000100b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
m
A
fi!
„uenle P°P'"dneh'odelnk6w--
wmwego M S Poniatowski który priybyt
M Ledsiy kuchan Zygmunt Btonski aby się
: bratem bliźniakiem Jankiem
5ytn
50"—" fl ~CoI0I"wB skiei
Crofne
sirony Tomasia
ambasadzie reiymowei
i
W--- 1' noonów mir Tomasza Zygmunł ucieka
tl SIC " :iil i_i 11
_ Truoy prłri'u" "" w iym U P-- "1
p j aresiowany przez władze sowieckie w
I' kid prjyor' ""="- - I w
LisW 0Ma uJa(! mu się jednak zbiec z Rosji na
kS '"
i-ł"- -a
le
w
n- -
l"ie" v X X
Ł nrut innpon vvić™o
Ul Tomasz - '- - " " Z i--™ „ "CT rTlpm 20 OOnWUuic łu wmuui mani r?ch i ze JezeU nie będzi? Słuchał' t0
I bko rnoge spowuuuwui- - jegu dieszio- -
feiie
Heportacje "v uLiui ""-- j "wi wi
m ci nale wpadło do głowy zęby go 'i narzeczoną brata?
_
Tomasz uśmiechną : var się
_- - niolp Tii7 od dawna nn7f „Wcale we &"- - -- — - —- -
™porasłem żeby go jaknajmocme]
'' tmeiszMii emigracyjnym środowis- -
rwm mocniej będzie z tym środowiskiem
hny u"
Łituje- -
HIOŁIIIL-- J je "
lmiint nic spiesz 'V- - szedł schodami
W"! ciilfainn w mvślarh ink-i-n
Irriacodmejszcgo ' najbezpieczniejszego
U dostania się z pułapki
fiokumenty miał przy sobie i rzekomy brak
bentow dh ijiiw „ —j n
Armunt nic czul się w tej cnwm na siłach
bneffo wypowiedzenia Tomaszowi posłu- -
N'e miaf a0Kaa Pr2ea nnn ucieKac
sieuKrc
iDoskonale zdawał sobie sprawę z tego jaka
Ibota czeka w Lwerpoolu Domyślał się ze
1 20 uzyc jaKo biepe narzęuue iru jaKiejs
tUei albo propagandowej roboty
lOhuerając drzwi mieszkania zastanawiał
zasvmulowac cnoroDę: doicsci omaie- -
'tez zwichnięcie nogi przy upadku?
ft korytarzu było ciemno a przez szparę
tonami prowaazącymi ao pokoju £yg-- 3
sączyło się światło Zdziwiony pchnął
ido pokoju
cnuin- -
!ia łozku tak jak wtedy kiedy ją zobaczył
i pierwszy z rękami podłożonymi pod
leżała Truda
I-Tr-uda!!
— krzyknął z tak szczerym wy- -
em radości ze az ją tym zaskoczył Usiadła
iii przyglądając mu się z zaintere- -
liem:
łvuivuw
hia
Co ci się zes się taK za
ii'
padł i pocałował ją w obydwa
Truda kochanie! pojęcia
lesze że cię widzę
nan majora
r"""-- i
_„- -
stało mną
obok niej
Nie masz jak
I-UśWmiełacśhnnęieła wsidięzępożbełasżilęiwciieeszysz ale twoja
i nie wygląda na radość bezinteresowną
cię coś mocno przyprzeć do muru
Ujął w swoje ręce jej obydwie dłonie
Akksanw Dumas
I
Streszczenie poprzednich odcinków
iraind Dantes żeglarz z Marsylii oskarłony niewinnie
nrth rywali o udział w spisku bonapartystów zo-łtrłto- ny
do wlezienia Zaprzyjaźnił się łam z opałem
MJry przekazał mu tajemnice ukrytych skareow co
a z wlezienia I odnalezieniu skarbów Dantes wraca ii pod przybranym nazwiskiem hrabiego Monte
Nabywszy Paląc w Parytu demoniczny monie
inaidule w sferach arystokratycznych swych daw- -
W96W I omotujc ich siecią intryg by wywrzeć na
straszliwa zemstę
Przebacz mi — rzekł Morrcl tonem bła- -
W - Teraz gdy cię juz zobaczyłem od--
a? natychmiast A z panem d'fcpinay co
ao?
- Pan d'Epinay przybył dla podpisania
w tej właśnie chwili gdy moja aoura
ostatnie wydała tchnienie
Nem dał sic słyszeć odgłos otwierających
JłKrwii stąpania najpierw po posadzce ko
pa potem zas po schodach
ramię później rozległ się łoskot zamy- -
"larzwi na dole i znów kroki wracające
-- Ojciec odprowadził doktora — rzekła
-J- !yna — i zamknął drzwi wejściowe Tc- -
możesz onuścić tetm domu az iutro rano
°M- - Co zrobimy? — zapytał niespokojnie
--"Niań
-- Kie pozostaje nic innego jak tylko to
-- ? senronił w pokoju dziadka
J to mam iść do pana Noirtiera'
"się Walentyno!
wdz spokoiny dziadek iest jedynym
i? przyjacielem 1 to niezawodnym Toteż
IJJj? tam zaprowadzę
znaleźli sie w nokoiu Noirtiera sta- -
'3 czuwał jeszcze
nawrzyńczp — npVa Walentyna —
!] drzwi i n : _:k_„
wtier siedział w ewum fnioin Gdv ui- -
godzącą wnuczkę radość zabłysła w
"Dr°gi dziadku — rzekła dziewczyna to- -
""łsiej powagi — tobie jednemu mogę
Kuaystkłe me smutki i nadzieje
"Hityk riaJ Tn1 „„: -- „! itrłorlv
fr&j " '"wiew lx icjvk i F"!"" krzesła chorego
'ustawiam ci dziaduniu pana Mor--
'fl3 SUDCa 7 Marcirlii s rin1-17- m k"s7a- - remŁ ""J"" v ™iJ J
n--- iJ ~ Przyznał starzec
Manowane nazwisso i -- iu
-- -o Morrel możp ip :ła-nv- m uczynić [i aaJąc trzydzieśri" lat ?alpdwie iest
sPahis°w i oficerem legii
Sie klwiorl7 rl7inr1miil! — mó- -
--W- V UIUVU_
Napoleon Sadek
k 3
ES
(powieść z życia obecnej
— Ależ Truda! Wiesz ze od pierwszej
chwili czułem dla ciebie sympatię
— Nie miałam okazji zauważyć Widocz-nie
okazywałeś mi sympatię w niewłaściwy
sposób Ale to nieważne Mow o co chodzi
Dowiedziałam się od Matyldy ze mnie szukasz
Wcześniej przyjść nie mogłam bo ostatnio
miałam pewne komplikacje i kłopoty
— Mówiła mi Matylda — powiedział Zyg-munt
— ze wrócił twój narzeczony
Skrzywiła się i machnęła ręką
— Mniejsza z tym to nię wazne Mówmy
teraz o tobie Co ci się stało? Czy jakaś przy- krość z policją?
— Gorzej — powiedział Zygmunt
— Gorzej9 Co mozc byc gorszego od złych
stosunków z policją?
Opowiedział jej pokrótce jaka perfidną pu-łapkę
zastawił na niego major Tomasz
— Czeka na mnie na dole w aucie — za-kończył
opowiadanie — razem z jakimś z mon-golska
wyglądającym spolnikiem Mam z tym
spolnikiem jechać teraz do Liverpoolu
— Poco? — spytała Truda
— Nie powiedzieli mi poco Domyślam się
że jakaś propagandowa albo sabotażowa robota
— A ty chcesz jechać?
— Naturalnie ze nie chcę
Truda obojętnie zapaliła papierosa
— Dlaczego nie chcesz? Czy za mało płacą?
Spojrzał na nią zdumiony
— Czyś ty nic z tego zrozumiała co ci opo-wiedziałem?
Wzruszyła ramionami
—Wprost przeciwnie zrozumiałam dosko-nale
ze major Tomasz wie o tobie wszystko ze
ma cię całkowicie w rękach i że chce żebyś
kontynuował jakąś polityczną robotę którą
przedtym robił twój brat Czy dobrze zrozu-miałam?
— Tak Ale czy wiesz co to za robota?
— Nie wiem ale domyślam się że nic nad-zwyczajnego
Jeżeli John ją robił to prawdopo-dobnie
robił ją dla zarobku i widocznie mu się
opteciło Więc jeżeli cię proszą żebyś go zas-tąpił
to poco im się sprzeciwiać i poco narażać?
Tymbardziej że jak twierdzisz mają cię w rę-kach
i przez zemstę mogą cię łatwo wykończyć
Za oknem zabrzmiał niecierpliwie sygnak
samochodowej trąbki
— Więc radzisz mi żebym pojechał? zapy-tał
Zygmunt
— Ja ci nic nie radzę — odpowiedziała Tru-da
— Ale moim zdaniem nie ma sensu zaczynać
gggggggggagggggssasjesgsssgsaagssssssssssssssssi
vz
77 m
III! liii MONTE CHUISTO 1
:!Iilll!l!!!!ll!llllllll!ll Illllllillllllllllllllllllllllllllll IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIMII IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIHIII
łlhTm
wiła dalej Walentyna — że go kocham i ze
pragnę zostać jego żoną Gdyby chcieli mnie
zmusić do zaślubienia innego to raczej zabiję
się Przychodzimy więc do ciebie oboje byś był
nam hrezą i obroną
Noirtier utkwił wzrok przenikliwy w Mor-rel- u
jakby chciał tym sposobem powiedzieć:
zobaczymy
Moircl postanowił porozumieć się jakoś z
dziadkiem i kiedy Walentyna wróciła do swych
smutnych obowiązków wziął słownik papier
pióro i dopiero tak uzbrojony usiadł przed
starcem
Opowiedział mu wszystko Kiedy jednak
przyznał się ze Walentyna postanowiła nawet
opuścić dom ojca Noirtier wyraził swe niezado-wolenie
wielokrotnym mruganiem powiek _ A więc tak czynić nic należy? — zapy-tał
Morrcl
— Nic- -
Maksymilian mówił dalej Starzec dał mu
wreszcie do zrozumienia ze należy czekać cier-pliwie
na dalsze wypadki
— Pan mógłby nam przyjść z pomocą? —
zapytsł młodzieniec
— Tak
— Jest pan tego pewien?
— Tak
W oku starca widniała taka pewność sie-bie
ze nie można było wątpić
— Dzięki ci panie za twe dobre chęci
Lecz jakim sposobem jeżeli cud boski nie
przywróci ci mowy przykuty do krzesła i nie-my
mógłbyś być zdolny do prze wstawienia się
związkowi z panem d'EpnM
'Uśmiech rozjaśnił t- - - arca uśmiech
niezwykły nadprzyrodzon
— Więc rozkazuje 'nn czekać?
— Tak
— Ależ akt ślubny!
Znów ten s'„m uśmiech na twarzy i
w oczach
— Chcesz pan powiedzieć ze akt ten nic
będzie podpisany?
— Tak- -
Ta obietnha bezwładnego starca wzbudziła
cień niewiary w duszy młodzieńca co się od-biło
natvchmias- - na jego twarzy Zauważył to
paralityk Wyraz jego oczu stał się gniewny i
surowy
— Gniewasz się na mnie panie?
Wyraz twarzy starca pozostał nie zmienio-ny
oczy ciskały groźne błyskawice
— Czegóż chcesz ode mnie? Domagasz się
zapewnp bym wierzył bez zastrzeżeń twym
słowom?
Wyraz twarzy Noirtiera złagodniał
'ZWIĄZKOWIEC" KWIECIEŃ (Ąprj) 6 _ 1957
emigracji)
18
z ludźmi którzy zbyt wiele o lobie wiedzą
Lepiej z nimi wojny nie prowadzić
— Więc co robie?
— Rob jak uważasz
Zygmunt podniósł się
— Więc powiadasz 7eby z nimi nic prowa-dzić
wojny? Zęby robie wszystko co każą? A
czy wiesz co mi major Tomasz doradza?
— Co?
— żebym się ożenił z narzeczoną mojego brata Elżbietą Łaską
Truda zmarszczyła czoło
— Poco?
— Prawdopodobnie poto zeby mocniej upo-zorować
ze to ja jestem John żeby nikt nic
miał żadnych wątpliwości
Truda skrzywiła się pogardliwie
— Idiotyczny i niebezpieczny pomysł Chy-ba
się na taki nonsens nie zgodzisz?
— Przecież sama mnie namawiasz zeby im
się nie opierać
Gniewnie poderwała się z łozka
— Nic przekręcaj moich słów! Do niczego
cię nic namawiam! Ja tjlko głośno analizowa-łam
sytuację Ale w żadnym wypadku nic mo-żesz
dopuścić do tego zeby taki dureń dyspono-wał
z kim masz się ozenic'
— A jeżeli zmnie muszą do tego szantażem?
— To się nie dasz
— A jazeli zagrożą wydaniem policji
— Ukryjesz się
— Gdzie? Ja tu nikogo nic znam nic mam
gdzie się ukryć
— Nie martw się o to Juz ja cię ukryję
Za oknem znowu rozległ się sygnał sa- mochodu
—Niecierpliwią się — mruknął Zygmunt
Z nagłą decyzją Truda olworzyia drzwi na
korytarz
— Nie pojedziesz! — powiedziała -- - Cze-kaj
tu az wrócę! Ja sobie z nimi pogadam
Truda tanecznym krokiem wyszła z sieni
podeszła do auta otworzyła drzwiczki i pochy-liła
się z uśmiechem do nachmurzonego majo-ra
Tomasza
— Hallo majorze! Dawno pana nic widzia-łam
jak się pan czuje?
— Dziękuję dobrze — mrukliwie odpowie-dział
nasrozony Tomasz — Czy panią przysłał
Błoński?
— Nie — odpowiedziała Truda nie przes-tając
słodko się uśmiechać — Nikt mnie nie
— Więc żądasz bym ci przysiągł że za-niecham
swych Dlanów że pozostanę bezczynny?
— Tak
Morrel widząc że starzec tak wielką do lej
przysięgi przywiązuje wagę podniósł z deter-minacją
rękę w górę i oświadczył uroczyście:
— Przysięgam! Przysięgam na mój honor
że nie rozpocznę żadnych zabiegów
— Dobrze — wyraził wzrok starca
— A teraz co mi rozkażesz panie? Mozc
mam się oddalić?
— Tak
Młodzieniec skłonił się z szacunkiem i wy-szedł
W przedpokoju czekał na niego stary
Wawrzyniec który przeprowadził go przez
ciemny korytarz następnie zawiódł do bocznych
drzwi i wypuścił poza obręb pałacu
Na zegarze kościelnym wybiła właśnie pier-wsza
po północy
Rozdzi ał JV
WYJAWIENIE TAJEMNICY
Liczne grono osób z najwyższego towarzys-twa
paryskiego zebrało się rano przed bramą
pałacu VilIcfortow Jednak zamiast jednemu
dwóm pogrzebom towarzyszyć mieli na cmen-tarz
Pere-Lachai- se
Pomiędzy młodzieżą arystokratyczną która
licznie się stawiła zjawił się Franciszek d'Epi-na- y
dopiero co przybyły do Paryża
Po zakończeniu żałobnej uroczystości pro-kurator
królewski zabrał przyszłego zięcia do
pałacu aby odbyć z nirn zaraz bardzo ważną
iozmcwę Zawiadomił go przede wszystkim c
ostatnim życzeniem zmarłej było aby ślub jej
wnuczki Walentyny z Franciszkiem d'Epinay
odbył się jak najprędzej bez względu na żałobę
Pani de Saint-Mcra- n w przcdzień swej śmierci
zapisała cały swoi majątek Walentynie Ville-fo- rt
był zdania ze najlepiej będzie jeśli akt
ślubny wraz z intercyzą zostanie spisany od
razu w obecności notariusza Walentyna wyje-chałaby
potem na kilka miesięcy do swych dóbr
i dopiero po jej powrocie odbyłby się ślub koś-cielny
W ten sposób zostałyby zachowane for-my
przyzwoitości a skrócenie czasu żałoby nie
byłoby tak przykre dla młodej panny
D'Epinay który doświadczał pewnych skru-pułów
zgodził się wreszcie na projekt proku-ratora
Wiadomość o podpisaniu aktu ślubnego
w tak szybkim czasie uderzyła w Walentynę jak
piorun Chciała pobiec do dziadka ale pan de
ViIlefort spotkał" ją na schodach wziął za rękę
i zaprowadził przemocą niemal do salonu gdzie
niebawem zaczęli się zbierać wszyscy mający
wziąć dział w uroczystości Najpierw przybył
notariusz a potem Franciszek wraz z przy-jaciółmi
Notariusz przygotowawszy wszystko zwró-cił
się najpierw do d'Epinaya:
— Winienem pana uprzedzić że związek
pański z panną de 'illefort zmienił w zupełnoś-ci
rozporządzenia pana Noirtiera dotyczące je-go
wnuczki Cały majątek bowiem który miała
odziedziczyć zapisał z tego powodu na ubogich
— Tak jest — dodał Villefort — czuję się
jednak w obowiązku nadmienić że dopóki ja
żyję testament mego ojca pozostanie nie-naruszony
przysyłał Przyszłam tu z własnej nieprzymu-szonej
woli
— Poco?
— żeby z panem pomówić
— O czym?
—O sprawach które obchodzą nas
obydwóch ) — Mianowicie?
— O moim przyjacielu panu Błońskim
Tomasz usiłował byc jak najbardziej iro-niczny
— O którego Błońskiego chodzi? O tego
który żyje czy o tego który nic żyje?
Truda przestała się uśmiechać
— O obydwóch Bo ten który nie żyje opo- wiadał mi o panu pewne rzeczy które mogą
się przydać temu który żyje
Major Tomasz zmierzył ją surowym spoj-rzeniem
— Nie rozumiem o co pani chodzi
— Nie szkodzi Jak zajdzie potrzeba zro-zumie
pan dokładnie
— Niepotrzebnie pani się wtrąca do nic-swoic- h
spraw
— Ma pan rację majorze Tym bardziej ze
nie lubię się wtrącać do spraw polittycznych
juz z dwojga złego wolę kryminalne
— Więc poco się pani wtrąca?
— Bo bardzo lubię tego chłopca Kto wie
czy się nawet nic zdecyduję wyjść za niego
zamąz Więc gdyby go chciał ktoś skrzywdzić
będę zmuszona go bronić
Pochyliła się do majora Tomasza i zakoń-czjł- a
z filuternym patosem:
— Do ostatniej kropli krwi
— Zeby się pani przy lej obronie nic
poparzyła
— Jak będzie pożar spalimy się wszyscy
Tomasz znowu usiłował nadać rozmowie ton
żartobliwy
— Widzę ze grozisz moja mała?
Odpoyyicdziała mu takim samym tonem:
— Nic mój maleńki nic grożę Wykła-dam
tylko karty na stół Pan dużo wie o moim
przyjacielu Błońskim a ja coś niecoś wiem o
panu Pańskie wiadomości mogą być bardzo
cenne dla policji moje mogą być nie mniej
cenne
— Radzę ci moja mała nie wsadzaj pal-ca
między drzwi
— A ja ci radzę mój maleńki zamknij
drzwi za Błońskim i nie szukaj go więcej Roz-bolał
go żołądek i niestety do Liverpoolu nic
pojedzie
Major Tomasz położył dłoń na klamce da-jąc
tym Trudzie do zrozumienia że ma zamiar
drzwiczki zamknąć
— Nie szkodzi — powiedział siląc się na
obojętność — ten wyjazd był bez znaczenia
Chciałem przede wszystkim wybadać jego lo-jalność
Proszę go ode mnie pozdrowić i ży-czyć
mu szybkiego powrotu do zdrowia
Truda uśmiechnęła się słodKo
—Uprzejmie panu 'W jego imieniu dzięku-ję
za życzenia
f t'mg2!zfi5igesaeiexac'2&&&
— Panic — odpowiedział d'Epinay — przy-kro
mi niewymownie iż w obecności panny dc
Villefort poruszane są podobne kwestie Nic
pytałem wcale jaki posiada majątek zwłaszczj
że w każdym wypadku będzie on znacznie więk-szy
od mojego Zawieram związek ten dlatego
tylko iz widzę w nim osobiste szczęście
Walentyna gdy usłyszała te słowa uczyni
ła ledwo dostrzegalny gest podzięki przy czyrr
ciche łzy popłynęły po jej licach
— A więc dajmy pokój — powiedział dc
Villcfort — tym wszystkim majątkowym
sprawom
Podczas tej rozmowy ukazał- - się niespo
dziewanie w salonie stary sługa Noirtiera Waw-rzyniec
i przemówił głosem dziwnie uroczystym:
— Panowie pan Noirtier dc Villcfort
pragnie pomówić natychmiast z panem Fran-ciszkiem
dc CJuesncl baronem dEpinay
— Prośba twego pana jest niemożliwa do
spełnienia — odpowiedział prokurator królew-ski
— pan baron d'Epinay nic mozc teraz opuś-cić
salonu
— Pan mój — oświadczył bardzo stanowczo
Wawrzyniec — prosi pana barona o łaskawe
przybycie do niego natychmiast Jeżeliby pan
baron d'Epinay nie zechciał przyjść do niego
to każe się wtedy zanieść do salonu
Kiedy Villcfort protestować zaczął d'Epinay
oświadczył stanowczo:
— Ponieważ pan Noirtier ze mną widzieć
się pragnie najprostszą będzie rzeczą gdy y
udam się do niego Bardzo jestem nawet za-dowolony
ze będę miał sposobność złożenia mu
wyrazów szacunku Od dawna bowiem pragną-łem
przekonać pana Noirtiera ze niuzasadnio-n- a
być może żywi do mnie antypatię
Teraz juz i Villefort nie mógł się sprzeci-wiać
Nic pozostało mu nic innego jak podążyć
za wszystkimi do pokoju pana Noirtiera klórj
czekał na gości ubrany w czarny strój yyizylowy
Villefort zbliżył się do ojca i rzekł:
— Oto jest pan Franciszek d'Epinay któ
rego pragnąłeś mieć u siebie a który przybył
posłuszny twemu vezvariiu
Noirtier odopowiedział na te słowa spój
rżeniem niechętnym a następnie patrzeć zaczął
na Walentynę Gdy ta się doń zbliżyła utkwi'
wzrok w szufladzie biurka
— Mam otworzyć tę szufladę czy tak
dziaduniu?
— Tak
Skoro panna Villefort hpełniła rozkaz uj-rzano
iż w szufladzie znajdowały się jakieś pa
piery zaś z boku leżał kluczyk stalowy
— Mam ci podać te papiery dziadku?
— Nie
— A więc kluczyk?
— Tak
Wzrok starca zwrócił się wtedy na małe
dawnej roboty biurcczko w kącie pokoju sto
jące
— Czy mam otworzyć jedną z szuflad biu-reczk- a
tego? Która? Lewą może?
— Nie
— Więc prawą?
— Tak
Walentyna otworzyła wskazaną szufladę i
wydostała z niej plikę papierów
Jedyny Polski Salon
Piękności
Marya's Beauiy Parlor
Specjalizacja w trwalej
Ondulacji "Pcrraanent
Wavcs"
216 Bathursł St EM 84432
P
BIERZESZ
ślub?
Skorzystaj z naszej wypoży-czalni
strojów ślubnych
256 Collego — WA 2-09-
91
556 Yongo — WA 2-32- 70
RE -- 2200
'Ł'poł-ialiil- a dla
pnnów ob} dwu
— dla
pań tlko przy
Yoneo bl
JA£XnuuL2
9i
L'aiiWMMitŁ!'WflWiws'jiiietr
Zawiadamiamy naszych
KLIENTÓW
że obecnlo prócz WĘGLA mamy na
sprzedaż i dostarczamy do
olej do opalu
"WHITE ROSĘ"
Dzwoń do
POLSKIEJ SKŁADNICY OPALU
Telefon
składu
polskiego
406
Gilbert
Avenue
sklcpnch
domów
118
(dwa dwa lero icro)
ADWOKACI —
J S WILLIAMS
(J Grocholski)
Roal Bank Bulldlng
8 KING STREET EAST
"okój 508
Telefon EM 4-85-
94
3P
W A LENCKI
BA LUB
polski adwokat
CONCOURSE BLDG
100 Adelaldo Sł W Room 107
Tel EM 6-41-
82
Biur EM 8-174-
6-7 Roz-R- E 3296
LOUIS J ZUKER
Adwokat Notariusz
514 Dundas W Toronło Onł
(róg Spadlna)
mmmmmmmmmmmmmummmmmmmmmmmmmmĘmmm
Andrew E McKague
Adwokał Obrońca
Załatwia sprawy wieczorami
I na zamówienie
Room 201 Northern Ontario
Building
Office: EM 4-13-
94
I
V
—
r
—
JAN JAREMKO
ADWOKAT
Q C A ALA
195 Tempie nldg 12 Richmond St W Toionto om (róg liny)
Tel biurowy: CM 3 W4
Domowy: VA 1-7I- J8
V
BOLESŁAW I B
STANISZEWSKI BA
ADWOKAT NOTARIUSZ
OBROŃCA
Wspólnik firmy prawniczej
Bagwcll Stcvens i Staniszewski
372 Bay St Pokój 506 Toronto
Telefon: EM 3-0427-
8-9 wieczorami od 7—9 w gabinecie
220 RoneesValcs Avo LE 20846
Stephen Zahumeny BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
1009 Lumsdcr liuilding
6 Adolaide St E Toronto Ont
Tel biurowy: EM 4-62-
17 domowy: PL 7-06-
12
ADWOKAT
Dr Stanisław Wcisło
320 Bay Slreet tel: EM 4-24- 53
49S
GEORGE BEN B A
ADWOKAT I NOTARJUSZ '" Mówi po polsku
1147 Dundas St W - Toronto
Tel LE 4-84-
31 i LE 4-84- 32 s
m
114
itm
i 3BfM
"JJ€ii-#- l
rt-SV„-
T- iBŁ
1 sSKJ&i v J153E
i # mm -
lwBi
IfMi
Hiffiwy
Wite--
i rastiMJit} flSKW i S UfiS B Ł VUi 111 filii
Iifes!
7wirtiet
jrr-ty-- rt (s ri
WbZV--is- ftt SSUI
i PPfll El
Vii
4 I SHŁ'K3tó8jYriWcif3Rl ifltłJ3lTVłTia?W K'" miwmm
trfi-L- f ffi2rijj-i'łi- % mwi&mwmmmrmmj ii iillf)
MmMm WmMMH
i III pif? i
i IĘfmllmmi
i B&PifMfi? ! PmmWin
Hmmmtł j
t rs"'Afflfij'arl t3 ałi F Beu iB-fi-- W Ył MimmMi
NfcB&yfiBSwra
iSŁ--i:5Krj- t ' assi&Hnifcsa
iMmśk vi
4fł Iłł ym-- i
fsSt IJTMj R A -- mwmł3£"1C1
Mlmmm
wmmmś Pil
mmmumum wrn ua
5t
i$&&
-- ¥
--ł" &:J§ImXś
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, April 06, 1957 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1957-04-06 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000092 |
Description
| Title | 000100b |
| OCR text | m A fi! „uenle P°P'"dneh'odelnk6w-- wmwego M S Poniatowski który priybyt M Ledsiy kuchan Zygmunt Btonski aby się : bratem bliźniakiem Jankiem 5ytn 50"—" fl ~CoI0I"wB skiei Crofne sirony Tomasia ambasadzie reiymowei i W--- 1' noonów mir Tomasza Zygmunł ucieka tl SIC " :iil i_i 11 _ Truoy prłri'u" "" w iym U P-- "1 p j aresiowany przez władze sowieckie w I' kid prjyor' ""="- - I w LisW 0Ma uJa(! mu się jednak zbiec z Rosji na kS '" i-ł"- -a le w n- - l"ie" v X X Ł nrut innpon vvić™o Ul Tomasz - '- - " " Z i--™ „ "CT rTlpm 20 OOnWUuic łu wmuui mani r?ch i ze JezeU nie będzi? Słuchał' t0 I bko rnoge spowuuuwui- - jegu dieszio- - feiie Heportacje "v uLiui ""-- j "wi wi m ci nale wpadło do głowy zęby go 'i narzeczoną brata? _ Tomasz uśmiechną : var się _- - niolp Tii7 od dawna nn7f „Wcale we &"- - -- — - —- - ™porasłem żeby go jaknajmocme] '' tmeiszMii emigracyjnym środowis- - rwm mocniej będzie z tym środowiskiem hny u" Łituje- - HIOŁIIIL-- J je " lmiint nic spiesz 'V- - szedł schodami W"! ciilfainn w mvślarh ink-i-n Irriacodmejszcgo ' najbezpieczniejszego U dostania się z pułapki fiokumenty miał przy sobie i rzekomy brak bentow dh ijiiw „ —j n Armunt nic czul się w tej cnwm na siłach bneffo wypowiedzenia Tomaszowi posłu- - N'e miaf a0Kaa Pr2ea nnn ucieKac sieuKrc iDoskonale zdawał sobie sprawę z tego jaka Ibota czeka w Lwerpoolu Domyślał się ze 1 20 uzyc jaKo biepe narzęuue iru jaKiejs tUei albo propagandowej roboty lOhuerając drzwi mieszkania zastanawiał zasvmulowac cnoroDę: doicsci omaie- - 'tez zwichnięcie nogi przy upadku? ft korytarzu było ciemno a przez szparę tonami prowaazącymi ao pokoju £yg-- 3 sączyło się światło Zdziwiony pchnął ido pokoju cnuin- - !ia łozku tak jak wtedy kiedy ją zobaczył i pierwszy z rękami podłożonymi pod leżała Truda I-Tr-uda!! — krzyknął z tak szczerym wy- - em radości ze az ją tym zaskoczył Usiadła iii przyglądając mu się z zaintere- - liem: łvuivuw hia Co ci się zes się taK za ii' padł i pocałował ją w obydwa Truda kochanie! pojęcia lesze że cię widzę nan majora r"""-- i _„- - stało mną obok niej Nie masz jak I-UśWmiełacśhnnęieła wsidięzępożbełasżilęiwciieeszysz ale twoja i nie wygląda na radość bezinteresowną cię coś mocno przyprzeć do muru Ujął w swoje ręce jej obydwie dłonie Akksanw Dumas I Streszczenie poprzednich odcinków iraind Dantes żeglarz z Marsylii oskarłony niewinnie nrth rywali o udział w spisku bonapartystów zo-łtrłto- ny do wlezienia Zaprzyjaźnił się łam z opałem MJry przekazał mu tajemnice ukrytych skareow co a z wlezienia I odnalezieniu skarbów Dantes wraca ii pod przybranym nazwiskiem hrabiego Monte Nabywszy Paląc w Parytu demoniczny monie inaidule w sferach arystokratycznych swych daw- - W96W I omotujc ich siecią intryg by wywrzeć na straszliwa zemstę Przebacz mi — rzekł Morrcl tonem bła- - W - Teraz gdy cię juz zobaczyłem od-- a? natychmiast A z panem d'fcpinay co ao? - Pan d'Epinay przybył dla podpisania w tej właśnie chwili gdy moja aoura ostatnie wydała tchnienie Nem dał sic słyszeć odgłos otwierających JłKrwii stąpania najpierw po posadzce ko pa potem zas po schodach ramię później rozległ się łoskot zamy- - "larzwi na dole i znów kroki wracające -- Ojciec odprowadził doktora — rzekła -J- !yna — i zamknął drzwi wejściowe Tc- - możesz onuścić tetm domu az iutro rano °M- - Co zrobimy? — zapytał niespokojnie --"Niań -- Kie pozostaje nic innego jak tylko to -- ? senronił w pokoju dziadka J to mam iść do pana Noirtiera' "się Walentyno! wdz spokoiny dziadek iest jedynym i? przyjacielem 1 to niezawodnym Toteż IJJj? tam zaprowadzę znaleźli sie w nokoiu Noirtiera sta- - '3 czuwał jeszcze nawrzyńczp — npVa Walentyna — !] drzwi i n : _:k_„ wtier siedział w ewum fnioin Gdv ui- - godzącą wnuczkę radość zabłysła w "Dr°gi dziadku — rzekła dziewczyna to- - ""łsiej powagi — tobie jednemu mogę Kuaystkłe me smutki i nadzieje "Hityk riaJ Tn1 „„: -- „! itrłorlv fr&j " '"wiew lx icjvk i F"!"" krzesła chorego 'ustawiam ci dziaduniu pana Mor-- 'fl3 SUDCa 7 Marcirlii s rin1-17- m k"s7a- - remŁ ""J"" v ™iJ J n--- iJ ~ Przyznał starzec Manowane nazwisso i -- iu -- -o Morrel możp ip :ła-nv- m uczynić [i aaJąc trzydzieśri" lat ?alpdwie iest sPahis°w i oficerem legii Sie klwiorl7 rl7inr1miil! — mó- - --W- V UIUVU_ Napoleon Sadek k 3 ES (powieść z życia obecnej — Ależ Truda! Wiesz ze od pierwszej chwili czułem dla ciebie sympatię — Nie miałam okazji zauważyć Widocz-nie okazywałeś mi sympatię w niewłaściwy sposób Ale to nieważne Mow o co chodzi Dowiedziałam się od Matyldy ze mnie szukasz Wcześniej przyjść nie mogłam bo ostatnio miałam pewne komplikacje i kłopoty — Mówiła mi Matylda — powiedział Zyg-munt — ze wrócił twój narzeczony Skrzywiła się i machnęła ręką — Mniejsza z tym to nię wazne Mówmy teraz o tobie Co ci się stało? Czy jakaś przy- krość z policją? — Gorzej — powiedział Zygmunt — Gorzej9 Co mozc byc gorszego od złych stosunków z policją? Opowiedział jej pokrótce jaka perfidną pu-łapkę zastawił na niego major Tomasz — Czeka na mnie na dole w aucie — za-kończył opowiadanie — razem z jakimś z mon-golska wyglądającym spolnikiem Mam z tym spolnikiem jechać teraz do Liverpoolu — Poco? — spytała Truda — Nie powiedzieli mi poco Domyślam się że jakaś propagandowa albo sabotażowa robota — A ty chcesz jechać? — Naturalnie ze nie chcę Truda obojętnie zapaliła papierosa — Dlaczego nie chcesz? Czy za mało płacą? Spojrzał na nią zdumiony — Czyś ty nic z tego zrozumiała co ci opo-wiedziałem? Wzruszyła ramionami —Wprost przeciwnie zrozumiałam dosko-nale ze major Tomasz wie o tobie wszystko ze ma cię całkowicie w rękach i że chce żebyś kontynuował jakąś polityczną robotę którą przedtym robił twój brat Czy dobrze zrozu-miałam? — Tak Ale czy wiesz co to za robota? — Nie wiem ale domyślam się że nic nad-zwyczajnego Jeżeli John ją robił to prawdopo-dobnie robił ją dla zarobku i widocznie mu się opteciło Więc jeżeli cię proszą żebyś go zas-tąpił to poco im się sprzeciwiać i poco narażać? Tymbardziej że jak twierdzisz mają cię w rę-kach i przez zemstę mogą cię łatwo wykończyć Za oknem zabrzmiał niecierpliwie sygnak samochodowej trąbki — Więc radzisz mi żebym pojechał? zapy-tał Zygmunt — Ja ci nic nie radzę — odpowiedziała Tru-da — Ale moim zdaniem nie ma sensu zaczynać gggggggggagggggssasjesgsssgsaagssssssssssssssssi vz 77 m III! liii MONTE CHUISTO 1 :!Iilll!l!!!!ll!llllllll!ll Illllllillllllllllllllllllllllllllll IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIMII IIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIHIII łlhTm wiła dalej Walentyna — że go kocham i ze pragnę zostać jego żoną Gdyby chcieli mnie zmusić do zaślubienia innego to raczej zabiję się Przychodzimy więc do ciebie oboje byś był nam hrezą i obroną Noirtier utkwił wzrok przenikliwy w Mor-rel- u jakby chciał tym sposobem powiedzieć: zobaczymy Moircl postanowił porozumieć się jakoś z dziadkiem i kiedy Walentyna wróciła do swych smutnych obowiązków wziął słownik papier pióro i dopiero tak uzbrojony usiadł przed starcem Opowiedział mu wszystko Kiedy jednak przyznał się ze Walentyna postanowiła nawet opuścić dom ojca Noirtier wyraził swe niezado-wolenie wielokrotnym mruganiem powiek _ A więc tak czynić nic należy? — zapy-tał Morrcl — Nic- - Maksymilian mówił dalej Starzec dał mu wreszcie do zrozumienia ze należy czekać cier-pliwie na dalsze wypadki — Pan mógłby nam przyjść z pomocą? — zapytsł młodzieniec — Tak — Jest pan tego pewien? — Tak W oku starca widniała taka pewność sie-bie ze nie można było wątpić — Dzięki ci panie za twe dobre chęci Lecz jakim sposobem jeżeli cud boski nie przywróci ci mowy przykuty do krzesła i nie-my mógłbyś być zdolny do prze wstawienia się związkowi z panem d'EpnM 'Uśmiech rozjaśnił t- - - arca uśmiech niezwykły nadprzyrodzon — Więc rozkazuje 'nn czekać? — Tak — Ależ akt ślubny! Znów ten s'„m uśmiech na twarzy i w oczach — Chcesz pan powiedzieć ze akt ten nic będzie podpisany? — Tak- - Ta obietnha bezwładnego starca wzbudziła cień niewiary w duszy młodzieńca co się od-biło natvchmias- - na jego twarzy Zauważył to paralityk Wyraz jego oczu stał się gniewny i surowy — Gniewasz się na mnie panie? Wyraz twarzy starca pozostał nie zmienio-ny oczy ciskały groźne błyskawice — Czegóż chcesz ode mnie? Domagasz się zapewnp bym wierzył bez zastrzeżeń twym słowom? Wyraz twarzy Noirtiera złagodniał 'ZWIĄZKOWIEC" KWIECIEŃ (Ąprj) 6 _ 1957 emigracji) 18 z ludźmi którzy zbyt wiele o lobie wiedzą Lepiej z nimi wojny nie prowadzić — Więc co robie? — Rob jak uważasz Zygmunt podniósł się — Więc powiadasz 7eby z nimi nic prowa-dzić wojny? Zęby robie wszystko co każą? A czy wiesz co mi major Tomasz doradza? — Co? — żebym się ożenił z narzeczoną mojego brata Elżbietą Łaską Truda zmarszczyła czoło — Poco? — Prawdopodobnie poto zeby mocniej upo-zorować ze to ja jestem John żeby nikt nic miał żadnych wątpliwości Truda skrzywiła się pogardliwie — Idiotyczny i niebezpieczny pomysł Chy-ba się na taki nonsens nie zgodzisz? — Przecież sama mnie namawiasz zeby im się nie opierać Gniewnie poderwała się z łozka — Nic przekręcaj moich słów! Do niczego cię nic namawiam! Ja tjlko głośno analizowa-łam sytuację Ale w żadnym wypadku nic mo-żesz dopuścić do tego zeby taki dureń dyspono-wał z kim masz się ozenic' — A jeżeli zmnie muszą do tego szantażem? — To się nie dasz — A jazeli zagrożą wydaniem policji — Ukryjesz się — Gdzie? Ja tu nikogo nic znam nic mam gdzie się ukryć — Nie martw się o to Juz ja cię ukryję Za oknem znowu rozległ się sygnał sa- mochodu —Niecierpliwią się — mruknął Zygmunt Z nagłą decyzją Truda olworzyia drzwi na korytarz — Nie pojedziesz! — powiedziała -- - Cze-kaj tu az wrócę! Ja sobie z nimi pogadam Truda tanecznym krokiem wyszła z sieni podeszła do auta otworzyła drzwiczki i pochy-liła się z uśmiechem do nachmurzonego majo-ra Tomasza — Hallo majorze! Dawno pana nic widzia-łam jak się pan czuje? — Dziękuję dobrze — mrukliwie odpowie-dział nasrozony Tomasz — Czy panią przysłał Błoński? — Nie — odpowiedziała Truda nie przes-tając słodko się uśmiechać — Nikt mnie nie — Więc żądasz bym ci przysiągł że za-niecham swych Dlanów że pozostanę bezczynny? — Tak Morrel widząc że starzec tak wielką do lej przysięgi przywiązuje wagę podniósł z deter-minacją rękę w górę i oświadczył uroczyście: — Przysięgam! Przysięgam na mój honor że nie rozpocznę żadnych zabiegów — Dobrze — wyraził wzrok starca — A teraz co mi rozkażesz panie? Mozc mam się oddalić? — Tak Młodzieniec skłonił się z szacunkiem i wy-szedł W przedpokoju czekał na niego stary Wawrzyniec który przeprowadził go przez ciemny korytarz następnie zawiódł do bocznych drzwi i wypuścił poza obręb pałacu Na zegarze kościelnym wybiła właśnie pier-wsza po północy Rozdzi ał JV WYJAWIENIE TAJEMNICY Liczne grono osób z najwyższego towarzys-twa paryskiego zebrało się rano przed bramą pałacu VilIcfortow Jednak zamiast jednemu dwóm pogrzebom towarzyszyć mieli na cmen-tarz Pere-Lachai- se Pomiędzy młodzieżą arystokratyczną która licznie się stawiła zjawił się Franciszek d'Epi-na- y dopiero co przybyły do Paryża Po zakończeniu żałobnej uroczystości pro-kurator królewski zabrał przyszłego zięcia do pałacu aby odbyć z nirn zaraz bardzo ważną iozmcwę Zawiadomił go przede wszystkim c ostatnim życzeniem zmarłej było aby ślub jej wnuczki Walentyny z Franciszkiem d'Epinay odbył się jak najprędzej bez względu na żałobę Pani de Saint-Mcra- n w przcdzień swej śmierci zapisała cały swoi majątek Walentynie Ville-fo- rt był zdania ze najlepiej będzie jeśli akt ślubny wraz z intercyzą zostanie spisany od razu w obecności notariusza Walentyna wyje-chałaby potem na kilka miesięcy do swych dóbr i dopiero po jej powrocie odbyłby się ślub koś-cielny W ten sposób zostałyby zachowane for-my przyzwoitości a skrócenie czasu żałoby nie byłoby tak przykre dla młodej panny D'Epinay który doświadczał pewnych skru-pułów zgodził się wreszcie na projekt proku-ratora Wiadomość o podpisaniu aktu ślubnego w tak szybkim czasie uderzyła w Walentynę jak piorun Chciała pobiec do dziadka ale pan de ViIlefort spotkał" ją na schodach wziął za rękę i zaprowadził przemocą niemal do salonu gdzie niebawem zaczęli się zbierać wszyscy mający wziąć dział w uroczystości Najpierw przybył notariusz a potem Franciszek wraz z przy-jaciółmi Notariusz przygotowawszy wszystko zwró-cił się najpierw do d'Epinaya: — Winienem pana uprzedzić że związek pański z panną de 'illefort zmienił w zupełnoś-ci rozporządzenia pana Noirtiera dotyczące je-go wnuczki Cały majątek bowiem który miała odziedziczyć zapisał z tego powodu na ubogich — Tak jest — dodał Villefort — czuję się jednak w obowiązku nadmienić że dopóki ja żyję testament mego ojca pozostanie nie-naruszony przysyłał Przyszłam tu z własnej nieprzymu-szonej woli — Poco? — żeby z panem pomówić — O czym? —O sprawach które obchodzą nas obydwóch ) — Mianowicie? — O moim przyjacielu panu Błońskim Tomasz usiłował byc jak najbardziej iro-niczny — O którego Błońskiego chodzi? O tego który żyje czy o tego który nic żyje? Truda przestała się uśmiechać — O obydwóch Bo ten który nie żyje opo- wiadał mi o panu pewne rzeczy które mogą się przydać temu który żyje Major Tomasz zmierzył ją surowym spoj-rzeniem — Nie rozumiem o co pani chodzi — Nie szkodzi Jak zajdzie potrzeba zro-zumie pan dokładnie — Niepotrzebnie pani się wtrąca do nic-swoic- h spraw — Ma pan rację majorze Tym bardziej ze nie lubię się wtrącać do spraw polittycznych juz z dwojga złego wolę kryminalne — Więc poco się pani wtrąca? — Bo bardzo lubię tego chłopca Kto wie czy się nawet nic zdecyduję wyjść za niego zamąz Więc gdyby go chciał ktoś skrzywdzić będę zmuszona go bronić Pochyliła się do majora Tomasza i zakoń-czjł- a z filuternym patosem: — Do ostatniej kropli krwi — Zeby się pani przy lej obronie nic poparzyła — Jak będzie pożar spalimy się wszyscy Tomasz znowu usiłował nadać rozmowie ton żartobliwy — Widzę ze grozisz moja mała? Odpoyyicdziała mu takim samym tonem: — Nic mój maleńki nic grożę Wykła-dam tylko karty na stół Pan dużo wie o moim przyjacielu Błońskim a ja coś niecoś wiem o panu Pańskie wiadomości mogą być bardzo cenne dla policji moje mogą być nie mniej cenne — Radzę ci moja mała nie wsadzaj pal-ca między drzwi — A ja ci radzę mój maleńki zamknij drzwi za Błońskim i nie szukaj go więcej Roz-bolał go żołądek i niestety do Liverpoolu nic pojedzie Major Tomasz położył dłoń na klamce da-jąc tym Trudzie do zrozumienia że ma zamiar drzwiczki zamknąć — Nie szkodzi — powiedział siląc się na obojętność — ten wyjazd był bez znaczenia Chciałem przede wszystkim wybadać jego lo-jalność Proszę go ode mnie pozdrowić i ży-czyć mu szybkiego powrotu do zdrowia Truda uśmiechnęła się słodKo —Uprzejmie panu 'W jego imieniu dzięku-ję za życzenia f t'mg2!zfi5igesaeiexac'2&&& — Panic — odpowiedział d'Epinay — przy-kro mi niewymownie iż w obecności panny dc Villefort poruszane są podobne kwestie Nic pytałem wcale jaki posiada majątek zwłaszczj że w każdym wypadku będzie on znacznie więk-szy od mojego Zawieram związek ten dlatego tylko iz widzę w nim osobiste szczęście Walentyna gdy usłyszała te słowa uczyni ła ledwo dostrzegalny gest podzięki przy czyrr ciche łzy popłynęły po jej licach — A więc dajmy pokój — powiedział dc Villcfort — tym wszystkim majątkowym sprawom Podczas tej rozmowy ukazał- - się niespo dziewanie w salonie stary sługa Noirtiera Waw-rzyniec i przemówił głosem dziwnie uroczystym: — Panowie pan Noirtier dc Villcfort pragnie pomówić natychmiast z panem Fran-ciszkiem dc CJuesncl baronem dEpinay — Prośba twego pana jest niemożliwa do spełnienia — odpowiedział prokurator królew-ski — pan baron d'Epinay nic mozc teraz opuś-cić salonu — Pan mój — oświadczył bardzo stanowczo Wawrzyniec — prosi pana barona o łaskawe przybycie do niego natychmiast Jeżeliby pan baron d'Epinay nie zechciał przyjść do niego to każe się wtedy zanieść do salonu Kiedy Villcfort protestować zaczął d'Epinay oświadczył stanowczo: — Ponieważ pan Noirtier ze mną widzieć się pragnie najprostszą będzie rzeczą gdy y udam się do niego Bardzo jestem nawet za-dowolony ze będę miał sposobność złożenia mu wyrazów szacunku Od dawna bowiem pragną-łem przekonać pana Noirtiera ze niuzasadnio-n- a być może żywi do mnie antypatię Teraz juz i Villefort nie mógł się sprzeci-wiać Nic pozostało mu nic innego jak podążyć za wszystkimi do pokoju pana Noirtiera klórj czekał na gości ubrany w czarny strój yyizylowy Villefort zbliżył się do ojca i rzekł: — Oto jest pan Franciszek d'Epinay któ rego pragnąłeś mieć u siebie a który przybył posłuszny twemu vezvariiu Noirtier odopowiedział na te słowa spój rżeniem niechętnym a następnie patrzeć zaczął na Walentynę Gdy ta się doń zbliżyła utkwi' wzrok w szufladzie biurka — Mam otworzyć tę szufladę czy tak dziaduniu? — Tak Skoro panna Villefort hpełniła rozkaz uj-rzano iż w szufladzie znajdowały się jakieś pa piery zaś z boku leżał kluczyk stalowy — Mam ci podać te papiery dziadku? — Nie — A więc kluczyk? — Tak Wzrok starca zwrócił się wtedy na małe dawnej roboty biurcczko w kącie pokoju sto jące — Czy mam otworzyć jedną z szuflad biu-reczk- a tego? Która? Lewą może? — Nie — Więc prawą? — Tak Walentyna otworzyła wskazaną szufladę i wydostała z niej plikę papierów Jedyny Polski Salon Piękności Marya's Beauiy Parlor Specjalizacja w trwalej Ondulacji "Pcrraanent Wavcs" 216 Bathursł St EM 84432 P BIERZESZ ślub? Skorzystaj z naszej wypoży-czalni strojów ślubnych 256 Collego — WA 2-09- 91 556 Yongo — WA 2-32- 70 RE -- 2200 'Ł'poł-ialiil- a dla pnnów ob} dwu — dla pań tlko przy Yoneo bl JA£XnuuL2 9i L'aiiWMMitŁ!'WflWiws'jiiietr Zawiadamiamy naszych KLIENTÓW że obecnlo prócz WĘGLA mamy na sprzedaż i dostarczamy do olej do opalu "WHITE ROSĘ" Dzwoń do POLSKIEJ SKŁADNICY OPALU Telefon składu polskiego 406 Gilbert Avenue sklcpnch domów 118 (dwa dwa lero icro) ADWOKACI — J S WILLIAMS (J Grocholski) Roal Bank Bulldlng 8 KING STREET EAST "okój 508 Telefon EM 4-85- 94 3P W A LENCKI BA LUB polski adwokat CONCOURSE BLDG 100 Adelaldo Sł W Room 107 Tel EM 6-41- 82 Biur EM 8-174- 6-7 Roz-R- E 3296 LOUIS J ZUKER Adwokat Notariusz 514 Dundas W Toronło Onł (róg Spadlna) mmmmmmmmmmmmmummmmmmmmmmmmmmĘmmm Andrew E McKague Adwokał Obrońca Załatwia sprawy wieczorami I na zamówienie Room 201 Northern Ontario Building Office: EM 4-13- 94 I V — r — JAN JAREMKO ADWOKAT Q C A ALA 195 Tempie nldg 12 Richmond St W Toionto om (róg liny) Tel biurowy: CM 3 W4 Domowy: VA 1-7I- J8 V BOLESŁAW I B STANISZEWSKI BA ADWOKAT NOTARIUSZ OBROŃCA Wspólnik firmy prawniczej Bagwcll Stcvens i Staniszewski 372 Bay St Pokój 506 Toronto Telefon: EM 3-0427- 8-9 wieczorami od 7—9 w gabinecie 220 RoneesValcs Avo LE 20846 Stephen Zahumeny BA ADWOKAT I NOTARIUSZ 1009 Lumsdcr liuilding 6 Adolaide St E Toronto Ont Tel biurowy: EM 4-62- 17 domowy: PL 7-06- 12 ADWOKAT Dr Stanisław Wcisło 320 Bay Slreet tel: EM 4-24- 53 49S GEORGE BEN B A ADWOKAT I NOTARJUSZ '" Mówi po polsku 1147 Dundas St W - Toronto Tel LE 4-84- 31 i LE 4-84- 32 s m 114 itm i 3BfM "JJ€ii-#- l rt-SV„- T- iBŁ 1 sSKJ&i v J153E i # mm - lwBi IfMi Hiffiwy Wite-- i rastiMJit} flSKW i S UfiS B Ł VUi 111 filii Iifes! 7wirtiet jrr-ty-- rt (s ri WbZV--is- ftt SSUI i PPfll El Vii 4 I SHŁ'K3tó8jYriWcif3Rl ifltłJ3lTVłTia?W K'" miwmm trfi-L- f ffi2rijj-i'łi- % mwi&mwmmmrmmj ii iillf) MmMm WmMMH i III pif? i i IĘfmllmmi i B&PifMfi? ! PmmWin Hmmmtł j t rs"'Afflfij'arl t3 ałi F Beu iB-fi-- W Ył MimmMi NfcB&yfiBSwra iSŁ--i:5Krj- t ' assi&Hnifcsa iMmśk vi 4fł Iłł ym-- i fsSt IJTMj R A -- mwmł3£"1C1 Mlmmm wmmmś Pil mmmumum wrn ua 5t i$&& -- ¥ --ł" &:J§ImXś |
Tags
Comments
Post a Comment for 000100b
