000220b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
1
f i
H
fjołr Guzy U B
NASTĘPNY ODCHODZI
2225
jlacu panowała głucha cisza ruch
ł H
cowy omijał te okolice znajdu-- e
w szerokiej arterii biegaacej
Dobliskiem parku Z daleka hu- -
:iasto Migotały światełka w ok- -
iem rozdrapanego asfaltu Sol-hz- jł
się do samotnego domu W
li nie umiał sobie przypomnieć
i Białasa wychodzą na tę stronę
jlicę Ktorez to piętio? Bodajże
Obszedł dom dookoła od stro-znajdow- al
się mały sklepik tuż
K-jsc- ie do kamienicy
dł do środka i przyświeciwszy
ipałka odczytał nazwisko Biała- -
Iście lokatorów Nie pomylił sie:
kim piętrze
dv skrzvpialv balustrada sic
przez ściany pizebijały odgłosy
tos trzasnął drzwiami woda za- -
3 w łazience Szedł po omacku
ac na połpiętrach: okno wypeł-emn- a
noc daleko jak robaczki
nskie migotało mrowie świateł
raz potarł zapałkę i zbliżył się
i jest!
nal dzwonek
jrzono mu prędzej niz się spo- -
Gruba kobieta z rozpuszczony-am- i
spytała:
sn do kogo?
zy jest pan Białas?
1j oczach czaiła się podejrzliwość
mnie" — pomyślał Sołtecki
Itory pan Białas?
nie było kłopotliwe nie wiedział
eh więcej
en ze szrama na brodzie — od- -
tiał
k to pan Józef Nie nie ma go
jLn chciał od niego?
lam pewna sprawę do niego
lnie pan liie może powiedzieć?
pbawiam się że nie Kiedy wró--
wie pani?
eta podniosła ręce na piersiach
1 jej się luźno związany szlafrok
Trudno ml powiedzieć Może wró- -
kz może dopiero za podzine
łbi korytarza otworzyły się drzwi
szczupły człowiek w maiynar- -
bidżamy narzuconej na spoitowa
fculkę
p co chodzi pani Moniko'
inistaw Maria Saliński
Polish
aieszcie Ewuniu — powiedział
zmiąłem iść stąd Myślałem że
mocno i dobrze trzymał jej ręce
h mocnych i dolnych dłoniach
jasny i wysoki jeszcze wyższy
a dzielące ich stopnie
y umyślnie niechcący "Ewu- -
:y prawda to czy kłamstwo? —
tko ledno Spo mu w oczy
lej przebaczając w tej jednej se- -
— całe swoie szesnaście Jat
istnieć jak błyskawica która
a swój lot Zamierając umitch- -
w odpowiedzi najpokorniej i
Lhwiej
snie przyjdę Bertku? A widzisz
liósl jej ręce do swych ust i po
jedna i drugą Wargi miai taK
race jak zawsze a gdy w prze-oczyła
jego z bardzo blis
ka mikroskopijną skazę na so-lnego
oka i rzęsy tak samo
i iakedvbv nieco podczernione
Mie po matce — wytłumaczył
--ve gdy zainteresowała się len
są barwal
"a zbliżało się kilka osób idąc} eh
usunęli się na bok aby
a i pan Larsen są na górze w
itmamstwie — powiedział —
z iść nich zaraz?
obierają się do domu1
t Czekaj3 na kogoś kto będzie
P dwunastej Więc?
I4jimv o piętio niżej Do "grill
la nnd rpkp mocno i pewnie
'sino schodzić na dół stopień
udvby nie ta wiorna mocna
£?o rpkf vs7vtko wirowało
Ui — lśniące "schodv i hiero- -
Ił-ayc-e
w gęstwinie rododendro
nowe j z}ote arabeski dwanu
J5dc płrnace za lustrzanymi szy- -
hPrzeciwko rwała nim i ol- -
czika i cudowna melodia
iv nr! l-ińr- pi 7?mieraiac tań--
"6 rr7pr7tiranA 7 ntnlU n2
h InmicTi łnrintzr- - nQ ltir7P_ t
1-tcr-ca
schodów przywarła moc--i
_Br--- j co jego ramienia rdj=t£j
M
M
M
m
— Ten pan pyta o pana Józka
— Nie ma — odpowiedział mężczyz-na
podchodzac do drzwi — Powinien
zaraz wrócić
Wszyscy milczeli Sołtecki zmieszał
się pod ich wzrokiem
— To może ja później przyjdę — po-wiedział
niepewnie
— Jak pan chce
— Do widzenia! — cofnął się ku
schodom Kobieta nie zamykała dizwi
na plecach czul jej przenikliwe spojrze-nie
"Co za baba!" — pomyślał schodząc
czym prędzej na dół
Znalazłszy się na dworze przy stanął
niezdecydowany: zęby był pewny że
Białas rzeczywiście wkrótce wróci Ale
tkwić tu przez kilka godzin? Tamci też
nie byli pewni ze go szybko zobaczą
byliby zapiosili do środka Przykra su-tuac- ja
Na górze otworzyło się okno Na
pewno ta baba Czego ona taka podej-rzliwa?
Lepiej stad odejść — Staia-ją- c
się uczynić siebie jak najmniejszym
prześliznął się wzdłuż muiu za narożnik
Czekać nie czekać? — debatował w
myślach Ktoś wyszedł z domu na ka-mieniach
zachrzęścily ki oki Sołtecki od-dalił
się szybko w stronę gtuzowiska
Zdawało mu się że go przeswidrowują
dwie pary oczu Poczuł się jak przestęp-ca
złapany na gorącym uczynku: Co za
podejrzliwi ludzie! — Dookoła było pu-sto
i cicho Przeleciały mu po plecach
ciarki Rzeczywiście w środku miasta
a takie odludzie
Przez pół godziny wałęsał się po pla-cu
potem wrócił pod dom "Może Bia-łas
juz wiócil Dam mu jeszcze piętnaś-cie
minut" Odszedł w kierunku nowego
osiedla stanął na chodniku i stamtąd
spoglądał na samotnie steiczacy dom
Zza chmur wylazł księżyc plac stał
się widny wszystko zwyraźnialo Teraz
zauważył że z miejsca na któiym stoi
prowadzi kręta ścieżka wśród usypisk
piasku i potrzaskanych cegieł wprost
pod bramę domu Głupi łaził po jakichś
wei lepach gdy tuż obok miał wygodne
przejście Z drugiego końca placu zbli-żał
się człowiek jego cień chybotal się
po ziemi
"To chyba on"
L„-- — t======
ITRO O SIÓDMEJ
Copyright by Alliance Press
ezv
rżała
oczy
uac
do
ku
28 I
j! nagle szalonym przerażeniem że to tyl-ko
jeden z tysięcy snów o Berlku z któ-leg- o
ocknie się natychmiast ale podnio-sła
głowę i ponad sobą zobaczyła jego
prawdziwe łobuzerskie oczy 1 upewni-ła
się bezmierną nieodwołalną ufnoś-cią:
— on!
"Comparsita" rwała jak dźwięczny
metaliczny wicher od którego drżały
kolorowe księżyce i popielata noc za szy-ba
Srebrne klarnety wołały w lę noc
na samo jej dno że — wrócił
Sam wybrał stolik i poprowadził Ew e
ku oszklonej wnęce w głębi "grill-room- "
oddzielonej tylko cienką szyba od osiem-nastopiętrow- ej
przepaści i zawieszonej
jak latarnia nad pióznia na dnie której
jak dwie ogniste rzeki lozbiegały sie
Syeaweg i Kungsgatan a dalej w nie-skończoność
falowało morze kolorów i
msieł W przyćmionym świetle lampio-nów
sylwetki siedzący c!# przy dalszych
stolików majaczyły jak za mgła na tle
draperii a muzyka z sali dancingowej
dźwięczała w powietrzu echem odbi-tym
od skalnych grot i urwisk i tylko
srebrnogłose klarnety donosiły modli-tewna
i szalona melodię "Comparsity"
wibrująca J2k elektryczny dreszcz
Usiedli po raz dtugi tego dnia prze-grodzeni
blatem stolika Opaiła rękę na
lodowatym marmurze czerpiąc stad spo-kój
i uciszenie Wyctefnał reke poprzez
stolik lacodnym ruchem nakrył dłonią
jej reke i stało się odrazu jeszcze ciszej
i spokojniej pod przyjaznym ciepłem te-go
gestu i blaskiem jego oczu świecą-cjc- h
w półmroku jak zagadkowe gór-skie
jeziora
Odczekał milcząc aż kelner przynie-sie
zamówiony gin Nie przerywała mil-czenia
szczęśliw-- a i ufna sjcąc się ciep-łem
jc-2-0 dłoni tak bardzo wdzięczna
ze jei nie cofa Tak bardzo wdzięczna
że patrzv na nia serdecznie uważnie i
mądrze Ze właśnie milczy Ze czuje je-s- o
oddech na swym czole Tak bezgra-nicznie
do łez wdzięczna że — jest'
Spojrzał przed siebie ponad jej ra-mieniem
w kolorowe rozlewisko mgły i
cni i zauwazjła że w leiwm kąciku je-c- o
war= drgnął tkliwy uśmieszek Deli- -
katnie powioci jjałwuu yj jej 15" r
arisdziił pcłćiosćin:
'ifcffrfi V
ZWIĄZKOWIEC" CZERWIEC {A'r5 Srhata 27 — 1959 STR 7
Człowiek wzedł do bramy Sołtecki
dokończył papierosa: "Spróbuję teraz"
Gruba kobieta mruknęła: — A to
pan — i zawołała w głąb mieszkania: —
Panie Józku!
Wyszedł Białas Był krótkowidzem
mrugał oczym3 Zbliżył" ?i'e do niego tak
blisko ze Sołtecki poczuł na ustach od-dech
przesycony zapachem tytoniu
— Poznaję no pevT?e ze poznaję
Niech pan wejdzie do środka
Zamknął za nim drzwi i wprowadził
do małego pokoiku Na środku stał stół
nakryty kolorową cerata przy oknie
dwa wiklinowe fotele żelazne łóżko w
rogu na ścianie wisiał oleodruk przed-stawiający
Kościuszkę na rynku krakow-skim
W oczy rzucał się nieład powiet-rze
było duszne Białas wskazał ręką fo-tel
i poprosił zęby spoczął
— Daw nośmy się nie widzieli — po-wiedzi- ał siadając przy stole — Myśla-łem
ześ pan przepadł — zaśmiał' się
piszczącym chichotem W rękach trzy-mał
paczkę papierosów rozerwał ja wy-ciągnął
do połowy dwa papierosy i pod-sunął
Sołteckiemu Popatrjwal na nie-go
z ciekawością- - po co przyszedł? Twarz
pamiętał ale nie mógł sobie przypom-nieć
nazwiska: Inżynier bodajże ja-kiś
Zetknął się z nim zaledwie dwa
czy trzy razy przy okazji jakichś tran-sakcji
walutowych Sołtecki podał mu
ogień
— Co u pana słychać panie Białas?
— Ano żyje się pomału Pan z in-teresem
do mnie?
— Tak mo?e pan będzie mógł ml
pomóc
— Zawsze chętnie pan wie ja daw-niej
tez
— Właśnie dlatego zdecydowałem
iię pizyjsć do pana Jeden 7 moich zna-jomych
znalazł się w kłopotach
— Pieniądze? — spytał Białas
— Nie Chodzi o co innego Musi
uciekać
— Dokąd?
— Gdziekolwiek Za granicę
— Aha — mruknął Białas
— To sprawa pilna naprawdę nie
eieipiaca zwłoki
— Aha
— Jeśli nie wydostanie się stąd w
przeciągu kilku następnych dni to„ ro-zumie
pan
— Aha
— Czy pan mógłby mu pomóc?
Białas zmarszczy) biwi papieios zwi-sał
mu z waig Sołtecki czekał w napię-ciu
Liczył na niego Jeśli ten nic nie
wskóra sytuacja będzie naprawdę eiez-k- a
Mało beznadziejna
— ów znajomy — ciągnął — jest
oczywiście golów zapłacić Zrozumiale
że to pociągnie 7a ?obą wydatki
Nagle Białas poderwał głowę:
— Nie boi się pan 7e pana 7drad7ę?
— Po co?
Białas ro7eśmiał się:
dfc
— Pamiętasz Ewuniu? Przyniosłem
kiedyś plakat "Orbisu" Ktoby pizy-pus7cz- ał
(Mój Boże! Zapytuje czy ona pamię-ta
Mój Boże! )
— O tak — skinęła głową i dodała
szeptem: — "Polonią" na fiordy
"Polonia" na fiordy Przyniósł z
miasla jakieś książki owinięte w strzęp
plakatu "Oi bisu"' zapraszający na wy-cieczki
na fiordy Ullia-marynow- e mo-rze
malachitową zieleń wybrzeża blade
bezpromienne słonce nad liliowym
skalnym fiordem i sylwetki dwojga przy
burcie "Polonii" — ona w kolorowej jak
motyl sukience z włosami rozwianymi
nieruchomo na urojonym wietne on
wysoki smukły z papierosem i lornet-ką
Bertck rozprostował i wygładził na
stole bajeczny plakat i przyglądali się
wszyscy troje wizji zamorskiego świata
Ciotka Fela pokiwała głową nad cenni-kiem
wycieczki: "Ładne są fioidy szko-da
gadać! Ale drogo nie daj Chryste!
Sto dwadzieścia złotych za trzy tygodnie
tego używania! Zdzierstwo jak diabli!
Toż trzy miesiące można za te pieniądze
zyc" — Wy=zła do drugiego pokoju a
wtedy Bertek przygarnął się i szepnął:
— "W naszą podroż poślubną Ewuniu
pojedziemy na fiordy "Fenomenalna
jest ta Skandynawia" — "Ach dobize
kochany — odszepnęla mu i odsunęła
sie bo ciotka była tuz za progiem Przy
obiedzie cały czas gaworzył o Skandy-nawii
jak tam pięknie jacy ciekawi i
dzielni ludzie jaka wspaniała i niezwyk-ła
przyroda Plakat niebieścił się i zie-lenił
na taborecie obok odurzając ma-rzeniem
1 tęsknota za zamorskim czaro-dziejstwem
ciotka potakiwała i dziwiła
sie ze w Szwecji sa takie cuda że na-przykł- ad
w Sztokholmie sa noce letnie
podczas ktonch sionce prawic nie zt-chod- zi
Bertek opowiadał i opowiadał
co wiedział raz no raz krótkim błys-kiem
spod rzęs pizypominając Ewie ze
wszystko co mówi to lan ich pod- -
r'Vv ooslubnH te fioidv i skały i Cap
iNord za kreffiem polarnym i cudowny
Sztokholm A na zakończenie dodał je-szcze
o Szvedkach — dla żartu i prze-kory
oc7 wiście — ze sa podobno bar--
dzo piękne najpiękniejsze kobiety w
Europie Nonte sie z tymi Bertkovmi
Szwedkami do nocy i pierwsze co mu
powiedziała gdy zostali sami: — "Słu-chaj
kochany To byłoby cudownie na-sza
podróż do Sztokholmu ale co do
tych najpiękniejszych w Europie kobiet
uprzedzam- - wvdrapie ci te twnie oczv
jak arren w pacierzu Tyle będziesz je
widział swoie Szwedki" — Pioześmiał
sie jak to on i przygarnął aż tchu jej
zbrakło — "Głuptas z ciebie Ewuniu
Przecież wiesz dobrze że ty jedna jes-teś
dla mnie naipiekniejsza kobieta nie
Europy lerz świata całego Mamy wiek-57- S
zrnartTnćiue: ciocia ina jednak racs
— Ma pan rację po co? Niech się
pan nie obawia Zażartowałem sobie Te-raz
już nie często się zdarza żeby przy-chodzili
do człowieka z takim zaufaniem
Inna rzecz że szczerze mówiąc klien-tów
coraz mniej Boja się ludzie czy co?
Bo mnie ie jakoś wierzyć nie chce zęby
tak nagle wszyscy pokochali cały ten ich
porządek Pamiętasz pan jak to dawniej
było? A to forsa a to kogoś przeszmu-slowa- c
przez zielona miało się kontak-ty
wysyłało się ludzi fuch szedł w in-teresie
A dziś? Jak tak dalej pójdzie
to trzeba będzie cały kram zlikwidować
i w ziać się do jakiejś innej roboty Po
co sobie nerwy szarpać? Wiec powia-dasz
pan ze musisz pan wiać
— Nie ja — zaprzeczył gorliwie Soł-tecki
— jeden z moich znajomych
Zdawało mu się ze w oczach Biała-sa
spostrzegł figlarne błyski "Nie wie-rzy
mi" Białas machnął lekceważąco
ręką:
— Wszystko jedno kto dla mnie nie-ważne
Wiez pan co ja juz właściwie
się teraz takimi srawami nie zajmuje
Dolaiów poszukać dowód osobisty pod-- i
ubić — owszem Ale faceta pizez gra-nicę
przerzucie — to za cienki inteies
Zieszta — dodał z naciskiem — dam
panu adies gościa który się takimi spia-wam- i
zajmuje Tylko to będzie koszto-wało
pańskiego znajomego tiochę gro-sza
Sołtecki w ciągnął portfel
— Ile?
— Czteiy setki
Sołtecki odliczył pieniądze
— Pioszę
Białas ujal banknoty w obie jęce po- słuchał jak szeleszczą i schował obojęt-nie
do tylnej peszeni spodni
— Facet nazywa się Kwapis — i po-dał
mu jego adies
Sołtecki podniósł się 7 fotela
— Znajomy się ucieszy — powie-dział
— Musimy sobie jeden drugiemu
pomagać inaczej po kolei nas wyniszcza
Białas zbył to cieipkim lekceważą-cym
uśmiechem Za staiy wyga żeby go
brać na podobne sentymenty Poctil do
niego W7gardę: Mógłby przynajmniej
mieć dla siebie więcej szacunku — 0-twor-zyl
drzwi podał rękę: — Do wi-dzenia
Sołtecki znowu znalazł się na pus-tym
placu — Ma adies to najważniej-sze
jest nadzieja ?e uda mu sir szczę-śliwie
umknąć Dziś to jeszcze żaden
problem iluż ludzi ma Wrona"' W każ-dym
lazie nie łatwo £0 odszukać w du-żym
mieście Julio sytuacja sie zmieni
cały aparat be?piec?enstwa obi ód się
pizeciw niemu Z dziesięcioma ludźmi
można sobie dac radę ilu ich ma bezpie-ka?
Nara7ie jest noc spokój nie ma się
cego bać Najważniejsze żeby stąd jak
najprędzej wyjechać Trzeba pruozma-wia- ć
7 Kwapiscm Teiaz? Nacja późno
Co więc robić z lesztą nocy?
ze lo diabelnie droga przyjemność te
fiordy Ale to nic damy sobie radę
Ważniejsze — ślub a fiordy nam nie
uciekną "
— Ktoby przypuszczał — powtórzył
zamyślony i serdeczny — takie dziecin-ne
rojenia a oto sprawdziły się: jesteś-my
w Sztokholmie
Coś poius7lo się w Ewie jak łzy
Tak sprawdziło się: są w Sztokholmie
To fakt Ale
— Tak Beitku — powiedziała i opu-ściła
głowę — ale wtedy
Domyślił się natychmiast I nie dał
jej dokończyć Znów polozyl dłoń na
jej ręce
— Wiem: Inaczej się planowało Ewu-niu
wiem pamiętam
Umilkł Pizełknęła łzy Już chociażby
za to jedno ze pamięta laki nic nie 7na-cząe- y
iakt jak strzęp plakatu "Orbisu"
nie mo7e mieć do niego ani okiuszyny
7alu Ani okiuszyny Niech zostanie
jedno tylko: olbrzymie jak świat szczęś-cie
że on jf-s- t obok!
Pogłaskał ją znów po ręce — Pa-miętam
Ewuniu — powtórzył — Na-prawdę
często wracałem myślą da tam-tvf- h
f7'isńw Boe jacy wtedy byliśmy
młodzi! Ileż to lat temu? Chyba ze dwa-dzieścia?
— Szesnaście — poprawiła i znów
poczuła bezsensowne łzy w gardle -- -
ułasnie tera7 szesnaście
— Hm — zastanowił się — A tak
Zacząłem politechnikę w trzydziestym
pierwszym Szesnaście lat szmat czasu
Te cale Kielce wydaja mi się nie raz
jak za mgła
— Nie bleś juz w Kielcach więcej?
— zapytała niespodziewanie dla samej
siebie sama doceniając absurdalność te-- !
go pytania i aż zechłystneła się ze zdu- - mienia fcdy z cała gotowością odpowie- -
dział r-Uchn-inst'
— Owszem '
— Ta —ak? — zapytała nie wierząc
własnym uszom — Kiedy? "
J
— K:edv? — zmarszcył brwi zasta-nawiając
się i przypominając — Aha'
To bło w roku gdy umarł mój ojciec
a ja byłem po półdyplomie a więc —
w trzydziestym czwartym na jesieni
(Mój Boże! — żachnęła się To zna-czy
Tina miała wtedy dwa latka A wła-śnie
na jesieni tak bardzo chorowała na
szkarlatynę)
— No i toż — powiedziała spokój
nie — I nie odwiedziłeś nas nawet' A
taką byś nam sprawił radość I ja Bert
ku czekałam na ciebie bardzo
— Hm — zaniepokoił się jak gdyby
nie rad z niefortunnego przyznania sie
do pobytu w Kielcach — Wiesz Ewu-niu
jakoś wtedy nie złożyło sie Miałem
odwiedzić innym razem bo w tamtym
czasie mkłem być w Kielcach po raz
drugi Ale jakoś tak wszystko nie zło-żyło
się I ~ ogóle
JEDYNY POLSKI
SALON PIĘKNOŚCI
Marya's Beauty Parlor
Specjalizacja w trwałej
ondulacji "łYnnanent"
Waw es
216 Bathurst St - EM 8-44-
32
V
Słarokrajowa
Apteka
p p Medwidsleich
"Saniias Pharmacy'
Wysyłka lekarstyy do Polsk
204 Bathursł Sł Toronto
(koło Queen) Tel EM 3-37-
46
E-- 4
BIURO SPRAW IMICKACYJNYCH
urabla w radiom tposób usulkli-iliAumiMil- ) potrcbiti' do vpruviiiilra-nl- j KrcuiiMh I iiir'L2oncli 7 l'ol
skl ni Mil} pub)! lub z lti yV
rabla pdnomouiktua iotrnliu' do
7dlM lania ipriu mijtko jdi u
rol-e- e sprouailj1 mitrM 1 Tulski
1 Zssli sproiiijo bilrU okrdoue
I vcmo]utour sli pml £Mirancj4
dusi?' ilkdloe 1p'oaUcMkl I IfHkiurssjtlwa lnl1olpiineincijąi'
I killluil bi'7plilnli
VATRA OVERSEAS SERVICE
& TRAVCL ASSISTANCE
277 Srlklrk Av Wlnnlpry 4 Min
2t i
DENTYŚCI
V JINDRA BDSC
UKARZ DCNTYSTA
zawiadamia paijintuu dr W lelków-sklep- u
u pm lec In priktjkl na
310ltsBlotoar uSptrzedWnimTeploroWzuAmie3n0iBe4m4
tiIefoulczii)iii W'
DR T L GRANOWSKI
DENTYSTA CHIRURG
Mńwi po polsku
514 Dundas St W — Toronlo
Tel EM 8-90-
38
1 )'
DR W W SYDORUK
DENTYSTA
Trzjjiimje po uprzednim telefonie z-ll- MIl poiouinli ulu
60 Konceivailc$ Ave Toronto
Tel LE 5-36-
88
I I'
Dr Władysława
SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
Idillt! dniu od KoniesMilles) Prjjiniije 7a U)ive(lniin Iclefo- - nicnm poiiJuiniiMiifin
Telefon LE 1-4-
250
129 Grenadier Rd
Lunsky
W A 1-3- 924 5b
iiiiiimuiiiiiimiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii
POZBĄDŹ SIĘ
Siwego
wlosu
bfdiiesi mtodsiy
o Utai
RETONE
bardzo many środek
inedj c n nada Tw 0- -
1 MiTat I
jemu wlotowi kolor pierwotny
t piękny
Bez użycia farb i utleniania
DiKiaj prześlij zamówienie wraz
z $250 111 adres:
ANCHOR DISTRIBUTORS
PO Box 1083 Station "C"
Toronto Ont
Obronie do natmii w
"MIDTOWN DRUGS"
5: Oueen St W (ros 1'almtrston Ae) Toronto Ont — Tel EM 8-7J- 00 uraz u uszjstkldi aptekach IwItii1 poiUleknuań Ciwanmtouany
zuiot plcnleilz) w razie niezadowolenia
Trosze pisać o bezpłatne Informacje v
prawie "Uetone na siwe )os"
n:-- t
liiiiiiiiiliiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiini
CATHARINES
OKULIŚCI
1 OKULISTKI
Br Bukowska-Bejna- r O D M Wiktoria Bukowvka OD 1 prowadza inmorriiii Rablnet 1 nkiilhtjczny przy
274 Ronce4vallei Avehut
tibok (ipoffir) St
Tel LE 2-54-
93 Ł
fiodzln) przJeć codziennie od 10 Ja
rano do U wUczor W sobot od Jy 10 tano do 4 po pol I _fw
OKULISTA
S BROCOWSKI 0 D
Badanie oczu dorotlych I diltcl
Spnrztdzanle len pt Iopitow)canle nkiilarńw
420 Ronccsvalles Av
Ibllsku Kowani Tark)
Tel gabinet LE 1-42-
51 Mieszk CL 9 8029 P
OKULISTKA
J T Szydłowska
O D FBO A
Dyplomowana w Anglii I Kndilt
lladiiile oczu I iloblernnle Kzklel — cnilleiinli' ml 10 rnno di) 7 wierz
w s-ubo-tj
do 5 wieczór w Innych I!iiIIiikIi 7 uprzednliii porożu-mienie- m
1063 Bloor St Wut - LE 21791
doi llaceloek)
140
DLA ZABEZPIECZENIA
WASZYCH OCZU ZEISS
1'unMal
szkłu dd okularów
już (lo nabycia w Kanndrie
rytajcie o nie u Waszego
&)C'cj:ilisty ocu "u
470 Colllgt St
Ocy badamy okulaiy dostosowujemy do ws7ystklcl1 defek-tów
wioku na nenyowość na ból głowy Mówimy po polsku
H WITKIN - okulista
H
Okulista
Ridtrtl octu — Dopasowywania okularów
wypełniania retapt
godiny przyjęć 930 —6
599 Iłloor Sł W Toronto Tel Ui 5-- 1 52 1
(Rlibko 1'almerston obok Bloor Medlcal Center)
Wiacioraml przyimuja po uprradnlm umowlanlu łla
ST 8-42-
41
Luck Chiropracłic Clinic
BRACIA ŁUKOWSCY
DOKTORZY CHIROPRAKTYKI
Sfiujdlitci w k-tt-ni- u arttetjtni reumatinu
polio luinbaiio syjatki doletiliwości muskulów
i stawów ora zasilania i normowania talego
oiiatiirnu — X liay presMfllenia
1848 BLOOR St W TORONTO ONT — TEL RO 9-22-
59
CMURCH ST ST
171'
do
TEL MU 4-31-
61
i ł
BA PHARMACY LTD
47B Parliźmhf Sł WA 1-2-
425
tpizy Cailton St l Toronto WA 1-0-
432
J'rzodujaca kanadyjska apteka zajmująca tiv wysyłką lekarstw
do krajów Kuropy wschodniej Od 4—0 dni gwarantowana do-stawa
— najniższe ceny — najlepsza obsługa prz-- z specjalistów
1'onad 12 000 pic?tk wysianych do Polski i Cuiopy wschodniej
1'roMmy nss odwiedzić — podamy erne i poradę
APTEKA GARDIAN'A
Vtaścicic-- l Tadeusz Gardian
Najstarsza polska apteka w Toronto
Wykonujemy recepty ze wszystkich krajów
Zcmówienia wysyłamy natychmiast
Piszcie telefonujcie lub zgłaszajcie sie osobiście
Popierajcie polska aotekc
WYSYŁAMY WSZELKIE LEKARSTWA DO POLSKI
I INNYCH KRAJÓW EUROPY ORAZ DO USSR
297 Roncesvalles Ave Tel LE 6-30-
03
TOUGMTO ONT lf
i
S
t Jl
fcĄ
ffl
Ul
m
ii 'A ł
mjWiii
tm ' l
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, June 27, 1959 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1959-06-27 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000319 |
Description
| Title | 000220b |
| OCR text | 1 f i H fjołr Guzy U B NASTĘPNY ODCHODZI 2225 jlacu panowała głucha cisza ruch ł H cowy omijał te okolice znajdu-- e w szerokiej arterii biegaacej Dobliskiem parku Z daleka hu- - :iasto Migotały światełka w ok- - iem rozdrapanego asfaltu Sol-hz- jł się do samotnego domu W li nie umiał sobie przypomnieć i Białasa wychodzą na tę stronę jlicę Ktorez to piętio? Bodajże Obszedł dom dookoła od stro-znajdow- al się mały sklepik tuż K-jsc- ie do kamienicy dł do środka i przyświeciwszy ipałka odczytał nazwisko Biała- - Iście lokatorów Nie pomylił sie: kim piętrze dv skrzvpialv balustrada sic przez ściany pizebijały odgłosy tos trzasnął drzwiami woda za- - 3 w łazience Szedł po omacku ac na połpiętrach: okno wypeł-emn- a noc daleko jak robaczki nskie migotało mrowie świateł raz potarł zapałkę i zbliżył się i jest! nal dzwonek jrzono mu prędzej niz się spo- - Gruba kobieta z rozpuszczony-am- i spytała: sn do kogo? zy jest pan Białas? 1j oczach czaiła się podejrzliwość mnie" — pomyślał Sołtecki Itory pan Białas? nie było kłopotliwe nie wiedział eh więcej en ze szrama na brodzie — od- - tiał k to pan Józef Nie nie ma go jLn chciał od niego? lam pewna sprawę do niego lnie pan liie może powiedzieć? pbawiam się że nie Kiedy wró-- wie pani? eta podniosła ręce na piersiach 1 jej się luźno związany szlafrok Trudno ml powiedzieć Może wró- - kz może dopiero za podzine łbi korytarza otworzyły się drzwi szczupły człowiek w maiynar- - bidżamy narzuconej na spoitowa fculkę p co chodzi pani Moniko' inistaw Maria Saliński Polish aieszcie Ewuniu — powiedział zmiąłem iść stąd Myślałem że mocno i dobrze trzymał jej ręce h mocnych i dolnych dłoniach jasny i wysoki jeszcze wyższy a dzielące ich stopnie y umyślnie niechcący "Ewu- - :y prawda to czy kłamstwo? — tko ledno Spo mu w oczy lej przebaczając w tej jednej se- - — całe swoie szesnaście Jat istnieć jak błyskawica która a swój lot Zamierając umitch- - w odpowiedzi najpokorniej i Lhwiej snie przyjdę Bertku? A widzisz liósl jej ręce do swych ust i po jedna i drugą Wargi miai taK race jak zawsze a gdy w prze-oczyła jego z bardzo blis ka mikroskopijną skazę na so-lnego oka i rzęsy tak samo i iakedvbv nieco podczernione Mie po matce — wytłumaczył --ve gdy zainteresowała się len są barwal "a zbliżało się kilka osób idąc} eh usunęli się na bok aby a i pan Larsen są na górze w itmamstwie — powiedział — z iść nich zaraz? obierają się do domu1 t Czekaj3 na kogoś kto będzie P dwunastej Więc? I4jimv o piętio niżej Do "grill la nnd rpkp mocno i pewnie 'sino schodzić na dół stopień udvby nie ta wiorna mocna £?o rpkf vs7vtko wirowało Ui — lśniące "schodv i hiero- - Ił-ayc-e w gęstwinie rododendro nowe j z}ote arabeski dwanu J5dc płrnace za lustrzanymi szy- - hPrzeciwko rwała nim i ol- - czika i cudowna melodia iv nr! l-ińr- pi 7?mieraiac tań-- "6 rr7pr7tiranA 7 ntnlU n2 h InmicTi łnrintzr- - nQ ltir7P_ t 1-tcr-ca schodów przywarła moc--i _Br--- j co jego ramienia rdj=t£j M M M m — Ten pan pyta o pana Józka — Nie ma — odpowiedział mężczyz-na podchodzac do drzwi — Powinien zaraz wrócić Wszyscy milczeli Sołtecki zmieszał się pod ich wzrokiem — To może ja później przyjdę — po-wiedział niepewnie — Jak pan chce — Do widzenia! — cofnął się ku schodom Kobieta nie zamykała dizwi na plecach czul jej przenikliwe spojrze-nie "Co za baba!" — pomyślał schodząc czym prędzej na dół Znalazłszy się na dworze przy stanął niezdecydowany: zęby był pewny że Białas rzeczywiście wkrótce wróci Ale tkwić tu przez kilka godzin? Tamci też nie byli pewni ze go szybko zobaczą byliby zapiosili do środka Przykra su-tuac- ja Na górze otworzyło się okno Na pewno ta baba Czego ona taka podej-rzliwa? Lepiej stad odejść — Staia-ją- c się uczynić siebie jak najmniejszym prześliznął się wzdłuż muiu za narożnik Czekać nie czekać? — debatował w myślach Ktoś wyszedł z domu na ka-mieniach zachrzęścily ki oki Sołtecki od-dalił się szybko w stronę gtuzowiska Zdawało mu się że go przeswidrowują dwie pary oczu Poczuł się jak przestęp-ca złapany na gorącym uczynku: Co za podejrzliwi ludzie! — Dookoła było pu-sto i cicho Przeleciały mu po plecach ciarki Rzeczywiście w środku miasta a takie odludzie Przez pół godziny wałęsał się po pla-cu potem wrócił pod dom "Może Bia-łas juz wiócil Dam mu jeszcze piętnaś-cie minut" Odszedł w kierunku nowego osiedla stanął na chodniku i stamtąd spoglądał na samotnie steiczacy dom Zza chmur wylazł księżyc plac stał się widny wszystko zwyraźnialo Teraz zauważył że z miejsca na któiym stoi prowadzi kręta ścieżka wśród usypisk piasku i potrzaskanych cegieł wprost pod bramę domu Głupi łaził po jakichś wei lepach gdy tuż obok miał wygodne przejście Z drugiego końca placu zbli-żał się człowiek jego cień chybotal się po ziemi "To chyba on" L„-- — t====== ITRO O SIÓDMEJ Copyright by Alliance Press ezv rżała oczy uac do ku 28 I j! nagle szalonym przerażeniem że to tyl-ko jeden z tysięcy snów o Berlku z któ-leg- o ocknie się natychmiast ale podnio-sła głowę i ponad sobą zobaczyła jego prawdziwe łobuzerskie oczy 1 upewni-ła się bezmierną nieodwołalną ufnoś-cią: — on! "Comparsita" rwała jak dźwięczny metaliczny wicher od którego drżały kolorowe księżyce i popielata noc za szy-ba Srebrne klarnety wołały w lę noc na samo jej dno że — wrócił Sam wybrał stolik i poprowadził Ew e ku oszklonej wnęce w głębi "grill-room- " oddzielonej tylko cienką szyba od osiem-nastopiętrow- ej przepaści i zawieszonej jak latarnia nad pióznia na dnie której jak dwie ogniste rzeki lozbiegały sie Syeaweg i Kungsgatan a dalej w nie-skończoność falowało morze kolorów i msieł W przyćmionym świetle lampio-nów sylwetki siedzący c!# przy dalszych stolików majaczyły jak za mgła na tle draperii a muzyka z sali dancingowej dźwięczała w powietrzu echem odbi-tym od skalnych grot i urwisk i tylko srebrnogłose klarnety donosiły modli-tewna i szalona melodię "Comparsity" wibrująca J2k elektryczny dreszcz Usiedli po raz dtugi tego dnia prze-grodzeni blatem stolika Opaiła rękę na lodowatym marmurze czerpiąc stad spo-kój i uciszenie Wyctefnał reke poprzez stolik lacodnym ruchem nakrył dłonią jej reke i stało się odrazu jeszcze ciszej i spokojniej pod przyjaznym ciepłem te-go gestu i blaskiem jego oczu świecą-cjc- h w półmroku jak zagadkowe gór-skie jeziora Odczekał milcząc aż kelner przynie-sie zamówiony gin Nie przerywała mil-czenia szczęśliw-- a i ufna sjcąc się ciep-łem jc-2-0 dłoni tak bardzo wdzięczna ze jei nie cofa Tak bardzo wdzięczna że patrzv na nia serdecznie uważnie i mądrze Ze właśnie milczy Ze czuje je-s- o oddech na swym czole Tak bezgra-nicznie do łez wdzięczna że — jest' Spojrzał przed siebie ponad jej ra-mieniem w kolorowe rozlewisko mgły i cni i zauwazjła że w leiwm kąciku je-c- o war= drgnął tkliwy uśmieszek Deli- - katnie powioci jjałwuu yj jej 15" r arisdziił pcłćiosćin: 'ifcffrfi V ZWIĄZKOWIEC" CZERWIEC {A'r5 Srhata 27 — 1959 STR 7 Człowiek wzedł do bramy Sołtecki dokończył papierosa: "Spróbuję teraz" Gruba kobieta mruknęła: — A to pan — i zawołała w głąb mieszkania: — Panie Józku! Wyszedł Białas Był krótkowidzem mrugał oczym3 Zbliżył" ?i'e do niego tak blisko ze Sołtecki poczuł na ustach od-dech przesycony zapachem tytoniu — Poznaję no pevT?e ze poznaję Niech pan wejdzie do środka Zamknął za nim drzwi i wprowadził do małego pokoiku Na środku stał stół nakryty kolorową cerata przy oknie dwa wiklinowe fotele żelazne łóżko w rogu na ścianie wisiał oleodruk przed-stawiający Kościuszkę na rynku krakow-skim W oczy rzucał się nieład powiet-rze było duszne Białas wskazał ręką fo-tel i poprosił zęby spoczął — Daw nośmy się nie widzieli — po-wiedzi- ał siadając przy stole — Myśla-łem ześ pan przepadł — zaśmiał' się piszczącym chichotem W rękach trzy-mał paczkę papierosów rozerwał ja wy-ciągnął do połowy dwa papierosy i pod-sunął Sołteckiemu Popatrjwal na nie-go z ciekawością- - po co przyszedł? Twarz pamiętał ale nie mógł sobie przypom-nieć nazwiska: Inżynier bodajże ja-kiś Zetknął się z nim zaledwie dwa czy trzy razy przy okazji jakichś tran-sakcji walutowych Sołtecki podał mu ogień — Co u pana słychać panie Białas? — Ano żyje się pomału Pan z in-teresem do mnie? — Tak mo?e pan będzie mógł ml pomóc — Zawsze chętnie pan wie ja daw-niej tez — Właśnie dlatego zdecydowałem iię pizyjsć do pana Jeden 7 moich zna-jomych znalazł się w kłopotach — Pieniądze? — spytał Białas — Nie Chodzi o co innego Musi uciekać — Dokąd? — Gdziekolwiek Za granicę — Aha — mruknął Białas — To sprawa pilna naprawdę nie eieipiaca zwłoki — Aha — Jeśli nie wydostanie się stąd w przeciągu kilku następnych dni to„ ro-zumie pan — Aha — Czy pan mógłby mu pomóc? Białas zmarszczy) biwi papieios zwi-sał mu z waig Sołtecki czekał w napię-ciu Liczył na niego Jeśli ten nic nie wskóra sytuacja będzie naprawdę eiez-k- a Mało beznadziejna — ów znajomy — ciągnął — jest oczywiście golów zapłacić Zrozumiale że to pociągnie 7a ?obą wydatki Nagle Białas poderwał głowę: — Nie boi się pan 7e pana 7drad7ę? — Po co? Białas ro7eśmiał się: dfc — Pamiętasz Ewuniu? Przyniosłem kiedyś plakat "Orbisu" Ktoby pizy-pus7cz- ał (Mój Boże! Zapytuje czy ona pamię-ta Mój Boże! ) — O tak — skinęła głową i dodała szeptem: — "Polonią" na fiordy "Polonia" na fiordy Przyniósł z miasla jakieś książki owinięte w strzęp plakatu "Oi bisu"' zapraszający na wy-cieczki na fiordy Ullia-marynow- e mo-rze malachitową zieleń wybrzeża blade bezpromienne słonce nad liliowym skalnym fiordem i sylwetki dwojga przy burcie "Polonii" — ona w kolorowej jak motyl sukience z włosami rozwianymi nieruchomo na urojonym wietne on wysoki smukły z papierosem i lornet-ką Bertck rozprostował i wygładził na stole bajeczny plakat i przyglądali się wszyscy troje wizji zamorskiego świata Ciotka Fela pokiwała głową nad cenni-kiem wycieczki: "Ładne są fioidy szko-da gadać! Ale drogo nie daj Chryste! Sto dwadzieścia złotych za trzy tygodnie tego używania! Zdzierstwo jak diabli! Toż trzy miesiące można za te pieniądze zyc" — Wy=zła do drugiego pokoju a wtedy Bertek przygarnął się i szepnął: — "W naszą podroż poślubną Ewuniu pojedziemy na fiordy "Fenomenalna jest ta Skandynawia" — "Ach dobize kochany — odszepnęla mu i odsunęła sie bo ciotka była tuz za progiem Przy obiedzie cały czas gaworzył o Skandy-nawii jak tam pięknie jacy ciekawi i dzielni ludzie jaka wspaniała i niezwyk-ła przyroda Plakat niebieścił się i zie-lenił na taborecie obok odurzając ma-rzeniem 1 tęsknota za zamorskim czaro-dziejstwem ciotka potakiwała i dziwiła sie ze w Szwecji sa takie cuda że na-przykł- ad w Sztokholmie sa noce letnie podczas ktonch sionce prawic nie zt-chod- zi Bertek opowiadał i opowiadał co wiedział raz no raz krótkim błys-kiem spod rzęs pizypominając Ewie ze wszystko co mówi to lan ich pod- - r'Vv ooslubnH te fioidv i skały i Cap iNord za kreffiem polarnym i cudowny Sztokholm A na zakończenie dodał je-szcze o Szvedkach — dla żartu i prze-kory oc7 wiście — ze sa podobno bar-- dzo piękne najpiękniejsze kobiety w Europie Nonte sie z tymi Bertkovmi Szwedkami do nocy i pierwsze co mu powiedziała gdy zostali sami: — "Słu-chaj kochany To byłoby cudownie na-sza podróż do Sztokholmu ale co do tych najpiękniejszych w Europie kobiet uprzedzam- - wvdrapie ci te twnie oczv jak arren w pacierzu Tyle będziesz je widział swoie Szwedki" — Pioześmiał sie jak to on i przygarnął aż tchu jej zbrakło — "Głuptas z ciebie Ewuniu Przecież wiesz dobrze że ty jedna jes-teś dla mnie naipiekniejsza kobieta nie Europy lerz świata całego Mamy wiek-57- S zrnartTnćiue: ciocia ina jednak racs — Ma pan rację po co? Niech się pan nie obawia Zażartowałem sobie Te-raz już nie często się zdarza żeby przy-chodzili do człowieka z takim zaufaniem Inna rzecz że szczerze mówiąc klien-tów coraz mniej Boja się ludzie czy co? Bo mnie ie jakoś wierzyć nie chce zęby tak nagle wszyscy pokochali cały ten ich porządek Pamiętasz pan jak to dawniej było? A to forsa a to kogoś przeszmu-slowa- c przez zielona miało się kontak-ty wysyłało się ludzi fuch szedł w in-teresie A dziś? Jak tak dalej pójdzie to trzeba będzie cały kram zlikwidować i w ziać się do jakiejś innej roboty Po co sobie nerwy szarpać? Wiec powia-dasz pan ze musisz pan wiać — Nie ja — zaprzeczył gorliwie Soł-tecki — jeden z moich znajomych Zdawało mu się ze w oczach Biała-sa spostrzegł figlarne błyski "Nie wie-rzy mi" Białas machnął lekceważąco ręką: — Wszystko jedno kto dla mnie nie-ważne Wiez pan co ja juz właściwie się teraz takimi srawami nie zajmuje Dolaiów poszukać dowód osobisty pod-- i ubić — owszem Ale faceta pizez gra-nicę przerzucie — to za cienki inteies Zieszta — dodał z naciskiem — dam panu adies gościa który się takimi spia-wam- i zajmuje Tylko to będzie koszto-wało pańskiego znajomego tiochę gro-sza Sołtecki w ciągnął portfel — Ile? — Czteiy setki Sołtecki odliczył pieniądze — Pioszę Białas ujal banknoty w obie jęce po- słuchał jak szeleszczą i schował obojęt-nie do tylnej peszeni spodni — Facet nazywa się Kwapis — i po-dał mu jego adies Sołtecki podniósł się 7 fotela — Znajomy się ucieszy — powie-dział — Musimy sobie jeden drugiemu pomagać inaczej po kolei nas wyniszcza Białas zbył to cieipkim lekceważą-cym uśmiechem Za staiy wyga żeby go brać na podobne sentymenty Poctil do niego W7gardę: Mógłby przynajmniej mieć dla siebie więcej szacunku — 0-twor-zyl drzwi podał rękę: — Do wi-dzenia Sołtecki znowu znalazł się na pus-tym placu — Ma adies to najważniej-sze jest nadzieja ?e uda mu sir szczę-śliwie umknąć Dziś to jeszcze żaden problem iluż ludzi ma Wrona"' W każ-dym lazie nie łatwo £0 odszukać w du-żym mieście Julio sytuacja sie zmieni cały aparat be?piec?enstwa obi ód się pizeciw niemu Z dziesięcioma ludźmi można sobie dac radę ilu ich ma bezpie-ka? Nara7ie jest noc spokój nie ma się cego bać Najważniejsze żeby stąd jak najprędzej wyjechać Trzeba pruozma-wia- ć 7 Kwapiscm Teiaz? Nacja późno Co więc robić z lesztą nocy? ze lo diabelnie droga przyjemność te fiordy Ale to nic damy sobie radę Ważniejsze — ślub a fiordy nam nie uciekną " — Ktoby przypuszczał — powtórzył zamyślony i serdeczny — takie dziecin-ne rojenia a oto sprawdziły się: jesteś-my w Sztokholmie Coś poius7lo się w Ewie jak łzy Tak sprawdziło się: są w Sztokholmie To fakt Ale — Tak Beitku — powiedziała i opu-ściła głowę — ale wtedy Domyślił się natychmiast I nie dał jej dokończyć Znów polozyl dłoń na jej ręce — Wiem: Inaczej się planowało Ewu-niu wiem pamiętam Umilkł Pizełknęła łzy Już chociażby za to jedno ze pamięta laki nic nie 7na-cząe- y iakt jak strzęp plakatu "Orbisu" nie mo7e mieć do niego ani okiuszyny 7alu Ani okiuszyny Niech zostanie jedno tylko: olbrzymie jak świat szczęś-cie że on jf-s- t obok! Pogłaskał ją znów po ręce — Pa-miętam Ewuniu — powtórzył — Na-prawdę często wracałem myślą da tam-tvf- h f7'isńw Boe jacy wtedy byliśmy młodzi! Ileż to lat temu? Chyba ze dwa-dzieścia? — Szesnaście — poprawiła i znów poczuła bezsensowne łzy w gardle -- - ułasnie tera7 szesnaście — Hm — zastanowił się — A tak Zacząłem politechnikę w trzydziestym pierwszym Szesnaście lat szmat czasu Te cale Kielce wydaja mi się nie raz jak za mgła — Nie bleś juz w Kielcach więcej? — zapytała niespodziewanie dla samej siebie sama doceniając absurdalność te-- ! go pytania i aż zechłystneła się ze zdu- - mienia fcdy z cała gotowością odpowie- - dział r-Uchn-inst' — Owszem ' — Ta —ak? — zapytała nie wierząc własnym uszom — Kiedy? " J — K:edv? — zmarszcył brwi zasta-nawiając się i przypominając — Aha' To bło w roku gdy umarł mój ojciec a ja byłem po półdyplomie a więc — w trzydziestym czwartym na jesieni (Mój Boże! — żachnęła się To zna-czy Tina miała wtedy dwa latka A wła-śnie na jesieni tak bardzo chorowała na szkarlatynę) — No i toż — powiedziała spokój nie — I nie odwiedziłeś nas nawet' A taką byś nam sprawił radość I ja Bert ku czekałam na ciebie bardzo — Hm — zaniepokoił się jak gdyby nie rad z niefortunnego przyznania sie do pobytu w Kielcach — Wiesz Ewu-niu jakoś wtedy nie złożyło sie Miałem odwiedzić innym razem bo w tamtym czasie mkłem być w Kielcach po raz drugi Ale jakoś tak wszystko nie zło-żyło się I ~ ogóle JEDYNY POLSKI SALON PIĘKNOŚCI Marya's Beauty Parlor Specjalizacja w trwałej ondulacji "łYnnanent" Waw es 216 Bathurst St - EM 8-44- 32 V Słarokrajowa Apteka p p Medwidsleich "Saniias Pharmacy' Wysyłka lekarstyy do Polsk 204 Bathursł Sł Toronto (koło Queen) Tel EM 3-37- 46 E-- 4 BIURO SPRAW IMICKACYJNYCH urabla w radiom tposób usulkli-iliAumiMil- ) potrcbiti' do vpruviiiilra-nl- j KrcuiiMh I iiir'L2oncli 7 l'ol skl ni Mil} pub)! lub z lti yV rabla pdnomouiktua iotrnliu' do 7dlM lania ipriu mijtko jdi u rol-e- e sprouailj1 mitrM 1 Tulski 1 Zssli sproiiijo bilrU okrdoue I vcmo]utour sli pml £Mirancj4 dusi?' ilkdloe 1p'oaUcMkl I IfHkiurssjtlwa lnl1olpiineincijąi' I killluil bi'7plilnli VATRA OVERSEAS SERVICE & TRAVCL ASSISTANCE 277 Srlklrk Av Wlnnlpry 4 Min 2t i DENTYŚCI V JINDRA BDSC UKARZ DCNTYSTA zawiadamia paijintuu dr W lelków-sklep- u u pm lec In priktjkl na 310ltsBlotoar uSptrzedWnimTeploroWzuAmie3n0iBe4m4 tiIefoulczii)iii W' DR T L GRANOWSKI DENTYSTA CHIRURG Mńwi po polsku 514 Dundas St W — Toronlo Tel EM 8-90- 38 1 )' DR W W SYDORUK DENTYSTA Trzjjiimje po uprzednim telefonie z-ll- MIl poiouinli ulu 60 Konceivailc$ Ave Toronto Tel LE 5-36- 88 I I' Dr Władysława SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA Idillt! dniu od KoniesMilles) Prjjiniije 7a U)ive(lniin Iclefo- - nicnm poiiJuiniiMiifin Telefon LE 1-4- 250 129 Grenadier Rd Lunsky W A 1-3- 924 5b iiiiiimuiiiiiimiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii POZBĄDŹ SIĘ Siwego wlosu bfdiiesi mtodsiy o Utai RETONE bardzo many środek inedj c n nada Tw 0- - 1 MiTat I jemu wlotowi kolor pierwotny t piękny Bez użycia farb i utleniania DiKiaj prześlij zamówienie wraz z $250 111 adres: ANCHOR DISTRIBUTORS PO Box 1083 Station "C" Toronto Ont Obronie do natmii w "MIDTOWN DRUGS" 5: Oueen St W (ros 1'almtrston Ae) Toronto Ont — Tel EM 8-7J- 00 uraz u uszjstkldi aptekach IwItii1 poiUleknuań Ciwanmtouany zuiot plcnleilz) w razie niezadowolenia Trosze pisać o bezpłatne Informacje v prawie "Uetone na siwe )os" n:-- t liiiiiiiiiliiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiini CATHARINES OKULIŚCI 1 OKULISTKI Br Bukowska-Bejna- r O D M Wiktoria Bukowvka OD 1 prowadza inmorriiii Rablnet 1 nkiilhtjczny przy 274 Ronce4vallei Avehut tibok (ipoffir) St Tel LE 2-54- 93 Ł fiodzln) przJeć codziennie od 10 Ja rano do U wUczor W sobot od Jy 10 tano do 4 po pol I _fw OKULISTA S BROCOWSKI 0 D Badanie oczu dorotlych I diltcl Spnrztdzanle len pt Iopitow)canle nkiilarńw 420 Ronccsvalles Av Ibllsku Kowani Tark) Tel gabinet LE 1-42- 51 Mieszk CL 9 8029 P OKULISTKA J T Szydłowska O D FBO A Dyplomowana w Anglii I Kndilt lladiiile oczu I iloblernnle Kzklel — cnilleiinli' ml 10 rnno di) 7 wierz w s-ubo-tj do 5 wieczór w Innych I!iiIIiikIi 7 uprzednliii porożu-mienie- m 1063 Bloor St Wut - LE 21791 doi llaceloek) 140 DLA ZABEZPIECZENIA WASZYCH OCZU ZEISS 1'unMal szkłu dd okularów już (lo nabycia w Kanndrie rytajcie o nie u Waszego &)C'cj:ilisty ocu "u 470 Colllgt St Ocy badamy okulaiy dostosowujemy do ws7ystklcl1 defek-tów wioku na nenyowość na ból głowy Mówimy po polsku H WITKIN - okulista H Okulista Ridtrtl octu — Dopasowywania okularów wypełniania retapt godiny przyjęć 930 —6 599 Iłloor Sł W Toronto Tel Ui 5-- 1 52 1 (Rlibko 1'almerston obok Bloor Medlcal Center) Wiacioraml przyimuja po uprradnlm umowlanlu łla ST 8-42- 41 Luck Chiropracłic Clinic BRACIA ŁUKOWSCY DOKTORZY CHIROPRAKTYKI Sfiujdlitci w k-tt-ni- u arttetjtni reumatinu polio luinbaiio syjatki doletiliwości muskulów i stawów ora zasilania i normowania talego oiiatiirnu — X liay presMfllenia 1848 BLOOR St W TORONTO ONT — TEL RO 9-22- 59 CMURCH ST ST 171' do TEL MU 4-31- 61 i ł BA PHARMACY LTD 47B Parliźmhf Sł WA 1-2- 425 tpizy Cailton St l Toronto WA 1-0- 432 J'rzodujaca kanadyjska apteka zajmująca tiv wysyłką lekarstw do krajów Kuropy wschodniej Od 4—0 dni gwarantowana do-stawa — najniższe ceny — najlepsza obsługa prz-- z specjalistów 1'onad 12 000 pic?tk wysianych do Polski i Cuiopy wschodniej 1'roMmy nss odwiedzić — podamy erne i poradę APTEKA GARDIAN'A Vtaścicic-- l Tadeusz Gardian Najstarsza polska apteka w Toronto Wykonujemy recepty ze wszystkich krajów Zcmówienia wysyłamy natychmiast Piszcie telefonujcie lub zgłaszajcie sie osobiście Popierajcie polska aotekc WYSYŁAMY WSZELKIE LEKARSTWA DO POLSKI I INNYCH KRAJÓW EUROPY ORAZ DO USSR 297 Roncesvalles Ave Tel LE 6-30- 03 TOUGMTO ONT lf i S t Jl fcĄ ffl Ul m ii 'A ł mjWiii tm ' l |
Tags
Comments
Post a Comment for 000220b
