000004b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
tt VW 'M ' Sastó '%r%'" ~Xifcp — 'SHwrTS- -
j j# ~tf?r"iyi't'--' "VvSlŁ" " "S" ' "M-rsM- j :f£T#' tfiia!if' ' "'
1 1 y&Jli
V" łVK-- V'
%
r '
"— 'fi
"ZWIĄZKOWIEC" STYCZEŃ (Januaiy) Sobola — 195? STR- -7
jerzy Giżycki 42
NA POŁUDNIE OD PIEKŁA
Opowieść z kraju na południe od tego piekła na liemi Sahary
Se°u — przyszłe centrum gospodar- -
Sudanu francusKiegu
w kilka dni po przybyciu tam Ken
1{ biadanie Monsieur Bellarmand
ELu-I-p
białego" urzędnika administra- -
ftfineflo Był on z Martyniki jak i jego
ai inni gusi-j- t 6 u
nśń" tamtych była bardziej inten- -
Mvna Szczególnie dotyczyło to sierżan-ajslużb- v
lotniczej pilnującego tamtej-do- o
lotniska i pustego hangaru Miał
jf"pucołowatą twarz czarniejszą od
jrWciętnego sudaftskiego murzyna Tym
liraniej uważał się on za Francuza
fflność miejscową za "dzicz" za "brud
ach negrow z Kiorymi mepuuouiia pra- -
przy stole sierżant który wypił spo-- X
su ego narodowego trunku z Marty- -
g-- j _ mocnego ponczu z lamiejszego
UU — począł wspominać z rozrzewnie-%- m
rodzime 'obyczaje i jf "U nas" powiadał z pogardliwym
iKrzywieniem swych wywiniętych ma--
wnych warg — pija się poncz
miast iaK ui siawiac KaraiKę z wo-n-a
stole i popijać każdy łyk ponczu p u nas stawia się blaszankę z wodą na
wzewiewnej -- werandzie Ciągnie się spó
jnie poncz a gdy trunek aoorze juz
Dali iezyk i podniebienie — idzie czło- -
Hek na werandę grzebnie czerpakiem
Wody łyknie raz i drugi potem ode- -
nie głęboko parę razy a powietrze
daje się mu niebiańskim Balsamem
[e ma pan pojęcia tłumaczył Kenowi
to za frajda!"
W całkowitym poczuciu swej ponczo- -
j niższości Ken sprowadził rozmowę
inny lemai wspomniał ze wiuziai
podwórzu śliczną małą antylopę
zepada on za tymi zgrabnymi zwierzę- -
i Gospodarz oświadczył ze won
racyjne "koronowane żórawie" Jego
łomówny drugi rodak miał zdecydo- -
na predylekcję do małych krokodyli
re trzyma w improwizowanym Da
nie
L4 Sierżant nawpół drzemiący teraz w
ym fotelu z łodyg palmowych nie
'rdzo zwracał uwagę na toczącą się roz- -
iwę Ocknął się raptem i powiedział
ielkim przekonaniem:
"A ja lubię koty!"
Nikt w tym nie widział nic nadzwy- -
jnego
"Tak — bardzo lubię koty Kuka
Wyspy francuskiej na zach
1
st- -
f
3
u
a
Atlantyku
t j -
(
Maria Rodziewiczówna
łi ~-- v £---
w &~
ochoty poza
:i oiy oiunnąi iuieui iucułu oH-- if
idów nie nozdrowił słowem Pod wie
li konia siadł i pognał gdzieś oklep
drogi jak wilk 2ona przeżegnała się
uuk za nim ouia mc gu
A
fi
nie iaK
de- -
ar
i Czv bies go opętał? zamruczała
I Zgadła Mlerziw brat Aleksandra
ji idy gnał polem nim bies siedział
szeptał i radził i tłumaczył
Chłop pędził po zgubę swego pa- -
Juda nań czekał triumfująco
Ą Nazajutrz masztalerz wez-n- il
Makarewicza do dworu Stary się
wwlókł zły przeklinając świat cały Mi-lałk- o
dnia tepó właśnie miał przybyć
le ostatnich a dnia na-iftpno- go
powstaniec rozpocząć miał u-!cz- Kę
za granicę Rozkaz dworu
wszystkie szyki Strażnik stawił
też z dość niewesołą miną w
pana jakby nieszczęś-- p
Czaplic rozparty u biura uśmiech-Jfct- y
rad z całego świata powitał sługę
wiśliwym
3
milczeniu i wyszedł
BNa ganku Władkę
sobie słów kilka cicha
tsW
Powie- -
i Byłem się spieszył! powtórzył
jsperacko żywego nie z
fernliwości strachu! Boże
Stary w stronę stajni
biedaczysko ach
rzcze mu ślepe czy
jjioiist zagradzało drogę Sam nie
porządku
Wóz się się
chwila o parę wiorst
ustał zupełnie
Podejrzenie straszne obiegło auszę
x laKarewicza
F?
o
o
dni temu u kompana sierżanta z naszej
załogi i mojego rodaka jadłem kota
przyrządzonego po naszemu palce
lizać!"
Wiosłujmy wiosłujmy Joooooooo
nasze pagaje migają jak ryby
Jak ryby skaczące w powietrze
(goni krokodyl
Joooo Ho! Joooo Ho! Jooo Ho!
Śpiewał Malobali a każde "Ho!" by-ło
skandowane uderzeniem pagaj załogi
o lśniąca migotliwą wodę
Biały da nam orzechy kola Jooooo
Da nam kola czerwone i białe
Białe jak jego skóra białe jak zęby
(krokodyla
But jest bardziej śliski od stopy
Śliski jest brzeg naszej łodzi
Joooo -- Ho! Joooo Ho! Jooo Ho!
gęby rozciągają się od dzie-cinnych
uśmiechów — Ha ha ha Za
bawnie fikałyby buty gdyby krokodyl
ciągnął białego za łeb
Nata który tłumaczy jest zażenowa-ny
i trochę zdziwiony że Kena ta zwrot-ka
tylko szczerze bawi
Krokodyl woli mięso od ryby Jooo
Ale niech biały uważa niech nie pa-jda
do wody
Bo on ma w kieszeni pieniądze
Kupi dla nas kury
Joooo Ho! Joooo Ho! Jooo Ho!
Tak biały mógłby im kupić parę
kur Oni przecież tak ciężko pracują!
Poszedł w niepamięć długi odpoczynek
w Dnie spędzone na spacerze po
targowisku gdzie jest tyle ciekawych
rzeczy do oglądania Na wylegiwaniu
się brzuchem do góry (brzuchem pełnym
ryżu z rybami) zapomnia-ne
noce mile spędzone w towarzystwie
dziewczyn uprzyjemniających za otrzy-mane
od białego franki postój prze-jezdnych
lapto
Kury kury Jooooo
Smaczne to jest jedzenie!
Kury po to żeby je zjeść
Mądry jest krokodyl woli mięso
(od ryb
O zachodzie słońca Kura któ-ry
definitywnie obrał sobie stanowisko
dachu Kena przerwał swe mo-notonne
i machinalne jak różaniec pod-śpiewywania
Maghrebu muzułmań-skiej
modlitwy wieczornej by wrzasnąć
nad okienkiem:
i
t — tnj tnunp P7U ten wóz uDrzaż koń sam list
i lau ku swii iaaicu luiFC""' - __ -
procy zawoła wreszce me
nury oczy mv apujiai j -- -
] ? zajęcia bez" zwykłej Wyglądał domem?
się
zonę
na
z
— —
a' za
dla
rankiem
ze
Mcszał
i? kance-iri- i
ervmasem
Mnie
1 pobiegł
sie
los
popsuł
I chudy
Ina
i
gdy
te
są
że
na kabiny
0'C=ą=(=:
35
Pożary Zgliszcza
łu vnnn
nd„ Wsta ocijaly SSSA
niKomu
ifcza
przygotowań
przeczuwał
galganiarza
smakowitego
Rt-)r- v ratrzasł na te myśl chciał
wracać Po co? Wszak został tam Michał-k-o
i ujdą ze Świda nie powro-tu
strażnika a jeżeli Czaplic obławą ze-chce
szukać powstańca jak zwierza w
kniei to znajdzie legowisko puste nie
da go wziąć wierny sługa!
Makarewicz trochę uspokojony po-wlókł
się krok za krokiem kijem
biedne zwierzę Pod wieczór stanął
w Borowinie Spotkała go nowa troska
Pan Niestański wyjechał przed godziną
miał wrócić na noc do domu Stary
siadł zgnębiony w kredensie czekał
Czekał godzinę dwie dziesięć czekał
noc całą nie śniąc nie wstając z miej
sca Chwilami cnuai iu'h"j
Ranek wszedł a on jeszcze czekał bla
w' ręku
Trwoga opadła go znowu nz uuyieiu
o południu ziawił się gospodarz domu
Stary -- na turkot bryczki porwał się ży-wo
wypadł na ganek pokłonił się do
kolan
A czego to? — spytał szlachcic _ Tkt z Dieniedzmi przywiozłem od
jakby nagle
dajże
szlist z dużymi pieniędzmi! wręczysz vrestański o krok się ręKę
M Niestańskiemu w Borowinie wwj3onjeta po list cofnął szybko po- -
Plzywieziesz mi nokwitowanie z przyję- - „orIi„niał
nana
Ruszał 7ara7 y _!_ „„„™ „netnan nnnn listu
co
spotkał
z
—
— ma
jak
im
—
—
i
l
—
mi oddaie zdradą nabyte! na waiac
nie chcę! je zatrzyma! ty mi
idź 7 oczu sługo Moskala! może cię
Wrócisz byłeś się spie- - za szpicga!
eo
Boże!
Dedem
fatum
boży
co myśleć dwor-- f
rwała
Niech
Czarne
Segu
kury
Samba
odO
czekając
okłada-jąc
piaKac
A
Docieszała aż się iaK uos
co dostanie policzek: był blady jak
śmierć! Słowa mu uwięzły w gardle
"Sługo Moskala!" on to usłyszał Ma-karewicz
co miał rany Grochowa
shiga i Swidy! Oparł się o ścianę
i długo stał złamany miiąi: w"- -
częsny list w ciioni iieMiaM uluitui
do domu
ze cos mru-cząc
po rozpaczy i upokorzeniu niesłu-sznym
gniew nim miotał znowu
się na wlokąc z po- -
"Markala!" ( zacji więc rozumujesz jak Niemiec: to- -
Dopływali do nowego postoju — do bie trzeba 'pozytywnych wyników'"
serca robót irygacyjnych Sudanu W "Bujaj brachu bos z Marsylii! Wy
kwadrans' później przybili do małego tam niczego nie na serio Może
nabrzeża na którym na wbitych w pia
sek masztach powiewały ogromne fran
chorągwie
Ken przeszedł pod łukiem triumfal-nym
ze wstęg i zieleni i podążył ku od-ległym
o kilkaset kroków pierwszym
domom osady W połowie drogi spotkał
idącego ku rzece znajomego sierżanta
za którym kilku czarnych obdartusów w
resztkach starych wojskowych mundu-rów
niosło naręcza gałęzi młotki i
sznury
"Dzięki za tak wspaniałe przyjęcie"
mówił Ken żartobliwie wskazując łuk
tryumfalny "A podążającym za panem
przedstawicielom miejscowej ludności
proszę powied-zie-ć ode mnie jeżeli zna
pan ich język — ża uszlachetnia
że główną troską Europy jest szczęście
i dobro murzynów I że płacenie podat
ków jest prawdziwą rozkoszą do której
tylko trzeba się przyzwyczaić To jest
chyba normalny typ powitalnych prze-mówień"
Sierżant uśmiechnął się
"Musze pana rozczarować ale ten
łuk jest generalnego gubernatora któ-ry
przybywa tu jutro rano w motorówce
na oficjalną inaugurację naszego 'obozu
Już wczoraj przyszedł transport szam
pana a jutro skoro świt mają przywieźć
lod z Segu Wreszcie się człowiek napi
JiCi nVt£rCtrgrnuaf' nUiUlUnHUrlilfltgurrn
Wieczorem odrzuciwszy pod niezbyt
udanym pozorem zaprosiny nudnego i
antypatycznego kapitana który dowodził
obozem podczas nieobecności przebywa
jącego na urlopie powszechnie lubiane
go pułkownika — jadł kolację w
mesie podoficerów
"No jak tam idą prace przy kana
łach?" zapytał
"Kulawo Małe amerykańskie dragli-ne'- y
pracują dość sprawnie ale olbrzy-mie
niemieckie ekskawatory sprowadzo-ne
przez naszego najwyższego szefa cho-ciaż
cywila — wiecznie się łamią Może
nadają się do miękkiego piaszczystego
gruntu na są otliczone ale pan
wie jak to tutaj W suchym sezonie zie-mia
jest jak beton i albo czerpaki się
urywają albo coś w samej maszynie nie
wytrzymuje i pęka No a teraz te kolosy
grzęzną w błocku i też się nie posuwaj-ą-
Słyszałem jak porucznicy mówilimię-dz- y
sobą że gdyby się kopało ręcznie
to przy pomocy tej samej nawet ilości
ludzi co pracują obecnie przy tych cho
lernych maszynach — byłoby się juz
zrobiło więcej Więc co za wyracho'
wanie?"
"Co za prymitywne rozumowanie'
— rzucił ktoś z drugiego końca stołu
"A nie widziałeś jak te mamuty fajno
wychodzą na fotografiach? Czego wię-cej
ci Pochodzisz skądś z Al--
- - "1M - —
wrotem Już nawet się nie spieszył stra-cił
siłę i energię chwilowo tylko na
wspomnienie słów Niestańskiego zgrzy-tał
i pięść wznosił przeklinając Czapli-c- a
chwilami ręce składał i wznosząc
oczy w niebo modlił się by tam w domu
nieszczęścia nie zastać
Tymczasem wicher się zerwał hula-jąc
po pustych polach zasypując oczy
piaskiem jęcząc między gałęźmi lasu
Koń szedł coraz wolniej szamocąc się
z nadchodzącą — zapadał zmrok
Makarewicz znękany głodem i niewcza-se- m
położył się w wozie zdając się na
los obojętny na wszystko
gdzieś
lekn jakby gromadą
dnych cwałem i 1 — —Ł !- - I
tylko wiatr huczał
I znowu już bliżej doleciał niby
turkot wozu w pędzie rzu-canego
nierówną drogą nastawił ucha
nie wicher wył coraz gwałtowniej pę-dząc
kurzu!
Aż wtem na zawrocie zaczerniało coś
wśród drzew na trakcie Słuch nie my-lił
strażnika! Drogą pędziło kilku kon-nych
eskortując pocztową
bryczkę Rozbity dzwonek zakołatał po-sępnie
wicher donosił już wyraźnie
ten dźwięk fałszywy i tętent koni
podniósł się w wozie zatrzy-mał
konia" z natężeniem wyglądał na
przód Tabun się zbliżał wyjechali na
dy zmęczony ściskając list 'jaśniejsze miejsce mignęły lufy strzelb
panu
drodze leniwo
jakie
burzą
dobyte jasne szable na bryczce
Wieziono jeńca
Nie widział go jeszcze Makarewicz
nie spuszczał wciąż stał na wo-zie
pochylony naprzód Gromadka zró-wnała
się z nim starego pos-zedł
okroDiiy wvraz rzucił się w tył
ze Sterdynia — wyjąkał Makare- - rece Drzed siebie wyciągnął otworzył
twierdzi żes uczciwy i j _ jasnv panie raczcie przyjąć i woł?ć chciał i ze- -
sflrawny! No tego dziś dowód Oto DOkWjt0wać Mnie domu bardzo pilno!) skoczył na ziemię i jak szalony pobiegł
usunął
i
i i
O
za ta padając wstając biegnąc
dalej głos mu się
z gardła i łkanie
Diegl ild Jlli ww
Strażnik zawahał sekundę chciał zem po-- 1 trzony w tuman kurzu został za
ś odrzeczenie lękał skompromito- - V" nieniądze" zwrotu nie chcę! bryczka i co opadał juz jąkał bełkocąc
l iurauzic niezaaowoieme wj '"-„j- e były czystą pracą zdooyte a le
wieczorem przysłano
Spieszył
lecz cy
uprząż
koń
szkapa
niech
- xu —
—
i
i
Strażnik
—
spod
Władki
sam
Potem zszedł schodów
I zna-lazł
bierzecie
cuskie
praca
''
Ken
potrzeba?
tumany
usta
Chrapliwy wydzierał
okropne!
U1UJJ1 łllClJUIllll
się
coj iiiepiyiu"iuj
jedznł
Paniczu! Paniczu! Paniczu!
Kurz onadł tętent cichł dzwonek
tylko w odstępach coraz dals7ych dola-tywał
Bryczka eskorta
broń ws7ystko przepadło jak senna zmo-ra!
Traktsie czernił długo długo pusto!
— paniczu paniczu! O Jezu!
Staremu zabrakło sił runął wrdłui
drogi na śladzie kół twarzą ziemi
jeczac coraz ciszej coraz żałośniej A
w końcu i jęk ustał nie było nicstychać
nic widać w'fher tylko wył w pustce co-raz
VIII
MAKAREWICZ
Opłotkami za wsią w Luchni prze- -
to i dobrze ale ja tak nie umiem Głu
pio mi przed samym sobą że tyle zacho
mordęgi i kosztów daje takie mizer
ne wyniki"
Żeby był pułkownik to by szło
inaczej ale jak tu pracować porządnie
z naszym 'Ooooo — to dziwne!"
"Dla czego panowie tak nazywają ka-pitana?"
"To pan nie zauważył że on tak zaw-sze
mówi? Wczoraj jeszcze pojechaliś
my łodzią na tamtą stronę rzeki i tam z
budy która nam służy za garaż wytoczy
ły negry jedno z naszych aut bo mielis
my jechać do eskawatora o
kilka kilometrów da?ej Kapitan siadł
przy kierownicy chciał zapuścić moto
starterem — ani rusz "Ooooo — to dzi'
wne! powiada Mowie ze zopaczę w
czym rzecz — jak nie wpadnie na mnie!
— "Nie wy będziecie mnie uczyli mecha
niki!' i t d i t d Siedzę i czekam Bie
dzi się chyba z pół godziny Potem każe
pchać auto murzynom Myślałem że się
na "tym piachu Nic z tego
"Wreszcie powiada: 'Ano jeżeli z
was taki wielki mechanik to powiedzcie
czemu ta cholera nie idzie?'
"Ano powiadam bo pan kapitan za
pomniał odkręcić kurek od benzyny My
ślałem ze go krew zaleje
Salka zatrzęsła się od śmiechu
Następny dzień był piekielny
Wprawdzie lód przybył ale też i guber-nator
generalny Więc były przemówię
nie parada wojskowa pod rozżarzonym
niebem zbyt obfity obiad oficjalne oglę-dziny
prac znów przemówienia zbyt ob-fita
kolacja spłukiwana do przepełnio-nych
żołądków różnego rodzaju napoja-mi
— mocnymi i mocniejszymi
Wreszcie udało się Kenowi
i skierować po kostki w piachu do jed-nej
z chatek przydzielonej na
noclegi
W słabym świetle przykręconej lam-py
naftowej dostrzegł on na swym łóżku
kupkę granatowej gwinei — błyszczące
go materiału bawełnianego robionego
we Francji specjalnie dla Ken
miał już zawołać Natę i żądać od niego
wytłumaczenia gdy kupka zaczęła się
poruszać i spod niej ukazała się zaspana
twarz i nagi biust Mariamy arabskiej
dziewczyny którą Ken (biblijnie)
w To było all right! Lepiej niż
przysłuchiwać się oficjalnemu kraso-mówstw- u
"Skd się tu wzięłaś?" zapylał
"Znajomy szofer jechał Segu wiec
pojechałam z nim odwiedzić siostrę któ
ra tam zvje z białym No a po
tern dostałam się tutaj Kadidża też
jest z naszego plemienia"
dzierał się człowiek Spalony dwór wy-minął
jakby nie chciał deptać popio-łów
wsunął się w gęstą olszynę nad
rzeką zszed'l oglądając się trwożnie nad
wodę Wieś dotykała wybrzeża zawalo-na
mnóstwem łódek pni pogniłych ga-łęzi
i traw Był to zmrok późnej jesieni
szary dżdżysty zimny
Człowiek oglądał się raz i drugi czy
go kto nie widzi polem wybrał jedno
z najmniejszych czółenek w braku wio-sła
kawałkiem deski ze
pchnął je z brzegu i odpłynął starając
się nie zrobić szelestu Rzeka w tym
miejscu wąska głęboka do połowy zicl
I naele zdało sie że da- - skiem zarosła i zamulona oddzielała'wio
zadudnił most jez-'sk- e od pól chłopskich rozrzuconych ka
___ 11 puszczonych _a1 1mł nnnrl
go
gwałtownym
policjantów
Ma-karewicz
ale oczu i
Po twarzy
— Panienka
do
bryczką
tk Prawda mu
ale
zachwiał
—
ucha jeniec
Paniczu
do
przeciągłej
du
tu
pracującego
popodrywają
wymknąć
mu
Arabów
poznał
Bamako
do
jednym
bo
spróchniałej
mu
i znuwu waiKami wyuanyun suuu iasu i uiuan
Łódka kręciła się wśród zielska i łozy
wpłynęła nareszcie pod olbrzymie wierz
bv i iak tunelem sunęła dalej płosząc
gromadki drobnych rybek i stadka wpół-dzikic- h
kaczek wioskowych
Nagle zrobiło się jaśniej tunel sie
skończył łódka wbiegła w niewielką za-tokę
stanęła obok wielkiego czółna
przytwierdzoną skręconą łoziną do pa-la
Wybrzeże w tym miejscu czarne tor-fowe"
bezdeń biota ciągnęło się na kil-kaset
kroków obrzeżając urodzajne
grunty Dla przebycia go zbudowano
długi pomost sklecony z okrąglaków na
palach Ta napowietrzną drogą dostawa
li się chłopi do swych pól i u jej końca
stała wielka łódź obok której nowo-przybyły
zostawił swoją pławicę ukryw
szy ią nieco pod belki Po czym nocny
wędrowiec dźwignął się sam na kładkę
i tłumiąc odgłos swych kroków ruszył
oglądając się wciąż nieufnie w stronę
stałego lądu i zniknął jak widmo w
coraz gęstszej białej mgle jesieni Tam
za kenami leszczyny i kaliny orał tyl-ko
jeden chłop pokrzykując na woły
donośnie Zmierzch go naglił do powro-tu
dokończył zagona otarł spocone czo-ło
jął wyprzęgać swe bydlęta Byki to
były przepyszne pstrokate jak jeden
ślicznych kształtów rosłe i zdrowe
Gospodarz puścił ie w zarośla sochę
zostawił zapalił fajkę na ramię wziął
torbę i ku kładkom zmierzał Szedł
zwolna rozglądając się zadowolony po
gotowej roli goniąc wzrokiem pasące się
woły gwiżdżąc coś niewyraźnie
Nie zauważył że za nim z ziemi jak
widmo podniósł sie czarny cień czło-wieka
i szedł też krok w krok aż na po-most
nieodstępny Nagle drzewo skrzyp-nęło
pod nim: chłop się obejrzał
— Kto to? — zagadnął nie mogąc
w zmroku dojrzeć rysów towarzysza
— Znajomy 'Idź Michałku idź To
ja Makarewicz
Chłop sie zatrzymał Ton strażnika
był spokojny pomimo to tzrobiło mu się
straszno
— A wy tu kądsię'wzicli?-='tzap- y
tał niepewnym glosen
ZAWIADAMIAMY NASZYCH
KLIENTÓW
1% obecnie oprócz WĘGLA mamy n
sprzedał i dostarczamy do domów
olej do opalu
"WHITE ROSĘ"
W sezonie letnim ceny zostały
zniżone
Dzwoń do
POLSKIEJ SKŁADNICY OPAŁU
składu
polskiego
Telefon
RU 3-22- 00
406 WMWjUt
Gilbert
Avenue
Udzielamy pożyczek
na I i 2 "Mortgage"
od $1550— $45000
na spłaię do 8 lał
Może zmuszeni iestekie opła-cić
własny PIERWSZY lub
DRUGI "mortgage"? c Może
posiadacie za mało pieniędzy na
wpłatę (down payment) Może
chcielibyście umieścić własne
pieniądze na PIERWSZY lub
DRUGI "mortgage"? Może
sprzedaliście swój dom zacho-wując
na nim "mortgage"? —
Możemy udzielić Wam pożyczki
właśnie na ten "mortgage"
Gotówka w przeciągu 10 dni
Packard lnvestmcnt
Corp Ltd
3114 Dondas W (High Park)
Toronto — RO 6-23-
16
959 Woodbine (Danforth)
Toronto — OX 9-71-
17
47 P
Długoletnia gwarancja
WIELKA
WYPRZEDAŻ
FUTER
Bogaty wy-bór
najnow-szych
modeli
futer po ce-nach
bezkonk-urencyjnych
Łatwe i dłu-goterminowe
spłaty
Wsft?
nlliE
Dwa sklepy do WoseJ dyspozycji
firma nas?a sluły Polakom od 34 lat
PRINCESS
Fashion Furs
506 Queen St W EM 3-88-
84
750 Yonge St
Lunsky
WA 1-3- 924
11 Ave
WA 1-8-
971
P
Jedyny Polski Salon
Piękności
Marya's Beauty Parlor
Specjalizacja w trwałej
ondulacji "Permanent"
t Wawes
216 Bathurst St EM 8-44-
32 P
William Sfioe Storę
Właić B Czarnota
Poleca obuwie Importowane
1 kanadyjskie
Vysyłamy również obuvie do Polski
750 Quecn St W EM 3-48-
98
P
DENTYŚCI
DR W W SYDORUK
DENTYSTA
Priymuo po upriednlm tiltfonlcz- -
nym poroiumlenlu
80 Roncesvalles Ave Toronto Tl LE 5-36- 88 p
DR T L GRANOWSKI
DENTYSTA CHIRURG
Mówi po polsku
514 Dundas St W — Toronto
Tcl EM 8-90-
38 87P
Dr H SGHWABE
DENTYSTA
71 Howard Park Av
(rop Itonccwallcsj
Godz przyjęć za zam telefon
LE 1-2-
005 s
Dr Władysława
SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
129 Grenadier Rd
(drugi dom od Itoncesvnlles)
Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
Telefon LE 1-4-
250 8
297 Roncesvalles
ONI
DLA ZABEZPIECZENIA
WASZYCH ZEISS
Punktal
szkła do okularów
już do nabycia w Kanadzie
Pytajcie o nie u Waszego
specjalisty od oczu
93 S
OKULIŚCI
I
OKULISTA
S BR0G0WSKI 0 D
Badanie oczu dorosłych I dzieci
rccopt
Dopasowywanie okularów
420 Roncosvalles Ave
(ullsko Howard Park)
Tel gabinet LE 1-42-
51
CL 9-80-
29 P
OKULISTKI
Br Bukowska-Bcjna- r O D
Wiktoria Bukowska O D
prou nd7n nowoczesny gabinet
okulistyczny przy
274 Ronccjvalles
obok Ocoffrcy St
Tel LE'2-549- 3
rocl?lny przyjce codziennie od 10
rano do 8 wieczór W soboty od
10 rnno do 4 po poł J7S
fCrYJ Okulista
College
Oczv badamy okulary dostosowujemy do wszystkich defek-tów
wzroku na nerwowość na-bó- l głowy Mówimy po polsku
DR TEODOR TKACZ (Tlckełt)
Oficjalny Lekarz Związku Polaków w Kanadzie
Grupa 1
Gorevalo
Luck Chiropracfi® Glinie 4
BRACIA ŁUKOWSCY
DOKTORZY CHIROPRAKTYKI
Specjaliści w leczeniu artretyjmu reumatyzmu
polio lumbago syjatyki dolegliwości muckiiłow
i stawów oraz zasilania i normowania całego
140
470 St
Tel EM
y™"
B-37-
54
P
orgŁnizmu — X-K- ay prześwietlenia
1848 BLOOR ST W TORONTO ONT — TEL RO 9-22- 59
CKtJRCH ST ST CATHARINES
W
TEL MU 4-- 31
71P
WYSYŁA LEKARSTWA do POLSKI
Najstarsza polska apteka w Toronto
Poleca na wvsvłke do Polski najnowsze środki przeciw' gru-źlicy:
wszelkie witaminy zastrzyki watrobianp Vit B-- U np
WYKONUJEMY RECEPTY WSZYSTKICH KRAJÓW
Zamówienia zamiejscowe wysyłane natychmiast
Piticie telefonujcie lub igłasrajcie sie osobileU
POPIERAJCIE POLSKI HANDEL
Tadeusz GARDIAN
właściciel
Łve
TORONTO
OCZU
Sporządzanie
Miesik
Avenua
Tel LE 6-30- 03
lii t 9
(5 fk
12 % l! m
Ja
iW
1 HI'
HA
mmmm
mm
m£
1
II
mm
m'III
m
[8:
£' JM
Ir
?
5f
m
li
1
Mfc
J
II
li
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, January 03, 1959 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1959-01-03 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000270 |
Description
| Title | 000004b |
| OCR text | tt VW 'M ' Sastó '%r%'" ~Xifcp — 'SHwrTS- - j j# ~tf?r"iyi't'--' "VvSlŁ" " "S" ' "M-rsM- j :f£T#' tfiia!if' ' "' 1 1 y&Jli V" łVK-- V' % r ' "— 'fi "ZWIĄZKOWIEC" STYCZEŃ (Januaiy) Sobola — 195? STR- -7 jerzy Giżycki 42 NA POŁUDNIE OD PIEKŁA Opowieść z kraju na południe od tego piekła na liemi Sahary Se°u — przyszłe centrum gospodar- - Sudanu francusKiegu w kilka dni po przybyciu tam Ken 1{ biadanie Monsieur Bellarmand ELu-I-p białego" urzędnika administra- - ftfineflo Był on z Martyniki jak i jego ai inni gusi-j- t 6 u nśń" tamtych była bardziej inten- - Mvna Szczególnie dotyczyło to sierżan-ajslużb- v lotniczej pilnującego tamtej-do- o lotniska i pustego hangaru Miał jf"pucołowatą twarz czarniejszą od jrWciętnego sudaftskiego murzyna Tym liraniej uważał się on za Francuza fflność miejscową za "dzicz" za "brud ach negrow z Kiorymi mepuuouiia pra- - przy stole sierżant który wypił spo-- X su ego narodowego trunku z Marty- - g-- j _ mocnego ponczu z lamiejszego UU — począł wspominać z rozrzewnie-%- m rodzime 'obyczaje i jf "U nas" powiadał z pogardliwym iKrzywieniem swych wywiniętych ma-- wnych warg — pija się poncz miast iaK ui siawiac KaraiKę z wo-n-a stole i popijać każdy łyk ponczu p u nas stawia się blaszankę z wodą na wzewiewnej -- werandzie Ciągnie się spó jnie poncz a gdy trunek aoorze juz Dali iezyk i podniebienie — idzie czło- - Hek na werandę grzebnie czerpakiem Wody łyknie raz i drugi potem ode- - nie głęboko parę razy a powietrze daje się mu niebiańskim Balsamem [e ma pan pojęcia tłumaczył Kenowi to za frajda!" W całkowitym poczuciu swej ponczo- - j niższości Ken sprowadził rozmowę inny lemai wspomniał ze wiuziai podwórzu śliczną małą antylopę zepada on za tymi zgrabnymi zwierzę- - i Gospodarz oświadczył ze won racyjne "koronowane żórawie" Jego łomówny drugi rodak miał zdecydo- - na predylekcję do małych krokodyli re trzyma w improwizowanym Da nie L4 Sierżant nawpół drzemiący teraz w ym fotelu z łodyg palmowych nie 'rdzo zwracał uwagę na toczącą się roz- - iwę Ocknął się raptem i powiedział ielkim przekonaniem: "A ja lubię koty!" Nikt w tym nie widział nic nadzwy- - jnego "Tak — bardzo lubię koty Kuka Wyspy francuskiej na zach 1 st- - f 3 u a Atlantyku t j - ( Maria Rodziewiczówna łi ~-- v £--- w &~ ochoty poza :i oiy oiunnąi iuieui iucułu oH-- if idów nie nozdrowił słowem Pod wie li konia siadł i pognał gdzieś oklep drogi jak wilk 2ona przeżegnała się uuk za nim ouia mc gu A fi nie iaK de- - ar i Czv bies go opętał? zamruczała I Zgadła Mlerziw brat Aleksandra ji idy gnał polem nim bies siedział szeptał i radził i tłumaczył Chłop pędził po zgubę swego pa- - Juda nań czekał triumfująco Ą Nazajutrz masztalerz wez-n- il Makarewicza do dworu Stary się wwlókł zły przeklinając świat cały Mi-lałk- o dnia tepó właśnie miał przybyć le ostatnich a dnia na-iftpno- go powstaniec rozpocząć miał u-!cz- Kę za granicę Rozkaz dworu wszystkie szyki Strażnik stawił też z dość niewesołą miną w pana jakby nieszczęś-- p Czaplic rozparty u biura uśmiech-Jfct- y rad z całego świata powitał sługę wiśliwym 3 milczeniu i wyszedł BNa ganku Władkę sobie słów kilka cicha tsW Powie- - i Byłem się spieszył! powtórzył jsperacko żywego nie z fernliwości strachu! Boże Stary w stronę stajni biedaczysko ach rzcze mu ślepe czy jjioiist zagradzało drogę Sam nie porządku Wóz się się chwila o parę wiorst ustał zupełnie Podejrzenie straszne obiegło auszę x laKarewicza F? o o dni temu u kompana sierżanta z naszej załogi i mojego rodaka jadłem kota przyrządzonego po naszemu palce lizać!" Wiosłujmy wiosłujmy Joooooooo nasze pagaje migają jak ryby Jak ryby skaczące w powietrze (goni krokodyl Joooo Ho! Joooo Ho! Jooo Ho! Śpiewał Malobali a każde "Ho!" by-ło skandowane uderzeniem pagaj załogi o lśniąca migotliwą wodę Biały da nam orzechy kola Jooooo Da nam kola czerwone i białe Białe jak jego skóra białe jak zęby (krokodyla But jest bardziej śliski od stopy Śliski jest brzeg naszej łodzi Joooo -- Ho! Joooo Ho! Jooo Ho! gęby rozciągają się od dzie-cinnych uśmiechów — Ha ha ha Za bawnie fikałyby buty gdyby krokodyl ciągnął białego za łeb Nata który tłumaczy jest zażenowa-ny i trochę zdziwiony że Kena ta zwrot-ka tylko szczerze bawi Krokodyl woli mięso od ryby Jooo Ale niech biały uważa niech nie pa-jda do wody Bo on ma w kieszeni pieniądze Kupi dla nas kury Joooo Ho! Joooo Ho! Jooo Ho! Tak biały mógłby im kupić parę kur Oni przecież tak ciężko pracują! Poszedł w niepamięć długi odpoczynek w Dnie spędzone na spacerze po targowisku gdzie jest tyle ciekawych rzeczy do oglądania Na wylegiwaniu się brzuchem do góry (brzuchem pełnym ryżu z rybami) zapomnia-ne noce mile spędzone w towarzystwie dziewczyn uprzyjemniających za otrzy-mane od białego franki postój prze-jezdnych lapto Kury kury Jooooo Smaczne to jest jedzenie! Kury po to żeby je zjeść Mądry jest krokodyl woli mięso (od ryb O zachodzie słońca Kura któ-ry definitywnie obrał sobie stanowisko dachu Kena przerwał swe mo-notonne i machinalne jak różaniec pod-śpiewywania Maghrebu muzułmań-skiej modlitwy wieczornej by wrzasnąć nad okienkiem: i t — tnj tnunp P7U ten wóz uDrzaż koń sam list i lau ku swii iaaicu luiFC""' - __ - procy zawoła wreszce me nury oczy mv apujiai j -- - ] ? zajęcia bez" zwykłej Wyglądał domem? się zonę na z — — a' za dla rankiem ze Mcszał i? kance-iri- i ervmasem Mnie 1 pobiegł sie los popsuł I chudy Ina i gdy te są że na kabiny 0'C=ą=(=: 35 Pożary Zgliszcza łu vnnn nd„ Wsta ocijaly SSSA niKomu ifcza przygotowań przeczuwał galganiarza smakowitego Rt-)r- v ratrzasł na te myśl chciał wracać Po co? Wszak został tam Michał-k-o i ujdą ze Świda nie powro-tu strażnika a jeżeli Czaplic obławą ze-chce szukać powstańca jak zwierza w kniei to znajdzie legowisko puste nie da go wziąć wierny sługa! Makarewicz trochę uspokojony po-wlókł się krok za krokiem kijem biedne zwierzę Pod wieczór stanął w Borowinie Spotkała go nowa troska Pan Niestański wyjechał przed godziną miał wrócić na noc do domu Stary siadł zgnębiony w kredensie czekał Czekał godzinę dwie dziesięć czekał noc całą nie śniąc nie wstając z miej sca Chwilami cnuai iu'h"j Ranek wszedł a on jeszcze czekał bla w' ręku Trwoga opadła go znowu nz uuyieiu o południu ziawił się gospodarz domu Stary -- na turkot bryczki porwał się ży-wo wypadł na ganek pokłonił się do kolan A czego to? — spytał szlachcic _ Tkt z Dieniedzmi przywiozłem od jakby nagle dajże szlist z dużymi pieniędzmi! wręczysz vrestański o krok się ręKę M Niestańskiemu w Borowinie wwj3onjeta po list cofnął szybko po- - Plzywieziesz mi nokwitowanie z przyję- - „orIi„niał nana Ruszał 7ara7 y _!_ „„„™ „netnan nnnn listu co spotkał z — — ma jak im — — i l — mi oddaie zdradą nabyte! na waiac nie chcę! je zatrzyma! ty mi idź 7 oczu sługo Moskala! może cię Wrócisz byłeś się spie- - za szpicga! eo Boże! Dedem fatum boży co myśleć dwor-- f rwała Niech Czarne Segu kury Samba odO czekając okłada-jąc piaKac A Docieszała aż się iaK uos co dostanie policzek: był blady jak śmierć! Słowa mu uwięzły w gardle "Sługo Moskala!" on to usłyszał Ma-karewicz co miał rany Grochowa shiga i Swidy! Oparł się o ścianę i długo stał złamany miiąi: w"- - częsny list w ciioni iieMiaM uluitui do domu ze cos mru-cząc po rozpaczy i upokorzeniu niesłu-sznym gniew nim miotał znowu się na wlokąc z po- - "Markala!" ( zacji więc rozumujesz jak Niemiec: to- - Dopływali do nowego postoju — do bie trzeba 'pozytywnych wyników'" serca robót irygacyjnych Sudanu W "Bujaj brachu bos z Marsylii! Wy kwadrans' później przybili do małego tam niczego nie na serio Może nabrzeża na którym na wbitych w pia sek masztach powiewały ogromne fran chorągwie Ken przeszedł pod łukiem triumfal-nym ze wstęg i zieleni i podążył ku od-ległym o kilkaset kroków pierwszym domom osady W połowie drogi spotkał idącego ku rzece znajomego sierżanta za którym kilku czarnych obdartusów w resztkach starych wojskowych mundu-rów niosło naręcza gałęzi młotki i sznury "Dzięki za tak wspaniałe przyjęcie" mówił Ken żartobliwie wskazując łuk tryumfalny "A podążającym za panem przedstawicielom miejscowej ludności proszę powied-zie-ć ode mnie jeżeli zna pan ich język — ża uszlachetnia że główną troską Europy jest szczęście i dobro murzynów I że płacenie podat ków jest prawdziwą rozkoszą do której tylko trzeba się przyzwyczaić To jest chyba normalny typ powitalnych prze-mówień" Sierżant uśmiechnął się "Musze pana rozczarować ale ten łuk jest generalnego gubernatora któ-ry przybywa tu jutro rano w motorówce na oficjalną inaugurację naszego 'obozu Już wczoraj przyszedł transport szam pana a jutro skoro świt mają przywieźć lod z Segu Wreszcie się człowiek napi JiCi nVt£rCtrgrnuaf' nUiUlUnHUrlilfltgurrn Wieczorem odrzuciwszy pod niezbyt udanym pozorem zaprosiny nudnego i antypatycznego kapitana który dowodził obozem podczas nieobecności przebywa jącego na urlopie powszechnie lubiane go pułkownika — jadł kolację w mesie podoficerów "No jak tam idą prace przy kana łach?" zapytał "Kulawo Małe amerykańskie dragli-ne'- y pracują dość sprawnie ale olbrzy-mie niemieckie ekskawatory sprowadzo-ne przez naszego najwyższego szefa cho-ciaż cywila — wiecznie się łamią Może nadają się do miękkiego piaszczystego gruntu na są otliczone ale pan wie jak to tutaj W suchym sezonie zie-mia jest jak beton i albo czerpaki się urywają albo coś w samej maszynie nie wytrzymuje i pęka No a teraz te kolosy grzęzną w błocku i też się nie posuwaj-ą- Słyszałem jak porucznicy mówilimię-dz- y sobą że gdyby się kopało ręcznie to przy pomocy tej samej nawet ilości ludzi co pracują obecnie przy tych cho lernych maszynach — byłoby się juz zrobiło więcej Więc co za wyracho' wanie?" "Co za prymitywne rozumowanie' — rzucił ktoś z drugiego końca stołu "A nie widziałeś jak te mamuty fajno wychodzą na fotografiach? Czego wię-cej ci Pochodzisz skądś z Al-- - - "1M - — wrotem Już nawet się nie spieszył stra-cił siłę i energię chwilowo tylko na wspomnienie słów Niestańskiego zgrzy-tał i pięść wznosił przeklinając Czapli-c- a chwilami ręce składał i wznosząc oczy w niebo modlił się by tam w domu nieszczęścia nie zastać Tymczasem wicher się zerwał hula-jąc po pustych polach zasypując oczy piaskiem jęcząc między gałęźmi lasu Koń szedł coraz wolniej szamocąc się z nadchodzącą — zapadał zmrok Makarewicz znękany głodem i niewcza-se- m położył się w wozie zdając się na los obojętny na wszystko gdzieś lekn jakby gromadą dnych cwałem i 1 — —Ł !- - I tylko wiatr huczał I znowu już bliżej doleciał niby turkot wozu w pędzie rzu-canego nierówną drogą nastawił ucha nie wicher wył coraz gwałtowniej pę-dząc kurzu! Aż wtem na zawrocie zaczerniało coś wśród drzew na trakcie Słuch nie my-lił strażnika! Drogą pędziło kilku kon-nych eskortując pocztową bryczkę Rozbity dzwonek zakołatał po-sępnie wicher donosił już wyraźnie ten dźwięk fałszywy i tętent koni podniósł się w wozie zatrzy-mał konia" z natężeniem wyglądał na przód Tabun się zbliżał wyjechali na dy zmęczony ściskając list 'jaśniejsze miejsce mignęły lufy strzelb panu drodze leniwo jakie burzą dobyte jasne szable na bryczce Wieziono jeńca Nie widział go jeszcze Makarewicz nie spuszczał wciąż stał na wo-zie pochylony naprzód Gromadka zró-wnała się z nim starego pos-zedł okroDiiy wvraz rzucił się w tył ze Sterdynia — wyjąkał Makare- - rece Drzed siebie wyciągnął otworzył twierdzi żes uczciwy i j _ jasnv panie raczcie przyjąć i woł?ć chciał i ze- - sflrawny! No tego dziś dowód Oto DOkWjt0wać Mnie domu bardzo pilno!) skoczył na ziemię i jak szalony pobiegł usunął i i i O za ta padając wstając biegnąc dalej głos mu się z gardła i łkanie Diegl ild Jlli ww Strażnik zawahał sekundę chciał zem po-- 1 trzony w tuman kurzu został za ś odrzeczenie lękał skompromito- - V" nieniądze" zwrotu nie chcę! bryczka i co opadał juz jąkał bełkocąc l iurauzic niezaaowoieme wj '"-„j- e były czystą pracą zdooyte a le wieczorem przysłano Spieszył lecz cy uprząż koń szkapa niech - xu — — i i Strażnik — spod Władki sam Potem zszedł schodów I zna-lazł bierzecie cuskie praca '' Ken potrzeba? tumany usta Chrapliwy wydzierał okropne! U1UJJ1 łllClJUIllll się coj iiiepiyiu"iuj jedznł Paniczu! Paniczu! Paniczu! Kurz onadł tętent cichł dzwonek tylko w odstępach coraz dals7ych dola-tywał Bryczka eskorta broń ws7ystko przepadło jak senna zmo-ra! Traktsie czernił długo długo pusto! — paniczu paniczu! O Jezu! Staremu zabrakło sił runął wrdłui drogi na śladzie kół twarzą ziemi jeczac coraz ciszej coraz żałośniej A w końcu i jęk ustał nie było nicstychać nic widać w'fher tylko wył w pustce co-raz VIII MAKAREWICZ Opłotkami za wsią w Luchni prze- - to i dobrze ale ja tak nie umiem Głu pio mi przed samym sobą że tyle zacho mordęgi i kosztów daje takie mizer ne wyniki" Żeby był pułkownik to by szło inaczej ale jak tu pracować porządnie z naszym 'Ooooo — to dziwne!" "Dla czego panowie tak nazywają ka-pitana?" "To pan nie zauważył że on tak zaw-sze mówi? Wczoraj jeszcze pojechaliś my łodzią na tamtą stronę rzeki i tam z budy która nam służy za garaż wytoczy ły negry jedno z naszych aut bo mielis my jechać do eskawatora o kilka kilometrów da?ej Kapitan siadł przy kierownicy chciał zapuścić moto starterem — ani rusz "Ooooo — to dzi' wne! powiada Mowie ze zopaczę w czym rzecz — jak nie wpadnie na mnie! — "Nie wy będziecie mnie uczyli mecha niki!' i t d i t d Siedzę i czekam Bie dzi się chyba z pół godziny Potem każe pchać auto murzynom Myślałem że się na "tym piachu Nic z tego "Wreszcie powiada: 'Ano jeżeli z was taki wielki mechanik to powiedzcie czemu ta cholera nie idzie?' "Ano powiadam bo pan kapitan za pomniał odkręcić kurek od benzyny My ślałem ze go krew zaleje Salka zatrzęsła się od śmiechu Następny dzień był piekielny Wprawdzie lód przybył ale też i guber-nator generalny Więc były przemówię nie parada wojskowa pod rozżarzonym niebem zbyt obfity obiad oficjalne oglę-dziny prac znów przemówienia zbyt ob-fita kolacja spłukiwana do przepełnio-nych żołądków różnego rodzaju napoja-mi — mocnymi i mocniejszymi Wreszcie udało się Kenowi i skierować po kostki w piachu do jed-nej z chatek przydzielonej na noclegi W słabym świetle przykręconej lam-py naftowej dostrzegł on na swym łóżku kupkę granatowej gwinei — błyszczące go materiału bawełnianego robionego we Francji specjalnie dla Ken miał już zawołać Natę i żądać od niego wytłumaczenia gdy kupka zaczęła się poruszać i spod niej ukazała się zaspana twarz i nagi biust Mariamy arabskiej dziewczyny którą Ken (biblijnie) w To było all right! Lepiej niż przysłuchiwać się oficjalnemu kraso-mówstw- u "Skd się tu wzięłaś?" zapylał "Znajomy szofer jechał Segu wiec pojechałam z nim odwiedzić siostrę któ ra tam zvje z białym No a po tern dostałam się tutaj Kadidża też jest z naszego plemienia" dzierał się człowiek Spalony dwór wy-minął jakby nie chciał deptać popio-łów wsunął się w gęstą olszynę nad rzeką zszed'l oglądając się trwożnie nad wodę Wieś dotykała wybrzeża zawalo-na mnóstwem łódek pni pogniłych ga-łęzi i traw Był to zmrok późnej jesieni szary dżdżysty zimny Człowiek oglądał się raz i drugi czy go kto nie widzi polem wybrał jedno z najmniejszych czółenek w braku wio-sła kawałkiem deski ze pchnął je z brzegu i odpłynął starając się nie zrobić szelestu Rzeka w tym miejscu wąska głęboka do połowy zicl I naele zdało sie że da- - skiem zarosła i zamulona oddzielała'wio zadudnił most jez-'sk- e od pól chłopskich rozrzuconych ka ___ 11 puszczonych _a1 1mł nnnrl go gwałtownym policjantów Ma-karewicz ale oczu i Po twarzy — Panienka do bryczką tk Prawda mu ale zachwiał — ucha jeniec Paniczu do przeciągłej du tu pracującego popodrywają wymknąć mu Arabów poznał Bamako do jednym bo spróchniałej mu i znuwu waiKami wyuanyun suuu iasu i uiuan Łódka kręciła się wśród zielska i łozy wpłynęła nareszcie pod olbrzymie wierz bv i iak tunelem sunęła dalej płosząc gromadki drobnych rybek i stadka wpół-dzikic- h kaczek wioskowych Nagle zrobiło się jaśniej tunel sie skończył łódka wbiegła w niewielką za-tokę stanęła obok wielkiego czółna przytwierdzoną skręconą łoziną do pa-la Wybrzeże w tym miejscu czarne tor-fowe" bezdeń biota ciągnęło się na kil-kaset kroków obrzeżając urodzajne grunty Dla przebycia go zbudowano długi pomost sklecony z okrąglaków na palach Ta napowietrzną drogą dostawa li się chłopi do swych pól i u jej końca stała wielka łódź obok której nowo-przybyły zostawił swoją pławicę ukryw szy ią nieco pod belki Po czym nocny wędrowiec dźwignął się sam na kładkę i tłumiąc odgłos swych kroków ruszył oglądając się wciąż nieufnie w stronę stałego lądu i zniknął jak widmo w coraz gęstszej białej mgle jesieni Tam za kenami leszczyny i kaliny orał tyl-ko jeden chłop pokrzykując na woły donośnie Zmierzch go naglił do powro-tu dokończył zagona otarł spocone czo-ło jął wyprzęgać swe bydlęta Byki to były przepyszne pstrokate jak jeden ślicznych kształtów rosłe i zdrowe Gospodarz puścił ie w zarośla sochę zostawił zapalił fajkę na ramię wziął torbę i ku kładkom zmierzał Szedł zwolna rozglądając się zadowolony po gotowej roli goniąc wzrokiem pasące się woły gwiżdżąc coś niewyraźnie Nie zauważył że za nim z ziemi jak widmo podniósł sie czarny cień czło-wieka i szedł też krok w krok aż na po-most nieodstępny Nagle drzewo skrzyp-nęło pod nim: chłop się obejrzał — Kto to? — zagadnął nie mogąc w zmroku dojrzeć rysów towarzysza — Znajomy 'Idź Michałku idź To ja Makarewicz Chłop sie zatrzymał Ton strażnika był spokojny pomimo to tzrobiło mu się straszno — A wy tu kądsię'wzicli?-='tzap- y tał niepewnym glosen ZAWIADAMIAMY NASZYCH KLIENTÓW 1% obecnie oprócz WĘGLA mamy n sprzedał i dostarczamy do domów olej do opalu "WHITE ROSĘ" W sezonie letnim ceny zostały zniżone Dzwoń do POLSKIEJ SKŁADNICY OPAŁU składu polskiego Telefon RU 3-22- 00 406 WMWjUt Gilbert Avenue Udzielamy pożyczek na I i 2 "Mortgage" od $1550— $45000 na spłaię do 8 lał Może zmuszeni iestekie opła-cić własny PIERWSZY lub DRUGI "mortgage"? c Może posiadacie za mało pieniędzy na wpłatę (down payment) Może chcielibyście umieścić własne pieniądze na PIERWSZY lub DRUGI "mortgage"? Może sprzedaliście swój dom zacho-wując na nim "mortgage"? — Możemy udzielić Wam pożyczki właśnie na ten "mortgage" Gotówka w przeciągu 10 dni Packard lnvestmcnt Corp Ltd 3114 Dondas W (High Park) Toronto — RO 6-23- 16 959 Woodbine (Danforth) Toronto — OX 9-71- 17 47 P Długoletnia gwarancja WIELKA WYPRZEDAŻ FUTER Bogaty wy-bór najnow-szych modeli futer po ce-nach bezkonk-urencyjnych Łatwe i dłu-goterminowe spłaty Wsft? nlliE Dwa sklepy do WoseJ dyspozycji firma nas?a sluły Polakom od 34 lat PRINCESS Fashion Furs 506 Queen St W EM 3-88- 84 750 Yonge St Lunsky WA 1-3- 924 11 Ave WA 1-8- 971 P Jedyny Polski Salon Piękności Marya's Beauty Parlor Specjalizacja w trwałej ondulacji "Permanent" t Wawes 216 Bathurst St EM 8-44- 32 P William Sfioe Storę Właić B Czarnota Poleca obuwie Importowane 1 kanadyjskie Vysyłamy również obuvie do Polski 750 Quecn St W EM 3-48- 98 P DENTYŚCI DR W W SYDORUK DENTYSTA Priymuo po upriednlm tiltfonlcz- - nym poroiumlenlu 80 Roncesvalles Ave Toronto Tl LE 5-36- 88 p DR T L GRANOWSKI DENTYSTA CHIRURG Mówi po polsku 514 Dundas St W — Toronto Tcl EM 8-90- 38 87P Dr H SGHWABE DENTYSTA 71 Howard Park Av (rop Itonccwallcsj Godz przyjęć za zam telefon LE 1-2- 005 s Dr Władysława SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA 129 Grenadier Rd (drugi dom od Itoncesvnlles) Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem Telefon LE 1-4- 250 8 297 Roncesvalles ONI DLA ZABEZPIECZENIA WASZYCH ZEISS Punktal szkła do okularów już do nabycia w Kanadzie Pytajcie o nie u Waszego specjalisty od oczu 93 S OKULIŚCI I OKULISTA S BR0G0WSKI 0 D Badanie oczu dorosłych I dzieci rccopt Dopasowywanie okularów 420 Roncosvalles Ave (ullsko Howard Park) Tel gabinet LE 1-42- 51 CL 9-80- 29 P OKULISTKI Br Bukowska-Bcjna- r O D Wiktoria Bukowska O D prou nd7n nowoczesny gabinet okulistyczny przy 274 Ronccjvalles obok Ocoffrcy St Tel LE'2-549- 3 rocl?lny przyjce codziennie od 10 rano do 8 wieczór W soboty od 10 rnno do 4 po poł J7S fCrYJ Okulista College Oczv badamy okulary dostosowujemy do wszystkich defek-tów wzroku na nerwowość na-bó- l głowy Mówimy po polsku DR TEODOR TKACZ (Tlckełt) Oficjalny Lekarz Związku Polaków w Kanadzie Grupa 1 Gorevalo Luck Chiropracfi® Glinie 4 BRACIA ŁUKOWSCY DOKTORZY CHIROPRAKTYKI Specjaliści w leczeniu artretyjmu reumatyzmu polio lumbago syjatyki dolegliwości muckiiłow i stawów oraz zasilania i normowania całego 140 470 St Tel EM y™" B-37- 54 P orgŁnizmu — X-K- ay prześwietlenia 1848 BLOOR ST W TORONTO ONT — TEL RO 9-22- 59 CKtJRCH ST ST CATHARINES W TEL MU 4-- 31 71P WYSYŁA LEKARSTWA do POLSKI Najstarsza polska apteka w Toronto Poleca na wvsvłke do Polski najnowsze środki przeciw' gru-źlicy: wszelkie witaminy zastrzyki watrobianp Vit B-- U np WYKONUJEMY RECEPTY WSZYSTKICH KRAJÓW Zamówienia zamiejscowe wysyłane natychmiast Piticie telefonujcie lub igłasrajcie sie osobileU POPIERAJCIE POLSKI HANDEL Tadeusz GARDIAN właściciel Łve TORONTO OCZU Sporządzanie Miesik Avenua Tel LE 6-30- 03 lii t 9 (5 fk 12 % l! m Ja iW 1 HI' HA mmmm mm m£ 1 II mm m'III m [8: £' JM Ir ? 5f m li 1 Mfc J II li |
Tags
Comments
Post a Comment for 000004b
