000120a |
Previous | 10 of 32 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
BMS ??{? tt'BTOWW
ftSiJjTOwSJfffi
K--
fóśd&fc'
w-itffet- ó
HIT
itff
ti
V Życzenia z Hamilton
£J xx:xiftłas a:Vq
§
SERDECZNE ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE
przesyła
$ ANNA MARIA UKIUAL SALUN
% 669 Barton St Hamilton Ont
% Tel 544-773- 3
jj WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
składa
BEACH ROAD BAKERY
§ POLSKA PIEKARNIA
Śniedzinska wfaśc
tj wypiek smacznego cnicoa eiasia innycn
£$ piekarskich smakołyków
g 132 Beach Road Hamilton Ont
ft
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
składa
JOHN LEFKO HEATING
OIL AND GASFIRED FURNACES
Palniki olejowe gazowe
jjj 21 Nelligan PI
K i
?
i ? tt Kit i
ł
1
ly-r+- Tr r
i
rc a' "j
'
j
r - '
J?£S5XKSsJ'5N
1 fm f
E -
k p
i
-
i
Tel 549-314- 1
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
życzy
BARNESDALE IGA
P BERTI WRAZ Z -- PERSONELEM
Każdego dnia na Wasze usługi
981 King Street East - Hamilton Ont
mt 1 V
WESOŁYCH ŚW4T WIELKANOCNYCH
£i sKiaaa catej foiomi
3 BILL'S CREST HARDWARE STORĘ §
g 645 Barton St E at Earl St„ Hamilton S ' Tel 545-102- 3
55s55sj55Cs5S55
WESOŁEGO ALLELUJA
zasyła
RESTIYOS IGA 8
Quality Meats & Produce
653 Barton St Hamilton Ont fev
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
składa
POLSKI ZAKŁAD FRYZJERSKI
FRANK'S BARBER SHOP
Godziny pracy: 8:30 rano do 6 wieczór
W poniedtialki Zakład zamknięty
FRANK KOPYŚ właśc
719 Barton St E Tel Rez 549-263- 3
ŹH J
&
s
ł1
s
E —
5
STRfłO
mrfScu i- - """' "'"""y"nTW'm 3: tftjJr
4j ♦ r
z
(Dokończenie ze słr 9) I że tylko do hetmana ze sta-Ta- k
chciałem się składać jakj rych rycin który dla tej zie-d- o
zajęcy do tych co mi oj- - mi wolność wywalczał swoja
czyznę w trzy tygodnie zbu- - rycerską do niej miłością
izyli i przez granice podali I Podszedłem do Jaśka ścis- -
sobie ręce ponad naszymi j kajać w reku ściętego boro- -
głowami Ciągle nie mogłem
pogodzić się z tym że wol-ność
mojego dzieciństwa i
ledwo zaczętych lat młodości
b)ła już tylko takim samym mnie już nie będzie Tak te--
mitem jak opowieści o niej raz powiem tobie jedną ta- -
mojego dziadka jemnicc O wszelkiej żywio- -
Chodźmy do lasu Jaśku p powiem Bo widzisz tra- -
na pożegnanie A jutro za- - wa i las jagoda i ptak lisec
cznę się zbierać
Poszliśmy w las Mrok za-padał
szybko Jasiek szedł
przede mną gęstymi zarośla-mi
jak w biały dzień Szed-łem
za nim powoli skacząc
przez wykroty Tu i ówdzie
mimo wieczornej ćmy zabie-lił
się zdrowym spodem nie
spodziewany grzyb Schyla
lem się aby go ściąć dziwów napatrzyłem my- -
kiem szedłem dalej i znów
przystawałem Spłoszony
ptak trzepotał się na szczy-cie
świerka wiatr kołysał ba-djla- mi
ożyn a późna jagoda
chwiała się zwiędłym fiole-tem
owocu Lelek-kozodó- j
spadł spod nieba między
gąszcz zmylony niezwykłą
łagodnością jesieni
— Nasi w puszczy się scho-dzą
— powiedział naraz Ja-siek
i przystanął — Ci z
wojny i ci z okolicy Już się
pozbierali Niedługo L:de
i Wilno pójdą zobaczysz
I baćkę odbiją i Polskę Ja
ci to mówię — zobaczysz
Wiem gdzie się kryją tyle
że ognisk nie palą za mało
jeszcze silni Na pomoc cze-kają
od Francuzów i od An-gliczanó- w
Ale ty do nich nic
przystawaj Do Francji idź
powiedz komu trzeba że oni
tu czekają
Gdybym nlaiet mtoiałbyamż roz-płakał
się jak mały chłopak
Jakże mi było odjeżdżać je-żeli
oni naprawdę w lasach
zbierali się na dalszą walkę?
Zjpewne mieli broń i mun-dury
z których nie zerwali
oznak Może byli między ni-mi
moi koledzy z gimnazjum
albo z podchorążówki cliło:
pcy z sąsiedztwa żołnierze z
powrsoptonteyjkałem ~l wzejdzIe
fin r Jak-z- e wipp min- -
łom jechać?
chęć
nr7vPnHv — — T „j I_„ł0„ł ---- jo nęła mnie tam gdzie wolność
wciąż jeszcze była
zwyczajnym gdzie stały nie-- j
tknięte domy gdzie można
się było bić otwarcie za "na-szą
wolność ł waszą"
Żegnałem z lasem Ja
siek znów wyrwał się na
przód przystanąć
ówdzie — przy dziupli w dę
bie raz nad strumieniem
który się toczył jednakowym
nurtem od kiedy pamięta-łem
las W chłodnej
strumyka dumny i szczę-śliwy
obmywałem pierwszą
zajęczą krew z twarzy a mię
dzy paprociami na jego le-wym
brzegu powiedziałem
kiedyś sołtysa że ją
kocham Anula wypasała te-raz
cielaki na różnych raba-tach
moim domem a
jej wyprawna krowa ogryza-ła
cierpliwie zwiędłe krzaki
malin sadzonych ręką mo-jej
matki Anula nosiła teraz
jedwabne mamy któ-re
od jej śmierci wisiały w
sypialnym na pięterku w mo
drzewiowej szafie Anula
przystała do nowego porząd-ku
i dlatego także trzeba mi
było stąd iść
Jasiek zatrzymał zno-wu
Odwrócił się ku mnie
czekał aż podejdę Stał w
fioletowym zmroku między
brodaty
żym zarostem wyprostowa
ny i okazały podobny mo]
żesza albo do Abrahama z
rysunków Andriollego mo
WBM
ŁS
AWiMfH "W ~ES1 Ni iI1Sk?V
wika
"zWtAZKOWIECrKWlEClCfi (AprSt) 7
n'"?--' Wspomnienia tamtych czasów
— Tolik — powiedział —
ja tobie coś powiem na po-żegnanie
Jak wrócisz to
—
i zając słonka i wilk — to
wszystko przecie zywioła bo-ska
jak i my- - tajem-nica
o niej jest ta ze zywio-ła
lepiej od nas czuje to co
najważniejsze — że śmierć
rie jest ważna Tak ty idź i
śmierci się nie bój Ja tobie
to wytłumaczę jak
Wiele ja się w tej puszczy
kozi- - co
na
na
ta
A
ślisz stary wilk robi lis
kiedy czas jego nadszedł?
Ustępuje Jeszcze i nie-raz
ma i do samicy i do ścier
wa jeszcze by młodszemu
pokazał krzepę w pazurach i
zębach ale nie chce Nie
uwierzysz a przecie sam wi-działem:
stara żywioła w cza-sie
głodu w zimie na bok
odchodzi na padlinę się nie
rzuca śmierć wybiera bo
młodsi dla stada przydatniej-s- i
A i to wiem także że cza-sem
resztkę krzepy własnej
oddaje jakoś z siebie — mło-dszemu
Nie rozumiem ale
wiem Tak ty Tolik teraz
kiedy śmierć chrdzi blisko
o tyrn pamiętaj Nawet jak i
przeżyjesz to ci ta tajemnica
żywioły boskiej pomoże kie-dy
z chłopaka w staryka się
zmienisz i pożałujesz minio-nego
życia Pamiętaj że w
lesie na boskiej zagrodzie
jest inaczej Pamiętaj bo to
jest bardzo ważne
Wracaliśmy pod gwiazda-mi
które wychyliły się z
nieba jakby to był majowy
czas a nie listopad Gajówka
rysowała sie w mroku jedy-ny
dom jaki mi pozostał
Zaraz wejdziemy w pro-gi
zapalimy świecę cień Ja-śka
i mój odbije się od bie-- I
lonych ścian Skwarki zas-kwierc- za
na oaniu za ok- -
Hiiiycii lutuiiyKii puiKUW ui „Iimiflł rfa ktltzócrych spod w'Kudrton-Ja- j £' V" zahukya 4 nmn? """'"
się
ten
się
tak
albo
siłę
jej
i rozpacz lęk i brak
A jednocześnie innej iKLS 5S?
srf!XPliws7ii fiajr-- w 'J""V"' '- -
pojęciem
przed
suknie
drzewami siwo-ry- -
ao
a
-
umiem
Miłość
Zk oknem leżała ziemia któ
ra 'wciąż była moją w ciszy
białoruskiej nocy — i tak
jak otaczająca ją puszcza nie
należała ani do armii czer- -
wonej ani do armii brunat-nej
ale była wraz ze mną i
Jaśkiem leśną żywioła —
tylko bożą- aby tu i -
wo-dzie
Anuli
1971'
Przed nami na przyzbie
gajówki zamajaczył jakiś nie
wyraźny kształt Jasiek wyr-wał
się naprzód jak młodzik
Nim dobiegłem rozsvalił ude-rzeniem
nogi drzwi i ciągnął
w głąb izby czyjeś bezwład-ne
ciało Wbiegłem za nim
zapaliłem świecę
— Józik z Szejbakoni —
powiedział Jasiek składając
go na swym posłaniu — ci z
lasu musieli go podrzucić
Nieprzytomny
Znałem Józika Mieszkał
we dworku za stawem przez
miedzę graniczną od nas Jó
zik miał także dwadzieścia
lat
Chyba umierał Oddychał
rzucał głową na
lnianej pościółce wyrka
Spod rozciętego rękawa mun
duru z którego także zerwa
no oznaki wystawał ku nam
straszliwy kikut siny i ob-rzmiały
niepodobny już czło
wieczej ręce Ramię Józika
przypominało padlinę jaką
czasami znajdowaliśmy z Ja-śkiem
w sidłach kłusowni-ków
za czasów mojego dzie
ciństwa a która była nie- -
H IklLfe
gdyś błogosławionym ksztal
tern natury — zającem li- -
sem czy kurą W kątach ust
Józika zastygła różowa pia-na
charczał i płakał nieświa-domymi
łzami które kapały
mu na brudny drelich za luz
nego munduru Tak Józik na
pewno umierał
No więc cóż z tego że umie
rai? Pomyślałem znagłą de-terminacją
dojrzałości jaka
powstała we mnie na jego
widok Cóż z tego że miał
tak jak i ja dwadzieścia lat?
I że chciał żyć i bić się ode-grać
się za swoje lata i za
straconą wolność za wszyst-ko
to czego nie rozumieliśmy
obaj wtedy gdy go pięściami
okładałem po głowie na du-żej
przerwie między lekcja-mi
w gimnazjum Ojców Pija-rów
W tym pierwszym listo-padzie
naszej porażki głupi
Józik zza miedzy był teraz
'alko symbolem Podtrzymu-jąc
mu głowę która nieprzy-tomnie
zwisała mu z łóżka
ku klepisku myślałem że w
szkole Ojców Pijarów uczo-no
nas podstawowych praw
fizyki katechizmu i bojaźni
bożej ale nienauczono nas
najważniejszego — tego jak
się za chować gdy wszystko
runie jak wbrew wszystkie-mu
zachować godność i wia-rę
w to że słowo ojczyzna
nie jest jedynie pojęciem
ale elementem krążącym w
naszej krwi
Jasiek odsunął moje nie-zdarne
ręce Nawarzył ziół
które odkąd pamiętam wisia
ły związane w pęczki wyso-ko
u pułapu rozpiął nader-wane
guziki munduru Józika
zerwał mu z nóg brudne onu
ce Cierpliwie i z wolna ot-wierał
cynową łyżką jego za-ciśnięte
usta pojąc go wy-warem
który uderzał pod su-fit
niezapomnianym dla mnie
dzisiaj zapachem puszczy i
traw które tam tylko rosną
— Ty Tolik teraz spocznij!
— powiedział Jasiek — Ja
przy nim zostanę Do końca
dodał po chwili i przeżeg-nał
głębokim znakiem krzy-ża
najpierw Józika a potem
siebie
Ułożyłem się na sienniku
pod oknem Jutro piątek ju-tro
Wyruszę ńaVilno Za
parih' smażonych skwarek na'
które cieszyłem się wracając
z lasu uderzył moją wyobraź
nię niepowstrzymanym uczu
ciem głodu lecz Jasiek ani
myślał o jedzeniu Schowa-łem
głowę pod koc Józik za-charczał
nagle głośniej już
chyba po raz ostatni Gangre
na ze zranionej ręki docho-flił- a
mu newnie do serca
Byłem głodny chciałem żyć
Daiem się
tem świątecznym:
♦
♦
♦
TiUHiMtnlttggJftMithtiMli-Ły- i MOnHlHSMTiTrT J-Lt-jS
m łii vsitMMUOlHiaS? HttH'''itt-- j
Przyjemnych Świat Wielkanocnych
i
i
MAYOR MIASTA H
10 FAIRFIELD AVE N HAMILTON f+iMrj&iij&j&jrwA Msjssj&±SMsms§mmn
składa
NR 2129
Nie wiem kiedy zasnąłem
Kiedy zbudziłem się o świcie
przez małe okno nad łóżkiem
Jaśka słońce tak samo jak
wczoraj wyciągało ku mnie
długie zakosy chorągiewki
światła które teraz były nie
złote już jak o zachodzie ale
delikatne i różowe jak poli-czki
Anuli
Wstałem
Jasiek i Józik trwali w
pozycji Dotk-nąłem
ręki Jaśka
— Umarł? — spytałem ale
Jasiek nie
Spojrzałem na Józika Miał
oczy szeroko otwarte jakby
zdziwione Oddychał spokoj-nie
— Józik — Dowiedziałem
to ty żyjesz?
— Tolik — wyszeptał Jó-zik
—a ja gdzie? A ty skąd
tu? Przecież cię w lesie z na-mi
nie było
— Jaśku on żyje — zawo-łałem
— On mówi Jaśku!
Lecz Jasiek pochylał się
dalej nad Józikiem nierucho
mym kształtem i nie odpowie
dział W obu dłoniach podo-bnych
do korzeni drzew
wciąż trzymał mocno jego
straszną rękę
— Jaśku — krzyknąłem
znowu i nagle zrozumiałem
że Jasiek umarł
Nie mogłem nawet księdza
sprowadzić do gajówki Obaj
z Józikiem baliśmy się kon-taktu
z ludźmi W dwa dni
po śmierci Jaśka gdy Józik
wydobrzał na tyle że mógł
już bez pomocy przejść przez
izbę — a ręka jego chociaż
wciąż szaro-sin- a odtęchła i
mógł nią poruszać bez bólu --
pochowaliśmy go niedaleko
chaty między dębami wśród
których zapóźnione jagody
strzelały jeszcze z podszycia
lasu wezwaniem przeciw usy
piającej naturze Złożyliśmy
go w płytkiej ziemi owinię-tego
w lnianą pościałkę Rzu-ciłem
pierwszą garść sosno-wych
szpilek i uwiędłych li-ści
Pomyślałem o wilku i li-sie
i o jaśkowej tajemnicy z
puszczy
Strumień płynął dalej Ja-śko
nie żył a Józik ozdro-wia- ł
[! ~i 1 r r
ł — ' Chodź ze mną — po-wiedział
Józik w drodze po-wrotnej
do gajówki - Chodź
ze mną w naszym oddziale
w lesie jest morowe życie
— Nie — powiedziałem
— Ja do Francji Wfyruszę
dziś w nocy na Marcinkańce
1 na Orany do Wilna Za two
ją wolność i moją I za to co
mi zawierzył Jasiek Żeby
przetrwało
Klara Evans
aiiiiiiniiuniiiiiiiiiiinniiiiiiminiiiiiiiiiiiniiiimiiiuniiiimininiiiiiimiiiniiiiiii
PORZEKADŁA ŚWIĄTECZNE
Kilka porzekadeł związanych z tradycyjnym atrybu
Nie zmesze złote jajka kokoszka niesie
Jajo chce być mądrzejsze od kury
I z całego jaja by uhl
Jajo dzisiejsze chleb icezorajszy ciele sześcionie-dzieln- e
a wino hńskie — najlepsze
I jaja bez niego nie zje
Lepsze dziś jajo niż jutro kokosz
Nie szkoda mozołu — stracić jajo a zarobić tcolu
Jedno jaje we dwóch kraje a czterech jedzą
Jedno stęchle jajko psuje cala potrawę
Dość jajc od kokotzy gdy je często znosi
Lepiej mieć jajc bez znoju niż kurę po ciężkim
boju
Czym skorupka za miodu nasiąknie tym na sta-rość
trąci
Daj kurze grzędę jeszcze icyżej siędę
Idzie spać z kurami
Pisze jak kura pazurem j
Trafiło się ślepie j kurze ziarno
Dobry kogut jest chudy
Kurza stopa nie zabija kurcząt
Nic sprzedaje się swej kury bez powodu
nf JgjitntiHtMiM
Wesołego Alleluja
niezmienionej
odpowiedział
ILTON
TEL 544-680- 6
g v ' ' - ""-iBB-mś
i Życzenia z Htimilti
IŁ
-
k
53®53353§S335!5333&3!333!533
przesyła
WACŁAW ROZEMBERG
POLSKI SKLEP SPOŻYWCZY I RZEŻNICZY
107 Beach Rd Hamilton Oi
544-038- 2
imS"fY jJ
Tel
s£i fi n
-- VVS_s v_ UA
n irj wy
1 ii M w =710
'nł
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
zasyła
00L0SSEUM SHOES
Frank Gentile propr
— The Best Imported Italian Shoes —
663 Barton St East - Hamilton Ont
Tel Bus 545-175- 3 - Res 549-402- 2
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
składa
HQDGS0N'S FLORIST
Kwiaty na każdą okazję o każdej porze roku
168 Birch Ave Hamilton Ont
Tel 549-134- 1
jl SS?3SSSK?S!355??S!K3v?ooocoSSX33SSi
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
składa
% Polski sklep ze ślubnymi ubiorami k najnowszej mody dla panny młodej oraz druH o a także eleganckie damskie ubiory na wszelke
M okazje
% Dorothy Stawn Creation
1 201 King St E Hamilton Ont
o
Tel 529-911- 3
SSS?S5S3R3l&35vS5®SS®KSSvS?5®?"-'s-v'- 1 1
&'
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
składa
BEACH ROAD MEAT MARKET
Ted KWIATKOWSKI właściciel
Polski sklep rzeźniczo-spożywcz- y
słynny z wyrobu świetnej polskiej kiełbasy
117 Beach R - Hamilton Ont
Tel 544-911- 1
Serdeczne życzenia Wesołych Świąt Wielkanocni
składa
§BARTON-CHESTE-R
PHARMACYLtl
' 664 Barton St East - Hamilton Oi
(Near Sherman)
Tel 545-227- 3 527-802- 2
CITY WIDE DELIYERY
Serdeczne Życzenia Wesołych Świąt WielkanoM
składa '
-- jSN-i'
M & G Auto Body
Painting and Collision Work
Specjalność w naprawach karoserii {boW
i malowanie samochodów
Praca gwarantowana
Frank Mnich (Mitch) i W Groom
Właściciele
142 Bancroft St - Hamilton Oi
Tel 547-08- 02
'"(yiiS! - "" —~ — —~ — " ' " 11 f$ iijksmSB"
I
imctoijftjjiiimtiitti
— ' — —i tr ter JUT jKSr JU 6ffr &r &r jb r"
aaSaŁMŁMBCT
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, April 07, 1971 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1971-04-07 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000795 |
Description
| Title | 000120a |
| OCR text | BMS ??{? tt'BTOWW ftSiJjTOwSJfffi K-- fóśd&fc' w-itffet- ó HIT itff ti V Życzenia z Hamilton £J xx:xiftłas a:Vq § SERDECZNE ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE przesyła $ ANNA MARIA UKIUAL SALUN % 669 Barton St Hamilton Ont % Tel 544-773- 3 jj WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH składa BEACH ROAD BAKERY § POLSKA PIEKARNIA Śniedzinska wfaśc tj wypiek smacznego cnicoa eiasia innycn £$ piekarskich smakołyków g 132 Beach Road Hamilton Ont ft WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH składa JOHN LEFKO HEATING OIL AND GASFIRED FURNACES Palniki olejowe gazowe jjj 21 Nelligan PI K i ? i ? tt Kit i ł 1 ly-r+- Tr r i rc a' "j ' j r - ' J?£S5XKSsJ'5N 1 fm f E - k p i - i Tel 549-314- 1 WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH życzy BARNESDALE IGA P BERTI WRAZ Z -- PERSONELEM Każdego dnia na Wasze usługi 981 King Street East - Hamilton Ont mt 1 V WESOŁYCH ŚW4T WIELKANOCNYCH £i sKiaaa catej foiomi 3 BILL'S CREST HARDWARE STORĘ § g 645 Barton St E at Earl St„ Hamilton S ' Tel 545-102- 3 55s55sj55Cs5S55 WESOŁEGO ALLELUJA zasyła RESTIYOS IGA 8 Quality Meats & Produce 653 Barton St Hamilton Ont fev WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH składa POLSKI ZAKŁAD FRYZJERSKI FRANK'S BARBER SHOP Godziny pracy: 8:30 rano do 6 wieczór W poniedtialki Zakład zamknięty FRANK KOPYŚ właśc 719 Barton St E Tel Rez 549-263- 3 ŹH J & s ł1 s E — 5 STRfłO mrfScu i- - """' "'"""y"nTW'm 3: tftjJr 4j ♦ r z (Dokończenie ze słr 9) I że tylko do hetmana ze sta-Ta- k chciałem się składać jakj rych rycin który dla tej zie-d- o zajęcy do tych co mi oj- - mi wolność wywalczał swoja czyznę w trzy tygodnie zbu- - rycerską do niej miłością izyli i przez granice podali I Podszedłem do Jaśka ścis- - sobie ręce ponad naszymi j kajać w reku ściętego boro- - głowami Ciągle nie mogłem pogodzić się z tym że wol-ność mojego dzieciństwa i ledwo zaczętych lat młodości b)ła już tylko takim samym mnie już nie będzie Tak te-- mitem jak opowieści o niej raz powiem tobie jedną ta- - mojego dziadka jemnicc O wszelkiej żywio- - Chodźmy do lasu Jaśku p powiem Bo widzisz tra- - na pożegnanie A jutro za- - wa i las jagoda i ptak lisec cznę się zbierać Poszliśmy w las Mrok za-padał szybko Jasiek szedł przede mną gęstymi zarośla-mi jak w biały dzień Szed-łem za nim powoli skacząc przez wykroty Tu i ówdzie mimo wieczornej ćmy zabie-lił się zdrowym spodem nie spodziewany grzyb Schyla lem się aby go ściąć dziwów napatrzyłem my- - kiem szedłem dalej i znów przystawałem Spłoszony ptak trzepotał się na szczy-cie świerka wiatr kołysał ba-djla- mi ożyn a późna jagoda chwiała się zwiędłym fiole-tem owocu Lelek-kozodó- j spadł spod nieba między gąszcz zmylony niezwykłą łagodnością jesieni — Nasi w puszczy się scho-dzą — powiedział naraz Ja-siek i przystanął — Ci z wojny i ci z okolicy Już się pozbierali Niedługo L:de i Wilno pójdą zobaczysz I baćkę odbiją i Polskę Ja ci to mówię — zobaczysz Wiem gdzie się kryją tyle że ognisk nie palą za mało jeszcze silni Na pomoc cze-kają od Francuzów i od An-gliczanó- w Ale ty do nich nic przystawaj Do Francji idź powiedz komu trzeba że oni tu czekają Gdybym nlaiet mtoiałbyamż roz-płakał się jak mały chłopak Jakże mi było odjeżdżać je-żeli oni naprawdę w lasach zbierali się na dalszą walkę? Zjpewne mieli broń i mun-dury z których nie zerwali oznak Może byli między ni-mi moi koledzy z gimnazjum albo z podchorążówki cliło: pcy z sąsiedztwa żołnierze z powrsoptonteyjkałem ~l wzejdzIe fin r Jak-z- e wipp min- - łom jechać? chęć nr7vPnHv — — T „j I_„ł0„ł ---- jo nęła mnie tam gdzie wolność wciąż jeszcze była zwyczajnym gdzie stały nie-- j tknięte domy gdzie można się było bić otwarcie za "na-szą wolność ł waszą" Żegnałem z lasem Ja siek znów wyrwał się na przód przystanąć ówdzie — przy dziupli w dę bie raz nad strumieniem który się toczył jednakowym nurtem od kiedy pamięta-łem las W chłodnej strumyka dumny i szczę-śliwy obmywałem pierwszą zajęczą krew z twarzy a mię dzy paprociami na jego le-wym brzegu powiedziałem kiedyś sołtysa że ją kocham Anula wypasała te-raz cielaki na różnych raba-tach moim domem a jej wyprawna krowa ogryza-ła cierpliwie zwiędłe krzaki malin sadzonych ręką mo-jej matki Anula nosiła teraz jedwabne mamy któ-re od jej śmierci wisiały w sypialnym na pięterku w mo drzewiowej szafie Anula przystała do nowego porząd-ku i dlatego także trzeba mi było stąd iść Jasiek zatrzymał zno-wu Odwrócił się ku mnie czekał aż podejdę Stał w fioletowym zmroku między brodaty żym zarostem wyprostowa ny i okazały podobny mo] żesza albo do Abrahama z rysunków Andriollego mo WBM ŁS AWiMfH "W ~ES1 Ni iI1Sk?V wika "zWtAZKOWIECrKWlEClCfi (AprSt) 7 n'"?--' Wspomnienia tamtych czasów — Tolik — powiedział — ja tobie coś powiem na po-żegnanie Jak wrócisz to — i zając słonka i wilk — to wszystko przecie zywioła bo-ska jak i my- - tajem-nica o niej jest ta ze zywio-ła lepiej od nas czuje to co najważniejsze — że śmierć rie jest ważna Tak ty idź i śmierci się nie bój Ja tobie to wytłumaczę jak Wiele ja się w tej puszczy kozi- - co na na ta A ślisz stary wilk robi lis kiedy czas jego nadszedł? Ustępuje Jeszcze i nie-raz ma i do samicy i do ścier wa jeszcze by młodszemu pokazał krzepę w pazurach i zębach ale nie chce Nie uwierzysz a przecie sam wi-działem: stara żywioła w cza-sie głodu w zimie na bok odchodzi na padlinę się nie rzuca śmierć wybiera bo młodsi dla stada przydatniej-s- i A i to wiem także że cza-sem resztkę krzepy własnej oddaje jakoś z siebie — mło-dszemu Nie rozumiem ale wiem Tak ty Tolik teraz kiedy śmierć chrdzi blisko o tyrn pamiętaj Nawet jak i przeżyjesz to ci ta tajemnica żywioły boskiej pomoże kie-dy z chłopaka w staryka się zmienisz i pożałujesz minio-nego życia Pamiętaj że w lesie na boskiej zagrodzie jest inaczej Pamiętaj bo to jest bardzo ważne Wracaliśmy pod gwiazda-mi które wychyliły się z nieba jakby to był majowy czas a nie listopad Gajówka rysowała sie w mroku jedy-ny dom jaki mi pozostał Zaraz wejdziemy w pro-gi zapalimy świecę cień Ja-śka i mój odbije się od bie-- I lonych ścian Skwarki zas-kwierc- za na oaniu za ok- - Hiiiycii lutuiiyKii puiKUW ui „Iimiflł rfa ktltzócrych spod w'Kudrton-Ja- j £' V" zahukya 4 nmn? """'" się ten się tak albo siłę jej i rozpacz lęk i brak A jednocześnie innej iKLS 5S? srf!XPliws7ii fiajr-- w 'J""V"' '- - pojęciem przed suknie drzewami siwo-ry- - ao a - umiem Miłość Zk oknem leżała ziemia któ ra 'wciąż była moją w ciszy białoruskiej nocy — i tak jak otaczająca ją puszcza nie należała ani do armii czer- - wonej ani do armii brunat-nej ale była wraz ze mną i Jaśkiem leśną żywioła — tylko bożą- aby tu i - wo-dzie Anuli 1971' Przed nami na przyzbie gajówki zamajaczył jakiś nie wyraźny kształt Jasiek wyr-wał się naprzód jak młodzik Nim dobiegłem rozsvalił ude-rzeniem nogi drzwi i ciągnął w głąb izby czyjeś bezwład-ne ciało Wbiegłem za nim zapaliłem świecę — Józik z Szejbakoni — powiedział Jasiek składając go na swym posłaniu — ci z lasu musieli go podrzucić Nieprzytomny Znałem Józika Mieszkał we dworku za stawem przez miedzę graniczną od nas Jó zik miał także dwadzieścia lat Chyba umierał Oddychał rzucał głową na lnianej pościółce wyrka Spod rozciętego rękawa mun duru z którego także zerwa no oznaki wystawał ku nam straszliwy kikut siny i ob-rzmiały niepodobny już czło wieczej ręce Ramię Józika przypominało padlinę jaką czasami znajdowaliśmy z Ja-śkiem w sidłach kłusowni-ków za czasów mojego dzie ciństwa a która była nie- - H IklLfe gdyś błogosławionym ksztal tern natury — zającem li- - sem czy kurą W kątach ust Józika zastygła różowa pia-na charczał i płakał nieświa-domymi łzami które kapały mu na brudny drelich za luz nego munduru Tak Józik na pewno umierał No więc cóż z tego że umie rai? Pomyślałem znagłą de-terminacją dojrzałości jaka powstała we mnie na jego widok Cóż z tego że miał tak jak i ja dwadzieścia lat? I że chciał żyć i bić się ode-grać się za swoje lata i za straconą wolność za wszyst-ko to czego nie rozumieliśmy obaj wtedy gdy go pięściami okładałem po głowie na du-żej przerwie między lekcja-mi w gimnazjum Ojców Pija-rów W tym pierwszym listo-padzie naszej porażki głupi Józik zza miedzy był teraz 'alko symbolem Podtrzymu-jąc mu głowę która nieprzy-tomnie zwisała mu z łóżka ku klepisku myślałem że w szkole Ojców Pijarów uczo-no nas podstawowych praw fizyki katechizmu i bojaźni bożej ale nienauczono nas najważniejszego — tego jak się za chować gdy wszystko runie jak wbrew wszystkie-mu zachować godność i wia-rę w to że słowo ojczyzna nie jest jedynie pojęciem ale elementem krążącym w naszej krwi Jasiek odsunął moje nie-zdarne ręce Nawarzył ziół które odkąd pamiętam wisia ły związane w pęczki wyso-ko u pułapu rozpiął nader-wane guziki munduru Józika zerwał mu z nóg brudne onu ce Cierpliwie i z wolna ot-wierał cynową łyżką jego za-ciśnięte usta pojąc go wy-warem który uderzał pod su-fit niezapomnianym dla mnie dzisiaj zapachem puszczy i traw które tam tylko rosną — Ty Tolik teraz spocznij! — powiedział Jasiek — Ja przy nim zostanę Do końca dodał po chwili i przeżeg-nał głębokim znakiem krzy-ża najpierw Józika a potem siebie Ułożyłem się na sienniku pod oknem Jutro piątek ju-tro Wyruszę ńaVilno Za parih' smażonych skwarek na' które cieszyłem się wracając z lasu uderzył moją wyobraź nię niepowstrzymanym uczu ciem głodu lecz Jasiek ani myślał o jedzeniu Schowa-łem głowę pod koc Józik za-charczał nagle głośniej już chyba po raz ostatni Gangre na ze zranionej ręki docho-flił- a mu newnie do serca Byłem głodny chciałem żyć Daiem się tem świątecznym: ♦ ♦ ♦ TiUHiMtnlttggJftMithtiMli-Ły- i MOnHlHSMTiTrT J-Lt-jS m łii vsitMMUOlHiaS? HttH'''itt-- j Przyjemnych Świat Wielkanocnych i i MAYOR MIASTA H 10 FAIRFIELD AVE N HAMILTON f+iMrj&iij&j&jrwA Msjssj&±SMsms§mmn składa NR 2129 Nie wiem kiedy zasnąłem Kiedy zbudziłem się o świcie przez małe okno nad łóżkiem Jaśka słońce tak samo jak wczoraj wyciągało ku mnie długie zakosy chorągiewki światła które teraz były nie złote już jak o zachodzie ale delikatne i różowe jak poli-czki Anuli Wstałem Jasiek i Józik trwali w pozycji Dotk-nąłem ręki Jaśka — Umarł? — spytałem ale Jasiek nie Spojrzałem na Józika Miał oczy szeroko otwarte jakby zdziwione Oddychał spokoj-nie — Józik — Dowiedziałem to ty żyjesz? — Tolik — wyszeptał Jó-zik —a ja gdzie? A ty skąd tu? Przecież cię w lesie z na-mi nie było — Jaśku on żyje — zawo-łałem — On mówi Jaśku! Lecz Jasiek pochylał się dalej nad Józikiem nierucho mym kształtem i nie odpowie dział W obu dłoniach podo-bnych do korzeni drzew wciąż trzymał mocno jego straszną rękę — Jaśku — krzyknąłem znowu i nagle zrozumiałem że Jasiek umarł Nie mogłem nawet księdza sprowadzić do gajówki Obaj z Józikiem baliśmy się kon-taktu z ludźmi W dwa dni po śmierci Jaśka gdy Józik wydobrzał na tyle że mógł już bez pomocy przejść przez izbę — a ręka jego chociaż wciąż szaro-sin- a odtęchła i mógł nią poruszać bez bólu -- pochowaliśmy go niedaleko chaty między dębami wśród których zapóźnione jagody strzelały jeszcze z podszycia lasu wezwaniem przeciw usy piającej naturze Złożyliśmy go w płytkiej ziemi owinię-tego w lnianą pościałkę Rzu-ciłem pierwszą garść sosno-wych szpilek i uwiędłych li-ści Pomyślałem o wilku i li-sie i o jaśkowej tajemnicy z puszczy Strumień płynął dalej Ja-śko nie żył a Józik ozdro-wia- ł [! ~i 1 r r ł — ' Chodź ze mną — po-wiedział Józik w drodze po-wrotnej do gajówki - Chodź ze mną w naszym oddziale w lesie jest morowe życie — Nie — powiedziałem — Ja do Francji Wfyruszę dziś w nocy na Marcinkańce 1 na Orany do Wilna Za two ją wolność i moją I za to co mi zawierzył Jasiek Żeby przetrwało Klara Evans aiiiiiiniiuniiiiiiiiiiinniiiiiiminiiiiiiiiiiiniiiimiiiuniiiimininiiiiiimiiiniiiiiii PORZEKADŁA ŚWIĄTECZNE Kilka porzekadeł związanych z tradycyjnym atrybu Nie zmesze złote jajka kokoszka niesie Jajo chce być mądrzejsze od kury I z całego jaja by uhl Jajo dzisiejsze chleb icezorajszy ciele sześcionie-dzieln- e a wino hńskie — najlepsze I jaja bez niego nie zje Lepsze dziś jajo niż jutro kokosz Nie szkoda mozołu — stracić jajo a zarobić tcolu Jedno jaje we dwóch kraje a czterech jedzą Jedno stęchle jajko psuje cala potrawę Dość jajc od kokotzy gdy je często znosi Lepiej mieć jajc bez znoju niż kurę po ciężkim boju Czym skorupka za miodu nasiąknie tym na sta-rość trąci Daj kurze grzędę jeszcze icyżej siędę Idzie spać z kurami Pisze jak kura pazurem j Trafiło się ślepie j kurze ziarno Dobry kogut jest chudy Kurza stopa nie zabija kurcząt Nic sprzedaje się swej kury bez powodu nf JgjitntiHtMiM Wesołego Alleluja niezmienionej odpowiedział ILTON TEL 544-680- 6 g v ' ' - ""-iBB-mś i Życzenia z Htimilti IŁ - k 53®53353§S335!5333&3!333!533 przesyła WACŁAW ROZEMBERG POLSKI SKLEP SPOŻYWCZY I RZEŻNICZY 107 Beach Rd Hamilton Oi 544-038- 2 imS"fY jJ Tel s£i fi n -- VVS_s v_ UA n irj wy 1 ii M w =710 'nł WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH zasyła 00L0SSEUM SHOES Frank Gentile propr — The Best Imported Italian Shoes — 663 Barton St East - Hamilton Ont Tel Bus 545-175- 3 - Res 549-402- 2 WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH składa HQDGS0N'S FLORIST Kwiaty na każdą okazję o każdej porze roku 168 Birch Ave Hamilton Ont Tel 549-134- 1 jl SS?3SSSK?S!355??S!K3v?ooocoSSX33SSi WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH składa % Polski sklep ze ślubnymi ubiorami k najnowszej mody dla panny młodej oraz druH o a także eleganckie damskie ubiory na wszelke M okazje % Dorothy Stawn Creation 1 201 King St E Hamilton Ont o Tel 529-911- 3 SSS?S5S3R3l&35vS5®SS®KSSvS?5®?"-'s-v'- 1 1 &' WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH składa BEACH ROAD MEAT MARKET Ted KWIATKOWSKI właściciel Polski sklep rzeźniczo-spożywcz- y słynny z wyrobu świetnej polskiej kiełbasy 117 Beach R - Hamilton Ont Tel 544-911- 1 Serdeczne życzenia Wesołych Świąt Wielkanocni składa §BARTON-CHESTE-R PHARMACYLtl ' 664 Barton St East - Hamilton Oi (Near Sherman) Tel 545-227- 3 527-802- 2 CITY WIDE DELIYERY Serdeczne Życzenia Wesołych Świąt WielkanoM składa ' -- jSN-i' M & G Auto Body Painting and Collision Work Specjalność w naprawach karoserii {boW i malowanie samochodów Praca gwarantowana Frank Mnich (Mitch) i W Groom Właściciele 142 Bancroft St - Hamilton Oi Tel 547-08- 02 '"(yiiS! - "" —~ — —~ — " ' " 11 f$ iijksmSB" I imctoijftjjiiimtiitti — ' — —i tr ter JUT jKSr JU 6ffr &r &r jb r" aaSaŁMŁMBCT |
Tags
Comments
Post a Comment for 000120a
