000437b |
Previous | 29 of 64 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
i
Wm
R
te- -
[R
m
WESOŁYClTSWIĄrBOŻEGO NARODZENIA
SZCZĘŚCIA I POMYŚLNOŚCI
" życzy
BERNARD NEWMAN MPP
Posełdo parlamentu Ontario
polskiego pochodzenia
WcsolyciCświąi Bożego Narodzenia
i' Szczęśliwego 'Nowego Roku
życzy swym Klientom' i-cał- ej Polonii
RATHWELLS KIDDIELAND LTD
TWO STORES
Downtown f ' " Dorwin Plaża
510 Pclissicr St 2451 Dougal Ave
Tcl 253-386- 1 ' ' ' Tcl 252-093- 7
Windsor Ont
"Najlepsze Życzenia
Świąteczne i Npworoeznc
jshłada
UPTOWN RADIO &'TV
APARATY" RADIOWE I TELEWIZYJNE
755 Wyandotrc Sf E - Windsor - Tcl 254-132- 2
- Res 254-230- 1
Z okazji rŚiviąt" Bożego Narodzenia
i Nowego Roku
najlepsze tyczenia składa swym Klientom i całej Polonii
GRAY'S
"Familijny sklep przy-Ottaw- a Str '"
Zapraszamy-cał- ą Polonię Windsor
Wykorzystajcie nasze specjalne warunki kredytowe
Ottawa Sł
1 i i
C
w
Ont
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia
i Szczęśliwego Nowego Roku
zasyła
TAT&ĘUSZ sokołowski
fJEGO ORKIESTRA
Orkiestra na wszystkie okazje
5003 Fredro St
(corner óf Fenlon)
Windsor
Detroit 12 Mich USA
Przyjemnych Świąt Bożego Narodzenia
i dużo szczęścia w Nowym Roku
zasyła swej Klienteli i całej Polonii
M & G SALAMI & SAUSAGE CO
975 Tecumsoh Rd W Windsor Ont Tcl 256-226- 1
11 " --gBBSfc
Duio radości z oca2Jf1SW74T BOŻEGO NARODZENIA
' DUŻO DUŹOSZCZBSCA W NOWYM ROKU życzy
"' D E MORRIS
FUNERAL HOMES
Właśc Don Morris
Obsługujemy od pół wieku
Memorisl Home & Chapel' ' Walkervillo Homo
Giles at Goyeau Wyandotte at Lincoln
254-863- 3
-- Phońe
4?
(W
'fe
4
4
4?
4?
43
43
(Fragmenł powieści)
Kiedy rodzice jo} zginęli w
krematoriach Treblinki Sonia
miała lat dziesięć z warszaw-skiego
getta wyprowadziła ją na
aryjską stronę mecenasowa Ru-mano- wa dostała za to sakiewkę
kosztowności Trzęsące się ręce
doktorowej Lustigowej zawią-zująca
woreczek dla pani Ruma-now- ej to ostatnie wspomnienie
matki jakie Sonia zachowała w
swej pamięci Stali w klatce
schodowej brudnej kamienicy
na Stawkach i kiedy nie dało się
zachować milczenia mówili ści-szonym
głosem jak chorzy w go-rączce
— Nie bój się Róża — szep- tała mecenasowa — ją uratuję
Sonia stała przy ojcu Z daw-nego
wyglądu zachował tylko na
nosie złote cwikiery i grymas
pogardy na twarzy Był brudny
i zarośnięty ubrany w łachman
śmierdział Na schodach leżały
dwa trupy: matka z dzieckiem
Ktoś litościwy przykrył był ra-no
kobiecie twarz niemiecką ga-zetą
ale gazetę wkrótce skra-dziono:
papier był cenny Nawet
papier był cenny nie liczyli się
tylko ludzie I nie było żadnej
różnicy pomiędzy żywymi a tą
młodą matką która zadusiła
własne niemowlę na minutę
przed zażyciem trucizny
Okna były bez szyb-- z obłupa-nych
warstw-kit- u wystawały po- rdzewiałe gwoździe Szklarz któ-ry
je wstawiał był trzydzieści
lat temu jeszcze przed pierwszą
wojną światową na pewno nie
myślał wówczas o losie jaki je
czeka bo nie mógł Któż bo-wiem
mógł to wszystko przypuś-cić
przeczuć? Nawet cztery la-ta
temu? Nikt A zardzewiałe
gwoździe z okiennej ramy prze-żyły
na pewno samego szklarza
O ile nie umarł na tyfus czy
na gruźlicę za szczęśliwych cza-sów
to teraz ktoś mył sobie rę-ce
mydłem z jego tłuszczu
W klatce schodowej bulgota-ło
od jęków i charkotań czyjś
starczy kaszel był szczególnie
dojmujący Na zewnątrz płynął
wezbrany potok głów i czarnych
łachmanów ściszona burza gło-sów
i zgiełk getta czekającego
na zagładę Czasem tylko polic-jant
z żydowskiej straży porząd-kowej
któremu było spieszno
pięściami i pałką torował sobie
przejście Widać było jego o-twa- rte usta i nabrzmiałe żyły na
szyi: słowa przekleństw i ryk
wyzwisk ginęły w zgiełku 'tłu-mu
Doktór Lustig ojciec Soni pa-trzył
uporczywie w zabite deska-mi
okna kamienicy naprzeciw-ko
w oczach jego nie było już
nawet łez Ręką przycisnął gło
wę Soni dó swego lewego biod-ra
ta usiłowała go objąć lecz
dziecinna ręka jej była za krót-ka
Gładziła więc tylko tę lepką
szmatę- - na jego plecach która
kiedyś była marynarką z angiel-skiego
materiału
Na ulicy zgiełk jak gdyby zma-towiał
na chwilę przycichł lecz
zaraz wybuchł jeszcze gwałtow-niej
Z balkonu gminy jakiś mło-dzieniec
wykrzykiwał niezrozu-miałe
stąd słowa: mała tubka
używana zwykle przez sędziów
na zawodach wioślarskich nie
na wiele tu się przydała Wrzask
rósł zrozpaczeni ludzie wygra-żali
młodzieńcowi pięściami od-jął
więc tubę od ust i znikł w
drzwiach
Ktoś za plecami Soni przebie-gał
po schodach na górę ktoś
inny zbiegał na dół i łokciem
trącił jej ramię wsparte na ple-cach
ojca Ponownie jęła gła-skać
jego plecy lecz-doktó- r Lu-stig
nie drgnął nawet uporczy-wie
patrzył w zabite deskami o-k- na
nad sklepem gdzie dawniej
była piekarnia i gdzie dotąd nad
drzwiami uchował się dzwonek
— Nie bój się Róża — po-wtarzała
Rumanowa — ją ura-tuję
:'ą ik Jn-i- i
Oczy matki były wypłakane
do dna Suche i zaczerwienione
oczy twarz w krostach śliskie
od potu i choroby palce łach-man
kolorowego niegdyś — a
teraz w barwie smrodu — szlaf-roka
choć był on kiedyś połys-kliwym
jedwabiem z Paryża
trzęsące się nad woreczkiem z
ostatnimi' kosztownościami wy-chudłe
ręce — oto jest matka
Matka słowo najdziwniejsze
Doktorowa Lustigowa z wysił-kiem
wzruszyła bezradnie ra-mionami
— Bierz wszystką biżuterię
Jadwigo nam już niczego nie
trzeba
Ach i włosy matkt Piękne da-wniej
włosy związane w obfity
węzeł teraz" były zatłuszczone i
osiwiałe jdjłupieżu wypierające?
go "śi? "na wierzch Sonia nagle
zapragnęła je pieścić i całować
jak czyniła w domu — gdy była
malutka — na dobranoc a to
wspomnienie było tak odległe i
nieprawdziwe i w jakimś' mrocz-nym
zaułku spraw którejużnic
"mogą wrócić że zaszlochała Po
ciągnęła matkę za klamrę paska
obciskającego jej stan matka
bez słowa schyliła się ku dziec-ku
i poddawszy głowę w tył cze-kała
na ostatnią pieszczotę cór-ki
Oczy miała zamknięte a
twarz ściętą bolesnym uniesie-niem
Kiedy po chwili otworzyła
oczy Soni już nie było Rumano-wa
szarpnęła małą i zbiegły na
ulicę Mąż podszedł do klęczą-cej
chwilę stał bezradny wresz-cie
złożył swe dłonie na jej ra-mionach
i z wysiłkiem podniósł
ją z klęczek Podał jej — daw-nym
ruchem — ramię i tak cią-gnął
do izby na poddasza gdzie
wszyscy czekali na swe przezna-czenie
na apel "przed transpor-tem
Sonią zajął się ksiądz -- Paweł}
Rumanowa przcszmuglowawszy
małą w wozie który" zbierał tru-py
opłaciwszy woźniców i żan-darmów
stała teraz w zakrystii
Wręczyła księdzu naszyjnik z
pereł do drugiej zaś ręki we-tknęła
drobną piąstkę Soni i o-t- o
już i jej nie ma Wyszła skrzy-piąc
wysokimi" obcasami uno-sząc
w woreczku na piersiach
resztę kosztowności
Ksiądz umieścił dziewczynęw
klasztorze koło Sokołowa Podla-skiego
Jakaś gruba kobiecina
odwiozła tam Sonię pociągiem
Zabroniwszy jej mówić obwią-zała
twarz-Son- i bandażem wszy-stkim
współpasażerom w pocią-gu
opowiadała jak to siostrzeni-ca
jej doznała wstrząsu w czasie
bombardowania W klasztorze
przetrwała Sonia ostatnie dwa
lata Miała dwanaście lat kiedy
do Sokołowa przyszły rosyjskie
czołgi
Dziś Sonia ma lat dwadzieścia
pięć na Uniwersytecie vMcl--bourn- e
kończy' medycynę Książ-kę
tę w pewnym sensie o niej
a na pewno" dla niej zacząłem
pisać na grubo wcześniej "zanim
ją jeszcze poznałem Słyszałem
o niej parę zdań nieledwie od
znajomych którzy byli nią ocza-rowani
iot kiedyś przy kawie w
Cafe dc Paris na St Kildzie
tuż obok rozjarzonego Luna Par-ku
obok rozjazgotanego rojowi-ska
ludzi prymitywnie szczęśli-wych
Siedzieliśmy w kawiarni
po upalnym dniu i gwarzyliśmy
nad filiżanką kawy
" Czemu nie znając jej nawet
jedynie trochę źe słyszenia za-brałem
się do pisania tej książki
o Soni — nie umiem odpowie-dzieć
Wierzcie ternii lub nici
nie znałem jej Lecz w pewnej
chwili najwyraźniej poczułem
ze książkę' tę muszę napisać) że
warto poświęcić jej wiele trosk
i zabiegów wiele miesięcy-- z me
go skołatanego życia wiele- - my-śli
i wyobraźni serca i wspom-nień
Ba z biegiem czasu" na-wet
czułem że napisaniu lej
książki 'się nie wymigam choć
bym i chciał: po prostu muszę
ją napisać Każdy kto pisze zna
zapewne bardziej interesujące
przypadki dziwności z jaką jest
związany warsztat pisarski bar-dziej
nagłe i niezwykłe spotka-nie
się z tematem: nie dziwcie
się mnie Ale nie wpadajmy W
luozofowame Jędruś nie pisz-my
książki od początku i od
końca równocześnie
— Straciła wszystkich Wy-chowała
się w klasztorze Koń-czy
medycynę To jakaś daleka
kuzynka Esty Przyjaźni sie z
{córką Fersterów Jest nieśmiała
i milcząca Ma dużo świeżego u-ro- ku
i spokoju w obejściu z nie-jaką
kpiną i wyższością obser-wuje
nadskakujących' jej mło-dych
ludzi widać że ją dener-wują
Jest doroślejsza od nich
wszystkich- - Dumna sztuka nie
chce od nikogo przyj ąć~pomocy
jest jej ciężko ale uparła się
Ma nikłe stypendium dorabia
sobie chodząc na "baby-sitting- "
wieczorami
Wszyscy lubimy mówić o bliź-nich
Józef też Jasia to samo
Więc mówiono o Soni Rozmów
ich" słuchałem patrząc w znika-jącą
piankę śmietanki na capuc-cin- o
Marysia: "Dziwaczka woli
pamiętać nie może zapomnieć
tamtych- - czasów getta rodzi-ców
losu Żydów" Jasia: "Bru-netka
śliczne ciemnoniebieskie
oczy" Józef: "Takkawał baby
Ale rma7bubków gdzieś nie wy-chodzi
za mąż choć stary Fer-ster"
odpaliłby i posag gdyby
ona kogo zechciała'' vJasia:-"Ła-dn- a
ale dziwna Nogi nia 'ńie:
zbyt'r"Marysia:" "Nieprawda
ma':ładriiejsze niż r ty' i ja ale
ona już właściwie gojka" Jasia:
"Urazi urazj% milion urazów"
Marysia': "Nie" bądź głupia Jarik
no! Coś się przyczepiła do' sło-wa
uraz?"
— Pomyślcie — mówi nagle
Leon — ona miała sześć lat-ja- k
wojna wybuchła!
Milkną zażenowani bo mło-dość
i nagle odczuta różnica
wjeku peszy: Leona Marysia jest
jego drugą żoną ja mam siwe
skronie Jasia z Józefem są sie-demnaście
lat razem i to jakich
lat? Wgłębiliśmy nosy w filiżan-ki
milczymy papierosy zosta-wione
w bakelitowych' popiel-niczkach
dymią sennie opływa-ją
nas rozmowy osób siedzących
przy sąsiednich stolikach W ką-cie
stoi choinka obwieszona ko-lorowymi
kulami koszula Leona
ma plamy potu pod pachą i na
plecach siedzimy bez maryna-rek
Duszny wieczór na St Kil-d- a
Jasia wierci się przez chwilę
wreszcie pyta:
— No to kiedy ona była po
raz pierwszy w kinie? '
Józek też nagle straci! zainte-resowanie
rozmową i tematem
Myśli o interesach -- albo Jest
zmęczony bVsię odchudza i za-czyna
odczuwać głód Jednak
chyba myśli o interesach: przed-siębiorstwo
(budowlanc z mężem
Esty do spółki z jakimś Pola-kiem
z-Sunshi-ne
coraY gorzej i-d- zie
Dopóki nie wyczuwano w
nim Żyda interes prosperował
Józef chodził do hebrajskiego
gimnazjum w Tarnowie żargo-nu
prawie nie zna po polsku
mówi jak Polak nikt go nie bic
rze za Żyda Lecz usłużnie po-informował
wspólnika a cq go-rzej
klientów Dotychczas' cieszy-li
się klienci że po polsku ku-pią
dachówki' cement deski i
cegły teraz wolą unikać Żyda
— A może jesteś' przeczulo-ny?
— spytałem go gdy mi o-powie- dział
tę historię "ze wspól-nikiem
— Na tynv punkcie wszyscy
Żydzi są przeczuleni r— skrzywił
się — Po' takiej wojnie jeszcze
jest antysemityzm? — dziwił
się jak gdyby spotkał się z'tym
pierwszy raz jak gdyby g pierw-szy"
raz wypowiedział takie sło-wa
z goryczą
Leonek sfę uśmiecha Jest ko- -
munistą i nie lubi sjonistów W
Australii przebywa' od dwudzie- -'
stu z górą lat 'O Polsce kraju
swej młodości' zachował tylko
dbbre wspomnienia Złe wypa-liły
się w tęsknocie doszczętnip
Żyd i— umiejący na pamięć ca-łego
"Pana Tadeusza" komunis-ta- i
posiadający fabrykę nylono-wych"
skarpetek pierwsza żona
byłą Australijką druga Mary-sia"
w salonie porozwicszała"rc-produkcj- e
Skoczylasa' —'taki
jest Leon Uśmiecha się i- - rów-nocześn- ie
kiwa-ręk- ą kuwejśćiu
W i drzwiach Stoją' jRawiczowie
po wejściu z mroku są'oślepiońi
światłami Estaz mężem Esta
kipi zawsze jak ukrop jest ha-łaśliwa
nia nagie opalone ra-miona
Ludwik"postępujc za nią
drobnym krokiem +i
' '
--1 Wiecie? "Byliśmy na 'French
Island pingwiny co'ta"m Jak z'
zegarkiem w ręku wychodzą o
ósmej do wody są cudne ale o-prócz- tego
plaża byłapełna męż-czyzn
A woda bajeczna! —"£„
sta położyła torebkę na naszym
stole wita się z każdym Asce-tyczny
kelner zbliżył się do ra-diogramu
stojącego w kącie ko-ło
kasy Za chwilę na lokal chlu-snęło
mocnymi akordami har
monii: przedwojenne tango Ka-taszk- a
i Karasińskiego Wiele o-s- ób
poruszyło się' żywiej na
krzesłach przez kawiarnię po-płynęły
wspomnienia prźedw
jennych lat
— To pod takt tego tanga za-brałeś
mi dziewictwo świntuchu
— szepce Jasia do męża Józef
przybladł trochę i jego zalało
to wspomnienie Udaje oprys-kliwpś- ć:
— Co ci miałem1 zabierać? Sa-ma
chciałaś!
'Esta patrzy to na jedno to na
drugie' nie orientuje! się o co
im chodziła lubi wszystkowie-dzie- ć
Ludwik 'przynosi wolne
krzesło od 'innego stolika
--— Wiecie kogo spotkaliśmy
dziś w Cowes?" Starą 'Rumano-wa
tę cholerę co w getcie 'sprzej
dawała bocKerek' chleba za pier-ścionek
'albo Tza kolczyki— "mó
wi Ludwik
—"Ach przestań! — niecier-pliwi
się Esta twarz jejzwróco- -
cnhaęcdeoniaLud'wika pe-łna j-est zn--—ie?
Nagle wszyscy 'zdają obie
—spr"awżęydżeemji'jeJswtentyijmjedynym" nie '-towarzy-sz
twie I opowiadają" mi wszyscy
naraz' jaktu przodownik "grana-towej
i policji tam'jakaś ' baba
1 u (Zakończeniena tr32)~ X
$
ŻYCZENIA
WESOŁYCH ' ŚWIĄT
i SZCZĘŚLIWEGO' ij
NOWEGO'ROKU- - i
CAŁEJ 'PÓLONflj i
yv' --At 1 -- ! „ f
w wińdsor
SKŁADA "
jwiuW '
MTjjajafMiail
™v
-- HERB GffAY MP
'- - --essex-
'West (Windsor ont)
' ' ' ' ' '" -- ' '
' """" Moc serdecznych życzeń
świątecznych i noworocznych
składa swym Sympatykom
I całej Polonii w Windsor
POLSKI KLUB TOWARZYSKI
4
41 Gilcs Blvd E —
PRZYJEMNYCH ŚWIĄT BOŻEGO' NARODZENIA ajj
DUŻO SZCZĘŚCIA W NOWYM ROKU ?f
SLE SWEJ KLIENTELI 'I CAŁEJ POLONII
STLUKE ELOWERS
' KWIATY NA-WSZYSTKJ- E' OKAZJE
1839 Sti Luko'RÓV '' Windsor- -
1695 Woił
Wcał
(£j['
"-- ąv
Tol 945-746- 1
W ~- - rts rlłlt-lf- i WESOŁYCH ŚWIĄT
tol '--ilM-Mm
Noyreao roku łon
i m'AW-łu'j-w wa
Tocumsoh
2101 Tficumich
m t
1- i - - r-- r -
®
'
x - i
m o -
n- - ' 'Pi i i imAI '" J
-
'
'
'
m
życzy
'wszystkim swoim- -
KlicntoinrPrzyjaciolom"
całej Polonii
JAN
G0LD STARMEAT MARKET
Til
BRIDGEYIEWGLEANERS
'Tol 252-647- 4
-
K DUŻO' SZCZĘŚCIA ii JlADOSCIUZJOKAZJr''ŚWIĄT' a-j- l
BOŻEGO NARODZENlAIWĄWĘGO1 ROKU 3$}
"' ' składa 'swej Klienteli całej1 Polonii '
" łROYjtóHUEBERT':LTD 3
Ti -- l ' ' '' ' 'ł'wT(AjmPEbTjYrFfiiAbuRBY ' ' ret
V 1445 Tccum$oli'Rd{E Wińdior ' Tol 256-315- 1
W i ' ' -- V ' r- - v ' - --
-" r - ': W Iff' ""-- '
ii
i a
i
£# WIĄZANKEAJLEPSZYĆHŻYCZEŃ W RADOSNYM 6Ą
'{? DNIUBo'żEGO'NARODZENIA'1 NOWEGO ROKU fj
'W a -- " "
" ? f
f$ SLE SWEJ I CAŁEJ POLONII 2#
WHITEMAN FURŃITU¥E STORES '9
r — ui
v
crf
V
''"5
meble — Ceny niskie
19-yiVnil-u
— :- - UInrłnr nn' 7UI Uu'anrlnth Ptt ę#
253-3- 1 11
' ł" "" - - OŚ
K DLU rŁ&i DM
W IHiIH KUCyiMZ ( IIBIBN
„Wesołych
& Świąt
& i Szczęśliwego
fi Nowegd~''RókU' i S l I
!
" wszystkim rswoim i
12 'KllentonfPfzyjaci6łom
fOr" "ircałejlPolonii '
[
tm 'Serdeczne? życzenia
($ VICTORBL'AK '
V? 1 022 1 Ltangi ois iAve
WOLAŃCZYK)
właściciel
li li mii imawnaaT V v
-
fi
i
'v
ĆQ$
O
252-4075- 0
%
KLIENTELI
'fi
Dobre " 'M
rvv
Phone gr
zasyła
W
mmmmm$mMAmm
TeŁ"2534344r?
3 r--1
'l(tklim „iMi
ct
W i
I
w
m'Attt
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, December 18, 1963 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1963-12-18 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000570 |
Description
| Title | 000437b |
| OCR text | i Wm R te- - [R m WESOŁYClTSWIĄrBOŻEGO NARODZENIA SZCZĘŚCIA I POMYŚLNOŚCI " życzy BERNARD NEWMAN MPP Posełdo parlamentu Ontario polskiego pochodzenia WcsolyciCświąi Bożego Narodzenia i' Szczęśliwego 'Nowego Roku życzy swym Klientom' i-cał- ej Polonii RATHWELLS KIDDIELAND LTD TWO STORES Downtown f ' " Dorwin Plaża 510 Pclissicr St 2451 Dougal Ave Tcl 253-386- 1 ' ' ' Tcl 252-093- 7 Windsor Ont "Najlepsze Życzenia Świąteczne i Npworoeznc jshłada UPTOWN RADIO &'TV APARATY" RADIOWE I TELEWIZYJNE 755 Wyandotrc Sf E - Windsor - Tcl 254-132- 2 - Res 254-230- 1 Z okazji rŚiviąt" Bożego Narodzenia i Nowego Roku najlepsze tyczenia składa swym Klientom i całej Polonii GRAY'S "Familijny sklep przy-Ottaw- a Str '" Zapraszamy-cał- ą Polonię Windsor Wykorzystajcie nasze specjalne warunki kredytowe Ottawa Sł 1 i i C w Ont Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku zasyła TAT&ĘUSZ sokołowski fJEGO ORKIESTRA Orkiestra na wszystkie okazje 5003 Fredro St (corner óf Fenlon) Windsor Detroit 12 Mich USA Przyjemnych Świąt Bożego Narodzenia i dużo szczęścia w Nowym Roku zasyła swej Klienteli i całej Polonii M & G SALAMI & SAUSAGE CO 975 Tecumsoh Rd W Windsor Ont Tcl 256-226- 1 11 " --gBBSfc Duio radości z oca2Jf1SW74T BOŻEGO NARODZENIA ' DUŻO DUŹOSZCZBSCA W NOWYM ROKU życzy "' D E MORRIS FUNERAL HOMES Właśc Don Morris Obsługujemy od pół wieku Memorisl Home & Chapel' ' Walkervillo Homo Giles at Goyeau Wyandotte at Lincoln 254-863- 3 -- Phońe 4? (W 'fe 4 4 4? 4? 43 43 (Fragmenł powieści) Kiedy rodzice jo} zginęli w krematoriach Treblinki Sonia miała lat dziesięć z warszaw-skiego getta wyprowadziła ją na aryjską stronę mecenasowa Ru-mano- wa dostała za to sakiewkę kosztowności Trzęsące się ręce doktorowej Lustigowej zawią-zująca woreczek dla pani Ruma-now- ej to ostatnie wspomnienie matki jakie Sonia zachowała w swej pamięci Stali w klatce schodowej brudnej kamienicy na Stawkach i kiedy nie dało się zachować milczenia mówili ści-szonym głosem jak chorzy w go-rączce — Nie bój się Róża — szep- tała mecenasowa — ją uratuję Sonia stała przy ojcu Z daw-nego wyglądu zachował tylko na nosie złote cwikiery i grymas pogardy na twarzy Był brudny i zarośnięty ubrany w łachman śmierdział Na schodach leżały dwa trupy: matka z dzieckiem Ktoś litościwy przykrył był ra-no kobiecie twarz niemiecką ga-zetą ale gazetę wkrótce skra-dziono: papier był cenny Nawet papier był cenny nie liczyli się tylko ludzie I nie było żadnej różnicy pomiędzy żywymi a tą młodą matką która zadusiła własne niemowlę na minutę przed zażyciem trucizny Okna były bez szyb-- z obłupa-nych warstw-kit- u wystawały po- rdzewiałe gwoździe Szklarz któ-ry je wstawiał był trzydzieści lat temu jeszcze przed pierwszą wojną światową na pewno nie myślał wówczas o losie jaki je czeka bo nie mógł Któż bo-wiem mógł to wszystko przypuś-cić przeczuć? Nawet cztery la-ta temu? Nikt A zardzewiałe gwoździe z okiennej ramy prze-żyły na pewno samego szklarza O ile nie umarł na tyfus czy na gruźlicę za szczęśliwych cza-sów to teraz ktoś mył sobie rę-ce mydłem z jego tłuszczu W klatce schodowej bulgota-ło od jęków i charkotań czyjś starczy kaszel był szczególnie dojmujący Na zewnątrz płynął wezbrany potok głów i czarnych łachmanów ściszona burza gło-sów i zgiełk getta czekającego na zagładę Czasem tylko polic-jant z żydowskiej straży porząd-kowej któremu było spieszno pięściami i pałką torował sobie przejście Widać było jego o-twa- rte usta i nabrzmiałe żyły na szyi: słowa przekleństw i ryk wyzwisk ginęły w zgiełku 'tłu-mu Doktór Lustig ojciec Soni pa-trzył uporczywie w zabite deska-mi okna kamienicy naprzeciw-ko w oczach jego nie było już nawet łez Ręką przycisnął gło wę Soni dó swego lewego biod-ra ta usiłowała go objąć lecz dziecinna ręka jej była za krót-ka Gładziła więc tylko tę lepką szmatę- - na jego plecach która kiedyś była marynarką z angiel-skiego materiału Na ulicy zgiełk jak gdyby zma-towiał na chwilę przycichł lecz zaraz wybuchł jeszcze gwałtow-niej Z balkonu gminy jakiś mło-dzieniec wykrzykiwał niezrozu-miałe stąd słowa: mała tubka używana zwykle przez sędziów na zawodach wioślarskich nie na wiele tu się przydała Wrzask rósł zrozpaczeni ludzie wygra-żali młodzieńcowi pięściami od-jął więc tubę od ust i znikł w drzwiach Ktoś za plecami Soni przebie-gał po schodach na górę ktoś inny zbiegał na dół i łokciem trącił jej ramię wsparte na ple-cach ojca Ponownie jęła gła-skać jego plecy lecz-doktó- r Lu-stig nie drgnął nawet uporczy-wie patrzył w zabite deskami o-k- na nad sklepem gdzie dawniej była piekarnia i gdzie dotąd nad drzwiami uchował się dzwonek — Nie bój się Róża — po-wtarzała Rumanowa — ją ura-tuję :'ą ik Jn-i- i Oczy matki były wypłakane do dna Suche i zaczerwienione oczy twarz w krostach śliskie od potu i choroby palce łach-man kolorowego niegdyś — a teraz w barwie smrodu — szlaf-roka choć był on kiedyś połys-kliwym jedwabiem z Paryża trzęsące się nad woreczkiem z ostatnimi' kosztownościami wy-chudłe ręce — oto jest matka Matka słowo najdziwniejsze Doktorowa Lustigowa z wysił-kiem wzruszyła bezradnie ra-mionami — Bierz wszystką biżuterię Jadwigo nam już niczego nie trzeba Ach i włosy matkt Piękne da-wniej włosy związane w obfity węzeł teraz" były zatłuszczone i osiwiałe jdjłupieżu wypierające? go "śi? "na wierzch Sonia nagle zapragnęła je pieścić i całować jak czyniła w domu — gdy była malutka — na dobranoc a to wspomnienie było tak odległe i nieprawdziwe i w jakimś' mrocz-nym zaułku spraw którejużnic "mogą wrócić że zaszlochała Po ciągnęła matkę za klamrę paska obciskającego jej stan matka bez słowa schyliła się ku dziec-ku i poddawszy głowę w tył cze-kała na ostatnią pieszczotę cór-ki Oczy miała zamknięte a twarz ściętą bolesnym uniesie-niem Kiedy po chwili otworzyła oczy Soni już nie było Rumano-wa szarpnęła małą i zbiegły na ulicę Mąż podszedł do klęczą-cej chwilę stał bezradny wresz-cie złożył swe dłonie na jej ra-mionach i z wysiłkiem podniósł ją z klęczek Podał jej — daw-nym ruchem — ramię i tak cią-gnął do izby na poddasza gdzie wszyscy czekali na swe przezna-czenie na apel "przed transpor-tem Sonią zajął się ksiądz -- Paweł} Rumanowa przcszmuglowawszy małą w wozie który" zbierał tru-py opłaciwszy woźniców i żan-darmów stała teraz w zakrystii Wręczyła księdzu naszyjnik z pereł do drugiej zaś ręki we-tknęła drobną piąstkę Soni i o-t- o już i jej nie ma Wyszła skrzy-piąc wysokimi" obcasami uno-sząc w woreczku na piersiach resztę kosztowności Ksiądz umieścił dziewczynęw klasztorze koło Sokołowa Podla-skiego Jakaś gruba kobiecina odwiozła tam Sonię pociągiem Zabroniwszy jej mówić obwią-zała twarz-Son- i bandażem wszy-stkim współpasażerom w pocią-gu opowiadała jak to siostrzeni-ca jej doznała wstrząsu w czasie bombardowania W klasztorze przetrwała Sonia ostatnie dwa lata Miała dwanaście lat kiedy do Sokołowa przyszły rosyjskie czołgi Dziś Sonia ma lat dwadzieścia pięć na Uniwersytecie vMcl--bourn- e kończy' medycynę Książ-kę tę w pewnym sensie o niej a na pewno" dla niej zacząłem pisać na grubo wcześniej "zanim ją jeszcze poznałem Słyszałem o niej parę zdań nieledwie od znajomych którzy byli nią ocza-rowani iot kiedyś przy kawie w Cafe dc Paris na St Kildzie tuż obok rozjarzonego Luna Par-ku obok rozjazgotanego rojowi-ska ludzi prymitywnie szczęśli-wych Siedzieliśmy w kawiarni po upalnym dniu i gwarzyliśmy nad filiżanką kawy " Czemu nie znając jej nawet jedynie trochę źe słyszenia za-brałem się do pisania tej książki o Soni — nie umiem odpowie-dzieć Wierzcie ternii lub nici nie znałem jej Lecz w pewnej chwili najwyraźniej poczułem ze książkę' tę muszę napisać) że warto poświęcić jej wiele trosk i zabiegów wiele miesięcy-- z me go skołatanego życia wiele- - my-śli i wyobraźni serca i wspom-nień Ba z biegiem czasu" na-wet czułem że napisaniu lej książki 'się nie wymigam choć bym i chciał: po prostu muszę ją napisać Każdy kto pisze zna zapewne bardziej interesujące przypadki dziwności z jaką jest związany warsztat pisarski bar-dziej nagłe i niezwykłe spotka-nie się z tematem: nie dziwcie się mnie Ale nie wpadajmy W luozofowame Jędruś nie pisz-my książki od początku i od końca równocześnie — Straciła wszystkich Wy-chowała się w klasztorze Koń-czy medycynę To jakaś daleka kuzynka Esty Przyjaźni sie z {córką Fersterów Jest nieśmiała i milcząca Ma dużo świeżego u-ro- ku i spokoju w obejściu z nie-jaką kpiną i wyższością obser-wuje nadskakujących' jej mło-dych ludzi widać że ją dener-wują Jest doroślejsza od nich wszystkich- - Dumna sztuka nie chce od nikogo przyj ąć~pomocy jest jej ciężko ale uparła się Ma nikłe stypendium dorabia sobie chodząc na "baby-sitting- " wieczorami Wszyscy lubimy mówić o bliź-nich Józef też Jasia to samo Więc mówiono o Soni Rozmów ich" słuchałem patrząc w znika-jącą piankę śmietanki na capuc-cin- o Marysia: "Dziwaczka woli pamiętać nie może zapomnieć tamtych- - czasów getta rodzi-ców losu Żydów" Jasia: "Bru-netka śliczne ciemnoniebieskie oczy" Józef: "Takkawał baby Ale rma7bubków gdzieś nie wy-chodzi za mąż choć stary Fer-ster" odpaliłby i posag gdyby ona kogo zechciała'' vJasia:-"Ła-dn- a ale dziwna Nogi nia 'ńie: zbyt'r"Marysia:" "Nieprawda ma':ładriiejsze niż r ty' i ja ale ona już właściwie gojka" Jasia: "Urazi urazj% milion urazów" Marysia': "Nie" bądź głupia Jarik no! Coś się przyczepiła do' sło-wa uraz?" — Pomyślcie — mówi nagle Leon — ona miała sześć lat-ja- k wojna wybuchła! Milkną zażenowani bo mło-dość i nagle odczuta różnica wjeku peszy: Leona Marysia jest jego drugą żoną ja mam siwe skronie Jasia z Józefem są sie-demnaście lat razem i to jakich lat? Wgłębiliśmy nosy w filiżan-ki milczymy papierosy zosta-wione w bakelitowych' popiel-niczkach dymią sennie opływa-ją nas rozmowy osób siedzących przy sąsiednich stolikach W ką-cie stoi choinka obwieszona ko-lorowymi kulami koszula Leona ma plamy potu pod pachą i na plecach siedzimy bez maryna-rek Duszny wieczór na St Kil-d- a Jasia wierci się przez chwilę wreszcie pyta: — No to kiedy ona była po raz pierwszy w kinie? ' Józek też nagle straci! zainte-resowanie rozmową i tematem Myśli o interesach -- albo Jest zmęczony bVsię odchudza i za-czyna odczuwać głód Jednak chyba myśli o interesach: przed-siębiorstwo (budowlanc z mężem Esty do spółki z jakimś Pola-kiem z-Sunshi-ne coraY gorzej i-d- zie Dopóki nie wyczuwano w nim Żyda interes prosperował Józef chodził do hebrajskiego gimnazjum w Tarnowie żargo-nu prawie nie zna po polsku mówi jak Polak nikt go nie bic rze za Żyda Lecz usłużnie po-informował wspólnika a cq go-rzej klientów Dotychczas' cieszy-li się klienci że po polsku ku-pią dachówki' cement deski i cegły teraz wolą unikać Żyda — A może jesteś' przeczulo-ny? — spytałem go gdy mi o-powie- dział tę historię "ze wspól-nikiem — Na tynv punkcie wszyscy Żydzi są przeczuleni r— skrzywił się — Po' takiej wojnie jeszcze jest antysemityzm? — dziwił się jak gdyby spotkał się z'tym pierwszy raz jak gdyby g pierw-szy" raz wypowiedział takie sło-wa z goryczą Leonek sfę uśmiecha Jest ko- - munistą i nie lubi sjonistów W Australii przebywa' od dwudzie- -' stu z górą lat 'O Polsce kraju swej młodości' zachował tylko dbbre wspomnienia Złe wypa-liły się w tęsknocie doszczętnip Żyd i— umiejący na pamięć ca-łego "Pana Tadeusza" komunis-ta- i posiadający fabrykę nylono-wych" skarpetek pierwsza żona byłą Australijką druga Mary-sia" w salonie porozwicszała"rc-produkcj- e Skoczylasa' —'taki jest Leon Uśmiecha się i- - rów-nocześn- ie kiwa-ręk- ą kuwejśćiu W i drzwiach Stoją' jRawiczowie po wejściu z mroku są'oślepiońi światłami Estaz mężem Esta kipi zawsze jak ukrop jest ha-łaśliwa nia nagie opalone ra-miona Ludwik"postępujc za nią drobnym krokiem +i ' ' --1 Wiecie? "Byliśmy na 'French Island pingwiny co'ta"m Jak z' zegarkiem w ręku wychodzą o ósmej do wody są cudne ale o-prócz- tego plaża byłapełna męż-czyzn A woda bajeczna! —"£„ sta położyła torebkę na naszym stole wita się z każdym Asce-tyczny kelner zbliżył się do ra-diogramu stojącego w kącie ko-ło kasy Za chwilę na lokal chlu-snęło mocnymi akordami har monii: przedwojenne tango Ka-taszk- a i Karasińskiego Wiele o-s- ób poruszyło się' żywiej na krzesłach przez kawiarnię po-płynęły wspomnienia prźedw jennych lat — To pod takt tego tanga za-brałeś mi dziewictwo świntuchu — szepce Jasia do męża Józef przybladł trochę i jego zalało to wspomnienie Udaje oprys-kliwpś- ć: — Co ci miałem1 zabierać? Sa-ma chciałaś! 'Esta patrzy to na jedno to na drugie' nie orientuje! się o co im chodziła lubi wszystkowie-dzie- ć Ludwik 'przynosi wolne krzesło od 'innego stolika --— Wiecie kogo spotkaliśmy dziś w Cowes?" Starą 'Rumano-wa tę cholerę co w getcie 'sprzej dawała bocKerek' chleba za pier-ścionek 'albo Tza kolczyki— "mó wi Ludwik —"Ach przestań! — niecier-pliwi się Esta twarz jejzwróco- - cnhaęcdeoniaLud'wika pe-łna j-est zn--—ie? Nagle wszyscy 'zdają obie —spr"awżęydżeemji'jeJswtentyijmjedynym" nie '-towarzy-sz twie I opowiadają" mi wszyscy naraz' jaktu przodownik "grana-towej i policji tam'jakaś ' baba 1 u (Zakończeniena tr32)~ X $ ŻYCZENIA WESOŁYCH ' ŚWIĄT i SZCZĘŚLIWEGO' ij NOWEGO'ROKU- - i CAŁEJ 'PÓLONflj i yv' --At 1 -- ! „ f w wińdsor SKŁADA " jwiuW ' MTjjajafMiail ™v -- HERB GffAY MP '- - --essex- 'West (Windsor ont) ' ' ' ' ' '" -- ' ' ' """" Moc serdecznych życzeń świątecznych i noworocznych składa swym Sympatykom I całej Polonii w Windsor POLSKI KLUB TOWARZYSKI 4 41 Gilcs Blvd E — PRZYJEMNYCH ŚWIĄT BOŻEGO' NARODZENIA ajj DUŻO SZCZĘŚCIA W NOWYM ROKU ?f SLE SWEJ KLIENTELI 'I CAŁEJ POLONII STLUKE ELOWERS ' KWIATY NA-WSZYSTKJ- E' OKAZJE 1839 Sti Luko'RÓV '' Windsor- - 1695 Woił Wcał (£j[' "-- ąv Tol 945-746- 1 W ~- - rts rlłlt-lf- i WESOŁYCH ŚWIĄT tol '--ilM-Mm Noyreao roku łon i m'AW-łu'j-w wa Tocumsoh 2101 Tficumich m t 1- i - - r-- r - ® ' x - i m o - n- - ' 'Pi i i imAI '" J - ' ' ' m życzy 'wszystkim swoim- - KlicntoinrPrzyjaciolom" całej Polonii JAN G0LD STARMEAT MARKET Til BRIDGEYIEWGLEANERS 'Tol 252-647- 4 - K DUŻO' SZCZĘŚCIA ii JlADOSCIUZJOKAZJr''ŚWIĄT' a-j- l BOŻEGO NARODZENlAIWĄWĘGO1 ROKU 3$} "' ' składa 'swej Klienteli całej1 Polonii ' " łROYjtóHUEBERT':LTD 3 Ti -- l ' ' '' ' 'ł'wT(AjmPEbTjYrFfiiAbuRBY ' ' ret V 1445 Tccum$oli'Rd{E Wińdior ' Tol 256-315- 1 W i ' ' -- V ' r- - v ' - -- -" r - ': W Iff' ""-- ' ii i a i £# WIĄZANKEAJLEPSZYĆHŻYCZEŃ W RADOSNYM 6Ą '{? DNIUBo'żEGO'NARODZENIA'1 NOWEGO ROKU fj 'W a -- " " " ? f f$ SLE SWEJ I CAŁEJ POLONII 2# WHITEMAN FURŃITU¥E STORES '9 r — ui v crf V ''"5 meble — Ceny niskie 19-yiVnil-u — :- - UInrłnr nn' 7UI Uu'anrlnth Ptt ę# 253-3- 1 11 ' ł" "" - - OŚ K DLU rŁ&i DM W IHiIH KUCyiMZ ( IIBIBN „Wesołych & Świąt & i Szczęśliwego fi Nowegd~''RókU' i S l I ! " wszystkim rswoim i 12 'KllentonfPfzyjaci6łom fOr" "ircałejlPolonii ' [ tm 'Serdeczne? życzenia ($ VICTORBL'AK ' V? 1 022 1 Ltangi ois iAve WOLAŃCZYK) właściciel li li mii imawnaaT V v - fi i 'v ĆQ$ O 252-4075- 0 % KLIENTELI 'fi Dobre " 'M rvv Phone gr zasyła W mmmmm$mMAmm TeŁ"2534344r? 3 r--1 'l(tklim „iMi ct W i I w m'Attt |
Tags
Comments
Post a Comment for 000437b
