000295b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
m
K:
lit tłn
iiA Mlyśl o tym przypomniała mu Hankę Wy--
tgjjś i Georga nanKa Dyta niewątpliwie jego
lJCl$ Acn iiJ'ł""la uu uiiuu uupowie--
pdluswiaaoiiuoiia u ceiacn przy- -
łyda Zauawj uu iuiuuiu muju wygauai się o Me że od niej odebrał że wysłał "ją
idaes pocztą co skolei wprowadziłoby policję na
iwy siad do tego nie mógł Jak
k miał tego uniknąć siedząc w
i :ti1 D- - „„„ r o rr
[Jltffi OSOUiiiaiva : : iiij yuiuuuy ueorga' 10
ysl! Aktualna tylko wówczas
vnv nailNd uiiłriuou JCyn ła icuanij i kqvdv
nie udało się wolności w inny
tójsób Sama Hanka mu by
tótSo Georga zwrócił zainte- -
&ofać Hitlera Tak to jest myśl!
f Uśmiechnął się do siebie
tppierosy i ponownie zaklął stwierdziwszy ze
rzećiez niema ani jeunego
fCzas biegł Bez bez okna na świat
tfar& nie miał ile minut czy godzin
IpłyilClU UU ijinrii on-OŁiuirou-w U)l glUUIiy
hćiało mu się panc a wymiary zeiaznej KiatKi
Jeiypozwalaly na uspokojenie nerwów
Musiał siedzieć na klozecie wał- -
mcać w kółko swoje losy szukać dziur
dotychczasowych czy tez fantazjować u 1CY u™ mi™ poza
Uemat przyszłości — to w osobn akiem ze zapadł
$:żym nie ani nie umilało
jtosci
niespodziewanie szczęknęły zasuwy i otwo- -
Jzyljsię drzwi z i w towa- -
dwóch mundurowych policjantów zna- - aifie w ponurym przed
pem za którym siedział inny już sier--
ant
pbejrzał Marka od stóp do głowy
akTsf rzadki okaz zoologiczny i — Naz- - mi
fflarek dojrzał na ścianie ponad głową
wielką czarną muchę się jej wi-io&ie- m
i począł się jej intensywnie
llpierżant nie doczekawszy się odpowiedzi na
poje sklął w duchu rozkaz zakazujący
Wf tym wypadku użycia normalnej procedury
losowanej do "małomównych" i za- -
z lezącej przed nim kartki: — Jesteś
zony o zamordowanie Julio i Alla-ockwel- la alias "Profesora"
iMIlarek wzdrygnął się ale nie spuścił oka z
y go mogli o co chcieli ale samo
łfżenie nie wystarczało Trzeba było mieć
vrady a tych — był pewien — policja nie
$£ierżant odczytywanie
skinął na stojących za Markiem policjantów
eaeji z nich uchwycił za rękę tak ściskając
gijnusiał wyprostować palce poczym przyKła-lałlf- e
kolejno do poduszeczki z atramentem a
mnie na Dodsuniety nrzez sierżanta formu- -
łWijgł uay SKonczyi z jeujną uiiiomą ilą samą czyn- -
z drugą
w pierwszej chwili chciał protestować
didomiwszy sobie jednak że i tak nic mu
Ele pomoże obojętnie poddał się zabiegowi
zjedzą nim drugi mo--
JCISZEK FENIKOWSKI
ez okna do
onego ptasimi wle- -
pszczoła w nie- -
lej izbie drogi
tu krążyła pod
a się o ściany równie na-- e
i nieznużenie jak słowa
danych malżon
ma zdawała sie nie słyszeć
szczelnego ani jaz-niewieści-ch
Sie--
do
cv i Datrzac na rzeKe Pio- -
ieniec z bylicy Zie- -
mialo wielką
noraNie na darmo je
[Xmką zielną" nie na darmo
nim przybierały się
dżjefczyny w noc Krzesu
przyniosło i mnie dzi-5Uj-zczęśc-ie"
— pomyślała zgi-nając
pędy zieleniejące listkami
rozcfpierzonymi jak ptasie nóżki
11 głębi izby plotkowały
żony:
$£f Skończyło się już
HA nie wam już
Ojjtyniu iż tako
ItfNic jej obcy bożyc nie po-nó- gl
S§Darmo ciągle go zaklina
wiecie co czynił dzisiaj
Jordan?
W$ Olsza zaczęła
rfećjopowiadać pośpiesznie
IS-iWysze-dł
świtem na Chwali- -
W5ki Most i' noczał ludziom IS jakieś dziwy
IsaPewnie znów wołał: "Kier
sszgKierleysa"
ft-i-o
go tam pojmie-AJ- y
Olsza skąd wiesz?
Stryiec mi mówił — wy--
a — Lutui On zaś słyszał
walisza Ludu się tam koło
: nazbierało! Z wy- -
smardy nwtniki woje
aki co z siekierami szły
Iporow drzewa rąbać na
Rvbaki oołow na groa
Wsicy postawało i
raicHIałoco jako prawił Sr° jakimś człeku ienże drze:
'lęjfchodził po świecie Wieliki
onjbył się w sierc
lelCądzia i przepasywał
pa'sem a żywił leśnym
uorfem i
TM"" LJ Jcsl: 3 ado ja wiemr lego me
gdał Mówił jeno iz ludzi'w
ln — : r ' r W „jj ł najau — ""- -
sSO n wodniku
rawila Miła! — Nie
ako "Olsza iż hył
Kiordv
iście Hicuij
Jacek Brzezina
WRZESIEŃ 7
ich palców — myślał prawie wesoło
zastanawiając się gdzie też tamten mo-że
się w tej chwili znajdować W jakich
pod jaką literą?
Kiedy został już fachowo
palców dłoni Marka sierżant ka-zał
oskarżonego odprowadzić do Nie
chciał go dłużej widzieć
Marek znowu usiadł na klozecie Policja z
wiadomych tylko sobie odkrywała kar-ty
dając mu do że coś wie Nie miała
jednak oczywiście
jednak zdołał juz
słysza- -
jać
wieczór Nie przypuszczał by nowego
mogło zajsc przed ranem Miał więc przed sobą
całą noc w klatce co nie zbyt
perspektywy O wyciągnięciu się nie by-ło
mowy Musiał się siedzeniem na
klozecie A jeszcze wieczór w
w fotelu w barze obserwując nogi Zu-z- y
się z tego porównania wzru-szył
Jeżeli policja sądzi zp usłyszaw-szy
o co jest oskarżony będzie się bał spędzi
będzie jak z
nut — czeka ją wielkie rozczarowanie Był zmę-czony
i nerwowo Następny dzień bę-dzie
od niego i
Musi więc spać spać spać
głowę myśleć o
czymkolwiek
Pobyt Marka w śródmiejskim komi-sariacie
nie na zmianę rutyny
policyjnej W pierwszym rzędzie sze-reg
spraw związanych z utrzymaniem
w centrum wielkiego miasta następnie
do więzienia wszystkich
awanturników zebranych w ciągu nocy i dopie-ro
wówczas sierżant (ten sam który
przyjmował Marka) porozumiawszy się z inspek-torem
Macdonaldem kazał sprowadzić
z
Nieogolony szary z podkrążonymi oczyma
w ubraniu z rozczochranymi włosami
Zabawa całkiem inaczej niż poprzed-niego
dnia do zarzucanych mu
przestępstw mimo to był dalej na
i Nie nawet o
czy kawę co świadczyło że
nie będzie „miał z nim łatwej
Sierżant bez słowa rzucił krawat
pasek i sznurowadła a gdy je założył przypilno-wał
by prawą rękę mu kajdankami
Swarozyc i Weles
książęcych
kręciła i swoje przedziwne baśnie
chacze zapominali o całym świe- -
f — Nie o olbrzymie ani wodni- - cie przestawały
ku Mówił iż człek ow był wiel
kim iż nad
chodzi jego święto Potem pra-wił
jeszcze iż
do pni i wszystkie drze-wa
co nie da'ją owocu a chlewy
popali nieugaszonym
Ludzie słuchali gęby
on zaś wziął jakiś wie-cheć
umaczał w misie
począł kropić rzekę żegnać Kier-leszowy-m znakiem i zaklinać
— Tak w Carogrodzie czynią
— wtrąciła Sofia — Wodę świę-cą
rusałki i diabły przepędzają
Ale nie jej
— Zielinca obrazi —
zaniepokoiła sie stara Kruszą —
Mścić się będzie na
— Tako też wołali —
przytaknęła Olsza — Grozili mu
i chcieli go do rzeki z
mostu zrzucić Ledwie zdołał ujść
cało też i to rze-czy
by w dzień Krzesu takie
gusła
Rnpna sie przez
okno W dole przy wale krzewiła
sie bumie tarnina Az cio potowy
czerwca śpiewały w niej co
słowiki Teraz nie się
już Za wałem rzeka lsmla w
słońcu a od Chwaliszewa w
chmurze pyłu zbliżał się jakiś
orszak gwar za pleca-mi
dziewczyny rósł _ Oj łado łado! — przytak-noi-n
?
— Toć to Krzes dzisiaj będzie
wesele _ A będzie będzie — przy-taknęła
z uśmiechem piastunka
Nad czołem jej sie si-we
włosów wymykające
się spod
Jako — zastana-wiała
— -
się Guleborga — pójdzie
Czeszka na Krzes? _ Nie nóidzie Lękać się bę-dzie
by nie obrazie
— Jej bożyc pono nie lubi we
— tedy siedzi w gro
dzie kiedy my będziemy pląsać i
Rozjaśniły im się twarze n
mvśl o zabawie tan
ach płonących stosach pies
niach
— Ilko to jeszcze czasu do wie-czora!
— westchnęła Miła
A dłuży sie jako nigdy
— Niech Kruszą pocznie ba
—
— zleci nam
xt!vł tnió) iimiąłoDOwiadać:taV
"ZWIĄZKOWIEC" (September) Sobota — 1957
i
i
i
i
i
i
i
—
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone
Copyright reseryed by Pollsh Alllance Press Ltd Toronto Ont Canada
prząść woje przerywali
a nieraz sam książę przecho-dząc
w progu by po
słuchać słów starej Wiele
lat wiele widziała
jej włosy twarz wciąż miała
i jak jabłko
Gadać lubiła toteż nie trzeba
było jej długo prosić o baśnie
— A o czym wam dzisiaj ba
jać? — spytała rada ze gotowe
są słuchać po raz setnyHych
opowiadań nie od
kiedy przekazywanych z
na
Niewiasty wołały jedna przez
drugą:
— O srogich olbrzymach!
— O woju co go to wiła wciąg-nęła
w trzęsawicę
— O wodzie żywej!
— O Mamunie i Zielińcu-wod-niku- !
— O niedźwiedziach w głazy
na Ślęzie przemienionych
— O
— O rybaku i ubożętach!
głową z przekornym
uśmiechem:
— Inszą gadkę wam
Popatrzały na nią zaciekawio-ne
— Dzisiaj Krzes —
— tedy bajać wam będę o kwi
tnącej paproci
— Mów Kruszą! Jakoż było z
oną paprocią?
Nie mogły się Na-gliły
niecierpliwie Zaczęła
więc mowie powoli rozważnie
przywołując na słowa sły-szane
babki i matki:
— Kiedy Swarogo-w- i
minęły dni światem
się jego o
A miał on synów dwóch:
jeden jako słońce jasny i wesoły
do lewej ręki z eskortujących go poli-cjantów
Przed komisariatem czekała już czarna
Marek usiadł na tylnym w
dwóch policjantów Z przodu prócz
zajął jeszcze jeden członek
Mieli przy pasach rewolwery mogli
być z zapaśnikami lub i byli
do siebie jak wszyscy ludzie dobrze
odżywieni i z życia
wyjechał z podwórza
i się w ruch uliczny
Marek z miną podniece-nie
Nie był już odgrodzony od świata
ścianami Wtłoczony wprawdzie
między tak liczną i — czuł się
juz niemal na wolności Zapamiętał do której
kieszeni schował od
w zasięgu ręki widział czarne rewolwe-rów
Oczywiście musiał czekać na okazję i
z które mu się w głowie roiły
mogło nic nie wyjść nie miał bowiem
ani zamiaru ani się do de-sperackich
Nie mniej jednak miał
otwarte oczy i uszy i był przygotowany
Nie długo potrzebował czekać
w boczną ulicę i po-częły
się toczyć w błyskawicznym iście amery-kańskim
tempie
W ulicę za samochodem Marka
skręcił jakiś inny go na
gazie i niespodziewanie dro-gę
za kierownicą w
chwili gwałtownie kierownicą i
na hamulec przez to ale
na chodnik i z hukiem rozpłaszczył ma-skę
na słupie telefonicznym
był zarówno niespodziewany jak i wy-starczający
by Marek i przy nim
w jednej skłębionej masie rąk i nóg
zwalili się na Równocześnie
się strzały
Marek nie się wiele Leżący pod
nim nie "ruszał się upad-kiemNamac- ał
lewą ręką jego
i wyciągnąwszy broń zdzielił lufą w głowę
przygniatającego go policjanta do
był kajdankami odszukał kieszeń
której był klucz od kajdanków i wy-ciągnąwszy
go uwolnił rękę z żelaza
nie się z sKouowanycn na poaioaze
ciał jednak-uda- ło również
to na piętro
wywalone kraksą do sypialń nikogo
'
drugi zaś jako noc i po-sępny
Jeden zwal się
dziano „
— Weles — Miła
— Iście — przytaknęła stara
odpędzając od twarzy
— Weles mu dziano
Od welów siedzących w
Nawii Od welów Mo-carni
byli bracia i wielicy
i bój ich wieliki był Wo-dzili
się długo po puszczach i
górach wszakoż ni Weles nie
zdołał Swarozyca ni
Welesa Kiedy czarny
skały i rzucał na brata
jasny zasłaniał się tar-cza
słońca wykowaną ongi przez
Sw"aroga niebieskiego kowala
Wiele jeszcze takich skał poroz-rzucanych
po ziemi po-lańsk- iej
pomorskiej mazowie-ckiej
i wiślańskiej
pól wychylając się z'łak i jezior
tam kędy padły z Welesowej
dłoni — bo ludzka ręka nie ru-szy
ich z miejsca One to znaczą
wielikie boże pobojowisko od
gór aż po morze sine
Ej trzęsła się ziemia cała kiedy
wadzili się i
Co się Weles w ciemne
obłoków odzieje zara
płomienistym mieczem gromu
rozedrze chmury Co znów
napnie siedmiobarwny łuk
tęczy by przeszyć słonecznym
grotem przeciwnika to tamten
mgieł i chmur narozwleka zni-knie
w ćmie z oczu łucznika
— Oj łado łado — dziwo-wały
się
— Jąkać to bitwa była!
— Dobrze iż to działo się
przed
— Nie z życiem
— Iście — ciagnęłaJCrusza —
się wtenczas ziemia pod
cale
Wyrywali drzewa z
mącili jeziora do dna
Niebem przewalały się t burze
Trwało tako przez sto albo' i wię-cej
roków Az srostrzegli bracia
iż w sposób jeden
nie zmoże
cową wziął bvł
dzień a Weles noc Jasny
Już w następnym numerze
nowa druga powieść w "Związkowcu"
pt "Pani Ministrowa"
Fascynująca Zygmunta Jurkowskiego z życia
stolicy Polski na krótko przed wybuchem wojny Kariera
HannyPlońskiej dziewczyny z małego miasteczka na tle
kulis życia dygnitarzy państwowych i ówc7cnvch
Czytelniczkę i Czytelnika
[Dwa razy w — dwa odcinki sensacyjnych'
yspółczesnych
22
Tuż przed kryjąc się za moto-rem
klęczał jeden z policjantów strzelając w
stronę niewidocznych napastników Przez
szybę strzelał również skurczony pod kierownicą
strzelali ukryci za swoim samochodem
napastnicy i kulki przeciągle nad gło-wami
lub o mury domów
Marek nie miał zamiaru ani kto
strzela ani czekać końca bitwy Przyjmujgęjca-ł-e
wydarzenie przysłowiowy łut
któremu nie należy w zęby zerwał się
schował do kieszeni w ręku
i ulicą Wokoło
niczym spłoszone kuropatwy uciekali również
inni ludzie kryjąc się w domach lub
na oślep przed siebie Wśród tych Ma-rek
dopadł rogu ulicy skręcił do na-stępnego
rogu znowu skręcił i zwolniwszy nie
rzucającym się w oczy ale nie mniej spiesz-nym
krokiem przed siebie
jak nagle wybuchła tak i nagle ucichła Na ulicę
poczęli wyglądać wystraszeni mieszkańcy oko-licznych
domów
Marek odetchnął swobodniej za
czy Jak dotąd miał
nie mógł jednak liczyć na nie dłużej
ani też przypuszczać że o siłach wydo-stanie
się z którą policja lada moment
zorganizuje Był nieogolony zmięty i
właśnie tak jak powinien uciekający
przestępca Musiał więc natychmiast znaleźć
bezpieczny schron w którym będzie
miał czas się nad tym co zaszło i co
dalej robić
się po okolicy Wokoło stały
domki oddzielone od trawnikami
Nie wyglądały ani na nowe ani na zamożne W
z nich musiał schronić się Nie
jednak wiele czasu do Na balkonie
pierwszego z brzegu pełne butelki mle-ka
i w rulon gazetę Dowód że albo
mieszkańców nie było w domu albo jeszcze
spali Wszedł spokojnie po trzeszczących
i prawą rękę trzymając w kieszeni na
lewą ujął i zastukał nią do
drzwi Na ewentualną z domu
nawet nie czekał Z obu stron znajdo-wały
się okna z szybkami oprawnymi
w ramki Szybko wyjął i
kolbą wygniótł dwie takie szybki Przez otwór
wsadził namacał zamek i drzwi
się na moment nie nic co by
wskazywało że ktoś z lub nielicznych
przechodniów spostrzegł wszedł do
i chłodnego halu za sobą
drzwi i stał chwilę nasłuchując W domu
cisza
— Anybody home? — krzyknął
w dłoni
Nikt nie odpowiedział Mieszkańcy musieli
być Sprawdził to jednak szybko prze
przez na sa
nie było rzeczą-łatw- ą jakoś loni pokój do
mu się zrobić i na 'czworakach przez poczym wbiegłszy po zajrzał
'drzwi na ulicy i łazienki Istotnie nie było
trwała dalej w domu
obaj
Tedy
zmóc
Leżą
żaden
każdą
jako
było
rękę
bożyc życie a śmierć i
jej mroczne krainy Od owego
dnia jeden rządzi światem a dru-gi
ciemnością Wszakoż walka
ich nie skończyła się Szła dalej
jeno już ukryta
Weles olbrzymów by z
ogromnych i skał
mu gród na górze Ślęzie
Patrzył j'ak one wiel-koludy
pojawiały się każdą zimą
ciemiężyły lud i słowiańskie
miast koni zaprzęgały
wozów ładownych
Słuchał skarg dzieci żon matek
i się jego gorące serce
tedy czerwonymi piorunami wy-bił
co do nogi Welesowych wo-jowników
Zima to była i Weles
dął by zdmuchnąć jego
płomieniste groty Nie
mocy brata Rzecze tedy: "Nie
siłą to zdradą pomszczę śmierć
olbrzymów"
— I się?
— Jako to
— Mów Kruszą!
— jako było dalej!
Odsapnęła odgarnęła z oczu
wymykające się spod
i odp'owiada
że nie mogą się
ciągu:
— Miał ci pośród
swoich gwiazd jedną najcudniej-sz- ą
świeciła najjaśniej ze
a zwala się: Szczęśliwa Tę
to porwał mu jednej no-cy
bóg Weles Wycze
kał chwili kiedy brat
zasnął i posłał gońca swego pu-chacza
by mu ze zło-tego
rogu ową gwiazdeczkę
"Skoro jeno mieć ją będę tedy
rychło Swarozyca zmogę" —
myślał nie lako się sta-ło
jako Kiedy jeno pu-chacz
z dziupli w
dębie i cicho
ku świętemu gajowi kędy bo-iv- c
drzemał na trawach
kiedy jeno zajrzał do złotego ro
gu i porwał Szczęśliwą w swój za-krzywiony
dziób blask jej ośle
oił go Przygasły mu źrenice
Ruszył czvm z powrotem
i zmyhTdrogę Bił skrzydliskami
o cierniste krzewy o iglaste ga-łęzie
Nie mógł trafić
do włodyki a gwiazda poczęła
?o palić Z gorąca jeszcze bar-hi- ej
zakrzywił mu po-ciemniało
i opaliło piene Kiedy
nie mógł iuż dłużej znieźć żarn
gwiazdy chciał ją przerzucić
znonńv i w nieść da-'- m
Wtedy wymknęła mu sie
spadła na ziem i zgasła Znikła
wśród wielkich
panroci księżycowych po-'''"Ton- ów i próchniejących
kłód
Bogna snlałać łod"i
hv]'icy Ręce iej na
hń 7wcziaenłaku uwZanciieekawsiłłuachajća
slńw KniS7V o Kwa rr7vrowp i
llo nrzańadłej wt
V V V V v
docierał przez ga
łęzi ni jeden słońca Po
ziemi między
i bujną się
śliskie żmije wypatrujące na
rozkaz Welesa zaginionego skar
bu barn król węży ze złotą na-roślą
niby na głowie za-glądał
przenikliwymi oczyma do
do każdej dziu
i wodniki
łotnistymi łapami w mule prze-padlis- k
toczonych trądem błę-kitnej
pleśni Dech ich
się z głębi ma-łymi
pęcherzykami nr
rzęsie i rdzy powlekającej tonie
oczek Nocami
jak ślepia szu-kających
"zguby na
próżno Taki bvł bowiem czar że
w rozłunioną noc Krze-su
— kiedy Swarozyc wkracza-jąc
w blasku stosów do
dziedzin pochmurnego brata-n- a j
bliższy jest zwycięstwa nad
mrokiem — szczęśliwa
ukryta w paprociach błyska na
chwilę najcudniejszym
o płomienistym Kielichu by za-raz
i z oczu ludz-kic- h
na cały rok Kto jednak
kwiat ów ujrzy i zerwie śmiała
dłonią — ten odnajdzie wielki
skarb i przeniknie tajemnice
— Czego by jeno zapragnął
ziści mu się — staru-cha
— Cudny kwiat — zachwyciła
się Jarosławówna
— I nikt go dotąd nie znalazł?
— spytała Guleborga
# #
Przytoczyliśmy z
WoJtCM--„I DrłjuilglliCelaZmKoćrl zerc"iiiKuwsiueKUO
irzenosi nas w( czasy Mieszka I
kiedy sie krzewić chrześ-cijaństwo
dwór jak' i
ooddani pierwszego księcia pol
ikiego żyją jeszcze po
gańską Opowiadają 'o Swaroń'
cu Welesu Zieliń
cach i innych pomniejszych bós
lwach słowiańskich W
ciągu swoje
Dogańskie
Powieść morze" onar
ta jest na wnikliwych studiach
nad Polski
Autor zadał sobie du-żo
trudu aby na podstawię bar
dzo skromnych notatek hisf?
i badań folklorystycz-nych
życie (Mieszko
wych noddanych napi
sana jesi jezyniem prostym ir
i tam archaizowanyml
jednak zrozumiałym dla cytel-njka-Mieś- ci sie wniei
łal mitologia prapolska Stąd czy- -
iaMK'jaijeunym icnem n
"Dłueie morze" F
skiegomożnanobyćsw Zwiąż- - kowcuw MdneHpłOcjpnneiH)-pfawie- 3 Powieść lic7v
STR 7
IRON FIREMAN MFG'
poleca nalnowiie ogrzewani
Furnace alr condltlon na gai lub
oliwę tanki na wod
Przystępne ceny — 10 lat gwarancji
5 letnie spłaty Po Informacje dzwonić
I B I E N I A S
Biuro LE 1-M- 31 po 5 w lecz LE ?
39-P-6- 1
KWIACIARNIA FORTUNA
KWIATY NA WSZYSTKIE OKAZJE
356 Bathurst Sł — EM 8-07-
97
naprzeciw szpitala
na północ od Dundaa SU W
SŁOWIAŃSKI SKŁAD FARB
FARBY — TAPETY— OLEJE
pierw sioJ Jakości po
cenach
Palnt & Wallpaptr Co
Właściciel Ochrym
823 Dundas Sł W EM 4-65- 97
15 05P
Jedyny Polski Salon
Piękności
Marya's Beauty
Specjalizacja w trwalej
Waves"
216 Bałhunt St EM M432
P
Jedyny Polski Salon Pleknofci
AGNES BEAUTY SALON
w trwalej ondulacl
farbowaniu I układaniu wloifiw
195 STREET
(blisko BathurM)
Tel LE 4-30-
70 Otwarte wieczorami P
William
Właść: B Czarnota
Poleca obuwiu
1' kanadyjskie
Wyfivlumy równlel obuwia do Polski
750 Quen Sł W — EM 3-48-
98 P
POLSKI SKLEP OBUWIA
Stanley
Obuwie najlepszych firm kanadyj
sklch 1 angielskich Wszelkie kolory
1 rozmiary
1438 Dundat St W- - Toronto' ' Tel LE 5-95- 30
Właściciel ST MAZURKIEWICZ'
STAN!S CLEANERS
" --Zabier-amy
do' czyszczenia'
i prania oraz dostarczamy
w DZIEfJ I
994 Queen Sł W LE ' 6-02- 82 JM5-- P
-
naprawa i budowa
DACHÓW
roboty
— rynny
282 Symington Avo LE 2-49- 77 Toronto
i 1051P
BIURO TŁUMACZEŃ
w Drrlur
J K
Wizy — —
I Emigracja itd'
57 QUEEN ST W EM 8-94-
30
(koloBay) potf 300
gwarancja
Wielka
wyprzedaż futer
Bogaty wy-bór
najnow-szych
modeli
futer po ce-nach
bezkonku-rencyjnych
Łatwe i dłu-goterminowe
(płaty
HRYN
(insulation)
Długolbtnla
Dwa sklepy do WasreJ
Firma nasa stuły Polakom od &4 lal
506 Queen St W
750 YongoSł
-- 2200
Toronto sp
Joi&
dyspozycji
PRINCESS
Fashion Furs
EM 3-88- 84
WA 1-8-
971'
Zawiadamiamy naszych
K L IE N T "
fe obecnie próci WĘGLA mamy na
iprzedai 1 dostarczamy" do domów
olej opału
"WHITE ROSĘ"
' Dzwoń do
POLSKIEJ SKŁADNICY OPAŁU
skłarlu
Telefon
RE
406
Gilbert
Avenu
(dwa dwa zero źaro)
n£c(
--IIł'ITVaJ 1111Ul Ii krIV#IVHm M!llUlll_!l
-- tmól
i{U£&M-t- tl
ją
go
roz
nip
noc
Bo
noc
ją
od
po
do
do
po--
CO
SMW
fiRKi h'ejr?tti- - wrrrrf
'3-- M 3Łł ! I
mm
tł
Ml
ł HTi MW
mm
J y?
w
łf&byu
rlla Ł '4v5p8 aV N?KjSt WiS8'J BkmŚtBHilBBBBWB vE Pi iZfT' - -- - - - - _ zrzrz rrJ-iaMiT- ł " tnf a
! I 1 i -- 5 " Sil ':„' -
---J
-- i v~ro TTipdv — - rfZmŁ&ll i "'w Knrvinn7 hu ? wWi si?iW"Mi'Ł 35KiSwSB?'J "-!+- -t 1 1 iS - i i f imrfi --Th+lfiĄTPfłłiil-1
llIPI
mą
ml
ii
"E?w-4Asaaa:iCKvseaa- s r!imatVtXPza3czy'Snałaa"isenuSc i'i- - &SmWBKife
liii i m
pmwiuiwycn
dopuście
stalowej
oczywiście
firKowi odzyskać
przecież doradzała
Mógłby chłopaka
milionami
ponownie sięgnął
zegarka
pojęcia
chodze-le- M twardym
dalszych
planach spęazonycn
Wszystko
zmieniało rzeczywi--
Wyszedł osobniaka
jyitwie
Donownie korytarzu
dyżurny
niczym
warknął
sier-ant- f
Ucieszył
przypatry- -
pytanie
więźniów
[rtzytać
Angelino
Oskarżać
ukończył oskarżenia
iwykonał
fjfarek
SŻeby odnajdą komplet
dziedzińca
głosami
zabłąkana
szukając
pułapem
brzęku
języków
odwrócona plecami
wonnej
magiczną
nazywano
ffłąśie
&Qbyś
Mie-fcKO- we
władanie
Dobrawy
mówiłam
będzie?
SjrfA
eisSWiatek
wiedziały
bez-ąjiitf- e:
karczmy
Wszystko
prawił?
Odziewał
sko-ąnj-m
szarańcza
v:r"]niKU
olhrrWiip
prawiła"
noprosna
odcisków
komplet
archi-wach
formularz upstrzo-ny
odciskami
osobniaka
powodów
poznania
żadnych dowodów
stwierdzić
cośkolwiek
żelaznej stanowiło
wesołej
zadowolić
ubiegły spędzał
zgrabne
Roześmiał
ramionami
bezsenną nazajutrz śpiewał
fizycznie
wymagał wielkiego wysiłku opa-nowania
Podparł rękoma przestał
Zabawy
wpłynął porannej
załatwiono
porządku
karetką
odstawiono pijaków
dyżurny
Zabawę
osobniaka
zmiętym
wyglądał
Bardziej pasował
obojętny
wszystko milczący poprosił pa-pierosa
inspektor
przeprawy
Markowi
przykuto
Bratanica Lutujowa siu-głow- a:
Niewiasty
smardem Kierlesza
siekierę przyłoży
wyrąbie
ogniem
otwierali
konopny
srebrnej
słuchały
Jeszczeć
rybakach
rybitwy
pięściami
słyszane
ob-mierzłe
czynić?!
wychyliła
odzywała
Niewieści
uśmiechem świetochna
chwiały
kosmyki
nałęczki
myślicie
Kierlesza
Niechaj
śpiewać
wieczornej
gedżbie
pogwar-k-i
przystanął
prze-żyła
Posiwia-ły
czerstwą rumianą
daw-nych
wiadomo
pokole-nia
pokolenie
wilkołaku!
Pokręciła
powiem
wyjaśniła
doczekać
pamięć
niegdyś
wielikiemu
władania
nokłócili synowie dzie-dzinę
jednego
li-muzyna
siedzeniu
otoczeniu
kierowcy miejsce
eskorty
wyglądu bokserami
podobni
zadowoleni
Samochód komisariatu
wmieszał
obojętną pokrywał
żelazny-mi
osobniaka
dobraną eskortę
policjant kluczyk kajdanek
futerały
oczy-wiście
planów
chwilowo
potrzeby uciekania
czynów
Policyjna li-muzyna
skręciła wypadki
wiozącym
samochód wyminął
pełnym zagrodził
Siedzący policjant ostatniej
zawinął nacisnął
Uniknął zderzenia
wjechał
swojego samochodu
Wstrząs
siedzący po-licjanci
podłogę rozległy
pierwsze
namyślał
policjant zamroczony
pochwę rewolwe-ru
którego przy-kuty
Szybko
schowany
Wydosta
pomięazy
chmurny
Swarozyc
drugiemu
szepnęła
cie-rniach
pod-nosił
śląskiej
skalnych
zmagali!
kolczugi
Swarozyc
Swa-rozyc
niewiasty
uszłyby
Trzęsła
bożyców
dąbrowy ko-rzeniami
drugie-go
tpdyoj
dziedzinę: Swaro-zyc-powieść
tygodniu
powieści pisarzy polskich
Markiem
rozbitą
kierowca
gwizdały
klaskały
dochodzić
szczęścia
zaglądać
trzymany policyj-ny
rewolwer pomknął
biegnąc
ostatnich
przebiegł
poszedł Strzelanina
dopiero
szóstym siódmym zakrętem
szczęście
własnych
obławy
wyglądał
wyglądać
dopiero
zastanowić
Rozejrzał pię-trowe
chodnika
jednym
namysłu
zobaczył
schod-kach
re-wolwerze
reakcję
wejścia
małymi
metalowe rewolwer
otworzył
zauważył
sąsiadów
włamanie
ciemnego zamknął
pano-wała
ściskając
rewolwer spoconej
chodząc położone parterze kuchnię
--jadalny [zajrzał piwnicy
wypełzł schodach
Strzelanina
natrętną
pszczołę
Swa-rozyc
okrągłą
'pośród
bogowie
wiekami!
stopami Tratowali
Podzielili
wa-runków
zaciekawi
skulony
zwiniętą
kołatkę
wnętrza
Odwrócił
nieobecni
ciemny
tajemna Przy-wołał
głazów wysta-wili
Swarozyc
nie-wiasty
kamieniami
wzruszyło
wichurą
zdzierży!
pomścił
udziałal?
Powiadaj
kosmyki
nałęczki zadowolo-na
doczekać
dalszego
Swarozyc
wszy-stkich
gwiazdę
ciemności
znużony
wykradł
Wrzakoż
pragnął
wyfrunął o-grom- nym poleciał
bujnych
prędzej
chojarów
siędziób
pazurach
skrzypów widła-ków
niresMa
snoczpły zie-lonym
Twiedzip "łucłiymt
powalę
promień
wilgotnej trzmie-lin- ą
paprocią czołgały
koroną
każdego wykrotu
Topielice gmerałj
zionący
zgnilizną dobywał
bulgotał
leśnych świeciły
próchno puchaczy
Wszystko
jedynie
świętych
gwiazda
kwiatem
zgasnąć zniknąć
szczęścia
kończyła
fragment
Książka
zaczęło'
Zarówno
tradycją
Mamunach
dalszym
obchodzą obrzędy
„Długie
dziejami orzedchrzp
cijańskiej
ryc7nych
odtworzyć
Powieść
hiemnie-- '
nrawie~ca- -
Fenikow- -
655śtron
'przystępnych
Metropolitan
Parlor
Ondulacji "Permanent
Specalliaca
HARBORO
Shoe Stora
importowana
Shoe Stora
Chemiczna Pralnia'
WIECZÓR
insulacja
asfaltowe
MICHALSKI
'Paszporty
OW
do
polskiepo
MIN
mmm
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, September 07, 1957 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1957-09-07 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000135 |
Description
| Title | 000295b |
| OCR text | m K: lit tłn iiA Mlyśl o tym przypomniała mu Hankę Wy-- tgjjś i Georga nanKa Dyta niewątpliwie jego lJCl$ Acn iiJ'ł""la uu uiiuu uupowie-- pdluswiaaoiiuoiia u ceiacn przy- - łyda Zauawj uu iuiuuiu muju wygauai się o Me że od niej odebrał że wysłał "ją idaes pocztą co skolei wprowadziłoby policję na iwy siad do tego nie mógł Jak k miał tego uniknąć siedząc w i :ti1 D- - „„„ r o rr [Jltffi OSOUiiiaiva : : iiij yuiuuuy ueorga' 10 ysl! Aktualna tylko wówczas vnv nailNd uiiłriuou JCyn ła icuanij i kqvdv nie udało się wolności w inny tójsób Sama Hanka mu by tótSo Georga zwrócił zainte- - &ofać Hitlera Tak to jest myśl! f Uśmiechnął się do siebie tppierosy i ponownie zaklął stwierdziwszy ze rzećiez niema ani jeunego fCzas biegł Bez bez okna na świat tfar& nie miał ile minut czy godzin IpłyilClU UU ijinrii on-OŁiuirou-w U)l glUUIiy hćiało mu się panc a wymiary zeiaznej KiatKi Jeiypozwalaly na uspokojenie nerwów Musiał siedzieć na klozecie wał- - mcać w kółko swoje losy szukać dziur dotychczasowych czy tez fantazjować u 1CY u™ mi™ poza Uemat przyszłości — to w osobn akiem ze zapadł $:żym nie ani nie umilało jtosci niespodziewanie szczęknęły zasuwy i otwo- - Jzyljsię drzwi z i w towa- - dwóch mundurowych policjantów zna- - aifie w ponurym przed pem za którym siedział inny już sier-- ant pbejrzał Marka od stóp do głowy akTsf rzadki okaz zoologiczny i — Naz- - mi fflarek dojrzał na ścianie ponad głową wielką czarną muchę się jej wi-io&ie- m i począł się jej intensywnie llpierżant nie doczekawszy się odpowiedzi na poje sklął w duchu rozkaz zakazujący Wf tym wypadku użycia normalnej procedury losowanej do "małomównych" i za- - z lezącej przed nim kartki: — Jesteś zony o zamordowanie Julio i Alla-ockwel- la alias "Profesora" iMIlarek wzdrygnął się ale nie spuścił oka z y go mogli o co chcieli ale samo łfżenie nie wystarczało Trzeba było mieć vrady a tych — był pewien — policja nie $£ierżant odczytywanie skinął na stojących za Markiem policjantów eaeji z nich uchwycił za rękę tak ściskając gijnusiał wyprostować palce poczym przyKła-lałlf- e kolejno do poduszeczki z atramentem a mnie na Dodsuniety nrzez sierżanta formu- - łWijgł uay SKonczyi z jeujną uiiiomą ilą samą czyn- - z drugą w pierwszej chwili chciał protestować didomiwszy sobie jednak że i tak nic mu Ele pomoże obojętnie poddał się zabiegowi zjedzą nim drugi mo-- JCISZEK FENIKOWSKI ez okna do onego ptasimi wle- - pszczoła w nie- - lej izbie drogi tu krążyła pod a się o ściany równie na-- e i nieznużenie jak słowa danych malżon ma zdawała sie nie słyszeć szczelnego ani jaz-niewieści-ch Sie-- do cv i Datrzac na rzeKe Pio- - ieniec z bylicy Zie- - mialo wielką noraNie na darmo je [Xmką zielną" nie na darmo nim przybierały się dżjefczyny w noc Krzesu przyniosło i mnie dzi-5Uj-zczęśc-ie" — pomyślała zgi-nając pędy zieleniejące listkami rozcfpierzonymi jak ptasie nóżki 11 głębi izby plotkowały żony: $£f Skończyło się już HA nie wam już Ojjtyniu iż tako ItfNic jej obcy bożyc nie po-nó- gl S§Darmo ciągle go zaklina wiecie co czynił dzisiaj Jordan? W$ Olsza zaczęła rfećjopowiadać pośpiesznie IS-iWysze-dł świtem na Chwali- - W5ki Most i' noczał ludziom IS jakieś dziwy IsaPewnie znów wołał: "Kier sszgKierleysa" ft-i-o go tam pojmie-AJ- y Olsza skąd wiesz? Stryiec mi mówił — wy-- a — Lutui On zaś słyszał walisza Ludu się tam koło : nazbierało! Z wy- - smardy nwtniki woje aki co z siekierami szły Iporow drzewa rąbać na Rvbaki oołow na groa Wsicy postawało i raicHIałoco jako prawił Sr° jakimś człeku ienże drze: 'lęjfchodził po świecie Wieliki onjbył się w sierc lelCądzia i przepasywał pa'sem a żywił leśnym uorfem i TM"" LJ Jcsl: 3 ado ja wiemr lego me gdał Mówił jeno iz ludzi'w ln — : r ' r W „jj ł najau — ""- - sSO n wodniku rawila Miła! — Nie ako "Olsza iż hył Kiordv iście Hicuij Jacek Brzezina WRZESIEŃ 7 ich palców — myślał prawie wesoło zastanawiając się gdzie też tamten mo-że się w tej chwili znajdować W jakich pod jaką literą? Kiedy został już fachowo palców dłoni Marka sierżant ka-zał oskarżonego odprowadzić do Nie chciał go dłużej widzieć Marek znowu usiadł na klozecie Policja z wiadomych tylko sobie odkrywała kar-ty dając mu do że coś wie Nie miała jednak oczywiście jednak zdołał juz słysza- - jać wieczór Nie przypuszczał by nowego mogło zajsc przed ranem Miał więc przed sobą całą noc w klatce co nie zbyt perspektywy O wyciągnięciu się nie by-ło mowy Musiał się siedzeniem na klozecie A jeszcze wieczór w w fotelu w barze obserwując nogi Zu-z- y się z tego porównania wzru-szył Jeżeli policja sądzi zp usłyszaw-szy o co jest oskarżony będzie się bał spędzi będzie jak z nut — czeka ją wielkie rozczarowanie Był zmę-czony i nerwowo Następny dzień bę-dzie od niego i Musi więc spać spać spać głowę myśleć o czymkolwiek Pobyt Marka w śródmiejskim komi-sariacie nie na zmianę rutyny policyjnej W pierwszym rzędzie sze-reg spraw związanych z utrzymaniem w centrum wielkiego miasta następnie do więzienia wszystkich awanturników zebranych w ciągu nocy i dopie-ro wówczas sierżant (ten sam który przyjmował Marka) porozumiawszy się z inspek-torem Macdonaldem kazał sprowadzić z Nieogolony szary z podkrążonymi oczyma w ubraniu z rozczochranymi włosami Zabawa całkiem inaczej niż poprzed-niego dnia do zarzucanych mu przestępstw mimo to był dalej na i Nie nawet o czy kawę co świadczyło że nie będzie „miał z nim łatwej Sierżant bez słowa rzucił krawat pasek i sznurowadła a gdy je założył przypilno-wał by prawą rękę mu kajdankami Swarozyc i Weles książęcych kręciła i swoje przedziwne baśnie chacze zapominali o całym świe- - f — Nie o olbrzymie ani wodni- - cie przestawały ku Mówił iż człek ow był wiel kim iż nad chodzi jego święto Potem pra-wił jeszcze iż do pni i wszystkie drze-wa co nie da'ją owocu a chlewy popali nieugaszonym Ludzie słuchali gęby on zaś wziął jakiś wie-cheć umaczał w misie począł kropić rzekę żegnać Kier-leszowy-m znakiem i zaklinać — Tak w Carogrodzie czynią — wtrąciła Sofia — Wodę świę-cą rusałki i diabły przepędzają Ale nie jej — Zielinca obrazi — zaniepokoiła sie stara Kruszą — Mścić się będzie na — Tako też wołali — przytaknęła Olsza — Grozili mu i chcieli go do rzeki z mostu zrzucić Ledwie zdołał ujść cało też i to rze-czy by w dzień Krzesu takie gusła Rnpna sie przez okno W dole przy wale krzewiła sie bumie tarnina Az cio potowy czerwca śpiewały w niej co słowiki Teraz nie się już Za wałem rzeka lsmla w słońcu a od Chwaliszewa w chmurze pyłu zbliżał się jakiś orszak gwar za pleca-mi dziewczyny rósł _ Oj łado łado! — przytak-noi-n ? — Toć to Krzes dzisiaj będzie wesele _ A będzie będzie — przy-taknęła z uśmiechem piastunka Nad czołem jej sie si-we włosów wymykające się spod Jako — zastana-wiała — - się Guleborga — pójdzie Czeszka na Krzes? _ Nie nóidzie Lękać się bę-dzie by nie obrazie — Jej bożyc pono nie lubi we — tedy siedzi w gro dzie kiedy my będziemy pląsać i Rozjaśniły im się twarze n mvśl o zabawie tan ach płonących stosach pies niach — Ilko to jeszcze czasu do wie-czora! — westchnęła Miła A dłuży sie jako nigdy — Niech Kruszą pocznie ba — — zleci nam xt!vł tnió) iimiąłoDOwiadać:taV "ZWIĄZKOWIEC" (September) Sobota — 1957 i i i i i i i — Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone Copyright reseryed by Pollsh Alllance Press Ltd Toronto Ont Canada prząść woje przerywali a nieraz sam książę przecho-dząc w progu by po słuchać słów starej Wiele lat wiele widziała jej włosy twarz wciąż miała i jak jabłko Gadać lubiła toteż nie trzeba było jej długo prosić o baśnie — A o czym wam dzisiaj ba jać? — spytała rada ze gotowe są słuchać po raz setnyHych opowiadań nie od kiedy przekazywanych z na Niewiasty wołały jedna przez drugą: — O srogich olbrzymach! — O woju co go to wiła wciąg-nęła w trzęsawicę — O wodzie żywej! — O Mamunie i Zielińcu-wod-niku- ! — O niedźwiedziach w głazy na Ślęzie przemienionych — O — O rybaku i ubożętach! głową z przekornym uśmiechem: — Inszą gadkę wam Popatrzały na nią zaciekawio-ne — Dzisiaj Krzes — — tedy bajać wam będę o kwi tnącej paproci — Mów Kruszą! Jakoż było z oną paprocią? Nie mogły się Na-gliły niecierpliwie Zaczęła więc mowie powoli rozważnie przywołując na słowa sły-szane babki i matki: — Kiedy Swarogo-w- i minęły dni światem się jego o A miał on synów dwóch: jeden jako słońce jasny i wesoły do lewej ręki z eskortujących go poli-cjantów Przed komisariatem czekała już czarna Marek usiadł na tylnym w dwóch policjantów Z przodu prócz zajął jeszcze jeden członek Mieli przy pasach rewolwery mogli być z zapaśnikami lub i byli do siebie jak wszyscy ludzie dobrze odżywieni i z życia wyjechał z podwórza i się w ruch uliczny Marek z miną podniece-nie Nie był już odgrodzony od świata ścianami Wtłoczony wprawdzie między tak liczną i — czuł się juz niemal na wolności Zapamiętał do której kieszeni schował od w zasięgu ręki widział czarne rewolwe-rów Oczywiście musiał czekać na okazję i z które mu się w głowie roiły mogło nic nie wyjść nie miał bowiem ani zamiaru ani się do de-sperackich Nie mniej jednak miał otwarte oczy i uszy i był przygotowany Nie długo potrzebował czekać w boczną ulicę i po-częły się toczyć w błyskawicznym iście amery-kańskim tempie W ulicę za samochodem Marka skręcił jakiś inny go na gazie i niespodziewanie dro-gę za kierownicą w chwili gwałtownie kierownicą i na hamulec przez to ale na chodnik i z hukiem rozpłaszczył ma-skę na słupie telefonicznym był zarówno niespodziewany jak i wy-starczający by Marek i przy nim w jednej skłębionej masie rąk i nóg zwalili się na Równocześnie się strzały Marek nie się wiele Leżący pod nim nie "ruszał się upad-kiemNamac- ał lewą ręką jego i wyciągnąwszy broń zdzielił lufą w głowę przygniatającego go policjanta do był kajdankami odszukał kieszeń której był klucz od kajdanków i wy-ciągnąwszy go uwolnił rękę z żelaza nie się z sKouowanycn na poaioaze ciał jednak-uda- ło również to na piętro wywalone kraksą do sypialń nikogo ' drugi zaś jako noc i po-sępny Jeden zwal się dziano „ — Weles — Miła — Iście — przytaknęła stara odpędzając od twarzy — Weles mu dziano Od welów siedzących w Nawii Od welów Mo-carni byli bracia i wielicy i bój ich wieliki był Wo-dzili się długo po puszczach i górach wszakoż ni Weles nie zdołał Swarozyca ni Welesa Kiedy czarny skały i rzucał na brata jasny zasłaniał się tar-cza słońca wykowaną ongi przez Sw"aroga niebieskiego kowala Wiele jeszcze takich skał poroz-rzucanych po ziemi po-lańsk- iej pomorskiej mazowie-ckiej i wiślańskiej pól wychylając się z'łak i jezior tam kędy padły z Welesowej dłoni — bo ludzka ręka nie ru-szy ich z miejsca One to znaczą wielikie boże pobojowisko od gór aż po morze sine Ej trzęsła się ziemia cała kiedy wadzili się i Co się Weles w ciemne obłoków odzieje zara płomienistym mieczem gromu rozedrze chmury Co znów napnie siedmiobarwny łuk tęczy by przeszyć słonecznym grotem przeciwnika to tamten mgieł i chmur narozwleka zni-knie w ćmie z oczu łucznika — Oj łado łado — dziwo-wały się — Jąkać to bitwa była! — Dobrze iż to działo się przed — Nie z życiem — Iście — ciagnęłaJCrusza — się wtenczas ziemia pod cale Wyrywali drzewa z mącili jeziora do dna Niebem przewalały się t burze Trwało tako przez sto albo' i wię-cej roków Az srostrzegli bracia iż w sposób jeden nie zmoże cową wziął bvł dzień a Weles noc Jasny Już w następnym numerze nowa druga powieść w "Związkowcu" pt "Pani Ministrowa" Fascynująca Zygmunta Jurkowskiego z życia stolicy Polski na krótko przed wybuchem wojny Kariera HannyPlońskiej dziewczyny z małego miasteczka na tle kulis życia dygnitarzy państwowych i ówc7cnvch Czytelniczkę i Czytelnika [Dwa razy w — dwa odcinki sensacyjnych' yspółczesnych 22 Tuż przed kryjąc się za moto-rem klęczał jeden z policjantów strzelając w stronę niewidocznych napastników Przez szybę strzelał również skurczony pod kierownicą strzelali ukryci za swoim samochodem napastnicy i kulki przeciągle nad gło-wami lub o mury domów Marek nie miał zamiaru ani kto strzela ani czekać końca bitwy Przyjmujgęjca-ł-e wydarzenie przysłowiowy łut któremu nie należy w zęby zerwał się schował do kieszeni w ręku i ulicą Wokoło niczym spłoszone kuropatwy uciekali również inni ludzie kryjąc się w domach lub na oślep przed siebie Wśród tych Ma-rek dopadł rogu ulicy skręcił do na-stępnego rogu znowu skręcił i zwolniwszy nie rzucającym się w oczy ale nie mniej spiesz-nym krokiem przed siebie jak nagle wybuchła tak i nagle ucichła Na ulicę poczęli wyglądać wystraszeni mieszkańcy oko-licznych domów Marek odetchnął swobodniej za czy Jak dotąd miał nie mógł jednak liczyć na nie dłużej ani też przypuszczać że o siłach wydo-stanie się z którą policja lada moment zorganizuje Był nieogolony zmięty i właśnie tak jak powinien uciekający przestępca Musiał więc natychmiast znaleźć bezpieczny schron w którym będzie miał czas się nad tym co zaszło i co dalej robić się po okolicy Wokoło stały domki oddzielone od trawnikami Nie wyglądały ani na nowe ani na zamożne W z nich musiał schronić się Nie jednak wiele czasu do Na balkonie pierwszego z brzegu pełne butelki mle-ka i w rulon gazetę Dowód że albo mieszkańców nie było w domu albo jeszcze spali Wszedł spokojnie po trzeszczących i prawą rękę trzymając w kieszeni na lewą ujął i zastukał nią do drzwi Na ewentualną z domu nawet nie czekał Z obu stron znajdo-wały się okna z szybkami oprawnymi w ramki Szybko wyjął i kolbą wygniótł dwie takie szybki Przez otwór wsadził namacał zamek i drzwi się na moment nie nic co by wskazywało że ktoś z lub nielicznych przechodniów spostrzegł wszedł do i chłodnego halu za sobą drzwi i stał chwilę nasłuchując W domu cisza — Anybody home? — krzyknął w dłoni Nikt nie odpowiedział Mieszkańcy musieli być Sprawdził to jednak szybko prze przez na sa nie było rzeczą-łatw- ą jakoś loni pokój do mu się zrobić i na 'czworakach przez poczym wbiegłszy po zajrzał 'drzwi na ulicy i łazienki Istotnie nie było trwała dalej w domu obaj Tedy zmóc Leżą żaden każdą jako było rękę bożyc życie a śmierć i jej mroczne krainy Od owego dnia jeden rządzi światem a dru-gi ciemnością Wszakoż walka ich nie skończyła się Szła dalej jeno już ukryta Weles olbrzymów by z ogromnych i skał mu gród na górze Ślęzie Patrzył j'ak one wiel-koludy pojawiały się każdą zimą ciemiężyły lud i słowiańskie miast koni zaprzęgały wozów ładownych Słuchał skarg dzieci żon matek i się jego gorące serce tedy czerwonymi piorunami wy-bił co do nogi Welesowych wo-jowników Zima to była i Weles dął by zdmuchnąć jego płomieniste groty Nie mocy brata Rzecze tedy: "Nie siłą to zdradą pomszczę śmierć olbrzymów" — I się? — Jako to — Mów Kruszą! — jako było dalej! Odsapnęła odgarnęła z oczu wymykające się spod i odp'owiada że nie mogą się ciągu: — Miał ci pośród swoich gwiazd jedną najcudniej-sz- ą świeciła najjaśniej ze a zwala się: Szczęśliwa Tę to porwał mu jednej no-cy bóg Weles Wycze kał chwili kiedy brat zasnął i posłał gońca swego pu-chacza by mu ze zło-tego rogu ową gwiazdeczkę "Skoro jeno mieć ją będę tedy rychło Swarozyca zmogę" — myślał nie lako się sta-ło jako Kiedy jeno pu-chacz z dziupli w dębie i cicho ku świętemu gajowi kędy bo-iv- c drzemał na trawach kiedy jeno zajrzał do złotego ro gu i porwał Szczęśliwą w swój za-krzywiony dziób blask jej ośle oił go Przygasły mu źrenice Ruszył czvm z powrotem i zmyhTdrogę Bił skrzydliskami o cierniste krzewy o iglaste ga-łęzie Nie mógł trafić do włodyki a gwiazda poczęła ?o palić Z gorąca jeszcze bar-hi- ej zakrzywił mu po-ciemniało i opaliło piene Kiedy nie mógł iuż dłużej znieźć żarn gwiazdy chciał ją przerzucić znonńv i w nieść da-'- m Wtedy wymknęła mu sie spadła na ziem i zgasła Znikła wśród wielkich panroci księżycowych po-'''"Ton- ów i próchniejących kłód Bogna snlałać łod"i hv]'icy Ręce iej na hń 7wcziaenłaku uwZanciieekawsiłłuachajća slńw KniS7V o Kwa rr7vrowp i llo nrzańadłej wt V V V V v docierał przez ga łęzi ni jeden słońca Po ziemi między i bujną się śliskie żmije wypatrujące na rozkaz Welesa zaginionego skar bu barn król węży ze złotą na-roślą niby na głowie za-glądał przenikliwymi oczyma do do każdej dziu i wodniki łotnistymi łapami w mule prze-padlis- k toczonych trądem błę-kitnej pleśni Dech ich się z głębi ma-łymi pęcherzykami nr rzęsie i rdzy powlekającej tonie oczek Nocami jak ślepia szu-kających "zguby na próżno Taki bvł bowiem czar że w rozłunioną noc Krze-su — kiedy Swarozyc wkracza-jąc w blasku stosów do dziedzin pochmurnego brata-n- a j bliższy jest zwycięstwa nad mrokiem — szczęśliwa ukryta w paprociach błyska na chwilę najcudniejszym o płomienistym Kielichu by za-raz i z oczu ludz-kic- h na cały rok Kto jednak kwiat ów ujrzy i zerwie śmiała dłonią — ten odnajdzie wielki skarb i przeniknie tajemnice — Czego by jeno zapragnął ziści mu się — staru-cha — Cudny kwiat — zachwyciła się Jarosławówna — I nikt go dotąd nie znalazł? — spytała Guleborga # # Przytoczyliśmy z WoJtCM--„I DrłjuilglliCelaZmKoćrl zerc"iiiKuwsiueKUO irzenosi nas w( czasy Mieszka I kiedy sie krzewić chrześ-cijaństwo dwór jak' i ooddani pierwszego księcia pol ikiego żyją jeszcze po gańską Opowiadają 'o Swaroń' cu Welesu Zieliń cach i innych pomniejszych bós lwach słowiańskich W ciągu swoje Dogańskie Powieść morze" onar ta jest na wnikliwych studiach nad Polski Autor zadał sobie du-żo trudu aby na podstawię bar dzo skromnych notatek hisf? i badań folklorystycz-nych życie (Mieszko wych noddanych napi sana jesi jezyniem prostym ir i tam archaizowanyml jednak zrozumiałym dla cytel-njka-Mieś- ci sie wniei łal mitologia prapolska Stąd czy- - iaMK'jaijeunym icnem n "Dłueie morze" F skiegomożnanobyćsw Zwiąż- - kowcuw MdneHpłOcjpnneiH)-pfawie- 3 Powieść lic7v STR 7 IRON FIREMAN MFG' poleca nalnowiie ogrzewani Furnace alr condltlon na gai lub oliwę tanki na wod Przystępne ceny — 10 lat gwarancji 5 letnie spłaty Po Informacje dzwonić I B I E N I A S Biuro LE 1-M- 31 po 5 w lecz LE ? 39-P-6- 1 KWIACIARNIA FORTUNA KWIATY NA WSZYSTKIE OKAZJE 356 Bathurst Sł — EM 8-07- 97 naprzeciw szpitala na północ od Dundaa SU W SŁOWIAŃSKI SKŁAD FARB FARBY — TAPETY— OLEJE pierw sioJ Jakości po cenach Palnt & Wallpaptr Co Właściciel Ochrym 823 Dundas Sł W EM 4-65- 97 15 05P Jedyny Polski Salon Piękności Marya's Beauty Specjalizacja w trwalej Waves" 216 Bałhunt St EM M432 P Jedyny Polski Salon Pleknofci AGNES BEAUTY SALON w trwalej ondulacl farbowaniu I układaniu wloifiw 195 STREET (blisko BathurM) Tel LE 4-30- 70 Otwarte wieczorami P William Właść: B Czarnota Poleca obuwiu 1' kanadyjskie Wyfivlumy równlel obuwia do Polski 750 Quen Sł W — EM 3-48- 98 P POLSKI SKLEP OBUWIA Stanley Obuwie najlepszych firm kanadyj sklch 1 angielskich Wszelkie kolory 1 rozmiary 1438 Dundat St W- - Toronto' ' Tel LE 5-95- 30 Właściciel ST MAZURKIEWICZ' STAN!S CLEANERS " --Zabier-amy do' czyszczenia' i prania oraz dostarczamy w DZIEfJ I 994 Queen Sł W LE ' 6-02- 82 JM5-- P - naprawa i budowa DACHÓW roboty — rynny 282 Symington Avo LE 2-49- 77 Toronto i 1051P BIURO TŁUMACZEŃ w Drrlur J K Wizy — — I Emigracja itd' 57 QUEEN ST W EM 8-94- 30 (koloBay) potf 300 gwarancja Wielka wyprzedaż futer Bogaty wy-bór najnow-szych modeli futer po ce-nach bezkonku-rencyjnych Łatwe i dłu-goterminowe (płaty HRYN (insulation) Długolbtnla Dwa sklepy do WasreJ Firma nasa stuły Polakom od &4 lal 506 Queen St W 750 YongoSł -- 2200 Toronto sp Joi& dyspozycji PRINCESS Fashion Furs EM 3-88- 84 WA 1-8- 971' Zawiadamiamy naszych K L IE N T " fe obecnie próci WĘGLA mamy na iprzedai 1 dostarczamy" do domów olej opału "WHITE ROSĘ" ' Dzwoń do POLSKIEJ SKŁADNICY OPAŁU skłarlu Telefon RE 406 Gilbert Avenu (dwa dwa zero źaro) n£c( --IIł'ITVaJ 1111Ul Ii krIV#IVHm M!llUlll_!l -- tmól i{U£&M-t- tl ją go roz nip noc Bo noc ją od po do do po-- CO SMW fiRKi h'ejr?tti- - wrrrrf '3-- M 3Łł ! I mm tł Ml ł HTi MW mm J y? w łf&byu rlla Ł '4v5p8 aV N?KjSt WiS8'J BkmŚtBHilBBBBWB vE Pi iZfT' - -- - - - - _ zrzrz rrJ-iaMiT- ł " tnf a ! I 1 i -- 5 " Sil ':„' - ---J -- i v~ro TTipdv — - rfZmŁ&ll i "'w Knrvinn7 hu ? wWi si?iW"Mi'Ł 35KiSwSB?'J "-!+- -t 1 1 iS - i i f imrfi --Th+lfiĄTPfłłiil-1 llIPI mą ml ii "E?w-4Asaaa:iCKvseaa- s r!imatVtXPza3czy'Snałaa"isenuSc i'i- - &SmWBKife liii i m pmwiuiwycn dopuście stalowej oczywiście firKowi odzyskać przecież doradzała Mógłby chłopaka milionami ponownie sięgnął zegarka pojęcia chodze-le- M twardym dalszych planach spęazonycn Wszystko zmieniało rzeczywi-- Wyszedł osobniaka jyitwie Donownie korytarzu dyżurny niczym warknął sier-ant- f Ucieszył przypatry- - pytanie więźniów [rtzytać Angelino Oskarżać ukończył oskarżenia iwykonał fjfarek SŻeby odnajdą komplet dziedzińca głosami zabłąkana szukając pułapem brzęku języków odwrócona plecami wonnej magiczną nazywano ffłąśie &Qbyś Mie-fcKO- we władanie Dobrawy mówiłam będzie? SjrfA eisSWiatek wiedziały bez-ąjiitf- e: karczmy Wszystko prawił? Odziewał sko-ąnj-m szarańcza v:r"]niKU olhrrWiip prawiła" noprosna odcisków komplet archi-wach formularz upstrzo-ny odciskami osobniaka powodów poznania żadnych dowodów stwierdzić cośkolwiek żelaznej stanowiło wesołej zadowolić ubiegły spędzał zgrabne Roześmiał ramionami bezsenną nazajutrz śpiewał fizycznie wymagał wielkiego wysiłku opa-nowania Podparł rękoma przestał Zabawy wpłynął porannej załatwiono porządku karetką odstawiono pijaków dyżurny Zabawę osobniaka zmiętym wyglądał Bardziej pasował obojętny wszystko milczący poprosił pa-pierosa inspektor przeprawy Markowi przykuto Bratanica Lutujowa siu-głow- a: Niewiasty smardem Kierlesza siekierę przyłoży wyrąbie ogniem otwierali konopny srebrnej słuchały Jeszczeć rybakach rybitwy pięściami słyszane ob-mierzłe czynić?! wychyliła odzywała Niewieści uśmiechem świetochna chwiały kosmyki nałęczki myślicie Kierlesza Niechaj śpiewać wieczornej gedżbie pogwar-k-i przystanął prze-żyła Posiwia-ły czerstwą rumianą daw-nych wiadomo pokole-nia pokolenie wilkołaku! Pokręciła powiem wyjaśniła doczekać pamięć niegdyś wielikiemu władania nokłócili synowie dzie-dzinę jednego li-muzyna siedzeniu otoczeniu kierowcy miejsce eskorty wyglądu bokserami podobni zadowoleni Samochód komisariatu wmieszał obojętną pokrywał żelazny-mi osobniaka dobraną eskortę policjant kluczyk kajdanek futerały oczy-wiście planów chwilowo potrzeby uciekania czynów Policyjna li-muzyna skręciła wypadki wiozącym samochód wyminął pełnym zagrodził Siedzący policjant ostatniej zawinął nacisnął Uniknął zderzenia wjechał swojego samochodu Wstrząs siedzący po-licjanci podłogę rozległy pierwsze namyślał policjant zamroczony pochwę rewolwe-ru którego przy-kuty Szybko schowany Wydosta pomięazy chmurny Swarozyc drugiemu szepnęła cie-rniach pod-nosił śląskiej skalnych zmagali! kolczugi Swarozyc Swa-rozyc niewiasty uszłyby Trzęsła bożyców dąbrowy ko-rzeniami drugie-go tpdyoj dziedzinę: Swaro-zyc-powieść tygodniu powieści pisarzy polskich Markiem rozbitą kierowca gwizdały klaskały dochodzić szczęścia zaglądać trzymany policyj-ny rewolwer pomknął biegnąc ostatnich przebiegł poszedł Strzelanina dopiero szóstym siódmym zakrętem szczęście własnych obławy wyglądał wyglądać dopiero zastanowić Rozejrzał pię-trowe chodnika jednym namysłu zobaczył schod-kach re-wolwerze reakcję wejścia małymi metalowe rewolwer otworzył zauważył sąsiadów włamanie ciemnego zamknął pano-wała ściskając rewolwer spoconej chodząc położone parterze kuchnię --jadalny [zajrzał piwnicy wypełzł schodach Strzelanina natrętną pszczołę Swa-rozyc okrągłą 'pośród bogowie wiekami! stopami Tratowali Podzielili wa-runków zaciekawi skulony zwiniętą kołatkę wnętrza Odwrócił nieobecni ciemny tajemna Przy-wołał głazów wysta-wili Swarozyc nie-wiasty kamieniami wzruszyło wichurą zdzierży! pomścił udziałal? Powiadaj kosmyki nałęczki zadowolo-na doczekać dalszego Swarozyc wszy-stkich gwiazdę ciemności znużony wykradł Wrzakoż pragnął wyfrunął o-grom- nym poleciał bujnych prędzej chojarów siędziób pazurach skrzypów widła-ków niresMa snoczpły zie-lonym Twiedzip "łucłiymt powalę promień wilgotnej trzmie-lin- ą paprocią czołgały koroną każdego wykrotu Topielice gmerałj zionący zgnilizną dobywał bulgotał leśnych świeciły próchno puchaczy Wszystko jedynie świętych gwiazda kwiatem zgasnąć zniknąć szczęścia kończyła fragment Książka zaczęło' Zarówno tradycją Mamunach dalszym obchodzą obrzędy „Długie dziejami orzedchrzp cijańskiej ryc7nych odtworzyć Powieść hiemnie-- ' nrawie~ca- - Fenikow- - 655śtron 'przystępnych Metropolitan Parlor Ondulacji "Permanent Specalliaca HARBORO Shoe Stora importowana Shoe Stora Chemiczna Pralnia' WIECZÓR insulacja asfaltowe MICHALSKI 'Paszporty OW do polskiepo MIN mmm |
Tags
Comments
Post a Comment for 000295b
