000294a |
Previous | 6 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
-- - ir ?i--
5- - ' wPWłlP' 'V rf IRI
i mm
1£3
: "ifSiff
I
! łiJ
IV
-- 2iq
'
to
fej
'iii
IM
?
1L"
mm fjerzyfawieysici
Prawdziwy koniec wielkiej wojny
1 1 Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone Copyright by J Zawieyski Warszawa
- Róża oparta o drzwi swego pokoju
hie dowierzała ciszy jaka zalega w do-mu"
Juliusz mógł się czaić i stać z dru-giej
strony wciśnięty we framugę i mi-mo
"zamknięcia wtargnąć do niej Był
ziś' bardzie} chory i bardziej niebez
pieczny ruz zwykle
t Chciała odezwać się do męża prze-czuwając
jego obecność uspokoić go ja-fch- nś
dobrym słowem a także skłonić
by poszedł spać ale poniechała zamia-ru
Ogarnął ją lęk
'" Prędko odeszła od drzwi i zapaliła
ponownie' lampę na biurku Stała bezrad-nie
na środku pokoju Nie mogła oder-wać
oczu od podłogi poplamionej alko-holem
od miejsca gdzie niedawno zaszła
ta straszna rzecz Nie była w stanic te-mu'
przeszkodzić bo wyszła wtedy by
przyjąć gościa który się 6późnił W po-koju
było tłoczno dzień jej imienin spro-wadzał
zawsze licznych przyjaciół Ju-liusz
na ile mógł spełniał doskonale ro-lę
gospodarza pomagał skrzętnie i spra-wnie
uśmiechnięty uprzejmy dla wszy- stkich Na pozór nic nie zapowiadało
byTprzyszedł atak który zawsze ogarniał
Różę przerażeniem
Posłyszała z halu że gwar naraz u-mi- lKł
a w ciszy rozleeal sie znanv iei
dobrze rytmiczny stukot Gdy Róża wbi-cia
do pokoju — było za późno by wy- prowadzić Juliusza Stał pośrodku z o-Węd- nym
wyrazem z wykrzywionymi u-Btą- mi
z których ściekała ślina — i tań-czył
Tak bowiem można było określić
to Tio w takim ataku robił Juliusz Stu-kał
rytmicznie nogą najpierw prawą
później obiema wreszcie zaczął obracać
się 'coraz prędzej-- ' coraz prędzej aż do
wirowania Trwało' to tak długo dopóki
chory nie zwalił się na podłogę-cały- m
ciężarem ciała Od dniapowrotu Juliusza
z„ obozu i Róża wiedział "z częstych do-świadczeń
że nie można przeszkadzać w
tym upiornymftancu i żetrzeba czekać
jĄwfll ai'upadniełwyczerpany 1 bez-wolny
(t „
JIPbdniósłJulhlśźaBolesław Stęgień i
ułożył gówpókójuRtóa cierpiała od
wwisetdyzdiueli'i oucphookroorbzieeniajej 'bmoężanieWwyjsazśynsciłya
' pofórótće1 słowami skąpymi:
łiirr-Iozboz-u Paraliż mowy i te ataki
fc--Wc- 55 w delikatny sposób okazali
wewspółczucie nie mówiono o Juliuszu
W
t 7 k ROZDZIAŁ IV
— Gdżle jest gabinet dyrektora Krzy- -
sziowuaiczać— zapytał z rana woźnego
w
— Ostatnie drzwi panie dyrektorze
Zapukał mocno i nie czekając na
wszedł Przy maszynie siedziała
adńa blondynka i z jadła
śniadanie Jej różowa buzia pełna była rułkT'
~— r Nie ma dyrektora? — zapytał
r Starała się przełknąć czym prędzej i
w tym wysiłku brały udział jej brwi
robiąc kilka tak komicznych ruchów że
Paweł się roześmiał t £— Niech pani się nie śpieszy to
go karcącym wzrokiem:
— Pan dyrektor jest na warsztacie
Czego pan sobie życzy?
1 ~ Przedei ni przedstawićwsbzoysjetkszimczechscięiałneime zsnięampay-
Wyciągnął rękę i powiedział:
— dcaioin lmicz a na unię nu rawei
& 'Dziewczyna zerwała się z miejsca
czerwona aż po białka oczu:
— O pan wybaczy panie dyrektorze
bardzo przepraszam ale nie wiedziałam ie to pan
— Niechże pani sobie nie przeszkadza
— zatrzymał jej rękę starającą się zsu- nąć napoczętą bułkę do szuflady — czy mój stryjeczny brat prędko wróci?
i' '— Lada chwila panic dyrektorze
„ — Jeżeli pani pozwoli zaczekam tu
na niego
— Ależ proszę — zażenowała się
zaskoczona jego
— Pod tym wszakże warunkiem że
pani będzie dalej spożywała swój śnia-danie
' Zaśmiała się:
„ — Mam na to czas później
Usiadł i dość przy- glądał się jej Wiedział że jest kochanką
Krzysztofa i przyszło mu na myśl że
może mu się przydać chociażby do wy- nsoimndoDwlaantieagoopzionsitiał brała o
— Nie dziwio sin --na-ni ło n? rWn- -
śliła się kim jestem Nie mam wiele pd--
aoDiensiwa oo innych Dalczów
— O tak — powiedziała ze specjalna
intonacją
i — Czy wykrzyknik pani — zaśmiał
się Ł— mam uważać za wyraz uznania
czy też' za
5 „ — Pan dyrektor żartuje — spuściła
Oczy
1- -=:
&&
ale jego atak zaciążył na
zebraniu
Sytuację próbował bezskutecznie ra-tować
Stęgień którego ogólnie podejrze-wano
że jest kochankiem Róży
Ciemna plama alkoholu rozlanego na
podłodze w czasie ataku Juliusza dotąd
nie wyschła Róża wpatrzona w to miej-sce
widziała ciągle taniec męża Często
też z lękiem spoglądała na drzwi Nie
chciała dowierzać ciszy Jeszcze raz przy-sunęła
się do ściany i nasłuchiwała
Ale nie posłyszała nic żadnego szmeru
W kuchni już spała Józia oddana opie-kunka
Juliusza a dalej w pokoju obok
spał zapewne i Juliusz Ale czy spał?
Nie mogła bvć niedv Dewna czv noc
minie dla niej spokojnie Zwłaszcza w
OKresach nasilenia choroby Juliusz zdo- -
bywał na ogromna siłę mteł iak
nieraz bywało rozwalić drzwi — i wziął:
]ą przemocą Nie był wówczas sobą i
jego pożądliwość-oznaczał- a również rn--
dzaj ataku Na szczęście nie zdarzało się
to zbyt często Taniec bvł iednak ostrze- -
gawczym sygnałem dlatego mimo nocy
uoza czuwata aby bronić się przed cho
rym
Na przeciwlecłei ścianie-na- d hiur
kiem wisiała duża fotografia Juliusza
Był tam na koniu zerabnv młodv u- -
śrniechmięty nade wszystko zdrowy To
zdjęcie robiła Róża w cztery lata poićh
ślubie gdy przebywali z dziećmi Marci-nem
i Jackiem na wsi w domu rodzi-ców
Juliusza
Róża odwróciła głowę od fotografii
od dawneeo Juliusza którv iak pHv1w
już nie istniał nie do wiary wydawała
się tożsamość tego z fotografii i tego
przed którym teraz drżała z lęku Zmę-czona
trudem i przeżyciami dnia poczu- ła senność
Zgasiła lampę na biurku i próbowała
zasnąć Ale gdy tylko się położyła sen
odleciał wyparty 'lękiem i całą od nowa
przeżywaną sprawą Juliusza
Nie mogli znaleźć się po wojnie cho-ciaż
wzajemnie się szukali I naprawdę
już się nigdy nie odnaleźli Bo nowrńf
Juliusza był powrotem kogoś innego ko
goś oaanego z
Ki
człowieczeństwa Róża
dotąd miała w pamięcMen dzień'gdy
stanął przed nią Juliusz Było to już w
trzy lata po wojnie w początkach lip-ca
na kilka godzin przed jej wyjazdem
nad morze4gdzie zamierzała spędzić swój
tadetfsz iPołęgaMostowicz 21 1
1 BRACIA DALCZ I S--KA §
od-powiedź
namaszczeniem
nle-'bezpiecz-ne
""'Zmierzyła
uprzejmością
bezceremonialnie
stryjecznego
współczucie?
przygnębieniem
— A pani nie jest do tego przyzwy- czajona przez innych Dalczów? Mój brat stryjeczny jest zdaje się bardzo po
ważny i wszysiKo traktuje serio?
— Wszystko No nie pan Krzysztof jest czasami wesoły
— Nie widziałem go od wielu
Drzwi się otworzyły i wszedł Krzysz-tof
Paweł wstał:
— Czekałem na ciebie Krzysiu Dzień
dobry
—Dzień dobry Służę ci — podał mu
rękę bardzo grzecznie i bardzo oficjalnie
--— Mielibyśmy do pomówienia Czy
masz teraz czas?
— Za chwilę ci służę Sądzę że naj-wygodniej
nam będzie u ciebie
— Zatem czokam — skinął ołnu--n Paweł i wyszedł
Doskonale odczul w tonip Ki-s7)n- fa
niechęć i niezadowolenie że czekał nań i
oczywiście rozmawiał z tą slenotypistką
musi uyc o nią zazdrosny mecie go nie
mal wyprosił
kre ZnworważuenwieywaWrł njaegPoawzlaechwoywsoacneiuprzsyi-ę była jakaś sztuczność iakaś nips7P7omiA
jakaś poza Paweł nie spodziewał się po'
mm życzliwości nie oczekiwał demon-stracji
uczuć kuzynowskich Przeciwnie
przygotowany był z góry na chłód i na
pozycję wrogą Jednak w sposobie bycia
Krzysztofa było jeszcze coś ponadto coś
odpychającego i niezrozumiałpfro 7ira
zem I do tego ten nieznośnie wysoki
głos i te maniery kanciaste maniery
przypominające sztubaka udającego do-rosłego
człowieka
— Smarkacz ieszcze — nn-ila-ł Pawoj
— nie ja tym będę się martwił
t
Upłynęło dobrych dziesięć minut za- nim Krzysztof przyszedł
— Siądźmy tu — Dowiedział Psu-o-l
wskazując mu fotel Drzv nkrao-K-- m ełJ
liku — C2V strvi Karni nrinfvr-m-ni- -l „S„
o powodach dla których zostanę tu przez
pewien czasf
— Owszem
— Uważam za swoi rłwu-in7ol- - ?m!
sctzkyoć kboychnaansyzaKwrzyspszótłopfrieacażedazłraobjiaękwsnzayj-- lepsze wyniki Ja niesteh- - nip iWp™
iznażtmyniewremtymi dnzaialteechwnsizcyestksoię snpioeczzynwaamć nadal będzie w twoiei komDPtpnHi
— Bardzo Ci dzieklłlP ?a ran-fani- o Dornipdział Kwwrlnf nvunwlnUnVininH UViU4
e
sie
Bo
lat
r — --— _ Ur :— ~— :' I
ZWIĄZKOWIEC" SIERPIEŃ (AurtlWIrodfi 3! Wg
urlop Zą'chwilę miałjzjawićsię Stęgień
któryen" wyjazd organizował pierwszy
ićh wyjazd na współne'wakacje Zamiast
Stęgienia Drzybył Juliusz
Długo coś opowiadał a raczej bełko-tał
czego Róża nie mogła zrozumieć
Pokazywał jej plik'papierów pośród któ-rych
odczytywała nazwy miejscowości w
Niemczech i nazwy szpitali Choroba Ju
liusza była opisywana szczegółowo ale
diagnozy różniły się między sobą Na
jednych zaświadczeniach orzekano ze
jest to postępująca skleroza na innych
stwierdzano komplikacje po zapaleniu
mózgu które Juliusz przebył w obozie
Jedno z tych świadectw mówiło także o
epilepsji Paraliż mowy utrudniał porozu-mieniem
czynił rozmowę wręcz niemo-żliwą
Róża załamywała ręce nad niedolą
Juliusza i powtarzała bezradnie:
— Co się z tobą stało? Co się z tobą
stało?
Juliusz siedział wpatrzony w nią swo-imi
niebieskimi oczyma z wyrazami głę-bokiego
smutku
— Oczy — myślana Róża — pozo-stały
te same ufne dobre nieomal dzie-cięce
Włosy miał już zupełnie siwe za-czesane
na bok i ten sam uśmiech szcze
ry prawie radosny gdyby nie zmarszcz-ka
z lewej strony ust która wyrazowi- - u- -
śmiechu i wyrazowi twarzy nadawała
akcent goryczy Był to ten sam Juliusz
— stwierdzała Róża — ten sam w u-śmie- chu i oczach ale tylko do chwili
póki nie zaczął bełkotać Nie miał już
swego głosu który tak lubiła i żadne
słowo nie wyszło z jego ust
Tej pierwszej godziny ich spotkania
po latach przygarnęła go do siebie tym
serdeczniej im dotkliwiej odczuwała ich
wspólne nieszczęście Wiedziała że Ju-liusz
oddaje jej w ręce cały swój los
całego siebie — i od razu zgodziła się
na wszystko
Nie pojechała ze Stęgieniem nad mo- nę bo chciała zająć się swoim chorym
mężem W porywie uczucia do Juliusza
sądziła źe potrafi sprostać nowym cięż-kim
zadaniom Pomagała jej w tym Jó-zia
Gawor która od dwudziestu lat była
gospodynią w jej domu traktowana jak
ktoś z rodziny
— Mamy nowe dziecko — mówiła Jó-zia
z radosną dumą do Róży — bo tak
z nim trzeba jak z dzieckiem Nie wy- chowałam to Marcina i Jacka? Trzeba
toto prowadzić za rękę pomóc się umyć
pomóc się ubrać i rozebrać Niech tam!
Niech będzie taki jaki jest bo zawsze
lepiej że mężczyzna w domu
Przez gorący stosunek Józi' do Juliu-sza
wyrażałasię także jej niechęć do
Bolesława' Stęgienia który według niej
zafął 'miejsce należne właściwemu gospo- darzowi domu
W obecności Stęgienia mówiła Józia
'4iasz pan" lub "pan inżynier Zborski"!
Była też"pewna że 'toasz pan" prędko
lecz' z tak nikłym że Paweł' mógł uda-waćiżen- le
dostrzega drwinyl bierze ją
za dobrą monetę
— Ojciec twój był zdania że powin-niśmy
wszystkie sprawy załatwiać wspól-nie
— Nie pozostaje nam nic innego jak
zastosować się do tego
— Powiedziałeś to w taki sposób jak-byś"
niezgadzałsię ze stanowiskiem swe-go
°Jca? " ' ' tumu
Krzysztof wzruszył ramionami:
— Gdyby nawet tak było nie ma o
czym mówić Na razie jest to bezprzed-miotowe
— Słuchaj Krzychu — pojednawczo
odezwał się Paweł — wiesz na czym za-leży
mi wiesz że nie zamierzam stawać
ci na drodze że wkrótce zostawię ci
cale przedsiębiorstwo Powiedz zatem
dlaczego zaimuiesz woboc mni rn7w}p
jakby obronną?
— Z czego wyprowadzasz taki wnio-sek?
— obojętnie odpowiedział Krzysz- tof — nie zajmuję żadnej pozycji Po-wiedziałem
już że podporządkowuję się
życzeniu ojca
— Zatem w porządku — t iiriawann
prostodusznością odrzekł Paweł i pomy- -
Mdi ze Kieays ta malowana lala pożałuje
gorzko lekceważącego tonu
PrZVStaDill do Omaunanin crrraitr łz- - brycznych Tu Paweł miał możność prze- -
Aonac sie ze lego brat nH-- mv do
skonale orientuje się w kwestiach pro- dukcji Natomiast w rzeczach ogólno- -
nanaiowycn nie czuje pewnego gruntu
pod nogami Zresztą Paweł postanowił z
góry robić wszystko by wyeliminować
wtrącanie się Krzysztofa w tę dziedzinę
przed wszystkim przez nieinformowanie
go co przy pomocy Jachimowskiego da
się przeprowadzić
Naturalnie leżeliby Km-srto- f rfomr
ślił się sprawdzać dziennik główny od- kryłby eEZysteneio wielu V?tA™ IrłAt-- o
były wysyłane z podpisem Pawła a bez
mcyafłeorkmi ijaełgoprawkłtayskniej Na to jednak za
Jedyną osoba która mnirłałiv on tu
uwiadomić był sekretarz wihot TVn
jjtaeokdreincmahk PnaaiwczenłwieDieawllocilzeedtbnzyiiaełłjnoapcrwzaecalynruynmpkoadcdhyrręekkn-aa
zmarłego naczelnego dyrektora wyniósł
przeświadczenie że naezplnv-- HvrPHnr
jest władcą absolutnym i wszelkie jego
działania nie tylko nip TwiWaio ni™--
jej kontrob lecz nie mogą dostać sie do
czyjejkolwiek wiadomości pod grozą nie- -
mdi sw-ięioKraozi-wa
Zresztą osoba Pa-wła
Dalcza bardzo mu Dm-niHł- a dn mi stu a stało się to ze zrozumiałego po- wodu
Już pierwsze dni hi-7P(W- -ti n™-- 0
go dyrektora dowiodh io w+ tn vi~
wiek nie lubiący wchodzenia w długie
rozmowy i pospolitowania się z pierw1-szy- m lepszym pracownikiem Pod tym
pod 'jej opieką odzyska zdrowie Upew-niała
o tyra Różę wchwilach]jejjzw"ąt-pie- ń
i w okresach gdy zabiegi lekarzy
nie dawały spodziewanych wyników
Róża przekonała się prędko że wzię-ła
na siebie ciężar nad siły i źe' choroba
Juliusza jest groźniejsza mz się z po-czątku
zdawało Pierwsze ataki i pierw
szy raz widziany taniec a zwłaszcza no-ce
i ponura pożądliwość chorego spo-wodowały
to że Róża opuściła dom na
kilka tygodni
Ale musiała wrócić bo Juliusz jak
sobie tłumaczyła szukał jej wszędzie po
wyjściu z niemieckich szpitali a gdy ją
cinalazł — oddał jej w ręce całego
siebie Powtarzała też z bólem: "oddał
mi cały swój los tragiczny
Mimo protestów Bolesława wróciła
wtedy do Juliusza
Ale każdy jego atak przeżywała na
nowo tak samo silnie jak wówczas gdy
po raz pierwszy patrzyła na ów taniec
taniec straszliwej męki Tak musiałby
wyglądać "taniec śmierci" gdyby czyjaś
wyobraźnia zapragnęła dac wyraz zma
ganiom między życiem a umieraniem
Róża nasunęła kołdrę na głowę i za
cisnęła mocno powieki aby uciec w ten
złudny sposób przed uporczywym widze-niem
dzisiejszego tańca Tak walcząc da-remnie
z prześladowczą wizją — po-słyszała
naraz znane szmery w przedpo-koju
Znalazła się prędko przy drzwiach i
ukryła się w porllerze gotowa zręcznie
się wysunąć i uciec do Józi gdyby Ju-liusz
zdołał rozbić drzwi Józia spała tak
mocno że daremnie było liczyć na jej
pomoc
Słyszała ciężki sapiący oddech Juliu-sza
po drugiej stronie ściany Jego ręce
przesuwały się wolno jakby w poszuki
waniu klamki Naraz Juliusz zaczął wa-lić
we drzwi pięściami i zdawało się też
Je' uderza w nie głową Po długiej chwili
posłyszała jęk a później co zdarzało się
rzadko i co było najgorsze doszedł ją
płacz Juliusza Tak Juliusz płakał
Widziała to nieraz Łzy leciały prędko z
jego oczu spadały wielkimi kroplami
jedna za drugą %jak Izy dziecka niezdol-nego
wypowiedzieć przyczyny płaczu Ró-ża
pamiętała i to że płacząc miał otwar-te
oczy że ich nie przymykał jak tego
wymaga niejako samo zjawisko płaczu
ale miał je napełnione łzami nierucho-mo
patrzące
I teraz widziała także otwarte oczy
Julhisza który płakał po drugiej stronic
drzwi zaopatrzonych w dwa mocne
zamki
Róża nie mogła znieść płaczu Juliu-sza
przywarła ustami do białego lakie-rowanego
drzewa i mówiła najczulej jak
do dziecka:
— Juleczku połóż się Już jest póź-no
bardzo jest późno Idź do swego po-koju
— Idź kochany Czy słyszysz? Nię
płacz kochany! Ko-cha-n- yf
względem przewyższał znacznie zmarłe-go
ojca Skończył się obyczaj posłuchań
natomiast każdy interesant musiał przed-stawić
najpierw Holderowi swoją spra-wę
a dopiero gdy ten uznał jej pilność
meldował dyrektorowi W przeciwnym
razie odkładał powiadomienie szefa do
wieczornego raportu Zarządzenie to jesz-cze
wyżej podnosiło nieprzystępność
wielkiego ołtarza a tym samym opromie-niało
większą władzą stanowisko pana
scKreiarza
W krótkim też czasie przekonał się
Holder że i politykęw stosunku do ro-botników
odziedziczył'sympo ojcu w pp
dobnych formach Wpraw:dzieniimnićj
zwracał uwagi na delegatów za to jed-nak
często odwiedzał warsztaty i wdawał
się w_ rozmowę z wielu robotnikami
traktując ich znacznie uprzejmiej niż u-rzędni- ków i inżynierów Dla tych zresztą
był również uprzedzająco miły ilekroć
którego przyjmował w swoim gabinecie
Cały jednak sekret Dolegał na tvm in
przyjmował niezmiernie rzadko zaś po
za gaDineiem niguy nie wdawał się w
rozmowy
t
Sekretarz tłumaczył niezadowolonym
ze przecie naczelny dyrpjktnr W Wa?
świeżo po objęciu fabryki niezmiernie
zajęty Nie było w tvm zrewta ani rio
ma przesady
Paweł zabrał się do roboty z całą fu-rmiąi
nwaegwronmętarzdnzyomneij oenrgeargniiizacPyojznaymspirawbiae--
żącymi poza szczegółową lustracją za- kładów rozpoczął akcję na szeroką ska-lę
Chodziło o wyrobienie w bankach
wyższego kredytu i o uzyskanie więk-szych
zamówień Za wszelką cenę mu- siał dopiąć iednepo: rirvipśp ctrvłvu-- i
jego kierownictwo zbawiennie wpływa
na siui przedsicDiorstwa stryjowi i nie
tylko stryjowi Cały warszawski świat
przemysłowy musi poczuć jego obecność
Rozpoczął od wizyt n rU-rel-UrA- -u- t-i- _ ku banków i kilku większych fabryk po- zostających w interesach z Zakładami
Dalczów Odbywało sie w tpn stvAV i
Hdzoiledńerlutbelenfaowneictznniae dzwaamadwniiał nawpirzzyótęd nnaa ściśle umówioną godzinę i minutę Ro-bł- o to bardzo dobre WTażenie
Oczywiście przeprowadzając rozmowy
z tymi grubymi rybami Paweł nie wspo- - iuuiai mu jeanym stowem o repl-oTm-- m PzarzmeicairwzneiesweJgaokby"pmowimroorthun"rfPdTon Anglii -i-i- -ź niał ze ma bardzo rozlppłp niam-- mco rżenia fabryki że przewiduje ściągnięcie
żueu Asaidmju npiuewapzrznyiepjuszszycczaKłapibtayłóww zPoClsictey'
tyle można było jeszcze zrobić że finan- siści zagraniczni dlatego unikają polskie-kgoładrynonkusamże
dgootynciheczzansająlecjzaktenraazprtzoy"-i
owo w- - różnych gałęziach Drzem-reh- j tr=
jowego da sie naprawić drogą zaufania
ADWOKACI I NOTARIUSZE
r e hluckKba7)lub - - (ŁUKOWSKI)
I R H SMELABA: LLB
POLSCY ADWOKACI
Wspólnicy firmy adwokackie!
Blinty Pasternak Łuck Smalą
Eaglelton & Watson
57 BLOOR ST W róg BajrWA -- W55
Oddziały
New Toronto I Thlseletown Ont
przyjmują wieczorami za telefo-nicznym
porozumieniem 1S
STEFAN A
MALICKI LLA
ADWOKAT OBROŃCA
I NOTARIUSZ
Biuro fels AT 90301
W soboty i po godz 6:
91 Rumsey Rd Toronta
tei HU 14361
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARLJSZ
Tel Biura: LE 3-12- 11
1479 Quetn St W — Toronto
GEORGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1134 Dundas St W - Toronto
Tel LE 4-84- 31 I LE 4-84-32
15
G HEIFETZ BA
ADWOKAT
24? Cłueen St West EM 6-37- 21
S HEIFETZ
NOTARIUSZ
St Wellington St W Toronto Ont
(MA -- 451 wieczorami WA 3-44- M
CM BIELSKI ba BCL
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Przyjęcie codziennie — Suitę 404 i Board of Trade Bldg
U Adelalde St West
(przy YongeSt)
Toronto — EM 2-12-
51
Wieczorami za uprzednim
telefonicznym porozumieniem
2W
w
minut
je-żeli
Dość 6
JJ:&J wI5fiv
ft&niiiiwi
'- -_ TrDj boro" kutheńittii iri
- --Stef-aniak
#
#-- a SoliwdnuaeeonbshiPŁ w'
tezptne porady w °u
PEHTYWpl
D'- - Władwfi:
SADAUSKJI
ucmk£
MnĄoWodRonW'ł
nicznWpoaj
129 Grenadie R
Dr S D BRIGELiSS
LEKARZ DENTYSTi CHIRURG - Speclallsta chorób
Physlcian-- s &
Kancelaria "SMf Bloor ''&
WA 2-0-
05 "tart
Dr WACHU &
Godziny: 10— 12I5J
ooinursr ar ({
Dr M LUCYK
DENTYSTA
zyuz Dundas %J
Tel RO 9-468- 2' J
OKULIŚCI
Br BUKOWSKA BEJNttl
274 Roncesvallei Aa
(P'zy i 7l LE
Godziny przyjęć: ii
rano 8 w soboty 3
uu ? wiecŁ
jIan A!iexanarowici z — mntotiary ruDi iiitc ['
POLSKIE BIURO INFORMACYJNE '! w sprawach rodzinnych spadkowych ! majątkowych i Polsce — Kontrakty i inne dokumenty' Imigracja IncomeTr
Tłumaczenia
limyfli
Toronto Ont 618-- A Queen St West
DENTYS71
UCINIT5TA
Tel EM m
Zamawiajcie u nas oliwi OPAŁOWĄ
===42S
Naszym starym odbiorcom wykonujemy czyszczenie 1 całoroas
obsługę pieca (furnace) za jednorazową opłatę TYLKO (U
Naprawiamy I wstawiamy piece (furnacis)
DNIPROOIL CO LTD
TORONTO — 204 Bathurst St — EM 6-65-
39
OSHAWA — 190 Bloor St East — RO 8-07-
62
W Oshawie tcź korzystajcie z naszej Stacji Bcnzjnowej
r" MÓWIMY PO POLSKU
JANE ASHLEY
♦P "MAII FPC7P cnCY I RIIDYNIE
MĄKA KUKURYDZIANA p "BENSON" i "CANADA'
"BENSON" 1 "CANADA" najlepsze gatunki maki kukurrfc
nej (Corn Starch) W Europie "Corn Starch" znana jest)B
mąka kukurydziana Większość Kanadyjczyków woli mąkę k
kurydzianą od mąki Robiąc zakupy
kup mąkę kukurydzianą "BENSON" lub "CANADA"
SPRÓBUJ PRZEPISU JANE ASHLEY NA
SZWEDZKIE KRUCHE CIAS1U
23 filiżanki przesianej mąki uniwersalnej
23 filiżanki mąki kukurydzianej BENSON lub CANADA
14 filiżanki cukru pudru
13 filiżanki masła
1 20-t- o uncjowa puszka krojonych jabłek
14 filiżanki miałkiego cukru
1 łyżka mąki kukurydzianej BENSON lub CANADA
12 łyżeczki cynamonu
12 łyżki masła
Przesiej razem 3 pierwsze składniki
masło i rozkrusz dokładnie widelcem
Wyłóż ciastem 8—9 calową aż po brzegi
Osacz jabłka ułóż je w formie z ciastem
Zmieszaj razem 3 następne składniki z masłe0-posy- p
jabłka t
Piec piecu umiarkowanym
(350 F) 50 do 55 lub
dopóki ciasto nie nabierze
złotawego koloru Ozięb: po-dawaj
z bitą śmietanką
lubisz
na osób
vf"JrkJww tow7LnAI
naczyń
oddW
st iMfl
}%''
86 St W
Telefon
E
— EM
St W
Okulistka
Geoffrey)
2-54-
93
codzienni
do "ulecz
Pomoc
NOWE
mówi:
DAJE
to
kartoflanej następnjmrff
przesianego
Dodaj
formę
wymieszaj
BENS0N'$i 3 — _ HCHI 'Mj Ił
ZNANA Z JAKOŚCI I NIEZAWODNA
ut
m
jam nti
:iut
w
ero
DOW
ki
23
00
Vm
ad
M
M
m
r
J
sc
i
Z
TU
n
fc
WM
W
5
rt
ca
dc
d
o
i'u
ak
M--
lv
m
n
I
m
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, August 31, 1960 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1960-08-31 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000438 |
Description
| Title | 000294a |
| OCR text | -- - ir ?i-- 5- - ' wPWłlP' 'V rf IRI i mm 1£3 : "ifSiff I ! łiJ IV -- 2iq ' to fej 'iii IM ? 1L" mm fjerzyfawieysici Prawdziwy koniec wielkiej wojny 1 1 Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone Copyright by J Zawieyski Warszawa - Róża oparta o drzwi swego pokoju hie dowierzała ciszy jaka zalega w do-mu" Juliusz mógł się czaić i stać z dru-giej strony wciśnięty we framugę i mi-mo "zamknięcia wtargnąć do niej Był ziś' bardzie} chory i bardziej niebez pieczny ruz zwykle t Chciała odezwać się do męża prze-czuwając jego obecność uspokoić go ja-fch- nś dobrym słowem a także skłonić by poszedł spać ale poniechała zamia-ru Ogarnął ją lęk '" Prędko odeszła od drzwi i zapaliła ponownie' lampę na biurku Stała bezrad-nie na środku pokoju Nie mogła oder-wać oczu od podłogi poplamionej alko-holem od miejsca gdzie niedawno zaszła ta straszna rzecz Nie była w stanic te-mu' przeszkodzić bo wyszła wtedy by przyjąć gościa który się 6późnił W po-koju było tłoczno dzień jej imienin spro-wadzał zawsze licznych przyjaciół Ju-liusz na ile mógł spełniał doskonale ro-lę gospodarza pomagał skrzętnie i spra-wnie uśmiechnięty uprzejmy dla wszy- stkich Na pozór nic nie zapowiadało byTprzyszedł atak który zawsze ogarniał Różę przerażeniem Posłyszała z halu że gwar naraz u-mi- lKł a w ciszy rozleeal sie znanv iei dobrze rytmiczny stukot Gdy Róża wbi-cia do pokoju — było za późno by wy- prowadzić Juliusza Stał pośrodku z o-Węd- nym wyrazem z wykrzywionymi u-Btą- mi z których ściekała ślina — i tań-czył Tak bowiem można było określić to Tio w takim ataku robił Juliusz Stu-kał rytmicznie nogą najpierw prawą później obiema wreszcie zaczął obracać się 'coraz prędzej-- ' coraz prędzej aż do wirowania Trwało' to tak długo dopóki chory nie zwalił się na podłogę-cały- m ciężarem ciała Od dniapowrotu Juliusza z„ obozu i Róża wiedział "z częstych do-świadczeń że nie można przeszkadzać w tym upiornymftancu i żetrzeba czekać jĄwfll ai'upadniełwyczerpany 1 bez-wolny (t „ JIPbdniósłJulhlśźaBolesław Stęgień i ułożył gówpókójuRtóa cierpiała od wwisetdyzdiueli'i oucphookroorbzieeniajej 'bmoężanieWwyjsazśynsciłya ' pofórótće1 słowami skąpymi: łiirr-Iozboz-u Paraliż mowy i te ataki fc--Wc- 55 w delikatny sposób okazali wewspółczucie nie mówiono o Juliuszu W t 7 k ROZDZIAŁ IV — Gdżle jest gabinet dyrektora Krzy- - sziowuaiczać— zapytał z rana woźnego w — Ostatnie drzwi panie dyrektorze Zapukał mocno i nie czekając na wszedł Przy maszynie siedziała adńa blondynka i z jadła śniadanie Jej różowa buzia pełna była rułkT' ~— r Nie ma dyrektora? — zapytał r Starała się przełknąć czym prędzej i w tym wysiłku brały udział jej brwi robiąc kilka tak komicznych ruchów że Paweł się roześmiał t £— Niech pani się nie śpieszy to go karcącym wzrokiem: — Pan dyrektor jest na warsztacie Czego pan sobie życzy? 1 ~ Przedei ni przedstawićwsbzoysjetkszimczechscięiałneime zsnięampay- Wyciągnął rękę i powiedział: — dcaioin lmicz a na unię nu rawei & 'Dziewczyna zerwała się z miejsca czerwona aż po białka oczu: — O pan wybaczy panie dyrektorze bardzo przepraszam ale nie wiedziałam ie to pan — Niechże pani sobie nie przeszkadza — zatrzymał jej rękę starającą się zsu- nąć napoczętą bułkę do szuflady — czy mój stryjeczny brat prędko wróci? i' '— Lada chwila panic dyrektorze „ — Jeżeli pani pozwoli zaczekam tu na niego — Ależ proszę — zażenowała się zaskoczona jego — Pod tym wszakże warunkiem że pani będzie dalej spożywała swój śnia-danie ' Zaśmiała się: „ — Mam na to czas później Usiadł i dość przy- glądał się jej Wiedział że jest kochanką Krzysztofa i przyszło mu na myśl że może mu się przydać chociażby do wy- nsoimndoDwlaantieagoopzionsitiał brała o — Nie dziwio sin --na-ni ło n? rWn- - śliła się kim jestem Nie mam wiele pd-- aoDiensiwa oo innych Dalczów — O tak — powiedziała ze specjalna intonacją i — Czy wykrzyknik pani — zaśmiał się Ł— mam uważać za wyraz uznania czy też' za 5 „ — Pan dyrektor żartuje — spuściła Oczy 1- -=: && ale jego atak zaciążył na zebraniu Sytuację próbował bezskutecznie ra-tować Stęgień którego ogólnie podejrze-wano że jest kochankiem Róży Ciemna plama alkoholu rozlanego na podłodze w czasie ataku Juliusza dotąd nie wyschła Róża wpatrzona w to miej-sce widziała ciągle taniec męża Często też z lękiem spoglądała na drzwi Nie chciała dowierzać ciszy Jeszcze raz przy-sunęła się do ściany i nasłuchiwała Ale nie posłyszała nic żadnego szmeru W kuchni już spała Józia oddana opie-kunka Juliusza a dalej w pokoju obok spał zapewne i Juliusz Ale czy spał? Nie mogła bvć niedv Dewna czv noc minie dla niej spokojnie Zwłaszcza w OKresach nasilenia choroby Juliusz zdo- - bywał na ogromna siłę mteł iak nieraz bywało rozwalić drzwi — i wziął: ]ą przemocą Nie był wówczas sobą i jego pożądliwość-oznaczał- a również rn-- dzaj ataku Na szczęście nie zdarzało się to zbyt często Taniec bvł iednak ostrze- - gawczym sygnałem dlatego mimo nocy uoza czuwata aby bronić się przed cho rym Na przeciwlecłei ścianie-na- d hiur kiem wisiała duża fotografia Juliusza Był tam na koniu zerabnv młodv u- - śrniechmięty nade wszystko zdrowy To zdjęcie robiła Róża w cztery lata poićh ślubie gdy przebywali z dziećmi Marci-nem i Jackiem na wsi w domu rodzi-ców Juliusza Róża odwróciła głowę od fotografii od dawneeo Juliusza którv iak pHv1w już nie istniał nie do wiary wydawała się tożsamość tego z fotografii i tego przed którym teraz drżała z lęku Zmę-czona trudem i przeżyciami dnia poczu- ła senność Zgasiła lampę na biurku i próbowała zasnąć Ale gdy tylko się położyła sen odleciał wyparty 'lękiem i całą od nowa przeżywaną sprawą Juliusza Nie mogli znaleźć się po wojnie cho-ciaż wzajemnie się szukali I naprawdę już się nigdy nie odnaleźli Bo nowrńf Juliusza był powrotem kogoś innego ko goś oaanego z Ki człowieczeństwa Róża dotąd miała w pamięcMen dzień'gdy stanął przed nią Juliusz Było to już w trzy lata po wojnie w początkach lip-ca na kilka godzin przed jej wyjazdem nad morze4gdzie zamierzała spędzić swój tadetfsz iPołęgaMostowicz 21 1 1 BRACIA DALCZ I S--KA § od-powiedź namaszczeniem nle-'bezpiecz-ne ""'Zmierzyła uprzejmością bezceremonialnie stryjecznego współczucie? przygnębieniem — A pani nie jest do tego przyzwy- czajona przez innych Dalczów? Mój brat stryjeczny jest zdaje się bardzo po ważny i wszysiKo traktuje serio? — Wszystko No nie pan Krzysztof jest czasami wesoły — Nie widziałem go od wielu Drzwi się otworzyły i wszedł Krzysz-tof Paweł wstał: — Czekałem na ciebie Krzysiu Dzień dobry —Dzień dobry Służę ci — podał mu rękę bardzo grzecznie i bardzo oficjalnie --— Mielibyśmy do pomówienia Czy masz teraz czas? — Za chwilę ci służę Sądzę że naj-wygodniej nam będzie u ciebie — Zatem czokam — skinął ołnu--n Paweł i wyszedł Doskonale odczul w tonip Ki-s7)n- fa niechęć i niezadowolenie że czekał nań i oczywiście rozmawiał z tą slenotypistką musi uyc o nią zazdrosny mecie go nie mal wyprosił kre ZnworważuenwieywaWrł njaegPoawzlaechwoywsoacneiuprzsyi-ę była jakaś sztuczność iakaś nips7P7omiA jakaś poza Paweł nie spodziewał się po' mm życzliwości nie oczekiwał demon-stracji uczuć kuzynowskich Przeciwnie przygotowany był z góry na chłód i na pozycję wrogą Jednak w sposobie bycia Krzysztofa było jeszcze coś ponadto coś odpychającego i niezrozumiałpfro 7ira zem I do tego ten nieznośnie wysoki głos i te maniery kanciaste maniery przypominające sztubaka udającego do-rosłego człowieka — Smarkacz ieszcze — nn-ila-ł Pawoj — nie ja tym będę się martwił t Upłynęło dobrych dziesięć minut za- nim Krzysztof przyszedł — Siądźmy tu — Dowiedział Psu-o-l wskazując mu fotel Drzv nkrao-K-- m ełJ liku — C2V strvi Karni nrinfvr-m-ni- -l „S„ o powodach dla których zostanę tu przez pewien czasf — Owszem — Uważam za swoi rłwu-in7ol- - ?m! sctzkyoć kboychnaansyzaKwrzyspszótłopfrieacażedazłraobjiaękwsnzayj-- lepsze wyniki Ja niesteh- - nip iWp™ iznażtmyniewremtymi dnzaialteechwnsizcyestksoię snpioeczzynwaamć nadal będzie w twoiei komDPtpnHi — Bardzo Ci dzieklłlP ?a ran-fani- o Dornipdział Kwwrlnf nvunwlnUnVininH UViU4 e sie Bo lat r — --— _ Ur :— ~— :' I ZWIĄZKOWIEC" SIERPIEŃ (AurtlWIrodfi 3! Wg urlop Zą'chwilę miałjzjawićsię Stęgień któryen" wyjazd organizował pierwszy ićh wyjazd na współne'wakacje Zamiast Stęgienia Drzybył Juliusz Długo coś opowiadał a raczej bełko-tał czego Róża nie mogła zrozumieć Pokazywał jej plik'papierów pośród któ-rych odczytywała nazwy miejscowości w Niemczech i nazwy szpitali Choroba Ju liusza była opisywana szczegółowo ale diagnozy różniły się między sobą Na jednych zaświadczeniach orzekano ze jest to postępująca skleroza na innych stwierdzano komplikacje po zapaleniu mózgu które Juliusz przebył w obozie Jedno z tych świadectw mówiło także o epilepsji Paraliż mowy utrudniał porozu-mieniem czynił rozmowę wręcz niemo-żliwą Róża załamywała ręce nad niedolą Juliusza i powtarzała bezradnie: — Co się z tobą stało? Co się z tobą stało? Juliusz siedział wpatrzony w nią swo-imi niebieskimi oczyma z wyrazami głę-bokiego smutku — Oczy — myślana Róża — pozo-stały te same ufne dobre nieomal dzie-cięce Włosy miał już zupełnie siwe za-czesane na bok i ten sam uśmiech szcze ry prawie radosny gdyby nie zmarszcz-ka z lewej strony ust która wyrazowi- - u- - śmiechu i wyrazowi twarzy nadawała akcent goryczy Był to ten sam Juliusz — stwierdzała Róża — ten sam w u-śmie- chu i oczach ale tylko do chwili póki nie zaczął bełkotać Nie miał już swego głosu który tak lubiła i żadne słowo nie wyszło z jego ust Tej pierwszej godziny ich spotkania po latach przygarnęła go do siebie tym serdeczniej im dotkliwiej odczuwała ich wspólne nieszczęście Wiedziała że Ju-liusz oddaje jej w ręce cały swój los całego siebie — i od razu zgodziła się na wszystko Nie pojechała ze Stęgieniem nad mo- nę bo chciała zająć się swoim chorym mężem W porywie uczucia do Juliusza sądziła źe potrafi sprostać nowym cięż-kim zadaniom Pomagała jej w tym Jó-zia Gawor która od dwudziestu lat była gospodynią w jej domu traktowana jak ktoś z rodziny — Mamy nowe dziecko — mówiła Jó-zia z radosną dumą do Róży — bo tak z nim trzeba jak z dzieckiem Nie wy- chowałam to Marcina i Jacka? Trzeba toto prowadzić za rękę pomóc się umyć pomóc się ubrać i rozebrać Niech tam! Niech będzie taki jaki jest bo zawsze lepiej że mężczyzna w domu Przez gorący stosunek Józi' do Juliu-sza wyrażałasię także jej niechęć do Bolesława' Stęgienia który według niej zafął 'miejsce należne właściwemu gospo- darzowi domu W obecności Stęgienia mówiła Józia '4iasz pan" lub "pan inżynier Zborski"! Była też"pewna że 'toasz pan" prędko lecz' z tak nikłym że Paweł' mógł uda-waćiżen- le dostrzega drwinyl bierze ją za dobrą monetę — Ojciec twój był zdania że powin-niśmy wszystkie sprawy załatwiać wspól-nie — Nie pozostaje nam nic innego jak zastosować się do tego — Powiedziałeś to w taki sposób jak-byś" niezgadzałsię ze stanowiskiem swe-go °Jca? " ' ' tumu Krzysztof wzruszył ramionami: — Gdyby nawet tak było nie ma o czym mówić Na razie jest to bezprzed-miotowe — Słuchaj Krzychu — pojednawczo odezwał się Paweł — wiesz na czym za-leży mi wiesz że nie zamierzam stawać ci na drodze że wkrótce zostawię ci cale przedsiębiorstwo Powiedz zatem dlaczego zaimuiesz woboc mni rn7w}p jakby obronną? — Z czego wyprowadzasz taki wnio-sek? — obojętnie odpowiedział Krzysz- tof — nie zajmuję żadnej pozycji Po-wiedziałem już że podporządkowuję się życzeniu ojca — Zatem w porządku — t iiriawann prostodusznością odrzekł Paweł i pomy- - Mdi ze Kieays ta malowana lala pożałuje gorzko lekceważącego tonu PrZVStaDill do Omaunanin crrraitr łz- - brycznych Tu Paweł miał możność prze- - Aonac sie ze lego brat nH-- mv do skonale orientuje się w kwestiach pro- dukcji Natomiast w rzeczach ogólno- - nanaiowycn nie czuje pewnego gruntu pod nogami Zresztą Paweł postanowił z góry robić wszystko by wyeliminować wtrącanie się Krzysztofa w tę dziedzinę przed wszystkim przez nieinformowanie go co przy pomocy Jachimowskiego da się przeprowadzić Naturalnie leżeliby Km-srto- f rfomr ślił się sprawdzać dziennik główny od- kryłby eEZysteneio wielu V?tA™ IrłAt-- o były wysyłane z podpisem Pawła a bez mcyafłeorkmi ijaełgoprawkłtayskniej Na to jednak za Jedyną osoba która mnirłałiv on tu uwiadomić był sekretarz wihot TVn jjtaeokdreincmahk PnaaiwczenłwieDieawllocilzeedtbnzyiiaełłjnoapcrwzaecalynruynmpkoadcdhyrręekkn-aa zmarłego naczelnego dyrektora wyniósł przeświadczenie że naezplnv-- HvrPHnr jest władcą absolutnym i wszelkie jego działania nie tylko nip TwiWaio ni™-- jej kontrob lecz nie mogą dostać sie do czyjejkolwiek wiadomości pod grozą nie- - mdi sw-ięioKraozi-wa Zresztą osoba Pa-wła Dalcza bardzo mu Dm-niHł- a dn mi stu a stało się to ze zrozumiałego po- wodu Już pierwsze dni hi-7P(W- -ti n™-- 0 go dyrektora dowiodh io w+ tn vi~ wiek nie lubiący wchodzenia w długie rozmowy i pospolitowania się z pierw1-szy- m lepszym pracownikiem Pod tym pod 'jej opieką odzyska zdrowie Upew-niała o tyra Różę wchwilach]jejjzw"ąt-pie- ń i w okresach gdy zabiegi lekarzy nie dawały spodziewanych wyników Róża przekonała się prędko że wzię-ła na siebie ciężar nad siły i źe' choroba Juliusza jest groźniejsza mz się z po-czątku zdawało Pierwsze ataki i pierw szy raz widziany taniec a zwłaszcza no-ce i ponura pożądliwość chorego spo-wodowały to że Róża opuściła dom na kilka tygodni Ale musiała wrócić bo Juliusz jak sobie tłumaczyła szukał jej wszędzie po wyjściu z niemieckich szpitali a gdy ją cinalazł — oddał jej w ręce całego siebie Powtarzała też z bólem: "oddał mi cały swój los tragiczny Mimo protestów Bolesława wróciła wtedy do Juliusza Ale każdy jego atak przeżywała na nowo tak samo silnie jak wówczas gdy po raz pierwszy patrzyła na ów taniec taniec straszliwej męki Tak musiałby wyglądać "taniec śmierci" gdyby czyjaś wyobraźnia zapragnęła dac wyraz zma ganiom między życiem a umieraniem Róża nasunęła kołdrę na głowę i za cisnęła mocno powieki aby uciec w ten złudny sposób przed uporczywym widze-niem dzisiejszego tańca Tak walcząc da-remnie z prześladowczą wizją — po-słyszała naraz znane szmery w przedpo-koju Znalazła się prędko przy drzwiach i ukryła się w porllerze gotowa zręcznie się wysunąć i uciec do Józi gdyby Ju-liusz zdołał rozbić drzwi Józia spała tak mocno że daremnie było liczyć na jej pomoc Słyszała ciężki sapiący oddech Juliu-sza po drugiej stronie ściany Jego ręce przesuwały się wolno jakby w poszuki waniu klamki Naraz Juliusz zaczął wa-lić we drzwi pięściami i zdawało się też Je' uderza w nie głową Po długiej chwili posłyszała jęk a później co zdarzało się rzadko i co było najgorsze doszedł ją płacz Juliusza Tak Juliusz płakał Widziała to nieraz Łzy leciały prędko z jego oczu spadały wielkimi kroplami jedna za drugą %jak Izy dziecka niezdol-nego wypowiedzieć przyczyny płaczu Ró-ża pamiętała i to że płacząc miał otwar-te oczy że ich nie przymykał jak tego wymaga niejako samo zjawisko płaczu ale miał je napełnione łzami nierucho-mo patrzące I teraz widziała także otwarte oczy Julhisza który płakał po drugiej stronic drzwi zaopatrzonych w dwa mocne zamki Róża nie mogła znieść płaczu Juliu-sza przywarła ustami do białego lakie-rowanego drzewa i mówiła najczulej jak do dziecka: — Juleczku połóż się Już jest póź-no bardzo jest późno Idź do swego po-koju — Idź kochany Czy słyszysz? Nię płacz kochany! Ko-cha-n- yf względem przewyższał znacznie zmarłe-go ojca Skończył się obyczaj posłuchań natomiast każdy interesant musiał przed-stawić najpierw Holderowi swoją spra-wę a dopiero gdy ten uznał jej pilność meldował dyrektorowi W przeciwnym razie odkładał powiadomienie szefa do wieczornego raportu Zarządzenie to jesz-cze wyżej podnosiło nieprzystępność wielkiego ołtarza a tym samym opromie-niało większą władzą stanowisko pana scKreiarza W krótkim też czasie przekonał się Holder że i politykęw stosunku do ro-botników odziedziczył'sympo ojcu w pp dobnych formach Wpraw:dzieniimnićj zwracał uwagi na delegatów za to jed-nak często odwiedzał warsztaty i wdawał się w_ rozmowę z wielu robotnikami traktując ich znacznie uprzejmiej niż u-rzędni- ków i inżynierów Dla tych zresztą był również uprzedzająco miły ilekroć którego przyjmował w swoim gabinecie Cały jednak sekret Dolegał na tvm in przyjmował niezmiernie rzadko zaś po za gaDineiem niguy nie wdawał się w rozmowy t Sekretarz tłumaczył niezadowolonym ze przecie naczelny dyrpjktnr W Wa? świeżo po objęciu fabryki niezmiernie zajęty Nie było w tvm zrewta ani rio ma przesady Paweł zabrał się do roboty z całą fu-rmiąi nwaegwronmętarzdnzyomneij oenrgeargniiizacPyojznaymspirawbiae-- żącymi poza szczegółową lustracją za- kładów rozpoczął akcję na szeroką ska-lę Chodziło o wyrobienie w bankach wyższego kredytu i o uzyskanie więk-szych zamówień Za wszelką cenę mu- siał dopiąć iednepo: rirvipśp ctrvłvu-- i jego kierownictwo zbawiennie wpływa na siui przedsicDiorstwa stryjowi i nie tylko stryjowi Cały warszawski świat przemysłowy musi poczuć jego obecność Rozpoczął od wizyt n rU-rel-UrA- -u- t-i- _ ku banków i kilku większych fabryk po- zostających w interesach z Zakładami Dalczów Odbywało sie w tpn stvAV i Hdzoiledńerlutbelenfaowneictznniae dzwaamadwniiał nawpirzzyótęd nnaa ściśle umówioną godzinę i minutę Ro-bł- o to bardzo dobre WTażenie Oczywiście przeprowadzając rozmowy z tymi grubymi rybami Paweł nie wspo- - iuuiai mu jeanym stowem o repl-oTm-- m PzarzmeicairwzneiesweJgaokby"pmowimroorthun"rfPdTon Anglii -i-i- -ź niał ze ma bardzo rozlppłp niam-- mco rżenia fabryki że przewiduje ściągnięcie żueu Asaidmju npiuewapzrznyiepjuszszycczaKłapibtayłóww zPoClsictey' tyle można było jeszcze zrobić że finan- siści zagraniczni dlatego unikają polskie-kgoładrynonkusamże dgootynciheczzansająlecjzaktenraazprtzoy"-i owo w- - różnych gałęziach Drzem-reh- j tr= jowego da sie naprawić drogą zaufania ADWOKACI I NOTARIUSZE r e hluckKba7)lub - - (ŁUKOWSKI) I R H SMELABA: LLB POLSCY ADWOKACI Wspólnicy firmy adwokackie! Blinty Pasternak Łuck Smalą Eaglelton & Watson 57 BLOOR ST W róg BajrWA -- W55 Oddziały New Toronto I Thlseletown Ont przyjmują wieczorami za telefo-nicznym porozumieniem 1S STEFAN A MALICKI LLA ADWOKAT OBROŃCA I NOTARIUSZ Biuro fels AT 90301 W soboty i po godz 6: 91 Rumsey Rd Toronta tei HU 14361 JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARLJSZ Tel Biura: LE 3-12- 11 1479 Quetn St W — Toronto GEORGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1134 Dundas St W - Toronto Tel LE 4-84- 31 I LE 4-84-32 15 G HEIFETZ BA ADWOKAT 24? Cłueen St West EM 6-37- 21 S HEIFETZ NOTARIUSZ St Wellington St W Toronto Ont (MA -- 451 wieczorami WA 3-44- M CM BIELSKI ba BCL ADWOKAT I NOTARIUSZ Przyjęcie codziennie — Suitę 404 i Board of Trade Bldg U Adelalde St West (przy YongeSt) Toronto — EM 2-12- 51 Wieczorami za uprzednim telefonicznym porozumieniem 2W w minut je-żeli Dość 6 JJ:&J wI5fiv ft&niiiiwi '- -_ TrDj boro" kutheńittii iri - --Stef-aniak # #-- a SoliwdnuaeeonbshiPŁ w' tezptne porady w °u PEHTYWpl D'- - Władwfi: SADAUSKJI ucmk£ MnĄoWodRonW'ł nicznWpoaj 129 Grenadie R Dr S D BRIGELiSS LEKARZ DENTYSTi CHIRURG - Speclallsta chorób Physlcian-- s & Kancelaria "SMf Bloor ''& WA 2-0- 05 "tart Dr WACHU & Godziny: 10— 12I5J ooinursr ar ({ Dr M LUCYK DENTYSTA zyuz Dundas %J Tel RO 9-468- 2' J OKULIŚCI Br BUKOWSKA BEJNttl 274 Roncesvallei Aa (P'zy i 7l LE Godziny przyjęć: ii rano 8 w soboty 3 uu ? wiecŁ jIan A!iexanarowici z — mntotiary ruDi iiitc [' POLSKIE BIURO INFORMACYJNE '! w sprawach rodzinnych spadkowych ! majątkowych i Polsce — Kontrakty i inne dokumenty' Imigracja IncomeTr Tłumaczenia limyfli Toronto Ont 618-- A Queen St West DENTYS71 UCINIT5TA Tel EM m Zamawiajcie u nas oliwi OPAŁOWĄ ===42S Naszym starym odbiorcom wykonujemy czyszczenie 1 całoroas obsługę pieca (furnace) za jednorazową opłatę TYLKO (U Naprawiamy I wstawiamy piece (furnacis) DNIPROOIL CO LTD TORONTO — 204 Bathurst St — EM 6-65- 39 OSHAWA — 190 Bloor St East — RO 8-07- 62 W Oshawie tcź korzystajcie z naszej Stacji Bcnzjnowej r" MÓWIMY PO POLSKU JANE ASHLEY ♦P "MAII FPC7P cnCY I RIIDYNIE MĄKA KUKURYDZIANA p "BENSON" i "CANADA' "BENSON" 1 "CANADA" najlepsze gatunki maki kukurrfc nej (Corn Starch) W Europie "Corn Starch" znana jest)B mąka kukurydziana Większość Kanadyjczyków woli mąkę k kurydzianą od mąki Robiąc zakupy kup mąkę kukurydzianą "BENSON" lub "CANADA" SPRÓBUJ PRZEPISU JANE ASHLEY NA SZWEDZKIE KRUCHE CIAS1U 23 filiżanki przesianej mąki uniwersalnej 23 filiżanki mąki kukurydzianej BENSON lub CANADA 14 filiżanki cukru pudru 13 filiżanki masła 1 20-t- o uncjowa puszka krojonych jabłek 14 filiżanki miałkiego cukru 1 łyżka mąki kukurydzianej BENSON lub CANADA 12 łyżeczki cynamonu 12 łyżki masła Przesiej razem 3 pierwsze składniki masło i rozkrusz dokładnie widelcem Wyłóż ciastem 8—9 calową aż po brzegi Osacz jabłka ułóż je w formie z ciastem Zmieszaj razem 3 następne składniki z masłe0-posy- p jabłka t Piec piecu umiarkowanym (350 F) 50 do 55 lub dopóki ciasto nie nabierze złotawego koloru Ozięb: po-dawaj z bitą śmietanką lubisz na osób vf"JrkJww tow7LnAI naczyń oddW st iMfl }%'' 86 St W Telefon E — EM St W Okulistka Geoffrey) 2-54- 93 codzienni do "ulecz Pomoc NOWE mówi: DAJE to kartoflanej następnjmrff przesianego Dodaj formę wymieszaj BENS0N'$i 3 — _ HCHI 'Mj Ił ZNANA Z JAKOŚCI I NIEZAWODNA ut m jam nti :iut w ero DOW ki 23 00 Vm ad M M m r J sc i Z TU n fc WM W 5 rt ca dc d o i'u ak M-- lv m n I m |
Tags
Comments
Post a Comment for 000294a
