000579 |
Previous | 5 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
" f — ~ -- t'i — 1 iU ' TŁ j v '
1 p "i TT t KĄ -- V ' i
NR 73 £WtĄ?KOWIEG i śr&Sa mO waaśnia' taft) f ŚTUS
Wacław Majerski
Z JUL fflh Ml & SLJI
Aleksander przejechał dd
doma Wali zaraz pć południu
dizwi otworzyła mu jej mat-ka
i
— Dzień dobry — powie-dział
i ucałował ją w rękę
— Dzień dobry panu —
odpowiedziała i badawczo ma
niego spojrzała Uderzało ja
to że nic powiedział tak jak
zwykłe móvił: „dzień dobry 'pani" To „pani" wypowiadał
zawsze z pewnym jakby 'tro-chę
drwiącym przyciskiem Na
począfku okrutnie ją to dener-wowało
parę razy w delikat-ny
sposób zwróciła mxi uwagę
żeby tak Jiic mówił lecz on
dalej nawet przesadzał z tym
przyciskiem Przesadzał w to-nie
i uśmiechał się kpiąco
jakby specjalnie chciał ją de-nerwować
Żeby nie narażać
się córce dla świętego spoko-ju
przemilczała te jego kpiny
choć nic raz miała chęć mic
tylko pokłócić się z nim o to
ale po prostu stizelić igo w
twarz Była przecież matką
Wali i należał się jej szacu-nek
Dziś opuścił słowo pa- -
ni" i wyglądał trochę na zmie-szanego
Rzuciwszy okiem na
jtgo odświętny wygląd przez
chwilę zatrzymała oczy na bu- -'
kiccic pięknych tóż kory
trzymał w ręku
— Co to na imieniny się
pan gdzieś wybiera? — za-gadnęła
Zamiast odpowiedzi
zapytał ją:
— Czy jest już Wala?
— Jeszcze z pracy nic wró-ciła
— To zaczokam ma nią w
pokoju a te ikjwiaty to dla pa-ni
przyniosłem
— Dla mnie? — zdziwiła
się dała krok do tyłu
— Tak dla pani
— A to z jakiej okazji?
Przecież to ani moje imieniny
ani urodziny i' nić dzień (ko-biet
— Może wymyślimy z Wa-lą
jakąś okazję a tymczasem
niech je pani przyjmie proszę
bardzo
Wzięła (kwiaty rozwinęła
papier i wstawiła je zaraz do
flakonu z wodą rozłożyła
równo na boki powąchała i
powiedziała:
— Pachną cudownie Kiedy
mieliśmy własny ogródek ho- -
'dowałam 'kilka gatunków róż
uwielbiam róże
— Wiem że pani lubi i
dlatego je przyniosłem
Postawiła flakon iiia stole w
pokoju odeszła dwa ikroki od
stołu i powiedziała z uśmie-chem:
— O już czuć zapach w
całym pokoju
Aleksander iwłączył telewi-zor
i usiadł w fotelu
— Zrobię panu coś do pi- cia — mówią przystając w
drzwiach do kuchni — obiad
to już razem z Walą accic
Odchodząc posmutniała To
v
już lylc_ czasu trwa a ona
wciąż nic niożc się przyzwy-czaić
i zaakceptować tego że
Aleksander przyjaźni się z jej
córką bywa u nich jada
obiady zatrzymuje się iiia noc
a czasami na kijka dni i nocy
z rzędu nic może też zaakce-ptować
i tego że Wała odwie-dza
go w jego mieszkaniu i
często nic wraca na noc do
domu Kim on jest w końcu
dla nich? Ni to (kuzyn -- ni to
zięć Ot przyjaciel domu! Bo-że
chroń od takich przyjaciół
Ileż to razy była wściekła na
niego z dziką furią nic raz
Łrzuciłaby go ze schodów za-trzasnęła
mu drzwi przed mo-ss- m Mówiła o tym Wali ale
córka jej była i czulą &ię nie-zależną
i nic pozwalała matce
ingerować we własne sprawy
ale przecież to nic była tylko
jej sprawa Cóż miała robić
musiała milczeć nawet wtedy
gdy jej serce płakało z bólu
gdy chciała krzyczeć krzyczeć
na cały dom i ina całe miasto
Były jednak chwile i dni w
których lubiła go dobry był
dla nich: interesował się ich
życiem i gdy było potrzeba
męskiej ręki czy głowy to za-wsze
mogły na niego liczyć
Może właśnie dlatego gdy po
zawale scica wrócił" ze szpila-J- a
sama zaproponowała Wali
Ł?cby sprowadził się do nich
na jakiś czas to będzie się
nim opiekowała było jej żal
że jest taki sam w swoim mie-szkaniu
i bez żadnei opieki
Niechby już było jak jest —
l'
fmo Solarski
(Naprzeciw
Polskie kartki czasopisma
myślała nic raz z -- rezygnacją
— tylko żeby wobec ludzi
było tak jak trzeba żeby tak
jak wszyscy: dobrze im ze so-bą
to niech wezmą ślub Dla-czego
już blisko trzydzieści
lat żyją niby razem a nic ra-zem
Ich nikt o to nic pyta
ale ją jeśli nic słowami to
wzrokiem pj tają sąsiadki zna-jomi
L krewni Ona często do-strzega
nawet dobrze ukrytą
drwinę w oczach ciekaw-skich
Ona wciąż musi się
wstydzić za nich
To nic prawda że ze wszy-stkim
co długo trwa można
się pogodzić długie iwanie
może zmusić do milczenia ni-gdy
do akceptacji czegoś co
jest niezgodne z naszym we-wnętrzny
m przekonaniem
Przyniosła z kuchni szklan-kę
zimnego kompotu i posta-wiła
na stoliku przed Alcksan-die- m
— Proszę bardzo niech
pan napije się — powiedziała
i znowu przez chwilę uważnie
popatrzyła na niego Odpo-wiedział
„dziękuję" i ani spoj-rzawszy
na nią dalej patrzył
w ekran telewizora nadawano
transmisję z meczu piłkar-skiego
Zostawiła go samego w po-koju
W kuchni usiadła przed
oknem i jeszcze raz po raz
setny i tysięczny myślała o
lym co ją tak bardzo gnębiło
Po pewnym czasie spostrzeg-ła
że i do kuchni wcisnął się
zapach róż Ten zapach przy-pominał
jej własną młodość
radował ją Zaczęła się zaita-nawi- ać
dlaczego Aleksander
przyniósł te kwiaty i dlaczego
właśnie jej oddał Nigdy nic
przynosił im kwiatów Może
coś pomylił
Wala już w przedpokoju
poczuła zapach róż
— Skąd masz róże? — za-pytała
matkę która wyszła do
niej z kuchni
— Pan Aleksander przy-niósł
— powiedziała z pew-nym
zadowoleniem matka —
jest w pokoju czeka na cie-bie
Wala zdjęła płaszcz i po-szła
do Aleksandra Matka
podała im obiad Jedli w mil-czeniu
Aleksander wciął był
zainteresowany transmitowa-nym
meczem jedząc patrzył
w ekran Flakon z kwiatami
stał przed nim na stole róże
pachniały
Gdy zjedli Wala odniosła
nakrycia do kuchni wróciła
do pokoju i 'usiadła w drugim
fotelu obok Aleksandra Mecz
zakończył się Aleksander wy-- 1
uczył telewizor
— Jak tam w pracy? —
zapylał
— Nic szczególnego się nic
wydarzyło — odpowiadała o-boję- tnie — zresztą skorzysta-łam
z nieobecności szefa i wy-szłam
dużo wcześniej żeby
zrobić zakupy a ty jak sic
czujesz?
— No dzisiaj całkiem nie-źle
Wyjął pudełko z papierosa-mi
i zapytał:
— Zapalisz?
— Ja chętnie ale ty nie
powinieneś
— Od rana prawie wcale
nic paliłem
— Ty musisz skończyć z
paleniom jeśli chcesz być
zdrowy Słuchaj lekarza bo w
końcu po co do nieco cho-dzisz?
— A! — Aleksander ma-chnął
ręką
Zapalili obydwoje Dłuższą
chwilę siedzieli w milczeniu
Wala głęboko wciągała dym
a Aleksander paiił bardzo
ostrożnie nic zaciągał się Po
zawale serca lekarz zalecił mu
całkowite zaprzestanie pale-nia
ale on nic mógł laik od
razu rzucić papiciosów palii
od dwudziestego roku życia
czyli równo trzydzieści trzy
lata Starał się palić jak naj-mniej
miał nadzieję że powo-li
odzwyczai isie
— Od kogo te róic otrzy-małeś?
— zapytała Wala
— Kupiłem
— Tak po prostu kupiłeś i
już?
— Kupiłem i przyniosłem
— Nigdy do tej pory nic
przynosiłeś
— Przyniosłem je dla ma-my
— Ooo! A lo z jakiej oka
Pharmacy Ltd
kościoła św Kazimierza)
© Zioła Zakonnika O Urząd
Właściciele: J SOLARSKI i S SALAPATEK
Szybka i łania wysika lekarstw do Polski O Agencja
Pekao © Wysyłka paczek I pieniędzy do Polski ©
i
Pocztowy © Sprzedaż biletów
149 RoncesvalIes Avcnuo — Tel 536-545- 2
8I-- P WWWMidAWWW4At'%tfjlVVAAA
s
o ® ©
zji? — roześmiała się wesoło
— Wahr chciałem Ci coś
powiedzieć
— Słucham mów — zało-żyła
nogę na nogę i wygodnie
usiadła w fotelu zaciągnęła
się dymem a potem wypuści-ła
go ostentacyjnie prosto w
sufit
Przyglądał się jej badaw-czo
Wyglądała poważnie by-ła
tylko o' kilka lat młodsza
od niego Usiłował w jej Iwa-rz- y
pokrytej drobnymi zmar-szczkami
i ciemną cerą ujrzeć
jej dawne rumiane policzki w
jej przygasłych oczach dawne
śmiejące się dziewczęce źre-nice
w jej ustach
— No mów słucham cze-mu
tak na mnie patrzysz?
— Walu — powiedział po-ważnie
a polem uśmiechając
się rzekł: — Walu chcę ci sic
oświadczyć
Parsknęła śmiechem ale
za na z spoważniała
— Żaitujcsz?
— Nic mówię cakiem se-rio
— To mama się ucieszy —
powiedziała w zamyśleniu
— A ty?
— Ja także się cieszę cho-ciaż
dla mnie to już mogłoby
pozostać i tak jak jest przy-wykłam
ale dla niej
— To wszyislko ci jedno?
— patrzył na nią uważnie
— Zbyt długo czekałam na
tę chwile
— Czekałaś?
— A ty jak myślałeś?
— Nigdy mi o tym nic po-wiedziałaś
— Tak najpierw marzy-łam
o takiej chwili potem
czekałam a potem już zesta-rzałam
się — powiedziała
prędko i dłońmi zakryła
twarz lozplakała się
Florian Śmieja
$l & ? Ę
Cieszy mnie że ustawiczne
wołanie o książki o wydawa-nie
a przez to o wydzieranie
przemijaniu świadectwa czło-wieka
w naszym wypadku
Polaka podejmowane są co-raz
liczniej przez innych że
zaczynamy zdawać sobie spra-wę
z wagi słowa drukowane-go
zwłaszcza w języku angiel-skim
że istotne jest zaopatry-wanie
bibliotek w wartościo-we
dzielą przedstawiające
sprawy nas obchodzące w rze-telnym
naukowym ujęciu
Jan Nowak pisząc o kolejach
życia profesora Janusza Za-wodnego
zanotował jak ten
dzielny akowiec przybywszy
do Stanów Zjednoczonych w
bibliotece stanowego uniwer-sytetu
Iowa znalazł zaledwie
dwie książki o Polsce: "Polish
Persccutions of Ukrainian
Minority" oraz "Polish Pcrse-cution- s
of Jewish Minority"
W rezultacie ogromnego wy-siłku
badawczego a później
wydawniczego powstały dwie
wybitne jego książki: "Death
in the Porost"' rzecz o zbrod-ni
katyńskiej oraz "Nothing
but Glory" praca o Powsta-niu
Warszawskim Obie książ-ki
które po trzy lata musia-ły
przebijać mur obojętności
amerykańskich wydawców w
końcu poszły w świat w licz-nych
wydaniach i przekła-dach
Niewielu stać na dokona-nie
profesora Zawodnego
Wszyscy jednak możemy do-pilnować
by lokalną biblio-teka
posiadała oba jego dzie-ła
Honor nasz tego minimum
wymaga
Zasłużona dla kultury pol-skiej
Amerykańska Rada Pol-skich
Klubów Kultury wyda-ła
nową książkę: antologię poetów polsko-amerykań-skic- h
Angielskie teksty dwu-dziestu
dwu poetów i czte-rech
poetek (najstarszy uro-dził
się w 1920 najmłodszy w
1952) dają po raz pierwszy
wyobrażenie o rozległości i
jakości wkładu pisarzy pol-skiego
pochodzenia do poezji
amerykańskiej Autorem wy-boru
jest Viclor Contoski
sam uznany poeta W książce
pragnie zaprezentować dobrą
poezję wykazując że jej
wachlarz jest szeioki od za-patrzenia
w tradycyjne war-tości
kultury europejskiej po
wypowiedzi rygorystycznie in-dywidualne
Tylko niektórzy
poeci sięgają wyraźnie do
polskiego dziedzictwa inni
czerpią z nowego jeszcze inni
zafascynowani są wyobraźnią
A wszyscy na swój specyiiez-n- y
sposób jako twórcy poz-walają
nam lepiej rozumieć
siebie i życie
Książka jest ważna jako
okazja do wzajemnego pozna
— Wału — rzekł i przybli-żył
się do niej lecz nie do-tknął
Jej ręką patrzył tylko
na szlochającą i myślał: „tyle
lat cierpliwi? czekała i nigdy
nie powiedziała rai o tym"
gdy się uspokoiła przytulił ją
do siebie i powiedział:
— Walu nic wszystko stra-cone
jeszcze przed mami spo-ry
szmat życia będziemy już
zawsze razem i tylko razem
Uniosła głowę i uśmiecha-ją- c
się przez Izy i patrząc mu
w oczy z nieopanowaną dzie-wczęcą
radością wykrzyknęła:
— Przestanę palić!
Tym „przestanę palić" jak-by
mimo woli chciała położyć
pierwszą cegiełkę pod ich
przyszłe wspólne życic
W drzwiach pokoju stanęła
matka zobaczywszy ich przy-tulonych
do siebie chciała się
wycofać lecz Aleksander za-trzymał
ją gestem ręki i po-wiedział
Siniejąc się:
— Wala mówi że przesta-nie
palić
— Pan też mógłby prze-stać
szkodzi to panu — po-wiedziała
poważnie matka
— Mamo Aleksander o-świa- dczyl
mi się co ty na to!?
— zawołała Wala
Cień smutku niedowierza-nia
i lęku przebiegł po twarzy
matki
— Czy to prawda? — za-pytała
z Ickiem
— Tak prawda tylko Wa-la
mnie nic chce — powie-dział
wesoło
— Miałaby rację Kto lo
widział tyle lat zwodzić dzie-wczynę
— iw głosie matki by
lo rozżalenie i gniew chyba
ostatnie zagniewanie na Ale-ksandra
— To pani nie zgadza się
na nasz' ślub?
— Jeśli to prawda — nic
dokończyła zdania zakryła
oczy przypiętym do pasa far-tuchem
— Jutro nasz ślub niech
mama pizy gotuje uroczysty
obiad — mówił Aleksander
o
nia się poetów i czytelnika
nie tylko Polonii ale szero-kiej
publiczności w obecnym
czasie łagodzenia etnicznych
animozji Tytuł jest jedno-znaczny:
"Blood of their
Blood" a więc "Krew z krwi"
Do tego antologię zdobią in- -'
teresujące wycinanki Wiesła-wy
Contoski Ceną $495 jest
przystępna Powitajmy nie
byle jaką inicjatywę
Wynotowałem sobie słowa
Brunona Schultza tragicznie
zmailego podczas okupacji
aitysty i pisarza wedlo rela-cji
jego przyjaciela Andrzeja
Chciuka:
"Rzeczywistość życie real-ne
wszystko co jest w tym
życiu jest tak mało tak jest
kiuche że nic ma sensu krzą-tać
się wokół jego spraw i
trosk Bo co? Bo jeszcze je-den
tysiąc zloty cli jeszcze je-den
zaszczyt jeszcze jedna
zdobyta kobieta? No i co? To
wszystko wokół czego więk-szość
ludzi drepce z uporem
z zapobiegliwością się krząta
nie ma — patrząc na to z
właściwej perspektywy —
głębszego znaczenia jest to
życie mrówek i karakonów
skazanych na śmierć i rychły
niebyt Rozkosze i uroki real-nego
życia dla prawdziwego
aitysty mało znaczą w każ-dym
razie nie waile są by
za nimi biegać To zabiera
czas a czasu twórca ma zaw-sze
mniej niż pomysłów Lęk
przed śmiercią ten najważ-niejszy
czynnik w życiu czło-wieka
lęk przed przemija-niem
który każdy na inny
sposób stara się w sobie za-głuszyć
pi zezwy ciężyć można
tylko tworzeniom Tylko to
coś znaczy To co pozostaje
po nas na drogach zapomnie-nia"
t--
Raz po raz bywam świad-kiem
kłopotów autorów z wy-dawcami
czy nazwijmy to
skromniej piszących i redak-torów
Często wynikają z ta-kich
"scysji urazy i żale Dla-tego
warto zacytować słowa
domniemanego poszkodowa-nego
wedle "Wiadomości":
"Ilekroć redakcja odeśle
mi'rckopis z odmową umiesz-czenia
jest mi przykro ale
się nie obrażam zanim nie
odpowiem sobie uczciwie na
następujące pytania:
1 Czy jestem geniuszem
lub co najmniej znakomitym
pisarzem? A jeśli nie
2 Ile tygodni lub miesięcy
zajęło mi obmyślanie xi twoi u
studia nad poruszonym zaga-dnieniem
zbieranie materia-łów
itp
3 He napisałem wersji swo-jego
utworu?
4 Czy lego co powiedzia
—' będą jeszcze dwia osoby
oprócz nas
Po raz pierwszy powiedział
do niej mamo zauważyła to
— Dlaczego to już jutro
przecież nie zdaźe niczego na-wf- et
kupić
— Musimy się" spieszyć
— Trzydzieści lat nic a te-raz
wszysko tak nagle tak
wam leraz pilno
— Tak pilno nie mamy
ani chwili do stracenia —
mówił Aleksander
— Skoro tak to już się u-bicr- am
i idę do sklepu może
jeszcze dostanę jakieś mięso
a jak nic lo zajmę sobie kolej-kę
na jutio rano — powie-działa
matka i już odpinała
fartuch od pasa
— Niczego nic trzeba ku-poy- ać
wszytko co potrzeb-ne
jest już w moim mieszka-niu
zaraz pojedziemy z Walą
i przywieziemy
— To dobrze jedźcie a ja
posiedzę sobie tiochę w kuch-ni
pomyślę coś mf się słabo
zrobiło
W kuchni usiadła na tabo-recie
pizy oknie Nalała so-bie
hei baty nie dlatego że
chciało jej się pić ale zrobiła
to odiuchowo bez pamięci
Opaiła okieć na parapecie na
dłoni twarz ułożyła i patrzyła
w dal za szybą Nagle trzy-dzieści
lat lat nadziei niepo-koju
gniewu i wstydu uległo
skróceniu do jednego dnia
niemalże do jednej chwili Oto
Wala ten mały bobas lak pię-dk- o
dorosła i już wychodzi za
mąż a jej matczyne serce roz-piera
ladość Ten Aleksander
to wcale do rzeczy chłopak
będzie z niego całkiem dobiy
mąż nawet zakupy już poro-bi!
na wesele i jej róże przy-niósł
za to że mu Walc za żo-nę
oddaje Myślała o nim jak-by
go znała co najwyżej kilka
tygodni Och — dzieci moje
dzieci — wyszcp'aia i rozpła-kała
się ze szczęścia
A zapach róż wypełniał ca-łe
mieszkanie
łem w wersji ostatecznej na-prawdę
nic dałoby się powie-dzieć
lepiej a zwłaszcza zwię-źlej?
5 Ile godzin poświęciłem
na rewizję wygładzanie spra-wdzanie
faktów nazw naz-wisk
imion danych i dat?"
Przyszedł mi na myśl nie
żyjący już poeta i pisarz któ-ry
kiedyś w Anglii przyjechał
do mnie nowym eleganckim
wozem darem zagranicznego
milionera o którym mój zna-jomy
napisał duży artykuł
Ale takie szczodre gesty nie-stety
należą raczej do wyjąt-ków
Bo K't Toeplitz skar-ży
się: "Jeśli kelner dobrze
obsłuży klienta wręcza mu
się napiwek Jeśli jednak ja
obsłużę kogoś przyzwoicie w
felietonie lub recenzji — ni-komu
nic wpadnie do głowy
żeby wsunąć mi za lo parę
złotych Ze niby on prosty lo
może zarabiać a ja mam za
darmo uprawiać życie inte-lektualne?"
"Jeden z moich znajomych
który ma zwyczaj późnego
wracania do domu wręczając
za każdym razem dozorcy na-piwek
za otwarcie bramy o-powi- adał
mi że pewnego ra-zu
zasiał swego dozorcę maj-strującego
przy własnym sa-mochodzie
Oczywiście mój
znajomy nie mą i nigdy nie
będzie miał samochodu bo
nie pozwala mu na to jego
pozycja zawodowa Czy w lej
sytuacji nie byłoby więc spra-wiedliwsze
żeby to właśnie
dozorca wręczał mu za każ-dym
powrotem do domu pięć
do dziesięciu złotych za to
że się tak męczy po nocach
podczas gdy inni lokatorzy
wylegują się w łóżkach i od-kładają
pieniądze na samo-chody?
A przecież mój znajo-my
nie tylko łazi po nocach
ale w dodatku musi jeszcze
być jako tako ubrany żeby
go wpuszczali do lokali jako
literat zaś musi kupować
książki chodzić do teatru i
do kina i w ogóle ponosić
cały szereg wydatków od któ-ijc- h
zwolnieni są prości lu-dzie"
Dopiero ze wzmianki w ka-towickim
czasopiśmie dowie-działem
się o wyjściu w 1976
w Toronto "Karuzeli" zbioru
fiaszek dowcipów i spostrze-żeń
Utwory te pisane sobie
a muzom na modlę Sztaudyn-gera
wydał dzięki pomocy
przyjaciela 1 T Biskup i ro-zesłał
znajomym z wcale słu-sznym
stwierdzeniem że:
"Jeszcze polskie słowo
na emigracji nic wymiera
Jeśli na takie
wierszoklcclwo st: inżyniera"
W e!ka
Od zakończenia wojny mi-nęł- o
już 35 lat ale nie wszy-stkie
jej tajemnice zostały
ujawnione Nie odnosi się to
do dokumentów dyplomatycz-nych
i politycznych — za wy-łączeniem
oczywiście sowiec-kich
gdyż Moskwa nie opu-blikowała
dotychczas ani też
nie udostępniła obcym bada-czem
swoich dokumentów ar-chiwalnych
— ale' do wojsko-wych
dotyczących różnych
broni metod walk z wywia-dem
własnego wywiadu i
kontrwywiadu Nie są lo jed-nak
dziedziny szczelnie nie-dostępne
gdyż wielu aktyw-nych
uczestników owych taj-nych
akcji ogłosiło swoje
wspomnienia ukazała się rów-nież
w oficjalnych wydawnic-twach
państw zachodnich
część wyselekcjonawanych
materiałów archiwalnych
I tak odsłonięto tylko część
tajemnic Bletchey Park bry-tyjskiego
ośrodka kryptolo-giczneg- o
gdzie pracowało po-nad
10000 osób nad różnymi
zagadnieniami związanymi z
wszelkiego rodzaju tajnymi
broniami Tam obok wielu
wybitnych naukowców znaj-dowała
się ekipa matematy-ków
kryptoanalityków wyna-lazców
technicznych i wielu
innych specjalistów
Tajemniczą bronią która
wprawdzie nie strzela ale
jest niebezpieczna stosowana
od wieków przez wiele naro-dów
to szyfr: tajna metoda
przekazywania wiadomości
W miarę rozwoju techniki szy-fry
stawały się bardziej skom-plikowane
jak i metody' prze-kazywania
ale nie będziemy
się tym tutaj zajmować bo
i praca którą zamierzamy o-mó- wić
ogranicza się do bar-dzo
zwięzłych informacji
Książeczka podzielona na
dziesięć cykli ma także część
gwarową Autor jest śląza-kiem
i aczkolwiek Ślązacy w
porównaniu z mieszkańcami
innych regionów kląć nie po-trafią
Biskup zebrał kolum-u- ę
193 wyzwisk na dowód
że mimo oddalenia od swojej
ziemi potrafi sobie po śląsku
"poprzezywać" Oto początek
owej listy:
Łociorzu sknyro slrzym-pi- e
psikusie lompie knur-pi-e
honcwocie chamroku
chąchorze trombo mamlą-si- e
pachorze bomeloku
buksie najduchu gramulo
skrzocie pieruchu
Wydawnictwo pokazuje pie-tyzm
dla rodzinnej ziemi jej
ludzi i dla szkoły nauczyciel-ki
łaciny i greki które "uni-wersalnym
inżynierom od
spawania" dotąd z głowy nie
wywietrzały Patrzcie i podzi-wiajcie
młodzi
t # y
Pisałem kilka razy o staro-ści
Nie jest lo temat do żar-tów
bo każdy z nas nie-uchronnie
ku niej się posu-wa
Niemniej jest to ludzki
problem i liczyć się z nim mu-szą
instytucje dbające o swą
żywotność A że nie jestem
odosobniony w traktowaniu
tego tematu zacytuję para-graf
z książki "Na przełaj"
znanego dyplomaty Kajetana
Morawskiego:
"Rozglądając się w czasie
akademii patriotycznej po
trybunie prezydialnej nie mo-głem
opędzić się od myśli ile
zgromadziło się na niej za-wałów
serca katarakt głu-chot
gośćców i paraliżów
mniej lub więcej postępo-wych
żadną encyklopedia
medyczna nie wystarczyłaby
na wyliczenie wszystkich do-stojnie
przez- - nas reprezento-wanych
schorzeń i ułomności
Istny szpital lub nawet dom
przedpogrzebowy"
)
Z nie drukowanych liryków
domowych:
Mlecze
Nasz najmłodszy syn Ju-lek
raz po raz filozofuje
Dziś mnie zapytał dlaczego
dobry Bóg stworzył mlecze
Więc pomyślałem i mówię:
no żeby właściciele podmiej-skich
domków z ogrodem
mieli co plewić w trawie
A my jako rodzina zgrana
i matematyczna mamy swój
egalitarny oraz skuteczny sy-stem:
naszym codziennym za-daniem
jest wykopać na gło-wę
dwadzieścia pięć mleczy
Przeczuwałem że wielodziet-noś- ć
w jakimś stopniu prę-dzej
czy później musi się
opłacić
koncentrując się na "ENIG-MIE"
W ostatnich trzech latach
ukazało się szereg prac na
ten temat w tym i wspomnie-nia
kilku zaangażowanych
ale dopiero książka Józefa
Garlińskiego która jednocze-śnie
pojawiła się w języku
angielskim daje pełny obraz
fantastycznych dziejów "Eni-gmy"
Enigma — znaczy zagadka
Tak nazwał niemiecki inży-nier
Arthur Scherbius skon-stuowa- ną
przez siebie w 1923
r maszynę do szyfrowania
którą opatentował w 1928 r
Była ona do nabycia na ryn-ku
handlowym W 1929 r
Reichswehra zainteresowała
się la maszyną i zamówiła —
oczywiście z zachowaniem jak
najdalej idącej tajemnicy —
znaczną ich ilość Potem ma-szyna
ta została wycofana z
rynku
Dziwnym zdarzeniem wy-padków
"Enigma" znalazła
się w Warszawie w pierwszą
sobotę stycznia 1929 r Do
urzędu celnego zgłosił się
przedstawiciel niemiec-kiej
firmy handlowej pro-sząc
o natychmiastowe ode-słanie
omyłkowo skierowanej
do niego skrzyni ze sprzętem
radiowym Celnik był zdumio-ny
tą interwencją gdyż fir-ma
nie została jeszcze zawia-domiona
o nadejściu przesył-ki
nabrał pewnych podej-rzeń
wobec tego zlecił klien-towi
zgłosić się w poniedzia-łek
gdyż urząd celny w so-botę
w godzinach popołudnio-wych
nie załatwia stron
Urząd celny zawiadomił o
tej sprawie wojskowe wła-dze
które przystąpiły do zba-dania
przesyłki Dwaj cywilni
inżynierowie wybitni specja-liści
radiowi udali się do u-rzę- du
celnego gdzie pod nad-zorem
oficera z biura szyfrów
radiowywiadu rozpakowano
skrzynię Ku zdumieniu icli
zamiast sprzętu radiowego
znajdowała się w niej maszy-na
do szyfrowania
Zdobycz nielada Zbadano
ją bardzo dokładnie dokona-no
wiele zdjęć odrysowano
układ zbadano mechanizm
działania po czym wszystko
spakowano nie pozostawiając
żadnych śladów naruszenia
tej przesyłki
ówczesny kierownik radio-wywiadu
i szyfrów na Niem-cy
por Maksymilian Ciężki
postanowił zdobyć oryginal-ną
"Enigmę" która była w
handlu w Niemczech dostęp-na
dla wielkich firm handlo-wych
Wydelegował w tym ce-lu
do Berlina inż Pallutha
współwłaściciela fabryki
sprzętu elektrycznego który
był związany z II Oddziałem
Pallulh nabył "Enigmę" za
pośrednictwem pewnego nie-mieckiego
przemysłowca i
przywiózł ją do Warszawy
Wyciągnięto zdjęcia i rysunki
owej tajnej maszyny zbada-nej
w urzędzie celnym w
Warszawie wr styczniu 1929 r
i stwierdzono iż odpowiada
kupionej "Enigmie"
Gdy radiowywiad ustalił iż
Niemcy zaczęli się posługiwać
maszyną szyfrową zastana-wiano
się czy maszyna w uży-ciu
Reichswehry jest taka sa-ma
jak ta którą była na ryn-ku
handlowym Rozmyślania
te jednak niewiele pomogły
do "rozgryzienia" Enigmy
nad czym pracowało 3 mło-dych
matematyków: Marian
Rejcwski Jerzy Różycki i
Henryk Zygalskl przeszkolo-nych
na kursie kryptologów
w Poznaniu
Cenną pomoc otrzymali oni
od odpowiedniej komórki wy-wiadu
francuskiego na czele
której stał kpt Gustavo Ber-trand
Kontakt między szta-bami
Polski i Francji był ży-wy
przekazywano sobie wza-jemnie
informacje wywia-dów
Kpt Bertrand wiedział
więc że Polacy pracują nad
rozbiciem szyfru niemieckie-go
Agenci francuscy starali
się zdobyć informacje które
niemal same wpadły im w rę-ce
Jesienią 1931 r kpt Henri
Navarre zakomunikował kpt
Bertrand że nawiązał kon-takt
z młodym Niemcem na-zwiskiem
Ilans-Thil-o Schmidt
zatrudnionym w biurze szyf-rów
Reichswehry który sam
zgłosił gotowość pracy dla
wywiadu francuskiego Przed
pizyjęciem oferty przeprowa-dzono
dokładne badania jako
że zachodziła możliwość pro-wokacji
Agent otrzymał
pseudonim Aschć żądał wy- sokich sum za dostarczany
materiał spotykał się w bli-skich
miejscowościach po
drugiej stronie granicy nie-mieckiej
dysponował czasem
tylko w soboty i niedziele
Lubił szerokie wesołe życie
Działał niewątpliwie z pobu-dek
materialnych ale zda-niem
kpt Bertranda musiały
również odgrywać rolę i inne
On to dostarczył kompletny
klucz do "Enigmy" i do dzia-łania
biura szyfrów i pod-słuchu
Ogółem dostarczył od
jesieni 1931 r do połowy
1939 roku 303 dokumenty
Kontakt z nim zerwał się z
wybuchem wojny Zdradził
go łącznik agent wywiadu
francuskiego Lemoine które-go
Niemcy aresztowali w li-stopadzie
1942 r i 'torturami
wydostali nazwiska wszyst-kich
jego współpracowników
Hans-Til- o Schmidt został
aiesztowany skazany na
śmierć i rozstrzelany w lipcu
1943 r
Kpi Bertrand materiały
uzyskane przez Asche przy-wiózł
do Warszawy 7 grudnia
1931 r i dzięki temu prace
nad rozbiciem szyfrów "Eni-gmy"
szybko posunęły się na-przód
Niemcy byli tak głęboko
przekonani że szyfrów "Eni-gmy"
nikt nie potrafi rozwią-zać
że kiedy w ręce icli wpa-dło
kilka odczytanych przez
Brytyjczyków depesz uznali
iż stało się to dzięki zdradzie
a nie rozbiciu szyfrów Wspo-mniani
polscy kryptoanality-c- y
pracowali nad "Enigmą"
do września 1939 r po czym
Sztab Główny przekazał so-jusznikom
tj Francji i Wiel-kiej
Brytanii maszynę do szy-fió- w
oraz wszystkie dotych-czasowe
swoje osiągnięcia
Maszynę wraz z zespołem
przewieziono do Francji
gdzie polscy kryptoanalitycy
pracowali aż do jej upadku
Jerzy Różycki zatonął na
statku płynącym z Pin Afry-ki
do Wielkiej Brytanii a Re-jcwski
i Zygalski po przyby-ciu
do Wielkiej Brytanii zos-tali
przekazani władzom pol-skim
i pracowali do końca
wojny w biurze szyfrów
Polskie zdobycze stanowiły
niejako fundament wielkie-go
skomplikowanego ośrod-ka
kryplologiczncgo Blelch-le- y
Park Rozszyfrowano tam
tysiące depesz wiele o wiel-kim
znaczeniu strategicznym
które umożliwiały zwycięst-wa
chroniły przed atakami
itp Oczywiście stronaniemie-ck- a
również zdobywała bry-tyjskie
szyfry dzięki temu
np odnosiła tak wielkie suk-cesy
w pierwszych latach woj-ny
na morzach
Dzieło Garlińskiego jest
wręcz fascynujące Niezwykle
dramatyczna relacja o tajem-niczym
nieznanym froncie o
niezwykłych ludziach i spra-wach
dotyczących narodów
"Enigma" jest dziś starym obiektem archiwalnym
Współczesna maszyna szyfro-wa
niewiele zewnętrznie róż-niąca
się od maszyny do pi-sania
automatycznie nadaje
przyjmuje i rozwiązuje naj-bardziej
skomplikowane szy-fry
Jesteśmy przecież w epo-ce
komputerów
Ale dzieje "Enigmy" war-to
poznać
B Heydenkoin
Józef Garliński "ENIGMA"
sir 255 Odnowa-Londy- n
1980 r — Do nabycia w
Księgarni "Związkowca"
cena $19 plus 10% za prze-syłkę
O wosc
MOWA WIEKÓW
Autor: Ks ZDZISŁAW J PESZKOWSKI
Wyjątek z przedmowy: Wsłuchując się w „mowę wieków"
można zrozumieć dlac7ego to prości często ludzie tak dbali
o swe parafie o szkoły wykształcenie organizacje o tożsa-mość
w tej mozaice narodów jakim są Stany Zjednoczone
i Kanada Ilustracje
Cena $500 (z przesyłką $550)
Książka wydana w Orchard Lakc USA 1977 r
Do nabycia w Księgami „Związkowca" 1638 Bloor St W
Toronto Ont M6P 4A8 Wys lamy po uprzednim nadesłaniu
należności Czeki lub Money Order prosimy wystawiać na:
Polish Alliance Press
ł
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, September 10, 1980 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1980-09-10 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2001226 |
Description
| Title | 000579 |
| OCR text | " f — ~ -- t'i — 1 iU ' TŁ j v ' 1 p "i TT t KĄ -- V ' i NR 73 £WtĄ?KOWIEG i śr&Sa mO waaśnia' taft) f ŚTUS Wacław Majerski Z JUL fflh Ml & SLJI Aleksander przejechał dd doma Wali zaraz pć południu dizwi otworzyła mu jej mat-ka i — Dzień dobry — powie-dział i ucałował ją w rękę — Dzień dobry panu — odpowiedziała i badawczo ma niego spojrzała Uderzało ja to że nic powiedział tak jak zwykłe móvił: „dzień dobry 'pani" To „pani" wypowiadał zawsze z pewnym jakby 'tro-chę drwiącym przyciskiem Na począfku okrutnie ją to dener-wowało parę razy w delikat-ny sposób zwróciła mxi uwagę żeby tak Jiic mówił lecz on dalej nawet przesadzał z tym przyciskiem Przesadzał w to-nie i uśmiechał się kpiąco jakby specjalnie chciał ją de-nerwować Żeby nie narażać się córce dla świętego spoko-ju przemilczała te jego kpiny choć nic raz miała chęć mic tylko pokłócić się z nim o to ale po prostu stizelić igo w twarz Była przecież matką Wali i należał się jej szacu-nek Dziś opuścił słowo pa- - ni" i wyglądał trochę na zmie-szanego Rzuciwszy okiem na jtgo odświętny wygląd przez chwilę zatrzymała oczy na bu- -' kiccic pięknych tóż kory trzymał w ręku — Co to na imieniny się pan gdzieś wybiera? — za-gadnęła Zamiast odpowiedzi zapytał ją: — Czy jest już Wala? — Jeszcze z pracy nic wró-ciła — To zaczokam ma nią w pokoju a te ikjwiaty to dla pa-ni przyniosłem — Dla mnie? — zdziwiła się dała krok do tyłu — Tak dla pani — A to z jakiej okazji? Przecież to ani moje imieniny ani urodziny i' nić dzień (ko-biet — Może wymyślimy z Wa-lą jakąś okazję a tymczasem niech je pani przyjmie proszę bardzo Wzięła (kwiaty rozwinęła papier i wstawiła je zaraz do flakonu z wodą rozłożyła równo na boki powąchała i powiedziała: — Pachną cudownie Kiedy mieliśmy własny ogródek ho- - 'dowałam 'kilka gatunków róż uwielbiam róże — Wiem że pani lubi i dlatego je przyniosłem Postawiła flakon iiia stole w pokoju odeszła dwa ikroki od stołu i powiedziała z uśmie-chem: — O już czuć zapach w całym pokoju Aleksander iwłączył telewi-zor i usiadł w fotelu — Zrobię panu coś do pi- cia — mówią przystając w drzwiach do kuchni — obiad to już razem z Walą accic Odchodząc posmutniała To v już lylc_ czasu trwa a ona wciąż nic niożc się przyzwy-czaić i zaakceptować tego że Aleksander przyjaźni się z jej córką bywa u nich jada obiady zatrzymuje się iiia noc a czasami na kijka dni i nocy z rzędu nic może też zaakce-ptować i tego że Wała odwie-dza go w jego mieszkaniu i często nic wraca na noc do domu Kim on jest w końcu dla nich? Ni to (kuzyn -- ni to zięć Ot przyjaciel domu! Bo-że chroń od takich przyjaciół Ileż to razy była wściekła na niego z dziką furią nic raz Łrzuciłaby go ze schodów za-trzasnęła mu drzwi przed mo-ss- m Mówiła o tym Wali ale córka jej była i czulą &ię nie-zależną i nic pozwalała matce ingerować we własne sprawy ale przecież to nic była tylko jej sprawa Cóż miała robić musiała milczeć nawet wtedy gdy jej serce płakało z bólu gdy chciała krzyczeć krzyczeć na cały dom i ina całe miasto Były jednak chwile i dni w których lubiła go dobry był dla nich: interesował się ich życiem i gdy było potrzeba męskiej ręki czy głowy to za-wsze mogły na niego liczyć Może właśnie dlatego gdy po zawale scica wrócił" ze szpila-J- a sama zaproponowała Wali Ł?cby sprowadził się do nich na jakiś czas to będzie się nim opiekowała było jej żal że jest taki sam w swoim mie-szkaniu i bez żadnei opieki Niechby już było jak jest — l' fmo Solarski (Naprzeciw Polskie kartki czasopisma myślała nic raz z -- rezygnacją — tylko żeby wobec ludzi było tak jak trzeba żeby tak jak wszyscy: dobrze im ze so-bą to niech wezmą ślub Dla-czego już blisko trzydzieści lat żyją niby razem a nic ra-zem Ich nikt o to nic pyta ale ją jeśli nic słowami to wzrokiem pj tają sąsiadki zna-jomi L krewni Ona często do-strzega nawet dobrze ukrytą drwinę w oczach ciekaw-skich Ona wciąż musi się wstydzić za nich To nic prawda że ze wszy-stkim co długo trwa można się pogodzić długie iwanie może zmusić do milczenia ni-gdy do akceptacji czegoś co jest niezgodne z naszym we-wnętrzny m przekonaniem Przyniosła z kuchni szklan-kę zimnego kompotu i posta-wiła na stoliku przed Alcksan-die- m — Proszę bardzo niech pan napije się — powiedziała i znowu przez chwilę uważnie popatrzyła na niego Odpo-wiedział „dziękuję" i ani spoj-rzawszy na nią dalej patrzył w ekran telewizora nadawano transmisję z meczu piłkar-skiego Zostawiła go samego w po-koju W kuchni usiadła przed oknem i jeszcze raz po raz setny i tysięczny myślała o lym co ją tak bardzo gnębiło Po pewnym czasie spostrzeg-ła że i do kuchni wcisnął się zapach róż Ten zapach przy-pominał jej własną młodość radował ją Zaczęła się zaita-nawi- ać dlaczego Aleksander przyniósł te kwiaty i dlaczego właśnie jej oddał Nigdy nic przynosił im kwiatów Może coś pomylił Wala już w przedpokoju poczuła zapach róż — Skąd masz róże? — za-pytała matkę która wyszła do niej z kuchni — Pan Aleksander przy-niósł — powiedziała z pew-nym zadowoleniem matka — jest w pokoju czeka na cie-bie Wala zdjęła płaszcz i po-szła do Aleksandra Matka podała im obiad Jedli w mil-czeniu Aleksander wciął był zainteresowany transmitowa-nym meczem jedząc patrzył w ekran Flakon z kwiatami stał przed nim na stole róże pachniały Gdy zjedli Wala odniosła nakrycia do kuchni wróciła do pokoju i 'usiadła w drugim fotelu obok Aleksandra Mecz zakończył się Aleksander wy-- 1 uczył telewizor — Jak tam w pracy? — zapylał — Nic szczególnego się nic wydarzyło — odpowiadała o-boję- tnie — zresztą skorzysta-łam z nieobecności szefa i wy-szłam dużo wcześniej żeby zrobić zakupy a ty jak sic czujesz? — No dzisiaj całkiem nie-źle Wyjął pudełko z papierosa-mi i zapytał: — Zapalisz? — Ja chętnie ale ty nie powinieneś — Od rana prawie wcale nic paliłem — Ty musisz skończyć z paleniom jeśli chcesz być zdrowy Słuchaj lekarza bo w końcu po co do nieco cho-dzisz? — A! — Aleksander ma-chnął ręką Zapalili obydwoje Dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu Wala głęboko wciągała dym a Aleksander paiił bardzo ostrożnie nic zaciągał się Po zawale serca lekarz zalecił mu całkowite zaprzestanie pale-nia ale on nic mógł laik od razu rzucić papiciosów palii od dwudziestego roku życia czyli równo trzydzieści trzy lata Starał się palić jak naj-mniej miał nadzieję że powo-li odzwyczai isie — Od kogo te róic otrzy-małeś? — zapytała Wala — Kupiłem — Tak po prostu kupiłeś i już? — Kupiłem i przyniosłem — Nigdy do tej pory nic przynosiłeś — Przyniosłem je dla ma-my — Ooo! A lo z jakiej oka Pharmacy Ltd kościoła św Kazimierza) © Zioła Zakonnika O Urząd Właściciele: J SOLARSKI i S SALAPATEK Szybka i łania wysika lekarstw do Polski O Agencja Pekao © Wysyłka paczek I pieniędzy do Polski © i Pocztowy © Sprzedaż biletów 149 RoncesvalIes Avcnuo — Tel 536-545- 2 8I-- P WWWMidAWWW4At'%tfjlVVAAA s o ® © zji? — roześmiała się wesoło — Wahr chciałem Ci coś powiedzieć — Słucham mów — zało-żyła nogę na nogę i wygodnie usiadła w fotelu zaciągnęła się dymem a potem wypuści-ła go ostentacyjnie prosto w sufit Przyglądał się jej badaw-czo Wyglądała poważnie by-ła tylko o' kilka lat młodsza od niego Usiłował w jej Iwa-rz- y pokrytej drobnymi zmar-szczkami i ciemną cerą ujrzeć jej dawne rumiane policzki w jej przygasłych oczach dawne śmiejące się dziewczęce źre-nice w jej ustach — No mów słucham cze-mu tak na mnie patrzysz? — Walu — powiedział po-ważnie a polem uśmiechając się rzekł: — Walu chcę ci sic oświadczyć Parsknęła śmiechem ale za na z spoważniała — Żaitujcsz? — Nic mówię cakiem se-rio — To mama się ucieszy — powiedziała w zamyśleniu — A ty? — Ja także się cieszę cho-ciaż dla mnie to już mogłoby pozostać i tak jak jest przy-wykłam ale dla niej — To wszyislko ci jedno? — patrzył na nią uważnie — Zbyt długo czekałam na tę chwile — Czekałaś? — A ty jak myślałeś? — Nigdy mi o tym nic po-wiedziałaś — Tak najpierw marzy-łam o takiej chwili potem czekałam a potem już zesta-rzałam się — powiedziała prędko i dłońmi zakryła twarz lozplakała się Florian Śmieja $l & ? Ę Cieszy mnie że ustawiczne wołanie o książki o wydawa-nie a przez to o wydzieranie przemijaniu świadectwa czło-wieka w naszym wypadku Polaka podejmowane są co-raz liczniej przez innych że zaczynamy zdawać sobie spra-wę z wagi słowa drukowane-go zwłaszcza w języku angiel-skim że istotne jest zaopatry-wanie bibliotek w wartościo-we dzielą przedstawiające sprawy nas obchodzące w rze-telnym naukowym ujęciu Jan Nowak pisząc o kolejach życia profesora Janusza Za-wodnego zanotował jak ten dzielny akowiec przybywszy do Stanów Zjednoczonych w bibliotece stanowego uniwer-sytetu Iowa znalazł zaledwie dwie książki o Polsce: "Polish Persccutions of Ukrainian Minority" oraz "Polish Pcrse-cution- s of Jewish Minority" W rezultacie ogromnego wy-siłku badawczego a później wydawniczego powstały dwie wybitne jego książki: "Death in the Porost"' rzecz o zbrod-ni katyńskiej oraz "Nothing but Glory" praca o Powsta-niu Warszawskim Obie książ-ki które po trzy lata musia-ły przebijać mur obojętności amerykańskich wydawców w końcu poszły w świat w licz-nych wydaniach i przekła-dach Niewielu stać na dokona-nie profesora Zawodnego Wszyscy jednak możemy do-pilnować by lokalną biblio-teka posiadała oba jego dzie-ła Honor nasz tego minimum wymaga Zasłużona dla kultury pol-skiej Amerykańska Rada Pol-skich Klubów Kultury wyda-ła nową książkę: antologię poetów polsko-amerykań-skic- h Angielskie teksty dwu-dziestu dwu poetów i czte-rech poetek (najstarszy uro-dził się w 1920 najmłodszy w 1952) dają po raz pierwszy wyobrażenie o rozległości i jakości wkładu pisarzy pol-skiego pochodzenia do poezji amerykańskiej Autorem wy-boru jest Viclor Contoski sam uznany poeta W książce pragnie zaprezentować dobrą poezję wykazując że jej wachlarz jest szeioki od za-patrzenia w tradycyjne war-tości kultury europejskiej po wypowiedzi rygorystycznie in-dywidualne Tylko niektórzy poeci sięgają wyraźnie do polskiego dziedzictwa inni czerpią z nowego jeszcze inni zafascynowani są wyobraźnią A wszyscy na swój specyiiez-n- y sposób jako twórcy poz-walają nam lepiej rozumieć siebie i życie Książka jest ważna jako okazja do wzajemnego pozna — Wału — rzekł i przybli-żył się do niej lecz nie do-tknął Jej ręką patrzył tylko na szlochającą i myślał: „tyle lat cierpliwi? czekała i nigdy nie powiedziała rai o tym" gdy się uspokoiła przytulił ją do siebie i powiedział: — Walu nic wszystko stra-cone jeszcze przed mami spo-ry szmat życia będziemy już zawsze razem i tylko razem Uniosła głowę i uśmiecha-ją- c się przez Izy i patrząc mu w oczy z nieopanowaną dzie-wczęcą radością wykrzyknęła: — Przestanę palić! Tym „przestanę palić" jak-by mimo woli chciała położyć pierwszą cegiełkę pod ich przyszłe wspólne życic W drzwiach pokoju stanęła matka zobaczywszy ich przy-tulonych do siebie chciała się wycofać lecz Aleksander za-trzymał ją gestem ręki i po-wiedział Siniejąc się: — Wala mówi że przesta-nie palić — Pan też mógłby prze-stać szkodzi to panu — po-wiedziała poważnie matka — Mamo Aleksander o-świa- dczyl mi się co ty na to!? — zawołała Wala Cień smutku niedowierza-nia i lęku przebiegł po twarzy matki — Czy to prawda? — za-pytała z Ickiem — Tak prawda tylko Wa-la mnie nic chce — powie-dział wesoło — Miałaby rację Kto lo widział tyle lat zwodzić dzie-wczynę — iw głosie matki by lo rozżalenie i gniew chyba ostatnie zagniewanie na Ale-ksandra — To pani nie zgadza się na nasz' ślub? — Jeśli to prawda — nic dokończyła zdania zakryła oczy przypiętym do pasa far-tuchem — Jutro nasz ślub niech mama pizy gotuje uroczysty obiad — mówił Aleksander o nia się poetów i czytelnika nie tylko Polonii ale szero-kiej publiczności w obecnym czasie łagodzenia etnicznych animozji Tytuł jest jedno-znaczny: "Blood of their Blood" a więc "Krew z krwi" Do tego antologię zdobią in- -' teresujące wycinanki Wiesła-wy Contoski Ceną $495 jest przystępna Powitajmy nie byle jaką inicjatywę Wynotowałem sobie słowa Brunona Schultza tragicznie zmailego podczas okupacji aitysty i pisarza wedlo rela-cji jego przyjaciela Andrzeja Chciuka: "Rzeczywistość życie real-ne wszystko co jest w tym życiu jest tak mało tak jest kiuche że nic ma sensu krzą-tać się wokół jego spraw i trosk Bo co? Bo jeszcze je-den tysiąc zloty cli jeszcze je-den zaszczyt jeszcze jedna zdobyta kobieta? No i co? To wszystko wokół czego więk-szość ludzi drepce z uporem z zapobiegliwością się krząta nie ma — patrząc na to z właściwej perspektywy — głębszego znaczenia jest to życie mrówek i karakonów skazanych na śmierć i rychły niebyt Rozkosze i uroki real-nego życia dla prawdziwego aitysty mało znaczą w każ-dym razie nie waile są by za nimi biegać To zabiera czas a czasu twórca ma zaw-sze mniej niż pomysłów Lęk przed śmiercią ten najważ-niejszy czynnik w życiu czło-wieka lęk przed przemija-niem który każdy na inny sposób stara się w sobie za-głuszyć pi zezwy ciężyć można tylko tworzeniom Tylko to coś znaczy To co pozostaje po nas na drogach zapomnie-nia" t-- Raz po raz bywam świad-kiem kłopotów autorów z wy-dawcami czy nazwijmy to skromniej piszących i redak-torów Często wynikają z ta-kich "scysji urazy i żale Dla-tego warto zacytować słowa domniemanego poszkodowa-nego wedle "Wiadomości": "Ilekroć redakcja odeśle mi'rckopis z odmową umiesz-czenia jest mi przykro ale się nie obrażam zanim nie odpowiem sobie uczciwie na następujące pytania: 1 Czy jestem geniuszem lub co najmniej znakomitym pisarzem? A jeśli nie 2 Ile tygodni lub miesięcy zajęło mi obmyślanie xi twoi u studia nad poruszonym zaga-dnieniem zbieranie materia-łów itp 3 He napisałem wersji swo-jego utworu? 4 Czy lego co powiedzia —' będą jeszcze dwia osoby oprócz nas Po raz pierwszy powiedział do niej mamo zauważyła to — Dlaczego to już jutro przecież nie zdaźe niczego na-wf- et kupić — Musimy się" spieszyć — Trzydzieści lat nic a te-raz wszysko tak nagle tak wam leraz pilno — Tak pilno nie mamy ani chwili do stracenia — mówił Aleksander — Skoro tak to już się u-bicr- am i idę do sklepu może jeszcze dostanę jakieś mięso a jak nic lo zajmę sobie kolej-kę na jutio rano — powie-działa matka i już odpinała fartuch od pasa — Niczego nic trzeba ku-poy- ać wszytko co potrzeb-ne jest już w moim mieszka-niu zaraz pojedziemy z Walą i przywieziemy — To dobrze jedźcie a ja posiedzę sobie tiochę w kuch-ni pomyślę coś mf się słabo zrobiło W kuchni usiadła na tabo-recie pizy oknie Nalała so-bie hei baty nie dlatego że chciało jej się pić ale zrobiła to odiuchowo bez pamięci Opaiła okieć na parapecie na dłoni twarz ułożyła i patrzyła w dal za szybą Nagle trzy-dzieści lat lat nadziei niepo-koju gniewu i wstydu uległo skróceniu do jednego dnia niemalże do jednej chwili Oto Wala ten mały bobas lak pię-dk- o dorosła i już wychodzi za mąż a jej matczyne serce roz-piera ladość Ten Aleksander to wcale do rzeczy chłopak będzie z niego całkiem dobiy mąż nawet zakupy już poro-bi! na wesele i jej róże przy-niósł za to że mu Walc za żo-nę oddaje Myślała o nim jak-by go znała co najwyżej kilka tygodni Och — dzieci moje dzieci — wyszcp'aia i rozpła-kała się ze szczęścia A zapach róż wypełniał ca-łe mieszkanie łem w wersji ostatecznej na-prawdę nic dałoby się powie-dzieć lepiej a zwłaszcza zwię-źlej? 5 Ile godzin poświęciłem na rewizję wygładzanie spra-wdzanie faktów nazw naz-wisk imion danych i dat?" Przyszedł mi na myśl nie żyjący już poeta i pisarz któ-ry kiedyś w Anglii przyjechał do mnie nowym eleganckim wozem darem zagranicznego milionera o którym mój zna-jomy napisał duży artykuł Ale takie szczodre gesty nie-stety należą raczej do wyjąt-ków Bo K't Toeplitz skar-ży się: "Jeśli kelner dobrze obsłuży klienta wręcza mu się napiwek Jeśli jednak ja obsłużę kogoś przyzwoicie w felietonie lub recenzji — ni-komu nic wpadnie do głowy żeby wsunąć mi za lo parę złotych Ze niby on prosty lo może zarabiać a ja mam za darmo uprawiać życie inte-lektualne?" "Jeden z moich znajomych który ma zwyczaj późnego wracania do domu wręczając za każdym razem dozorcy na-piwek za otwarcie bramy o-powi- adał mi że pewnego ra-zu zasiał swego dozorcę maj-strującego przy własnym sa-mochodzie Oczywiście mój znajomy nie mą i nigdy nie będzie miał samochodu bo nie pozwala mu na to jego pozycja zawodowa Czy w lej sytuacji nie byłoby więc spra-wiedliwsze żeby to właśnie dozorca wręczał mu za każ-dym powrotem do domu pięć do dziesięciu złotych za to że się tak męczy po nocach podczas gdy inni lokatorzy wylegują się w łóżkach i od-kładają pieniądze na samo-chody? A przecież mój znajo-my nie tylko łazi po nocach ale w dodatku musi jeszcze być jako tako ubrany żeby go wpuszczali do lokali jako literat zaś musi kupować książki chodzić do teatru i do kina i w ogóle ponosić cały szereg wydatków od któ-ijc- h zwolnieni są prości lu-dzie" Dopiero ze wzmianki w ka-towickim czasopiśmie dowie-działem się o wyjściu w 1976 w Toronto "Karuzeli" zbioru fiaszek dowcipów i spostrze-żeń Utwory te pisane sobie a muzom na modlę Sztaudyn-gera wydał dzięki pomocy przyjaciela 1 T Biskup i ro-zesłał znajomym z wcale słu-sznym stwierdzeniem że: "Jeszcze polskie słowo na emigracji nic wymiera Jeśli na takie wierszoklcclwo st: inżyniera" W e!ka Od zakończenia wojny mi-nęł- o już 35 lat ale nie wszy-stkie jej tajemnice zostały ujawnione Nie odnosi się to do dokumentów dyplomatycz-nych i politycznych — za wy-łączeniem oczywiście sowiec-kich gdyż Moskwa nie opu-blikowała dotychczas ani też nie udostępniła obcym bada-czem swoich dokumentów ar-chiwalnych — ale' do wojsko-wych dotyczących różnych broni metod walk z wywia-dem własnego wywiadu i kontrwywiadu Nie są lo jed-nak dziedziny szczelnie nie-dostępne gdyż wielu aktyw-nych uczestników owych taj-nych akcji ogłosiło swoje wspomnienia ukazała się rów-nież w oficjalnych wydawnic-twach państw zachodnich część wyselekcjonawanych materiałów archiwalnych I tak odsłonięto tylko część tajemnic Bletchey Park bry-tyjskiego ośrodka kryptolo-giczneg- o gdzie pracowało po-nad 10000 osób nad różnymi zagadnieniami związanymi z wszelkiego rodzaju tajnymi broniami Tam obok wielu wybitnych naukowców znaj-dowała się ekipa matematy-ków kryptoanalityków wyna-lazców technicznych i wielu innych specjalistów Tajemniczą bronią która wprawdzie nie strzela ale jest niebezpieczna stosowana od wieków przez wiele naro-dów to szyfr: tajna metoda przekazywania wiadomości W miarę rozwoju techniki szy-fry stawały się bardziej skom-plikowane jak i metody' prze-kazywania ale nie będziemy się tym tutaj zajmować bo i praca którą zamierzamy o-mó- wić ogranicza się do bar-dzo zwięzłych informacji Książeczka podzielona na dziesięć cykli ma także część gwarową Autor jest śląza-kiem i aczkolwiek Ślązacy w porównaniu z mieszkańcami innych regionów kląć nie po-trafią Biskup zebrał kolum-u- ę 193 wyzwisk na dowód że mimo oddalenia od swojej ziemi potrafi sobie po śląsku "poprzezywać" Oto początek owej listy: Łociorzu sknyro slrzym-pi- e psikusie lompie knur-pi-e honcwocie chamroku chąchorze trombo mamlą-si- e pachorze bomeloku buksie najduchu gramulo skrzocie pieruchu Wydawnictwo pokazuje pie-tyzm dla rodzinnej ziemi jej ludzi i dla szkoły nauczyciel-ki łaciny i greki które "uni-wersalnym inżynierom od spawania" dotąd z głowy nie wywietrzały Patrzcie i podzi-wiajcie młodzi t # y Pisałem kilka razy o staro-ści Nie jest lo temat do żar-tów bo każdy z nas nie-uchronnie ku niej się posu-wa Niemniej jest to ludzki problem i liczyć się z nim mu-szą instytucje dbające o swą żywotność A że nie jestem odosobniony w traktowaniu tego tematu zacytuję para-graf z książki "Na przełaj" znanego dyplomaty Kajetana Morawskiego: "Rozglądając się w czasie akademii patriotycznej po trybunie prezydialnej nie mo-głem opędzić się od myśli ile zgromadziło się na niej za-wałów serca katarakt głu-chot gośćców i paraliżów mniej lub więcej postępo-wych żadną encyklopedia medyczna nie wystarczyłaby na wyliczenie wszystkich do-stojnie przez- - nas reprezento-wanych schorzeń i ułomności Istny szpital lub nawet dom przedpogrzebowy" ) Z nie drukowanych liryków domowych: Mlecze Nasz najmłodszy syn Ju-lek raz po raz filozofuje Dziś mnie zapytał dlaczego dobry Bóg stworzył mlecze Więc pomyślałem i mówię: no żeby właściciele podmiej-skich domków z ogrodem mieli co plewić w trawie A my jako rodzina zgrana i matematyczna mamy swój egalitarny oraz skuteczny sy-stem: naszym codziennym za-daniem jest wykopać na gło-wę dwadzieścia pięć mleczy Przeczuwałem że wielodziet-noś- ć w jakimś stopniu prę-dzej czy później musi się opłacić koncentrując się na "ENIG-MIE" W ostatnich trzech latach ukazało się szereg prac na ten temat w tym i wspomnie-nia kilku zaangażowanych ale dopiero książka Józefa Garlińskiego która jednocze-śnie pojawiła się w języku angielskim daje pełny obraz fantastycznych dziejów "Eni-gmy" Enigma — znaczy zagadka Tak nazwał niemiecki inży-nier Arthur Scherbius skon-stuowa- ną przez siebie w 1923 r maszynę do szyfrowania którą opatentował w 1928 r Była ona do nabycia na ryn-ku handlowym W 1929 r Reichswehra zainteresowała się la maszyną i zamówiła — oczywiście z zachowaniem jak najdalej idącej tajemnicy — znaczną ich ilość Potem ma-szyna ta została wycofana z rynku Dziwnym zdarzeniem wy-padków "Enigma" znalazła się w Warszawie w pierwszą sobotę stycznia 1929 r Do urzędu celnego zgłosił się przedstawiciel niemiec-kiej firmy handlowej pro-sząc o natychmiastowe ode-słanie omyłkowo skierowanej do niego skrzyni ze sprzętem radiowym Celnik był zdumio-ny tą interwencją gdyż fir-ma nie została jeszcze zawia-domiona o nadejściu przesył-ki nabrał pewnych podej-rzeń wobec tego zlecił klien-towi zgłosić się w poniedzia-łek gdyż urząd celny w so-botę w godzinach popołudnio-wych nie załatwia stron Urząd celny zawiadomił o tej sprawie wojskowe wła-dze które przystąpiły do zba-dania przesyłki Dwaj cywilni inżynierowie wybitni specja-liści radiowi udali się do u-rzę- du celnego gdzie pod nad-zorem oficera z biura szyfrów radiowywiadu rozpakowano skrzynię Ku zdumieniu icli zamiast sprzętu radiowego znajdowała się w niej maszy-na do szyfrowania Zdobycz nielada Zbadano ją bardzo dokładnie dokona-no wiele zdjęć odrysowano układ zbadano mechanizm działania po czym wszystko spakowano nie pozostawiając żadnych śladów naruszenia tej przesyłki ówczesny kierownik radio-wywiadu i szyfrów na Niem-cy por Maksymilian Ciężki postanowił zdobyć oryginal-ną "Enigmę" która była w handlu w Niemczech dostęp-na dla wielkich firm handlo-wych Wydelegował w tym ce-lu do Berlina inż Pallutha współwłaściciela fabryki sprzętu elektrycznego który był związany z II Oddziałem Pallulh nabył "Enigmę" za pośrednictwem pewnego nie-mieckiego przemysłowca i przywiózł ją do Warszawy Wyciągnięto zdjęcia i rysunki owej tajnej maszyny zbada-nej w urzędzie celnym w Warszawie wr styczniu 1929 r i stwierdzono iż odpowiada kupionej "Enigmie" Gdy radiowywiad ustalił iż Niemcy zaczęli się posługiwać maszyną szyfrową zastana-wiano się czy maszyna w uży-ciu Reichswehry jest taka sa-ma jak ta którą była na ryn-ku handlowym Rozmyślania te jednak niewiele pomogły do "rozgryzienia" Enigmy nad czym pracowało 3 mło-dych matematyków: Marian Rejcwski Jerzy Różycki i Henryk Zygalskl przeszkolo-nych na kursie kryptologów w Poznaniu Cenną pomoc otrzymali oni od odpowiedniej komórki wy-wiadu francuskiego na czele której stał kpt Gustavo Ber-trand Kontakt między szta-bami Polski i Francji był ży-wy przekazywano sobie wza-jemnie informacje wywia-dów Kpt Bertrand wiedział więc że Polacy pracują nad rozbiciem szyfru niemieckie-go Agenci francuscy starali się zdobyć informacje które niemal same wpadły im w rę-ce Jesienią 1931 r kpt Henri Navarre zakomunikował kpt Bertrand że nawiązał kon-takt z młodym Niemcem na-zwiskiem Ilans-Thil-o Schmidt zatrudnionym w biurze szyf-rów Reichswehry który sam zgłosił gotowość pracy dla wywiadu francuskiego Przed pizyjęciem oferty przeprowa-dzono dokładne badania jako że zachodziła możliwość pro-wokacji Agent otrzymał pseudonim Aschć żądał wy- sokich sum za dostarczany materiał spotykał się w bli-skich miejscowościach po drugiej stronie granicy nie-mieckiej dysponował czasem tylko w soboty i niedziele Lubił szerokie wesołe życie Działał niewątpliwie z pobu-dek materialnych ale zda-niem kpt Bertranda musiały również odgrywać rolę i inne On to dostarczył kompletny klucz do "Enigmy" i do dzia-łania biura szyfrów i pod-słuchu Ogółem dostarczył od jesieni 1931 r do połowy 1939 roku 303 dokumenty Kontakt z nim zerwał się z wybuchem wojny Zdradził go łącznik agent wywiadu francuskiego Lemoine które-go Niemcy aresztowali w li-stopadzie 1942 r i 'torturami wydostali nazwiska wszyst-kich jego współpracowników Hans-Til- o Schmidt został aiesztowany skazany na śmierć i rozstrzelany w lipcu 1943 r Kpi Bertrand materiały uzyskane przez Asche przy-wiózł do Warszawy 7 grudnia 1931 r i dzięki temu prace nad rozbiciem szyfrów "Eni-gmy" szybko posunęły się na-przód Niemcy byli tak głęboko przekonani że szyfrów "Eni-gmy" nikt nie potrafi rozwią-zać że kiedy w ręce icli wpa-dło kilka odczytanych przez Brytyjczyków depesz uznali iż stało się to dzięki zdradzie a nie rozbiciu szyfrów Wspo-mniani polscy kryptoanality-c- y pracowali nad "Enigmą" do września 1939 r po czym Sztab Główny przekazał so-jusznikom tj Francji i Wiel-kiej Brytanii maszynę do szy-fió- w oraz wszystkie dotych-czasowe swoje osiągnięcia Maszynę wraz z zespołem przewieziono do Francji gdzie polscy kryptoanalitycy pracowali aż do jej upadku Jerzy Różycki zatonął na statku płynącym z Pin Afry-ki do Wielkiej Brytanii a Re-jcwski i Zygalski po przyby-ciu do Wielkiej Brytanii zos-tali przekazani władzom pol-skim i pracowali do końca wojny w biurze szyfrów Polskie zdobycze stanowiły niejako fundament wielkie-go skomplikowanego ośrod-ka kryplologiczncgo Blelch-le- y Park Rozszyfrowano tam tysiące depesz wiele o wiel-kim znaczeniu strategicznym które umożliwiały zwycięst-wa chroniły przed atakami itp Oczywiście stronaniemie-ck- a również zdobywała bry-tyjskie szyfry dzięki temu np odnosiła tak wielkie suk-cesy w pierwszych latach woj-ny na morzach Dzieło Garlińskiego jest wręcz fascynujące Niezwykle dramatyczna relacja o tajem-niczym nieznanym froncie o niezwykłych ludziach i spra-wach dotyczących narodów "Enigma" jest dziś starym obiektem archiwalnym Współczesna maszyna szyfro-wa niewiele zewnętrznie róż-niąca się od maszyny do pi-sania automatycznie nadaje przyjmuje i rozwiązuje naj-bardziej skomplikowane szy-fry Jesteśmy przecież w epo-ce komputerów Ale dzieje "Enigmy" war-to poznać B Heydenkoin Józef Garliński "ENIGMA" sir 255 Odnowa-Londy- n 1980 r — Do nabycia w Księgarni "Związkowca" cena $19 plus 10% za prze-syłkę O wosc MOWA WIEKÓW Autor: Ks ZDZISŁAW J PESZKOWSKI Wyjątek z przedmowy: Wsłuchując się w „mowę wieków" można zrozumieć dlac7ego to prości często ludzie tak dbali o swe parafie o szkoły wykształcenie organizacje o tożsa-mość w tej mozaice narodów jakim są Stany Zjednoczone i Kanada Ilustracje Cena $500 (z przesyłką $550) Książka wydana w Orchard Lakc USA 1977 r Do nabycia w Księgami „Związkowca" 1638 Bloor St W Toronto Ont M6P 4A8 Wys lamy po uprzednim nadesłaniu należności Czeki lub Money Order prosimy wystawiać na: Polish Alliance Press ł |
Tags
Comments
Post a Comment for 000579
