000041b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
X
Jerzy Giżycki
NA POŁUDNIE OD PIEKŁA
Opowieść 1 kraju na południa od tego piekła na ziemi Saha
Zapominając o swym gniewie Ken
oCć"miał sie "weno aeri ssie cierne ii mMe " r—oiem uJ_o iTNVTa„i1y LIrTuwini_e- -
n iPdnak dać parę kopniaków tej
ltioi czarnej małpie która nie wyko- -
££ moich rozkazów"
ifata wzruszył ramionami "Dobrze
3u-vrzu-ć
mnie I tak pora już bym
iedził mego ojca moją matkę
--lZ szybko opanowanym uśmiechem '! no walizkę Massona
J Zaczynali nową szklankę aperitifu
hi i'„n nnwiedział: "Co sie dzieie Fer--
JŁ? Jesteś jakiś inny niż zwykle Coś
m me w puiu
(jjlasson poruszył się niespokojnie na
Ja fji "Min cnppialnptrn Tn iocr Ąiv chodzi o mnie" P Ken spojrzał na niego ostro Nastą- -
jjja pauza fotem masson powieaziai
starając się bez powodzenia nadać swe- -
m głosowi beztroskie brzmienie "Kil- -
dni temu Dyieni z wiyią u pausiwa
Ramaillet Nasze terytoria admini-iwin- e
stykają się i niektóre sprawy
jfthodzace oba okręgi musiały wreszcie
m omówione Wiesz jak to było zeszłym
pędowych"
Ken skinął głową "Tak wiem No 1
tam sprawy w Ganda? Wielki Nat-alie
Pierwsza Dama Okręgu doktór
Ivałsvkański kupiec — jakie tam jego
Mzwisko zapomniałem O tak! Prawie
niomniałem o jeszcze jednej ważnej
isdbistości — Amorku!" Jego próba żart-u
nie oszukała Massona i "Pan Antonetti nie żyje"
K Ręce Kena zacisnęły się na poręczy
:la"Jak to się staior'
"Wąż go ukąsił
jj wyZ nie uyiu szuzcpiuiiiii' lnuja tam
ecież lekarza Pozatem czyż naczelni-okręgó-w
i podokręgów nie mają obo- -
zku posiadania w swych apteczkach
ków przeciw jadowitym wężom?"
"Tak Ale tvm razem wszystko mia- -
lóljakiś niefortunny przebieg Parę dni
reśmej były dwa wypadki ukąszenia
rzynów przez węże i doktór Lebrun
serum Prosił naczelnika o spro- -
Mazenie dla niego nowego zapasu z
nako wiesz jak to jest — wszystko
1 byc robione przez 'właściwe czyn- -
F Ken skfnąfgłową "Tak wiem — biu- -
racja jest taka sama wszędzie No 1
dalej?" przynaglał niecierpliwie
SL —s—%"—
-
Maria Rodziewiczówna
i
0=(£=(K ()=()
l 1 ¥' £ Gawędząc stary patrzył na Swidę jak
Wbraz A powstaniec się ubrał gorącz- - gk potem objął za szyję wiernego
& tiśeisnął go jak brata
£- - Chodźmy! '—naglił
C— Nic można paniczu!' -- Panienka
fiszka u 'starszego -- dozorcy — nie po- -
$ ni was widzieć 'zdrowym! Zaczekajcie
g utę przyjdzie sama -- I jej do was
fjłno! Usiądźcie kolo pieca!
[świda usłuchał lecz' za chwilę się
wat vvyaeiiKaconyi cnproDą słucn
poznał dalekrkfbk — poskoczyl 'do
tti i otworzył 'je ria oścież-Ja- k
jasny anioł jego kochanie weszło
'ej czarnej wstrętnej otchłani Wzdry- -
" aiy wioząc go UDranym sąazna ze
gorączkę — a ón do nóg jej" się usu- -
I D0dnińsłs7V rnTnrnrrtimiinnp źrfmi
lo'mizernej twarzyczki wzrpkienf ie
m "l to co czuł bo mu brakło słów
M osu
M raz pierwszv 7ihrnkłn Władcn nano
W$ ia nad sobą' Pochyliła się ku niemu rJo ciemnej głowy i objąwszy ją dłoń
"laKata — ze szczęścia!
4v c b'10 icn powitanie!
stanowili dziwny obraz On wyne- - fly straszny w swej świtce katorżni
"'a ueuKama szczupła Diaaa a cu
nie piękna Łzawymi oczyma pa- -
1 W SlPhlO 1 nmifrtli itMrMtii"ilir irrt ca
-- epetoionei duszv urvwane krótkie
'Zy A starv TnlłnrmviP7 cnntflnHał
'ich i nłakflł ' '
pWoa oprzytomniała pierwsza
""juł jjdiu — szepnęła — uzy się
!lto wstawać z posłania bedac tak
m!
1 ja tak mówiłem! — wmieszał sic
reWiCZ — alo nonin niltinm nnetn
lWa StarS7Vnh 75nnmnial
wida się podniósł i wyprostował ol- -
"i-- i porywem nadludzkiego zapału
upomniałem prawda wszystkie-'nek- ł
z promieniem woczach —
miałem i mai-- i -- nr: i Jrnrti'oi
Węiszej nędzy! Zda mi się że" mię- - "ij i naszymi zaręczynami w btu--
Jedna noc była — "i już minęła
— "ł"lv-- uęzKiego aajcie 1111 u Walczyć! Żehvś łv winrWil ":tnrv
eSom ia (pm „ł„i„„i
Tak 1 tl7Pha nantnttt Vn lolrtl--3 f oroga przed wami — i ciężka
Przedle mną? — spytał
nr
51
Gdy wąż ukąsił Antonettiego Stella
poszła po serum przechowywane zawsze
w małej szafce z lekarstwami w łazien-ce
rezydencji Pudełko było tam ale
puste Buteleczka z serum zniknęła Nikt
nie wie co się z nią stało"
"Dziwne" powiedział 'Ken bębniąc
nerwowo palcami po poręczy fotela
"To samo myślała Stella" Masson
położył wyraźny nacisk na Stella
Ken rzucił przyjacielowi badawcze
spojrzenie "A naczelnik?"
"De Ramaillet potraktował całą spra-wę
dziwnie lekko Był zdania że ktoś ze
służby musiał skraść serum myśląc mo-że
że to perfumy lub jakieś cudowne
lekarstwo na różne dolegliwości"
Ken milczał czas jakiś potem powie-dział:
"To tłumaczenie wydaje mi się
podejrzanym"
Masson dodał: "Jak zresztą cała ta
sprawa"
"Co chcesz przez to nowiedzieć?"
"Oto jak to wszystko się stało Opie-ram
tę swoją relację na tym co sły-szałem
od Stelli i doktora Lebrun Tego
wieczora tych kilku białych z których
się składało "europejskie" zaludnienie
Gandy — byli w domu naczelnika""1
Ken żachnął się "Jak to — więc
nie stało się to gdzieś w lesie?"
"Nie I to iest iedna z dziwnych stron
tej sprawy De Ramaillet był podobno
jakiś niespokojny od czasu do czasu
spoglądał przez nieoszklone okno na we-randę
niewyraźnie oświetloną odblas-kiem
lampy w salonie Jeżeli chodzi o
ścisłość — dc Ramaillet zmienił się od
naszego tam pobytu Według Stelli —
zdawał się on przyjmować za dobrą mo-netę
jej wyjaśnienie przyjaźni z Anto-netti- m
Ale od tej pamiętnej nocy był
on wciąż zdenerwowany i niespokojny
Raptem naczelnik krzyknął podnieco-nym
głosem: "Wąż na werandzie!" Stel-la
wstała z fotela by zawołać boya ale
de Ramaillet powstrzymał ia "Słysze
liśmy nieraz' powiedział 'że pan Anto-netti
podczas swego pobytu w Ameryce
Południowej nauczył sie od tamleiszvch
Indian jak łowić węże gołymi rękami
Nie znam się na wężach i nie wiem
czy ten jest jadowity czy nie W każdym
razie pan Antonetti ma tu świetną oka
zję do zademonstrowania nam swej
sztuki"
Na to kupiec odpowiedział żartobli
9S
44
Pożary Zgliszcza s
Władka usiadła przy ogniu a on znów
ukląkł przed 'nią cały drżący
— Daj mu oprzytomnieć Ignacy! V
wtrąciła'— Na troski %i biedy on stwo-rzony
sńadź i podoła im ale tymczasem
niech spocznie niech' spocznie!
Swida pobladł wziął jej 'ręce w
dłonie ' '
— Pani porzuci mnie tutaj! W od
wiedziny tylko przyszła i wróci! — za-gadnął
'z rozpaczą w głosie
— Ja? Przyszłam po pana! —odpar-ła
'smętnie
— Carską łaskę mi pani przynosi?
— O łaskę' carską ja nie potraf ię' pro-sić!
Wolę" zginąć z panem w ucieczce!
Powstaniec zwiesił głowę _ A ieżeli dosonia — i panią skażą?
ftime tez
kim
Pn" -- w - I Albo to nad wami sierotami Boga
nie ma albo to panicz sto razy w oczy
śmierci patrzył a przeto żyje! Szczę-ście
wam jeszcze w niebie zapisane i
przyjdzie oj przyjdzie
Władka zadrżała jak grot zatruty
tknęła' ia ta przepowiednia wzbudziła
wspomnienie Czaplica
—Razem cierpieć nie boli! — szep-nęła
' — Nie boli! — powtórzył iSwida —
Jam gotów na wszystko! Pójdziem! A
niech przyjdzie kto rozazieiic niecn
się spróbuje ze mną
wymówiła uro-czyście
Władka
— Nawet śmierć niech próbuje!
— odparł z dawną swą zuchwałą ener-gią
Pójdziemy! Kiedy?
Już sie zrywał do czynu jak sokół
do lotu ten sam co'tam w skrwawionym
kraju wiódł partię wśród chłopstwa i ko-zaków
kiedyś!'
— ie zaraz! — rzekła — fan musi
zupełnie wyzdrowieć Makarewicz wyle
czyć różę w nodze!
— Ej panieneczko mogę zostać
tutaj! Zawada wam będę! Starym i nie-dołęga
a róża to złośliwa — nie wiem
zagoi Oddałem paniczowi pa-nienkę
to i koniec! Póidę do starego
pananądniffliłuib?!ltoeisnul
is-- — "" ' VV tt" - -- " ~-i'- T'f
f" rrT
Ą
"ZWIĄZKOWIEC" LUTY (February) środa 4—1959
wie że opuścił Amerykę siedem lat te
mu 1 ze nie był juz bardzo pewny swej
techniki De Ramaillet zaczął się śmiać
sarkastycznie i powiedział że zapropono-wał
on to jedynie dla potwierdzenia swe-go
przekonania że cała ta historia z ło-wieniem
węży był to tylko produkt
'podzwrotnikowej' wyobraźni Korsykani-na
Zauważyłeś zapewne jak de Ramail
let dumny ze swego normandzkiego po
chodzenia ustosunkowuje się pogardli
do osób pochodzących 'południa'"
"Tak zauważyłem to No i?"
"Stella próbowała załagodzić całą tę
sprawę Na to jej mąż zrobił zjadliwą
uwagę na temat jej wielkiej dbałości o
swego towarzysza długich konnych wy-cieczek
Antonetti wyraźnie zirytowany
wstał i po chwili namysłu wyszedł na
werandę chwycił węża i ten go 'ugryzł
Wiesz jak się to skończyło"
Nastąpiła długa pauza Potem Ken
powiedział jak gdyby do siebie: "Tak
Sporo w tej historii wydaje się podej-rzanym
A jednak"
powiedzieć że nie ma solid-nych
podstaw do sądzenia że ten 'wy-padek'
mógłby łatwo być po prostu
morderstwem?"
"Tak właśnie"
"Ja myślę to samo Ale potem do-szły
nowe" fakty Stosownie do dr Le-brun
wąż był w stanie niezwykłego po
drażnienia Pozatem — to się dowiedzia-łem
od mego czarnego szofera — były
jakieś gadaniny wśród służby na temat
tubylczego strzelca naczelnika pełnią
cego również funkcje jego zaufanego
szpicla Podobno widziano go wymykają
cego się chyłkiem spod werandy w chwi
lę po tym jak Antonetti został uką-szony"
Ken który nawpół leżał w swym
głębokim fotelu podniósł się szybko
"Więc myślisz?"
Masson skinął głową potakująco
"Tak A nie?"'
Nastąpiła długa pauza podczas któ-rej
myśli kłębiły się w mózgach obu
przyjaciół Wreszcie Ken przerwał mil-czenie:
"Fer — przestańmy operować do-myślnika- mi
Nie przyjechałeś do mnie
by mi powiedzieć że Korsykanin nie
żyje i że de Ramaillet bzikuje Ani
ani ja — nie dbamy o to co się dzieje
z tymi typkami Więc musi ci chodzić
o Stellę Ali right — co masz do powie-dzenia?
Czy sądzisz że grozi jej niebez-pieczeństwo?"
"Nie Ken nie sądzę Jeżeli moja
ocena mentalności de Ramailetfa' jest
słuszna — a sądzę że jest — wszystkie
jego posiadłości są święte" Widząc że
Ken się żachnął na słowo "posiadłości"
dodał pośpiesznie: "Niefortunne wyra-żenie
wybacz Wiesz jednak co migiem
na myśli Jest ogromna różnica między
wyeliminowaniem ewentualnego rywala
stworzenia znacznie niższego od niego
tafcjifcw r ~
Swida poskoczył oburzony
— Stary za kogo nas masz! I kro-kiem
nie ruszym bez ciebie!
— Kiedy tak to czekajmy! — wes-tchnął
sługa — Może da Bóg dobrą
myśl i poradę
Władka wstała dobyła z koszyka po--
siteK 1 wino 1 usługiwać poczęła swidzie
zachęcając spojrzeniem i uśmiechem
Oświecał tę ucztę czerwony żar z pie-ca
— lampki nie zapalili by nie zwró-cić
uwagi stróżów — Makarewicz :o
chwila wyglądał na ulicę i' nasłuchiwał
Itesztki biesiady sprzątnięta strażnik zat
palił 'fajeczkę wyszedł przez próg i otu-- i
liwszy się od wieczornego chłodu roz-myślał
Pilnował-ic- h spokoju' i szczęścia
łagodny uśmiech wygładzał chwilamhje---
go twarz fałdziśtą i szpetną obmyślał dla
nicn uwolnienie
W izbie zaległa - głęboka ciemność
Zbolała słaba flowa chorego spocźywa:
ła na kolanach Władki drobne jej dło-nie
chłodziły jego "rozpalone czoło '—
milczeli oboje" Dusze ich targane bólem
nadudzkim znękane bezustanną męką
zmordowane bezowocną walką — odtaja-ł- y
nagle rozpłynęły się w nieznaną im
prawie rozkoszna ciszę Za nimi było
morze krwi i łez przed nimi morze go- -
— będziemy razem! Dcazie ryczy — ia unwna uvia etapem Kroi-dobrz- e!
— uśmiechnęła sie patrząc w i przelotnym'
jego niespokojne oczy — Zielono u nas teraz i ciepło! —
zmord _ en _ rzekł Makarewicz) Kiwawa ~ KniC Myśmy dali siły
o
—
—
—
blednąc
Chyba śmierć! —
i
—
—
i
"Chcesz
krew ziemię wyrównaliśmy wrogom
drogę do triumfu!
— Stało się jak pan piorokował!
Jam pana zgubiła namową! Daruje mi
nn n ?
— Ja zawsze byłem szczęśliwy przed
panią! — oparł poważnie — ideały wa-sze
wziąłem w duszę i mvśli wasze mo
mi się stały O! dobrze mi zawsze
i doli bym swej nie zmienił na żadną"
od chwili ?dym z rąk waszych wziął
orła i poszedł A teraz — teraz niebo
mam w duszy i światy bym z posad po-ruszał
dla pani!
— Nie zobaczymy już swej zienu —
zielonych zalewów i ciemnych borów an!
Studzianki ani grobów naszych bohate-rów
Jak szkodliwe zwierzę tropić nas
będą i gonić Nie spoczniemy nigdy!
— Czy pani strach i żal? — zagadnął
— Ja będę z panem! — szepnęła
Gorące jej oczy zaszły mgła głos 'z
gardła nie zdołał się — ręce jej
przycisnął do piersi udzieszalało serce ' — Będziemy dla siebie krajem dźwi-gnią
braterstwem marzeniem czynem
ideałem wszystkim! wyjąkał — aż w
śmierć połączeni!
— Aż w śmierć! powtórzyła ona
Byłatojch ślubna przysięga
A miał on przed nią taką cześć że
(wc"iae8dł'u"agt'jzeglgiikaowułpiudrcozwewkuaonnpiaernmzeia'uiewagłoakwstnóierjjyegżomoónżgyy-ł
To byłoby przekreśleniem ważnej części
jego planów Przyznaniem się do po- rażki A jego miłość własna nie mogłaby
tego znieść"
Ken namyślał się chwilę Potem po- wiedział nerwowo: "Ale sam powiedzia
łeś ze ae amauiet się zmienił że
dziwnie się zachowuje Przypuśćmy że
całkiem zbzikuje — co wtedy? Nie'bv
granicy dla przykrych możliwości
Pozatem — wyobrażam sobie w jakint
stanie umysłu jest Powinniśmy tam pojechać!"
Po raz pierwszy od początku ich
rozmowy Masson uśmiechnął się zlekka
"Tak Ken — i ja tak sądzę Właśnie
dla tego jestem tutaj Chciałem jednak
by ta sugestia wyszła od ciebie"
Ken podniósł się z fotela jednym
ruchem krzyknął ostro: "Nata!"
Ledwie zdążył zamknąć usta gdy
masywny Lobi wszedł do 'pokoju Mu- siał bvć za seko ndH7ipl1inrvm oinn
od kredensu
"Tak panie" oświadczył snnl-nini- n nie czekając na to co Ken miałby do
powiedzenia "Kzeczy są spakowane"
Obaj biali spoirzeli na niepn onln
mieni Potem się roześmiał
ino no — ta perta między boyami znów
nam pokazała jak pracuje dobry boy!"
"Skąd u diabła wiedziałeś?"' ™riv
tai tven
"Mam dobre oczy dobre uszy Gdy
pan Masson przyjechał — nie śmiał się
On się nie śmieje — musi być coś nie-dobrze
Ty dobry przyjaciel — ty je-dzic- s?
"Weil 111 be" zaczął Ken po an-gielsku
swe ulubione wyrażenie zdzi-wienia
"A prairie dog's unele" — skoń-czył
za niego Fernand
I obaj pomimo powagi sytuacji wy-buchn- ęli śmiechem
Naczelnik nie wyszedł na ich spotka-nie
Znaleźli 00 w roeu salonu 1 npk--i
tym kielichem Armagnac'u w z
twarzą jeszcze bardziej szaro-żółt- ą niż
normalnie Zrobił ruch jak gdyby miał
podnieść 1 się z fotela opadł nań jednak
natychmiast
"Witajcie w mojej w naszej skrom-nej
chacie Jaki dobry wiatr was tu
przywiał? Mam nadzieie że nrzvhvHirii
uświetnić swoia obecnością' nnsz i'ntrpl
szy obchód — To bardzo łaskawie z
waszej strony biadajcie proszę Co mogę
wam nalać? Ten armagnac nic-- jest zły
pozwalam sobie powiedzieć"
De Ramaillet który zwykle mówił
wolno i ciągnąc słowa "arystokratycz-nie"
— teraz paplał szybko w dobro-duszny
sposób który zupełnie nie od-powiadał
jego typowi
Wujem chomika stepowego
w tę noc czarną i pozostała u posłania
trzymając jego dłoń i usypiając jak
dziecko
O świcie zaledwie przypomniała so-bie
Makarewicza Swida spał więc wy-szła
cicho Strażnik leżał w poprzek
drzwi w burkę owinięty i czuwał Wstał
z wysiłkiem
— Spi panicz? — zagadnął
— śpi Zostań przy nim Ignacy
ogrzej się Drżysz cały
— To nic! Małom to ja nocy nie do-spa- ł!
Panienka niech zostanie ja po-biegnę
do telegi i koni Zdaje się że
mam w ręku'- -
— Co? — spytała
- — 'Plan ucieczki! Polem opowiem!
— A twoja noga?
— Ej dobrze! W oczach się goi!
Władka uspokojona napoiła go
i pożegnała prawie wesoło Zwija'
to się tak raźno po izbic' i wyszedł po-gwizdując
Dopiero zadrzwiami opadł jego sztucz-ny
animusz o kiju stękając wpół zgię-ty
'wlókł się ulicą na znać było
walkę z cierpieniem i długo szed}'te kro-ków
kilkadziesiąt do domostwa -G-ier-
szaiodstawnegoyda
sołdata gdzie ulo-kowany
był tarantas i trójka koni Za
przęgiem tym stary przewiózł Władkę
w poprzek całej Rosji
Wszedł do szopy uśmiechnął się z
_ iNe l0 Zgy xi- - zadowoleniem do spasłych rumaków "-- 1 obrachował uprząż spróbował ręką mo- -
SZeRtał UlIICll Jd{ no zmorze Bo 10 uyia cy lelerji zloty pieniądz rzucił Gierszowi
fTinnć? węcej!
nie
'nas
ja
się
—
wie
ty
ty
To
było
—
dobyć
—
—
łoby
Stella
Masson
ręku
wi-nem
twarzy
za obrok 1 zgrzebło a sam zaszedł do
izby gościnnej i wdał się w gawędy z
gawiedzią otaczającą stoły
Zajmowały go bardzo kopalnie ich
rozłożenie wielkość proces dobywania
miedzi
Po godzinie zapłacił rachunek i wrń
cił do stajni Ciemno w niej było i pusto
pomimo to Makarewicz obejrzał nieufnii
kąty i zaszedł w -- kąt gdzie parsknął i
dziko chrapał deresz hołoblowy dziki
stepowieć który z jego tylko ręki brał
jadło i napój
—-- Drop to ja! — zawołał go z cicha
gładząc po szyi
Koń się uspokoił obwąchał go i!do-- '
stawszy zwykła rację obroku ukrył gło
wę w żłobie Stary obok niego usiadł m
ziemi zdjął but i rozwinął pokaleczoną
nogę Róża zżarła ją po kolano — był?
tó jedna okropna rana Stary-- obejrzał
ją westchnął i z cicha głową pokiwał
— Oj nie pójdę z wami moje sie:
roty nie pójdę! — szepnął — Tutaj
w Uralu trza będzie kości położyć i was
pożegnać!
Opuścił ręce i zapatrzył się bezmyśl-nie
przed siebie w szary pułap stajenny
Drop zdziwiony nieruchomością sweco
chlebodawcy spuścił dymiące nozdrza i
z cicha zarżał ale stary raz pierwszy
nie miał dla ulubieńca pieszczoty i nie
jej nawet myśląlszałujiie skalał a miała spojrzał nawet Zajmowały go zbyt smu- -
— Ignacy! — zawołała onadlańjtaką wiarcf że nie odeszła odeń I tne i ważne rzeczy
I
DLA ZABEZPIECZENIA
WASZYCH OCZU ZEISS
Punkial
szkła do okularów
już do nabycia w Kanadzie
Pytajcie o nie u Waszego
£DPMalistv nrl nr7ii
1 S
ADWOKACI i NOTARIUSZE
GEORGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1147 Dundas St W Toronto
Ttl LE 4-84- 31 I LE 44432
1 s
E H ŁUCK BA LLB
(ŁUKOWSKI)
I R H SMELA BA LLB
POLSCY ADWOKACI
Wspólnicy firmy adwokackiej
Blaney Pasternak Łuck & Smela
57 BLOOR ST W róg Bay WA 4-97- 55 przyjmują wieczorami za telefonia- -
1 S
G HEIFETZ BA
ADWOKAT
S HEIFETZ
NOTARIUSZ
55 Wellington St W Toronto Ont
EM 6-44- 51 wieczorem WA 34495
1 S
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
1437 Queen St W — Toronto
Tel Biura: LE 3-12-
11 Mieszk: AT 9-84-
65 i s
CM BIELSKI babcl
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Przyjęcie codziennie — Sultc 702
Hcrmant Mrig
21 Dundas Square
(przy Yongc St)
Toronto — EM 2-12- 51
Wieczorami za uprzednim
telefonicznym porozumieniem
2 w
Alboimy to jacy tacy chłopcy
chwaccy zwUzkowiacy
OKULIŚCI
STR 7
OKULISTKI
Br Bukowska-Bejna- r O D
Wiktoria Bukowska O D
prowadzą nowoczesny gabinet
okulistyczny przy
27 Roncesvalles Avenut
obok Geoffrey St
Tel LE 2-54-
93
Godziny przyjęć: codziennie od 1C rano do 8 wlocjór W soboty od
10 rano do 4 po pot 1 S
Dr Tadeusz Więckowski
LEKARZ DENTYSTA
Tel WA 24)844
310 Bloor St W — Toronto
przyjmuje" po uprzednim porozumie- niu telefonicznym 2 W
Dr E WACHNA
DENTYSTA
Godziny: 10—12 i 2—8
386 Bathurst St — EM 4-65- 15
2 W
Dr M LUCYK
DENTYSTA
2092 Dundas St W Toronto
Tel RO 94682
2 W
Dr H
DENTYSTA
71 Howard Park Avt
(róg Itoneesvolles)
Godz przyjęć za zam telefon
LE 1-2-
005 l 6
Dr S D BRIGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — STOMATOLOG
Speclallsta chorób amy uttn
Physlclans' & Surpcons' Bulldlng
Kancelaria No 270
86 Bloor St W — „Toronta
Telofon WA 2-00-
56
2 W
Dr Władysława
SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
129 Grenadier Rd
(drugi dom od Ronresvalle)
Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
Telefon LE 1-4-
250 8'
Zbigniew H Boyko DC
DOKTOR CHIROPRAKTYKI
Specjalizacja leczenia artretyzmu reumatyzmu
lumbago syjutyki dolegliwości muskułóvi
i stawów
Gabinet wyposażony w najnowsze urządzenia
X-R- ay — prześwietlenia
78 LAKESHORE RD MIMICO CL 5-22-
31
88-W-1- U
DENTYSC)
SCHWABE
ln"THP i"'' rU tfSiifl
ART0NA STUDIO — Polski zakład fotograficzny
Zdjęcia ślubne — Portrety — Specjalizujemy się w zdjęciach
dzieci — Obfclugujemy wszystkie zbiorowe Imprezy wesela
uroczystości prywatne 1 organizacyjne
120 Bloor St W — Tel RO 9-90- 92 „wloczoramlr RO'7r7JOt
Właściciel F WIECZOREK
-
c
NAPOJE NAJBARDZIEJ ZBLIŻONE " r
("#-J- 1
DO TYCH KTÓRE TAK WAM SMA-- '„-"- ': '
KOWALY W KRAJU 'RODZlNNYM - rf''_( '
' I
Cola - Ginger Ale - Orange - Cream Soda j
BEZPŁATNA DOSTAWA WAiRllt I
I na bankiety i inne okazje K
W TORONTO W
w dnie powszednie
TELEFONUJCIE do godz 7 wiecz
Nie dostarczamy towaru do prywatnych domów
Paczki PEKAO do Polski
DO WYBORU ŻYWNOŚĆ MATERIAŁY PREZENTY
LUB WYMIENIALNE NA PIENIĄDZE
(prawie 100 złotych u dolara)
Janiąue Trading - J Kamieński
TORONTO Onri 835 Oueen St W — Tel EM 44025
EDMONTON Alła: 10649 97th Street — Tel 2-38- 39
RÓWNIEŻ WSZELKIE LEKARSTWA ITP
Najszybciej i najtaniej! Wolne od cła!
ŚWIEŻE POMARAŃCZE I CYTRYNY
PopiarajcU łych kłórzy ogłaizają tlę w "Związkowcu"" "
''m&dnł&ttt ?&&
--_- %
jrtJi „_ — ł r--i
i
Im
m
Mi
te 8
A Ki
( 1ś
S
i 'trp
t:
mI
m
p
t
N
lMt
h
i i f hitS
i ~i 1 1
fer
ifj a
7- 1- 'i
fJ1
'Mi ł'l
i m uji:iri &(
te%r mi
: n%Vif W m CifliŁ l n mum
£ !tMtm2M
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, February 04, 1959 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1959-02-04 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000279 |
Description
| Title | 000041b |
| OCR text | X Jerzy Giżycki NA POŁUDNIE OD PIEKŁA Opowieść 1 kraju na południa od tego piekła na ziemi Saha Zapominając o swym gniewie Ken oCć"miał sie "weno aeri ssie cierne ii mMe " r—oiem uJ_o iTNVTa„i1y LIrTuwini_e- - n iPdnak dać parę kopniaków tej ltioi czarnej małpie która nie wyko- - ££ moich rozkazów" ifata wzruszył ramionami "Dobrze 3u-vrzu-ć mnie I tak pora już bym iedził mego ojca moją matkę --lZ szybko opanowanym uśmiechem '! no walizkę Massona J Zaczynali nową szklankę aperitifu hi i'„n nnwiedział: "Co sie dzieie Fer-- JŁ? Jesteś jakiś inny niż zwykle Coś m me w puiu (jjlasson poruszył się niespokojnie na Ja fji "Min cnppialnptrn Tn iocr Ąiv chodzi o mnie" P Ken spojrzał na niego ostro Nastą- - jjja pauza fotem masson powieaziai starając się bez powodzenia nadać swe- - m głosowi beztroskie brzmienie "Kil- - dni temu Dyieni z wiyią u pausiwa Ramaillet Nasze terytoria admini-iwin- e stykają się i niektóre sprawy jfthodzace oba okręgi musiały wreszcie m omówione Wiesz jak to było zeszłym pędowych" Ken skinął głową "Tak wiem No 1 tam sprawy w Ganda? Wielki Nat-alie Pierwsza Dama Okręgu doktór Ivałsvkański kupiec — jakie tam jego Mzwisko zapomniałem O tak! Prawie niomniałem o jeszcze jednej ważnej isdbistości — Amorku!" Jego próba żart-u nie oszukała Massona i "Pan Antonetti nie żyje" K Ręce Kena zacisnęły się na poręczy :la"Jak to się staior' "Wąż go ukąsił jj wyZ nie uyiu szuzcpiuiiiii' lnuja tam ecież lekarza Pozatem czyż naczelni-okręgó-w i podokręgów nie mają obo- - zku posiadania w swych apteczkach ków przeciw jadowitym wężom?" "Tak Ale tvm razem wszystko mia- - lóljakiś niefortunny przebieg Parę dni reśmej były dwa wypadki ukąszenia rzynów przez węże i doktór Lebrun serum Prosił naczelnika o spro- - Mazenie dla niego nowego zapasu z nako wiesz jak to jest — wszystko 1 byc robione przez 'właściwe czyn- - F Ken skfnąfgłową "Tak wiem — biu- - racja jest taka sama wszędzie No 1 dalej?" przynaglał niecierpliwie SL —s—%"— - Maria Rodziewiczówna i 0=(£=(K ()=() l 1 ¥' £ Gawędząc stary patrzył na Swidę jak Wbraz A powstaniec się ubrał gorącz- - gk potem objął za szyję wiernego & tiśeisnął go jak brata £- - Chodźmy! '—naglił C— Nic można paniczu!' -- Panienka fiszka u 'starszego -- dozorcy — nie po- - $ ni was widzieć 'zdrowym! Zaczekajcie g utę przyjdzie sama -- I jej do was fjłno! Usiądźcie kolo pieca! [świda usłuchał lecz' za chwilę się wat vvyaeiiKaconyi cnproDą słucn poznał dalekrkfbk — poskoczyl 'do tti i otworzył 'je ria oścież-Ja- k jasny anioł jego kochanie weszło 'ej czarnej wstrętnej otchłani Wzdry- - " aiy wioząc go UDranym sąazna ze gorączkę — a ón do nóg jej" się usu- - I D0dnińsłs7V rnTnrnrrtimiinnp źrfmi lo'mizernej twarzyczki wzrpkienf ie m "l to co czuł bo mu brakło słów M osu M raz pierwszv 7ihrnkłn Władcn nano W$ ia nad sobą' Pochyliła się ku niemu rJo ciemnej głowy i objąwszy ją dłoń "laKata — ze szczęścia! 4v c b'10 icn powitanie! stanowili dziwny obraz On wyne- - fly straszny w swej świtce katorżni "'a ueuKama szczupła Diaaa a cu nie piękna Łzawymi oczyma pa- - 1 W SlPhlO 1 nmifrtli itMrMtii"ilir irrt ca -- epetoionei duszv urvwane krótkie 'Zy A starv TnlłnrmviP7 cnntflnHał 'ich i nłakflł ' ' pWoa oprzytomniała pierwsza ""juł jjdiu — szepnęła — uzy się !lto wstawać z posłania bedac tak m! 1 ja tak mówiłem! — wmieszał sic reWiCZ — alo nonin niltinm nnetn lWa StarS7Vnh 75nnmnial wida się podniósł i wyprostował ol- - "i-- i porywem nadludzkiego zapału upomniałem prawda wszystkie-'nek- ł z promieniem woczach — miałem i mai-- i -- nr: i Jrnrti'oi Węiszej nędzy! Zda mi się że" mię- - "ij i naszymi zaręczynami w btu-- Jedna noc była — "i już minęła — "ł"lv-- uęzKiego aajcie 1111 u Walczyć! Żehvś łv winrWil ":tnrv eSom ia (pm „ł„i„„i Tak 1 tl7Pha nantnttt Vn lolrtl--3 f oroga przed wami — i ciężka Przedle mną? — spytał nr 51 Gdy wąż ukąsił Antonettiego Stella poszła po serum przechowywane zawsze w małej szafce z lekarstwami w łazien-ce rezydencji Pudełko było tam ale puste Buteleczka z serum zniknęła Nikt nie wie co się z nią stało" "Dziwne" powiedział 'Ken bębniąc nerwowo palcami po poręczy fotela "To samo myślała Stella" Masson położył wyraźny nacisk na Stella Ken rzucił przyjacielowi badawcze spojrzenie "A naczelnik?" "De Ramaillet potraktował całą spra-wę dziwnie lekko Był zdania że ktoś ze służby musiał skraść serum myśląc mo-że że to perfumy lub jakieś cudowne lekarstwo na różne dolegliwości" Ken milczał czas jakiś potem powie-dział: "To tłumaczenie wydaje mi się podejrzanym" Masson dodał: "Jak zresztą cała ta sprawa" "Co chcesz przez to nowiedzieć?" "Oto jak to wszystko się stało Opie-ram tę swoją relację na tym co sły-szałem od Stelli i doktora Lebrun Tego wieczora tych kilku białych z których się składało "europejskie" zaludnienie Gandy — byli w domu naczelnika""1 Ken żachnął się "Jak to — więc nie stało się to gdzieś w lesie?" "Nie I to iest iedna z dziwnych stron tej sprawy De Ramaillet był podobno jakiś niespokojny od czasu do czasu spoglądał przez nieoszklone okno na we-randę niewyraźnie oświetloną odblas-kiem lampy w salonie Jeżeli chodzi o ścisłość — dc Ramaillet zmienił się od naszego tam pobytu Według Stelli — zdawał się on przyjmować za dobrą mo-netę jej wyjaśnienie przyjaźni z Anto-netti- m Ale od tej pamiętnej nocy był on wciąż zdenerwowany i niespokojny Raptem naczelnik krzyknął podnieco-nym głosem: "Wąż na werandzie!" Stel-la wstała z fotela by zawołać boya ale de Ramaillet powstrzymał ia "Słysze liśmy nieraz' powiedział 'że pan Anto-netti podczas swego pobytu w Ameryce Południowej nauczył sie od tamleiszvch Indian jak łowić węże gołymi rękami Nie znam się na wężach i nie wiem czy ten jest jadowity czy nie W każdym razie pan Antonetti ma tu świetną oka zję do zademonstrowania nam swej sztuki" Na to kupiec odpowiedział żartobli 9S 44 Pożary Zgliszcza s Władka usiadła przy ogniu a on znów ukląkł przed 'nią cały drżący — Daj mu oprzytomnieć Ignacy! V wtrąciła'— Na troski %i biedy on stwo-rzony sńadź i podoła im ale tymczasem niech spocznie niech' spocznie! Swida pobladł wziął jej 'ręce w dłonie ' ' — Pani porzuci mnie tutaj! W od wiedziny tylko przyszła i wróci! — za-gadnął 'z rozpaczą w głosie — Ja? Przyszłam po pana! —odpar-ła 'smętnie — Carską łaskę mi pani przynosi? — O łaskę' carską ja nie potraf ię' pro-sić! Wolę" zginąć z panem w ucieczce! Powstaniec zwiesił głowę _ A ieżeli dosonia — i panią skażą? ftime tez kim Pn" -- w - I Albo to nad wami sierotami Boga nie ma albo to panicz sto razy w oczy śmierci patrzył a przeto żyje! Szczę-ście wam jeszcze w niebie zapisane i przyjdzie oj przyjdzie Władka zadrżała jak grot zatruty tknęła' ia ta przepowiednia wzbudziła wspomnienie Czaplica —Razem cierpieć nie boli! — szep-nęła ' — Nie boli! — powtórzył iSwida — Jam gotów na wszystko! Pójdziem! A niech przyjdzie kto rozazieiic niecn się spróbuje ze mną wymówiła uro-czyście Władka — Nawet śmierć niech próbuje! — odparł z dawną swą zuchwałą ener-gią Pójdziemy! Kiedy? Już sie zrywał do czynu jak sokół do lotu ten sam co'tam w skrwawionym kraju wiódł partię wśród chłopstwa i ko-zaków kiedyś!' — ie zaraz! — rzekła — fan musi zupełnie wyzdrowieć Makarewicz wyle czyć różę w nodze! — Ej panieneczko mogę zostać tutaj! Zawada wam będę! Starym i nie-dołęga a róża to złośliwa — nie wiem zagoi Oddałem paniczowi pa-nienkę to i koniec! Póidę do starego pananądniffliłuib?!ltoeisnul is-- — "" ' VV tt" - -- " ~-i'- T'f f" rrT Ą "ZWIĄZKOWIEC" LUTY (February) środa 4—1959 wie że opuścił Amerykę siedem lat te mu 1 ze nie był juz bardzo pewny swej techniki De Ramaillet zaczął się śmiać sarkastycznie i powiedział że zapropono-wał on to jedynie dla potwierdzenia swe-go przekonania że cała ta historia z ło-wieniem węży był to tylko produkt 'podzwrotnikowej' wyobraźni Korsykani-na Zauważyłeś zapewne jak de Ramail let dumny ze swego normandzkiego po chodzenia ustosunkowuje się pogardli do osób pochodzących 'południa'" "Tak zauważyłem to No i?" "Stella próbowała załagodzić całą tę sprawę Na to jej mąż zrobił zjadliwą uwagę na temat jej wielkiej dbałości o swego towarzysza długich konnych wy-cieczek Antonetti wyraźnie zirytowany wstał i po chwili namysłu wyszedł na werandę chwycił węża i ten go 'ugryzł Wiesz jak się to skończyło" Nastąpiła długa pauza Potem Ken powiedział jak gdyby do siebie: "Tak Sporo w tej historii wydaje się podej-rzanym A jednak" powiedzieć że nie ma solid-nych podstaw do sądzenia że ten 'wy-padek' mógłby łatwo być po prostu morderstwem?" "Tak właśnie" "Ja myślę to samo Ale potem do-szły nowe" fakty Stosownie do dr Le-brun wąż był w stanie niezwykłego po drażnienia Pozatem — to się dowiedzia-łem od mego czarnego szofera — były jakieś gadaniny wśród służby na temat tubylczego strzelca naczelnika pełnią cego również funkcje jego zaufanego szpicla Podobno widziano go wymykają cego się chyłkiem spod werandy w chwi lę po tym jak Antonetti został uką-szony" Ken który nawpół leżał w swym głębokim fotelu podniósł się szybko "Więc myślisz?" Masson skinął głową potakująco "Tak A nie?"' Nastąpiła długa pauza podczas któ-rej myśli kłębiły się w mózgach obu przyjaciół Wreszcie Ken przerwał mil-czenie: "Fer — przestańmy operować do-myślnika- mi Nie przyjechałeś do mnie by mi powiedzieć że Korsykanin nie żyje i że de Ramaillet bzikuje Ani ani ja — nie dbamy o to co się dzieje z tymi typkami Więc musi ci chodzić o Stellę Ali right — co masz do powie-dzenia? Czy sądzisz że grozi jej niebez-pieczeństwo?" "Nie Ken nie sądzę Jeżeli moja ocena mentalności de Ramailetfa' jest słuszna — a sądzę że jest — wszystkie jego posiadłości są święte" Widząc że Ken się żachnął na słowo "posiadłości" dodał pośpiesznie: "Niefortunne wyra-żenie wybacz Wiesz jednak co migiem na myśli Jest ogromna różnica między wyeliminowaniem ewentualnego rywala stworzenia znacznie niższego od niego tafcjifcw r ~ Swida poskoczył oburzony — Stary za kogo nas masz! I kro-kiem nie ruszym bez ciebie! — Kiedy tak to czekajmy! — wes-tchnął sługa — Może da Bóg dobrą myśl i poradę Władka wstała dobyła z koszyka po-- siteK 1 wino 1 usługiwać poczęła swidzie zachęcając spojrzeniem i uśmiechem Oświecał tę ucztę czerwony żar z pie-ca — lampki nie zapalili by nie zwró-cić uwagi stróżów — Makarewicz :o chwila wyglądał na ulicę i' nasłuchiwał Itesztki biesiady sprzątnięta strażnik zat palił 'fajeczkę wyszedł przez próg i otu-- i liwszy się od wieczornego chłodu roz-myślał Pilnował-ic- h spokoju' i szczęścia łagodny uśmiech wygładzał chwilamhje--- go twarz fałdziśtą i szpetną obmyślał dla nicn uwolnienie W izbie zaległa - głęboka ciemność Zbolała słaba flowa chorego spocźywa: ła na kolanach Władki drobne jej dło-nie chłodziły jego "rozpalone czoło '— milczeli oboje" Dusze ich targane bólem nadudzkim znękane bezustanną męką zmordowane bezowocną walką — odtaja-ł- y nagle rozpłynęły się w nieznaną im prawie rozkoszna ciszę Za nimi było morze krwi i łez przed nimi morze go- - — będziemy razem! Dcazie ryczy — ia unwna uvia etapem Kroi-dobrz- e! — uśmiechnęła sie patrząc w i przelotnym' jego niespokojne oczy — Zielono u nas teraz i ciepło! — zmord _ en _ rzekł Makarewicz) Kiwawa ~ KniC Myśmy dali siły o — — — blednąc Chyba śmierć! — i — — i "Chcesz krew ziemię wyrównaliśmy wrogom drogę do triumfu! — Stało się jak pan piorokował! Jam pana zgubiła namową! Daruje mi nn n ? — Ja zawsze byłem szczęśliwy przed panią! — oparł poważnie — ideały wa-sze wziąłem w duszę i mvśli wasze mo mi się stały O! dobrze mi zawsze i doli bym swej nie zmienił na żadną" od chwili ?dym z rąk waszych wziął orła i poszedł A teraz — teraz niebo mam w duszy i światy bym z posad po-ruszał dla pani! — Nie zobaczymy już swej zienu — zielonych zalewów i ciemnych borów an! Studzianki ani grobów naszych bohate-rów Jak szkodliwe zwierzę tropić nas będą i gonić Nie spoczniemy nigdy! — Czy pani strach i żal? — zagadnął — Ja będę z panem! — szepnęła Gorące jej oczy zaszły mgła głos 'z gardła nie zdołał się — ręce jej przycisnął do piersi udzieszalało serce ' — Będziemy dla siebie krajem dźwi-gnią braterstwem marzeniem czynem ideałem wszystkim! wyjąkał — aż w śmierć połączeni! — Aż w śmierć! powtórzyła ona Byłatojch ślubna przysięga A miał on przed nią taką cześć że (wc"iae8dł'u"agt'jzeglgiikaowułpiudrcozwewkuaonnpiaernmzeia'uiewagłoakwstnóierjjyegżomoónżgyy-ł To byłoby przekreśleniem ważnej części jego planów Przyznaniem się do po- rażki A jego miłość własna nie mogłaby tego znieść" Ken namyślał się chwilę Potem po- wiedział nerwowo: "Ale sam powiedzia łeś ze ae amauiet się zmienił że dziwnie się zachowuje Przypuśćmy że całkiem zbzikuje — co wtedy? Nie'bv granicy dla przykrych możliwości Pozatem — wyobrażam sobie w jakint stanie umysłu jest Powinniśmy tam pojechać!" Po raz pierwszy od początku ich rozmowy Masson uśmiechnął się zlekka "Tak Ken — i ja tak sądzę Właśnie dla tego jestem tutaj Chciałem jednak by ta sugestia wyszła od ciebie" Ken podniósł się z fotela jednym ruchem krzyknął ostro: "Nata!" Ledwie zdążył zamknąć usta gdy masywny Lobi wszedł do 'pokoju Mu- siał bvć za seko ndH7ipl1inrvm oinn od kredensu "Tak panie" oświadczył snnl-nini- n nie czekając na to co Ken miałby do powiedzenia "Kzeczy są spakowane" Obaj biali spoirzeli na niepn onln mieni Potem się roześmiał ino no — ta perta między boyami znów nam pokazała jak pracuje dobry boy!" "Skąd u diabła wiedziałeś?"' ™riv tai tven "Mam dobre oczy dobre uszy Gdy pan Masson przyjechał — nie śmiał się On się nie śmieje — musi być coś nie-dobrze Ty dobry przyjaciel — ty je-dzic- s? "Weil 111 be" zaczął Ken po an-gielsku swe ulubione wyrażenie zdzi-wienia "A prairie dog's unele" — skoń-czył za niego Fernand I obaj pomimo powagi sytuacji wy-buchn- ęli śmiechem Naczelnik nie wyszedł na ich spotka-nie Znaleźli 00 w roeu salonu 1 npk--i tym kielichem Armagnac'u w z twarzą jeszcze bardziej szaro-żółt- ą niż normalnie Zrobił ruch jak gdyby miał podnieść 1 się z fotela opadł nań jednak natychmiast "Witajcie w mojej w naszej skrom-nej chacie Jaki dobry wiatr was tu przywiał? Mam nadzieie że nrzvhvHirii uświetnić swoia obecnością' nnsz i'ntrpl szy obchód — To bardzo łaskawie z waszej strony biadajcie proszę Co mogę wam nalać? Ten armagnac nic-- jest zły pozwalam sobie powiedzieć" De Ramaillet który zwykle mówił wolno i ciągnąc słowa "arystokratycz-nie" — teraz paplał szybko w dobro-duszny sposób który zupełnie nie od-powiadał jego typowi Wujem chomika stepowego w tę noc czarną i pozostała u posłania trzymając jego dłoń i usypiając jak dziecko O świcie zaledwie przypomniała so-bie Makarewicza Swida spał więc wy-szła cicho Strażnik leżał w poprzek drzwi w burkę owinięty i czuwał Wstał z wysiłkiem — Spi panicz? — zagadnął — śpi Zostań przy nim Ignacy ogrzej się Drżysz cały — To nic! Małom to ja nocy nie do-spa- ł! Panienka niech zostanie ja po-biegnę do telegi i koni Zdaje się że mam w ręku'- - — Co? — spytała - — 'Plan ucieczki! Polem opowiem! — A twoja noga? — Ej dobrze! W oczach się goi! Władka uspokojona napoiła go i pożegnała prawie wesoło Zwija' to się tak raźno po izbic' i wyszedł po-gwizdując Dopiero zadrzwiami opadł jego sztucz-ny animusz o kiju stękając wpół zgię-ty 'wlókł się ulicą na znać było walkę z cierpieniem i długo szed}'te kro-ków kilkadziesiąt do domostwa -G-ier- szaiodstawnegoyda sołdata gdzie ulo-kowany był tarantas i trójka koni Za przęgiem tym stary przewiózł Władkę w poprzek całej Rosji Wszedł do szopy uśmiechnął się z _ iNe l0 Zgy xi- - zadowoleniem do spasłych rumaków "-- 1 obrachował uprząż spróbował ręką mo- - SZeRtał UlIICll Jd{ no zmorze Bo 10 uyia cy lelerji zloty pieniądz rzucił Gierszowi fTinnć? węcej! nie 'nas ja się — wie ty ty To było — dobyć — — łoby Stella Masson ręku wi-nem twarzy za obrok 1 zgrzebło a sam zaszedł do izby gościnnej i wdał się w gawędy z gawiedzią otaczającą stoły Zajmowały go bardzo kopalnie ich rozłożenie wielkość proces dobywania miedzi Po godzinie zapłacił rachunek i wrń cił do stajni Ciemno w niej było i pusto pomimo to Makarewicz obejrzał nieufnii kąty i zaszedł w -- kąt gdzie parsknął i dziko chrapał deresz hołoblowy dziki stepowieć który z jego tylko ręki brał jadło i napój —-- Drop to ja! — zawołał go z cicha gładząc po szyi Koń się uspokoił obwąchał go i!do-- ' stawszy zwykła rację obroku ukrył gło wę w żłobie Stary obok niego usiadł m ziemi zdjął but i rozwinął pokaleczoną nogę Róża zżarła ją po kolano — był? tó jedna okropna rana Stary-- obejrzał ją westchnął i z cicha głową pokiwał — Oj nie pójdę z wami moje sie: roty nie pójdę! — szepnął — Tutaj w Uralu trza będzie kości położyć i was pożegnać! Opuścił ręce i zapatrzył się bezmyśl-nie przed siebie w szary pułap stajenny Drop zdziwiony nieruchomością sweco chlebodawcy spuścił dymiące nozdrza i z cicha zarżał ale stary raz pierwszy nie miał dla ulubieńca pieszczoty i nie jej nawet myśląlszałujiie skalał a miała spojrzał nawet Zajmowały go zbyt smu- - — Ignacy! — zawołała onadlańjtaką wiarcf że nie odeszła odeń I tne i ważne rzeczy I DLA ZABEZPIECZENIA WASZYCH OCZU ZEISS Punkial szkła do okularów już do nabycia w Kanadzie Pytajcie o nie u Waszego £DPMalistv nrl nr7ii 1 S ADWOKACI i NOTARIUSZE GEORGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1147 Dundas St W Toronto Ttl LE 4-84- 31 I LE 44432 1 s E H ŁUCK BA LLB (ŁUKOWSKI) I R H SMELA BA LLB POLSCY ADWOKACI Wspólnicy firmy adwokackiej Blaney Pasternak Łuck & Smela 57 BLOOR ST W róg Bay WA 4-97- 55 przyjmują wieczorami za telefonia- - 1 S G HEIFETZ BA ADWOKAT S HEIFETZ NOTARIUSZ 55 Wellington St W Toronto Ont EM 6-44- 51 wieczorem WA 34495 1 S JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ 1437 Queen St W — Toronto Tel Biura: LE 3-12- 11 Mieszk: AT 9-84- 65 i s CM BIELSKI babcl ADWOKAT I NOTARIUSZ Przyjęcie codziennie — Sultc 702 Hcrmant Mrig 21 Dundas Square (przy Yongc St) Toronto — EM 2-12- 51 Wieczorami za uprzednim telefonicznym porozumieniem 2 w Alboimy to jacy tacy chłopcy chwaccy zwUzkowiacy OKULIŚCI STR 7 OKULISTKI Br Bukowska-Bejna- r O D Wiktoria Bukowska O D prowadzą nowoczesny gabinet okulistyczny przy 27 Roncesvalles Avenut obok Geoffrey St Tel LE 2-54- 93 Godziny przyjęć: codziennie od 1C rano do 8 wlocjór W soboty od 10 rano do 4 po pot 1 S Dr Tadeusz Więckowski LEKARZ DENTYSTA Tel WA 24)844 310 Bloor St W — Toronto przyjmuje" po uprzednim porozumie- niu telefonicznym 2 W Dr E WACHNA DENTYSTA Godziny: 10—12 i 2—8 386 Bathurst St — EM 4-65- 15 2 W Dr M LUCYK DENTYSTA 2092 Dundas St W Toronto Tel RO 94682 2 W Dr H DENTYSTA 71 Howard Park Avt (róg Itoneesvolles) Godz przyjęć za zam telefon LE 1-2- 005 l 6 Dr S D BRIGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — STOMATOLOG Speclallsta chorób amy uttn Physlclans' & Surpcons' Bulldlng Kancelaria No 270 86 Bloor St W — „Toronta Telofon WA 2-00- 56 2 W Dr Władysława SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA 129 Grenadier Rd (drugi dom od Ronresvalle) Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem Telefon LE 1-4- 250 8' Zbigniew H Boyko DC DOKTOR CHIROPRAKTYKI Specjalizacja leczenia artretyzmu reumatyzmu lumbago syjutyki dolegliwości muskułóvi i stawów Gabinet wyposażony w najnowsze urządzenia X-R- ay — prześwietlenia 78 LAKESHORE RD MIMICO CL 5-22- 31 88-W-1- U DENTYSC) SCHWABE ln"THP i"'' rU tfSiifl ART0NA STUDIO — Polski zakład fotograficzny Zdjęcia ślubne — Portrety — Specjalizujemy się w zdjęciach dzieci — Obfclugujemy wszystkie zbiorowe Imprezy wesela uroczystości prywatne 1 organizacyjne 120 Bloor St W — Tel RO 9-90- 92 „wloczoramlr RO'7r7JOt Właściciel F WIECZOREK - c NAPOJE NAJBARDZIEJ ZBLIŻONE " r ("#-J- 1 DO TYCH KTÓRE TAK WAM SMA-- '„-"- ': ' KOWALY W KRAJU 'RODZlNNYM - rf''_( ' ' I Cola - Ginger Ale - Orange - Cream Soda j BEZPŁATNA DOSTAWA WAiRllt I I na bankiety i inne okazje K W TORONTO W w dnie powszednie TELEFONUJCIE do godz 7 wiecz Nie dostarczamy towaru do prywatnych domów Paczki PEKAO do Polski DO WYBORU ŻYWNOŚĆ MATERIAŁY PREZENTY LUB WYMIENIALNE NA PIENIĄDZE (prawie 100 złotych u dolara) Janiąue Trading - J Kamieński TORONTO Onri 835 Oueen St W — Tel EM 44025 EDMONTON Alła: 10649 97th Street — Tel 2-38- 39 RÓWNIEŻ WSZELKIE LEKARSTWA ITP Najszybciej i najtaniej! Wolne od cła! ŚWIEŻE POMARAŃCZE I CYTRYNY PopiarajcU łych kłórzy ogłaizają tlę w "Związkowcu"" " ''m&dnł&ttt ?&& --_- % jrtJi „_ — ł r--i i Im m Mi te 8 A Ki ( 1ś S i 'trp t: mI m p t N lMt h i i f hitS i ~i 1 1 fer ifj a 7- 1- 'i fJ1 'Mi ł'l i m uji:iri &( te%r mi : n%Vif W m CifliŁ l n mum £ !tMtm2M |
Tags
Comments
Post a Comment for 000041b
