000020b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
%ZZmJ3£S&ś$&iiXl&tS&&m£& 325HH5SSI35j
Sf&MJ_Z- -Si---i„&P[f łrłysRttr5 aiH w '" HlłlfW -- OTM f '!c-- vi
m
:£)
iTff ~ "związkowiec sfrczEfl fJ""anfl Sobota is — "ffft
rTiTyM " —w g "m rffc DENTYŚCI
W BIURO TŁUMACZEŃ Urny Seweryn Dr Władysława Dr tur SADAUSKAS J K MICHALSKI
Wizy — Paszporty — (dLruEgiKAdoRmZ odDERNoTncYeSsvTlAl Emigracja ud Przyjmuje za uprzednim telefo-57
QUEEN ST W £M 8 9430 nicznym porozumieniem
Tlefon LE 1-4-
25C i$€Mi'h€st'o kłamiesz! (koło Bay) pok 308 Toroiito
8 I' 129 CrtnadUr Rd
I
ć n — wysiadać
lPza2Wa 7-i-aSć Warszawa -
utr — wysiadać
' rhSJwsIe8Scle wydostać
Eff naorzód wśród garu
tycznym
nawoływań
tłumom ftj™ 0nSswv Elos - f SZ Warwa -Warszawa Główna
i wsiadać Warszawa - tchu h jZSczerpnal
i X-Hvnrz-vł
SI? zator- - Ludzie
w coraz gęstszą mas? Gryzą-- Ł
arowom wrazcepm o o- -
ftarv ow onał na "" ™j - howe szeregi ludzi ple-- ?5 napierałynnrrki zamęt i tumult
tt%-alizk- i fi TnaSS i przemyłoś Se wywalczyły sobie przejście po-f- fi
-- niPika Wraz z nimi wydostał
--Łcie na 'plac a potem na ulicę
tó wiec — warsz"""' 'i"p
3„ ™Sowl JerwoltasWch Taki
H tytuły gazet Przekupki
Salaly świeże bulki obwarzanki
fS Na jezdnię ulic Towarowej wy-- 3
się bezładnie fala pasażerów z Su Mokrzycki skręcił na prawo ku
Stankowi tramwajowemu
tlopiero teraz uświadomił sobie ze
ijlzystkich tych swoich przygoto-wali
rozmyślaniach o powrocie do
Sawy wcale nie obmyślił co zrobi
Sysiadzie wreszcie z wagonu czy sa-Ł'- w
warszawie Powiedzmy --
S3mośa tsriaęmnwaapjurzystaAnlkbuo dwosiąddozrioeżkdio
tffdo rikszy jeżeli iszczę takie są
pieszo Ale - Na
Uck nie przewidział ze w warsza-fStu- !
do n zmierz-chu A podobno ówiono w Lubece w Warszawie
chodzie słońca zaczyna się istna
cka dżungla
Józef Mackiewicz
toga Donikąd
prawa autorskie
f£ Był też film z tego kiedyś
fg Byl Był i nim
I5 im czTsie Jan Chpnt powrócił do
laiy iMC niKomu nie mówiąc jął wdzie- -
ć':ożuch nrzenasał rzemieniem Linię
kii i na Córka
Mi i™' inri dlueo aż minął na
atyju krzvż z rozpiją na nim Męką
Potem pobiegła do stodoły faAdam!
Ja! — odezwał się brat z góry
H Ty obacz Zleź mpża a to baćka
śieti wsi Nic nie gadał jakoś
Nistało długie milczenie
FAfcam zsunął się niechętnie otrzepa
sitta i nie patrząc na siostrę poszedł
'tasu za ruczaj T$eł z Tadeuszem też w
ijSgdy wreszcie zmieniwszy kierunek
irtchodniego na północny a puzniej
Rtf bardziej odchylając się ku zacho-w- S
wjechali znów na prze- -
pol pokrytych piąty z
leti dzień ich podróży zaczął zanikać i
ą gęstwieć
Wpasawszy trochę jechali dalej Skrę
igŁbjeżdżalac bokiem duża wies_ i
Jfiwydostail sie na drogę Brał mroź
mry poszły sobie spać po raz pierw-rj- i
tym tygodniu wyszedł młody sierp
ifiyca oświetlił im trochę drogę i
ijjrzal sie czemuś okrągłemu jasne-Sfc- o
leżało w Dośrodku wyślizganej
My zwrócone dó nieba Paweł wychy-'i- %
zmrużył oczy w wysiłku ale nie
rozDoznać w pierwszej chwili i
wto-a-ł się trochę bok żeby me za-Ś- lc
To coś to był wydający się o-Wtti- vm
w mdłym oświetleniu księżyca
h£f eoły zad'Czlawiek szedł widocz-spTw- ii
onitv podłym samogonem
n sie załatwić po drodze spuścił
Jdiie 'na Ple stracił przytomność a
§Ipo Drostu zasnął wywrócił się na
SĘ goh--m zadkiem góry — na
Wewisko księżyca! wszystkich gwiazd
b może zamarzł w nikczemnej po-irasaj- ać
ludzkiej godności Był to hi straszny Koń zaczął chrapać bo-"fcl- ie
strzyc niespokojnie uszami tak
Rfweł musiał ściągnąć go batem ą Ech — --westchnął tylko mijając
3finiJeejdźo"dajeddnźa'ł nsiieę zjeastzrzcyzme urjazŁię —
liaglił Tadeusz — Zaraz tu winna
14Z icuł'
(COPYRIGHT "ZWIĄZKOWIEC")
wiJLfi ' ]akie docierały do obozu
Zla! — ruiny Miasto ruin W róż-- 7L ach W31 z przerażeniem LIZ if Zdj?cia - Poszarpane księży- - eunt v"nie" zwaliska upiorne gruzy
kedvś i!fj slady Placów ślad' tee° °°
miastem że Praga cala — o ijm wiedział Na Pradze — ciotka
' ? ś na Grochowie Adres bar- ndzioramzglwisitdyziai ł niseięjasznycioZtkraeszctoąś —na osdtawt-a
m!v-łPrZ- - Postaniem a wtedy już
' 2e maJą zamiar zmienić mies-zanie
Najbliższy przyjaciel — Ignaś?
ignas mieszkał na Piwnej Tam
anoampetawknoprzneikeremślaił pi owycmo aziśaćł zApawmłaięscniy ze nie myślał o nim jako o czymś real-nym
dokąd może pójść rozebrać się w przedpokoju postawić w kacie wa- lizkę przywitać się umyć i — być u ja'kti"błysk7nó—w PrBzaersbzayrwa!ającBearbjaarka!spaNzmie
?°a } r~ ni- e- A więc — gdzie? Do- kąd? Jak?
Od purpurowej luny na zachodzie
ciągnęło zimną niedobrą mgłą Wzdryg-ną!
się No więc _ dokąd?
otojący obok kolejarz spojrzał nań z ukosa Uważnym spojrzeniem obrzucił
walizkę i buty Mokrzyckiego Specjalnie
— buty Właśnie buty — amerykańskie
boksy Przyglądał się ze znawstwem Nie
wytrzymał
— Amerykany — powiedział konfi-dencjonalnie
do Mokrzyckiego — na na-szą
chlapę dobre eo? Co pan dal za nie?
— Dostałem W obozie
H'm Dobre skoki w sam raz na
warszawski spacerek To szanowny pan
z przyjazdu?
— Tak
Przypomniał sobie że instruowano
przed wyjazdem aby byli bardzo o-stro- zni w Warszawie i nie wszczynali
rozmów z nieznajomymi Ale już w Gdy-n- i przekonał się że coś z tymi informa-cjami
o kraju było nie tak I ten kole-jarz
wcale nie wyglądał na szpiega ani
prowokatora Dodał więc aby nie stra-cie
wątku rozmowy z pierwszym warsza-wiakie- m:
— - z Lubeki
Wszystkie zastrzeio
wjechali
śniegiem
dawniej
me
1
i1
Gdzieś z dalekiej widocznie szosy
doszedł ich uszu klakson samochodu
— A może on jeszcze żyl?
— Cholera go tam wie może i żył
W" 1ic„m„u„ w iewo teraz
BY
ich
30 n
m
się
_
graniczną przejechali szczęśli- -
dat wvszed"ł drogę pa- - wie Następnie długo bardzo diufo jak
sam do
pustą
do
się im zdawało jechali nie szczędząc
Kuma Docznymi drogami do miasta By-ło
już daleko po północy gdy dotarli do
pierwszych domów przedmieścia Zam-knięte
na drewniane okiennice zdawały
się spać razem z mieszkańcami Tadeusz
postanowił pójść do siebie piechotą Oby
dwaj byli tak wymęczeni podróżą że
wciągu ostatnich" godzin prawie nie za-mienili
słowa Dopiero przy pożegnaniu
Tadeusz już wyłażąc z sań oświadczył
krótko £e na rzecz Pawła przypadło z
czystego zysku 1750 rubli Wypłacił mu
300 rubli za sześć dniówek licząc po
50 każda resztę zachował na spłatę dłu-gu
Paweł zgrabiałymi palcami zgarnął
banknoty do kieszeni między kapciuch
z tytoniem i zapalniczką
XV
R0ZRifl'VC7V cła ? TcHpłK7PrTI PflWPl
odczuł podświadomie nieokreśloną ulgę
jakby wyzwolenie sDod ciążącego mu
przymusu "Do domu! Do domu! Na-reszcie
do domu!" — powtarzał sobie
w duchu i mimo wielkiego fizycznego
wyczerpania niewyspanej nocy i sko-stniałych
na mrrwip r7łonków Doweselal
wewnętrznie — "A tam" myślał "Mar
ta so&ie czeka gorąca herbata" Z tym
zarobkiem w kieszeni planował kilku-dniowy
wypoczynek
—- No! Kary! — wołał na konia któ-ry
i tak biegł szparko węsząc nozdrzami
znajome powietrze Zachciało mu się pa- lie ale u-iał- ł- emnrrtl Ti- - noriłio trrnaHa
ło by zatrzymać konia wiec pożałował
czasu
Było koln tmrl7inv r7wartei nad ra
nem gdy wjechał na podwórko Pies wi-tał
skomląc z radości i machając ogo-nem
Marta się obudziła w oknie bły-snęło
światełko- - ra chwile drzwi domu
ze znajomym skrzypnięciem otwarły się
w Kożuchu sięgającym piet narzuconym
na koszule wybiegła na jego spotkanie
Chciał lei rvrnrivł7ipń coś dobrepo na
przywitanie" ale poczuł że język mu ze
""pieliła i zimna SKOiowaciai w gęoie
Zdjął rękawice miał zerabiałe ręce i wy
krztusił:
— Hm A wolno zapytać
— Teraz
—Tutejszy pan? Przepraszam ze
zapytuję
— Tak z Warszawy Właśnie teraz
z powrotem
— Na swoje znaczy się pociągnęło
Tak tak Do Warszawy
Mówił miękko i przyjaźnie Spojrzał
zamyślony
— Nie poznasz pan jej A chałupa
pańska za przeproszeniem — gdzie
Z powstania pan?
Proste "chałupa" było uderzające
W prostym słowie zawarte było wszyst-ko
czego przecież właśnie nie ma Ale
odpowiedział tak jak gdyby czekał na
i _ !-£- _!- J_ --i-i iramwaj aoy wiasine uo ivj awunjiwnl fhH--
łunv rjoiechać Wymienił ulicę i numer
domu — za placem Zbawiciela
Kolejarz zerknął niedowierzająco
Gw-izdnął leciutko ze współczuciem A co? - zapytał Mokrzycki mimo
woli Serce w nim zamarło A przecież
wiedział doskonale był doskonale przy-gotowany
śniło mu się nieraz to straszli-we
gruzowisko na miejscu ich domu W
Lubece widział odcinek ulicy łudząco
podobny do tego właśnie warszawskie-go
odcinka Bezładne milczące rumowi-sko
z pustvmi otworami okien z zawalo-nymi
schodami Wiedział — tak właśnie
jest i za placem Zbawiciela — A co? —
powtórzył
— Nie wiesz pan? Co tu gadać —
szkoda fatygi panie szanowny No u-wa- żaj
pan
Nadjeżdżał właśnie tramwaj zatłoczo-ny
ponad miarę oblepiony gronami wi-szących
ciał Wir jaki nagle wytworzył
się dookoła Mokrzyckiego wepchnął go
niespodziewanie szybko i gładko do środ-ka
--wagonu Wtłoczył się między ludzi
torując sobie drogę walizką W kolanach
czuł przykre bolesne drżenie "Szkoda
fatygi panie szanowny" Popychano go
coraz dalej w głąb wagonu aż wparł się
między ławki twarzą w twarz z jakąś
uszminkowaną ładną dziewczyną J
Tłukło mu się po głowie — 'Szkodf
fatygi szanowny panie szkoda fatygi
I nagle — proste rozwiązanie! Zapytał
— Możcbyś rozwiązała supoń u cho-mątu
bo moje ręce
Ale rzemień się zacisnął Marta mia-ła
za słabe palce a koń nie chciał stać
spokojnie ciągnął do stajni Odsunął
więc ją w milczeniu i rozsuprywał za-ciskając
zęby
' — Zrób herbaty — powiedział tylko
— Bardzoś zmarzł? — zapytała tro-skliwie
dotykając jego ramienia
— Uhum
Później pił herbatę gdy Marta krzą-tała
się w stajni Następnie położył się
do łóżka obok żony chciał jej coś opo-wiedzieć
z przygód podróżnych głównie
o chłoniku który nazywał się Kością
ale od razu zasnął
kiedy?
Co to było?! Granat jakiś rzucony
na nndwórże?! Salwa?! Krzyk?! —
Obudził się raptownie z ciężkiego zapom-nienia
był jasny dzień Stukały drzwi i
czyjeś kroki w' przyległym pokoju a
Pawłowi zdawało się że słyszy wszystko
uż dawno chyba przez cały cuugi &i
7oTfnloł Mnrtn
Nn on iwsnnłpś sie? Nie chcia- -
ilam ti!e_uuj!u_ wirnui iii aii„t nwionn n-nwidowski
przychodzi juz trzeci raz
— Kto taki? — przetarł oczy niezu
pełnie jeszcze przytomny
Staruszek Dawidowski był to emeryt
t-fńr-v ałf 7vci( nrzesłużvł na kolejach
'państwowych i jeszcze przed pierwszą
wojna światową zakupił był z oszczęd-ności"
leśną działkę w sąsiedztwie Po
wyjściu na emeryturę wszyslKO co po-siadał
wpakował w budowę dużego
drewnianego domu na tej działce Miej- -
cpni'ir łołinitr wstawił Pn bCZ gUStU
i z werandą oszkloną różnokolorowymi
szkiełkami jaka modna była w Budow-nictwie
wiejskim stanowiącym pomie-szanie
nowoczesnego stylu ze smakiem
dawnych dacz rosyjskich które budowa-li
sobie w carskich czasach zbogaceni
kupcy — Obecnie a stało się to przed
miesiącem dom ze względu na jego ob-jętość
podciągnięty został pod kategorie
ulegających znacionalizowaniu i miał
być oddany na użytek kolonii letnich dla
dzieci Onegdaj przyszedł Bożek z siei-sowiet- u
i kazał Dawidowskiemu wynieść
się w ciągu dwóch dni bo twierdził ma-ją
nastąpić remonty i przeróbki we-wnętrzne
Dawidowski wynajął w są-siedztwie
jeden pokoik i przyszedł właś-nie
do Pawła prosić go aby przewiózł
mu rzeczy
Paweł zaczął się wymawiać tłuma-cząc
że wrócił z ciężkiej pracy że koń
zmęczony
Ale Dawidowski prosił bardzo:
— Jeden raz pan obróci nie więcej
Pr7PfiP7 tn tuż kilka kroków No mo
że dwa razy — dodał po namyśle —
U mnie rzeczy meduzo Trocnę siarjcn
rupieci
Marła irttatriła c?v M daiUSzkieW- -
Istotnie było blisko Dawidowski zapro--'
dziewczyny — Proszę pani czy są tu
jakie hotele?
— Hotele? — zamyśliła się — a bo
ja wiem? Jest "Polonia" ale zdaje się
tylko dla zagranicznych
Odwróciła twarz ku szybie ucinając
rozmowę Zaryzykował jeszcze:
— A jakieś pokoje gdzieś? Na noc-leg?
Bo ja z przyjazdu
Wzruszyła ramionami i nie odpowie-działa
nic
— Noclegi? — wmieszał się stojący
obok wojskowy — a są Na Pradze ile
chcieć Na Targową przejedź pan albo
na Kijowską Tam chłopaki wywołują
noclegi Jak kto z przyjazdu — czemu
nie? Są noclegi a jakże
— A -- jakim numerem na Pragę?
— Co numerem? Jakto — numerem?
"Na łebka" pan zajedzie Wysiądź pan
przy Marszałkowskiej a stamtąd na sa-mą
Pragę za dwadzieścia złotych Ale
musisz pan tu już wysiadać
Nie wiedział co to znaczy zagadkowe
"na łebka" ale skoro wysiadać Włą-czył
się znów w --potok sunący ku wyj-ściu
Zamęt wyniósł go aż na chodnik
I dopiero teraz zobaczył — Warszawę
Szeroka luna zachodu zalewała pól
nieba świetlistą zimną pożogą Nierówną
zębatą linią odcinały się na jej tle po-szarpane
domy Chmielnej To co wi-dział
przed sobą — w niczym nie przy-pominało
skrzyżowania Jerozolimskich z
Marszałkowską Perspektywa ku Królew-skiej
obramowana dwuszeregiem rumi-wis- k
zapada się w mroczną pustynię nie-ba
Najpodobniejszy był jeszcze wylot
Jerozolimskich 'ku Wiśle Ściany domów
zachowały tu jeszcze swoje dawne wy-miary
i wyraźny dwurząd Ale między
nimi — pustka i martwota jezdni od-grodzonej
od potoku Marszałkowskiej
rzędem riksz i wózków Na placu na
wprost — wielkie kłębowisko samocHo-dó- w
wozów platform dziwacznych bud
bryczek wózków rowerowych Powietrze
drgało i falowało od krzykliwych nieze-strojony- ch
nawoływań
POPIERAJCIE TYCH KTÓRZY
OGŁASZAJĄ SIE
W "ZWIĄZKOWCU"
ponowal nieśmiało 10 rubli i Paweł acz
niechętnie ale dal się nakłonić i nic tar-gował
Fo przybyciu na miejscu okazało się
jednak że rupieci było bardzo dużo a
poza tym jeszcze trochę drzewa opało-wego
Stary krzątał się zaaferowany
starał pomagać jak umiał i usiłował
pocieszać i siebie i żonę swoją
— Cóż dla nas — mówił — rzeczy-wiście
dom jest za duży Letników te-raz
już nie będzie pewnie bo to nie
dawne czasy A ot dla dzieci tu będzie
wesoło w ogródku
— Az czego będziemy żyć? — ode-zwała
się chmurnie żona
— No przecież tak nas nic zostawią
chyba Emerytury mają przyznać A mo
że jakaś lekka praca się nadarzy?
Paweł ładował nie wdając się w roz-mowę
W gruncie rzeczy szkoda mu by-ło
starych ludzi i wypadało okazać po-moc
sąsiadom z drugiej jednak strony
umówiona cena była śmiesznie niska
Ładował już trzeci raz a rozglądnąwszy
się po rozrzuconych przedmiotach oce-niał
ich ilość na jeszcze jeden albo na-wet
dwa obroty
— O to kiedy laska proszę gdzieś
ostrożnie umieścić — Staruszek niósł
zakurzoną pod szkłem w czarne ramki
oprawioną jakąś zbiorową fotografię u-rzędni- ków
kolejowych z roku 1901 na
której sam Dawidowski stał trzeci z le-wa
w drugim rzędzie Pokazał siebie pal-cem
do niepoznania młodego Tylko cha-rakterystycznie
zarysowana szczęka wów-czas
golona dziś pokiyta siwym zaro-stem
zdawała się być tą samą Paweł
umieścił fotografię na sprężynach wy-wróconego
do góry nogami fotelu
Dla skrócenia sobie drogi jechał na
przełaj przez zamarznięte bajorko i gę-sty
lasek sosnowy Gdy wyładowawszy
w nowym mieszkaniu zawrócił z pusty-mi
saniami po następne rzeczy jadąc
wyjeżdżonym już przez siebie śladem
kolein niespodziewanie z krzaków wystą
piła Weronika Paweł w pierwszej chwili
nawet ucieszył się i odruchowo ściągnął
lejce
Z Weroniką utrzymywał w dalszym
ciągu stosunki choć mimo nalegań z jej
strony spotykali się ter rzadko Nie
mógł się zdecydować na zerwanie zre-sztą
w gruncie wcale go nie pragnął
Przypuszczać należy iż gdyby bliżej by-ło
analizować uczucia na pierwszy plan
ponad inne wysunęłaby się namiętność
posiadania i żal pozbycia się tej własnoś-ci
Gdy widział ją w tłumie czy w oto-czeniu
innych kobiet najładniejszą ze
wszystkich" słyszał nieomal wewnętrzny
szept który mu mówił: "A ona jest two-ja
™" Gdy oglądali się za nią mężczyźni
robili mniej lub bardziej łakome uwagi
pod jej adresem mógł sobie milczeć z
z całym spokojem bo "ona była iego~" i Miałie zrezygnować i powiedzieć sobie:
"Była ale już nie jest i nigdy nie będzie"
OKULIŚCI
O KULISTA
S BR0G0WSKI 0 D
420 RoncetYillat Av
(bUsko Howard Park)
Godilny pnJcć od 10—630 orax la
telefonlcznm poroiumlenlem
Ttl LE 1-4-
251 — CL 9-80-
29 P
OKULISTKA
J T SZYDŁOWSKA
OD FBOA
Badanie oczu dobieranie szkieł 1 do
pasoujwanlo "oontatt lenses" —
cod7Jennle cd 10—7 soboty włącznie
w Inn) eh godzinach za uprzednim
porozumieniem
1063 Bloor St Wet) - LE 2-87-
93 (róg llaclocH) 17 P
Lunsky
W A 1-3-
924 6b
W
DR T L
DENTYSTA
Mówi po polsku
514 Dundat Sł W —
Tal EM 8-90- 31
DR W W
DENTYSTA
Przyjmuje po uprzednim telerołcj
nym porozumieniu
80 Ronccivailti Ave TorHrtf
Ttl LE 5-36- 81
Dr V JIHDRA
LEKARZ
zawiadamia pacjentów dr Wljf "Ow-akiego
o przyjęciu praktyW
3t0 Bloor St W Ttl WA
Wlzty za uprzednim porozumiemeui
telefonicznym
470 Collagt St
Oczy badamy okulary dostosowujemy do wszystkich de fek
tów wzroku na nerwowość na ból głowy MAimypo polu
Luck
BRACIA ŁUKOWSCY
DOKTORZY CHIROPRAKTTKI
Specjaliści w leczeniu artretyzmu reumatyznjta
polio dolegliwości inuskuOw
i slawow oraz zasilania i normowania caŁCo
organizmu — X-Rq- y prześwietlenia
184B BLOOR St W TORONTO ONT — TEŁ RO 9g
140 CHURCH ST ST CATHARINES TEL MU 411
Wliiclclel Gtrdian
Najstarsza polska w
Wykonujemy recepty ze wszystkich krajów
Zamówienia wysyłamy natychmiast
Piszcie telefonujcie lub zgłaszajcie się osobiście
Popierajcie polską
WYSYŁAMY WSZELKIE LEKARSTWA DO POLS1
I INNYCH EUROPY ORAZ DO USSR
297 Tel LE 6-30- 03
TORONTO ONT ±r
uwaoai M C Skin Ointmenł
"Skórna mo6" naJntmuzeEo patentu M C używa sie do leczenia w''
ostrych chronicznych oraz wuzclklejro rodzaju egzem liszajowi j" ró-wnież
podobnych schorzeń sk6rnch Skórne choroby Jak czc{n "
wysypki skórne które niepokoju mcczq ludzi czasem całymi jtfc"" clJ
puja szybko po użyciu powyższej maści "M C Skin Olntment o
z przesyłka pocztowa $25(1
Maść te wyrabia Mrs M Cziillóskl wjtwómla skórnyrh mUuCł
"M C SKIN OINTMrNT"
M C
Mamy również M C małe przeciw odciekom leczeniu b"d?weltv9re2iK'
M C maM skórna M C maść na odclikl są najskuteczniejsze]!"
na znalefć na rynku benrt 2dajclc w swoich aptekach w razie nieotrzymania proszę pic
M
proaucenia:
SS Ruholm Rd Toronto Ont Ttl LE $ po 'lfl9 ŁS
W razie niezadowolenia zwracamy pieniądze po tygodniu _r
PALM PLAŻA
8? RONCESVALLES AVE — LE 54540
Nalwitkut polska rettaurac w Toronto Smawna
Uprzejma obtługa Sale na weiela bankiety "ihower Prnr
LOKAL OTWARTY DO 1- -h PO PÓŁNOCY „- -
kupno
w
"OS Holmes OMSrJ-:- '
RG Holmes VP
Toronto
_
„
DENTYSTA
™
lumbago syjatykl
Tadtuiz
apteka Toronto
aptekę
Ave
uwaui
1 I !
I
'
I
1 !
Kanadyjskim
Czullnikl
TV - HI FI
3837 Howard Ave at Cabana Rd
Roseland Ont
Boi YO 9-43- 40 — R YO 9195
$250
Damskie
Suknie
I Ud
514 QUEEN ST
GRMOWSkl
SYD0RUK
Okulista
Chiropractic Clinic
APTEKA GARDIAN'A
Roncesvalles
CORNOINTMENT
RESTAURANT
polikakueJiU
Najlepsze
Kanadzie
ROSELAND
NA TYDZIEŃ
Tyle potrzeba aby być
dobrze ujjranym kupując w
TORONTO FAMILY CL0THIERS
płaszcze
Kostiumy
CHIRURG
KRAJÓW
Męskie płaszcze
Męskie ubrania
Suodnie
Bluzki spódnice Buty
TORONTO FAMILY CLOTHIERS
EM 3-24-
15
99
Popjeniclł łyeh kł6ry p-rłm-ąU
! "z?ląA5L
"-syg- r-r PWMgSggytmjM
fi '
5
ii
Ir
%
r's
M'
' i
'%
V
iu
1'
ć f i
H i =-- s&2 wl
m
i i
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, January 16, 1960 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1960-01-16 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000375 |
Description
| Title | 000020b |
| OCR text | %ZZmJ3£S&ś$&iiXl&tS&&m£& 325HH5SSI35j Sf&MJ_Z- -Si---i„&P[f łrłysRttr5 aiH w '" HlłlfW -- OTM f '!c-- vi m :£) iTff ~ "związkowiec sfrczEfl fJ""anfl Sobota is — "ffft rTiTyM " —w g "m rffc DENTYŚCI W BIURO TŁUMACZEŃ Urny Seweryn Dr Władysława Dr tur SADAUSKAS J K MICHALSKI Wizy — Paszporty — (dLruEgiKAdoRmZ odDERNoTncYeSsvTlAl Emigracja ud Przyjmuje za uprzednim telefo-57 QUEEN ST W £M 8 9430 nicznym porozumieniem Tlefon LE 1-4- 25C i$€Mi'h€st'o kłamiesz! (koło Bay) pok 308 Toroiito 8 I' 129 CrtnadUr Rd I ć n — wysiadać lPza2Wa 7-i-aSć Warszawa - utr — wysiadać ' rhSJwsIe8Scle wydostać Eff naorzód wśród garu tycznym nawoływań tłumom ftj™ 0nSswv Elos - f SZ Warwa -Warszawa Główna i wsiadać Warszawa - tchu h jZSczerpnal i X-Hvnrz-vł SI? zator- - Ludzie w coraz gęstszą mas? Gryzą-- Ł arowom wrazcepm o o- - ftarv ow onał na "" ™j - howe szeregi ludzi ple-- ?5 napierałynnrrki zamęt i tumult tt%-alizk- i fi TnaSS i przemyłoś Se wywalczyły sobie przejście po-f- fi -- niPika Wraz z nimi wydostał --Łcie na 'plac a potem na ulicę tó wiec — warsz"""' 'i"p 3„ ™Sowl JerwoltasWch Taki H tytuły gazet Przekupki Salaly świeże bulki obwarzanki fS Na jezdnię ulic Towarowej wy-- 3 się bezładnie fala pasażerów z Su Mokrzycki skręcił na prawo ku Stankowi tramwajowemu tlopiero teraz uświadomił sobie ze ijlzystkich tych swoich przygoto-wali rozmyślaniach o powrocie do Sawy wcale nie obmyślił co zrobi Sysiadzie wreszcie z wagonu czy sa-Ł'- w warszawie Powiedzmy -- S3mośa tsriaęmnwaapjurzystaAnlkbuo dwosiąddozrioeżkdio tffdo rikszy jeżeli iszczę takie są pieszo Ale - Na Uck nie przewidział ze w warsza-fStu- ! do n zmierz-chu A podobno ówiono w Lubece w Warszawie chodzie słońca zaczyna się istna cka dżungla Józef Mackiewicz toga Donikąd prawa autorskie f£ Był też film z tego kiedyś fg Byl Był i nim I5 im czTsie Jan Chpnt powrócił do laiy iMC niKomu nie mówiąc jął wdzie- - ć':ożuch nrzenasał rzemieniem Linię kii i na Córka Mi i™' inri dlueo aż minął na atyju krzvż z rozpiją na nim Męką Potem pobiegła do stodoły faAdam! Ja! — odezwał się brat z góry H Ty obacz Zleź mpża a to baćka śieti wsi Nic nie gadał jakoś Nistało długie milczenie FAfcam zsunął się niechętnie otrzepa sitta i nie patrząc na siostrę poszedł 'tasu za ruczaj T$eł z Tadeuszem też w ijSgdy wreszcie zmieniwszy kierunek irtchodniego na północny a puzniej Rtf bardziej odchylając się ku zacho-w- S wjechali znów na prze- - pol pokrytych piąty z leti dzień ich podróży zaczął zanikać i ą gęstwieć Wpasawszy trochę jechali dalej Skrę igŁbjeżdżalac bokiem duża wies_ i Jfiwydostail sie na drogę Brał mroź mry poszły sobie spać po raz pierw-rj- i tym tygodniu wyszedł młody sierp ifiyca oświetlił im trochę drogę i ijjrzal sie czemuś okrągłemu jasne-Sfc- o leżało w Dośrodku wyślizganej My zwrócone dó nieba Paweł wychy-'i- % zmrużył oczy w wysiłku ale nie rozDoznać w pierwszej chwili i wto-a-ł się trochę bok żeby me za-Ś- lc To coś to był wydający się o-Wtti- vm w mdłym oświetleniu księżyca h£f eoły zad'Czlawiek szedł widocz-spTw- ii onitv podłym samogonem n sie załatwić po drodze spuścił Jdiie 'na Ple stracił przytomność a §Ipo Drostu zasnął wywrócił się na SĘ goh--m zadkiem góry — na Wewisko księżyca! wszystkich gwiazd b może zamarzł w nikczemnej po-irasaj- ać ludzkiej godności Był to hi straszny Koń zaczął chrapać bo-"fcl- ie strzyc niespokojnie uszami tak Rfweł musiał ściągnąć go batem ą Ech — --westchnął tylko mijając 3finiJeejdźo"dajeddnźa'ł nsiieę zjeastzrzcyzme urjazŁię — liaglił Tadeusz — Zaraz tu winna 14Z icuł' (COPYRIGHT "ZWIĄZKOWIEC") wiJLfi ' ]akie docierały do obozu Zla! — ruiny Miasto ruin W róż-- 7L ach W31 z przerażeniem LIZ if Zdj?cia - Poszarpane księży- - eunt v"nie" zwaliska upiorne gruzy kedvś i!fj slady Placów ślad' tee° °° miastem że Praga cala — o ijm wiedział Na Pradze — ciotka ' ? ś na Grochowie Adres bar- ndzioramzglwisitdyziai ł niseięjasznycioZtkraeszctoąś —na osdtawt-a m!v-łPrZ- - Postaniem a wtedy już ' 2e maJą zamiar zmienić mies-zanie Najbliższy przyjaciel — Ignaś? ignas mieszkał na Piwnej Tam anoampetawknoprzneikeremślaił pi owycmo aziśaćł zApawmłaięscniy ze nie myślał o nim jako o czymś real-nym dokąd może pójść rozebrać się w przedpokoju postawić w kacie wa- lizkę przywitać się umyć i — być u ja'kti"błysk7nó—w PrBzaersbzayrwa!ającBearbjaarka!spaNzmie ?°a } r~ ni- e- A więc — gdzie? Do- kąd? Jak? Od purpurowej luny na zachodzie ciągnęło zimną niedobrą mgłą Wzdryg-ną! się No więc _ dokąd? otojący obok kolejarz spojrzał nań z ukosa Uważnym spojrzeniem obrzucił walizkę i buty Mokrzyckiego Specjalnie — buty Właśnie buty — amerykańskie boksy Przyglądał się ze znawstwem Nie wytrzymał — Amerykany — powiedział konfi-dencjonalnie do Mokrzyckiego — na na-szą chlapę dobre eo? Co pan dal za nie? — Dostałem W obozie H'm Dobre skoki w sam raz na warszawski spacerek To szanowny pan z przyjazdu? — Tak Przypomniał sobie że instruowano przed wyjazdem aby byli bardzo o-stro- zni w Warszawie i nie wszczynali rozmów z nieznajomymi Ale już w Gdy-n- i przekonał się że coś z tymi informa-cjami o kraju było nie tak I ten kole-jarz wcale nie wyglądał na szpiega ani prowokatora Dodał więc aby nie stra-cie wątku rozmowy z pierwszym warsza-wiakie- m: — - z Lubeki Wszystkie zastrzeio wjechali śniegiem dawniej me 1 i1 Gdzieś z dalekiej widocznie szosy doszedł ich uszu klakson samochodu — A może on jeszcze żyl? — Cholera go tam wie może i żył W" 1ic„m„u„ w iewo teraz BY ich 30 n m się _ graniczną przejechali szczęśli- - dat wvszed"ł drogę pa- - wie Następnie długo bardzo diufo jak sam do pustą do się im zdawało jechali nie szczędząc Kuma Docznymi drogami do miasta By-ło już daleko po północy gdy dotarli do pierwszych domów przedmieścia Zam-knięte na drewniane okiennice zdawały się spać razem z mieszkańcami Tadeusz postanowił pójść do siebie piechotą Oby dwaj byli tak wymęczeni podróżą że wciągu ostatnich" godzin prawie nie za-mienili słowa Dopiero przy pożegnaniu Tadeusz już wyłażąc z sań oświadczył krótko £e na rzecz Pawła przypadło z czystego zysku 1750 rubli Wypłacił mu 300 rubli za sześć dniówek licząc po 50 każda resztę zachował na spłatę dłu-gu Paweł zgrabiałymi palcami zgarnął banknoty do kieszeni między kapciuch z tytoniem i zapalniczką XV R0ZRifl'VC7V cła ? TcHpłK7PrTI PflWPl odczuł podświadomie nieokreśloną ulgę jakby wyzwolenie sDod ciążącego mu przymusu "Do domu! Do domu! Na-reszcie do domu!" — powtarzał sobie w duchu i mimo wielkiego fizycznego wyczerpania niewyspanej nocy i sko-stniałych na mrrwip r7łonków Doweselal wewnętrznie — "A tam" myślał "Mar ta so&ie czeka gorąca herbata" Z tym zarobkiem w kieszeni planował kilku-dniowy wypoczynek —- No! Kary! — wołał na konia któ-ry i tak biegł szparko węsząc nozdrzami znajome powietrze Zachciało mu się pa- lie ale u-iał- ł- emnrrtl Ti- - noriłio trrnaHa ło by zatrzymać konia wiec pożałował czasu Było koln tmrl7inv r7wartei nad ra nem gdy wjechał na podwórko Pies wi-tał skomląc z radości i machając ogo-nem Marta się obudziła w oknie bły-snęło światełko- - ra chwile drzwi domu ze znajomym skrzypnięciem otwarły się w Kożuchu sięgającym piet narzuconym na koszule wybiegła na jego spotkanie Chciał lei rvrnrivł7ipń coś dobrepo na przywitanie" ale poczuł że język mu ze ""pieliła i zimna SKOiowaciai w gęoie Zdjął rękawice miał zerabiałe ręce i wy krztusił: — Hm A wolno zapytać — Teraz —Tutejszy pan? Przepraszam ze zapytuję — Tak z Warszawy Właśnie teraz z powrotem — Na swoje znaczy się pociągnęło Tak tak Do Warszawy Mówił miękko i przyjaźnie Spojrzał zamyślony — Nie poznasz pan jej A chałupa pańska za przeproszeniem — gdzie Z powstania pan? Proste "chałupa" było uderzające W prostym słowie zawarte było wszyst-ko czego przecież właśnie nie ma Ale odpowiedział tak jak gdyby czekał na i _ !-£- _!- J_ --i-i iramwaj aoy wiasine uo ivj awunjiwnl fhH-- łunv rjoiechać Wymienił ulicę i numer domu — za placem Zbawiciela Kolejarz zerknął niedowierzająco Gw-izdnął leciutko ze współczuciem A co? - zapytał Mokrzycki mimo woli Serce w nim zamarło A przecież wiedział doskonale był doskonale przy-gotowany śniło mu się nieraz to straszli-we gruzowisko na miejscu ich domu W Lubece widział odcinek ulicy łudząco podobny do tego właśnie warszawskie-go odcinka Bezładne milczące rumowi-sko z pustvmi otworami okien z zawalo-nymi schodami Wiedział — tak właśnie jest i za placem Zbawiciela — A co? — powtórzył — Nie wiesz pan? Co tu gadać — szkoda fatygi panie szanowny No u-wa- żaj pan Nadjeżdżał właśnie tramwaj zatłoczo-ny ponad miarę oblepiony gronami wi-szących ciał Wir jaki nagle wytworzył się dookoła Mokrzyckiego wepchnął go niespodziewanie szybko i gładko do środ-ka --wagonu Wtłoczył się między ludzi torując sobie drogę walizką W kolanach czuł przykre bolesne drżenie "Szkoda fatygi panie szanowny" Popychano go coraz dalej w głąb wagonu aż wparł się między ławki twarzą w twarz z jakąś uszminkowaną ładną dziewczyną J Tłukło mu się po głowie — 'Szkodf fatygi szanowny panie szkoda fatygi I nagle — proste rozwiązanie! Zapytał — Możcbyś rozwiązała supoń u cho-mątu bo moje ręce Ale rzemień się zacisnął Marta mia-ła za słabe palce a koń nie chciał stać spokojnie ciągnął do stajni Odsunął więc ją w milczeniu i rozsuprywał za-ciskając zęby ' — Zrób herbaty — powiedział tylko — Bardzoś zmarzł? — zapytała tro-skliwie dotykając jego ramienia — Uhum Później pił herbatę gdy Marta krzą-tała się w stajni Następnie położył się do łóżka obok żony chciał jej coś opo-wiedzieć z przygód podróżnych głównie o chłoniku który nazywał się Kością ale od razu zasnął kiedy? Co to było?! Granat jakiś rzucony na nndwórże?! Salwa?! Krzyk?! — Obudził się raptownie z ciężkiego zapom-nienia był jasny dzień Stukały drzwi i czyjeś kroki w' przyległym pokoju a Pawłowi zdawało się że słyszy wszystko uż dawno chyba przez cały cuugi &i 7oTfnloł Mnrtn Nn on iwsnnłpś sie? Nie chcia- - ilam ti!e_uuj!u_ wirnui iii aii„t nwionn n-nwidowski przychodzi juz trzeci raz — Kto taki? — przetarł oczy niezu pełnie jeszcze przytomny Staruszek Dawidowski był to emeryt t-fńr-v ałf 7vci( nrzesłużvł na kolejach 'państwowych i jeszcze przed pierwszą wojna światową zakupił był z oszczęd-ności" leśną działkę w sąsiedztwie Po wyjściu na emeryturę wszyslKO co po-siadał wpakował w budowę dużego drewnianego domu na tej działce Miej- - cpni'ir łołinitr wstawił Pn bCZ gUStU i z werandą oszkloną różnokolorowymi szkiełkami jaka modna była w Budow-nictwie wiejskim stanowiącym pomie-szanie nowoczesnego stylu ze smakiem dawnych dacz rosyjskich które budowa-li sobie w carskich czasach zbogaceni kupcy — Obecnie a stało się to przed miesiącem dom ze względu na jego ob-jętość podciągnięty został pod kategorie ulegających znacionalizowaniu i miał być oddany na użytek kolonii letnich dla dzieci Onegdaj przyszedł Bożek z siei-sowiet- u i kazał Dawidowskiemu wynieść się w ciągu dwóch dni bo twierdził ma-ją nastąpić remonty i przeróbki we-wnętrzne Dawidowski wynajął w są-siedztwie jeden pokoik i przyszedł właś-nie do Pawła prosić go aby przewiózł mu rzeczy Paweł zaczął się wymawiać tłuma-cząc że wrócił z ciężkiej pracy że koń zmęczony Ale Dawidowski prosił bardzo: — Jeden raz pan obróci nie więcej Pr7PfiP7 tn tuż kilka kroków No mo że dwa razy — dodał po namyśle — U mnie rzeczy meduzo Trocnę siarjcn rupieci Marła irttatriła c?v M daiUSzkieW- - Istotnie było blisko Dawidowski zapro--' dziewczyny — Proszę pani czy są tu jakie hotele? — Hotele? — zamyśliła się — a bo ja wiem? Jest "Polonia" ale zdaje się tylko dla zagranicznych Odwróciła twarz ku szybie ucinając rozmowę Zaryzykował jeszcze: — A jakieś pokoje gdzieś? Na noc-leg? Bo ja z przyjazdu Wzruszyła ramionami i nie odpowie-działa nic — Noclegi? — wmieszał się stojący obok wojskowy — a są Na Pradze ile chcieć Na Targową przejedź pan albo na Kijowską Tam chłopaki wywołują noclegi Jak kto z przyjazdu — czemu nie? Są noclegi a jakże — A -- jakim numerem na Pragę? — Co numerem? Jakto — numerem? "Na łebka" pan zajedzie Wysiądź pan przy Marszałkowskiej a stamtąd na sa-mą Pragę za dwadzieścia złotych Ale musisz pan tu już wysiadać Nie wiedział co to znaczy zagadkowe "na łebka" ale skoro wysiadać Włą-czył się znów w --potok sunący ku wyj-ściu Zamęt wyniósł go aż na chodnik I dopiero teraz zobaczył — Warszawę Szeroka luna zachodu zalewała pól nieba świetlistą zimną pożogą Nierówną zębatą linią odcinały się na jej tle po-szarpane domy Chmielnej To co wi-dział przed sobą — w niczym nie przy-pominało skrzyżowania Jerozolimskich z Marszałkowską Perspektywa ku Królew-skiej obramowana dwuszeregiem rumi-wis- k zapada się w mroczną pustynię nie-ba Najpodobniejszy był jeszcze wylot Jerozolimskich 'ku Wiśle Ściany domów zachowały tu jeszcze swoje dawne wy-miary i wyraźny dwurząd Ale między nimi — pustka i martwota jezdni od-grodzonej od potoku Marszałkowskiej rzędem riksz i wózków Na placu na wprost — wielkie kłębowisko samocHo-dó- w wozów platform dziwacznych bud bryczek wózków rowerowych Powietrze drgało i falowało od krzykliwych nieze-strojony- ch nawoływań POPIERAJCIE TYCH KTÓRZY OGŁASZAJĄ SIE W "ZWIĄZKOWCU" ponowal nieśmiało 10 rubli i Paweł acz niechętnie ale dal się nakłonić i nic tar-gował Fo przybyciu na miejscu okazało się jednak że rupieci było bardzo dużo a poza tym jeszcze trochę drzewa opało-wego Stary krzątał się zaaferowany starał pomagać jak umiał i usiłował pocieszać i siebie i żonę swoją — Cóż dla nas — mówił — rzeczy-wiście dom jest za duży Letników te-raz już nie będzie pewnie bo to nie dawne czasy A ot dla dzieci tu będzie wesoło w ogródku — Az czego będziemy żyć? — ode-zwała się chmurnie żona — No przecież tak nas nic zostawią chyba Emerytury mają przyznać A mo że jakaś lekka praca się nadarzy? Paweł ładował nie wdając się w roz-mowę W gruncie rzeczy szkoda mu by-ło starych ludzi i wypadało okazać po-moc sąsiadom z drugiej jednak strony umówiona cena była śmiesznie niska Ładował już trzeci raz a rozglądnąwszy się po rozrzuconych przedmiotach oce-niał ich ilość na jeszcze jeden albo na-wet dwa obroty — O to kiedy laska proszę gdzieś ostrożnie umieścić — Staruszek niósł zakurzoną pod szkłem w czarne ramki oprawioną jakąś zbiorową fotografię u-rzędni- ków kolejowych z roku 1901 na której sam Dawidowski stał trzeci z le-wa w drugim rzędzie Pokazał siebie pal-cem do niepoznania młodego Tylko cha-rakterystycznie zarysowana szczęka wów-czas golona dziś pokiyta siwym zaro-stem zdawała się być tą samą Paweł umieścił fotografię na sprężynach wy-wróconego do góry nogami fotelu Dla skrócenia sobie drogi jechał na przełaj przez zamarznięte bajorko i gę-sty lasek sosnowy Gdy wyładowawszy w nowym mieszkaniu zawrócił z pusty-mi saniami po następne rzeczy jadąc wyjeżdżonym już przez siebie śladem kolein niespodziewanie z krzaków wystą piła Weronika Paweł w pierwszej chwili nawet ucieszył się i odruchowo ściągnął lejce Z Weroniką utrzymywał w dalszym ciągu stosunki choć mimo nalegań z jej strony spotykali się ter rzadko Nie mógł się zdecydować na zerwanie zre-sztą w gruncie wcale go nie pragnął Przypuszczać należy iż gdyby bliżej by-ło analizować uczucia na pierwszy plan ponad inne wysunęłaby się namiętność posiadania i żal pozbycia się tej własnoś-ci Gdy widział ją w tłumie czy w oto-czeniu innych kobiet najładniejszą ze wszystkich" słyszał nieomal wewnętrzny szept który mu mówił: "A ona jest two-ja ™" Gdy oglądali się za nią mężczyźni robili mniej lub bardziej łakome uwagi pod jej adresem mógł sobie milczeć z z całym spokojem bo "ona była iego~" i Miałie zrezygnować i powiedzieć sobie: "Była ale już nie jest i nigdy nie będzie" OKULIŚCI O KULISTA S BR0G0WSKI 0 D 420 RoncetYillat Av (bUsko Howard Park) Godilny pnJcć od 10—630 orax la telefonlcznm poroiumlenlem Ttl LE 1-4- 251 — CL 9-80- 29 P OKULISTKA J T SZYDŁOWSKA OD FBOA Badanie oczu dobieranie szkieł 1 do pasoujwanlo "oontatt lenses" — cod7Jennle cd 10—7 soboty włącznie w Inn) eh godzinach za uprzednim porozumieniem 1063 Bloor St Wet) - LE 2-87- 93 (róg llaclocH) 17 P Lunsky W A 1-3- 924 6b W DR T L DENTYSTA Mówi po polsku 514 Dundat Sł W — Tal EM 8-90- 31 DR W W DENTYSTA Przyjmuje po uprzednim telerołcj nym porozumieniu 80 Ronccivailti Ave TorHrtf Ttl LE 5-36- 81 Dr V JIHDRA LEKARZ zawiadamia pacjentów dr Wljf "Ow-akiego o przyjęciu praktyW 3t0 Bloor St W Ttl WA Wlzty za uprzednim porozumiemeui telefonicznym 470 Collagt St Oczy badamy okulary dostosowujemy do wszystkich de fek tów wzroku na nerwowość na ból głowy MAimypo polu Luck BRACIA ŁUKOWSCY DOKTORZY CHIROPRAKTTKI Specjaliści w leczeniu artretyzmu reumatyznjta polio dolegliwości inuskuOw i slawow oraz zasilania i normowania caŁCo organizmu — X-Rq- y prześwietlenia 184B BLOOR St W TORONTO ONT — TEŁ RO 9g 140 CHURCH ST ST CATHARINES TEL MU 411 Wliiclclel Gtrdian Najstarsza polska w Wykonujemy recepty ze wszystkich krajów Zamówienia wysyłamy natychmiast Piszcie telefonujcie lub zgłaszajcie się osobiście Popierajcie polską WYSYŁAMY WSZELKIE LEKARSTWA DO POLS1 I INNYCH EUROPY ORAZ DO USSR 297 Tel LE 6-30- 03 TORONTO ONT ±r uwaoai M C Skin Ointmenł "Skórna mo6" naJntmuzeEo patentu M C używa sie do leczenia w'' ostrych chronicznych oraz wuzclklejro rodzaju egzem liszajowi j" ró-wnież podobnych schorzeń sk6rnch Skórne choroby Jak czc{n " wysypki skórne które niepokoju mcczq ludzi czasem całymi jtfc"" clJ puja szybko po użyciu powyższej maści "M C Skin Olntment o z przesyłka pocztowa $25(1 Maść te wyrabia Mrs M Cziillóskl wjtwómla skórnyrh mUuCł "M C SKIN OINTMrNT" M C Mamy również M C małe przeciw odciekom leczeniu b"d?weltv9re2iK' M C maM skórna M C maść na odclikl są najskuteczniejsze]!" na znalefć na rynku benrt 2dajclc w swoich aptekach w razie nieotrzymania proszę pic M proaucenia: SS Ruholm Rd Toronto Ont Ttl LE $ po 'lfl9 ŁS W razie niezadowolenia zwracamy pieniądze po tygodniu _r PALM PLAŻA 8? RONCESVALLES AVE — LE 54540 Nalwitkut polska rettaurac w Toronto Smawna Uprzejma obtługa Sale na weiela bankiety "ihower Prnr LOKAL OTWARTY DO 1- -h PO PÓŁNOCY „- - kupno w "OS Holmes OMSrJ-:- ' RG Holmes VP Toronto _ „ DENTYSTA ™ lumbago syjatykl Tadtuiz apteka Toronto aptekę Ave uwaui 1 I ! I ' I 1 ! Kanadyjskim Czullnikl TV - HI FI 3837 Howard Ave at Cabana Rd Roseland Ont Boi YO 9-43- 40 — R YO 9195 $250 Damskie Suknie I Ud 514 QUEEN ST GRMOWSkl SYD0RUK Okulista Chiropractic Clinic APTEKA GARDIAN'A Roncesvalles CORNOINTMENT RESTAURANT polikakueJiU Najlepsze Kanadzie ROSELAND NA TYDZIEŃ Tyle potrzeba aby być dobrze ujjranym kupując w TORONTO FAMILY CL0THIERS płaszcze Kostiumy CHIRURG KRAJÓW Męskie płaszcze Męskie ubrania Suodnie Bluzki spódnice Buty TORONTO FAMILY CLOTHIERS EM 3-24- 15 99 Popjeniclł łyeh kł6ry p-rłm-ąU ! "z?ląA5L "-syg- r-r PWMgSggytmjM fi ' 5 ii Ir % r's M' ' i '% V iu 1' ć f i H i =-- s&2 wl m i i |
Tags
Comments
Post a Comment for 000020b
