000234a |
Previous | 6 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
"V
ITR 6 "ZWIĄZKOWIEC" LIPIEC (July) Środa 6 — 1960
Tadeusz DołęgaAlosfowicz
BRACIA DALGZ I S-- KA
MMm}0iit:rtf$ti0$iW£tj
Ojczym 'jlarychny Jarszówny pan
Ozierko jako jeden 7 najstarszych praco-wników
firmy doskonale był obznajo-mion- y
z tymi kwestiami Toteż gdy tyl-ko
wTaz z pasierbicą ulokowali się w
przedziale trzeciej klasy pociągu do Zie-lonki
i gdy Marychna zakomunikowała
mu propozycje swego szefa oświadczył
?e nic przeciw niej jiie ma gdyż Dalco-wl- e
to "rodzina solidna" i nie dadzą swe-mu
człowiekowi zrobić krzywdy Takie
już obyczaje sa od starego Franza
Ponieważ zaś Marychna czuła się od
dziś także "swoim człowiekiem" Dalczów
sama zaczęła wypytywać ojczyma o ich
historię Słyszała ja wprawdie kilkadzie-siąt
razy opowiadaną różnym przygod-nym
słuchaczom lecz nigdy nie zwra-cała
na nią szczególnej uwagi nawet
wówczas gdy po skończeniu gimnazjum
dostała posadę w fabryce Teraz jednak
było zupełnie inaczej Każda informacja
każde słowo miały swoje głębokie aktu-alne
znaczenie
— Stary Franz — mówił ojczym —
nie miał i trzydziestki jak do Warszawy
przyjechał ale rzemieślnik był już pier-wsza
klasa i jak się pokazało głowę na
karku miał Na psach przyjechał co mu
wózek z całym dobytkiem przyciągnęły
a nie nazywał się Dalcz tylko Daltz Ale
że to ludziom trudno tak wymówić to
i wszyscy mówili: a to zanieś zamek do
naprawy do Dalcza a niech Dalcz zrepe-juj- e
zawiasy bo to otworzył sobie skrom
ny warszlacik na Bonifraterskiej co to
nazywano także i "pod psami" że to
n!hy na psach przyjechał Ale człowiek
Ijv1 zacny pracowity a był wówczas taki
zamożny młynarz na Pradze Bauer się
nazywał Też z Niemców Otóż Franz
robił to i owo przy młynie i coś w dwa
lata z cónką Bauera się ożenił Podobno
w posagu' dostał pięć tysięcy rubli czy
więcej Afż{owiek był oszczędny
pracowity MsWgm pi zaraz sobie nic-u-iclkąkotlar- nię
założył a pomału plac
za Wolśkąfj-ogatk- ą kupił I zaczai budo-wać
Trochę ze swoich trochę z posaż-nyc- h
a trochę z pożyczonych bo był
uczciwy i ludzie mu własną duszę zawie-rzyliby
Powodziło sięlnieź!e Z pocntku
narzędia rolnicze robił później na Kolej
Wiedeńską róźrieł'7aTnówienia przyszły
A jak synowie szkoły pokończyli i ojcu
pomagać przyszli to już w fabryce ze
dwustu robotników było
— To znaczy że w tej fabryce gdzie
rriilll!llllllllllllll'lllllli:illiilllilllllilillrllllllllllllllllllllllllllllllllli:illl!lllilllillllllll!ill!lll!llll!l!ll
Henryk Sienkiewicz
liii liii pod Grunwaldem
JlliniilllllllJlMM
powieści
L
Nad ranem wichura nietylko nie u-st- ala
ale wmogla się do tego stopnia
że niepodobna było rozpiąć namiotu w
którym król zwykł był od początku wy-prawy
słuchać codziennie trzech mszy
świętych Przybiegł wreszcie Witold z
prośbami i błaganiem aby nabożeństwo
do stosowniejszej poiy w zaciszach le-nnych
odłożyć i nie wstrzymywać pocho-du
Jakoż stało się zadość jego życzeniu
bo nie mogło być inaczej
O wschodzie słońca ruszyły wojska
ława a za nimi nieprzejrzany tabor wo-zów
Po godzinie pochodu wiatr uciszył
się tak że można było rozwinąć cbo-ragw- ie
I wówczas pola jak okiem się-gnąć
pokryły sic niby kwieciem stu-barwny- m
Żadne oko nie mogło objąć
zastępów i tego lasu rozmaitych znaków
pod którymi pułki posuwały się naprzód
Szła wiec Ziemia Krakowska pod czer
woną chorągwią z białym orłem w koro-nie
była zaś to chorągiew naczelna ca-łego
Królestwa wielki znak dla wszy-stkich
wojsk Niósł ją Marcin z Wróci-mowi- e
herbu Półkozy rycerz potężny i
w świecie sławny Za nią szły hufce na-dworne
jeden mający nad sobą podwój-ny
krzyż litewski dugi pod Pogonią
Zaś pod znakiem św Jerzego ciągnął po-tężny
"zastęp najemników i ochotników
zagranicznych przeważnie z Czechów i
Morawców złożony Tych wielu stanęło
na tę wojnę bo i cala czterdziesta dzie-wiąta
chorągiew była wyłącznie z nich
złożona Lud to był zwłaszcza w piecho-cie
która ciągnęła za kopijnikami dziki
niesforny ale do bitwy tak zaprą wny
a w spotkaniu tak zaciekły iż wszelkie
inne piechoty gdy się "o nich otarły od-skakiwały
co prędzej jako pies od jeża
Berdysze kosy topory a szczególnie że
lazne cepy stanowiły ich broń którą
władali wprost strasznie Najmowali się
oni każdemu kto ich płacił albowiem
żywiołem ich jedynym była wojna gra-bież
rzeź
Wpobok Morawców i Czechów szło
pod swymi znakami szesnaście chorągwi
ziem polskich w tych jedna przemyska
jedna lwowska jedna halicka i trzy po-dolskie
a za nimi piechoty tychże ziem
przeważnie zbrojne w rohatyny i w kosy
Książęta mazowieccy Janusz i Ziemowit
my teraz pracujemy? — zapytała Ma-rychna
— W tej samej Tylko ze po śmierci
starego Franza obaj synowie zaraz fabry-kę
rozszerzyli zarzucili drobną robotę i
przeszli na fabrykację maszyn Starszy
Wilhelm że to bardzo przystojny i ele-gancki
był z hrabianką się ożenił z
panną Korniewicką Zbiedniała rodzina
tylko" na małym folwarczku siedziała
ale zawsze co hrabianka Jo hrabianka
Tylko że mu na pomyślność nie była
Strasznie nosa darła i zaczęło się od te-go
że z młodszym bratem Wilhelma z
Karolem pokłóciła się i podobno nawet
za drzwi go wyprosiła A poszło o mał-żeństwo
Karola
— Naszego prezesa?
— Właśnie Zakochał się on w jed-nej
Truszkowskiej córce kupca korzen-nego
To hrabiance wiadomo nie w
smak A panienka ładna bvla drobna
taka no i pan Karol jak zaciął się to
i ożenił na złosc bratowej Stad i zerwa-nie
przyszło A jak matka tak samo i
dzieci z daleka się trzymali od pani
Karolowej Wilhelmowi w rok po ślubie
urodził się pierwszy syn Paweł Ten
widać w matkę się wdał bo żadnych
nauk nie skończył i albo hula po świe-cie
albo w matczynym folwarku siedzi i
jak mówią z rodzicami żadnych stosun-ków
nie ma Potem urodziła się córka
Ludwika ta co jest za dyiektorem Ja-chimows-kim
Wilhelmowi znaczy się póź-niej
Zdzisław ten co go niedawno tacz-kami
wywieźli też nie udał się a później
córka Halina
— To ta co przyjeżdża czasami do
fabryki takim zielonym samochodem i
z psem — kiwnęła głową Marychna
— Bóg ją tam wie ale o niej też
ludzie jak to ludzie za dobrze nic ga-dają
— A Krzysztof?
— Krzysztof to jak wiesz syn pre-zesa
Dalcza Opowiadali że dlatego za
granicą był kształcony żeby lu nie spot-kał
się z dziećmi swego stryja bo taka
już złość między matkami była Ale że
Karol był oszczędny a Wilhelma i żona
i dzieci rujnowały to i Krzysztofa więk-sza
część jest w fabryce 1 ty uważaj
żebyś mu nie naraziła się czymś bo on
ma tam najważniejszy glos Nawet dziś
słyszałem od inżyniera Lasockiego że
Krzysztof pewno po Wilhelmie naczel-nym
zostanie
(Wyjątek z "Krzyżacy"
1
wiedli chorągwie dwudziestą pierwszą
drugą i trzecią Tuż szły biskupie a po-tem
pańskie w liczbie dwudiiestu dwóch
Więc Jaśka z Tarnowa Jędrka z Tęczyna
Spytka Lcliwy i Krzona z Ostrowa i M-ikołaja
z Michałowa i Zbigniewa z Brze-zia
i Krzona z Kozicliglów i Kuby na
Koniecpolu i Jaska Ligęzy i Kmity i
Zakliki a oprócz nich rodowa Gryf iłów
i Bobowskich i Koźlich Rogów i różnych
innych którzy w bitwacli zbierali się
pod wspólnym herbów em godłem i wspól-ne
wykrzykiwali "zawołanie"
1 tak rozkwitła pod nimi ziemia jak
rozkwitają łąki na wiosnę Szła fala ko-ni
fala ludzi nad nimi las kopii z bar-wnymi
"płachetkami" na kształt drob-niejszych
kwiatów a z tylu w obłokach
kurzawy miejskie i kmiece plecholy
Wiedzieli ze ku bitwie straszliwej idą
ale wiedzieli ze "trzeba" więc szli z
ochotnym sercem
Na prawym zaś skrzydle płynęły Wi-toldów
e watahy pod chorągwiami roż-nej
barwy ależ jednakim wyobrażeniem
litewskiej pogoni żaden wzrok nie mógł
objąć wszystkich zastępów ciągnęły się
one bowiem wśród pól i lasów na sze-rokość
przeszło mili niemieckiej
Przed południem przyszedłszy woj
ska w pobliże wsi Logdau i Tannenberga
zatrzymały sie na krawędzi lasu Miej
sce zdało się dobre na spoczynek i za
bezpieczone od wszelkiej niespodzianej
napaści gdyż z lewej stronv oblewała je
lacha jeziora Dąbrowskiego z prawej zaś
jezioro Lubiecz przed wojskami zaś
otwierała się szeroka na milę przestrzeń
polna W środku owej przestrzeni wzno-szącej
się ku zachodowi łagodnie w górę
zieleniły sie legi Grunwaldu a nieco w
dali szarzały słomiane dachy i puste
smutne ugory Tannenberga Nieprzyja-ciela
któryby spuszczał się ku lasom i
wyniosłości łatwo było dostrzec ale nie
spodziewano się aby mógł prędzej niż
nazajutrz nastąpić Zatrzymały się też
tu wojska tylko na postój że jednak bie-gły
w rzeczach wojny Zyndram z Ma-szkow- ic
nawet w pochodzie przestrzegał
bojowego porządku więc stanęły tak
aby w każdej chwili mgły być do sprawy
gotowe Z rozkazu wodza wysłano wnet
na lekkich a ściglych koniach gońców
hen przed się w stronę Grunwaldu i
Tannenberga i dalej aby zbadali okoli
— Ja tam mu wcale nie myślę się
narażać — żarliwie zapewniła Marychna
— Mnie już nie wyrzucą od chłopca
w fabryce pracuję ale ty uważaj Mogą
być wielkie zmiany jakby Krzysztof wy-sadził
stryja z dyrekcji
— A dlaczego oni wszyscy nazywają
się po prostu Dalczami a ten jest Wyz-bor-Dalc- z?
— Bo adoptowany Widzisz matka
Krzysztofa z domu Gruszkowska miała
wuja także był ze szlachty a że był bez-dzietny
więc wielkie miał zmartwienie
że na nim ród się kończy On właśnie
powiedział pani Karolowej: jak syn się
wam urodzi to go adoptuję niech i mo-je
nazwisko nosi a cały mój majątek
jemu zapiszę I testament taki zrobił
Otóż dlatego ten i nazywa się Wyzbor-Dalc- z
Po przyjeździe do Zielonki Marychna
7araz 7akrzątnęła się przy pakowaniu
swoich rzeczy Wprawdzie trochę było
jej zal zostawiać ojczyma ale ponieważ
i tak były w domu dwie jego własne
córki o wygody starego nie potrzebo-wała
się martwić
Nazajutrz o piątej rano już na no-gach
a o siódmej w fabryce Bard?o się
cieszyła że 7dażyla przyjść do gabinetu
zanim jeszcze zjawił się jej szef Skorzy-stała
z okazji by na chwilę wpaść do
sekretariatu i pochwalić się zmianami
jakie mają zajść w jej życiu Panna Kli
maszewska zaraz zaproponowała jej by
zamieszkały razem
— Eee kiedy ty 1ak daleko mieszkasz
— wymijająco odpowiedziała Marychna
— No to mogę się przeprowadzić
Znajdziemy pokój gdzieś bliżej
— Daj jej spokój — wtrąciła panna
Prószyńska — przecie widzisz io Ma-rychna
chce mieszkać sama
— Aha!
— Inaczej po cóż by przeprowadzała
się z Zielonki — złośliwie dorzuciła inna
— Głupie jesteście — obraziła się
Jarszówna i wybiegła na korytarz
Właśnie zdążyła wejść do gabinetu
szefa gdy i on się zjawił Wszedł swoim
tak charakterystycznym lekkim elasty-cznym
ki okiem i przywitał ją wesołą
uwaga:
— Jak to miło z pani strony że już
dziś przybyła pani o siódmej
— Ausiosowaium się uo życzenia pa
na dyrektora
— Dziękuję pani A pokój już jest?
— Jeszcze nie
— Ma pani może w mieście krew-nych
u których mogłaby pani zamie-szkać?
— Nie panie dyrektorze Wynajmę
pokój a
— Tym lepiej — powiedział'
Nie zrozumiała dlaczego ma I o być
lepiej i zapytała:
— Jak to lepiej?
Krzysztof Dalcz roześmiał się:
cę a tymczasem dla łaknącego nabożeń-stwa
króla ustawiono na wysokim brzegu
jeiora Lubiecz namiot kapliczny aby
mógł zwykłych mszy wysłuchać
Jagiełło Witold książęta mazowiec-cy
i rada wojenna udali się do namiotu
Przed nim zaś zgromadziło się przedniej-sz- e
rycerstwo już to dlatego aby pole-cić
się Bogu przed dniem strasznym już
aby na króla popatrzeć I widziano go
jak szedł w szarej obozowej szacie z
twaizą poważna na któicj osiadła wy-raźnie
ciężka troska lata mało zmieniły
jego postać i nie pokryły mu zmarszczka-mi
oblicza ani nie ubieliły mu włosów
które i teraz zakładał prędkim ruchem
za uszy jak wówczas gdy Zbyszko wi-dział
go po raz pierwszy w Krakowie
Ale szedł jakby pochylony pod brzemie-niem
owej slrasznej odpowiedzialności
która ciążyła na jego ramionach jak
gdyby pogrążon w wielkim smutku W
wojaku mówiono sobie ze król plącze
ustawicznie nad tą krwią chrześcijańską
która ma być przelana i tak było istotnie
Jagiełło wzdrygał się przed wojną zwła-szcza
z ludźmi którzy na płaszczach i
chorągwiach krzyż nosili i z całej duszy
pragnął pokoju Próżno mu panowie pol-scy
a nawet pośrednicy węgierscy Sci-bo- r
i Gara wystawiali pychę i dufność
krzyżacką która przepełnion Mistrz Ul--
rych gotów był cały świat wyzwać do
boju próżno mu jego własny wysłannik
Piotr Korzbóg przysięgał na Krzyż Pań-ski
i na swoje ryby herbowe że Zakon
ani chce słyszeć o pokoju ł że jedynego
komlura gniewskiego hrabiego von Wen-d- e
który do pokoju nakłaniał inni ob-rzucili
szyderstwy i obelgami — on
jeszcze miał nadzieję że nieprzyjaciel
uzna słuszność jego ządan pożałuje krwi
ludzkiej i sprawiedliwym układem stra-szliwą
waśń zakończy
Więc i teraz poszedł sio modlić o to
do kaplicy gdyż prostą a dobrotliwą du-szę
jego dręczył ogromny niepokój Na-wiedzał
już ongi Jagiełło ogniem i żela-zem
ziemie krzyżackie ale czynił to jako
pogański książę litewski lecz" teraz gdy
jako król polski i chrześcijanin ujrzał
płonące sioła zgliszcza krew i łzy ogar-nęła
go bojażń gniewu Bożego zwłaszcza
że to był dopiero początek wojny Gdyby
choć na tym poprzestać! Ale oto dziś
jutro zetrą się narody i ziemia rozmięk-nie
od krwi Jużci nieprawy jest ten
nieprzyjaciel ale jednak krzyże na pła-szczach
nosi i bronią go tak wielkie i
święte relikwie że mysi cofa się przed
nimi przerażona W całym wojsku my-ślano
przecież o nich z obawa i nie gro-tów
nie mieczów- - obawiali sie głównie
Polacy "Jakoże nam będzie na Mistrza
ramię podnosić — mówili neznający
trwogi rycerze — gdy na pancerzu u
niego relikwiarz a i w nim kości święte
i drzewo Krzjrża Zbawiciela!"' Witold
— No powiedzmy będzie się pani
czuła swobodniejsza
— Ach tak
— Ma pani zapewne jakiegoś miłego
narzeczonego będzie mógł panią odwie-dzać
— powiedział po chwili wahania
Policzki Marychny zaróżowiły się
gwałtownym rumieńcem a serce zaczęło
bić mocno i szybko
Przecie to już wcale nie było dwu-znaczne!
Dalcz wyjął z kl-esze-ni dużą srebrną
papierośnicę i zapalił
— Czy zadowolona jest pani z nowej
pracy? — zapylał stojąc wciąż przy niej
i udając że nie spostrzega jej zmiesza-nia
— Bardzo — powiedziała z mocnym
akcentem szczerości
Chciałaby teraz zapewnić go że jest
zachwycona że będzie starała się jak
nikt zęby tylko był z niej zadowolony
ze zrobi wszystko co leży w jej umie-jętnościach
by pozyskać jego życzliwość
Myśli Dalcza widocznie zbliżoną szły
drogą gdyż powiedział:
— Mam nadzieję że będziemy z sie-bie
zadowoleni Prosiłbym panią by mia-ła
do mnie zaufanie i by zbytnio nie dzie-liła
się z przyjaciółkami tym co tobi-m- y
i o czym ze sobą mówimy
— Ależ panie dyrektorze to jasne!
— Zatem doskonale
— Zresztą ja nie mam pnyjaciólek
— dorzuciła
Zaśmiał się jakoś dziwnie:
— Jesteśmy zatem oboje w podob-nym
położeniu: ja też nie mam przyja-ciół
Tak No ale zabierajmy się do
roboty
Zasiadł do biurka przez chwilę wer-tował
notatki i zaczął dyktować
Jeżeli wczoraj Marychna nie rozu-miała
tego co pisała "to dziś była tak
podniecona wyobraźnia że sama sobie
dziwiła się jak może pisać nie słysząc
poszczególnych wyrazów a tylko melo-dię
tego świeżego młodzieńczego głosu
Kilkakrotnie przerywano im pracę
Wchodził woźny z jakimiś papierami in-żynier
Wajdel i inni Marychna spostrze-gła
że z nimi rozmawiał inaczej niż z
nią Wprawdzie głos był ten sam ale
ton suchy szorstki zdania urywane Ob-serwacja
ta ucieszyła ją niezmiernie Ba-la
się puszczać zbyt daleko wodze fanta-stycznym
marzeniom ale cóż mogła po
radzić na to miała tylko dwadzieścia
jeden lat i marzenia dość niepoprawne
Dyktowanie trwało do dwunastej
— No teraz niech pani każe sobie
dać herbatę — przerwał Dalcz — i życzę
pani dobrego apetytu Ja też pójdę na
śniadanie później zaś zabawię trochę na
warsztacie Pani może zająć się przygo-towaniem
trzech okólników według tych
oto szeniatów wszakże z uwzględnieniem
zmian porobionych przeze mnie ołów-kiem
na marginesie
(dalszy ciąg nastąpi)
gorzał wprawdzie wojną pchał do niej
i śpieszył się do bitwy lecz pobożne ser-ce
króla truchlało po prostu na wspom- nienie tych mocy niebieskich którymi
Zakon osłaniał swą nieprawość
U
Już właśnie ksiądz Bartosz z Kłobuc-ka
skończył jedną mszę a Jarosz pro-boszcz
kaliski miał wkrótce wyjść z dru-gą
i król wyszedł przed namiot aby
rozprostować nieco zmęczone 'klęczeniem
kolana gdy na spienionym koniu wpadł
jak buiza szlachcic Hanko Oriojeyk i
nim z siodła zeskoczył zakrjknąi:
— Niemce miłościwy panie!
Porwali się na te słowa rycerze król
zmienił się na twarzy zamilkł pre
mgnienie oka poczem zawołał:
— Pochwalony Jezus Chtystus! Gdzieś
ich widział i ile chorągwi?
— Widziałem jedną chorągiew przy
Grunwaldzie — odpowiedział zdyszanym
głosem Hanko — ale z za wzgórza ku-rzawa
szła jakby ich więcej ciągnęło!
— Pochwalony Jezus Chrystus! —
powtórzył król
A wtem Witold któremu za pierw-szym
słowem Hanki krew uderzyła do
twarzy i oczy poczęły sie żarzyć jak wę
gle — zwrócił się do dworzan i zawołał:
— Odwołać drugą mszę i konia mi!
Król zaś położył mu rękę na ramie-niu
i rzekł:
— Jedź ty bracie a ja ostanę i dru-giej
mszy wysłucham
Więc Witold i Zyndram z Maszkowic
wskoczyli na konie "lecz właśnie w chwili
gdy zawrócili ku obozom nmipriał dni- -
gi goniec szlachcic Piotr Oksza z Wło-stow-a
i zdała już poeząT krzyczeć:
— Niemce! Niemce! widziałem dwie
chorągwie!
— Na koń! — ozwały się głosy mię-dzy
dworzany i rycerstwem
A jeszcze Piotr mówić nie przestał
gdy znów rozległ się tętent i przypadł
trzeci goniec a za nim czwarty piąty
i szósty: wszyscy widzieli chorągwie nie-mieckie
nadciągające w coraz większej
liczbie Nie było już wcale wątpliwości
że cała armia krzyżacka zastępuje drogę
wojskom królewskim
Rycerze porozjeżdżali się w mgnieniu
oka do swoich chorągwi Z królem przy
namiocie kaplicznym pozostała tylko
garstka dworzan księży i pachołków
Ale w tei chwili rozlesł sie dzwonek na
znak że proboszcz kaliski wychodzi z
druga msza wiec Jaeiełło wciasnał ra
miona złożył pobożnie dłonie i wzniósł-szy
oczy ku niebu wolnym krokiem udał
się do namiotu y (da kry ciąg nastąpi) "
ADWOKACI I NOTARIUSZE
CM BIELSKI ba bcl
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Przyjcie codziennie — Sulte AM
Board of Trade Blde
11 Adelaide St West
(przy Yonge St)
Toronto — EM 2-12- 51
Wieczorami za uprzednim
telefonicznym porozumieniem
2W
STEFAN A
MALICKI LLA
ADWOKAT OBROŃCA
I NOTARIUSZ
Biuro tel: AT 90301
W soboty i po godz 8:
91 Rumsey Rd Toronto
tel HU 14361
E H ŁUCK BA LLB
(ŁUKOWSKI)
i R H SMELA BA LLB
POLSCY ADWOKACI
Wspólnicy firmy adwokackiej
Blaney Pasternak Łuck Smli
Eagielson & Watson
57 BLOOR ST W rńg hay WA 475i
Oddziały
New Toronto i 'Ihiseletoun Ont
przyjmują wieczorami za telefo-niczna
m porozumieniem 1S
JAN L Z G0RA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
Tel UL'-a- : LE 3-12-
11
1479 Oueon St W — Toronto
is
GE0RGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1134 Dundas St W Toronto
Tel LE 4-84-
31 I LE 4-84-
32 is
G HEIFETZ BA
ADWOKAT
S HEIFETZ
NOTARIUSZ n Wellington St W Toronto Ont
EM 44451 wieczorami WA 3-- 44 IS
Przekraczając jezdnię mte
otwarte oczy 1 uszy a zamknięta
wyobraźnię
DUTZ
UpS33 ]E3
j
nr nim
LAKĘ PARK
bCahweiećiz ielde£ ©dcoh_łSodhzJideowlubUkdeobr3z5t ijT[
od Toronto — MiejscowoU pi' połolona nad lezJorem
KĄPIELE ŁÓDKI
TENIS RYBOŁÓSTWO
DANCINGI BRIO
COTTACE moina zamawiać ni Stoweeuk-enad-rzy szeniaorazi noargdalnuiłzszaycjepobiyitji
urządzać pikniki "
3w5iehmóild odHlTghowroaynto 4 Hlngahwpayółno40c1 A
do Ballantree na wschód WDrnii
na przeciwko Cedar Beach Musselmans Lakę
Wstęp za auto $1 00 415
Dr
LEKARZ DENTYSTA
(drugi dom od ftoncesvaUes)
Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
Telefon LE' 1-4-
250 129 Grenadier Rd s
Dr M LUCYK
DENTYSTA
2092 Dundas St W Toionlo
Tel RO 9-46-
82
vw
Dr S D BRIGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — STOMATOLOG
PSlipselccjlaalnis'sta &chSoruórbgeolnasm' y Buultltdnlnt
Kancelaria No 270
86 Bloor St W — Toronto
Telefon WA 2-00-
56
Dr E
DENTYSTA
Godziny: 10—12 i 2—B
386 Bathurst St — EM 4-65-
15
2W
Okulistka
Br BUKOWSKA BEJNAR OD
274 Roncesvalles Av
(przy Ceoffrey)
Tel LE 2-54-
93
Godziny przyjęć" codziennie od 10
rano Uo 8 ulecz w soboty: od 10
do 4 wlecz
82W
u nas
OLIWĘ OPAŁOWĄ
Naszym slałym odbiorcom wykonujemy czyszczenie i całoroczna
obsługę pieca (furnace) za jednorazową opłatę TYLKO $850
Naprawiamy i wstawiamy NOWE piece (furnaees)
CO LTD
TORONTO — 204 Bathurst St — EM 6-65-
39
OSHAWA — 190 Bloor St East — RO 8-07-
62 g
W Oshauie leż korzystajcie z naszej Stacji Benzynowej 3
MÓWIMY PO POLSKU I
W AR I N G
Europejskie wiadomości sportowe
Dział wiadomości sportowych z Wysp Brytyjskich i Europy
w "Globe and Mail" prowadzony jest wspólnie przez' tych
dwóch fachowych dziennikarzy
C Harry Duti były redaktor kilku niemieckich wydawnictw
sportowych prowadzi w "Globe and Mail" sobotnia kolumnę
zwaną "European Sportligths" Czerpie on swe informacje
z licznych pouamjch pism europejskich jakie studiuje co
tydzień
Ed Waring piowadzi dział piłki nożnej w KanadJe i również
w każdy wtoiek pisze cotygodniową kolumnę pod tjlulem
"From Over'ome"
Najpełniejsze wiadomości sportowe z całej Europy znajdriwie
w "Globe and Mail" kanadyjskiej gazecie krajowej
Dostawa do domu 6 raty w tygodniu zaledwie 50t
Dzwońcie do Oddziału EM 8-7B-
51 m
Wi £gj C3f
t
COLA
GINGER ALE
0RANGE
SHADOW p
I
—
DENTYŚCI
Władysława
SADAUSKAS
WACHNA
OKULIŚCI
Zamawiajcie
DNIPR00IL
Rozpowszechniania Uwmmmm
NIC TAK
NIE ODŚWIEŻA
JAK
Jedyny napój który smakiem
lak żywo przypomina napoje
używane przez Was
"Slarym Kraju"
CREAM SODA
Zachwyt rodziny! r
Dla dzieci wydarzenie!
Napój nie mający sobie równego!
CZTERY NIEDOŚCIGNIONE SMAKI
54
w
E4
n?&
"ń" ai
(OS
lf OO
akie'i
amac
alga
vnsK
'onad TC yeefc3
lieśa
ygodi eije
iarwi
deca
repóh
piom
ąna
aćV'i ńek
ekun
tamie
yozu
lach
owca
onł
:azać
:olist
iiroj
uszą
cyści
iie"(
!oni
ojjes
:oawj
leJcc
ibład
Łowi
zego
ikreś
vhee
ToJp
tiebe
yyści
o na
gro
Co
pofó
1 'hoi
zna
arów
lierzi
f će
wai
anw
?rzy
yto:
ńęte
ie'
Wis
htor
jeżjd
aleg
'dzia
cyf
apel
rzec
irzyi ich
ąlw tóa
rielc
a
(dali
rydk
ta?o
Ka etc
niej
epsz
m4
tezy
faSi
esta llo
akie
onś
lV
t
i
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, July 06, 1960 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1960-07-06 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000423 |
Description
| Title | 000234a |
| OCR text | "V ITR 6 "ZWIĄZKOWIEC" LIPIEC (July) Środa 6 — 1960 Tadeusz DołęgaAlosfowicz BRACIA DALGZ I S-- KA MMm}0iit:rtf$ti0$iW£tj Ojczym 'jlarychny Jarszówny pan Ozierko jako jeden 7 najstarszych praco-wników firmy doskonale był obznajo-mion- y z tymi kwestiami Toteż gdy tyl-ko wTaz z pasierbicą ulokowali się w przedziale trzeciej klasy pociągu do Zie-lonki i gdy Marychna zakomunikowała mu propozycje swego szefa oświadczył ?e nic przeciw niej jiie ma gdyż Dalco-wl- e to "rodzina solidna" i nie dadzą swe-mu człowiekowi zrobić krzywdy Takie już obyczaje sa od starego Franza Ponieważ zaś Marychna czuła się od dziś także "swoim człowiekiem" Dalczów sama zaczęła wypytywać ojczyma o ich historię Słyszała ja wprawdie kilkadzie-siąt razy opowiadaną różnym przygod-nym słuchaczom lecz nigdy nie zwra-cała na nią szczególnej uwagi nawet wówczas gdy po skończeniu gimnazjum dostała posadę w fabryce Teraz jednak było zupełnie inaczej Każda informacja każde słowo miały swoje głębokie aktu-alne znaczenie — Stary Franz — mówił ojczym — nie miał i trzydziestki jak do Warszawy przyjechał ale rzemieślnik był już pier-wsza klasa i jak się pokazało głowę na karku miał Na psach przyjechał co mu wózek z całym dobytkiem przyciągnęły a nie nazywał się Dalcz tylko Daltz Ale że to ludziom trudno tak wymówić to i wszyscy mówili: a to zanieś zamek do naprawy do Dalcza a niech Dalcz zrepe-juj- e zawiasy bo to otworzył sobie skrom ny warszlacik na Bonifraterskiej co to nazywano także i "pod psami" że to n!hy na psach przyjechał Ale człowiek Ijv1 zacny pracowity a był wówczas taki zamożny młynarz na Pradze Bauer się nazywał Też z Niemców Otóż Franz robił to i owo przy młynie i coś w dwa lata z cónką Bauera się ożenił Podobno w posagu' dostał pięć tysięcy rubli czy więcej Afż{owiek był oszczędny pracowity MsWgm pi zaraz sobie nic-u-iclkąkotlar- nię założył a pomału plac za Wolśkąfj-ogatk- ą kupił I zaczai budo-wać Trochę ze swoich trochę z posaż-nyc- h a trochę z pożyczonych bo był uczciwy i ludzie mu własną duszę zawie-rzyliby Powodziło sięlnieź!e Z pocntku narzędia rolnicze robił później na Kolej Wiedeńską róźrieł'7aTnówienia przyszły A jak synowie szkoły pokończyli i ojcu pomagać przyszli to już w fabryce ze dwustu robotników było — To znaczy że w tej fabryce gdzie rriilll!llllllllllllll'lllllli:illiilllilllllilillrllllllllllllllllllllllllllllllllli:illl!lllilllillllllll!ill!lll!llll!l!ll Henryk Sienkiewicz liii liii pod Grunwaldem JlliniilllllllJlMM powieści L Nad ranem wichura nietylko nie u-st- ala ale wmogla się do tego stopnia że niepodobna było rozpiąć namiotu w którym król zwykł był od początku wy-prawy słuchać codziennie trzech mszy świętych Przybiegł wreszcie Witold z prośbami i błaganiem aby nabożeństwo do stosowniejszej poiy w zaciszach le-nnych odłożyć i nie wstrzymywać pocho-du Jakoż stało się zadość jego życzeniu bo nie mogło być inaczej O wschodzie słońca ruszyły wojska ława a za nimi nieprzejrzany tabor wo-zów Po godzinie pochodu wiatr uciszył się tak że można było rozwinąć cbo-ragw- ie I wówczas pola jak okiem się-gnąć pokryły sic niby kwieciem stu-barwny- m Żadne oko nie mogło objąć zastępów i tego lasu rozmaitych znaków pod którymi pułki posuwały się naprzód Szła wiec Ziemia Krakowska pod czer woną chorągwią z białym orłem w koro-nie była zaś to chorągiew naczelna ca-łego Królestwa wielki znak dla wszy-stkich wojsk Niósł ją Marcin z Wróci-mowi- e herbu Półkozy rycerz potężny i w świecie sławny Za nią szły hufce na-dworne jeden mający nad sobą podwój-ny krzyż litewski dugi pod Pogonią Zaś pod znakiem św Jerzego ciągnął po-tężny "zastęp najemników i ochotników zagranicznych przeważnie z Czechów i Morawców złożony Tych wielu stanęło na tę wojnę bo i cala czterdziesta dzie-wiąta chorągiew była wyłącznie z nich złożona Lud to był zwłaszcza w piecho-cie która ciągnęła za kopijnikami dziki niesforny ale do bitwy tak zaprą wny a w spotkaniu tak zaciekły iż wszelkie inne piechoty gdy się "o nich otarły od-skakiwały co prędzej jako pies od jeża Berdysze kosy topory a szczególnie że lazne cepy stanowiły ich broń którą władali wprost strasznie Najmowali się oni każdemu kto ich płacił albowiem żywiołem ich jedynym była wojna gra-bież rzeź Wpobok Morawców i Czechów szło pod swymi znakami szesnaście chorągwi ziem polskich w tych jedna przemyska jedna lwowska jedna halicka i trzy po-dolskie a za nimi piechoty tychże ziem przeważnie zbrojne w rohatyny i w kosy Książęta mazowieccy Janusz i Ziemowit my teraz pracujemy? — zapytała Ma-rychna — W tej samej Tylko ze po śmierci starego Franza obaj synowie zaraz fabry-kę rozszerzyli zarzucili drobną robotę i przeszli na fabrykację maszyn Starszy Wilhelm że to bardzo przystojny i ele-gancki był z hrabianką się ożenił z panną Korniewicką Zbiedniała rodzina tylko" na małym folwarczku siedziała ale zawsze co hrabianka Jo hrabianka Tylko że mu na pomyślność nie była Strasznie nosa darła i zaczęło się od te-go że z młodszym bratem Wilhelma z Karolem pokłóciła się i podobno nawet za drzwi go wyprosiła A poszło o mał-żeństwo Karola — Naszego prezesa? — Właśnie Zakochał się on w jed-nej Truszkowskiej córce kupca korzen-nego To hrabiance wiadomo nie w smak A panienka ładna bvla drobna taka no i pan Karol jak zaciął się to i ożenił na złosc bratowej Stad i zerwa-nie przyszło A jak matka tak samo i dzieci z daleka się trzymali od pani Karolowej Wilhelmowi w rok po ślubie urodził się pierwszy syn Paweł Ten widać w matkę się wdał bo żadnych nauk nie skończył i albo hula po świe-cie albo w matczynym folwarku siedzi i jak mówią z rodzicami żadnych stosun-ków nie ma Potem urodziła się córka Ludwika ta co jest za dyiektorem Ja-chimows-kim Wilhelmowi znaczy się póź-niej Zdzisław ten co go niedawno tacz-kami wywieźli też nie udał się a później córka Halina — To ta co przyjeżdża czasami do fabryki takim zielonym samochodem i z psem — kiwnęła głową Marychna — Bóg ją tam wie ale o niej też ludzie jak to ludzie za dobrze nic ga-dają — A Krzysztof? — Krzysztof to jak wiesz syn pre-zesa Dalcza Opowiadali że dlatego za granicą był kształcony żeby lu nie spot-kał się z dziećmi swego stryja bo taka już złość między matkami była Ale że Karol był oszczędny a Wilhelma i żona i dzieci rujnowały to i Krzysztofa więk-sza część jest w fabryce 1 ty uważaj żebyś mu nie naraziła się czymś bo on ma tam najważniejszy glos Nawet dziś słyszałem od inżyniera Lasockiego że Krzysztof pewno po Wilhelmie naczel-nym zostanie (Wyjątek z "Krzyżacy" 1 wiedli chorągwie dwudziestą pierwszą drugą i trzecią Tuż szły biskupie a po-tem pańskie w liczbie dwudiiestu dwóch Więc Jaśka z Tarnowa Jędrka z Tęczyna Spytka Lcliwy i Krzona z Ostrowa i M-ikołaja z Michałowa i Zbigniewa z Brze-zia i Krzona z Kozicliglów i Kuby na Koniecpolu i Jaska Ligęzy i Kmity i Zakliki a oprócz nich rodowa Gryf iłów i Bobowskich i Koźlich Rogów i różnych innych którzy w bitwacli zbierali się pod wspólnym herbów em godłem i wspól-ne wykrzykiwali "zawołanie" 1 tak rozkwitła pod nimi ziemia jak rozkwitają łąki na wiosnę Szła fala ko-ni fala ludzi nad nimi las kopii z bar-wnymi "płachetkami" na kształt drob-niejszych kwiatów a z tylu w obłokach kurzawy miejskie i kmiece plecholy Wiedzieli ze ku bitwie straszliwej idą ale wiedzieli ze "trzeba" więc szli z ochotnym sercem Na prawym zaś skrzydle płynęły Wi-toldów e watahy pod chorągwiami roż-nej barwy ależ jednakim wyobrażeniem litewskiej pogoni żaden wzrok nie mógł objąć wszystkich zastępów ciągnęły się one bowiem wśród pól i lasów na sze-rokość przeszło mili niemieckiej Przed południem przyszedłszy woj ska w pobliże wsi Logdau i Tannenberga zatrzymały sie na krawędzi lasu Miej sce zdało się dobre na spoczynek i za bezpieczone od wszelkiej niespodzianej napaści gdyż z lewej stronv oblewała je lacha jeziora Dąbrowskiego z prawej zaś jezioro Lubiecz przed wojskami zaś otwierała się szeroka na milę przestrzeń polna W środku owej przestrzeni wzno-szącej się ku zachodowi łagodnie w górę zieleniły sie legi Grunwaldu a nieco w dali szarzały słomiane dachy i puste smutne ugory Tannenberga Nieprzyja-ciela któryby spuszczał się ku lasom i wyniosłości łatwo było dostrzec ale nie spodziewano się aby mógł prędzej niż nazajutrz nastąpić Zatrzymały się też tu wojska tylko na postój że jednak bie-gły w rzeczach wojny Zyndram z Ma-szkow- ic nawet w pochodzie przestrzegał bojowego porządku więc stanęły tak aby w każdej chwili mgły być do sprawy gotowe Z rozkazu wodza wysłano wnet na lekkich a ściglych koniach gońców hen przed się w stronę Grunwaldu i Tannenberga i dalej aby zbadali okoli — Ja tam mu wcale nie myślę się narażać — żarliwie zapewniła Marychna — Mnie już nie wyrzucą od chłopca w fabryce pracuję ale ty uważaj Mogą być wielkie zmiany jakby Krzysztof wy-sadził stryja z dyrekcji — A dlaczego oni wszyscy nazywają się po prostu Dalczami a ten jest Wyz-bor-Dalc- z? — Bo adoptowany Widzisz matka Krzysztofa z domu Gruszkowska miała wuja także był ze szlachty a że był bez-dzietny więc wielkie miał zmartwienie że na nim ród się kończy On właśnie powiedział pani Karolowej: jak syn się wam urodzi to go adoptuję niech i mo-je nazwisko nosi a cały mój majątek jemu zapiszę I testament taki zrobił Otóż dlatego ten i nazywa się Wyzbor-Dalc- z Po przyjeździe do Zielonki Marychna 7araz 7akrzątnęła się przy pakowaniu swoich rzeczy Wprawdzie trochę było jej zal zostawiać ojczyma ale ponieważ i tak były w domu dwie jego własne córki o wygody starego nie potrzebo-wała się martwić Nazajutrz o piątej rano już na no-gach a o siódmej w fabryce Bard?o się cieszyła że 7dażyla przyjść do gabinetu zanim jeszcze zjawił się jej szef Skorzy-stała z okazji by na chwilę wpaść do sekretariatu i pochwalić się zmianami jakie mają zajść w jej życiu Panna Kli maszewska zaraz zaproponowała jej by zamieszkały razem — Eee kiedy ty 1ak daleko mieszkasz — wymijająco odpowiedziała Marychna — No to mogę się przeprowadzić Znajdziemy pokój gdzieś bliżej — Daj jej spokój — wtrąciła panna Prószyńska — przecie widzisz io Ma-rychna chce mieszkać sama — Aha! — Inaczej po cóż by przeprowadzała się z Zielonki — złośliwie dorzuciła inna — Głupie jesteście — obraziła się Jarszówna i wybiegła na korytarz Właśnie zdążyła wejść do gabinetu szefa gdy i on się zjawił Wszedł swoim tak charakterystycznym lekkim elasty-cznym ki okiem i przywitał ją wesołą uwaga: — Jak to miło z pani strony że już dziś przybyła pani o siódmej — Ausiosowaium się uo życzenia pa na dyrektora — Dziękuję pani A pokój już jest? — Jeszcze nie — Ma pani może w mieście krew-nych u których mogłaby pani zamie-szkać? — Nie panie dyrektorze Wynajmę pokój a — Tym lepiej — powiedział' Nie zrozumiała dlaczego ma I o być lepiej i zapytała: — Jak to lepiej? Krzysztof Dalcz roześmiał się: cę a tymczasem dla łaknącego nabożeń-stwa króla ustawiono na wysokim brzegu jeiora Lubiecz namiot kapliczny aby mógł zwykłych mszy wysłuchać Jagiełło Witold książęta mazowiec-cy i rada wojenna udali się do namiotu Przed nim zaś zgromadziło się przedniej-sz- e rycerstwo już to dlatego aby pole-cić się Bogu przed dniem strasznym już aby na króla popatrzeć I widziano go jak szedł w szarej obozowej szacie z twaizą poważna na któicj osiadła wy-raźnie ciężka troska lata mało zmieniły jego postać i nie pokryły mu zmarszczka-mi oblicza ani nie ubieliły mu włosów które i teraz zakładał prędkim ruchem za uszy jak wówczas gdy Zbyszko wi-dział go po raz pierwszy w Krakowie Ale szedł jakby pochylony pod brzemie-niem owej slrasznej odpowiedzialności która ciążyła na jego ramionach jak gdyby pogrążon w wielkim smutku W wojaku mówiono sobie ze król plącze ustawicznie nad tą krwią chrześcijańską która ma być przelana i tak było istotnie Jagiełło wzdrygał się przed wojną zwła-szcza z ludźmi którzy na płaszczach i chorągwiach krzyż nosili i z całej duszy pragnął pokoju Próżno mu panowie pol-scy a nawet pośrednicy węgierscy Sci-bo- r i Gara wystawiali pychę i dufność krzyżacką która przepełnion Mistrz Ul-- rych gotów był cały świat wyzwać do boju próżno mu jego własny wysłannik Piotr Korzbóg przysięgał na Krzyż Pań-ski i na swoje ryby herbowe że Zakon ani chce słyszeć o pokoju ł że jedynego komlura gniewskiego hrabiego von Wen-d- e który do pokoju nakłaniał inni ob-rzucili szyderstwy i obelgami — on jeszcze miał nadzieję że nieprzyjaciel uzna słuszność jego ządan pożałuje krwi ludzkiej i sprawiedliwym układem stra-szliwą waśń zakończy Więc i teraz poszedł sio modlić o to do kaplicy gdyż prostą a dobrotliwą du-szę jego dręczył ogromny niepokój Na-wiedzał już ongi Jagiełło ogniem i żela-zem ziemie krzyżackie ale czynił to jako pogański książę litewski lecz" teraz gdy jako król polski i chrześcijanin ujrzał płonące sioła zgliszcza krew i łzy ogar-nęła go bojażń gniewu Bożego zwłaszcza że to był dopiero początek wojny Gdyby choć na tym poprzestać! Ale oto dziś jutro zetrą się narody i ziemia rozmięk-nie od krwi Jużci nieprawy jest ten nieprzyjaciel ale jednak krzyże na pła-szczach nosi i bronią go tak wielkie i święte relikwie że mysi cofa się przed nimi przerażona W całym wojsku my-ślano przecież o nich z obawa i nie gro-tów nie mieczów- - obawiali sie głównie Polacy "Jakoże nam będzie na Mistrza ramię podnosić — mówili neznający trwogi rycerze — gdy na pancerzu u niego relikwiarz a i w nim kości święte i drzewo Krzjrża Zbawiciela!"' Witold — No powiedzmy będzie się pani czuła swobodniejsza — Ach tak — Ma pani zapewne jakiegoś miłego narzeczonego będzie mógł panią odwie-dzać — powiedział po chwili wahania Policzki Marychny zaróżowiły się gwałtownym rumieńcem a serce zaczęło bić mocno i szybko Przecie to już wcale nie było dwu-znaczne! Dalcz wyjął z kl-esze-ni dużą srebrną papierośnicę i zapalił — Czy zadowolona jest pani z nowej pracy? — zapylał stojąc wciąż przy niej i udając że nie spostrzega jej zmiesza-nia — Bardzo — powiedziała z mocnym akcentem szczerości Chciałaby teraz zapewnić go że jest zachwycona że będzie starała się jak nikt zęby tylko był z niej zadowolony ze zrobi wszystko co leży w jej umie-jętnościach by pozyskać jego życzliwość Myśli Dalcza widocznie zbliżoną szły drogą gdyż powiedział: — Mam nadzieję że będziemy z sie-bie zadowoleni Prosiłbym panią by mia-ła do mnie zaufanie i by zbytnio nie dzie-liła się z przyjaciółkami tym co tobi-m- y i o czym ze sobą mówimy — Ależ panie dyrektorze to jasne! — Zatem doskonale — Zresztą ja nie mam pnyjaciólek — dorzuciła Zaśmiał się jakoś dziwnie: — Jesteśmy zatem oboje w podob-nym położeniu: ja też nie mam przyja-ciół Tak No ale zabierajmy się do roboty Zasiadł do biurka przez chwilę wer-tował notatki i zaczął dyktować Jeżeli wczoraj Marychna nie rozu-miała tego co pisała "to dziś była tak podniecona wyobraźnia że sama sobie dziwiła się jak może pisać nie słysząc poszczególnych wyrazów a tylko melo-dię tego świeżego młodzieńczego głosu Kilkakrotnie przerywano im pracę Wchodził woźny z jakimiś papierami in-żynier Wajdel i inni Marychna spostrze-gła że z nimi rozmawiał inaczej niż z nią Wprawdzie głos był ten sam ale ton suchy szorstki zdania urywane Ob-serwacja ta ucieszyła ją niezmiernie Ba-la się puszczać zbyt daleko wodze fanta-stycznym marzeniom ale cóż mogła po radzić na to miała tylko dwadzieścia jeden lat i marzenia dość niepoprawne Dyktowanie trwało do dwunastej — No teraz niech pani każe sobie dać herbatę — przerwał Dalcz — i życzę pani dobrego apetytu Ja też pójdę na śniadanie później zaś zabawię trochę na warsztacie Pani może zająć się przygo-towaniem trzech okólników według tych oto szeniatów wszakże z uwzględnieniem zmian porobionych przeze mnie ołów-kiem na marginesie (dalszy ciąg nastąpi) gorzał wprawdzie wojną pchał do niej i śpieszył się do bitwy lecz pobożne ser-ce króla truchlało po prostu na wspom- nienie tych mocy niebieskich którymi Zakon osłaniał swą nieprawość U Już właśnie ksiądz Bartosz z Kłobuc-ka skończył jedną mszę a Jarosz pro-boszcz kaliski miał wkrótce wyjść z dru-gą i król wyszedł przed namiot aby rozprostować nieco zmęczone 'klęczeniem kolana gdy na spienionym koniu wpadł jak buiza szlachcic Hanko Oriojeyk i nim z siodła zeskoczył zakrjknąi: — Niemce miłościwy panie! Porwali się na te słowa rycerze król zmienił się na twarzy zamilkł pre mgnienie oka poczem zawołał: — Pochwalony Jezus Chtystus! Gdzieś ich widział i ile chorągwi? — Widziałem jedną chorągiew przy Grunwaldzie — odpowiedział zdyszanym głosem Hanko — ale z za wzgórza ku-rzawa szła jakby ich więcej ciągnęło! — Pochwalony Jezus Chrystus! — powtórzył król A wtem Witold któremu za pierw-szym słowem Hanki krew uderzyła do twarzy i oczy poczęły sie żarzyć jak wę gle — zwrócił się do dworzan i zawołał: — Odwołać drugą mszę i konia mi! Król zaś położył mu rękę na ramie-niu i rzekł: — Jedź ty bracie a ja ostanę i dru-giej mszy wysłucham Więc Witold i Zyndram z Maszkowic wskoczyli na konie "lecz właśnie w chwili gdy zawrócili ku obozom nmipriał dni- - gi goniec szlachcic Piotr Oksza z Wło-stow-a i zdała już poeząT krzyczeć: — Niemce! Niemce! widziałem dwie chorągwie! — Na koń! — ozwały się głosy mię-dzy dworzany i rycerstwem A jeszcze Piotr mówić nie przestał gdy znów rozległ się tętent i przypadł trzeci goniec a za nim czwarty piąty i szósty: wszyscy widzieli chorągwie nie-mieckie nadciągające w coraz większej liczbie Nie było już wcale wątpliwości że cała armia krzyżacka zastępuje drogę wojskom królewskim Rycerze porozjeżdżali się w mgnieniu oka do swoich chorągwi Z królem przy namiocie kaplicznym pozostała tylko garstka dworzan księży i pachołków Ale w tei chwili rozlesł sie dzwonek na znak że proboszcz kaliski wychodzi z druga msza wiec Jaeiełło wciasnał ra miona złożył pobożnie dłonie i wzniósł-szy oczy ku niebu wolnym krokiem udał się do namiotu y (da kry ciąg nastąpi) " ADWOKACI I NOTARIUSZE CM BIELSKI ba bcl ADWOKAT I NOTARIUSZ Przyjcie codziennie — Sulte AM Board of Trade Blde 11 Adelaide St West (przy Yonge St) Toronto — EM 2-12- 51 Wieczorami za uprzednim telefonicznym porozumieniem 2W STEFAN A MALICKI LLA ADWOKAT OBROŃCA I NOTARIUSZ Biuro tel: AT 90301 W soboty i po godz 8: 91 Rumsey Rd Toronto tel HU 14361 E H ŁUCK BA LLB (ŁUKOWSKI) i R H SMELA BA LLB POLSCY ADWOKACI Wspólnicy firmy adwokackiej Blaney Pasternak Łuck Smli Eagielson & Watson 57 BLOOR ST W rńg hay WA 475i Oddziały New Toronto i 'Ihiseletoun Ont przyjmują wieczorami za telefo-niczna m porozumieniem 1S JAN L Z G0RA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ Tel UL'-a- : LE 3-12- 11 1479 Oueon St W — Toronto is GE0RGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1134 Dundas St W Toronto Tel LE 4-84- 31 I LE 4-84- 32 is G HEIFETZ BA ADWOKAT S HEIFETZ NOTARIUSZ n Wellington St W Toronto Ont EM 44451 wieczorami WA 3-- 44 IS Przekraczając jezdnię mte otwarte oczy 1 uszy a zamknięta wyobraźnię DUTZ UpS33 ]E3 j nr nim LAKĘ PARK bCahweiećiz ielde£ ©dcoh_łSodhzJideowlubUkdeobr3z5t ijT[ od Toronto — MiejscowoU pi' połolona nad lezJorem KĄPIELE ŁÓDKI TENIS RYBOŁÓSTWO DANCINGI BRIO COTTACE moina zamawiać ni Stoweeuk-enad-rzy szeniaorazi noargdalnuiłzszaycjepobiyitji urządzać pikniki " 3w5iehmóild odHlTghowroaynto 4 Hlngahwpayółno40c1 A do Ballantree na wschód WDrnii na przeciwko Cedar Beach Musselmans Lakę Wstęp za auto $1 00 415 Dr LEKARZ DENTYSTA (drugi dom od ftoncesvaUes) Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem Telefon LE' 1-4- 250 129 Grenadier Rd s Dr M LUCYK DENTYSTA 2092 Dundas St W Toionlo Tel RO 9-46- 82 vw Dr S D BRIGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — STOMATOLOG PSlipselccjlaalnis'sta &chSoruórbgeolnasm' y Buultltdnlnt Kancelaria No 270 86 Bloor St W — Toronto Telefon WA 2-00- 56 Dr E DENTYSTA Godziny: 10—12 i 2—B 386 Bathurst St — EM 4-65- 15 2W Okulistka Br BUKOWSKA BEJNAR OD 274 Roncesvalles Av (przy Ceoffrey) Tel LE 2-54- 93 Godziny przyjęć" codziennie od 10 rano Uo 8 ulecz w soboty: od 10 do 4 wlecz 82W u nas OLIWĘ OPAŁOWĄ Naszym slałym odbiorcom wykonujemy czyszczenie i całoroczna obsługę pieca (furnace) za jednorazową opłatę TYLKO $850 Naprawiamy i wstawiamy NOWE piece (furnaees) CO LTD TORONTO — 204 Bathurst St — EM 6-65- 39 OSHAWA — 190 Bloor St East — RO 8-07- 62 g W Oshauie leż korzystajcie z naszej Stacji Benzynowej 3 MÓWIMY PO POLSKU I W AR I N G Europejskie wiadomości sportowe Dział wiadomości sportowych z Wysp Brytyjskich i Europy w "Globe and Mail" prowadzony jest wspólnie przez' tych dwóch fachowych dziennikarzy C Harry Duti były redaktor kilku niemieckich wydawnictw sportowych prowadzi w "Globe and Mail" sobotnia kolumnę zwaną "European Sportligths" Czerpie on swe informacje z licznych pouamjch pism europejskich jakie studiuje co tydzień Ed Waring piowadzi dział piłki nożnej w KanadJe i również w każdy wtoiek pisze cotygodniową kolumnę pod tjlulem "From Over'ome" Najpełniejsze wiadomości sportowe z całej Europy znajdriwie w "Globe and Mail" kanadyjskiej gazecie krajowej Dostawa do domu 6 raty w tygodniu zaledwie 50t Dzwońcie do Oddziału EM 8-7B- 51 m Wi £gj C3f t COLA GINGER ALE 0RANGE SHADOW p I — DENTYŚCI Władysława SADAUSKAS WACHNA OKULIŚCI Zamawiajcie DNIPR00IL Rozpowszechniania Uwmmmm NIC TAK NIE ODŚWIEŻA JAK Jedyny napój który smakiem lak żywo przypomina napoje używane przez Was "Slarym Kraju" CREAM SODA Zachwyt rodziny! r Dla dzieci wydarzenie! Napój nie mający sobie równego! CZTERY NIEDOŚCIGNIONE SMAKI 54 w E4 n?& "ń" ai (OS lf OO akie'i amac alga vnsK 'onad TC yeefc3 lieśa ygodi eije iarwi deca repóh piom ąna aćV'i ńek ekun tamie yozu lach owca onł :azać :olist iiroj uszą cyści iie"( !oni ojjes :oawj leJcc ibład Łowi zego ikreś vhee ToJp tiebe yyści o na gro Co pofó 1 'hoi zna arów lierzi f će wai anw ?rzy yto: ńęte ie' Wis htor jeżjd aleg 'dzia cyf apel rzec irzyi ich ąlw tóa rielc a (dali rydk ta?o Ka etc niej epsz m4 tezy faSi esta llo akie onś lV t i |
Tags
Comments
Post a Comment for 000234a
