000502 |
Previous | 5 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
'J K
NrÓ
Bogusława H Jemen
Dnie i noce sierpniowe
pamiętam gdzie się
zaczęło — chyba na
Wielkiej Zgrupowaliśmy się
o oznaczonej piątej godzinie
po południu 1 sierpnia 1944
roku Mówiło się: nie dłużej
to potrwa niż 2-- 3 dni Niem-cy
przecież i tak uciekają a
my ot strzelimy sobie klika
razy i rozjedziemy się do do-mów
zanim Rosjanie przyj-dą
Entuzjazm ciekawość
niecierpliwa radość oczeki-wania
a nade wszystko: przy-goda!
Przygoda coś nowego
zrzucenie kajdan po pięciu
latach i świadomość że jeśli
nawet ktoś padnie to już nie
jako niewolnik ale obrońca
swojego Miasta z bronią w
ręku
Byłam sanitariuszką w ba-talionie
''Chrobry I" które-go
dowódcą na początku po-wstania
był major "Sosna"
Z czasem to się zmieniło:
"Sosna" został podpułkowni-kiem
i objął kilka batalio-nów
znanych jako "zgrupo-wanie
Sosny" Moi dowódcy
zmieniali się bądź na skutek
zranienia lub śmierci bądź
to ze względu na przeniesie-nie
z takiego czy innego po-wodu
Każda kompania miała
swój patrol sanitarny który
powinien składać się z pię-ciu
dziewcząt i dwóch noszo-wych
Noszowych nam nie
brakło — byli to chłopcy
którzy nie zdołali zdobyć bro-ni
a siedzieć po piwnicach
nie mieli ochoty z dziewczę-tami
jednak było nieco go-rzej
Mówiąc prawdę było
właściwie tylko trzy: Bożena
Kellerówna ("Maja") Irka
Eckstein ( "Dorota") i ja
("Justyna") — ilekroś bo-wiem
dwie inne zostały do
nas przydzielone' w bardzo
krótkim czasie ginęły w ak-cji
Doszło do tego że nazy-wano
nas "patrolem śmierci"
i nikt nie kwapił się do nas
dołączyć Jakoś nas trzech
"kule sie nie imały" i zresz-tą
dawałyśmy sobie doskona-le
radę bez dodatkowej po-mocy
Nasz dowódca kompa-nii
24-let- ni podporucznik
"Pięta" (Wiesław Łukasie-wicz)
długi jak Podbipięta i
jak Podbipięta łagodny nie
tracący nerwów nawet w naj-cięższej
sytuacji wyznał mi
laz że Podbipięta był zawsze
jego ulubionym bohaterem
ale przybrał pseudonim "Pię-ta"
bo jak się wyraził: "Pod-bipięta
brzmiałoby nazbyt
zarozumiale"
Został ranny w obydwie
nogi w jakieś 10 dni po wy-buchu
powstania ale kom-panii
nie opuścił nawet na
jeden dzień Z początku cią-galiśmy
go z miejsca na miej-sce
na noszach ale wkrótce
wystaraliśmy się dla niego o
kule z którymi niestety nie
mógł się rozstać tak długo
jak mogę sięgnąć pamięcią
Jego niezmącony spokój i
głowa na karku — były dla
nas z psychologicznego pun-ktu
widzenia kojącym balsa-mem
w każdej sytuacji
"Pięta" był bliski dostęp-ny
własny Znacznie odleg-lejszy
i może dlatego wyro-sły
do pół-bog- a był "Sosna"
(Gustaw Billewicz) "Sosna"
potrafił rozewrzeć nieraz gę-bę
od ucha do ucha kląć jak
dorożkarz a jednak nie zna-lazł
się nikt kto by powie-dział
jedno słowo przeciwko
niemu
Wlókł się nasz batalion
przez Chłodną Ciepłą żelaz-ną
— Bóg wie gdzie jeszcze
ludzie ginęli na ich miejsce
przychodzili nowi nawet ma-łe
dzieciaki nota bene naj-sprytniejsze
do atakowania
czołgów butelkami z benzy-na
Nigdy nas nie było mało
Z bronią to co innego Trze-ba
było wdzierać się do
gniazd niemieckich nocą z
nożami w zębach i mordować
śpiącego wroga za cenę ka-rabinu
czy pistoletu Zwolna
śmierć stawała się sprawą
zwykłą codzienną niestrasz-ną
naturalną
Pamiętani jak na samym
początku powstania siedzia-łam
raz pod murem w towa-rzystwie
nieznanego mi ofi-cera
a u naszych nóg leżały
skurczone pokracznie ciała
kilku spalonych Niemców
Oficer otworzył sobie puszkę
sardynek i zaczął smakowi-cie
zajadać Zaofiarował mi
połowę "Przy tych trupo-szach"- ?
— wzdrygnęłam się
na samą myśl Głos oficera
był tak obojętny jakby sie-dział
na ławce w parku i pa-trzył
na fontannę: "Bez oba-wy
Przyzwyczai się koleżan-ka"
1 koleżanka się przyzwy-czaiła
naturalnie
Dotarliśmy do Arsenału i
tam zatrzymała się nasza
kompania a reszta batalionu
zakwaterowała się w pasażu
Simmonsa
I tu w Arsenale rozpoczę-ła
się rzeź Niemcy obstawili
wszystkie wyloty ulic odcię-li
nam drogę do naszych
współtowarzyszy z Simmon-sa
i walili czym się dało pa-ląc
łamiąc mury zabijając
ludzi jak muchy Koszule
darłyśmy na bandaże Tan-nyc- h
nie mogliśmy transpor-tować
do szpitali broń się
kończyła lekarstw żadnych
we trójkę ja
kapral "Huk" (stary zbój
kradnący zabitym Teutonom
zegarki ale dzielny za pięciu
kawaler Virtuti Militari i
mój nauczyciel strzelania i
rzucania granatów) oraz ma-ły
15-lat- ek Zygmunt "Huk"
także nigdy nie tracił dobre-go
humoru ani nadziei tego
jednak dnia powiedział ni z
tego ni z owego: "Jedna mi
tylko kula została To dla
mnie Ile masz kul Zyg-munt?"
"Dwie" odpowie-dział
chłopak "jedna dla
mnie ale zanim sobie w łeb
strzelę zabiję szkopa" "Ni-kogo
nie zabijesz" ryknął
"Huk" "widzicie go smar-kacza!
Ta druga kula to dla
koleżanki Justyny" Zygmunt
skinął głową a ja odetchnę-łam
z ulgą Powiedziałam:
"dziękuję Huk" Jakby ka-mień
spadł z serca
Tak tak i za obietnicę
śmierci czasem się dziękuje
śmierć nie boli Boli umiera-nie
Ale śmierć kilkunastu z
nasunie była pisana Pamię-tam
jak raz z zamkniętymi
oczami cisnęłam w grupę
Niemców granatem aby prze-transportować
rannego któ-ry
tracił szybko krew Pamię-tam
że użyłam tej samej tak-tyki
wracając do Arsenału i
że jakoś kulawo ze stratami
ponad wszelką miarę wydo-staliśmy
się i dobrnęliśmy do
pasażu Simmonsa
Stamtąd chodziliśmy na
nocne wyprawy Nie wiem
kiedy spałam — czasem z go-dzinę
w ciągu dnia przy wtó-rze
"sztukasów" których ryk
do tego czasu stał się najzwy-klejszą
w świecie melodią
czasem gdzieś pod barykadą
z kulami świszczącymi nad
głową Nieraz zjawiał się ni
stąd ni zowąd jakiś młody
ksiądz na barykadzie z abso-lucj- ą
"dla ginących" czasem
nasz własny batalionowy ka-pelan
odprawiał Mszę św w
pasażu Simmonsa i nigdy nie
drgnął mu głos ani ręka choć
zaimprowizowany na prędce
ołtarz rozsypywał się w szczą-tki
od wstrząsów Widziałam
płaczących mężczyzn w cza-sie
tych kościelnych ceremo-nii
słyszałam głośno szlocha-jące
kobiety Może i ja mia-łam
nieraz łzy w oczach ale
nawet o ile tak to nie zda-wałam
sobie z tego sprawy
Dworzec Gdański Ponoć
ciężki orzech do zgryzienia
a przecież zdobyliśmy! Tej
nocy otrzymałam Krzyż Wa-lecznych
Prawdę mówiąc
nie zdawało mi się że zrobi-łam
coś więcej niż zwykle
ale człowiek mało wie o so-bie
To co dla mnie było rze-czą
normalną ktoś inny uznał
że nie
Była potem wąska ulica
gdzieś na Starym Mieście i
kilku chłopców przedostało
się na drugą jej stronę i na
nich to skierował się ogień
wroga Kilku padło jeden
ciężko ranny jęczał tak ze
mimo oswojenia się z tego
rodzaju przypadkami trudno
było tego słuchać Niemiecki
karabin maszynowy stał w
pośrodku licy i walił bez par-donu
kto tylko głowę wysu-nął
z naszego budynku
"Przeczołgamy się do nie-go"
— powiedziałam Bożenie
(był to bodaj ostatni dzień
kiedy było nas pięć w patro-lu)
"Nie ty" — odrzekła Bo-żena
— "Stasia pójdzie"
Nawet do połowy ulicy nie
doszła Została uderzona w
same piersi i zmarła niemal
natychmiast
"Ela" — zawołała Bożena
— "twoja kolej"
Ela również zginęła
Trzecia poszła Bożena Zo-stała
ranna w udo przyczoł-gał- a
się z powrotem
Zostałyśmy już tylko dwie:
Irka i ja Poszłam Czołga-łam
się w kurzu słońcem roz-grzanej
ulicy z taką --wprawa
jakbym nigdy nic innego w
życiu nie robiła Nosze ciąg-nęłam
za sobą I doszłam Po
pierwszym opatrunku wtas-kała- m
chłopaka na nosze i —
z powrotem tą samą drogą
Ale już i nasi tęgo przygrza-l- i
Niemcom i maestro" przy
-- i T- - ff a - -
karabinie maszynowym stra-cił
nieco na szybkości i cel-ności
Jak można spamiętać te dnie i noce
powstańcze po tylu długich
latach? Niektóre obrazy gi-ną
zamazane w oddali nie-które
jednak stoją przed o- -
czami jak żywe jakgdyby to
bvło zaledwie wczoraj
Kilkoro ludzi zwariowało
inni dostawali krótkotrwa-łych
napadów histerii i ucie-kali
gdzie oczy poniosły Ro-dziły
się opowieści piosenki
wiersze
Już nikt nie liczył umar-łych
Już nikt nie zbijał tru-mien
— trzeba by było mieć
las w Warszawie aby drzewa
starczyło
Dnie zaczynały się warko-tem
karabinów maszynowych
i ryczały eharkotem broni o
której nie mieliśmy zielone-go
pojęcia Krew płynęła u- -
licami
Gdzieś kędyś
na smutnej ziemi
W sukience z jasnej zieleni
Drzewa pokorne żyły
I przybiegł ptak
i zaśpiewał:
"Czemu smucicie się
drzewa
"Jak nad mogiłą?
"Ja bym wam słodził
noclegi
"Szczęściem loypełniał
po brzegi
"Mój tęskny śpieio
"żeby te smutne kotony
"Miały raz kolor czeiwony
"Jak świeża kreio
"Wybierzcie miesiąc
jedyny
- "Schylone jarzębiny
"Czas do radości
"A ptaki z piosenką
w podzięce
"Siądą wam drzewa
na ręce
"Słoneczni goście"
Więc zgodnie schyliły
głowy
Wybrały Miesiąc
Sierpniowy
W naradzie drzew
"I odtąd 10 smutnej zieleni
Czerwień korali się pieni
Jak świeża krew
Dziwny to 'oył okres te trzy dni i
nocy powstania Radość zmie-szana
była ze smutkiem łzy
ze śmiechem nadludzkie- - bo-haterstwo
z apatią i obojęt-nością
Tak długo jak byliśmy na
Starówce jeść się zawsze to
i owo znalazło ale 'wody nie
było W tych słońcem rozpa-rzonyc- h
dniach kiedy nawet
kropla deszczu nie spadła i
kiedy wieczne pożary doda-wały
tylko do tego nieludz-kiego
ukropu w tych dniach
i nocach nie miało się żad-nych
rodzin domów przyja--
ciół przeszłości tylko towa-rzyszy
broni
A wróg następował Syste-matycznie
planowo upar-cie
Wypierał nas z zajętych
stanowisk ginął ale sam
więcej zadawał śmierci bo
broń była w jego rękach
Pamiętam chłopca który
posiadał niezwykły talent
rzucania nożem Innej broni
nie nosił Tuziny noży i bag-netów
zatknięte za pasem
błyszczały w słońcu kiedy ci-chym
kocim krokiem pod-kradał
się pod pozycje nie-mieckie
zadawać śmierć Ni-gdy
nie chybił Nieraz dla
śmiechu mówił nam w jakiej
części ciała wroga utkwi nóż
i nigdy się nie pomylił Dla
śmiechu też mówiłam mu że
czym kto wojuje od tego gi-nie
Tak się też stało Nóż nie-miecki
utkwił mu w gardle
krew chlusnęła strumieniem
Nie mógł nawet słowa wy-krztusić
uśmiechnął się tyl-ko
oczami jakby chciał po-wiedzieć:
"no i cóż z tego?
dość ich napsułem łobu- -
2ÓW"
Ja z ważną rangą kapra-la
(niemal jak Hitler lub Bo-naparte)
nie bardzo oriento-wałam
się dlaczego zmienia-my
zdawałoby się całkiem
wygodne miejsce postoju aby
wlec się gdzie indziej Nie-wiele
mnie to zresztą obcho-dziło
Robiłam co było trze-ba
wierząc że ktoś mądrzej-szy
ode mnie zajmuje się
strategią Toteż ani mi przez
myśl nie przeszło gdy jednej
nocy przyszedł rozkaz o wy-cofaniu
się z pasażu Simmon-sa
że opuszczamy Stare Mia-sto
Nie wiedziałam takie że
rozkaz został dlatego cofnię-ty
ponieważ grupa straceń-ców
z "Zośki" która miała
ściągnąć na siebie uwagę
Niemców aby pozostałym od-działom
umożliwić ucieczkę
kanałami do śródmieścia
v i łTJłi
"ZWIĄZKOWIEC" UPIEC (Juty) włorek ii - 1973 SfRJ
wpadła w zasadzkę i została
wycięta bodajże co do nogi
Tak zginął znany dowódca
zgrupowania "Zośki" major
"Jan" Tak zginął jego adiu-tant
porucznik "Brat" (Ewa-ryst
Jakubowski występują-cy
w czasie okupacji pod naz-wiskiem
Jan Kulesza spado-chroniarz
przysłany do nas z
Anglii utalentowany artys-ta-malar- z)
O świcie zmęczeni cało-nocnym
czekaniem pokładli-śmy
się na naszych pryczach
w pasażu aby choć trochę
złapać snu Zaledwie kilkana- -
rście osób zostało poza pasa-żem
na warcie i między inny
mi Bożena "Pięta" Staszek
Roszczyk "Rosta" i "Huk")
reszta ponad dwieście ludzi
posnęła jak kamienie
Czy to tak się samo życie
plecie czy też los bierze czło-wieka
za rękę i wiedzie do-kąd
chce?
Moja prycza była na "pię-trze"
pode mną spał zazwy-czaj
nasz operator karabinu
maszynowego — "Zygmunt
XIII" Obok w samym rogu
Irka ("Dorota") i podchorą-ży
Mietek Zanim w meldowa-łam
się na moje wyrko Zyg-munt
mnie powstrzymał i o-rz- ekł
całkiem poważnie i po
męsku ze to mężczyzna po-winien
spać na górze nie ja
Nie robiło to mi żadnej róż-nicy
tylko aby spać
Nie spałam długo Rozdzie-rający
huk padających bomb
przeszył powietrze i kurz wa-lących
się murów przesłonił
widok Staliśmy w kącie we
trójkę Irka Mietek i ja trzy-mając
się za ręce i chyba nie
myśląc o niczym Atak trwał
może minuty może godziny
Czas się me liczył Kiedy
kurz wreszcie opadł zobaczy-liśmy
że tylko nasz kąt po-został
nietknięty — wszystko
i wszyscy leżeli pod olbrzymi-mi
blokami gruzów martwi
To chyba los bierze czło-wieka
za rękę i prowadzi do-kąd
chce: na mojej poprzed-niej
pryczy leżał zabity "Zyg-munt
XIII"
Wciąż trzymając się za rę-ce
nasza trójka poczęła piąć
się po gruzach na świat Irka
była ranna w głowę ja w no-gi
ale się szło Przewracali-śmy
się potykali ranili rę-ce
o szorstkie kamienie ale
szliśmy Słońce uderzyło nas
w oczy i niewiadomo skąd
dziesięć rąk wyciągnęło się w
naszym kierunku dziesięć
rąk wprowadziło nas do bra-my
zaczęło zmywać z nas
krew Chciałam coś powie-dzieć
ale widać kurz zabloko-wał
mi krtań "Huk" przycis-nął
mi do ust flaszkę cierp-kiego
wina zdało mi się naj-lepszego
na świecie Piłam i
piłam myślałam że nigdy nie
skończę
Nocą wróciliśmy na gruzy
pasażu W głębokim leju po
bombie siedział nasz dowód-ca
batalionu kapitan "Ko-nar"
a nasza skromna prze-trzebiona
grupa latała z le-ju
do góry i napowTÓt roz-nosząc
świstki z rozkazami
do innych oddziałów Noc u-płyn- ęła
na tej bieganinie
Następnej nocy zeszliśmy
do kanałów aby przebyć
ośmiogodzinną drogę w bru-dnej
wodzie pełnej szczurów
— do śródmieścia Niemcy
obstawili wyloty kanałów to- -
tez szliśmy cicho jak duchy
Komisja nagród Ministers-twa
Kultury i Sztuki w War-szawie
przyznała tego ruku
wielką ilość nagród zarówno
twórcom jak i odtwórcom w
dziedzinie sztuki W każdym
dziale ustanowiono trzy stop-nie
nagród i w każdej gru-pie
jest kilku
Listę otwierają literaci
Nagrody I stopnia otrzymali:
Karol Bunsch Stanisław
Lem Janusz Meissner i Se-weryna
pod-czas
gdy nagrodę drugiego
stopnia otrzymali m in
dwaj znakomici pisarze poe-ci
i Ernest
Bryll i Stanisław Grochowiak
a wśród trze-ciego
stopnia znajduje się Je-rzy
Pertek autor znakomi-tych
książek o' działaniach
floty polskiej podczas ostat-niej
wojny
W dziale muzycznym na-grody
I stopnia otrzymali
Henryk Mikołaj Górecki
symfonii
świetny dyrygent
Bohdan Wodiczko oraz śpie-wacy:
Bogdan Paprocki An-drzej
Hiolski i Bernard Ła-dys- z
Drugiego stopnia na
-
q i ' - -
-
by nie budzić licha Wyszli- -
śmy na Wareckiej witani bu-rzą
oklasków "Huk" rozglą-dał
się w po- dziwie: "Justyna patrz: szy-by
w oknach!" I znów: "Niech
to wciórności! baby tu mają
manikury na kopytach!"
Kręcił kudłatą głową nie
mógł sie nadziwić
A potem — potem juz wła-sciwi- e
powstania dla nas nie
było Ktoś tam
ze należy nam się odpoczy-nek
i tylko tu
i ówdzie wartę Ale naplecie
nerwowe nie zmalało może
nawet wzrosło bo byliśmy
jakby odcięci od pierwszej
linii a nie wiedząc co się
dzieje różne najgłupsze my-śli
pizy chodziły do głowy"
Yin tych to dniach zginał t "Sosna"
śmierć jego czas jakiś była
w ze
względu na niezwykłe do nie-go
żołnierzy
przecież jednak musiała ta
wiadomość wyjść na światło
dzienne Płakał "Pięta" pła-kał
"Huk" i "Rosta" płakała
Bożena Iika i ja
Wkrótce zostałam i ja ran-na
Szłam Złotą z Bronkiem
i Staszkiem
kiedy gruchnę-ła
gruba Berta 'chyba na
skutek pędu powietrza zna-leźliśmy
się nagle wszyscy
troje bez spodni — ale kto
o tym myślał? Pierwszym
moim instynktem było zrzu-cie
głaz który przywalił
Bronka ale wtedy właśnie
zorientowałam się że moja
lewa ręka nie jest zdolna wy-konać
ruchu
Rękaw mojej panterki był ro-zeiwa- ny
na ramieniu a spod
rękawa spływała wąskim
strumieniem krew na moją
dłoń Zabrali nas do szpitala
po drugiej strony ulicy Bro-nek
zmaił tego samego dnia
Staszkowi amputowano nogę
Ja miałam w ręce i w nodze
cos około dwudziestu sześciu
odłamków złamana w trzech
miejscach rękę i przestrzelo-ny
nerw w ramieniu
Szpital jeden potem dru-gi
kapitulacja wyjazd do
niewoli
Koniec rozdziału Koniec
wysiłków Koniec bezsilnej
złości koniec tragedii tak
głębokiej że aż bez łez
Pozostały krzyże pamięć
poległych i szczątki spalone-go
w świecie
Miasta
Gdzieś tam z góry patrzył
na nas Bóg Musiał być to
srogi starzec o kamiennym
obliczu patrzący bez uczuć
na swoje straszne żniwo Kie-dyś
wierzyłam w Jego
modliłam się do
Niego Dziś ruiny Warszawy
ukryte na zawsze w moim
sercu wolały wraz ze mną w
bezsilnej pasji:
Ty który loidzisz
loszystko
Zobacz jak nieszczęścia
Popalonych szkieletów
Do nieba się siożą
Wyciągają ku Tobie
okncaicione pięście
I grożą
Może usłyszał?
Może zadrgała Mu ręka?
Bogusława Halina Bauer —
Jensen fkpr "Justyna"
sanitariuszka batalionu
"Chrobry l")
grody otrzymali m in nastę-pujący
śpiewacy: Wiesław
Ochman — znakomity wręcz
tenor — i Antonina Kawec-ka
skrzypek Konstanty Kul-ka
i Włodzi-mierz
Kotoński i Rumuald
Twardowski
W plastyce otrzymali
pierwsze nagrody rzeźbiarz
Alfons Karny którego po-piersie
Chopina znajduje się
w National Art Centrę w Ot-tawie
oraz
artysta-malar- z
Jerzy Nowosielski profesor
krakowskiej Akademii Sztuk
Pięknych
W dziale teatru otrzymali
pierwsze nagrody aktorzy i
reżyserzy: Mariusz Dmochow-ski
Władysław Hańcza Gus-taw
Holoubek Andrzej Ła-picki
Ludwik Renę Jan
świderski v oraz zespołowo
Teatr Stary im H
w Krakowie
Nagrodę I stopnia w dziale
filmu otrzymali: Jan Rybi-kows- ki
za serial telewizyjny
"Chłopi" oraz Ewa i Czesław
Petelscy za film
Przyznano również nagro-dy
za dzieł
Nagrody
literackie i artystyczne
nagrodzonych
Szmaglewska
dramaturdzy:
nagrodzonych
kompozytor koper-nikowskiej
'fe4VVWVM%4%TMWMV%i!Vv
niekłamanym
zadecydował
trzymaliśmy
podpułkownik
utrzymywana tajemnicy'
przywiązanie
Kleinschmidtem
Roszczykiem
najmniejszego
ropaczliwych gigantycznych
najdroższego
spra-wiedliwość
kompozytorzy
najwybitniejszy
współczesny
Modrze-jewskiej
"Kopernik"
upowszechnienie
artystycznych
Jeny Rozwadowski Kapitan Kaługin
Dwadzieścia dziewięć lat
temu — 1 sierpnia 1944 roku
— wybuchło w Warszawie
Powstanie Na temat jego
przebiegu i tragicznego za-kończenia
napisano juz nie-zliczona
ilosc sprawozdań
książek i wspomnień nie brak
jednak pewnych okoliczności
i wydarzeń które do dziś jesz-cze
nie sa całkowicie wyjaś-nione
Wspomnienie poniższe
jest właśnie na temat jednego
z nich
ł
W początkach września po-mimo
zajęcia przez Armie
Czerwona i walczące u jej bo-ku
jednostki I Armii Polskiej
Pragi az po Wisie powoli za-częło
sie stawać jasne dla
wszystkich ze walcząca Stoli-ca
nie może liczyć na szybkie
jej opanowanie
W gruncie rzeczy udziele-nie
nam pomocy nie było az
tak bardzo trudne Wybrzeże
Żoliborza Powiśla i Czernia-kow- a
były jeszcze w rekach
powstańców i desant sowiec-kich
czy tej polskich oddzia-łów
dowodzonych przez ge-nerała
Berlinga z powodze-niem
mógł byc wykonany 0-czywiś-cie
nie bez strat —
Niemcy byli w możności klaśc
ogień na Wisłę tak z dział
jak i nawet z broni maszyno-wej
Te ich źródła ogniowe
można było jednak przecież
przydusić przed rozpoczęciem
akcji desantowej ogniem wła-snej
artylerii i bombardowa-niem
lotniczym Jednego i
drugiego Rosjanom nie bra-kowało
Straty zaś? Ostatecz-nie
wojna jest wojną — na
to nie ma rady a Warszawę
i tak i lak trzeba było prze-cież
zająć w dalszym marszu
na Berlin
Zaczynaliśmy zdawać sobie
sprawę z tego iż grają tutaj
rolę czynniki nie militarno-strategiczn- e
ale przede wszy-stkim
politycznej natury Ro-zumieliśmy
doskonale ze za-jęcie
Warszawy bezpośrednio
po wybuchu Powstania w
dniu 1 sierpnia mogło spra-wić
Armii Czerwonej pewne
trudności Przerzucone na
prawy brzeg Wisły trzy nie-mieckie
dywizje pancerne nie
tylko powstrzymały sowiecki
napór ale nawet odepchnęły
ją aż pod Siedlce Był to chwi-lowy
jednak sukces czego
najlepszym dowodem było
przeciwuderzenie zakończone
zajęciem Pragi Dalszej bez-czynności
nie można już było
wytłumaczyć żadnymi wzglę-dami
natury militarnej
Początkowa nadzieja odsie-czy
szybko więc okazała się
złudna Dalsze działania so-wieckie
ucichły Owszem sta-rano
się pokazać nam ze chcą
nam dopomóc Od czasu do
czasu kładli ogień 1 dział i
"katiusz" na różne obiekty w
mieście rąbiąc nim nie tylko
Niemców ale i nas także przy
okazji bombardowali pew ne
rejony wokół miasta które
przeważnie nie wiele się przy-dawały
zrzucali zaopatrze-nie
nocami ale przeważnie bez
spadochronów co powodowa-ło
z reguły kompletne jego
zniszczenie w czasie upadku
Dla przykładu mogę podać iż
sam podjąłem taki zrzut na
ulicy Koszykowej Była to
amunicja karabinowa Z peł-nego
jej worka do użytku
zdołaliśmy wybrać jedynie
tylko 8 sztuk Reszta była
pogięta i połamana
W końcu przyszedł desant
polskich oddziałów na żoli-borz
i Czerniaków-Powiśl- e
Nie odniósł on żadnego skut-ku
ponieważ raz ze dokona-no
go zbyt słabymi siłami po
drugie młody niewyszkolony
prawie zupełnie żołnierz nie
mający najmniejszego pojęcia
o metodach walki w mieście
nie potrafił sobie dać rady
pomimo bezsprzecznie okazy-wanego
męstwa z zaprawiony-mi
w niej już Niemcami Po-niósłszy
olbrzymie niepotrze-bne
straty resztki jego wyco-fały
się z wielkim trudem za
Wisłę dziesiątkowane ogniem
niemieckim
Szybko dowiedzieliśmy się
iż desant' ten nastąpił w wy-niku
samowolnie podjętej de-cyzji
przez generała Berlinga
który mimo braku sowieckich
rozkazów a nawet wbrew
nim zdecydował się przyjść z
pomocą na własną odpowie-dzialność
walczącym rozpa-czliwie
powstańcom Zapłacił
za to natychmiastowym odwo-łaniem
go z dowództwa
Wiedzieliśmy także iż na
realną pomoc z Zachodu dro-gą
powietrzną nie możemy
zbyt wiele liczyć Odległość
dzieląca Warszawę od baz w
Widkiej Brytanii i we Wło-szech
uniemożliwiała rozwi
niecie takiej akcji na szerszą
skalę Przylatujące z Brindisi
polskie brytyjskie i poludnio-wo-afrykanski- e
maszyny wali-ły
się slupami ognia zestrze-liwan- e
ogniem niemieckiej
obrony przeciwlotniczej nad
Warszawa bądź tez w drodze
docelowej i powrotnej przez
nia i myśliwce niemieckie
czyhające na trasie Z powo-dzeniem
mogłyby one wyko-nywać
swe zadanie w formie
zrzutów czy tez nawet bom-bardowań
skupisk niemiec-kich
gdyby mogły po wyko-naniu
zadania lądować na so-wieckich
lotniskach Nie było
to jednak możliwe wobec bra-ku
zgody na to ze strony do-wództwa
Armii Czerwonej na
wyraźne w tej mierze polece-nie
Stalina
Z chwilą zajęcia Pragi za-częły
pojawiać się nad War-szawa
sowieckie samoloty my-śliwskie
i szturmowe Prakty-cznie
biorąc obecność ich by-ła
bez większego znaczenia
Gdy krazyly one nad płonącą
stolica nurkujące bombowce
niemieckie z reguły były nie-obecne
Gdy odleciały — po-jawiały
sie one natychmiast
W wyniku tej swoistej "zmia-ny
roi" do spotkań nie do-chodziło
Raz jeden tylko za-atakowały
one trojkę "Stu-kasów- "
bez żadnego zresztą
wyniku A czyż trudno było
zwinnym doskonale uzbroio-ny- m
myśliwcom sowieckim
"Jak" przepędzić raz na
zawsze niemieckie bombowce
z nieba nad Warszawą? Chy-ba
nie
"Stukasy" niemieckie któ-rych
nota bene operowało
wówczas bardzo niewiele
staitowaly z lotniska Okęcie
odległym od Warszawy o kil-ka
kilometrów Czyż lotnic-two
sowieckie nie mogło
zbombardować go i położyć
radykalny kres w ten sposób
niemieckim nalotom na mia-sto?
Nie było to ani trudne
ani nawet zbyt ryzykowne za-danie
do wykonania
Szturmowe sowieckie "Ily"
atakowały z niskiego lotu od
czasu do czasu różne obiekty
w mieście ostrzeliwując w
pierwszym rzędzie gmach Ge-stapo
w Alei Szucha Rezultat
tych nalotów był oczywiście
praktycznie biorąc żaden i nie
miał znaczenia dla walczą-cych
powstańców
W okresie tym staliśmy
kwaterą w domu nr 47 przy
ulicy Wilczej na rogu Poznań-skiej
Padło już kolejno Stare
Miasto Powiśle Żoliborz i
Czerniaków Stłoczone na nie-wielkim
obszarze Śródmieścia
siły powstańcze nie mogły o-czeki- wać
niczego innego jak
kompletnej zagłady lub w
najlepszym razie niewoli
Kończyła sie amunicja środki
lekarskie nie było co jeść
brakło wody Widmo kieski
rysowało się coraz wyraźniej
przed oczami
Zaryzykuje tu twierdzenie
iż Rosjanie przegrali wówczas
wielka szanse polityczną Nie
ulega najmniejszej wątpliwo-ści
iż' w przypadku prawdzi-wego
przyjścia z pomocą wal-czącej
rozpaczliwie Stolicy
uderzenia i zajęcia jej żoł-nierz
Armii Czerwonej bez-sprzecznie
witany byłby przez
jej ludność i powstańców
kwiatami (w przeności oczy-wiście
skąd bowiem możnaby
było znaleźć je w gruzach
druzgotanego i płonącego
miasta?) Nikt nie myślałby
wówczas ani o tym co działo
się z zagrabionym nam na
mocy układu Ribbentrop-Mo-łoto- w naszych wschod-nich
ziemiach nikt nie pamię-tałby
o losie rodaków zagna-nych
na Syberię Kołymę
Kamczatkę nikt nie przypo-minałby
Katynia Wyciągnię-ta
pomocna dłoń ratująca
nas z piekła walk Powstania
pochwycona by była ze szcze-rą
podzięka Ktoś kto nie
przeszedł Powstania może o-bur- zyć
się czytając te słowa
Mogę go jednak zapewnić iz
biorąc w nim udział z całą
pewnością nie myślałby- - ina-czej
Nie nastąpiło to jednak
Cel Stalina był jasny i nie-dwuznaczny
— kompletna za-głada
Warszawy i pogrzeba-nie
w jej gruzach obrońców
niemieckimi rękami Wątpli-wości
żadnych co do tego nie
było i nie należało się łudzić
Dowództwo walczącej Stoli-cy
mieściło się wówczas w
podziemiach gmachu PKO na
rogu Świętokrzyskiej i Jasnej
Często tam bywałem służbo-wo
W czasie jednej z takich
wizyt poznałem tam sowiec
kiego kapitana Kalugina
Warto mu w tym wspomnie-niu
poświęcić kilka slow po-nieważ
rola jego i znalezienie
się w powstańczej Warszawie
do dziś nie zostało wyjaśnione
i pozostaje tajemnica Jego
dalsze losy również
On sam twierdził iz został
wysiany przez sztab Armii
Czerwonej mai szalka Rokos-sowskiego
w celu nawiązania
łączności z dowództem Pow-stania
Rosjanie zdementowali
to twieidac iz uczynił to on
zupełnie samowolnie po prze-dostaniu
sie do miasta z ja-kiegoś
sowieckiego partyzan-ckiego
oddziału czy tez po
ucieczce z niemieckiej nie-woli
Kalugin był nam szczerze
życzliwy i starał sie za wszel-ka
cenę przyjść powstańcom
z pomocą Za pośrednictwem
naszej radiostacji sial bez
przerwy za Wisie alarmujące
depesze domagając się udzie-lenia
nam pomocy w formie
bombardowań lotniczych nie-mieckich
pozyoi w mieście
w s p a r c i a artyleryjskiego
zrzutów z bronią amunicją
środkami lekarskimi i żywno-ścią
Wszystkie te apele z reguły
spotykały się z grobowym
milczeniem z tamtej strony
Gdy sytuacja stalą sie jasna
ze na pomoc zza Wisły War-szawa
nie może absolutnie li-czyć
Kalugin zasępił się W
czasie lednej z rozmów po-wiedział
mi wyiaźnie iż nie
może zrozumieć tego i ze los
Powstania jest przesadzony
Uderzenie Armii Czerwonej
nie nastąpi i pomocy żadnej
spodziewać się nie należy
— Nie macie innej pers-pektywy
— mówił — jak zgi-nać
albo isc do niewoli Sami
rady Niemcom nie dacie nasi
udzielić jej nie chcą choć mo-gą
Ja dostałem rozkaz przej-ścia
przez Wisłę i zameldowa-nia
się w naszym sztabie Na-tychmiast
Czy mi się to uda
nie wiem ale pewne szanse
przejścia sa jeszcze Polubi-łem
cię i nie chciałbym --
byś tu zginął Chodź ze mną
Przejdziemy — dołączysz do
waszych i razem będziemy bić Germańca Tu zginiesz
Chodź
Przyznać muszę że była to
dla mnie chyba najtrudniej-sza
w życiu do powzięcia de-cyzja
Zdawałem sobie spra-wę
doskonale ze Kaługin ma
racje Perspektyw innych niż
te jakie wymienił nie było
istotnie Śmierć albo niewola
nie gwarantująca zresztą rów-nież
wyjścia cało Wiedzieliś-my
az nazbyt dobrze jak po-stępują
Niemcy z wziętymi do
niewoli powstańcami Co
mam więc robić i jak postą-pić?
Zdecydowałem się w końcu
— Słuchaj — powiedziałem
— Dziękuję ci bardzo za twą
życzliwość I tę propozycję
Jesteś porządny chłop i nigdy
ci tego nie zapomnę Ale nie
mogę iść z tobą choć zdaję
sobie sprawę z tego co mnie
tutaj czeka Chyba rozumiesz
to dobrze ze nie wolno mi
opuścić mych podkomend-nych
bo sam jesteś jak i ja
żołnierzem i oficerem że nie
mogę pozostawić samych
tych ludzi którymi dowodzę
I to nie tylko teraz ale od
paru juz lat w szeregach Ar-mii
Krajowej Powiedz sam
czy ty zrobiłbyś coś podob-nego?
Kaługin zamyślił się i mil-czał
przez parę minut
— Nu cóz — powiedział —
Masz rację i nie mogę ci za-przeczyć
Ale szkoda mi cie-bie
i was wszystkich Zginie-cie
Los pokierował inaczej
Wyszedłem cudem z gehenny
Powstania Jakżeż inaczej u-łozył- oby
się moje życie gdy-bym
wówczas powiedział
"tak" i opuścił z Kaługinem
walącą się w gruzy Stolicę?
Kaługin przedostał się za
Wisłę szczęśliwie Co i jak da-lej
z nim się stało — nie
wiem do dziś i pewnie nie do-wiem
się nigdy Niewątpliwie
jeśli nie zlikwidowano go od
razu powędrował gdzieś do
łagru na dalekiej północy by
nie wrócić już nigdy Nie był
osobnikiem pożądanym z całą
pewnością Nie on jeden
Wracając pamięcią do
krwawych tragicznych dni
warszawskiego Powstania
zawsze wspominam kapitana
Armii Czerwonej Kaługina
bardzo serdecznie Był on nie
tylko moim ale wszystkich
nas —r Powstańców prawdzi-wym
szczerym przyjacielem
- ( % - ? 4 - " K s ' -- - C'2-v'- "' - L"%---""'S-cci!v-i- ic'v "C
- -- - 5—e -
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, July 31, 1973 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1973-07-31 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2001022 |
Description
| Title | 000502 |
| OCR text | 'J K NrÓ Bogusława H Jemen Dnie i noce sierpniowe pamiętam gdzie się zaczęło — chyba na Wielkiej Zgrupowaliśmy się o oznaczonej piątej godzinie po południu 1 sierpnia 1944 roku Mówiło się: nie dłużej to potrwa niż 2-- 3 dni Niem-cy przecież i tak uciekają a my ot strzelimy sobie klika razy i rozjedziemy się do do-mów zanim Rosjanie przyj-dą Entuzjazm ciekawość niecierpliwa radość oczeki-wania a nade wszystko: przy-goda! Przygoda coś nowego zrzucenie kajdan po pięciu latach i świadomość że jeśli nawet ktoś padnie to już nie jako niewolnik ale obrońca swojego Miasta z bronią w ręku Byłam sanitariuszką w ba-talionie ''Chrobry I" które-go dowódcą na początku po-wstania był major "Sosna" Z czasem to się zmieniło: "Sosna" został podpułkowni-kiem i objął kilka batalio-nów znanych jako "zgrupo-wanie Sosny" Moi dowódcy zmieniali się bądź na skutek zranienia lub śmierci bądź to ze względu na przeniesie-nie z takiego czy innego po-wodu Każda kompania miała swój patrol sanitarny który powinien składać się z pię-ciu dziewcząt i dwóch noszo-wych Noszowych nam nie brakło — byli to chłopcy którzy nie zdołali zdobyć bro-ni a siedzieć po piwnicach nie mieli ochoty z dziewczę-tami jednak było nieco go-rzej Mówiąc prawdę było właściwie tylko trzy: Bożena Kellerówna ("Maja") Irka Eckstein ( "Dorota") i ja ("Justyna") — ilekroś bo-wiem dwie inne zostały do nas przydzielone' w bardzo krótkim czasie ginęły w ak-cji Doszło do tego że nazy-wano nas "patrolem śmierci" i nikt nie kwapił się do nas dołączyć Jakoś nas trzech "kule sie nie imały" i zresz-tą dawałyśmy sobie doskona-le radę bez dodatkowej po-mocy Nasz dowódca kompa-nii 24-let- ni podporucznik "Pięta" (Wiesław Łukasie-wicz) długi jak Podbipięta i jak Podbipięta łagodny nie tracący nerwów nawet w naj-cięższej sytuacji wyznał mi laz że Podbipięta był zawsze jego ulubionym bohaterem ale przybrał pseudonim "Pię-ta" bo jak się wyraził: "Pod-bipięta brzmiałoby nazbyt zarozumiale" Został ranny w obydwie nogi w jakieś 10 dni po wy-buchu powstania ale kom-panii nie opuścił nawet na jeden dzień Z początku cią-galiśmy go z miejsca na miej-sce na noszach ale wkrótce wystaraliśmy się dla niego o kule z którymi niestety nie mógł się rozstać tak długo jak mogę sięgnąć pamięcią Jego niezmącony spokój i głowa na karku — były dla nas z psychologicznego pun-ktu widzenia kojącym balsa-mem w każdej sytuacji "Pięta" był bliski dostęp-ny własny Znacznie odleg-lejszy i może dlatego wyro-sły do pół-bog- a był "Sosna" (Gustaw Billewicz) "Sosna" potrafił rozewrzeć nieraz gę-bę od ucha do ucha kląć jak dorożkarz a jednak nie zna-lazł się nikt kto by powie-dział jedno słowo przeciwko niemu Wlókł się nasz batalion przez Chłodną Ciepłą żelaz-ną — Bóg wie gdzie jeszcze ludzie ginęli na ich miejsce przychodzili nowi nawet ma-łe dzieciaki nota bene naj-sprytniejsze do atakowania czołgów butelkami z benzy-na Nigdy nas nie było mało Z bronią to co innego Trze-ba było wdzierać się do gniazd niemieckich nocą z nożami w zębach i mordować śpiącego wroga za cenę ka-rabinu czy pistoletu Zwolna śmierć stawała się sprawą zwykłą codzienną niestrasz-ną naturalną Pamiętani jak na samym początku powstania siedzia-łam raz pod murem w towa-rzystwie nieznanego mi ofi-cera a u naszych nóg leżały skurczone pokracznie ciała kilku spalonych Niemców Oficer otworzył sobie puszkę sardynek i zaczął smakowi-cie zajadać Zaofiarował mi połowę "Przy tych trupo-szach"- ? — wzdrygnęłam się na samą myśl Głos oficera był tak obojętny jakby sie-dział na ławce w parku i pa-trzył na fontannę: "Bez oba-wy Przyzwyczai się koleżan-ka" 1 koleżanka się przyzwy-czaiła naturalnie Dotarliśmy do Arsenału i tam zatrzymała się nasza kompania a reszta batalionu zakwaterowała się w pasażu Simmonsa I tu w Arsenale rozpoczę-ła się rzeź Niemcy obstawili wszystkie wyloty ulic odcię-li nam drogę do naszych współtowarzyszy z Simmon-sa i walili czym się dało pa-ląc łamiąc mury zabijając ludzi jak muchy Koszule darłyśmy na bandaże Tan-nyc- h nie mogliśmy transpor-tować do szpitali broń się kończyła lekarstw żadnych we trójkę ja kapral "Huk" (stary zbój kradnący zabitym Teutonom zegarki ale dzielny za pięciu kawaler Virtuti Militari i mój nauczyciel strzelania i rzucania granatów) oraz ma-ły 15-lat- ek Zygmunt "Huk" także nigdy nie tracił dobre-go humoru ani nadziei tego jednak dnia powiedział ni z tego ni z owego: "Jedna mi tylko kula została To dla mnie Ile masz kul Zyg-munt?" "Dwie" odpowie-dział chłopak "jedna dla mnie ale zanim sobie w łeb strzelę zabiję szkopa" "Ni-kogo nie zabijesz" ryknął "Huk" "widzicie go smar-kacza! Ta druga kula to dla koleżanki Justyny" Zygmunt skinął głową a ja odetchnę-łam z ulgą Powiedziałam: "dziękuję Huk" Jakby ka-mień spadł z serca Tak tak i za obietnicę śmierci czasem się dziękuje śmierć nie boli Boli umiera-nie Ale śmierć kilkunastu z nasunie była pisana Pamię-tam jak raz z zamkniętymi oczami cisnęłam w grupę Niemców granatem aby prze-transportować rannego któ-ry tracił szybko krew Pamię-tam że użyłam tej samej tak-tyki wracając do Arsenału i że jakoś kulawo ze stratami ponad wszelką miarę wydo-staliśmy się i dobrnęliśmy do pasażu Simmonsa Stamtąd chodziliśmy na nocne wyprawy Nie wiem kiedy spałam — czasem z go-dzinę w ciągu dnia przy wtó-rze "sztukasów" których ryk do tego czasu stał się najzwy-klejszą w świecie melodią czasem gdzieś pod barykadą z kulami świszczącymi nad głową Nieraz zjawiał się ni stąd ni zowąd jakiś młody ksiądz na barykadzie z abso-lucj- ą "dla ginących" czasem nasz własny batalionowy ka-pelan odprawiał Mszę św w pasażu Simmonsa i nigdy nie drgnął mu głos ani ręka choć zaimprowizowany na prędce ołtarz rozsypywał się w szczą-tki od wstrząsów Widziałam płaczących mężczyzn w cza-sie tych kościelnych ceremo-nii słyszałam głośno szlocha-jące kobiety Może i ja mia-łam nieraz łzy w oczach ale nawet o ile tak to nie zda-wałam sobie z tego sprawy Dworzec Gdański Ponoć ciężki orzech do zgryzienia a przecież zdobyliśmy! Tej nocy otrzymałam Krzyż Wa-lecznych Prawdę mówiąc nie zdawało mi się że zrobi-łam coś więcej niż zwykle ale człowiek mało wie o so-bie To co dla mnie było rze-czą normalną ktoś inny uznał że nie Była potem wąska ulica gdzieś na Starym Mieście i kilku chłopców przedostało się na drugą jej stronę i na nich to skierował się ogień wroga Kilku padło jeden ciężko ranny jęczał tak ze mimo oswojenia się z tego rodzaju przypadkami trudno było tego słuchać Niemiecki karabin maszynowy stał w pośrodku licy i walił bez par-donu kto tylko głowę wysu-nął z naszego budynku "Przeczołgamy się do nie-go" — powiedziałam Bożenie (był to bodaj ostatni dzień kiedy było nas pięć w patro-lu) "Nie ty" — odrzekła Bo-żena — "Stasia pójdzie" Nawet do połowy ulicy nie doszła Została uderzona w same piersi i zmarła niemal natychmiast "Ela" — zawołała Bożena — "twoja kolej" Ela również zginęła Trzecia poszła Bożena Zo-stała ranna w udo przyczoł-gał- a się z powrotem Zostałyśmy już tylko dwie: Irka i ja Poszłam Czołga-łam się w kurzu słońcem roz-grzanej ulicy z taką --wprawa jakbym nigdy nic innego w życiu nie robiła Nosze ciąg-nęłam za sobą I doszłam Po pierwszym opatrunku wtas-kała- m chłopaka na nosze i — z powrotem tą samą drogą Ale już i nasi tęgo przygrza-l- i Niemcom i maestro" przy -- i T- - ff a - - karabinie maszynowym stra-cił nieco na szybkości i cel-ności Jak można spamiętać te dnie i noce powstańcze po tylu długich latach? Niektóre obrazy gi-ną zamazane w oddali nie-które jednak stoją przed o- - czami jak żywe jakgdyby to bvło zaledwie wczoraj Kilkoro ludzi zwariowało inni dostawali krótkotrwa-łych napadów histerii i ucie-kali gdzie oczy poniosły Ro-dziły się opowieści piosenki wiersze Już nikt nie liczył umar-łych Już nikt nie zbijał tru-mien — trzeba by było mieć las w Warszawie aby drzewa starczyło Dnie zaczynały się warko-tem karabinów maszynowych i ryczały eharkotem broni o której nie mieliśmy zielone-go pojęcia Krew płynęła u- - licami Gdzieś kędyś na smutnej ziemi W sukience z jasnej zieleni Drzewa pokorne żyły I przybiegł ptak i zaśpiewał: "Czemu smucicie się drzewa "Jak nad mogiłą? "Ja bym wam słodził noclegi "Szczęściem loypełniał po brzegi "Mój tęskny śpieio "żeby te smutne kotony "Miały raz kolor czeiwony "Jak świeża kreio "Wybierzcie miesiąc jedyny - "Schylone jarzębiny "Czas do radości "A ptaki z piosenką w podzięce "Siądą wam drzewa na ręce "Słoneczni goście" Więc zgodnie schyliły głowy Wybrały Miesiąc Sierpniowy W naradzie drzew "I odtąd 10 smutnej zieleni Czerwień korali się pieni Jak świeża krew Dziwny to 'oył okres te trzy dni i nocy powstania Radość zmie-szana była ze smutkiem łzy ze śmiechem nadludzkie- - bo-haterstwo z apatią i obojęt-nością Tak długo jak byliśmy na Starówce jeść się zawsze to i owo znalazło ale 'wody nie było W tych słońcem rozpa-rzonyc- h dniach kiedy nawet kropla deszczu nie spadła i kiedy wieczne pożary doda-wały tylko do tego nieludz-kiego ukropu w tych dniach i nocach nie miało się żad-nych rodzin domów przyja-- ciół przeszłości tylko towa-rzyszy broni A wróg następował Syste-matycznie planowo upar-cie Wypierał nas z zajętych stanowisk ginął ale sam więcej zadawał śmierci bo broń była w jego rękach Pamiętam chłopca który posiadał niezwykły talent rzucania nożem Innej broni nie nosił Tuziny noży i bag-netów zatknięte za pasem błyszczały w słońcu kiedy ci-chym kocim krokiem pod-kradał się pod pozycje nie-mieckie zadawać śmierć Ni-gdy nie chybił Nieraz dla śmiechu mówił nam w jakiej części ciała wroga utkwi nóż i nigdy się nie pomylił Dla śmiechu też mówiłam mu że czym kto wojuje od tego gi-nie Tak się też stało Nóż nie-miecki utkwił mu w gardle krew chlusnęła strumieniem Nie mógł nawet słowa wy-krztusić uśmiechnął się tyl-ko oczami jakby chciał po-wiedzieć: "no i cóż z tego? dość ich napsułem łobu- - 2ÓW" Ja z ważną rangą kapra-la (niemal jak Hitler lub Bo-naparte) nie bardzo oriento-wałam się dlaczego zmienia-my zdawałoby się całkiem wygodne miejsce postoju aby wlec się gdzie indziej Nie-wiele mnie to zresztą obcho-dziło Robiłam co było trze-ba wierząc że ktoś mądrzej-szy ode mnie zajmuje się strategią Toteż ani mi przez myśl nie przeszło gdy jednej nocy przyszedł rozkaz o wy-cofaniu się z pasażu Simmon-sa że opuszczamy Stare Mia-sto Nie wiedziałam takie że rozkaz został dlatego cofnię-ty ponieważ grupa straceń-ców z "Zośki" która miała ściągnąć na siebie uwagę Niemców aby pozostałym od-działom umożliwić ucieczkę kanałami do śródmieścia v i łTJłi "ZWIĄZKOWIEC" UPIEC (Juty) włorek ii - 1973 SfRJ wpadła w zasadzkę i została wycięta bodajże co do nogi Tak zginął znany dowódca zgrupowania "Zośki" major "Jan" Tak zginął jego adiu-tant porucznik "Brat" (Ewa-ryst Jakubowski występują-cy w czasie okupacji pod naz-wiskiem Jan Kulesza spado-chroniarz przysłany do nas z Anglii utalentowany artys-ta-malar- z) O świcie zmęczeni cało-nocnym czekaniem pokładli-śmy się na naszych pryczach w pasażu aby choć trochę złapać snu Zaledwie kilkana- - rście osób zostało poza pasa-żem na warcie i między inny mi Bożena "Pięta" Staszek Roszczyk "Rosta" i "Huk") reszta ponad dwieście ludzi posnęła jak kamienie Czy to tak się samo życie plecie czy też los bierze czło-wieka za rękę i wiedzie do-kąd chce? Moja prycza była na "pię-trze" pode mną spał zazwy-czaj nasz operator karabinu maszynowego — "Zygmunt XIII" Obok w samym rogu Irka ("Dorota") i podchorą-ży Mietek Zanim w meldowa-łam się na moje wyrko Zyg-munt mnie powstrzymał i o-rz- ekł całkiem poważnie i po męsku ze to mężczyzna po-winien spać na górze nie ja Nie robiło to mi żadnej róż-nicy tylko aby spać Nie spałam długo Rozdzie-rający huk padających bomb przeszył powietrze i kurz wa-lących się murów przesłonił widok Staliśmy w kącie we trójkę Irka Mietek i ja trzy-mając się za ręce i chyba nie myśląc o niczym Atak trwał może minuty może godziny Czas się me liczył Kiedy kurz wreszcie opadł zobaczy-liśmy że tylko nasz kąt po-został nietknięty — wszystko i wszyscy leżeli pod olbrzymi-mi blokami gruzów martwi To chyba los bierze czło-wieka za rękę i prowadzi do-kąd chce: na mojej poprzed-niej pryczy leżał zabity "Zyg-munt XIII" Wciąż trzymając się za rę-ce nasza trójka poczęła piąć się po gruzach na świat Irka była ranna w głowę ja w no-gi ale się szło Przewracali-śmy się potykali ranili rę-ce o szorstkie kamienie ale szliśmy Słońce uderzyło nas w oczy i niewiadomo skąd dziesięć rąk wyciągnęło się w naszym kierunku dziesięć rąk wprowadziło nas do bra-my zaczęło zmywać z nas krew Chciałam coś powie-dzieć ale widać kurz zabloko-wał mi krtań "Huk" przycis-nął mi do ust flaszkę cierp-kiego wina zdało mi się naj-lepszego na świecie Piłam i piłam myślałam że nigdy nie skończę Nocą wróciliśmy na gruzy pasażu W głębokim leju po bombie siedział nasz dowód-ca batalionu kapitan "Ko-nar" a nasza skromna prze-trzebiona grupa latała z le-ju do góry i napowTÓt roz-nosząc świstki z rozkazami do innych oddziałów Noc u-płyn- ęła na tej bieganinie Następnej nocy zeszliśmy do kanałów aby przebyć ośmiogodzinną drogę w bru-dnej wodzie pełnej szczurów — do śródmieścia Niemcy obstawili wyloty kanałów to- - tez szliśmy cicho jak duchy Komisja nagród Ministers-twa Kultury i Sztuki w War-szawie przyznała tego ruku wielką ilość nagród zarówno twórcom jak i odtwórcom w dziedzinie sztuki W każdym dziale ustanowiono trzy stop-nie nagród i w każdej gru-pie jest kilku Listę otwierają literaci Nagrody I stopnia otrzymali: Karol Bunsch Stanisław Lem Janusz Meissner i Se-weryna pod-czas gdy nagrodę drugiego stopnia otrzymali m in dwaj znakomici pisarze poe-ci i Ernest Bryll i Stanisław Grochowiak a wśród trze-ciego stopnia znajduje się Je-rzy Pertek autor znakomi-tych książek o' działaniach floty polskiej podczas ostat-niej wojny W dziale muzycznym na-grody I stopnia otrzymali Henryk Mikołaj Górecki symfonii świetny dyrygent Bohdan Wodiczko oraz śpie-wacy: Bogdan Paprocki An-drzej Hiolski i Bernard Ła-dys- z Drugiego stopnia na - q i ' - - - by nie budzić licha Wyszli- - śmy na Wareckiej witani bu-rzą oklasków "Huk" rozglą-dał się w po- dziwie: "Justyna patrz: szy-by w oknach!" I znów: "Niech to wciórności! baby tu mają manikury na kopytach!" Kręcił kudłatą głową nie mógł sie nadziwić A potem — potem juz wła-sciwi- e powstania dla nas nie było Ktoś tam ze należy nam się odpoczy-nek i tylko tu i ówdzie wartę Ale naplecie nerwowe nie zmalało może nawet wzrosło bo byliśmy jakby odcięci od pierwszej linii a nie wiedząc co się dzieje różne najgłupsze my-śli pizy chodziły do głowy" Yin tych to dniach zginał t "Sosna" śmierć jego czas jakiś była w ze względu na niezwykłe do nie-go żołnierzy przecież jednak musiała ta wiadomość wyjść na światło dzienne Płakał "Pięta" pła-kał "Huk" i "Rosta" płakała Bożena Iika i ja Wkrótce zostałam i ja ran-na Szłam Złotą z Bronkiem i Staszkiem kiedy gruchnę-ła gruba Berta 'chyba na skutek pędu powietrza zna-leźliśmy się nagle wszyscy troje bez spodni — ale kto o tym myślał? Pierwszym moim instynktem było zrzu-cie głaz który przywalił Bronka ale wtedy właśnie zorientowałam się że moja lewa ręka nie jest zdolna wy-konać ruchu Rękaw mojej panterki był ro-zeiwa- ny na ramieniu a spod rękawa spływała wąskim strumieniem krew na moją dłoń Zabrali nas do szpitala po drugiej strony ulicy Bro-nek zmaił tego samego dnia Staszkowi amputowano nogę Ja miałam w ręce i w nodze cos około dwudziestu sześciu odłamków złamana w trzech miejscach rękę i przestrzelo-ny nerw w ramieniu Szpital jeden potem dru-gi kapitulacja wyjazd do niewoli Koniec rozdziału Koniec wysiłków Koniec bezsilnej złości koniec tragedii tak głębokiej że aż bez łez Pozostały krzyże pamięć poległych i szczątki spalone-go w świecie Miasta Gdzieś tam z góry patrzył na nas Bóg Musiał być to srogi starzec o kamiennym obliczu patrzący bez uczuć na swoje straszne żniwo Kie-dyś wierzyłam w Jego modliłam się do Niego Dziś ruiny Warszawy ukryte na zawsze w moim sercu wolały wraz ze mną w bezsilnej pasji: Ty który loidzisz loszystko Zobacz jak nieszczęścia Popalonych szkieletów Do nieba się siożą Wyciągają ku Tobie okncaicione pięście I grożą Może usłyszał? Może zadrgała Mu ręka? Bogusława Halina Bauer — Jensen fkpr "Justyna" sanitariuszka batalionu "Chrobry l") grody otrzymali m in nastę-pujący śpiewacy: Wiesław Ochman — znakomity wręcz tenor — i Antonina Kawec-ka skrzypek Konstanty Kul-ka i Włodzi-mierz Kotoński i Rumuald Twardowski W plastyce otrzymali pierwsze nagrody rzeźbiarz Alfons Karny którego po-piersie Chopina znajduje się w National Art Centrę w Ot-tawie oraz artysta-malar- z Jerzy Nowosielski profesor krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych W dziale teatru otrzymali pierwsze nagrody aktorzy i reżyserzy: Mariusz Dmochow-ski Władysław Hańcza Gus-taw Holoubek Andrzej Ła-picki Ludwik Renę Jan świderski v oraz zespołowo Teatr Stary im H w Krakowie Nagrodę I stopnia w dziale filmu otrzymali: Jan Rybi-kows- ki za serial telewizyjny "Chłopi" oraz Ewa i Czesław Petelscy za film Przyznano również nagro-dy za dzieł Nagrody literackie i artystyczne nagrodzonych Szmaglewska dramaturdzy: nagrodzonych kompozytor koper-nikowskiej 'fe4VVWVM%4%TMWMV%i!Vv niekłamanym zadecydował trzymaliśmy podpułkownik utrzymywana tajemnicy' przywiązanie Kleinschmidtem Roszczykiem najmniejszego ropaczliwych gigantycznych najdroższego spra-wiedliwość kompozytorzy najwybitniejszy współczesny Modrze-jewskiej "Kopernik" upowszechnienie artystycznych Jeny Rozwadowski Kapitan Kaługin Dwadzieścia dziewięć lat temu — 1 sierpnia 1944 roku — wybuchło w Warszawie Powstanie Na temat jego przebiegu i tragicznego za-kończenia napisano juz nie-zliczona ilosc sprawozdań książek i wspomnień nie brak jednak pewnych okoliczności i wydarzeń które do dziś jesz-cze nie sa całkowicie wyjaś-nione Wspomnienie poniższe jest właśnie na temat jednego z nich ł W początkach września po-mimo zajęcia przez Armie Czerwona i walczące u jej bo-ku jednostki I Armii Polskiej Pragi az po Wisie powoli za-częło sie stawać jasne dla wszystkich ze walcząca Stoli-ca nie może liczyć na szybkie jej opanowanie W gruncie rzeczy udziele-nie nam pomocy nie było az tak bardzo trudne Wybrzeże Żoliborza Powiśla i Czernia-kow- a były jeszcze w rekach powstańców i desant sowiec-kich czy tej polskich oddzia-łów dowodzonych przez ge-nerała Berlinga z powodze-niem mógł byc wykonany 0-czywiś-cie nie bez strat — Niemcy byli w możności klaśc ogień na Wisłę tak z dział jak i nawet z broni maszyno-wej Te ich źródła ogniowe można było jednak przecież przydusić przed rozpoczęciem akcji desantowej ogniem wła-snej artylerii i bombardowa-niem lotniczym Jednego i drugiego Rosjanom nie bra-kowało Straty zaś? Ostatecz-nie wojna jest wojną — na to nie ma rady a Warszawę i tak i lak trzeba było prze-cież zająć w dalszym marszu na Berlin Zaczynaliśmy zdawać sobie sprawę z tego iż grają tutaj rolę czynniki nie militarno-strategiczn- e ale przede wszy-stkim politycznej natury Ro-zumieliśmy doskonale ze za-jęcie Warszawy bezpośrednio po wybuchu Powstania w dniu 1 sierpnia mogło spra-wić Armii Czerwonej pewne trudności Przerzucone na prawy brzeg Wisły trzy nie-mieckie dywizje pancerne nie tylko powstrzymały sowiecki napór ale nawet odepchnęły ją aż pod Siedlce Był to chwi-lowy jednak sukces czego najlepszym dowodem było przeciwuderzenie zakończone zajęciem Pragi Dalszej bez-czynności nie można już było wytłumaczyć żadnymi wzglę-dami natury militarnej Początkowa nadzieja odsie-czy szybko więc okazała się złudna Dalsze działania so-wieckie ucichły Owszem sta-rano się pokazać nam ze chcą nam dopomóc Od czasu do czasu kładli ogień 1 dział i "katiusz" na różne obiekty w mieście rąbiąc nim nie tylko Niemców ale i nas także przy okazji bombardowali pew ne rejony wokół miasta które przeważnie nie wiele się przy-dawały zrzucali zaopatrze-nie nocami ale przeważnie bez spadochronów co powodowa-ło z reguły kompletne jego zniszczenie w czasie upadku Dla przykładu mogę podać iż sam podjąłem taki zrzut na ulicy Koszykowej Była to amunicja karabinowa Z peł-nego jej worka do użytku zdołaliśmy wybrać jedynie tylko 8 sztuk Reszta była pogięta i połamana W końcu przyszedł desant polskich oddziałów na żoli-borz i Czerniaków-Powiśl- e Nie odniósł on żadnego skut-ku ponieważ raz ze dokona-no go zbyt słabymi siłami po drugie młody niewyszkolony prawie zupełnie żołnierz nie mający najmniejszego pojęcia o metodach walki w mieście nie potrafił sobie dać rady pomimo bezsprzecznie okazy-wanego męstwa z zaprawiony-mi w niej już Niemcami Po-niósłszy olbrzymie niepotrze-bne straty resztki jego wyco-fały się z wielkim trudem za Wisłę dziesiątkowane ogniem niemieckim Szybko dowiedzieliśmy się iż desant' ten nastąpił w wy-niku samowolnie podjętej de-cyzji przez generała Berlinga który mimo braku sowieckich rozkazów a nawet wbrew nim zdecydował się przyjść z pomocą na własną odpowie-dzialność walczącym rozpa-czliwie powstańcom Zapłacił za to natychmiastowym odwo-łaniem go z dowództwa Wiedzieliśmy także iż na realną pomoc z Zachodu dro-gą powietrzną nie możemy zbyt wiele liczyć Odległość dzieląca Warszawę od baz w Widkiej Brytanii i we Wło-szech uniemożliwiała rozwi niecie takiej akcji na szerszą skalę Przylatujące z Brindisi polskie brytyjskie i poludnio-wo-afrykanski- e maszyny wali-ły się slupami ognia zestrze-liwan- e ogniem niemieckiej obrony przeciwlotniczej nad Warszawa bądź tez w drodze docelowej i powrotnej przez nia i myśliwce niemieckie czyhające na trasie Z powo-dzeniem mogłyby one wyko-nywać swe zadanie w formie zrzutów czy tez nawet bom-bardowań skupisk niemiec-kich gdyby mogły po wyko-naniu zadania lądować na so-wieckich lotniskach Nie było to jednak możliwe wobec bra-ku zgody na to ze strony do-wództwa Armii Czerwonej na wyraźne w tej mierze polece-nie Stalina Z chwilą zajęcia Pragi za-częły pojawiać się nad War-szawa sowieckie samoloty my-śliwskie i szturmowe Prakty-cznie biorąc obecność ich by-ła bez większego znaczenia Gdy krazyly one nad płonącą stolica nurkujące bombowce niemieckie z reguły były nie-obecne Gdy odleciały — po-jawiały sie one natychmiast W wyniku tej swoistej "zmia-ny roi" do spotkań nie do-chodziło Raz jeden tylko za-atakowały one trojkę "Stu-kasów- " bez żadnego zresztą wyniku A czyż trudno było zwinnym doskonale uzbroio-ny- m myśliwcom sowieckim "Jak" przepędzić raz na zawsze niemieckie bombowce z nieba nad Warszawą? Chy-ba nie "Stukasy" niemieckie któ-rych nota bene operowało wówczas bardzo niewiele staitowaly z lotniska Okęcie odległym od Warszawy o kil-ka kilometrów Czyż lotnic-two sowieckie nie mogło zbombardować go i położyć radykalny kres w ten sposób niemieckim nalotom na mia-sto? Nie było to ani trudne ani nawet zbyt ryzykowne za-danie do wykonania Szturmowe sowieckie "Ily" atakowały z niskiego lotu od czasu do czasu różne obiekty w mieście ostrzeliwując w pierwszym rzędzie gmach Ge-stapo w Alei Szucha Rezultat tych nalotów był oczywiście praktycznie biorąc żaden i nie miał znaczenia dla walczą-cych powstańców W okresie tym staliśmy kwaterą w domu nr 47 przy ulicy Wilczej na rogu Poznań-skiej Padło już kolejno Stare Miasto Powiśle Żoliborz i Czerniaków Stłoczone na nie-wielkim obszarze Śródmieścia siły powstańcze nie mogły o-czeki- wać niczego innego jak kompletnej zagłady lub w najlepszym razie niewoli Kończyła sie amunicja środki lekarskie nie było co jeść brakło wody Widmo kieski rysowało się coraz wyraźniej przed oczami Zaryzykuje tu twierdzenie iż Rosjanie przegrali wówczas wielka szanse polityczną Nie ulega najmniejszej wątpliwo-ści iż' w przypadku prawdzi-wego przyjścia z pomocą wal-czącej rozpaczliwie Stolicy uderzenia i zajęcia jej żoł-nierz Armii Czerwonej bez-sprzecznie witany byłby przez jej ludność i powstańców kwiatami (w przeności oczy-wiście skąd bowiem możnaby było znaleźć je w gruzach druzgotanego i płonącego miasta?) Nikt nie myślałby wówczas ani o tym co działo się z zagrabionym nam na mocy układu Ribbentrop-Mo-łoto- w naszych wschod-nich ziemiach nikt nie pamię-tałby o losie rodaków zagna-nych na Syberię Kołymę Kamczatkę nikt nie przypo-minałby Katynia Wyciągnię-ta pomocna dłoń ratująca nas z piekła walk Powstania pochwycona by była ze szcze-rą podzięka Ktoś kto nie przeszedł Powstania może o-bur- zyć się czytając te słowa Mogę go jednak zapewnić iz biorąc w nim udział z całą pewnością nie myślałby- - ina-czej Nie nastąpiło to jednak Cel Stalina był jasny i nie-dwuznaczny — kompletna za-głada Warszawy i pogrzeba-nie w jej gruzach obrońców niemieckimi rękami Wątpli-wości żadnych co do tego nie było i nie należało się łudzić Dowództwo walczącej Stoli-cy mieściło się wówczas w podziemiach gmachu PKO na rogu Świętokrzyskiej i Jasnej Często tam bywałem służbo-wo W czasie jednej z takich wizyt poznałem tam sowiec kiego kapitana Kalugina Warto mu w tym wspomnie-niu poświęcić kilka slow po-nieważ rola jego i znalezienie się w powstańczej Warszawie do dziś nie zostało wyjaśnione i pozostaje tajemnica Jego dalsze losy również On sam twierdził iz został wysiany przez sztab Armii Czerwonej mai szalka Rokos-sowskiego w celu nawiązania łączności z dowództem Pow-stania Rosjanie zdementowali to twieidac iz uczynił to on zupełnie samowolnie po prze-dostaniu sie do miasta z ja-kiegoś sowieckiego partyzan-ckiego oddziału czy tez po ucieczce z niemieckiej nie-woli Kalugin był nam szczerze życzliwy i starał sie za wszel-ka cenę przyjść powstańcom z pomocą Za pośrednictwem naszej radiostacji sial bez przerwy za Wisie alarmujące depesze domagając się udzie-lenia nam pomocy w formie bombardowań lotniczych nie-mieckich pozyoi w mieście w s p a r c i a artyleryjskiego zrzutów z bronią amunicją środkami lekarskimi i żywno-ścią Wszystkie te apele z reguły spotykały się z grobowym milczeniem z tamtej strony Gdy sytuacja stalą sie jasna ze na pomoc zza Wisły War-szawa nie może absolutnie li-czyć Kalugin zasępił się W czasie lednej z rozmów po-wiedział mi wyiaźnie iż nie może zrozumieć tego i ze los Powstania jest przesadzony Uderzenie Armii Czerwonej nie nastąpi i pomocy żadnej spodziewać się nie należy — Nie macie innej pers-pektywy — mówił — jak zgi-nać albo isc do niewoli Sami rady Niemcom nie dacie nasi udzielić jej nie chcą choć mo-gą Ja dostałem rozkaz przej-ścia przez Wisłę i zameldowa-nia się w naszym sztabie Na-tychmiast Czy mi się to uda nie wiem ale pewne szanse przejścia sa jeszcze Polubi-łem cię i nie chciałbym -- byś tu zginął Chodź ze mną Przejdziemy — dołączysz do waszych i razem będziemy bić Germańca Tu zginiesz Chodź Przyznać muszę że była to dla mnie chyba najtrudniej-sza w życiu do powzięcia de-cyzja Zdawałem sobie spra-wę doskonale ze Kaługin ma racje Perspektyw innych niż te jakie wymienił nie było istotnie Śmierć albo niewola nie gwarantująca zresztą rów-nież wyjścia cało Wiedzieliś-my az nazbyt dobrze jak po-stępują Niemcy z wziętymi do niewoli powstańcami Co mam więc robić i jak postą-pić? Zdecydowałem się w końcu — Słuchaj — powiedziałem — Dziękuję ci bardzo za twą życzliwość I tę propozycję Jesteś porządny chłop i nigdy ci tego nie zapomnę Ale nie mogę iść z tobą choć zdaję sobie sprawę z tego co mnie tutaj czeka Chyba rozumiesz to dobrze ze nie wolno mi opuścić mych podkomend-nych bo sam jesteś jak i ja żołnierzem i oficerem że nie mogę pozostawić samych tych ludzi którymi dowodzę I to nie tylko teraz ale od paru juz lat w szeregach Ar-mii Krajowej Powiedz sam czy ty zrobiłbyś coś podob-nego? Kaługin zamyślił się i mil-czał przez parę minut — Nu cóz — powiedział — Masz rację i nie mogę ci za-przeczyć Ale szkoda mi cie-bie i was wszystkich Zginie-cie Los pokierował inaczej Wyszedłem cudem z gehenny Powstania Jakżeż inaczej u-łozył- oby się moje życie gdy-bym wówczas powiedział "tak" i opuścił z Kaługinem walącą się w gruzy Stolicę? Kaługin przedostał się za Wisłę szczęśliwie Co i jak da-lej z nim się stało — nie wiem do dziś i pewnie nie do-wiem się nigdy Niewątpliwie jeśli nie zlikwidowano go od razu powędrował gdzieś do łagru na dalekiej północy by nie wrócić już nigdy Nie był osobnikiem pożądanym z całą pewnością Nie on jeden Wracając pamięcią do krwawych tragicznych dni warszawskiego Powstania zawsze wspominam kapitana Armii Czerwonej Kaługina bardzo serdecznie Był on nie tylko moim ale wszystkich nas —r Powstańców prawdzi-wym szczerym przyjacielem - ( % - ? 4 - " K s ' -- - C'2-v'- "' - L"%---""'S-cci!v-i- ic'v "C - -- - 5—e - |
Tags
Comments
Post a Comment for 000502
