000290a |
Previous | 12 of 16 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
Imf#lnmtWn
JM & S Ciesielsict '
ft Na
I
iw
Mi"
MC '1
fpl -- I fil
bw
m
L vł w
ft
'
1 I
Zima 1944 roku we
górach nie należała
do najprzyjemniejszych W lu-tym
tego roku 3 Dywizja
Strzelców Karpackich znajdo
wała się mdcmku nad rze-ka
Sangro Góry na odcinku
były wysokie i zupełnie na-gie
Schodziły one ku dolinie
rzeki Sangro długimi spadka-mi
Hulał po nich wiatr i sy-pał
śnieg utrudniając życie
żołnierzy
Niemcy mieli doskonały
wgląd w teren i widzieli każ-dy
ruch na odległość wielu
mil Na skutek tego cały ruch
frontowy' odbywał się wyłą-cznie
'w nocy 'z zachowaniem
wszystkich możliwych środ
ków ostrożności i maskowa
niem żołnierz dostawał cie
płą strawę tylko raz na dobę
w nocy Wszystko musiało
być donoszone nawet do ar-tylerii
ha barkach żołnierzy
bowiem pojazdy wywoływały
ogień nieprzyjaciela nawet w
nocy i
Porucznik Marian Grzela-ćhows- ki kierownik Sekcji
Bezpieczeństwa Dywizji
przejrzał cały odcinek frontu
i 'zdał sobie sprawę 'Z łatwości
penetracji "przez agentów nie-przyjaciela
w warunkach gór-skich
Niemcy po wycofaniu- - za
rzekę Sangro wysadzili wszy-stkie
mosty na 'rzece która
nie była zresztą szeroka Przy
tym dokładnym zniszczeniu
możliwości komunikacji z
druga stroną wydawało się
dziwne pozostawienie przez
Niemców dużego drzewa- - któ-re
leżało zwalone poprzez
rzekę w miejscu gdziebrzegi
były wysokie a rzeka wąska
Dlatego też por Grzela-chows- ki
zdecydował wziąć to
miejsce' pod 'specjalna obser-wację
W dzień placówka pie-choty
miała drzewo-po- d opie-ką
natomiast w' nocy dwaj
podoficerowie Sekcji obejmo-wali
służbę Wybudowali oni
schron doskonale zamasko-wany
około 30 metrów od
rzeki i siedzieli tam od zmro-ku
'wycofując się dopiero
przed' świtem A noce były
długie Rano po" długim mar-szu
dochodzili do miejsca
gdzie czekał na nich samo-chód-
który1 zabierał ich 'na
kwatery Tam po'krótklm'wy-poczynk- u
zabierali -- sie do
pracy której było mnóstwo!
Sekcja' Bezpieczeństwa mia-ła
trzynastu ludzi imiała za
zadanie zwalczanie wywiadu
nieprzyjacielskiego na tere-nie
zajmowanym przez "dywi-zję
Teren len' niejednokrot-nie
obejmował dziesiątki mil
kwadratowych V miastami' ji
wioskamizaniieszkałymi przez
tysiące ludzi żołnierze-Sek- cji musieli się' dwoić 1'trpić
abylwykonać wszystkie "zada- -
Obserwacja H"drzewa'V JH
tę 'operację 'nazywanej 'trwała
bez" żadnych' wynikowi Po
dwóchtygodniach szef '„Sekcji
chor Stępień zacząFmiećwą t-pli-wośći
czy warto' było pro- -
wadzić'tev akcję alepor Grze- -
' Por Grzelachowski był 'w
Polsce" przed wolna sędzia
Spokojny i zawsze uśmiech
nięty' 'miał- - doskonałe J podej-ście
'do pracy! co' uwidoczniło
się później w wynikach' bo-wiem-
Sekcja 'miała 'rekord
największej liczby schwyta-nych"
agentów nieprzyjaciela
wśród ''wszystkich Sekcji we
Włoszech
Niski z okrągła rumianą
twarzą ozdobioną --długimi wą-sami
palił bez przerwy fajkę
Podobno nawet spał z ifajką
W zębach? Nict też dziwnego
że miał przezwiskoFajeczka
Pewnej1 zimnej śnieżnej
obs'erwacji siedzie-li
sierż Kaczorowskimi' ognio-mistrz'
Olejnik ten sam któ-remu
"w dwa tygodnie później
sabotażyści
t
podcięli ' gardło
Patrzyli na ledwie widoczne
przedpole Czas się dłużył i
iiaiiuiiiimniiiiiiiiiiiintimiiiiiinim
Naczelni
" "Marsz E Rydt-Sniigfy- K-
3s ' -S-- v5X " -
ittiWt0tHbeii#'Mt
'łr&t
wojnie
było co raz zimniej Nagle
Olejnikowi wydało się że coś
sie ruszyło Chwycił ramię
sierż Kaczorowskiego i ścis
nął Sierżant wytężył wzrok
Tym razem ponad szumem
rzeki usłyszeli coś jak skro
banie Obaj podnieśli karabi
hy Teraz juz widzieli cień
człowieka który --na rękach "i
kolanach przechodził po drze
wie na ich brzeg rzeki
Cień' doszedł do końca
drzewa Zsunął jedną nogę
na brzeg a potem drugą Wy-prostował
się i strzepnął czy
zatarł ręce po czym otrzepał
spodnie Stał rozglądał się' i
słuchał a Dotem zaczął ostroż
nie iść w stronę gdzie sie
dzieli podoficerowie którzy
patrzeli na niego jak kot czy-hający
na' mysz
Przybysz był już przy ich
stanowisku Minął je Pod-oficerowie
wstali poszli 'za
przybyszem Śnieg tłumił ich
kroki Chwycili go z dwóch
stron pod ramiona Przybysz
stanął i stężał Próbował
wyrwać się ale podoficero-wie
trzymali go mocno za te-ce
i pociągnęli za sobą Nikt
nie powiedział ani słowa Do-tarli
do placówki piechoty zo-'stalitrozpozn- anU
poszli dalej
Doszli wreszcie do samo-chodu
który czekał na' nich
przy dowództwie batalionu
Jechali bez świateł po wąs-kiej
krętej górskiej drodze
Zatrzymali się w VastogiTardi
na placówce Sekcji tylko na
parę minut aby odetchnąć
ale nie chcieli czekać-n- a --
herbatę
Jechali dalej do Caro-vil- li
do siedziby Sekcji
Była już szósta rano gdy
tam dotarli Do tej pory nikt
nie zamienił jednego słowa z
zatrzymanym Por Grzela-ćhows- ki
zaczął natychmiast
przesłuchiwać' go przy 'pomo-cy
tłumacza
Zatrzymany który był Wło-chom
twierdził że 'chciał
„ pójść do swej rodziny która
mieszkała w części kraju za-jętej
przez wojska alianckie
W czasie dalszego przesłucha-nia
zaczął się plątać w' zezna
niach aż wreszcie przyciśnię
ty ao muru zatamar się lprzy-zna- ł
że był agentem niemie-ckim
Wtedy' zaczął już mó-wić
wszystko otyeh którzy
go }WysłaliWiadomośćibyły
bandzo cenne
Oczywiście nikt poza żołnie1
rzami sekcji nie wiedział' o
zdobyczy i por Grzelachowski
pojechał do Oficera Bezpie-czeństwa
Korpusu kpt Leona
Berkowiczą aby mu zameldo-wać
o sukcesie Był to pierw--1
szy we' Włoszech agentnie
przyj acieisNi sciiwyiany uray
przechodzeniu linii frontu
W parę i dni później' przy
szedł do sekcu plutonowy'' z
batalionu łączności i Zameldo-wał
się chorążemu Stępieąio- -
wi i zaczął wyjaśniać puwwu
przybycia J"
— Panie chorąży mówiło
ja nie wiem 'czy powinienem
z tym przyjść ale to wygląda
tak Widzi pan chorąży wczo-raj
wieczorem wracałem na
kwaterę My stoimy w-Agno-- ne
Było już po dziesiątej
wieczorem Gdy przechodzi-łem
koło domu odosobnionej
farmy przy końcu miasta u- -
słyszałem nagle sygnały Mor-se
Wie pan chorąży ktoś
odbierał klucz na radio Pod-szedłem
bliżej' Tak jest na
pewno się nie myliłem! Ja
jestem radiotelegrafistą i
znam się na tym Tylko źe
nic odczytać nie mogłem mi-mo
to że nie nadawali szyb-ko
może trzydzieści liter na
minutę '
Por Grzelachowski natych-miast
zdecydował że tej sa-mej
nocy zrobią rewizję wpo-dejrzany- m domu
— Panie plutonowy powie-dział
do radiotelegrafisty
pan pójdzie z nami Weźmie
my też drugiego telegrafistę
Nie dlatego że nie mam do
pana zaufania ale może we
ttowódcy
'i
łtJU A
różnorako
dwóch będziecie mogli coś od-czytać
zanim wejdziemy do
domu Pójdziecie we dwóch"
ze mną a reszta ludzi pod-ciągnie
dopiero na nasz syg-nał
Plutonowy był w siódmym
niebie
Sprawa wyglądała bardzo
poważnie bowiem agent
schwytany przed paru dniami
twierdził że Niemcy za wszel-ka
cenę chcieli otrzymać in-formacje
zza frontu aliantów
i -- szkolili mnóstwo agentów
Dzień był na szczęście mgli-sty
a noc ciemna bezksię-życowa
Ziemia pekryta była
śniegiem który topniał pod
kołami samochodów tworząc
na drodze głębokie błoto Por
Grzelachowski z dwoma tele-grafistami
podczołgał się do
wskazanego domu Okna były
zamknięte drewnianymi p-kienrii-camL
Żołnierze przysu-nęli
się do okna i po chwili
wszyscy nastawili uszu -b-owiem
zupełnie wyraźnie sły-chać
było sygnały Morse'a:
Ti ti ta ta ti ta tita ta
Por Grzelachowski patrzał
na skupione twarze telegrafi-stów
którzy zapisywali znaki
Nadawanie ustało Porucz-nik
gestern zapytał o wyniki
Obaj telegrafiści wyrazili ges-tem
bezradność Nadawanie
znowu sie zaczęło Wobec
niemożności 'odczytania nie
było celu czekać Porucznik
uiiiiniiMMiiiniiniiiiiiioiiiiiMiiiaiiuiwiiiiaiiniiwiinuiiiiiiiiiiaiiiiaim Stanisław Skalski
Walka z
Drugi września 1940 roku
Druga faza "Bitwy o Wielką
Brytanię"
Gravesend położona na
wzgórzu koło ujścia Tamizy
baza 501t dywizjonu myśliw-skiego
hrabstwa Gloucester
Dywizjon zahartowany w wal--
Kacn werancji strzeże teraz
nieba własnei oiczvznv W
jednostce jest nas trzech Po
laków:
_
porucznik Witorzenc
sierżant Głowacki i' ja Już o
zmroku odlecieliśmy na wy-sunięte
lotnisko nad Kana
łem Howkings Od godziny
trwa "nasiadówka
t Zaczynamtbyć obojętnyna
iu cu się u ziej e uuKuia opa-nowuje'
mnie lekkie znuże-nie
-- ogarnia senność Nagle
koło namiotu gdzie mieścił
się' telefon zapanowało oży
wienie Ktoś pędzi do namio
tu dowódcy dywizjonu wska-kuje
na skrzydło nachyla się
— widocznie coś tłumaczy
Szybko nakładam maskę tle-nową
Domyślam się że na-stąpi
zaraz start
'-Ziel-ona
rakieta
Silniki kolejno zaskakują
jak na' komendę '
r Samolot dowódcy już toczy
się na start" Ustawiamy się
trójkami W niespełna dwie
'minuty jednostka w zwartym
szyku 'w kolumnie trójkowej
nabiera wysokości pod kur-sem
zachodnim W słuchaw-kach
głos kontrolera z sali
'operacyjnej „ —' Halo dowódca' "Pają-ków"
kurs dwieście siedem-dziesiąt
stopni nabrać gwał-townie
wysokości
I znów za chwilę:
— Halo dowódca "Pają-ków"
— nieprzyjaciel przed
wami w ilości stu pięćdzie-sięciu
bombowców z silną
eskortą myśliwców Odleg-łość
— dziesięć kilometrów
Szyk z lekka się zakołysał
Jest nas tylko dwunastu
Nie widać jeszcze innych
własnych samolotów Idzie-my
na pierwszy ogień Nie-przyjaciela
trzeba "zmięk-czyć"
W miarę zaangażowa-nia
się pierwszego dyonu —
do akcji będą wchodziły no-we
jednostki które już z
gdzieś lecą na spotkanie
Czuję wyraźnie podniecenie
Za chwile rozpocznie się wal-ka
Dzieli nas od niej może
minuta O już lecą!
Polskich
-
©en W Sikorski
t'i-J'tit0}i:-'- 9
IWLMM OT!łiftMS!
dał sygnał latarką i natych-miast
czołgające cienie zaczę-ły
się posuwać w stronę do-mu
i zatrzymały na z góry
wyznaczonych stanowiskach
przy ścianach
Następny sygnał Żołnierz
zbliżył się drogą podszedł do
drzwi i zapukał Po drugim
lub trzecim pukaniu słychać
było kroki gospodarza domu
iak podchodził do drzwi
Przylepieni do ścian żołnierze
natężyli mięśnie Gospodarz
nie mogąc zrozumieć odpo-wiedzi
na pytanie kto puka
uchylił ostrożnie drzwi
Na to czekali żołnierze
Uderzyli w drzwi Wpadli do
środka Jeden chwycił prze-rażonego
gospodarza a inni
uderzyli gwałtownie w' drzwi
prowadzące na prawo do po-koju
z którego dochodziły
odgłosy sygnałów radiowych
Wpadli z bronią przygotowa-ną
do strzału i wodzili świa-tłem
latarek po pomieszcze-niu
Była to_ stajnia i w świetle
latarek widać było tylko mu-ła
który powoli odwrócił gło-wę
i patrzał na światła Było
zupełnie cicho bowiem zawie-dzeni
żołnierze nie wiedzieli
co robić Muł po chwili od-wrócił
się z powrotem wsa-dził
pysk do żłobu i zaczął
żuć owies W tej chwili żoł-nierze
zinowu usłyszeli sygnał
radiowy Żłób pod naciskiem
Lecą zwartą masą
Nad bombowcami wiszą
myśliwce w rozstrzelonym
szyku — pełno ich wszędzie
Zda się przysłoniły całe nie
bo z przodu z tyłu na bo-kach
— srebrzą się wyżej
bombowców rDowódca dywi-zjonu
zmienia kurs chce zdo-być
pozycję taktyczną wyko-rzystując
słońce
Kontroler z sali operacyj-nej
umilkł Wie już że je-steśmy
w styczności z nie-przyjacielem
Nie przeszka
dza Słychać tylko głos do
wódcy i ostrzeżenia dii oto w
cięły
do ataku — brzmi w
spokojny i zdecydowany
głos dowódcy Już jesteśmy
na prostej 'Przed nami czar-na
zwarta kolumna "He-111- "
Atakujemy lekko z —
dokoła "Me-109- E" Kilka
odrywa
się zdecydowanie aby nie do-puścić
nas do ataku Za póź
no bekunay zdecydowały
słońce pomogło interwencja
bez-skuteczna
Dywizjon spłynął na ogo-ny
bombowców Skrzydła
"Hurricane'ów" ziały ogniem
ośmiu karabinów maszyno-wych
Smugi pocisków opla-tały
sylwetki bombowców
Kilka "Heińkli-111- " ranio-nych
śmiertelnie pozostawiło
pierwsze szczerby w zwartej
formacji nieprzyjaciela Bia-łe
czasze 'spadochronów zafa-lowały
pod błękitem nieba
Atakowałem ostatni
Ofiara już w celowni-ku
zbliżałem się na dużej
prędkości Ster stwardniał
chwyciłem oburącz W" pozio-mej
podziałce świetlnego
pierścienia skrzydła Heinkla
stawały się coraz większe Je-szcze
sekunda a może mniej
— ostatnie błyskawiczne
spojrzenie w lusterko
O rany!
Z całej siły ściągnąłem
"Hurricane'a" by uniknąć
ognia "Me-109- "
Powieki opadły ciężkie jak
kamienia — ogarnęła mnie
ciemność Żołądek poszedł do
góry zrobiło się mdło Pod-świadomie
zaciągnąłem
koło Zamroczenie prze-szło
Sił
1
i f (R4 J A?' lAWJ " WtAZ fiW33 i mWMfmmk
pyska skrzypiał dokła-dnie
w to"hie klucza radiowe-go:
Titati tata titi
Żołnierze słuchali jak urze-czeni
aż nagle ktoś parsknął
śmiechem ~a wszyscy za nim
Nie nie wszyscy Włoch wła-ściciel
domu stał z wybału-szonymi
oczami jako że cały
najazd odbył się tak niespo-dziewanie
i szybko że nie od
MesserschmiEtem
zyskał równowagi a poza tym
nie rozumiał o co chedziło
A żołnierze dosłownie ryczeli
łzy im szły z oczu i tylko po
kazywali na biednych dru-cików"-łacznościow- ców
i na
siebie ubabranych w błocie
Pierwszy odzyskał równowa-gę
porucznik r
— Niech się Pan nie mart-v- i
— powiedział do plutono-wego
łączności — Bardzo
Pan dobrze zrobił zawiada-miając
nas a jak-Pa- n widział
żłób nabrał również drugiego
specjalistę i mnie Ja też by-łem
przekonany że to był
sygnał radiowy
Plutonowy trochę się po-cieszył
Włoch właściciel domu do-stał
paczkę papierosów arty-kuł
niesłychanie wówczas
cenny Żołnierze poklepali go
po plecach i zaczęli wycho-dzić
Włoch miał teraz drugi
problem bowiem tak jak nie
rozumiał powodu naiazdu
tak teraz nie rozumiał dlacze-go
dostał cenny prezent Stał
we drzwiach domu i patrzał
za oddalającym się żołnierza-mi
Po chwili gdy tylko głosy
go dochodziły popatrzał na
papierosy podrapał się w gło-wę
i zamknął
Tak przeszła jeszcze jedna
noc
Z tyłu na ogonie siedział
"Me-109- " Z przerażeniem
stwierdziłem że już niewiele
mu brakuje by za'mknąć
śmiertelny krąg Jak wyr-wać
się z tego piekła? Nie
mogę wykonać żadnego' ma-newru
żeby Niemca natych-miast
zrzucić z ogona Pozo-staje
walka' do końca myśli
przebiegają jak błyskawice
Schodzić w dół w ciasnych
kołach "Hurricane" jest
zwrotniejszy — niżej muszę
wyrwać
Szybkość szybkość
kit Niemiec próbował szczę
ścia Co chwila z nosa "Mes-serschmitt- a"
pokazywał się
błysk ognia z działka Nie
wierzyłem by trafił — za
mała" poprawka Byłem zu
pełnie mokry Wysokościo- -
mierz wskazywał l&ouu stop
Jak'tO'potwornie długo trwa
Straciliśmy zaledwie 10000
— niżej Je-szcze
kilka tysięcy stóp Z
lekka 'zacząłem sie uwalniać
— odwrócona głowa powoli
wracała ku przodowi- - Odleg-łóść-wzrasta- ła Niemiec już
nie mógł strzelać Jednak nie
rezygnował Był twardy wal-czył
wspaniale Nie pozwolił
mi na najmniejszy błąd On
prowadził walkę ja byłem
wiernym wykonawcą jego
"woli" Żaden "trick" nie był
możliwy Był panem życia i
śmierci Jedynym wyłomem
jedynym możliwym manew-rem
jaki mi dał było ścią-ganie
go na dół I to się uda-ło
Trzymał się mnie jak
'cień ale oddalał się tracił
przewagę Dlaczego nie zre-zygnował
dlaczego nie
'do innego skuteczniej
szego uderzenia skoro ja już
wylazłem z poa jego oostrza- -
łu Czynik tatalny błąd i
Czułem się coraz pewniej-szy
im byliśmy ntżej 10000
9000 8000 stóp Strzałka wy-sokościomie- rza'
przesuwała
się gwałtownie Zaciskałem
coraz mocniej koło — całym
wysiłkiem woli wyczerpany
nerwowo zdecydowałem się
na wygranie tego pojedynku
Już byłem w równej pozycji
Z Niemcem Pozostał jeszcze
ostatni akt — wejść na oson
- 'WurricaneSWdrżał białe jąk" rozluźnić' 'fezyklMflJremł-nnuSiaaknyd?-
1 błę
słuchaw-ce
boku
"Messerschmittów"
"Messerschmittów"- - była
była
peł-ne
Zbrojnych
muła
tatita
drzwi
Wv'doł'w'dół
prze-szedł'
JAV J
3$$J%'X
tóiLffi
Gen VK Soknkowski
W 25 lat
Uroczystości na cmeritarzu' Monte Cassino w' 25 roczni-cę
bitwy zakończyły się Apelem Poległych Gen Kle-mens
Rudnicki dowódca brygady podczas bitwy odczy-tał
poniższy rozkaz:
Apel Żołnierzy Polskich po-ległych
na ziemi na morzu
i w powietrzu — na polach
bitewnych wszystkich fron-tów
Drugiej Wojny Świato-wej
'
Apel żołnierzy lotników i ma-rynarzy
którzy oddali swoje
dusze Bogu a których kości
spoczęły na własnej lub na
obcej ziemi
Apel mężczyzn kobiet i
dzieci których nazwiska Bo-gu
są tylko znane a których
łączy jedno wielkie dumne
imię: Żołnierze Najjaśniejszej
Rzeczypospolitej
Składamy hołd żołnierzom
wszystkich stopni wszystkich
broni i służb poległym w
kampanii wrześniowej
Bohaterom Westerplatte
obrońcom Poczty Gdańskiej
Helu Pucka i Gdyni Wale-cznym
spod Kutna Kocka
Modlina Warszawy i tysiąca
innych pobojowisk które pa-mięta
tylko ziemia użyźniona
ich krwią
Lotnikom i mechanikom
którzy padli w nierównej
beznadziejnej walce o polskie
niebo Marynarzom którzy
oddali życie w boju o polskie
morze
Składamy hołd piechurowi
który nie wstał z okopu uła--
W tej pozycji już miałem
przewagę taktyczną — wyso-kość
"Hurricane" drżał w kabi-nie
było duszno kroplisty
pet spływał po całej twarzy
Oburącz ciągnąłem z całych
sił za drążek sterowy — co-raz
ciaśniej coraz ciaśniej
5000 4000 stóp Niemiec był
j'uż przede mną Dlaczego
nie ucieka? Jeszcze może zro-tii- ć
wywrót i przejść do wal-ki
pionowej
I nagle jest Celownik
poprawka Ułamek sekundy
pozycja — kciuk kurczowo
nacisnął spust Krótka seria
Niemiec machnął wywrót
-- — Nie trafiłem — prze-mknęła
myśl
Siedzę na ogonie Ziemia
gwałtownie zbliża się „i czu-- J
ie"—porTtUwT'coirenkeniezmęczenie ' - t
Trzymam go w celowniku
Czekam gdy będzie wycią-gał-
wtedy
— Niemożliwe" Czyżby?
Już powinien wyciągnąć1 jest
zbyt' nisko bardzo nisko' J
— 'Nie wierzę „' "
Słup ognia wyrwałem]
maszynę w gorę utworzy-łem
kabinę krążąc naci palą-cymi
rsię szczątkami Czułem
gorycz w ustach Zdjąłem
maskę tlenową" — brak -- mi
było powietrza Wychyliłem
głowę- - z kabiny Zrobiło mi
się "żal Niemca '"Walczył
wspaniałe dlaczego nie'ska-kał- ?
Byłem po prostu zahipno- -
na śmierć i życie Ktoś z nas
musiał zginąć Dopiero gdy
ochłonąłem nieco zobaczy-łem
w pobliżu tlące się szczą-tki
'dwóch "He-111- " Obok
na szosie przymusowo lądo-wał
"DO-17- " W powietrzu
dyndało kilka spadochronów
Luftwaffe zbierała cięgi nad
hrabstwem Kent
Po kilku minutach lotu
dojrzałem dwie walczące ma-szyny
tuż nad ziemią"- - "Hur- -
ncane byt w ciężkich opa
łach Moja interwencja' nie
była trudna "Messefschmitt"
był ślepy Amunicji miałem
pod dostatkiem Dwie długie
serie "Hurricane" dołączył
do mnie Na kadłubie-zobaczyłe- m wtedy litery -- 501 dyo-nu
Uratowałem kolegę sier-żanta
Adamsa
W dwie godziny później w
następnej walce sierżant A-da- ms zginął
Konujr iTWBurwwimwt3łTiWJnwr tmrłyłTWJ-tŁjłUWT- fł w -- m wuji BiMUi)iMj-Ł- t
po wielkiej
nowi który nie wrócił z szar-ży
kanonierowi który został
przy zamilkłym dziale sape-rowi
poległemu przy wysa-dzonym
moście czołgiście
który nie wyszedł z płonące
go wozu żandarmowi lezące-mu
na skrzyżowaniu dróg te-legrafiście
który nie domó-wił"
słów meldunku maszy-niście
zbombardowanego po-ciągu
taborycie który padł
przy swoich koniach lekarzo-wi
którego nie uchronił znak
Czerwonego Krzyża kapela-nowi
któremu kula przerwa-ła
słowa absolucji Składamy
hołd wszystkim żołnierskim
mogiłom września 1939 r
Oddajemy hołd żołnierzom
Samodzielnej Brygady Strzel-ców
Podhalańskich którzy
"za Naszą i Waszą Wolność"
padli w Norwegii pod Bjerak
Ankenes i Narvikiem
Chylimy głowy przed ofia-rą
miliona naszych braci i
sióstr wywiezionych wbrew
prawom boskim i ludzkim do
Rosji Sowieckiej zamęczo
nych w łagrach i na zsył-kach
Składamy hołd męczeń-stwu
oficerów-jeńcó- w obozów
w Ostaszkowie Starobielsku
i Kozielsku wymordowanych
bestialsko w Katyniu i innych
miejscach masowej kaźni
któryclrnazwy Bogu są tylko
znane
Chylimy czoła przed mogi-łami
kurierów utrzymują-cych
żywą więź między rzą-dem
polskim na Zachodzie a
okupowanym Krajem
Składamy hołd tym którzy
w najtajniejszych misjach
lądowali w Kraju 'hojnie pła-cąc
życiem za ten zaszczyt
Oddajemy cześć --żołnierzom
Polskim "we Francji synom
starej emigracji wieczyście
związanej z Macierzą którzy
krwią zasilili szeregi odradza-jącej
się na obcej ziemi Armii
Polskiej
-- Oddajemy cześć ochotni-kom
którzy z całego świata
zbiegli się by walczyć i ginąć
pod Polskimi Sztandarami'
Chwała t poległym żołnie-rzom
1 Dywizji Grenadierów
którzy bili się "do ostatniego
tchu o wolność upadaiacei
Francji Oddajemy hołd boha-terom
spod Lagarde i innych
pól
4 bitewnych
Składamy hołd tysiącom
marynarzy z polskich -- okrętów
i statków którzy w ak
cjach i konwojach nieśli dum-nie
swoją banderę przez wszy- stkie morza i oceany
Zdumą myślimy o 2 tysią-cach'
poległych Lotników Pol-skich
którzy zapisali swoje
Walcząca
M zn6w walczy dzielna stolica
Znów ją zdobią pożogi i dym
my Warszawa
kim
imię w Złotki Tv'ćui Si
stwa Polskipon "te
O"— tjj
uuuajemy liołc! 6 milioji
v™?i-- " — naszych sifcb
„lcu pnhU wszystkich wyznań i w ldrh mmnicijMoiunsc:i ttn-- ii?B wanych przez terror hm ski c
Oddajemy hołd ofiara
swięcimia BuchenwaldutJ
chau i Majdanka (W:?!
hołd zamęczonym w fc licu gebiapo ouuajemy y
yumi-Munyi- ll 1 roZSUTl
v
Chylimy głowy przed
guami wszystkich p0Ie5w
obywateli i żołnierzy ?&£
faU i uiota jruuziemnego c°ft!ffi0teE
cow Karpackich któizy &
vuje hosci na piasfoi lobruku Gazali i BardiL
Niech się na wieki śłfe
imię żołnierzy wszystkich bfc ni i służb 1 Dywizji Panfg nej których grobami znam się szlak od Normandii i
Niemiec Chylimy czoła w
poległymi pod Chambois'ft
laise i ijreuą
Składamy hołd żołnierz®
Samodzielnej Brygady Spada-chronowe-j
poległym pod Aa
nem wst i unel
Z największą czcią i wzn szeniem chylimy czoła przai 81
mogiłą żołnierza-kobiet- y pj skiej naszej matki żonv a
siostry która złożyła niespo-tykan- ą w dziejach ofiarę cier '
pienia i życia na ołtarzu V4
nej i Niepodległej "
Oddajemy hołd stu tysi
com żołnierzy — mężczyą
kohiet i dzieci którzy z ópt
ską Armii Krajowej na ram niu padli na gruzach Warsa
wy w dramatycznym akcie
zadokumentowania ś wiali
swego prawa do wolności
Chylimy czoła przed młodzi-eżą
harcerska która w tej K-tw-ie
największą złożyła ofu- -
rę
Cześć i chwała wieczjsii
wszystkim braciom naszym --
Żołnierzom Polskim którya
nie było dane walczyć i ginąć
pod sztandarami z Orłem ł
Koronie
Pochylmy sztandary przed
braćmi naszymi żołnierzami
Drugiego Korpusu Polskiego
poległymi w Kampanii 'Wło
skiej
Apel żołnierzy wszystkich
stopni wszystkich jednostek
wszystkich broni i służb 2
Korpusu Polskiego którzy
pod wodzą gen Władysław
Andersa wyprowadzeni z ni-eludzkiej
?iemi sowieckiej -
szli 1 gmęh na odwiecznjm
szlaku legionów wiodącym i
ziemi włoskiej — do Polski U'
Oddajemy hołd poległym 3 1
pod Monte Cassino
Warszawa
I Ma krwią zbroczonych ulicach
Znów wolności rozbrzmiewa- - hymn
Choć mundurij nie zdobią nam ramion
Choć nie każdy posiada z' nas broń
Ale ludność Warszawy jest z nami
Każdy Polak podaje nam dłoń
To my walcząca Warszawa złączona ofiarą krwi
Nasz cel to toolność i sława potęga przyszłych dni
Nie znane nam jest słowo trwoga
Nie uśpi nas podstępny wróg
'Kto żyw ten znami na wroga
Tak nam dopomóż Bóg
Tylko gruzy -- zostały z Warszawy
Jeno zgliszcza dziś znaczą jej ślad
Lecz z honorem wyszła ze sprawy
W którą wpędził niemiecka ją kat
Choć nam serca przebito boleśnie
Polska żyje żyć będzie bo' chce
Aż' z popiołów Warszawa znów wskrześnie
Choćby przyszło nam czekać i wiek
To walcząca
zjil
iininii iaiiiiiHiiiiiaiiniiiiiiiaiiiiiiiiiiiiniiiiiiiiiimimiiiiiiiinimiiiiiiiniiiiiiiiiiiiaii iiiiniiimiiminmiiiiiiiinnuiiiiiiiiniiiuuiiiiaiiiiiiiiiiiiuii □iiiiiiiiiiinoiii iininniiiiiiniiiiHUiMiauiiiiiiiiinumiiiunniHiiiiiiiiciMiiiiiimniHiiiHiiiaiiimi oiiiiiiiiuinnuima"
w lotach Drugiej Wojny Światowej
mmmmmKmm
m
m
E3RKjRffVSMeAajdMMea'Mvl f 2 mt®&pPfV''' m--
"Anders
yji-iUJ- - -- teJ
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, September 05, 1969 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1969-09-05 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000737 |
Description
| Title | 000290a |
| OCR text | Imf#lnmtWn JM & S Ciesielsict ' ft Na I iw Mi" MC '1 fpl -- I fil bw m L vł w ft ' 1 I Zima 1944 roku we górach nie należała do najprzyjemniejszych W lu-tym tego roku 3 Dywizja Strzelców Karpackich znajdo wała się mdcmku nad rze-ka Sangro Góry na odcinku były wysokie i zupełnie na-gie Schodziły one ku dolinie rzeki Sangro długimi spadka-mi Hulał po nich wiatr i sy-pał śnieg utrudniając życie żołnierzy Niemcy mieli doskonały wgląd w teren i widzieli każ-dy ruch na odległość wielu mil Na skutek tego cały ruch frontowy' odbywał się wyłą-cznie 'w nocy 'z zachowaniem wszystkich możliwych środ ków ostrożności i maskowa niem żołnierz dostawał cie płą strawę tylko raz na dobę w nocy Wszystko musiało być donoszone nawet do ar-tylerii ha barkach żołnierzy bowiem pojazdy wywoływały ogień nieprzyjaciela nawet w nocy i Porucznik Marian Grzela-ćhows- ki kierownik Sekcji Bezpieczeństwa Dywizji przejrzał cały odcinek frontu i 'zdał sobie sprawę 'Z łatwości penetracji "przez agentów nie-przyjaciela w warunkach gór-skich Niemcy po wycofaniu- - za rzekę Sangro wysadzili wszy-stkie mosty na 'rzece która nie była zresztą szeroka Przy tym dokładnym zniszczeniu możliwości komunikacji z druga stroną wydawało się dziwne pozostawienie przez Niemców dużego drzewa- - któ-re leżało zwalone poprzez rzekę w miejscu gdziebrzegi były wysokie a rzeka wąska Dlatego też por Grzela-chows- ki zdecydował wziąć to miejsce' pod 'specjalna obser-wację W dzień placówka pie-choty miała drzewo-po- d opie-ką natomiast w' nocy dwaj podoficerowie Sekcji obejmo-wali służbę Wybudowali oni schron doskonale zamasko-wany około 30 metrów od rzeki i siedzieli tam od zmro-ku 'wycofując się dopiero przed' świtem A noce były długie Rano po" długim mar-szu dochodzili do miejsca gdzie czekał na nich samo-chód- który1 zabierał ich 'na kwatery Tam po'krótklm'wy-poczynk- u zabierali -- sie do pracy której było mnóstwo! Sekcja' Bezpieczeństwa mia-ła trzynastu ludzi imiała za zadanie zwalczanie wywiadu nieprzyjacielskiego na tere-nie zajmowanym przez "dywi-zję Teren len' niejednokrot-nie obejmował dziesiątki mil kwadratowych V miastami' ji wioskamizaniieszkałymi przez tysiące ludzi żołnierze-Sek- cji musieli się' dwoić 1'trpić abylwykonać wszystkie "zada- - Obserwacja H"drzewa'V JH tę 'operację 'nazywanej 'trwała bez" żadnych' wynikowi Po dwóchtygodniach szef '„Sekcji chor Stępień zacząFmiećwą t-pli-wośći czy warto' było pro- - wadzić'tev akcję alepor Grze- - ' Por Grzelachowski był 'w Polsce" przed wolna sędzia Spokojny i zawsze uśmiech nięty' 'miał- - doskonałe J podej-ście 'do pracy! co' uwidoczniło się później w wynikach' bo-wiem- Sekcja 'miała 'rekord największej liczby schwyta-nych" agentów nieprzyjaciela wśród ''wszystkich Sekcji we Włoszech Niski z okrągła rumianą twarzą ozdobioną --długimi wą-sami palił bez przerwy fajkę Podobno nawet spał z ifajką W zębach? Nict też dziwnego że miał przezwiskoFajeczka Pewnej1 zimnej śnieżnej obs'erwacji siedzie-li sierż Kaczorowskimi' ognio-mistrz' Olejnik ten sam któ-remu "w dwa tygodnie później sabotażyści t podcięli ' gardło Patrzyli na ledwie widoczne przedpole Czas się dłużył i iiaiiuiiiimniiiiiiiiiiiintimiiiiiinim Naczelni " "Marsz E Rydt-Sniigfy- K- 3s ' -S-- v5X " - ittiWt0tHbeii#'Mt 'łr&t wojnie było co raz zimniej Nagle Olejnikowi wydało się że coś sie ruszyło Chwycił ramię sierż Kaczorowskiego i ścis nął Sierżant wytężył wzrok Tym razem ponad szumem rzeki usłyszeli coś jak skro banie Obaj podnieśli karabi hy Teraz juz widzieli cień człowieka który --na rękach "i kolanach przechodził po drze wie na ich brzeg rzeki Cień' doszedł do końca drzewa Zsunął jedną nogę na brzeg a potem drugą Wy-prostował się i strzepnął czy zatarł ręce po czym otrzepał spodnie Stał rozglądał się' i słuchał a Dotem zaczął ostroż nie iść w stronę gdzie sie dzieli podoficerowie którzy patrzeli na niego jak kot czy-hający na' mysz Przybysz był już przy ich stanowisku Minął je Pod-oficerowie wstali poszli 'za przybyszem Śnieg tłumił ich kroki Chwycili go z dwóch stron pod ramiona Przybysz stanął i stężał Próbował wyrwać się ale podoficero-wie trzymali go mocno za te-ce i pociągnęli za sobą Nikt nie powiedział ani słowa Do-tarli do placówki piechoty zo-'stalitrozpozn- anU poszli dalej Doszli wreszcie do samo-chodu który czekał na' nich przy dowództwie batalionu Jechali bez świateł po wąs-kiej krętej górskiej drodze Zatrzymali się w VastogiTardi na placówce Sekcji tylko na parę minut aby odetchnąć ale nie chcieli czekać-n- a -- herbatę Jechali dalej do Caro-vil- li do siedziby Sekcji Była już szósta rano gdy tam dotarli Do tej pory nikt nie zamienił jednego słowa z zatrzymanym Por Grzela-ćhows- ki zaczął natychmiast przesłuchiwać' go przy 'pomo-cy tłumacza Zatrzymany który był Wło-chom twierdził że 'chciał „ pójść do swej rodziny która mieszkała w części kraju za-jętej przez wojska alianckie W czasie dalszego przesłucha-nia zaczął się plątać w' zezna niach aż wreszcie przyciśnię ty ao muru zatamar się lprzy-zna- ł że był agentem niemie-ckim Wtedy' zaczął już mó-wić wszystko otyeh którzy go }WysłaliWiadomośćibyły bandzo cenne Oczywiście nikt poza żołnie1 rzami sekcji nie wiedział' o zdobyczy i por Grzelachowski pojechał do Oficera Bezpie-czeństwa Korpusu kpt Leona Berkowiczą aby mu zameldo-wać o sukcesie Był to pierw--1 szy we' Włoszech agentnie przyj acieisNi sciiwyiany uray przechodzeniu linii frontu W parę i dni później' przy szedł do sekcu plutonowy'' z batalionu łączności i Zameldo-wał się chorążemu Stępieąio- - wi i zaczął wyjaśniać puwwu przybycia J" — Panie chorąży mówiło ja nie wiem 'czy powinienem z tym przyjść ale to wygląda tak Widzi pan chorąży wczo-raj wieczorem wracałem na kwaterę My stoimy w-Agno-- ne Było już po dziesiątej wieczorem Gdy przechodzi-łem koło domu odosobnionej farmy przy końcu miasta u- - słyszałem nagle sygnały Mor-se Wie pan chorąży ktoś odbierał klucz na radio Pod-szedłem bliżej' Tak jest na pewno się nie myliłem! Ja jestem radiotelegrafistą i znam się na tym Tylko źe nic odczytać nie mogłem mi-mo to że nie nadawali szyb-ko może trzydzieści liter na minutę ' Por Grzelachowski natych-miast zdecydował że tej sa-mej nocy zrobią rewizję wpo-dejrzany- m domu — Panie plutonowy powie-dział do radiotelegrafisty pan pójdzie z nami Weźmie my też drugiego telegrafistę Nie dlatego że nie mam do pana zaufania ale może we ttowódcy 'i łtJU A różnorako dwóch będziecie mogli coś od-czytać zanim wejdziemy do domu Pójdziecie we dwóch" ze mną a reszta ludzi pod-ciągnie dopiero na nasz syg-nał Plutonowy był w siódmym niebie Sprawa wyglądała bardzo poważnie bowiem agent schwytany przed paru dniami twierdził że Niemcy za wszel-ka cenę chcieli otrzymać in-formacje zza frontu aliantów i -- szkolili mnóstwo agentów Dzień był na szczęście mgli-sty a noc ciemna bezksię-życowa Ziemia pekryta była śniegiem który topniał pod kołami samochodów tworząc na drodze głębokie błoto Por Grzelachowski z dwoma tele-grafistami podczołgał się do wskazanego domu Okna były zamknięte drewnianymi p-kienrii-camL Żołnierze przysu-nęli się do okna i po chwili wszyscy nastawili uszu -b-owiem zupełnie wyraźnie sły-chać było sygnały Morse'a: Ti ti ta ta ti ta tita ta Por Grzelachowski patrzał na skupione twarze telegrafi-stów którzy zapisywali znaki Nadawanie ustało Porucz-nik gestern zapytał o wyniki Obaj telegrafiści wyrazili ges-tem bezradność Nadawanie znowu sie zaczęło Wobec niemożności 'odczytania nie było celu czekać Porucznik uiiiiniiMMiiiniiniiiiiiioiiiiiMiiiaiiuiwiiiiaiiniiwiinuiiiiiiiiiiaiiiiaim Stanisław Skalski Walka z Drugi września 1940 roku Druga faza "Bitwy o Wielką Brytanię" Gravesend położona na wzgórzu koło ujścia Tamizy baza 501t dywizjonu myśliw-skiego hrabstwa Gloucester Dywizjon zahartowany w wal-- Kacn werancji strzeże teraz nieba własnei oiczvznv W jednostce jest nas trzech Po laków: _ porucznik Witorzenc sierżant Głowacki i' ja Już o zmroku odlecieliśmy na wy-sunięte lotnisko nad Kana łem Howkings Od godziny trwa "nasiadówka t Zaczynamtbyć obojętnyna iu cu się u ziej e uuKuia opa-nowuje' mnie lekkie znuże-nie -- ogarnia senność Nagle koło namiotu gdzie mieścił się' telefon zapanowało oży wienie Ktoś pędzi do namio tu dowódcy dywizjonu wska-kuje na skrzydło nachyla się — widocznie coś tłumaczy Szybko nakładam maskę tle-nową Domyślam się że na-stąpi zaraz start '-Ziel-ona rakieta Silniki kolejno zaskakują jak na' komendę ' r Samolot dowódcy już toczy się na start" Ustawiamy się trójkami W niespełna dwie 'minuty jednostka w zwartym szyku 'w kolumnie trójkowej nabiera wysokości pod kur-sem zachodnim W słuchaw-kach głos kontrolera z sali 'operacyjnej „ —' Halo dowódca' "Pają-ków" kurs dwieście siedem-dziesiąt stopni nabrać gwał-townie wysokości I znów za chwilę: — Halo dowódca "Pają-ków" — nieprzyjaciel przed wami w ilości stu pięćdzie-sięciu bombowców z silną eskortą myśliwców Odleg-łość — dziesięć kilometrów Szyk z lekka się zakołysał Jest nas tylko dwunastu Nie widać jeszcze innych własnych samolotów Idzie-my na pierwszy ogień Nie-przyjaciela trzeba "zmięk-czyć" W miarę zaangażowa-nia się pierwszego dyonu — do akcji będą wchodziły no-we jednostki które już z gdzieś lecą na spotkanie Czuję wyraźnie podniecenie Za chwile rozpocznie się wal-ka Dzieli nas od niej może minuta O już lecą! Polskich - ©en W Sikorski t'i-J'tit0}i:-'- 9 IWLMM OT!łiftMS! dał sygnał latarką i natych-miast czołgające cienie zaczę-ły się posuwać w stronę do-mu i zatrzymały na z góry wyznaczonych stanowiskach przy ścianach Następny sygnał Żołnierz zbliżył się drogą podszedł do drzwi i zapukał Po drugim lub trzecim pukaniu słychać było kroki gospodarza domu iak podchodził do drzwi Przylepieni do ścian żołnierze natężyli mięśnie Gospodarz nie mogąc zrozumieć odpo-wiedzi na pytanie kto puka uchylił ostrożnie drzwi Na to czekali żołnierze Uderzyli w drzwi Wpadli do środka Jeden chwycił prze-rażonego gospodarza a inni uderzyli gwałtownie w' drzwi prowadzące na prawo do po-koju z którego dochodziły odgłosy sygnałów radiowych Wpadli z bronią przygotowa-ną do strzału i wodzili świa-tłem latarek po pomieszcze-niu Była to_ stajnia i w świetle latarek widać było tylko mu-ła który powoli odwrócił gło-wę i patrzał na światła Było zupełnie cicho bowiem zawie-dzeni żołnierze nie wiedzieli co robić Muł po chwili od-wrócił się z powrotem wsa-dził pysk do żłobu i zaczął żuć owies W tej chwili żoł-nierze zinowu usłyszeli sygnał radiowy Żłób pod naciskiem Lecą zwartą masą Nad bombowcami wiszą myśliwce w rozstrzelonym szyku — pełno ich wszędzie Zda się przysłoniły całe nie bo z przodu z tyłu na bo-kach — srebrzą się wyżej bombowców rDowódca dywi-zjonu zmienia kurs chce zdo-być pozycję taktyczną wyko-rzystując słońce Kontroler z sali operacyj-nej umilkł Wie już że je-steśmy w styczności z nie-przyjacielem Nie przeszka dza Słychać tylko głos do wódcy i ostrzeżenia dii oto w cięły do ataku — brzmi w spokojny i zdecydowany głos dowódcy Już jesteśmy na prostej 'Przed nami czar-na zwarta kolumna "He-111- " Atakujemy lekko z — dokoła "Me-109- E" Kilka odrywa się zdecydowanie aby nie do-puścić nas do ataku Za póź no bekunay zdecydowały słońce pomogło interwencja bez-skuteczna Dywizjon spłynął na ogo-ny bombowców Skrzydła "Hurricane'ów" ziały ogniem ośmiu karabinów maszyno-wych Smugi pocisków opla-tały sylwetki bombowców Kilka "Heińkli-111- " ranio-nych śmiertelnie pozostawiło pierwsze szczerby w zwartej formacji nieprzyjaciela Bia-łe czasze 'spadochronów zafa-lowały pod błękitem nieba Atakowałem ostatni Ofiara już w celowni-ku zbliżałem się na dużej prędkości Ster stwardniał chwyciłem oburącz W" pozio-mej podziałce świetlnego pierścienia skrzydła Heinkla stawały się coraz większe Je-szcze sekunda a może mniej — ostatnie błyskawiczne spojrzenie w lusterko O rany! Z całej siły ściągnąłem "Hurricane'a" by uniknąć ognia "Me-109- " Powieki opadły ciężkie jak kamienia — ogarnęła mnie ciemność Żołądek poszedł do góry zrobiło się mdło Pod-świadomie zaciągnąłem koło Zamroczenie prze-szło Sił 1 i f (R4 J A?' lAWJ " WtAZ fiW33 i mWMfmmk pyska skrzypiał dokła-dnie w to"hie klucza radiowe-go: Titati tata titi Żołnierze słuchali jak urze-czeni aż nagle ktoś parsknął śmiechem ~a wszyscy za nim Nie nie wszyscy Włoch wła-ściciel domu stał z wybału-szonymi oczami jako że cały najazd odbył się tak niespo-dziewanie i szybko że nie od MesserschmiEtem zyskał równowagi a poza tym nie rozumiał o co chedziło A żołnierze dosłownie ryczeli łzy im szły z oczu i tylko po kazywali na biednych dru-cików"-łacznościow- ców i na siebie ubabranych w błocie Pierwszy odzyskał równowa-gę porucznik r — Niech się Pan nie mart-v- i — powiedział do plutono-wego łączności — Bardzo Pan dobrze zrobił zawiada-miając nas a jak-Pa- n widział żłób nabrał również drugiego specjalistę i mnie Ja też by-łem przekonany że to był sygnał radiowy Plutonowy trochę się po-cieszył Włoch właściciel domu do-stał paczkę papierosów arty-kuł niesłychanie wówczas cenny Żołnierze poklepali go po plecach i zaczęli wycho-dzić Włoch miał teraz drugi problem bowiem tak jak nie rozumiał powodu naiazdu tak teraz nie rozumiał dlacze-go dostał cenny prezent Stał we drzwiach domu i patrzał za oddalającym się żołnierza-mi Po chwili gdy tylko głosy go dochodziły popatrzał na papierosy podrapał się w gło-wę i zamknął Tak przeszła jeszcze jedna noc Z tyłu na ogonie siedział "Me-109- " Z przerażeniem stwierdziłem że już niewiele mu brakuje by za'mknąć śmiertelny krąg Jak wyr-wać się z tego piekła? Nie mogę wykonać żadnego' ma-newru żeby Niemca natych-miast zrzucić z ogona Pozo-staje walka' do końca myśli przebiegają jak błyskawice Schodzić w dół w ciasnych kołach "Hurricane" jest zwrotniejszy — niżej muszę wyrwać Szybkość szybkość kit Niemiec próbował szczę ścia Co chwila z nosa "Mes-serschmitt- a" pokazywał się błysk ognia z działka Nie wierzyłem by trafił — za mała" poprawka Byłem zu pełnie mokry Wysokościo- - mierz wskazywał l&ouu stop Jak'tO'potwornie długo trwa Straciliśmy zaledwie 10000 — niżej Je-szcze kilka tysięcy stóp Z lekka 'zacząłem sie uwalniać — odwrócona głowa powoli wracała ku przodowi- - Odleg-łóść-wzrasta- ła Niemiec już nie mógł strzelać Jednak nie rezygnował Był twardy wal-czył wspaniale Nie pozwolił mi na najmniejszy błąd On prowadził walkę ja byłem wiernym wykonawcą jego "woli" Żaden "trick" nie był możliwy Był panem życia i śmierci Jedynym wyłomem jedynym możliwym manew-rem jaki mi dał było ścią-ganie go na dół I to się uda-ło Trzymał się mnie jak 'cień ale oddalał się tracił przewagę Dlaczego nie zre-zygnował dlaczego nie 'do innego skuteczniej szego uderzenia skoro ja już wylazłem z poa jego oostrza- - łu Czynik tatalny błąd i Czułem się coraz pewniej-szy im byliśmy ntżej 10000 9000 8000 stóp Strzałka wy-sokościomie- rza' przesuwała się gwałtownie Zaciskałem coraz mocniej koło — całym wysiłkiem woli wyczerpany nerwowo zdecydowałem się na wygranie tego pojedynku Już byłem w równej pozycji Z Niemcem Pozostał jeszcze ostatni akt — wejść na oson - 'WurricaneSWdrżał białe jąk" rozluźnić' 'fezyklMflJremł-nnuSiaaknyd?- 1 błę słuchaw-ce boku "Messerschmittów" "Messerschmittów"- - była była peł-ne Zbrojnych muła tatita drzwi Wv'doł'w'dół prze-szedł' JAV J 3$$J%'X tóiLffi Gen VK Soknkowski W 25 lat Uroczystości na cmeritarzu' Monte Cassino w' 25 roczni-cę bitwy zakończyły się Apelem Poległych Gen Kle-mens Rudnicki dowódca brygady podczas bitwy odczy-tał poniższy rozkaz: Apel Żołnierzy Polskich po-ległych na ziemi na morzu i w powietrzu — na polach bitewnych wszystkich fron-tów Drugiej Wojny Świato-wej ' Apel żołnierzy lotników i ma-rynarzy którzy oddali swoje dusze Bogu a których kości spoczęły na własnej lub na obcej ziemi Apel mężczyzn kobiet i dzieci których nazwiska Bo-gu są tylko znane a których łączy jedno wielkie dumne imię: Żołnierze Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Składamy hołd żołnierzom wszystkich stopni wszystkich broni i służb poległym w kampanii wrześniowej Bohaterom Westerplatte obrońcom Poczty Gdańskiej Helu Pucka i Gdyni Wale-cznym spod Kutna Kocka Modlina Warszawy i tysiąca innych pobojowisk które pa-mięta tylko ziemia użyźniona ich krwią Lotnikom i mechanikom którzy padli w nierównej beznadziejnej walce o polskie niebo Marynarzom którzy oddali życie w boju o polskie morze Składamy hołd piechurowi który nie wstał z okopu uła-- W tej pozycji już miałem przewagę taktyczną — wyso-kość "Hurricane" drżał w kabi-nie było duszno kroplisty pet spływał po całej twarzy Oburącz ciągnąłem z całych sił za drążek sterowy — co-raz ciaśniej coraz ciaśniej 5000 4000 stóp Niemiec był j'uż przede mną Dlaczego nie ucieka? Jeszcze może zro-tii- ć wywrót i przejść do wal-ki pionowej I nagle jest Celownik poprawka Ułamek sekundy pozycja — kciuk kurczowo nacisnął spust Krótka seria Niemiec machnął wywrót -- — Nie trafiłem — prze-mknęła myśl Siedzę na ogonie Ziemia gwałtownie zbliża się „i czu-- J ie"—porTtUwT'coirenkeniezmęczenie ' - t Trzymam go w celowniku Czekam gdy będzie wycią-gał- wtedy — Niemożliwe" Czyżby? Już powinien wyciągnąć1 jest zbyt' nisko bardzo nisko' J — 'Nie wierzę „' " Słup ognia wyrwałem] maszynę w gorę utworzy-łem kabinę krążąc naci palą-cymi rsię szczątkami Czułem gorycz w ustach Zdjąłem maskę tlenową" — brak -- mi było powietrza Wychyliłem głowę- - z kabiny Zrobiło mi się "żal Niemca '"Walczył wspaniałe dlaczego nie'ska-kał- ? Byłem po prostu zahipno- - na śmierć i życie Ktoś z nas musiał zginąć Dopiero gdy ochłonąłem nieco zobaczy-łem w pobliżu tlące się szczą-tki 'dwóch "He-111- " Obok na szosie przymusowo lądo-wał "DO-17- " W powietrzu dyndało kilka spadochronów Luftwaffe zbierała cięgi nad hrabstwem Kent Po kilku minutach lotu dojrzałem dwie walczące ma-szyny tuż nad ziemią"- - "Hur- - ncane byt w ciężkich opa łach Moja interwencja' nie była trudna "Messefschmitt" był ślepy Amunicji miałem pod dostatkiem Dwie długie serie "Hurricane" dołączył do mnie Na kadłubie-zobaczyłe- m wtedy litery -- 501 dyo-nu Uratowałem kolegę sier-żanta Adamsa W dwie godziny później w następnej walce sierżant A-da- ms zginął Konujr iTWBurwwimwt3łTiWJnwr tmrłyłTWJ-tŁjłUWT- fł w -- m wuji BiMUi)iMj-Ł- t po wielkiej nowi który nie wrócił z szar-ży kanonierowi który został przy zamilkłym dziale sape-rowi poległemu przy wysa-dzonym moście czołgiście który nie wyszedł z płonące go wozu żandarmowi lezące-mu na skrzyżowaniu dróg te-legrafiście który nie domó-wił" słów meldunku maszy-niście zbombardowanego po-ciągu taborycie który padł przy swoich koniach lekarzo-wi którego nie uchronił znak Czerwonego Krzyża kapela-nowi któremu kula przerwa-ła słowa absolucji Składamy hołd wszystkim żołnierskim mogiłom września 1939 r Oddajemy hołd żołnierzom Samodzielnej Brygady Strzel-ców Podhalańskich którzy "za Naszą i Waszą Wolność" padli w Norwegii pod Bjerak Ankenes i Narvikiem Chylimy głowy przed ofia-rą miliona naszych braci i sióstr wywiezionych wbrew prawom boskim i ludzkim do Rosji Sowieckiej zamęczo nych w łagrach i na zsył-kach Składamy hołd męczeń-stwu oficerów-jeńcó- w obozów w Ostaszkowie Starobielsku i Kozielsku wymordowanych bestialsko w Katyniu i innych miejscach masowej kaźni któryclrnazwy Bogu są tylko znane Chylimy czoła przed mogi-łami kurierów utrzymują-cych żywą więź między rzą-dem polskim na Zachodzie a okupowanym Krajem Składamy hołd tym którzy w najtajniejszych misjach lądowali w Kraju 'hojnie pła-cąc życiem za ten zaszczyt Oddajemy cześć --żołnierzom Polskim "we Francji synom starej emigracji wieczyście związanej z Macierzą którzy krwią zasilili szeregi odradza-jącej się na obcej ziemi Armii Polskiej -- Oddajemy cześć ochotni-kom którzy z całego świata zbiegli się by walczyć i ginąć pod Polskimi Sztandarami' Chwała t poległym żołnie-rzom 1 Dywizji Grenadierów którzy bili się "do ostatniego tchu o wolność upadaiacei Francji Oddajemy hołd boha-terom spod Lagarde i innych pól 4 bitewnych Składamy hołd tysiącom marynarzy z polskich -- okrętów i statków którzy w ak cjach i konwojach nieśli dum-nie swoją banderę przez wszy- stkie morza i oceany Zdumą myślimy o 2 tysią-cach' poległych Lotników Pol-skich którzy zapisali swoje Walcząca M zn6w walczy dzielna stolica Znów ją zdobią pożogi i dym my Warszawa kim imię w Złotki Tv'ćui Si stwa Polskipon "te O"— tjj uuuajemy liołc! 6 milioji v™?i-- " — naszych sifcb „lcu pnhU wszystkich wyznań i w ldrh mmnicijMoiunsc:i ttn-- ii?B wanych przez terror hm ski c Oddajemy hołd ofiara swięcimia BuchenwaldutJ chau i Majdanka (W:?! hołd zamęczonym w fc licu gebiapo ouuajemy y yumi-Munyi- ll 1 roZSUTl v Chylimy głowy przed guami wszystkich p0Ie5w obywateli i żołnierzy ?&£ faU i uiota jruuziemnego c°ft!ffi0teE cow Karpackich któizy & vuje hosci na piasfoi lobruku Gazali i BardiL Niech się na wieki śłfe imię żołnierzy wszystkich bfc ni i służb 1 Dywizji Panfg nej których grobami znam się szlak od Normandii i Niemiec Chylimy czoła w poległymi pod Chambois'ft laise i ijreuą Składamy hołd żołnierz® Samodzielnej Brygady Spada-chronowe-j poległym pod Aa nem wst i unel Z największą czcią i wzn szeniem chylimy czoła przai 81 mogiłą żołnierza-kobiet- y pj skiej naszej matki żonv a siostry która złożyła niespo-tykan- ą w dziejach ofiarę cier ' pienia i życia na ołtarzu V4 nej i Niepodległej " Oddajemy hołd stu tysi com żołnierzy — mężczyą kohiet i dzieci którzy z ópt ską Armii Krajowej na ram niu padli na gruzach Warsa wy w dramatycznym akcie zadokumentowania ś wiali swego prawa do wolności Chylimy czoła przed młodzi-eżą harcerska która w tej K-tw-ie największą złożyła ofu- - rę Cześć i chwała wieczjsii wszystkim braciom naszym -- Żołnierzom Polskim którya nie było dane walczyć i ginąć pod sztandarami z Orłem ł Koronie Pochylmy sztandary przed braćmi naszymi żołnierzami Drugiego Korpusu Polskiego poległymi w Kampanii 'Wło skiej Apel żołnierzy wszystkich stopni wszystkich jednostek wszystkich broni i służb 2 Korpusu Polskiego którzy pod wodzą gen Władysław Andersa wyprowadzeni z ni-eludzkiej ?iemi sowieckiej - szli 1 gmęh na odwiecznjm szlaku legionów wiodącym i ziemi włoskiej — do Polski U' Oddajemy hołd poległym 3 1 pod Monte Cassino Warszawa I Ma krwią zbroczonych ulicach Znów wolności rozbrzmiewa- - hymn Choć mundurij nie zdobią nam ramion Choć nie każdy posiada z' nas broń Ale ludność Warszawy jest z nami Każdy Polak podaje nam dłoń To my walcząca Warszawa złączona ofiarą krwi Nasz cel to toolność i sława potęga przyszłych dni Nie znane nam jest słowo trwoga Nie uśpi nas podstępny wróg 'Kto żyw ten znami na wroga Tak nam dopomóż Bóg Tylko gruzy -- zostały z Warszawy Jeno zgliszcza dziś znaczą jej ślad Lecz z honorem wyszła ze sprawy W którą wpędził niemiecka ją kat Choć nam serca przebito boleśnie Polska żyje żyć będzie bo' chce Aż' z popiołów Warszawa znów wskrześnie Choćby przyszło nam czekać i wiek To walcząca zjil iininii iaiiiiiHiiiiiaiiniiiiiiiaiiiiiiiiiiiiniiiiiiiiiimimiiiiiiiinimiiiiiiiniiiiiiiiiiiiaii iiiiniiimiiminmiiiiiiiinnuiiiiiiiiniiiuuiiiiaiiiiiiiiiiiiuii □iiiiiiiiiiinoiii iininniiiiiiniiiiHUiMiauiiiiiiiiinumiiiunniHiiiiiiiiciMiiiiiimniHiiiHiiiaiiimi oiiiiiiiiuinnuima" w lotach Drugiej Wojny Światowej mmmmmKmm m m E3RKjRffVSMeAajdMMea'Mvl f 2 mt®&pPfV''' m-- "Anders yji-iUJ- - -- teJ |
Tags
Comments
Post a Comment for 000290a
