000393b |
Previous | 13 of 14 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
rs ia-- -
£'
mjS = z::-- - - "ZWIĄZKOWIEC" LISTOPAD (November) Srada 1?
uiieluM
Bnadauit
jerzy Giżycki
przedni'
POŁUDNIE
Opowieść kraju na południe od piekła na ziemi Sahary
Kupj czeka na mnie pozo- -
H mliiri 'i'1 uuiicjuu" jyni-- 1 inc5u ju
pOZO-U'-
1'
H-ep- c -
„rlopif
pełen -- '
7
:e t ii'
"3 "
o
Fe- - 'id
riwarif i
z tego
iobot
Tak to jest zwykle Dwa lata
frce mocno męczą Wiec
ie jak najwięcej roboty na- -
!i przybywa z Francji po
Mietcznie przynajmniej —
uiergn "
ilko różnica w tym wypadku
wiacasz z uilopu Miałeś rok
n-k- ie lozleniwienie się I nie
' -- am nie jestem taki dziar-iloi- e
Kena było zmęczenie i
l(J który dotąd miał oczy skie-- i ieke odwrócił sie ku przj-- i
po)rzał badawczo na jego 'diz której światło księżyca
żółtawy odcień
Zj Nilka tgoani przyjaziesz ao sie-b- e
Ta vt-klet- a malaria daje czowieko- -
lui chok' 1 1 -- zkołę Ale ja nie mam wy
mówki — musze zaorać się ao roboty
na cale? 1 i oczyścić moje biurko od za- -
lesto-- ci
"Po kidkiej przerwie Fernand dodał
jedz f mna Ken "
pi ntacja' Zaniedbywałem ja i
II tak JUZ 7J (Hugo
Fernand ziodu leKcewazący rucn re
ska 'Sam nu mowires ze iwoj czamy
1 nadzorca je-- t doskonały"
Z pewnością wie on więcej o sizalu
ode mnie zgodził się Ken
o widzisz' Pobędziesz u mnie
przez czas iakiś potem radziłbym ci od-b- c
krotka podróż na wschód O ile się
me nule — nie znasz jeszcze tej części
kraju
Co tam jest tak specjalnie ciekaw-ego1
Nic specjalnego Tylko nowe ple-miona
nowe twarze — mam tu na mysh
oczuuscie białe twarze Podobno w Wa-gadug- u
jest jest kilka ładnych kobiet "
Do diabła z ładnymi białymi kobiet-ami'
Xo i z czarnymi tez gdy chodzi
0 iCbłOSC
ie badz śmieszny Ken Wvzdro--
fiej Hlko a zmienisz swe ustosunkowa
nie sie do nich Mają one swe zastosow-anie
'
0 — pewnie pewnie Ich głównj m
celem w życiu zdaje się być tworzenie
komplikacji Zaczynając juz od Ewy "
Fernand się roześmiał "Nigdy nie
mogłem zrozumieć całej tej hecy z jabł
Maria Rodziewiczówna
— Poświeć' — rozkazał — chce zo-baczyć
twaiz tego człowieka
Latarnia rzuciła promyk żółtawy na
harde rs naszego bohatera Wódz spój-na!
i ledwie powstrzymał okrzyk
— To pan' — zawołał zdumiały —
Rtu o paie mil od partii w Sterdyniu'
— Moj obowiązek prowadzi w rożne
strony i w iozne miejsca — odparł mło-d- j
człowiek ściskaiąc podaną dłoń znaj-omego
— spałem w tej ruder-ze
czeka iac nocy gdyście przyszli' Zo-baczyłem
izecz niegodziwą pięciu na
obronnego'
— Rozkaz spełniamy' Czy pan żał-uje0
— Tak żałuje że tak mało i krótko
kedzie ie męczvc za tyle mąk co za
fał i co sie ranie będą lata Czy stryczek
zapłaci za iego zdradę 01 nie to mało
i10 zbt lekka kara Dajcie mu zyć1
— Co panu się dzieje? Czyś w ma-lignie- 1
Dac zvc uarinwi?
Nikt
— Tak' Wierzcie mi i usluchatcie
na świecie gorzej mu nie życzy niz
bajcie mu zvć lecz zvć nie tu bv W szkodzie lecz w ełiichei puszczy
Ciezniem przy partii którą zdradził
pdzie krok w ki ok z nami pod pręgie-in- n
opinn publicznej wzgardy bratniej
iT=tretu i jhvdv! Srnm i wstvrl nnoko
i hdnba opiętnują go i ukarzą sto-°- c
ciezei niz wasz stryczek który po-"n- o
ze -- ie nazywa egzekucją jest zaw-- e ominąłem i aktem przemocy'
le™ie mi i usłuchajcie' Jam Polak
taniec i wróg osobisty tego czło-?A- a'
Znam i zaręczam ze gdyby był
B'H0mnm wvhralhu n„vownio rn„nc„lwm _ u Waowrn7ŁCńktnóucnruąniu mu1ie— cjza gcoutuzjaę jau—u~i_il
— żevcie zdrajcę oddali pod tysiąc
wrogich i tysiąc krzepkich dłoni'"
'Odz chwile S1P namvil)ł Ohnu-ia--
Ćl mU danv snołnifij - v'io rQi
en) arnr!TU'vm i nohirlnum --In
"' inności wstrętem
LZ 7nQir uin4n:n Ti_i:Awn iJ "' 11131UJ1C DUJiMCgU L
wwai się znoyvu swioa — T-
-
!0 tez Zdraifa tfhńr-- 7 mnioi c7l-lH- li
niz ten hi PnHj nnA wwu t™ir™ rt--4
-- " wui uaii tvviUA oniitiui
E„ 8' ° zmroku sztyletem w bok i sply-Krl- a'
a7ailltr7 HTcb-a-1 rłnrrrili
iSU OsVan„„U - T J-i- U
IWi? ducha
--
nod fletniami czterech
i uui- - me wyznau nic i mu- -
U)U mewinnL jjlSI3!
wB0 g BBnla&ifl
kiem Bedac wszechwiedzacm — Bo°
powinien bjł zdawać sobie doskonale
sprawę ze Ewa bedac kobieta me bę- dzie mogła sie oprzeć pokusie zakaza-nego
owocu "
Rozdział XIII
zpalałacNtówwieićkiudpaoFlei rdnsraioenddzbaeezkpiMolkśaariesodsnnpiroawpodsotuarnnzooęwwdeiołj
wa en io mu zaoszczędzi konieczności
powrotu w niedalekiej pmszłosci do tej
czesci jego okręgu
Pozostawiając swe dwa samochody u pmdroznej wsi weszli do brussy w" lo-tt
arzitwie at boa Fernanda mili
cjanta pełniącego role jego szofera i kil-ku
tiagarzj niosących zwykły ekwipu- nek — składane łozka stół i "stołki na-czynia
kuchenne zjwnosc i t p
dniaPodgdykosnzliiecgęmsieagi oszupo lewgaożkipeijerwścsizeeżgcoe
usiyszeu daleki odgłos bebnow sygnalo-wc- h
Musimy bvć niedaleko juz stosunko-wo
od Tapsotenga — powiedzia Masson
"Podobno jest to oporna wieś By placie
niższe podatki ma ona zwyczaj ukrywa
ma połowy swych mieszkańców "gd
przybywają uiędnicv Zobaczymy czy
uda się im ta sztuczka tm razem Poszle
milicjanta naprzód by nie pozwolił mie
szkaneom na rozproszenie sie po lesie
nie sadzę jednak bv to na wiele sie przy- dało Prawdopodobnie będzie to powtó-rzeniem
stałej historii"
Ken spojrzał na niego z zaintereso-waniem
"żartu lesz chyba Jak mogliby
wiedzieć o naszym przybyciu"'"
Nie odpowiadając mu wprost Mas-son
zwrócił sie do milicjanta "Co mówią
te bębny'"
"Zwołują ludzi do powitania białych
ludzi rządu "
Fernand uśmiechnął się "Tak jak
myślałem "
Ken bvł wyraźnie zdziwiony "Ale
jak oni wiedzieli?"
Masson odpowiedział pytaniem- - "Czy
nic cię nie zafrapowało od czasu jak mi
nął nas ten muizvn iakiś czas temu9"
Ken zastanowił się przez chwilę
"Nie nic "
"Nie słyszałeś jakichś sygnałów''"
"Nie — słyszałem tylko gwizd ja-kiegoś
ptaka w krzakach Nie myślisz
chyba "
Pożary i Zgliszcza
obywatela
21
Ludzie o twarzach poczernionych sa-dza
spojrzeli po sobie Znali ów wypa
dek zapewne bo ręce im opadły odstą-pili
o krok patrząc zaniepokojeni to na
przywódcę to na Świdę to na zdławio-nego
na wpół skazańca Myśleli o lodzi
nach i domach ze zgrozą
— Zabierajcie go żywo' — rozstrzy
gnał wódz kwestię — Zrobimy jak ra
dzi pan świda a jeżeli sie to nie podobr
rządowi będzie lutro czas na egzekucję
Ruszajcie' Pan pójdzie z nami9
— Owszem mam nawet rozkaz dla
wodza
Wszyscy wvszli z oranzein unosząc
ofiarę Aleksander wydostał sie ostatni
kopnięciem nogi gasząc latarnie
— Ha zapłacisz mi za podpalacza
mości Dominiku — mrukną ponuro pa-trząc
na swego przesladoyycę co sie ko
łysał tu i tam przy iuchu dwóch opraw
cow
Nagle poczuł ze go ktoś szarpnął za
pole
— Paniczu — wyszeptał dobrze zna
ny glos Makarewicza — proszę zaczekać
chw liczy ne Mam ważne wiadomości
Przystanął Sprzysięzeni poszli dalei
kierując się w głębie parku straznil
uśmiechał sie chvtrze wiodąc za nim
wzrokiem Można bvło przysiąc ze do
pomógł im do wynalezienia Czaphca
ułatwił schwytanie
— Błem w miasteczku — mowiJ
połgosem — coś strasznego się gotuje
Aresztowano Niemkowskiego wzięto
Budnickiego rosłano po czwarta roU
do Sosnianki Ten tam — wskazał rekr
orszak czarny ginący w oddali — mu
siał wszystkich wydać Aprasjew poje
chał do Olekszy a co najstraszniejsze
wracając spotkałem assaułe z kilkudzie-sięciu
kozakami! Prowadzili wśród koni
~"ri "radem nahai proboszcza ze Stu-dzianki
— Staruszka śwetego' Za co?
— Nie wiem Podobno cześć partu
była wczorai u snowiedzi Ksiądz ich
pobłogosławił na śmierć
— To fałsz! Błogostawił wikary trzy
dni temu i poszedł razem! Widziałem go
w obozie
Co ich fałsz obchodzi Studziank?
boeata a nan Czaplic już pewnie wyli
czył ile z wołów po przetopieniu będzie
rubli
— Ohydne!
- JUóyviłuludziej że-dziśTano-y-
gdy
Nie nie nnsle — wiem na pewno
To co wziąłeś za ptaka ćwiczącego sie w
swej piosence to był właśnie ten mu-rzyn
uprzedzający swych przyjaciół o
naszym zbliżaniu się "
Ken uśmiechnął sie powątpiewająco
"Możliwe ze tublcy maja jakieś umó-wione
sygnały jak niebezpieczeństwo
wołanie o pomoc — coś takiego Ale
przypuszczać ze mogliby gwizdkami dac
znać o spotkaniu na ścieżce nieoczekiwa-nych
biahch' Pewnie ten murzyn po
minięciu nas po prostu pobiegł poprzez
las z powrotem do wsi by uprzedzić ją
o naszym zbliżaniu sie "
Fernand potrząsnął głowa "Nie Ken
— on ich uprzedził gwizdkiem Miesz-kańcy
tego okresu shnni sa ze swych
gwizdanych sygnałów"
Y godzinę odbywało '"naczelnikowi" zczcnie Kena
małym pagórku koło wsi sprawdzanie
liczby mieszkańców Masson wybrał to
miejsce gdyż bło tam trochę przewie-wu
a wysokopienne drzewa dokoła da-wały
Co kilka minut milicjant kiwał na
widocznie
stopniu
słynne e"
długości
jakiegoś wieśniaka ktor zdając sobie w otwór moduluinc dzwiek kem
z kicm otwioiaia
sztywnie przy siedział cymi 7amka]acymi otwon
yv W chwile potem gdzieś gęstych
macza miliciant zaczynał na tę ciagnncu-- h sie podnóża
sama litanię pytań az do horyzontu rozległo sie
Nie wielkim dętek te
tywem do ze dając dalej
połowa conaimniej ludności kryła sie sooirzał Wił
gdzieś krzakach Grupa hamsa Młoch Amen kanni siedział
mieszkańców zebrana składam m ki polowym pa-dzen- ia spisu bła zdecydowanie trzac skąd tezcli Fernand
szczupła na liczbę we wsi Me nic miał dowód umie- - """u" i ua5V na luni Ętla 1 7 ci 1 II CM IT1 P0
miejscowemu tubylczemu naczelnikowi
powiatu który przybył do wsi wkiotce
po białych z odległej o parę mil "leży
dencji" Z uśmiechem w którym chy- -
trosc zmieszana była z dozą ta]o
nej uciechy ten upewniał ze wsyyicy
mieszkańcy byli obecni Ponieważ biali
urzędnicy to 'to samo matka-oiciec- " —
kto miałby dziwny pomysł ukrywania
sie przed nimi? "Oczywiście" dodał
"jakiś wieśniak pracujący swym po
letku mógł nie bć powiadomiony o
przybyciu białych "
Fernand do Kena "Staiy
cwany lis' Wie on dobrze ze nie mogę
mu dowieść ze łze"
Grube wargi "naczelnika powiatu"
zadrgały w szybko uśmie-chu
Wcale było wykluczone ze uda-wał
tylko ze nie rozumie po francusku
Wzrok Kena błąkający się tu i' tam
padł jednego z paziów "naczelnika"
pilnującego bv ten miał zawsze pod rę-ka
kubek z Ten chłopak miał za-wieszony
na szyi gwizdek sygnałowy
który przypomniał Kenowi o jego rozmo
wie z Fernandem Zwracając się doiprzy-jaciel- a
zasugerował by dla udowodnie-nia
ze miał rację zażądał od
Czaplic się zjawił w kwaterze assauła go
pięścią poczęstował pułkownik zwymy-ślał
a Aprasjew coś gadał o areszcie'
Zjadł uderzenie i przekleństwa a po go
dżinie juz pili razem a sztafety latały
na wsze strony roznosząc nieszczęście
źle będzie panie'
— Wiem poczciwcze Nie z przeko
nania się biję ale dla panienki ze tak
ode mnie i opowiedz
wszystko A tymczasem bądź zdrów i
pilnuj jej'
— Niech się panicz nie lęka włor
jej z głowy nie spadnie To wy się sza
nujcie paniczu nie zapominajcie żeście
eraz jej narzeczonym i ze ona
świda objął i uścisnął starego jal
brata za to i pobiegł zi-druży- ną
wezwany kilkakrotnie stłumio-nym
gwizdem
Makarewicz rozejrzał się przezornie
noczekai chwilę i cichaczem wśliznął się
do rudery
Nie spoczynku w niej szukał bo sze-'es- t
zwiastował ze odnalazł polłuczonr
latarkę zapalił ja i kryjąc blask przy
-- zolgał się w kat gdzie pracował Cza
olic Zwyczajem ludzi nawkłvch sa
notnosci monologował po cichu
— Tyle razy tu byłem i m
ia myśl nie przyszło ze pilnuje skarbóv
oana Aha to on tu stracha udawał
'Im nic nie szkodzi jak zobaczę co tam
?zv w tym dole Człowiek nigdy nie wi'
za wiele' Oho skizynka cęzka i — el
— a to? herby nieboszczyka mego pan?
— Taak — nan oddał pani pani opie-kunowi
— grzechu w tm nie be
Jzie lak Makarewicz odniesie to pudel
'io na właściwe miejsce do panienki
— Pan Czaplic skretny
oorzadny ale człek podlega zapomnie
mu i stać by sie mogło ze wskutek tes?'
nigdy bv nie wróciły do rąk właścicielki
Po tym tłumaczeniu sweeo czyni
Makarewicz świecąc latarką v
wkopany otwór pokręcił głowa za
śmiał się wreszcie ręką machnął
— Niech to sobie leży — mrukną!
— to nie nasze choć sie pewnie Graby
nrzyłozyły do zbioru Niech sie on ju-- o
z Bogiem rozprawi' Panienka nie
weźmie nic co do niej należy i miałbym
tylko kłopot zagrzebywać na nowo
To mowiac stary zdmuchnął światła
deski swei nory i szłja
'ułke do nałacu rad ze się me cpotkr
z właścicielem
Garstka wieszających zandarmov za
granicą parku rozdzieliła się Jeden ze
zbrojnych ustąpił wierzchowca św idzie
i odszedł do domu pozostali w
raźnym kłusem jechali za powstań-cem
który wiózł przewieszone poprzez
szyje końska bezwładne ciało Czaplica
Zdrajca miał dobra straż a honoru
tego nie ustąpiłby Świda nikomu
Orszak po
zarośli
1958 -- - - eTD II '$!ll tli
powiatu by ten w drodze sygnałów
gwizdków ych spowodował przyprowa-dzenie
z jego rezydencji jego białego
ogiera
Fernand uśmiechnął sie "A więc juz
wiesz ze każdy szanujący się kack ni i
I białego ogiera używanego do jazdy przy
ważnych okazjach Po chwili dodał
"Ale ale — nasza obecność
tutaj nic uznana za wydarzenie
dość ważne Dla utrzymania dyscypliny
będę musiał dac temu npkowi do pozna-nia
ze takie zlekceważenie mnie może
pociągnąć za sobą niemiłe dla niego skut-ki
Ale to później Na lazie iozwiejmy
twoje wątpliwości co do tego w jakim
murzyni tutejsi maja opanowane
ich sygnały gwizdków
Fernand kazał milicjantowi przetlu- -
później sie naznaczyć
cień
Na lozkazu swego czarnego pa-na
paz przyłozsł do ust so] gwizdek 7
kości słoniowe] Był on jakichś
czterech cali płaskiego kształtu pizypo
minajacego kiz? i miał otwoi prze-wiercone
i wszeiz Chłonak dał
gorn
-- prawe powagi chwili podchodził i palcem wskazujanm
do stolika którym i boczne
Masson Potem występując roli tłu- - w
nowo krzakach od
pagoika
trzeba bło byc jakby echo powtaizajace sygnały po
by przyjść pizekonania je
Masson ukradkiem na
po otaczających dla przeprowa swym ześle na
zbyt' w kierunku
chat mviii przyjść
LCii (U10SC1 1 CV IC 1SC1W
pewna
na
mrugnął
opanowanym
nie
na
dolo
naczelnika
chciała Pozdrów ją
sierota
przypomnienie
do
nigdy
no
bardzo
zairzał
to
-- asunał poniósł
milcze-niu
wśród
została
skutek
wzdłuż
plemienia Teraz nie było juz powątpie
wa lacego uśmiechu na jego ustach
W jakieś dwadzieścia minut pozmc]
— tuman kuizu ukazał się nad biussa
przez która wiła sie droga do rezydencji
kacyka Tuman ten przybliżał się szybko
ku nim Jeszcze kilka chwil a pomiędzy
rzadkimi di zew kami u stop pagórka doj-rzeli
wielkiego białego konia w szybkim
galopie
i -
Wyciągnięty na płóciennym leżaku
na niskiej werandzie campemenl Ken
wodził ospałym wzrokiem no piaszczy-stym
placyku dokoła którego skupiały
się zabudowania małego ośrodka admini-stracyjnego
Osada zwarzona nieznośnym upa-łem
południowym drzemała pogrążona
w apatycznym bezruchu sjesty
Od czasu do czasu silniejszy podmuch
suchego wiatru wschodniego szarpał wy-płowiałą
flagę francuska na koślawym
maszcie przed biurem okręgu Wówczas
ctuhmiurókwi dzkiuerzuna placyku unosiły się
) Scluonlska
ty szlak który chyba kocie oczy naszego
bohatera mogły odszukać w noc tak cie-mną
i posuwał sie jpgo śladem nie
troszcząc się o resztę Oprawcy
drzemali zmęczeni wódz ze świdą
rozmawiali z cicha o kraju nie ba-li
się szpiega w mroku i pustce zapadłej
ikolicy gdzie ich pochód płoszył tylko
uwierzę jakie lub ptaka O szarym świcie
sen oprawców i rozmowę starszyzny
przerwał glos niewidzialnego poste-runku
Zbliżali się do obozu
Pierwsze zaraz ognisko powitało ich
wrzawą i ruchem Sztandar wbity pod
dębem zwiastował obecność naczelnika
i o kilkanaście kroków dalej czuwał 'Ac-lisows- ki
wśród grona kolegów bawiąc
ich jakaś wesoła anegdota
Obóz wyglądał porządnie spokojnie
mac tam było karność żołnierską i za- lał triumfu
Pod chorągwią na śwleo ściętym
oniu siedział Kazimierz -- ozmawiaiąc z
hudym młodvm kedzem Rył to wika--- y
ze Studzianki kapelan partu
Aleksander wjechał w sam siodck (
wym szczególnym żywym ładunkiem
atrzymując swa eskortę w cieniu Żp-isławs- ki
poznał go pierwszy i powitał
-- adosnym "hurra'" no chwili otocyla
o gromada kolegów
— Przwi07łem wam icnca' — rzekł
siadając z ukłonem w stronę woda —
hciano go wiesac Musiałem ze wam
robie przyjemność gdy jeszcze żywemu
v oczv zajrzycie — Wziął na barki o
ropna siną nostac i położył na ziemi
pierajac ja plecami o dab
— Czaplic' — powtomo wściekle
to głosów Była piekielna radosc w tym
rzyku
— Aha sterdyński patnola ojciec
opiekun nowiatu nieskalany pan Do- -
ninik' Ha ha'
— Za klęskę na Prochodni juz się
l7is wypłaci! carowi Wvdał pół powia-- u
pan omekun Rudnicki Niemkowski
'zieci no Olekszę pojpchal Aprasjew
'S7ysry pójdą za lvmi nie dziś to
utro'
— Dla was przywiozłem go na pas-w- e
Zabijcie go bez stryczka i kuli
lech zyic katowany obejściem słowem
pojrzeniem
— Moskal' — zasyczał zajadle źeli-łavzs- ki
me dającym Fię opisać tonem
— Gcteieś go pojmał'' — zagadnął
Cazimier odwracając oczv od drzewa
— Nie ja Rząd kazał go powiesić
°rzyduszono go nam trochę Hej kole-dzy'
Wódki mu łyk w gardła niech się
ibejrzy po miłym towarzystwie!
— Rafinujesz zemstę Aleks! Czy to
się godzi9 — szeonął Kazimierz smutno - Nic nie rafinuję! Bierz go sobie
w obrębie partii ja nie rozkazuje Wroga
chwilowym błądzeniu! rjj-zuca-m
pod noPiwjjjesgowkizać
'wyszedł 'najakiśźle utar-- c?y'?tfźelać' Wólna"woTa!
' — — - - i im me
__ m fu " " 'i ii unii Ml ftł
DOMOWA
NATURALNA KURACJA
Jeśli wszelkie lekarstwa za-wiodą
tam pomoże kuracja na- turalna Podając dokładnie obja-wy
choroby wyMemy natych-miast
odpowiednie lekarstwa
i wskazówki
Posiadamy skuteczne zuola na
schudnięcie Cena $2 00
Na odpowiedz prosimy załą
czyc zaiaczck pocztowy
LIFE & NATURĘ
64 Catedral Winnipeg Man
84 W
ADWOKACI
JAN L Z GÓRA
ADWOKAT — OBROŃCA
NOTARIUSZ
1437 Oueen Sł W — Toronto
Tel Biura: LE 3-12-
11 Mieszk AT 9-84-
65 56S
GEORGE BEN BA
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mowi p polsku
1147 Dundas S' W - Toronto
T'l LE 4-84-
31 i LE 4-84-
32
BROS i ŚMIECH
ADWOKACI
7 Riverview Gdns
(okólna lane i Hloor)
Toronto 9 Ont
Wieioiami i w soboty
Tel RO 6-63-
22
12 W
E H Łuck BA LLB
(I UKOWSM)
ADWOKAT NOTARIUSZ OBROŃCA
Wspólnik flrmv prawniczej Blanny
Pasternak i Łuck
57 BLOOR St W rOR nnv pokój 200
TEL WA 4 9755
PrzJmuJe także wieczorom! od 7 ej
do Ił tej ora w sobót} za telefonie z
mm porozumieniem S5S
CM BIELSKI babcl
ADWOKAT I NOTARIUSZ
Przyjęcie codziennie Sulle 702
llerniant Illde
21 Dundas Sauare
pr Vonrc St I
Toronto — EM 2-12-
51
Wieczorami za uprzednim
lolefonicnym poiozumicnicm
72-- W
Związek Polaków to jedności
siła Zostań jego członkiem jeśli
ci Polska miła
NAPOJE NAJBARDZIEJ
TYCH TAK
W
BEZPŁATNA
na i
W
TELEFONUJCIE
OKULIŚCI fil
r HM -- his
OKULISTKI
Br Bukowska-Bejna- r O D
Wiktoria Bukowska O D
prowncljT nowoczesny
okullstjczny przy
274
obok Gcoffro St
Tel LE 2-54-
93
Coi7lm pr7Jc codziennie od 10
rano do 8 wieczór W soboty od
10 rano do 4 po pol
DENTYŚCI
Dr Tadeusz Więckowski
LEKARZ
20844
Bloor S W —
pr)jimijv po uprzednim porozumie-niu
telefoniczni ni W
Dr S D BRIGEL
LEKARZ DENTYSTA
CHIRURG — STOMATOLOG
chorób amy uslnel
Pluslilnns- - A Sureinns' ISiiIldlng Kimtlirlu No 270
86 Bloor St W — Toronto
Telefon 2-00-
56
W
Dr E WACHNA
Godziny 10-3- 86
Bathurst St
-- 12
EM 4-6S-
15
Dr LUCYK
2092 Dundis St W -
Tel RO 9-46-
82
W
Dr H SGKWABE
71 Howard Park
troi' Itonceswilles)
Godz przyjęć za zam telefon
LE 1-2-
005
40 S
Dr Władysława
SADAUSKAS
LEKARZ
129 Grenadier Rd
(drugi dom od ItonccsvnIlcs)
7a telefo-nicznym
porozumieniem
LE 1-4-
250
S
Zbigniew H Boyko DC
DOKTOR CHIROPRAKTYKI
Specjalizacja aitretyzmu reumatyzmu
lumbago sjjutyki dolegliwości muskulów
i stawów
Gabinet wyposażony w najnowsze
X-R- ay — pne£'ivietlenia
78 RD - MIMICO - CL 5-22-
31
1111 W-K- )
MARIE SHOP
i fl -
! M—— —
Mamy duży wybór damskich i dziecinnych ubrań
wo wszystkich cenach
Za wplata zatrMiwmy kidy artykuł do llozofjo Narodzenia —
ObsluZymy Was w Jtku
Otwarte od 9 rano do fi wieczór W izwarlkl I pl(lkl do god 0 wlecz
1490 Dundas St West Toronto — Tel LE 4-60-
46
87 as
ZBLIŻONE
DO KTÓRE WAM SMA-KOWAŁY
KRAJU RODZINNYM
- - -
inne okazje
Avenue
37S
DENTYSTA
Tel WA
310 Toronto
Spec allsln
WA
DENTYSTA
2—
M
DENTYSTA
Toronto
DENTYSTA
Ave
uprzednim
Tolofon
lccenii
mali
ojczystym
40
Cola Ginger Ale Orange Creara Soda
DOSTAWA
bankiety
TORONTO
('ablnet'"
Roncesvalle$
DENTYSTA
Przyjmuje
urządzenia
LAKESHORE
WAliiut
i 1-2-
151
w dnie powszednie
do godz 7 wiecz-- 1
Nie dostarczamy towaru do prywatnych' 'domów
Paczki mm do Polski
DO WYBORU ŻYWNOŚĆ MATEIUAŁY PREZENTY
LUB WYMIENIALNE NA PIENIĄDZE
(prawie 100 złotych za dolara)
Janipe Tradiog - J Kamiński
TORONTO Onh: 835 Oueen St W — Tel EM 4-40- 25
EDMONTON Alta: 10649 97th Streeł — Tel 2-38-
39
RÓWNIEŻ WSZELKIE LEKARSTWA ITP
Najszybciej i najianiej! Wolne od cla!
ŚWIEŻE POMARAŃCZE I CYTRYNY
Erc
20 w
j Bali
w sn -
W&fflm$m%!$M£&
K mik Mi
a
i
im m 2l
mś"j: EfatJRa5Lł
M
1
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, November 12, 1958 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1958-11-12 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000256 |
Description
| Title | 000393b |
| OCR text | rs ia-- - £' mjS = z::-- - - "ZWIĄZKOWIEC" LISTOPAD (November) Srada 1? uiieluM Bnadauit jerzy Giżycki przedni' POŁUDNIE Opowieść kraju na południe od piekła na ziemi Sahary Kupj czeka na mnie pozo- - H mliiri 'i'1 uuiicjuu" jyni-- 1 inc5u ju pOZO-U'- 1' H-ep- c - „rlopif pełen -- ' 7 :e t ii' "3 " o Fe- - 'id riwarif i z tego iobot Tak to jest zwykle Dwa lata frce mocno męczą Wiec ie jak najwięcej roboty na- - !i przybywa z Francji po Mietcznie przynajmniej — uiergn " ilko różnica w tym wypadku wiacasz z uilopu Miałeś rok n-k- ie lozleniwienie się I nie ' -- am nie jestem taki dziar-iloi- e Kena było zmęczenie i l(J który dotąd miał oczy skie-- i ieke odwrócił sie ku przj-- i po)rzał badawczo na jego 'diz której światło księżyca żółtawy odcień Zj Nilka tgoani przyjaziesz ao sie-b- e Ta vt-klet- a malaria daje czowieko- - lui chok' 1 1 -- zkołę Ale ja nie mam wy mówki — musze zaorać się ao roboty na cale? 1 i oczyścić moje biurko od za- - lesto-- ci "Po kidkiej przerwie Fernand dodał jedz f mna Ken " pi ntacja' Zaniedbywałem ja i II tak JUZ 7J (Hugo Fernand ziodu leKcewazący rucn re ska 'Sam nu mowires ze iwoj czamy 1 nadzorca je-- t doskonały" Z pewnością wie on więcej o sizalu ode mnie zgodził się Ken o widzisz' Pobędziesz u mnie przez czas iakiś potem radziłbym ci od-b- c krotka podróż na wschód O ile się me nule — nie znasz jeszcze tej części kraju Co tam jest tak specjalnie ciekaw-ego1 Nic specjalnego Tylko nowe ple-miona nowe twarze — mam tu na mysh oczuuscie białe twarze Podobno w Wa-gadug- u jest jest kilka ładnych kobiet " Do diabła z ładnymi białymi kobiet-ami' Xo i z czarnymi tez gdy chodzi 0 iCbłOSC ie badz śmieszny Ken Wvzdro-- fiej Hlko a zmienisz swe ustosunkowa nie sie do nich Mają one swe zastosow-anie ' 0 — pewnie pewnie Ich głównj m celem w życiu zdaje się być tworzenie komplikacji Zaczynając juz od Ewy " Fernand się roześmiał "Nigdy nie mogłem zrozumieć całej tej hecy z jabł Maria Rodziewiczówna — Poświeć' — rozkazał — chce zo-baczyć twaiz tego człowieka Latarnia rzuciła promyk żółtawy na harde rs naszego bohatera Wódz spój-na! i ledwie powstrzymał okrzyk — To pan' — zawołał zdumiały — Rtu o paie mil od partii w Sterdyniu' — Moj obowiązek prowadzi w rożne strony i w iozne miejsca — odparł mło-d- j człowiek ściskaiąc podaną dłoń znaj-omego — spałem w tej ruder-ze czeka iac nocy gdyście przyszli' Zo-baczyłem izecz niegodziwą pięciu na obronnego' — Rozkaz spełniamy' Czy pan żał-uje0 — Tak żałuje że tak mało i krótko kedzie ie męczvc za tyle mąk co za fał i co sie ranie będą lata Czy stryczek zapłaci za iego zdradę 01 nie to mało i10 zbt lekka kara Dajcie mu zyć1 — Co panu się dzieje? Czyś w ma-lignie- 1 Dac zvc uarinwi? Nikt — Tak' Wierzcie mi i usluchatcie na świecie gorzej mu nie życzy niz bajcie mu zvć lecz zvć nie tu bv W szkodzie lecz w ełiichei puszczy Ciezniem przy partii którą zdradził pdzie krok w ki ok z nami pod pręgie-in- n opinn publicznej wzgardy bratniej iT=tretu i jhvdv! Srnm i wstvrl nnoko i hdnba opiętnują go i ukarzą sto-°- c ciezei niz wasz stryczek który po-"n- o ze -- ie nazywa egzekucją jest zaw-- e ominąłem i aktem przemocy' le™ie mi i usłuchajcie' Jam Polak taniec i wróg osobisty tego czło-?A- a' Znam i zaręczam ze gdyby był B'H0mnm wvhralhu n„vownio rn„nc„lwm _ u Waowrn7ŁCńktnóucnruąniu mu1ie— cjza gcoutuzjaę jau—u~i_il — żevcie zdrajcę oddali pod tysiąc wrogich i tysiąc krzepkich dłoni'" 'Odz chwile S1P namvil)ł Ohnu-ia-- Ćl mU danv snołnifij - v'io rQi en) arnr!TU'vm i nohirlnum --In "' inności wstrętem LZ 7nQir uin4n:n Ti_i:Awn iJ "' 11131UJ1C DUJiMCgU L wwai się znoyvu swioa — T- - !0 tez Zdraifa tfhńr-- 7 mnioi c7l-lH- li niz ten hi PnHj nnA wwu t™ir™ rt--4 -- " wui uaii tvviUA oniitiui E„ 8' ° zmroku sztyletem w bok i sply-Krl- a' a7ailltr7 HTcb-a-1 rłnrrrili iSU OsVan„„U - T J-i- U IWi? ducha -- nod fletniami czterech i uui- - me wyznau nic i mu- - U)U mewinnL jjlSI3! wB0 g BBnla&ifl kiem Bedac wszechwiedzacm — Bo° powinien bjł zdawać sobie doskonale sprawę ze Ewa bedac kobieta me bę- dzie mogła sie oprzeć pokusie zakaza-nego owocu " Rozdział XIII zpalałacNtówwieićkiudpaoFlei rdnsraioenddzbaeezkpiMolkśaariesodsnnpiroawpodsotuarnnzooęwwdeiołj wa en io mu zaoszczędzi konieczności powrotu w niedalekiej pmszłosci do tej czesci jego okręgu Pozostawiając swe dwa samochody u pmdroznej wsi weszli do brussy w" lo-tt arzitwie at boa Fernanda mili cjanta pełniącego role jego szofera i kil-ku tiagarzj niosących zwykły ekwipu- nek — składane łozka stół i "stołki na-czynia kuchenne zjwnosc i t p dniaPodgdykosnzliiecgęmsieagi oszupo lewgaożkipeijerwścsizeeżgcoe usiyszeu daleki odgłos bebnow sygnalo-wc- h Musimy bvć niedaleko juz stosunko-wo od Tapsotenga — powiedzia Masson "Podobno jest to oporna wieś By placie niższe podatki ma ona zwyczaj ukrywa ma połowy swych mieszkańców "gd przybywają uiędnicv Zobaczymy czy uda się im ta sztuczka tm razem Poszle milicjanta naprzód by nie pozwolił mie szkaneom na rozproszenie sie po lesie nie sadzę jednak bv to na wiele sie przy- dało Prawdopodobnie będzie to powtó-rzeniem stałej historii" Ken spojrzał na niego z zaintereso-waniem "żartu lesz chyba Jak mogliby wiedzieć o naszym przybyciu"'" Nie odpowiadając mu wprost Mas-son zwrócił sie do milicjanta "Co mówią te bębny'" "Zwołują ludzi do powitania białych ludzi rządu " Fernand uśmiechnął się "Tak jak myślałem " Ken bvł wyraźnie zdziwiony "Ale jak oni wiedzieli?" Masson odpowiedział pytaniem- - "Czy nic cię nie zafrapowało od czasu jak mi nął nas ten muizvn iakiś czas temu9" Ken zastanowił się przez chwilę "Nie nic " "Nie słyszałeś jakichś sygnałów''" "Nie — słyszałem tylko gwizd ja-kiegoś ptaka w krzakach Nie myślisz chyba " Pożary i Zgliszcza obywatela 21 Ludzie o twarzach poczernionych sa-dza spojrzeli po sobie Znali ów wypa dek zapewne bo ręce im opadły odstą-pili o krok patrząc zaniepokojeni to na przywódcę to na Świdę to na zdławio-nego na wpół skazańca Myśleli o lodzi nach i domach ze zgrozą — Zabierajcie go żywo' — rozstrzy gnał wódz kwestię — Zrobimy jak ra dzi pan świda a jeżeli sie to nie podobr rządowi będzie lutro czas na egzekucję Ruszajcie' Pan pójdzie z nami9 — Owszem mam nawet rozkaz dla wodza Wszyscy wvszli z oranzein unosząc ofiarę Aleksander wydostał sie ostatni kopnięciem nogi gasząc latarnie — Ha zapłacisz mi za podpalacza mości Dominiku — mrukną ponuro pa-trząc na swego przesladoyycę co sie ko łysał tu i tam przy iuchu dwóch opraw cow Nagle poczuł ze go ktoś szarpnął za pole — Paniczu — wyszeptał dobrze zna ny glos Makarewicza — proszę zaczekać chw liczy ne Mam ważne wiadomości Przystanął Sprzysięzeni poszli dalei kierując się w głębie parku straznil uśmiechał sie chvtrze wiodąc za nim wzrokiem Można bvło przysiąc ze do pomógł im do wynalezienia Czaphca ułatwił schwytanie — Błem w miasteczku — mowiJ połgosem — coś strasznego się gotuje Aresztowano Niemkowskiego wzięto Budnickiego rosłano po czwarta roU do Sosnianki Ten tam — wskazał rekr orszak czarny ginący w oddali — mu siał wszystkich wydać Aprasjew poje chał do Olekszy a co najstraszniejsze wracając spotkałem assaułe z kilkudzie-sięciu kozakami! Prowadzili wśród koni ~"ri "radem nahai proboszcza ze Stu-dzianki — Staruszka śwetego' Za co? — Nie wiem Podobno cześć partu była wczorai u snowiedzi Ksiądz ich pobłogosławił na śmierć — To fałsz! Błogostawił wikary trzy dni temu i poszedł razem! Widziałem go w obozie Co ich fałsz obchodzi Studziank? boeata a nan Czaplic już pewnie wyli czył ile z wołów po przetopieniu będzie rubli — Ohydne! - JUóyviłuludziej że-dziśTano-y- gdy Nie nie nnsle — wiem na pewno To co wziąłeś za ptaka ćwiczącego sie w swej piosence to był właśnie ten mu-rzyn uprzedzający swych przyjaciół o naszym zbliżaniu się " Ken uśmiechnął sie powątpiewająco "Możliwe ze tublcy maja jakieś umó-wione sygnały jak niebezpieczeństwo wołanie o pomoc — coś takiego Ale przypuszczać ze mogliby gwizdkami dac znać o spotkaniu na ścieżce nieoczekiwa-nych biahch' Pewnie ten murzyn po minięciu nas po prostu pobiegł poprzez las z powrotem do wsi by uprzedzić ją o naszym zbliżaniu sie " Fernand potrząsnął głowa "Nie Ken — on ich uprzedził gwizdkiem Miesz-kańcy tego okresu shnni sa ze swych gwizdanych sygnałów" Y godzinę odbywało '"naczelnikowi" zczcnie Kena małym pagórku koło wsi sprawdzanie liczby mieszkańców Masson wybrał to miejsce gdyż bło tam trochę przewie-wu a wysokopienne drzewa dokoła da-wały Co kilka minut milicjant kiwał na widocznie stopniu słynne e" długości jakiegoś wieśniaka ktor zdając sobie w otwór moduluinc dzwiek kem z kicm otwioiaia sztywnie przy siedział cymi 7amka]acymi otwon yv W chwile potem gdzieś gęstych macza miliciant zaczynał na tę ciagnncu-- h sie podnóża sama litanię pytań az do horyzontu rozległo sie Nie wielkim dętek te tywem do ze dając dalej połowa conaimniej ludności kryła sie sooirzał Wił gdzieś krzakach Grupa hamsa Młoch Amen kanni siedział mieszkańców zebrana składam m ki polowym pa-dzen- ia spisu bła zdecydowanie trzac skąd tezcli Fernand szczupła na liczbę we wsi Me nic miał dowód umie- - """u" i ua5V na luni Ętla 1 7 ci 1 II CM IT1 P0 miejscowemu tubylczemu naczelnikowi powiatu który przybył do wsi wkiotce po białych z odległej o parę mil "leży dencji" Z uśmiechem w którym chy- - trosc zmieszana była z dozą ta]o nej uciechy ten upewniał ze wsyyicy mieszkańcy byli obecni Ponieważ biali urzędnicy to 'to samo matka-oiciec- " — kto miałby dziwny pomysł ukrywania sie przed nimi? "Oczywiście" dodał "jakiś wieśniak pracujący swym po letku mógł nie bć powiadomiony o przybyciu białych " Fernand do Kena "Staiy cwany lis' Wie on dobrze ze nie mogę mu dowieść ze łze" Grube wargi "naczelnika powiatu" zadrgały w szybko uśmie-chu Wcale było wykluczone ze uda-wał tylko ze nie rozumie po francusku Wzrok Kena błąkający się tu i' tam padł jednego z paziów "naczelnika" pilnującego bv ten miał zawsze pod rę-ka kubek z Ten chłopak miał za-wieszony na szyi gwizdek sygnałowy który przypomniał Kenowi o jego rozmo wie z Fernandem Zwracając się doiprzy-jaciel- a zasugerował by dla udowodnie-nia ze miał rację zażądał od Czaplic się zjawił w kwaterze assauła go pięścią poczęstował pułkownik zwymy-ślał a Aprasjew coś gadał o areszcie' Zjadł uderzenie i przekleństwa a po go dżinie juz pili razem a sztafety latały na wsze strony roznosząc nieszczęście źle będzie panie' — Wiem poczciwcze Nie z przeko nania się biję ale dla panienki ze tak ode mnie i opowiedz wszystko A tymczasem bądź zdrów i pilnuj jej' — Niech się panicz nie lęka włor jej z głowy nie spadnie To wy się sza nujcie paniczu nie zapominajcie żeście eraz jej narzeczonym i ze ona świda objął i uścisnął starego jal brata za to i pobiegł zi-druży- ną wezwany kilkakrotnie stłumio-nym gwizdem Makarewicz rozejrzał się przezornie noczekai chwilę i cichaczem wśliznął się do rudery Nie spoczynku w niej szukał bo sze-'es- t zwiastował ze odnalazł polłuczonr latarkę zapalił ja i kryjąc blask przy -- zolgał się w kat gdzie pracował Cza olic Zwyczajem ludzi nawkłvch sa notnosci monologował po cichu — Tyle razy tu byłem i m ia myśl nie przyszło ze pilnuje skarbóv oana Aha to on tu stracha udawał 'Im nic nie szkodzi jak zobaczę co tam ?zv w tym dole Człowiek nigdy nie wi' za wiele' Oho skizynka cęzka i — el — a to? herby nieboszczyka mego pan? — Taak — nan oddał pani pani opie-kunowi — grzechu w tm nie be Jzie lak Makarewicz odniesie to pudel 'io na właściwe miejsce do panienki — Pan Czaplic skretny oorzadny ale człek podlega zapomnie mu i stać by sie mogło ze wskutek tes?' nigdy bv nie wróciły do rąk właścicielki Po tym tłumaczeniu sweeo czyni Makarewicz świecąc latarką v wkopany otwór pokręcił głowa za śmiał się wreszcie ręką machnął — Niech to sobie leży — mrukną! — to nie nasze choć sie pewnie Graby nrzyłozyły do zbioru Niech sie on ju-- o z Bogiem rozprawi' Panienka nie weźmie nic co do niej należy i miałbym tylko kłopot zagrzebywać na nowo To mowiac stary zdmuchnął światła deski swei nory i szłja 'ułke do nałacu rad ze się me cpotkr z właścicielem Garstka wieszających zandarmov za granicą parku rozdzieliła się Jeden ze zbrojnych ustąpił wierzchowca św idzie i odszedł do domu pozostali w raźnym kłusem jechali za powstań-cem który wiózł przewieszone poprzez szyje końska bezwładne ciało Czaplica Zdrajca miał dobra straż a honoru tego nie ustąpiłby Świda nikomu Orszak po zarośli 1958 -- - - eTD II '$!ll tli powiatu by ten w drodze sygnałów gwizdków ych spowodował przyprowa-dzenie z jego rezydencji jego białego ogiera Fernand uśmiechnął sie "A więc juz wiesz ze każdy szanujący się kack ni i I białego ogiera używanego do jazdy przy ważnych okazjach Po chwili dodał "Ale ale — nasza obecność tutaj nic uznana za wydarzenie dość ważne Dla utrzymania dyscypliny będę musiał dac temu npkowi do pozna-nia ze takie zlekceważenie mnie może pociągnąć za sobą niemiłe dla niego skut-ki Ale to później Na lazie iozwiejmy twoje wątpliwości co do tego w jakim murzyni tutejsi maja opanowane ich sygnały gwizdków Fernand kazał milicjantowi przetlu- - później sie naznaczyć cień Na lozkazu swego czarnego pa-na paz przyłozsł do ust so] gwizdek 7 kości słoniowe] Był on jakichś czterech cali płaskiego kształtu pizypo minajacego kiz? i miał otwoi prze-wiercone i wszeiz Chłonak dał gorn -- prawe powagi chwili podchodził i palcem wskazujanm do stolika którym i boczne Masson Potem występując roli tłu- - w nowo krzakach od pagoika trzeba bło byc jakby echo powtaizajace sygnały po by przyjść pizekonania je Masson ukradkiem na po otaczających dla przeprowa swym ześle na zbyt' w kierunku chat mviii przyjść LCii (U10SC1 1 CV IC 1SC1W pewna na mrugnął opanowanym nie na dolo naczelnika chciała Pozdrów ją sierota przypomnienie do nigdy no bardzo zairzał to -- asunał poniósł milcze-niu wśród została skutek wzdłuż plemienia Teraz nie było juz powątpie wa lacego uśmiechu na jego ustach W jakieś dwadzieścia minut pozmc] — tuman kuizu ukazał się nad biussa przez która wiła sie droga do rezydencji kacyka Tuman ten przybliżał się szybko ku nim Jeszcze kilka chwil a pomiędzy rzadkimi di zew kami u stop pagórka doj-rzeli wielkiego białego konia w szybkim galopie i - Wyciągnięty na płóciennym leżaku na niskiej werandzie campemenl Ken wodził ospałym wzrokiem no piaszczy-stym placyku dokoła którego skupiały się zabudowania małego ośrodka admini-stracyjnego Osada zwarzona nieznośnym upa-łem południowym drzemała pogrążona w apatycznym bezruchu sjesty Od czasu do czasu silniejszy podmuch suchego wiatru wschodniego szarpał wy-płowiałą flagę francuska na koślawym maszcie przed biurem okręgu Wówczas ctuhmiurókwi dzkiuerzuna placyku unosiły się ) Scluonlska ty szlak który chyba kocie oczy naszego bohatera mogły odszukać w noc tak cie-mną i posuwał sie jpgo śladem nie troszcząc się o resztę Oprawcy drzemali zmęczeni wódz ze świdą rozmawiali z cicha o kraju nie ba-li się szpiega w mroku i pustce zapadłej ikolicy gdzie ich pochód płoszył tylko uwierzę jakie lub ptaka O szarym świcie sen oprawców i rozmowę starszyzny przerwał glos niewidzialnego poste-runku Zbliżali się do obozu Pierwsze zaraz ognisko powitało ich wrzawą i ruchem Sztandar wbity pod dębem zwiastował obecność naczelnika i o kilkanaście kroków dalej czuwał 'Ac-lisows- ki wśród grona kolegów bawiąc ich jakaś wesoła anegdota Obóz wyglądał porządnie spokojnie mac tam było karność żołnierską i za- lał triumfu Pod chorągwią na śwleo ściętym oniu siedział Kazimierz -- ozmawiaiąc z hudym młodvm kedzem Rył to wika--- y ze Studzianki kapelan partu Aleksander wjechał w sam siodck ( wym szczególnym żywym ładunkiem atrzymując swa eskortę w cieniu Żp-isławs- ki poznał go pierwszy i powitał -- adosnym "hurra'" no chwili otocyla o gromada kolegów — Przwi07łem wam icnca' — rzekł siadając z ukłonem w stronę woda — hciano go wiesac Musiałem ze wam robie przyjemność gdy jeszcze żywemu v oczv zajrzycie — Wziął na barki o ropna siną nostac i położył na ziemi pierajac ja plecami o dab — Czaplic' — powtomo wściekle to głosów Była piekielna radosc w tym rzyku — Aha sterdyński patnola ojciec opiekun nowiatu nieskalany pan Do- - ninik' Ha ha' — Za klęskę na Prochodni juz się l7is wypłaci! carowi Wvdał pół powia-- u pan omekun Rudnicki Niemkowski 'zieci no Olekszę pojpchal Aprasjew 'S7ysry pójdą za lvmi nie dziś to utro' — Dla was przywiozłem go na pas-w- e Zabijcie go bez stryczka i kuli lech zyic katowany obejściem słowem pojrzeniem — Moskal' — zasyczał zajadle źeli-łavzs- ki me dającym Fię opisać tonem — Gcteieś go pojmał'' — zagadnął Cazimier odwracając oczv od drzewa — Nie ja Rząd kazał go powiesić °rzyduszono go nam trochę Hej kole-dzy' Wódki mu łyk w gardła niech się ibejrzy po miłym towarzystwie! — Rafinujesz zemstę Aleks! Czy to się godzi9 — szeonął Kazimierz smutno - Nic nie rafinuję! Bierz go sobie w obrębie partii ja nie rozkazuje Wroga chwilowym błądzeniu! rjj-zuca-m pod noPiwjjjesgowkizać 'wyszedł 'najakiśźle utar-- c?y'?tfźelać' Wólna"woTa! ' — — - - i im me __ m fu " " 'i ii unii Ml ftł DOMOWA NATURALNA KURACJA Jeśli wszelkie lekarstwa za-wiodą tam pomoże kuracja na- turalna Podając dokładnie obja-wy choroby wyMemy natych-miast odpowiednie lekarstwa i wskazówki Posiadamy skuteczne zuola na schudnięcie Cena $2 00 Na odpowiedz prosimy załą czyc zaiaczck pocztowy LIFE & NATURĘ 64 Catedral Winnipeg Man 84 W ADWOKACI JAN L Z GÓRA ADWOKAT — OBROŃCA NOTARIUSZ 1437 Oueen Sł W — Toronto Tel Biura: LE 3-12- 11 Mieszk AT 9-84- 65 56S GEORGE BEN BA ADWOKAT I NOTARIUSZ Mowi p polsku 1147 Dundas S' W - Toronto T'l LE 4-84- 31 i LE 4-84- 32 BROS i ŚMIECH ADWOKACI 7 Riverview Gdns (okólna lane i Hloor) Toronto 9 Ont Wieioiami i w soboty Tel RO 6-63- 22 12 W E H Łuck BA LLB (I UKOWSM) ADWOKAT NOTARIUSZ OBROŃCA Wspólnik flrmv prawniczej Blanny Pasternak i Łuck 57 BLOOR St W rOR nnv pokój 200 TEL WA 4 9755 PrzJmuJe także wieczorom! od 7 ej do Ił tej ora w sobót} za telefonie z mm porozumieniem S5S CM BIELSKI babcl ADWOKAT I NOTARIUSZ Przyjęcie codziennie Sulle 702 llerniant Illde 21 Dundas Sauare pr Vonrc St I Toronto — EM 2-12- 51 Wieczorami za uprzednim lolefonicnym poiozumicnicm 72-- W Związek Polaków to jedności siła Zostań jego członkiem jeśli ci Polska miła NAPOJE NAJBARDZIEJ TYCH TAK W BEZPŁATNA na i W TELEFONUJCIE OKULIŚCI fil r HM -- his OKULISTKI Br Bukowska-Bejna- r O D Wiktoria Bukowska O D prowncljT nowoczesny okullstjczny przy 274 obok Gcoffro St Tel LE 2-54- 93 Coi7lm pr7Jc codziennie od 10 rano do 8 wieczór W soboty od 10 rano do 4 po pol DENTYŚCI Dr Tadeusz Więckowski LEKARZ 20844 Bloor S W — pr)jimijv po uprzednim porozumie-niu telefoniczni ni W Dr S D BRIGEL LEKARZ DENTYSTA CHIRURG — STOMATOLOG chorób amy uslnel Pluslilnns- - A Sureinns' ISiiIldlng Kimtlirlu No 270 86 Bloor St W — Toronto Telefon 2-00- 56 W Dr E WACHNA Godziny 10-3- 86 Bathurst St -- 12 EM 4-6S- 15 Dr LUCYK 2092 Dundis St W - Tel RO 9-46- 82 W Dr H SGKWABE 71 Howard Park troi' Itonceswilles) Godz przyjęć za zam telefon LE 1-2- 005 40 S Dr Władysława SADAUSKAS LEKARZ 129 Grenadier Rd (drugi dom od ItonccsvnIlcs) 7a telefo-nicznym porozumieniem LE 1-4- 250 S Zbigniew H Boyko DC DOKTOR CHIROPRAKTYKI Specjalizacja aitretyzmu reumatyzmu lumbago sjjutyki dolegliwości muskulów i stawów Gabinet wyposażony w najnowsze X-R- ay — pne£'ivietlenia 78 RD - MIMICO - CL 5-22- 31 1111 W-K- ) MARIE SHOP i fl - ! M—— — Mamy duży wybór damskich i dziecinnych ubrań wo wszystkich cenach Za wplata zatrMiwmy kidy artykuł do llozofjo Narodzenia — ObsluZymy Was w Jtku Otwarte od 9 rano do fi wieczór W izwarlkl I pl(lkl do god 0 wlecz 1490 Dundas St West Toronto — Tel LE 4-60- 46 87 as ZBLIŻONE DO KTÓRE WAM SMA-KOWAŁY KRAJU RODZINNYM - - - inne okazje Avenue 37S DENTYSTA Tel WA 310 Toronto Spec allsln WA DENTYSTA 2— M DENTYSTA Toronto DENTYSTA Ave uprzednim Tolofon lccenii mali ojczystym 40 Cola Ginger Ale Orange Creara Soda DOSTAWA bankiety TORONTO ('ablnet'" Roncesvalle$ DENTYSTA Przyjmuje urządzenia LAKESHORE WAliiut i 1-2- 151 w dnie powszednie do godz 7 wiecz-- 1 Nie dostarczamy towaru do prywatnych' 'domów Paczki mm do Polski DO WYBORU ŻYWNOŚĆ MATEIUAŁY PREZENTY LUB WYMIENIALNE NA PIENIĄDZE (prawie 100 złotych za dolara) Janipe Tradiog - J Kamiński TORONTO Onh: 835 Oueen St W — Tel EM 4-40- 25 EDMONTON Alta: 10649 97th Streeł — Tel 2-38- 39 RÓWNIEŻ WSZELKIE LEKARSTWA ITP Najszybciej i najianiej! Wolne od cla! ŚWIEŻE POMARAŃCZE I CYTRYNY Erc 20 w j Bali w sn - W&fflm$m%!$M£& K mik Mi a i im m 2l mś"j: EfatJRa5Lł M 1 |
Tags
Comments
Post a Comment for 000393b
