000409b |
Previous | 8 of 9 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
wm— ~-7&&mTr3-m~z-Tsir:-~~"
ftm'- iW5irVtiFK™r mmmm - ? 3 "- - - "- - ' - " IfmstrO "'wn łuaraa-- iii-r- f 'fi T a - V iwft!59&!3&%&k£i -- " „- - VWrtSim'!£'" t?TI TyrSKrFSJ iViJLSL ł 33ft " " - : sb t s js£ijl-l- j Iiif:Lww£J~aŁ!ŁifewA&tfis w'm?~-j3r:-~r"J~T-- _ i7WfiM#sw 3F~w j A J „uL- - rA-T-W- — -'"'-- -'-'" ---W-jy- M— """"S"' j-ł--vf--5r-
Tr!-~Tj83K- rcji&Łrjrl — Av-r- ~-- ' - - — — ~ — rW'SSf1Sl JW— T
__ p 5 Źsftvfr4
I rf
'
'- - - V'
4--' '
rzi- -i — — - jl2WIĄZkOWIEC"GRUDŻIEŃ(brcemb6r) Sóbofa5— 1959 STkV7
jfajMackiewićz
oga D
Wszystkie Ipratra autorskie
[~vszedł grudzień Zima nie była
iNarzekania wzrosły Nagle
sczono że kalosze kobiece przy- -
i beoa sprzeuaw mic uuiicioyic
lh ł 1Tt41-1- 1 li4
hvć przeznatiuuc uiu iumi
t Kobiety zebrały się tłumnie od
7'ile kaloszy nie było
tm towarzysza Raczenki Katarzyna
zarządzała kooperatywą młoda
--'5ta wrucnacn w ueieuiuaf
Tjcieciku powiedziała że jutro
v półkach stały chropowate szklan- -
ri-jtelKOWe-gU
a
jwnych bo nie do pary kącie
oli ZapaieK macnoriu i nauy
brakło Raczenkowa miała na no--
"n-alon-ki
z kaloszami — bo skle- -
hh zimno — ale kupione na pry- -
rynku a nie dostarczone przez
Podwiozą — mówiła uspokajaco
prostko będzie wszystkiego podwio-Ł- V
denerwujcie się obywatelki
Xa wiosnę!
maju!
Jakoś u was długo wiozą! Już od
roku słyszymy to samo!
awtrreżone
Paczenkowa wymosia qo sieni pusiy
:i po nafcie ustawiając kopnęła go
nOgl 1 inuiaia J-ic-itua
iduuum- -
Jacho
oni mają?! — wykrzykiwała
Nic oni nie z kobiet — mają!
i korojedy cały kra] obiorą oczy- -
ludziom ostatki pozabierają Dla- -
: przedtem wszystkiego było a te--
OKazae głupstwu siau i muj w auicj- -
carznij albo jeszcze deszczu
To pół biedy że kolejce ale
choć doczekać A to stoisz kilka go- -
a dojdziesz do sklepu i okazuje się
e nic że darmo człowiek stał
-- Dlaczego wprzoay
-- Dlaczego?! — krzyknęła Raczenko--
łbracając się nagle do zebranych —
wiecie dlaczego?!
wy sama skąd możecie wiedzieć?
btfala ją Marta która stała najbli--
lady — Tu nie byliście a dopiero
[przyjechaliście z Sowietów
Właśnie dlatego obywatelko ja
la bo przyjechałam z ojczyzny mas
Łacjch Dlatego wiem! U was dlate- -
Le było kolejek przed sklepami że
rbjl tylko dla bogaczy dla burzu- -
i panów Biedni nie mieli ku- -
I cierpieli nędzę A dzisiaj każ
g
22
?iy się tak nie wpada tymbardziej łj głupiej robocie Nie poszli we
' iJiKo dlatego przecież "Wich-Msi- ał
sie "odkuć" bo doniero
p z więzienia więc gdyby do "wy--
nalezalo dwóch to by się nie
lojm dzielić Nie noszli we dwóch sa była łatwa: "Ślepy" udając
[Montera zwiedził mieszkanie
ftHoraka dwa razy i cały rozkład
pamięć wyrysować Objaśnił tez
jszom wszystko tak
panymi oczami można było trafić
co?
[K tych dwóch starych dziadów
nnńr? C?v 1fn małv
teek który nie miał chyba więcej rni iat?
a-P-
}'" nie może "rozgryść" tej spra--- v
"Wichtor" dał sie takim dwom
irom" jest nie do pomyślenia
w t Który naimerw strzelał a
Mpiero patrzył kogo zastrzelił
?}' wspomina różne okazje
3 Ocienko znalazł się niebyleja--paUc- h
i — zawsze wyszedł o- - t'a Bardzo "krótko" było z
tftlflOTm lat cin naoioli 1OC7P70
roku na tę "inicjatywę pry-- (
cet miał domu cały arsenał
a? tak że to ha! przecież dali
' wynieśli tyle broni ile zdo-- J
zanim jeszcze zjawiła się mi- liona strzelanina
213 radv tiza go poszukać! —
'- -_ wreszcie
T zmierzch zapada — u okien
Góraka wics7a cip iakiś rień
°ozriuteńko za?lada każde
-- £o Najpierw kuchnia: tu sie- - ł lych dziadów i zmvwa skoru-Dęta- e
Potym — gabinet Nie
ojo łIp śuiatln cip śmieci i
D_fot porządku
:Gysi Drzv scarrip rariinwvm sie- -
dzUdvga i ten mały chłopak
[ f kolanach
rH n'e na poszkodowa- -
łuuie towarzystwo zeru-- -
sie przed chwila "dobrze na- -
ieraz się zabawia jak umie i
fceaozlra-- p żebv "Wichtor"
L _7~ JTsli "ślepy" zsuwając się
I °sknnej i
19
®lil!$il€l
dego stać dzisiaj masy mogą kupować!
Stąd i kolejki i brak towarów
Zanim skończyła przerwał jej
bezładnego śmiechu i wykrzykników Ale
Raczenkowa nie dała w?rana
{pustą ladą jak szańcem sama jedna
przeciw masie DronHa pozycji Związku
Radzieckiego Trudno jej było ale' też
przybyła tu nie po to by gnuśnieć
bezczynności
— To ja też burżujka?! Co?! — krzy-czała
Ola z tłumu
— Ale musicie Zaczekać!
— usiłowała przekrzyczeć Raczenkowa
— Czekać i boso chodzić tak?!
— po czemu teraz masło! kieł-basa!
obuwie! — krzyczały jedna przez
drugą — Czy nie dziesięć razy drożej?!
— Igły nawet kupić nie można
— Chyba tylko portret Stalina —
Która z kobiet wykrzyknęła te słowa
nie podobna było tłumie ustalić ale
niejednej wydały się już one nazbyt
śmiałe bo nagle glosy zaczęły zacichać
a Maria żona Franciszka spod Lasu po
wiedziała nawet:
I
wybuch
— No jak nie ma kaloszy czeso tu
stać sklepie i po pustemu balbotać —
Zawróciła się do wyjścia Za nią ruszy-ły
dwie inne
Raczenkowa która miała sobą do
świadczenia komsomołu oraz kursy agi-tatorów
Charkowie wiedziała zarówno
z teorii jak praktyki nie wolno dopro-wadzić
do incydentów z tłumem "Tłu-mem"
mówił jej kiedyś Iwan Mikolaje-wic- z
Jegorow świetny wykładowca
"trzeba kierować i prowadzić a nigdy
nie kłócić się z nim albo zwalczać Zwal-czać
i likwidować trzeba tylko jednostki
z tłumu i też umiejętnie indywidualnie
Oto do czego potrzebny jest nam aparat
agencyjny naszych władz bezpieczeństwa
tak szkalowany przez państwa kapitali-styczne
jest istocie swej najbar-dziej
nieodzownym składnikiem postę-pu
Bo 'nieodzowne jest usunięcie kija
szprych gdy kolo ma się toczyć na-przód
Naprzód! Zresztą i stare przysło-wie
mówi że "łyżka dziegciu psuje becz-kę
miodu" Trzeba ten dziegieć usunąć
sprawnie żeby się nie rozmazał Trzeba
to umieć robić Niezgrabne ręce przy tej
czynności pobrudzą cały miód i re-zultacie
wynika strata Podobnie z tłu-mem
trzeba postępować ostrożnie" Ra-czenkowa
puściła więc mimo uszu wy-krzyknik
o Stalinie natomiast skorzy-stawszy
z chwilowego uciszenia przechy
() ()=()=0=()=0=()g=()lC== c=o=)
[Tilold Poprzęcki
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone
—
SpłWBTWCJt-SE- S
FCCX=()=()=()=()=()€=()=OC=6=0€=()==()=='g=
dokładnie
skuteczny
""tyflada
i
zaczekać!
Ale gdvby czytał gazety to by wie-dział
że właśnie był że właśnie tutaj i
— że uciekł: Ale gdzie? Tego i ga-zetach
nie było
W tym momencie "Ślepy" zdrętwiał:
tuż pod piątym żebrem poczuł dotknię-cie
twardej "lufy a znał to dotknięcie
doskonale i posłyszał głos:
— Ręce do góry!
Gdyby nawet nic został tak fatalnie
zaskoczony — nie miał przy sobie ani
kawałka "gnata" Nie miał się czym
bronić! jednocześnie ostre światło la-tarki
oślepiło oczy przyzwyczajone do
riomnn'ri a w świptle tci latarki zoba- -
czył drugą lufę wymierzoną również
niego
Wpadłem' — pomyślał podnosząc
ręce do góry
rhnń? ntaszku błizei! Za
raz się dowiemy coś ty jeden! —
mówi ten z tyłu popychając lufą pisto-letu
zaskoczonego opryszka
Po chwili ukazują sie również inni
którzy tu waśnie urządzili zasadzkę Jest
ich wprawdzie tylko pięciu ale "Ślepy"
nie wziął broni Jakże przeklina teraz
swoja lekkomyślność! tymi pięcioma
nie bawiłby się dłużej jak pięć sckund_
— toż to "ślepy" panie poruczni-ku!
— wola ieden z milicjantów — To
całkiem niezły połów!
— Obszuk2Ć go! — rozkazuje porucz-nik
pcczm dwie pary sprawnych rak
przetrzssaja wszystkie kieszsnie opryszKa
i obmacują starannie cała jego osebę
W iednej kieszeni milicjant znajdu-je
pięćdziesiąt tvslęcy złotych: to "dola"
z ostatniej wyprawy którą "ślepy" odbył
z "Kakpatym Fipkiem" z Okopowej do
kacy orbisu' we Wrocławiu
— Ale mnie idiota! — rnysli z
wściekłością nic nie odpowiadając
pytania milicjantów
— No bierzcie go na komisariat! —
„vi-i-p fpn którego tytułują porucz
nikiem — Tam sobie z nim pogadamy!
I tak nod lufami czterecn pisiuieio- -
itfir-- -' -- rńrfsip odtransportowany do
mochodu który całe towarzystwo zabiera
j- - i— W5Tł Tntsi zmęczeni długim'
nwkhraaien milicjanci pakują swoja
zdobycz do "bunKra
Jutro rozpocznie się sieoziwo %
Zostawiony sam sam swymi
lna sięgała ku przodowi oparła nalegaj-ąc"
brzuchem]na ladę"- - aż"zatrzaski "spód-nicy
jej „się_ rozpięły z boku" i zaczęła
mówić głosern mocnym:
--"Co wy mnie tu obywatelki swo-im
imasłem butami czy" igłą oczy' kłu-jecie!
3Iy idziemy naprzód my budujemy
wielką przyszłość my świat cały wzru-szamy
starych posad i przenosimy na
nowe tory! wy kółko o maśle jakimś
o igłach Co warte było wasze masło
wasze buty gdy naród jarzmie?! My
wam niesiemy wolność a kiełbasa i buty
przyjdą — Nie dokończyła
W tej chwili dał się słyszeć tętent
koni i szczęk rynsztuneu Wszystkie oczy
spojrzały ku oknu a podoficer przechy-lając
się siodle wołał coś do okna
Raczenkowa odrzuciła deskę wyszła zza
lady i skierowała się prędko do drzwi
— Ej obywatelko! — krzyknęła
nią któraś — Spódnicę zgubicie
— Dziękuję — odpowiedziała osten-tacyjnie
zapinając zatrzaski pośpie-chu
i zbiegając z ganku
— Dobrze że majtkach nie wy-skoczyła!
— Jeszcze nie wiadomo czy ma
— Może jej ich nie podwieźli — i ko-biety
ruszyły ku drzwiom wychodząc
nią przed sklep aby przyjdzeć się żoł-nierzom
— Gdzie tu będzie droga do Białej
Waki?! — pytał podoficer ściągając ko-nia
który tańczył miejscu wyrzucał
głowę i gryzł wędzidła
Poznać było po Raczenkowej gdy tak
stała drobna i zaniedbana kolo długiej
szabli nie obawiając się drepczącego ko-nia
choć twarzy nie było jej widać po
plecach zdawało się poznać było że dum-na
się czuje na oczach wszystkich kobiet
wspólnoty z tym oddziałem zbrojnych
mężczyzn Uniosła twarz zmarszczyła
lekko czoło i wycięgnęła rękę:
— To będzie tu Zaraz niech sobie
przypomnę Pierwsza droga na lewo —
Nie była zupełnie pewna ale nie chciała
zapytać którejś z kobiet miejscowych
— Nie — odezwała się wysuwając
naprzód Weronika — Na lewo nie prze-jedziecie
Trzeba prosto tutaj aż do szosy
i wtedy dopiero lewo
— Ot la krasawica wie najlepiej
— wyszczerzył zęby podoficer dotknął
ostrogą boku końskiego podjechał do
niej blisko nie zwracając więcej uwagi
na Raczenkowa i cały aż się wychylił z
siodła uśmiechu Reszta jeźdźców wy-szczerzyła
się też do Weroniki i stłoczyła
z tyłu
— Isz piękność jaka
Weronika poczerwieniała chowając
wyciągniętą rękę cofnęła się o krok
przed koniem 1 poprawiła chustkę na
piersiach wysokości siodeł padło jesz-cze
kilka żartów i cmokań czym od-dział
dzwoniąc podkowami po grudzie
ruszył stępa we wskazanym kierunku
Podoficer raz jeszcze się obejrzał rzędem
białych zębów 'na opalonej twarzy
--J~~ t' tlff" w w'' 9 m
myślami "ślepy" gryzie własne ręce
złości na samego siebie Żeby też naj-marniejs- zej
"spluwy" nie wziąć sobą!
Żeby też nie zostawić u Piekoski albo
u starej Ociepków ej tych pieniędzy
Poznali go" To już wystarczy żeby
iść szubienicę
— Diabli mnie skusili szukać "Wich-torą- "
— przeklina samego siebie) ale
cztery' ściany celi ani mu racji nie chcą
przyznać ani zaprzeczyć nie mają "z-amiaru
Tak mija mu długa zimowa noc
Rano dostaje kawałek chleba i miskę
cienkiej zupy a po godzinie oczekiwa-nia
zjawia się milicjant
— No chodź no mną) — komen-deruje
wysuwając nieco naprzód lufę
rozpylacza jakby dla poparcia rozkazu
— Tylko nie" "ty"! '— usiłuje się po-stawić
liardo — Tera się mówi "oby-watelu"!
— Jakiś ty cholero obywatel? żeby
wszyscy byli tacy "obywatele" jak ty
to jabym się pierwszy powiesił bo bym
takiej Polsce nie chciał żyć!' Dalej
jazda!
I wymowne szturchnięcie lufą ozna-cza
że Wszelkie dalsze rozmowy na te-mat
tytułowania są całkowicie bezprzed-miotowe
"bunkra" czyli podręcznego
aresztu milicjant przeprowadza "ślepe-go"
do kancelarii 'gdzie wprawdzie nie
ma nikogo ale — nie zostawią go tu
samego
Po chwili kancelarii zjawia się jakiś
porucznik milicji i jakiś cywil zacho-wania
się porucznika widać jednak że
ten niepozorny cywil to osobistość waż-niejsza
bo 20 porucznik pierwszego
przez drzwi przepuszcza i pierwszego
prosi siedzieć a sam zajmuje miejsce
później
I teraz dopiero nawet dla "ślepego"
staje się jasne że len cywil to rzeczy-wiście
ważna figura:
— Jan Sobek nigdzie nie meldowany
pseudonim "ślepy" — recytuje cywil z
pamięci a porucznik skrupulatnie zapi-suje
— poszukiwany napad na kasę
kolejową Skierniewicach zabójstwo
sklepikarza Żyradowie zabójstwo po-łączone
z rabunkiem czterdziestu tysięcy
zloty eh
— Może pan będzie łaskaw wolniej
— prosi grzecznie porucznik
— Dobrze Do spółki z Wiktorem
Ociepką obrabowali spółdzielnię Miń-sku
Mazowieckim mleczarnię Faleni-c- y
i sklep prywatny Aninie Do spółki
z Antonim Filipkowskim pseudo "Fi-pe- k"
napadli na kasę "Orbisu" we Wro-cławiu
gdzie zrabowali sto osiemdziesiąt
tysięcy złotych i zamordowali dwóch lu-dzi
Do spółki z tymże Filipkowskim i
Niteckim zwanym "Nitka" napadli
Krakowskim Przedmieściu nocy z 23
Raczenkowa wbrzydkim żakiecie ile
dopiętym pośpiechu rozporkiem spód-nicy
zjetórego przeświecał bókieniskrą-wek'koszu- li
spojrzała przelotnie na We-ronikę
i bezslowa odmierzając przesad-nie
duże kroki wracała do sklepu Tłum
kobiet rozchodził się bez pożegnania Ona
zamknęła drzwi i zostala-sam- a koope-ratywie
Przypomniała się jej ławka
świeżo założonym bezcienistym skwerze
charkowskim dawno już temu gdy po
dziewczęcemu wyciągnęła przed siebie
powietrze obydwie nogi obute gu
mowe pantofle oparła na udach dłonie
i przechyliła zalotnie głowę zaglądając
twarz Jegorowa Przerwała mu wła-śnie
chwili gdy perorował z ogniem
tak bardzo nim lubiła Ale owym
momencie zachciało się jej nagle być
tylko przekorną dziewczynką:
"Wszystko to dobrze Wania ale po-wodzenie
miłości osiągają nie "masy"
kobiet ale jednostki jak myślisz hę?"
— I po to jej była potrzebna taka za-lotność!
Przeraziła się surowym wyrazem
twarzy Jegorowa który zaskoczony
pół zdania zamilkł a później odpowie-dział
sucho:
— "Są rzeczy Katarzyno Aleksan-drówn- o
które się nie nadają do żartów"
— i zrobił ruch jakby chciał zaraz wstać
ale się powstrzymał Nie powiedział: "Ka-tieńk- a"
ale właśnie "Katarzyna Ałeksan-drówna- "
Jej opadły bezwładnie nogi a
on posiedział jeszcze chwilę i potem po-żegnał
się obco
— "Ależ ja zażartowałam" — szep-nęła
wtedy i urwała przypomniawszy że
on właśnie powiedział nie należy żar-tować
Ktoś pchnął z zewnątrz drzwi
— Machorki nie ma? — zagadnął
chłop wsuwając głowę
— Jutro będzie
— Ech! — usłyszała razem z trzaś-nięcie- m
drzwi od którego aż szklanki z
zielonego butelkowego szkła zadzwoniły
pólkach
Cale to niepotrzebne nikomu zbiego-wisko
kobiet "przed kooperatywą pokie-rowało
inaczej krokami Pawła a kto wie
może dalszym jego losem Szedł do
przystanku kolejowego i zatrzymał się
ujrzawszy tłum kobiet przed sklepem
pluton kawalerii Weronikę zarumienio-ną
z błyszczącymi oczami przekomarza-jącą
się jak mu się zdawało z żołnierza-mi
i ukłuło go coś podobnego do zazdroś-ci
a zarazem opanowała wielka niechęć
do przechodzenia tamtędy tak że cofnął
się róg płotu Nic było jednak innej
drogi do przystanku Natomiast dzień
był słoneczny mroźny Śnieżny puch po-krywał
grudę Paweł zatęsknił nagle do
ruchu do powietrza które się wciąga
pełną piersią i postanowił nie jechać po-ciągiem
a pójść piechotą do miasta Za-wrócił
więc na przełaj skos minął
wrzosy wyszedł na bity trakt 1 poszedł
udeptaną z boku ścieżką
na 29 listopada urzędnika biura do
spraw UNRRA
— To nieprawda! — przerywa "Śle-py"
któremu aż mowę odjęło z oburze-nia
i zdumienia że tak wiele tu o nim
wiedzą
— Nieprawda? Zaraz zobaczymy
Skąd miałeś tyle pieniędzy przy sobie?
— Ciocia mnie umarła i zostawiła
— Acha! coś robił tam gdzie cię
wczoraj złapano? Na tramwaj czekałeś?
— Mnie tam wynajeni elektro-montera
i nie zapłacili No to ja chcia-łem
im szybę wybić
— Komu chcesz takie bajeczki opo-wiadać?
Mnie? Zastanów się! Ja jestem
Goworck!
— Go — wo — rek?
Na dźwięk tego ' nazwiska "Ślepy"
czuje że mu się ziemia usuwa pod no-gami
tym wściekłym psie o tym "gli-nie"
słyszał już od niejednego z kamra-tów
i każdy go przed tymi łapami o-slrze- gal
Goworek
Więc tak wypląda ten postrach świata
podziemnego postrach wszystkich "fet-niakó- w"
jakich kiedykolwiek gościnna
Warszawa przygarnęła Już niejeden z
lej poręki zatańczył szubieniy i wła-śnie
takich okolicznościach takiemu
ostrożnemu jak "ślepy" coś podobnego
musiało się przytrafić
— No więc co? Będziesz gadał praw-dę
czy nie? Ja i tak udowodnię wszy-stko
to tu wyliczam tylko napracuję
sie dwa razy tyle ile warto ty sobie
tylko pogorszysz
— ja mogie sobie polepszyć
— mruczy powątpiewająco przerażony
opryszek
— Możesz! Odpowiadaj tylko py-tania:
gdzie jest Ociepko?
Jeżeli słowo "Goworek" było dla
"ślepego" piorunującą rewelacją' to chy-ba
stokroć większą rewelacją było zapy-tanie
o "Wichlora" Więc on nie wie
gdzie iest "Wichtor"??? To znaczv że
"Wichtor" jest wolności!!!
— Panie komendancie żebym taki
więcej światła dziennego nie zobaczył}
żebym tak z mamra do końca życia nie
wyjrzał ale honorowe słowo daje że nie
wiem Wichtora nigdzie nie ma Ja wła-śnie
względem teęo byłem wczoraj
Saskiej Kępie: jego szukałem!
Ze słów "ślepego" bije taka rzetelnr
prawda że choć to opryszek nie lepszy
od Ociepki — trudno mu nie wierzyć
Dla Goworka zresztą nie jest to bynaj-mniej
bardzo ważne bo skręca rozmowę
inne tory:
— Jak dawno ty go znasz?
— Jeszcze przed wojnom pracowalim
razem jednem tartaku Białowieży
To chyba było trzydziestym piatem
albo szóstem roku Jak sie to król an-gielski
tak kiepsko ożenił
~ WYKWALIFIKOWANA DENTYŚCI
! MCSKI I DAMSKI — M
I KRAWIEC EUROPY --
„„-=-- A U BERESNEYICIUS LEKARz - benttsta - l432 uwiadamia pacjentów" Wlcckow- -' 129? Dundas St W Toronto sUfx° ° pnyJcciu praktju
P 310 Bloor Tal WA 2-0- 8 M— i__________M_________a Wizyty za utpelrezfeodnniicmznypmorozumieniem
LEKARZE '
dr m kosowski DR' T" L" PRAN0WSKI DENTYSTA CHIRURG
I leczenie nlepłodnolcl) j]4 D&łda £ $ _ Toronto
611 Bloor West Tl EM 8-90-
38
5-7- Uł
zawiadamia ~
DR' W' W' SYDORUK 550 Plmerston Blvd
85-9- S DENTYSTA
' ""iiii™™ Przyjmuje uprzednim telcfonkz-- njm porozumieniu
OKULIŚCI 80 R°neVeV' T°r°nł°
LE M688
OKULISTA LL
S BRODOWSKI 0 D„ Dr Władysława 420 Ronce$valles Avt
(blisko Howard Park) SADAUSKAS
Godziny przJcc 10-- 610 oraz za neMiVCT
telefoniczni m porozumieniem LEKAKZi
Tel LE (druRl dom HoncesvaUen 1-4-
251 — CL 9-80-
29 Prz-jmuj- c uprzednim telcfo- -
nJcznym porozumieniem
Telefon LE 1-42-
5C
129 Grenadier Rd
OKULISTKA B
J T SZYDŁOWSKA
OD FBOA rPŁ ŁOwic
Badanie oczu dobieranie siklei 1
pojmowanie "contnet lenscs" — npvrvQTA CHIHUKU
codziennie 10—7 soboty lqcrnlc Przyjmuje Toronto po Uprzed- -
w Innych Rodzinach uprzednim1 nim tefelonicznym porozumieniu
pore0llUm!cncm e o07O Trlangle 7 4125 Georgcłown
(rog iIaclock) 17-- P
03-10- 1
Lunsky
WA 1-3- 924 6b 470 College
Oczy badamy okulary dostosowujemy do wszystkich defek-tów
wzroku na nerwowość na ból głowy Mówimy no polsku
p
Vfilii liKV03
Luck Chiropractic Glinie
BRACIA ŁUKOWSCY
DOKTORZY CHIROPRAKTYKI
Specjaliści w leczeniu artretyzmu 'reumatyzmu
polio lumbago syjatykl dolegliwości muskułów
i stawów oraz zasilani? 1 normowania całego
organizmu — X-Hn- y prześwietlenia
1848 BLOOR Sł W TORONTO ONT — TEL RO 9-22-
59
140 CHURCH ST ST CATHARINES TEL 4-31- 61 i P
PROF — SZKOŁA 'MUZYCZNA
Założona w Dudapeiicla w 1940 r
Udziela lekcji liplcuii I nahtępuJncych Instrumentach!
AKOHDUON — FOHTCPIAN — OHGANY — GITAIIA — MANDOLINA
SAKSOFON — HAnFA
Bezpłatny konkurs talentów — Wykwalifikowany zespól wykładowców
553 Bloor — Toronto Ont — 51495 Rei HU 5-4)-
44
POLSKI PROGRAM RADIOWY "SYRENA"
Niedziela Stada Fala
9—10 rano CKTB 620
29 Humbercrest Blvd RO 9-91-
75 (wlecz)
lub "Związkowiec" LE 1-2-
491
Okulista
MU
E-g-j
APTEKA GARDIAITA
Właiclclel Tadeusz Gardlan
Najstarsza polska apteka Toronto
Wykonujemy recepty wszystkich krajów
Zamówienia wysyłamy natychmiast
Piszcie telefonujcie lub zgłaszajcie się osobiście
Popierajcie polską aptekę
WYSYŁAMY WSZELKIE LEKARSTWA DO POLSKI
I INNYCH KRAJÓW EUROPY ORAZ DO USSR
297 Roncesvalles Ave Tel LE 6-30-
03
TORONTO ONT
PANIE PANOWIEI
OSTOTNIA OKAZJAI Jcs7C7e moJna mieć święta 1 Nowy
Rok garnitur wieczorowy smoking frak oraz płaszcz dla Pań
SALONIE KRAWIECKIM
STEFANA PYZLA
Najnowsze fasony — Doskonały krój i wkonanic
782 Yonge Sirceł — Tel WA 3-13-
51
(drucl dom południc IJloor — piętro)
A & G Meat Product & Poultry
307 Roncesvallct Ave
St
Tel LE 3-92- 14
Włafclciele: BALEWICZ I SWIERCZYŃSKI
Posiadamy fliładio zawsze Mcłc mięso £macznc wędliny
oraz codziennie Świeży drób — Posiadamy również importowane
z Polski i Europy: sery — ryby — C7ekoladc — konserwy —
cukierki — Ceny nasze umiarkowane — szybka i solidna
obsługa — Przyjmujemy zamówienia telefonicznie i dostarczamy
domu bez dodatkowej opłaty
87PM
HENRY HARDWARE
ROWERY różnych rozmiarów
SANECZKI
LALKI z wózkami
NACZYNIA szklane i kuchenne
orai
wiele innych towarów na
UPOMINKI GWIAZDKOWE
189 RCNCESVALLES AVE — TORONTO
LE 6-92- 67
W
ild
do
'fam
ZMH MR 9 i
vW :v 33ŁTrt"
toł¥- -
lś A-- „ -- jm — J""
y--
ń
~nvA uu
rt
wxv„ lu„ „j- -
w
j
w
-- W
lE31
Co
la
w
w
ma
me
A
za co
bo
ze
co
se- -
i-- a
ze
l-ę- c
I3
to
w
w
w
A
w
w
U
~~=
13
za -- 7a va
za
w
A A
A
w
to
w
za
w
iż
on w
ze
w
w
A
w
'n nn tu
za
Z
A
ze na
sa
na ze
ze
w
ze
A w
w
w
za
w
w
za
w
ze
w
w
Z
za
V'
ze
ze
na
ze
w
Z
yv
Z
za
w za
w
w
w
w
na
w
ze
w
w
w
w w
w
w
co w w
w
co
w
iż
na
za
w
A
za
O
na
w
ci
co
A
A co
na
na
na
ia
na
w w
w
Z —„ y
-- E dr
na
79 St W _— 9P
St
LE p
po
od
od
za
K U
do- -
od W
ra
mx ni
J A H N
ery na
St W LE
DS P-- 9
w
ze
na na
na od 1-s- zc 83 97
na
są
O
O
9
87
'Ssani Pil iI
RM i
'Hi
i ' ' IXi
ffi
B" fety
i" R
1 P'Kf
r
f-S- ł --4
It'
'h
KV1
f
' !
I
t
I jJi
l! 'i
i!
1
ii'
r
r i
i '
- i
!
I
ł1
h
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, December 05, 1959 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1959-12-05 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000364 |
Description
| Title | 000409b |
| OCR text | wm— ~-7&&mTr3-m~z-Tsir:-~~" ftm'- iW5irVtiFK™r mmmm - ? 3 "- - - "- - ' - " IfmstrO "'wn łuaraa-- iii-r- f 'fi T a - V iwft!59&!3&%&k£i -- " „- - VWrtSim'!£'" t?TI TyrSKrFSJ iViJLSL ł 33ft " " - : sb t s js£ijl-l- j Iiif:Lww£J~aŁ!ŁifewA&tfis w'm?~-j3r:-~r"J~T-- _ i7WfiM#sw 3F~w j A J „uL- - rA-T-W- — -'"'-- -'-'" ---W-jy- M— """"S"' j-ł--vf--5r- Tr!-~Tj83K- rcji&Łrjrl — Av-r- ~-- ' - - — — ~ — rW'SSf1Sl JW— T __ p 5 Źsftvfr4 I rf ' '- - - V' 4--' ' rzi- -i — — - jl2WIĄZkOWIEC"GRUDŻIEŃ(brcemb6r) Sóbofa5— 1959 STkV7 jfajMackiewićz oga D Wszystkie Ipratra autorskie [~vszedł grudzień Zima nie była iNarzekania wzrosły Nagle sczono że kalosze kobiece przy- - i beoa sprzeuaw mic uuiicioyic lh ł 1Tt41-1- 1 li4 hvć przeznatiuuc uiu iumi t Kobiety zebrały się tłumnie od 7'ile kaloszy nie było tm towarzysza Raczenki Katarzyna zarządzała kooperatywą młoda --'5ta wrucnacn w ueieuiuaf Tjcieciku powiedziała że jutro v półkach stały chropowate szklan- - ri-jtelKOWe-gU a jwnych bo nie do pary kącie oli ZapaieK macnoriu i nauy brakło Raczenkowa miała na no-- "n-alon-ki z kaloszami — bo skle- - hh zimno — ale kupione na pry- - rynku a nie dostarczone przez Podwiozą — mówiła uspokajaco prostko będzie wszystkiego podwio-Ł- V denerwujcie się obywatelki Xa wiosnę! maju! Jakoś u was długo wiozą! Już od roku słyszymy to samo! awtrreżone Paczenkowa wymosia qo sieni pusiy :i po nafcie ustawiając kopnęła go nOgl 1 inuiaia J-ic-itua iduuum- - Jacho oni mają?! — wykrzykiwała Nic oni nie z kobiet — mają! i korojedy cały kra] obiorą oczy- - ludziom ostatki pozabierają Dla- - : przedtem wszystkiego było a te-- OKazae głupstwu siau i muj w auicj- - carznij albo jeszcze deszczu To pół biedy że kolejce ale choć doczekać A to stoisz kilka go- - a dojdziesz do sklepu i okazuje się e nic że darmo człowiek stał -- Dlaczego wprzoay -- Dlaczego?! — krzyknęła Raczenko-- łbracając się nagle do zebranych — wiecie dlaczego?! wy sama skąd możecie wiedzieć? btfala ją Marta która stała najbli-- lady — Tu nie byliście a dopiero [przyjechaliście z Sowietów Właśnie dlatego obywatelko ja la bo przyjechałam z ojczyzny mas Łacjch Dlatego wiem! U was dlate- - Le było kolejek przed sklepami że rbjl tylko dla bogaczy dla burzu- - i panów Biedni nie mieli ku- - I cierpieli nędzę A dzisiaj każ g 22 ?iy się tak nie wpada tymbardziej łj głupiej robocie Nie poszli we ' iJiKo dlatego przecież "Wich-Msi- ał sie "odkuć" bo doniero p z więzienia więc gdyby do "wy-- nalezalo dwóch to by się nie lojm dzielić Nie noszli we dwóch sa była łatwa: "Ślepy" udając [Montera zwiedził mieszkanie ftHoraka dwa razy i cały rozkład pamięć wyrysować Objaśnił tez jszom wszystko tak panymi oczami można było trafić co? [K tych dwóch starych dziadów nnńr? C?v 1fn małv teek który nie miał chyba więcej rni iat? a-P- }'" nie może "rozgryść" tej spra--- v "Wichtor" dał sie takim dwom irom" jest nie do pomyślenia w t Który naimerw strzelał a Mpiero patrzył kogo zastrzelił ?}' wspomina różne okazje 3 Ocienko znalazł się niebyleja--paUc- h i — zawsze wyszedł o- - t'a Bardzo "krótko" było z tftlflOTm lat cin naoioli 1OC7P70 roku na tę "inicjatywę pry-- ( cet miał domu cały arsenał a? tak że to ha! przecież dali ' wynieśli tyle broni ile zdo-- J zanim jeszcze zjawiła się mi- liona strzelanina 213 radv tiza go poszukać! — '- -_ wreszcie T zmierzch zapada — u okien Góraka wics7a cip iakiś rień °ozriuteńko za?lada każde -- £o Najpierw kuchnia: tu sie- - ł lych dziadów i zmvwa skoru-Dęta- e Potym — gabinet Nie ojo łIp śuiatln cip śmieci i D_fot porządku :Gysi Drzv scarrip rariinwvm sie- - dzUdvga i ten mały chłopak [ f kolanach rH n'e na poszkodowa- - łuuie towarzystwo zeru-- - sie przed chwila "dobrze na- - ieraz się zabawia jak umie i fceaozlra-- p żebv "Wichtor" L _7~ JTsli "ślepy" zsuwając się I °sknnej i 19 ®lil!$il€l dego stać dzisiaj masy mogą kupować! Stąd i kolejki i brak towarów Zanim skończyła przerwał jej bezładnego śmiechu i wykrzykników Ale Raczenkowa nie dała w?rana {pustą ladą jak szańcem sama jedna przeciw masie DronHa pozycji Związku Radzieckiego Trudno jej było ale' też przybyła tu nie po to by gnuśnieć bezczynności — To ja też burżujka?! Co?! — krzy-czała Ola z tłumu — Ale musicie Zaczekać! — usiłowała przekrzyczeć Raczenkowa — Czekać i boso chodzić tak?! — po czemu teraz masło! kieł-basa! obuwie! — krzyczały jedna przez drugą — Czy nie dziesięć razy drożej?! — Igły nawet kupić nie można — Chyba tylko portret Stalina — Która z kobiet wykrzyknęła te słowa nie podobna było tłumie ustalić ale niejednej wydały się już one nazbyt śmiałe bo nagle glosy zaczęły zacichać a Maria żona Franciszka spod Lasu po wiedziała nawet: I wybuch — No jak nie ma kaloszy czeso tu stać sklepie i po pustemu balbotać — Zawróciła się do wyjścia Za nią ruszy-ły dwie inne Raczenkowa która miała sobą do świadczenia komsomołu oraz kursy agi-tatorów Charkowie wiedziała zarówno z teorii jak praktyki nie wolno dopro-wadzić do incydentów z tłumem "Tłu-mem" mówił jej kiedyś Iwan Mikolaje-wic- z Jegorow świetny wykładowca "trzeba kierować i prowadzić a nigdy nie kłócić się z nim albo zwalczać Zwal-czać i likwidować trzeba tylko jednostki z tłumu i też umiejętnie indywidualnie Oto do czego potrzebny jest nam aparat agencyjny naszych władz bezpieczeństwa tak szkalowany przez państwa kapitali-styczne jest istocie swej najbar-dziej nieodzownym składnikiem postę-pu Bo 'nieodzowne jest usunięcie kija szprych gdy kolo ma się toczyć na-przód Naprzód! Zresztą i stare przysło-wie mówi że "łyżka dziegciu psuje becz-kę miodu" Trzeba ten dziegieć usunąć sprawnie żeby się nie rozmazał Trzeba to umieć robić Niezgrabne ręce przy tej czynności pobrudzą cały miód i re-zultacie wynika strata Podobnie z tłu-mem trzeba postępować ostrożnie" Ra-czenkowa puściła więc mimo uszu wy-krzyknik o Stalinie natomiast skorzy-stawszy z chwilowego uciszenia przechy () ()=()=0=()=0=()g=()lC== c=o=) [Tilold Poprzęcki Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone — SpłWBTWCJt-SE- S FCCX=()=()=()=()=()€=()=OC=6=0€=()==()=='g= dokładnie skuteczny ""tyflada i zaczekać! Ale gdvby czytał gazety to by wie-dział że właśnie był że właśnie tutaj i — że uciekł: Ale gdzie? Tego i ga-zetach nie było W tym momencie "Ślepy" zdrętwiał: tuż pod piątym żebrem poczuł dotknię-cie twardej "lufy a znał to dotknięcie doskonale i posłyszał głos: — Ręce do góry! Gdyby nawet nic został tak fatalnie zaskoczony — nie miał przy sobie ani kawałka "gnata" Nie miał się czym bronić! jednocześnie ostre światło la-tarki oślepiło oczy przyzwyczajone do riomnn'ri a w świptle tci latarki zoba- - czył drugą lufę wymierzoną również niego Wpadłem' — pomyślał podnosząc ręce do góry rhnń? ntaszku błizei! Za raz się dowiemy coś ty jeden! — mówi ten z tyłu popychając lufą pisto-letu zaskoczonego opryszka Po chwili ukazują sie również inni którzy tu waśnie urządzili zasadzkę Jest ich wprawdzie tylko pięciu ale "Ślepy" nie wziął broni Jakże przeklina teraz swoja lekkomyślność! tymi pięcioma nie bawiłby się dłużej jak pięć sckund_ — toż to "ślepy" panie poruczni-ku! — wola ieden z milicjantów — To całkiem niezły połów! — Obszuk2Ć go! — rozkazuje porucz-nik pcczm dwie pary sprawnych rak przetrzssaja wszystkie kieszsnie opryszKa i obmacują starannie cała jego osebę W iednej kieszeni milicjant znajdu-je pięćdziesiąt tvslęcy złotych: to "dola" z ostatniej wyprawy którą "ślepy" odbył z "Kakpatym Fipkiem" z Okopowej do kacy orbisu' we Wrocławiu — Ale mnie idiota! — rnysli z wściekłością nic nie odpowiadając pytania milicjantów — No bierzcie go na komisariat! — „vi-i-p fpn którego tytułują porucz nikiem — Tam sobie z nim pogadamy! I tak nod lufami czterecn pisiuieio- - itfir-- -' -- rńrfsip odtransportowany do mochodu który całe towarzystwo zabiera j- - i— W5Tł Tntsi zmęczeni długim' nwkhraaien milicjanci pakują swoja zdobycz do "bunKra Jutro rozpocznie się sieoziwo % Zostawiony sam sam swymi lna sięgała ku przodowi oparła nalegaj-ąc" brzuchem]na ladę"- - aż"zatrzaski "spód-nicy jej „się_ rozpięły z boku" i zaczęła mówić głosern mocnym: --"Co wy mnie tu obywatelki swo-im imasłem butami czy" igłą oczy' kłu-jecie! 3Iy idziemy naprzód my budujemy wielką przyszłość my świat cały wzru-szamy starych posad i przenosimy na nowe tory! wy kółko o maśle jakimś o igłach Co warte było wasze masło wasze buty gdy naród jarzmie?! My wam niesiemy wolność a kiełbasa i buty przyjdą — Nie dokończyła W tej chwili dał się słyszeć tętent koni i szczęk rynsztuneu Wszystkie oczy spojrzały ku oknu a podoficer przechy-lając się siodle wołał coś do okna Raczenkowa odrzuciła deskę wyszła zza lady i skierowała się prędko do drzwi — Ej obywatelko! — krzyknęła nią któraś — Spódnicę zgubicie — Dziękuję — odpowiedziała osten-tacyjnie zapinając zatrzaski pośpie-chu i zbiegając z ganku — Dobrze że majtkach nie wy-skoczyła! — Jeszcze nie wiadomo czy ma — Może jej ich nie podwieźli — i ko-biety ruszyły ku drzwiom wychodząc nią przed sklep aby przyjdzeć się żoł-nierzom — Gdzie tu będzie droga do Białej Waki?! — pytał podoficer ściągając ko-nia który tańczył miejscu wyrzucał głowę i gryzł wędzidła Poznać było po Raczenkowej gdy tak stała drobna i zaniedbana kolo długiej szabli nie obawiając się drepczącego ko-nia choć twarzy nie było jej widać po plecach zdawało się poznać było że dum-na się czuje na oczach wszystkich kobiet wspólnoty z tym oddziałem zbrojnych mężczyzn Uniosła twarz zmarszczyła lekko czoło i wycięgnęła rękę: — To będzie tu Zaraz niech sobie przypomnę Pierwsza droga na lewo — Nie była zupełnie pewna ale nie chciała zapytać którejś z kobiet miejscowych — Nie — odezwała się wysuwając naprzód Weronika — Na lewo nie prze-jedziecie Trzeba prosto tutaj aż do szosy i wtedy dopiero lewo — Ot la krasawica wie najlepiej — wyszczerzył zęby podoficer dotknął ostrogą boku końskiego podjechał do niej blisko nie zwracając więcej uwagi na Raczenkowa i cały aż się wychylił z siodła uśmiechu Reszta jeźdźców wy-szczerzyła się też do Weroniki i stłoczyła z tyłu — Isz piękność jaka Weronika poczerwieniała chowając wyciągniętą rękę cofnęła się o krok przed koniem 1 poprawiła chustkę na piersiach wysokości siodeł padło jesz-cze kilka żartów i cmokań czym od-dział dzwoniąc podkowami po grudzie ruszył stępa we wskazanym kierunku Podoficer raz jeszcze się obejrzał rzędem białych zębów 'na opalonej twarzy --J~~ t' tlff" w w'' 9 m myślami "ślepy" gryzie własne ręce złości na samego siebie Żeby też naj-marniejs- zej "spluwy" nie wziąć sobą! Żeby też nie zostawić u Piekoski albo u starej Ociepków ej tych pieniędzy Poznali go" To już wystarczy żeby iść szubienicę — Diabli mnie skusili szukać "Wich-torą- " — przeklina samego siebie) ale cztery' ściany celi ani mu racji nie chcą przyznać ani zaprzeczyć nie mają "z-amiaru Tak mija mu długa zimowa noc Rano dostaje kawałek chleba i miskę cienkiej zupy a po godzinie oczekiwa-nia zjawia się milicjant — No chodź no mną) — komen-deruje wysuwając nieco naprzód lufę rozpylacza jakby dla poparcia rozkazu — Tylko nie" "ty"! '— usiłuje się po-stawić liardo — Tera się mówi "oby-watelu"! — Jakiś ty cholero obywatel? żeby wszyscy byli tacy "obywatele" jak ty to jabym się pierwszy powiesił bo bym takiej Polsce nie chciał żyć!' Dalej jazda! I wymowne szturchnięcie lufą ozna-cza że Wszelkie dalsze rozmowy na te-mat tytułowania są całkowicie bezprzed-miotowe "bunkra" czyli podręcznego aresztu milicjant przeprowadza "ślepe-go" do kancelarii 'gdzie wprawdzie nie ma nikogo ale — nie zostawią go tu samego Po chwili kancelarii zjawia się jakiś porucznik milicji i jakiś cywil zacho-wania się porucznika widać jednak że ten niepozorny cywil to osobistość waż-niejsza bo 20 porucznik pierwszego przez drzwi przepuszcza i pierwszego prosi siedzieć a sam zajmuje miejsce później I teraz dopiero nawet dla "ślepego" staje się jasne że len cywil to rzeczy-wiście ważna figura: — Jan Sobek nigdzie nie meldowany pseudonim "ślepy" — recytuje cywil z pamięci a porucznik skrupulatnie zapi-suje — poszukiwany napad na kasę kolejową Skierniewicach zabójstwo sklepikarza Żyradowie zabójstwo po-łączone z rabunkiem czterdziestu tysięcy zloty eh — Może pan będzie łaskaw wolniej — prosi grzecznie porucznik — Dobrze Do spółki z Wiktorem Ociepką obrabowali spółdzielnię Miń-sku Mazowieckim mleczarnię Faleni-c- y i sklep prywatny Aninie Do spółki z Antonim Filipkowskim pseudo "Fi-pe- k" napadli na kasę "Orbisu" we Wro-cławiu gdzie zrabowali sto osiemdziesiąt tysięcy złotych i zamordowali dwóch lu-dzi Do spółki z tymże Filipkowskim i Niteckim zwanym "Nitka" napadli Krakowskim Przedmieściu nocy z 23 Raczenkowa wbrzydkim żakiecie ile dopiętym pośpiechu rozporkiem spód-nicy zjetórego przeświecał bókieniskrą-wek'koszu- li spojrzała przelotnie na We-ronikę i bezslowa odmierzając przesad-nie duże kroki wracała do sklepu Tłum kobiet rozchodził się bez pożegnania Ona zamknęła drzwi i zostala-sam- a koope-ratywie Przypomniała się jej ławka świeżo założonym bezcienistym skwerze charkowskim dawno już temu gdy po dziewczęcemu wyciągnęła przed siebie powietrze obydwie nogi obute gu mowe pantofle oparła na udach dłonie i przechyliła zalotnie głowę zaglądając twarz Jegorowa Przerwała mu wła-śnie chwili gdy perorował z ogniem tak bardzo nim lubiła Ale owym momencie zachciało się jej nagle być tylko przekorną dziewczynką: "Wszystko to dobrze Wania ale po-wodzenie miłości osiągają nie "masy" kobiet ale jednostki jak myślisz hę?" — I po to jej była potrzebna taka za-lotność! Przeraziła się surowym wyrazem twarzy Jegorowa który zaskoczony pół zdania zamilkł a później odpowie-dział sucho: — "Są rzeczy Katarzyno Aleksan-drówn- o które się nie nadają do żartów" — i zrobił ruch jakby chciał zaraz wstać ale się powstrzymał Nie powiedział: "Ka-tieńk- a" ale właśnie "Katarzyna Ałeksan-drówna- " Jej opadły bezwładnie nogi a on posiedział jeszcze chwilę i potem po-żegnał się obco — "Ależ ja zażartowałam" — szep-nęła wtedy i urwała przypomniawszy że on właśnie powiedział nie należy żar-tować Ktoś pchnął z zewnątrz drzwi — Machorki nie ma? — zagadnął chłop wsuwając głowę — Jutro będzie — Ech! — usłyszała razem z trzaś-nięcie- m drzwi od którego aż szklanki z zielonego butelkowego szkła zadzwoniły pólkach Cale to niepotrzebne nikomu zbiego-wisko kobiet "przed kooperatywą pokie-rowało inaczej krokami Pawła a kto wie może dalszym jego losem Szedł do przystanku kolejowego i zatrzymał się ujrzawszy tłum kobiet przed sklepem pluton kawalerii Weronikę zarumienio-ną z błyszczącymi oczami przekomarza-jącą się jak mu się zdawało z żołnierza-mi i ukłuło go coś podobnego do zazdroś-ci a zarazem opanowała wielka niechęć do przechodzenia tamtędy tak że cofnął się róg płotu Nic było jednak innej drogi do przystanku Natomiast dzień był słoneczny mroźny Śnieżny puch po-krywał grudę Paweł zatęsknił nagle do ruchu do powietrza które się wciąga pełną piersią i postanowił nie jechać po-ciągiem a pójść piechotą do miasta Za-wrócił więc na przełaj skos minął wrzosy wyszedł na bity trakt 1 poszedł udeptaną z boku ścieżką na 29 listopada urzędnika biura do spraw UNRRA — To nieprawda! — przerywa "Śle-py" któremu aż mowę odjęło z oburze-nia i zdumienia że tak wiele tu o nim wiedzą — Nieprawda? Zaraz zobaczymy Skąd miałeś tyle pieniędzy przy sobie? — Ciocia mnie umarła i zostawiła — Acha! coś robił tam gdzie cię wczoraj złapano? Na tramwaj czekałeś? — Mnie tam wynajeni elektro-montera i nie zapłacili No to ja chcia-łem im szybę wybić — Komu chcesz takie bajeczki opo-wiadać? Mnie? Zastanów się! Ja jestem Goworck! — Go — wo — rek? Na dźwięk tego ' nazwiska "Ślepy" czuje że mu się ziemia usuwa pod no-gami tym wściekłym psie o tym "gli-nie" słyszał już od niejednego z kamra-tów i każdy go przed tymi łapami o-slrze- gal Goworek Więc tak wypląda ten postrach świata podziemnego postrach wszystkich "fet-niakó- w" jakich kiedykolwiek gościnna Warszawa przygarnęła Już niejeden z lej poręki zatańczył szubieniy i wła-śnie takich okolicznościach takiemu ostrożnemu jak "ślepy" coś podobnego musiało się przytrafić — No więc co? Będziesz gadał praw-dę czy nie? Ja i tak udowodnię wszy-stko to tu wyliczam tylko napracuję sie dwa razy tyle ile warto ty sobie tylko pogorszysz — ja mogie sobie polepszyć — mruczy powątpiewająco przerażony opryszek — Możesz! Odpowiadaj tylko py-tania: gdzie jest Ociepko? Jeżeli słowo "Goworek" było dla "ślepego" piorunującą rewelacją' to chy-ba stokroć większą rewelacją było zapy-tanie o "Wichlora" Więc on nie wie gdzie iest "Wichtor"??? To znaczv że "Wichtor" jest wolności!!! — Panie komendancie żebym taki więcej światła dziennego nie zobaczył} żebym tak z mamra do końca życia nie wyjrzał ale honorowe słowo daje że nie wiem Wichtora nigdzie nie ma Ja wła-śnie względem teęo byłem wczoraj Saskiej Kępie: jego szukałem! Ze słów "ślepego" bije taka rzetelnr prawda że choć to opryszek nie lepszy od Ociepki — trudno mu nie wierzyć Dla Goworka zresztą nie jest to bynaj-mniej bardzo ważne bo skręca rozmowę inne tory: — Jak dawno ty go znasz? — Jeszcze przed wojnom pracowalim razem jednem tartaku Białowieży To chyba było trzydziestym piatem albo szóstem roku Jak sie to król an-gielski tak kiepsko ożenił ~ WYKWALIFIKOWANA DENTYŚCI ! MCSKI I DAMSKI — M I KRAWIEC EUROPY -- „„-=-- A U BERESNEYICIUS LEKARz - benttsta - l432 uwiadamia pacjentów" Wlcckow- -' 129? Dundas St W Toronto sUfx° ° pnyJcciu praktju P 310 Bloor Tal WA 2-0- 8 M— i__________M_________a Wizyty za utpelrezfeodnniicmznypmorozumieniem LEKARZE ' dr m kosowski DR' T" L" PRAN0WSKI DENTYSTA CHIRURG I leczenie nlepłodnolcl) j]4 D&łda £ $ _ Toronto 611 Bloor West Tl EM 8-90- 38 5-7- Uł zawiadamia ~ DR' W' W' SYDORUK 550 Plmerston Blvd 85-9- S DENTYSTA ' ""iiii™™ Przyjmuje uprzednim telcfonkz-- njm porozumieniu OKULIŚCI 80 R°neVeV' T°r°nł° LE M688 OKULISTA LL S BRODOWSKI 0 D„ Dr Władysława 420 Ronce$valles Avt (blisko Howard Park) SADAUSKAS Godziny przJcc 10-- 610 oraz za neMiVCT telefoniczni m porozumieniem LEKAKZi Tel LE (druRl dom HoncesvaUen 1-4- 251 — CL 9-80- 29 Prz-jmuj- c uprzednim telcfo- - nJcznym porozumieniem Telefon LE 1-42- 5C 129 Grenadier Rd OKULISTKA B J T SZYDŁOWSKA OD FBOA rPŁ ŁOwic Badanie oczu dobieranie siklei 1 pojmowanie "contnet lenscs" — npvrvQTA CHIHUKU codziennie 10—7 soboty lqcrnlc Przyjmuje Toronto po Uprzed- - w Innych Rodzinach uprzednim1 nim tefelonicznym porozumieniu pore0llUm!cncm e o07O Trlangle 7 4125 Georgcłown (rog iIaclock) 17-- P 03-10- 1 Lunsky WA 1-3- 924 6b 470 College Oczy badamy okulary dostosowujemy do wszystkich defek-tów wzroku na nerwowość na ból głowy Mówimy no polsku p Vfilii liKV03 Luck Chiropractic Glinie BRACIA ŁUKOWSCY DOKTORZY CHIROPRAKTYKI Specjaliści w leczeniu artretyzmu 'reumatyzmu polio lumbago syjatykl dolegliwości muskułów i stawów oraz zasilani? 1 normowania całego organizmu — X-Hn- y prześwietlenia 1848 BLOOR Sł W TORONTO ONT — TEL RO 9-22- 59 140 CHURCH ST ST CATHARINES TEL 4-31- 61 i P PROF — SZKOŁA 'MUZYCZNA Założona w Dudapeiicla w 1940 r Udziela lekcji liplcuii I nahtępuJncych Instrumentach! AKOHDUON — FOHTCPIAN — OHGANY — GITAIIA — MANDOLINA SAKSOFON — HAnFA Bezpłatny konkurs talentów — Wykwalifikowany zespól wykładowców 553 Bloor — Toronto Ont — 51495 Rei HU 5-4)- 44 POLSKI PROGRAM RADIOWY "SYRENA" Niedziela Stada Fala 9—10 rano CKTB 620 29 Humbercrest Blvd RO 9-91- 75 (wlecz) lub "Związkowiec" LE 1-2- 491 Okulista MU E-g-j APTEKA GARDIAITA Właiclclel Tadeusz Gardlan Najstarsza polska apteka Toronto Wykonujemy recepty wszystkich krajów Zamówienia wysyłamy natychmiast Piszcie telefonujcie lub zgłaszajcie się osobiście Popierajcie polską aptekę WYSYŁAMY WSZELKIE LEKARSTWA DO POLSKI I INNYCH KRAJÓW EUROPY ORAZ DO USSR 297 Roncesvalles Ave Tel LE 6-30- 03 TORONTO ONT PANIE PANOWIEI OSTOTNIA OKAZJAI Jcs7C7e moJna mieć święta 1 Nowy Rok garnitur wieczorowy smoking frak oraz płaszcz dla Pań SALONIE KRAWIECKIM STEFANA PYZLA Najnowsze fasony — Doskonały krój i wkonanic 782 Yonge Sirceł — Tel WA 3-13- 51 (drucl dom południc IJloor — piętro) A & G Meat Product & Poultry 307 Roncesvallct Ave St Tel LE 3-92- 14 Włafclciele: BALEWICZ I SWIERCZYŃSKI Posiadamy fliładio zawsze Mcłc mięso £macznc wędliny oraz codziennie Świeży drób — Posiadamy również importowane z Polski i Europy: sery — ryby — C7ekoladc — konserwy — cukierki — Ceny nasze umiarkowane — szybka i solidna obsługa — Przyjmujemy zamówienia telefonicznie i dostarczamy domu bez dodatkowej opłaty 87PM HENRY HARDWARE ROWERY różnych rozmiarów SANECZKI LALKI z wózkami NACZYNIA szklane i kuchenne orai wiele innych towarów na UPOMINKI GWIAZDKOWE 189 RCNCESVALLES AVE — TORONTO LE 6-92- 67 W ild do 'fam ZMH MR 9 i vW :v 33ŁTrt" toł¥- - lś A-- „ -- jm — J"" y-- ń ~nvA uu rt wxv„ lu„ „j- - w j w -- W lE31 Co la w w ma me A za co bo ze co se- - i-- a ze l-ę- c I3 to w w w A w w U ~~= 13 za -- 7a va za w A A A w to w za w iż on w ze w w A w 'n nn tu za Z A ze na sa na ze ze w ze A w w w za w w za w ze w w Z za V' ze ze na ze w Z yv Z za w za w w w w na w ze w w w w w w w co w w w co w iż na za w A za O na w ci co A A co na na na ia na w w w Z —„ y -- E dr na 79 St W _— 9P St LE p po od od za K U do- - od W ra mx ni J A H N ery na St W LE DS P-- 9 w ze na na na od 1-s- zc 83 97 na są O O 9 87 'Ssani Pil iI RM i 'Hi i ' ' IXi ffi B" fety i" R 1 P'Kf r f-S- ł --4 It' 'h KV1 f ' ! I t I jJi l! 'i i! 1 ii' r r i i ' - i ! I ł1 h |
Tags
Comments
Post a Comment for 000409b
