000249b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
' Ja
1
$
M
ti
E£
£'fm'TS:fc&aSMma '-wap- n
30
_ 'ł rf --vx'f- H'w:
- 1
__ Co się stało? — spytała zdumiona' widząc
pjnke zamiast bladej jak przed kilkoma minii--n- i
— zaróżowioną zamiast kwaśnej i ospałej
Z podekscytowaną
— Och nic takiego Muszę zaraz wyjechać
h miasta Wezmę karę tatusia — Chwyciła
fZKa walizkę z książkami i nie zważając na pro-'t!!- _ matki wysypała je na Józko
'— Obiad będzie za godzinę
— Postaram się zdążyć a jak nie to zate- -
efonuie Mech Mama nie boi Muszę się
potkac z jedną koleżanką Przywiozłam jej coś
Niemiec — przeglądała po kolei wszystkie
wiązki az znalazła Skrzywiła sie na widnie tmr
jetu autora a pod tytułem odczytała: "Własność
nirn tjim 1__: oDMii nuieia znaleziona w_ jego
otnm schowku bankowym w Monachium"
Marek Zabawa nie był pnanv Ksiazke rze- -
kuuscie musiał jej na statku podrzucić
n ejjLiuicia jq uu iiueuiu przyczesała włosy
pudrowała nos i policzki poprawiła pomadka
jta i zbiegła do garażu
Marek Zabawa sympatyczny (może az za
fedzoi towarzysz podroży ukazywał się jej na- -
lile w innym świetle — bohatera z filmów czy
Eoiesci popularnie "cloak & dagger" zwanych
s którymi Hanka szalała nie mniej niz za ro- -
jjansaiTii
Zanim zatrzymał taksówkę by pojechać na
owionę z Hanką spotkanie Marek Zabawa
usiał jeszcze załatwić kilka sprawunków W
ilepie w którym z pozorów sądząc dostać
Mzna było wszystko od papierosów "popcor- -
ow" i kowbojskiej beletrystyki począwszy a na
jbawkach dziecięcych skończywszy — kupił
jpier do pakowania i sznurek Jednakże gruby
srzedawca w pstrokatej koszuli ozdobionei flo- -
)dzkimi palmami i z wygasłym cygarem w ką-- e
murzyńskich warg nie bvł w stanie Dowiedzieć
:]ii ile może kosztować przesyłka pocztowa śre--
aiej wielkości książki ani tymbardziej sprzedać
iu znaczków uujasnii go jeanaK ze jeaen blok
wi
tt=
NR- -
się
polnoc znajduje się sklep ze sztuczną bizute--i
okolicznościowymi kartkami w którvm mie
cie się lokalna poczta
Znalazł ia a raczei schowana w kacie sklenn
de za którą urzędowała chuda Angielka
— ne może wazyc średniej wielkości książ-- i'
— spojrzała na Marka podejrzliwie i wzru- -
%ła szpiczastymi ramionami — skądże ona
toze wiedzieć? Czy ma wagę? Owszem ma A
J
nuuuci pry- -
ma pod ręką jakąś książkę? — zmieszała się
e wyciągnęła spoa lady romans służący jej za
idniete zvcia — Ma A czv może ia zwnżvć?
labawa uśmiechnął się do niej przyjemnie i był
reaie przystojnym mężczyzną — więc zważyła
— Funt i siedem uncji
— Ile będzie kosztowała przesyłka? — nytał
:erpliwie
— 10 centów od funta w granicach 20 mil
miejsca nadania paczki 16 centów w prowin-Ontari- o
17 centów do Quebecu lub Manito- -
— recytowała jak automat
— Do Toronto — przerwał iei — i nie
aczka ale list
— List? — zdziwiła sie w iei bowiem rroie- -
iu i budżecie każdy cent miał swoją wartość
Aleksander Dumas r
Pan de Yillefort będący przedmiotem ogól- -
ei uwagi ze zwykłym spokojem zasiadł na fo- -
l- -lu prokuratora a następnie pewnym wzrokiem
ozejrzał się dokoła
Niech' żandarmi oskarżonego
?~ rozkazał prezes gdy już uciszyło się na sali
Oczy wszystkich zwróciły się ku drzwiom
aez które wejść miał Benedykt I oto ukazał się
ie galernik lecz typowy dandys paryski
Twarz miał spokojną uśmiechniętą ubiór
3arny od najlepszego krawca białą kamizelkę
] samej barwy śnieżną chustkę na szyi w lewej
!?8 świeżo wyprasowany kapelusz
Po wejściu na sale wzrok oskarżonego prze- -
~$ szybko po publiczności i po sędziach za
jmując się dłużej na prezesie i prokuratorze
Przed Benedyktiem 'zasiadł adwokat bronią- -
Jgo z urzędu Był to człowiek o jasnych włosach
jpełnie jeszcze miody i przejęty bardziej niż
J-f- fl Następnie prezes polecił od
stanie aktu oskarżenia zredagowanego przez
pbłaganego Yilleforta
Nigdy może nrokurator królewski nie Dył i wymowny W żywy sposób przedstawił naj--
#nv przeszłość zbrodniarza jego pociąg do
XIWn nrl ln H-:Mifin- nU iolr iaan rlnwnrtailn
r-ciai- iv) uUKUIIdllt: JUZ w sicauaoii" xuiu
rJtia Onowieriział o fałszvwei Drzyjażni okazy- -
Iwfaei byłemu towarzyszowi z ealer a mającej
Ifcelu podstępne wciągnięcie go w zasadzkę fszcie o bestialskim zamordowaniu go wielo-Ipny- m
pchnięciem sztyletu
n1 P— nło nrUorinnin Vivlt nsnicanp nn mistrZOW-- ' uiUŁ w --- - — — vjnai(iiiuV' u)iv nu j--
ono samo przez się zdolne było zgubie Be
Siljykta w oczach zarówno sędziów jak i opinii
Kfilicznej
wprowadzą
oskarżony
Benedykt iednak nie zwrócił na to najmniej- -
KtTk- - " " j _ łij- EfJ uwagi Słuchał czytania znudzony jaKDy to-
Iły lePn rlntvC7vln
Gdy akt oskarżenia został odczytany prezes
Coczał badanie:
— Oskarżony twoje imię i nazwisko?
— Pan nrołflc rtarnwać TOZDOCZał --rorhro — i jyV(lJ tvvWk %—- - A a 7 Ksiaze Cavalcanti — lecz z przyczyn Które
Siana nAJnioi wwiawirnip nip mo2e nrzyiac - KUl1111 --- M IjUlliW" w WŁ w - -
~ TOean nnrznrR--n 7nnvtnń Jestem EOtOW Od-- I siedzieć na wszystko lecz w kolejności zmie- -
?' Joi łni i_ t„_:„ „„rino nrlnnuripm na
P -- m iar e ua pyiaiiic piciwaŁi u""' —
?' m
U Prezes zdziwiony spojrzał na sędziów przy- -
:
śiych
Benedykt nie okazał najmniejszego zanie- -
Nenia !~
- — a nn ™rł-™- „ i„ mac? tnt zpphcesz odoo- -
a ł na jj} tanie lic !""-- " --- i
fej 'iieć?
K - Owszem Mam lat dwadzieścia jeden
p3e mówiąc urodziłem się y' nocy z dnia 27 fi18 miesiąca września 1817 roku
§l C-d-y Vuief ort usłyszał 'tę datę podniósł mi- -
iWolTglowę
Jacek Brzezina
— To będzie pana kosztować przeszło dwa razy
tyle — Gdy jednak bez wahania powiedział —
nie szkodzi — wyrecytowała ponownie: — W
Toronto list kosztuje 4 centy od pierwszej uncji
wagi i2 centy od każdej następnej
Marek szybko obliczył ile według tej taryfy
wyniesie przesyłka książki i kupił odpowiednią
ilość znaczków — Mozę mi pani powiedzieć gdzie
znajduje sie najbliższy urząd pocztowy? — spy-tał
— tylko taki duży — chciał powiedzieć
"normalny" ale wolał nie robie przykrości urzę-dniczce
— Stacja "F" 675 Yonge Street — obja-śniła
— I jeszcze jedno Jak tutaj adresuje się
listy na "poste restante"?
— "Poste Restante"? Co to takiego?
Marek pohamował złość Czas uciekał Han-ka
juz pewno czekała na niego a on tutaj mu-siał
ceregielowac się z tą chudą małpą — Jeżeli
ktoś niema stałego adresu — tłumaczył cierpli-wie
— to wówczas każe przesyłać sobie pocztę
na "Poste Restante"
— Aaaaaa! — domyśliła się nareszcie —
You mean "General Deliyery" — Marek Za-bawa
przestał się jej podobać Ludzi wysyłają-cych
lub odbierających listy na "General De-liyery"
uważała za podejrzanych typów nie po-siadających
własnego mieszkania ukrywających
się pod obcym nazwiskiem planujących coś złego
albo co najgorsze romansujących z mężatkami
Od urodzenia mieszkając pod tym samym adre-sem
(z czego była dumna) i jako panna (czego w
skrytości ducha żałowała winiąc za ten stan
oczywiście mężczyzn) z podobnymi typami nie
miała i nie chciała mieć nic do czynienia
— Cóż można się po tych "forejnerach" spo-dziewać
— pomyślała (postanawiając nie glo-sować
w nadchodzących wyborach na Liberałów
którzy temu obcemu tałatajstwu otworzyli gcani-c- e
Kanady) i odwróciwszy się do Marka plecami
dała mu do zrozumienia że więcej informacji
mu już nie udzieli
Nie potrzebował ich Ku rozgoryczeniu
urzędniczki która może i liczyła że będzie ją
chciał obrabować lub nawet "molestować" (w
nagrodę za co uwiecznionoby ją na drugi dzień
w gazetach) Marek szybko opuścił sklep-poczt- ę
i zatrzymawszy przejeżdżającą taksówkę kazał
się wieźć pod wskazany przez Hankę adres a
raczej o dziesięć numerów dalej
Przyjechawszy na miejsce przeszedł na dru-gą
stronę ulicy i idąc wolno bacznie rozglądał
się wokoło
m&um mtmn
lllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllilllH
HRIST0
109 =
— Miejsce twego urodzenia?
— Przyszedłem na świat w Auteuil pod Pa-ryżem
Tym razem pan de Villefort spojrzał na Be-nedykta
z wyraźnym przestrachem
— Czym się trudniłeś? Jakimi sposobami
zdobywałeś środki do życia?
— Najpierw byłem fałszerzem — odpowie-dział
Benedykt z najzimniejszą krwją podnosząc
z wdziękiem chusteczkę batystową do ust — po-tem
trudniłem się złodziejstwem wreszcie zo-stałem
mordercą '
N
Po tym cynicznym oświadczeniu cała sala
wybuchnęła jednym wielkim głosem oburzenia
gniewu i wzgardy Nawet sędziowie wysłuchali
tych słów w zupełnym osłupieniu
— Teraz zechcesz nam już może powiedzieć
swe nazwisko? — zapytał prezes — Widać pią-tego
nie chcesz wyjawić nazwiska by wszyscy i
bez tego odgadli je z czynów
— Przyznać muszę że pan prezes z zadzi-wiającą
intuicją odgadł me pragnienie — od-powiedział
Benedykt z czarującym uśmiechem
— Istotnie dlatego właśnie prosiłem pana sza-nowny
panie prezesie byś zechciał zmienić po-rządek
zapytań A zresztą nie odpowiedziałem
na pytanie pana prezesa nie dlatego bym odpo-wiedzieć
nie chciał lecz dlatego że sam nie
wiem Jak bywali na świecie królowie bez ziemi
tak ja jestem bez nazwiska Nie mam żadnego
bo do żadnego nie mam prawa Jest mi wiadome
tylko nazwisko mego ojca
Krwawy blask przesłonił oczy Villeforta a
z jego już sinozielonej twarzy spadać zaczęły
krople potu
— A więc powiedz nam chociaż nazwisko
swego ojca? — odezwał się prezes wśród głuchej
ciszy która już od pewnego czasu panowała na
sali
— Ojcem moim jest prokurator królewski
— zabrzmiało po chwili
— Prokurator królewski? — z najwyższym
zdumieniem powtórzył prezes — Prokurator
królewski?
— Tak jest — z nonszalancją odpowiedział
Benedykt — a jeżeli pan chce koniecznie bym
wymienił nazwisko więc powiem: ojcem moim
jest pan Noirtier de Yillefort tu obecny królew-ski
prokurator
'Uderzenie pioruna w środek sali nie mo-głoby
wywołać większego wrażenia —
"Wzburzenie było tak zrozumiałe i tak żywio-łowe
że prezes nie pomyślał nawet o obowiązku
przywrócenia ciszy Sam zresztą niemniej wzru-szony
dopiero po dłuższej chwili zawołał:
— Zbrodniarzu bez czci wiary i sumienia
jak mogłeś w swej bezczelności zajść'tak daleko!
Kilkanaście osób otoczyło fotel prokuratora
jorólewskiego z --wyrazami współczucia i' żalu
"ZWIĄZKOWIEC" LIPIEC (July) Środa 31 1957
Wszelkie praw a autorskie zastrzeżone '
Copyright resened by PoUsh Alliance Press Ltd Toronto Ont Canada
lik
MM® mi
II
Queen Streei wyglądała na wszystko tylko
nie na "królewską" Była tandetnym brudnym i
krzykliwym przykładem amerykańskiego "life"
W Warszawie mogła" się znajdować na Nalew-kach
w Londynie w Sono (a i to niebardzo) w
Rzymie na Zatybrzu
Po obu jej stronach ciągnęły się jedno lub
dwu piętrowe domki a raczej budy niechlujne
i zaniedbane których nie były w stanie upiększyć
sklepy pełne tandety i obrzydliwe lub obskurne
reklamy Niebo zasłaniała siatka drutów (we
Włoszech wieszanoby na nich bieliznę — po-myślał)
przez jezdnię przepełnioną samocho-dami
i tramwajami trudno było przejść zaś
wiejący na przestrzał wiatr zasypywał oczy ku-rzem
i pędził przed sobą płachty gazet i wszel-kiego
rodzaju śmiecie Sądząc z nazw sklepów
i wypisanych na szyldach nazwisk ich właścicieli
Marek zorientował się ze jest w dzielnicy "sło-wiańskiej"
— co skolei wytłumaczyło mu wiele
rzeczy z wyglądem ulicy włącznie
Restaurację w której spotkać się miał z Han-ką
szybko odszukał Przez kilka minut obserwo-wał
czy nie zauważy czegoś podejrzanego Było
to jednak beznadziejne Dokoła stali pojedynczy
ludzie bezmyślnie gapiąc się w wystawy lub' na
ulicę albo w grupkach gestykulując żywo i
rozmawiając wszystkimi językami — tylko nie
angielskim Wypatrzyć wśród nich kogoś kto
mógł być zainteresowany Markiem lub' H'anką
byłoby szukaniem igły w kopie siana
Kupiwszy jeszcze popołudniową gazetę Ma-rek
wszedł do restauracji Hanka siedziała już w
jednym z "przedziałów" na które podzielona
była połowa niewielkiej salki Radośnie kiwnęła
na Marka ręką — Już myślałam że nie przyj-dziesz
— powiedziała gdy siadł koło niej —
Piętnaście minut czekam
Przyjemnie mu się zrobiło na jej widok
Ponownie stwierdzał że jest ładna Może zanadto
dziewczęca ale tymbardziej szczera i godna zau-fania
— Oh Mark Dlaczego z nami wczoraj nie
przyjechałeś I taka jestem ciekawa co to za
historia z tą twoją książką
— Szzzzz! — przyłożył palec do ust Przy
pomniała mu że ma ważniejsze rzeczy do robie-nia
niż trzymać jej dłoń i patrzeć w oczy "W są-siednich
"przedziałach" nikogo nie było a naj-bliżsi
klienci siedzieli zbyt daleko by mogli po-słyszeć
rozmowę Mimo to upomniał ją by nie
mówiła głośno: - Tutaj pewno zrozumieją po
polsku
' "- - yr—jr- - mr"'rrr --m~+ '
W drugim kącie sali powstało również za-mieszanie
ponieważ jakaś kobieta dostała naj-pierw
ataku histerycznego a potem wpadła w
omdlenie tak silne iż w żaden sposób nie można
' było jej docucić i
Podczas całej wrzawy Benedykt stał wypro-stowany
nieskazitelnie wytworny z zimnym
uśmiechercTna ustach
A gdy się na koniec uciszyło ponownie za-brał
glos:
— Panowie sędziowie — mówił — zapew-niam
wąs że 'daleki byłem od myśli wywoływa-nia
zgorszenia Nigdy bym się nie poważył Nie
pojmuję nawet z jakiej racji pan prezes pozwolił
sobie na obrzucenie mnie ciężkimi obelgami Bo
cóz ja takiego uczyniłem? Na zadane sobie pyta-nia
odpowiedziałem prawdę A czyż moją jest wi-ną
że ta prawda zdaje się być potworna? Po-wiedziałem
że ojcem moim jest pan de yille-fort
Słowa te gotów jestem poprzeć dowodami
W glosie i postawie obwinionego byłą taka
pewność siebie że niedawna wrzawa zmieniła
się w głuche milczenie a spojrzenia wszystkich
skierowały się na prokuratora królewskiego któ-ry
leżał bezwładnie na fotelu
— Ależ — sprzeciwił się prezes przeglądając
papiery — gdy badał cię sędzia śledczy natych-miast
po aresztowaniu powiedziałeś mu wtedy
że na imię ci Benedykt i że urodziłeś się na
Korsyce?
— Sędziemu" śledczemu powiedziałem to
tylko co powiedzieć uważałem za wskazane Nie
chciałem bowiem by zeznania moje zostały osła-bione
lu nawet zmienione Bóg może wiedzieć
co z zeznaniem takim i ze mną stać by się mogło?
'Tutaj — co innego Tutaj wyjawiłem nazwisko
mego ojca publicznie dzięki czemu mam bez-względną
pewność że tajemnica mego urodze-nia
wszystkim stanie się wiadoma Więc raz
jeszcze powtarzam: urodziłem się w nocy z dnia
27 na 28 września 1817 roku w Auteuil jako syn
p'a'naNdiee wVyilslteafrocrzta pwraomkutroatozreaznaknróielewmsokjiee!goChce-cie
dowodów! A więc urodziłem się na pierwszym
piętrze domu znajdującego się przy ulicy de la
Fontaine a oznaczonego numerem 28 w pokoju
obitym adamaszkiem karmazynowym Gdy przy-szedłem'- na świat ojciec powiedział matce: mej-ż- e
nie żyję owinął mnie w serwetę oznaczoną li-terami
"HN" i koroną baronowską włożył w
żelazną skrzynkę wyniósł następnie do ogrodu i
tarn żywego zakopał
Dreszcz niesainowity przebiegł po słucha-jących
— Skądże znać możesz te wszystkie szcze-góły?
— zapytał prezes
— Właśnie chciałem to opowiedzieć panie
prezesie Otóż dó ogrodu tej samej nocy zakradł'
się pewien człowiek Korsykanin który ojcu me- -'
mu zaprzysiągł śmiertelną zemstę Człowiek ten
stał ukryty za drzewem i widział jak ojciec mój
coś zakopywał i właśnie w tej chwili gdy ten
kończył swą zbrodnicza pracę zadał cios w serce
jak mu się zdawało Następnie w mniemaniu że
kuferek skarb zawiera wykopał go i w ten spo-sób
ocalił mi życie Korsykanin gdy się przeko-nał
że żyję oddał mnie do zakładu dla podrzut-ków
gdzie" mnie zapisano pod numerem 37 W
trzy miesiące później bratowa" tego Korsylćanini
przybyła z Rogliano do Paryża i"zgłosiła'się "do
faŁV?AStW jl A '
-
- WTMWrUWI&wytot&i
Jak gdyby na" potwierdzenie tego zjawił się
przy nich rosły blondyn w białym fartuchu i
najczystszą polszczyzną zapytał: — Copaństvo
sobie życzą?
— Dla mnie pierogi w śmietanie Stęskni-łam
się za nimi — zaśmiała się Hanka
— Niech będą dwie porcje — Marek od-prawił
kelnera i przystąpił do rzeczy: — Przy-niosłaś
książkę?
Kankę ukłuło coś w serce Nie za nią lecz
za tą książką Marek przyjechał tak szybko do
Toronto — A co będzie jeżeli jej nie przynio-słam?
— spytała przekornie wysuwając do
przodu brodę i az się przestraszyła spojrzawszy
w oczy Marka Były niebieskie to prawda ale
na statku wydawały się jej jakoś ciemniejsze i
cieplejsze Pewno granatowe niebo się w nich
odbijało Teraz jednak w półmroku panującym
w restauracji patrzyły na nią zimno dziwnie
beznamiętnie i stwierdzała że były blade Niemal
szare I były złe
W milczeniu nie spuszczając wzroku z Han-ki
Marek sięgnął po jej torebkę i wyjął scho-waną
w niej książkę Sprawdził czy ta sama i
uśmiechnął się Oczy miał znowu błękitne
— Przepraszam cię — wyjaśniał — ale na
tej książce bardzo mi zależy — Wyjął z kieszeni
brązowy papier do pakowania zawinął nim
książkę paczkę związał sznurkiem i tak aby
Hanka nie mogła dostrzec wypisał adres: Mr
Leon Weiss Toronto General Deliyery Station
"F" Post Office Przylepił znaczki przeprosił
Hankę zapewniając ją ze zaraz wróci i wszystko
wytłumaczy — i wyszedł na ulicę Miał nadzieję
ze nie był śledzony Nie wyobrażał sobie organi
zacji urzędowej czy nie urzędowej któraby w
ciągu tych kilku godzin jakie minęły od jego
przyjazdu do Toronto potrafiła na nowo odna-leźć
go w milionowym mieście i zorganizować
skuteczną obserwację Podszedł do stojącej na
rogu czerwonej skrzynki pocztowej i wrzucił do
niej paczkę Od tej chwili książka była bezpie-czna
On jeden tylko wiedział gdzie ją szukać
Wolno zawrócił do restauracji Czekała go
kłopotliwa sprawa tłumaczenia się Hance Przez
chwilę nawet myślał czy nie zostawić jej'1na
lodzie) wymazać ze swoich planów i życia Zbyt
jednak wiele wiedziała Po usłyszeniu o "śmierci"
Marka Zabawy mogłaby zgłosić się na policję' by
"wyjaśnić" nieporozumienie wspomnieć o
książce zrobić niepotrzebny1 ruch co napewno
nie ułatwiłoby mu dalszego poruszania się nie
tylko w Toronto ale w całej Kanadzie Zresztą —
potrzebował jej jeszcze
Początkowo chciał pytać co u niej słychać
jaki odbyła podróż z Montrealu i w ogóle jak się
czuje z powrotem na rodzinnych śmieciach —
ale w Hance ciekawość dochodziła już do stopnia
wrzenia przerwała mu więc i obsesowo spytała:
— Miałeś mi wszystko wyjaśnić czekam więc
Nie było rady
— A obiecujesz że pary z ust nie puścisz?
że nawet rodzicom czy temu twojemu Georgowi
nic nie powiesz?
— żaden "mój" George — obruszyła się
— Czy chcesz bym' ci przysięgła? Może na tą
twoją hitlerowską biblię?
przytułku ażeby mnie odebrać Udało jej się
to ponieważ pokazała połowę przedartej serwe-ty
Takim to sposobem jakkolwiek urodziłem się
pod Paryżem na Korsyce się Jednak wychowa-łem
Benedykt zamilkł W sali panowało głuche
milczenie
— Mów dalej — rzekł prezes -
— Mogłem być szczęśliwy niewątpliwie u
tych zacnych ludzi którzy mnie kochali i wy
chowywali starannie Ale cóz — przewrotna na-tura
okazała sięsilniejszą 1 zacząłem kroczyć po
ścieżkach zbrodni poczynając od małych prze-stępstw
Widząc tę moją zbrodniczość przybrany
ojciec mój rzekł raz do przybranej matki: "Nie
jego to wina że jest taki Zbrodnię bowiem ma
we krwi To wina jego ojca" Gdy usłyszałam te
słowa zacząłem przeklinać mego ojca On jest
winien' wszystkiemu nie ja Od chwili przyjścia
na świat przeznaczeniem moim było pogrążyć się
w zbrodni Zamiast chrztu świętego otrzymałem
chrzest krwi żywcem zostałem zakopany przez
ojca! W zbrodni od kolebki wykołysała mię dola
Nie dziwcie się więc mej goryczy nie dziwcie
się że tak spokojnie wyliczałem wam wszystkie
przestępstwa A jeżeli i to ma być mi-z- a jeszcze
jedną więcej zbrodnię policzone to mnie ukarz-cie
za nią ale przyznajcie że moim przeznacze-niem
było być wrogiem społeczeństwa i użalcie
się nade mną!
— Któż jest matką twoją? — zapytał prezes
— Matka moja myślała żem umarł nie
była więc wspólniczką zbrodni ojca Z tej przy-czyny
nie starałem się dowiedzieć jakie było
nazwisko mojej matki i nie -- znam go do dziś
W tej chwili głośny przenikliwy krzyk prze
szył powietrze Krzyk zmienił się następnie w
szloch rozpaczy
Sprawczynią zamieszania była ta sama ko-bieta
która już poprzednio zemdlała Teraz do-stała
jeszcze silniejszego ataku nerwowego tak
że musiano ją w końcu wynieść z sali Przy cu-ceniu
okazało się że była to baronowa Danglars
— Wszystko co mówisz — powiedział po
chwili namysłu prezes do oskarżonego — to tylko
słowa Puste słowa nic więcej Czy masz na po- parcie słów tych jakieś dowody?
— Chce pan dowodów? — rzekł Benedykt
poważnie
— Tak — odparł sędzia
- — Więc spojrzyj pan na pana de Villefort
a potem żądaj ode mnie dowodów
(
Oczy wszystkich zwróciły się wtedy na pro- kuratora królewskiego który pod naciskiem tych
spojrzeń opuścił swój fotel i wyszedł na środek
sali sądowej z włosami w nieładzie i z Iwarzą
wykrzywioną bólem
— Ojcze mój — zawołał Benedykt — żądają
ode mnie dowodów Czy chcesz" ażebym" je prze-dłożył
sądowi?
— Nie nie nie trzeba! Dowody tutaj są
zbędne
— Jak 'to zbędne — zaoponował prezes —
co pan przez to chciał powiedzieć co to znaczy?
— To znaczy — odpowiedział Villefort —
że próżno próbowałbym walczyć ze śmiertelnym
ciosem który we mnie ugodził Panowie sędzio-wie
widzę że jestem w reku Boga-Mścieie- la Nie trzeba żadnych dowodów Sam bowiem przy-znaję
że wszystko] co zeznał ten młodzieniec
jest1 prawdą j
DENTYŚCI
f
Dr S D BRIGEL
LEKARZ CHIRURG
DENTYSTA
Physlclans' & Surgeons Bulldlnj
Kancelaria No 215
86 Bloor St W — Toronto
TeL WAInuł 2-00-
56
21-- W
Dr M LUCYK
DENTYSTA
2902 Dundas (Sr W Toronto
Tel KO 9-46- 82
3TR
W
Dr Tadeusz Więckowski
LEKARZ DENTYSTA
310 Bloor St W — Toronto
Tel WA 2-08-
44 przyjmuje po uprzednim porozu-mieniu
telefonicznym W
Dr E WACHŁSA
DENTYSTA
Godziny: 10—12 1 2—8
386 Bathunt St — EM 4-65- 15 w
Dr N H0V0SICKIS
LEKARZ DENTYSTA
Dyplomowany w Niemczech
I Kanadzie
Przyjmuje od 9 rano do 5 wieczór
lub za telefonicznym po"osumieniem
345 BLOOR ST W TORONTO
Tel WA 3-20- 03 Mówi po pjlsku (S)
Dr Władysława
SADAUSKAS
LEKARZ DENTYSTA
129 Grenadier Rd
(drugi dom od IlonceiyalIea
Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym
porozumieniem
Telefon LE U250
1-S-- S2
ELEGANT
BEAUTY PARLOUR
Farbowanie Utleniania Obcinanie
I Układanie Wlotów
oraz
wnelklego rodzaju trwale ondulaclt
WłaićJ M KARDASIEWICZ
1681 DUNDAS ST W Tel LE 2-71- 5) Toronto Ontario 30-S-5- 0
Polski (kład towarów żelaznych farb
naczyń kuchennych oraz przyborów
wodociągowych I ogrzewania
J & J HARDWARE
' J Stefaniak właściciel
745 Queen Sf W - EM1 6-48-
63
Solidna obstugn — Niskie ceny —
Bezpłatne porady w sprawach kana-lizacji
I ogrzewania S
Sale na bankiety
SHOWER - PARTY ' ŚLUBNE
I ZARĘCZYNOWE PRZYJĘCIA
najtaniej w Domu SPK
206 BEVERLY ST
Rodzinna atmosfera - Wygoda
TEL WA 1-7-
612
3B-W-- 90
— ADWOKACI
ADWOKAT
Dr Stanisław Wcltło
320 Bay Street tel: EM 42453
498
GEORGE BEN B A
' ADWOKAT I NOTARIUSZ
Mówi po polsku
1147 Dundat St W Toronto
Tel LE 4-84- 31 I LE 4-84-
32
J
KTCHENER
SALA DO WYNAJĘCIA
Kto chciałby wynająć salę wDo-m- u
Związkowym na jakieś impre-zy
uroczystości wesela 'lub żaba-ny- w
niechaj się zgłasza 'do kiero-wnika
Komitetu Gospodarczego
Grupy 4 ZPwK p JMarczaka pod
łdies: 241 Bedford St tel 3-26- 49
Drukujemy
KOPERTY
PROGRAMY
KWITARIUSZE
3!LETY WSTĘPU
BILETY WIZYTOWE
PAPIERY LISTOWE
ZAPROSZENIA
ŚLUBNE
Wykenutemy wnelkle
prare drukarikle w
Iftyku pofskJnt
1 angielskim
Drukarnia
▼ f r r V
# w h r% i rs %
"ZWIĄZKOWIEC"
POLIŚH ALLIANCE
&
£WSfi?SIl £?:
"ałrMsWtłiI
" i
' ' -
PRESS LTD 'I J Jł
Toronto Ont - f MM 31
_mEHKHHkBQHHhHIV 1---
A M5#j „eh M
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, July 31, 1957 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1957-07-31 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000124 |
Description
| Title | 000249b |
| OCR text | ' Ja 1 $ M ti E£ £'fm'TS:fc&aSMma '-wap- n 30 _ 'ł rf --vx'f- H'w: - 1 __ Co się stało? — spytała zdumiona' widząc pjnke zamiast bladej jak przed kilkoma minii--n- i — zaróżowioną zamiast kwaśnej i ospałej Z podekscytowaną — Och nic takiego Muszę zaraz wyjechać h miasta Wezmę karę tatusia — Chwyciła fZKa walizkę z książkami i nie zważając na pro-'t!!- _ matki wysypała je na Józko '— Obiad będzie za godzinę — Postaram się zdążyć a jak nie to zate- - efonuie Mech Mama nie boi Muszę się potkac z jedną koleżanką Przywiozłam jej coś Niemiec — przeglądała po kolei wszystkie wiązki az znalazła Skrzywiła sie na widnie tmr jetu autora a pod tytułem odczytała: "Własność nirn tjim 1__: oDMii nuieia znaleziona w_ jego otnm schowku bankowym w Monachium" Marek Zabawa nie był pnanv Ksiazke rze- - kuuscie musiał jej na statku podrzucić n ejjLiuicia jq uu iiueuiu przyczesała włosy pudrowała nos i policzki poprawiła pomadka jta i zbiegła do garażu Marek Zabawa sympatyczny (może az za fedzoi towarzysz podroży ukazywał się jej na- - lile w innym świetle — bohatera z filmów czy Eoiesci popularnie "cloak & dagger" zwanych s którymi Hanka szalała nie mniej niz za ro- - jjansaiTii Zanim zatrzymał taksówkę by pojechać na owionę z Hanką spotkanie Marek Zabawa usiał jeszcze załatwić kilka sprawunków W ilepie w którym z pozorów sądząc dostać Mzna było wszystko od papierosów "popcor- - ow" i kowbojskiej beletrystyki począwszy a na jbawkach dziecięcych skończywszy — kupił jpier do pakowania i sznurek Jednakże gruby srzedawca w pstrokatej koszuli ozdobionei flo- - )dzkimi palmami i z wygasłym cygarem w ką-- e murzyńskich warg nie bvł w stanie Dowiedzieć :]ii ile może kosztować przesyłka pocztowa śre-- aiej wielkości książki ani tymbardziej sprzedać iu znaczków uujasnii go jeanaK ze jeaen blok wi tt= NR- - się polnoc znajduje się sklep ze sztuczną bizute--i okolicznościowymi kartkami w którvm mie cie się lokalna poczta Znalazł ia a raczei schowana w kacie sklenn de za którą urzędowała chuda Angielka — ne może wazyc średniej wielkości książ-- i' — spojrzała na Marka podejrzliwie i wzru- - %ła szpiczastymi ramionami — skądże ona toze wiedzieć? Czy ma wagę? Owszem ma A J nuuuci pry- - ma pod ręką jakąś książkę? — zmieszała się e wyciągnęła spoa lady romans służący jej za idniete zvcia — Ma A czv może ia zwnżvć? labawa uśmiechnął się do niej przyjemnie i był reaie przystojnym mężczyzną — więc zważyła — Funt i siedem uncji — Ile będzie kosztowała przesyłka? — nytał :erpliwie — 10 centów od funta w granicach 20 mil miejsca nadania paczki 16 centów w prowin-Ontari- o 17 centów do Quebecu lub Manito- - — recytowała jak automat — Do Toronto — przerwał iei — i nie aczka ale list — List? — zdziwiła sie w iei bowiem rroie- - iu i budżecie każdy cent miał swoją wartość Aleksander Dumas r Pan de Yillefort będący przedmiotem ogól- - ei uwagi ze zwykłym spokojem zasiadł na fo- - l- -lu prokuratora a następnie pewnym wzrokiem ozejrzał się dokoła Niech' żandarmi oskarżonego ?~ rozkazał prezes gdy już uciszyło się na sali Oczy wszystkich zwróciły się ku drzwiom aez które wejść miał Benedykt I oto ukazał się ie galernik lecz typowy dandys paryski Twarz miał spokojną uśmiechniętą ubiór 3arny od najlepszego krawca białą kamizelkę ] samej barwy śnieżną chustkę na szyi w lewej !?8 świeżo wyprasowany kapelusz Po wejściu na sale wzrok oskarżonego prze- - ~$ szybko po publiczności i po sędziach za jmując się dłużej na prezesie i prokuratorze Przed Benedyktiem 'zasiadł adwokat bronią- - Jgo z urzędu Był to człowiek o jasnych włosach jpełnie jeszcze miody i przejęty bardziej niż J-f- fl Następnie prezes polecił od stanie aktu oskarżenia zredagowanego przez pbłaganego Yilleforta Nigdy może nrokurator królewski nie Dył i wymowny W żywy sposób przedstawił naj-- #nv przeszłość zbrodniarza jego pociąg do XIWn nrl ln H-:Mifin- nU iolr iaan rlnwnrtailn r-ciai- iv) uUKUIIdllt: JUZ w sicauaoii" xuiu rJtia Onowieriział o fałszvwei Drzyjażni okazy- - Iwfaei byłemu towarzyszowi z ealer a mającej Ifcelu podstępne wciągnięcie go w zasadzkę fszcie o bestialskim zamordowaniu go wielo-Ipny- m pchnięciem sztyletu n1 P— nło nrUorinnin Vivlt nsnicanp nn mistrZOW-- ' uiUŁ w --- - — — vjnai(iiiuV' u)iv nu j-- ono samo przez się zdolne było zgubie Be Siljykta w oczach zarówno sędziów jak i opinii Kfilicznej wprowadzą oskarżony Benedykt iednak nie zwrócił na to najmniej- - KtTk- - " " j _ łij- EfJ uwagi Słuchał czytania znudzony jaKDy to- Iły lePn rlntvC7vln Gdy akt oskarżenia został odczytany prezes Coczał badanie: — Oskarżony twoje imię i nazwisko? — Pan nrołflc rtarnwać TOZDOCZał --rorhro — i jyV(lJ tvvWk %—- - A a 7 Ksiaze Cavalcanti — lecz z przyczyn Które Siana nAJnioi wwiawirnip nip mo2e nrzyiac - KUl1111 --- M IjUlliW" w WŁ w - - ~ TOean nnrznrR--n 7nnvtnń Jestem EOtOW Od-- I siedzieć na wszystko lecz w kolejności zmie- - ?' Joi łni i_ t„_:„ „„rino nrlnnuripm na P -- m iar e ua pyiaiiic piciwaŁi u""' — ?' m U Prezes zdziwiony spojrzał na sędziów przy- - : śiych Benedykt nie okazał najmniejszego zanie- - Nenia !~ - — a nn ™rł-™- „ i„ mac? tnt zpphcesz odoo- - a ł na jj} tanie lic !""-- " --- i fej 'iieć? K - Owszem Mam lat dwadzieścia jeden p3e mówiąc urodziłem się y' nocy z dnia 27 fi18 miesiąca września 1817 roku §l C-d-y Vuief ort usłyszał 'tę datę podniósł mi- - iWolTglowę Jacek Brzezina — To będzie pana kosztować przeszło dwa razy tyle — Gdy jednak bez wahania powiedział — nie szkodzi — wyrecytowała ponownie: — W Toronto list kosztuje 4 centy od pierwszej uncji wagi i2 centy od każdej następnej Marek szybko obliczył ile według tej taryfy wyniesie przesyłka książki i kupił odpowiednią ilość znaczków — Mozę mi pani powiedzieć gdzie znajduje sie najbliższy urząd pocztowy? — spy-tał — tylko taki duży — chciał powiedzieć "normalny" ale wolał nie robie przykrości urzę-dniczce — Stacja "F" 675 Yonge Street — obja-śniła — I jeszcze jedno Jak tutaj adresuje się listy na "poste restante"? — "Poste Restante"? Co to takiego? Marek pohamował złość Czas uciekał Han-ka juz pewno czekała na niego a on tutaj mu-siał ceregielowac się z tą chudą małpą — Jeżeli ktoś niema stałego adresu — tłumaczył cierpli-wie — to wówczas każe przesyłać sobie pocztę na "Poste Restante" — Aaaaaa! — domyśliła się nareszcie — You mean "General Deliyery" — Marek Za-bawa przestał się jej podobać Ludzi wysyłają-cych lub odbierających listy na "General De-liyery" uważała za podejrzanych typów nie po-siadających własnego mieszkania ukrywających się pod obcym nazwiskiem planujących coś złego albo co najgorsze romansujących z mężatkami Od urodzenia mieszkając pod tym samym adre-sem (z czego była dumna) i jako panna (czego w skrytości ducha żałowała winiąc za ten stan oczywiście mężczyzn) z podobnymi typami nie miała i nie chciała mieć nic do czynienia — Cóż można się po tych "forejnerach" spo-dziewać — pomyślała (postanawiając nie glo-sować w nadchodzących wyborach na Liberałów którzy temu obcemu tałatajstwu otworzyli gcani-c- e Kanady) i odwróciwszy się do Marka plecami dała mu do zrozumienia że więcej informacji mu już nie udzieli Nie potrzebował ich Ku rozgoryczeniu urzędniczki która może i liczyła że będzie ją chciał obrabować lub nawet "molestować" (w nagrodę za co uwiecznionoby ją na drugi dzień w gazetach) Marek szybko opuścił sklep-poczt- ę i zatrzymawszy przejeżdżającą taksówkę kazał się wieźć pod wskazany przez Hankę adres a raczej o dziesięć numerów dalej Przyjechawszy na miejsce przeszedł na dru-gą stronę ulicy i idąc wolno bacznie rozglądał się wokoło m&um mtmn lllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllllilllH HRIST0 109 = — Miejsce twego urodzenia? — Przyszedłem na świat w Auteuil pod Pa-ryżem Tym razem pan de Villefort spojrzał na Be-nedykta z wyraźnym przestrachem — Czym się trudniłeś? Jakimi sposobami zdobywałeś środki do życia? — Najpierw byłem fałszerzem — odpowie-dział Benedykt z najzimniejszą krwją podnosząc z wdziękiem chusteczkę batystową do ust — po-tem trudniłem się złodziejstwem wreszcie zo-stałem mordercą ' N Po tym cynicznym oświadczeniu cała sala wybuchnęła jednym wielkim głosem oburzenia gniewu i wzgardy Nawet sędziowie wysłuchali tych słów w zupełnym osłupieniu — Teraz zechcesz nam już może powiedzieć swe nazwisko? — zapytał prezes — Widać pią-tego nie chcesz wyjawić nazwiska by wszyscy i bez tego odgadli je z czynów — Przyznać muszę że pan prezes z zadzi-wiającą intuicją odgadł me pragnienie — od-powiedział Benedykt z czarującym uśmiechem — Istotnie dlatego właśnie prosiłem pana sza-nowny panie prezesie byś zechciał zmienić po-rządek zapytań A zresztą nie odpowiedziałem na pytanie pana prezesa nie dlatego bym odpo-wiedzieć nie chciał lecz dlatego że sam nie wiem Jak bywali na świecie królowie bez ziemi tak ja jestem bez nazwiska Nie mam żadnego bo do żadnego nie mam prawa Jest mi wiadome tylko nazwisko mego ojca Krwawy blask przesłonił oczy Villeforta a z jego już sinozielonej twarzy spadać zaczęły krople potu — A więc powiedz nam chociaż nazwisko swego ojca? — odezwał się prezes wśród głuchej ciszy która już od pewnego czasu panowała na sali — Ojcem moim jest prokurator królewski — zabrzmiało po chwili — Prokurator królewski? — z najwyższym zdumieniem powtórzył prezes — Prokurator królewski? — Tak jest — z nonszalancją odpowiedział Benedykt — a jeżeli pan chce koniecznie bym wymienił nazwisko więc powiem: ojcem moim jest pan Noirtier de Yillefort tu obecny królew-ski prokurator 'Uderzenie pioruna w środek sali nie mo-głoby wywołać większego wrażenia — "Wzburzenie było tak zrozumiałe i tak żywio-łowe że prezes nie pomyślał nawet o obowiązku przywrócenia ciszy Sam zresztą niemniej wzru-szony dopiero po dłuższej chwili zawołał: — Zbrodniarzu bez czci wiary i sumienia jak mogłeś w swej bezczelności zajść'tak daleko! Kilkanaście osób otoczyło fotel prokuratora jorólewskiego z --wyrazami współczucia i' żalu "ZWIĄZKOWIEC" LIPIEC (July) Środa 31 1957 Wszelkie praw a autorskie zastrzeżone ' Copyright resened by PoUsh Alliance Press Ltd Toronto Ont Canada lik MM® mi II Queen Streei wyglądała na wszystko tylko nie na "królewską" Była tandetnym brudnym i krzykliwym przykładem amerykańskiego "life" W Warszawie mogła" się znajdować na Nalew-kach w Londynie w Sono (a i to niebardzo) w Rzymie na Zatybrzu Po obu jej stronach ciągnęły się jedno lub dwu piętrowe domki a raczej budy niechlujne i zaniedbane których nie były w stanie upiększyć sklepy pełne tandety i obrzydliwe lub obskurne reklamy Niebo zasłaniała siatka drutów (we Włoszech wieszanoby na nich bieliznę — po-myślał) przez jezdnię przepełnioną samocho-dami i tramwajami trudno było przejść zaś wiejący na przestrzał wiatr zasypywał oczy ku-rzem i pędził przed sobą płachty gazet i wszel-kiego rodzaju śmiecie Sądząc z nazw sklepów i wypisanych na szyldach nazwisk ich właścicieli Marek zorientował się ze jest w dzielnicy "sło-wiańskiej" — co skolei wytłumaczyło mu wiele rzeczy z wyglądem ulicy włącznie Restaurację w której spotkać się miał z Han-ką szybko odszukał Przez kilka minut obserwo-wał czy nie zauważy czegoś podejrzanego Było to jednak beznadziejne Dokoła stali pojedynczy ludzie bezmyślnie gapiąc się w wystawy lub' na ulicę albo w grupkach gestykulując żywo i rozmawiając wszystkimi językami — tylko nie angielskim Wypatrzyć wśród nich kogoś kto mógł być zainteresowany Markiem lub' H'anką byłoby szukaniem igły w kopie siana Kupiwszy jeszcze popołudniową gazetę Ma-rek wszedł do restauracji Hanka siedziała już w jednym z "przedziałów" na które podzielona była połowa niewielkiej salki Radośnie kiwnęła na Marka ręką — Już myślałam że nie przyj-dziesz — powiedziała gdy siadł koło niej — Piętnaście minut czekam Przyjemnie mu się zrobiło na jej widok Ponownie stwierdzał że jest ładna Może zanadto dziewczęca ale tymbardziej szczera i godna zau-fania — Oh Mark Dlaczego z nami wczoraj nie przyjechałeś I taka jestem ciekawa co to za historia z tą twoją książką — Szzzzz! — przyłożył palec do ust Przy pomniała mu że ma ważniejsze rzeczy do robie-nia niż trzymać jej dłoń i patrzeć w oczy "W są-siednich "przedziałach" nikogo nie było a naj-bliżsi klienci siedzieli zbyt daleko by mogli po-słyszeć rozmowę Mimo to upomniał ją by nie mówiła głośno: - Tutaj pewno zrozumieją po polsku ' "- - yr—jr- - mr"'rrr --m~+ ' W drugim kącie sali powstało również za-mieszanie ponieważ jakaś kobieta dostała naj-pierw ataku histerycznego a potem wpadła w omdlenie tak silne iż w żaden sposób nie można ' było jej docucić i Podczas całej wrzawy Benedykt stał wypro-stowany nieskazitelnie wytworny z zimnym uśmiechercTna ustach A gdy się na koniec uciszyło ponownie za-brał glos: — Panowie sędziowie — mówił — zapew-niam wąs że 'daleki byłem od myśli wywoływa-nia zgorszenia Nigdy bym się nie poważył Nie pojmuję nawet z jakiej racji pan prezes pozwolił sobie na obrzucenie mnie ciężkimi obelgami Bo cóz ja takiego uczyniłem? Na zadane sobie pyta-nia odpowiedziałem prawdę A czyż moją jest wi-ną że ta prawda zdaje się być potworna? Po-wiedziałem że ojcem moim jest pan de yille-fort Słowa te gotów jestem poprzeć dowodami W glosie i postawie obwinionego byłą taka pewność siebie że niedawna wrzawa zmieniła się w głuche milczenie a spojrzenia wszystkich skierowały się na prokuratora królewskiego któ-ry leżał bezwładnie na fotelu — Ależ — sprzeciwił się prezes przeglądając papiery — gdy badał cię sędzia śledczy natych-miast po aresztowaniu powiedziałeś mu wtedy że na imię ci Benedykt i że urodziłeś się na Korsyce? — Sędziemu" śledczemu powiedziałem to tylko co powiedzieć uważałem za wskazane Nie chciałem bowiem by zeznania moje zostały osła-bione lu nawet zmienione Bóg może wiedzieć co z zeznaniem takim i ze mną stać by się mogło? 'Tutaj — co innego Tutaj wyjawiłem nazwisko mego ojca publicznie dzięki czemu mam bez-względną pewność że tajemnica mego urodze-nia wszystkim stanie się wiadoma Więc raz jeszcze powtarzam: urodziłem się w nocy z dnia 27 na 28 września 1817 roku w Auteuil jako syn p'a'naNdiee wVyilslteafrocrzta pwraomkutroatozreaznaknróielewmsokjiee!goChce-cie dowodów! A więc urodziłem się na pierwszym piętrze domu znajdującego się przy ulicy de la Fontaine a oznaczonego numerem 28 w pokoju obitym adamaszkiem karmazynowym Gdy przy-szedłem'- na świat ojciec powiedział matce: mej-ż- e nie żyję owinął mnie w serwetę oznaczoną li-terami "HN" i koroną baronowską włożył w żelazną skrzynkę wyniósł następnie do ogrodu i tarn żywego zakopał Dreszcz niesainowity przebiegł po słucha-jących — Skądże znać możesz te wszystkie szcze-góły? — zapytał prezes — Właśnie chciałem to opowiedzieć panie prezesie Otóż dó ogrodu tej samej nocy zakradł' się pewien człowiek Korsykanin który ojcu me- -' mu zaprzysiągł śmiertelną zemstę Człowiek ten stał ukryty za drzewem i widział jak ojciec mój coś zakopywał i właśnie w tej chwili gdy ten kończył swą zbrodnicza pracę zadał cios w serce jak mu się zdawało Następnie w mniemaniu że kuferek skarb zawiera wykopał go i w ten spo-sób ocalił mi życie Korsykanin gdy się przeko-nał że żyję oddał mnie do zakładu dla podrzut-ków gdzie" mnie zapisano pod numerem 37 W trzy miesiące później bratowa" tego Korsylćanini przybyła z Rogliano do Paryża i"zgłosiła'się "do faŁV?AStW jl A ' - - WTMWrUWI&wytot&i Jak gdyby na" potwierdzenie tego zjawił się przy nich rosły blondyn w białym fartuchu i najczystszą polszczyzną zapytał: — Copaństvo sobie życzą? — Dla mnie pierogi w śmietanie Stęskni-łam się za nimi — zaśmiała się Hanka — Niech będą dwie porcje — Marek od-prawił kelnera i przystąpił do rzeczy: — Przy-niosłaś książkę? Kankę ukłuło coś w serce Nie za nią lecz za tą książką Marek przyjechał tak szybko do Toronto — A co będzie jeżeli jej nie przynio-słam? — spytała przekornie wysuwając do przodu brodę i az się przestraszyła spojrzawszy w oczy Marka Były niebieskie to prawda ale na statku wydawały się jej jakoś ciemniejsze i cieplejsze Pewno granatowe niebo się w nich odbijało Teraz jednak w półmroku panującym w restauracji patrzyły na nią zimno dziwnie beznamiętnie i stwierdzała że były blade Niemal szare I były złe W milczeniu nie spuszczając wzroku z Han-ki Marek sięgnął po jej torebkę i wyjął scho-waną w niej książkę Sprawdził czy ta sama i uśmiechnął się Oczy miał znowu błękitne — Przepraszam cię — wyjaśniał — ale na tej książce bardzo mi zależy — Wyjął z kieszeni brązowy papier do pakowania zawinął nim książkę paczkę związał sznurkiem i tak aby Hanka nie mogła dostrzec wypisał adres: Mr Leon Weiss Toronto General Deliyery Station "F" Post Office Przylepił znaczki przeprosił Hankę zapewniając ją ze zaraz wróci i wszystko wytłumaczy — i wyszedł na ulicę Miał nadzieję ze nie był śledzony Nie wyobrażał sobie organi zacji urzędowej czy nie urzędowej któraby w ciągu tych kilku godzin jakie minęły od jego przyjazdu do Toronto potrafiła na nowo odna-leźć go w milionowym mieście i zorganizować skuteczną obserwację Podszedł do stojącej na rogu czerwonej skrzynki pocztowej i wrzucił do niej paczkę Od tej chwili książka była bezpie-czna On jeden tylko wiedział gdzie ją szukać Wolno zawrócił do restauracji Czekała go kłopotliwa sprawa tłumaczenia się Hance Przez chwilę nawet myślał czy nie zostawić jej'1na lodzie) wymazać ze swoich planów i życia Zbyt jednak wiele wiedziała Po usłyszeniu o "śmierci" Marka Zabawy mogłaby zgłosić się na policję' by "wyjaśnić" nieporozumienie wspomnieć o książce zrobić niepotrzebny1 ruch co napewno nie ułatwiłoby mu dalszego poruszania się nie tylko w Toronto ale w całej Kanadzie Zresztą — potrzebował jej jeszcze Początkowo chciał pytać co u niej słychać jaki odbyła podróż z Montrealu i w ogóle jak się czuje z powrotem na rodzinnych śmieciach — ale w Hance ciekawość dochodziła już do stopnia wrzenia przerwała mu więc i obsesowo spytała: — Miałeś mi wszystko wyjaśnić czekam więc Nie było rady — A obiecujesz że pary z ust nie puścisz? że nawet rodzicom czy temu twojemu Georgowi nic nie powiesz? — żaden "mój" George — obruszyła się — Czy chcesz bym' ci przysięgła? Może na tą twoją hitlerowską biblię? przytułku ażeby mnie odebrać Udało jej się to ponieważ pokazała połowę przedartej serwe-ty Takim to sposobem jakkolwiek urodziłem się pod Paryżem na Korsyce się Jednak wychowa-łem Benedykt zamilkł W sali panowało głuche milczenie — Mów dalej — rzekł prezes - — Mogłem być szczęśliwy niewątpliwie u tych zacnych ludzi którzy mnie kochali i wy chowywali starannie Ale cóz — przewrotna na-tura okazała sięsilniejszą 1 zacząłem kroczyć po ścieżkach zbrodni poczynając od małych prze-stępstw Widząc tę moją zbrodniczość przybrany ojciec mój rzekł raz do przybranej matki: "Nie jego to wina że jest taki Zbrodnię bowiem ma we krwi To wina jego ojca" Gdy usłyszałam te słowa zacząłem przeklinać mego ojca On jest winien' wszystkiemu nie ja Od chwili przyjścia na świat przeznaczeniem moim było pogrążyć się w zbrodni Zamiast chrztu świętego otrzymałem chrzest krwi żywcem zostałem zakopany przez ojca! W zbrodni od kolebki wykołysała mię dola Nie dziwcie się więc mej goryczy nie dziwcie się że tak spokojnie wyliczałem wam wszystkie przestępstwa A jeżeli i to ma być mi-z- a jeszcze jedną więcej zbrodnię policzone to mnie ukarz-cie za nią ale przyznajcie że moim przeznacze-niem było być wrogiem społeczeństwa i użalcie się nade mną! — Któż jest matką twoją? — zapytał prezes — Matka moja myślała żem umarł nie była więc wspólniczką zbrodni ojca Z tej przy-czyny nie starałem się dowiedzieć jakie było nazwisko mojej matki i nie -- znam go do dziś W tej chwili głośny przenikliwy krzyk prze szył powietrze Krzyk zmienił się następnie w szloch rozpaczy Sprawczynią zamieszania była ta sama ko-bieta która już poprzednio zemdlała Teraz do-stała jeszcze silniejszego ataku nerwowego tak że musiano ją w końcu wynieść z sali Przy cu-ceniu okazało się że była to baronowa Danglars — Wszystko co mówisz — powiedział po chwili namysłu prezes do oskarżonego — to tylko słowa Puste słowa nic więcej Czy masz na po- parcie słów tych jakieś dowody? — Chce pan dowodów? — rzekł Benedykt poważnie — Tak — odparł sędzia - — Więc spojrzyj pan na pana de Villefort a potem żądaj ode mnie dowodów ( Oczy wszystkich zwróciły się wtedy na pro- kuratora królewskiego który pod naciskiem tych spojrzeń opuścił swój fotel i wyszedł na środek sali sądowej z włosami w nieładzie i z Iwarzą wykrzywioną bólem — Ojcze mój — zawołał Benedykt — żądają ode mnie dowodów Czy chcesz" ażebym" je prze-dłożył sądowi? — Nie nie nie trzeba! Dowody tutaj są zbędne — Jak 'to zbędne — zaoponował prezes — co pan przez to chciał powiedzieć co to znaczy? — To znaczy — odpowiedział Villefort — że próżno próbowałbym walczyć ze śmiertelnym ciosem który we mnie ugodził Panowie sędzio-wie widzę że jestem w reku Boga-Mścieie- la Nie trzeba żadnych dowodów Sam bowiem przy-znaję że wszystko] co zeznał ten młodzieniec jest1 prawdą j DENTYŚCI f Dr S D BRIGEL LEKARZ CHIRURG DENTYSTA Physlclans' & Surgeons Bulldlnj Kancelaria No 215 86 Bloor St W — Toronto TeL WAInuł 2-00- 56 21-- W Dr M LUCYK DENTYSTA 2902 Dundas (Sr W Toronto Tel KO 9-46- 82 3TR W Dr Tadeusz Więckowski LEKARZ DENTYSTA 310 Bloor St W — Toronto Tel WA 2-08- 44 przyjmuje po uprzednim porozu-mieniu telefonicznym W Dr E WACHŁSA DENTYSTA Godziny: 10—12 1 2—8 386 Bathunt St — EM 4-65- 15 w Dr N H0V0SICKIS LEKARZ DENTYSTA Dyplomowany w Niemczech I Kanadzie Przyjmuje od 9 rano do 5 wieczór lub za telefonicznym po"osumieniem 345 BLOOR ST W TORONTO Tel WA 3-20- 03 Mówi po pjlsku (S) Dr Władysława SADAUSKAS LEKARZ DENTYSTA 129 Grenadier Rd (drugi dom od IlonceiyalIea Przyjmuje za uprzednim telefo-nicznym porozumieniem Telefon LE U250 1-S-- S2 ELEGANT BEAUTY PARLOUR Farbowanie Utleniania Obcinanie I Układanie Wlotów oraz wnelklego rodzaju trwale ondulaclt WłaićJ M KARDASIEWICZ 1681 DUNDAS ST W Tel LE 2-71- 5) Toronto Ontario 30-S-5- 0 Polski (kład towarów żelaznych farb naczyń kuchennych oraz przyborów wodociągowych I ogrzewania J & J HARDWARE ' J Stefaniak właściciel 745 Queen Sf W - EM1 6-48- 63 Solidna obstugn — Niskie ceny — Bezpłatne porady w sprawach kana-lizacji I ogrzewania S Sale na bankiety SHOWER - PARTY ' ŚLUBNE I ZARĘCZYNOWE PRZYJĘCIA najtaniej w Domu SPK 206 BEVERLY ST Rodzinna atmosfera - Wygoda TEL WA 1-7- 612 3B-W-- 90 — ADWOKACI ADWOKAT Dr Stanisław Wcltło 320 Bay Street tel: EM 42453 498 GEORGE BEN B A ' ADWOKAT I NOTARIUSZ Mówi po polsku 1147 Dundat St W Toronto Tel LE 4-84- 31 I LE 4-84- 32 J KTCHENER SALA DO WYNAJĘCIA Kto chciałby wynająć salę wDo-m- u Związkowym na jakieś impre-zy uroczystości wesela 'lub żaba-ny- w niechaj się zgłasza 'do kiero-wnika Komitetu Gospodarczego Grupy 4 ZPwK p JMarczaka pod łdies: 241 Bedford St tel 3-26- 49 Drukujemy KOPERTY PROGRAMY KWITARIUSZE 3!LETY WSTĘPU BILETY WIZYTOWE PAPIERY LISTOWE ZAPROSZENIA ŚLUBNE Wykenutemy wnelkle prare drukarikle w Iftyku pofskJnt 1 angielskim Drukarnia ▼ f r r V # w h r% i rs % "ZWIĄZKOWIEC" POLIŚH ALLIANCE & £WSfi?SIl £?: "ałrMsWtłiI " i ' ' - PRESS LTD 'I J Jł Toronto Ont - f MM 31 _mEHKHHkBQHHhHIV 1--- A M5#j „eh M |
Tags
Comments
Post a Comment for 000249b
