- it miał „mocne oddech spo-kojny Mógł zeskakiwać z ka-mienia na 'kamień bez żad-nych trudności Oglądał się za swym przewodnikiem pluto-nowym któremu chciałby ])-kaz- ać że już się nie boi Iwtem runęło natnk-- h Co? Jak? 'Skąd?"" Nad głowami gwizdało ża-łośli-wie Od samego zenitu le-ciały pociski Padały między nich i grzmiały rozrywając się na części Dym i kurz i cierpki zapach kordylu — Moździerz ich pieska niebieska — krzyczał w ucho Zenona podchorąży Leżeli obok siebie niczym nie osłonięci Rozległy się jęki Płacz Ze non skurczył się bo zdał so-bie sprawę że jego plecy są jak cel patrzący ku niebu skąd rzuca granaty złośliwy czart- - Musi trafić: Niepodob na by nie trafił Zerwał się i biegł "do" przo du Nie wiedział Hdzie i do co Biegł krzycząc Skakał w dół wspinał się na głazy to-czył się jak kamień strącony ze zbocza Wydobył si z dymu zawie ruchy pękania 'pocisków pta czu krzyku jcku [ Upadł na białą dróżkę i'Je-ża- ł ciężko dysząc Obok nie £o leżał kapitan" piechoty Ma-- i cnat ręką szeroko przywołu-jąc marudzących ż tyłu żoł-nierzy — Karwasz pałasz — krzy-knął w ucho Zenonowi Moź-dzierze Potem podnieśli się Kapi-tr-n gwałtownie jakby ktoś go pociągnął za kołnierz: Ze-non machinalnie wstał i o-trzepy- wal się Przed nimi był rozwalony mur i dom bez dachu z po-kiereszowanymi oknami 1 znów gdy pewni siebie podchodzili do muru niespo-dziewanie niczym nie uprze-dzeni zostali obrzuceni gra-natami Granaty ręczne jak pałki jesienią rzucane przez chłopców na kasztany furko-tały ponad murem i padały koło nich — Padnij! — wołał dowód-ca kompanii Obok walącego się pod mu-rek Zenona kręcił się granat Jak bąk Trzonek drewniany 'wirował wokół ciężkiej puszki z dynamitem Nie namyślając się co robi Zenon złapał trzonek i odrzu-cił granat poza mur w kie-runku skąd przyleciał Gra-nat wybuchł w powietrzu In-ne wybuchały między kamie-niami na drodze wśród leżą-cych piechurów Kapitan podpelz do Zenona i poklepał go po plecach — To się nazywa przytom-ność umysłu — krzyknął ale i tak nie było słychać jego słów Dwaj żołnierze oparłszy kaemy o murek prali 'w głąb ruin Nikt stamtąd nie odpo-wiadał Gdy ogień ucichł słychać było stukanie uciekających nóg gdzieś daleko już w dole Zajęli wieś bez strat Kilka zranień od granatów kilka draśnięć od pocisków moź-dzierzy nic nie znaczyło Ża-den z kompanii nie odszedł do tyłu Leżeli zmęczeni w zakrystii kościółka Zenon ułożył się w barłogu Ktpry memcy uczy-nili sobie ż ornatów i ksią żek kościelnych Podchorąży wdrapał się na niską dzwon- - nicei stamtąd worał — juanie poruczniKui Pie-dimonte jak na dłoni Nie poszli tam Inny bata lion wspierał natarcie czoł gów na miasteczko Im po zwolono wrocic na odpoczy-- 1 nek Zenon schodził z góry Dro gą Polskich Saperów i dziwił się ze bał się kiedykolwiek Potem czekał na Mikusia z łazikiem Pojechał wprost do Wacka do namiotu w głębi wąwozu bezpiecznego teraz w stu procentach Tam leżał na 'łóżku polo-wym odpoczywając Nie był zmęczony fizycznie mięśnie nóg odtajały ręce przestały drżeć ale od serca płynęła słabość aż do gardła wyżej — do mózgu i z powrotem Obrazy powstające pod czaszką wracały do serca i zaciskały je skurczem nie do przezwyciężenia Podgazowany Wacek wszedł do namiotu i krzyczał:-- — Nikt tego nie dokonał Ani Francuzi! Ani Anglicy! Ani Amerykanie! Polacy Pol-lacch- i! Polonias Palaczki Ze-nu- s zdobyli Monte Cassino A potem: ' — Wiesz — przysiadł się na łóżku — telefonował do-wódca batalionu Podobno spisałeś się tam Podaje cię do Krzyża Walecznych Zenon leżał tępy jak ka-mień sztywny nierozumieją-c- y V- - M Warszawskie dzieci Nie damie wolnych "żadna klęska Nie-strwoż- y śmiałych żaden trud Pójdziemy razem do zwycięstwa "' ' 'Gdy ramię w ramię''stanie lud Warszawskie dzieci pójdziemy w bój Za każdy kamień twój stolico damy krew s Warszawskie" dzieci pójdziemykw bój Gdy padnie rozkaz twój pońieśiem wrogom gniew Powiśle Wola i Mokotów Ulica każda każdy dom Hdy padnie pierwszy strzał bądź gotów f } Jak w ręku Boga zloty grom Warszawskie dzieci pójdziemy w bój Od miota'piły diuta'tkielni — Stolico synów swoich sław Gdy stoją wraz przy tobie wierni Na straży swych żelaznych praw Warszawskiej dzieci pójdziemy w bój PoUgłifm Mwałdf&olnośJ żywym Niech płynie w-- niebo dumny śpiew Wierzymy ze' jia&£pTawieóMigy££ ~r- - -- t Zapłaci za przelanąlkrew ffi # _ i ( i " " -- "warszawskte-dzieci pójoeiemy-wb-ój ZDOBYCIE EHflMBOIS Przed wieczorem przyje-chał do Maczka generał z końskim ogonem z rozkazem od samego feldmarszałka w różowym swetrze: dywizja ma zamknąć ostatni węzeł drogo-wy na drodze odwrotu nie-mieckiego i w tym celu jesz-cze dziś w nocy opanować miasteczko Chambois Ten sam rozkaz przyszedł do bry-gŁd- y zmielony w maszynce sztabowej na taki kotlet: zgrupowanie podpułkownika Koszutskiego (2 pułk pancer-ny 8 batalion strzelców dy-wizjon przeciwpancerny) — opanować i utrzymać Cham-bois Wymarsz ze wzgórza 259 o 1900 Wykonać Koszutski wyruszył dopiero około 2 w nocy (18 sierpnia) bo był na calodzienym boju i marszu musiał uzupełnić benzynę i amunicję i nie mógł pójść wcześniej A jak już poszedł to jakoś zmyli! drogę i zamiast do Chambois trafił do Les Chanipeux Nie wiadomo czy sprawiła to noc zmęczenie bardzo trudny te-ren i zupełnie okropne mapy francuskie czy też "Szczu-tek- " poplątał miejscowości — a jak go znamy nie jest to wykluczone Jednym słowem czołowe maszyny wjechały do wsi po-między domy i zatrzymały się Wtedy otworzyły się drzwi domu wyszedł z nich facet w pidżamie i oficerskim niemieckim głosem zawołał: Was fuer Panzer ist es? Naj-bliższy Sherman zakręcił wie-żą i rąbnął I zaczęło się- - Tak czy owak Chambois nie zostało zdobyte Maczek zaś powziął własną koncepcję manewru Był on obdarzony szczególnym talentem Jed-nym rzutem oka umiał doj-rzeć i docenić decydujący dla danego działania punkt tere-nu 4 Takim _ punktem przesą-dzającym o odcięciu linii od-wrotu niemieckiego był — poza1 Chambois — kompleks wzgórz Moht-Orm- el leżący bezpośrednio na północny wschód o'd tej wsi Składał się z dwóch wzgórzi262 pół-nocnego i południowego Warstwice wzgórz układały się na mapie na kształt ma-czugi Maczek nazwał je zaraz "Maczugą" i nazwa ta zastąpiła już na zawsze ofi- - cjalhą nazwę geograficzni} Przez całe dwa dni 18 i 19 sierpnia trwały ciężkie walki o zdobycie Maczugi i Cham-bois Stefanowicz wszedł na Maczugę w 'godzinach popołu-dniowych 19 sierpnia i zasko-czył kolumny niemieckie wy cofujące' się drdgą biegnącą wąwozem poprzez środek Mont-Orme- l 1 pułk pancer-ny rozwinął się rozpoczął z bliskiej odległości ogień ze swoich pięćdziesięciu dział i zrobił straszliwą masakrę Na przestrzeni dwóch kilomq-tró- w droga była zawalona sto-sami trupów ludzi i koni spa-lonymi czołgami i samocho-dami Stefanowicz wziął tam dużo jeńców wśródi nich — pułkownika Chambois zdobyto późnym wieczorem tego samego dnia wspólnym atakiem strzelców konnych dragonów i ułanów Pułki te zorganizowały nie-zwłocznie okrężną obronę miejscowości i najbliższych wzgórz W Chambois znalazł się również 385 batalion ame-rykańskiej piechoty zmotpry-zoAvan- ej co mogłoby wyglą dać na faktyczne zamknięcie "kotła" W rzeczywistości by-ło' tak że 385 batalion zabłą-dził oderwał się od swojej dywizji i znalazł się w Cham-bois zupełnie przypadkowo-Pomiędz- y dywizja a jednost-kami amerykańskimi' istniała poważna luka przez którą część' sił niemieckich wydo? była się poza kocioł Podobna luka istniała pomiędzy naszą dywizją a dywizją pancerną która walczyła o Trun Niem-cy zajadle kontratakowali i miasteczko przechodziło pa-rokrotnie z rąk do rąk Szlab brygady znajdował się w czasie tych walk na wzgórzu 25? (les '4 Favriles) skąd mieliśmy bardzo daleką obserwację i przezparę dni oglądaliśmy aż do zmęczenia nadzwyczajnie groźnąr pano-ramę pola bitwyV"po 'wszyst kich wolnych jeszcze drogach kolumny 'niemieckie'' Na ca ' "ńfS W łym obwodzie olbrzymiego półkola wewnątrz którego znajdowały się te wojska bezustannie biła artyleria Fontanny wybuchów wyska-kiwały to tu to tam naca-łyi- n obszarze poprzez który wycofywali się Niemcy Nad głowami grały silniki lecą-cych całymi 'rojami samolo-tów które z wyciem krążyły nad Niemcami prały w nich bombami atakowały rakieta-mi i ogniem broni pokłado-wej Wstu miejscach dymiły pożary — paliły się domy czołgi samochody z benzyną i 'ludzie Widzieliśmy cale sto-sy spalonych żołnierzy nie-mieckich Cały świat śmier-dział spalenizną i padliną Dywizja werżnęła się wte-dy klinem pomiędzy wojska niemieckie Na północ od na-szego 259 w Grand-Mens- il i Ammeville Niemcy siedzieli najspokojniej nie atakowani przez nikogo Utworzył się zgolą przekładaniec z wojsk sprzymierzonych i hitlerow-skich Ponosiliśmy przez to straty również na tyłach ho z Grand-Mens- il i Ammeville strzelano do naszych kolumn zaopatrzenia zabijano ludzi palono samochody A w nocy lotnictwo niemieckie zbom-bardowało nas- - 19 sierpniai o świcie widzia-łem taki obrazek: pluton czerwonoskórych Indian z kanadyjskiej dywizji prowa-dził drogą jeńców Kazachów czy Uzbeków w niemieckich mundurach Rzecz działa sio w Normandii a przyglądali się temu Polacy Było takie powiedzonko rosyjskie mają-ce' wyrażać szczyt nonsensu: "Boj Niegrow z Kabardinca mi" — co znaczy: Walka Mu-rzynów z Kabardyńczykami (To tacy Czerkiesi) Sytuacją z i9 sierpnia zdewalubwałh to powiedzonko Indianie — Uz-bec- y — Polacy — Norman-dia! W ciągu nocy z 19 "ha 20 sierpnia dołączyły jeszcze na Maczugę: zgrupowanie Ko-szutskiego i 9 batalion strzel-ców W" rezultacie stopniowo wytworzyło się' nastętfującfe położenie: 1 dywiz'ja pancerj na stanęła na' drodze odwrtf-t-u niemieckiego wdecydują- - cym rejonie Chambois-Mont-Orm- el na ha ibardzie'i --wscho dnim skrzydle armii' sprży- -' mierzonych i ugrupowała się tam obronnie w dwóch' ośrod-kach: (ośrodek Chambois — '24 pułk ułanów 10 pułk drago-nów dwa dywizjony przeciw-pancerne i 385 batalion ame-rykański x samej wsi 10 niiłk strzelców' konnych' ź dy wizjonem przeciwpancernym na wzgórzu 113 na północ od miejscowości 'ośrodek Maczuga: zebrały się tam 1 i 2 pułki pancerne wszystkie trzy bataliony strze-leckie i dywizjon artylerii przeciwpancernej Artyleria dywizyjna i brytyjska 'armlj-n- a grupa artylerii wspierały obydwa ośrodki Jeżeli mam pisać o organi-zacji dowodzenia to muszę z zażenowaniem powiedzieć że sztab dywizji znalazł się na wzgórzu 159 zaś obydwa szta by brygad na wzgórzu 259 poza wojskami oddzielone od nicn przez nieprzyjaciela Z chwilą zdobycia Cham bois i Maczugi zaczęła się dla dywizji bitwa obronna o utrzymanie tych decydują-cych obiektów na które nie-przyjaciel nacierał ze wszyst-kich kierunków kompasu Niemcy walczyli po despe-r2Ck- u Zbliżali się ria odle-głości szturmowe i poddawali się dopiero po położeniu sto-sów trupów i po straceniu wszystkich czołgów Pułki i bataliony 'na Maczu-dze i w'Chambois odpierały nieustanne ataki przez cały dzień 20 sierpnianoc z 20ńa 21 i cały 21 sierpnia A --wa runki boju' były coraz trud-- niejsze: żołnierze byli coraz bardziej zmećźehi walką czu-waniem i długotrwałą1 bezsen-nością O ewakuacji rannych niet mógłoi być mowy:: leżeli orif dziesiątkami pośród wal czących oddziałów w bgniu artylerii i moździerzy' ópa- - trzeni powierzchownie pnez lekarzy oddziałowych „trj (Stopniowo zaczynał" grozić iuy£y&"iiuuuuji" nAuiuumiu ?Dbdatfeowe obciążenie st i na przełaj poIami-walHy- W --Fjliadały" łąCŹhbśĆradio-tumanac- h kurzu ina 'wschód wat zaczynała zawodzićl™ ' Ate X"vAuiitt iJi!Wlin - - !-- '' Vfc f iźSiśJfP' vŁ wŁi-tó- i fV? iSłn AH?„ 3 5tuj&' &&& urmsuxmz te m m-- 6 tw tfettsjłjMwr" 'b nowiły tłumy rf jeńców któ? rych rachowano juz natyslą-- r ce Fosróu nicir nyio wiciu rannych wszyscy zaś znajdo Walii się pod ogniein własnej artylerii i tym trudniej było ich pilnować ' Próbowano dostarczyć na Maczugę zaopatrzenie'- - bojowe za pomocą konwojów pancer-nych ale bez "wyniku: były odpędzane przez nioprzyja- - cielą — jeden zaś zniszczony przez własne lotnictwo W kt5ryms z takich "Konwojów zginął1 kwatermistrz brygady kapitan1 Kurowski Zastosowano więc zrzuty' z powietrza Częściowo udało się to 20 sierpnia o świcie1 na sta- -' nowiska 10 pułku strzelców konnych' uderzyła ze szczegól-ną zajadłością jakaś bardzo silna "Kampfgruppe" z po-ważną liczbą czołgów Strzel-cy konrit przypuścili Niem-ców na bliską odległość - a później rozpoczęli 'straszny ogień ze swoich pięćdziesię-ciu dział i stu kaemów W ciągu paru minut wszystkie czołgi niemieckie zamieniły się w slupy czarnego dymu a trupy grenadierów pancer-nych setkami zasłały przed-pole Pozostali zalegli pod og-niem Całe plutony i kompa-nie zaczęły podnosić białe fla-gi "Cromwelle przerwały o-gi- eń Kupy Niemców z pod- - niesionymi rękoma fszlyv Tdo niewoli Oficerowie odrzucali demonstracyjnie pasyf z pisto-letami] ale nie podnosili rąk Pośród nich V mónbklu w czerwonych' lampasach szedł dowódca L-XXXI- V korpusu generał Otto Elfeld- t- Siedząc później pod strażą wdeniu Cromwella generał' Elfeldt powiedział parcóićkV ' wych' rzeczy: v ' Najpierw —Jcjmlalpęcha Gdyby poszedł trochę bar: dziej na! połudhie'nie'łriat-knąłbysi- ę na Polakówi'byl- - by już nad Sekwaną %{ Później — kiddy ''Niemcy ponownie ząatąkowalipulki jednocześnie z dwóch ikierun--- 1 kówf — Elfeldthirugnąłd' rótińistrza'3ut'owskiego i pij-wić'riziałżGftpnie!je"st'j-eszczc wcaletakie pewne klójcśt w niewoliu kbgo'-- -- my u'ni6'gb ćżV' on 'u nas' Na 'to' Michał -- Dardzo znacząco po"łozyułrcKc na kolbie pistoletu Podpowie-dział: "Jfcdno''jes't]:zupelnIc pewne Nic 'jesteśmy j wład-nym razie nletbędziemyCwi" niewoli u pana 'generała!" 5 W-- lymsamymczasie-ipo-leg- ł od pocisku karabinowego Bohaterski ' 'dowódca pułku? major Jan Maciejowski Dja miłku i dla dywizji 'byłaito ' niepbwetbwana " strata ''Ale' dowództwo objął major Ejśy- - j mont i pułk bił się dalejs r Bój w kotle' pod Falaise'wy-gąsa- ł już nie miałem wiele do roboty' w tym ''Chambdiś A 22 sierpnia 'dotarły do nas idące wprost z zachodu-jednost- ki 2 armii 'brytyjskie j( i poszły na wscliód- - na Śek- - wanę' Dywizja spełniła swoje ' źadahie Od 'dnia' wylądowania dywi-zja straciła w zabitych' 1 rarf nych' 2327 ludzi Pplegliróby dwaj dowódcy 'najstarszych' sztandarowych pułków — u- - łanów i strzelców' konnych'' ' Trofea dywizji w całej bitf ' wie wynosiły: yf jeńcach oko'' ło 150 oficerów w tym do wódca korpusu pancernego 5500 'szeregowych w' sprzę-cie '—-zniszczony-ch' 70 czoł-gów 500 samochodów ponad 100-dzia- ł Trupów nie liczy-my ' Franciszek Skibiński ccotcoacccccecccccccco ' mmĘBm m fojmrw PfiHMiM i($ i-rj- wu f-lSS- Rif I R-rat- tii SWW ' 4 fm'mi msarmM 1 mi K'"VKff i ' fi-Krtrfc- M"MfSłtftt lii mśśml mmimm Pwmm®ll mMm immmmmm kHBŁ'JSA3?SfriXidAVt?i MIwil pil Mm mm Wm mmmu mmm- - mmm- - wMM~m- - EWMsSsjjI ¥lMiiPiffMiti: mmm młwM wsmiimim ?KWWr ?BCfl pdinłWfVskDrugiegoKorLfMiiy ®ffl®£mxmmmmim |
Tags
Comments
Post a Comment for 000290b
