000116b |
Previous | 11 of 16 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
7ffiTS1SS3raa3SS2SSi5$SiKrź
Życzenia Toronto
łNjSHHDECZNIEJSZE
l CZENIA
z olvAZll ŚWIAT
WIELKANOCNYCH
VStUn paiafiom
„ganiwnom znajomym
pi? iKiolom
01 az i'1'M Polollii
skldda
HB UI inllsl fe--s
z
Pued-tduici- cl
0'Keife's Brewery
Telefon: CL 9-87-
94
821 Gusen SI W
- ' — : - KWIECIEŃ tfpritf '
prZO SZCZĘŚCIA I RADOŚCI
Z ukAZJI ŚWIĄT
składa
JOHN'S BUTCHER - GRGGER
POLSKI SKŁAD SPOŻYWCZY
Toronto Tel EM 6-47-
94
W E S O L E G O ALLELUJA
zasyła
MARKET
SKLEP ARTYKUŁÓW SPOŻYWCZYCH
Właściciel: 1 MATIASEK
710 Gueen Sł W Toronto Tel EM 0-19-
21
ŻYCZENIA WESOŁYCH ŚWIAT
Całej 1'olomi wszystkim swuim Klientom obecnjm
i przyszłym zasyła
LUCIA WÓJCIK
Spizedaż nieruchomości letniskowych
2071 Dufferin St Toronto Tel LE 4-23-
11
ifnitssie &%Jmiffl&&~J?r
St W
'róg
['irK
--—" ZWIĄZKOWIEC' Jlfflt -- ffl?4''4
WIELKANOCNYCH
DOMESTID
WIELKANOCNYCH
NAJLEPSZE ŻYCZENIA
WIELKANOCNE
przesyła
CAŁEJ POLONII
W TORONTO I OKOLICY
słynna
mporia! Bakery
Ił Właśc Rodzina LOITMAN
177-19- 1 Baldwin St
Tel EM 8-49-
47
Wszystkim swoim-odbioico- m przyjaiituom
i znajomym życzy
WESOŁYCH "ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
WILUAM'S SHGI STORO
Maria i Bolesław Czarnoła — właściciele
750 Cueen St W Toronto Tel EM 3-48-
93
Wszystkim' swoim Klientom i całej Polonii
SERDECZNE ŻYCZENIA WESOŁEGO ALLELUJA
zasyła
°K C PILACINSKI
ARTS PHOTO STUDIO
733 Ousen'
Gorevale)
piekarnia
Toronto Tel EM 4-79-
94
Rer RO 3803
Wesołych Świąt Wielkanocnych
ziczy swym polskim odbiorcom i przyjaciołom
YANA FABRiCS
J i S' ZIMNI — właściciele
'B Oueen St W — Toronto — Tel EM 8-95-
27
Najlepsze życzenia
szczęścia i pomyślności
składa z okazji świąt
Wielkanocnych
Andrew Ł
McKague
ADWOKAT-OBROŃC- A
' Room201 Northern
Ontario Building
Tel EM 4-13- 94 Toronto
Nw!rwNPax BHHHBBBH SUi! tH
3
i
P
I
%
i
p
II
" mas n a ir # ret u r u mu a a " 8 U I I 3 FJi fi B E ! ' i--
¥
ii
Vi
V
35
A
fi
pi
li
9
fi
u
i
fi
i I r jus siu juI s niBLk LnHnu1 b £
Gdyby jeszcze kilka dni temu
ktoś powiedział Marcie że bę-dzie
siedziała przy drodze wśród
rozmarzających pól i z przyjem-nością
patrzała ha swe zabłoco-ne
buty - wzruszyłaby ramiona-mi
Od sześciu conajmniej lat
życie jej płynęło równo i spo- kojnie bez wzlotów i upadków
Z domu do fabryki w fabryce
przy maszynie z 'górą materia-łów
następnie znów do domu
Rozrywek niewiele ale po licz-nc- h
przejściach wczesnej mło-dości
takie zrównoważone istnie-nie
odpowiadało jej A gdy ma
się juz ti7ydziestke na karku to
i ninuM dokuczają dziewczęce
marzenia
Ws7stko to załamało się kil-ka
dni temu zaledwie gdy le-ka- iz oznaimil ze jest przemę-czona
ze za mało przebywa na
powietrzu ze kaszel nadrywa
jej płuca ze przedłużanie tego liliu skończy się tragicznie: su- chotami
Maita bjla bardzo rozsądna i
piaklyczną młoda kobietą' Pra-cy
w fabryce rzucić nie może
ale swiczym powietrzem można
uratować zdrowie Wzięła więc
ui lup spakowola małą walizecz- -
(przedświąteczne
pieiwksuepgioła lbeiplseztegaoutobmusiaoswteyczka zmduumi0V„„„„ Zcnva! uderzyła
na północy i oto siedzi wśród
pni i apetytem zajada chleb z
wędliną
A dokoła wiosna zieleniła się
swiezą runią dzwoniła piosenką
plaszęeą pachniała rozgrzaną
ziemią Marta uniosła ku niebu
lojasnioną twarz Jak zimowe
śniegi tajała skorupa jej serca Picciez takie pola ptaki śpie-wa
lace w krzakach błękitne
niebo to jej odległe szczęśliwe
diccinslwo Jakże mogła zapom
nieć o nim w codziennej walce
o bjl?
Chleb ze wzruszenia utkwił
jej w gaidle Żeby się czegoś
napić Wzrok Marty powędro-wał
widniejących w dali zabu-dowań
farmerskich Zajdzie mo-że
irospodyni gościnna!
Malta ruszyła rozmiękłą dro-ga
rozdeptując błoto i z rozko-szą
wdychając czyste świeże po-wietrze
U wiol wiodących na podwó-rze
budziła sie z radosnego na-sil
oii Coś niemile uderzyło ją
w wyglądzie farmy domu
came nieme budynki zamknię-te
podwórze zaśmiecone bra-ma
na jednej zawiasie
Od psiej budy w głębi podwó
rza rozległo sie żałosne prze-ciągle-wyc- ie Marla wstrząsnęła
się: Pies wyje? W taki piękny
wiosenny dzień? Coś tu nie w
porządku
Podeszła do psa Był uwiąza-ny
Patrzył na ma merdając ogo-nem
i skomlał 'błagalnie Marta
7auwazyłi zaj)adłc boki wyciąg-nęła
rcslę chleba z szynką
Pies pozaił ią w mgnieniu oka
— Biedaku — Szepnęła Mar-ta
— to tak ciebie głodzą?
Postanowiła zajrzeć do domu
Na pukanie nikt nie odpowie-dział
ale z wnętrza dochodziła
ją cichutkie liczne głosiki kto-l-c
wspomnienie z dzieciństwa
skojarz lo natychmiast z groma-dą
maleńkich kurczątek
Marta pchnęła drzwi
Widok wielkiej kuchni nie
pozostawiał wątpliwości iż dar-mo
tu upatrywać gospodyni Z
każdego kala wyzierał brud i
zaniedbanie Marla roejrzała się
z niemiłym uczuciem
Nagle do uszu jej dolni ł jęk
Na podłodze tuż obok wąskiego
łóżka łeil starsy mężczyzna
niedbale itbianv 'I~M rólpizy
łomny żollc kurczątka spsreio-wał- y
ro nim bfWieinonialnie
zoslawlaiąc swoitó £lat'y
Pizcrażo'11 ?Uria pochyliła
się nad leżącym
— Pownio zaślub! starowina
Tizcbdhy d Al ora Co robić? O
Boże
Ale icdnoccMiie uderzył ' 'ją
odór alkoholu który natych-miast
rjzwirl w niej sympatię i
lito-- ć
- S-- il się świntuch Nic
(j-iy-nr- —r 7C nic nie zrobione a
pic- - ?lj(Jny wyje
Pwbowłla go obudzić ale do-iuiA- o !lko tyle że się pod-niósł
i runął obok na łóżko Da-la
mu więc" spokój i zaczęła
--r- enć no szafkach kuchennych
w rosukiwaniu herbaty i cukru
"" lazła parę puszek f postano- - b ziobić żupę Gorąca zupa
lMcmu pomoże a i ona już
zgłodniała Zabrała się do robo-ty
mimowoli myjąc zapuszczone
garnki ścierając kurze ze sto-łów
ii porządkując kuchnię
Nie żauważyła nawet kiedy
przed doni zajecHał samochód i
wyskoczył z niego wysoki jasno-włosy
młodzieniec w roboczej
bluzie z" metalową skrzynką do
śniadań --w ręku Otworzył 'drzwi
lak nagle że Marta stanęła za-skoczona
Niezwykle niebieskie
prawic dziecinne oczy przyby-łego
musnęły Martę w przelo-cie
i zatrzymały się na leżącym
na łóżku mężczyźnie
— Ach tv dziadu znowuś się
soił? A obiecałeś że nie zaj-dziesz
na piwo! Obiecałeś że
zaraz wrócisz ty pijaku! —
trząsł starym i wymyślał w głos
nie zwracając żadnej uwagi na
Martę
— AYjtuś synku nie piłem
bo może jedną butelczynę mo-że
dwie skarż mnie Bóg '' ma-mrotórstary'- --" ''---'-
--
— Już nie wiem co z tobą ro-- j Jezu toż to dziś Wielki Piątek
bić stary Ja cały diUii w fa-- 1 smucić się trzeba! Ale jej lak
bryce a' ty tak gospodarki pil- - j jakoś lekko i radośnie Grzech'
nujesz? Obaj na dziady pójdzie- - j p„ed domem doiizala wmro-my- !
Chodź zjedz co goiącego) Kilka samochodów Wit miał
to ci lepiej zrobi j Wrócić później — pożegnanie
Przyciągnął starego do stołu w fabiyce Czy- -
I usauzii na w Miiroic uiditii' jcz ic suiuuuiuuy:
bez słowa nalała im obu zupy w
miski
A Wit narzekał dalej- -
— Za co ty mnie tak źle ży-czysz
Blazejr Na to ześ mnie
rannego znalazł i w i ciągnął z
pola bitwy żeby mnie teraz do
ruiny dopi owadzio? Miałeś coś
do jedenia kupić gospodynię
przywieźć a ty niecnoto pcw-nie- ś
pieniądze' przepił
— Nie przepiłem skarż mnie
Bóg! — powoli trzeźwiał stary
— nic kupiłem nic prawda
ale to przez tę gospodynię Mó-wiłeś:
ona ci powie co kupić No
a gospodyni nie bjło
— Jakto nie było'
— No Miernikowej córka
chora nie może do nas pizyjść
— Co ty gadasz Błażej? —
zaniepokoił się teraz Witold
Oczyma wskazał Martę — A to
kto? Nie ta gospodyni'
Clnfti Dnniinł 1 HJlini tvłi"rl
ke do Jakaś myśl
d A z
do
Okna
krzesła
— Wiluś ja nie wiem Ty
chyba nie myślisz że ja prze-cie
ia stary chłop! Skarż mnie
Bóg'
Marta doszła do wniosku że
musi zabrać głos
— Bardzo przepraszani ja się
tu znalazłam całkiem przypad
kowo Wstąpiłam żeby dostać
do picia zupy bo St
myślałam że sie przyda
Wit zerwał się z przeprosina-mi
Stary kłaniał się raz po raz
na chwiejnych jeszcze nogach
Marta się
— Ależ nic się nie stało!
Zresztą sama jestem głodna i
chętnie coś zjem
Nie było bardzo co jeść i Wi-told
postanowił że pojedzie do
miasteczka po zakupy
— Bo tak trudno bez kobiecej
pomocy — tłumaczył — Już
krzaczkach
1 tak to do-okne- m w?ro--k jcj brzyd-kuczył- o
gos- - amaranlowc ścia- -
oodynie wziąć żeby choć raz na
mieć po ludzku To
chłop wszystko zepsuł!
Ucieszył szczerze gdy Mar-la
zaofiarowała pomoc w zaku-pach
I tak musialatwrócić do
miasteczka poszukaj db siebie
Tu Marta wyjaśniła swoją o
becność tych stronach Obaj
jak na 'komendę zaprotestowali
szukać hotelu toć u nich
sześć pokoi na górze do wybo
ru nie zamieszkałych od dwóch
lal Nic nie kosztuje
Marla uśmiechnęła Wie
rzyła szczerość zaprosm
Chcieli ją zatrzymać potrzebo-wali
jej A niebieskie' łagodne
oczy patrzyły prosząco
1 Marta została
A w następnych kilku dniach
nie miała nawet czasu myśleć o
Stary Błażej chodził za
nia jak pies Z ochotą pomagał
myć okna szorować podłogi
"Sam wyczyścił podwórze naprą
wił bramę A gadał bez przer
Marla polubiła starego jego
gadanie1 jego 'uszanowa-ne
dla Nie zdając sobie
urawy często w rozmowie
lywala o Witolda Stary zato wy
viii iei zainteresowanie i roz
'jwiauai szciunu utmju awuju 1
iwego młodego przyjaciela po
31-ze-z
wojnę niewolę4przyjazd
1o nowego kraju i ciężkie po-czątki
— A najgorsze że taki sam
bo gdzie tam ja stary 'dla mło-dego
kompan Mówię 'mu: jedź
gdzie między ludzi zabaw się
Gdzie pojedzie Skarż
mnie '
Kiedy Wit wracał nabierali
nowej chęci do pracy na farmie
i dopiero późnym wieczorem
odpoczywali w ciepłej kuchni
Martat zauważyła że obaj myją
-- ię do kolacji że stary nie
wspominał o piciu że Witold
:aczyna robić plany na wiosenne
-- oboty w polu Cieszyło ją że
ama mniej kaszle lepiej śpi-ż- e
pojawieniem się życie ich
wszystkich nabrało tempa wiek
szego znaczenia Nie zauważyła
jednak iż: szybko wrasta"w nowe
iycie że za bardzo ulega uroko-wi
niebieskich oeżu Czy- - nie
potka ją rozczarowanie?
Stało to w Wielki Piątek
Marta sama pędziła' krowy z
pastwiska do domuSzła
:ią w sercu zapatrzona w pro-mienny
zachód ij różowe 'obłoki
hi wytrysnęło jej szczęście pa-miętaną
z dzieciństwa piosenką:
— słoneczko za las
kalinowy
Urwała i zakryła usta dłonią
xtrkm ict~~Ą_ łs3gfe
-- n5
Marta stanęła we drzwiach
W kuchni lozwalihi się av
krzesłach kilku mężczyzn w fa
brjcznycli kombinezonach Wi-dać
było ze wszyscy mieli już
dobrze w głowic Witold chodził
od jednego do diugicgo szero-kim
gestem lal im w szklanki
Mai ta dojrzała błoto na wyczysz-czonej
podłodze firankę
waną łokciem opartego o okno
mężczyzny piwo it-j-nt-- mv
trzymanej niedbale szklanki i
zatrzęsła się z oburzenia
Nieprzyjaznym wzi okiem o-garn- ęła cale towarzystwo i za-trzymała
się na Witoldzie A on
szedł ku czerwony głupio
roześmiany z szklanką w ręku
Zniknęła gdzieś cala jego nieś-miałość
i uszanowanie dla niej
Pociągnął ją za rękę
— Chodź — Marla szybko za-uważyła
że zwrócił się do
po imieniu — koledzy chcą cię
poznać
— Ładna gołąbka ho ho! —
cmoknął z uznaniem jeden z
mężczyzn
— 1 sama przyszła mówisz?
— A kiedy wesele? Będziesz
to długo czekał?
sama nie V swoim znanej orkiestry w 1 okolicy
dobrze wypadków następnych Przyjmuje żamówfeniu na wosclujł zabawy
kilku chwil Zakipiala w nici
złość i oburzenie Szarpnęła -- się
coś Zrobiłam wybiła Witoldowi szklankę z 49 Havolock "Toronto
roześmiała
Wielkanoc
z
reki wrzasnęła precz!!' ukazu
jac drzwi wreszcie wybuchnęlu
płaczem i wbiegłszy pędem -- po
schodach zatrzasnęła drzwi swe
go pokoju Gorączkowo wrzuci-ła
do walizki swoje rzeczy Przez
otwarte okno zsunęła się na da-szek
przybudówki stamtąd na
ziemię i pobiegła drogą w kie-runku
miasteczka
i
Następnego dnia nic zbudziło
Marty poszczekiwanie psa
kiwanie rjydta ni świergot pia- -
dwa lata tak się obaj z Błażejem ików w Dzowvch pod
męczymy nam życie padi na
że postanowiliśmy kic bukiety na
się
noieiu
w
Poco
4sic
w tych
lak
-- obie
wy
vcole
niej
zaga
tam 'nic
Bóg
jej
aby
sie
radoś:
Zachodzi
obei- -
niej
niej
pory
nach jej pokoju na które pa-trzyła
już tyle lal ' Vi"
Marla westchnęła Dobrze jej
lak Ma trzydzieści lal a taka
głupia i naiwna Myślała że' tąk
łatwo znalazła szczęście Zbyt
piękne to było by mogło Jrwać
długo Ha trudno odwrócić
się jeszcze jedna karta y ksjędze
jej życia Na nowej karcie zno-wu
fabryka góry materiału po~r
koik z tanelą w amaranlowc bu-kiety
Niebieskie oczy zapadną
w przeszłość
Nie mogła się jednak tym nie-bieskim
oczom opędzić i czuła
się coraz gorzej A może nie po-winna
lak wybuchnąć Ostatecz-nie
to nie jej dom Eh poco
myśleć Toż lo Wielka' Sobota
Wielkanoc? To cóż że Wielka-noc?
Usłyszała pukanie i skrzyp-nięcie
drzwi Czekała na 'głos
swej gospodyni Tymczasem od
drzwi doleciało ją nieśmiałe:
— Paniuńciu:' -
— Błażej!
Uściskała starego radośnie
Przyćmione słońce zajaśniało
trochę-- ' ' '-- !
Błażej obracał nieśmiało czap-kę
w ręku i zatrzymując się co
chwila dla nabrania odwagi
przepraszał za wczorajsze niemi-łe
zajście
łs
I
' ' r J- -
— Bo lo popili za dużo w fa- - Ę
bryce no święta ma się rozu- -
mieć A Wit nie zwyczajny - jfj
— Wit — nastroszyła się Mar-- §
la — Błażej się za niego t!uma g
czy a on nawel nie raczył %
przyjść - I
— Jest paniuńciu jest tyle
że odwagi nie ma wejść: f
Skoczył do drzwi otworzył §
W drzwiach stał Wit Niebieskie
oczy patrzyły spod płowych wio- -
sów nieśmiało błagalnie Pod S
tym spojrzeniem stopniała w
Marcie niechęć j źalSłońceroz--
jaśniłO'się
Stary popychał go ku Marcie %
— No Wit gadajźe Wit To i
ci gamoń! Całą drogę mi uszy
nabijał'có to on paniuńci powie)
teraz gęzyka w gębie zaporń- -
niał ' J
Nie mógł stary zrozumieć źe
im nie słW' trzeba było t--- wy-starczyły
złączone 'ręce Niebies-kie
oczy wiele mówiły ciemnym
" oczom ' „ Stary Błażej milcząco - pa-trzał
na to' dziwne pojednanie
oceniał wymowę spojrzeń mło-dych
— No to jedźmy — niecier-pliwił
się —' do domu dalekóT
Szynkę śię-miałotdz- iś gotować-- i
kiełbasy Ciasto piec '
A wreszcie prawie wykrzyknął:
— Przecież'jutro1 Wielkanoc!
Barbara 'Glogowskal--
WYSYŁAMY LEKARSTWA DO POLSKI
~ ' na wszelkfedolegliwościi recepTy
GWARANTOWANA DOSTAWA POKRYVAMY
WSZELKIE OPŁATY POCZTOWE
DonRussell-Drug-St- ort
RÓg 6-f-ej
k
ulicy i lakt Śhore — Ttltfon CL 1:220J
Życzenia z Toronto
jj — + ~-- t 13 3 s- - jf-- r r"~ r r r r r --r r w rrrrrfrr11
WESOŁEGO
ALLELUJA '
lyczyłWsiystkim
Przyjaciołom
Znajomym" i całej
Polonii
And rew
PRZEDSTAWICIEL
of
Undiscie chneiny wesel pi żyjecie "parły" "tho-w?i- "
inne uroczystości dzwpńcie EM 0-45-
37 a załat-wię
Wetu wszystkie sprawy połączone t permilem
242 By St Toropto Tel EM 8-45-
37
W E S O Ł E G O A L L E L U 1 A
i dużo radości życzy -
MIECZYSŁAW ZAUSKi
Marta pamiętała ze zespołem Tojontp
i inne" uroczystości w Toronto i okolicy
— — 'TtlrLE55S66B
i
i
a
W ES O LEG O ALLELUJA
życzy swym Klientom icalcj-Połonii'- — -
PARKSIDE RESTAURANT
W SZYMCZAK'— właścicieli 'tf
695 Qusen S W Toronto—' TelViEM 80463
I Przyjaciołom Znajomym" ''
Si oraz wszystkim' Klientom -- życzy 't
W E S O L E G O AL LE L J srt
JAN KRU2EL
ZAKŁAD KRAWIECKI
JH-- M
--j4'MVW? -- Prasowanie czyszczenie odzie'żły?V"ĄJ
2783 Donclas St- W- Toronto TelR'o6493
PRZYJACIOŁOM KLIEN-TOM
CAŁEJ POLONII Z
CAŁEGO' SERCA NAJLEI
SZE ŻYCZENIA Z OKAZJI
ŚWIĄT
WIELKANOCNYCH
składa
College Tool
and Die Works
Jedyny w mieście polski
warsztat mechaniczny
narzędzi precyzyjnych
Właściciele: KUCZYŃSKI
GRABOS I DUDEK
1571 Keele St RO 6-6-
01
-- :M}M
Zaparyniuk
ChcJHouse Secigmm
674
ślą
f's "
nnes oraz"
I 1 1 l t K I
i
-
~2
rv
1 ft
:
'
-
—
" ' I 'J N '
' " '
U A -
'
"
'
( '
i ' -- ?-
(
: '
I
' '
i
1
V !ł
vi
Xvn 1
ml n ++JS
I'M
-- r '''' '
WESOŁEGO :
Wszystkim 'klientom znajbmyni organizacjom '
najlepsze życzenia wielkanocne
' „ v '
„
' przesyła % --
' '
- R Hi BUCHWALD wlaśc
BEST-WA- Y DĘLIVERY
Uostarczam wszelkiego rodzaju packi i 'towary do
domów o każdej porze
Tel RO 6-75-01 Toronto LE 7-19- 83
WESOŁEGO ALLELUJA
życzy ' "
JOZEF SOLSKI
SKLEP SPOŻYWCZY V l$ł '''
Quen'Si W —"Toronto
W'DNIU "ZMARTWYCH-WSTANIA
PAŃSKIEGO"
Bracia
Łukowscy
dóktorzytchiropraklyki
wszystkim ' soira pacjen-'to- m
z Toronta J5t„ Catha- -
'r'' uOk' ol'ic'" J "' --całej
Polonii ' --
"
WESOŁEGO ALLELUJA
utsrse
'4%
Ą'LLELUJAV:
łj- -
v
1 'f
i
'
%
'
V'MU1
"tgrf
x:mm
("?
-- '— r— a
EM
i -- ' UL v --'
r md m irM
MlM
-- "iUHMT
II '""jal 'ł "hsz
V
''ć'?t
Til5 8-72- 53
1"
-
- ' -
1
' !
-
' itf rr H$ż
BM&i
i
" IMWMń t
mmmmii mmmm MM#łiWlfi mmi -
1 Hi'
Miel 4 mm &(
A&rKfiIiHl'lf:RŁŁv?fl 1 1 ggYiseu
lir arVii ' rlf4iaft[f
SKf-- t "ł Ji¥ i
illllif
rmtałjPKfl?
BaiffiMSi-- Rmwm
IR-'- ' mm i¥R e SPSf 11395 WFi
MdSM iimi&iTs i%tmmm$mń®m mYwęmm
xi Im
i- -
iMlilliiliii i lSfiillili
ie SmUm
mmmim
PliAfififi'Sfvn fI#u
Pilili
fMWIM i!1wiHm8al
mw4iĘiWfMJlkflłt fifjral
Śli-PlŁlsi- ll ŁaŁłKfSfygjf
u wijy4frvtva 1
4i mimifmtmni
W IQa4!Hifiai
3 mwmlwMwtmMfK
hmmmm mmm
mmmB
i&ZilmMf4SGZ mlilmii mmm
smUM-- u
- rj "V? rsj#3siik i£ 'fi mmmmmmmmmmi tiiiii
Mmmm
SJmwtim
śAMMmmm
mmm
JaHi agM
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, April 17, 1957 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1957-04-17 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000095 |
Description
| Title | 000116b |
| OCR text | 7ffiTS1SS3raa3SS2SSi5$SiKrź Życzenia Toronto łNjSHHDECZNIEJSZE l CZENIA z olvAZll ŚWIAT WIELKANOCNYCH VStUn paiafiom „ganiwnom znajomym pi? iKiolom 01 az i'1'M Polollii skldda HB UI inllsl fe--s z Pued-tduici- cl 0'Keife's Brewery Telefon: CL 9-87- 94 821 Gusen SI W - ' — : - KWIECIEŃ tfpritf ' prZO SZCZĘŚCIA I RADOŚCI Z ukAZJI ŚWIĄT składa JOHN'S BUTCHER - GRGGER POLSKI SKŁAD SPOŻYWCZY Toronto Tel EM 6-47- 94 W E S O L E G O ALLELUJA zasyła MARKET SKLEP ARTYKUŁÓW SPOŻYWCZYCH Właściciel: 1 MATIASEK 710 Gueen Sł W Toronto Tel EM 0-19- 21 ŻYCZENIA WESOŁYCH ŚWIAT Całej 1'olomi wszystkim swuim Klientom obecnjm i przyszłym zasyła LUCIA WÓJCIK Spizedaż nieruchomości letniskowych 2071 Dufferin St Toronto Tel LE 4-23- 11 ifnitssie &%Jmiffl&&~J?r St W 'róg ['irK --—" ZWIĄZKOWIEC' Jlfflt -- ffl?4''4 WIELKANOCNYCH DOMESTID WIELKANOCNYCH NAJLEPSZE ŻYCZENIA WIELKANOCNE przesyła CAŁEJ POLONII W TORONTO I OKOLICY słynna mporia! Bakery Ił Właśc Rodzina LOITMAN 177-19- 1 Baldwin St Tel EM 8-49- 47 Wszystkim swoim-odbioico- m przyjaiituom i znajomym życzy WESOŁYCH "ŚWIĄT WIELKANOCNYCH WILUAM'S SHGI STORO Maria i Bolesław Czarnoła — właściciele 750 Cueen St W Toronto Tel EM 3-48- 93 Wszystkim' swoim Klientom i całej Polonii SERDECZNE ŻYCZENIA WESOŁEGO ALLELUJA zasyła °K C PILACINSKI ARTS PHOTO STUDIO 733 Ousen' Gorevale) piekarnia Toronto Tel EM 4-79- 94 Rer RO 3803 Wesołych Świąt Wielkanocnych ziczy swym polskim odbiorcom i przyjaciołom YANA FABRiCS J i S' ZIMNI — właściciele 'B Oueen St W — Toronto — Tel EM 8-95- 27 Najlepsze życzenia szczęścia i pomyślności składa z okazji świąt Wielkanocnych Andrew Ł McKague ADWOKAT-OBROŃC- A ' Room201 Northern Ontario Building Tel EM 4-13- 94 Toronto Nw!rwNPax BHHHBBBH SUi! tH 3 i P I % i p II " mas n a ir # ret u r u mu a a " 8 U I I 3 FJi fi B E ! ' i-- ¥ ii Vi V 35 A fi pi li 9 fi u i fi i I r jus siu juI s niBLk LnHnu1 b £ Gdyby jeszcze kilka dni temu ktoś powiedział Marcie że bę-dzie siedziała przy drodze wśród rozmarzających pól i z przyjem-nością patrzała ha swe zabłoco-ne buty - wzruszyłaby ramiona-mi Od sześciu conajmniej lat życie jej płynęło równo i spo- kojnie bez wzlotów i upadków Z domu do fabryki w fabryce przy maszynie z 'górą materia-łów następnie znów do domu Rozrywek niewiele ale po licz-nc- h przejściach wczesnej mło-dości takie zrównoważone istnie-nie odpowiadało jej A gdy ma się juz ti7ydziestke na karku to i ninuM dokuczają dziewczęce marzenia Ws7stko to załamało się kil-ka dni temu zaledwie gdy le-ka- iz oznaimil ze jest przemę-czona ze za mało przebywa na powietrzu ze kaszel nadrywa jej płuca ze przedłużanie tego liliu skończy się tragicznie: su- chotami Maita bjla bardzo rozsądna i piaklyczną młoda kobietą' Pra-cy w fabryce rzucić nie może ale swiczym powietrzem można uratować zdrowie Wzięła więc ui lup spakowola małą walizecz- - (przedświąteczne pieiwksuepgioła lbeiplseztegaoutobmusiaoswteyczka zmduumi0V„„„„ Zcnva! uderzyła na północy i oto siedzi wśród pni i apetytem zajada chleb z wędliną A dokoła wiosna zieleniła się swiezą runią dzwoniła piosenką plaszęeą pachniała rozgrzaną ziemią Marta uniosła ku niebu lojasnioną twarz Jak zimowe śniegi tajała skorupa jej serca Picciez takie pola ptaki śpie-wa lace w krzakach błękitne niebo to jej odległe szczęśliwe diccinslwo Jakże mogła zapom nieć o nim w codziennej walce o bjl? Chleb ze wzruszenia utkwił jej w gaidle Żeby się czegoś napić Wzrok Marty powędro-wał widniejących w dali zabu-dowań farmerskich Zajdzie mo-że irospodyni gościnna! Malta ruszyła rozmiękłą dro-ga rozdeptując błoto i z rozko-szą wdychając czyste świeże po-wietrze U wiol wiodących na podwó-rze budziła sie z radosnego na-sil oii Coś niemile uderzyło ją w wyglądzie farmy domu came nieme budynki zamknię-te podwórze zaśmiecone bra-ma na jednej zawiasie Od psiej budy w głębi podwó rza rozległo sie żałosne prze-ciągle-wyc- ie Marla wstrząsnęła się: Pies wyje? W taki piękny wiosenny dzień? Coś tu nie w porządku Podeszła do psa Był uwiąza-ny Patrzył na ma merdając ogo-nem i skomlał 'błagalnie Marta 7auwazyłi zaj)adłc boki wyciąg-nęła rcslę chleba z szynką Pies pozaił ią w mgnieniu oka — Biedaku — Szepnęła Mar-ta — to tak ciebie głodzą? Postanowiła zajrzeć do domu Na pukanie nikt nie odpowie-dział ale z wnętrza dochodziła ją cichutkie liczne głosiki kto-l-c wspomnienie z dzieciństwa skojarz lo natychmiast z groma-dą maleńkich kurczątek Marta pchnęła drzwi Widok wielkiej kuchni nie pozostawiał wątpliwości iż dar-mo tu upatrywać gospodyni Z każdego kala wyzierał brud i zaniedbanie Marla roejrzała się z niemiłym uczuciem Nagle do uszu jej dolni ł jęk Na podłodze tuż obok wąskiego łóżka łeil starsy mężczyzna niedbale itbianv 'I~M rólpizy łomny żollc kurczątka spsreio-wał- y ro nim bfWieinonialnie zoslawlaiąc swoitó £lat'y Pizcrażo'11 ?Uria pochyliła się nad leżącym — Pownio zaślub! starowina Tizcbdhy d Al ora Co robić? O Boże Ale icdnoccMiie uderzył ' 'ją odór alkoholu który natych-miast rjzwirl w niej sympatię i lito-- ć - S-- il się świntuch Nic (j-iy-nr- —r 7C nic nie zrobione a pic- - ?lj(Jny wyje Pwbowłla go obudzić ale do-iuiA- o !lko tyle że się pod-niósł i runął obok na łóżko Da-la mu więc" spokój i zaczęła --r- enć no szafkach kuchennych w rosukiwaniu herbaty i cukru "" lazła parę puszek f postano- - b ziobić żupę Gorąca zupa lMcmu pomoże a i ona już zgłodniała Zabrała się do robo-ty mimowoli myjąc zapuszczone garnki ścierając kurze ze sto-łów ii porządkując kuchnię Nie żauważyła nawet kiedy przed doni zajecHał samochód i wyskoczył z niego wysoki jasno-włosy młodzieniec w roboczej bluzie z" metalową skrzynką do śniadań --w ręku Otworzył 'drzwi lak nagle że Marta stanęła za-skoczona Niezwykle niebieskie prawic dziecinne oczy przyby-łego musnęły Martę w przelo-cie i zatrzymały się na leżącym na łóżku mężczyźnie — Ach tv dziadu znowuś się soił? A obiecałeś że nie zaj-dziesz na piwo! Obiecałeś że zaraz wrócisz ty pijaku! — trząsł starym i wymyślał w głos nie zwracając żadnej uwagi na Martę — AYjtuś synku nie piłem bo może jedną butelczynę mo-że dwie skarż mnie Bóg '' ma-mrotórstary'- --" ''---'- -- — Już nie wiem co z tobą ro-- j Jezu toż to dziś Wielki Piątek bić stary Ja cały diUii w fa-- 1 smucić się trzeba! Ale jej lak bryce a' ty tak gospodarki pil- - j jakoś lekko i radośnie Grzech' nujesz? Obaj na dziady pójdzie- - j p„ed domem doiizala wmro-my- ! Chodź zjedz co goiącego) Kilka samochodów Wit miał to ci lepiej zrobi j Wrócić później — pożegnanie Przyciągnął starego do stołu w fabiyce Czy- - I usauzii na w Miiroic uiditii' jcz ic suiuuuiuuy: bez słowa nalała im obu zupy w miski A Wit narzekał dalej- - — Za co ty mnie tak źle ży-czysz Blazejr Na to ześ mnie rannego znalazł i w i ciągnął z pola bitwy żeby mnie teraz do ruiny dopi owadzio? Miałeś coś do jedenia kupić gospodynię przywieźć a ty niecnoto pcw-nie- ś pieniądze' przepił — Nie przepiłem skarż mnie Bóg! — powoli trzeźwiał stary — nic kupiłem nic prawda ale to przez tę gospodynię Mó-wiłeś: ona ci powie co kupić No a gospodyni nie bjło — Jakto nie było' — No Miernikowej córka chora nie może do nas pizyjść — Co ty gadasz Błażej? — zaniepokoił się teraz Witold Oczyma wskazał Martę — A to kto? Nie ta gospodyni' Clnfti Dnniinł 1 HJlini tvłi"rl ke do Jakaś myśl d A z do Okna krzesła — Wiluś ja nie wiem Ty chyba nie myślisz że ja prze-cie ia stary chłop! Skarż mnie Bóg' Marta doszła do wniosku że musi zabrać głos — Bardzo przepraszani ja się tu znalazłam całkiem przypad kowo Wstąpiłam żeby dostać do picia zupy bo St myślałam że sie przyda Wit zerwał się z przeprosina-mi Stary kłaniał się raz po raz na chwiejnych jeszcze nogach Marta się — Ależ nic się nie stało! Zresztą sama jestem głodna i chętnie coś zjem Nie było bardzo co jeść i Wi-told postanowił że pojedzie do miasteczka po zakupy — Bo tak trudno bez kobiecej pomocy — tłumaczył — Już krzaczkach 1 tak to do-okne- m w?ro--k jcj brzyd-kuczył- o gos- - amaranlowc ścia- - oodynie wziąć żeby choć raz na mieć po ludzku To chłop wszystko zepsuł! Ucieszył szczerze gdy Mar-la zaofiarowała pomoc w zaku-pach I tak musialatwrócić do miasteczka poszukaj db siebie Tu Marta wyjaśniła swoją o becność tych stronach Obaj jak na 'komendę zaprotestowali szukać hotelu toć u nich sześć pokoi na górze do wybo ru nie zamieszkałych od dwóch lal Nic nie kosztuje Marla uśmiechnęła Wie rzyła szczerość zaprosm Chcieli ją zatrzymać potrzebo-wali jej A niebieskie' łagodne oczy patrzyły prosząco 1 Marta została A w następnych kilku dniach nie miała nawet czasu myśleć o Stary Błażej chodził za nia jak pies Z ochotą pomagał myć okna szorować podłogi "Sam wyczyścił podwórze naprą wił bramę A gadał bez przer Marla polubiła starego jego gadanie1 jego 'uszanowa-ne dla Nie zdając sobie urawy często w rozmowie lywala o Witolda Stary zato wy viii iei zainteresowanie i roz 'jwiauai szciunu utmju awuju 1 iwego młodego przyjaciela po 31-ze-z wojnę niewolę4przyjazd 1o nowego kraju i ciężkie po-czątki — A najgorsze że taki sam bo gdzie tam ja stary 'dla mło-dego kompan Mówię 'mu: jedź gdzie między ludzi zabaw się Gdzie pojedzie Skarż mnie ' Kiedy Wit wracał nabierali nowej chęci do pracy na farmie i dopiero późnym wieczorem odpoczywali w ciepłej kuchni Martat zauważyła że obaj myją -- ię do kolacji że stary nie wspominał o piciu że Witold :aczyna robić plany na wiosenne -- oboty w polu Cieszyło ją że ama mniej kaszle lepiej śpi-ż- e pojawieniem się życie ich wszystkich nabrało tempa wiek szego znaczenia Nie zauważyła jednak iż: szybko wrasta"w nowe iycie że za bardzo ulega uroko-wi niebieskich oeżu Czy- - nie potka ją rozczarowanie? Stało to w Wielki Piątek Marta sama pędziła' krowy z pastwiska do domuSzła :ią w sercu zapatrzona w pro-mienny zachód ij różowe 'obłoki hi wytrysnęło jej szczęście pa-miętaną z dzieciństwa piosenką: — słoneczko za las kalinowy Urwała i zakryła usta dłonią xtrkm ict~~Ą_ łs3gfe -- n5 Marta stanęła we drzwiach W kuchni lozwalihi się av krzesłach kilku mężczyzn w fa brjcznycli kombinezonach Wi-dać było ze wszyscy mieli już dobrze w głowic Witold chodził od jednego do diugicgo szero-kim gestem lal im w szklanki Mai ta dojrzała błoto na wyczysz-czonej podłodze firankę waną łokciem opartego o okno mężczyzny piwo it-j-nt-- mv trzymanej niedbale szklanki i zatrzęsła się z oburzenia Nieprzyjaznym wzi okiem o-garn- ęła cale towarzystwo i za-trzymała się na Witoldzie A on szedł ku czerwony głupio roześmiany z szklanką w ręku Zniknęła gdzieś cala jego nieś-miałość i uszanowanie dla niej Pociągnął ją za rękę — Chodź — Marla szybko za-uważyła że zwrócił się do po imieniu — koledzy chcą cię poznać — Ładna gołąbka ho ho! — cmoknął z uznaniem jeden z mężczyzn — 1 sama przyszła mówisz? — A kiedy wesele? Będziesz to długo czekał? sama nie V swoim znanej orkiestry w 1 okolicy dobrze wypadków następnych Przyjmuje żamówfeniu na wosclujł zabawy kilku chwil Zakipiala w nici złość i oburzenie Szarpnęła -- się coś Zrobiłam wybiła Witoldowi szklankę z 49 Havolock "Toronto roześmiała Wielkanoc z reki wrzasnęła precz!!' ukazu jac drzwi wreszcie wybuchnęlu płaczem i wbiegłszy pędem -- po schodach zatrzasnęła drzwi swe go pokoju Gorączkowo wrzuci-ła do walizki swoje rzeczy Przez otwarte okno zsunęła się na da-szek przybudówki stamtąd na ziemię i pobiegła drogą w kie-runku miasteczka i Następnego dnia nic zbudziło Marty poszczekiwanie psa kiwanie rjydta ni świergot pia- - dwa lata tak się obaj z Błażejem ików w Dzowvch pod męczymy nam życie padi na że postanowiliśmy kic bukiety na się noieiu w Poco 4sic w tych lak -- obie wy vcole niej zaga tam 'nic Bóg jej aby sie radoś: Zachodzi obei- - niej niej pory nach jej pokoju na które pa-trzyła już tyle lal ' Vi" Marla westchnęła Dobrze jej lak Ma trzydzieści lal a taka głupia i naiwna Myślała że' tąk łatwo znalazła szczęście Zbyt piękne to było by mogło Jrwać długo Ha trudno odwrócić się jeszcze jedna karta y ksjędze jej życia Na nowej karcie zno-wu fabryka góry materiału po~r koik z tanelą w amaranlowc bu-kiety Niebieskie oczy zapadną w przeszłość Nie mogła się jednak tym nie-bieskim oczom opędzić i czuła się coraz gorzej A może nie po-winna lak wybuchnąć Ostatecz-nie to nie jej dom Eh poco myśleć Toż lo Wielka' Sobota Wielkanoc? To cóż że Wielka-noc? Usłyszała pukanie i skrzyp-nięcie drzwi Czekała na 'głos swej gospodyni Tymczasem od drzwi doleciało ją nieśmiałe: — Paniuńciu:' - — Błażej! Uściskała starego radośnie Przyćmione słońce zajaśniało trochę-- ' ' '-- ! Błażej obracał nieśmiało czap-kę w ręku i zatrzymując się co chwila dla nabrania odwagi przepraszał za wczorajsze niemi-łe zajście łs I ' ' r J- - — Bo lo popili za dużo w fa- - Ę bryce no święta ma się rozu- - mieć A Wit nie zwyczajny - jfj — Wit — nastroszyła się Mar-- § la — Błażej się za niego t!uma g czy a on nawel nie raczył % przyjść - I — Jest paniuńciu jest tyle że odwagi nie ma wejść: f Skoczył do drzwi otworzył § W drzwiach stał Wit Niebieskie oczy patrzyły spod płowych wio- - sów nieśmiało błagalnie Pod S tym spojrzeniem stopniała w Marcie niechęć j źalSłońceroz-- jaśniłO'się Stary popychał go ku Marcie % — No Wit gadajźe Wit To i ci gamoń! Całą drogę mi uszy nabijał'có to on paniuńci powie) teraz gęzyka w gębie zaporń- - niał ' J Nie mógł stary zrozumieć źe im nie słW' trzeba było t--- wy-starczyły złączone 'ręce Niebies-kie oczy wiele mówiły ciemnym " oczom ' „ Stary Błażej milcząco - pa-trzał na to' dziwne pojednanie oceniał wymowę spojrzeń mło-dych — No to jedźmy — niecier-pliwił się —' do domu dalekóT Szynkę śię-miałotdz- iś gotować-- i kiełbasy Ciasto piec ' A wreszcie prawie wykrzyknął: — Przecież'jutro1 Wielkanoc! Barbara 'Glogowskal-- WYSYŁAMY LEKARSTWA DO POLSKI ~ ' na wszelkfedolegliwościi recepTy GWARANTOWANA DOSTAWA POKRYVAMY WSZELKIE OPŁATY POCZTOWE DonRussell-Drug-St- ort RÓg 6-f-ej k ulicy i lakt Śhore — Ttltfon CL 1:220J Życzenia z Toronto jj — + ~-- t 13 3 s- - jf-- r r"~ r r r r r --r r w rrrrrfrr11 WESOŁEGO ALLELUJA ' lyczyłWsiystkim Przyjaciołom Znajomym" i całej Polonii And rew PRZEDSTAWICIEL of Undiscie chneiny wesel pi żyjecie "parły" "tho-w?i- " inne uroczystości dzwpńcie EM 0-45- 37 a załat-wię Wetu wszystkie sprawy połączone t permilem 242 By St Toropto Tel EM 8-45- 37 W E S O Ł E G O A L L E L U 1 A i dużo radości życzy - MIECZYSŁAW ZAUSKi Marta pamiętała ze zespołem Tojontp i inne" uroczystości w Toronto i okolicy — — 'TtlrLE55S66B i i a W ES O LEG O ALLELUJA życzy swym Klientom icalcj-Połonii'- — - PARKSIDE RESTAURANT W SZYMCZAK'— właścicieli 'tf 695 Qusen S W Toronto—' TelViEM 80463 I Przyjaciołom Znajomym" '' Si oraz wszystkim' Klientom -- życzy 't W E S O L E G O AL LE L J srt JAN KRU2EL ZAKŁAD KRAWIECKI JH-- M --j4'MVW? -- Prasowanie czyszczenie odzie'żły?V"ĄJ 2783 Donclas St- W- Toronto TelR'o6493 PRZYJACIOŁOM KLIEN-TOM CAŁEJ POLONII Z CAŁEGO' SERCA NAJLEI SZE ŻYCZENIA Z OKAZJI ŚWIĄT WIELKANOCNYCH składa College Tool and Die Works Jedyny w mieście polski warsztat mechaniczny narzędzi precyzyjnych Właściciele: KUCZYŃSKI GRABOS I DUDEK 1571 Keele St RO 6-6- 01 -- :M}M Zaparyniuk ChcJHouse Secigmm 674 ślą f's " nnes oraz" I 1 1 l t K I i - ~2 rv 1 ft : ' - — " ' I 'J N ' ' " ' U A - ' " ' ( ' i ' -- ?- ( : ' I ' ' i 1 V !ł vi Xvn 1 ml n ++JS I'M -- r '''' ' WESOŁEGO : Wszystkim 'klientom znajbmyni organizacjom ' najlepsze życzenia wielkanocne ' „ v ' „ ' przesyła % -- ' ' - R Hi BUCHWALD wlaśc BEST-WA- Y DĘLIVERY Uostarczam wszelkiego rodzaju packi i 'towary do domów o każdej porze Tel RO 6-75-01 Toronto LE 7-19- 83 WESOŁEGO ALLELUJA życzy ' " JOZEF SOLSKI SKLEP SPOŻYWCZY V l$ł ''' Quen'Si W —"Toronto W'DNIU "ZMARTWYCH-WSTANIA PAŃSKIEGO" Bracia Łukowscy dóktorzytchiropraklyki wszystkim ' soira pacjen-'to- m z Toronta J5t„ Catha- - 'r'' uOk' ol'ic'" J "' --całej Polonii ' -- " WESOŁEGO ALLELUJA utsrse '4% Ą'LLELUJAV: łj- - v 1 'f i ' % ' V'MU1 "tgrf x:mm ("? -- '— r— a EM i -- ' UL v --' r md m irM MlM -- "iUHMT II '""jal 'ł "hsz V ''ć'?t Til5 8-72- 53 1" - - ' - 1 ' ! - ' itf rr H$ż BM&i i " IMWMń t mmmmii mmmm MM#łiWlfi mmi - 1 Hi' Miel 4 mm &( A&rKfiIiHl'lf:RŁŁv?fl 1 1 ggYiseu lir arVii ' rlf4iaft[f SKf-- t "ł Ji¥ i illllif rmtałjPKfl? BaiffiMSi-- Rmwm IR-'- ' mm i¥R e SPSf 11395 WFi MdSM iimi&iTs i%tmmm$mń®m mYwęmm xi Im i- - iMlilliiliii i lSfiillili ie SmUm mmmim PliAfififi'Sfvn fI#u Pilili fMWIM i!1wiHm8al mw4iĘiWfMJlkflłt fifjral Śli-PlŁlsi- ll ŁaŁłKfSfygjf u wijy4frvtva 1 4i mimifmtmni W IQa4!Hifiai 3 mwmlwMwtmMfK hmmmm mmm mmmB i&ZilmMf4SGZ mlilmii mmm smUM-- u - rj "V? rsj#3siik i£ 'fi mmmmmmmmmmi tiiiii Mmmm SJmwtim śAMMmmm mmm JaHi agM |
Tags
Comments
Post a Comment for 000116b
