000335b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
Tadeusz Nowakowski
1
HP- -
Ej
OBÓZ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH
Wszelkie prawa BUtorskie zastrzeżone (Copyright by T Nowaków ski)
-- rth a1"11 biedaków wiara w moc
' nłliłvTmv"h Wn Tvr7virłał
jjIj DrOSiui t""j'--- — '- - ł~-v- —
Hrefl Ulan13 x WJWŁJ" nrnoAiaiw
„roł "na Drawach rękopisu"
'— ' t!łt-rtfiTn- ń n ł "Pnlnrnn
Alen nisi-1"11"-""-- "- v'iu"u
na Znalazł się wreszcie myśliciel
' iil nrtiaTH- - Prklcti ATłAł-łt- -
ie£v trzydziestoma krajami przyszłego
redlenia' podzielonej na województwa:
t''einia v Kanadzie nazywałaby się "wo-- -- - t-onark-r-ckim"
w Pami
ilCOZlwcm -- ~i
rjuianskim w Austraiu — austranj-- V
"województwa" wybierają swoich ja" HAp7V tuTvr7J) "Rnrin ni
Łjy" zjeżdżając się co trzy lata w
Ł-łj- i p lula uuiv w7iwuu uujłvj iavi"
- Osiołek międzyplanetarny — wy--
i!n t rwniol-frtrlaii- mr Piław Siy Ł ł"vjvUuuvj ufiilbo
cntości ducha nikt nie miał nic prze-rfc-o
temu żeby emigracyjna ojczyzna
win nmsłowiańska dóI m1vc7Tn
ada-grodziszc- ze w Biskupmie
jlńjki i okultj-zm-u — sarkał nieraz
legorCZYK prowuiwai:jfjme w uaranu
Mjymi"kasynem oficerskim" — można u-oln-
!£ n rplnwrvśri walki t atisl
setyzmem Oto zgubne skutki przy-is- u
szkolnego i lekkomyślnego upo--
SeCiUilciiw uaniaijr uiu ijiajuirc UU
ftffft nrAU'QH7l nr7VSWfll3niA C71i1m PTir--
dić wszystkie elementarze!
Major teatralnym rucnem chwycił się
JnAiniQ clrrnma Tołntrm nmAm
ojrzeniem powiódł po zebranych bio- -
t znowu plecie głupstwa Wydawca
ennej gazetki mniej od majora pobla-w- y
zatrzepotał rękami - ueieiyzujecie Koiegoi — prote-ha- l
pny wspólnym obiedzie — Prze- -
acie stroicie żarty a rzecz jest po--
ra!
Wała Vemj4 tnyvflro rA rtrritrx I1CIQ ftUJiliatCJ iqviM} LTUgUlillUl 1A- jJ-lt- -
Gnegorczyka znad talerza jak na- -
- Swoją drogą — mówił podgorącz- -
podlaniu naszej inteligencji: dowcipy
alast argumentacji niechęć do dysku- -
ni iuumy asaumcze a więc co tu
lem6wić postawa antyintelektualna
Tadeusz Dołęga=Mostowicz
BRACIA DALGZ S-- KA
Roześmiał się i pocałował ją w usta
-- 1 tak będą mówiły — szepnęła
-- Na tonie ma rady
— Alp ia nio rVinn nlnnl 1~ -- -- j "n mię — jJiuuuwaid uju- -
Sj0 nP7 nrral'nnnMin mhaamm
- Nic nie pomyśli bo mu przecie
Stlttlflo"m" "n'ic„ „IU? i 11!' p-iiiie-sŁ
o jiaszej unz- -
] Łiaimnić! A _ „j_ i_
' We byś nie mogła wziąć na raty
31rT7 naii -- !~ rn:_ _! bV fo"'c-"i- " alv iieierman nie 4 '""" 'u t„d1iaiwi-c zaraz ju_t_r_o _po
16 Adres dokładny znajdziesz w ka-łu
telefonicznym I bez żadnych wy-W- !
Koniecznie jutro bo inaczei to
Ja się z tobą potrafię porachować
Łęczna dziewczynko!
mvu jego oczy miały wyraz
~ Ale w takim razie — podniosła
—v-- U gju„ę __ l() pan musj 0(]e
f trznar nrnnt
~ Z rozkoszą — zaśmiał się
~ Mnie nie stać na taki cenny "-- Moja droga — przerwał — cen- -
— j Łciy jej wanosc nigay
:gj{ ™a" Ważne ie?t W1™ to jaką
i jJisujtmy spójrz na
_ Jego wartość jest zależ- -
'-- bt ja jest dla ci"eabietiwjisipuanjiea&łyi mpabnruy- -
a ' 's -- "Joaczyia go na ręKU siedziałabyś że to nędzna imi--
"Jv- - wiuzisz na swie- -
oju7odał: Pai ' gtmeS W
MhS!eg0 nie wie' ten nie może
rŁ i "WL°y się na głowie po-P- n
m:-r-t- o
ciebie nie ohodzi
--"us- iny Aha! Więc Choć- -
C1 0fl2rmi--a „! xT
J§ćmv -- l : iJJuaL' d lJ nPe
iCj Sl? °°oje gdy on spojrzał na
ił°' "!le W}_śpisz sie dziś — skon- -
SiłrlJ2? dużo roboty Tuż za
NZiesz taksówki M7 rtr--n
v$ 7~ Powiedziała i przjiom- -
zkWc6 ma w tcrebce zaledwie
:?-esz-o
Sle to n5Cł Pó'dzie
" iiwłócznie nie należał do
4l
W
tOo:ws"zReamczkma ożbeiceirezekwolsezgyostkopownaiedszeireićo ntoa
ponury pryncypialista bez poczucia hu- moru" Ja się tego zarzutu nie boję
Wręcz przeciwnie: ja
Zmizerowany przedwcześnie wyłysia- jłóywkcazcłohwieccozśektamo jzeasczzcezrewireenrioornoywchał snpao-d
dymiącym talerzem Kubrak miał popla-miony
farbą do powielacza Rozkładał
dłonie Trzymał je przez dłuższy czas
w powietrzu Wyglądały jak nastawione
wtdeortnarzpwarzłyeszwonkiaijeacnisickazioełmwołótwwczakhridaermUsołkonwłiajadk:aęł"wipręrpzco-yz
przeciwnie" Ale Grzegorczyk zapatrzo-nniye
wwbiduzkiaieł t si ztnucieznyscłyhszakłwiaRtóawz jjeusżzczgeo
opadł na niego ciężki spiżowy dzwon 0-hozo- wej nudy Magister Raczka! Takich
uroczystych bałwanów i wojujących nu-dziarzy
było niestety w Papenburgu
pod dostatkiem W normalnych warun- -
Kacn moznaby nimi całe ministerstwo
obsadzić — pomyślał i ziewnął głęboko
aż mu oczy zaszły łzami
Jeszcze dwadzieścia minut do końca
lekcji! A potem znowu wspólny obiad w
kasynie oficerskim to same twar?e mn
nolog majora o sytuacji międzynarodo
wej Danaw Kaczki na deser hrr 7
góry wiadomo co kto powie Czkawka pa--
inoiyczna dyrygenta Sobczaka Księżu-l-i
wyleniały kucvk w uorzeżv 7 rh™ńca
przesadnie akcentujący że się żle czuje
w Księzowssiej sKorze Dla zjednania
sobie czarnych owiec symuluje koproa-li- ę popisuje się "świńskimi kawałami"
Zaprawdę te rozmówki i dysputy
przy obiedzie! Ten Wersal garnizonowy
Ten iście papenburski system planetar-ny
w którym ziemia i słońce obracają
się wokół osoby pana majora staje się
coraz trudniejszy do zniesienia Ostatnio
major wyjeżdżał dość często do Hambur-ga
Na zwiedzanie ruin Od razu wyła-niał
się temat do rozważań etycznych
psychologicznych ba — nawet estetycz-nych
— Wiecie państwo co mnie tam po-pycha?
— pytał Kosko w kasynie po po-wrocie
— Pomvślałbv kto: łurvtvkn
chęć barakowa nuda Nic po--
aoonego
— A wiec co? — oodrzucano rrzv
jaźnie — Co też pana majora popycha?
— lerapia psychiczna
31
I
ciepły
mcicnek
użycia
łatwowiernych Pomimo oporu Marychny
sprawdził zawartość torebki
— Wstyd tak kłamać — powiedział
surowo i włożył do torebki kilka monet
— to jest pożyczka oddasz mi ją jak
będziesz bogata A uważaj byś pojecha-ła
taksówką Będę wyglądał przez okno!
Czulą się przy nim jak dziecko któ-re
na próżno mobilizuje wszystkie swoje
wybiegi Zostają poznane i unieszkodli-wione
z łatwą pobłażliwością
Na ulicy było pusto zimno i strasz-nie
Nawet szofer taksówki miał minę
nie wywołującą zaufania Lękliwie uni-kała
jego wzroku podając swój adres
Szjby były zamarznięte że siedziała jak
w lodowni nie mogąc sprawdzić jaki-mi
ulicami ją wiozą Na szczęście aulo
stanęło przed jej domem Szjbko wbie-gła
po schodach i po chwili była już w
swoim ciepłym pokoju Rozebrała się
bardzo prędko i zasypiając myślała o
tym że Paweł jest prawdziwym mężczy
zną że wybierze sobie czarne źrebaki i
że Krzysztof niczego się nie domyśli
Byle tylko zostało jej trochę czasu byle
jutro jeszcze nie przyszedł do fabryki
I rzeczyw iście nie przyszedł
Sekretarz Holder który z rana zaj-rzał
do gabinetu z powodu jakiegoś
drobiazgu powiedział że podobno pan
Krzysztof Dalcz ciężko zachorował bo
wezwano telegraficznie jakiegoś specja-listę
z Wiednia
Marychna przeraziła się Uderzyła ją
myśl że postąpiła nędznie i zdradziła
go w chwili gdy ten być może walczy
ze śmiercią Po kilku zaledwie godzinach
snu i po tej dręczącej nocy sama wj g3ą-dał- a
blado i miała spieczone wargi
— Pani też coś jest panno Marych-n-o
— przyjrzał się jej Holder
— Nie nic
— Robi pani wTażenie jakby panią
coś gnębiło na duszy i na ciele
Poczerwieniała i wzruszyła ramiona- -
— Zdaje się panu — powiedziała nie
bez irytacji i zaraz po jego wyjściu wy-jęła
lusterko by sprawdzić czy to istot-nie
po niej znać Oczy miała podkrążo-ne
i nienaturalnie lśniące Wyglądała z
łt-- m łarłnip nawet interesująco Nie przy
puszczała że to co z nia tej nocy zaszło
będzie tak widoczne Co za szczęście Co
za szczęście że Krzysztof dziś nie_ zo-baczy
jej Na pewno nabrałby podejrze
nia
"ZWIĄZKOWIEC" PAŹDZIERNIK (Odober) środa 5 - 1960 STR 7
— Terapia psychiczna? — dziwiono
się grzecznie — Pan major żartuje Jak-że
to być może?
— Bo widzicie — zaciągał się major
dymem — to się łączy z Freudem Mu-sieliście
słyszeć: Zygmunt Freud żyd
z Wiednia Psychologia głębinowa Pod-świadomość
Innymi słowy: co na samym
dnie ludzkiej bestii drzemie w Drzvcza
jeniu gotowe do skoku
— Czego ci żydzi nie wymyślą! —
westchnął ironicznie ksiądz Henias
— O wa! — wtrącił Raczka — Szek
spir już o tym wiedział!
— Dajcie panu maiorowi skończć!
— zatroskał się ktoś o dalszy ciąg pana
majorowych wynurzeń — Prosimy dalej!
— Otóż przez pięć lat żyłem tylko
jedną namiętnością: zemstą krwawą
zemstą Zatrułem się nienawiścią bez-silną
nienawiścią Napuchłem wewnętrz-nie
Cale wiadra jadu i szlamu możnaby
ze mnie wypompować i jeszcze by tam
coś parszywego na samym dnie zostało
Ale zauważjłem jedno: kiedy sobie te-raz
siędę w pompejskim krajobrazie po- śród ruin i jak se tak spozieram na zrą-ban- e ulice mówię wam szczerze oczysz-czam
się odpoczywam moralnie wra-cam
powoli do ludzkiej postaci
W sukurs majorowi przychodziła za-zwyczaj
pani Buszkowska zwana Bied-ronką
bibliotekarka świetliczarka tro-chę
poetka Przed woina Disvwała recen
zje filmowe do pism kobiecych Mówio
no o niej nie bez podstaw ze podkochu-j- e
się w majorze Odgarniając niesforny
kosmyk z czoła niskim ciepłym głosem
rozprawiała najchętniej o sprawach kul-turalnych
— Pan major poruszył przed chwilą
bardzo ciekawy i istotny temat — u-śmiech- nęła
się marszcząc kościuszkow-ski
nosek — ja bym natomiast chciała
zwrócić uwagę państwa na estetykę zni-szczenia
Włosi pierwsi odkryli piękno
ruin Zbombardowane miasto jest dzi-siaj
elementem sztuki filmowej Stanowi
fan-tas-tycz--
ną dekorację! Będąc ostatnio
w Hamburgu szczerze żałowałam że nie
jestem malarką albo reżyserką filmową
Widziałam żebra wypalonej kopuły w
świetle zachodzącego słońca Czerwień
krwawa czerwień na osmalonych żer-dziach!
Jakby się jeszcze paliło!
Niesforny kosmyk opadł jej znowu Od-rzuciła
go zgrabnym ruchem głowy jak
tanecznica po ukończonym tańcu
— Jaka ekspresja! — ciągnęła me-lodyjnie
— Ile efektu można wydobyć
z okopconej ściany domu za którym nie
ma mieszkań ani ludzi Domy —widma!
Okna oszklone niebem Upiorny księżyc
przecieka przez dachówki Ruiny i księ-życ
jakie to fotogeniczne w swej grozie!
— Osjanistka! — wzdrygnął się
Grzegorczyk — Kabotynka paeykarka
grafomanka z pieklą rodem!
Przyłapała się na tej niedobrej ego-istycznej
myśli i skarciła się sama Jak
mogła cieszyć się kiedy on jest tak nie-bezpiecznie
chory Ale skoro sprowadzo-no
lekarza aż zza granicy ten go uleczy
i wszystko skończy się dobrze
W ciągu całego dnia Paweł nie zaj- -
rzał"do niej ani razu Musiało go też nie
być w fabryce gdyż szukano go nawet
tu Dwa razy wpadirńiczym oparzony
dyrektor Jachimowski i raz Blumkiewicz
— Proszę pana proszę pana — za-trzymała
go
— Słucham panią!
— Nie nie kiedy ja widzę że pan
się bardzo śpieszy
— Istotnie proszę pani śpieszę bar-dzo
dlatego proszę łaskawie
— Chciałam spytać jak zdrowie pa-na
Krzysztofa?
— Spojrzał na nią przelotnym wzro-kiem
w którym malowała się ironia:
— Dziękuję zupełnie dobrze
— A po cóż sprowadzano lekarza aż
z Wiednia? — zapytała naiwnie
Blumkiewicz zabierający się już do
odejścia stanął jak wryty:
— Skąd to pani wie?!
— No mówili Tu w biurze mówili
— Biuro jest gniazdem plotkarstwa
— syknął Blumkiewicz i jego układna
pomarszczona twarz przybrała zły jado-wity
wyraz
— Ale cóż w tym złego — zdziwiła
się Marjchna
— Nic złego Ludzie najlepiej i naj- -
mącrzej robią proszę pani gdy zajmują
się sprawami które do nich należą
Ukłonił się i wyszedł a Marychna
obiecała sobie poskarżyć się Krzysztofo-wi
że ten obrzydliwy Blumkiewicz po-traktował
ją niegrzecznie Właściwie to
należało raczej powiedzieć o tym Pawło-wi
Przecie z Pawłem ten Blumkiewicz
więcej musi się liczyć
Paweł jednak nie pokazywał się w
ciągu całego dnia
Wyszła z fabryki później niż zwykle
i na przystanku spotkała inżyniera Ot-tma- na
Jego płowe krzaczasto przystrzy-żone
wąsiki pokryte były szronem 1 so-pelkami
lodu Wyglądał jak nauczyciel
wiejski w swoim wytartym palcie z
jaskrawymi rumieńcami na policzkach i
z zaczerwienionym nosem Było w mm
coś prowincjonalnego I w ubraniu i
w sposobie witania się
Gdy znaleźli się w tramwaju w któ
rym o tej porze nie było tłoku Mary
chna powiedziała:
— A ja dziś mam daleka podroż: ja
dę na Miodową
Oczekiwała objawu zaciekawienia
lecz ponieważ tyjko przyglądał się jej z
jakimś głupim uśmiechem zaniepokoiła
się:
— Dlaczego pan tak na mnie patrzy'
— Nie nic przepraszam panią Za
myśliłem się Widzi pani pracuję teraz J
Było coś niezdrowego w tym umiło-waniu
ruin przez majora i jego przyja-ciółkę
coś co już dawno przestało być
patriotyzmem a wkraczało w dziedzinę
perwersji seksualnej Będąc dzieckiem
uśmiechnięta gładka pani Buszkowska
musiała wyrywać muchom skrzydła sko-ro
w iei zbiorach fotoeraficznwh mnina
dziś oglądać posągi świętych z amputo-wanymi
rekami archanioła którv rka
mi obejmuje puste powietrze po odstrze-lonej
trąbie kościółki z równiutko od-ciętą
wieżą barokowe aniołki bez jedne-go
skrzydła
Jeszcze piętnaście minut do końca
lekcji!
"Defetyzujecie" A jednak podpo-rucznik
podjął się uczenia mafy-c- h bar-barzyńców
Trochę z nudów trochę ma- - jorowi Kosko na złość Zaczęło się od
flagi
Któregoś dnia Drzvsłuehiwnł sic no
kazowej lekcji historii w trzeciej klasie
Major uczył właśnie patriotyzmu
— Dlaczegóż to robaczki świętojań-skie
chorągiew polska jest biało-czerwon- a?
Kosko popisywał sie głownio nrzrd
rodzicami wśród których zasiadała new
na niebrzydka mamusia i przed towarzv--
szami broni
Tanecznym krokiem rholnw
kami chodził po szkolnym baraku iak
pogromca lwów po klatce Wywijał rę--
KawiczKa siadzil chloocow 00 pzimrv
nach przerażone dziewczynki chwytał
przyjaźnie pod brodę
— Biała bo to kolor niewinności
wydukał ktoś cichutko w kącie
— Cnoty i niewinności! — dorzuciła
uczennica z pierwszej ławki
— Bardzo dobrze ehrabąszczyki bar-dzo
dobrze A kolor czerwony?
Dzieci milczały marszcząc czółka w
glęboKim namyśle Major z ojcowskim u-śmiec- hem wskazał na krzyż wiszący na
ścianie Dzieci jeszcze się niczego nie
domyślały
— No pomyślcie tylko — zachęcał
dobrotliwie
Dzieci namyślały się za długo
— No me me mcczeń rnwicń
stwo—- podsuwał — Krew najlepszych
synów Krew niewinnych ofiar za ojczy-znę
przelana
— Flaga polska — połapały się re-zolutniej- sze dzieci — to krew i niewin-ność!
— A tak bąki! A tak! — major z
zadowoleniem kiwnął głową
Włosy miał wysmarowane hrvlTnłv
ną Radował się jak pogromca po uda
nym skoku niesfornego tygrysiątka przez
płonącą obręcz Rodzice przytakiwali wy-chowawcy
na znak uznania Niebrzydka
mamusia poprawiła zalotnie szalik na
szyi Wyrosną nam te dzieci kochane
na dobrych patriotów wyrosną i pomsz-czą
kogo trzeba
nad pewnym wynalazkiem nad bardzo
ważnym wynalazkiem 1 to ml zaprząta
głowę
— Sądziłam że zauważył pan coś
niezwjkłego w moim dzisiejszym wy-glądzie
Spojrzał na nią uważnie i zrobił zdzi-wioną
minę:
— Niezwykłego? Co znowu bynaj-mniej
— Jednakże kilka osób mi to mówiło
— upierała się — chociaż sama dopraw
dy nie wiem dlaczego Prawda?
Prostodusznie przytwierdził co wręcz
zirytowało Marychnę Nachmurzyła się
1 siedziała milcząca Czuła się pokrzyw-dzona
tym że nie ma na świecie nikogo
kemu mogłaby się zwierzyć z tak waż-nych
przemlanw- - jej życiu kto by miał
prawo a chociażby możność dopytywa-nia
się o to co ona robi co zamierza
dlaczego jest smutna lub wesoła Oczy-wiście
każda panienka z jej sfery za-zdrościłaby
jej powodzenia jakie miała
u takich ludzi jak obaj Dalczowie Po-nieważ
jednak nie miała do kogo ust
otworzyć samo powodzenie traciło poło
wę swojej wartości
Słuchała obojętnie szemrzącego głosu
Oltmana Co ją obchodzić może jakaś
terpentyna kauczuk czy elektroliza! Zło-ściło
ją po równu to że mówił o rzeczach
których nie znała jak i to że wcale nie
zapytał po co jedzie na Miodową A
przecież powtórzyła to dwa razy ze spe
cjalnym naciskiem jako wypadek nie
zwykły niecodzienny Jej rozdrażnienie
bliskie już było wybuchu Toby dopiero
osłupiał gdyby tak z miejsca wypaliła
mu:
— Jadę wybrać sebie wspaniałe fu-tro
ktćre mi funduje naczelny dyrek-tor!
Dlaczego funduje? Ano bo je-stem
jego kochanka! Tak! Kochanką!
On jest zakochany we mnie do szaleń
stwa i byiem kiwnęła palcem kupi mi
dwa trzy futra auto brylanty takie du-że
jak sam ma na pierścionku Co tyl-ko
zechcę rozumiesz pan? A pan bę-dzie
całe życie chodził w tym wytartym
paletku i żadna dziewczyna na pana nie
spojrzy razem z pańską idiotyczr--ą ter-pentyną
i kauczukiem!
Gryzła wargi i podniecała się efek
tem jaki wywołałaby tymi słowami ale
Ottman ani przypuszczał że się w niej
aż poluje Zerwała się z miejsca:
— Ależ pani na Miodowa powinna
pani się przesiąść — przytrzymał jej
rękę
lśniąc
— Namyśliłam się — podniosła gło-wę
— pojadę taksówką Nie znoszę tram-wajów
Dopiero teraz dojrzała w jego wzro-ku
zaniepokojenie To ja poniekąd za-dowoliło
Przyszło jej do głowy że praw-dziwe
powodzenie mogą mieć tyiko ko-biet- y
tajemnicze i demoniczne takie
jak na przykład Greta Garbo albo Mar-lena
Dietrich
ADWOKACI I NOTARIUSZE
rmt
E H ŁUCK BA LLB
(ŁUKOWSKI)
I R H SMELA BA„ LLB
POLSCY ADWOKACI
Wspólnicy flmi7 łdwoUcklel
ftlanty Płtrnk Łuck Smtla
Eaglelton A Wition
57 BLOOR ST W róe Biy WA ł-W- JJ
Oddziały
NniecpwzrnzyyTjmmoruopjnąotrooznulme1 cieznoTirehamlsmelletowiin telOefnoL-a
STEFAN A
MALICKI LLM
ADWOKAT OBOROŃCA
i NOTARIUSZ
Biuro tet: AT 9-03-
01 W poniedziałki i środy od iodz
630 do 9 wicci
W soboty od JO do 12 w poł 383 Roncesvalles Ave
LE 47792
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARJSZ
Tel Biura: LE 3-12-
11
1479 Qutn Sr W — Toronło
1S
GEORGE BEN fiA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
sMówi po polsku
1134 Dundat Sł W Toronło
Tel LE 4-84- 31 i LE 44432
1S
G HEIFETZ BA
„ADOWuOeeKnATSt WI eNitOTAERMIUSZ 6-37- 21 S HEIFETZ
NOTARIUSZ
tMWAlinBon V' W- - Toronto Ont
wieczorami WA 3-44- 95
1S
CM BIELSKI ba BCL
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Przyjęcie codziennie — Suito 404
lioard of Trade Bldg
11 Adelaldt Sł Wett
(przy Yongo fit)
Toronło — EM 2-12-
51
telefonicznym porozumieniem
w %-7frf- w IMA
396
i
aw
i f
win Hf LI- - r_ n_l
J & HARDWARE
Polłkl iklid towarfw tłtizny!) farb naczyń kvchnnych trat prtf-borć-w wodociągowych oirzewanla
J Stefaniak włató
Oueen Sł W EM M863'
BeSzoplłiadtnnae opbotrtaudsya w apNriaswkiaeehceknays
Uzacjl 1 ogrzewania S
DENTYŚCI
Dr W SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
(drugi dom od RoncetvaUei)
Trzyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
Telefon LE 1-42-
50 129 Grenadier Rd
S
386
Dr E WACHNA
DENTYSTA
Godziny: 10—12 i 2—8
Bathunt Sł — EM 4451S
IW
Dr M LUCYK
DENTYSTA
Dundat Sł W Toronto
Tel RO 9-46- 82
Dr S D BRIGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — STOMATOLOG
Speclalltta chorćb amy uitna
Phjik-lan- ' & Surgrons' llulldltio
Kancelaria No 270
86 Bloor Sł W — Toront
Telefon WA 2-00-
56
IW
OKULIŚCI
Okulistki
Br BUKOWSKA BEJNAR OD
Roncetvaloa Av
(py Gooffrey)
Tel LE 2-54-
93
dodzlny przyjęć: codziennie od 1
rano do II w aoboty: od 10
do 4 wlecz
MW
Pismo ni tvlko ntlały ciyUi
trzeba go teki prnumrowe
Jan Aluandrowicz — Notary Public
POLSKIE BIURO INFORMACYJNI '- - Pomoc w sprawach rodzinnych spadkowych t majątkowych w Polsce — Kontrakty i inne dokumenty Imigracji Incorae Tac
Tłumacienla
Toronto Ont 61 6-- A Qun St Weit Tel EM 1-54- 41 uw
OD ADMINISTRACJI
PROSIMY TYCH NASZYCH P T PRENUMERATO-RÓ- W KTÓRYM WYGASA PRZEDPŁATA O JAK
NAJSZYBSZE JEJ ODNOWIENIE W CELU UNIKNIĘCIA
PRZERWY W WYSYŁCE PISMA
WTJkSS
wMyĄA t4
w XhJĘk
mnnn I- - !
J
I
745
—
7902
274
wlecz
FRANCUSKI FASON
KALESONÓW
DLA MĘŻCZYZN
I CHŁOPCÓW
Doskonale do-pasowane
chło-dne
wygodnć
wykonane z
miękkiej" baweł
nianej "dzianiny V prątki '
płaskie swy
guma wokół pasa
podwójny przód
Odpowiednie
podkoszulki
:mmLmmm42%auwjsmmmmmLwmamm
Bądźcie naszymi gośćmi
na
otwarciu pokazu
modeli 1961
FORD
M0NARCH
FALC0N
6-7- -8 października
CHURCH MOTORS LIMITED
iMK-- a
LE 4-23- 71
łW
80
ii ii
i
Ui
I O JO dluuk busko mgn rar ja
79 80 1
ŁBłBJU? ) )iSl!!tBiBIHfHttBiitSlll
ty
K
IHW "
hJt{r --kY -- ?!f
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, October 05, 1960 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1960-10-05 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000448 |
Description
| Title | 000335b |
| OCR text | Tadeusz Nowakowski 1 HP- - Ej OBÓZ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH Wszelkie prawa BUtorskie zastrzeżone (Copyright by T Nowaków ski) -- rth a1"11 biedaków wiara w moc ' nłliłvTmv"h Wn Tvr7virłał jjIj DrOSiui t""j'--- — '- - ł~-v- — Hrefl Ulan13 x WJWŁJ" nrnoAiaiw „roł "na Drawach rękopisu" '— ' t!łt-rtfiTn- ń n ł "Pnlnrnn Alen nisi-1"11"-""-- "- v'iu"u na Znalazł się wreszcie myśliciel ' iil nrtiaTH- - Prklcti ATłAł-łt- - ie£v trzydziestoma krajami przyszłego redlenia' podzielonej na województwa: t''einia v Kanadzie nazywałaby się "wo-- -- - t-onark-r-ckim" w Pami ilCOZlwcm -- ~i rjuianskim w Austraiu — austranj-- V "województwa" wybierają swoich ja" HAp7V tuTvr7J) "Rnrin ni Łjy" zjeżdżając się co trzy lata w Ł-łj- i p lula uuiv w7iwuu uujłvj iavi" - Osiołek międzyplanetarny — wy-- i!n t rwniol-frtrlaii- mr Piław Siy Ł ł"vjvUuuvj ufiilbo cntości ducha nikt nie miał nic prze-rfc-o temu żeby emigracyjna ojczyzna win nmsłowiańska dóI m1vc7Tn ada-grodziszc- ze w Biskupmie jlńjki i okultj-zm-u — sarkał nieraz legorCZYK prowuiwai:jfjme w uaranu Mjymi"kasynem oficerskim" — można u-oln- !£ n rplnwrvśri walki t atisl setyzmem Oto zgubne skutki przy-is- u szkolnego i lekkomyślnego upo-- SeCiUilciiw uaniaijr uiu ijiajuirc UU ftffft nrAU'QH7l nr7VSWfll3niA C71i1m PTir-- dić wszystkie elementarze! Major teatralnym rucnem chwycił się JnAiniQ clrrnma Tołntrm nmAm ojrzeniem powiódł po zebranych bio- - t znowu plecie głupstwa Wydawca ennej gazetki mniej od majora pobla-w- y zatrzepotał rękami - ueieiyzujecie Koiegoi — prote-ha- l pny wspólnym obiedzie — Prze- - acie stroicie żarty a rzecz jest po-- ra! Wała Vemj4 tnyvflro rA rtrritrx I1CIQ ftUJiliatCJ iqviM} LTUgUlillUl 1A- jJ-lt- - Gnegorczyka znad talerza jak na- - - Swoją drogą — mówił podgorącz- - podlaniu naszej inteligencji: dowcipy alast argumentacji niechęć do dysku- - ni iuumy asaumcze a więc co tu lem6wić postawa antyintelektualna Tadeusz Dołęga=Mostowicz BRACIA DALGZ S-- KA Roześmiał się i pocałował ją w usta -- 1 tak będą mówiły — szepnęła -- Na tonie ma rady — Alp ia nio rVinn nlnnl 1~ -- -- j "n mię — jJiuuuwaid uju- - Sj0 nP7 nrral'nnnMin mhaamm - Nic nie pomyśli bo mu przecie Stlttlflo"m" "n'ic„ „IU? i 11!' p-iiiie-sŁ o jiaszej unz- - ] Łiaimnić! A _ „j_ i_ ' We byś nie mogła wziąć na raty 31rT7 naii -- !~ rn:_ _! bV fo"'c-"i- " alv iieierman nie 4 '""" 'u t„d1iaiwi-c zaraz ju_t_r_o _po 16 Adres dokładny znajdziesz w ka-łu telefonicznym I bez żadnych wy-W- ! Koniecznie jutro bo inaczei to Ja się z tobą potrafię porachować Łęczna dziewczynko! mvu jego oczy miały wyraz ~ Ale w takim razie — podniosła —v-- U gju„ę __ l() pan musj 0(]e f trznar nrnnt ~ Z rozkoszą — zaśmiał się ~ Mnie nie stać na taki cenny "-- Moja droga — przerwał — cen- - — j Łciy jej wanosc nigay :gj{ ™a" Ważne ie?t W1™ to jaką i jJisujtmy spójrz na _ Jego wartość jest zależ- - '-- bt ja jest dla ci"eabietiwjisipuanjiea&łyi mpabnruy- - a ' 's -- "Joaczyia go na ręKU siedziałabyś że to nędzna imi-- "Jv- - wiuzisz na swie- - oju7odał: Pai ' gtmeS W MhS!eg0 nie wie' ten nie może rŁ i "WL°y się na głowie po-P- n m:-r-t- o ciebie nie ohodzi --"us- iny Aha! Więc Choć- - C1 0fl2rmi--a „! xT J§ćmv -- l : iJJuaL' d lJ nPe iCj Sl? °°oje gdy on spojrzał na ił°' "!le W}_śpisz sie dziś — skon- - SiłrlJ2? dużo roboty Tuż za NZiesz taksówki M7 rtr--n v$ 7~ Powiedziała i przjiom- - zkWc6 ma w tcrebce zaledwie :?-esz-o Sle to n5Cł Pó'dzie " iiwłócznie nie należał do 4l W tOo:ws"zReamczkma ożbeiceirezekwolsezgyostkopownaiedszeireićo ntoa ponury pryncypialista bez poczucia hu- moru" Ja się tego zarzutu nie boję Wręcz przeciwnie: ja Zmizerowany przedwcześnie wyłysia- jłóywkcazcłohwieccozśektamo jzeasczzcezrewireenrioornoywchał snpao-d dymiącym talerzem Kubrak miał popla-miony farbą do powielacza Rozkładał dłonie Trzymał je przez dłuższy czas w powietrzu Wyglądały jak nastawione wtdeortnarzpwarzłyeszwonkiaijeacnisickazioełmwołótwwczakhridaermUsołkonwłiajadk:aęł"wipręrpzco-yz przeciwnie" Ale Grzegorczyk zapatrzo-nniye wwbiduzkiaieł t si ztnucieznyscłyhszakłwiaRtóawz jjeusżzczgeo opadł na niego ciężki spiżowy dzwon 0-hozo- wej nudy Magister Raczka! Takich uroczystych bałwanów i wojujących nu-dziarzy było niestety w Papenburgu pod dostatkiem W normalnych warun- - Kacn moznaby nimi całe ministerstwo obsadzić — pomyślał i ziewnął głęboko aż mu oczy zaszły łzami Jeszcze dwadzieścia minut do końca lekcji! A potem znowu wspólny obiad w kasynie oficerskim to same twar?e mn nolog majora o sytuacji międzynarodo wej Danaw Kaczki na deser hrr 7 góry wiadomo co kto powie Czkawka pa-- inoiyczna dyrygenta Sobczaka Księżu-l-i wyleniały kucvk w uorzeżv 7 rh™ńca przesadnie akcentujący że się żle czuje w Księzowssiej sKorze Dla zjednania sobie czarnych owiec symuluje koproa-li- ę popisuje się "świńskimi kawałami" Zaprawdę te rozmówki i dysputy przy obiedzie! Ten Wersal garnizonowy Ten iście papenburski system planetar-ny w którym ziemia i słońce obracają się wokół osoby pana majora staje się coraz trudniejszy do zniesienia Ostatnio major wyjeżdżał dość często do Hambur-ga Na zwiedzanie ruin Od razu wyła-niał się temat do rozważań etycznych psychologicznych ba — nawet estetycz-nych — Wiecie państwo co mnie tam po-pycha? — pytał Kosko w kasynie po po-wrocie — Pomvślałbv kto: łurvtvkn chęć barakowa nuda Nic po-- aoonego — A wiec co? — oodrzucano rrzv jaźnie — Co też pana majora popycha? — lerapia psychiczna 31 I ciepły mcicnek użycia łatwowiernych Pomimo oporu Marychny sprawdził zawartość torebki — Wstyd tak kłamać — powiedział surowo i włożył do torebki kilka monet — to jest pożyczka oddasz mi ją jak będziesz bogata A uważaj byś pojecha-ła taksówką Będę wyglądał przez okno! Czulą się przy nim jak dziecko któ-re na próżno mobilizuje wszystkie swoje wybiegi Zostają poznane i unieszkodli-wione z łatwą pobłażliwością Na ulicy było pusto zimno i strasz-nie Nawet szofer taksówki miał minę nie wywołującą zaufania Lękliwie uni-kała jego wzroku podając swój adres Szjby były zamarznięte że siedziała jak w lodowni nie mogąc sprawdzić jaki-mi ulicami ją wiozą Na szczęście aulo stanęło przed jej domem Szjbko wbie-gła po schodach i po chwili była już w swoim ciepłym pokoju Rozebrała się bardzo prędko i zasypiając myślała o tym że Paweł jest prawdziwym mężczy zną że wybierze sobie czarne źrebaki i że Krzysztof niczego się nie domyśli Byle tylko zostało jej trochę czasu byle jutro jeszcze nie przyszedł do fabryki I rzeczyw iście nie przyszedł Sekretarz Holder który z rana zaj-rzał do gabinetu z powodu jakiegoś drobiazgu powiedział że podobno pan Krzysztof Dalcz ciężko zachorował bo wezwano telegraficznie jakiegoś specja-listę z Wiednia Marychna przeraziła się Uderzyła ją myśl że postąpiła nędznie i zdradziła go w chwili gdy ten być może walczy ze śmiercią Po kilku zaledwie godzinach snu i po tej dręczącej nocy sama wj g3ą-dał- a blado i miała spieczone wargi — Pani też coś jest panno Marych-n-o — przyjrzał się jej Holder — Nie nic — Robi pani wTażenie jakby panią coś gnębiło na duszy i na ciele Poczerwieniała i wzruszyła ramiona- - — Zdaje się panu — powiedziała nie bez irytacji i zaraz po jego wyjściu wy-jęła lusterko by sprawdzić czy to istot-nie po niej znać Oczy miała podkrążo-ne i nienaturalnie lśniące Wyglądała z łt-- m łarłnip nawet interesująco Nie przy puszczała że to co z nia tej nocy zaszło będzie tak widoczne Co za szczęście Co za szczęście że Krzysztof dziś nie_ zo-baczy jej Na pewno nabrałby podejrze nia "ZWIĄZKOWIEC" PAŹDZIERNIK (Odober) środa 5 - 1960 STR 7 — Terapia psychiczna? — dziwiono się grzecznie — Pan major żartuje Jak-że to być może? — Bo widzicie — zaciągał się major dymem — to się łączy z Freudem Mu-sieliście słyszeć: Zygmunt Freud żyd z Wiednia Psychologia głębinowa Pod-świadomość Innymi słowy: co na samym dnie ludzkiej bestii drzemie w Drzvcza jeniu gotowe do skoku — Czego ci żydzi nie wymyślą! — westchnął ironicznie ksiądz Henias — O wa! — wtrącił Raczka — Szek spir już o tym wiedział! — Dajcie panu maiorowi skończć! — zatroskał się ktoś o dalszy ciąg pana majorowych wynurzeń — Prosimy dalej! — Otóż przez pięć lat żyłem tylko jedną namiętnością: zemstą krwawą zemstą Zatrułem się nienawiścią bez-silną nienawiścią Napuchłem wewnętrz-nie Cale wiadra jadu i szlamu możnaby ze mnie wypompować i jeszcze by tam coś parszywego na samym dnie zostało Ale zauważjłem jedno: kiedy sobie te-raz siędę w pompejskim krajobrazie po- śród ruin i jak se tak spozieram na zrą-ban- e ulice mówię wam szczerze oczysz-czam się odpoczywam moralnie wra-cam powoli do ludzkiej postaci W sukurs majorowi przychodziła za-zwyczaj pani Buszkowska zwana Bied-ronką bibliotekarka świetliczarka tro-chę poetka Przed woina Disvwała recen zje filmowe do pism kobiecych Mówio no o niej nie bez podstaw ze podkochu-j- e się w majorze Odgarniając niesforny kosmyk z czoła niskim ciepłym głosem rozprawiała najchętniej o sprawach kul-turalnych — Pan major poruszył przed chwilą bardzo ciekawy i istotny temat — u-śmiech- nęła się marszcząc kościuszkow-ski nosek — ja bym natomiast chciała zwrócić uwagę państwa na estetykę zni-szczenia Włosi pierwsi odkryli piękno ruin Zbombardowane miasto jest dzi-siaj elementem sztuki filmowej Stanowi fan-tas-tycz-- ną dekorację! Będąc ostatnio w Hamburgu szczerze żałowałam że nie jestem malarką albo reżyserką filmową Widziałam żebra wypalonej kopuły w świetle zachodzącego słońca Czerwień krwawa czerwień na osmalonych żer-dziach! Jakby się jeszcze paliło! Niesforny kosmyk opadł jej znowu Od-rzuciła go zgrabnym ruchem głowy jak tanecznica po ukończonym tańcu — Jaka ekspresja! — ciągnęła me-lodyjnie — Ile efektu można wydobyć z okopconej ściany domu za którym nie ma mieszkań ani ludzi Domy —widma! Okna oszklone niebem Upiorny księżyc przecieka przez dachówki Ruiny i księ-życ jakie to fotogeniczne w swej grozie! — Osjanistka! — wzdrygnął się Grzegorczyk — Kabotynka paeykarka grafomanka z pieklą rodem! Przyłapała się na tej niedobrej ego-istycznej myśli i skarciła się sama Jak mogła cieszyć się kiedy on jest tak nie-bezpiecznie chory Ale skoro sprowadzo-no lekarza aż zza granicy ten go uleczy i wszystko skończy się dobrze W ciągu całego dnia Paweł nie zaj- - rzał"do niej ani razu Musiało go też nie być w fabryce gdyż szukano go nawet tu Dwa razy wpadirńiczym oparzony dyrektor Jachimowski i raz Blumkiewicz — Proszę pana proszę pana — za-trzymała go — Słucham panią! — Nie nie kiedy ja widzę że pan się bardzo śpieszy — Istotnie proszę pani śpieszę bar-dzo dlatego proszę łaskawie — Chciałam spytać jak zdrowie pa-na Krzysztofa? — Spojrzał na nią przelotnym wzro-kiem w którym malowała się ironia: — Dziękuję zupełnie dobrze — A po cóż sprowadzano lekarza aż z Wiednia? — zapytała naiwnie Blumkiewicz zabierający się już do odejścia stanął jak wryty: — Skąd to pani wie?! — No mówili Tu w biurze mówili — Biuro jest gniazdem plotkarstwa — syknął Blumkiewicz i jego układna pomarszczona twarz przybrała zły jado-wity wyraz — Ale cóż w tym złego — zdziwiła się Marjchna — Nic złego Ludzie najlepiej i naj- - mącrzej robią proszę pani gdy zajmują się sprawami które do nich należą Ukłonił się i wyszedł a Marychna obiecała sobie poskarżyć się Krzysztofo-wi że ten obrzydliwy Blumkiewicz po-traktował ją niegrzecznie Właściwie to należało raczej powiedzieć o tym Pawło-wi Przecie z Pawłem ten Blumkiewicz więcej musi się liczyć Paweł jednak nie pokazywał się w ciągu całego dnia Wyszła z fabryki później niż zwykle i na przystanku spotkała inżyniera Ot-tma- na Jego płowe krzaczasto przystrzy-żone wąsiki pokryte były szronem 1 so-pelkami lodu Wyglądał jak nauczyciel wiejski w swoim wytartym palcie z jaskrawymi rumieńcami na policzkach i z zaczerwienionym nosem Było w mm coś prowincjonalnego I w ubraniu i w sposobie witania się Gdy znaleźli się w tramwaju w któ rym o tej porze nie było tłoku Mary chna powiedziała: — A ja dziś mam daleka podroż: ja dę na Miodową Oczekiwała objawu zaciekawienia lecz ponieważ tyjko przyglądał się jej z jakimś głupim uśmiechem zaniepokoiła się: — Dlaczego pan tak na mnie patrzy' — Nie nic przepraszam panią Za myśliłem się Widzi pani pracuję teraz J Było coś niezdrowego w tym umiło-waniu ruin przez majora i jego przyja-ciółkę coś co już dawno przestało być patriotyzmem a wkraczało w dziedzinę perwersji seksualnej Będąc dzieckiem uśmiechnięta gładka pani Buszkowska musiała wyrywać muchom skrzydła sko-ro w iei zbiorach fotoeraficznwh mnina dziś oglądać posągi świętych z amputo-wanymi rekami archanioła którv rka mi obejmuje puste powietrze po odstrze-lonej trąbie kościółki z równiutko od-ciętą wieżą barokowe aniołki bez jedne-go skrzydła Jeszcze piętnaście minut do końca lekcji! "Defetyzujecie" A jednak podpo-rucznik podjął się uczenia mafy-c- h bar-barzyńców Trochę z nudów trochę ma- - jorowi Kosko na złość Zaczęło się od flagi Któregoś dnia Drzvsłuehiwnł sic no kazowej lekcji historii w trzeciej klasie Major uczył właśnie patriotyzmu — Dlaczegóż to robaczki świętojań-skie chorągiew polska jest biało-czerwon- a? Kosko popisywał sie głownio nrzrd rodzicami wśród których zasiadała new na niebrzydka mamusia i przed towarzv-- szami broni Tanecznym krokiem rholnw kami chodził po szkolnym baraku iak pogromca lwów po klatce Wywijał rę-- KawiczKa siadzil chloocow 00 pzimrv nach przerażone dziewczynki chwytał przyjaźnie pod brodę — Biała bo to kolor niewinności wydukał ktoś cichutko w kącie — Cnoty i niewinności! — dorzuciła uczennica z pierwszej ławki — Bardzo dobrze ehrabąszczyki bar-dzo dobrze A kolor czerwony? Dzieci milczały marszcząc czółka w glęboKim namyśle Major z ojcowskim u-śmiec- hem wskazał na krzyż wiszący na ścianie Dzieci jeszcze się niczego nie domyślały — No pomyślcie tylko — zachęcał dobrotliwie Dzieci namyślały się za długo — No me me mcczeń rnwicń stwo—- podsuwał — Krew najlepszych synów Krew niewinnych ofiar za ojczy-znę przelana — Flaga polska — połapały się re-zolutniej- sze dzieci — to krew i niewin-ność! — A tak bąki! A tak! — major z zadowoleniem kiwnął głową Włosy miał wysmarowane hrvlTnłv ną Radował się jak pogromca po uda nym skoku niesfornego tygrysiątka przez płonącą obręcz Rodzice przytakiwali wy-chowawcy na znak uznania Niebrzydka mamusia poprawiła zalotnie szalik na szyi Wyrosną nam te dzieci kochane na dobrych patriotów wyrosną i pomsz-czą kogo trzeba nad pewnym wynalazkiem nad bardzo ważnym wynalazkiem 1 to ml zaprząta głowę — Sądziłam że zauważył pan coś niezwjkłego w moim dzisiejszym wy-glądzie Spojrzał na nią uważnie i zrobił zdzi-wioną minę: — Niezwykłego? Co znowu bynaj-mniej — Jednakże kilka osób mi to mówiło — upierała się — chociaż sama dopraw dy nie wiem dlaczego Prawda? Prostodusznie przytwierdził co wręcz zirytowało Marychnę Nachmurzyła się 1 siedziała milcząca Czuła się pokrzyw-dzona tym że nie ma na świecie nikogo kemu mogłaby się zwierzyć z tak waż-nych przemlanw- - jej życiu kto by miał prawo a chociażby możność dopytywa-nia się o to co ona robi co zamierza dlaczego jest smutna lub wesoła Oczy-wiście każda panienka z jej sfery za-zdrościłaby jej powodzenia jakie miała u takich ludzi jak obaj Dalczowie Po-nieważ jednak nie miała do kogo ust otworzyć samo powodzenie traciło poło wę swojej wartości Słuchała obojętnie szemrzącego głosu Oltmana Co ją obchodzić może jakaś terpentyna kauczuk czy elektroliza! Zło-ściło ją po równu to że mówił o rzeczach których nie znała jak i to że wcale nie zapytał po co jedzie na Miodową A przecież powtórzyła to dwa razy ze spe cjalnym naciskiem jako wypadek nie zwykły niecodzienny Jej rozdrażnienie bliskie już było wybuchu Toby dopiero osłupiał gdyby tak z miejsca wypaliła mu: — Jadę wybrać sebie wspaniałe fu-tro ktćre mi funduje naczelny dyrek-tor! Dlaczego funduje? Ano bo je-stem jego kochanka! Tak! Kochanką! On jest zakochany we mnie do szaleń stwa i byiem kiwnęła palcem kupi mi dwa trzy futra auto brylanty takie du-że jak sam ma na pierścionku Co tyl-ko zechcę rozumiesz pan? A pan bę-dzie całe życie chodził w tym wytartym paletku i żadna dziewczyna na pana nie spojrzy razem z pańską idiotyczr--ą ter-pentyną i kauczukiem! Gryzła wargi i podniecała się efek tem jaki wywołałaby tymi słowami ale Ottman ani przypuszczał że się w niej aż poluje Zerwała się z miejsca: — Ależ pani na Miodowa powinna pani się przesiąść — przytrzymał jej rękę lśniąc — Namyśliłam się — podniosła gło-wę — pojadę taksówką Nie znoszę tram-wajów Dopiero teraz dojrzała w jego wzro-ku zaniepokojenie To ja poniekąd za-dowoliło Przyszło jej do głowy że praw-dziwe powodzenie mogą mieć tyiko ko-biet- y tajemnicze i demoniczne takie jak na przykład Greta Garbo albo Mar-lena Dietrich ADWOKACI I NOTARIUSZE rmt E H ŁUCK BA LLB (ŁUKOWSKI) I R H SMELA BA„ LLB POLSCY ADWOKACI Wspólnicy flmi7 łdwoUcklel ftlanty Płtrnk Łuck Smtla Eaglelton A Wition 57 BLOOR ST W róe Biy WA ł-W- JJ Oddziały NniecpwzrnzyyTjmmoruopjnąotrooznulme1 cieznoTirehamlsmelletowiin telOefnoL-a STEFAN A MALICKI LLM ADWOKAT OBOROŃCA i NOTARIUSZ Biuro tet: AT 9-03- 01 W poniedziałki i środy od iodz 630 do 9 wicci W soboty od JO do 12 w poł 383 Roncesvalles Ave LE 47792 JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARJSZ Tel Biura: LE 3-12- 11 1479 Qutn Sr W — Toronło 1S GEORGE BEN fiA ADWOKAT I NOTARIUSZ sMówi po polsku 1134 Dundat Sł W Toronło Tel LE 4-84- 31 i LE 44432 1S G HEIFETZ BA „ADOWuOeeKnATSt WI eNitOTAERMIUSZ 6-37- 21 S HEIFETZ NOTARIUSZ tMWAlinBon V' W- - Toronto Ont wieczorami WA 3-44- 95 1S CM BIELSKI ba BCL ADWOKAT I NOTARIUSZ Przyjęcie codziennie — Suito 404 lioard of Trade Bldg 11 Adelaldt Sł Wett (przy Yongo fit) Toronło — EM 2-12- 51 telefonicznym porozumieniem w %-7frf- w IMA 396 i aw i f win Hf LI- - r_ n_l J & HARDWARE Polłkl iklid towarfw tłtizny!) farb naczyń kvchnnych trat prtf-borć-w wodociągowych oirzewanla J Stefaniak włató Oueen Sł W EM M863' BeSzoplłiadtnnae opbotrtaudsya w apNriaswkiaeehceknays Uzacjl 1 ogrzewania S DENTYŚCI Dr W SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA (drugi dom od RoncetvaUei) Trzyjmuje za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem Telefon LE 1-42- 50 129 Grenadier Rd S 386 Dr E WACHNA DENTYSTA Godziny: 10—12 i 2—8 Bathunt Sł — EM 4451S IW Dr M LUCYK DENTYSTA Dundat Sł W Toronto Tel RO 9-46- 82 Dr S D BRIGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — STOMATOLOG Speclalltta chorćb amy uitna Phjik-lan- ' & Surgrons' llulldltio Kancelaria No 270 86 Bloor Sł W — Toront Telefon WA 2-00- 56 IW OKULIŚCI Okulistki Br BUKOWSKA BEJNAR OD Roncetvaloa Av (py Gooffrey) Tel LE 2-54- 93 dodzlny przyjęć: codziennie od 1 rano do II w aoboty: od 10 do 4 wlecz MW Pismo ni tvlko ntlały ciyUi trzeba go teki prnumrowe Jan Aluandrowicz — Notary Public POLSKIE BIURO INFORMACYJNI '- - Pomoc w sprawach rodzinnych spadkowych t majątkowych w Polsce — Kontrakty i inne dokumenty Imigracji Incorae Tac Tłumacienla Toronto Ont 61 6-- A Qun St Weit Tel EM 1-54- 41 uw OD ADMINISTRACJI PROSIMY TYCH NASZYCH P T PRENUMERATO-RÓ- W KTÓRYM WYGASA PRZEDPŁATA O JAK NAJSZYBSZE JEJ ODNOWIENIE W CELU UNIKNIĘCIA PRZERWY W WYSYŁCE PISMA WTJkSS wMyĄA t4 w XhJĘk mnnn I- - ! J I 745 — 7902 274 wlecz FRANCUSKI FASON KALESONÓW DLA MĘŻCZYZN I CHŁOPCÓW Doskonale do-pasowane chło-dne wygodnć wykonane z miękkiej" baweł nianej "dzianiny V prątki ' płaskie swy guma wokół pasa podwójny przód Odpowiednie podkoszulki :mmLmmm42%auwjsmmmmmLwmamm Bądźcie naszymi gośćmi na otwarciu pokazu modeli 1961 FORD M0NARCH FALC0N 6-7- -8 października CHURCH MOTORS LIMITED iMK-- a LE 4-23- 71 łW 80 ii ii i Ui I O JO dluuk busko mgn rar ja 79 80 1 ŁBłBJU? ) )iSl!!tBiBIHfHttBiitSlll ty K IHW " hJt{r --kY -- ?!f |
Tags
Comments
Post a Comment for 000335b
