000016b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
mBgmjBMfflB&PB&PmCfflaii ITSatiaK - ~jrs "' "CSS-- - -
EKZ&BaEł itji~ł&fi t $ V
fą$£fy
Wili
Łf?
01
(Opowiadanie)
IRieWłCZ ujjutwauai juuiiiii
Imgaylekroć utknął na mo-)rMi)- ło
to nie z braku
frŁCzyobluźnienia wątku ale
feelwnie — wzruszenie spie-KCjm- u
słowa w jakii guz
rypusiłouał przełknąć czy
lo Jplucfiąwtedy grdjka chodzi--
jak"fHasta iany motor Ręce
iałyljakoś zastąpić ł uzupeł- -
[Xprzera-- y "w zdaniach robił
dyjkrótki ruch wprzód obii- -
'ófdłonmi albo zapalał papie- -
apiferwową niecierpliwo
pMalpnicza znaliśmy od da- -
y fjegośposobu doskakiwania
rjtematu a nawet "obszczeki- -
MałS0 zupełnie jak wiejski
s Bjardziej niż kiedykolwiek "o-bsuwał'
teraz swój temat
(LpwjT5iwkrzyknikami polski-TlialrJfranciiski- rri
T:udno by- -
się bo cała
UjunaAurlintnt ol CIO Irt IftHllOOl --"V j-v_- tov
Barczystego przekleństwa
pwsss
HfNip
dziwić
_„ r—io mnie n—ie D—rz„vs—zli
' [mówił szybko z przejęciem
sjP-Sa-f
raczej owszem zajechali
!ed!mój garaż zapjtać czy nie
jimfgdzie mieszkają Peyrou
wiedziałem pokazałem drogę
szliMogło mi coś podobnego
ojyjśćdo głowy? Dopiero na
igiluzien pani Pejrou mnie
i iwiSże policja bjła u nich
nrć ŁCji-LiCUWUl- U U34UU1
c-- rri
MOi"B' --i-eyrou trrancuz i:_v- -j"S ąttimiprawern? Jeśli nawet żo- -
tyzPolką to nie mają prawa
S2nićl$wyptywać" Ale jak
nStwofwiecie z nimi mieszka
pmatka pani Peyrou któ-fprzwecha- ła
z Polski parę lat
0 Jiupostała prawo pobytu na
iłejtjafe niemniej należy do
udzozfemców" To o tę starą
biefcposzli pytać Wstyd po-bnotby- io
im strasznie jak ?o-czyjijf- że
to nie tylko stnrusz-Faler- fi
osoba sparaliżowana
modzie sama nie To też CCtTf5:nio n„jnun _
°i
WU14J1
może
j pu)Viwu£iaia puuuunu tu- -
esnanowie ale gdybym na- -
itfcticiała bombę na Chrusz--
iwarzucic to bvm teco nie
kbllWłalibo— co injnego ucrhodźcyCOjjgnefco moruercy rcszii-i-i
W&
wieiWsyscy jak by się umo- - aicra[awali Doliciantom te wła- -
podpowiedz
ŁiiAi „„„„ „:„ „„i:
izawtćEtUrę? i"
Mrt%
tabfcJ&ie nie I bardzo
r0'łujebo miałbym okazję po
)0giedaec im slow A coz
nnilsjnogli zrobić? Tu w Pi-rvsa- m
II" "I1 II —i—!——I
0lA7imipr7 Rłahii
M39lf¥
tego
parę
!!—
"v v-e-- Ł aa
Kff V W
Tl
§ wł
renejach nie aresztowali niko-go
robili tylko wywiad: -- z cze-go
kto żyje co robi gdzie pra-cuje
od kiedy? Jednym słowem
to wszystko o czym sami dosko-nale
wiedzą Mnie nie wzywali
bo może przypuszczali że nie
byłbym zbyt grzeczny ale wy-rządzili
mi przez to niedźwiedzią
przysługę bo niby jak ja teraz
wobec rodaków wyglądam? Tak
sobie to tłumaczę że mnie zbyt
dobrze na prefekturze znają bo
kogo jak kogo ale garażystę zna
każdy a niejeden urzędnik pre-fektury
u mnie każe sobie re-perować
wóz "Garażysta — pu-bliczna
osoba" jakby powiedział
Wiech Ale sęk w tym że mnie
od wszystkiego odeszła raptem
ochota Jak nożem uciął Do
życia do picia straciłem zupeł-nie
smak Państwo wiecie jak
to u mnie zvkle jest — po
dziewiątej wieczór w "arriere-boutiąu- e"
nieraz wesoło że ha!
Płyty mam polskie różni nasi
ludzie ściągają do mnie wieczór
nie tylko w święta ale tak z
byle dziwu kiedy bądź Sąsia-dów
nie mam żadnych czy u
mnie śmiać się czy śpiewać —
nikt nic nie może mieć1 do ga- -
dania '
Bjła to prawda i Malewicz
powiedział to z pewną prze
chwałką w głosie Wiedział że
mu powszechnie zazdroszczono
Trzeba było rzeczywiście byc
szczęściarzem zęby mieszkać
lak jak on Garaż stał przy naj-ważniejszej
arterii departamen-tu
u wylotu miasta Wylot le-dwie
opuściwSr miejskie bu-dynki
i rozgardiasz terenów
pod budowę tryskał od razu
zielenią i przestrzenią Był to
jeden z tych widoków i?kby
odciętych nożem i tutaj właWe
ziemia rozpadała się na miasto
i "resztę świata" Wspaniały
widok na góry zaskakiwał i nim
jeszcze oko objęło spadającąw
dół perspektywę już oddech
zatrzymyw ał się w piersiach
Droga przechodziła tutaj w sze-rokie
bardzo regularne półkole
ocembrowane białym kamieniem
na grzbiecie wzgórza i zdawało
się że ten łagodny wiraż jest
olbrzymią lożą dla podziwiania
piękności krajobrazu Zachodzi-ła
przytem rzecz dość rzadka —
rozpiętość doliny była zbyt
wielka aby traktować ją jako
"dolinę" fragnient1górskiiJsze-rókol- ć
zaś i bezkresńość wyżu
odbierała mu charakter "wzgó-rza"
— były to więc dwa pię-tra
świata Łączyła je serpen-tyna
jak skok śruby A u po- -
-- y
i
J&ZjJi ruszej pani magistrowe j ! Mówią
' "
mi lagiaKiego w mieście raznamu cięgiem
WolaJego pisze Czasami dwa razy w
zieńlatam pocztę — mówiła przyglą-ajaćj- ni
się bezustannie Zachichotała —
Milepari operny! Niech pan już wejdzie
akjprzyjdą będą — dodała otwierając
Irzwifclo małego pokoju który sprawiał
frażenie świetlicy poczekalni
[afęśtolików krzesła na ścianach
tzkłem fotografie z wykopalisk rogu
Jęklataraku z Zielonych świątek Przez
spływało słońce i rozlewało j4ęiwie żółte plamy na czerwonym ko-- '
traÓwym dywanie Zwaliłem swój bagaż w
Otyjjkiągriąłcm przemoczony skafander
'&teni buty i zacząłem ściągać skarpety
ij)żie%czyna przyglądała mi się z progu
ónryślałem sobie ostatecznie Derkacz
)owmien przygotować mi jakiś pokój wie-łzącj- że
przyjadę ale nie potrafiłem się na
iiegolgniewać
Herbaty może dać? — zapytało dziew- -
BoDać I dużo dać — odparłem nacią--iającsuch- e'
skarpety potem suchą koszulę
Dziewczyna furknęła fartuchem i zniknęła
tydómu panowała cisza najwidoczniej
pszyśćy udali się stanowisko archeolo-lcHe- f
Wprawdzie dziś była niedziela ale
Kitejrprofesji która mierzyła się tysiącami
(atyęden dzień choćby świąteczny nie
ąualW6solutnie znaczenia Bezmyślnie oglą-Jałemlfotogra- fie
na ścianach: czatna stu-łnialwyko- pu
na dnie parę skurczonych fi-guiekiarcheol- ogów
wieża pomiarowa z
ciachgfigurowały grupy archeologów w
śmiesznych pozach z familijnych portretów
Naiednym z nich rozpoznałem mojego An- -
(IraejaJ obok niego stała sama dziew- -
czynaz wieży obserwacyjnej Głowę skło--i
hiłalwj stronę Derkacza ale on patrzył w
iDkpVlcamery sztywno i wyłupiasto niby
wożeiiiec u małomiasteczkowego fotografa
J-Je-st
herbata Cukru dać? — zapytało
'dziewczę
t HsS30-- l duźo — powiedziałem Dziew-aynarozsiad- ła
się naprzeciwko i patrzyła feuręce kiedy krajałem chleb
fT~fAle pan operny Zupełnie jak nasz
profesor
f ' Podniosłem w zdziwieniu oczy
'Vr ' Jfc --im
JIk jL U
afswfliu'L"A"atjił"MŁi' i"r"""Mr?T'r5i'ts!WfcAA wt-?- " Hyafflj"??-"- !
--wwrw--
Ty?'''1 h riŁjfeYc:!!K?rirA-vj- ą Vjw 'łtawBfcrTifejłasW! nitt-MBgNuJU- ' VMIMr V4wt & t" imlijljniiy f —— t WWjUfasaUygi ftfcfrPir5irawiSi'lBOTgJhit'VragM "'ry:rŁj
czątku jej właśnie stał garaż
dnia jaśniał bielą ścian w
nocy neonowym konturem
którzy posiadali go przed
Malewiczem nie robili zbjt do-brych
interesów Turyści zwal-niali
wprawdzie patrząc na wi-dok
ale zaopatrywali się w ben-zynę
przeważnie w dwóch in-nych
konkurencyjnych stacjach
stojąrych w odległości trzech
kilometrów od zakrętu i przy
odcinku szosy równej jak stół
Kiedy więc garaż na zakręcie
sprzedawano cena jego nie by-ła
zbyt wysoka i Malewicz
nabjł A kiedy latach nada-rzyła
się okazja kupna in-nego
garażu znacznie większe-go
w samym centrum miasta
nie zawahał się ani na chwilę
ofertę odrzucić Z widokiem
na góry — z tym widokiem roz-stać
się nie chciał Ceniliśmy
go za to szczerze i przyjemność
sprawiało widzieć go jak się
swoim "obejściu" jak mówił
krząta i porusza krokiem czło
wieka który tam jest gdzie
się być podoba
Niespodziewanie ta bezintere-sowna
iście polska miłość przy-rody
opłaciła się Malewiczowi
sowicie Najbliższą stację ben- -
zywoną zlikwidowano zupełnie
a drugą przeniesiono na inną
"route nationale" Stało się to
przed czterema laty i tej po-ry
Malewicz został panem drogi
Pracował dużo dobrze i zbijał
pieniądze Obok garażu wybu-dował
dom niski rozłożysty
ładny obsadził go wkoło szał-wią
tak że z daleka jego sta-cja
zdawała się płonąć czer-wieni
za domep zaś zasadził
krzak serdeczny Wzruszająco
swojski i wiejski krzak wygi-nał
w półobręcze swe łodygi
obwieszone serduszkami które
ku ich końcowi stopniowo ma
lały a u ich spodu widniał ma-li
biały płatek Jako dziecko
zadręczałem "nianie" pytaniem
czy jtit to płaczące serduszko
czy tez przeciwnie — właśnie
pęka z raOości i nigdy nie by-łem
pewny jakim uczuciem na-leży
się powodować w tym wy
padku — żalu czy radości Spot-kanie
z rośliną zwaną we
Francji "coeur Marie" spra-wiło
mi przyjemność
— Z początku jik się o tym
wszystkim dowiedzhłem taka
mnie chwyciła złość że posta-nowiłem-
ostentacyjnił iamknąć
garaż Na całe dwa dni pobytu
Chruszczowa w Pirenejach Niech
stracę — wolno mi Nic zban-krutuję
jeśli przez dwa dni nie
będę pracował Urzędnicy pre--
lirt!l" mo A n isak ua % B 0 n fl a Ił B S
md
że
na
se
to
ni to ni to
za
W
że
to
na
ła--
ta
no--
to
AT
Za
Ci
go
po
mu
tę
po
mu
od
od
tą
de
jcbk vm
==
to
— Nasz profesor tyż lubi dużo cukru
— Aha
— Ale soli to nie lubi Powiada że od
soli to się krócej żyje
— Aha
— Prawda to?
— Prawda
— Pan też może uczony?
— Nie
— A co?
— Nic
— Nic? Hi hi ale pan operny!
— Dlaczego tak panienka myśli?
— Syfonia na mnie wołają — poinfor-mowała
— Tak sobie myślę bo pan się
śmieje a te archełologi to nic tylko takie
poważne jak w kościele Nawet 6ię żaden
nie rozeimieje tylko: "Niech Syfonia to
a Syfonia tamto" Strasznie poważne
— Ładne imię ale w kalendarzu chyba
takiego nie ma — powiedziałem dopijając
herbatę Dziewczyna siedziała z łokciami
pod brodą i patrzyła niebieskimi koralika-mi
oczu prosto w moją twarz Mały kosmyk
spadł jej na czoło więc dmuchnęła go w
--górę wypuszczając dolną wargę koloru
dojrzewającej czereśni
— Pewnie że nie mai Hrabiowskie Wie
pan w Trzebiatowie to żyła taka hrabina
a nazywali ją Syfonia A jeden hrabia co
ona nie chciała z nim spać powiedział że
ona jest wróżbitka i czarownica i kazał ją
spalić na rynku przed samą Radą Naro-dową
A naprawdę to ja mam ze chrztu
Marcelina
— Też ładnie — powiedziałem rozbawio-ny
opowiastką Legenda' pomorska o hra-binceSydo- nii
Bork spalonej za czary przez
inkwizytorów znalazła szczególnego inter-pretatora
Spakowałem swoje turystyczne utensylia
i podzickowawsły za herbatę zapytałem:
— Daleko na wykop?
— Za pół godziny dojdzie Podln kate-dry
a potem po rzece samym brzegiem
Jak się zobaczy wieże to już! — odparła
dziewezj-n- a sprzątając okruchy Wyglądała
na trochę obrażoną że nie podtrzyirvwa-łe- m
rozmowy najwidoczniej w środowisku
zatopionyh w przeszłości ludzi czuła się źle
i samotnie Postała z tacą w progu spoglą-dając
na mnie wyczekująco Ale i ja chcia-łem
być sam Dwudniowy rejs zmęczył
mnie fizycznie a odpoczywać umiałem tyl-ko
w pojedynkę
fektury zauważyliby zarazT ten Machnąłem wiec na zadzie wo-jJa- k
mój protestrchoć właśnie mnie
nie brali na spytki Powiedzia-łem
Jeanowi że zamykam budę
na dwa może trzy %dni Jean —
to chłopak na praktyce — jest
u mnie od jakiegoś roku mo-żeśc- ie
go państwo u mnie zau-ważyli
ostatnim razem? Taki
nieduży czarny Chłopak oczy-wiście
w wielki lament że wła-śnie
teraz będzie wielki ruch
że mu "pourboiry" przepadną
że on właśnie najwięcej liczył
na ten tydzień kiedy Chrusz-czo- w
będzie w Pau i tak dalej
Ze swego punktu widzenia tro-chę
racji miał Ale daję pań-stwu
słowo honoru że dlategom
tego nie zrobił żebym mu
ustąpił Byłbym postawił na
swoim a chłopakowi dałbym
coś w rodzaju gratyfikacji
niechby nawet i 50 nowych fran-ków
i nic by nie miał do ga-dania
Ale jak raz przypadek
chciał tego wieczora zajeżdża
przed mój garaż Abadie Nie
byle jaki Abadie ale ten ko-munista
właściciel restauracji
w Lourdes Jego to ja szczerze
nie lubię Zresztą kto go lubi?
Pomyślcie państwo sami: oprócz
tej restauracji w Lourdes (in-teres
jak złoto) ma udziały W
terenach naftowych wielkie win-nice
w Perpignan dwa domy w
Tarbes ale komunista całą gę
bą i na wszystkich ich zebra-niach
on zawsze głos zabiera
wyklina burżuazję i aż się ślini
z zachwytu nad Rosją Sowiecką
której na oczy nie widział Tfu
do licha! Sami komuniści tutej-si
uważają go za dziwoląga w
łonie partii i jak im wymienić
nazwisko Abadie to sami nie
wiedzą na której nodze tańczyć
Mniejsza z tym Dość że mi
ten drab — wielki tęgi z taką
złotą bransoletą przy zegarku
— zajeżdża swoim Jaguarem
Bak ma pusty Chłopak zabrał
się do roboty a ja jakoś stałem
obok i ten Abadie do mnie:
"Bon soir monsieur Malewitch
co za niespodzianka -- to pan nie
na Korsyce? Pewnie pewnie tu
klimat jest też bardzo przyjem-ny
a wino lepsze" "A rzeczy
wiście — odpowiadam na to —
ale panu najlepiej by pewnie
smakowało krymskie" Tylko się
roześmiał i dał mi banknot do
zmiany bo nie miał drobnych
tylko same dzicsięciotysiączki
— idę więc do garażu do me-go
biura żeby wydać resztę
A w biurze akurat zostawili mi
puszkę z farbą i pędzle bo la-kiernicy
odnawiali mi w tym
czasie szyj d nad w jazdom firń
się''nieinamyślał sekundy! Pu-szkę
i pędzel wziąłem ze sobą
zaszedłem wóz od tyłu Wieczór
był na szosie nikogo Abadie
z wozu ani nosa nie wyściubił
zu: "A bas Krouchtchey" wiel
kimi literami Wydałem resztę
Abadiemu — bonne nuit —
bonne nuit — pojechał z takim
napisem na własnym aucie Ja
wtedy czym prędzej do garażu
i — do roboty! Pociąłem pierw
szy z brzegu papier który mi
wpadł w ręce na dość szerokie
pasy i wymalowałem na każdym
ten slogan "A bas Khrouch-tchev- "
Co które auto nadjecha
ło — a akurat sporo zatrzymało
się tego wieczora — nalepia
łem ten napis z błyskawiczną
szybkością z tyłu wozu i tak
wyjeżdżali ode mnie klienci z
taką naklejką czytelną na sporą
odległość Nazajutrz rano —
to samo Możecie więc sobie
państwo wyobrazić jak ładnie
wyglądała szosa upstrzona tą
ruchomą reklamą Zwłaszcza
przy wjeździe do miasta
— A Jean?
Malewicz zmarszczył się na
raz spochmurniał
— Otóż to Jean! Jasne że
wiedziałem z góry czym to
wszystko pachnie Cały następ
ny dzień a to właśnie był dzień
pobytu Chruszczowa w Pau
oczekiwałem u siebie kogoś z
policji Co do Jeana to począt-kowo
bawiło go to wszystko
ogromnie uważał to naklejanie
napisów propagandowych za
dobry kawał Potem jednak
przyszło mu do głowy że to jest
mniej niewinna zabawa niżby
przypuszczał i patrzył na mnie
jak na człowieka pomylonego
Zapytał mnie nawet czy nie bo-ję
się tego robić Zrozumia-łem
więc że on już się bał No
a nazajutrz wieczór rzeczywi-ście
już miałem spodziewaną
wizytę Jak tylko usłyszałem
motocykl przed garażem wie-działem
od razu kto i po co
Zdziwiłem się tylko że przyje-chał
jeden a nie dwóch poli-cjantów
jak to jest w zwycza-ju
Ten zaś mi od razu powiada
że jest przydzielony do "mojej
sprawy" i że pewnie wiem
dobrze o co chodzi Oczywiście
potaknąłem a ten mi nieznacz-nie
wskazał ruchem głowy abym
posłała Jeana do jakiejś roboty
żeby ze mną porozmawiać bez
£wiadków Posłałem go ów zaś
"munaurowy zupemic utz icuu-neg- o
wstępu pyta mnie ni z
'tego ni z owego czy ja znam
Rawę Ruską Możecie sobie wy-obrazić
moje zdziwienie Rawę
Ruską? A tak znam — powia-dam
Niezbyt dobrze ale znam
Na to tamten się uśmiechnął
i "mówi że on ją zna bardzo do- -
ranę No i zaczyna w najlepsze
opowiadanie Okazało się jak
zresztą od razn odgadłem że
był kiedyś jeńcem w obozie w
Rawie Ruskiej Uciekł z obozu
— Gdzie to można zostawić? — pokaza-łem
na swój plecak
— Niech pan da to zaniosę do pana
magistra Pan do niego tak? — odstawia
tacę i z kieszeni fartucha wyjęła pęk klu-czy"
Kiedy zniknęła jeszcze raz obejrzałem
fotografie na ścianach i zdecydowałem że
pójdę pieszo na wykop Być może spotkam
Derkacza po drodze Czekałem aż dziew-czyna
wróci aby jej o swoim postanowie-niu
powiedzieć ale coś długo marudziła
Stałem przy oknie paląc papierosa Ulica
jak spostrzegłem boczna od niewielkiego
ryneczku zrujnowanego wojną miała' za-ledwie
kilka jednopiętrowych domów na
przeciwko zieleniały żaluzje zamkniętego
sklepu Spółdzielni Spożywców Kocie łby
na jezdni tu i tam walało się trochę słomy
rozwleczonej przez watr po piątkowym
targu Chodniki wąskie były czyste Prze-biegło
paTe dzieciaków przeszły dwie za-gadane
kobieciny z książeczkami do nabo-żeństwa
w rękach Parokonka z 'samotnym
woźnicą zaturkotała i zniknęła za zakrę-tem
Na chodniku tłukły się wróble Nie-dzielna
cisza dopiero po obiadowej drzem-ce
ryknie głośnik na rynku a w gospodzie
zjawią sie rybacy w granatowych garnitu-rach
Będą pili wódkę i śpiewali między
ćwiartkami W głębi od ryneczku warknę-ło
i strzeliło spalinarni Na pełnym biegu
wyjechał czerwony motocykl prowadzony
przez milicjanta Siedział sztywno z pa-skiem
pod brodą Zatoczył ścięte koło nie-mal
dofbijając tylną oponą o kamienny
brzeg jezdni i zamknął silnik Zeskoczył
z siodełka i stanął przed budynkiem stacji
Czytał tablicę uważnie jak by ją oglądał
pierwszy raz w życiu Po chwili usłyszałem
trzaśniecie klamki w drzwiach wejściowych
Wyszedłem mu naprzeciw Starszy sierżant
o twarzy proboszcza z głębokiej prowincji
Poprawił kaburę z pistoletem koalicyjkę
pas główny potem pasek pod brodą i
zmierzywszy mnie z góry na dół ponuro
zapytał:
— Gdzie są te zwłoki? '
Tuż za mną rozległ się tupot stóp zbie-gających
po drewnianych schodach i głos
dziewczyny Jasny wesoły dźwięczny:
— Dzień dobry panie Futerko!
Sierżant odsunął mnie silnym ruchem i
wszedł do świetlicy krokiem ministra ma-jącego
przeciąć wstęgę przy otwarciu nowo
zbudowanego mostu Na jego twarzy za-stygło
zdumienie potem pojawił się gry-mas
złości Zwrócił się do dziewczyny przy- -
glądającej się mu z lekką kpinką w nie-bieskich
koralikach Dmuchała w kosmyk
nad czołem r
— Gdzie są te zwłoki?! — krzyknął
Dziewczyna też krzyknęła ale w okrzyku
brzmiał śmiech Sierżant obrócił się do
mnie celował wskazującym palcem prosto
w moją pierś
— Pracujecie tu?
— Nie — odparłem i chciałem zapytać
o comuchodzi_aleon nie zmieniając tonu
~&r$Ęn t $t ' jw8 grtsgyiftjtf ' ~etf&i'%%vS!£t£%£tZttiis-- # ASifefóWfl'Mg
każda taka' historia udanej
ucieczki jest toriecz długa i
pełna perypetii Polacy" go prze-chowali
przekarmili pdziali
pouczyli jednym słowem —
pomogli Krucho z nim było i
parę momentów miał takich że
to już tuż-tu- ż I za każdym ra-zem
ktoś go uratował Dość że
gdy znalazł się wreszcie we
Francji cały i zdrowy postano-wił
się zrewanżować JaTc ma
jakąś flkazję przysłużyć się ko-muś
z nas to tej okazji nie
marnuje Tym razem więc do-wiedziawszy
się o moim — po-wiedzmy
— wybryku oznajmił
na komisariacie że on się tą
sprawą zajmie Inaczej mówiąc
skręcił łeb wszelkim dochodze-niom
i ewentualnym konsekwen-cjom
Oczywiście byłem mu i
jestem bardzo wdzięczny Chcia-łem
tylko dowiedzieć się kiedy
i skąd dano znać na policję
— Bardzo prosta droga Za-telefonowano
na policję
— Kto?
— Tego nie wiem Oznajmio-no
że mówi pracownik garażu
takiego a takiego ale nazwiska
swego ten pracownik nic wy-mienił
No cóż nie bodę ukrywał
zrobiło mi się baidzo ciężko na
duszy Nikogo nic było w ga-rażu
poza mną i Jeanem Mieć
u siebie pracownika który jest
donosicielem i w dodatku ma
lat szesnaście
Machinalnie zapytałem o go-dzinę
tego telefonu Policjant
podał mi ją bardzo dokładnie
— ósma dwanaście O tej porze
Jean był razem ze mną kontro-lowaliśmy
skrzynkę biegów co
zabrało nam około kwadransa
Było rzeczą zupełnie niemożli-wą
aby w tym czasie mógł był
skądkolwiek telefonować Nato-miast
o tej właśnie porze Abai
die mógł już być w mieście i
mógł był spostrzec ten niepro-szony
napis na swoim Jagua-rze
I co za chytra bestia Te-lefonował
na policję jako ktoś
z moich ludzi żeby poderwać
moje zaufanie do własnych
pracowników i stworzyć atmo-sferę
że komuniści są wszędzie
"czujni zwarci gotowi" A to
do Jeana to naprawdę wzruszył
mnie chłopak Wyobraźcie so
bie w parę dni potem jak ga
zety pisały o Korsyce powie-dział
mi raptem że jeden dzień
chce przepracować bezpłatnie
Za Korsykę rozumiecie pań-stwo?
Taki szkut Oczywiście że
się nie zgodziłem ale zrobiło
mi się jakoś raźniej na duszy
To wszystko mała rzecz a temu
chłopakowi ja jesteś lak
wdzięczny tak wdzięczny jakby
mi kupił tny nowe garaże
J M WADWICZ
zarzucił wymysłami dziewczynę Kolejno
posądził ją o kpiny z milicji żarty które
będą ukaTane z któregoś tam paragrafu
kodeksu karnego wreszcie już o oktawę
niżej zapytał kto ze stacji wzywał poste-runek
gminy do wypadku Dziewczyna zbla-dła
--wyjąkała' że nikogo w domu nie ma
— Jezu pan profesor! — i rzuciła się
do drzwi ale dalej nie pobiegła Stanęła
i tylko gniotła kolorowy fartuch
— Jaki wypadek sierżancie? — zapyta-łem
Obejrzał mnie i surowo odrzekł:
— Nie wasza sprawa
Po czym odwrócił się niby na musztrze
i po chwili usłyszałem ryk wyjeżdżającego
z ulicy motocykla Dziewczyna stała wciąż
w drzwiach wpatrzona w ścianę przeciw-ległego
domu Nie odpowiedziała na moje
pytania tylko dwukrotnie chlipnęła: "Pan
profesor pan profesor" Odsunąłem ją
i ruszyłem w stronę rzeki pełen niepokoju
Myślałem o wypadku o możliwym obsunię-ciu
się ziemi w wykopie archeologicznym
0 Andrzeju Derkaczu o tym że jest nie-dziela
że miasteczko jest puste i nagle
uprzytomniłem sobie że do wypadku wzy-wa
się najpierw pogotowie a nie milicję
1 pełen najgorszych przeczuć rzuciłem się
pędem w dół ulicy
Z góry ze szczytu gruzowiska rozbitych
nad rzeką domów zobaczyłem czarną i
przepastną sztolnię archeologicznego wy-kopu
potem drewniany budyneczek z wie- -
a wltam1nv
brzegiem — porośniętym zieloną murawą
grupę ludzi Od barwnej gromady odci-nał
się Wękitnoszary mundur milicjanta
Kiefdy zawołałem: "Andrzej!" młody ar-cheolog
wysunął się z grupy rozprawiającej
nad rzeką i podbiegł do mnie z wyciągnię-tymi
ramionami Twarz miał bladą ściąg-niętą
w okrutny grymas- - Świeciło słońce
więc mrużył oczy bez zrozumia-łem
że stało się coś Btrasznego
— Andrzej! Co się stało?
Pociągnął mnie do grupy ludzi Ciasnym
kołem otaczali coś czego nie mogłem zo-baczyć
Derkacz ściskał mi ramię aż do
bólu Mówił:
Dobrze że jesteś dobrze że jesteś
dobrze ze jesteś
Usłyszałem pytanie sierżanta:
— Kiedy?
Wysoki stojącyplecami do mnie chłopak
w czerwonej wełnianej czapeczce zająkał
się i powiedział: v
— Zaraz po śniadaniu Powiedział że
chce zejść Po niemiecku powiedział Zro-zumiałem
bo robiłem z Niemcami jak
ciągnęliśmy "Andresa" I to wszystko pa-nie
władzo
Sierżantt zapisał coś w kratkowanym
kajecie po tym rzekł głośno:
— Jesteście zatrzymani Gdzie jest kie-rownik?
Szczupły łysy mężczyzna o twarzy asce-ty
powiedział:
m "wrsvmc rtj&!v:?wfrMa&?sm'rmiynMnztuJ&tmvnrlM&&i
111 1 d Ii IU£ U " ii ł U ł uwf&fjs
zamawiając paczke Pekoo
dla bliskich w Polsce
MATERIAŁY BUDOWLANE zamówione teraz r
dojdą w Polsce na wiosnę
OWOCE POŁUDNIOWE bogate w witaminy
uchronią od przeziębień
Wielki wybór wolnych od cła darów
392 BAY ST
lub "dealer"
NVMreKWrTKr
Im
uprawniony
rrŁigrTtA5iłlWiaTa&Jn-gWrVf- t
INTER-CA- N
1462 Dundas Sr W Toronto
Tanio 1 Ktbko reperujemy wsicl-Kl- e
domowe urządzenia clektrjcz-n- e
radio 1 TV aparaty - Wszyst-kie
roboty gwarantowane - Wy-najmujemy
masznv do czys2e-nl- a
podłóg 1 djManów
Zabieramy 1 dostawiamy
do domu
Dzwońcie 537-494- 7
75-- P
Adwokaci i Notariusze
A LIUDZIUS BL
NOTARIUSZ
Adwokat z Wilna
408 Roncesvalles Av Toronto
(róg Howard Park Ave)
Tel Biuro: 537-170- 8 Mieszk: 279-616- 6 3P
Okuliści
OKULISTA
S BROGOWSKI OD
Roncesvalles Avo
(blisko Howard Park)
Godziny przyjęć od 10—630 orat
za telefonicznym porozumieniem
Tel 531-42- 51 P
OKULISTKA
J T SZYDŁOWSKA
OD FBOA
Badani oczu dobieranie szkieł
1 dopasowywanie "contact lenses"
— codziennie od 10—7 soboty
nlącznlc w Inn) eh godzinach za
uprzednim porozumieniem
637 St Clair Ave W
Tol S32-879- 3
81-- P
Lunski
01
JLT
ONT
JEDYNY POLSKI
SALON PIĘKNOŚCI
Beauiy Parlor
Specjalizacja w trwałej
ondulacji 'Termanent
Waves"
Bathurst — 368-443- 2 p
Dentyści
Dr JINDRA
Dr V JINDRA
DENTY4CI
przyjmują wieczorami w
soboty za uprzednim porozumie-niem
telefonicznym
18 Spadina — 922-084- 4
Bloor)
Dr T L Granowikl
DENTYSTA CHIRURG
Mówi polsku
Spadina Toronta
368-903- 8
1-- P
Dr V J Mellui
LEKARZ DEN1YSTA
przyjmujo wieczorami w
soboty za uprzednim porozumie-niem
telefonicznym
Roncowallos — 535-702- 5
37-- P
SADAUSKAS
DENTYSTA
Przyjmujo za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
531-425- 0
Grensdłer-R- A
(drugi RonevMUsj
eyOkuiista
WA1-3924- w LJf 470 College
Oczy badamy okulary dostosowujemy do wszystkich
'defektów wzroku na nerwowość na ból głowy
Mówimy po polsku w„
ARMY & NAW DEPARTMENT STORES
Vancouvr — — Regina — New Wtmlniter — Jaw
towary po uczciwej cenie Nikt nas nie prześcignie w
Jakości i taniości Płacąc gotówka płacicie najtaniej Obsłu-gujemy
rzetelnie choć nic udzielamy kredytu i nic mamy
dostawy bo to nieraz kosztuje więcej niż towar
Zapewniamy zadowolenie ze wszystkiego co kupi u nu
Po co płacie więcej gdzie indziej
ARMY & NAWY wszystko najtaniej
368-212- 9
harya's
APTEKA LAMBISA
462 QUEEN ONT
Obsługująca Poloni Kanadyjski) od lat
Wysyłamy wolne od cła lekarstwa do Polski orazinnych kra-jów
Europy Wykonujemy recepty kanadyjskie i krajowe
Szjbka fachowa obsługa W okresie zimowym polecamy gorąco
doskonale witaminy dla dorosłych nic tylko zdrowotne
poprawlajnee oróIiio namopoczuclc Wspaniale wyroUy lrumoclai
tyczne Jak pończochy elastyczne pasy chirurgiczne sportowe ltp
Przed wyjazdem radzimy zaopatrzyć sic na drogę w apteczki plcnv
srej pomocy Wszelkie zamówienia przyjmujemy listownie telefo
nicznie lub osobiście
fjgM
raMffl
St
Rd
49--P
po
Dr
Miła polska obsługa
1
Naturalne leki n zbawienne PIJcU inn od ZIOŁA
ZAKONNIKA Z całego nam dziękują mle-izan- kl specjalnych Iwlfiych ziół których po- twierdziły naukowe badania farmakologiczne pomagajal
na artretyzm xłą wątrobę łółć serca
niestrawność gazy 1
przeczyszczające nerwowość bezsenność wy- czerpanie S—na pęcherz płuca przezię-bienie
kaszel flegma 10— specjalne na reumatyzm
erce 11— ułatwiają schudnijcie bez głodowania
IZ— codzienna herbata zdrowia Jedna paczka
EAKONNIKA korztule (209 rlus na przesyłka
raczld są duża ważności przepisem po polsku angielska
Polecamr skuteczne 1 wreodn w utyciu znane TABLETKI ZIOLOTTB
&AKONNNIKA Ił— tabletek ułatwiających odchudzani ii (W
Mo 0 na artretyzm wątrobt złą W-0- 0 1—
JO tabletek łagodnie przeczyszczających n—60 Waleriana hannniA
tabi 1200 20—
_ --i 1 __ mtmm1rim
—
—
- - £ 2
1
-
j
1
1
1
i
1
wartoie
z 1
—
n
—
—
—
KTLP MturalnT ezrtel
Krople Ko MULTT-VI- T
IM tabletek ZS—OnOUATBIC"
zyCZKą pomiarową uwpierw iuu "W™ ZT£aai TSumSTm mToo O-kr- opl Dziurawe H- -
słowa
Dobre
47— kropla trwokortow ł00 — Uamy na skladzl
j) taznomenie i uoney uroer roasa rwoj owiionj _?
Mór mamy zaraz --wysłać COJ) al przurłamr Chrasa
breerurkf TJatTWAC ZlOLAr przyślij IM znaezeŁ Aoroujei! —
U:ck' Gerb Center 2903 Mllnauke Aro (bitego S0S18
ZAKŁAD POGRZEBOWY
BATES & DODDS
931 Qucen Street West - Telefon: 363-060- 1
Gdzie całkowite koszty pogrzebu tą niższe
JuMsOb
łago-dnie
tabietek
1 D— iMUifl
Hmenuiio su m mm oŁłi aura B1SV
ra-ii- si
CJumerCffirłer
TORONTO
216
LEKARZE
Ukto
(powyiisJ
292 Ave
Tel
takżo
262
LEKARZ
Tel
}Zrf
dotu
St
Edmonton Moot
się
W
W TORONTO
dzieci
świat Nasze
krew słaba
zgaga bóle kolka
nerki
ZI6Ł
tylko
datą
kraw
tablet
'RaIby" 18— krrw
waleriana 1100 18—
t3M ldeal--
tabU
ale
412
ST
łółć
rózn zioła
"JAK
lii
'mmmmu
naara st-n+- t
2 - lOKŁlłiAlUS CHAWŁ liii
OKWStrtirAiaHłlCViyik
368-312- 6
"I
M
W
od
ale
Ut
No 1—
No Z— No
No 4—
No No
No
No
No
No 100
No
No
nrurv No lod
miO No Bul
Ho
No
Ne
Na
nto
usz
59
ŁU-75- M
rUNTKAL DIMCTORS UMTrn(
łi-fc- f
O
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, January 13, 1968 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1968-01-13 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000577 |
Description
| Title | 000016b |
| OCR text | mBgmjBMfflB&PB&PmCfflaii ITSatiaK - ~jrs "' "CSS-- - - EKZ&BaEł itji~ł&fi t $ V fą$£fy Wili Łf? 01 (Opowiadanie) IRieWłCZ ujjutwauai juuiiiii Imgaylekroć utknął na mo-)rMi)- ło to nie z braku frŁCzyobluźnienia wątku ale feelwnie — wzruszenie spie-KCjm- u słowa w jakii guz rypusiłouał przełknąć czy lo Jplucfiąwtedy grdjka chodzi-- jak"fHasta iany motor Ręce iałyljakoś zastąpić ł uzupeł- - [Xprzera-- y "w zdaniach robił dyjkrótki ruch wprzód obii- - 'ófdłonmi albo zapalał papie- - apiferwową niecierpliwo pMalpnicza znaliśmy od da- - y fjegośposobu doskakiwania rjtematu a nawet "obszczeki- - MałS0 zupełnie jak wiejski s Bjardziej niż kiedykolwiek "o-bsuwał' teraz swój temat (LpwjT5iwkrzyknikami polski-TlialrJfranciiski- rri T:udno by- - się bo cała UjunaAurlintnt ol CIO Irt IftHllOOl --"V j-v_- tov Barczystego przekleństwa pwsss HfNip dziwić _„ r—io mnie n—ie D—rz„vs—zli ' [mówił szybko z przejęciem sjP-Sa-f raczej owszem zajechali !ed!mój garaż zapjtać czy nie jimfgdzie mieszkają Peyrou wiedziałem pokazałem drogę szliMogło mi coś podobnego ojyjśćdo głowy? Dopiero na igiluzien pani Pejrou mnie i iwiSże policja bjła u nich nrć ŁCji-LiCUWUl- U U34UU1 c-- rri MOi"B' --i-eyrou trrancuz i:_v- -j"S ąttimiprawern? Jeśli nawet żo- - tyzPolką to nie mają prawa S2nićl$wyptywać" Ale jak nStwofwiecie z nimi mieszka pmatka pani Peyrou któ-fprzwecha- ła z Polski parę lat 0 Jiupostała prawo pobytu na iłejtjafe niemniej należy do udzozfemców" To o tę starą biefcposzli pytać Wstyd po-bnotby- io im strasznie jak ?o-czyjijf- że to nie tylko stnrusz-Faler- fi osoba sparaliżowana modzie sama nie To też CCtTf5:nio n„jnun _ °i WU14J1 może j pu)Viwu£iaia puuuunu tu- - esnanowie ale gdybym na- - itfcticiała bombę na Chrusz-- iwarzucic to bvm teco nie kbllWłalibo— co injnego ucrhodźcyCOjjgnefco moruercy rcszii-i-i W& wieiWsyscy jak by się umo- - aicra[awali Doliciantom te wła- - podpowiedz ŁiiAi „„„„ „:„ „„i: izawtćEtUrę? i" Mrt% tabfcJ&ie nie I bardzo r0'łujebo miałbym okazję po )0giedaec im slow A coz nnilsjnogli zrobić? Tu w Pi-rvsa- m II" "I1 II —i—!——I 0lA7imipr7 Rłahii M39lf¥ tego parę !!— "v v-e-- Ł aa Kff V W Tl § wł renejach nie aresztowali niko-go robili tylko wywiad: -- z cze-go kto żyje co robi gdzie pra-cuje od kiedy? Jednym słowem to wszystko o czym sami dosko-nale wiedzą Mnie nie wzywali bo może przypuszczali że nie byłbym zbyt grzeczny ale wy-rządzili mi przez to niedźwiedzią przysługę bo niby jak ja teraz wobec rodaków wyglądam? Tak sobie to tłumaczę że mnie zbyt dobrze na prefekturze znają bo kogo jak kogo ale garażystę zna każdy a niejeden urzędnik pre-fektury u mnie każe sobie re-perować wóz "Garażysta — pu-bliczna osoba" jakby powiedział Wiech Ale sęk w tym że mnie od wszystkiego odeszła raptem ochota Jak nożem uciął Do życia do picia straciłem zupeł-nie smak Państwo wiecie jak to u mnie zvkle jest — po dziewiątej wieczór w "arriere-boutiąu- e" nieraz wesoło że ha! Płyty mam polskie różni nasi ludzie ściągają do mnie wieczór nie tylko w święta ale tak z byle dziwu kiedy bądź Sąsia-dów nie mam żadnych czy u mnie śmiać się czy śpiewać — nikt nic nie może mieć1 do ga- - dania ' Bjła to prawda i Malewicz powiedział to z pewną prze chwałką w głosie Wiedział że mu powszechnie zazdroszczono Trzeba było rzeczywiście byc szczęściarzem zęby mieszkać lak jak on Garaż stał przy naj-ważniejszej arterii departamen-tu u wylotu miasta Wylot le-dwie opuściwSr miejskie bu-dynki i rozgardiasz terenów pod budowę tryskał od razu zielenią i przestrzenią Był to jeden z tych widoków i?kby odciętych nożem i tutaj właWe ziemia rozpadała się na miasto i "resztę świata" Wspaniały widok na góry zaskakiwał i nim jeszcze oko objęło spadającąw dół perspektywę już oddech zatrzymyw ał się w piersiach Droga przechodziła tutaj w sze-rokie bardzo regularne półkole ocembrowane białym kamieniem na grzbiecie wzgórza i zdawało się że ten łagodny wiraż jest olbrzymią lożą dla podziwiania piękności krajobrazu Zachodzi-ła przytem rzecz dość rzadka — rozpiętość doliny była zbyt wielka aby traktować ją jako "dolinę" fragnient1górskiiJsze-rókol- ć zaś i bezkresńość wyżu odbierała mu charakter "wzgó-rza" — były to więc dwa pię-tra świata Łączyła je serpen-tyna jak skok śruby A u po- - -- y i J&ZjJi ruszej pani magistrowe j ! Mówią ' " mi lagiaKiego w mieście raznamu cięgiem WolaJego pisze Czasami dwa razy w zieńlatam pocztę — mówiła przyglą-ajaćj- ni się bezustannie Zachichotała — Milepari operny! Niech pan już wejdzie akjprzyjdą będą — dodała otwierając Irzwifclo małego pokoju który sprawiał frażenie świetlicy poczekalni [afęśtolików krzesła na ścianach tzkłem fotografie z wykopalisk rogu Jęklataraku z Zielonych świątek Przez spływało słońce i rozlewało j4ęiwie żółte plamy na czerwonym ko-- ' traÓwym dywanie Zwaliłem swój bagaż w Otyjjkiągriąłcm przemoczony skafander '&teni buty i zacząłem ściągać skarpety ij)żie%czyna przyglądała mi się z progu ónryślałem sobie ostatecznie Derkacz )owmien przygotować mi jakiś pokój wie-łzącj- że przyjadę ale nie potrafiłem się na iiegolgniewać Herbaty może dać? — zapytało dziew- - BoDać I dużo dać — odparłem nacią--iającsuch- e' skarpety potem suchą koszulę Dziewczyna furknęła fartuchem i zniknęła tydómu panowała cisza najwidoczniej pszyśćy udali się stanowisko archeolo-lcHe- f Wprawdzie dziś była niedziela ale Kitejrprofesji która mierzyła się tysiącami (atyęden dzień choćby świąteczny nie ąualW6solutnie znaczenia Bezmyślnie oglą-Jałemlfotogra- fie na ścianach: czatna stu-łnialwyko- pu na dnie parę skurczonych fi-guiekiarcheol- ogów wieża pomiarowa z ciachgfigurowały grupy archeologów w śmiesznych pozach z familijnych portretów Naiednym z nich rozpoznałem mojego An- - (IraejaJ obok niego stała sama dziew- - czynaz wieży obserwacyjnej Głowę skło--i hiłalwj stronę Derkacza ale on patrzył w iDkpVlcamery sztywno i wyłupiasto niby wożeiiiec u małomiasteczkowego fotografa J-Je-st herbata Cukru dać? — zapytało 'dziewczę t HsS30-- l duźo — powiedziałem Dziew-aynarozsiad- ła się naprzeciwko i patrzyła feuręce kiedy krajałem chleb fT~fAle pan operny Zupełnie jak nasz profesor f ' Podniosłem w zdziwieniu oczy 'Vr ' Jfc --im JIk jL U afswfliu'L"A"atjił"MŁi' i"r"""Mr?T'r5i'ts!WfcAA wt-?- " Hyafflj"??-"- ! --wwrw-- Ty?'''1 h riŁjfeYc:!!K?rirA-vj- ą Vjw 'łtawBfcrTifejłasW! nitt-MBgNuJU- ' VMIMr V4wt & t" imlijljniiy f —— t WWjUfasaUygi ftfcfrPir5irawiSi'lBOTgJhit'VragM "'ry:rŁj czątku jej właśnie stał garaż dnia jaśniał bielą ścian w nocy neonowym konturem którzy posiadali go przed Malewiczem nie robili zbjt do-brych interesów Turyści zwal-niali wprawdzie patrząc na wi-dok ale zaopatrywali się w ben-zynę przeważnie w dwóch in-nych konkurencyjnych stacjach stojąrych w odległości trzech kilometrów od zakrętu i przy odcinku szosy równej jak stół Kiedy więc garaż na zakręcie sprzedawano cena jego nie by-ła zbyt wysoka i Malewicz nabjł A kiedy latach nada-rzyła się okazja kupna in-nego garażu znacznie większe-go w samym centrum miasta nie zawahał się ani na chwilę ofertę odrzucić Z widokiem na góry — z tym widokiem roz-stać się nie chciał Ceniliśmy go za to szczerze i przyjemność sprawiało widzieć go jak się swoim "obejściu" jak mówił krząta i porusza krokiem czło wieka który tam jest gdzie się być podoba Niespodziewanie ta bezintere-sowna iście polska miłość przy-rody opłaciła się Malewiczowi sowicie Najbliższą stację ben- - zywoną zlikwidowano zupełnie a drugą przeniesiono na inną "route nationale" Stało się to przed czterema laty i tej po-ry Malewicz został panem drogi Pracował dużo dobrze i zbijał pieniądze Obok garażu wybu-dował dom niski rozłożysty ładny obsadził go wkoło szał-wią tak że z daleka jego sta-cja zdawała się płonąć czer-wieni za domep zaś zasadził krzak serdeczny Wzruszająco swojski i wiejski krzak wygi-nał w półobręcze swe łodygi obwieszone serduszkami które ku ich końcowi stopniowo ma lały a u ich spodu widniał ma-li biały płatek Jako dziecko zadręczałem "nianie" pytaniem czy jtit to płaczące serduszko czy tez przeciwnie — właśnie pęka z raOości i nigdy nie by-łem pewny jakim uczuciem na-leży się powodować w tym wy padku — żalu czy radości Spot-kanie z rośliną zwaną we Francji "coeur Marie" spra-wiło mi przyjemność — Z początku jik się o tym wszystkim dowiedzhłem taka mnie chwyciła złość że posta-nowiłem- ostentacyjnił iamknąć garaż Na całe dwa dni pobytu Chruszczowa w Pirenejach Niech stracę — wolno mi Nic zban-krutuję jeśli przez dwa dni nie będę pracował Urzędnicy pre-- lirt!l" mo A n isak ua % B 0 n fl a Ił B S md że na se to ni to ni to za W że to na ła-- ta no-- to AT Za Ci go po mu tę po mu od od tą de jcbk vm == to — Nasz profesor tyż lubi dużo cukru — Aha — Ale soli to nie lubi Powiada że od soli to się krócej żyje — Aha — Prawda to? — Prawda — Pan też może uczony? — Nie — A co? — Nic — Nic? Hi hi ale pan operny! — Dlaczego tak panienka myśli? — Syfonia na mnie wołają — poinfor-mowała — Tak sobie myślę bo pan się śmieje a te archełologi to nic tylko takie poważne jak w kościele Nawet 6ię żaden nie rozeimieje tylko: "Niech Syfonia to a Syfonia tamto" Strasznie poważne — Ładne imię ale w kalendarzu chyba takiego nie ma — powiedziałem dopijając herbatę Dziewczyna siedziała z łokciami pod brodą i patrzyła niebieskimi koralika-mi oczu prosto w moją twarz Mały kosmyk spadł jej na czoło więc dmuchnęła go w --górę wypuszczając dolną wargę koloru dojrzewającej czereśni — Pewnie że nie mai Hrabiowskie Wie pan w Trzebiatowie to żyła taka hrabina a nazywali ją Syfonia A jeden hrabia co ona nie chciała z nim spać powiedział że ona jest wróżbitka i czarownica i kazał ją spalić na rynku przed samą Radą Naro-dową A naprawdę to ja mam ze chrztu Marcelina — Też ładnie — powiedziałem rozbawio-ny opowiastką Legenda' pomorska o hra-binceSydo- nii Bork spalonej za czary przez inkwizytorów znalazła szczególnego inter-pretatora Spakowałem swoje turystyczne utensylia i podzickowawsły za herbatę zapytałem: — Daleko na wykop? — Za pół godziny dojdzie Podln kate-dry a potem po rzece samym brzegiem Jak się zobaczy wieże to już! — odparła dziewezj-n- a sprzątając okruchy Wyglądała na trochę obrażoną że nie podtrzyirvwa-łe- m rozmowy najwidoczniej w środowisku zatopionyh w przeszłości ludzi czuła się źle i samotnie Postała z tacą w progu spoglą-dając na mnie wyczekująco Ale i ja chcia-łem być sam Dwudniowy rejs zmęczył mnie fizycznie a odpoczywać umiałem tyl-ko w pojedynkę fektury zauważyliby zarazT ten Machnąłem wiec na zadzie wo-jJa- k mój protestrchoć właśnie mnie nie brali na spytki Powiedzia-łem Jeanowi że zamykam budę na dwa może trzy %dni Jean — to chłopak na praktyce — jest u mnie od jakiegoś roku mo-żeśc- ie go państwo u mnie zau-ważyli ostatnim razem? Taki nieduży czarny Chłopak oczy-wiście w wielki lament że wła-śnie teraz będzie wielki ruch że mu "pourboiry" przepadną że on właśnie najwięcej liczył na ten tydzień kiedy Chrusz-czo- w będzie w Pau i tak dalej Ze swego punktu widzenia tro-chę racji miał Ale daję pań-stwu słowo honoru że dlategom tego nie zrobił żebym mu ustąpił Byłbym postawił na swoim a chłopakowi dałbym coś w rodzaju gratyfikacji niechby nawet i 50 nowych fran-ków i nic by nie miał do ga-dania Ale jak raz przypadek chciał tego wieczora zajeżdża przed mój garaż Abadie Nie byle jaki Abadie ale ten ko-munista właściciel restauracji w Lourdes Jego to ja szczerze nie lubię Zresztą kto go lubi? Pomyślcie państwo sami: oprócz tej restauracji w Lourdes (in-teres jak złoto) ma udziały W terenach naftowych wielkie win-nice w Perpignan dwa domy w Tarbes ale komunista całą gę bą i na wszystkich ich zebra-niach on zawsze głos zabiera wyklina burżuazję i aż się ślini z zachwytu nad Rosją Sowiecką której na oczy nie widział Tfu do licha! Sami komuniści tutej-si uważają go za dziwoląga w łonie partii i jak im wymienić nazwisko Abadie to sami nie wiedzą na której nodze tańczyć Mniejsza z tym Dość że mi ten drab — wielki tęgi z taką złotą bransoletą przy zegarku — zajeżdża swoim Jaguarem Bak ma pusty Chłopak zabrał się do roboty a ja jakoś stałem obok i ten Abadie do mnie: "Bon soir monsieur Malewitch co za niespodzianka -- to pan nie na Korsyce? Pewnie pewnie tu klimat jest też bardzo przyjem-ny a wino lepsze" "A rzeczy wiście — odpowiadam na to — ale panu najlepiej by pewnie smakowało krymskie" Tylko się roześmiał i dał mi banknot do zmiany bo nie miał drobnych tylko same dzicsięciotysiączki — idę więc do garażu do me-go biura żeby wydać resztę A w biurze akurat zostawili mi puszkę z farbą i pędzle bo la-kiernicy odnawiali mi w tym czasie szyj d nad w jazdom firń się''nieinamyślał sekundy! Pu-szkę i pędzel wziąłem ze sobą zaszedłem wóz od tyłu Wieczór był na szosie nikogo Abadie z wozu ani nosa nie wyściubił zu: "A bas Krouchtchey" wiel kimi literami Wydałem resztę Abadiemu — bonne nuit — bonne nuit — pojechał z takim napisem na własnym aucie Ja wtedy czym prędzej do garażu i — do roboty! Pociąłem pierw szy z brzegu papier który mi wpadł w ręce na dość szerokie pasy i wymalowałem na każdym ten slogan "A bas Khrouch-tchev- " Co które auto nadjecha ło — a akurat sporo zatrzymało się tego wieczora — nalepia łem ten napis z błyskawiczną szybkością z tyłu wozu i tak wyjeżdżali ode mnie klienci z taką naklejką czytelną na sporą odległość Nazajutrz rano — to samo Możecie więc sobie państwo wyobrazić jak ładnie wyglądała szosa upstrzona tą ruchomą reklamą Zwłaszcza przy wjeździe do miasta — A Jean? Malewicz zmarszczył się na raz spochmurniał — Otóż to Jean! Jasne że wiedziałem z góry czym to wszystko pachnie Cały następ ny dzień a to właśnie był dzień pobytu Chruszczowa w Pau oczekiwałem u siebie kogoś z policji Co do Jeana to począt-kowo bawiło go to wszystko ogromnie uważał to naklejanie napisów propagandowych za dobry kawał Potem jednak przyszło mu do głowy że to jest mniej niewinna zabawa niżby przypuszczał i patrzył na mnie jak na człowieka pomylonego Zapytał mnie nawet czy nie bo-ję się tego robić Zrozumia-łem więc że on już się bał No a nazajutrz wieczór rzeczywi-ście już miałem spodziewaną wizytę Jak tylko usłyszałem motocykl przed garażem wie-działem od razu kto i po co Zdziwiłem się tylko że przyje-chał jeden a nie dwóch poli-cjantów jak to jest w zwycza-ju Ten zaś mi od razu powiada że jest przydzielony do "mojej sprawy" i że pewnie wiem dobrze o co chodzi Oczywiście potaknąłem a ten mi nieznacz-nie wskazał ruchem głowy abym posłała Jeana do jakiejś roboty żeby ze mną porozmawiać bez £wiadków Posłałem go ów zaś "munaurowy zupemic utz icuu-neg- o wstępu pyta mnie ni z 'tego ni z owego czy ja znam Rawę Ruską Możecie sobie wy-obrazić moje zdziwienie Rawę Ruską? A tak znam — powia-dam Niezbyt dobrze ale znam Na to tamten się uśmiechnął i "mówi że on ją zna bardzo do- - ranę No i zaczyna w najlepsze opowiadanie Okazało się jak zresztą od razn odgadłem że był kiedyś jeńcem w obozie w Rawie Ruskiej Uciekł z obozu — Gdzie to można zostawić? — pokaza-łem na swój plecak — Niech pan da to zaniosę do pana magistra Pan do niego tak? — odstawia tacę i z kieszeni fartucha wyjęła pęk klu-czy" Kiedy zniknęła jeszcze raz obejrzałem fotografie na ścianach i zdecydowałem że pójdę pieszo na wykop Być może spotkam Derkacza po drodze Czekałem aż dziew-czyna wróci aby jej o swoim postanowie-niu powiedzieć ale coś długo marudziła Stałem przy oknie paląc papierosa Ulica jak spostrzegłem boczna od niewielkiego ryneczku zrujnowanego wojną miała' za-ledwie kilka jednopiętrowych domów na przeciwko zieleniały żaluzje zamkniętego sklepu Spółdzielni Spożywców Kocie łby na jezdni tu i tam walało się trochę słomy rozwleczonej przez watr po piątkowym targu Chodniki wąskie były czyste Prze-biegło paTe dzieciaków przeszły dwie za-gadane kobieciny z książeczkami do nabo-żeństwa w rękach Parokonka z 'samotnym woźnicą zaturkotała i zniknęła za zakrę-tem Na chodniku tłukły się wróble Nie-dzielna cisza dopiero po obiadowej drzem-ce ryknie głośnik na rynku a w gospodzie zjawią sie rybacy w granatowych garnitu-rach Będą pili wódkę i śpiewali między ćwiartkami W głębi od ryneczku warknę-ło i strzeliło spalinarni Na pełnym biegu wyjechał czerwony motocykl prowadzony przez milicjanta Siedział sztywno z pa-skiem pod brodą Zatoczył ścięte koło nie-mal dofbijając tylną oponą o kamienny brzeg jezdni i zamknął silnik Zeskoczył z siodełka i stanął przed budynkiem stacji Czytał tablicę uważnie jak by ją oglądał pierwszy raz w życiu Po chwili usłyszałem trzaśniecie klamki w drzwiach wejściowych Wyszedłem mu naprzeciw Starszy sierżant o twarzy proboszcza z głębokiej prowincji Poprawił kaburę z pistoletem koalicyjkę pas główny potem pasek pod brodą i zmierzywszy mnie z góry na dół ponuro zapytał: — Gdzie są te zwłoki? ' Tuż za mną rozległ się tupot stóp zbie-gających po drewnianych schodach i głos dziewczyny Jasny wesoły dźwięczny: — Dzień dobry panie Futerko! Sierżant odsunął mnie silnym ruchem i wszedł do świetlicy krokiem ministra ma-jącego przeciąć wstęgę przy otwarciu nowo zbudowanego mostu Na jego twarzy za-stygło zdumienie potem pojawił się gry-mas złości Zwrócił się do dziewczyny przy- - glądającej się mu z lekką kpinką w nie-bieskich koralikach Dmuchała w kosmyk nad czołem r — Gdzie są te zwłoki?! — krzyknął Dziewczyna też krzyknęła ale w okrzyku brzmiał śmiech Sierżant obrócił się do mnie celował wskazującym palcem prosto w moją pierś — Pracujecie tu? — Nie — odparłem i chciałem zapytać o comuchodzi_aleon nie zmieniając tonu ~&r$Ęn t $t ' jw8 grtsgyiftjtf ' ~etf&i'%%vS!£t£%£tZttiis-- # ASifefóWfl'Mg każda taka' historia udanej ucieczki jest toriecz długa i pełna perypetii Polacy" go prze-chowali przekarmili pdziali pouczyli jednym słowem — pomogli Krucho z nim było i parę momentów miał takich że to już tuż-tu- ż I za każdym ra-zem ktoś go uratował Dość że gdy znalazł się wreszcie we Francji cały i zdrowy postano-wił się zrewanżować JaTc ma jakąś flkazję przysłużyć się ko-muś z nas to tej okazji nie marnuje Tym razem więc do-wiedziawszy się o moim — po-wiedzmy — wybryku oznajmił na komisariacie że on się tą sprawą zajmie Inaczej mówiąc skręcił łeb wszelkim dochodze-niom i ewentualnym konsekwen-cjom Oczywiście byłem mu i jestem bardzo wdzięczny Chcia-łem tylko dowiedzieć się kiedy i skąd dano znać na policję — Bardzo prosta droga Za-telefonowano na policję — Kto? — Tego nie wiem Oznajmio-no że mówi pracownik garażu takiego a takiego ale nazwiska swego ten pracownik nic wy-mienił No cóż nie bodę ukrywał zrobiło mi się baidzo ciężko na duszy Nikogo nic było w ga-rażu poza mną i Jeanem Mieć u siebie pracownika który jest donosicielem i w dodatku ma lat szesnaście Machinalnie zapytałem o go-dzinę tego telefonu Policjant podał mi ją bardzo dokładnie — ósma dwanaście O tej porze Jean był razem ze mną kontro-lowaliśmy skrzynkę biegów co zabrało nam około kwadransa Było rzeczą zupełnie niemożli-wą aby w tym czasie mógł był skądkolwiek telefonować Nato-miast o tej właśnie porze Abai die mógł już być w mieście i mógł był spostrzec ten niepro-szony napis na swoim Jagua-rze I co za chytra bestia Te-lefonował na policję jako ktoś z moich ludzi żeby poderwać moje zaufanie do własnych pracowników i stworzyć atmo-sferę że komuniści są wszędzie "czujni zwarci gotowi" A to do Jeana to naprawdę wzruszył mnie chłopak Wyobraźcie so bie w parę dni potem jak ga zety pisały o Korsyce powie-dział mi raptem że jeden dzień chce przepracować bezpłatnie Za Korsykę rozumiecie pań-stwo? Taki szkut Oczywiście że się nie zgodziłem ale zrobiło mi się jakoś raźniej na duszy To wszystko mała rzecz a temu chłopakowi ja jesteś lak wdzięczny tak wdzięczny jakby mi kupił tny nowe garaże J M WADWICZ zarzucił wymysłami dziewczynę Kolejno posądził ją o kpiny z milicji żarty które będą ukaTane z któregoś tam paragrafu kodeksu karnego wreszcie już o oktawę niżej zapytał kto ze stacji wzywał poste-runek gminy do wypadku Dziewczyna zbla-dła --wyjąkała' że nikogo w domu nie ma — Jezu pan profesor! — i rzuciła się do drzwi ale dalej nie pobiegła Stanęła i tylko gniotła kolorowy fartuch — Jaki wypadek sierżancie? — zapyta-łem Obejrzał mnie i surowo odrzekł: — Nie wasza sprawa Po czym odwrócił się niby na musztrze i po chwili usłyszałem ryk wyjeżdżającego z ulicy motocykla Dziewczyna stała wciąż w drzwiach wpatrzona w ścianę przeciw-ległego domu Nie odpowiedziała na moje pytania tylko dwukrotnie chlipnęła: "Pan profesor pan profesor" Odsunąłem ją i ruszyłem w stronę rzeki pełen niepokoju Myślałem o wypadku o możliwym obsunię-ciu się ziemi w wykopie archeologicznym 0 Andrzeju Derkaczu o tym że jest nie-dziela że miasteczko jest puste i nagle uprzytomniłem sobie że do wypadku wzy-wa się najpierw pogotowie a nie milicję 1 pełen najgorszych przeczuć rzuciłem się pędem w dół ulicy Z góry ze szczytu gruzowiska rozbitych nad rzeką domów zobaczyłem czarną i przepastną sztolnię archeologicznego wy-kopu potem drewniany budyneczek z wie- - a wltam1nv brzegiem — porośniętym zieloną murawą grupę ludzi Od barwnej gromady odci-nał się Wękitnoszary mundur milicjanta Kiefdy zawołałem: "Andrzej!" młody ar-cheolog wysunął się z grupy rozprawiającej nad rzeką i podbiegł do mnie z wyciągnię-tymi ramionami Twarz miał bladą ściąg-niętą w okrutny grymas- - Świeciło słońce więc mrużył oczy bez zrozumia-łem że stało się coś Btrasznego — Andrzej! Co się stało? Pociągnął mnie do grupy ludzi Ciasnym kołem otaczali coś czego nie mogłem zo-baczyć Derkacz ściskał mi ramię aż do bólu Mówił: Dobrze że jesteś dobrze że jesteś dobrze ze jesteś Usłyszałem pytanie sierżanta: — Kiedy? Wysoki stojącyplecami do mnie chłopak w czerwonej wełnianej czapeczce zająkał się i powiedział: v — Zaraz po śniadaniu Powiedział że chce zejść Po niemiecku powiedział Zro-zumiałem bo robiłem z Niemcami jak ciągnęliśmy "Andresa" I to wszystko pa-nie władzo Sierżantt zapisał coś w kratkowanym kajecie po tym rzekł głośno: — Jesteście zatrzymani Gdzie jest kie-rownik? Szczupły łysy mężczyzna o twarzy asce-ty powiedział: m "wrsvmc rtj&!v:?wfrMa&?sm'rmiynMnztuJ&tmvnrlM&&i 111 1 d Ii IU£ U " ii ł U ł uwf&fjs zamawiając paczke Pekoo dla bliskich w Polsce MATERIAŁY BUDOWLANE zamówione teraz r dojdą w Polsce na wiosnę OWOCE POŁUDNIOWE bogate w witaminy uchronią od przeziębień Wielki wybór wolnych od cła darów 392 BAY ST lub "dealer" NVMreKWrTKr Im uprawniony rrŁigrTtA5iłlWiaTa&Jn-gWrVf- t INTER-CA- N 1462 Dundas Sr W Toronto Tanio 1 Ktbko reperujemy wsicl-Kl- e domowe urządzenia clektrjcz-n- e radio 1 TV aparaty - Wszyst-kie roboty gwarantowane - Wy-najmujemy masznv do czys2e-nl- a podłóg 1 djManów Zabieramy 1 dostawiamy do domu Dzwońcie 537-494- 7 75-- P Adwokaci i Notariusze A LIUDZIUS BL NOTARIUSZ Adwokat z Wilna 408 Roncesvalles Av Toronto (róg Howard Park Ave) Tel Biuro: 537-170- 8 Mieszk: 279-616- 6 3P Okuliści OKULISTA S BROGOWSKI OD Roncesvalles Avo (blisko Howard Park) Godziny przyjęć od 10—630 orat za telefonicznym porozumieniem Tel 531-42- 51 P OKULISTKA J T SZYDŁOWSKA OD FBOA Badani oczu dobieranie szkieł 1 dopasowywanie "contact lenses" — codziennie od 10—7 soboty nlącznlc w Inn) eh godzinach za uprzednim porozumieniem 637 St Clair Ave W Tol S32-879- 3 81-- P Lunski 01 JLT ONT JEDYNY POLSKI SALON PIĘKNOŚCI Beauiy Parlor Specjalizacja w trwałej ondulacji 'Termanent Waves" Bathurst — 368-443- 2 p Dentyści Dr JINDRA Dr V JINDRA DENTY4CI przyjmują wieczorami w soboty za uprzednim porozumie-niem telefonicznym 18 Spadina — 922-084- 4 Bloor) Dr T L Granowikl DENTYSTA CHIRURG Mówi polsku Spadina Toronta 368-903- 8 1-- P Dr V J Mellui LEKARZ DEN1YSTA przyjmujo wieczorami w soboty za uprzednim porozumie-niem telefonicznym Roncowallos — 535-702- 5 37-- P SADAUSKAS DENTYSTA Przyjmujo za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem 531-425- 0 Grensdłer-R- A (drugi RonevMUsj eyOkuiista WA1-3924- w LJf 470 College Oczy badamy okulary dostosowujemy do wszystkich 'defektów wzroku na nerwowość na ból głowy Mówimy po polsku w„ ARMY & NAW DEPARTMENT STORES Vancouvr — — Regina — New Wtmlniter — Jaw towary po uczciwej cenie Nikt nas nie prześcignie w Jakości i taniości Płacąc gotówka płacicie najtaniej Obsłu-gujemy rzetelnie choć nic udzielamy kredytu i nic mamy dostawy bo to nieraz kosztuje więcej niż towar Zapewniamy zadowolenie ze wszystkiego co kupi u nu Po co płacie więcej gdzie indziej ARMY & NAWY wszystko najtaniej 368-212- 9 harya's APTEKA LAMBISA 462 QUEEN ONT Obsługująca Poloni Kanadyjski) od lat Wysyłamy wolne od cła lekarstwa do Polski orazinnych kra-jów Europy Wykonujemy recepty kanadyjskie i krajowe Szjbka fachowa obsługa W okresie zimowym polecamy gorąco doskonale witaminy dla dorosłych nic tylko zdrowotne poprawlajnee oróIiio namopoczuclc Wspaniale wyroUy lrumoclai tyczne Jak pończochy elastyczne pasy chirurgiczne sportowe ltp Przed wyjazdem radzimy zaopatrzyć sic na drogę w apteczki plcnv srej pomocy Wszelkie zamówienia przyjmujemy listownie telefo nicznie lub osobiście fjgM raMffl St Rd 49--P po Dr Miła polska obsługa 1 Naturalne leki n zbawienne PIJcU inn od ZIOŁA ZAKONNIKA Z całego nam dziękują mle-izan- kl specjalnych Iwlfiych ziół których po- twierdziły naukowe badania farmakologiczne pomagajal na artretyzm xłą wątrobę łółć serca niestrawność gazy 1 przeczyszczające nerwowość bezsenność wy- czerpanie S—na pęcherz płuca przezię-bienie kaszel flegma 10— specjalne na reumatyzm erce 11— ułatwiają schudnijcie bez głodowania IZ— codzienna herbata zdrowia Jedna paczka EAKONNIKA korztule (209 rlus na przesyłka raczld są duża ważności przepisem po polsku angielska Polecamr skuteczne 1 wreodn w utyciu znane TABLETKI ZIOLOTTB &AKONNNIKA Ił— tabletek ułatwiających odchudzani ii (W Mo 0 na artretyzm wątrobt złą W-0- 0 1— JO tabletek łagodnie przeczyszczających n—60 Waleriana hannniA tabi 1200 20— _ --i 1 __ mtmm1rim — — - - £ 2 1 - j 1 1 1 i 1 wartoie z 1 — n — — — KTLP MturalnT ezrtel Krople Ko MULTT-VI- T IM tabletek ZS—OnOUATBIC" zyCZKą pomiarową uwpierw iuu "W™ ZT£aai TSumSTm mToo O-kr- opl Dziurawe H- - słowa Dobre 47— kropla trwokortow ł00 — Uamy na skladzl j) taznomenie i uoney uroer roasa rwoj owiionj _? Mór mamy zaraz --wysłać COJ) al przurłamr Chrasa breerurkf TJatTWAC ZlOLAr przyślij IM znaezeŁ Aoroujei! — U:ck' Gerb Center 2903 Mllnauke Aro (bitego S0S18 ZAKŁAD POGRZEBOWY BATES & DODDS 931 Qucen Street West - Telefon: 363-060- 1 Gdzie całkowite koszty pogrzebu tą niższe JuMsOb łago-dnie tabietek 1 D— iMUifl Hmenuiio su m mm oŁłi aura B1SV ra-ii- si CJumerCffirłer TORONTO 216 LEKARZE Ukto (powyiisJ 292 Ave Tel takżo 262 LEKARZ Tel }Zrf dotu St Edmonton Moot się W W TORONTO dzieci świat Nasze krew słaba zgaga bóle kolka nerki ZI6Ł tylko datą kraw tablet 'RaIby" 18— krrw waleriana 1100 18— t3M ldeal-- tabU ale 412 ST łółć rózn zioła "JAK lii 'mmmmu naara st-n+- t 2 - lOKŁlłiAlUS CHAWŁ liii OKWStrtirAiaHłlCViyik 368-312- 6 "I M W od ale Ut No 1— No Z— No No 4— No No No No No No 100 No No nrurv No lod miO No Bul Ho No Ne Na nto usz 59 ŁU-75- M rUNTKAL DIMCTORS UMTrn( łi-fc- f O |
Tags
Comments
Post a Comment for 000016b
