000064b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
2
ANIA
um i—„a
(Ci3g aaisiy Lhmch pogawęd--
Wyciągnął
aopotóch zbrojenie
-- finałowych Był a- -
1&_njna"i-"i"-1ł"- - wiadomo--
o1 OeZ łiwwc'"t "
i fałszywe ™= fx- -
trala g° z Kazuym
bardzie]
r-- ml O TUP DVII
: ohiDi Zonentowa- -
krewcie doniesb gdzie
tlkmerytenie wymog-Wuwiańczyka- ch
aresz-- L
Gimpla- - Poteiń wy--
rra władzom UiA jak--o
AIHCłJ !"""- - f-ww-
--
internować go u mcuic
'Patm lem z innymi jneuucii-e- - it Intam w Ameryce Po- -
1 '2c do Nowego Jorku
L% I mógJ ?ie przekonać
oSti IIliada wojna podwodna Mek kańska roiła sie
wiec£ Irpedowanych statków
I Grup Ifjch i gorączkowo pa
todzięt
Przy j
łszw
od
li Ełncfl lorpeuuwtiw
fBl to okres na]yiek- -
zin"ciiestiwnio TOidnl- -
% roh i"- - "i"wa
V ®n USA Wszyscy byli
nrtciestwa
_
Jpla osadzono w obozie
miano go iu- -
mu nie brakowało —
a nninnści Nawet nie
vi „niel-ń- w nnlrńw
an--: m mu uuyoiw — —
msaS Czecie iyiko imuuuwd- -
pre ftymlem ważny szcze- -
ieJ ie 1tórv umożliwił mu po
"c : fetach nowa wyprawę do
praw' !la zreszta za
ljchf: siedem tygodni Pew-jjdni- a
wezwał Gimpla
kf endant obozu
"Iw znajduje sie pan na lis- -
aynł i ńców — powiedział —
!e pi i ' mogą zostać wymienie- - kJ i naszj-c- h ludzi złapa- -
'UcsrB1"'" """-"- -
osv"
iarazo sie aese
loże pan iednak odmó- -
iTOtu do Niemiec w
wypadku zostanie pan
ony z obozu beeme pan
iracowac i z czasem zo- -
bywatelem USA
dci postanowił wrocir
lina I tak w 1942 r'w
środku woinv popły- -
hcialnie z USA przez
ic do Niemiec — i to
itszą drogą przez Atlan- -
Inowe zadanie
lek który przywiózł
fla do Europy miał vy- -
na kadłubie olbrzymie
DIPLOMATE Płynął
Banderą szwedzką i'nazy- -
mierz Błahij
nmiemu:
A bo ją
miłA
vfele i_:
m- -
mieć
szpiega niemieckiego
wał się "Drottingholm" Było
xui iuiii wiem pasażerów skła- dających się na najbardziej osobliwa mieszaninę
tow szpiegów żołnierzy nie- mieckich przemysłowców
ludzi przypadkowo zapląta- gnoycdhy wStajatekkieśpływnoąjłenzneszypbrkzoy--
ścią węzłów i pasa-zerow- ie oglądać wojnę Atlantyku: kon- woje samfoialgoaty podnrieómżyiebckyłiye dryftujące miny: zwrócono
swięali z ppaoskałżaedruównibebyewzpyipeactzryn-e
przytzady Zawinięci w koce
spędzali całe dnie na pokła- dzie
Nie przeszkodziło to rimn
łowi nawiązać z mło
dą bzwedka która starała sie
go namówić by z nia
razem w neutralnym państ-wie
znalazłby
prace Gimpel odmówił: palii
się do "pracy" to
Wreszcie przvbil
do w Goeteborgu Gro-mada
niemieckich za- opatrzona przez konsulat nie- miecki w bilety pierwszej kla-sy
w pociąg i przez
Kopenhagę i Warnemuende
do Berlina W Szcze
cinie zaczepił Gimpla
nieznany cywil
Pan Gimpel?
— Tak
pan wyjść za
mna
Rozmowa była krótka Cy
wil gratulował Gimplowi po- wrotu zaopatrzył go w pie-niądze
kartki żywnościowe i
nowe dowody Następnie — u-dzi- elił 'mu bezterminowego
wypoczywa —
pan uzna za stosowne
niech się pan do
gmachu Tirpitzufer 80
nie notować Tirpitz- ufer 80 Do widzenia
nie długo Już po pa- ru dniach stał banalną
kamienica Tirpitzufer w
Domyślił się
krótszy urlop tym
będzie widziany
W centrali wywiadu woj-skowego
już na Gim-pla
nie miał wezwa-nia
określoną datę Z por-tierni
przeprowadził
szpiega przez labirynt koryta-rzy
Wreszcie wprowadził go
do eleganckiego puł-kownika
— Pułkownik
Pułkownik rpbił wrażenie
człowieka wysoce kulturalne-go
inteligentnego wyrażał
Albo Niech mi Syfonia da szklan-rzątk- u
— powiedziałem — Zrobię
[kawę
aamiraia
aosKonaiu
lnvała
oi się pan? Wszyscy teraz że
dałam truciznę — zabeczała
arujacym czajnikiem — Pan doktor
niecki ten Wiklin to powiedział przy
mu że teraz prawdziwa Sy- -
yslalem znowu o Kamienieckim iż
powiedział nie było najszczęśliw-żarte- m
i aby jakoś udobruchać
iEWCZVT!P Ha l-tńi- -ni cl-nłin-nrl nia r-71ll-nm
jfeólnej sympatii rzekłem gładząc ją
]'iech Marcelina nie płacze Nikt tu
Marceliny nie Pan Kamie- -
zawsze Marcelina p aresztowano pana magistra Der--
: dziewczyny stał się jeszcze głośniej- -
Naszeen knrhanepn raana ma- -
2 do kryminału! on zabił?
A_ jak Marcelina myśli? — zapytałem
jąc sobie jednak herbatę bo dziew-toim- o
załzawionych oczu uważnie
3dała sie czv nn r7a?nir7ek
wspólną jak nazywano — "koł- - n kawę "Nesca"
na
na
na
na
tu
1 Nic nie mvślp On ipi nip 7hił bo
lcO OlPi" iak nna on Trnrliała
jf Pa!a! Raz pamiętam wchodzę do
- śniadaniem bo w niedzielę noszę
lcoJU to pan wie a nieboszczka lata
'Hu szlafroku z jakąś fotografią i
° tak pamiętam iak bv to było
'1' ze "CałlllP fuTiio rw7tf i fwnip 7n--
Potem mi pokazał te fotografię:
a tu nasz nan mncrictpr Zaczęła
jak bo to z tna kobiety rożne wariactwa ro--
ezU i 7a tnl--a TiłAł
nT-ł&o-łoi _-i- _ _ x'_
"icDiesracn
i
—
—
że
i
T "ouiia ptaKac i cos lam suiuih- -
Itt-ffo- l _:-!_- -_ EtL ' "
!
do
—
-
ile
im
nie
_
roszę Pana a może ona? Może
onecko?
Aie Nie Marcelino Pani magister
Tg nle miała dziecka
rivnlnmo_
trzech
mogli
widzieli
u-uoo- iy
romansu
został
gdzie łatwo
znaczy wo-jny
statek
brzegu
jeńców
wsiadła
jechała
jednak
Zechce
urlopu
Niech pan
Pó-źniej
zgłosi
Proszę
Gimpel
czekał
przed
Berline
weźmie le-piej
czekano
chociaż
cywil
pokoju
Schade
mówią
nagie
jestem
posadzą
żartuje Przecież
Maśnie
śietfnp
kochała
całować głupia miłości
KoraiiKacn
T-- - "? '""'" ""
Jeniecki skończvł swoie noewiz--
hnl tera? wytracał się na łóżku przed
' szedłem do TMibniii nostawiłem
C 1 0bpir7Qłon win t TKipA-clnT- n
arzem ale kalendarza nie było Stół
J' pozostawiłem księgę świecił
H "' Powróciłem pościel na łóżku
sie bardzo stranna niemczyz-n- a Rozpoczął rozmowę — o niczym plotkując o Ameryce
itymwojbnaiceznie obGseimrwpolwa ałZnałprdzoy- skonale jego przeszłość Wre-szcie
powiedział:
_
— Jest pan młodv i powi- nien pan być na froncie Jed- nak znajomoćś zagranicy mo- że nam być użyteczna Chcę
panu zwrócić uwagę że ma
pan całkowicie wolny wvbór
i iuki nie Deazie miał preten-sji
jeśli wybierze pan armie
regularną
— Byłbym szczęśliwy gdy-bym
mógł pracować z panem
_
— W takim razie nazywa
isiepopjeadnziteerpaaznJadcoobHaSmpbriunrgeear
nic nikomu nie mówiąc Sta- nie pan w hotelu "Vier Jah-reszeite- n" To wszystko Nig- dy pan już tu nie wróci przy- najmniej głównym wejściem
Nigdy też pan ze mna nie roz- mawiał Niech pan stara sie
sztaapdamwiyęjtdazćie drogę którą pan
Inny cywil przeprowadził
Gimpla przez kilka podwórzy
przejść i kamienic na ulice
równoległą do Tirpitzufer
Nazajutrz rano Gimpel znaj- dował sie w Hamburgu
Już przy obiedzie zaczepił
go mężczyzna w średnim wie
ku o wyglądzie tak przecięt-nym
że trudno go było zapa- miętać
— Pan Springer?
— Tak jest
— Nazywam się Jucrgen-se- n Dziś pójdzie pan na Mo-enckbergerstr-asse
Znajdzie
pan biuro eksportu i importu
Zadzwoni pan dwa' razy krót-ko
i raz długo Proszę obej-rzeć
tę fotografie Odszuka
pan tego człowieka i powie
mu swoje nazwisko
— Doskonale
Na Moenckebergerstrasse
urzędował młody blondyn
który nazywał sie Heinz lu-bił
sznapsa i dziewczynki i
wtajemniczał Gimpla w arka-na
radiotechniki Oczywiście
Gimpel miał już pewną wpra-wę
szło jednak o to by do-szedł
w sztuce przesyłania
wiadomości do mistrzostwa
Egzamin polegał na tym że
Gimpel musiał w określonym
czasie przesłać szyfrem dość
długi tekst którego nie ro-zumiał:
— Teraz mamy twój pod-pis
— powiedział Heinz
— Nie rozumiem
— Każdy telegrafistą ma
swoie sposoby swoi st'vl —
wyjaśnił Heinz — Notuiemy'
wszystkie te drobne osobliwo
15
zdemolowałem w jednej sekundzie nielicz-ne
książki na półce zawartość szafy wysu-nąłem
krzesła Kalendarz grubaśna orbi-sow- a
księga w ciemnozielonej oprawie
przepadł w ciągu kilkuminutowej nieobec-ności
Po prostu zdematerializował się niby
na seansie spirytystycznym
Wypadłem na korytarz Zapaliłem świa-tło
i stanąłem bezbrzeżnie zdumiony i bez-radny
Cisza Martwa cisza nawet sprężyny
w pokoju Kamienieckiego ucichły Zastu-kałem
mocno raz i drugi alarmowo Z
tamtej strony drzwi usłyszałem cichy jęk
a potem pytanie:
— Kto tam?
— Niech pan otworzy doktorze
Trwało dość długo skrzypnęły sprężyny
potem rozległo się szuranie pantoflami
wTeszcie szczęknął klucz i w oświetlonej
szczelinie zjawiła się para czarnych oku-larów
— X to pan? Proszę Już spałem Cos
się stało?
Arkadiusz Kamieniecki stał w grubym
barchanowym szlafroku Przyglądał się
mojej postaci z której musiała emanować
zabawna wściekłość Czy coś się stało?
Tak Skradziono pewien przedmiot z
pokoju Rudzkiej Czy słyszał pan coś na
schodach? Pan ma przecież świetny słuch
i oczy — powiedziałem nie bez złośliwo-ści
Pomyślał chwilę
— Uhm Słyszałem Najpierw ktoś stam-tąd
wychodził potem wracał po schodach
na górę Zdawało mi" się że dzwoniła łyże-czka
w szklance a potem był straszny har-mid-er
Wywracało się coś
— To byłem ja
— Tak sobie też pomyślałem że to pan
Pan tak mocno chodzi Po wojskowemu
Pokój magister Rudzkiej był przecież za-pieczętowany
przez milicję
— Godzinę temu zdjąłem plomby
A" godzinę temu No tak Aha Mam
do pana list Dał mi jakiś marynarz na
ulicy—
Popatrzyłem zaskoczony List? Do mnie?
Kamieniecki rozpiął torbę wyjął brulion
a z niego list w zwyczajnej niebieskiej ko-percie
Odnotował coś z brulionu List rze-czywiście
był opatrzony moim nazwiskiem
jpniem i adresem stacji archeologicznej
oraz~uwaga: "uo rąk własnych — pilne"
Oglądałem kopertę z jednej i z drugiej
strony Nadawcy nie było
W porządku — usłyszałem głos histo-ryka
— Nie "rozpieczętowany Ja nie mam
zwyczaju czytać czyjejś korespondencji
ści — dłuższe przerwy za
krótkie kropki itp — i istnie-ją
specjaliści którzy są w sta-nie
rozpoznać czy raport zo-stał
wysłany przez naszego a-ge- nta
czy przez" kogoś inne-go
Ponieważ 80 procent a-gen- tów
w końcu wpada wróg
stara sie to wykorzystać do
przesyłania fałszywych wiado-mości
Oczywiście naszym
specjalistom udaje się to na
ogół wykryć
Szkoła szpiegowska w
Hamburgu miała kilkanaście
oddziałów Heinz uczył Mor-se'-a
kto inny — naprawiania
radionadajników inny znów
szyfru mikrofotografii pisma
sympatycznego W specjal-nych
komórkach armii nau
czono uimpia wielu spraw z
zakresu techniki wojennej
np radaru Szło o to aby
szpieg doskonale znał techni-czną
stronę zadań które bę-dzie
miał do rozmazania Nie
wolno było nic notować żą-dano
niesłychanych wysiłków
pamięci "Najtrudniejsze naj-straszniejsze
dla szpiega —
powiada Gimpel — jest to że
musi on podwoić potroić
swoją zdolność zapamiętywa-nia"
— Nie pamiętam już kiedy
spostrzegłem że jestem pod
kontrola — opowiada Gimpel
— Mój aniół-stró- ż nie opusz-czał
mnie teraz ani na chwilę
Zauważyłem go dlatego że
nosił stale to samo ubranie Bł to debiutant — albo
przynajmniej polecono mu
się tak zachowywać by wy-plad- al
na debiutanta Powie
działem o tym Juergensenowi
który czuwał nad wszystkimi
moimi zajęciami
— Jestem śledzony — po-wiedziałem
— Nie jestem
niespokojny ale zaczyna mi
to działać na nerwy
Juergensen uśmiechnął sie
— Ma pan bujną wyobraź-nię
Ciekaw jestem pańskie-go
anioła-stróża- !
Przeszliśmy przez hall ho-telu
Aeenta nie było
—Widzi pan! — rzekł
Juergensen
— Zaraz go znajdę — od-parłem
Pojechałem taksówką do
biura na Moenckebergerstras-s- e
poczekałem tam dziesięć
minut i wyszedłem Agent
czekał na ulicy Pokazałem go
Juergensenowi — Brawo —
powiedział — Zdał pan egza-min
Gdyby go nan nic spo-strzegł
pojechałby pan na
"front A teraz — czv pan wie'
jak nozbyć się szDicla?
Bierze pan taksówkę ale
r---j- t}v w imienia pan1 taksówkę t™
razy tak by„szoferzy nie spo- strzegli że się pan przesiada
z wozu do wozu Od dzisiaj
niech pan nigdy nie udaje sie
swiąpśrćost z dotackeslóuw: ki trzecoba nwayj--
mniej trzy ulice przed do-mem
do którego pan idzie
Ostatni odcinek trasy przeby-wa
pan zawsze piechota Nie
trzeba się nigdy spieszyć To
iwesua życia i śmierci
Załóżmy teraz że jest
pan na ulicy i spostrzegł że
ktoś pana śledzi Co pan zro- bi? Po pierwsze nie odwracać
się Nie zatrzymywać Nie
zmieniać kierunku Nie da-wać
oznak niepokoju Trzeba
jednak rozpoznać szpicla i--
dąc naprzód W jaki sposób?
— Słucham
— Przystaje pan przed wi-tryną
i patrzy na wystawę
Wystrzegać sie rozglądania
na boki choćby na oka mgnie- nie! Interesują pana tylko
buty czy krawaty W pewnej
chwili agent musi pana wy- przedzić To jest decydujący
moment: wtedy — na krótko
— będzie go pan mógł do
strzec dzięki odbiciu w szy- bie Zapamięta pan sobie je
go nos oczy To najważniej- - isze
Po kilku tygodniach inten-sywnych
ćwiczeń Gimpel wró-cił
do Berlina Skierowano go
do komisarza Krausa z ber-lińskiej
policji kryminalnej
Oficjalnie Gimped był mło-dym
prawnukiem który chciał
nauczyć się u wjtrawnego fa-chowca
chwytów i sposobów
praktykowanych przez zło-dziei
włamywaczy i morder-ców
Komisarz Kraus miał
szczecólny zwyczaj:: swoich
pupilów prowadził wprost do
przestępców Gimpel przesia-dywał
w małej knajpce kolo
eiełdv gdzie gromadziły się
berlińskie metv Wielu znało
komisarza lubiło z nim żarto-wać
Na zakończenie Kraus
pokazał Gimplowi niejakiego
Benna poczciwego olbrzyma
którv był w istocie groźnym
sDecjalista od włamań do ban-ków
Benno wpadł bvł właś-nie
w ręce policji Siedział
teraz jęcząc w pokoju prze-słuchań:
— Słuchaj Benno — po-wiedział
Kraus — Przedstaw
się panu i powiedz dlaczego
wpadłeś
— Dlatego że byłem d —
slęknał Benno
— A dlaczego byles d?—
ciągnął Kraus
— Bo rue umiałem zamk-nąć
mordv
" — A dlaczego nie umiałeś?
lTT Boobyłjęroopijany
— A dlaczego byłeś pija-ny?
°
— Ale pan ma za to inne zwyczaje Do-branoc
panu — schowałem list i sięgnąłem
po klamkę
— Dobranoc Niech pan się nie martwi
Zamknął za mną drzwi Usłyszałem
trzask wyłącznika szurgotanie pantoflami
potem jek sprężyn Drzwi do pokoju Rudz-kiej
ziały jasnym światłem Zamknąłem je
i zastukałem do pokoju profesora Wirty
który znajdował się tuż za drzwiami puste-go
pokoju Derkacza
— Proszę
Nacisnąłem klamkę Drzwi były nie
zamknięte Tkwił w nich ogromny klucz
Pod lampka z lupą w oku siedział Wirta
obstawiony dziesiątkami ułamków glinia-nych
naczyń Wyjął lupę i spojrzał na mnie
przyjaźnie
— Dobry wieczór Proszę podejść bliżej
— uśmiechnął sie zakłopotany — Moczę
nogi Strasznie się dziś złaziłem Słyszał
pan? Wreszcie odkopałem ołtarz
— Nie Nie słyszałem ale gratuluje —
podszedłem do biurka chude nogi Wirtty
sterczały w drewnianym miejskim cebrzy-ku
z którego parowała woda — Chciałem
pana o coś zapytać
--— Słucham — powiedział odgarniając
ułamki naczyń — Niech pan siada
— Zaraz idę Czy nie słyszał pan żeby
ktoś chodził po korytarzu? Jakieś dziesięć
minut temu?
Zastanowił się
— Nie A może mi się zdawało? W po-koju
koleżanki Rudzkiej Jak by coś
wywracano Czy coś się znowu stało?
— Nie Nie — powiedziałem zbulwerso-wany
— Zrobiłem się trochę nerwowy
profesorze
— Nic dziwnego Ja też — przesunął
dłonią po glazurze czaszki Zamyślił się
Potem spojrzał pytająco: — Kiedy będzie
pogrzeb koleżanki Rudzkiej?
— W sobotę
— Chciałbym pojechać Zamknę stację
W ogóle chyba zamknę stację To straszne
Ona On Młodzi i tacy zdolni Niech pan
ze mną trochę posiedzi Zostałem sam Sam
z tymi skorupami — odgarnął ułamki na-sz- yń
jeszcze dalej
Miał zmęczoną twarz Ożywił się nieco
kiedy na moją prośbę zaczął' opowiadać o
wyprawie księcia Racibora w pięćset okrę-tów
na duńską Konungahellę Ale nagle
urwał i powiedział że już późno Podał
rękę na pożegnanie
Zamknąłem pokój Rudzkiej i wróciłem
do siebie na mansardę Po schodach prze-szła
Marcelina z następnym cebrzykiem
wrzątku Zwaliłem się na tapczan i stara-łem
się zebrać rozbiegane myśli Nagle
przypomniałem sobie o liściew niebieskiej
koparcie Rozerwałem go szybko wypadła
wąziutka kartka pokryta krótkim maszy-nowym
tekstem
"Dr Arkadiusz Kamieniecki pisze listy
do Szwecji W sobotę 146 był w konsu-lacie
szwedzkim Juliusz Cezar" i
Ścisnąłem mocno skronie
"—Bo leciałem 5 "S'itf?
yio seono caiej sprawy—
mawiał Kraus — Po pierwsze
trzymać gębę zamknięta po drugie — nie pić po trzecie
— nikać kobiet Gdyby nasi
klienci trzymali się tych zło-tych
reguł policja byłaby
znacznie lepiej płatna: byli-byśm- y bardziej potrzebni"
Gimpel twierdzi że "stu-dia"
u komisarza Krausa du-żo
mu dały ponieważ służba
wywiadowcza zatrudniała o-ko- ło 80 procent wykolejeń-ców- :
prostytutek złodziei
szantażystów sutenereów
szulerów itp Ci którzy pra-cowali
"ideowo" jak on byli
wysoko cenieni i odnosili się
do reszty z bezwzględnością i
pogardą
Że rady Krausa były słusz
ne miał się Gimpel szybko
przekonać Pod koniec stażu
powiedziano mu że wkrótce
uda się z misją do Hiszpanii
Nie miał na to wielkiej ocho-ty
ponieważ poznał był właś-nie
Ingrid Była to zgrabna
nieduża brunetka która spot-kał
w teatrze — siedziała na
sąsiednim fotelu Po kilku
dniach byli kochankami po-nieważ
Gimpel nie miał pra-wie
nikogo w Berlinie spę-dzał
z nią wszystkie wieczory
Podawał sie za urzędnika fir-my
zbrojeniowej Ingrid nie
pracowała: wyglądała na za-można
była bardzo eleganc-ka
Chciała znać szczegóły ży-cia
ukochanego Gimpel bvl
dvskretny rzecz jasna ale
zdarzyła mu się chwila nieu-wagi
I no paru dniach dostał
wezwanie do Jucreensena
który zajmował się dalej szko-leniem
szpiegów
— Powinien pan wiedzieć
oświadczył Juergensen — że
agent wystrzega się kobiet
— Nie rozumiem
— Z kim pan spędził wczo-raj
wieczór?
— Z pewną dama Ale ona
— I powiedział jej pan że
musi -- pap wyjechać do Hisz-panii
Czy to prawda?
— Tak jest
Ingrid zapytana przyzna-ła
bez trudu że pracuje dla
szóstego oddziału "Każdy na
swój sposób chce się przysłu-żyć
ojczyźnie" — oświadczy-ła
W istocie była to dziewczy-na
lekkiego prowadzenia
której wywiad używał m in
sprawdzania dyskrecji swoich
agentów Gimpel wstrząśnię-ty
że został tak oszukany
postanowił odtąd unikać
wszelkich poważniejszych
kontaktów z kobietami Zoba-czy
my później że nie wytrwał
w swoim postanowieniu
(Dokończenie nastąp!)
VI ZŁOTE NAUSZNICE
Pogrzeb mgr Doroty Rudzkiej odbył sie
cicho i o zmierzchu Młodziutki ksiądz chy-ba
rówieśnik zmarłej na prośbę profesora
Wirty powiedział parę słów o czystości du-szy
będącej biletem wstępu do życia wie
cznego pokropił sypki piach grobu i zam-knąwszy
brewiarz złożył nam ukłon i od-szedł
drobnym truchtem między alejki
Grabarz z zapijaczonym nosem oklepał
wzgórek łopatą i odczekał chwilę aż po-łożymy
kwiaty Powiedział do Wirty:
— Będzie sie dobrze trzymało Dałem na
dół trochę jedliny Na boki też
I zrobił gest w naszą stronę
Daliśmy mu po dwadzieścia złotych i od-szedł
szybko wymachując łopatą Dr Ka-mieniecki
zapisał w swoim brulionie numer
grobu alei i kwatery
— Nikt nie przyjechał z jej strony —
zauważył historyk
— Nikt — potwierdził archeolog Polem
zwrócił się do mnie: — Wie pan że nie po-zwolono
mi przerwać robót? Dostałem dziś
telegram z Zakładu
Spojrzałem pytająco na profesora
— Mają mi kogoś przysłać do pomocy —
poinformował — Magister Rudzka była
bardzo zdolna
Ogromny cmentarz zdawał się ciągnąć
w nieskończoność Powszedni dzień bez
wizyt pogłębiał pustkę i milczenie Wyso-kie
świerki szumiały aż do samej murowa-nej
bramy z czerwonej cegły
— Pan w którą stronę profesorze?
Zastanowił się
— Ja? Ja chyba już na stację Tak już
na stację A pan doktorze? — zwrócH: się
do Kamienieckiego — Też na stacje?
— Nie Pojadę z panem porucznikiem
Jeśli pan pozwoli oczywiście
Otworzyłem drzwiczki samochodu Kiedy
ruszaliśmy profesor Wirta stał jeszcze pod
bramą cmentarza patrzył na mój wóz a
po chwili odwrócił się i wszedł z powrotem
na cmentarz Kamieniecki wrzuszył ramio-nami
Zawsze zachowuje się nieodpowied-nio
Poza czy też brak wyczucia sytuacji?
W jego wieku? A może to już sklezora
obezwładniająca nie tylko mięśnie ale tak
że umysł?
— Dokąd pana podrzucić doktorze?
Spojrzał na zegarek
— Piąta O tej porze piję kawę Dużą ka-wę
Pan leż pije kawę?
— Nie To znaczy nie o piątej
— Szkoda Nie lubię samotnych pogrze-bów
jak nasz Wirta
— Pan zdaje się nie bardzo lubi profe-sora
Wirtę?
— Jest mi obojętny Cenię go jako nau-kowca
— Ale Rudzką pan lubił
— Rudzką tak
— Trudno jej było nie lubić Zrobiła na
mnie wTażenie bardzo prostej i otwartej
dziewczyny Poza tym była ładna
Tak — zgodził się Kamieniecki —
"Giną tylko ładne dziewczyny" Pamięta
pan? Tu wysiadam Proszę zatrzymać j
!FiS± &2 PŁYTY
gramofonowe
"ZWIĄZKOWCU"
najpiękniejsze — Emil Waldfeufel
Wielkość 12" — szybkość 33 — płyta nr XL-027- 6
— Estudiantimo
— Trcs jolies
— Czar syren
— Zloty deszcz
Orkiestra Symfoniczna Polskiego dyr Z" Górzyńśkji
CENA $400
Kiedy zakwitną białe bzy — Rolska
Wielkość 12" — szybkość 33 płyta nr XL-027- 9
Kiedy
uzy
zakwitną
Bal u Zizi
— Zatańczmy tango
— Złoty pierścionek
Nad czarną Hańczą
— - Właśnie dlatego
— Na szczęście
Santor
Buczek
7-ft-
'-T"
W
Queen
(Hi-F- i)
Radia
Rena
sama
12" — 33 płyta nr
— Ada to nie wypada
I
Oczy czarne
O
Gdy ciotkę mq
Ii nylska
— Szkoda twoich łez
J 1'olomski
— Mała kobietko
A Janowska
Trzy listy
R Rolska
— Ja się boję sama spać
A Janowska
Furman
ff
DO
bial
za dziada
Kawaliry
Dziura w desco
—
ST
—
—
op
—
'
op
op
33
da
Sł W 3
———
lub
—
—
—
—
—
i
Ej
— Samotność
— sic
— na
— ' ——
A w Zakopanem
pani mieszka
Wielkość szybkość XL-023- 0
zobaczysz
dziewczyno
Przyśpiewki wielkopolskie
Wyszłabym
Krakowiaczek
— nad
O
— Ta
B
— Nic w noc
J
— Czy sama
O
— Don
A
— ml
Ił i — ty to
L Sempoliński
Mazowsze
Nr ' -
- v
A nio
Współczesna poezja polska
Konstanty Gałczyński'— autórocyfacjo
Czcić 1:: Dedykacja Eutyfron Bizancjum
Mała 2: Ostinato"
skrzypcowy Część 3: Nieborów DuźyKon-cer- t
skrzypcowy Spotkanie z Chopinem Dużego
skrzypcowego Czcić 4: O
Bohdan trzymaj się — śpiewa B Łazukai
12" 33 — Płyta nr XL — 0247
trzymaj się
Mała kobietko —
Zimny drań
Rodzinne tango
Naucz naucz
się zwykle tak
Powiatowy twist
-
— —
Aria z Książę
Aria z op
Scena śmierci Borysa z
Filipa z
Carlos
Wielkość —
Warszawa lubić
Matysiaka
Kaśka
z Powiśla
Bielany
Wesoła warszawska
warszawski
Warszawski dzień
Wiązanka pieśni walki
1939—1945
NABYCIA
1475
znów
sceria
Toronto
walce
— Łyżwiarze
Espana
Jesienne nastroje
Zawsze nigdy
znów
— Piotr
Chciałabym n boje
Mam chłopczyka Koper-nika
Kausz
Zapomnisz o mnie
sypie śnieg
Cena $400
Czy
— (Hi-F- i)
Tahiti
mała jest wstawiona
Rylska
kochać taką
Santor
pani mieszka
Buczek
Fernando
Janowska
Rolska
Tomasz skąd
CENA $400
Płyta XL-014- 3
$450 (stereo)
myipicwKi
Zaloty
Muzyczka
przyszedł
Ildefons
NIOBE
fuga Czcić Chacona Kustosz Mały Kon-cert
Nenia Niobe
Koncertu
ciąg dalszy radości iskro bogów
CENA $3Q0
Wielkość —
Bohdan
Ramona
mnie
Bo'to zaczyna
Księcia
—
Gruba
Antek
A warszawianki
Przepraszam
A ja
Bal na Gnojnej
Andriusza
zawsze
Cena $400
BERNARD ŁADYSZ śpiew z
12" szybkoić 33 nr
Igor
Grcmina Eug
Oniegin
Borys Godunow
Don
12"
się
Piosenka Stacha
karuzela
Ont
Księżyc
Buczek
Sam mówiłeś
masz
czemuicś
jednak
cię
Dzisiaj jutro
arie oper
wielkość płyta XL-O10- 6
dorożkarz
płaczące
zywicciuo
jednak
— Serenada Mefista z op Faust
— Aria Don Basilla z op Ceru-li- k Sewilski
— Aria Don Basilia zop Cyru- -
— Aria Skołuby z op Straszny
Dwór
— Aria Chorążego z op Hrabina
CENA $400
Polina
'WARSZAWA DA SIC LUBIĆ
szybkoić - HiFI — płyta nr XL-020- 8
Walczyk Warszawy
Maleńki znak
Aleje miłość i Jaśminy
Gdy w ogrodzie botanicznym
Francois
Jak przygoda to tylko
w Warszawie
Cena $400
Cyraneczka
Uwertura
Szybkość
Introdukcja
Polskie pieśni żołnierskie i ludowe -
W wykonaniu popularnych artystów
Wielkość 12" — Szybkość 33 — Płyta No XL-016- 5
Wiązanka dawnych pieśni I Echa Mazurskie
żołnierskich Kwiaty Polskie
Rozszumiały sie wierzby Od Kzcszowa
Cena $400
PODANE CENY OBOWIĄZUJĄ PRZY ZAKUPIE
PŁYT W "ZWIĄZKOWCU"
Koszty przesyłki płyt ponosi zamawiający dolicza-jąc
10 proc wartości zamówienia oraz 5 proc aa
Sales Tax — w Ontario
Przy wysyłce płyt za zaliczeniem pocztowym tzw
COD do wartości zamówienia $i050 włącznie
obowiązuje dopłata 50 centów od $1050 —
$10000 — $100 plus 5 proc Sales Tax — w
Ontario
Zamówienia wjkonu je:
Polish Alliance Press Co Ltd
1475 Queen St Wi -
Toronio 3 Ont
i- -
-- tt' '
'tt '
0't4
Iit0
00
0
0k
V0
-- H
$
ŚM
ił i mi
fi !
ł i
ltt
KI
] %
ią
?
q
mi i i
iłłt
4- -
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, February 28, 1968 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1968-02-28 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000589 |
Description
| Title | 000064b |
| OCR text | 2 ANIA um i—„a (Ci3g aaisiy Lhmch pogawęd-- Wyciągnął aopotóch zbrojenie -- finałowych Był a- - 1&_njna"i-"i"-1ł"- - wiadomo-- o1 OeZ łiwwc'"t " i fałszywe ™= fx- - trala g° z Kazuym bardzie] r-- ml O TUP DVII : ohiDi Zonentowa- - krewcie doniesb gdzie tlkmerytenie wymog-Wuwiańczyka- ch aresz-- L Gimpla- - Poteiń wy-- rra władzom UiA jak--o AIHCłJ !"""- - f-ww- -- internować go u mcuic 'Patm lem z innymi jneuucii-e- - it Intam w Ameryce Po- - 1 '2c do Nowego Jorku L% I mógJ ?ie przekonać oSti IIliada wojna podwodna Mek kańska roiła sie wiec£ Irpedowanych statków I Grup Ifjch i gorączkowo pa todzięt Przy j łszw od li Ełncfl lorpeuuwtiw fBl to okres na]yiek- - zin"ciiestiwnio TOidnl- - % roh i"- - "i"wa V ®n USA Wszyscy byli nrtciestwa _ Jpla osadzono w obozie miano go iu- - mu nie brakowało — a nninnści Nawet nie vi „niel-ń- w nnlrńw an--: m mu uuyoiw — — msaS Czecie iyiko imuuuwd- - pre ftymlem ważny szcze- - ieJ ie 1tórv umożliwił mu po "c : fetach nowa wyprawę do praw' !la zreszta za ljchf: siedem tygodni Pew-jjdni- a wezwał Gimpla kf endant obozu "Iw znajduje sie pan na lis- - aynł i ńców — powiedział — !e pi i ' mogą zostać wymienie- - kJ i naszj-c- h ludzi złapa- - 'UcsrB1"'" """-"- - osv" iarazo sie aese loże pan iednak odmó- - iTOtu do Niemiec w wypadku zostanie pan ony z obozu beeme pan iracowac i z czasem zo- - bywatelem USA dci postanowił wrocir lina I tak w 1942 r'w środku woinv popły- - hcialnie z USA przez ic do Niemiec — i to itszą drogą przez Atlan- - Inowe zadanie lek który przywiózł fla do Europy miał vy- - na kadłubie olbrzymie DIPLOMATE Płynął Banderą szwedzką i'nazy- - mierz Błahij nmiemu: A bo ją miłA vfele i_: m- - mieć szpiega niemieckiego wał się "Drottingholm" Było xui iuiii wiem pasażerów skła- dających się na najbardziej osobliwa mieszaninę tow szpiegów żołnierzy nie- mieckich przemysłowców ludzi przypadkowo zapląta- gnoycdhy wStajatekkieśpływnoąjłenzneszypbrkzoy-- ścią węzłów i pasa-zerow- ie oglądać wojnę Atlantyku: kon- woje samfoialgoaty podnrieómżyiebckyłiye dryftujące miny: zwrócono swięali z ppaoskałżaedruównibebyewzpyipeactzryn-e przytzady Zawinięci w koce spędzali całe dnie na pokła- dzie Nie przeszkodziło to rimn łowi nawiązać z mło dą bzwedka która starała sie go namówić by z nia razem w neutralnym państ-wie znalazłby prace Gimpel odmówił: palii się do "pracy" to Wreszcie przvbil do w Goeteborgu Gro-mada niemieckich za- opatrzona przez konsulat nie- miecki w bilety pierwszej kla-sy w pociąg i przez Kopenhagę i Warnemuende do Berlina W Szcze cinie zaczepił Gimpla nieznany cywil Pan Gimpel? — Tak pan wyjść za mna Rozmowa była krótka Cy wil gratulował Gimplowi po- wrotu zaopatrzył go w pie-niądze kartki żywnościowe i nowe dowody Następnie — u-dzi- elił 'mu bezterminowego wypoczywa — pan uzna za stosowne niech się pan do gmachu Tirpitzufer 80 nie notować Tirpitz- ufer 80 Do widzenia nie długo Już po pa- ru dniach stał banalną kamienica Tirpitzufer w Domyślił się krótszy urlop tym będzie widziany W centrali wywiadu woj-skowego już na Gim-pla nie miał wezwa-nia określoną datę Z por-tierni przeprowadził szpiega przez labirynt koryta-rzy Wreszcie wprowadził go do eleganckiego puł-kownika — Pułkownik Pułkownik rpbił wrażenie człowieka wysoce kulturalne-go inteligentnego wyrażał Albo Niech mi Syfonia da szklan-rzątk- u — powiedziałem — Zrobię [kawę aamiraia aosKonaiu lnvała oi się pan? Wszyscy teraz że dałam truciznę — zabeczała arujacym czajnikiem — Pan doktor niecki ten Wiklin to powiedział przy mu że teraz prawdziwa Sy- - yslalem znowu o Kamienieckim iż powiedział nie było najszczęśliw-żarte- m i aby jakoś udobruchać iEWCZVT!P Ha l-tńi- -ni cl-nłin-nrl nia r-71ll-nm jfeólnej sympatii rzekłem gładząc ją ]'iech Marcelina nie płacze Nikt tu Marceliny nie Pan Kamie- - zawsze Marcelina p aresztowano pana magistra Der-- : dziewczyny stał się jeszcze głośniej- - Naszeen knrhanepn raana ma- - 2 do kryminału! on zabił? A_ jak Marcelina myśli? — zapytałem jąc sobie jednak herbatę bo dziew-toim- o załzawionych oczu uważnie 3dała sie czv nn r7a?nir7ek wspólną jak nazywano — "koł- - n kawę "Nesca" na na na na tu 1 Nic nie mvślp On ipi nip 7hił bo lcO OlPi" iak nna on Trnrliała jf Pa!a! Raz pamiętam wchodzę do - śniadaniem bo w niedzielę noszę lcoJU to pan wie a nieboszczka lata 'Hu szlafroku z jakąś fotografią i ° tak pamiętam iak bv to było '1' ze "CałlllP fuTiio rw7tf i fwnip 7n-- Potem mi pokazał te fotografię: a tu nasz nan mncrictpr Zaczęła jak bo to z tna kobiety rożne wariactwa ro-- ezU i 7a tnl--a TiłAł nT-ł&o-łoi _-i- _ _ x'_ "icDiesracn i — — że i T "ouiia ptaKac i cos lam suiuih- - Itt-ffo- l _:-!_- -_ EtL ' " ! do — - ile im nie _ roszę Pana a może ona? Może onecko? Aie Nie Marcelino Pani magister Tg nle miała dziecka rivnlnmo_ trzech mogli widzieli u-uoo- iy romansu został gdzie łatwo znaczy wo-jny statek brzegu jeńców wsiadła jechała jednak Zechce urlopu Niech pan Pó-źniej zgłosi Proszę Gimpel czekał przed Berline weźmie le-piej czekano chociaż cywil pokoju Schade mówią nagie jestem posadzą żartuje Przecież Maśnie śietfnp kochała całować głupia miłości KoraiiKacn T-- - "? '""'" "" Jeniecki skończvł swoie noewiz-- hnl tera? wytracał się na łóżku przed ' szedłem do TMibniii nostawiłem C 1 0bpir7Qłon win t TKipA-clnT- n arzem ale kalendarza nie było Stół J' pozostawiłem księgę świecił H "' Powróciłem pościel na łóżku sie bardzo stranna niemczyz-n- a Rozpoczął rozmowę — o niczym plotkując o Ameryce itymwojbnaiceznie obGseimrwpolwa ałZnałprdzoy- skonale jego przeszłość Wre-szcie powiedział: _ — Jest pan młodv i powi- nien pan być na froncie Jed- nak znajomoćś zagranicy mo- że nam być użyteczna Chcę panu zwrócić uwagę że ma pan całkowicie wolny wvbór i iuki nie Deazie miał preten-sji jeśli wybierze pan armie regularną — Byłbym szczęśliwy gdy-bym mógł pracować z panem _ — W takim razie nazywa isiepopjeadnziteerpaaznJadcoobHaSmpbriunrgeear nic nikomu nie mówiąc Sta- nie pan w hotelu "Vier Jah-reszeite- n" To wszystko Nig- dy pan już tu nie wróci przy- najmniej głównym wejściem Nigdy też pan ze mna nie roz- mawiał Niech pan stara sie sztaapdamwiyęjtdazćie drogę którą pan Inny cywil przeprowadził Gimpla przez kilka podwórzy przejść i kamienic na ulice równoległą do Tirpitzufer Nazajutrz rano Gimpel znaj- dował sie w Hamburgu Już przy obiedzie zaczepił go mężczyzna w średnim wie ku o wyglądzie tak przecięt-nym że trudno go było zapa- miętać — Pan Springer? — Tak jest — Nazywam się Jucrgen-se- n Dziś pójdzie pan na Mo-enckbergerstr-asse Znajdzie pan biuro eksportu i importu Zadzwoni pan dwa' razy krót-ko i raz długo Proszę obej-rzeć tę fotografie Odszuka pan tego człowieka i powie mu swoje nazwisko — Doskonale Na Moenckebergerstrasse urzędował młody blondyn który nazywał sie Heinz lu-bił sznapsa i dziewczynki i wtajemniczał Gimpla w arka-na radiotechniki Oczywiście Gimpel miał już pewną wpra-wę szło jednak o to by do-szedł w sztuce przesyłania wiadomości do mistrzostwa Egzamin polegał na tym że Gimpel musiał w określonym czasie przesłać szyfrem dość długi tekst którego nie ro-zumiał: — Teraz mamy twój pod-pis — powiedział Heinz — Nie rozumiem — Każdy telegrafistą ma swoie sposoby swoi st'vl — wyjaśnił Heinz — Notuiemy' wszystkie te drobne osobliwo 15 zdemolowałem w jednej sekundzie nielicz-ne książki na półce zawartość szafy wysu-nąłem krzesła Kalendarz grubaśna orbi-sow- a księga w ciemnozielonej oprawie przepadł w ciągu kilkuminutowej nieobec-ności Po prostu zdematerializował się niby na seansie spirytystycznym Wypadłem na korytarz Zapaliłem świa-tło i stanąłem bezbrzeżnie zdumiony i bez-radny Cisza Martwa cisza nawet sprężyny w pokoju Kamienieckiego ucichły Zastu-kałem mocno raz i drugi alarmowo Z tamtej strony drzwi usłyszałem cichy jęk a potem pytanie: — Kto tam? — Niech pan otworzy doktorze Trwało dość długo skrzypnęły sprężyny potem rozległo się szuranie pantoflami wTeszcie szczęknął klucz i w oświetlonej szczelinie zjawiła się para czarnych oku-larów — X to pan? Proszę Już spałem Cos się stało? Arkadiusz Kamieniecki stał w grubym barchanowym szlafroku Przyglądał się mojej postaci z której musiała emanować zabawna wściekłość Czy coś się stało? Tak Skradziono pewien przedmiot z pokoju Rudzkiej Czy słyszał pan coś na schodach? Pan ma przecież świetny słuch i oczy — powiedziałem nie bez złośliwo-ści Pomyślał chwilę — Uhm Słyszałem Najpierw ktoś stam-tąd wychodził potem wracał po schodach na górę Zdawało mi" się że dzwoniła łyże-czka w szklance a potem był straszny har-mid-er Wywracało się coś — To byłem ja — Tak sobie też pomyślałem że to pan Pan tak mocno chodzi Po wojskowemu Pokój magister Rudzkiej był przecież za-pieczętowany przez milicję — Godzinę temu zdjąłem plomby A" godzinę temu No tak Aha Mam do pana list Dał mi jakiś marynarz na ulicy— Popatrzyłem zaskoczony List? Do mnie? Kamieniecki rozpiął torbę wyjął brulion a z niego list w zwyczajnej niebieskiej ko-percie Odnotował coś z brulionu List rze-czywiście był opatrzony moim nazwiskiem jpniem i adresem stacji archeologicznej oraz~uwaga: "uo rąk własnych — pilne" Oglądałem kopertę z jednej i z drugiej strony Nadawcy nie było W porządku — usłyszałem głos histo-ryka — Nie "rozpieczętowany Ja nie mam zwyczaju czytać czyjejś korespondencji ści — dłuższe przerwy za krótkie kropki itp — i istnie-ją specjaliści którzy są w sta-nie rozpoznać czy raport zo-stał wysłany przez naszego a-ge- nta czy przez" kogoś inne-go Ponieważ 80 procent a-gen- tów w końcu wpada wróg stara sie to wykorzystać do przesyłania fałszywych wiado-mości Oczywiście naszym specjalistom udaje się to na ogół wykryć Szkoła szpiegowska w Hamburgu miała kilkanaście oddziałów Heinz uczył Mor-se'-a kto inny — naprawiania radionadajników inny znów szyfru mikrofotografii pisma sympatycznego W specjal-nych komórkach armii nau czono uimpia wielu spraw z zakresu techniki wojennej np radaru Szło o to aby szpieg doskonale znał techni-czną stronę zadań które bę-dzie miał do rozmazania Nie wolno było nic notować żą-dano niesłychanych wysiłków pamięci "Najtrudniejsze naj-straszniejsze dla szpiega — powiada Gimpel — jest to że musi on podwoić potroić swoją zdolność zapamiętywa-nia" — Nie pamiętam już kiedy spostrzegłem że jestem pod kontrola — opowiada Gimpel — Mój aniół-stró- ż nie opusz-czał mnie teraz ani na chwilę Zauważyłem go dlatego że nosił stale to samo ubranie Bł to debiutant — albo przynajmniej polecono mu się tak zachowywać by wy-plad- al na debiutanta Powie działem o tym Juergensenowi który czuwał nad wszystkimi moimi zajęciami — Jestem śledzony — po-wiedziałem — Nie jestem niespokojny ale zaczyna mi to działać na nerwy Juergensen uśmiechnął sie — Ma pan bujną wyobraź-nię Ciekaw jestem pańskie-go anioła-stróża- ! Przeszliśmy przez hall ho-telu Aeenta nie było —Widzi pan! — rzekł Juergensen — Zaraz go znajdę — od-parłem Pojechałem taksówką do biura na Moenckebergerstras-s- e poczekałem tam dziesięć minut i wyszedłem Agent czekał na ulicy Pokazałem go Juergensenowi — Brawo — powiedział — Zdał pan egza-min Gdyby go nan nic spo-strzegł pojechałby pan na "front A teraz — czv pan wie' jak nozbyć się szDicla? Bierze pan taksówkę ale r---j- t}v w imienia pan1 taksówkę t™ razy tak by„szoferzy nie spo- strzegli że się pan przesiada z wozu do wozu Od dzisiaj niech pan nigdy nie udaje sie swiąpśrćost z dotackeslóuw: ki trzecoba nwayj-- mniej trzy ulice przed do-mem do którego pan idzie Ostatni odcinek trasy przeby-wa pan zawsze piechota Nie trzeba się nigdy spieszyć To iwesua życia i śmierci Załóżmy teraz że jest pan na ulicy i spostrzegł że ktoś pana śledzi Co pan zro- bi? Po pierwsze nie odwracać się Nie zatrzymywać Nie zmieniać kierunku Nie da-wać oznak niepokoju Trzeba jednak rozpoznać szpicla i-- dąc naprzód W jaki sposób? — Słucham — Przystaje pan przed wi-tryną i patrzy na wystawę Wystrzegać sie rozglądania na boki choćby na oka mgnie- nie! Interesują pana tylko buty czy krawaty W pewnej chwili agent musi pana wy- przedzić To jest decydujący moment: wtedy — na krótko — będzie go pan mógł do strzec dzięki odbiciu w szy- bie Zapamięta pan sobie je go nos oczy To najważniej- - isze Po kilku tygodniach inten-sywnych ćwiczeń Gimpel wró-cił do Berlina Skierowano go do komisarza Krausa z ber-lińskiej policji kryminalnej Oficjalnie Gimped był mło-dym prawnukiem który chciał nauczyć się u wjtrawnego fa-chowca chwytów i sposobów praktykowanych przez zło-dziei włamywaczy i morder-ców Komisarz Kraus miał szczecólny zwyczaj:: swoich pupilów prowadził wprost do przestępców Gimpel przesia-dywał w małej knajpce kolo eiełdv gdzie gromadziły się berlińskie metv Wielu znało komisarza lubiło z nim żarto-wać Na zakończenie Kraus pokazał Gimplowi niejakiego Benna poczciwego olbrzyma którv był w istocie groźnym sDecjalista od włamań do ban-ków Benno wpadł bvł właś-nie w ręce policji Siedział teraz jęcząc w pokoju prze-słuchań: — Słuchaj Benno — po-wiedział Kraus — Przedstaw się panu i powiedz dlaczego wpadłeś — Dlatego że byłem d — slęknał Benno — A dlaczego byles d?— ciągnął Kraus — Bo rue umiałem zamk-nąć mordv " — A dlaczego nie umiałeś? lTT Boobyłjęroopijany — A dlaczego byłeś pija-ny? ° — Ale pan ma za to inne zwyczaje Do-branoc panu — schowałem list i sięgnąłem po klamkę — Dobranoc Niech pan się nie martwi Zamknął za mną drzwi Usłyszałem trzask wyłącznika szurgotanie pantoflami potem jek sprężyn Drzwi do pokoju Rudz-kiej ziały jasnym światłem Zamknąłem je i zastukałem do pokoju profesora Wirty który znajdował się tuż za drzwiami puste-go pokoju Derkacza — Proszę Nacisnąłem klamkę Drzwi były nie zamknięte Tkwił w nich ogromny klucz Pod lampka z lupą w oku siedział Wirta obstawiony dziesiątkami ułamków glinia-nych naczyń Wyjął lupę i spojrzał na mnie przyjaźnie — Dobry wieczór Proszę podejść bliżej — uśmiechnął sie zakłopotany — Moczę nogi Strasznie się dziś złaziłem Słyszał pan? Wreszcie odkopałem ołtarz — Nie Nie słyszałem ale gratuluje — podszedłem do biurka chude nogi Wirtty sterczały w drewnianym miejskim cebrzy-ku z którego parowała woda — Chciałem pana o coś zapytać --— Słucham — powiedział odgarniając ułamki naczyń — Niech pan siada — Zaraz idę Czy nie słyszał pan żeby ktoś chodził po korytarzu? Jakieś dziesięć minut temu? Zastanowił się — Nie A może mi się zdawało? W po-koju koleżanki Rudzkiej Jak by coś wywracano Czy coś się znowu stało? — Nie Nie — powiedziałem zbulwerso-wany — Zrobiłem się trochę nerwowy profesorze — Nic dziwnego Ja też — przesunął dłonią po glazurze czaszki Zamyślił się Potem spojrzał pytająco: — Kiedy będzie pogrzeb koleżanki Rudzkiej? — W sobotę — Chciałbym pojechać Zamknę stację W ogóle chyba zamknę stację To straszne Ona On Młodzi i tacy zdolni Niech pan ze mną trochę posiedzi Zostałem sam Sam z tymi skorupami — odgarnął ułamki na-sz- yń jeszcze dalej Miał zmęczoną twarz Ożywił się nieco kiedy na moją prośbę zaczął' opowiadać o wyprawie księcia Racibora w pięćset okrę-tów na duńską Konungahellę Ale nagle urwał i powiedział że już późno Podał rękę na pożegnanie Zamknąłem pokój Rudzkiej i wróciłem do siebie na mansardę Po schodach prze-szła Marcelina z następnym cebrzykiem wrzątku Zwaliłem się na tapczan i stara-łem się zebrać rozbiegane myśli Nagle przypomniałem sobie o liściew niebieskiej koparcie Rozerwałem go szybko wypadła wąziutka kartka pokryta krótkim maszy-nowym tekstem "Dr Arkadiusz Kamieniecki pisze listy do Szwecji W sobotę 146 był w konsu-lacie szwedzkim Juliusz Cezar" i Ścisnąłem mocno skronie "—Bo leciałem 5 "S'itf? yio seono caiej sprawy— mawiał Kraus — Po pierwsze trzymać gębę zamknięta po drugie — nie pić po trzecie — nikać kobiet Gdyby nasi klienci trzymali się tych zło-tych reguł policja byłaby znacznie lepiej płatna: byli-byśm- y bardziej potrzebni" Gimpel twierdzi że "stu-dia" u komisarza Krausa du-żo mu dały ponieważ służba wywiadowcza zatrudniała o-ko- ło 80 procent wykolejeń-ców- : prostytutek złodziei szantażystów sutenereów szulerów itp Ci którzy pra-cowali "ideowo" jak on byli wysoko cenieni i odnosili się do reszty z bezwzględnością i pogardą Że rady Krausa były słusz ne miał się Gimpel szybko przekonać Pod koniec stażu powiedziano mu że wkrótce uda się z misją do Hiszpanii Nie miał na to wielkiej ocho-ty ponieważ poznał był właś-nie Ingrid Była to zgrabna nieduża brunetka która spot-kał w teatrze — siedziała na sąsiednim fotelu Po kilku dniach byli kochankami po-nieważ Gimpel nie miał pra-wie nikogo w Berlinie spę-dzał z nią wszystkie wieczory Podawał sie za urzędnika fir-my zbrojeniowej Ingrid nie pracowała: wyglądała na za-można była bardzo eleganc-ka Chciała znać szczegóły ży-cia ukochanego Gimpel bvl dvskretny rzecz jasna ale zdarzyła mu się chwila nieu-wagi I no paru dniach dostał wezwanie do Jucreensena który zajmował się dalej szko-leniem szpiegów — Powinien pan wiedzieć oświadczył Juergensen — że agent wystrzega się kobiet — Nie rozumiem — Z kim pan spędził wczo-raj wieczór? — Z pewną dama Ale ona — I powiedział jej pan że musi -- pap wyjechać do Hisz-panii Czy to prawda? — Tak jest Ingrid zapytana przyzna-ła bez trudu że pracuje dla szóstego oddziału "Każdy na swój sposób chce się przysłu-żyć ojczyźnie" — oświadczy-ła W istocie była to dziewczy-na lekkiego prowadzenia której wywiad używał m in sprawdzania dyskrecji swoich agentów Gimpel wstrząśnię-ty że został tak oszukany postanowił odtąd unikać wszelkich poważniejszych kontaktów z kobietami Zoba-czy my później że nie wytrwał w swoim postanowieniu (Dokończenie nastąp!) VI ZŁOTE NAUSZNICE Pogrzeb mgr Doroty Rudzkiej odbył sie cicho i o zmierzchu Młodziutki ksiądz chy-ba rówieśnik zmarłej na prośbę profesora Wirty powiedział parę słów o czystości du-szy będącej biletem wstępu do życia wie cznego pokropił sypki piach grobu i zam-knąwszy brewiarz złożył nam ukłon i od-szedł drobnym truchtem między alejki Grabarz z zapijaczonym nosem oklepał wzgórek łopatą i odczekał chwilę aż po-łożymy kwiaty Powiedział do Wirty: — Będzie sie dobrze trzymało Dałem na dół trochę jedliny Na boki też I zrobił gest w naszą stronę Daliśmy mu po dwadzieścia złotych i od-szedł szybko wymachując łopatą Dr Ka-mieniecki zapisał w swoim brulionie numer grobu alei i kwatery — Nikt nie przyjechał z jej strony — zauważył historyk — Nikt — potwierdził archeolog Polem zwrócił się do mnie: — Wie pan że nie po-zwolono mi przerwać robót? Dostałem dziś telegram z Zakładu Spojrzałem pytająco na profesora — Mają mi kogoś przysłać do pomocy — poinformował — Magister Rudzka była bardzo zdolna Ogromny cmentarz zdawał się ciągnąć w nieskończoność Powszedni dzień bez wizyt pogłębiał pustkę i milczenie Wyso-kie świerki szumiały aż do samej murowa-nej bramy z czerwonej cegły — Pan w którą stronę profesorze? Zastanowił się — Ja? Ja chyba już na stację Tak już na stację A pan doktorze? — zwrócH: się do Kamienieckiego — Też na stacje? — Nie Pojadę z panem porucznikiem Jeśli pan pozwoli oczywiście Otworzyłem drzwiczki samochodu Kiedy ruszaliśmy profesor Wirta stał jeszcze pod bramą cmentarza patrzył na mój wóz a po chwili odwrócił się i wszedł z powrotem na cmentarz Kamieniecki wrzuszył ramio-nami Zawsze zachowuje się nieodpowied-nio Poza czy też brak wyczucia sytuacji? W jego wieku? A może to już sklezora obezwładniająca nie tylko mięśnie ale tak że umysł? — Dokąd pana podrzucić doktorze? Spojrzał na zegarek — Piąta O tej porze piję kawę Dużą ka-wę Pan leż pije kawę? — Nie To znaczy nie o piątej — Szkoda Nie lubię samotnych pogrze-bów jak nasz Wirta — Pan zdaje się nie bardzo lubi profe-sora Wirtę? — Jest mi obojętny Cenię go jako nau-kowca — Ale Rudzką pan lubił — Rudzką tak — Trudno jej było nie lubić Zrobiła na mnie wTażenie bardzo prostej i otwartej dziewczyny Poza tym była ładna Tak — zgodził się Kamieniecki — "Giną tylko ładne dziewczyny" Pamięta pan? Tu wysiadam Proszę zatrzymać j !FiS± &2 PŁYTY gramofonowe "ZWIĄZKOWCU" najpiękniejsze — Emil Waldfeufel Wielkość 12" — szybkość 33 — płyta nr XL-027- 6 — Estudiantimo — Trcs jolies — Czar syren — Zloty deszcz Orkiestra Symfoniczna Polskiego dyr Z" Górzyńśkji CENA $400 Kiedy zakwitną białe bzy — Rolska Wielkość 12" — szybkość 33 płyta nr XL-027- 9 Kiedy uzy zakwitną Bal u Zizi — Zatańczmy tango — Złoty pierścionek Nad czarną Hańczą — - Właśnie dlatego — Na szczęście Santor Buczek 7-ft- '-T" W Queen (Hi-F- i) Radia Rena sama 12" — 33 płyta nr — Ada to nie wypada I Oczy czarne O Gdy ciotkę mq Ii nylska — Szkoda twoich łez J 1'olomski — Mała kobietko A Janowska Trzy listy R Rolska — Ja się boję sama spać A Janowska Furman ff DO bial za dziada Kawaliry Dziura w desco — ST — — op — ' op op 33 da Sł W 3 ——— lub — — — — — i Ej — Samotność — sic — na — ' —— A w Zakopanem pani mieszka Wielkość szybkość XL-023- 0 zobaczysz dziewczyno Przyśpiewki wielkopolskie Wyszłabym Krakowiaczek — nad O — Ta B — Nic w noc J — Czy sama O — Don A — ml Ił i — ty to L Sempoliński Mazowsze Nr ' - - v A nio Współczesna poezja polska Konstanty Gałczyński'— autórocyfacjo Czcić 1:: Dedykacja Eutyfron Bizancjum Mała 2: Ostinato" skrzypcowy Część 3: Nieborów DuźyKon-cer- t skrzypcowy Spotkanie z Chopinem Dużego skrzypcowego Czcić 4: O Bohdan trzymaj się — śpiewa B Łazukai 12" 33 — Płyta nr XL — 0247 trzymaj się Mała kobietko — Zimny drań Rodzinne tango Naucz naucz się zwykle tak Powiatowy twist - — — Aria z Książę Aria z op Scena śmierci Borysa z Filipa z Carlos Wielkość — Warszawa lubić Matysiaka Kaśka z Powiśla Bielany Wesoła warszawska warszawski Warszawski dzień Wiązanka pieśni walki 1939—1945 NABYCIA 1475 znów sceria Toronto walce — Łyżwiarze Espana Jesienne nastroje Zawsze nigdy znów — Piotr Chciałabym n boje Mam chłopczyka Koper-nika Kausz Zapomnisz o mnie sypie śnieg Cena $400 Czy — (Hi-F- i) Tahiti mała jest wstawiona Rylska kochać taką Santor pani mieszka Buczek Fernando Janowska Rolska Tomasz skąd CENA $400 Płyta XL-014- 3 $450 (stereo) myipicwKi Zaloty Muzyczka przyszedł Ildefons NIOBE fuga Czcić Chacona Kustosz Mały Kon-cert Nenia Niobe Koncertu ciąg dalszy radości iskro bogów CENA $3Q0 Wielkość — Bohdan Ramona mnie Bo'to zaczyna Księcia — Gruba Antek A warszawianki Przepraszam A ja Bal na Gnojnej Andriusza zawsze Cena $400 BERNARD ŁADYSZ śpiew z 12" szybkoić 33 nr Igor Grcmina Eug Oniegin Borys Godunow Don 12" się Piosenka Stacha karuzela Ont Księżyc Buczek Sam mówiłeś masz czemuicś jednak cię Dzisiaj jutro arie oper wielkość płyta XL-O10- 6 dorożkarz płaczące zywicciuo jednak — Serenada Mefista z op Faust — Aria Don Basilla z op Ceru-li- k Sewilski — Aria Don Basilia zop Cyru- - — Aria Skołuby z op Straszny Dwór — Aria Chorążego z op Hrabina CENA $400 Polina 'WARSZAWA DA SIC LUBIĆ szybkoić - HiFI — płyta nr XL-020- 8 Walczyk Warszawy Maleńki znak Aleje miłość i Jaśminy Gdy w ogrodzie botanicznym Francois Jak przygoda to tylko w Warszawie Cena $400 Cyraneczka Uwertura Szybkość Introdukcja Polskie pieśni żołnierskie i ludowe - W wykonaniu popularnych artystów Wielkość 12" — Szybkość 33 — Płyta No XL-016- 5 Wiązanka dawnych pieśni I Echa Mazurskie żołnierskich Kwiaty Polskie Rozszumiały sie wierzby Od Kzcszowa Cena $400 PODANE CENY OBOWIĄZUJĄ PRZY ZAKUPIE PŁYT W "ZWIĄZKOWCU" Koszty przesyłki płyt ponosi zamawiający dolicza-jąc 10 proc wartości zamówienia oraz 5 proc aa Sales Tax — w Ontario Przy wysyłce płyt za zaliczeniem pocztowym tzw COD do wartości zamówienia $i050 włącznie obowiązuje dopłata 50 centów od $1050 — $10000 — $100 plus 5 proc Sales Tax — w Ontario Zamówienia wjkonu je: Polish Alliance Press Co Ltd 1475 Queen St Wi - Toronio 3 Ont i- - -- tt' ' 'tt ' 0't4 Iit0 00 0 0k V0 -- H $ ŚM ił i mi fi ! ł i ltt KI ] % ią ? q mi i i iłłt 4- - |
Tags
Comments
Post a Comment for 000064b
