000518 |
Previous | 11 of 13 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
V f- - -"- -- ' -- - - ~- - — -
„& ~J0f '4
NR"647ó5 „ZWIĄZKOWIEC" SIERPIEŃ (AugUtł) piątek: " — 1972 STR 11
1 ' i Incydent
Zwariowałeś? — spytała
tonem raczej
karcącym niż gniewnym A
gdy maż nic nie odrzekłszy
przymrużył oczy w filuternym
uśmiechu odpowiedziała sa-ma
sobie z tym samym spoko-jem:
— Zwariował słowo da-je!
I z miną zadowoloną rozej-rzała
się po kawiarni jakby
szukając świadków którzy
mogliby to potwierdzić Lecz
kawiarniani goicie byli zaję-ci
sobą Przy najbliższym sto-liku
jakaś młoda para obró-ciwszy
się do sali plecami nie
taiła swych niecierpliwych u-cz- uć
bawiąc sie takimi ka-resa- mi
jak: puszczanie sobie
nos w nos kółek dymu z pa-pierosa
całowanie sie w ucho
i w usta według najlepszych
wzorów filmowych szeptanie
miłosnych słówek et cetera
Ta scena obudziła w Pawle
wspomnienie własnej młodo-ści
Nie praktykowało się co
prawda wtedy miłosnych czu-łości
w miejscach publicz-nych
jednakże czemu nie
tkorzystać z tej swobody dzi-siaj
gdy jeszcze serce młode?
Właśnie spróbował to uczynić
i naraził się na upomnienie
od żony
Konstancja była kobietą w
średnim wieku i robiła co
mogła aby wyglądać korzy-stnie
zwłaszcza przed wyjś-ciem
z domu Paweł nazy-wał
to w duchu „urodą na
wynos" nie odważyłby sie
jednak powiedzieć czegoś po-dobnego
głośno Zachował też
dla siebie -- wysnuta z doświad-czenia
wiedzę że młodość
zwykle mija przedwcześnie
starość natomiast trwa do
końca życia
Na czym wiec polegała je-go
niezręczność w tym wy-padku?
Oto rozmarzony wi-dokiem
młodocianych kochan-ków
przysunął się do niej z
krzesełkiem a objąwszy w
pół odezwał sie serdecznie:
— A możebyśmy i my zro-bili
to co oni? — Lustro na
ścianie odbijało tamte dwie
młodzieńcze twarze oraz dwie
ich własne juz nieco powie-dł- e
Unikając dalszych porów-nań
zaproponował: — Pocałuj
mnie kochanie
I nadstawił policzek Ona
zaś pamiętając że znajdują
się w lokalu uznała to za wy
bryk nie na miejscu
— W takim razie ja cie-bie
pocałuję — powiedział
słodko — '"Przecież to dziś
dwudziesta szósta rocznica
naszego ślubu Zapomniałaś?
— Ucałował ją dwa razy i
stwierdził: — Ten twój krem
całkiem przyjemnie pachnie
Nadawałby mi się po goleniu
Jak uważasz?
— Spodziewałam się że za-czniesz
mówić o miłości a ty
o kosmetyce — odrzekła z
przekąsem Wobec tego przy-sunął
sie jeszcze bliżej a ra-mię
dotąd opasujące talię
przeniósł na szyję żony Zno-wu
uznała to za poufałość
przesadną Zerknąwszy jed-nak
w tamto lustro uspoko-iła
się: oboje z Pawłem two-rzyli
przyjemna dla wzroku
parę Poprawiła kapelusz z
rondkiem wygiętym zalotnie
na jedno oko i zagadnęła pół-głosem:
— Czy nie wyglądamy
śmiesznie w tym naszym tete
a tete?
— Młodość nie boi się
śmieszności choć sama potra-fi
śmiać się z byle czego
— Chciałbyś mieć złudze-nie
że wciaz jesteśmy mło-dzi?
— A kto mi zabroni mieć
nawet pewność tego? Wiesz
co? Napijmy się wina myślę
że ono rozproszy twe skru-puły
Jakoż po kieliszku tokaju
Konstancja nabrała śmiałości
i sama wykazała inicjatywę
kladac reke na dłoni męża
Uścisnęli się palcami spoj-rzeli
sobie w oczy gdzie od-najdywali
pamięć o tym co
było im drogie w długim
wspólnym pożyciu Paweł
przytknął dłoń żony do twa-rzy
pogładził i przytrzymał
na ustach
tej samej chwili mło-dzieniec
W przy sąsiednim
stoliku zauważył w lustrza-nym
odbiciu kogo ma za ple-cami
i jak sie ci dwoje zacho-wują
Coś mu sie w tym nie
podobało a może chciał po- -'
pisać się przec dziewczyna
gdyż odezwał sie do niej głoś-ni- j
niż to było potrzebne:
— Spójrz na te antyki! Na!
miłosc im się zebrało czy
inoże nas małpują?
— Faktycznie na to wyglą
Kossowski I
I ŚMIERĆ W SŁOŃCU
! !
1 E
— I wy mi dopiero teraz o tym mó-wicie?
— Bo mnie nikt nie pytał tom sobie
i nie przypomniał
— Umiecie pisać?
— Po niemiecku nie umiem Chyba pol-skimi
literami
— Napiszcie to jak umiecie
— Dobrze I jeszcze jedno mi przycho-dzi
do głowv:: może Hannes bawił
się z Ewaldem i go? Przecie to
możliwe! A któryś z braci zagrzebał dziec-ko
i teraz boi sie przyznać! i
— Możliwe Napiszcie i to
Tego samego dnia natychmiast po wi-zycie
adwokata Józek poprosił o atrament
i pióro i przeszło godzinę pisał:
"Uerren Reksanwalt
ich Muechte Fraqen Warum da Von
Friłz Noaens koniiks in de jraqe gikom
Wan Mein Eiuald Wek gikom sonfach den
Fritz Pair taae wek ąiwcisen koniiks na-cha- us
aiqan Ich Mi denken dat Fritz gi-lo- ui
wu Ewald abaibliben Villaich de
gaiskianken Hannes Nonens Mit gischlip
vn umaibrach uw Fritz Wekgibrach nach-dehaid- e
ain Ondlich Man auf sen klain
Kind nicht Voarajfen wi na kaninichen-loc- h
ein schteken den Man mus une Ver-schta- n
ohoisen Ich habi gillai zu H dib-be- rt
gitach Wi ich Main ich Muechte si
bitten dns si mit Herr Dibbert sprechen
datraui Heir dihert alles Was ich aisach
ich hab rum -- dihert iischon ertzelen un
das mi llerz schmetze das ich unschuld
Vernteilen vnd ich muechte biten loen si
kim nach Alt-strelit- z den ich nuedwendc
Wol sprechen" )
) Autentyczne: patrz stronice końcowe
Gdy skończył wstał i otarł pot z czoła
Przeczytał całość Adlerowi i parobek po-chwalił
choć wiedział że jest to napisa-ne
okropnie Nie chciał jednak Józka mar-twić
Jakubowski dumny był ze --swego li-stu
List oddał dozorcy z prośba by go do-ręczono
adwokatowi Przez parę dni Józek
bvł ipogodniejszy nawet pogwizdy-wał
czasem Roił sobie nawet jak to bę-dzie
'kiedv (go wypuszczą
— Wrócę do wsi — mówił Adlerowi —
i wprost do pani Mette Da mi piwa
na 'kredyt bo mi wierzy Zawszem jej
wszystko płacił! Tak i od razu jej powiem:
widzi pani! puścili mnie bo jestem nie-winny
A potem pójdę do Eggerta I po-wiem
mu: patrzcie stary to ja! A potem
pójdziemy razem -- do Kreutzfelda 'bo mo-że
i August tam będzie i opierzemy ich
po pysku! Za łgarstwo!
da — zachichotała Twarz
miała niebrzydka lecz jakby
podniszczoną wskutek przed-wczesnych
doświadczeń JJ-śmiechn- ęła
się do Pawła: ten
nieznajomy mężczyzna o po-siwiałych
skroniach wydał się
jej sympatyczny zwłaszcza
że od razu przestał sie zaj-mować
swoją babką choć ta
trzymała sie go kurczowo a
od młodych odwróciła sie z
pogardą Chłopak nie puścił
jej tego płazem
— Nie ma co zadzierać no-sa
psze pani! I trochę wsty-du
by sie przydało żeby nie
afiszować się w starszym wie-ku
z tym migdaleniem Le-piej
takie rzeczy zostawić do
domu
Powel pokiwał głową i
westchnął zwracając się do
żony:
— Wszędzie teraz panoszy
się to chamstwo
— Coś powiedział wapnia-ku?
— I młody podniósł się
z groźną miną Lecz dziew-czyna
pospieszyła uspokoić
małżeństwo:
— On tylko tak dla draki
proszę państwa — A do to-warzysza
rzekła: — Zostaw
Anatol Już było płacone
i mieliśmy wychodzić
— żeby nie to że jestem
z kobietą — warczał Anatol
— powiedziałbym coś moc-niejszego
do słuchu A szano-wna
obywatelka jeśli chce
udawać niech nie daje
się obmacywać publicznie —
pouczył Konstacje Dziewczy-na
i ją uspokoiła:
— On tylko dla draki nic
złego nie zrobi I chodźmy
już! — pociągnęła chłopaka
za sobą raz jeszcze spojrzaw-szy
na Pawła jakby chciała
powiedzieć: „Przy innej oka-zji
wszystko panu wytłuma-czę"!
Na razie odeszli znowu
się obejmując ściśle i dumni
że wystarczają sami sobie
Paweł powiedział:
— Powinienem dać mu w
gębę! Ale ręce by człowieko-wi
odpadły gdyby chciał bić
takich za 'każdym razem
— Bo widzisz Pawle —
podjęła Konstancja z namy-słem
— Oni tę swoją nie u-kryw- aną namiętność traktują
bardzo serio A tyś zaczął na-śladować
ich jakby dla żar-tu
To go obraziło Okazało
Jerzy 40
B J
głupi
udusił
jakiś
zajdc
damę
— Jak cię wypuszczą to lepiej zaskarż
ich obu o oszczerstwo a nie bij Po co ci
znowu do kryminału wracać Małożeś się
wysiedział?
Józek poskrobał się za -- uchem ' — Hm no tak alem tak sobie ślubo-wa- ł
A może i racja! Jak mnie puszczą
wrócę inno do Eggerta po iakie grosze
a potem dvmam do Dimajówki do domu!
A August i Kreutzfeld niech ida na inne
Tece Racia! — I aż sie uśmiechnął do te-go
mądrego postanowienia
Ale czas miiał wolna tydzień za tygo-dniem
i na Józkowe pismo nie przycho-dziła
odpowiedź Chłop począł powoli wpa-dać
w melancholie Ruszał sie wprawdzie
jako itako nawet na robotę chodził na po-dwórzec
ale stawał się coraz bardziej mil-czący
i w nocy jęczał przez sen
Raz jednak w połowie sierpnia wpadł
do wiezienia adwokat Koch Radosny był
i uśmiechnięty tak że z daleka biło od
niego dobrą nowina Kiedy zawołali Józ-k- a
? szopy gdzie deski układał by szedł
do kancelarii na rozmowę z obrońcą chłop
sie zląkł Ale gdy ujrzał jasna twarz Ko-cha
w świetle jpadaiacym z okna zatłukło
się w nim serce radośnie
— Puszczają mnie? — zapytał z progu
— Jeszcze nie — mówił głośno adwokat
— ale sad krajowy uważa rewizję za moż-liwą
A to już bardzo wiele '
— Kiedvż ona rewizja będzie?
— Najpierw zbadają wyrok i akta a
potem może być druga rozprawa Ale my-ślę
że za_ laki miesiąc dwa będzie ko-niec
wszystkiego
Józek opuścił głowę
— Nie martwcież się! — zburczał go ad-~wok- at
— Sprawa była prawie beznadziej-na
Powinniście się cieszyć z tego co sie
dało uzyskać Nie macie pojęcia ile trudu
to kosztowało !
— Bardzo dziękuje panie mecenasie Ja
sie cieszę ino jakem usłyszał że jeszcze
dwa miesiące 'to mi sie tak jakoś zrobiło
iEo to człowiek w kryminale marnieje do
cna panie mecenasie
— --Wiem wiem ale przetrzymaliście ty-le
przetrzymacie jeszcze tych parę tygo-dn- l
— A czy to panie mecenasie oni tak
długo muszą badać i -- wyrok i papieru?
Przecie to ino przeczytać to się widzi Dla
panów sędziów to niby nic a ja tu trzy
ćwierci roku gniję
— Żal mi was Jakubowski — 'pogładził
go adwokat jak dziecko — ale tu już nie
poradzę Dobne --że taki obrót sprawa
wzięła
To pogłaskanie uspokoiło Józka
się więc źe' jednak i młodzi
lękają się śmieszności
Za oknem właśnie przesu-nęły
sie dwie znane im syl-wetki
Chłopak pochylał sie
ku dziewczynie coś gadając
z ożywieniem chyba o incy-dencie
w kawiarni ona słu-chała
go z roztargnieniem i
jakby mimowoli rzuciła wzro-kiem
przez szybę za którą
siedzieli Paweł i Konstancja
„Interesująca" — pomyślał
— pewny że zrobił na niej
wrażenie Lecz Konstancja
rzekła:
— Wstrętne typy! A ta je-go
donna ma na twarzy wy-pisane
co z niej za numer!
Paweł niespodziewanie ujął
sie za dziewczyna:
— Bądź co bądź znalazła
ne taktownie wyprowadzając
łobuza w porę Zapobiegła
awanturze
— Cóż to? Nawet jej bro
nisz po tym wszystkim?
— Dlaczego zaraz: bro-nisz"?!
Po prostu stwierdzam
obiektywnie jak było
— Wiesz Pawle? Porozma-wiajmy
lepiej o czymś innym
— Obyczajowość młodego
pokolenia to nie tylko inte- -
Konstancja ze Od w nie uzasadniona
wiskaeh się o tym
To powiedziawszy przeniósł
spojrzenie od okna ku wycho-dzącej
nowej parze z tego
pokolenia O tamtej jakoś
Bo urodziwa blon-dynka
wysmukła i tak
że spudniczka
zakrywała jej uda zwróciła
na nie jego uwa-gę
„Ileż w niej gracji"!
i posmut-niał
gdy nie mu sie z
jej w oczy
A Konstancja coś jeszcze do
mówiła
— O co ci chodzi? —
z roztargnieniem
— mi o to — od-parła
poirytowana —
że to zakrawa na
te publiczne uści-ski
te za
te rozchełstane koszule
i nie
chłopaków!
— jesteś trochę
zacofana Musimy sie z tym
bo po ta-ka
to już moda na całym
świecie a po drugie
iść z duchem czasu
— Dobrze! Ty idź sobie z
tym duchem ci sie po-doba
a ja pójdę do
Mo RICHMOND
TORONTO DEALER
-
Wzięła ze torebkę
j odeszła obrażona może spo-dziewając
sie że maż podaży
tuż za nia Nie
gdvż uregulować ra-chunek
A nie spieszył sie
wcale znajdując nowa przy-jemność
w przekomarzaniu
sie ze zgrabna kelnerka któ-ra
sie w sumo-waniu
Przygady-wał
jej z tego powodu
wreszcie zapłacił ze
sporym naddatkiem i
z powodzenia wyszedł
na ulice Bvł pod urokiem
łych i innych rozkwitłych
dziewcząt odmłodzony ich
Miałem dzisiaj
rr7VMfimno rmnAłiirlnirt i rrr1w_
lesujacy ale i ważny temat bv -- dawna rożnych środo-- nie zazdrośswcioąja
toczą dys-kusje
za-pomniał
wyro-śnięta
ledwie
siebie tylko
po-myślał
oczarowany
udało
bliska spojrzeć
niego
spy-tał
Chodzi
nagle
wszystko
błazenadę:
kiecki ledwie pę-pek
nigdy czyszczone buty
Stanowczo
pogodzić pierwszo
trzeba
dokąd
domu
stolika
zrobił tego"
musiał
ciągle mvlila
należności
dow-cipnie
zado-wolony
młodością
ia spareruiaca
odległości od
kawiarni Na razie go nie za-uważ- la odwrócona akurat w
stronę przeciwna Domyślił
sie ze czeka na niego chyba
po to aby dalej robić mu
wyrzuty Szedł wiec za nia
bardzo wolno krytycznym
spojrzeniem mierząc od stóp
do głów Mimo dbałości o sie-bie
sprawiała wrażenie ko-biety
posuniętej latach i
nieco ociężałej zwłaszcza że
i plecy wydawały sie już tro-chę
zaokrąglone Wyprosto-wał
sie dziarsko: „Co mi też
przyszło do głowy żeby przv
ludziach sie do niej?
Sama mnie za to wyśmiała
I słusznie"!
Tymczasem Konstancja do-szła
do rogu obróciła sie i
przystanęła na widok męża
Patrzyła niepewnie a u-śmie- ch
który pojawił sie na
jej można by spło-szyć
jednym zmarszczeniem
brwi Lecz Paweł zapragnął
bvć łaskawy i wyrozumiały
Wziął ja pod reke
— Przepraszam cie że mu-siałaś
na mnie czekać
— Wcale nie czekałam! —
zaprzeczyła wbrew oczywisto- - 5
I znów minęły dwa miesiące
— Jak oni te papiery długo czytają! —
skarżył się Józek Adlerowi — Toż za dwa
miesiące to by wnet całe Pismo święte
przeczytał!
— Nie twoją jedną sprawę maja — po-cieszał
go Niemiec — To tak prędko nie
idzie! I nie jeden człowiek pewnie te akty
czyta
— A no tak — przyznał Józek ale ni-jak
nie mógł zrozumieć że to aż tak długo
trwać musi
A trwało aż do listopada W jakiś zły
ponury dzień zjawił sie w więzieniu ad-wokat
Wprowadził go do celi ryży dozor-ca
i zostawił Koch usiadł na zydlu a Jó-zek
z Adlerem na pryczach
— Zła wiadomość kochany —
mruczał obrońca — Wniosek o rewizję
odrzucony!
— — jęknął skazaniec po pol-sku
— Tak odrzucony Pan prezes von
Buschka który wyrok ferował sam też i
wyrok badał 0 spojrzyjcie: tu jest napi-sane
że przesłuchiwali ponownie August
i Kreutzfeld zaprzeczają wszystkiemu oraz
że wykazali swoje alibi
Józek patrzył na adwokata i milczał
— I cóż wy na to? — spytał po chwili
Koch
— Cóż — rozłożył chłop ręce — wi-dać
tak musi być
— Jak?
— że mi niewinnemu głowę zetną —
wbił Jakubowski wzrok w ziemię
Adwokat patrzył na zgarbioną postać
jeńca i starał się go pocieszyć
— Nie traćcie nadziei teraz wniesiemy
podanie o ułaskawienie że to skazano was
na podstawie poszlak
Józek wstał nagle i rozprostował bary
Podszedł krok ku obrońcy i zaczął gwał-townie
wytrząsać rękami
— I za co oni mnie tak męczą panie!?
Za co? Na Jlękę Pana Jezusa na siwą gło-wę
ojca na tego małego trupka Ewalda
ja się klnę żem niewinny! Niewinny! Woj-na
mnie oszczędziła głód i tyfus w bara-kach
szedłem na te wieś jak do raju!
Dziewczynę wyciągnąłem z nędzy przytu-liłem
ja i jej dziecko jej bo dziecko było
nie moje — i za co mnie męczą! Za co ten
łeb maja ściąć! — począł się tłuc pięścia-mi
po skołatanej głowie
— Józefie! Uspokójcie się! — próbo-wał
go uciszać Koch
' — Spokojny ja był długo długo Nie
bałem- - się nic bom se myślał: Niemcy
mądry naród! Panowie-sędziowi- e mądre
ludzie Niewinnego' nie skaża! I panie ja
i teraz sie nie boję nie! A niech mnie ze-tną
ale im sie ta moja krew do oczu rzu-ci'
— Kawałka strawy nie połkną żeby
tej krwi nie widzieli w ustach jej nie czu-li!
A niech -- zetną!
Adwokat ogłuszony siedział na zydlu
pod ściana i --myślał nad tym że Jó-z- el
tak mówił po niemiecku wówczas na
rozprawie 'tak jak dziś nie siedziałby w
więzieniu A Józek odszedł pod okno wtu-lił
głowę w kraty i patrzył w mleczną jję- -
67 ST WEST
lub
- -
Specjalnie polecamy:
i "DO
w
w
zalecać
twarzy
Józefie
Jezusie
gdyby
ści — Tak tylko chciałam
odetchnąć świeżym powie-trzem
po zadymionym lokalu
— I dobrze zrobiłaś —
udał że przyjmuje to wyjaś-nienie
— A te dzisiejsze kel-nerki
nawet liczyć nie umie-ją!
Nakręca loczków umalu-ją
sie a w głowie fiu bzdziu!
Tylko patrzą kogo by poder-wać
— Ciebie też? — usiłowa-ła
zażartować Na wymówki
jednak nie zanosiło się jak
dotąd Odpowiedział więc
niedbale:
— Niech sobie próbują
Wcale nie zwracam na to
uwagi
— Jednakże sa miedzy ni-mi
nie tylko ładne ale i pra-cowite
uczciwe dziewczęta
— Możliwe! Zresztą cóz to
może obchodzić kogoś kto ma
taka żonę jak ja! — wyrecy-tował
z takim przekonaniem
że sam uwierzył w niewzru-szonoś- ć
swej cnoty Konstan-cja
z ukosa lecz badawczo
popatrywała na męża mimo
woli zwolniwszy kroku Aż
oboje przystanęli pod jakimś
zamkniętym sklepem Bo za-padł
zmierzch i latarnie roz-siewały
nikłe światło na nie-licznych
przechodniów
— Przyjemnie mi to sły-szeć
— szepnęła — Po dwu-dziestu
sześciu latach
— A kiedy chciałem cie
lam w kawiarni pocałować
żachnęłaś się tak przykro —
przypomniał Wtedy poryw-czy- m ruchem zarzuciła mu na
szyję obie ręce:
— Za to możesz zrobić to
teraz!
— Tutaj? Na ulicy?! —
parsknaj niezadowolony —
Zwariowałaś słowo daje!
I odsunął sie od niej u-walni- ajac
z impetycznego uści-sku
Po chwili oboje poszli
dalej nie trzymając sie już
pod ręce i tylko z rzadka od-zywając
do siebie
Tadeusz Łopalewski
sta mgłę Gdy się odwrócił adwokata już
nie było
Od tego dnia Józek zamilkł zupełnie
Całymi dniami chodził po celi i nawet na
pytania Adlera nie odpowiadał aż zdener-wowany
ciszą parobek poprosił by go
przeniesiono do innej celi Skazaniec zo-stał
sam W milczeniu chodził na robotę
czy na przechadzki w milczeniu przyjmo-wał
jedzenie i w milczeniu oddawał do-zorcy
blaszane talerze Raz tylko zapytał
ryżego "wechtra":
— Panie kiedy będzie Nowy Rok?
— Pojutrze
— Dziękuję
W dwa dni później gdy Józek stał przy
oknie zapatrzony w gęsto padaiacy śnieg
wszedł adwokat Koch Józek odwrócił się
ku niemu i czekał w milczeniu
— Jest odpowiedź z ministerstwa dziel-nicy
Prośba o uła-skawienie
odrzucona
Józek skinął głową
— Tak myślałem — Nie drgnął mu w
twarzy żaden muskuł
Adwokat stał przy drzwiach jakby za-wstydzony
— Wierzcie mi Józefie że ja robiłem
wszystko co było w ludzkiej mocy
— Dziękuję wam panie Wy tu nic nie
winni
Obrońca postąpił krok od progu
— I do ostatniej chwili nie spocznę po-ruszę
ministerstwo sprawiedliwości w Ber-linie
sejm meklemburski będę jeszcze
mówił z sędziami — plątał się biedny
wstydząc się za swe rodzime prawo adwo-kat
— Dziękuję wam panie — powtórzył
Józek — ale nie róbcie tego Mnie jeden
więzień powiedział że muszę być ścięty
na postrach Za taką zbrodnię ktoś musi
być pokarany a Niemcom szkoda swego
człowieka Mnie obcego nie żałują Idź-cie
już panie bo mi was żal Dobry z was
człowiek
Prawnik opuścił głowę i wyszedł cicho
z celi
Józek odwrócił sie wolno ku oknu Śnieg
padał coraz gęstszy
XV
Nie wiadomo dlaczego Józka ciągano na
roboty Wprawdzie mógł się sprzeciwić
oDrzeć po prostu powiedzieć że nie pój-dzie
bo wolał ze swego okna patrzeć na
nieustannie padający śnieg ale jakoś nie
przyszło mu to na myśl Gdy otwierano
ciężkie drzwi celi i wołano "raus" chłop
sięgał po swoja czapeczkę i wychodził No-sił
deski rżnął je piłą lub rąbał drwa sie
kierą Przylgnęła do niego nazwa "der je
Schweigende" — milczący — wolał to niz
dawniejsze "Russ"
Pewnego dnia zajechały przed więzienie
wozy pełne desek Więźniom kazano je
znosić na podwórzec Nosił i Jakubowski
Zdarzyło się tak że Józek znalazł się z
tdwoma aresztantami za brama przy wo-zach
w chwili gdy obydwaj dozorcy wró- -
ciii na --podwórzec
— Lauf weg! Uciekaj! --— usłyszał nag-le
Józek za sobą
wyśle do Polski
każde zlecenie FACHOWO SZYBKO TANIO
"SZKOLNE" PACZKI UPOMINKOWE ZLECENIA WYBORU"
Ujrzał
Meklemburg-Strelit- z
Dentyści
Dr W SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
Przyjmuje za uprzednim
telefonicznym porozumieniem
129 Grndler Rd
Tal 531-425- 0
(drugi dom od Tłoneeirallea)
- 5-- r
Dr DANUTA
LUBICZ LEPARSKA
LEKARZ DFNTYSTA
Przyjmuje z uprzednim
telefonicznym pornrumlenlem
Tal 535-991- 7
' 282 Roncasvlls Av
(rć Geoffrey Stt
lS-- r
Dr V J Mellu
LEKARZ DENTYSTA
"rzyjmuje takie wieczorami 1
nbotv za uprednlro inrnzuml
nlom telefonicznym
184 Ellls Ava — Toronto 3
Tal 762-100- 9
ł7-- r
ANNĘ PHOTO STUDIO
Wykonujemy zdjęcia ślubne
grunowe i paszportowe
865 Qoeen St W
Toronto 3 Onł
Tel 368-314- 7 Właśc W TRACZ
B7-- P
ZAPISZ SIC NA CZŁONKA
KOŁA PRZYJACIÓŁ
FUNDACJI
IM WŁ REYMONTA
VVV'
OPTOMETRYŚCI
L LUNSKI RO
M LUNSKI OD MSe
470 College Sr
(blisko Bathurst SU
Wlzty po telefonicznym
porozumieniu
921-392- 4
B BUKOWSKA BEJNAR OD
274 Roneesvalles Avt
(przv Geoffrey)
Wlzty po telefonicznym
porozumieniu
532-549- 3
J SZYDŁOWSKA OD
637 St Clair Ava W
(blisko Bathurst St)
Wlzty po telefonicznym
porozumieniu
653-378- 4
S BROGOWSKI OD
412 Roncesvalles Ava
(blisko Howard Park)
Wlzjty po telefonicznym
porozumieniu
531-425- 1
GORDON S MERRITT
OPTOMETRYSTA
1175 Dundat St Waat
(at Ossington Ave)
Toronto Ont
Tatafon: 535-64- 0
li-- P
UPOWAŻNIONY DEALER PeKaO §
& R R BATTAGLIA 8
CANIACA CO LTD
811 QUEEN LT W
TORONTO 3 ONT
KIAIICDC7A OnkAnr DlCkJIC+kl A DDTCT "- - #-- j-i witiww ibiiiinn - nb a PEKAO t
Bony po 85 złotych — Samochody żywność -- leki C
owoce mieszkania cegła blacha pustaki itp $
Obsługa szybka sprawna dokładna $
TELEFON 364-557- 4 $
41
KWft-ttttttttSttWttWt- t'
TORONTO INSURANCE SERYICE
Najstarsza polska Agencja wszelkich ubezpieczeń
PHILIP BOMBIER
1674 Eglinton Ave West — Toronto 10 Onł
Teł 783-615- 4 5
UWAGA! y UWAGA!
MEBLE
PROSTO Z FABRYKI
Oszczędzicie w ten sposób ma pośrednictwie
PEŁNE KOMPLETY 3-P0K0J-
0WE
W RATACH OD $150 TYGODNIOWO
3 częściowa sypialnia $6900 49 sztuk
3 częściowy salon $6900 $
Umeblowanie kuchni $2800
11900
DOSTAWA WPROST Z FABRYKI
RÓWNIEŻ
MEBLE TEAK
Nowoczesne modele importowane z Danii
WIELKI WYBÓR MEBLI DO:
SYPIALNI JADALŃ - SALONÓW BIUREK LAMP
POJEDYNCZYCH MEBLI SZAFEK STEREO SZAFEK
UNITED FURNITURE FACTORIES
66 Spadina Ave (róg King St W) — Toronro 2 B
Tel 366-395- 1
JAN ALEXANDROWICZ LLM
NOTARIUSZ DLA PROWINCJI ONTARIO
Kontrakty Pełnomocnictw Testamenty ori Akty Ciynnotcl Pnwn
określone w "Ontario Notarfes Act"
Pomoc prawna we usze] kich sprawach Rodzinnych Spadkowych
i Majątkowych w Polsce t Zagranicą
Wlerzytelne Tłumaczenia Dokumentów — Pomoc w Imigracji do
USA ] odszkodowaniach hitlerowskich — Jncome JTax
Biuro: 618 Queen St W Toronto Ont Conada
Tel 368-54- 4] — Wieczorem: Scarborough atl-M- B
G9P
vm m-mm-m-mmr-
Mi rmam KONOPKA FUELS
LIMITED
OSśwa opałowa
24-godzin- na
I bezpłatna obsługa
Techniczna porada I fachowo
utrzymania pioc6w w dobrym ttanla
1 422 Gilbert Ave Toronta IG Tel 783-220- 0
2 [Nie znajdziecie lepszej obshigi)niż daje Konopka
$
M
H
i
'i
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, August 11, 1972 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1972-08-11 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000928 |
Description
| Title | 000518 |
| OCR text | V f- - -"- -- ' -- - - ~- - — - „& ~J0f '4 NR"647ó5 „ZWIĄZKOWIEC" SIERPIEŃ (AugUtł) piątek: " — 1972 STR 11 1 ' i Incydent Zwariowałeś? — spytała tonem raczej karcącym niż gniewnym A gdy maż nic nie odrzekłszy przymrużył oczy w filuternym uśmiechu odpowiedziała sa-ma sobie z tym samym spoko-jem: — Zwariował słowo da-je! I z miną zadowoloną rozej-rzała się po kawiarni jakby szukając świadków którzy mogliby to potwierdzić Lecz kawiarniani goicie byli zaję-ci sobą Przy najbliższym sto-liku jakaś młoda para obró-ciwszy się do sali plecami nie taiła swych niecierpliwych u-cz- uć bawiąc sie takimi ka-resa- mi jak: puszczanie sobie nos w nos kółek dymu z pa-pierosa całowanie sie w ucho i w usta według najlepszych wzorów filmowych szeptanie miłosnych słówek et cetera Ta scena obudziła w Pawle wspomnienie własnej młodo-ści Nie praktykowało się co prawda wtedy miłosnych czu-łości w miejscach publicz-nych jednakże czemu nie tkorzystać z tej swobody dzi-siaj gdy jeszcze serce młode? Właśnie spróbował to uczynić i naraził się na upomnienie od żony Konstancja była kobietą w średnim wieku i robiła co mogła aby wyglądać korzy-stnie zwłaszcza przed wyjś-ciem z domu Paweł nazy-wał to w duchu „urodą na wynos" nie odważyłby sie jednak powiedzieć czegoś po-dobnego głośno Zachował też dla siebie -- wysnuta z doświad-czenia wiedzę że młodość zwykle mija przedwcześnie starość natomiast trwa do końca życia Na czym wiec polegała je-go niezręczność w tym wy-padku? Oto rozmarzony wi-dokiem młodocianych kochan-ków przysunął się do niej z krzesełkiem a objąwszy w pół odezwał sie serdecznie: — A możebyśmy i my zro-bili to co oni? — Lustro na ścianie odbijało tamte dwie młodzieńcze twarze oraz dwie ich własne juz nieco powie-dł- e Unikając dalszych porów-nań zaproponował: — Pocałuj mnie kochanie I nadstawił policzek Ona zaś pamiętając że znajdują się w lokalu uznała to za wy bryk nie na miejscu — W takim razie ja cie-bie pocałuję — powiedział słodko — '"Przecież to dziś dwudziesta szósta rocznica naszego ślubu Zapomniałaś? — Ucałował ją dwa razy i stwierdził: — Ten twój krem całkiem przyjemnie pachnie Nadawałby mi się po goleniu Jak uważasz? — Spodziewałam się że za-czniesz mówić o miłości a ty o kosmetyce — odrzekła z przekąsem Wobec tego przy-sunął sie jeszcze bliżej a ra-mię dotąd opasujące talię przeniósł na szyję żony Zno-wu uznała to za poufałość przesadną Zerknąwszy jed-nak w tamto lustro uspoko-iła się: oboje z Pawłem two-rzyli przyjemna dla wzroku parę Poprawiła kapelusz z rondkiem wygiętym zalotnie na jedno oko i zagadnęła pół-głosem: — Czy nie wyglądamy śmiesznie w tym naszym tete a tete? — Młodość nie boi się śmieszności choć sama potra-fi śmiać się z byle czego — Chciałbyś mieć złudze-nie że wciaz jesteśmy mło-dzi? — A kto mi zabroni mieć nawet pewność tego? Wiesz co? Napijmy się wina myślę że ono rozproszy twe skru-puły Jakoż po kieliszku tokaju Konstancja nabrała śmiałości i sama wykazała inicjatywę kladac reke na dłoni męża Uścisnęli się palcami spoj-rzeli sobie w oczy gdzie od-najdywali pamięć o tym co było im drogie w długim wspólnym pożyciu Paweł przytknął dłoń żony do twa-rzy pogładził i przytrzymał na ustach tej samej chwili mło-dzieniec W przy sąsiednim stoliku zauważył w lustrza-nym odbiciu kogo ma za ple-cami i jak sie ci dwoje zacho-wują Coś mu sie w tym nie podobało a może chciał po- -' pisać się przec dziewczyna gdyż odezwał sie do niej głoś-ni- j niż to było potrzebne: — Spójrz na te antyki! Na! miłosc im się zebrało czy inoże nas małpują? — Faktycznie na to wyglą Kossowski I I ŚMIERĆ W SŁOŃCU ! ! 1 E — I wy mi dopiero teraz o tym mó-wicie? — Bo mnie nikt nie pytał tom sobie i nie przypomniał — Umiecie pisać? — Po niemiecku nie umiem Chyba pol-skimi literami — Napiszcie to jak umiecie — Dobrze I jeszcze jedno mi przycho-dzi do głowv:: może Hannes bawił się z Ewaldem i go? Przecie to możliwe! A któryś z braci zagrzebał dziec-ko i teraz boi sie przyznać! i — Możliwe Napiszcie i to Tego samego dnia natychmiast po wi-zycie adwokata Józek poprosił o atrament i pióro i przeszło godzinę pisał: "Uerren Reksanwalt ich Muechte Fraqen Warum da Von Friłz Noaens koniiks in de jraqe gikom Wan Mein Eiuald Wek gikom sonfach den Fritz Pair taae wek ąiwcisen koniiks na-cha- us aiqan Ich Mi denken dat Fritz gi-lo- ui wu Ewald abaibliben Villaich de gaiskianken Hannes Nonens Mit gischlip vn umaibrach uw Fritz Wekgibrach nach-dehaid- e ain Ondlich Man auf sen klain Kind nicht Voarajfen wi na kaninichen-loc- h ein schteken den Man mus une Ver-schta- n ohoisen Ich habi gillai zu H dib-be- rt gitach Wi ich Main ich Muechte si bitten dns si mit Herr Dibbert sprechen datraui Heir dihert alles Was ich aisach ich hab rum -- dihert iischon ertzelen un das mi llerz schmetze das ich unschuld Vernteilen vnd ich muechte biten loen si kim nach Alt-strelit- z den ich nuedwendc Wol sprechen" ) ) Autentyczne: patrz stronice końcowe Gdy skończył wstał i otarł pot z czoła Przeczytał całość Adlerowi i parobek po-chwalił choć wiedział że jest to napisa-ne okropnie Nie chciał jednak Józka mar-twić Jakubowski dumny był ze --swego li-stu List oddał dozorcy z prośba by go do-ręczono adwokatowi Przez parę dni Józek bvł ipogodniejszy nawet pogwizdy-wał czasem Roił sobie nawet jak to bę-dzie 'kiedv (go wypuszczą — Wrócę do wsi — mówił Adlerowi — i wprost do pani Mette Da mi piwa na 'kredyt bo mi wierzy Zawszem jej wszystko płacił! Tak i od razu jej powiem: widzi pani! puścili mnie bo jestem nie-winny A potem pójdę do Eggerta I po-wiem mu: patrzcie stary to ja! A potem pójdziemy razem -- do Kreutzfelda 'bo mo-że i August tam będzie i opierzemy ich po pysku! Za łgarstwo! da — zachichotała Twarz miała niebrzydka lecz jakby podniszczoną wskutek przed-wczesnych doświadczeń JJ-śmiechn- ęła się do Pawła: ten nieznajomy mężczyzna o po-siwiałych skroniach wydał się jej sympatyczny zwłaszcza że od razu przestał sie zaj-mować swoją babką choć ta trzymała sie go kurczowo a od młodych odwróciła sie z pogardą Chłopak nie puścił jej tego płazem — Nie ma co zadzierać no-sa psze pani! I trochę wsty-du by sie przydało żeby nie afiszować się w starszym wie-ku z tym migdaleniem Le-piej takie rzeczy zostawić do domu Powel pokiwał głową i westchnął zwracając się do żony: — Wszędzie teraz panoszy się to chamstwo — Coś powiedział wapnia-ku? — I młody podniósł się z groźną miną Lecz dziew-czyna pospieszyła uspokoić małżeństwo: — On tylko tak dla draki proszę państwa — A do to-warzysza rzekła: — Zostaw Anatol Już było płacone i mieliśmy wychodzić — żeby nie to że jestem z kobietą — warczał Anatol — powiedziałbym coś moc-niejszego do słuchu A szano-wna obywatelka jeśli chce udawać niech nie daje się obmacywać publicznie — pouczył Konstacje Dziewczy-na i ją uspokoiła: — On tylko dla draki nic złego nie zrobi I chodźmy już! — pociągnęła chłopaka za sobą raz jeszcze spojrzaw-szy na Pawła jakby chciała powiedzieć: „Przy innej oka-zji wszystko panu wytłuma-czę"! Na razie odeszli znowu się obejmując ściśle i dumni że wystarczają sami sobie Paweł powiedział: — Powinienem dać mu w gębę! Ale ręce by człowieko-wi odpadły gdyby chciał bić takich za 'każdym razem — Bo widzisz Pawle — podjęła Konstancja z namy-słem — Oni tę swoją nie u-kryw- aną namiętność traktują bardzo serio A tyś zaczął na-śladować ich jakby dla żar-tu To go obraziło Okazało Jerzy 40 B J głupi udusił jakiś zajdc damę — Jak cię wypuszczą to lepiej zaskarż ich obu o oszczerstwo a nie bij Po co ci znowu do kryminału wracać Małożeś się wysiedział? Józek poskrobał się za -- uchem ' — Hm no tak alem tak sobie ślubo-wa- ł A może i racja! Jak mnie puszczą wrócę inno do Eggerta po iakie grosze a potem dvmam do Dimajówki do domu! A August i Kreutzfeld niech ida na inne Tece Racia! — I aż sie uśmiechnął do te-go mądrego postanowienia Ale czas miiał wolna tydzień za tygo-dniem i na Józkowe pismo nie przycho-dziła odpowiedź Chłop począł powoli wpa-dać w melancholie Ruszał sie wprawdzie jako itako nawet na robotę chodził na po-dwórzec ale stawał się coraz bardziej mil-czący i w nocy jęczał przez sen Raz jednak w połowie sierpnia wpadł do wiezienia adwokat Koch Radosny był i uśmiechnięty tak że z daleka biło od niego dobrą nowina Kiedy zawołali Józ-k- a ? szopy gdzie deski układał by szedł do kancelarii na rozmowę z obrońcą chłop sie zląkł Ale gdy ujrzał jasna twarz Ko-cha w świetle jpadaiacym z okna zatłukło się w nim serce radośnie — Puszczają mnie? — zapytał z progu — Jeszcze nie — mówił głośno adwokat — ale sad krajowy uważa rewizję za moż-liwą A to już bardzo wiele ' — Kiedvż ona rewizja będzie? — Najpierw zbadają wyrok i akta a potem może być druga rozprawa Ale my-ślę że za_ laki miesiąc dwa będzie ko-niec wszystkiego Józek opuścił głowę — Nie martwcież się! — zburczał go ad-~wok- at — Sprawa była prawie beznadziej-na Powinniście się cieszyć z tego co sie dało uzyskać Nie macie pojęcia ile trudu to kosztowało ! — Bardzo dziękuje panie mecenasie Ja sie cieszę ino jakem usłyszał że jeszcze dwa miesiące 'to mi sie tak jakoś zrobiło iEo to człowiek w kryminale marnieje do cna panie mecenasie — --Wiem wiem ale przetrzymaliście ty-le przetrzymacie jeszcze tych parę tygo-dn- l — A czy to panie mecenasie oni tak długo muszą badać i -- wyrok i papieru? Przecie to ino przeczytać to się widzi Dla panów sędziów to niby nic a ja tu trzy ćwierci roku gniję — Żal mi was Jakubowski — 'pogładził go adwokat jak dziecko — ale tu już nie poradzę Dobne --że taki obrót sprawa wzięła To pogłaskanie uspokoiło Józka się więc źe' jednak i młodzi lękają się śmieszności Za oknem właśnie przesu-nęły sie dwie znane im syl-wetki Chłopak pochylał sie ku dziewczynie coś gadając z ożywieniem chyba o incy-dencie w kawiarni ona słu-chała go z roztargnieniem i jakby mimowoli rzuciła wzro-kiem przez szybę za którą siedzieli Paweł i Konstancja „Interesująca" — pomyślał — pewny że zrobił na niej wrażenie Lecz Konstancja rzekła: — Wstrętne typy! A ta je-go donna ma na twarzy wy-pisane co z niej za numer! Paweł niespodziewanie ujął sie za dziewczyna: — Bądź co bądź znalazła ne taktownie wyprowadzając łobuza w porę Zapobiegła awanturze — Cóż to? Nawet jej bro nisz po tym wszystkim? — Dlaczego zaraz: bro-nisz"?! Po prostu stwierdzam obiektywnie jak było — Wiesz Pawle? Porozma-wiajmy lepiej o czymś innym — Obyczajowość młodego pokolenia to nie tylko inte- - Konstancja ze Od w nie uzasadniona wiskaeh się o tym To powiedziawszy przeniósł spojrzenie od okna ku wycho-dzącej nowej parze z tego pokolenia O tamtej jakoś Bo urodziwa blon-dynka wysmukła i tak że spudniczka zakrywała jej uda zwróciła na nie jego uwa-gę „Ileż w niej gracji"! i posmut-niał gdy nie mu sie z jej w oczy A Konstancja coś jeszcze do mówiła — O co ci chodzi? — z roztargnieniem — mi o to — od-parła poirytowana — że to zakrawa na te publiczne uści-ski te za te rozchełstane koszule i nie chłopaków! — jesteś trochę zacofana Musimy sie z tym bo po ta-ka to już moda na całym świecie a po drugie iść z duchem czasu — Dobrze! Ty idź sobie z tym duchem ci sie po-doba a ja pójdę do Mo RICHMOND TORONTO DEALER - Wzięła ze torebkę j odeszła obrażona może spo-dziewając sie że maż podaży tuż za nia Nie gdvż uregulować ra-chunek A nie spieszył sie wcale znajdując nowa przy-jemność w przekomarzaniu sie ze zgrabna kelnerka któ-ra sie w sumo-waniu Przygady-wał jej z tego powodu wreszcie zapłacił ze sporym naddatkiem i z powodzenia wyszedł na ulice Bvł pod urokiem łych i innych rozkwitłych dziewcząt odmłodzony ich Miałem dzisiaj rr7VMfimno rmnAłiirlnirt i rrr1w_ lesujacy ale i ważny temat bv -- dawna rożnych środo-- nie zazdrośswcioąja toczą dys-kusje za-pomniał wyro-śnięta ledwie siebie tylko po-myślał oczarowany udało bliska spojrzeć niego spy-tał Chodzi nagle wszystko błazenadę: kiecki ledwie pę-pek nigdy czyszczone buty Stanowczo pogodzić pierwszo trzeba dokąd domu stolika zrobił tego" musiał ciągle mvlila należności dow-cipnie zado-wolony młodością ia spareruiaca odległości od kawiarni Na razie go nie za-uważ- la odwrócona akurat w stronę przeciwna Domyślił sie ze czeka na niego chyba po to aby dalej robić mu wyrzuty Szedł wiec za nia bardzo wolno krytycznym spojrzeniem mierząc od stóp do głów Mimo dbałości o sie-bie sprawiała wrażenie ko-biety posuniętej latach i nieco ociężałej zwłaszcza że i plecy wydawały sie już tro-chę zaokrąglone Wyprosto-wał sie dziarsko: „Co mi też przyszło do głowy żeby przv ludziach sie do niej? Sama mnie za to wyśmiała I słusznie"! Tymczasem Konstancja do-szła do rogu obróciła sie i przystanęła na widok męża Patrzyła niepewnie a u-śmie- ch który pojawił sie na jej można by spło-szyć jednym zmarszczeniem brwi Lecz Paweł zapragnął bvć łaskawy i wyrozumiały Wziął ja pod reke — Przepraszam cie że mu-siałaś na mnie czekać — Wcale nie czekałam! — zaprzeczyła wbrew oczywisto- - 5 I znów minęły dwa miesiące — Jak oni te papiery długo czytają! — skarżył się Józek Adlerowi — Toż za dwa miesiące to by wnet całe Pismo święte przeczytał! — Nie twoją jedną sprawę maja — po-cieszał go Niemiec — To tak prędko nie idzie! I nie jeden człowiek pewnie te akty czyta — A no tak — przyznał Józek ale ni-jak nie mógł zrozumieć że to aż tak długo trwać musi A trwało aż do listopada W jakiś zły ponury dzień zjawił sie w więzieniu ad-wokat Wprowadził go do celi ryży dozor-ca i zostawił Koch usiadł na zydlu a Jó-zek z Adlerem na pryczach — Zła wiadomość kochany — mruczał obrońca — Wniosek o rewizję odrzucony! — — jęknął skazaniec po pol-sku — Tak odrzucony Pan prezes von Buschka który wyrok ferował sam też i wyrok badał 0 spojrzyjcie: tu jest napi-sane że przesłuchiwali ponownie August i Kreutzfeld zaprzeczają wszystkiemu oraz że wykazali swoje alibi Józek patrzył na adwokata i milczał — I cóż wy na to? — spytał po chwili Koch — Cóż — rozłożył chłop ręce — wi-dać tak musi być — Jak? — że mi niewinnemu głowę zetną — wbił Jakubowski wzrok w ziemię Adwokat patrzył na zgarbioną postać jeńca i starał się go pocieszyć — Nie traćcie nadziei teraz wniesiemy podanie o ułaskawienie że to skazano was na podstawie poszlak Józek wstał nagle i rozprostował bary Podszedł krok ku obrońcy i zaczął gwał-townie wytrząsać rękami — I za co oni mnie tak męczą panie!? Za co? Na Jlękę Pana Jezusa na siwą gło-wę ojca na tego małego trupka Ewalda ja się klnę żem niewinny! Niewinny! Woj-na mnie oszczędziła głód i tyfus w bara-kach szedłem na te wieś jak do raju! Dziewczynę wyciągnąłem z nędzy przytu-liłem ja i jej dziecko jej bo dziecko było nie moje — i za co mnie męczą! Za co ten łeb maja ściąć! — począł się tłuc pięścia-mi po skołatanej głowie — Józefie! Uspokójcie się! — próbo-wał go uciszać Koch ' — Spokojny ja był długo długo Nie bałem- - się nic bom se myślał: Niemcy mądry naród! Panowie-sędziowi- e mądre ludzie Niewinnego' nie skaża! I panie ja i teraz sie nie boję nie! A niech mnie ze-tną ale im sie ta moja krew do oczu rzu-ci' — Kawałka strawy nie połkną żeby tej krwi nie widzieli w ustach jej nie czu-li! A niech -- zetną! Adwokat ogłuszony siedział na zydlu pod ściana i --myślał nad tym że Jó-z- el tak mówił po niemiecku wówczas na rozprawie 'tak jak dziś nie siedziałby w więzieniu A Józek odszedł pod okno wtu-lił głowę w kraty i patrzył w mleczną jję- - 67 ST WEST lub - - Specjalnie polecamy: i "DO w w zalecać twarzy Józefie Jezusie gdyby ści — Tak tylko chciałam odetchnąć świeżym powie-trzem po zadymionym lokalu — I dobrze zrobiłaś — udał że przyjmuje to wyjaś-nienie — A te dzisiejsze kel-nerki nawet liczyć nie umie-ją! Nakręca loczków umalu-ją sie a w głowie fiu bzdziu! Tylko patrzą kogo by poder-wać — Ciebie też? — usiłowa-ła zażartować Na wymówki jednak nie zanosiło się jak dotąd Odpowiedział więc niedbale: — Niech sobie próbują Wcale nie zwracam na to uwagi — Jednakże sa miedzy ni-mi nie tylko ładne ale i pra-cowite uczciwe dziewczęta — Możliwe! Zresztą cóz to może obchodzić kogoś kto ma taka żonę jak ja! — wyrecy-tował z takim przekonaniem że sam uwierzył w niewzru-szonoś- ć swej cnoty Konstan-cja z ukosa lecz badawczo popatrywała na męża mimo woli zwolniwszy kroku Aż oboje przystanęli pod jakimś zamkniętym sklepem Bo za-padł zmierzch i latarnie roz-siewały nikłe światło na nie-licznych przechodniów — Przyjemnie mi to sły-szeć — szepnęła — Po dwu-dziestu sześciu latach — A kiedy chciałem cie lam w kawiarni pocałować żachnęłaś się tak przykro — przypomniał Wtedy poryw-czy- m ruchem zarzuciła mu na szyję obie ręce: — Za to możesz zrobić to teraz! — Tutaj? Na ulicy?! — parsknaj niezadowolony — Zwariowałaś słowo daje! I odsunął sie od niej u-walni- ajac z impetycznego uści-sku Po chwili oboje poszli dalej nie trzymając sie już pod ręce i tylko z rzadka od-zywając do siebie Tadeusz Łopalewski sta mgłę Gdy się odwrócił adwokata już nie było Od tego dnia Józek zamilkł zupełnie Całymi dniami chodził po celi i nawet na pytania Adlera nie odpowiadał aż zdener-wowany ciszą parobek poprosił by go przeniesiono do innej celi Skazaniec zo-stał sam W milczeniu chodził na robotę czy na przechadzki w milczeniu przyjmo-wał jedzenie i w milczeniu oddawał do-zorcy blaszane talerze Raz tylko zapytał ryżego "wechtra": — Panie kiedy będzie Nowy Rok? — Pojutrze — Dziękuję W dwa dni później gdy Józek stał przy oknie zapatrzony w gęsto padaiacy śnieg wszedł adwokat Koch Józek odwrócił się ku niemu i czekał w milczeniu — Jest odpowiedź z ministerstwa dziel-nicy Prośba o uła-skawienie odrzucona Józek skinął głową — Tak myślałem — Nie drgnął mu w twarzy żaden muskuł Adwokat stał przy drzwiach jakby za-wstydzony — Wierzcie mi Józefie że ja robiłem wszystko co było w ludzkiej mocy — Dziękuję wam panie Wy tu nic nie winni Obrońca postąpił krok od progu — I do ostatniej chwili nie spocznę po-ruszę ministerstwo sprawiedliwości w Ber-linie sejm meklemburski będę jeszcze mówił z sędziami — plątał się biedny wstydząc się za swe rodzime prawo adwo-kat — Dziękuję wam panie — powtórzył Józek — ale nie róbcie tego Mnie jeden więzień powiedział że muszę być ścięty na postrach Za taką zbrodnię ktoś musi być pokarany a Niemcom szkoda swego człowieka Mnie obcego nie żałują Idź-cie już panie bo mi was żal Dobry z was człowiek Prawnik opuścił głowę i wyszedł cicho z celi Józek odwrócił sie wolno ku oknu Śnieg padał coraz gęstszy XV Nie wiadomo dlaczego Józka ciągano na roboty Wprawdzie mógł się sprzeciwić oDrzeć po prostu powiedzieć że nie pój-dzie bo wolał ze swego okna patrzeć na nieustannie padający śnieg ale jakoś nie przyszło mu to na myśl Gdy otwierano ciężkie drzwi celi i wołano "raus" chłop sięgał po swoja czapeczkę i wychodził No-sił deski rżnął je piłą lub rąbał drwa sie kierą Przylgnęła do niego nazwa "der je Schweigende" — milczący — wolał to niz dawniejsze "Russ" Pewnego dnia zajechały przed więzienie wozy pełne desek Więźniom kazano je znosić na podwórzec Nosił i Jakubowski Zdarzyło się tak że Józek znalazł się z tdwoma aresztantami za brama przy wo-zach w chwili gdy obydwaj dozorcy wró- - ciii na --podwórzec — Lauf weg! Uciekaj! --— usłyszał nag-le Józek za sobą wyśle do Polski każde zlecenie FACHOWO SZYBKO TANIO "SZKOLNE" PACZKI UPOMINKOWE ZLECENIA WYBORU" Ujrzał Meklemburg-Strelit- z Dentyści Dr W SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA Przyjmuje za uprzednim telefonicznym porozumieniem 129 Grndler Rd Tal 531-425- 0 (drugi dom od Tłoneeirallea) - 5-- r Dr DANUTA LUBICZ LEPARSKA LEKARZ DFNTYSTA Przyjmuje z uprzednim telefonicznym pornrumlenlem Tal 535-991- 7 ' 282 Roncasvlls Av (rć Geoffrey Stt lS-- r Dr V J Mellu LEKARZ DENTYSTA "rzyjmuje takie wieczorami 1 nbotv za uprednlro inrnzuml nlom telefonicznym 184 Ellls Ava — Toronto 3 Tal 762-100- 9 ł7-- r ANNĘ PHOTO STUDIO Wykonujemy zdjęcia ślubne grunowe i paszportowe 865 Qoeen St W Toronto 3 Onł Tel 368-314- 7 Właśc W TRACZ B7-- P ZAPISZ SIC NA CZŁONKA KOŁA PRZYJACIÓŁ FUNDACJI IM WŁ REYMONTA VVV' OPTOMETRYŚCI L LUNSKI RO M LUNSKI OD MSe 470 College Sr (blisko Bathurst SU Wlzty po telefonicznym porozumieniu 921-392- 4 B BUKOWSKA BEJNAR OD 274 Roneesvalles Avt (przv Geoffrey) Wlzty po telefonicznym porozumieniu 532-549- 3 J SZYDŁOWSKA OD 637 St Clair Ava W (blisko Bathurst St) Wlzty po telefonicznym porozumieniu 653-378- 4 S BROGOWSKI OD 412 Roncesvalles Ava (blisko Howard Park) Wlzjty po telefonicznym porozumieniu 531-425- 1 GORDON S MERRITT OPTOMETRYSTA 1175 Dundat St Waat (at Ossington Ave) Toronto Ont Tatafon: 535-64- 0 li-- P UPOWAŻNIONY DEALER PeKaO § & R R BATTAGLIA 8 CANIACA CO LTD 811 QUEEN LT W TORONTO 3 ONT KIAIICDC7A OnkAnr DlCkJIC+kl A DDTCT "- - #-- j-i witiww ibiiiinn - nb a PEKAO t Bony po 85 złotych — Samochody żywność -- leki C owoce mieszkania cegła blacha pustaki itp $ Obsługa szybka sprawna dokładna $ TELEFON 364-557- 4 $ 41 KWft-ttttttttSttWttWt- t' TORONTO INSURANCE SERYICE Najstarsza polska Agencja wszelkich ubezpieczeń PHILIP BOMBIER 1674 Eglinton Ave West — Toronto 10 Onł Teł 783-615- 4 5 UWAGA! y UWAGA! MEBLE PROSTO Z FABRYKI Oszczędzicie w ten sposób ma pośrednictwie PEŁNE KOMPLETY 3-P0K0J- 0WE W RATACH OD $150 TYGODNIOWO 3 częściowa sypialnia $6900 49 sztuk 3 częściowy salon $6900 $ Umeblowanie kuchni $2800 11900 DOSTAWA WPROST Z FABRYKI RÓWNIEŻ MEBLE TEAK Nowoczesne modele importowane z Danii WIELKI WYBÓR MEBLI DO: SYPIALNI JADALŃ - SALONÓW BIUREK LAMP POJEDYNCZYCH MEBLI SZAFEK STEREO SZAFEK UNITED FURNITURE FACTORIES 66 Spadina Ave (róg King St W) — Toronro 2 B Tel 366-395- 1 JAN ALEXANDROWICZ LLM NOTARIUSZ DLA PROWINCJI ONTARIO Kontrakty Pełnomocnictw Testamenty ori Akty Ciynnotcl Pnwn określone w "Ontario Notarfes Act" Pomoc prawna we usze] kich sprawach Rodzinnych Spadkowych i Majątkowych w Polsce t Zagranicą Wlerzytelne Tłumaczenia Dokumentów — Pomoc w Imigracji do USA ] odszkodowaniach hitlerowskich — Jncome JTax Biuro: 618 Queen St W Toronto Ont Conada Tel 368-54- 4] — Wieczorem: Scarborough atl-M- B G9P vm m-mm-m-mmr- Mi rmam KONOPKA FUELS LIMITED OSśwa opałowa 24-godzin- na I bezpłatna obsługa Techniczna porada I fachowo utrzymania pioc6w w dobrym ttanla 1 422 Gilbert Ave Toronta IG Tel 783-220- 0 2 [Nie znajdziecie lepszej obshigi)niż daje Konopka $ M H i 'i |
Tags
Comments
Post a Comment for 000518
