000413b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
" łr
ł- - —V'fOu'v'~?lT""- - --- 3jtw ia4if- - ---- rw-— "jCT1" aw uUi!3E3
)f
IŁ?
Hmmmt
e mm %m-- m
i KtSr
$ m ' r ' _ Jr ' _ " r i
NB-f- Ł "ZWIĄZKOWIEC" GRUDZIEŃ (December) środa 7 — 1960 ST 7
n
Tadeusz JMowaicowsJn 22s
OBOZ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH
WszelBe praw autorskie zastrzeżone (Copyright by T Nowakowski)
podporucznik natarł rękami zzięb-nięte
stopy wyplatał się z koca i szynę
h' Pokręcił się niespokojnie po baraku
to zapalania światła Podszedł do okna
Przyłożył czoło do szyby Krople desz-c- u
cięły z ukosa Światełko "obozowej
lampy' przed wartownią gasło ilekroć
plaż" klonu rozkołysała się ku górze
Obóz spał Zapatrzony w wilgotną
szybę podporucznik zaciągał się dymem!
październikowy deszcz niezmordowany
rfnhosz tłukł rytmicznie w gałęzie dra- -
t tyi dachy Baraki unosiły się nad ro- -
Nie jak widmowe galery z przykuty-mi
do piyczy galernikami — to trafniejs-ze
porównanie
Kie czas zatrzymywać się na Wars-zawie
— pomyślał — Nazwa seansu
"spirytystycznego brzmi: "Grunwaldzka"
Historia Jana i Małgorzaty z wolna do-biega
końca Spojrzał na zegarek świec-ące
wskazówki wskazywały w pół do
trzeciej
Co było dalej? Co się stało na Grun-waldzkiej
zanim Jan zjawił się na podd-aszu
na Brukowej?
Przyszedł list od matki co tygodnior
wy raport z domu smutku:
"Chwalą Bogu nie mamy już sublo
katora! Wczoraj wieczorem Heinemann
wyprowadził się od nas! A właściwie:
wykradł się jak złodziejaszek bez zapłac-enia
zaległości Szukaj wiatru w polu
Pozostała po nim kupa śmieci i niedop-ałków
Na mieście opowiadają że H
uciekł do Gdańska w związku ze swoim
manko w kasie oszczędności Nie wiado-mo
ile w tym prawdy Ludzie zawsze
przesadzają (Ach ta rozbrajająca naiwn-ość
Małgorzaty! — westchnął z uśmiec-hem)
Coraz częściej przebąkują o woj-nie
Zeszłej soboty kolejarze i sokoli
nieśli na capstrzyku transparent z napis-em:
"Hitler weź ta ręka prek!" W
domu jak się domyślasz stara bieda:
Jadwisia haruje u Filipiaka Michaś ma
trudności z algebrą a Jan ciągle jeszcze
jest bez pracy
Mimo pogłosek o bliskim wybuchu
wojny miody Grzegorczyk przygotowy-wał
się do egzaminu Studiując na wła-sny
koszt nie mógł sobie pozwolić na
luksus oblania choćby jednego przed-miotu
Kuł pełną parą do białego rana
Tadeusz Dołęga=Mostowicz
BRACIA DALGZ
Mróz spadł zupełnie Stało się to nie-spodziewanie
w nocy Całe miasto zmie-niło
swój kolor Dachy połyskiwały w
słońcu lakierowaną czernią ulice ocie-kały
wodą Przed obiadem lunął naj
prawdziwszy wiosenny deszcz Późno w
tym roku zaczynała się wiosna lecz przys-zła
nagle i wszechwładnie ogarnęła
wszystko I Marychna czuła się tego dnia
dziwnie ożywiona i wesoła Zadzwoniła
do Ottmana i razem wybrali się na spa-cer
— Nieładnie tu — powiedziała Ma-rychna
— chodźmy lepiej zobaczyć Ale-je
Już drugi raz od swego powrotu chod-ziła
w Aleje Ujazdowskie Bynajmniej
n'e po to by spotkać Pawła jedynie w
lu zerknięcia w stronę jego okien Ty-je
już razy miała ochotę doń zadzwonić
jednakże myśl że on będzie badawczo
wpatrywał się w jej oczy że będzie py-1- 1
napełniała ją strachem Teraz zbli-ałąs- ię
wprawdzie siódma czyli godzina
której Paweł najczęściej wracał do
domu ale to przecie nie znaczyło że ko-niecznie
musza się spotkać lub chociaż-by
z daleka zobaczyć
~~ --bo terpentyna jest proszę pani
Jakby najbliższym kuzynem kauczuku —
"trwale i z uśmiechem tłumaczył Ot-ona- n
— a w rodzinie chemicznej nieraz
mozna cioci przyprawić wąsy wujaszka
1 będzie to najautentyczniejszy w świe-cie
wujaszek
Marychna pomyślała że dotychczas
Przeceniała chemię Niby taka poważna
"aaka a zajmuje się podobnymi głup- cami Zapytała nie bez lekceważenia:
77 Pan zajmuje się przyprawianiem
kŁch wąsów?
—- - Próbuję — z westchnieniem od-powiedział
Ottman
— I co panu z tego przyjdzie?
— Terpentyny na świecie jest mnó-™- °
l kosztuje psie pieniądze a kau-- £ jest bardzo drogi Gdybym zrobił
a wynalazek! Ho ho!
uagle miał w głowie te terpentynę
edts"e alasek szedł" mu opornie
In Często wzdychał a Marychna w
Łacu nie umiało -- ix~:a i-t- A Vłlen Przeznaczone były dla niej
zaś dla tor™™ -
Chodniki w Alei Trzeciego Maja na
Vi?? Sveciejriaplaeu Aleksandra i
xw?vjmachtłuUmjaezmdo'wskich były zatłoczone
~~ Jak to dobrze że już jest ciepło —
broniąc się przed zaśnięciem czarna ka-wą
i zimnym natryskiem Którejś nocy
gdy pół żywy ze zmęczenia siedział nad
niewyraźnie powielonym skryptem po- słyszał nieśmiałe stukanie do drzwi
Na progu stanął stary zgarbiony męż-czyzna
ze spuszczoną głową
—Chciałem cię przeprosić — po- wiedział
Chłopak zerwał się przerażony
Ojciec wyglądał jak po ciężkiej cho-robie
Ręce mu drżały Wargi miał spie
czone Dół twarzy pokrywała siwa szcze-cina
Był niestarannie ubrany Marynar-kę
miał poplamioną mankiety u noga- wek wystrzępione węzeł krawata opu-szczony
do połowy koszuli Na czubkach
półbutów między popękanym lakierem
bielił się kurz
— Nie myśl że jestem pijany — do-dał
Opadł zmęczony na żelazne łóżko
Zdjął okulary Zaczął opowiadać z żenu-jącą
otwartością Widać było że odczu-wa
chorobliwą potrzebę mówienia o swo-im
nieszczęściu Było jednak coś odpy-chającego
w tej szczerości
— Szukałem jej wszędzie — beł-kotał
— Przyjechałem tutaj Chodzę
po całym mieście Także jej nie ma
Syn przysłuchiwał się gorączkowym
słowom ojca ze ściśniętym sercem Po-czuł
się zawstydzony tym dopuszczeniem
do konfidencji Sprawa w gruncie rze
czy była banalna i pospolita Jedna ż
tych trywialnych historii jakie wypeł-niają
szpalty brukowych gazet Aktorka
wyjechała z Heinemannem w nieznanym
kierunku
Jedni mówią że do Warszawy Inni
zaś twierdzą że do Gdańska
— Nie mów o tym szkoda gadać!
— przerwał niegrzecznie — Lepiej na-pijmy
się herbaty!
Ojciec posłusznie zamilkł Pociągnął
nosem
— Jak uważasz — westchnął głębo-ko
chowając ręce za pazuchę — jak
uważasz Stefanku
— Mówmy lepiej o czymś innym
--7- Dobrze mówmy o czym innym —
zgodził się potulnie
— A co z matką? — zapytał syn
— Z Małgorzatą? — Człowiek W po-plamionej
sosem marynarce ze zdziwie
4£
przerwała Marychna wywody Ottmana
— prawie mi za gorąco w tym futrze
Ottman powiedział w zamyśleniu
"tak tak" i znowu powrócił do swego
nudnego kauczuku
W oknach na pierwszym piętrze pa-liło
się światło Paweł był w domu Zro-biłaby
najprościej pozbywając się w ja-kiś
łatwy sposób towarzystwa Ottmana
Mogłaby wejść na schody i zadzwonić
Jakby też ją przyjął? A może ma u sie-bie
jakichś ważnych interesantów może
gości — tyle świateł się pali a może
inną?
— Niech pan tu chwilkę zaczeka —
powiedziała niespodziewanie dla samej
siebie — muszę do kogoś zatelefonować
Przechodzili właśnie kolo malej owo-carni
w której drzwiach wisiała tablicz-ka:
"telefon czynny"
— Ależ doskonale możemy wejść
razem — zgodził się Ottman
— Nie nie — zaśmiała się nerwowo
— to tajemniczy telefon nie chcę żeby
pan słyszał
Pobłażliwie skinął głową i staną
przed sklepem Marychna weszła stanę-ła
przy aparcie i zdjęła słuchawkę Na-gle
uświadomiła sobie że robi bardzo
źle że nie powinna dzwonić że może
tym doprowadzić do wielu niepotrzeb-nych
komplikacji W słuchawce powtó-rzył
się zniecierpliwiony głos telefoni-stki:
— No proszę słucham który numer?
Gdyby Marychnie przyszedł teraz na
myśl jakiś inny numer! Niestety pamię-tała
tylko ten jeden Tłusty właściciel
sklepu przyglądał się jej nieżyczliwym
okiem za oknem nad piramidą poma-rańcz
jasno oświetlona widniała twarz
uśmiechniętego Ottmana Cóż miała ro-bić
Wymieniła numer prosząc Boga by
nikt sie nie odezwał Nieprzyszło jej
wprost do głowy położyć słuchawkę zre-sztą
prawie natychmiast usłyszała głos
Pawła:
— Słucha
— Dzień dobry — starała się mó-wić
jak najciszej — to jest właściwie
dobry wieczór
— Z kim pani chciała mówić — od-powiedział
zdziwiony głos
— Tu„ Marychna
Aaa Wróciliście! Nic o tym nie
wiedziałem Dzień dobry Czy możesz
do mnie przyjść?
Czy mogła! Musiała! Tak dawno go
nie widziała!
niem podniósł zeczerwienione załzawio-ne
oczka — Nigdyśmy nie rozmawiali
ze sobą na ten temat Ona o to nie py- tała a ja jej nic nie mówiłem
— Matka o niczym nie wie! — po-wiedział
ostro — Rozumiesz?
— Rozumiem
Nastała długa cisza Chłopiec płukał
czajnik po starej herbacie
— Stefuś — posłyszał głos baranka
— nie masz przypadkiem dwóch złotych
na zbyciu?
— Na zbyciu? — roześmiał się —
Ja nie raz nie mam na tramwaj!
— Może bym spróbował kupić gdzieś
ćwiartkę?
— Napijemy się herbaty
Niech by już krzyczał i awanturował
się Ten usłużny ugodowy ton był nie
do zniesienia Odwrócił głowę żeby nie
patrzeć w jego stronę Stary skulił się
na łóżku jak żałosna kupka ludzkiego
nieszczęścia Zapadł się cały w marynar-ce
Wzbudzał litość
— Stefuś
—'Co?
— Gniwasz się na mnie? — zapy- tał płaczliwym głosem
— Eh człowieku! — machnął chło-pak
ręką i zaczął gotować wodę ńa her-batę
ROZDZIAŁ VII
Wszystkie drogi prowadzą na Grun
waldzką Tuż po trzeciej w ciemnościach
baraku Wszystkich świętych podporucz-nik
przypomniał sobie pierwszą kąpiel
po powrocie do rodzinnego miasta
Płynęli między tratwami pośród
skwaru i żywicznych zapachów: miody
Grzegorczyk i Aloś Musiał syn piekarza
z Grunwaldzkiej U tego piekarza Małgo-rzato
"brała na książeczkę" — tak nazy-wał
się miesięczny kredyt
Powoli na plecach sunąc z prądem reki mijali pachnące smołą czółna i
tęczowe plamy po tłustościacli wylewa-nych
z garbarni Przed chwilą minął ich
spacerowy stateczćk zakopcił na mo-ment
słońce zmącił wodę Białe pręgi
suną ku brzegom cmokają mlaskają
chlupią przy zbutwiałych palach zlizują
korę z tratew pianka osiada na tatara-ku
Górą rozwija się niebo jak sztuka
błękitnego jedwabiu w rękach wyćwi-czonego
subiekta Woda była letnia i
pełna drzewnej kory Wypuszczali ją co
chwila ustami na kszałt wielorybiej fon-tanny
Na brzegu rzeki ktoś krzyczał
Dopłynęli puszczając ręce w wia-trak
Wypłoszyli ptactwo z wikliny
— Wyłazić!
Brzegiem biegł umundurowany czło-wieczek
rozdeptywał własny cień na
ścieżce i wymachiwał zwiniętą' w rulon
gazetą
— Tylko ja wróciłam — odpowiedzia-ła
— on został jeszcze w Wiedniu
— Po co? — jakby zagniewanym gło-sem
zapytał Paweł
— Nie wiem miał jakiś interes —
Marychna poczuła się urażona
Zamiast witać ją gniewa się że Krzy-sztof
został za granicą
— No dobrze — powiedział Paweł
— przyjdź zaraz
— Teraz nie mogę trudno by mi
było
— Dlaczego? — zapytał ostro ponie-waż
zaś nic nie odpowiedziała dodał:
— przyjdź zaraz czekam a nie zwlekaj
bo wieczorem mam posiedzenie
Powiedział i położył słuchawkę
— Jaki on jest szorstki — myślała
Marychna bliska płaczu i myślała jesz-cze:
— co ja narobiłam co ja narobiłam
Zapłaciła za telefon odbierając resz-tę
rozsypała drobne na ladzie Gdy wy-szła
była tak wzburzona że Ottman za-pytał
współczująco:
— Miała pani jakąś nieprzyjemną
wiadomość?
— Tak to jest nie muszę pana po-żegnać
Pan w którą stronę?
— Może odprowadzę panią?
— Dziękuję pójdę sama
— Niech się pani nie przejmuje —
powiedział bezradnie
Podała mu rękę i obejrzała się kilka
razy zanim przekonała się że jej nie
śledzi Od domu w którym mie--
szkał Paweł dzieliło ją zaledwie kilka
jiiiuui uiugi ieraz nie inogia się comaci
Musiała go prosić o dyskrecję o to by
nie wygadał się przed Krzysztofem W
głowie jej się mąciło Co mu powie? Ną
pewno będzie wypytywał ją o zachowa-nie
się Krzysztofa o to czy doszło mię-dzy
nimi do romansu a przecie nie mo-że
złamać obietnicy danej Krzysztofowi
Zadzwoniła Drzwi otworzył lokaj i
Marychna aż cofnęła się
— Przepraszam czy zastałam
— Jasme pan czeka — z nieuchwyt-nym
uśmieszkiem pochylił głowę słu-żący:
Gdy weszła wskazał jej krzesło:
— Pani pozwoli że zdejmę boty
t
Właśnie kończył zdejmowanie gdy
na progu ukazał się Paweł Sucho i pra-wie
oficjalnie podał jej rękę Dopiero
gdy służący wyszedł uśmiechnął się i
pocałował ją w usta:
— Elado wyglądasz drogie dziecko
Chorowałaś?
— Tak bardzo 'chorowałam
Pomógł jej zdjąć futro przeszli do
gabinetu Było tu jak dawniej jak przed
wyjazdem Paweł paliła papierosa i przy-glądał
się jej poważnie:
— No i cóż?- - Uszczęśliwiłaś zako-chanego
młodzieńca?
Marychna poczerwieniała i spuściła
— ui„ Aioze i sama w mm zakocna-ła-ś
się? Zmizerniałaś Od miłości po
— Jesteśmy golif
— Nie pieprzcie głodnych kawałków!
Wyłazić!
Jeszcze się nie otrzęśli z wody zasła-niając
goliznę rękami a już nieznajomy
człowieczek skoczył im do oczu:
— O wy kapucyny wy świńskie ra-ki
wiecie co jest? Wojna jest!
— Wojna? — zaszczekali zębami
Woda spływała im z czupryny na bro-dę
Z brody na kolana
— Wojna? — krzyczał radośnie pod-ochoco- ny
człowieczek w przesadnie wcię-tym
mundurze Ruszał ryżym wąsikiem
marszczył rude brwi Twarz miał w pie
gach-- — Wojna! Galopem do miasta ku-cyki
zakazane galopeniupowiadam!
— ranie Kapitanie więc jeanas
— Nie kapitanie dziadu jeden ale
rotmistrzu Kapitanem może zostać każ-dy
druciarz a rotmistrzem człowiek się
rodzi!
Zaleciało od niego gorzałką
Pobieeli boso no rozrialonvm niachn
po rzeczy schowane w krzakach
— Poprawkę miałem mieć z prawa
kościelnego za miesiąc — powiedział Mu
siał nie mogąc z emocji trafić stopą w
nocawke — Pewnie sie z iakieś Dół ro- - ku przeciągnie Przez te nerwy chyba
się wysiusiam
— Pół roku? Bracie Anelia I Ame
ryka Masz ty pojęcie jaka potęga! W
trzy miesiące ich wykończą Samolotami!
Nie ubiegli stu metrów gdy z tylu
posłyszeli indiański okrzyk To rotmistrz
rozhasal się na całego Pochwycił ręka-mi
wystającą gałąź nadbrzeżnego drzewa
i zahuślał sie na niei iak malv łobuziak
Z nadmiaru uciechy wyciął koguta
— Zawodowy oficer Tacy nieraz pół
życia czekają na wojnę To nie straż
ogniowa której litościwy Pan Bóg co
dzień zsyła pożar
— Morowy facetuńcio! Chciałbym
być w jego szwadronie! — roześmiał się
Aiusiai — Jia cmop fantazję!
— Chojrak!
Woda Darowała nod mostom Omal
było słychać syk kropli słońca w rzece
— iioisz się wojny?
— A ty?
— Bo ja wiem?
— Ścieżka holownicza która słnw
szkuciarzom do wypasania kóz a czasem
do ciągnięcia berlinki narowerze pędził
poncjani z teKą
— Panowie slyszeliicie? Wojna! —
rzucił im w przejeździe z tajoną radością
tak typową dla wszystkich ludzi w chwi-lach
dzielenia slp ważna windnmnifcrin
— Ale Niemcy nie wygradza!
tym samym samozaparciem z tą
sżaemniąa mpoiewsztaarnzianląi nulogwi inbęranwieuzrdyroiwporzerroaz--
mowni mieszkańcy przedmieścia Kapuś-ciska
dobno się chudnie Tak zapewniają fa-chowcy
Nic nie mówisz?
— Wcale się nie zakochałam
— A pamiętałaś o moim istnieniu?
Podniosła oczy i powiedziała cicho:
— Bardzo
Potrząsnął głową i wypuściwszy w
górę strugę dymu zawyrokował:
— To źle świadczy o talentach mego
stryjecznego brata Powiedz mi szczerze:
niedorajda z niego co?
— Czy musimy koniecznie mówić o nim? Ja tak nie lubię mówić o innych
— Chodź tutaj — powiedział krótko
i wyciągnął do niej rękę
Wziął ja na kolana objął i rozwartą
dłonią głaskał jej nogi Tuliła się do
niego i teraz już nie żałowała swego te- lefonu
— Tak mi dobrze z tobą ja za tobą
ttaęskknbiałałamm —się szcezpytśałaty mou mdnoie unchiea z—a- pomniał czy nie znalazłeś innej ład-niejszej
i rozumniejszej ode mnie
— Zapewniam cię — zaśmiał się we- soło — że nie szukałem W ostatnich
czasach byłem zawalony pracą
— Ja wiem — powiedziała Marychna
— Co wiesz?
— Czytałam w gazetach
Paweł podniósł brwi:
— Krzysztof otrzymywał pisma z kra
ju? I on też czytał? I cóż mówił?
— Nic — krótko odpowiedziała Ma- rychna i chcąc nrzerwać rwania rnr
łowala go w usta
Nadspodziewanie Paweł nie wypyty-wa- ł jej o szczegóły pobytu za granicą
Zresztą zbyt wiele uwagi pochłaniały
pieszczoty do których stęsknił sir W
dzo jak o tym Marychna miała sposob- ność przekonać sie ku zunpłnpmn nmn
zadowoleniu Nastrój pierwszego spot
kania psury jedynie telefony powtarza- jące sie nieustannie w odsfenarh iriiim
minutowych Paweł rozmawiał z każdym
imeresaniem Krotko i dobitnie
— To straszne — mówiła Marychna
tuląc się do niego — ty przecież nie
masz nigdy czasu dla siebie!
— Dla siebie? — zdziwił się Paweł
— ależ to wszystko jest dla mnie
— No tak interesy ale dla swojej
przyjemności
Zaśmiał się:
— Nie rozumiesz że infprow mni
na robić dla przyjemności?
— żeby mieć pieniądze
Paweł potrząsnął głową i zamyślił
sie:
— Tak się ludziom zdaje Niektórzy
są nawet o tym głęboko przekonani W
gruncie rzeczy jednak oasioniiia c? „?
niądzem gdyż przyzwyczaili się uważać
sgporazwa nsopśrcaiwdazbioandą si wtevglkonwsy7s™iłkmu-- iswnoijej
tego identyfikują pieniądz z tym co niW
zywaia szczęściem A nnci tr-an- ńl kiem zadowolenia jestosiąganie nie zaś]' ure ouui proces zaoDywania
J&J HARDWARE
Polski skład towarćw ttlunrcfc farb naciyń kuchtnnych oraz pnr-boró- w wodociągowych I ogrzewania J Stefaniak włató
745 Oueen Sr W EM 6-48- 61 BeSzoplłiadtnnae opbosrłaudgya w—spNriaswkiaechceknaynn
lizacjl t ogrzewania 8
ADWOKACI I NOTARIUSZE
E H ŁUCK BA LLB
(ŁUKOWSKI)
i R H SMELA BA LLB
AUWOKACt OBROŃCY
NOTARIUSZE
Wspólnicy i firmy prawnicze] BlaneyPaittrnak Łuck Smela
Englelson & Witton
57 BLOOR ST W róg Bay WA 5-38- 43 Oddtlal w Thlscletown
wieczorami ta tclcfonlcmjm
porozumieniem 1-- S
STEFAN A
MALICKI LLM
ADWOKAT OBROŃCA
1 NOTARIUSZ
Biuro tel: AT 94301
W poniedziałki 1 środy od godz
630 do 9 wiecz
W soboty od 10 do 12 w poł
383 Ronctfvalles' Ave
LE 44825
S
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARSZ
Tel Biura: LE 3-12-
11
1479 Quttn Sł W — Toronto
lfl
GEORGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1134 Dundas Sł W Toronto
Ttl LE 4-84-
31 I LE 44432
13
G HEIFETZ BA
ADWOKAT! NOTARIUSZ
J4f Qun St Wasi EM a--Wt
S HEIFETZ
NOTARIUSZ
SS Wellington St W Toronto Ont
EM 64451 wieczorami WA 3-4- 43
1S
BIELSKI & BIELSKI
Adwokaci Notariusza Obrońcy
CM BIELSKI BA BCL
VW BIELSKI B COMM
Suita 404
Board of Trada Bulld
11 ADELAIDE ST W TORONTO
TEL! EM 2-12-
51 Wlaizorem za telefonicznym
porozumieniem
TEL! CH 47214 2W
Pismo nte tylko należy czytać
trzeba go także prenumerować
Toronto Ont
THE
napoi który tak
żywo napoje używa-ne
przez Was w "starym kraju"
Zapytał swolege Ukarzą tuk
apttkarza
Czosnek zdrowy
Utuwa przjkre bóle spowodowana
grypa lubrprzexlcbltnlm
Czosnek pomoże Ci czuć de silni
i zdrotto Od wieków miliony ludd
używało czosnek dla utrzymania idroaia wierząc w Jego właściwości
lecznicze i wzmacniające Czosnek
jest naturalnym środkiem antysep-tyczny-m który pomaga utrzymać
oblec krwi w stanie wolnym od
Wielu ludzi używają-cjc- h czosnek chwaliło Jego wartości
w usuwaniu bóll artretycinych i reu
matcznjch Adams Garllc Fearles
(Czosnkowe Perełki Adama) zawie-rają
sallcjlamld — wypróbowany
środek usuwajqcy ból Czysty olej
czosnkowy jest wydobywany z ca-łych
ctóuek czosnku a ta skoncen-trowana
forma daje 'Cl wszystkie korzscl płynące z1 używania roaUny
0 tak silnym działaniu Adama Garllc
Pcarlcs są bez wonne i bez smaku
1 mają formę wygodnych do zaży-wania
pigułek Kup Jeszcze dzls
pigułek u swojego aptekarza
zobacz Jak Ci pomogą' będziesz
nnpewno zadowolony 9B-W-1- 02
Tłumaczenia
DENTYŚCI
Dr W SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
(drugi dom od Roncesvallei)
Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
Telefon LE 1-4-
250 129 Grenadier Rd
8
Dr S D BRIGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — STOMATOLOO
Sptcallsta chorób lamy vttna
Pbyslclan's & Surgeons' Bulldln
Kancelaria No 270
86 Bloor St W — Toronta
Telefon WA 24056
IW
Dr E WACHNA
DENTYSTA
Godziny: 10—12 i 2- -6
386 Bathurtt St — EM 44515
IW
Dr M LUCYK
DENTYSTA
2902 Dundai St W Toronto
Tel RO 9-Al- M
OKULIŚCI
Okulistka
Br BUKOWSKA BEJNAR OD
274 Roncetvallet Ave
(pzy Geoffrey)
Tel LE 2-54- 93
Ocdtlny przyjęć: codziennie od lt
rano do 8 wlecz w aobotyi od JO
do 4 wleci
KW
Jan Alexandrowcz — Notary Public
POLSKIE BIURO INFORMACYJNA
Pomoc w sprawach rodzinnych spadkowych l majątkowych w
Polsce — Kontrakty i inne dokumenty Imigracji Income Tas
618-- A Queen St Weit Ttl EM 15441 uw
Używajcie najlepszy węgiel!
NIEBIESKI" HueQ
Będziecie mieli ciepły wygodny dom i oszczę-dzicie
pieniądze Zadzwońcie do nas zaraz
WĘGIEL OLEJ OPAŁOWY PIECE PALNIKI OLEJOWE
COMPANY LIMITtO
Jedyny smakiem
przypomina
jest
za-nieczyszczeń
coal'
ełiaSROGERS
RZECZYWIŚCIE ODŚWIEŻAJĄCE
Robiąc zawsze pamiętaj-cie
o znaku jak na tej butelce ffi&4Ą
gwarantujemy
że wasze pragnienie
zostanie zaspokojone
- Zachwyt rodziny!
- Dla dzieci wydarzenie!
- Napój nie mający sobie
równego!
WĘGIEL
zakupy
ti iftft
98
BĘDZIESZ ZRYWAĆ BOKI Z ŚMIE-CH- U
CZYTAJĄC WESOŁĄ KSIĄŻKĘ
F KMIETOWICZĄ
p t
KANADYJSKI OBEREK
Cena tylko $150 z przesyłką $165
Do nabycia w "Związkowcu" f
1475 Oueen StW — Toronto 3 Onf
a
ii
i
'i
i
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, December 07, 1960 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1960-12-07 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000466 |
Description
| Title | 000413b |
| OCR text | " łr ł- - —V'fOu'v'~?lT""- - --- 3jtw ia4if- - ---- rw-— "jCT1" aw uUi!3E3 )f IŁ? Hmmmt e mm %m-- m i KtSr $ m ' r ' _ Jr ' _ " r i NB-f- Ł "ZWIĄZKOWIEC" GRUDZIEŃ (December) środa 7 — 1960 ST 7 n Tadeusz JMowaicowsJn 22s OBOZ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH WszelBe praw autorskie zastrzeżone (Copyright by T Nowakowski) podporucznik natarł rękami zzięb-nięte stopy wyplatał się z koca i szynę h' Pokręcił się niespokojnie po baraku to zapalania światła Podszedł do okna Przyłożył czoło do szyby Krople desz-c- u cięły z ukosa Światełko "obozowej lampy' przed wartownią gasło ilekroć plaż" klonu rozkołysała się ku górze Obóz spał Zapatrzony w wilgotną szybę podporucznik zaciągał się dymem! październikowy deszcz niezmordowany rfnhosz tłukł rytmicznie w gałęzie dra- - t tyi dachy Baraki unosiły się nad ro- - Nie jak widmowe galery z przykuty-mi do piyczy galernikami — to trafniejs-ze porównanie Kie czas zatrzymywać się na Wars-zawie — pomyślał — Nazwa seansu "spirytystycznego brzmi: "Grunwaldzka" Historia Jana i Małgorzaty z wolna do-biega końca Spojrzał na zegarek świec-ące wskazówki wskazywały w pół do trzeciej Co było dalej? Co się stało na Grun-waldzkiej zanim Jan zjawił się na podd-aszu na Brukowej? Przyszedł list od matki co tygodnior wy raport z domu smutku: "Chwalą Bogu nie mamy już sublo katora! Wczoraj wieczorem Heinemann wyprowadził się od nas! A właściwie: wykradł się jak złodziejaszek bez zapłac-enia zaległości Szukaj wiatru w polu Pozostała po nim kupa śmieci i niedop-ałków Na mieście opowiadają że H uciekł do Gdańska w związku ze swoim manko w kasie oszczędności Nie wiado-mo ile w tym prawdy Ludzie zawsze przesadzają (Ach ta rozbrajająca naiwn-ość Małgorzaty! — westchnął z uśmiec-hem) Coraz częściej przebąkują o woj-nie Zeszłej soboty kolejarze i sokoli nieśli na capstrzyku transparent z napis-em: "Hitler weź ta ręka prek!" W domu jak się domyślasz stara bieda: Jadwisia haruje u Filipiaka Michaś ma trudności z algebrą a Jan ciągle jeszcze jest bez pracy Mimo pogłosek o bliskim wybuchu wojny miody Grzegorczyk przygotowy-wał się do egzaminu Studiując na wła-sny koszt nie mógł sobie pozwolić na luksus oblania choćby jednego przed-miotu Kuł pełną parą do białego rana Tadeusz Dołęga=Mostowicz BRACIA DALGZ Mróz spadł zupełnie Stało się to nie-spodziewanie w nocy Całe miasto zmie-niło swój kolor Dachy połyskiwały w słońcu lakierowaną czernią ulice ocie-kały wodą Przed obiadem lunął naj prawdziwszy wiosenny deszcz Późno w tym roku zaczynała się wiosna lecz przys-zła nagle i wszechwładnie ogarnęła wszystko I Marychna czuła się tego dnia dziwnie ożywiona i wesoła Zadzwoniła do Ottmana i razem wybrali się na spa-cer — Nieładnie tu — powiedziała Ma-rychna — chodźmy lepiej zobaczyć Ale-je Już drugi raz od swego powrotu chod-ziła w Aleje Ujazdowskie Bynajmniej n'e po to by spotkać Pawła jedynie w lu zerknięcia w stronę jego okien Ty-je już razy miała ochotę doń zadzwonić jednakże myśl że on będzie badawczo wpatrywał się w jej oczy że będzie py-1- 1 napełniała ją strachem Teraz zbli-ałąs- ię wprawdzie siódma czyli godzina której Paweł najczęściej wracał do domu ale to przecie nie znaczyło że ko-niecznie musza się spotkać lub chociaż-by z daleka zobaczyć ~~ --bo terpentyna jest proszę pani Jakby najbliższym kuzynem kauczuku — "trwale i z uśmiechem tłumaczył Ot-ona- n — a w rodzinie chemicznej nieraz mozna cioci przyprawić wąsy wujaszka 1 będzie to najautentyczniejszy w świe-cie wujaszek Marychna pomyślała że dotychczas Przeceniała chemię Niby taka poważna "aaka a zajmuje się podobnymi głup- cami Zapytała nie bez lekceważenia: 77 Pan zajmuje się przyprawianiem kŁch wąsów? —- - Próbuję — z westchnieniem od-powiedział Ottman — I co panu z tego przyjdzie? — Terpentyny na świecie jest mnó-™- ° l kosztuje psie pieniądze a kau-- £ jest bardzo drogi Gdybym zrobił a wynalazek! Ho ho! uagle miał w głowie te terpentynę edts"e alasek szedł" mu opornie In Często wzdychał a Marychna w Łacu nie umiało -- ix~:a i-t- A Vłlen Przeznaczone były dla niej zaś dla tor™™ - Chodniki w Alei Trzeciego Maja na Vi?? Sveciejriaplaeu Aleksandra i xw?vjmachtłuUmjaezmdo'wskich były zatłoczone ~~ Jak to dobrze że już jest ciepło — broniąc się przed zaśnięciem czarna ka-wą i zimnym natryskiem Którejś nocy gdy pół żywy ze zmęczenia siedział nad niewyraźnie powielonym skryptem po- słyszał nieśmiałe stukanie do drzwi Na progu stanął stary zgarbiony męż-czyzna ze spuszczoną głową —Chciałem cię przeprosić — po- wiedział Chłopak zerwał się przerażony Ojciec wyglądał jak po ciężkiej cho-robie Ręce mu drżały Wargi miał spie czone Dół twarzy pokrywała siwa szcze-cina Był niestarannie ubrany Marynar-kę miał poplamioną mankiety u noga- wek wystrzępione węzeł krawata opu-szczony do połowy koszuli Na czubkach półbutów między popękanym lakierem bielił się kurz — Nie myśl że jestem pijany — do-dał Opadł zmęczony na żelazne łóżko Zdjął okulary Zaczął opowiadać z żenu-jącą otwartością Widać było że odczu-wa chorobliwą potrzebę mówienia o swo-im nieszczęściu Było jednak coś odpy-chającego w tej szczerości — Szukałem jej wszędzie — beł-kotał — Przyjechałem tutaj Chodzę po całym mieście Także jej nie ma Syn przysłuchiwał się gorączkowym słowom ojca ze ściśniętym sercem Po-czuł się zawstydzony tym dopuszczeniem do konfidencji Sprawa w gruncie rze czy była banalna i pospolita Jedna ż tych trywialnych historii jakie wypeł-niają szpalty brukowych gazet Aktorka wyjechała z Heinemannem w nieznanym kierunku Jedni mówią że do Warszawy Inni zaś twierdzą że do Gdańska — Nie mów o tym szkoda gadać! — przerwał niegrzecznie — Lepiej na-pijmy się herbaty! Ojciec posłusznie zamilkł Pociągnął nosem — Jak uważasz — westchnął głębo-ko chowając ręce za pazuchę — jak uważasz Stefanku — Mówmy lepiej o czymś innym --7- Dobrze mówmy o czym innym — zgodził się potulnie — A co z matką? — zapytał syn — Z Małgorzatą? — Człowiek W po-plamionej sosem marynarce ze zdziwie 4£ przerwała Marychna wywody Ottmana — prawie mi za gorąco w tym futrze Ottman powiedział w zamyśleniu "tak tak" i znowu powrócił do swego nudnego kauczuku W oknach na pierwszym piętrze pa-liło się światło Paweł był w domu Zro-biłaby najprościej pozbywając się w ja-kiś łatwy sposób towarzystwa Ottmana Mogłaby wejść na schody i zadzwonić Jakby też ją przyjął? A może ma u sie-bie jakichś ważnych interesantów może gości — tyle świateł się pali a może inną? — Niech pan tu chwilkę zaczeka — powiedziała niespodziewanie dla samej siebie — muszę do kogoś zatelefonować Przechodzili właśnie kolo malej owo-carni w której drzwiach wisiała tablicz-ka: "telefon czynny" — Ależ doskonale możemy wejść razem — zgodził się Ottman — Nie nie — zaśmiała się nerwowo — to tajemniczy telefon nie chcę żeby pan słyszał Pobłażliwie skinął głową i staną przed sklepem Marychna weszła stanę-ła przy aparcie i zdjęła słuchawkę Na-gle uświadomiła sobie że robi bardzo źle że nie powinna dzwonić że może tym doprowadzić do wielu niepotrzeb-nych komplikacji W słuchawce powtó-rzył się zniecierpliwiony głos telefoni-stki: — No proszę słucham który numer? Gdyby Marychnie przyszedł teraz na myśl jakiś inny numer! Niestety pamię-tała tylko ten jeden Tłusty właściciel sklepu przyglądał się jej nieżyczliwym okiem za oknem nad piramidą poma-rańcz jasno oświetlona widniała twarz uśmiechniętego Ottmana Cóż miała ro-bić Wymieniła numer prosząc Boga by nikt sie nie odezwał Nieprzyszło jej wprost do głowy położyć słuchawkę zre-sztą prawie natychmiast usłyszała głos Pawła: — Słucha — Dzień dobry — starała się mó-wić jak najciszej — to jest właściwie dobry wieczór — Z kim pani chciała mówić — od-powiedział zdziwiony głos — Tu„ Marychna Aaa Wróciliście! Nic o tym nie wiedziałem Dzień dobry Czy możesz do mnie przyjść? Czy mogła! Musiała! Tak dawno go nie widziała! niem podniósł zeczerwienione załzawio-ne oczka — Nigdyśmy nie rozmawiali ze sobą na ten temat Ona o to nie py- tała a ja jej nic nie mówiłem — Matka o niczym nie wie! — po-wiedział ostro — Rozumiesz? — Rozumiem Nastała długa cisza Chłopiec płukał czajnik po starej herbacie — Stefuś — posłyszał głos baranka — nie masz przypadkiem dwóch złotych na zbyciu? — Na zbyciu? — roześmiał się — Ja nie raz nie mam na tramwaj! — Może bym spróbował kupić gdzieś ćwiartkę? — Napijemy się herbaty Niech by już krzyczał i awanturował się Ten usłużny ugodowy ton był nie do zniesienia Odwrócił głowę żeby nie patrzeć w jego stronę Stary skulił się na łóżku jak żałosna kupka ludzkiego nieszczęścia Zapadł się cały w marynar-ce Wzbudzał litość — Stefuś —'Co? — Gniwasz się na mnie? — zapy- tał płaczliwym głosem — Eh człowieku! — machnął chło-pak ręką i zaczął gotować wodę ńa her-batę ROZDZIAŁ VII Wszystkie drogi prowadzą na Grun waldzką Tuż po trzeciej w ciemnościach baraku Wszystkich świętych podporucz-nik przypomniał sobie pierwszą kąpiel po powrocie do rodzinnego miasta Płynęli między tratwami pośród skwaru i żywicznych zapachów: miody Grzegorczyk i Aloś Musiał syn piekarza z Grunwaldzkiej U tego piekarza Małgo-rzato "brała na książeczkę" — tak nazy-wał się miesięczny kredyt Powoli na plecach sunąc z prądem reki mijali pachnące smołą czółna i tęczowe plamy po tłustościacli wylewa-nych z garbarni Przed chwilą minął ich spacerowy stateczćk zakopcił na mo-ment słońce zmącił wodę Białe pręgi suną ku brzegom cmokają mlaskają chlupią przy zbutwiałych palach zlizują korę z tratew pianka osiada na tatara-ku Górą rozwija się niebo jak sztuka błękitnego jedwabiu w rękach wyćwi-czonego subiekta Woda była letnia i pełna drzewnej kory Wypuszczali ją co chwila ustami na kszałt wielorybiej fon-tanny Na brzegu rzeki ktoś krzyczał Dopłynęli puszczając ręce w wia-trak Wypłoszyli ptactwo z wikliny — Wyłazić! Brzegiem biegł umundurowany czło-wieczek rozdeptywał własny cień na ścieżce i wymachiwał zwiniętą' w rulon gazetą — Tylko ja wróciłam — odpowiedzia-ła — on został jeszcze w Wiedniu — Po co? — jakby zagniewanym gło-sem zapytał Paweł — Nie wiem miał jakiś interes — Marychna poczuła się urażona Zamiast witać ją gniewa się że Krzy-sztof został za granicą — No dobrze — powiedział Paweł — przyjdź zaraz — Teraz nie mogę trudno by mi było — Dlaczego? — zapytał ostro ponie-waż zaś nic nie odpowiedziała dodał: — przyjdź zaraz czekam a nie zwlekaj bo wieczorem mam posiedzenie Powiedział i położył słuchawkę — Jaki on jest szorstki — myślała Marychna bliska płaczu i myślała jesz-cze: — co ja narobiłam co ja narobiłam Zapłaciła za telefon odbierając resz-tę rozsypała drobne na ladzie Gdy wy-szła była tak wzburzona że Ottman za-pytał współczująco: — Miała pani jakąś nieprzyjemną wiadomość? — Tak to jest nie muszę pana po-żegnać Pan w którą stronę? — Może odprowadzę panią? — Dziękuję pójdę sama — Niech się pani nie przejmuje — powiedział bezradnie Podała mu rękę i obejrzała się kilka razy zanim przekonała się że jej nie śledzi Od domu w którym mie-- szkał Paweł dzieliło ją zaledwie kilka jiiiuui uiugi ieraz nie inogia się comaci Musiała go prosić o dyskrecję o to by nie wygadał się przed Krzysztofem W głowie jej się mąciło Co mu powie? Ną pewno będzie wypytywał ją o zachowa-nie się Krzysztofa o to czy doszło mię-dzy nimi do romansu a przecie nie mo-że złamać obietnicy danej Krzysztofowi Zadzwoniła Drzwi otworzył lokaj i Marychna aż cofnęła się — Przepraszam czy zastałam — Jasme pan czeka — z nieuchwyt-nym uśmieszkiem pochylił głowę słu-żący: Gdy weszła wskazał jej krzesło: — Pani pozwoli że zdejmę boty t Właśnie kończył zdejmowanie gdy na progu ukazał się Paweł Sucho i pra-wie oficjalnie podał jej rękę Dopiero gdy służący wyszedł uśmiechnął się i pocałował ją w usta: — Elado wyglądasz drogie dziecko Chorowałaś? — Tak bardzo 'chorowałam Pomógł jej zdjąć futro przeszli do gabinetu Było tu jak dawniej jak przed wyjazdem Paweł paliła papierosa i przy-glądał się jej poważnie: — No i cóż?- - Uszczęśliwiłaś zako-chanego młodzieńca? Marychna poczerwieniała i spuściła — ui„ Aioze i sama w mm zakocna-ła-ś się? Zmizerniałaś Od miłości po — Jesteśmy golif — Nie pieprzcie głodnych kawałków! Wyłazić! Jeszcze się nie otrzęśli z wody zasła-niając goliznę rękami a już nieznajomy człowieczek skoczył im do oczu: — O wy kapucyny wy świńskie ra-ki wiecie co jest? Wojna jest! — Wojna? — zaszczekali zębami Woda spływała im z czupryny na bro-dę Z brody na kolana — Wojna? — krzyczał radośnie pod-ochoco- ny człowieczek w przesadnie wcię-tym mundurze Ruszał ryżym wąsikiem marszczył rude brwi Twarz miał w pie gach-- — Wojna! Galopem do miasta ku-cyki zakazane galopeniupowiadam! — ranie Kapitanie więc jeanas — Nie kapitanie dziadu jeden ale rotmistrzu Kapitanem może zostać każ-dy druciarz a rotmistrzem człowiek się rodzi! Zaleciało od niego gorzałką Pobieeli boso no rozrialonvm niachn po rzeczy schowane w krzakach — Poprawkę miałem mieć z prawa kościelnego za miesiąc — powiedział Mu siał nie mogąc z emocji trafić stopą w nocawke — Pewnie sie z iakieś Dół ro- - ku przeciągnie Przez te nerwy chyba się wysiusiam — Pół roku? Bracie Anelia I Ame ryka Masz ty pojęcie jaka potęga! W trzy miesiące ich wykończą Samolotami! Nie ubiegli stu metrów gdy z tylu posłyszeli indiański okrzyk To rotmistrz rozhasal się na całego Pochwycił ręka-mi wystającą gałąź nadbrzeżnego drzewa i zahuślał sie na niei iak malv łobuziak Z nadmiaru uciechy wyciął koguta — Zawodowy oficer Tacy nieraz pół życia czekają na wojnę To nie straż ogniowa której litościwy Pan Bóg co dzień zsyła pożar — Morowy facetuńcio! Chciałbym być w jego szwadronie! — roześmiał się Aiusiai — Jia cmop fantazję! — Chojrak! Woda Darowała nod mostom Omal było słychać syk kropli słońca w rzece — iioisz się wojny? — A ty? — Bo ja wiem? — Ścieżka holownicza która słnw szkuciarzom do wypasania kóz a czasem do ciągnięcia berlinki narowerze pędził poncjani z teKą — Panowie slyszeliicie? Wojna! — rzucił im w przejeździe z tajoną radością tak typową dla wszystkich ludzi w chwi-lach dzielenia slp ważna windnmnifcrin — Ale Niemcy nie wygradza! tym samym samozaparciem z tą sżaemniąa mpoiewsztaarnzianląi nulogwi inbęranwieuzrdyroiwporzerroaz-- mowni mieszkańcy przedmieścia Kapuś-ciska dobno się chudnie Tak zapewniają fa-chowcy Nic nie mówisz? — Wcale się nie zakochałam — A pamiętałaś o moim istnieniu? Podniosła oczy i powiedziała cicho: — Bardzo Potrząsnął głową i wypuściwszy w górę strugę dymu zawyrokował: — To źle świadczy o talentach mego stryjecznego brata Powiedz mi szczerze: niedorajda z niego co? — Czy musimy koniecznie mówić o nim? Ja tak nie lubię mówić o innych — Chodź tutaj — powiedział krótko i wyciągnął do niej rękę Wziął ja na kolana objął i rozwartą dłonią głaskał jej nogi Tuliła się do niego i teraz już nie żałowała swego te- lefonu — Tak mi dobrze z tobą ja za tobą ttaęskknbiałałamm —się szcezpytśałaty mou mdnoie unchiea z—a- pomniał czy nie znalazłeś innej ład-niejszej i rozumniejszej ode mnie — Zapewniam cię — zaśmiał się we- soło — że nie szukałem W ostatnich czasach byłem zawalony pracą — Ja wiem — powiedziała Marychna — Co wiesz? — Czytałam w gazetach Paweł podniósł brwi: — Krzysztof otrzymywał pisma z kra ju? I on też czytał? I cóż mówił? — Nic — krótko odpowiedziała Ma- rychna i chcąc nrzerwać rwania rnr łowala go w usta Nadspodziewanie Paweł nie wypyty-wa- ł jej o szczegóły pobytu za granicą Zresztą zbyt wiele uwagi pochłaniały pieszczoty do których stęsknił sir W dzo jak o tym Marychna miała sposob- ność przekonać sie ku zunpłnpmn nmn zadowoleniu Nastrój pierwszego spot kania psury jedynie telefony powtarza- jące sie nieustannie w odsfenarh iriiim minutowych Paweł rozmawiał z każdym imeresaniem Krotko i dobitnie — To straszne — mówiła Marychna tuląc się do niego — ty przecież nie masz nigdy czasu dla siebie! — Dla siebie? — zdziwił się Paweł — ależ to wszystko jest dla mnie — No tak interesy ale dla swojej przyjemności Zaśmiał się: — Nie rozumiesz że infprow mni na robić dla przyjemności? — żeby mieć pieniądze Paweł potrząsnął głową i zamyślił sie: — Tak się ludziom zdaje Niektórzy są nawet o tym głęboko przekonani W gruncie rzeczy jednak oasioniiia c? „? niądzem gdyż przyzwyczaili się uważać sgporazwa nsopśrcaiwdazbioandą si wtevglkonwsy7s™iłkmu-- iswnoijej tego identyfikują pieniądz z tym co niW zywaia szczęściem A nnci tr-an- ńl kiem zadowolenia jestosiąganie nie zaś]' ure ouui proces zaoDywania J&J HARDWARE Polski skład towarćw ttlunrcfc farb naciyń kuchtnnych oraz pnr-boró- w wodociągowych I ogrzewania J Stefaniak włató 745 Oueen Sr W EM 6-48- 61 BeSzoplłiadtnnae opbosrłaudgya w—spNriaswkiaechceknaynn lizacjl t ogrzewania 8 ADWOKACI I NOTARIUSZE E H ŁUCK BA LLB (ŁUKOWSKI) i R H SMELA BA LLB AUWOKACt OBROŃCY NOTARIUSZE Wspólnicy i firmy prawnicze] BlaneyPaittrnak Łuck Smela Englelson & Witton 57 BLOOR ST W róg Bay WA 5-38- 43 Oddtlal w Thlscletown wieczorami ta tclcfonlcmjm porozumieniem 1-- S STEFAN A MALICKI LLM ADWOKAT OBROŃCA 1 NOTARIUSZ Biuro tel: AT 94301 W poniedziałki 1 środy od godz 630 do 9 wiecz W soboty od 10 do 12 w poł 383 Ronctfvalles' Ave LE 44825 S JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARSZ Tel Biura: LE 3-12- 11 1479 Quttn Sł W — Toronto lfl GEORGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1134 Dundas Sł W Toronto Ttl LE 4-84- 31 I LE 44432 13 G HEIFETZ BA ADWOKAT! NOTARIUSZ J4f Qun St Wasi EM a--Wt S HEIFETZ NOTARIUSZ SS Wellington St W Toronto Ont EM 64451 wieczorami WA 3-4- 43 1S BIELSKI & BIELSKI Adwokaci Notariusza Obrońcy CM BIELSKI BA BCL VW BIELSKI B COMM Suita 404 Board of Trada Bulld 11 ADELAIDE ST W TORONTO TEL! EM 2-12- 51 Wlaizorem za telefonicznym porozumieniem TEL! CH 47214 2W Pismo nte tylko należy czytać trzeba go także prenumerować Toronto Ont THE napoi który tak żywo napoje używa-ne przez Was w "starym kraju" Zapytał swolege Ukarzą tuk apttkarza Czosnek zdrowy Utuwa przjkre bóle spowodowana grypa lubrprzexlcbltnlm Czosnek pomoże Ci czuć de silni i zdrotto Od wieków miliony ludd używało czosnek dla utrzymania idroaia wierząc w Jego właściwości lecznicze i wzmacniające Czosnek jest naturalnym środkiem antysep-tyczny-m który pomaga utrzymać oblec krwi w stanie wolnym od Wielu ludzi używają-cjc- h czosnek chwaliło Jego wartości w usuwaniu bóll artretycinych i reu matcznjch Adams Garllc Fearles (Czosnkowe Perełki Adama) zawie-rają sallcjlamld — wypróbowany środek usuwajqcy ból Czysty olej czosnkowy jest wydobywany z ca-łych ctóuek czosnku a ta skoncen-trowana forma daje 'Cl wszystkie korzscl płynące z1 używania roaUny 0 tak silnym działaniu Adama Garllc Pcarlcs są bez wonne i bez smaku 1 mają formę wygodnych do zaży-wania pigułek Kup Jeszcze dzls pigułek u swojego aptekarza zobacz Jak Ci pomogą' będziesz nnpewno zadowolony 9B-W-1- 02 Tłumaczenia DENTYŚCI Dr W SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA (drugi dom od Roncesvallei) Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem Telefon LE 1-4- 250 129 Grenadier Rd 8 Dr S D BRIGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — STOMATOLOO Sptcallsta chorób lamy vttna Pbyslclan's & Surgeons' Bulldln Kancelaria No 270 86 Bloor St W — Toronta Telefon WA 24056 IW Dr E WACHNA DENTYSTA Godziny: 10—12 i 2- -6 386 Bathurtt St — EM 44515 IW Dr M LUCYK DENTYSTA 2902 Dundai St W Toronto Tel RO 9-Al- M OKULIŚCI Okulistka Br BUKOWSKA BEJNAR OD 274 Roncetvallet Ave (pzy Geoffrey) Tel LE 2-54- 93 Ocdtlny przyjęć: codziennie od lt rano do 8 wlecz w aobotyi od JO do 4 wleci KW Jan Alexandrowcz — Notary Public POLSKIE BIURO INFORMACYJNA Pomoc w sprawach rodzinnych spadkowych l majątkowych w Polsce — Kontrakty i inne dokumenty Imigracji Income Tas 618-- A Queen St Weit Ttl EM 15441 uw Używajcie najlepszy węgiel! NIEBIESKI" HueQ Będziecie mieli ciepły wygodny dom i oszczę-dzicie pieniądze Zadzwońcie do nas zaraz WĘGIEL OLEJ OPAŁOWY PIECE PALNIKI OLEJOWE COMPANY LIMITtO Jedyny smakiem przypomina jest za-nieczyszczeń coal' ełiaSROGERS RZECZYWIŚCIE ODŚWIEŻAJĄCE Robiąc zawsze pamiętaj-cie o znaku jak na tej butelce ffi&4Ą gwarantujemy że wasze pragnienie zostanie zaspokojone - Zachwyt rodziny! - Dla dzieci wydarzenie! - Napój nie mający sobie równego! WĘGIEL zakupy ti iftft 98 BĘDZIESZ ZRYWAĆ BOKI Z ŚMIE-CH- U CZYTAJĄC WESOŁĄ KSIĄŻKĘ F KMIETOWICZĄ p t KANADYJSKI OBEREK Cena tylko $150 z przesyłką $165 Do nabycia w "Związkowcu" f 1475 Oueen StW — Toronto 3 Onf a ii i 'i i |
Tags
Comments
Post a Comment for 000413b
