000436aa |
Previous | 48 of 64 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
Kt
r
4
m
i:
!
I
1
8frt'1 i ł
M ihti
mhi "
rt
J --
:
ivy n
:{
rJi
9K-J-: ł li-- ?lf
mflK rr
pmw ł ItóiS imsM
ł
4? #fl "lP' ssr !gMmZPB T?!łp("fPPl STR 48 "ZWIĄZKOWIEC — NARODZENIE (Xm) 1968
W
f &wB citfBi(ca nM tan _~-- H Shawy AS
j§ Antoni JCzfowiln I Życzenia z Oshawy
Ml I- -':
u mmmm'm kS p
9
P
SI
fi" M
'i
'O!
Ov"
fi
a
Ti
9 P!
i hi
T fi
Ig
F4
fc'i
b
18
SłSaSk
a
8
K
H)
FI
1P
BOŻE
:% ja o 0X
--??'r --r
Wiązankę najlepszych Życzeń
Świątecznych Noworocznych
przesyła
ifillias Electronic
Sales Seruice
SPECJALIŚCI OD RADIA TELEWIZJI
SZYBKA DOBRA OBSŁUGA
1218 Simcoe Sr N Oshawa Ont
y rt
i
877 St
Tel 725-290- 5
Najlepsze Życzenia
Świąteczne Noworoczne
składa
King
rauei %ud
LTSStfZl'
Oshawa
'ss''''''''t'„'i''7'0'ss nwo%no 'ssssssssssss Ą
e
lp
WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU
-- życzij swoim Klientom
Oshawie Whilby okolicy
Fox's Ladies' Wear
Pierwszorzędna konfekcja damska
Simcoe Sf Oshawa Ont
Tel 725-151- 1 '#VVVVVVVVVVVVVV'V#VV
MOC SERDECZNYCH ŻYCZEŃ
SKŁADA POLONU OSIIAWSKIEJ
Sastadian imperial Bank
of Sosjerce
ODDZIAŁY:
King Simcoe Simcoe Athol St
Oshawa Shopping Centrę
944 Simcoe St North
Rosslyn Płoza Simcoe Ritson
Wilson 01ivo
OSHAWA Ont
WUkMgi
reCniVPII MADnnłPMiA
życzy
Ont
©shawa Wood Products Ltd -
i
r
'
"
x i 1
e--
C--I
fr!
O"
i
E
n- -
A--i
I
w i
7 S —
& &
&
&
iii l-- Ni
Wszelki materia! do budowy nowych domów
reperacji
Main Office and Showroom
Courticc St — Tel 723-161- 1
Oshawa Shopping Centrę Showroom
Tel 728-161- 7
r v'vvvvvvuvvv#viC
1
I
I
'
'
i
'
WESOŁYCI SWI4T BOŻEGO NARODZENIA
I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU
życzy swej Klienteli i całej Polonii
OSHAWA HARDWARE
& ELEGTR9C
Skład towarów źela-ny- ch i farb
Ceny bezkonkurencyjne
62 King St W — Oshawa Ont
(corner Church St) " Tel 723-762- 4
H $ ''s'1™'™
ŻC
(C
yj
6i
U
U
Ti
Ć1IMAT n-oiiu- iA
WIĄZANKĘ NAJLEPSZYCH --2YCZES TJ
DNIU NARODZENIA I SZCZĘŚLIWEGO
yj
Murdoch lciurtry
and Turney
Insurance Limited
FIRE — AUTO — CASUALTY — LIFE
Sprzedajemy asekurację na
Domy — Samochody — Interesy — życie
osobiste i całych rodzin
37 King Street East — Oshawa Ont
A?
4
u
s
-- i n
a"
j
ir
fi
}
=5
yj
RS
y--
j
i
W RADOSNYM
BOŻEGO
życzy
as
RS
r
Teł 728-513- 7 KS r'
ROZMO
Dzień się już skończył i by-ło
szaro lecz jeszcze nie był
wieczór i światła w pokoju
nie trzeba było palić Roman
Kłys wrócił z pracy zjadł o-bi- ad
odpoczął i teraz stał
przed lustrem i uważnym
spojrzeniem badał siwiejące
już skronie W fotelu obok
siedziała żona
— Id do fryzjera — po-wiedział:
Na ten odgłos żona poru-sz}
ła się w fotelu
— Wifdziałam że pój-dziesz
— nie podnosząc gło-wy
powiedziała znad książki
— Wiedziałaś — mruknął
półgłosem
— Uważasz — słowo padło
nieokreślenie
Roman Kłys poczuł się ob-rażony
Odwrócił się od lu-stra
i stanął teraz twarzą do
żony
— Nie uważam — rzekł
głośno — Odczuwam
— Odczuwasz! — żona ro-ześmiała
się dyskretnie —
Biedny mój chłopcze — rzek-ła
ze współczuciem — Od-czuwasz!
— Podniosła głowę
i odłożyła książkę — Co od-czuwasz?
— spytała
— To twoje ciągłe uprze
dzanie faktów — odrzekł w
sposób nie budzący wątpliwo-ści
Dawno już się nosił z za-miarem
powiedzenia jej tego
lecz jakoś nigdy nie miał ku
temu sposobności Toteż wy-korzystał
teraz ten moment i
stał zadowolony że mu się to
udało
— Tu cię boli — zauważy-ła
krótko
— Ty wiesz — odpowie-dział
Chodził po pokoju Deski
parkietu poskrzypywały pod
stopami Prostokątny dywan
tłumił ich głos
— Trzy — posłyszał głos
żony
— Co trzy? — zapytał nie
przestając chodzić
— Robisz trzy kroki Trzy
w jedną stronę i trzy w dru-gą-
— A ile mam robić? — od-powiedział
pytaniem
— Rób ile chcesz — wzru-szyła
ramionami
Roman Kłys zatrzymał się
w pół kroku i popatrzał z po-litowaniem
na żonę Potem
jakby się zastanowił i potem
znów rozległ się szelest kro-ków
po dywanie
— Po co to wszystko — o-dcz- wał
się po jakimś czasie
— Rób jak uważasz — od-powiedziała
— Mówiłaś przed chwilą
że wiedziałaś że pójdę do fry-zjera
— Wiedziałam
Kroki w pokoju ustały W
lustrze ukazało się odbicie
ciemnej postaci potem błysk
zapałki i jasny punkcik tle-jącego
się papierosa
— Mógłbyś mnie poczęsto-wać
— rzekła uśmiechając
się blado gdy tak stał mil-cząc
i palił
—Przecież nie palisz — od-rzekł
— Teraz bym zapaliła —
powiedziała wciąż z tym bla-dym
uśmiechem na ustach
Przez chwilę się zawahał
lecz zaraz wyciągnął rękę z
pudełkiem papierosów w dło-ni
— Proszę — powiedział
Wzięła zapaliła i gdy wy-puszczała
dym z ust poznał
że się nie zaciągnęła Nic nie
rzekł Patrzał teraz kącikiem
oczu jak to zrobi następnym
razem
— Czego się denerwujesz
— powiedziana przedtem
strzepnąwszy popiół z papie-rosa
do popielniczki
Nie odpowiedział
Przez szyby w oknach do
mieszkania wdzierał się glos
z ulicy Za ścianą ktoś słu--CJiaLra-dia
Skoczne dźwięki
muzyki przeniknęły akustycz-ną
zaporę
— O czym tak myślisz? —
odezwała się gdy milczenie
zdawało się trwać już zbyt dłu-go
— O niczym — zbył krót-ko
— Czego więc stoisz?
— Bo tak chcę — odrzekł
oschle
Stukał teraz podeszwą bu-ta
w podłogę wybijając takt
jakiejś melodii Zaraz prze-stał
— Miałeś iść do fryzjera —
przypomniała
— Miałem — podniósł gło-wę
i bez zainteresowania
spojrzał w okno
Radio za ścianą przestało
grać Speaker zapowiedział
WA
nową melodię Mrok do poko-ju
wsączył się juz całkowicie
— Czemu więc nie idziesz?
— zapytała
Podszedł i stanął wprost
przed nią
— Nie pójdę — rzekł —
I Aa przeKor iodic: — uios mu
'się załamał bo się uniósł i
! był rozgniewany lecz dalej
nim mówił choć on był taki
Jco to gdy się go słyszy nie
słyszy się nic więcej — Byś
nie Mówiła ze wiedziałaś ze
pójdę
Żona w fotelu roześmiała
się serdecznie
— Jeżeli ma być tak wolę
byś nic szedł — przez śmiech
posłyszał jej głos i to go bar-dziej
oburzyło
W pokoju było już ciemno
Na ulicy błyszczały latarnie
Muzyka w radiu ustała Za
ścianą słychać było teraz
płacz dziecka Potem głos ko-biecy
widocznie matki uspo-kajał
dziecko i cicho nucił
— Może — powiedział po
chwili
— A widzisz — żona odło-żyła
papierosa
— Nic nie widzę — odrzekł
nie z myślą o tym że było
ciemno
— że z każdym dniem sta-jesz
się bardziej nerwowy
— Nie jestem nerwowy —
odparł
— Mówisz by tak powie-dzieć
— rzekła — Czemuż
więc denerwują ciebie rzeczy
tak błahe?
— Może — powiedział zno-wu
Trzask pocieranej zapałki
rozjaśnił przez chwilę mrok
w
Dokończenie ze str 47
którzy umieli posługiwać się
żaglami Co należy podziwiać
że jednak spora liczba ludzi
— jak zauważył Fred —
przez szereg miesięcy potra
fiła gnieździć się w takiei
klitce i nie zwariować Mieli
wprawę powiedziała Tola
przecież Barcelona jest naj
bardziej zagęszczonym mia-stem
świata dziś a co to by
ło kilkaset lat temu
Z pokładu na dno statku
zeszliśmy po stromej drabin-ce
Mroczno ale dużo powie-trza
Podłoga krzywa potyka-my
się jeden drugiego pod
trzymuje Kilka niedużych
dział kule obok muszkiety
słaba obrona jednak przed
korsarzami Wracamy ja idę
ostatni przede mną wspina
ę na drabinkę Toleczka Te
biodra które mogły należeć
do mnie Kładę jej dłoń na
stopie ona zatrzymuje się na
chwilę Ale już jesteśmy na
pokładzie — Mimo wszystko
nie pojechałabym z Kolum-bem
mówi Joasia — Nie po-jechałabyś
na pewno — mówi
Fred podtrzymując ją gdy
schodzą ze statku po śliskiej
desce — bo Koluir kobiet
nie woził!
— E to mnie nie znasz —
śmieje się Joanna Widzę o-b- ie
jak idą jak siostry koło
siebie Mówią ludzie że moż-na
naprawdę tylko jedną ko-bietę
kochać Ja kocham obie
choć do jednej mam tylko
prawo z jedną podpisałem
kontrakt na całe życie
Kapitan odebrawszy bile--
Jty chwyta za gitarę i przy
śpiewując półgłosem napeł-nia
nas ukojeni
Córka Toleczki ma 'liczne
różowe maleńkie uszka z pu-szkiem
na którym złoci się
słońce aksamitny połysk
włosów Jest ubrana w zielo-ną
sukienkę w duże kwiaty
świat się zakołysał od obrotu
statku od fali która uderzy-ła
o brzuch czarnego okrętu
który zasłonił nam nagle
słońce Ujrzałem nie Basię
imię córki Toli ale Tolecz-k- ę
Leżymy nad wodą Od-rzuciła
w tył głowę zamknę
ła oczy Nachylam się nad nią
Słonce w oczy jasność nie-bios
Śródzicmnomorza
Wieczór Miasto jak każde
wielkie miasto Europy lśni
nconamL Jest rozkosznie cie-pło
Czasem jak westchnie-nie
nadleci wietrzyk od mo-rza
Idziemy trzymając się
za ręce Joasia spała dwie go
dziny przed kolacją jest
wiec wypoczęta i gotowa
cliłonąć nowe wrażenia O 9
zaczyna się program -- w kaba-recie
Kręcimy się po Ram-bla- s
patrząc czy Fred z Tolą
lnie uadchodzą
ZM
Płomień był mały Zachybo-ta- ł
i zgasł
— Nie rozumiem jak to
jest — zaczęła — Musisz te-mu
się przeciwstawić
— Czemu nie przeciwsta-wiasz
się uprzedzeniom? —
powiedział
Nie odpowiedziała mu za-raz
Po tym co powiedział by-ła
przerwa i była cisza i był
jeszcze mrok I on nie mógł
dojrzeć jej twarzy bo było
ciemno I to wszystko było
teraz bo było ich dwoje I
tych dwoje nie mogło się
zrozumieć bo nie starali się
siebie dojrzeć gdy było wid-no
i nie widzieli siebie gdy
był mrok
— Uprzedzenia nie są cho-robą
— rzekła gdy już myślał
że nie odpowie
— Są wadą — odrzekł —
Czy to nie wszystko jedno!
W dole ulicą przejechał
ciężki pojazd W oknach mie-szkania
zadrżały szyby
— Wada nie jest chorobą
— wyjaśniła łagodnie
— Jest czymś co nie po-winno
być — odparł niewzru-szenie
Za ścianą radio znowu za-częło
grać Muzyka była sko-czna
żywa i słuchali jej teraz
z zainteresowaniem Słuchali
tej muzyki Zza ściany pły-nęły
dźwięki roznoszące me-lodię
rozpraszły nastrój sztu- -'
ie wytworzonego pesymiz-zawładał- y
człowiekiem
bez reszty przynosiły myśl
nową szczerą
— Jakie to śmieszne — po-wiedziała
po pewnym czasie
— Śmieszne — uniósł brwi
mimo ciemności
Są Tola z różami w ręce
Jedną daje Joasi Całuje ją
do dużej złoto
sab pełnej stoli-ków
wokół podium Z boku
bar Jest dopiero kilka osób
Ale jak by na sygnał nasze-go
zajęcia miejsc odzywa się
orkiestra Pijemy Coraz wię-cej
osób Spora część
to z Hi
Postawa wojsko-wa
przy bardzo młodym wie
ku A może oni tylko tak mło
do Nie są mło
dzi! Każda nowoczesna armia
jest bardzo młoda
- Gong! aktor
ki Jedna schodzi wchodzi
druga A oto gwóźdź
imitacja walki to-read- ora
z bykiem Ładnie tu-pie
trafnie
orkiestra ale mnie to nie bie-rze
po Paryżu a jeszcze bar-dziej
po Londynie
W "Bandzie"
robiono to bardziej
Oklaski zdawkowe żeg-nają
Niezbyt ła-dna
nie wiadomo jak zbudo-wana
kryjąc swe ciało cięż-kim
strojem Patrzymy na
siebie i na dwór
gdzie jest taki po-wietrza
i czerni obszytej
Pijemy kawę Tłumy Tu
chyba nikt nie śpi Z hoteli
płynie muzyka Ludzie wę-drują
wzdłuż całej Ramblas
Fred opowiada Joasi swe pla-ny
chce Tola
oczy odchyliła
głowę do tyłu Co tak szumi?
Ach to Dniestr naszej młodo-ści
Nie to noc barcelońska
ciepła i kojąca
melodią
Na tym kończy się
Ryszarda Czas na
mnie!
Drodzy Czytelnicy prawda
że Ryś zabawnie i romanty
cznie wam o sobie
Ja trochę wrócę do
W hotelu doszło do a- -
wantury zresztą nie było o
co Podobno zapewne mu się
zdawało Joasia oparła się mo-cno
na Fiedku Joasia zaś za
uważyła bujna
ze Ryś pod o-brus- em
ściskał rękę Toli Po
wtórzyli więc vwolnej prze
róbce walkę byków jaką ma
ło imitowały ak
torki kabaretu
Joasia wodę i
rurę palcem ob-lała
Rysia a później skutki
picia wódki wywaliła się
jak długa na rozlanej kału-ży
Całe szczęście że było
gorąco wyschli do momentu
gdy jedna z osób grająca by-ka
straciła życie
me dosłownie nadziawszy
swe gorejące serce na szpadę
torcadora
K
— To o czym mówimy —
wyjaśniła
— Wszystko ma swoją lo-giczność
— zaakcer vał
zwięźle
— Daj papierosa
Gdy zapalała zauważył na
jej twarzy zmarszczki w ką-cikach
ust Pomyślał wiedy
ze chociaż ze sobą są już dość
długo jakoś nigdy dotąd me
starał się jej zrozumieć
— Nie powinnaś palić —
powiedział —
się i wtedy co!
Roześmiała się i
się dymem jak to robił on
Zaraz też zaczęła kaszleć
Wtedy poczuł że jest mu jej
żal Podszedł nachylił się
nad nią wziął za ramiona i
stał tak bezradny nie wiedząc
co ma robić
— Już przeszło —
ocierając łzy — Wi-dzisz
nic mi nie jest
Lecz on dalej stał nad
nią tak jak przedtem i nie
wiedział co ma i
co ma robić i było mu jej
żal Było mu jej żal że ona
była taka a nie inna i że gdy-by
nie była taka byłaby inna
I to że była taka wszystko
to razem że by-ło
mu jej żel I gdy tak stał
nad nią taki bezradny i mil-czący
ona
— O co się Ty
nie jesteś chory ja nie mam
wady To my sami stwarzamy
sobie choroby sami sobie
wady Nie umie-my
żyć
— Nie umiemy żyć
wiedział
Jeśli nie byłeś Barcelonie
dźwięków
Wchodzimy
granatowej
pubti-znoś- ci
Amerykanie
szpankami
wyglądają?
Wychodzą
przed-stawienia
współtowarzyszy
warszawskiej
podnieca-jąco
odchodzącą
wychodzimy
przestwór
gwiazdami
emigrować
przymknęła
romantyczną
opowia-danie
opowiadał
rzeczywi-stości
wyobraźnia
zakochanych
atrakcyjnie
otworzywszy
zatknąwszy
oczywiście
U
Przyzwyczaisz
zaciągnęła
powie-działa
powiedzieć
spowodowało
powiedziała:
sprzeczamy!
wy-szukujemy
po- -
Kiedy się zbudzili gdzieś
koło południa ona poszła do
fryzjera on poszedł kupić no
wą butelkę brandy i na zgo-dę
wielkie pudło czekolady
Obiad zjedli wspólnie pod
pająkiem z weneckiego szkła
potem spakowali walizy roz-dali
napiwki a mechanik pod-prowadził
z garażu ich samo-chód
Załadowawszy bagażnik
ruszyli Ramblas była już do-syć
ożywiona ale jeszcze nie
tak jak nocą Jechali wzdłuż
morza które od czasu do cza-su
zasłaniały pagórki Nad
granicą teren zaczął sie pod
nosić gwałtownie
Francję brali prawie bez
zatrzymywań a Paryż powi-tał
ich deszczem Na kanale
była burza Londyn znów po
witał ich uśmiechem łagod-nego
słońca Parki piętrzyły
się zielenią Jakże inny świat
a też uroczy i tchnący spoko
jem Ten spokój wyspy u-dzi- ela
się ludziom nawet
tym którzy przybywają tu z
popsutymi przeżyciami ner-wowymi
Na Boże Narodzenie przy-jechała
do nich Basia Zaw-sze
marzyła o Londynie Ryś
pokazuje jej skarby Londynu
Słuchają uderzeń Big - Bena
oglądają zmianę warty przed
Buckingham Palące przemie-rzają
kilometry londyńskich
muzeów
Ryszard opiekuje sie nia
jak pisklęciem Cieszy się ka
zdym kawałkiem ciastka ja-kie
zniknie w jej ustach na-gle
zaczynają mu się podobać
rzeźby greckie w British Mu- -
seum bo podobają się Baci
czy cedry w Kew Gardens bo
zachwyciły Basieńke
Na wakacje ma przybyć To-li
syn Jemu pokaże Londyn
Joasia Nieujawnione macie-rzyństwo
we własnych dzie-ciach
których już mieć nie
będzie przelało się na niego
A nad Londynem rano po-jawia
się kula słoneczna abv
zakreśliwszy łuk zapaść na
zachodzie w mrok nocy Ka
żdy taki łuk to jeden dzień
Mijają dnie i znów pojadą do
Barcelony Rys i Joasia bo
jeśli nie byłeś w Barcelonie
Stefan Legcż)ński
i
tŁ iirpmvri ĆU7UT pnwrn W J RnnypMrlfS
Si
P
Si
fi
Di
Di
un
Di
w
Di
Di
TA
?j
'0!
Di
iJ P
Di P
Si
Ci
?
Si
U
H
fii
Di PUP
8
ppi
ps
wtx
B
$
tj-- i
i
i POMYŚLNEGO NOWEGO ROKU W
życzy fi
noioin iinnnnnmrn pn-rn- i imzn rULOlWł HnUUUVIH iHIULIUIVH
PARAFIA Świętego Józefa
Ks Tadeusz Peplowski — proboszcz!
Wojciech Lampa — przewodniczący
300 Court St Oshawa Ont
Tel 725-911- 0
tiMĄŚiuMm
WESOŁYCH ŚWIĄT
I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU
zasuła swei Klienteli i całej Polonii
tfjptfprn oexohaisa ui mm
Małachowski & Son Wmi
Nowe części i wszelkie reperacje 'SS
naszych Klientów wszystko bezpłatniejJ
725 Bloor St W
W
'a£M
Oshawa OńfĄ
70C Cl
Przyjemnych Śiuiąt Bożego NarodzeniaĘ
dnżo szczęścia Noiuym EokWśm mm
Roy Whittingłon
Radio TV
Bond
iMH
725-563- 3
tsm
feif!
ktnjn
Oshawalli
yyWV$vl!WWw$WM'a li
Moc serdecznych życzeńW$m
U1WUJ1 bWlĄT UUZJSUU NAKUDZEN(VKSS£J
zasuta swei Klienteli całei Pnltfnmmśłk
KENL0CH'S MENS WEft
Posiadamy garnitury płaszcze!pjf
wszelką galanterię męską najlepszycn
WĘ£m%%
10 King St OshawalÓritó
Tel 725-02- 33 '&MM
—£—
+mr
fk
PSi- -fl
J
dla
St
:£ł_ J?i1ł
u&'#ir-fłi-ł-- -s
i iv
wiwwww „ł_ fc-y- -w fttri
L
- -
"'
-
WJIT_ --L ł~( 1 f — Cs -- "o JJ££rS3M8 --Afcrf(S=Er5SiiiłLWSaSSS
KlT TKVŁT2!rf?t ffflpfc?fel£rZF7y
i i
I
Ą
-
i
tWra fslłr+s nflfrCr&M
— 4 --~— _- - 7mam
NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA WESOŁYC1
ŚWIĄT SZCZĘŚLIWEGO NOWEGOIidiWi
„„„„ u&u8m
nnnniflRi ni f a iiipnAtie! HUHUBftU L£ftfili:ff3
Nowoczesna pralnia chemicznalKM
zabieramy przywozimy doirfójY%$ś
Specjaliści koszul Czyścimy drapen0tpf]
299 Bloor St Tel 72§Si9
360 St W
'
NOWEGO
mm
Tel
Ont
SSt"3iW- -
& 3M5sSwP t&'iVr'i&'tv¥SS&i
irm
W
$t&xZK
I fitiwi
r
n
r
m„j
J?LLt1
do
od
W
IM
„„„
lrtA!
RON
Tel
--- jVf=-ł s!&a? H:iŁita-tfJvs- j '?Midfm
mi wsir FCV"
SM
"KłTHiAfŁ
BOŻEGO
DUŻO SZOZĘSCIi
W
xx-a- ™
Schofield-Ak- er Limited
REG AKER NORM RAIKE DON ELUSOltifó
"Mfe
Sprzedajemy wszystkie asekuracje
nieruchomości
King
„
ffcVŁ VVV#&5&VWf''V''irffŁ6&V5f
WESOŁYCH
ŚWIĄT
BOŻEGO
NARODZENIA
SZCZCŚLZWEGO
ŻYCZY
££l5r&5c4k5r4
Oshawa
BAILEY
723-226- 5
WwM
-- itm3s!t533
ywłss&ssa
WESOŁYCHńSWlm
NARODZEŃ
NOWYMfROKil
Oshawa Ont
-- 1?33L
ROKU
U-UI- Z
rnIS8S
1 ijMhitmP 92&temliifaf"l
Jordan Florist
M§m
vmHfimEKshK1i
fWMMZERkŁrjr lrmołr i-ftL-W-SSSI?
j tmaij --fc-
-r Tiełiiifi itf 'rliinń VWi"lT$Lc]Vf
Bukiety każda okazjo 4&sSitEaii
Również kwiaty zamówienie tclcgraficzafi!
i Amngron ayc usnawaąwnn Tel- - 728-944l- wI
SftJ§ & v
i
IrŁ
-- r
I i
m
i
-- „
:! vii''
i S- -
nJiniimi4 anłiwj i uji #3S
ir rrmt
na
na
Ł i au
%
i
I
i
t WL
iw
3%
vu
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, December 18, 1968 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1968-12-18 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000669 |
Description
| Title | 000436aa |
| OCR text | Kt r 4 m i: ! I 1 8frt'1 i ł M ihti mhi " rt J -- : ivy n :{ rJi 9K-J-: ł li-- ?lf mflK rr pmw ł ItóiS imsM ł 4? #fl "lP' ssr !gMmZPB T?!łp("fPPl STR 48 "ZWIĄZKOWIEC — NARODZENIE (Xm) 1968 W f &wB citfBi(ca nM tan _~-- H Shawy AS j§ Antoni JCzfowiln I Życzenia z Oshawy Ml I- -': u mmmm'm kS p 9 P SI fi" M 'i 'O! Ov" fi a Ti 9 P! i hi T fi Ig F4 fc'i b 18 SłSaSk a 8 K H) FI 1P BOŻE :% ja o 0X --??'r --r Wiązankę najlepszych Życzeń Świątecznych Noworocznych przesyła ifillias Electronic Sales Seruice SPECJALIŚCI OD RADIA TELEWIZJI SZYBKA DOBRA OBSŁUGA 1218 Simcoe Sr N Oshawa Ont y rt i 877 St Tel 725-290- 5 Najlepsze Życzenia Świąteczne Noworoczne składa King rauei %ud LTSStfZl' Oshawa 'ss''''''''t'„'i''7'0'ss nwo%no 'ssssssssssss Ą e lp WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU -- życzij swoim Klientom Oshawie Whilby okolicy Fox's Ladies' Wear Pierwszorzędna konfekcja damska Simcoe Sf Oshawa Ont Tel 725-151- 1 '#VVVVVVVVVVVVVV'V#VV MOC SERDECZNYCH ŻYCZEŃ SKŁADA POLONU OSIIAWSKIEJ Sastadian imperial Bank of Sosjerce ODDZIAŁY: King Simcoe Simcoe Athol St Oshawa Shopping Centrę 944 Simcoe St North Rosslyn Płoza Simcoe Ritson Wilson 01ivo OSHAWA Ont WUkMgi reCniVPII MADnnłPMiA życzy Ont ©shawa Wood Products Ltd - i r ' " x i 1 e-- C--I fr! O" i E n- - A--i I w i 7 S — & & & & iii l-- Ni Wszelki materia! do budowy nowych domów reperacji Main Office and Showroom Courticc St — Tel 723-161- 1 Oshawa Shopping Centrę Showroom Tel 728-161- 7 r v'vvvvvvuvvv#viC 1 I I ' ' i ' WESOŁYCI SWI4T BOŻEGO NARODZENIA I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU życzy swej Klienteli i całej Polonii OSHAWA HARDWARE & ELEGTR9C Skład towarów źela-ny- ch i farb Ceny bezkonkurencyjne 62 King St W — Oshawa Ont (corner Church St) " Tel 723-762- 4 H $ ''s'1™'™ ŻC (C yj 6i U U Ti Ć1IMAT n-oiiu- iA WIĄZANKĘ NAJLEPSZYCH --2YCZES TJ DNIU NARODZENIA I SZCZĘŚLIWEGO yj Murdoch lciurtry and Turney Insurance Limited FIRE — AUTO — CASUALTY — LIFE Sprzedajemy asekurację na Domy — Samochody — Interesy — życie osobiste i całych rodzin 37 King Street East — Oshawa Ont A? 4 u s -- i n a" j ir fi } =5 yj RS y-- j i W RADOSNYM BOŻEGO życzy as RS r Teł 728-513- 7 KS r' ROZMO Dzień się już skończył i by-ło szaro lecz jeszcze nie był wieczór i światła w pokoju nie trzeba było palić Roman Kłys wrócił z pracy zjadł o-bi- ad odpoczął i teraz stał przed lustrem i uważnym spojrzeniem badał siwiejące już skronie W fotelu obok siedziała żona — Id do fryzjera — po-wiedział: Na ten odgłos żona poru-sz} ła się w fotelu — Wifdziałam że pój-dziesz — nie podnosząc gło-wy powiedziała znad książki — Wiedziałaś — mruknął półgłosem — Uważasz — słowo padło nieokreślenie Roman Kłys poczuł się ob-rażony Odwrócił się od lu-stra i stanął teraz twarzą do żony — Nie uważam — rzekł głośno — Odczuwam — Odczuwasz! — żona ro-ześmiała się dyskretnie — Biedny mój chłopcze — rzek-ła ze współczuciem — Od-czuwasz! — Podniosła głowę i odłożyła książkę — Co od-czuwasz? — spytała — To twoje ciągłe uprze dzanie faktów — odrzekł w sposób nie budzący wątpliwo-ści Dawno już się nosił z za-miarem powiedzenia jej tego lecz jakoś nigdy nie miał ku temu sposobności Toteż wy-korzystał teraz ten moment i stał zadowolony że mu się to udało — Tu cię boli — zauważy-ła krótko — Ty wiesz — odpowie-dział Chodził po pokoju Deski parkietu poskrzypywały pod stopami Prostokątny dywan tłumił ich głos — Trzy — posłyszał głos żony — Co trzy? — zapytał nie przestając chodzić — Robisz trzy kroki Trzy w jedną stronę i trzy w dru-gą- — A ile mam robić? — od-powiedział pytaniem — Rób ile chcesz — wzru-szyła ramionami Roman Kłys zatrzymał się w pół kroku i popatrzał z po-litowaniem na żonę Potem jakby się zastanowił i potem znów rozległ się szelest kro-ków po dywanie — Po co to wszystko — o-dcz- wał się po jakimś czasie — Rób jak uważasz — od-powiedziała — Mówiłaś przed chwilą że wiedziałaś że pójdę do fry-zjera — Wiedziałam Kroki w pokoju ustały W lustrze ukazało się odbicie ciemnej postaci potem błysk zapałki i jasny punkcik tle-jącego się papierosa — Mógłbyś mnie poczęsto-wać — rzekła uśmiechając się blado gdy tak stał mil-cząc i palił —Przecież nie palisz — od-rzekł — Teraz bym zapaliła — powiedziała wciąż z tym bla-dym uśmiechem na ustach Przez chwilę się zawahał lecz zaraz wyciągnął rękę z pudełkiem papierosów w dło-ni — Proszę — powiedział Wzięła zapaliła i gdy wy-puszczała dym z ust poznał że się nie zaciągnęła Nic nie rzekł Patrzał teraz kącikiem oczu jak to zrobi następnym razem — Czego się denerwujesz — powiedziana przedtem strzepnąwszy popiół z papie-rosa do popielniczki Nie odpowiedział Przez szyby w oknach do mieszkania wdzierał się glos z ulicy Za ścianą ktoś słu--CJiaLra-dia Skoczne dźwięki muzyki przeniknęły akustycz-ną zaporę — O czym tak myślisz? — odezwała się gdy milczenie zdawało się trwać już zbyt dłu-go — O niczym — zbył krót-ko — Czego więc stoisz? — Bo tak chcę — odrzekł oschle Stukał teraz podeszwą bu-ta w podłogę wybijając takt jakiejś melodii Zaraz prze-stał — Miałeś iść do fryzjera — przypomniała — Miałem — podniósł gło-wę i bez zainteresowania spojrzał w okno Radio za ścianą przestało grać Speaker zapowiedział WA nową melodię Mrok do poko-ju wsączył się juz całkowicie — Czemu więc nie idziesz? — zapytała Podszedł i stanął wprost przed nią — Nie pójdę — rzekł — I Aa przeKor iodic: — uios mu 'się załamał bo się uniósł i ! był rozgniewany lecz dalej nim mówił choć on był taki Jco to gdy się go słyszy nie słyszy się nic więcej — Byś nie Mówiła ze wiedziałaś ze pójdę Żona w fotelu roześmiała się serdecznie — Jeżeli ma być tak wolę byś nic szedł — przez śmiech posłyszał jej głos i to go bar-dziej oburzyło W pokoju było już ciemno Na ulicy błyszczały latarnie Muzyka w radiu ustała Za ścianą słychać było teraz płacz dziecka Potem głos ko-biecy widocznie matki uspo-kajał dziecko i cicho nucił — Może — powiedział po chwili — A widzisz — żona odło-żyła papierosa — Nic nie widzę — odrzekł nie z myślą o tym że było ciemno — że z każdym dniem sta-jesz się bardziej nerwowy — Nie jestem nerwowy — odparł — Mówisz by tak powie-dzieć — rzekła — Czemuż więc denerwują ciebie rzeczy tak błahe? — Może — powiedział zno-wu Trzask pocieranej zapałki rozjaśnił przez chwilę mrok w Dokończenie ze str 47 którzy umieli posługiwać się żaglami Co należy podziwiać że jednak spora liczba ludzi — jak zauważył Fred — przez szereg miesięcy potra fiła gnieździć się w takiei klitce i nie zwariować Mieli wprawę powiedziała Tola przecież Barcelona jest naj bardziej zagęszczonym mia-stem świata dziś a co to by ło kilkaset lat temu Z pokładu na dno statku zeszliśmy po stromej drabin-ce Mroczno ale dużo powie-trza Podłoga krzywa potyka-my się jeden drugiego pod trzymuje Kilka niedużych dział kule obok muszkiety słaba obrona jednak przed korsarzami Wracamy ja idę ostatni przede mną wspina ę na drabinkę Toleczka Te biodra które mogły należeć do mnie Kładę jej dłoń na stopie ona zatrzymuje się na chwilę Ale już jesteśmy na pokładzie — Mimo wszystko nie pojechałabym z Kolum-bem mówi Joasia — Nie po-jechałabyś na pewno — mówi Fred podtrzymując ją gdy schodzą ze statku po śliskiej desce — bo Koluir kobiet nie woził! — E to mnie nie znasz — śmieje się Joanna Widzę o-b- ie jak idą jak siostry koło siebie Mówią ludzie że moż-na naprawdę tylko jedną ko-bietę kochać Ja kocham obie choć do jednej mam tylko prawo z jedną podpisałem kontrakt na całe życie Kapitan odebrawszy bile-- Jty chwyta za gitarę i przy śpiewując półgłosem napeł-nia nas ukojeni Córka Toleczki ma 'liczne różowe maleńkie uszka z pu-szkiem na którym złoci się słońce aksamitny połysk włosów Jest ubrana w zielo-ną sukienkę w duże kwiaty świat się zakołysał od obrotu statku od fali która uderzy-ła o brzuch czarnego okrętu który zasłonił nam nagle słońce Ujrzałem nie Basię imię córki Toli ale Tolecz-k- ę Leżymy nad wodą Od-rzuciła w tył głowę zamknę ła oczy Nachylam się nad nią Słonce w oczy jasność nie-bios Śródzicmnomorza Wieczór Miasto jak każde wielkie miasto Europy lśni nconamL Jest rozkosznie cie-pło Czasem jak westchnie-nie nadleci wietrzyk od mo-rza Idziemy trzymając się za ręce Joasia spała dwie go dziny przed kolacją jest wiec wypoczęta i gotowa cliłonąć nowe wrażenia O 9 zaczyna się program -- w kaba-recie Kręcimy się po Ram-bla- s patrząc czy Fred z Tolą lnie uadchodzą ZM Płomień był mały Zachybo-ta- ł i zgasł — Nie rozumiem jak to jest — zaczęła — Musisz te-mu się przeciwstawić — Czemu nie przeciwsta-wiasz się uprzedzeniom? — powiedział Nie odpowiedziała mu za-raz Po tym co powiedział by-ła przerwa i była cisza i był jeszcze mrok I on nie mógł dojrzeć jej twarzy bo było ciemno I to wszystko było teraz bo było ich dwoje I tych dwoje nie mogło się zrozumieć bo nie starali się siebie dojrzeć gdy było wid-no i nie widzieli siebie gdy był mrok — Uprzedzenia nie są cho-robą — rzekła gdy już myślał że nie odpowie — Są wadą — odrzekł — Czy to nie wszystko jedno! W dole ulicą przejechał ciężki pojazd W oknach mie-szkania zadrżały szyby — Wada nie jest chorobą — wyjaśniła łagodnie — Jest czymś co nie po-winno być — odparł niewzru-szenie Za ścianą radio znowu za-częło grać Muzyka była sko-czna żywa i słuchali jej teraz z zainteresowaniem Słuchali tej muzyki Zza ściany pły-nęły dźwięki roznoszące me-lodię rozpraszły nastrój sztu- -' ie wytworzonego pesymiz-zawładał- y człowiekiem bez reszty przynosiły myśl nową szczerą — Jakie to śmieszne — po-wiedziała po pewnym czasie — Śmieszne — uniósł brwi mimo ciemności Są Tola z różami w ręce Jedną daje Joasi Całuje ją do dużej złoto sab pełnej stoli-ków wokół podium Z boku bar Jest dopiero kilka osób Ale jak by na sygnał nasze-go zajęcia miejsc odzywa się orkiestra Pijemy Coraz wię-cej osób Spora część to z Hi Postawa wojsko-wa przy bardzo młodym wie ku A może oni tylko tak mło do Nie są mło dzi! Każda nowoczesna armia jest bardzo młoda - Gong! aktor ki Jedna schodzi wchodzi druga A oto gwóźdź imitacja walki to-read- ora z bykiem Ładnie tu-pie trafnie orkiestra ale mnie to nie bie-rze po Paryżu a jeszcze bar-dziej po Londynie W "Bandzie" robiono to bardziej Oklaski zdawkowe żeg-nają Niezbyt ła-dna nie wiadomo jak zbudo-wana kryjąc swe ciało cięż-kim strojem Patrzymy na siebie i na dwór gdzie jest taki po-wietrza i czerni obszytej Pijemy kawę Tłumy Tu chyba nikt nie śpi Z hoteli płynie muzyka Ludzie wę-drują wzdłuż całej Ramblas Fred opowiada Joasi swe pla-ny chce Tola oczy odchyliła głowę do tyłu Co tak szumi? Ach to Dniestr naszej młodo-ści Nie to noc barcelońska ciepła i kojąca melodią Na tym kończy się Ryszarda Czas na mnie! Drodzy Czytelnicy prawda że Ryś zabawnie i romanty cznie wam o sobie Ja trochę wrócę do W hotelu doszło do a- - wantury zresztą nie było o co Podobno zapewne mu się zdawało Joasia oparła się mo-cno na Fiedku Joasia zaś za uważyła bujna ze Ryś pod o-brus- em ściskał rękę Toli Po wtórzyli więc vwolnej prze róbce walkę byków jaką ma ło imitowały ak torki kabaretu Joasia wodę i rurę palcem ob-lała Rysia a później skutki picia wódki wywaliła się jak długa na rozlanej kału-ży Całe szczęście że było gorąco wyschli do momentu gdy jedna z osób grająca by-ka straciła życie me dosłownie nadziawszy swe gorejące serce na szpadę torcadora K — To o czym mówimy — wyjaśniła — Wszystko ma swoją lo-giczność — zaakcer vał zwięźle — Daj papierosa Gdy zapalała zauważył na jej twarzy zmarszczki w ką-cikach ust Pomyślał wiedy ze chociaż ze sobą są już dość długo jakoś nigdy dotąd me starał się jej zrozumieć — Nie powinnaś palić — powiedział — się i wtedy co! Roześmiała się i się dymem jak to robił on Zaraz też zaczęła kaszleć Wtedy poczuł że jest mu jej żal Podszedł nachylił się nad nią wziął za ramiona i stał tak bezradny nie wiedząc co ma robić — Już przeszło — ocierając łzy — Wi-dzisz nic mi nie jest Lecz on dalej stał nad nią tak jak przedtem i nie wiedział co ma i co ma robić i było mu jej żal Było mu jej żal że ona była taka a nie inna i że gdy-by nie była taka byłaby inna I to że była taka wszystko to razem że by-ło mu jej żel I gdy tak stał nad nią taki bezradny i mil-czący ona — O co się Ty nie jesteś chory ja nie mam wady To my sami stwarzamy sobie choroby sami sobie wady Nie umie-my żyć — Nie umiemy żyć wiedział Jeśli nie byłeś Barcelonie dźwięków Wchodzimy granatowej pubti-znoś- ci Amerykanie szpankami wyglądają? Wychodzą przed-stawienia współtowarzyszy warszawskiej podnieca-jąco odchodzącą wychodzimy przestwór gwiazdami emigrować przymknęła romantyczną opowia-danie opowiadał rzeczywi-stości wyobraźnia zakochanych atrakcyjnie otworzywszy zatknąwszy oczywiście U Przyzwyczaisz zaciągnęła powie-działa powiedzieć spowodowało powiedziała: sprzeczamy! wy-szukujemy po- - Kiedy się zbudzili gdzieś koło południa ona poszła do fryzjera on poszedł kupić no wą butelkę brandy i na zgo-dę wielkie pudło czekolady Obiad zjedli wspólnie pod pająkiem z weneckiego szkła potem spakowali walizy roz-dali napiwki a mechanik pod-prowadził z garażu ich samo-chód Załadowawszy bagażnik ruszyli Ramblas była już do-syć ożywiona ale jeszcze nie tak jak nocą Jechali wzdłuż morza które od czasu do cza-su zasłaniały pagórki Nad granicą teren zaczął sie pod nosić gwałtownie Francję brali prawie bez zatrzymywań a Paryż powi-tał ich deszczem Na kanale była burza Londyn znów po witał ich uśmiechem łagod-nego słońca Parki piętrzyły się zielenią Jakże inny świat a też uroczy i tchnący spoko jem Ten spokój wyspy u-dzi- ela się ludziom nawet tym którzy przybywają tu z popsutymi przeżyciami ner-wowymi Na Boże Narodzenie przy-jechała do nich Basia Zaw-sze marzyła o Londynie Ryś pokazuje jej skarby Londynu Słuchają uderzeń Big - Bena oglądają zmianę warty przed Buckingham Palące przemie-rzają kilometry londyńskich muzeów Ryszard opiekuje sie nia jak pisklęciem Cieszy się ka zdym kawałkiem ciastka ja-kie zniknie w jej ustach na-gle zaczynają mu się podobać rzeźby greckie w British Mu- - seum bo podobają się Baci czy cedry w Kew Gardens bo zachwyciły Basieńke Na wakacje ma przybyć To-li syn Jemu pokaże Londyn Joasia Nieujawnione macie-rzyństwo we własnych dzie-ciach których już mieć nie będzie przelało się na niego A nad Londynem rano po-jawia się kula słoneczna abv zakreśliwszy łuk zapaść na zachodzie w mrok nocy Ka żdy taki łuk to jeden dzień Mijają dnie i znów pojadą do Barcelony Rys i Joasia bo jeśli nie byłeś w Barcelonie Stefan Legcż)ński i tŁ iirpmvri ĆU7UT pnwrn W J RnnypMrlfS Si P Si fi Di Di un Di w Di Di TA ?j '0! Di iJ P Di P Si Ci ? Si U H fii Di PUP 8 ppi ps wtx B $ tj-- i i i POMYŚLNEGO NOWEGO ROKU W życzy fi noioin iinnnnnmrn pn-rn- i imzn rULOlWł HnUUUVIH iHIULIUIVH PARAFIA Świętego Józefa Ks Tadeusz Peplowski — proboszcz! Wojciech Lampa — przewodniczący 300 Court St Oshawa Ont Tel 725-911- 0 tiMĄŚiuMm WESOŁYCH ŚWIĄT I SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU zasuła swei Klienteli i całej Polonii tfjptfprn oexohaisa ui mm Małachowski & Son Wmi Nowe części i wszelkie reperacje 'SS naszych Klientów wszystko bezpłatniejJ 725 Bloor St W W 'a£M Oshawa OńfĄ 70C Cl Przyjemnych Śiuiąt Bożego NarodzeniaĘ dnżo szczęścia Noiuym EokWśm mm Roy Whittingłon Radio TV Bond iMH 725-563- 3 tsm feif! ktnjn Oshawalli yyWV$vl!WWw$WM'a li Moc serdecznych życzeńW$m U1WUJ1 bWlĄT UUZJSUU NAKUDZEN(VKSS£J zasuta swei Klienteli całei Pnltfnmmśłk KENL0CH'S MENS WEft Posiadamy garnitury płaszcze!pjf wszelką galanterię męską najlepszycn WĘ£m%% 10 King St OshawalÓritó Tel 725-02- 33 '&MM —£— +mr fk PSi- -fl J dla St :£ł_ J?i1ł u&'#ir-fłi-ł-- -s i iv wiwwww „ł_ fc-y- -w fttri L - - "' - WJIT_ --L ł~( 1 f — Cs -- "o JJ££rS3M8 --Afcrf(S=Er5SiiiłLWSaSSS KlT TKVŁT2!rf?t ffflpfc?fel£rZF7y i i I Ą - i tWra fslłr+s nflfrCr&M — 4 --~— _- - 7mam NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA WESOŁYC1 ŚWIĄT SZCZĘŚLIWEGO NOWEGOIidiWi „„„„ u&u8m nnnniflRi ni f a iiipnAtie! HUHUBftU L£ftfili:ff3 Nowoczesna pralnia chemicznalKM zabieramy przywozimy doirfójY%$ś Specjaliści koszul Czyścimy drapen0tpf] 299 Bloor St Tel 72§Si9 360 St W ' NOWEGO mm Tel Ont SSt"3iW- - & 3M5sSwP t&'iVr'i&'tv¥SS&i irm W $t&xZK I fitiwi r n r m„j J?LLt1 do od W IM „„„ lrtA! RON Tel --- jVf=-ł s!&a? H:iŁita-tfJvs- j '?Midfm mi wsir FCV" SM "KłTHiAfŁ BOŻEGO DUŻO SZOZĘSCIi W xx-a- ™ Schofield-Ak- er Limited REG AKER NORM RAIKE DON ELUSOltifó "Mfe Sprzedajemy wszystkie asekuracje nieruchomości King „ ffcVŁ VVV#&5&VWf''V''irffŁ6&V5f WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA SZCZCŚLZWEGO ŻYCZY ££l5r&5c4k5r4 Oshawa BAILEY 723-226- 5 WwM -- itm3s!t533 ywłss&ssa WESOŁYCHńSWlm NARODZEŃ NOWYMfROKil Oshawa Ont -- 1?33L ROKU U-UI- Z rnIS8S 1 ijMhitmP 92&temliifaf"l Jordan Florist M§m vmHfimEKshK1i fWMMZERkŁrjr lrmołr i-ftL-W-SSSI? j tmaij --fc- -r Tiełiiifi itf 'rliinń VWi"lT$Lc]Vf Bukiety każda okazjo 4&sSitEaii Również kwiaty zamówienie tclcgraficzafi! i Amngron ayc usnawaąwnn Tel- - 728-944l- wI SftJ§ & v i IrŁ -- r I i m i -- „ :! vii'' i S- - nJiniimi4 anłiwj i uji #3S ir rrmt na na Ł i au % i I i t WL iw 3% vu |
Tags
Comments
Post a Comment for 000436aa
