000367b |
Previous | 11 of 14 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
(nj_
:Si
rr1 J0 jt j£ i-Ł-
33
( t ti C3 j-Jj-fir
_ił~-7Bi- B W!: - rtv t'W4Mkv£K
ff¥M!l
'J'J)l U m_ ll1 l„-nnK- tti lIlU grrlłUMMTC!lJ 1I 1U1cJrTf-Urti-ntUlI ! H '5tKo Hanka bjla ciągle młoda dziew-Mi?:- "
tana wjpadkami na rozstajnych
'Złunra trzeba tylko
'TZMiń?C
mocno za re--
??ff° Uele chce od ciebie W pierwszm
tncdz-- e musisz mi obiecać ze o naszym
ntp nowiesz Georgowi
"- - "- - 3BIU
piaczego- -
Bo od tej chwili musimy byc podwójnie
Lewa ręka nie powinna wiedzieć co
" _ Vm TVlt niQ TinWIDm 7(tnlltln noDrze ii- - iiu ii%- - u"ik-u- i' ŁuuŁiid
? ?Ip robi ale nie mosac sie zrin- -
wi-astepn- ie shoro juz iidinuwitas ueor-CJewstai- dł
o jakieś papiery dla mnie
irzJ pilnować by to zrobił jeszcze w
L? vni7 nnnnłurlniu w domu t-av-pI
r George chciał cię gdzieś wyciągnąć czy
EjJie rozumiem czym ci w tym pomogę?
Ł-B-poc
° tieDle spuhujny ic ci sie nic zte- -
Stanie ze w nic nowego nie zostaniesz
esźata
UWwc jednak w la niedzielę cos się stanie
[}jjie wiem Haniu To zależy od pogody
£jual się — Przyrzekasz? Good girl' Pa--
ijwiec Gongowi ani siowa o naszym spoi-rozmow- ie
i planach papiery dla mnie
iyiazd z Kanach i siedzenie kołkiem w do- -
i-fa-miewni
Mai™
iiih z mm rozmawiać chciała choćby
lego patrzeć i doszukiwać się podobicn-dolTAMTEG- O Marka Zabawy spojrzał
jfna zegarek i stwierdził z żalem ze juz
gf Została więc sama Przygnębiona i
ywajaca te uczucia jakie dawniej wyśmie
li ZWieiidJdL} l- -il 3"ł JJ ŁawiCUilUHLII w
mi koleżanek — Dobrze ci tak — pomy- -
'wloncu ze złością — Jeżeli kilka poca
łuj przUulcn przy świetle księżyca na
lilie u starczą by ci w głowie zawrócić
iciijz równowagi i złamać serce cierp i M
arek istotnie nie miał czasu na sentymen--
'jątrzenie w oczy nawet tak ładne tak
(celi tak pociągające jak Hanki
d Wku juz dni specjalna uwagę poświę- -
gazetach lubryce „letniskowej" Z ma-stanó- w
ręku wertował od deski do deski
tinfa reklamujące wszelkiego lodzaju
gej i „cabiny" zwracając uwagę na te
położone były nad jeziorem Ontario i w
i] odległości zarówno od innych tego ro- -
1 osiedli jak i głównej szosy W sprawie
interesujących ofert nawet
[bardziej niczego jednak definitywnie nie
zbierając tylko potrzebne infor- -
jObecnie jednak nadszedł jednak czas
I budki telefonicznej połączył się z „Brown
Estetę" specjalizującą się właśnie w lct- -
ych tranzakcjach Juz poprzednio rema--
isamjm Mr Brown stawiając swoje wa-r&imochod- em
zaznaczając ze „cena nie n
Eygmunl
a
T w w
BBBt ''""'A-- l
m v w v w
AASaytifctfi łiM YSt ffi fltWfll
r'A to pan przychodzi pan w samą porę
z jakimś znaczącym uśmiechem
li?? się z przejścia
Jakto w sama porę?
bo przecież wynajął pokój i
juz pan zamieszkał
ująć
i-An- o pan
pnyslil się ze pani Gawronkowa ma zno- -
ijnysli pieniądze Nie dopuszczając ją do
pofci przerwał- -
załatwi się załatwi niech się pani nic
czyzastaiem nanne Halinę?
nie zastał pan wyjechała
Dokąd?
wiem zajechało po nią auto wystio- -
1 elegancko bo ostatnio panna Halina jest
eleEantszd no i nnmrhała
-- 'tjawno'
Dzis rano
"Cz nie mówiła kiedy wióci?
--ffjie powiedziała tylko ze pewnie juz
18 długo nie pomieszka więc dlatego jak
raczyłam to ucieszyłam się bo wolaia- -
pna mice za lokatora Ja tam kobiet nie
uigie telefony goście
!?bosz odgadł ze pani Gawionkowa ma
S Plotek W pierwszym odruchu chciał
fpobicc ale lakaś złośliwa chęć szpie- -
to Sprawiła ze spytał niby od niechcenia
T$J do panny Haliny przychodzi az ty-sc- i?
'ii "i tak pioszę pana ostatnio ciągle _ zaczęła Gawronkowa xrc- -
centem — naicześciei niski łysy
F W ostatnich dniach było go tu
voagle dzwonił przysyłał kwiaty całe
PreZCntnu' ct-~„- „ Vr„Kr„iorL--i 7 PIP- -
ciągle Wie pan — mówiła zni-- y
do poufnego szeptu — poczatku
ze to pan wszystko przysyła bo prze-"- e
pan płaci za jej mieszkanie ale
miarkowałam ze to tamten i nawet
§? P-in- a zrobiło
??? z lei tnmi nryphiialn oolitowanie
Jelo Ołebosza który pada ofiarą prze-- a
kobiecej ale dźwięczały tez nutki
7j[ bo z pannv Haliny to dobry nume- -
Mcoraz bardzipi — Tur nna sobie w zy- -
f1d(r ' - iaz raz była fordanserką to
Ifidna ła mc rwir„r łrypha nanu
Ora rn7mii i nmi nr7Q7 tplpfon
k- -4 - ""niania i łtłilli yi — ~- - ł'J ?!Dr7UjrI A™„r A~ moi ioHpn tTIl- -
Hł u'ugii' siowo „panie hhumu E§moiła skrommutkie słóweczka tak ISNa jakby trzech nie umiała zliczyć
Sit
a
z
a
i Jacek Brzezina
(Octobar) środa 30 — 1957
nie robi dla niego żadnej różnicy jeżeli będzie
odpowiedni" Bł więc prawie pewien ze go
nie zawiodą
Istotnie Mister Brown poinformował go z
zadowoleniem ze ma właśnie do dyspozycji
piękny „cottage" wszystkim
warunkom stawianjm przez Marka
— Zupełnie nowoczesny cztero pokojowy
bungalow pięknie umeblowany z lodówka
elektryczna kuchnia i łazienka — zachwalał —
Położony tuz nad jeziorem z prywatnym ką-pieliskiem
i prz stania dla motorówek Naj-bliższe
c-otta-ge"
znajdują się o przeszło 500
yardów pnac' jest więc zapewniona Do
głównej szos jest poł mili dobrej żwirowej
drogi Poza tm garaż pięknie utrzymany
trawnik
Marek w milczeniu tej leklamowej tyrady
cynicznie skrzywił sie gdy usłyszał cenę i oś-wiadcz)!
ze gotów jest objekt wynająć na mie-siąc
pod kilkoma jednak warunkami
Po musi byc do jego dyspozycji
w każdej chwili poczynając od dnia dzisiejsze-go
Spodziewa sie bowiem przyjazdu kilku przy-jaciół
ze Stanów i pragnie by wszystko było na
ich przynęcie gotowe (Oczywiście Oczywiś-cie
'" kłaniał się do słuchawki Mister Brown
nie mając wątpliwości ze ci przyjaciele" to
platynowe blondynki i ich wpływowi protek-torzy
szukający nad kanadyjskim jeziorem
przytulnego zakątka do którego nie trafiłby
żaden wścibski reporter czy co gorsza detek-tyw
nasłany pi zez podejrzliwe zony
— Nie wiem dokładnie kiedy przyjaciele
moi przyjadą — dyktował dalej Marek — wo-bec
tego klucz od „cottage'u" musi pan gdzieś
tak położyć by go łatwo było znaleźć
— Oczywiście Oczywiście — kłaniał się
Mister Brown — Włożymy go pod wycieraczkę
do nóg
— Mister Brown you are a fool! — usły-szał
w słuchawce i zarechotał śmiechem lubił
bowiem gdy klienci żartowali sobie z niego
Byli potem mniej skłonni do targowania się
— Klucz położy pan tam gdzie nikomu do
głowy nie przyjdzie by go szukać Najlepiej w
kącie werandy o ile „cottage" ma werandę
— Ma ma Oczywiście że ma
— Więc w kacie werandy Na wszelki wy-padek
może go pan przysypać ziemia lub jesz-cze
lepiej położyć na nim piękny listek
— Nie lepiej byłoby przysłać go panu
pocztą? "
— Nie Zaraz wyjeżdżam W związku z
tym musi mnie pan Mister Brown poinfoimo-wa- c
również o poczcie Jeżeli podam adres
„cotlage'u" jak będą doręczone listy jeżeli
mnie w nim jeszcze nie będzie?
w m m m 9 w w wmvm'9mw
MKBB5E JBMaaBllMMaMHltattJE ISSKSSSMiiSiitlpaSBSi
Jurkowski
"fflSrHYj5'1! 'JdffMfiTtffiniif Ej~1' fffl'Sffiflw ~&&M5 iJtfSWSjtfj
wiedziała
ENje
Jwnou7i
PI
iĄ
"ZWIĄZKOWIEC" PAŹDZIERNIK
odpowiadający
pierwsze
15
kffBWigaacgsBg
słyszał jak wsiadła na niego z góry „Czego
mi pan głowę zawraca!" — krzyczała — „Od-czep
się pan ode mnie" W całym domu było
słychać Nawet udała ze płacze
— Mozę płakała naprawdę? — wtrącił
wściekły na Gawronkowa za jej gadanie jak
iowniez na siebie za to ze tego słucha
— E tam płakała — machnęła ręką
gotowa odsądzić Halinę od czci i wiary — Uda-wała
tylko zęby na swoim postawić I pewnie
postawiła na swoim bo len łysy poleciał i jesz-cze
wczoraj wieczorem naznosił rożnych róż-ności
sama widziałam u niej w pokoju- - prze-śliczna
torbę krokodylową ze trzysta złotych
taka kosztuje piękny płaszczyk jasno zielony
prawie seledyn kapelusik rękawiczki buciki
spoitowe kwiaty perfumy wszystko w pierw-szorzędnym
gatunku A dzisiaj z lana zajecha-ła
limuzyna wielka jak smok i panna Halinka
uhiana w to wszystko wsiadła i pojechała
f1Uf _ wykonała dłonią gest imitujący od-fiuniec- ie
ptaka — Jeszcze tylko spojrzała na
mnie z wysoka jak prawdziwa hrabina —
uzcsmałaie na zakończenie tyrady
— No tak dziękuję pani za te informacje
chociaż panią nie prosiłem o nie
— Ale pan ich wysłuchał widać były panu
potrzebne — odcięła _ Do widzenia — mruknął przyznając
jej w duchu racje _ Do widzenia a niech pan pamięta ze
czas prysłac za komorne
Niech się pani nie boi jak ministrowie
tu przyjeżdżają to znajdzie się jeszcze na pani
komorne
Schodząc po schodach czuł do siebie obrzy-dzenie
Ścisnęła go znowu niepewność
_ Co ona wyprawia? — myślał starając
sie nie dopuście podejrzeń które tłoczyły się
do mózgu same Wkrótce jednak przyszły do
!osu - To juz nie jest lekkomyślność dziew-częca
to juz wyrachowanie „Jak juz raz była
fordanserką to ja żadna siła nie odmieni" —
zadźwięczało mu w uszach — Swoją drogą
scitwo z tej Gawronkowej — syknął w pasji
W szedł na ulicę i pełna piersią zaczerpnął
oddechu Bło ciemno i parno a na niebie
czarnym jak lawa nie migotała ani jedna gwiaz-da
Nie blo najmniejszych przejaśnień w na-warstwieniu
chmur które groziły ulewnym
deszczem Wyczuł nawet jakby padające kro-pelki
Obawiając sie zmoknąć na tym odludziu
rozejrzał się za taksówka Nie było ani jednej
u pobliżu stałv dopiero u wylotu ulicy Zmie-rzając
do nich uczuł dławienie w gardle i su-chość
Nie wiedział juz teraz co myslec o Ha-linie
i zacznał sie obawiać ze jej charakter
Wszelkie prawa autorskie zanczone
Copjright resened b} Pollsh Alllance Press Lid Toronto Ont Canada
m
— Na głównej szosie przy wjeździe na
prywatną drogę wiodącą do „cottage'u" znajdu-je
się skrzynka do której listonosz wkłada
listy nadchodzące i wyjmuje wysyłane
Marek chwilę zastanawiał się nad bezpie-czeństwem
tego systemu poczym nagle „przy-pomniał"
sobie jeszcze jeden szczegół:
— Moi przyjaciele ze Stanów będą napew-n- o
chcieli przejechać się po jeziorze Czy mo-że
mi pan dostarczyć duża motorówkę?
— Oczywiście Oczywiście
— Musi się w niej pomieścić pięć do sześ-ciu
osób
Mister Brown szybko przeprowadził kalku-lację
i podał cenę
— Dobrze — zgodził się Marek — Moto-rówka
musi być dostarczona nie później niz w
sobotę Z odpowiednim zapasem paliwa
— Oczywiście Tylko ktoś musi ją odebrać
— Mister Brown' Powiedziałem juz panu
ze nie mam pojęcia kiedy tam przyjadę Zga-dzam
się na pańskie wygórowane ceny ale
chcę mice wszystko gotowe zapięte na ostatni
guzik Zbyt mi zależy na przyjaciołach ze Sta-nów
by ich narażać na pozbawienie tej czy
innej przyjemności tylko z tego powodu ze
pan stawia jakieś idiotyczne warunki
Mister Brown kręcił sie niespokojnie w fo-telu
— A co się stanie jeżeli pod pańską nie-obecność
motorówkę kłos w nocy ukradnie?
— Zapłaci panu asekuracja Jeżeli „cot-tage"
który mi pan ofiarowuje jest wogóle
narażony na odwiedziny złodziejów to i tak
niema o czym mówić Znajdę inny bardziej
bezpieczny i spokojny
— Ależ Sir niech pan nie bierze dosłownie
moich obaw — pocił się Mister Brown — Pan
rozumie ze w takim businessie jak mój wszyst-ko
musimy przewidzieć i przed wszystkim się
zabezpieczyć
— Rozumiem i nic mnie to nie obchodzi
Jeżeli pan chce bym wynajął jego „cottage"
musi mi pan na sobotę dostarczyć tam taką
motorówkę o jakiej mówiłem
— Oczywiście oczywiście Jak pan so-bie
życzy Sir
— Wobec tego dobrze Zaraz wysyłam pa-nu
pieniądze
Mister Brown wytarł pot z czoła i pobiegł
napić się zimnej wody z "coolersa" Nie miał
juz żadnych wątpliwości co do rodzaju przy-jaciół
jakich gościć będzie „Mister March"
Odosobnienie luksus motorówka — ukorono-wane
nie targowaniem się o cenę — wszystko
to wskazywało na jedno: przyjechać ma do-brane
grono amerykańskich businessmanów w
=
jej dążenia życiowe i etyka przybrały już zde-cydowany
kierunek inny niz sobie życzył my-śląc
o przyszłej zonie
— Trzeba z nia zerwać po prostu i wykre-ślić
z pamięci! — wpadło mu nagłe postanowie-nie
ale od razu zmiarkował ze jest to pusty
frazes gdyż miłość juz trzyma go w swej mocy
Wsiadł do taksówki i kazał się wieźć do
śródmieścia Do domu wracać nie' miał naj-mniejszej
ochoty
— Proszę jechać do baru „Feliks"! —
przyszła mu chętka upicia się z premedytacją
w tej knajpie
ROZDZIAŁ VI
Błotnista droga wijącą się wśród pastwisk
jechały dwa auta Podskakiwały ciężko niby ro-puchy
wjeżdżając raz po raz w kałuże a bryz-gi
wychlapujące spod kół mieniły się w blasku
zachodu jak złoto Stanowiło to widok tak
piękny że nie tylko babinom człapiącym po
błocie ale i estetom nie przyszloby na myśl
winie wojewodów o kiepski stan dróg w naszych
malowniczych regionach
W pierwszym aucie jechała Halina z Ko-narem
a w drugim Zuza Horynska w towa-rzystwie
— które później określiła jako miłe —
w towarzystwie Lotocia
Wszyscy czworo nie licząc szofeiow je-chali
polować na słonki które ciągnęły licznie
w „Czerwonej Dąbrowie" ulubionym zakątku
leśnym ministra
Limuzyna Konara rozdzierała powietrze
okrzykiem syreny płosząc stada wron szyku-jących
się do snu
Dźwięki te zmuszały leniwe echa do odzy-wania
się z zagajników i ożywiały cichą wieś
polską
Po myśliwskiej przekąsce na jednym z po-stojów
Halinie kręciło się w głowie to tez od-rzuciła
ją w tył na wygodne oparcie i wsłuchi-wała
się w tango lejące się z radia
Oszołomiona wonią sosnowych lasów szyb-kością
jazdy i gdańskim „Goldwasserem" czuła
się pozbawioną sprawności obronnej z czego
korzystał skwapliwie minister tuląc ją coraz
mocniej do swego ramienia
— No i cio? — mruczał nad ma pieszczot-liwie
tonem tkliwej niani — No i cio prze-śliczna?
Jako wytrawny kobieciarz modulował glos
z takim wdziękiem ze niejeden amant mógłby
u niego brać lekcje A zresztą cózby to był za
minister gdyby nie umiał obchodzić się z ko-bietami?
— Przecież większość naszej ludności
stanowią kobiety' iFrzyp sekretarki autora)
Halina wpadając w czułość automatycznie
odpowiedziała podobnie kocim mruczeniem:
— W główce mi się kręci
— W tej główce1 W tej? — przytulał się
do jej czoła policzkiem
— Tiak w tej — odmiauczała odsuwa-jąc
się na małą odległość
Donośne wycie syreny zagłuszyło kilka
kolejnych a delikatnych pocałunków jakimi
musnął jej skroń Udała ze tego nie czuje co
wyzyskał dla ucałowania jej w usta wilgotne
i rozchylone
Zakręt który w tej chwili brał sprawny
szofer przyczynił się jeszcze do ściślejszego
towarzystwie luksusowych blondynek Najlepsi
klienci jakich sobie można wyobrazić
Z budki telefonicznej z której przeprowa-dził
całą tą tranzakcję Marek udał się na pocz-tę
gdzie na „General Delivery" czekała jego
książka Odebrał paczkę obejrzał uważnie i
stwierdziwszy że nikt się do niej nie dobierał
przekreślił stary adres i napisał nowy — przed
kilkoma minutami podyktowany mu przez M-ister
Browna Przez chwilę zastanawiał się czy
przesyłki nie nadać „Special Delivery" — nie
doszedł do wniosku ze im mniej będzie się
wyróżniała od innych tym lepiej Kupił jeszcze
Money Ordery i wysłał je do Mister Browna
poczym z lekkim juz sercem pojechał z powro-tem
do mieszkania Zuzy Maszyna została pusz-czona
w ruch i należało zgrać tylko pewne jej
kółka czyli role jakie odgrywać mieli Zuza
Hanka i George
W niedzielę pogoda dopisała — a wraz z
pogoda na pikniku zjawiły się tłumy Polaków
spragnionych świeżego powietrza i rozrywek
których nie mogło im dać napół wymarłe w
kurzu i upale pogrążone miasto
W „Starym Kraju" jechało się w niedzie-le
na odpust (jeeli o wsiowych ludzi chodził
lub jak n p w Warszawie — na Bielany W
Toronto a ściślej mówiąc w całej Ameryce
Północnej Polonia jechała na piknik Własny-mi
samochodami lub autobusami w pojedynkę
parami czy tez z całą rodziną 'od dziecka na
ręku począwszy a na teściowej czy babuni
skończywszy Z gardłem (do picia) z nogami (do
tańcowania) z ramionami (do obejmowania) z
płucami (do wdychania świeżego powietrza) i
z językiem (do niekończącego się gadania czy
obgadywania) z ochotą i animuszem z humo-rem
i fantazją polska
Każdy miał na coś nadzieję każdy czegoś
szukał każdy czegoś się spodziewał Biorąc po
starszeństwie (wieku a nie rangi) i ci samot-ni
i ci z wiązanką rodzinną zjawiali się głównie
po to by w cieniu sosenki czy innego krzaczka
w dobranym towarzystwie sobie podobnych wy-pić
butelczynę piwa lub kieliszek czegoś moc-niejszego
i pogwarzyć pospierać się czy po-kłócić
nawet na tematy zawsze dla Polaków
aktualne „średniacy" natomiast obojga już
płci hołdowali zasadzie ze jak „szukasz szczęś-cia
— wstąp na piknik" Panowie częściowo z
kategorii lubiących podpierać się kieliszkiem
w większości jednak rozglądający się za owym
„szczęściem" panienki wdówki czy rozwódki
(w wieku — jak mówi piosenka: „byle mlody-- m być i mieć wciąż dwadzieścia lat") tylko w
tym drugim celu Pod gołym niebem nad
strumykiem na ścieżce biegnącej przez pola
czy nawet na deskach „tanebudy" — zawszeć
romantyczniej Nakoniec młodzież — a tej
najwięcej — dla której pobyt w niedzielę w
pozbawionym wszelkich rozrywek mieście był
czymś nie do zniesienia Na piknik ciągnęła
„tanebuda" czyli tzw parkiet z daszkiem trzę-sący
się od obertasów i poleczek rżniętych od
ucha do ucha przez -- samego Mięcia i jego or-kiestrę
ciągnęły panienki chętne do tańca ł
kawalerowie chętni do wszystkiego świeże po- wietrze swoboda i ten nastróik powodujący
że człek czuje się dobrze
"y ' ~lyyyyga
zespolenia warg Konar uczuł nawet w swych
ustach mały zwrotny języczek
Zdobyła się jednak na wielki wysiłek i
wyrywając się z objęć zawołała zduszonym
grosem:
— No! panie ministrze! — Pan sobie za
dużo pozwala! — Ostatnie słowa zabrzmiały już
słabiej gdyż ujarzmił ją nowym pocałunkiem
Trzymał ją mocno i czuł jak jej ciało prze-wija
się pod nim i faluje
— Panie ministrze to juz „Czerwona Dą- browa"! — odezwa} się szofer
— Podjedz jeszcze kawałek! — rzucił
Konar
Korzystając z resztek dziennego światła
wpatrywał się w przymknięte powieki Haliny
W drugim aucie jadąca para zachowywała
się mniej lekkomyślnie W ogóle tym dwojgu
nie można było nic zarzucić przez cały czas
jazdy prowadzili bowiem poważną rozmowę
obrawszy sobie za temat budowę spółdzielni
Pan boloc zdziwiony był nawet z początku
ze pani Zuza tak biegle jest obznajomiona z
trudnym dla kobiet tematem
— Wie pan to dobrze żeśmy się o tym
zgadali ja dawno marzę o własnym dachu nad
głową a willa jest moim najwyższym ma- rzeniem
— Powinna pani zobaczyć ten tcien i upa-trzyć
sobie miejsce na działkę
— Mój Boże czy mnie biedna kobito stać
na działkę żartuje pan chyba — westchnę-ła
Zuza
Łotoć chciał w pierwszej chwili coś odpo-wiedzieć
coś pocieszającego ale powstrzymał
się w porę
— Ach! Jak to dobrze ze sobie w lej chwi
li przypomniałam — Krzynnęia nagie z radoś-cią
w głosie — Przecież pan pewnie potrzebuje
zdolnych ludzi No oczywiście!
— No tak oczywiście — stwierdzi! z
pewną powściągliwością
— Mój panie mam do pana wielką ogrom-ną
prośbę z tym ze mi pan nie odmówi
— Słucham
— Otóż przyjechał mój jeden znajomy z
Paryża młody hrabia Krzemieniecki Gabriel
Krzemieniecki może słyszał pan o nim?
— Niestety
— No tak pan nie zna jeszcze „naszego"
towarzystwa — wtrąciła z odrobiną politowa-nia
i mówiła dalej: — Gabriel szuka jakiegoś
odpowiedniego zajęcia Ma wprawdzie bardzo
bogatego ojca majątki i tak dalej ale dziś
praca wśród arystokracji staje się modna
— Hm to ciekawe
— To bardzo proste kiedyś wysilali się i
zdobywali majątki potem odpoczęli trochę i
potracili przy tej okazji no a teraz znowu
czas pracować A więc Gabriel miałby wielką
ochotę wziąść się do jakiejś roboty Ma bar-dzo
dobrą prezencję
— Jak się pani czuła Wandeczko u mnie
na herbatce? — spytał minister w pierwszej
limuzynie która zwalniała już biegu
— Wyśmienicie ale to nie herbatka to był
bankiet ministrze
STR
POLSKIE KSIĄŻKI
Zarząd Główny Publicznych Bi-bliotek
w Toronto informuje że
w wielu bibliotekach są do wypo-życzenia
polskie książki naukowe
i beletrystyczne Stosunkowo dość
duży zbiór ich jest w Publicznej
Bibliotece przy College St Książ-ki
polskie są do dyspozycji wszyst-kich
osób które czytają po polsku
Każdy może przyjąć do biblioteki
poprosić o pohką k-iqk- c i kie-rownictwo
chętnie mu )povtz
Zarząd Głównj Bibliotek Pub-licznych
informuie dalci e na żą-danie
wypożyczając) eh chętnie bę-dzie
nabywał polskie książki do
bibliotek Sprawą tą powinien za-interesować'
się szeroki ogół Bi-blioteki
Publiczne nabywają książ-ki
za subwencje otrzymywane z
Zarządu Miasta Powinniśmy sko-rzystać
z okazji i postarać sic bv
I w każdej bibliotece był spory dział
polskich książek To nas nic nie
I kosztuje Trzeba ty lko pożyczać
1 książki i podawać bibliotekarkom
1 tytuły nowych książek a zarząd
uiuiioieKi je 7iiKupi
"KULTURA"
"WIADOMOŚCI"
(londyńskie)
Stale posiadamy na składzio
numery Dieżącc
Przyjmujemy prenumeratę
na powyższe periodyki
po cenie nominalnej
Egzemplarze okazowe
"Wiadomości"
przesyłamy na żądanie
Księgarnia "Związkowiec"
1475 Queen St W Toronto Ont
04RODEK FRANCUSKI NA TORONTO
W Oifodku mołna dostać gazety
I nmj'nzyny z Francl lub Quebec
Francuskie kslnzki — Kalki z tyczenia- - nil na wszelkie okazje — Płyty —
Papierosy
LICHTMAN-- S NEWS STAND
95 King St W Toronto Tel EM 8-7- 30
70-W7- 8
Polski skład towarów żelaznych farb
naczyń kuchennych oraz przyborów
wodociągowych 1 ogrzewania
J & J HARDWARE
J Stefaniak właściciel
745 Quoon St W - EM 6-48- 63
Solidna obsługa — Nlbklc ceny —
Bezpłatne porady w sprawach kana-lizacji
1 ogrzewania S
QUEEN'S TEXTILES
Wi znlzkl za olui7nnlcm niniejszego
ogłoszenia
Wielki wybór materiałów wełnianych
do Krajów europesklch oraz wszol-kieg- o rodzau materiałów pościelo-wych
itp
787 QUEEN ST W
ADWOKACI
U
8-66-
68
C5-- S
GEORGE BEN B A
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1147 Dundai Sł W Toronto Tl LE 4-84- 31 I LE 4-84-32
8
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
1437 Queen Sł W — Toronto
Biura: LE 3-12- 11
Mic&zk: Oakville VI 5-12-
15 sss
CHORZY !®§
NIE TRAĆCIE
NADZIEJI!
EM
Tel
Wszyscy którzy chorują
na niemoc żołądka jak
kwasy żołądkowe nie-strawn-ość
zatwardze-nie
zawroty gfowy ból
w krzyżach niedomaga-nia
kobiece hemoroidy
rewmatyczne bole cu-krzycę
i inne dolegliwo-ści
powinni jeszcze dziś
zażyć zioła Dra J Mil-lera
pod nazwą:
"JWLHerbCompound#6"
a już jutro poczują sio
lepiej
Zioła nia gotuje się ani nie za-parza
sic a zażywa lip w notu-rolny- m słanie dlatego sq takie
pomocna i 1'orzystnc
Zioło te powinno znajdować się
jak pierwiza pomoc w l-oz-dym
domu
Ona jednej paczM $685 Je-żeli
chcecie zrobić swemu przy-jacielowi
worloiciowy prezent
wtenczas dwie paczH tyll--o
$10 00 z przesyłką pocztową
Piszcie zaraz dolqczojqc czek
Money Order i odresujqc:
THE MILLER CO INC
Dpf 40 - 790 Broad Streeł
NEWARK N J
W
IH!mMBipł&SM
Umimmtikv'
i
ihtiM'
Wm
5Wl
lwi mm1 n immśl iri mm
f Tl Am Hm
lm
-- mi£i
m
irl
w mm
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, October 30, 1957 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1957-10-30 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000150 |
Description
| Title | 000367b |
| OCR text | (nj_ :Si rr1 J0 jt j£ i-Ł- 33 ( t ti C3 j-Jj-fir _ił~-7Bi- B W!: - rtv t'W4Mkv£K ff¥M!l 'J'J)l U m_ ll1 l„-nnK- tti lIlU grrlłUMMTC!lJ 1I 1U1cJrTf-Urti-ntUlI ! H '5tKo Hanka bjla ciągle młoda dziew-Mi?:- " tana wjpadkami na rozstajnych 'Złunra trzeba tylko 'TZMiń?C mocno za re-- ??ff° Uele chce od ciebie W pierwszm tncdz-- e musisz mi obiecać ze o naszym ntp nowiesz Georgowi "- - "- - 3BIU piaczego- - Bo od tej chwili musimy byc podwójnie Lewa ręka nie powinna wiedzieć co " _ Vm TVlt niQ TinWIDm 7(tnlltln noDrze ii- - iiu ii%- - u"ik-u- i' ŁuuŁiid ? ?Ip robi ale nie mosac sie zrin- - wi-astepn- ie shoro juz iidinuwitas ueor-CJewstai- dł o jakieś papiery dla mnie irzJ pilnować by to zrobił jeszcze w L? vni7 nnnnłurlniu w domu t-av-pI r George chciał cię gdzieś wyciągnąć czy EjJie rozumiem czym ci w tym pomogę? Ł-B-poc ° tieDle spuhujny ic ci sie nic zte- - Stanie ze w nic nowego nie zostaniesz esźata UWwc jednak w la niedzielę cos się stanie [}jjie wiem Haniu To zależy od pogody £jual się — Przyrzekasz? Good girl' Pa-- ijwiec Gongowi ani siowa o naszym spoi-rozmow- ie i planach papiery dla mnie iyiazd z Kanach i siedzenie kołkiem w do- - i-fa-miewni Mai™ iiih z mm rozmawiać chciała choćby lego patrzeć i doszukiwać się podobicn-dolTAMTEG- O Marka Zabawy spojrzał jfna zegarek i stwierdził z żalem ze juz gf Została więc sama Przygnębiona i ywajaca te uczucia jakie dawniej wyśmie li ZWieiidJdL} l- -il 3"ł JJ ŁawiCUilUHLII w mi koleżanek — Dobrze ci tak — pomy- - 'wloncu ze złością — Jeżeli kilka poca łuj przUulcn przy świetle księżyca na lilie u starczą by ci w głowie zawrócić iciijz równowagi i złamać serce cierp i M arek istotnie nie miał czasu na sentymen-- 'jątrzenie w oczy nawet tak ładne tak (celi tak pociągające jak Hanki d Wku juz dni specjalna uwagę poświę- - gazetach lubryce „letniskowej" Z ma-stanó- w ręku wertował od deski do deski tinfa reklamujące wszelkiego lodzaju gej i „cabiny" zwracając uwagę na te położone były nad jeziorem Ontario i w i] odległości zarówno od innych tego ro- - 1 osiedli jak i głównej szosy W sprawie interesujących ofert nawet [bardziej niczego jednak definitywnie nie zbierając tylko potrzebne infor- - jObecnie jednak nadszedł jednak czas I budki telefonicznej połączył się z „Brown Estetę" specjalizującą się właśnie w lct- - ych tranzakcjach Juz poprzednio rema-- isamjm Mr Brown stawiając swoje wa-r&imochod- em zaznaczając ze „cena nie n Eygmunl a T w w BBBt ''""'A-- l m v w v w AASaytifctfi łiM YSt ffi fltWfll r'A to pan przychodzi pan w samą porę z jakimś znaczącym uśmiechem li?? się z przejścia Jakto w sama porę? bo przecież wynajął pokój i juz pan zamieszkał ująć i-An- o pan pnyslil się ze pani Gawronkowa ma zno- - ijnysli pieniądze Nie dopuszczając ją do pofci przerwał- - załatwi się załatwi niech się pani nic czyzastaiem nanne Halinę? nie zastał pan wyjechała Dokąd? wiem zajechało po nią auto wystio- - 1 elegancko bo ostatnio panna Halina jest eleEantszd no i nnmrhała -- 'tjawno' Dzis rano "Cz nie mówiła kiedy wióci? --ffjie powiedziała tylko ze pewnie juz 18 długo nie pomieszka więc dlatego jak raczyłam to ucieszyłam się bo wolaia- - pna mice za lokatora Ja tam kobiet nie uigie telefony goście !?bosz odgadł ze pani Gawionkowa ma S Plotek W pierwszym odruchu chciał fpobicc ale lakaś złośliwa chęć szpie- - to Sprawiła ze spytał niby od niechcenia T$J do panny Haliny przychodzi az ty-sc- i? 'ii "i tak pioszę pana ostatnio ciągle _ zaczęła Gawronkowa xrc- - centem — naicześciei niski łysy F W ostatnich dniach było go tu voagle dzwonił przysyłał kwiaty całe PreZCntnu' ct-~„- „ Vr„Kr„iorL--i 7 PIP- - ciągle Wie pan — mówiła zni-- y do poufnego szeptu — poczatku ze to pan wszystko przysyła bo prze-"- e pan płaci za jej mieszkanie ale miarkowałam ze to tamten i nawet §? P-in- a zrobiło ??? z lei tnmi nryphiialn oolitowanie Jelo Ołebosza który pada ofiarą prze-- a kobiecej ale dźwięczały tez nutki 7j[ bo z pannv Haliny to dobry nume- - Mcoraz bardzipi — Tur nna sobie w zy- - f1d(r ' - iaz raz była fordanserką to Ifidna ła mc rwir„r łrypha nanu Ora rn7mii i nmi nr7Q7 tplpfon k- -4 - ""niania i łtłilli yi — ~- - ł'J ?!Dr7UjrI A™„r A~ moi ioHpn tTIl- - Hł u'ugii' siowo „panie hhumu E§moiła skrommutkie słóweczka tak ISNa jakby trzech nie umiała zliczyć Sit a z a i Jacek Brzezina (Octobar) środa 30 — 1957 nie robi dla niego żadnej różnicy jeżeli będzie odpowiedni" Bł więc prawie pewien ze go nie zawiodą Istotnie Mister Brown poinformował go z zadowoleniem ze ma właśnie do dyspozycji piękny „cottage" wszystkim warunkom stawianjm przez Marka — Zupełnie nowoczesny cztero pokojowy bungalow pięknie umeblowany z lodówka elektryczna kuchnia i łazienka — zachwalał — Położony tuz nad jeziorem z prywatnym ką-pieliskiem i prz stania dla motorówek Naj-bliższe c-otta-ge" znajdują się o przeszło 500 yardów pnac' jest więc zapewniona Do głównej szos jest poł mili dobrej żwirowej drogi Poza tm garaż pięknie utrzymany trawnik Marek w milczeniu tej leklamowej tyrady cynicznie skrzywił sie gdy usłyszał cenę i oś-wiadcz)! ze gotów jest objekt wynająć na mie-siąc pod kilkoma jednak warunkami Po musi byc do jego dyspozycji w każdej chwili poczynając od dnia dzisiejsze-go Spodziewa sie bowiem przyjazdu kilku przy-jaciół ze Stanów i pragnie by wszystko było na ich przynęcie gotowe (Oczywiście Oczywiś-cie '" kłaniał się do słuchawki Mister Brown nie mając wątpliwości ze ci przyjaciele" to platynowe blondynki i ich wpływowi protek-torzy szukający nad kanadyjskim jeziorem przytulnego zakątka do którego nie trafiłby żaden wścibski reporter czy co gorsza detek-tyw nasłany pi zez podejrzliwe zony — Nie wiem dokładnie kiedy przyjaciele moi przyjadą — dyktował dalej Marek — wo-bec tego klucz od „cottage'u" musi pan gdzieś tak położyć by go łatwo było znaleźć — Oczywiście Oczywiście — kłaniał się Mister Brown — Włożymy go pod wycieraczkę do nóg — Mister Brown you are a fool! — usły-szał w słuchawce i zarechotał śmiechem lubił bowiem gdy klienci żartowali sobie z niego Byli potem mniej skłonni do targowania się — Klucz położy pan tam gdzie nikomu do głowy nie przyjdzie by go szukać Najlepiej w kącie werandy o ile „cottage" ma werandę — Ma ma Oczywiście że ma — Więc w kacie werandy Na wszelki wy-padek może go pan przysypać ziemia lub jesz-cze lepiej położyć na nim piękny listek — Nie lepiej byłoby przysłać go panu pocztą? " — Nie Zaraz wyjeżdżam W związku z tym musi mnie pan Mister Brown poinfoimo-wa- c również o poczcie Jeżeli podam adres „cotlage'u" jak będą doręczone listy jeżeli mnie w nim jeszcze nie będzie? w m m m 9 w w wmvm'9mw MKBB5E JBMaaBllMMaMHltattJE ISSKSSSMiiSiitlpaSBSi Jurkowski "fflSrHYj5'1! 'JdffMfiTtffiniif Ej~1' fffl'Sffiflw ~&&M5 iJtfSWSjtfj wiedziała ENje Jwnou7i PI iĄ "ZWIĄZKOWIEC" PAŹDZIERNIK odpowiadający pierwsze 15 kffBWigaacgsBg słyszał jak wsiadła na niego z góry „Czego mi pan głowę zawraca!" — krzyczała — „Od-czep się pan ode mnie" W całym domu było słychać Nawet udała ze płacze — Mozę płakała naprawdę? — wtrącił wściekły na Gawronkowa za jej gadanie jak iowniez na siebie za to ze tego słucha — E tam płakała — machnęła ręką gotowa odsądzić Halinę od czci i wiary — Uda-wała tylko zęby na swoim postawić I pewnie postawiła na swoim bo len łysy poleciał i jesz-cze wczoraj wieczorem naznosił rożnych róż-ności sama widziałam u niej w pokoju- - prze-śliczna torbę krokodylową ze trzysta złotych taka kosztuje piękny płaszczyk jasno zielony prawie seledyn kapelusik rękawiczki buciki spoitowe kwiaty perfumy wszystko w pierw-szorzędnym gatunku A dzisiaj z lana zajecha-ła limuzyna wielka jak smok i panna Halinka uhiana w to wszystko wsiadła i pojechała f1Uf _ wykonała dłonią gest imitujący od-fiuniec- ie ptaka — Jeszcze tylko spojrzała na mnie z wysoka jak prawdziwa hrabina — uzcsmałaie na zakończenie tyrady — No tak dziękuję pani za te informacje chociaż panią nie prosiłem o nie — Ale pan ich wysłuchał widać były panu potrzebne — odcięła _ Do widzenia — mruknął przyznając jej w duchu racje _ Do widzenia a niech pan pamięta ze czas prysłac za komorne Niech się pani nie boi jak ministrowie tu przyjeżdżają to znajdzie się jeszcze na pani komorne Schodząc po schodach czuł do siebie obrzy-dzenie Ścisnęła go znowu niepewność _ Co ona wyprawia? — myślał starając sie nie dopuście podejrzeń które tłoczyły się do mózgu same Wkrótce jednak przyszły do !osu - To juz nie jest lekkomyślność dziew-częca to juz wyrachowanie „Jak juz raz była fordanserką to ja żadna siła nie odmieni" — zadźwięczało mu w uszach — Swoją drogą scitwo z tej Gawronkowej — syknął w pasji W szedł na ulicę i pełna piersią zaczerpnął oddechu Bło ciemno i parno a na niebie czarnym jak lawa nie migotała ani jedna gwiaz-da Nie blo najmniejszych przejaśnień w na-warstwieniu chmur które groziły ulewnym deszczem Wyczuł nawet jakby padające kro-pelki Obawiając sie zmoknąć na tym odludziu rozejrzał się za taksówka Nie było ani jednej u pobliżu stałv dopiero u wylotu ulicy Zmie-rzając do nich uczuł dławienie w gardle i su-chość Nie wiedział juz teraz co myslec o Ha-linie i zacznał sie obawiać ze jej charakter Wszelkie prawa autorskie zanczone Copjright resened b} Pollsh Alllance Press Lid Toronto Ont Canada m — Na głównej szosie przy wjeździe na prywatną drogę wiodącą do „cottage'u" znajdu-je się skrzynka do której listonosz wkłada listy nadchodzące i wyjmuje wysyłane Marek chwilę zastanawiał się nad bezpie-czeństwem tego systemu poczym nagle „przy-pomniał" sobie jeszcze jeden szczegół: — Moi przyjaciele ze Stanów będą napew-n- o chcieli przejechać się po jeziorze Czy mo-że mi pan dostarczyć duża motorówkę? — Oczywiście Oczywiście — Musi się w niej pomieścić pięć do sześ-ciu osób Mister Brown szybko przeprowadził kalku-lację i podał cenę — Dobrze — zgodził się Marek — Moto-rówka musi być dostarczona nie później niz w sobotę Z odpowiednim zapasem paliwa — Oczywiście Tylko ktoś musi ją odebrać — Mister Brown' Powiedziałem juz panu ze nie mam pojęcia kiedy tam przyjadę Zga-dzam się na pańskie wygórowane ceny ale chcę mice wszystko gotowe zapięte na ostatni guzik Zbyt mi zależy na przyjaciołach ze Sta-nów by ich narażać na pozbawienie tej czy innej przyjemności tylko z tego powodu ze pan stawia jakieś idiotyczne warunki Mister Brown kręcił sie niespokojnie w fo-telu — A co się stanie jeżeli pod pańską nie-obecność motorówkę kłos w nocy ukradnie? — Zapłaci panu asekuracja Jeżeli „cot-tage" który mi pan ofiarowuje jest wogóle narażony na odwiedziny złodziejów to i tak niema o czym mówić Znajdę inny bardziej bezpieczny i spokojny — Ależ Sir niech pan nie bierze dosłownie moich obaw — pocił się Mister Brown — Pan rozumie ze w takim businessie jak mój wszyst-ko musimy przewidzieć i przed wszystkim się zabezpieczyć — Rozumiem i nic mnie to nie obchodzi Jeżeli pan chce bym wynajął jego „cottage" musi mi pan na sobotę dostarczyć tam taką motorówkę o jakiej mówiłem — Oczywiście oczywiście Jak pan so-bie życzy Sir — Wobec tego dobrze Zaraz wysyłam pa-nu pieniądze Mister Brown wytarł pot z czoła i pobiegł napić się zimnej wody z "coolersa" Nie miał juz żadnych wątpliwości co do rodzaju przy-jaciół jakich gościć będzie „Mister March" Odosobnienie luksus motorówka — ukorono-wane nie targowaniem się o cenę — wszystko to wskazywało na jedno: przyjechać ma do-brane grono amerykańskich businessmanów w = jej dążenia życiowe i etyka przybrały już zde-cydowany kierunek inny niz sobie życzył my-śląc o przyszłej zonie — Trzeba z nia zerwać po prostu i wykre-ślić z pamięci! — wpadło mu nagłe postanowie-nie ale od razu zmiarkował ze jest to pusty frazes gdyż miłość juz trzyma go w swej mocy Wsiadł do taksówki i kazał się wieźć do śródmieścia Do domu wracać nie' miał naj-mniejszej ochoty — Proszę jechać do baru „Feliks"! — przyszła mu chętka upicia się z premedytacją w tej knajpie ROZDZIAŁ VI Błotnista droga wijącą się wśród pastwisk jechały dwa auta Podskakiwały ciężko niby ro-puchy wjeżdżając raz po raz w kałuże a bryz-gi wychlapujące spod kół mieniły się w blasku zachodu jak złoto Stanowiło to widok tak piękny że nie tylko babinom człapiącym po błocie ale i estetom nie przyszloby na myśl winie wojewodów o kiepski stan dróg w naszych malowniczych regionach W pierwszym aucie jechała Halina z Ko-narem a w drugim Zuza Horynska w towa-rzystwie — które później określiła jako miłe — w towarzystwie Lotocia Wszyscy czworo nie licząc szofeiow je-chali polować na słonki które ciągnęły licznie w „Czerwonej Dąbrowie" ulubionym zakątku leśnym ministra Limuzyna Konara rozdzierała powietrze okrzykiem syreny płosząc stada wron szyku-jących się do snu Dźwięki te zmuszały leniwe echa do odzy-wania się z zagajników i ożywiały cichą wieś polską Po myśliwskiej przekąsce na jednym z po-stojów Halinie kręciło się w głowie to tez od-rzuciła ją w tył na wygodne oparcie i wsłuchi-wała się w tango lejące się z radia Oszołomiona wonią sosnowych lasów szyb-kością jazdy i gdańskim „Goldwasserem" czuła się pozbawioną sprawności obronnej z czego korzystał skwapliwie minister tuląc ją coraz mocniej do swego ramienia — No i cio? — mruczał nad ma pieszczot-liwie tonem tkliwej niani — No i cio prze-śliczna? Jako wytrawny kobieciarz modulował glos z takim wdziękiem ze niejeden amant mógłby u niego brać lekcje A zresztą cózby to był za minister gdyby nie umiał obchodzić się z ko-bietami? — Przecież większość naszej ludności stanowią kobiety' iFrzyp sekretarki autora) Halina wpadając w czułość automatycznie odpowiedziała podobnie kocim mruczeniem: — W główce mi się kręci — W tej główce1 W tej? — przytulał się do jej czoła policzkiem — Tiak w tej — odmiauczała odsuwa-jąc się na małą odległość Donośne wycie syreny zagłuszyło kilka kolejnych a delikatnych pocałunków jakimi musnął jej skroń Udała ze tego nie czuje co wyzyskał dla ucałowania jej w usta wilgotne i rozchylone Zakręt który w tej chwili brał sprawny szofer przyczynił się jeszcze do ściślejszego towarzystwie luksusowych blondynek Najlepsi klienci jakich sobie można wyobrazić Z budki telefonicznej z której przeprowa-dził całą tą tranzakcję Marek udał się na pocz-tę gdzie na „General Delivery" czekała jego książka Odebrał paczkę obejrzał uważnie i stwierdziwszy że nikt się do niej nie dobierał przekreślił stary adres i napisał nowy — przed kilkoma minutami podyktowany mu przez M-ister Browna Przez chwilę zastanawiał się czy przesyłki nie nadać „Special Delivery" — nie doszedł do wniosku ze im mniej będzie się wyróżniała od innych tym lepiej Kupił jeszcze Money Ordery i wysłał je do Mister Browna poczym z lekkim juz sercem pojechał z powro-tem do mieszkania Zuzy Maszyna została pusz-czona w ruch i należało zgrać tylko pewne jej kółka czyli role jakie odgrywać mieli Zuza Hanka i George W niedzielę pogoda dopisała — a wraz z pogoda na pikniku zjawiły się tłumy Polaków spragnionych świeżego powietrza i rozrywek których nie mogło im dać napół wymarłe w kurzu i upale pogrążone miasto W „Starym Kraju" jechało się w niedzie-le na odpust (jeeli o wsiowych ludzi chodził lub jak n p w Warszawie — na Bielany W Toronto a ściślej mówiąc w całej Ameryce Północnej Polonia jechała na piknik Własny-mi samochodami lub autobusami w pojedynkę parami czy tez z całą rodziną 'od dziecka na ręku począwszy a na teściowej czy babuni skończywszy Z gardłem (do picia) z nogami (do tańcowania) z ramionami (do obejmowania) z płucami (do wdychania świeżego powietrza) i z językiem (do niekończącego się gadania czy obgadywania) z ochotą i animuszem z humo-rem i fantazją polska Każdy miał na coś nadzieję każdy czegoś szukał każdy czegoś się spodziewał Biorąc po starszeństwie (wieku a nie rangi) i ci samot-ni i ci z wiązanką rodzinną zjawiali się głównie po to by w cieniu sosenki czy innego krzaczka w dobranym towarzystwie sobie podobnych wy-pić butelczynę piwa lub kieliszek czegoś moc-niejszego i pogwarzyć pospierać się czy po-kłócić nawet na tematy zawsze dla Polaków aktualne „średniacy" natomiast obojga już płci hołdowali zasadzie ze jak „szukasz szczęś-cia — wstąp na piknik" Panowie częściowo z kategorii lubiących podpierać się kieliszkiem w większości jednak rozglądający się za owym „szczęściem" panienki wdówki czy rozwódki (w wieku — jak mówi piosenka: „byle mlody-- m być i mieć wciąż dwadzieścia lat") tylko w tym drugim celu Pod gołym niebem nad strumykiem na ścieżce biegnącej przez pola czy nawet na deskach „tanebudy" — zawszeć romantyczniej Nakoniec młodzież — a tej najwięcej — dla której pobyt w niedzielę w pozbawionym wszelkich rozrywek mieście był czymś nie do zniesienia Na piknik ciągnęła „tanebuda" czyli tzw parkiet z daszkiem trzę-sący się od obertasów i poleczek rżniętych od ucha do ucha przez -- samego Mięcia i jego or-kiestrę ciągnęły panienki chętne do tańca ł kawalerowie chętni do wszystkiego świeże po- wietrze swoboda i ten nastróik powodujący że człek czuje się dobrze "y ' ~lyyyyga zespolenia warg Konar uczuł nawet w swych ustach mały zwrotny języczek Zdobyła się jednak na wielki wysiłek i wyrywając się z objęć zawołała zduszonym grosem: — No! panie ministrze! — Pan sobie za dużo pozwala! — Ostatnie słowa zabrzmiały już słabiej gdyż ujarzmił ją nowym pocałunkiem Trzymał ją mocno i czuł jak jej ciało prze-wija się pod nim i faluje — Panie ministrze to juz „Czerwona Dą- browa"! — odezwa} się szofer — Podjedz jeszcze kawałek! — rzucił Konar Korzystając z resztek dziennego światła wpatrywał się w przymknięte powieki Haliny W drugim aucie jadąca para zachowywała się mniej lekkomyślnie W ogóle tym dwojgu nie można było nic zarzucić przez cały czas jazdy prowadzili bowiem poważną rozmowę obrawszy sobie za temat budowę spółdzielni Pan boloc zdziwiony był nawet z początku ze pani Zuza tak biegle jest obznajomiona z trudnym dla kobiet tematem — Wie pan to dobrze żeśmy się o tym zgadali ja dawno marzę o własnym dachu nad głową a willa jest moim najwyższym ma- rzeniem — Powinna pani zobaczyć ten tcien i upa-trzyć sobie miejsce na działkę — Mój Boże czy mnie biedna kobito stać na działkę żartuje pan chyba — westchnę-ła Zuza Łotoć chciał w pierwszej chwili coś odpo-wiedzieć coś pocieszającego ale powstrzymał się w porę — Ach! Jak to dobrze ze sobie w lej chwi li przypomniałam — Krzynnęia nagie z radoś-cią w głosie — Przecież pan pewnie potrzebuje zdolnych ludzi No oczywiście! — No tak oczywiście — stwierdzi! z pewną powściągliwością — Mój panie mam do pana wielką ogrom-ną prośbę z tym ze mi pan nie odmówi — Słucham — Otóż przyjechał mój jeden znajomy z Paryża młody hrabia Krzemieniecki Gabriel Krzemieniecki może słyszał pan o nim? — Niestety — No tak pan nie zna jeszcze „naszego" towarzystwa — wtrąciła z odrobiną politowa-nia i mówiła dalej: — Gabriel szuka jakiegoś odpowiedniego zajęcia Ma wprawdzie bardzo bogatego ojca majątki i tak dalej ale dziś praca wśród arystokracji staje się modna — Hm to ciekawe — To bardzo proste kiedyś wysilali się i zdobywali majątki potem odpoczęli trochę i potracili przy tej okazji no a teraz znowu czas pracować A więc Gabriel miałby wielką ochotę wziąść się do jakiejś roboty Ma bar-dzo dobrą prezencję — Jak się pani czuła Wandeczko u mnie na herbatce? — spytał minister w pierwszej limuzynie która zwalniała już biegu — Wyśmienicie ale to nie herbatka to był bankiet ministrze STR POLSKIE KSIĄŻKI Zarząd Główny Publicznych Bi-bliotek w Toronto informuje że w wielu bibliotekach są do wypo-życzenia polskie książki naukowe i beletrystyczne Stosunkowo dość duży zbiór ich jest w Publicznej Bibliotece przy College St Książ-ki polskie są do dyspozycji wszyst-kich osób które czytają po polsku Każdy może przyjąć do biblioteki poprosić o pohką k-iqk- c i kie-rownictwo chętnie mu )povtz Zarząd Głównj Bibliotek Pub-licznych informuie dalci e na żą-danie wypożyczając) eh chętnie bę-dzie nabywał polskie książki do bibliotek Sprawą tą powinien za-interesować' się szeroki ogół Bi-blioteki Publiczne nabywają książ-ki za subwencje otrzymywane z Zarządu Miasta Powinniśmy sko-rzystać z okazji i postarać sic bv I w każdej bibliotece był spory dział polskich książek To nas nic nie I kosztuje Trzeba ty lko pożyczać 1 książki i podawać bibliotekarkom 1 tytuły nowych książek a zarząd uiuiioieKi je 7iiKupi "KULTURA" "WIADOMOŚCI" (londyńskie) Stale posiadamy na składzio numery Dieżącc Przyjmujemy prenumeratę na powyższe periodyki po cenie nominalnej Egzemplarze okazowe "Wiadomości" przesyłamy na żądanie Księgarnia "Związkowiec" 1475 Queen St W Toronto Ont 04RODEK FRANCUSKI NA TORONTO W Oifodku mołna dostać gazety I nmj'nzyny z Francl lub Quebec Francuskie kslnzki — Kalki z tyczenia- - nil na wszelkie okazje — Płyty — Papierosy LICHTMAN-- S NEWS STAND 95 King St W Toronto Tel EM 8-7- 30 70-W7- 8 Polski skład towarów żelaznych farb naczyń kuchennych oraz przyborów wodociągowych 1 ogrzewania J & J HARDWARE J Stefaniak właściciel 745 Quoon St W - EM 6-48- 63 Solidna obsługa — Nlbklc ceny — Bezpłatne porady w sprawach kana-lizacji 1 ogrzewania S QUEEN'S TEXTILES Wi znlzkl za olui7nnlcm niniejszego ogłoszenia Wielki wybór materiałów wełnianych do Krajów europesklch oraz wszol-kieg- o rodzau materiałów pościelo-wych itp 787 QUEEN ST W ADWOKACI U 8-66- 68 C5-- S GEORGE BEN B A ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1147 Dundai Sł W Toronto Tl LE 4-84- 31 I LE 4-84-32 8 JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ 1437 Queen Sł W — Toronto Biura: LE 3-12- 11 Mic&zk: Oakville VI 5-12- 15 sss CHORZY !®§ NIE TRAĆCIE NADZIEJI! EM Tel Wszyscy którzy chorują na niemoc żołądka jak kwasy żołądkowe nie-strawn-ość zatwardze-nie zawroty gfowy ból w krzyżach niedomaga-nia kobiece hemoroidy rewmatyczne bole cu-krzycę i inne dolegliwo-ści powinni jeszcze dziś zażyć zioła Dra J Mil-lera pod nazwą: "JWLHerbCompound#6" a już jutro poczują sio lepiej Zioła nia gotuje się ani nie za-parza sic a zażywa lip w notu-rolny- m słanie dlatego sq takie pomocna i 1'orzystnc Zioło te powinno znajdować się jak pierwiza pomoc w l-oz-dym domu Ona jednej paczM $685 Je-żeli chcecie zrobić swemu przy-jacielowi worloiciowy prezent wtenczas dwie paczH tyll--o $10 00 z przesyłką pocztową Piszcie zaraz dolqczojqc czek Money Order i odresujqc: THE MILLER CO INC Dpf 40 - 790 Broad Streeł NEWARK N J W IH!mMBipł&SM Umimmtikv' i ihtiM' Wm 5Wl lwi mm1 n immśl iri mm f Tl Am Hm lm -- mi£i m irl w mm |
Tags
Comments
Post a Comment for 000367b
