000258a |
Previous | 6 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
S5T
FM
k
mt
Tadeusz Dołęgalosfowicz
BRACIA DALGZ I S-- KA
Kiedyś było to przed piętnastu laty
Paweł wprawdzie próbował współpracy
2 ojcem lecz zrezygnował szybko nie
mo'gac"znieśćtego co na gorąco nazywał
zazdrością o władzę a teraz arbitralnov
cfcj i skrupulanctwem Skończyło się
wówczas wielka burzą w której z obu
stren spiętrzono tyle wyrzutów i oskar-żę
że starczyło ich by między ojcem
a synem W7nieść barykadę nie do prze-bycia
Jako flA-udiestodwule-tni
młodzie-niec
Paweł wyjechał natychmiast do Pa-'ryz- V
z nienawiścią w sercu i z zawziętym
postanowieniem zwycięstwa
Jego młodą pierś wręcz rozsadzał
nadmiar inicjatywy pomysłowości ener-gii
Wierzył że zdobędzie świat więcej
pewien był tego Niemal natychmiast po
przybyciu do Francji zorganizował wiel-ki
dom pośrednictwa oparty na nie u-prawia- nej
jeszcze wówczas sprzedaży ra-(ow- ej
Włożył w to cały kapitalik któ-rym
go rodzina spłaciła z udziału w fa-bryce
Bło to jednak zbyt mało a w
porę nie zdołał zdcb)ć potrzebnych kre-dytów
Z bankructwa zdołał uratować
kilkadziesiąt zaledwie tysięcy no i całą
zywotnośfc swego zmysłu do interesów
JYzerzucal się z jednego pomysłu la
„dnigi usiłował zdobyć wspólników dla
swoich rozległych planów Ci podziwiali
go kręcili głowami i woleli nie ryzyko-w'a- c
W ciągu trzech lat stracił wszystko
Najpierw ogarniała go rozpacz później
jwpadł w zupełna apatię przez rok pra- nie nie wstając z łóka i żyjąc na koszt
przygodnej kochanki której nawet imię-nla-tera- z
przypomnieć sobie nie umiał
Zerwał wszelki kontakt i domem Na li-sty
matki przestał odpowiadać a z ro-"(frpńslw- em
nigdy go nic nie łączyło Kil-'karaz- y wzbierało w nim znowu pragnie-[ńj- e
czynnego mocnego życia Wówczas
izrywał się zabierał się tło realizacji w icl--kk- h
"Interesów olbrzymich projektów
Jitón! nigdy nie dochodziły do skutku
Patiłlłuntaczjł to pechem inm l po pro-stu
fantastycznościa zamierzeń
O'' tym długim okresie życia Pawia
nłc nie1' wiedziano' w Warszawie Przed
czterema )a(y matka odnalazła go pija-ńogodonieprzjtomn- ości
w nędznym ho-jelłk- u
i i portowym w Marsylii Wówczas
jozgodził się wrócić do kraju pod wa-'rUiikie- m
że mu 'matka odda swój po-sEżńyiólwarc-zck
Jakże wiele sobie obie
cywał po tym niewielkim skrawku zie-mi
który miał się stać odskocznią wspa
llllllllllllllllllNlllllllllllllllilllllllllllllllllHIIIIII
Henryk Sienkiewicz
l!ihva pod Grunwaldem
iiiiiiiiiiiiiwMiiiiiiriiiiiiiiiiw
powieści
i Henryk komtur człuchowski len
sam najząwziętszy wróg polskiego ple-mienia
który poprzysiągł ze poty dwa
miecze każe przed sobą nosić póki obu
w krwi polskiej nie u broczy wymykał
się teraz chyłkiem z pola jako lis wy-myka
się otoczonego pi zez myśliwców
ostępu gdy wtem zajechał mu drogę
Zbyszko z Bogdanea Krzyknął komtur
widząc nad sobą wzniesiony brzeszczot:
"Erbarme dich mciner'" (oszczędź mnie)
i złożył z przestrachu ręce co usły-szawszy
młody rycerz nie zdołał już
wprawdzie wstrzymać ryki i rozmachu
ale zdołał jeszcze przekręcić miecz i pła-zem
tylko w spasły spotnialy pysk kom-tur- a
uderzył I rzucił go potem swemu
giermkowi który założywszy mu powióz
na szyję powlókł go jak wolu tam do-kąd
spędzono wszystkich jeńców krzy-żackich
A stary Maćko wciąż szukał na krwa-wym
pobojowisku Kimona Lichtensteina
— i szczęsny we wszystkim dnia tego
los dla Polaków wydal go wreszcie w je-go
ręce w zaroślach w których przy taiła
się garść uchodzących ze stiaszncgo po-gromu
rycerzy Blask słońca który' odbił
się w zbrojach zdradził ich obecność
przed pościgiem Padli wraz wszyscy na
kolana i poddali się natychmiast lecz
Maćko dowiedziawszy się iż wielki kom-ju- r
Zakonu znajduje sie między Niemc-ami
kazał go stawić przed sobą i odjąwszy
hełm z głowy zapytał:
4 — Kunonie Lichtensteime zali po-znajesz
mnie?
A on zmarszczył brwi i utkwiwszy
oczy w obliczu Maćka rzekł po chwili:
Widziałem cię na dworze w Płoc-ku
jT— Nie — odpowiedział Maćko —
widziałeś mnie przedtem! Widziałeś mnie
jf Krakowie gdym cię błagał o życie
mega bratanka który za nierozważny na-pad
na ciebie na utratę gardła był ska-za- n
Wówczas to ślubowałem Bogu i za-przysiągłem
na rycerską cześć iż cię od-najdę
i spotkam się z tobą śmiertelnie
Mr--' Wiem — odparł Lichtenstein i
wydal dumnie usta cbociaz zarazem po- -
12
niałych planów gruntem pod fantastycz-ne
gmachy nienasyconych ambicji a pod
naciskiem szarej potwornie leniwej rze-ki
codzienności zmienił się w barłóg za-szczutego
zwierzęcia w ostatni — zda-wało
się — etap wegetacji "byłego czło-wieka"
1 nagle ta depesza Tragiczna śmierć
i grożąca ruina Wzywają go Miarowy
rytm rozpędzonych kół Wagon drży
od pośpiechu Więc jest jeszcze do cze-go
się śpieszyć1 Więc jeszczcnie prze-gren- a
ostatnia stawka! Więc jeszcze raz
zanurzy ramiona w gąszczu życia! Czy
warto?
— Warto warto warto warto —
odpowiedziały rozpędzone koła
Poczuł w piersi palący zar i sprężył
ręce az zatrzeszczały stawy Nie mógł
wysiedzieć na miejscu Wstał i wyszedł
na korytarz Za oknami szalała śnieży-ca
To i będzie zasypany i pociąg utknie
Nie1 Nie! Nie namyślając się otworzył
okno i wychylił głowę W twarz rozgrza-na
uderzył mroźmy wicher głowę oto-cz)
ł wir drobnych płatków śniegu Po-dań
właśnie wyginał się lukiem zakrę-tu
z lokomotywy rwał nabrzmiały luna
iskier pióropusz dymu Nie nic go nie
zatrzyma nic nie zwolni tego pośpiechu!
Zwycięsko zaryczał gwizd parowozu i Pa-weł
zawtórował mu dzikim nierozum-nym
krzykiem Krzyczał w noc i pustkę
krzyczał siła całych szerokich pluć az
mu żyły na skroniach nabrzmiały aż
palce kurczowo wpiły się we framugę
okna
Jego powrót do przedziału obudził
Żydóweczkę
— Czy to były Suwałki? — zapytała
przecierając zaspane oczy
— Nie'
— A pan cały mokry — zauważyła
— wychodził pan na jakąś stację?
— Nie otwierałem okno
Ziewnęła szeroko poprawiła 'kapelu-sik
i zapytała
— Pan pewno do Warszawy?
— Tak a panienka?
— Ja też do Warszawy
Przyjrzał się jej: była ładniutka i
jeszcze bardzo młoda
— Pewno do rodziny? — yapylal
— Nie szukać zarobku W Warszawie
podobno łatwiej A pan za interesami?
— Dlaczego myśli panienka że za
interesami? Mozę tez dla zarobku —
powiedział żartobliwie
— Tacy nie potrzebują zarobku —
(Wyjąłek i "Krzyżacy"
z
—
—
na mnie podniósł
Na to twarz Maćka ściągnęła się zło-wrogo
i stała się zupełnie do paszczy
wilczej podobna
— Kimonie Liehtensteinie — rzekł
— miecza na bezbronnego nie wzniosę
ale to ci powiadam że jeśli mi walki od-mówisz
tedy cię każę jak psa na po-wrozie
powiesić
— Nie mam wyboru stawaj! — za-wołał
wielki komtur
— Na śmierć nie na niewolę — za-strzegł
raz jeszcze Maćko
— Na śmierć
— I po chwili starli się z sobą wobec
niemieckich i polskich rycerzy Młodszy
i zręczniejszy byl Kimon lecz Maćko tak
dalece siła rąk i nog przeciwnika prze-wyższał
ze w mgińcniu oka obalił go na
ziemie i kolanem brzuch mu przycisnął
Oczy komtura wyszły z przerażenia
na wierzch:
— Daruj! — jęknął wyrzucając ślinę
i pianę ustami
— Nie! — odpowiedział nieubłagany
Maćko
1 przyłożywszy mizerykordie do szyi
przeciwnika pchnął dwukrotnie o tam-ten
zaharczal okropnie: fala krwi buch-nęła
mu ustami drgawki śmiertelne
wstrząsnęły jego ciałem poczem wyprę-żył
się i wielka uspokoicielka rycerzy
uspokoiła go na zawsze
♦
Bitwa zmieniła sie w rzeź i pościg
Kto nie chciał się poddać zginął Wielu
bywało w owych czasach na świecie bi-tew
i spotkań ale nikt z żywych ludzi
nie pamiętał tak strasznego pogromu
Padł pod stopami wielkiego króla nie-tylk- o
Zakon krzyżacki ale i całe Niem-cy
które najświetniejszym rycerstwem
wspomagały ona "przednią straż" teu-tonA- a wżerająca się coraz głębiej w
ciało słowiańskie
Z siedmiuset "białych płaszczów"
przodujących jako wodzowie tej germań-skiej
powodzi zostało zaledwie piętnastu
Czterdzieści przeszło tysięcy ciał leżało
w wiekuistym śnie naonyni krwawym
boisku
Rozliczne chorągwie które w połud-nie
jeszcze powiewały nad niezmiernym
Hadlmocno — ale ieńcem twoim teraz wojskiem krzyżackim wpadły wszystkie
ieltein iiihańMbyś się gdybyś mieczvv krwawe i zwycięskie ręce Polaków
1
"ZWIĄZKOWIEC" LIPIEC (Jy) Środa VI — IW
obrzuciła go badawczym spojrzeniem
— Jeżeli mają
m __ Tacypie mają zarobku i nie po-trzebują
Oni mają dochody — zawyro-kowała
Paweł roześmiał się
— Z czego panienka wnioskuje czy
z tej starej i dziurawej burki czy z tego
ze jadę trzecia klasa?
— Czy ja wiem? — wzruszyła ramio
nami — może pan przez oszczędność
Mozę przez ostrożność Nie wygląda pan
na takiego co by musiał
— Za wysoko mnie panienka taksuje
Więc na kogo ja wyglądam'?'
— Skąd ja mogę wiedzieć? Może zie-mianin
może kupiec a może ktoś bar-dzo
ważny? Ale prawdziwego pana to
zawsze można poznać choćby i nie wiem
jak się ubrał
— Myli się panienka — pokiwał gło-wą
i umilkł
Przypomniał sobie ile razy w życiu
spotykały go niepowodzenia e tej jedy-nie
racji ze brakowało mu odpowiednie-go
ekwipunku Wiedział że będąc w do-brej
formie miał powierzchowność
wzbudzającą zaufanie lecz by to zaufa-nie
utrzymać konieczna jest oprawa
Wyjeżdżając nie pomyślał o tym jak po-każe
się w' domu rodziców w takim sta-nie?
Nie chodziło mu o matkę która wi-działa
go w jeszcze gorszym i o której
zdanie nie dbał Ale inni całe to tak
ebee i prawie nieznajome rodzeństwo?
Ten jakiś Jachimowski Matka w swoim
głupim snobizmie oczywiście ani wspom-niała
im nigdy o jego degrengoladzie i o
tak zwanym unaćku Im nie może się
pokazać tak obdarty
Wprawdzie nie przygotowywał sobie
z góry żadnych planów wiedział jednak
że powinien wywrzeć dodatnie wrażenie
Po dłuższym namyśle przyszedł do wnio-sku
ze najlepiej będzie zajechać do ja-kiegoś
małego hoteliku i tam wytelefo-nowa- ć
matkę Ruina nie mina ale prze-cież
kilkaset złotych na ubranie i palto
dla niego znajdzie Zresztą od czego
kredyt
Pociąg przyszedł do Warszawy o ós-mej
z minutami Paweł wypił na dworcu
szklankę kawy i ruszył piesko przez Pra-gę
W jakimś sklepiku mleczarskim zwró-cił
jego uwagę wywieszony w oknie na-pis'
"Telefon czynny" Zmienił zamiar i
wszedł W katalogu z łatwością odszukał
numer i zadzwonił Odezwał się służący
który powiedział że jaśnie pani chora i
do aparatu nie podchodzi
— Proszę powiedzieć pani że dzwoni
syn
— Syn? To pan Zdzisław? Jakoś
głosu nie poznaję — ociągał się lokaj
— Nie Zdzisław cymbale a Paweł
— Bardzo przepraszam ale to chyba
pomyłka Tu jest mieszkanie państwa
Dalczów
— Powiedz pani że dzwoni pan Pa-weł
Czy długo mam jeszcze z tobą ro
Nie ostała nie ocaliła się ani jedna i
oto rzucali je teraz polscy i litewscy ry-cerze
pod nogi Jagiełły który wznosząc
pobożnie oczy ku niebu powtarzał wzru-szonym
głosem: "Bóg tak chciał!" Sta-wiano
tez przed majestatem pana przed-niejszyc- h
jeńców Abdank Skarbek z Gór
przywiózł Szczecińskiego księcia Kazi-mierza
Trocnowski rycerz czeski księ-cia
na Oleśnicy Konrada a Przedipelko
Kropidłowskl herbu Dryja mdlejącego
z ran Jerzego Gersdorfa który pod cho-rągwią
św Jerzego wszystkim gościom
rycerskim przywodził
Dwadzieścia dwa narody uczestniczy-ły
w tej walce Zakonu przeciw Polakom
a teraz pisane królewscy spisywali jeń-ców
którzy klękając przed majestatem
błagali o miłosierdzie i o powrót za oku-pem
do domu
Cala armia krzyżacka przestała ist-nieć
Pogoń polska zdobyła ogromny o-b- óz
krzyżacki a w nim prócz niedobit-ków
nieprzeliczoną ilość wozów wyłado-wanych
pętami na Polaków i winem
przygotowanym na wielką ucztę po zwy-cięstwie
Słonce chyliło się ku zachodowi Spadł
krótki obfity deszcz i potlumił kurzawę
Król Witold i Zyndram z Maszkowic
gotowali się właśnie zjechać na pobojo-wisko
gdy poczęto zwozić przed nich
ciała poległych wodzów Litwini przynie
śli skłute sulicami pokryło kurzem i po-sok- ą
ciało Wielkiego Mistrza Ulryka von
Jungingen i położyli je przed królem
a on westchnął żałośnie i spoglądając na
ogromne zwłoki leżące na wznak na
ziemi rzekł:
— Oto jest ten który jeszcze dziś
rano mniemał się być wyższym nad wszy-stkie
mocarze świata
Zaczem łzy poczęły mu spływać jak
perły po policzkach i po chwili ozwał
się znowu:
— Ale ze śmiercią walecznych poległ
przeto sław ić będziem jego męstwo i god-nym
chiześcijanskim uczcimy go pogrze-bem
Jakoż zaraz wydal rozkaz bv ciało
obmyto starannie w jeziorze by przybra-no
je w piękne szaty i przysłoniono nim
tiumna oędzie gotowa zakonnym płasz-czem
Tymczasem przynoszono coraz nowe
zwioki które rozpoznawali jeńcy Przy-niesiono
wielkiego komtura Kunona li-chtensteina
z gardłem okropnie mizery--
iwiuid iu£i-it-iei- u i marszaua zaKonu
Fryderyka Wallenroda i wielkieeo szat--
nego grafa Alberta Szwarcberga i wiel-kiego
skarbnika Tomasza Mercheima i
grafa Wendego który legł z reki Powały
z Taczewa i przeszło sześćset ciał znako-mitych
komturów i braci Czeladź kładła
ich jednego przy drugim a oni leżeli
zmawiać? — zawołał już poirytowanym
— Służba tu nawet nie wie o moim
istnieniu — pomyślał z-jak- ąś złośliwa sa-tysfakcją
W tejże chwili usłyszał w telefonie
głos matki: wybuchła potokiem egzalto-wanej
radości! Jaki on dobry ze przy-jechał
jaki kochany ze nie zostawia ich
w nieszczęściu Co ona biedna zrobiłaby
bez niego!
—Mamo — przerwał sucho — po
pierwsze mów po angielsku czy po fran-cusku
Po drugie jestem bez grosza i nie
mam możliwego ubrania Przyjść do cie-bie
nie mogę bo nie chcę w tym stanie
prezentować się całej tej twojej rodzince
ani służbie
— Ależ ia testem w domu sama a
sluzbę mogę wyprawić: Osobiście otwo
rze ci drzwi tylko zaraz błagam cię
przyjeżdżaj
"— Jak to sama? Przecie musi byc
tam tłok Ciało chyba jeszcze Jest w
rkimn?
— Nie na szczęście nie Umarłabym
ze strachu przecież wiesz jak bardzo
trunow sie boie zaorau ao prosemo'
rium Co za kompromitacja! Co za skan
rii NifJriv mu te?o nie daruie zew
f7lmnFk w ifpn wieku móffl nonełnić
podobny nietakt i popełnić samobójstwo
i to w taki wstrętny sposooi
— Ach więc to samobójstwo?
— Tak wyobraź sobie powiesił się
Wyglądał strasznie!
—'Zaraz przyjadę — powiedział Pa-weł
i położył słuchawkę
Drzwi otworzyła sama pani Józefina
i rzuciła mu się na szyję Odsunął ją
dość łagodnie ale stanowczo:
— Przede wszystkim usiądźmy gdzieś
i pomówmy o ubraniu dla mnie Widzisz
jak wyglądam
— Jezus Maria! Trzeba zaraz do
krawca atymczasom może byś się'ubrał
w któryś garnitur ojca naturalnie jeżeli
się nie' brzydzisz bo ja mam wręcz orga-niczny
wstręt do wszystkich przedmio-tów
należących do zmarłych
— Ja nie mam wstrętu i nie mam
czasu na niepotrzebną paplaninę Gdzie
jest pokój ojca?
Zaprowadziła go do narożnego poko-ju
lecz sama -- rile chciała wejść
— Tu się powiesił na tym haku
Okropne —ściskała syna za ramię'
— A ubraniasa w tej szafie? — za-pytał
obojętnie
— Tak I może byś' się wykąpał? Sa-ma
przygotuję ci łazienkę
Paweł skinął głową i podczas gdy pa-ni
Józefina "zajęła się -- kąpielą wybrał
sobie czarne wizytowe ubranie Byl Węż-szy
od ojca lecz jednakowy wizrost spra-wiał
to że garnitur leżał prawie bez
zarzutu Stare ubranie zwinął w Uomok
i zamknął w jednej z szuflad na klucz
na kształt zrąbanych pni ze zwróconymi
ku niebu i białymi jak ich płaszcze twa-rzami
z otwartymi szklanymi oczyma
w których zastygł miew i duma wście-kłość
bojowa i przerażenie
Nad ich głowami' pozatykano zdobyte
chorągwie — wszystkie!! Wieczorny po-wiew
to zwijał to rozwijał barwne płó-tna
one zaś szumiały jakby db snu po-ległym
Zdała pod zoną widać było od-działy
litewskie ciągnące zdobyte1 arma-ty
których po raz pierwszy użyli Krzy-żacy
w bitwie polnej ale które nie przy-czyniły
żadnej szkody zwyciezcem
Na wzgórzu koło króla skupili sie
naJUięksi rycerze i dysząc utrudzonymi
piersiami spoglądali na te chorarvie i
na te trupy leżące u ich stóp jak spo-glądają
uznojeni żeńcy na zżęte i r -- wiązane
snopy Ciężki' był dzień i s'rc-?n- y plon tego żniwa ale oto nadchodlilł nyiei-- ki
boży radosny wieczór
Wiec' niezmierne szczęście rozlainiłn
twarzezwycięzców bo rozumieli wszyscy
ze to był wieczór kładący koniec nędzy
i trudom nie tylko dnia 'tego ale całych
stuleci
A król chociaż zdawał sobie sprawę
z ogromu kieski iednakie ostrzał ia)ihv
w zdumieniu przed siebie i w końcu
spytał:
— Zali cały Zakon tu leży?
znajNaprzteopoowoidedknaniecleśr—wzyr BMryigkin--d-- lj?ayi rzVekńłr:vj
— Nadszedł czas iż wyłamane są ich
zęoy i odcięta jest ich prawa-ręka!- !
Poczem podniósł dłoń i począł żegnać
nietyiko tych którzy leżeli najbliżej-al- e
i całe pole "między Grunwaldem a Tan-nenbergie- ni W jaskrawym od blasku zo-rzy
1 oczyszczonym przez deszcz powie-trzu
widać było doskonale olbrzymie
dymiące krwawe pobojowisko zjeźone
ułamkami włóczni rohatyn kos stosami
trupów końskich i ludzkich wśród któ-rych
sterczały do góry martwe ręce no-gi
kopyta — i ciągnęło się owo żałosne
pole śmierci z dziesiątkami tysięcy' cia}
dalej niż wzrok mógł sięgnąć
Czeladź uwijała się nad tym niezmier-nym
cmentarzu zbierając broń i zdej-mując
zbroje z poległych'
A w górze na rumianym niebie wi-chrzyły
się już i zataczały kola" stada kru-ków
wron i orłów kraczac i radując się
rozgłośnie na widok żeni
#
I nie tylko przeniewierczy Zakon krzy-żacki
leżał oto pokotem u stóp króla
ale cała potęga- - niemiecka zalewająca
dotychczas jak fala nieszczęsne krainy
słowiańskie rozbiła sie w tvm Hnin od
kupienia o piersi polskie
Więc tobie wielka święta przeszłości
i tobie krwi ofiarna niech bpd7ip rWała
i cześć po wszystkie czasy KONIEC f
Ks dr Romuald Zaniewski
Teorie
0 POCHODZENIU I ROZWOJU ŻYCIA f
A NATURALIZM CHRZEŚCIJAŃSKI 1
nakładem -
-- Katolickiego Ośrodka Wydawniczego
"YERITAS"
Do nabycia w Księgarni "Związkowca"
1475 Qoeen St WsJ — Toronto 3 Ontario
I
E H ŁUCK BA LLB
(ŁUKOWSKI)
I R H SMELA BA LLB
OPOLSCY ADWOKACI
Wspólnicy firmy "dwokacklel
BUny Paitrnafc Łuck Smtla
Eaglelson J Wation
57 BLOOR ST W róg Bay WA 4753
Oddziały
New Toronto l Thlseletown Ont
wieczorami za telefo-nlczny- m
porozumieniem '
STEFAN A
MALICKI LLA
ADWOKAT OBROŃCA
I NOTARIUSZ
Biuro tell AT 90301
W soboty i po godz fl:
1 Rumsey Ret Toronto til HU 14361
Cena $300
ADWOKACI NOTARIUSZE
CM BIELSKI ba BcL
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Przyjęcie codziennie — Sulle 404
Board of Trade Bldg
11 Adetalde St West
(przy Yonge St)
Toronto — EM 2-12-
51
Wieczorami za uprzednim
telefonicznym porozumieniem
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT - OBROŃCA
NOTAR -- SZ
Tel Biura: LE 3-12-
11
1479 Quttn St W — Toronto
is
GEORGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1134 Dundas St W Toronto
Tel LE 4-84-
31 1 LE 4-84- 32 is
G HEIFETZ BA
ADWOKAT
S HEIFETZ
NOTARIUSZ a Walllnjton St W Toronto Ont
EM 4-44- 51 wltczoratnl WA 3-44- 15 IS
"s
PRENUMERATORA
"Związkowca"
proszeni są o sprawdzenie ciy5 gUarzzeęcdiue poPdoaczntoowpeogporawnJeyślinuimfj proszeni są o podanie imianf-- 1 administracji "Związkowca"
łatwi to i przyspieszy doreciC
1475 QUEEN ST W "J
TORONTO 3
la
Dr Władysława ["
SADAUSKAS £
LEKARZ DENTYSTA Jjń
(drugi dom od Konust Miesi £ą
Przyjmuje uprzednim telfkt
tucznym porozumieniem f{e
Telefon LE 1-4-
250
12? Grenadier Rd
—
Dr E WACHNA liii
DENTYSTA
fiodziny: 10- -12 I Jj
386 Bathurst — EM U!!!' "?
-- PI
Dr S D BRIGEL i
LEKARZ DENTYSTA jy
CHIRURG — STOMATOLM
Specialltta chorób lamy uitnt] L- -
PliysIclunN & SurKcons' liulldkilw
Kaiiceljrla Nu fi
86 Bloor St W — TorontiSr
Telefon WA 2 0056 j£
UlTI
fkt
Dr M LUCYK
DENTYSTA
2092 Dundas ToionhR
Tel RO 9-46-
82 i'b
li- -
ubbomm :'
Br BUKOWSKA BEJNAR
274 Roneesvalles Av
(pr?y iei)iiri'łi
Tel 2-54-
93
Godrlny przyjęć: codleiinle J
rano 8 wlec? łolwty: ni W
4 ttlee Jfc
Jan Alexandrowicz — Notary Public
POLSKIE BIURO INFORMACYJNE
Pomoc w sprawach rodzinnych spadkowych i majątkowych
Polsce — Kontrakty i inne dokumenty ImiEracja Iwome
Kumaczeuia
Toronto Ont 618-- A Cłuetn St Wit
Okulistka
LE
Tl EM 8-54-
41
11 ™
Zamawiajcie u nas oliwi opałową
Naszym stałym odbiorcom wykonujemy czyszczenie i ca'or°J!i1'
obsługę pieca (furnace) za jednorazową opłatę TYLKO
Naprawiamy I wstawiamy NOWE piece (furnaces)
DNIPROOIL CO LTD
TORONTO — 204 Bathurst — EM 6-65-
39
OSHAWA — 190 Bloor East — RO 8-07-
62
!
W Oshawie też korzystajcie z naszej Stacji Benzynowej :
MÓWIMY PO POLSKU J
Twoie oszczędności beda
DENTYŚCI
OKULIŚCI
m L Ł Ł tt% m mm fiiot"
BEZPIECZNE w Oli
▼ i
Od 143 łat Banlt Montreal czuwa nad oszczędnościami '
swoich klientów Przez te wszystkie łata Bank of Montreal
nigdy nie odmówił wypłaty każdego włożonego dolara jeżeli
klienj go potrzebował Dziś ponad dwa miliony KjnaołJ"
czyków oszczędza w Bank of Montreal k
Niech of M czuwa i nad Twoimi oszczędnościami Olwór:
jeszcze diis konto oszczędnościowe w najbliższym oddziel'
Bank of Montreal
Pierwszy Bank Kanady
CZY MASZ W DOMU KOSZTOWNOŚCI?
Biżuterię? Ważne papiery? Akcje?
Wynajmij w of M schowek bankowy i złóż w nim
przedmioty wartościowe gdzie będą bezpieczne od
ognia i kradzieży
Kosztuje mniej niż dwa centy dziennie i możesz otwo-rzyć
swój schowek o każdej porze w ciągu godnn
pracy bajiku I tylko Ty sam możesz go otworzyć
Załatw to sobie jeszcze dz'ś
Współpracujący z Kanadyjczykami każdym kroku ich iyert " r '
cc
[
-- kt
za
V
Wi
i
kt
of
to
2- -8
St
270
St W
OD
zv
U
r od
do w
do
Kr Zr
ru
St
St
B
B
na
pi
IP
U
I"
i:
le
'v
81
M
In
fc'
L
L
R
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, July 27, 1960 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1960-07-27 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000429 |
Description
| Title | 000258a |
| OCR text | S5T FM k mt Tadeusz Dołęgalosfowicz BRACIA DALGZ I S-- KA Kiedyś było to przed piętnastu laty Paweł wprawdzie próbował współpracy 2 ojcem lecz zrezygnował szybko nie mo'gac"znieśćtego co na gorąco nazywał zazdrością o władzę a teraz arbitralnov cfcj i skrupulanctwem Skończyło się wówczas wielka burzą w której z obu stren spiętrzono tyle wyrzutów i oskar-żę że starczyło ich by między ojcem a synem W7nieść barykadę nie do prze-bycia Jako flA-udiestodwule-tni młodzie-niec Paweł wyjechał natychmiast do Pa-'ryz- V z nienawiścią w sercu i z zawziętym postanowieniem zwycięstwa Jego młodą pierś wręcz rozsadzał nadmiar inicjatywy pomysłowości ener-gii Wierzył że zdobędzie świat więcej pewien był tego Niemal natychmiast po przybyciu do Francji zorganizował wiel-ki dom pośrednictwa oparty na nie u-prawia- nej jeszcze wówczas sprzedaży ra-(ow- ej Włożył w to cały kapitalik któ-rym go rodzina spłaciła z udziału w fa-bryce Bło to jednak zbyt mało a w porę nie zdołał zdcb)ć potrzebnych kre-dytów Z bankructwa zdołał uratować kilkadziesiąt zaledwie tysięcy no i całą zywotnośfc swego zmysłu do interesów JYzerzucal się z jednego pomysłu la „dnigi usiłował zdobyć wspólników dla swoich rozległych planów Ci podziwiali go kręcili głowami i woleli nie ryzyko-w'a- c W ciągu trzech lat stracił wszystko Najpierw ogarniała go rozpacz później jwpadł w zupełna apatię przez rok pra- nie nie wstając z łóka i żyjąc na koszt przygodnej kochanki której nawet imię-nla-tera- z przypomnieć sobie nie umiał Zerwał wszelki kontakt i domem Na li-sty matki przestał odpowiadać a z ro-"(frpńslw- em nigdy go nic nie łączyło Kil-'karaz- y wzbierało w nim znowu pragnie-[ńj- e czynnego mocnego życia Wówczas izrywał się zabierał się tło realizacji w icl--kk- h "Interesów olbrzymich projektów Jitón! nigdy nie dochodziły do skutku Patiłlłuntaczjł to pechem inm l po pro-stu fantastycznościa zamierzeń O'' tym długim okresie życia Pawia nłc nie1' wiedziano' w Warszawie Przed czterema )a(y matka odnalazła go pija-ńogodonieprzjtomn- ości w nędznym ho-jelłk- u i i portowym w Marsylii Wówczas jozgodził się wrócić do kraju pod wa-'rUiikie- m że mu 'matka odda swój po-sEżńyiólwarc-zck Jakże wiele sobie obie cywał po tym niewielkim skrawku zie-mi który miał się stać odskocznią wspa llllllllllllllllllNlllllllllllllllilllllllllllllllllHIIIIII Henryk Sienkiewicz l!ihva pod Grunwaldem iiiiiiiiiiiiiwMiiiiiiriiiiiiiiiiw powieści i Henryk komtur człuchowski len sam najząwziętszy wróg polskiego ple-mienia który poprzysiągł ze poty dwa miecze każe przed sobą nosić póki obu w krwi polskiej nie u broczy wymykał się teraz chyłkiem z pola jako lis wy-myka się otoczonego pi zez myśliwców ostępu gdy wtem zajechał mu drogę Zbyszko z Bogdanea Krzyknął komtur widząc nad sobą wzniesiony brzeszczot: "Erbarme dich mciner'" (oszczędź mnie) i złożył z przestrachu ręce co usły-szawszy młody rycerz nie zdołał już wprawdzie wstrzymać ryki i rozmachu ale zdołał jeszcze przekręcić miecz i pła-zem tylko w spasły spotnialy pysk kom-tur- a uderzył I rzucił go potem swemu giermkowi który założywszy mu powióz na szyję powlókł go jak wolu tam do-kąd spędzono wszystkich jeńców krzy-żackich A stary Maćko wciąż szukał na krwa-wym pobojowisku Kimona Lichtensteina — i szczęsny we wszystkim dnia tego los dla Polaków wydal go wreszcie w je-go ręce w zaroślach w których przy taiła się garść uchodzących ze stiaszncgo po-gromu rycerzy Blask słońca który' odbił się w zbrojach zdradził ich obecność przed pościgiem Padli wraz wszyscy na kolana i poddali się natychmiast lecz Maćko dowiedziawszy się iż wielki kom-ju- r Zakonu znajduje sie między Niemc-ami kazał go stawić przed sobą i odjąwszy hełm z głowy zapytał: 4 — Kunonie Lichtensteime zali po-znajesz mnie? A on zmarszczył brwi i utkwiwszy oczy w obliczu Maćka rzekł po chwili: Widziałem cię na dworze w Płoc-ku jT— Nie — odpowiedział Maćko — widziałeś mnie przedtem! Widziałeś mnie jf Krakowie gdym cię błagał o życie mega bratanka który za nierozważny na-pad na ciebie na utratę gardła był ska-za- n Wówczas to ślubowałem Bogu i za-przysiągłem na rycerską cześć iż cię od-najdę i spotkam się z tobą śmiertelnie Mr--' Wiem — odparł Lichtenstein i wydal dumnie usta cbociaz zarazem po- - 12 niałych planów gruntem pod fantastycz-ne gmachy nienasyconych ambicji a pod naciskiem szarej potwornie leniwej rze-ki codzienności zmienił się w barłóg za-szczutego zwierzęcia w ostatni — zda-wało się — etap wegetacji "byłego czło-wieka" 1 nagle ta depesza Tragiczna śmierć i grożąca ruina Wzywają go Miarowy rytm rozpędzonych kół Wagon drży od pośpiechu Więc jest jeszcze do cze-go się śpieszyć1 Więc jeszczcnie prze-gren- a ostatnia stawka! Więc jeszcze raz zanurzy ramiona w gąszczu życia! Czy warto? — Warto warto warto warto — odpowiedziały rozpędzone koła Poczuł w piersi palący zar i sprężył ręce az zatrzeszczały stawy Nie mógł wysiedzieć na miejscu Wstał i wyszedł na korytarz Za oknami szalała śnieży-ca To i będzie zasypany i pociąg utknie Nie1 Nie! Nie namyślając się otworzył okno i wychylił głowę W twarz rozgrza-na uderzył mroźmy wicher głowę oto-cz) ł wir drobnych płatków śniegu Po-dań właśnie wyginał się lukiem zakrę-tu z lokomotywy rwał nabrzmiały luna iskier pióropusz dymu Nie nic go nie zatrzyma nic nie zwolni tego pośpiechu! Zwycięsko zaryczał gwizd parowozu i Pa-weł zawtórował mu dzikim nierozum-nym krzykiem Krzyczał w noc i pustkę krzyczał siła całych szerokich pluć az mu żyły na skroniach nabrzmiały aż palce kurczowo wpiły się we framugę okna Jego powrót do przedziału obudził Żydóweczkę — Czy to były Suwałki? — zapytała przecierając zaspane oczy — Nie' — A pan cały mokry — zauważyła — wychodził pan na jakąś stację? — Nie otwierałem okno Ziewnęła szeroko poprawiła 'kapelu-sik i zapytała — Pan pewno do Warszawy? — Tak a panienka? — Ja też do Warszawy Przyjrzał się jej: była ładniutka i jeszcze bardzo młoda — Pewno do rodziny? — yapylal — Nie szukać zarobku W Warszawie podobno łatwiej A pan za interesami? — Dlaczego myśli panienka że za interesami? Mozę tez dla zarobku — powiedział żartobliwie — Tacy nie potrzebują zarobku — (Wyjąłek i "Krzyżacy" z — — na mnie podniósł Na to twarz Maćka ściągnęła się zło-wrogo i stała się zupełnie do paszczy wilczej podobna — Kimonie Liehtensteinie — rzekł — miecza na bezbronnego nie wzniosę ale to ci powiadam że jeśli mi walki od-mówisz tedy cię każę jak psa na po-wrozie powiesić — Nie mam wyboru stawaj! — za-wołał wielki komtur — Na śmierć nie na niewolę — za-strzegł raz jeszcze Maćko — Na śmierć — I po chwili starli się z sobą wobec niemieckich i polskich rycerzy Młodszy i zręczniejszy byl Kimon lecz Maćko tak dalece siła rąk i nog przeciwnika prze-wyższał ze w mgińcniu oka obalił go na ziemie i kolanem brzuch mu przycisnął Oczy komtura wyszły z przerażenia na wierzch: — Daruj! — jęknął wyrzucając ślinę i pianę ustami — Nie! — odpowiedział nieubłagany Maćko 1 przyłożywszy mizerykordie do szyi przeciwnika pchnął dwukrotnie o tam-ten zaharczal okropnie: fala krwi buch-nęła mu ustami drgawki śmiertelne wstrząsnęły jego ciałem poczem wyprę-żył się i wielka uspokoicielka rycerzy uspokoiła go na zawsze ♦ Bitwa zmieniła sie w rzeź i pościg Kto nie chciał się poddać zginął Wielu bywało w owych czasach na świecie bi-tew i spotkań ale nikt z żywych ludzi nie pamiętał tak strasznego pogromu Padł pod stopami wielkiego króla nie-tylk- o Zakon krzyżacki ale i całe Niem-cy które najświetniejszym rycerstwem wspomagały ona "przednią straż" teu-tonA- a wżerająca się coraz głębiej w ciało słowiańskie Z siedmiuset "białych płaszczów" przodujących jako wodzowie tej germań-skiej powodzi zostało zaledwie piętnastu Czterdzieści przeszło tysięcy ciał leżało w wiekuistym śnie naonyni krwawym boisku Rozliczne chorągwie które w połud-nie jeszcze powiewały nad niezmiernym Hadlmocno — ale ieńcem twoim teraz wojskiem krzyżackim wpadły wszystkie ieltein iiihańMbyś się gdybyś mieczvv krwawe i zwycięskie ręce Polaków 1 "ZWIĄZKOWIEC" LIPIEC (Jy) Środa VI — IW obrzuciła go badawczym spojrzeniem — Jeżeli mają m __ Tacypie mają zarobku i nie po-trzebują Oni mają dochody — zawyro-kowała Paweł roześmiał się — Z czego panienka wnioskuje czy z tej starej i dziurawej burki czy z tego ze jadę trzecia klasa? — Czy ja wiem? — wzruszyła ramio nami — może pan przez oszczędność Mozę przez ostrożność Nie wygląda pan na takiego co by musiał — Za wysoko mnie panienka taksuje Więc na kogo ja wyglądam'?' — Skąd ja mogę wiedzieć? Może zie-mianin może kupiec a może ktoś bar-dzo ważny? Ale prawdziwego pana to zawsze można poznać choćby i nie wiem jak się ubrał — Myli się panienka — pokiwał gło-wą i umilkł Przypomniał sobie ile razy w życiu spotykały go niepowodzenia e tej jedy-nie racji ze brakowało mu odpowiednie-go ekwipunku Wiedział że będąc w do-brej formie miał powierzchowność wzbudzającą zaufanie lecz by to zaufa-nie utrzymać konieczna jest oprawa Wyjeżdżając nie pomyślał o tym jak po-każe się w' domu rodziców w takim sta-nie? Nie chodziło mu o matkę która wi-działa go w jeszcze gorszym i o której zdanie nie dbał Ale inni całe to tak ebee i prawie nieznajome rodzeństwo? Ten jakiś Jachimowski Matka w swoim głupim snobizmie oczywiście ani wspom-niała im nigdy o jego degrengoladzie i o tak zwanym unaćku Im nie może się pokazać tak obdarty Wprawdzie nie przygotowywał sobie z góry żadnych planów wiedział jednak że powinien wywrzeć dodatnie wrażenie Po dłuższym namyśle przyszedł do wnio-sku ze najlepiej będzie zajechać do ja-kiegoś małego hoteliku i tam wytelefo-nowa- ć matkę Ruina nie mina ale prze-cież kilkaset złotych na ubranie i palto dla niego znajdzie Zresztą od czego kredyt Pociąg przyszedł do Warszawy o ós-mej z minutami Paweł wypił na dworcu szklankę kawy i ruszył piesko przez Pra-gę W jakimś sklepiku mleczarskim zwró-cił jego uwagę wywieszony w oknie na-pis' "Telefon czynny" Zmienił zamiar i wszedł W katalogu z łatwością odszukał numer i zadzwonił Odezwał się służący który powiedział że jaśnie pani chora i do aparatu nie podchodzi — Proszę powiedzieć pani że dzwoni syn — Syn? To pan Zdzisław? Jakoś głosu nie poznaję — ociągał się lokaj — Nie Zdzisław cymbale a Paweł — Bardzo przepraszam ale to chyba pomyłka Tu jest mieszkanie państwa Dalczów — Powiedz pani że dzwoni pan Pa-weł Czy długo mam jeszcze z tobą ro Nie ostała nie ocaliła się ani jedna i oto rzucali je teraz polscy i litewscy ry-cerze pod nogi Jagiełły który wznosząc pobożnie oczy ku niebu powtarzał wzru-szonym głosem: "Bóg tak chciał!" Sta-wiano tez przed majestatem pana przed-niejszyc- h jeńców Abdank Skarbek z Gór przywiózł Szczecińskiego księcia Kazi-mierza Trocnowski rycerz czeski księ-cia na Oleśnicy Konrada a Przedipelko Kropidłowskl herbu Dryja mdlejącego z ran Jerzego Gersdorfa który pod cho-rągwią św Jerzego wszystkim gościom rycerskim przywodził Dwadzieścia dwa narody uczestniczy-ły w tej walce Zakonu przeciw Polakom a teraz pisane królewscy spisywali jeń-ców którzy klękając przed majestatem błagali o miłosierdzie i o powrót za oku-pem do domu Cala armia krzyżacka przestała ist-nieć Pogoń polska zdobyła ogromny o-b- óz krzyżacki a w nim prócz niedobit-ków nieprzeliczoną ilość wozów wyłado-wanych pętami na Polaków i winem przygotowanym na wielką ucztę po zwy-cięstwie Słonce chyliło się ku zachodowi Spadł krótki obfity deszcz i potlumił kurzawę Król Witold i Zyndram z Maszkowic gotowali się właśnie zjechać na pobojo-wisko gdy poczęto zwozić przed nich ciała poległych wodzów Litwini przynie śli skłute sulicami pokryło kurzem i po-sok- ą ciało Wielkiego Mistrza Ulryka von Jungingen i położyli je przed królem a on westchnął żałośnie i spoglądając na ogromne zwłoki leżące na wznak na ziemi rzekł: — Oto jest ten który jeszcze dziś rano mniemał się być wyższym nad wszy-stkie mocarze świata Zaczem łzy poczęły mu spływać jak perły po policzkach i po chwili ozwał się znowu: — Ale ze śmiercią walecznych poległ przeto sław ić będziem jego męstwo i god-nym chiześcijanskim uczcimy go pogrze-bem Jakoż zaraz wydal rozkaz bv ciało obmyto starannie w jeziorze by przybra-no je w piękne szaty i przysłoniono nim tiumna oędzie gotowa zakonnym płasz-czem Tymczasem przynoszono coraz nowe zwioki które rozpoznawali jeńcy Przy-niesiono wielkiego komtura Kunona li-chtensteina z gardłem okropnie mizery-- iwiuid iu£i-it-iei- u i marszaua zaKonu Fryderyka Wallenroda i wielkieeo szat-- nego grafa Alberta Szwarcberga i wiel-kiego skarbnika Tomasza Mercheima i grafa Wendego który legł z reki Powały z Taczewa i przeszło sześćset ciał znako-mitych komturów i braci Czeladź kładła ich jednego przy drugim a oni leżeli zmawiać? — zawołał już poirytowanym — Służba tu nawet nie wie o moim istnieniu — pomyślał z-jak- ąś złośliwa sa-tysfakcją W tejże chwili usłyszał w telefonie głos matki: wybuchła potokiem egzalto-wanej radości! Jaki on dobry ze przy-jechał jaki kochany ze nie zostawia ich w nieszczęściu Co ona biedna zrobiłaby bez niego! —Mamo — przerwał sucho — po pierwsze mów po angielsku czy po fran-cusku Po drugie jestem bez grosza i nie mam możliwego ubrania Przyjść do cie-bie nie mogę bo nie chcę w tym stanie prezentować się całej tej twojej rodzince ani służbie — Ależ ia testem w domu sama a sluzbę mogę wyprawić: Osobiście otwo rze ci drzwi tylko zaraz błagam cię przyjeżdżaj "— Jak to sama? Przecie musi byc tam tłok Ciało chyba jeszcze Jest w rkimn? — Nie na szczęście nie Umarłabym ze strachu przecież wiesz jak bardzo trunow sie boie zaorau ao prosemo' rium Co za kompromitacja! Co za skan rii NifJriv mu te?o nie daruie zew f7lmnFk w ifpn wieku móffl nonełnić podobny nietakt i popełnić samobójstwo i to w taki wstrętny sposooi — Ach więc to samobójstwo? — Tak wyobraź sobie powiesił się Wyglądał strasznie! —'Zaraz przyjadę — powiedział Pa-weł i położył słuchawkę Drzwi otworzyła sama pani Józefina i rzuciła mu się na szyję Odsunął ją dość łagodnie ale stanowczo: — Przede wszystkim usiądźmy gdzieś i pomówmy o ubraniu dla mnie Widzisz jak wyglądam — Jezus Maria! Trzeba zaraz do krawca atymczasom może byś się'ubrał w któryś garnitur ojca naturalnie jeżeli się nie' brzydzisz bo ja mam wręcz orga-niczny wstręt do wszystkich przedmio-tów należących do zmarłych — Ja nie mam wstrętu i nie mam czasu na niepotrzebną paplaninę Gdzie jest pokój ojca? Zaprowadziła go do narożnego poko-ju lecz sama -- rile chciała wejść — Tu się powiesił na tym haku Okropne —ściskała syna za ramię' — A ubraniasa w tej szafie? — za-pytał obojętnie — Tak I może byś' się wykąpał? Sa-ma przygotuję ci łazienkę Paweł skinął głową i podczas gdy pa-ni Józefina "zajęła się -- kąpielą wybrał sobie czarne wizytowe ubranie Byl Węż-szy od ojca lecz jednakowy wizrost spra-wiał to że garnitur leżał prawie bez zarzutu Stare ubranie zwinął w Uomok i zamknął w jednej z szuflad na klucz na kształt zrąbanych pni ze zwróconymi ku niebu i białymi jak ich płaszcze twa-rzami z otwartymi szklanymi oczyma w których zastygł miew i duma wście-kłość bojowa i przerażenie Nad ich głowami' pozatykano zdobyte chorągwie — wszystkie!! Wieczorny po-wiew to zwijał to rozwijał barwne płó-tna one zaś szumiały jakby db snu po-ległym Zdała pod zoną widać było od-działy litewskie ciągnące zdobyte1 arma-ty których po raz pierwszy użyli Krzy-żacy w bitwie polnej ale które nie przy-czyniły żadnej szkody zwyciezcem Na wzgórzu koło króla skupili sie naJUięksi rycerze i dysząc utrudzonymi piersiami spoglądali na te chorarvie i na te trupy leżące u ich stóp jak spo-glądają uznojeni żeńcy na zżęte i r -- wiązane snopy Ciężki' był dzień i s'rc-?n- y plon tego żniwa ale oto nadchodlilł nyiei-- ki boży radosny wieczór Wiec' niezmierne szczęście rozlainiłn twarzezwycięzców bo rozumieli wszyscy ze to był wieczór kładący koniec nędzy i trudom nie tylko dnia 'tego ale całych stuleci A król chociaż zdawał sobie sprawę z ogromu kieski iednakie ostrzał ia)ihv w zdumieniu przed siebie i w końcu spytał: — Zali cały Zakon tu leży? znajNaprzteopoowoidedknaniecleśr—wzyr BMryigkin--d-- lj?ayi rzVekńłr:vj — Nadszedł czas iż wyłamane są ich zęoy i odcięta jest ich prawa-ręka!- ! Poczem podniósł dłoń i począł żegnać nietyiko tych którzy leżeli najbliżej-al- e i całe pole "między Grunwaldem a Tan-nenbergie- ni W jaskrawym od blasku zo-rzy 1 oczyszczonym przez deszcz powie-trzu widać było doskonale olbrzymie dymiące krwawe pobojowisko zjeźone ułamkami włóczni rohatyn kos stosami trupów końskich i ludzkich wśród któ-rych sterczały do góry martwe ręce no-gi kopyta — i ciągnęło się owo żałosne pole śmierci z dziesiątkami tysięcy' cia} dalej niż wzrok mógł sięgnąć Czeladź uwijała się nad tym niezmier-nym cmentarzu zbierając broń i zdej-mując zbroje z poległych' A w górze na rumianym niebie wi-chrzyły się już i zataczały kola" stada kru-ków wron i orłów kraczac i radując się rozgłośnie na widok żeni # I nie tylko przeniewierczy Zakon krzy-żacki leżał oto pokotem u stóp króla ale cała potęga- - niemiecka zalewająca dotychczas jak fala nieszczęsne krainy słowiańskie rozbiła sie w tvm Hnin od kupienia o piersi polskie Więc tobie wielka święta przeszłości i tobie krwi ofiarna niech bpd7ip rWała i cześć po wszystkie czasy KONIEC f Ks dr Romuald Zaniewski Teorie 0 POCHODZENIU I ROZWOJU ŻYCIA f A NATURALIZM CHRZEŚCIJAŃSKI 1 nakładem - -- Katolickiego Ośrodka Wydawniczego "YERITAS" Do nabycia w Księgarni "Związkowca" 1475 Qoeen St WsJ — Toronto 3 Ontario I E H ŁUCK BA LLB (ŁUKOWSKI) I R H SMELA BA LLB OPOLSCY ADWOKACI Wspólnicy firmy "dwokacklel BUny Paitrnafc Łuck Smtla Eaglelson J Wation 57 BLOOR ST W róg Bay WA 4753 Oddziały New Toronto l Thlseletown Ont wieczorami za telefo-nlczny- m porozumieniem ' STEFAN A MALICKI LLA ADWOKAT OBROŃCA I NOTARIUSZ Biuro tell AT 90301 W soboty i po godz fl: 1 Rumsey Ret Toronto til HU 14361 Cena $300 ADWOKACI NOTARIUSZE CM BIELSKI ba BcL ADWOKAT I NOTARIUSZ Przyjęcie codziennie — Sulle 404 Board of Trade Bldg 11 Adetalde St West (przy Yonge St) Toronto — EM 2-12- 51 Wieczorami za uprzednim telefonicznym porozumieniem JAN L Z GÓRA ADWOKAT - OBROŃCA NOTAR -- SZ Tel Biura: LE 3-12- 11 1479 Quttn St W — Toronto is GEORGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1134 Dundas St W Toronto Tel LE 4-84- 31 1 LE 4-84- 32 is G HEIFETZ BA ADWOKAT S HEIFETZ NOTARIUSZ a Walllnjton St W Toronto Ont EM 4-44- 51 wltczoratnl WA 3-44- 15 IS "s PRENUMERATORA "Związkowca" proszeni są o sprawdzenie ciy5 gUarzzeęcdiue poPdoaczntoowpeogporawnJeyślinuimfj proszeni są o podanie imianf-- 1 administracji "Związkowca" łatwi to i przyspieszy doreciC 1475 QUEEN ST W "J TORONTO 3 la Dr Władysława [" SADAUSKAS £ LEKARZ DENTYSTA Jjń (drugi dom od Konust Miesi £ą Przyjmuje uprzednim telfkt tucznym porozumieniem f{e Telefon LE 1-4- 250 12? Grenadier Rd — Dr E WACHNA liii DENTYSTA fiodziny: 10- -12 I Jj 386 Bathurst — EM U!!!' "? -- PI Dr S D BRIGEL i LEKARZ DENTYSTA jy CHIRURG — STOMATOLM Specialltta chorób lamy uitnt] L- - PliysIclunN & SurKcons' liulldkilw Kaiiceljrla Nu fi 86 Bloor St W — TorontiSr Telefon WA 2 0056 j£ UlTI fkt Dr M LUCYK DENTYSTA 2092 Dundas ToionhR Tel RO 9-46- 82 i'b li- - ubbomm :' Br BUKOWSKA BEJNAR 274 Roneesvalles Av (pr?y iei)iiri'łi Tel 2-54- 93 Godrlny przyjęć: codleiinle J rano 8 wlec? łolwty: ni W 4 ttlee Jfc Jan Alexandrowicz — Notary Public POLSKIE BIURO INFORMACYJNE Pomoc w sprawach rodzinnych spadkowych i majątkowych Polsce — Kontrakty i inne dokumenty ImiEracja Iwome Kumaczeuia Toronto Ont 618-- A Cłuetn St Wit Okulistka LE Tl EM 8-54- 41 11 ™ Zamawiajcie u nas oliwi opałową Naszym stałym odbiorcom wykonujemy czyszczenie i ca'or°J!i1' obsługę pieca (furnace) za jednorazową opłatę TYLKO Naprawiamy I wstawiamy NOWE piece (furnaces) DNIPROOIL CO LTD TORONTO — 204 Bathurst — EM 6-65- 39 OSHAWA — 190 Bloor East — RO 8-07- 62 ! W Oshawie też korzystajcie z naszej Stacji Benzynowej : MÓWIMY PO POLSKU J Twoie oszczędności beda DENTYŚCI OKULIŚCI m L Ł Ł tt% m mm fiiot" BEZPIECZNE w Oli ▼ i Od 143 łat Banlt Montreal czuwa nad oszczędnościami ' swoich klientów Przez te wszystkie łata Bank of Montreal nigdy nie odmówił wypłaty każdego włożonego dolara jeżeli klienj go potrzebował Dziś ponad dwa miliony KjnaołJ" czyków oszczędza w Bank of Montreal k Niech of M czuwa i nad Twoimi oszczędnościami Olwór: jeszcze diis konto oszczędnościowe w najbliższym oddziel' Bank of Montreal Pierwszy Bank Kanady CZY MASZ W DOMU KOSZTOWNOŚCI? Biżuterię? Ważne papiery? Akcje? Wynajmij w of M schowek bankowy i złóż w nim przedmioty wartościowe gdzie będą bezpieczne od ognia i kradzieży Kosztuje mniej niż dwa centy dziennie i możesz otwo-rzyć swój schowek o każdej porze w ciągu godnn pracy bajiku I tylko Ty sam możesz go otworzyć Załatw to sobie jeszcze dz'ś Współpracujący z Kanadyjczykami każdym kroku ich iyert " r ' cc [ -- kt za V Wi i kt of to 2- -8 St 270 St W OD zv U r od do w do Kr Zr ru St St B B na pi IP U I" i: le 'v 81 M In fc' L L R |
Tags
Comments
Post a Comment for 000258a
