000376b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
fv r 'f { r-s-M-cjwH
n "ZWIĄZKOWI eg" USTOPAD (Njytrnfe-- ) Szhzłt T — 1?53
terzy Giżycki
HA POŁUDNIE 00 PBEKŁA
Opowieść i kraju na południe od lego pieklą na ziemi Sahary
i„i i
fid kwNkndł krótki rozkaz -
i' -- iiciaipnia rrn7nv
--iira( 7 jijwn-j- " o j
„ni czkim nahajem
-l- oAd-złnwiek opadł na czwo-"!- U f''im otworów raz jesz- -
E Arannc sprawdzając dla niego tjl
M """"" -- y msu U flOWC ('"
tam iz-- 1 'aKls P°LJ' wv""i"---
- łra
i„
z
"
Lnaw e wrescic wstał i ski
irdnC- - llliuj-anu- n is s '„ m dcnał się na brzuchu i
Łnaldo ttii'i" _ jpnez ihv i0 i'ŁKd" w 's:iiiu "- -
u ac Um-ai- c l idjt'iiinnŁcgu nem
[LioWOIM piKZCIO KII uuuiuimu Jdi- -
KttileniP ''iccka
5'2r nlUrAM lUSnilULIIUdl MC JVUllc)
' ut ri'i=a nua znyi naowyręzo- -
nshaiem rn-n irzuuccjiMł iai -- cuV i™ L-cuiai-rc
Co nmui
0n m0vu ' tłumaczył Mussa —
tt debrze
3Roz!e£ł sic odgłos krótkiego szamo- -
i3 potem vclcst ciągnionego po zie- -
inala Po chwili w mrocznym wejściu
Lel jane P1? "laPacza"
je?o louai7we enwyem go za nogi
jriekh wolno
[ffjjczdzająo " brzuchu spod ziemi
Hmstek ciągnął za souą KroKociyia
u recc tmmały zwierzę za pysk
ier} palce każdej ręki wpijały sie w
fckka rozowa skore poa aoiną szczęKą
Ui zas blN wbite w głębokie doły
otuartsnu nieruchomymi oczami
kodla Ten prawie się nie bronił Z
Łzcz} błyskającej zębiskami o kilka-Ki- e'
centvmet'row od głowy murzyna
ruał się chwilami ten dziwny głu-'je- k
który dochodził przedtem spod
mi
'Przyzna pan ze scena jest nieco
lenna" zagadnął Leblanc gdy Iowa- -
lizę myśliwego związali w obwarzanek
Ikodyla przyniesionymi sznurami
Połów trwał
Wreszcie Leblanc dał znak do po
rtu Naprzód dreptali murzyni obła- -
sani związanymi krokodylami Za ni- -
jechał gard na swym ognistym ogic- -
ktory tańczył i szarpał wodzami
lecierpliuonv zbyt wolnym dla niego
jnpem pochodu Wreszcie o kilkadzic- -
tlrokow z t}łu — Ken z Leblanc
CS(K=(I
Maria Rodziewiczówna
Pożary Zgliszcza
)s=x1i:=io ()=()=()0
Woda kmnrzki zmywała ślady lez z
fi rzezttiła do odświeżała
sił Tłumy się rozchodziły na
ery stron świata skupione przejęte
mieniem Boga na ustach
Siudzianka zwało się to miejsce
Duoch ksiczv obsługiwało kościół
fen staruszek biały jak gołąb od lat
Eraziestu spełniał tu obowiązek pro
Mza drugi mlodw niedawno przysiad- u pomocy starcowi blady nikły su- -
!iiiK z oczami z pięlnem
"ci na chudvch policzkach Księża
xan w mahm domostwie o kilka
kroków A fi kościoła nic uprawiali
ogród d ani pola zvh z ofiar pici- -
pinott sannwani powszechnie
nazajutrz pn potyczce na grobli msze
pjstą odprawiał proboszcz wobec licz
'Zeoranyih wiernych a towarzyszy!
'jzensiuu 7 choru śpiew kobiecy czy-- _
młodzienc 7 a tak oieknv ze mimo
11 niekied głowy pobożnych zwraca- -
Sl° do niginow podziwu pełne 1 za- -
HU
Cista panowała skupiona Śpiew się
"zit ciaieko przez otwarte drzwi
'llCiny letni ranok- - AnrhrUU wvra7
Usu duoch soóźnionvch oiclurzy
co przcśtepnwali bramę ogrodze- -
'UH-icineg-n
"fen pozostał Wś-łiirlmr-w nnaiK' o
'!oikrniu- - dru8' zd'jSł czapkę
ru w Kościoła 1 począł wdrapywać
drCWniann cphnrU-- ! nrrm-arWop- p
poru Otworzył drzwi na
pym
RŁ
"Slunal sie nin ehrae bvć słv- -
rOmimo tri troski twnipi iniewmana
l™ głowę 1 powitała en lekkim ski
P-51- 11 Bla łn Wl-irlL- - WicmiinH rcm -
i
'
jej nieodstępny Mąka
"fy Stra7tiil- - kit „:„ a„ -- „
rn!1C] naniPnl-- m„„i„„ł„ p_
t$) rękę 1 czekał az śpiewać prze-- '
chwili ksiądz zaintonował mod
pociła się do sługi
- 7}'' ~~ sPvtała cicho
iorow 1 cały
przyprowadziłem z sobą! — po-- h~I ""arewnez
Łfn —J'a UlWI -- '
co To nieostrożność Ignacy!
su K'o spotkać Wiesz jak Moska
i
25
W peumm momencie gdy byli jesz
cze o kilka kilometrów od farmy do
swiadczalncj pochód skręcił z drogi na sciezke wiodąca w głąb lasu
"Coz to — jeszcze mało panu kroko- dyli'" spytał Ken
"Jediemy do wsi Iapac7 Zobam
pan scenę su lecenia gri-gr- i "
Ściemniało się szbko jak to zwklc
pod zwrotnikami i gdv w jakieś pół go-dziny
później zbliżali się do malenkiei
wioski myśliwych — dzieciaki i kobiety'
wyszły na ich spotkanie z pochodniami z
suchych traw
Rozpalono ognisko u stop świętego
baobabu dokoła którego gi u powało się
osiedle W blanku rosnących płomieni
wynurzyły się z ciemni ponad głowami
nowoprzybyłych ogromne koślawe ko-nary
pełne guzów i dziupli obciągnięte
gładką lśniącą kora nibv skora czatu
jących na zdobycz potwornych węży
Oświetlone od dołu twarze otaczają-cych
ich kołem mumnow nabierały ja- kichś dziwmch zwieizęcych wyrazów —
karykaturalnych skrótów masek o nad-miernie
pogłębionych oczodołach z któ-rych
błyskały białka wywioconych jak-by
oczu
Przyniesiono największego krokody-la
z połowu Sześciu młodych myśliwych
po trzech i każdej strony trzymało
zwolnione z pęt wyrywające się zwie-rzę
Siódmy siedzący na kar-ku
owinął długimi małpimi palcami
ogiomny płaski łeb zwierzęcia i uniósł
mu głowę pod którą stary kapłan pod-sunął
dwie małe tykwy wypełnine ja-kimiś
tajemniczymi rupieciami Potem
wyjął noz pizeciągnął go parę razy sta-rannie
po podeszwie swej bosej nogi
i począł wodzić nim po gardle krokodyla
Ken żachnął sie gdy wtem za nim
rozległ się jakby stłumiony jęk
Mussa olbrzymi gard atleta które-go
tak podziwiał Leblanc — poszarzały
na twarzy trząsł się i słaniał na rozdygo-tanych
nogach
Ken odwrócił się by wskazać na nie-go
Leblanc i machinalnie spojrzał na
scenę ofiary
Stary pizcpilował wreszcie cienka
łuskę na podgardlu zwierzęcia i ciachnąl
nozem z całej siły Z szeroko rozciętego
gardła buchnęła z okropnym bulgotem
na podstawione talizmany i na kościste
łapy starca szybko gęstniejąca posoka
o=Q'g=or=f
18
i
powrotu
mistyka
ostrożnie
okrakiem
0s0Q=(=qtP==30== rJS
le szukają owego przewodnika — i ty
wiedząc o tym piowadzisz go tu w bia-ły
dzicn
— Niech panienka posłucha' Według
rozkazu poszedłem po wieści o nim do
partii Znalazłem tylko pana Kazimierza
a ten mnie obasnił ze zle z naszym pa-niczem
ze partię rzucił 1 zbuntował się
ze no lam nie ma Zląkłem się okropnie
po:Jlcm za nim na clnbil trafił Cu
dem spotkałem dziś rano Szedł sobie bi
tym traktem piosto do miasteczka —
zamruczał coś gdym go powitał nawet
nie spojrzał
"Paniczu — zacznę — boj się pan
foga a lot tu marudciów pełno panicz
7ycie ryzykuic'"
"To i coz — powiada — myślisz 70
dbam o życie dokucwlo mi dosc dotych
cas a teraz ostatecznie obizydło Id- -
swoja droga stary daj mi pokój'"
Z oczu mu zle patrzyło wiec go nic
puściłem isc 1 powiadam "Panic u a
moja panienka''"
Stanął chenł cos powiedzieć ale mil-czał
a jam go zaczai prosić 1 zaklinać
błagać 1 namawiać by tu przyszedł c'o
was by was zobaczył by o was pamię
tał zehy mnie posłuchał jeśli was ko
cha' No 1 przyszedł'
Cos sie bardzo nie podobało Władce
w narracji
Co? Tego Makarewicz nie wiedznł
ale zmartwił się okropnie gdy amiast
uśmiechu zobaczył chmurę na twarzy
— i krótkie ale wmown" naganą spoj-rzenie
Zwróciła się do organu nie ra-cząc
słowa powiedzieć
'— Et cum spintu Tuo!' — zabrzmiał
jej pełny głos
Makarewicz przestąpił z nogi na no-gę
wyciągnął palce ze stawów potarł
ręka po łysinie 1 westchnął
— Ha to trzeba powiedzieć paniczo-wi
zcbv szedł einać" — mruknął półgło-sem
podnosząc czapkę z ziemi i szyku-jąc
się do odejścia
Zatrzymała go spojrzeniem Nabrał
śmiałości
— Panienko można go zawołać —
szepnął - Niech popatrzy chwilę na
was to mu sie zal zrobi umierać Czyż
wam go nie szkoda?
Skinęła głową wypadł uszczęśli-wiony
1 1 duchem TttoiiiT tląc
SEHHEas
Z nieludzkim rykiem Mussa skoczył
ku kręgowi widzów rozbił go niby kii
nem i znikł w otaczającej nocy
Leblanc wybuchnął cienkim jazgo
lliwym śmiechem
"Zapomniałem" chichotał wśród po
wracających iciąz spazmów histerycznej
wesołości" ze to bydlę należy do klanu
krokodyli Mnie tez by było nijako gdy-bym
asystował przy tym jak podrzynają
cardło mojej babce Ha ha ha' Chyba
ze bym nual po niej dziedzicz c"
Rozdział XI
Krotka wizyta u Leblanc więcej za-szkodziła
Kenowi niz porrucła Wrócił
na plantację w stanie depresji i obrzy-- ]
dzenia do samego siebie
Nata — oddany i bystry obserwator
— był dla niego jakby stałym wyrzutem '
Brutalność Leblanc i pasywność Kena
w stosunku do niej były ostrzeżeniem
Przeglądając w swych mslach szczegó
ły pohytu na farmie doświadczalnej Ken
7dał sobie sprawę ze jezch nie opanuje
się w porc — "Afryka da mu rade" jak
to ujmowali doswiadzeni "koloniale"
Mozę nie fizycznie chociaż ostatnio był
on rdecdowanie w zlej kondycji ale
psychicznie i moralnie
Podświadomość Kena próbowała sic
bronić przeciw zdaniu sobie sprawy 7e
zdecydowane) zmiany jaka zaszła w
nim w odniesieniu do tubylców od cza- -
su odciscia Kuru
Wszystko w domu — pustvm teraz i
cichym — przypomnałn mu o niej pod-- 1
czas dnia
Noce lnly jeszcze gorsze
Ken zdecydował się uciec się do Sa- -
madugu Było tam sporo białych Nie-ktoiz- y
— zapewne brutale jak Leblanc
Ale nie wszyscv Musiało tam być tez
trochę porządnych ludzi których towa-rzystwo
dobrze mu zrobi
Potrzebował zmiany Dłuższej nieo-becności
na plantacji Nie uda się lam
ani ciężarówką ani łodzią — kilkudnio-wy
marsz ma swoje plusy uspokaja od-pręża
nerwowo przez zmęczenie fizyczr e
Pozatem będzie miał okazję sprzedania
trochę towaru który przywiózł z Bobo-Diulass- o
Tak lo był dobry pomysł
Nic nie byl
Przede wszystkm okazało się ze Ken
byl bardziej wyczerpany fizycznie niz so-bie
zdawał z tego sprawę Marsze które
odbywał dawnej z przyjemnością — te-raz
męczyły 20 nadmiernie Rad był
gdy po wielogodzinnym marszu do-chodzili
wreszcie do wsi wyznaczonej na
nocleg
Spizedaz towaiów niesionych przez
tragarzy nic postępowała zadowalająco
Głównie dla tego ze Ken po osiągnięciu
wsi gdzie miano się zatrzymać na nocleg
— czuł 6ię zbyt zmęczony by rozpoczy
nać długie gadaniny i targi
Po chwili szybki krok rozległ się na
schodach Ktoś biegł skacząc co cztery
stopnie drzwi skrzypnęły Władka nie
podniosła oczu nie obejrzała się tym ra-zem
śpiewała dalej Powstaniec ukląkł
obok niej odkryta głowę oparł o organ
modlił się nie śmiejąc spojrzeć na nią
Chwilami drżenie przechodziło po
jego smukłej postaci i słowa modlitwy
plątały się dziwnie wytrwał jednak do
końca nie podniósłszy oczu
Az gdy organ ucichł i śpiew skonał
wzrok obojga spotkał się i mówił bez
słów o wielu wielu rzeczach polem stali
długo obok siebie patrząc w milczeniu
na tłunTpod stopami opuszczający po-woli
kościółek
Dzieweczka ozwała się pierwsza
— Dziękuję panu' — szepnęła
— Za co? — zagadnął
— Za wczorajsze zwycięstwo
Pokiwał smutno głową
— To nie zwycięstwo pani lo po-czątek
klęski — odpaił
Zasępiła się Rzewny uśmiech jh e-śze- dł
po twarzy
— Jakiś pan okrutny' Zamiast pic-dłuy- ć
moją uciechę zabiłeś ją jednym
iłowem Mai zenie prysło
Spuścił gowę jak winowajca Co by
dal i to by cofnąć tych słów parę pol
nych goryczy Co by dał bv cofnac to
co mvs!a! 1 czvmł od rozmowy z Ki
micrzem Gniew opadł bunt ucichł zo-stało
tvlko pr7vgniatającc wracnic ze
ipuścił sprawę Władki sprzeniewierzył
się jej ideałowi A gdy on stał zgnębio-ny
— ona patrzyła na niego 1 zal ja o-garn- iał
okropny
Widziała wvrażnie bezmierne wycień-czenie
na bladej twarzy Oczy miał na-brzmiałe
czerwone podbite sinymi prę-gami
Uila spieczone głos ochrypły
chudł 1 znędzniał przez te dni parę nie
wiadomo jaką siłą chyba gorączki trzy-mał
się na nogach
— Co panu jest? — zagadnęła li
tośnie
— Nic' — odparł głucho
— Ileś nocy pan nie spal?
— Sześć'
— A całv t dzień spędziłeś pan bez
oosiłku 1 wytchnienia Pan się zabije'
— To 1 cóz? Wszystko mi jedno' —
zamruczał
Odstąpiła o krok Zranił ja mimo wo-li
ale boleśnie Chciała odejść rzucić
szaleńca ale wyglądał taki nieszczęśliwy
ze się wstrzymała i kładąc rączkę na ra-mieniu
spytała słodko:
— Czy pan ma matkę?
— Nie pani
— A siostrę?
— Nie mam siostry
— A kochasz pan kogo'
Podniósł nieśmiało oczy zbladł
— Nikogo prócz pani! — wyjąkał
— A zatem mnie w udziale przypadło
zastąpić panu matkę i siostrę i wszystkie
Pozatem — ten marsz przypominał
Krnowi mnv — z którego powrócił on
do plantacji z Kuru
Ken był rad gdy wicszcic bli ju
tylko o kilka godzin mai szu od Samulu-g- u
Było zaledwie południc ale Ken byl
zmęczony 1 zdecydował 7e zatrzymają
się na dłuższy postój w najbliższej wm
Pmgłuszony odgłos strzału gdies
poa giupa palm zbudził Kena z jego
niespokojnej drzemki
Osłabiony malanczna goiaeką wy
czerpany rannym marszem wypoczywał
on wyciągnięty na składanym leżaku w
nemu jednej z chat Nic był całkowicie
zdecydowany czy ma zatizymac się tam
na nocleg czy tez po wypoczęciu isi
dalej gdy zmniejszy się popołudnio
wy zar
Bagaże złożone niedbale przez tra
parzy lczałv rozrzucone po całym pli
tyku przed chatą miejscowego wopa
Tym razem Ken nie miał cneigu doo
rowac składania cięzaiow przez tragarzy
Codzien — ta sama historia
"P0I07 tutaj Tutaj' Nic tak daleko
Cy mam posłae biegacza u każdym
jazem gdy potrzebuję cegos 7 tego
pudla''
"Co ia pomśł rzucania tego ciężkie
go toboła na stołek polowy Połoz go
ohok Mieisca nic brak w tsm przeklęł-y
m kraju Mieisce 1 caś 1 upał — lo
ą icdnc i7cc których macic tu dose
"Nie kladz tego pudła z naczyniem
do góry dnem Wiem ze bawi was od-głos
tłukącego się szkła ale nie mam
ochoty jeść jak dzikus — liścia ba
nanowego
To bł W 7iiak "Mumni córa wię
cej działają mi na nerwy" myślał Ken
Staję się zlutowanym wiecznie gadatli-wym
Jest to znany objaw kolo-nialnego
"kafaru" Jeżeli ruszymy zaraz
— wieczoicm będę juz wśród białych
Będzie to pożądana zmiana na dwa lub
tny dni Potem — będę miał ich dość
I to jak' Szczególnie kobiet Z ich nie-kończącym
się jazgotaniem o boyach
kucharzach trudnościach aprowizacyj
nych Ze wzdychaniami do Paryża do
"wielkich magazynów" Z jadowitymi
uwagami o innych paniach osady
Wieś pogrążona dotąd w popołudnio-we
i sjeście obudziła się raptem Rozleg-ły
się nawoływania rosnący zgiełk glo'
sów Z wąskich krętych opłotków wkro-czył
na placyk dziwaczny pochód Na
czele stąpał godnie czarny tropiciel Ke-na
ze swym antycznym karabinem na
ramieniu Cztciech mocnych drabów
podłożywszy na głowy zwinięte z trawy
poduszeczki niosło na masywnym bam-busie
ogromnego krokodyla Piekielny
musiał to być ciężar bo tragaic zala- -
l-
-czali się iak pijani a pot spływał im po
twarzach zastygłych w grymasie wy-siłku
=
uczucia która inni mają na ziemi
Wszik tak9
Coz miał na to odpowiedzieć Za
brakło mu słów Przyklęknął u jej stóp
i milcząc ucałował kraj jej sukienki
— Ufać tizcba temu kogo się koi h 1
a nie bryzgać goryczą! Co panu jest'' Co
się stało z wami od dnia naszej ostatniej
rozmowy! Pan chory być musi 1 nic tyl-ko
fizycznie ale i moralnie Co mi plótł
Makarewicz zescie śmierci szukali9
— Nędznik byłem! — zaczął wściek-ły
— Rzuciłem partię poróżniłem się z
bratem zeszedłem ze stanowiska opuś-ciłem
naszego orła' Wyprowadziła ranie
z siebie niezaradność rządu bezsensow-ność
walki utopia Kazimierza cała spra-wa
wieszcie Żeby nic Makarewicz wy-dałbym
się sam Moskalom Znękał mnie
trud bezowocny 1 walka z samym sobą
Byłem diajcą dezerterem człowie-kiem
zrozpaczonym 1 niechętnym — Za
milkł obejmując ją gorącym spojrzę
mrm _ Makarewicz mnie uratował wa
śym wspomnieniem Zdaie mi się zem
osljbł dlatego cm pani dawno nie wi
dział Zabrakło mi was jak słońca' Wró
cę lam nowu przepłoszę brała będę
walczył do krwi ostatniej tylko mi da-ruic- ie
zem was zmartwił na wstępie --
był) mi lak cięko' Tak źle'
— Dziękuję panu o diękuję' --
lesiem
pewna ze bohaterem pan będie do
końca'
Skinął głową
— Wasego orła nie opuscę bo
wasz — odparł — I nie zejdę ze stano
wiska jeśli to pani radość może dać
chwilkę' Ale powtarzam raz jeszcze me-dia
Polski lo czynię 1 nie dla narodu 1
nic dla własnej sławv ale dla pani jed-nej
1 zginę rad jeśli śmiercią kupię je
den uśmiech dla was'
Potrząsnęła głową przerwała mu
— To źle — szepnęła — Polska sto
'roc więcej warta miłości od jednej
dziewczyny Pan grzeszy mieszając me
imię do takiej sprawy
— Mówię co czuję Pani dla mnie
świętością 1 ideałem bom wam winien
lo co mam jasnego w dusv Tyle razy
wydzwignęliscie mnie od zatraty 1 śmier-ci
to słaba wypłata gdy dla waszego ma-rzenia
dam jedno swe życie
— Czemu się pan mnie nie spyta
czy wam co daję za takie uczucie? —
rzekła bardzo cicho
— Ja go nie sprzedaję1 Ono wasze
od tak dawna jak czuć zacząłem' Jeżeli
znaczę dla pani trochę więcej jak ten
proch szary pod nogami tom szczę-śliwy'
Zwróciła oczy w inną stronę i nic'
odrzekła słowa
Wahała się chwilę wpatrzona zam-glonym
wzrokiem w jasne wota u ołta-rza
Serc tysiące tam wisiało żadne tak
c:yste i ofiarne nie było i takie szlachet-ne
jak jej biedne w piersi
Jedyny Polski Salon
Piękności
Marya's Bcauły Parlor
Specjalizacja w trunlrl
ondulacji "1'rrmanrnl'
W a w es
216 Bathurst St EM
Polłkl kUel Iclmnycti
'Arb nacjyn kuchennych ori pny
borów wodociągowych I ogriowanl
J & J HARDWARE
J Stefaniak wlaić
745 Qucen St W EM
Solidna ohshicn NKklp ri-n- v
Rcpldtne porach w sprBuach kana
llłai-J- I I (Krri'uaiila S
Jesienna wyprzedaż
ZoGr oo j śS
do 50%
zniżki
Ccii klore jo
MeMin dumni
lofinouH
Naprawdę pra-wdziwa
OSC7C-dnoś- c
na ni
now wi li fao
nadi trtio m- -
V
Otlll
Do Wiśrgn wy u
tylko
i a naśzego składu
w lenie do
Muskral Mink
Mouton (piocessed limb) (li'fl
Grcy Black Pcrsinn Lamb
dj ed
Concy Mink Shado
dlyed
STOLE
CLUTCH CAPE
JACKET
Cem riizune na wielu
Dnuodnc
2 Rwaraneji na kadym
ful re
Madison Furs
416 Bloor W
8-44-
32
IowArńw
6-48- 63
lx[
lnu
Kul
Paw
Jap
spil
lotnia
Olu arie do II wici? tlo 7 w
BO 17
Słarokrajowa
Apteka
p p Modwidsklclr
"Saniłas Pharmacy"
Wysyłka lekarstw do Polski
204 Bathurst St Toronto
Quecn) Tol EM
E4
POZBĄDŹ SIE
Siwego
wlosu
a bfdilcsi miodny
o latał
RET0HE
bardzo znany środek
mnrlvr7nv nnrla Tun
$129
$385
Sliadi (dci)
ralilnl)
$2900
$3900
$6900
WA 2-94-
64 Soboli
(kolo 3-37-
46
I MtTtU
jemu włosowi kolor pierwotny
ł piękny
Bez użycia farb i utleniani
Dzisiaj przyślij zarnówicnrc wraz
7 $250 na adres:
ANCHOR DISTRIBUTORS
PO Box 1083 Station "C"
Toronto Ont
Ohoi nic on nabycia w
"MIDTOWN DRUCS"
452 Ouocn SI W (ró(j falmcrslnn Ave i
Toronto Ont — Tol EM 8 7200
ora ui Whyulklch aptekatn
TysMoo pndlękounń (Jwiranlowsiiy
iwrot plonledv w rnlo nUfadounlpnla
Proszę plbdć o bcpIdttiL Inronridtjo u
cnrnuin "Hotono 11 nIuc włosy" „
Lunsky
WA 1-3- 924
11 Ave
dto
BRACIA
fulincli
-
NA
--= vr
JEST
DOBRY DLA WAS
SPYTAJCIE SWEGO OOKTORA
LUB DROGERZYS1C
( (cum k Jrvt naliiraliiMn środkiem
inU-rptłini- wn ktor UMiun ra
nlecisi-onl- a krwi Aclims (iarllc
Prarlos si lo milo hor rapirhu
I smaku kipsulkl iuicrajaie ro st wclic i cjIpJ ulnukl ciOMiko
uoj 1 u tej skondensowanej formie
olmtmOiMir polna uarlo4 1 sivsl
kio knmid logo rdka roślinnego
dains Cnrllc poartes autora SmII (lamltlo ktor umtert hole prry
rciimatwmle I nrtrclwmk' Pnmasa
Wani iuf sio 7dnmloj I mocniej
Kupcie pako dams Carlli Poarles
Itk jak tslaoo ni iK7tntło Jesre clt i pr? konitto sic o hod'o le
ulowolont 7e4p jo 7iM t
GABINET LEKARSKI
Dr L MD
LEKARZ CHIRURG
pIiitkitoktas (lohtouriWttnlodkoonbsikeltioco Aklujisłcnra
640 BLOOR ST WEST
IIOO I ll( lliii
LE 2-22-
22
IliuiMi ml 2 II r II uloi iir
oi i li i iniou leniu K7rni
DR T L
DENTYSTA CHIRURG
Mdwi po polsku
M4 Dundas St W — Toronto
Tol EM 8-90-
38 7r
„i :„ ' : ur
DR W W
DENTYSTA
Priyinu po upriednlm taltfanlct- -
nym porozumieniu
80 Roncvallei Av Toronto
Tol LE 5-36-
88 ii p
Dr H
DENTYSTA
71 Howard Park Av
(rńc KonccMalles)
(lodz pr7yjcć za zrin telefon
LE 1-2-
005
49 S
mmmmm—
Dr
LEKARZ DENTYSTA
129 Grenadier Rd
(driiRl dom od lloncc5vallc)
Pryjmujc za irpracdnim tclcfo
nicynym
Telefon LE 1-4-
250
8
S 0 D
Bdanlc ocu dorosłych I dilacl
Spnralnnle rooopt
r)opiinnytwmle okularńw
420 Roncosvallos Avo
(bllbko llnwnrd Park)
Tol gabinet LE 1-42-
51
Mioszk CL 9-80-
29 P
Br O D
Wiktoria Bukowska O D
pnmada nnunozcmiy Kablnel
okiilWyezny pry
274 Roncesvallos Avenua
obok Oeoffrey SI
Tcl LE 2-54-
93
(twlln prJcć (odlennlc ud 10
rniio do H u lei nr W soboty nd
10 rdiio do 4 po pol 37S
— mmmw li UBJ1MI ulll ~—imemm
Sł
Ocvy badamy okulary do defek-tów
wroku na na ból Mówimy po polsku
H WITKIN - okulista
II
X
CZOSNEK
LEKARZE
iwwiwwMałPiwwłWfiłWBMaw
NOWOOTWARTY
GINZBERG
DENTYŚCI
Badania oczu — okularów
recept
godJny przyjęć fl
Bloor SI W Tcl LE 5-15- 21
(Blisko obok Bloor Medieal Center)
po tlę
ST 8-62- 48
DR
Oficjalny Związku Polaków w Kanadzie
Grupa 1
Gorevale
ŁUKOWSCY
DOKTORZY
Specjaliści w leczeniu artretyzmu
polio lumbago syjatyki dolegliwości muskułów
i stawów oraz zasilania i normowania całego
organizmu — X-R- ay
CHURCH
yfwmmami
lllitl
—g"- I" -
BURMISTRZA
GOftNISH
wwmmHmmimmmmmmBmmmmMwrvmmmmmmmKi
GRAN0WSKI
SYDORUK
m—mm9mmmmmmmmmmmmmmmmmmmsml
SGHWADE
mm—mmwmmmmmmimmmmmmmmmm
Władysława
SADAUSKAS
poroumionicm
OKULIŚCI
OKULISTA
BROGOWSKI
OKULISTKI
Bukowska-Bojna- r
470
dostosowujemy wszystkich
nerwowość tfłowy
mmmmmmmmmmmia i
Dopasowywania
wypełniania
930—
599 Toronto
Palmcrslon
Wieczorami przyjmuje uprzednim umówieniu
TEODOR TKACZ (Tlcketł)
Lekarz
Luck Chiropracłic Clinic
CHIROPRAKTYKI
reumatyzmu
prześwietlenia
8-37- 54 p
1848 BLOOR W TORONTO ONT — TEL 9-22- 59
ST ST CATHARINES
1
Okuiista
College
Tal EM
ST RO
140 TEL MU 4-31- 6T
T1P
I m I t— n
i m v-- i M
}"
i£Ą sf I
r-- h
tifh
'i
f
u'iJtl
We
ł
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, November 01, 1958 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1958-11-01 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000253 |
Description
| Title | 000376b |
| OCR text | fv r 'f { r-s-M-cjwH n "ZWIĄZKOWI eg" USTOPAD (Njytrnfe-- ) Szhzłt T — 1?53 terzy Giżycki HA POŁUDNIE 00 PBEKŁA Opowieść i kraju na południe od lego pieklą na ziemi Sahary i„i i fid kwNkndł krótki rozkaz - i' -- iiciaipnia rrn7nv --iira( 7 jijwn-j- " o j „ni czkim nahajem -l- oAd-złnwiek opadł na czwo-"!- U f''im otworów raz jesz- - E Arannc sprawdzając dla niego tjl M """"" -- y msu U flOWC ('" tam iz-- 1 'aKls P°LJ' wv""i"--- - łra i„ z " Lnaw e wrescic wstał i ski irdnC- - llliuj-anu- n is s '„ m dcnał się na brzuchu i Łnaldo ttii'i" _ jpnez ihv i0 i'ŁKd" w 's:iiiu "- - u ac Um-ai- c l idjt'iiinnŁcgu nem [LioWOIM piKZCIO KII uuuiuimu Jdi- - KttileniP ''iccka 5'2r nlUrAM lUSnilULIIUdl MC JVUllc) ' ut ri'i=a nua znyi naowyręzo- - nshaiem rn-n irzuuccjiMł iai -- cuV i™ L-cuiai-rc Co nmui 0n m0vu ' tłumaczył Mussa — tt debrze 3Roz!e£ł sic odgłos krótkiego szamo- - i3 potem vclcst ciągnionego po zie- - inala Po chwili w mrocznym wejściu Lel jane P1? "laPacza" je?o louai7we enwyem go za nogi jriekh wolno [ffjjczdzająo " brzuchu spod ziemi Hmstek ciągnął za souą KroKociyia u recc tmmały zwierzę za pysk ier} palce każdej ręki wpijały sie w fckka rozowa skore poa aoiną szczęKą Ui zas blN wbite w głębokie doły otuartsnu nieruchomymi oczami kodla Ten prawie się nie bronił Z Łzcz} błyskającej zębiskami o kilka-Ki- e' centvmet'row od głowy murzyna ruał się chwilami ten dziwny głu-'je- k który dochodził przedtem spod mi 'Przyzna pan ze scena jest nieco lenna" zagadnął Leblanc gdy Iowa- - lizę myśliwego związali w obwarzanek Ikodyla przyniesionymi sznurami Połów trwał Wreszcie Leblanc dał znak do po rtu Naprzód dreptali murzyni obła- - sani związanymi krokodylami Za ni- - jechał gard na swym ognistym ogic- - ktory tańczył i szarpał wodzami lecierpliuonv zbyt wolnym dla niego jnpem pochodu Wreszcie o kilkadzic- - tlrokow z t}łu — Ken z Leblanc CS(K=(I Maria Rodziewiczówna Pożary Zgliszcza )s=x1i:=io ()=()=()0 Woda kmnrzki zmywała ślady lez z fi rzezttiła do odświeżała sił Tłumy się rozchodziły na ery stron świata skupione przejęte mieniem Boga na ustach Siudzianka zwało się to miejsce Duoch ksiczv obsługiwało kościół fen staruszek biały jak gołąb od lat Eraziestu spełniał tu obowiązek pro Mza drugi mlodw niedawno przysiad- u pomocy starcowi blady nikły su- - !iiiK z oczami z pięlnem "ci na chudvch policzkach Księża xan w mahm domostwie o kilka kroków A fi kościoła nic uprawiali ogród d ani pola zvh z ofiar pici- - pinott sannwani powszechnie nazajutrz pn potyczce na grobli msze pjstą odprawiał proboszcz wobec licz 'Zeoranyih wiernych a towarzyszy! 'jzensiuu 7 choru śpiew kobiecy czy-- _ młodzienc 7 a tak oieknv ze mimo 11 niekied głowy pobożnych zwraca- - Sl° do niginow podziwu pełne 1 za- - HU Cista panowała skupiona Śpiew się "zit ciaieko przez otwarte drzwi 'llCiny letni ranok- - AnrhrUU wvra7 Usu duoch soóźnionvch oiclurzy co przcśtepnwali bramę ogrodze- - 'UH-icineg-n "fen pozostał Wś-łiirlmr-w nnaiK' o '!oikrniu- - dru8' zd'jSł czapkę ru w Kościoła 1 począł wdrapywać drCWniann cphnrU-- ! nrrm-arWop- p poru Otworzył drzwi na pym RŁ "Slunal sie nin ehrae bvć słv- - rOmimo tri troski twnipi iniewmana l™ głowę 1 powitała en lekkim ski P-51- 11 Bla łn Wl-irlL- - WicmiinH rcm - i ' jej nieodstępny Mąka "fy Stra7tiil- - kit „:„ a„ -- „ rn!1C] naniPnl-- m„„i„„ł„ p_ t$) rękę 1 czekał az śpiewać prze-- ' chwili ksiądz zaintonował mod pociła się do sługi - 7}'' ~~ sPvtała cicho iorow 1 cały przyprowadziłem z sobą! — po-- h~I ""arewnez Łfn —J'a UlWI -- ' co To nieostrożność Ignacy! su K'o spotkać Wiesz jak Moska i 25 W peumm momencie gdy byli jesz cze o kilka kilometrów od farmy do swiadczalncj pochód skręcił z drogi na sciezke wiodąca w głąb lasu "Coz to — jeszcze mało panu kroko- dyli'" spytał Ken "Jediemy do wsi Iapac7 Zobam pan scenę su lecenia gri-gr- i " Ściemniało się szbko jak to zwklc pod zwrotnikami i gdv w jakieś pół go-dziny później zbliżali się do malenkiei wioski myśliwych — dzieciaki i kobiety' wyszły na ich spotkanie z pochodniami z suchych traw Rozpalono ognisko u stop świętego baobabu dokoła którego gi u powało się osiedle W blanku rosnących płomieni wynurzyły się z ciemni ponad głowami nowoprzybyłych ogromne koślawe ko-nary pełne guzów i dziupli obciągnięte gładką lśniącą kora nibv skora czatu jących na zdobycz potwornych węży Oświetlone od dołu twarze otaczają-cych ich kołem mumnow nabierały ja- kichś dziwmch zwieizęcych wyrazów — karykaturalnych skrótów masek o nad-miernie pogłębionych oczodołach z któ-rych błyskały białka wywioconych jak-by oczu Przyniesiono największego krokody-la z połowu Sześciu młodych myśliwych po trzech i każdej strony trzymało zwolnione z pęt wyrywające się zwie-rzę Siódmy siedzący na kar-ku owinął długimi małpimi palcami ogiomny płaski łeb zwierzęcia i uniósł mu głowę pod którą stary kapłan pod-sunął dwie małe tykwy wypełnine ja-kimiś tajemniczymi rupieciami Potem wyjął noz pizeciągnął go parę razy sta-rannie po podeszwie swej bosej nogi i począł wodzić nim po gardle krokodyla Ken żachnął sie gdy wtem za nim rozległ się jakby stłumiony jęk Mussa olbrzymi gard atleta które-go tak podziwiał Leblanc — poszarzały na twarzy trząsł się i słaniał na rozdygo-tanych nogach Ken odwrócił się by wskazać na nie-go Leblanc i machinalnie spojrzał na scenę ofiary Stary pizcpilował wreszcie cienka łuskę na podgardlu zwierzęcia i ciachnąl nozem z całej siły Z szeroko rozciętego gardła buchnęła z okropnym bulgotem na podstawione talizmany i na kościste łapy starca szybko gęstniejąca posoka o=Q'g=or=f 18 i powrotu mistyka ostrożnie okrakiem 0s0Q=(=qtP==30== rJS le szukają owego przewodnika — i ty wiedząc o tym piowadzisz go tu w bia-ły dzicn — Niech panienka posłucha' Według rozkazu poszedłem po wieści o nim do partii Znalazłem tylko pana Kazimierza a ten mnie obasnił ze zle z naszym pa-niczem ze partię rzucił 1 zbuntował się ze no lam nie ma Zląkłem się okropnie po:Jlcm za nim na clnbil trafił Cu dem spotkałem dziś rano Szedł sobie bi tym traktem piosto do miasteczka — zamruczał coś gdym go powitał nawet nie spojrzał "Paniczu — zacznę — boj się pan foga a lot tu marudciów pełno panicz 7ycie ryzykuic'" "To i coz — powiada — myślisz 70 dbam o życie dokucwlo mi dosc dotych cas a teraz ostatecznie obizydło Id- - swoja droga stary daj mi pokój'" Z oczu mu zle patrzyło wiec go nic puściłem isc 1 powiadam "Panic u a moja panienka''" Stanął chenł cos powiedzieć ale mil-czał a jam go zaczai prosić 1 zaklinać błagać 1 namawiać by tu przyszedł c'o was by was zobaczył by o was pamię tał zehy mnie posłuchał jeśli was ko cha' No 1 przyszedł' Cos sie bardzo nie podobało Władce w narracji Co? Tego Makarewicz nie wiedznł ale zmartwił się okropnie gdy amiast uśmiechu zobaczył chmurę na twarzy — i krótkie ale wmown" naganą spoj-rzenie Zwróciła się do organu nie ra-cząc słowa powiedzieć '— Et cum spintu Tuo!' — zabrzmiał jej pełny głos Makarewicz przestąpił z nogi na no-gę wyciągnął palce ze stawów potarł ręka po łysinie 1 westchnął — Ha to trzeba powiedzieć paniczo-wi zcbv szedł einać" — mruknął półgło-sem podnosząc czapkę z ziemi i szyku-jąc się do odejścia Zatrzymała go spojrzeniem Nabrał śmiałości — Panienko można go zawołać — szepnął - Niech popatrzy chwilę na was to mu sie zal zrobi umierać Czyż wam go nie szkoda? Skinęła głową wypadł uszczęśli-wiony 1 1 duchem TttoiiiT tląc SEHHEas Z nieludzkim rykiem Mussa skoczył ku kręgowi widzów rozbił go niby kii nem i znikł w otaczającej nocy Leblanc wybuchnął cienkim jazgo lliwym śmiechem "Zapomniałem" chichotał wśród po wracających iciąz spazmów histerycznej wesołości" ze to bydlę należy do klanu krokodyli Mnie tez by było nijako gdy-bym asystował przy tym jak podrzynają cardło mojej babce Ha ha ha' Chyba ze bym nual po niej dziedzicz c" Rozdział XI Krotka wizyta u Leblanc więcej za-szkodziła Kenowi niz porrucła Wrócił na plantację w stanie depresji i obrzy-- ] dzenia do samego siebie Nata — oddany i bystry obserwator — był dla niego jakby stałym wyrzutem ' Brutalność Leblanc i pasywność Kena w stosunku do niej były ostrzeżeniem Przeglądając w swych mslach szczegó ły pohytu na farmie doświadczalnej Ken 7dał sobie sprawę ze jezch nie opanuje się w porc — "Afryka da mu rade" jak to ujmowali doswiadzeni "koloniale" Mozę nie fizycznie chociaż ostatnio był on rdecdowanie w zlej kondycji ale psychicznie i moralnie Podświadomość Kena próbowała sic bronić przeciw zdaniu sobie sprawy 7e zdecydowane) zmiany jaka zaszła w nim w odniesieniu do tubylców od cza- - su odciscia Kuru Wszystko w domu — pustvm teraz i cichym — przypomnałn mu o niej pod-- 1 czas dnia Noce lnly jeszcze gorsze Ken zdecydował się uciec się do Sa- - madugu Było tam sporo białych Nie-ktoiz- y — zapewne brutale jak Leblanc Ale nie wszyscv Musiało tam być tez trochę porządnych ludzi których towa-rzystwo dobrze mu zrobi Potrzebował zmiany Dłuższej nieo-becności na plantacji Nie uda się lam ani ciężarówką ani łodzią — kilkudnio-wy marsz ma swoje plusy uspokaja od-pręża nerwowo przez zmęczenie fizyczr e Pozatem będzie miał okazję sprzedania trochę towaru który przywiózł z Bobo-Diulass- o Tak lo był dobry pomysł Nic nie byl Przede wszystkm okazało się ze Ken byl bardziej wyczerpany fizycznie niz so-bie zdawał z tego sprawę Marsze które odbywał dawnej z przyjemnością — te-raz męczyły 20 nadmiernie Rad był gdy po wielogodzinnym marszu do-chodzili wreszcie do wsi wyznaczonej na nocleg Spizedaz towaiów niesionych przez tragarzy nic postępowała zadowalająco Głównie dla tego ze Ken po osiągnięciu wsi gdzie miano się zatrzymać na nocleg — czuł 6ię zbyt zmęczony by rozpoczy nać długie gadaniny i targi Po chwili szybki krok rozległ się na schodach Ktoś biegł skacząc co cztery stopnie drzwi skrzypnęły Władka nie podniosła oczu nie obejrzała się tym ra-zem śpiewała dalej Powstaniec ukląkł obok niej odkryta głowę oparł o organ modlił się nie śmiejąc spojrzeć na nią Chwilami drżenie przechodziło po jego smukłej postaci i słowa modlitwy plątały się dziwnie wytrwał jednak do końca nie podniósłszy oczu Az gdy organ ucichł i śpiew skonał wzrok obojga spotkał się i mówił bez słów o wielu wielu rzeczach polem stali długo obok siebie patrząc w milczeniu na tłunTpod stopami opuszczający po-woli kościółek Dzieweczka ozwała się pierwsza — Dziękuję panu' — szepnęła — Za co? — zagadnął — Za wczorajsze zwycięstwo Pokiwał smutno głową — To nie zwycięstwo pani lo po-czątek klęski — odpaił Zasępiła się Rzewny uśmiech jh e-śze- dł po twarzy — Jakiś pan okrutny' Zamiast pic-dłuy- ć moją uciechę zabiłeś ją jednym iłowem Mai zenie prysło Spuścił gowę jak winowajca Co by dal i to by cofnąć tych słów parę pol nych goryczy Co by dał bv cofnac to co mvs!a! 1 czvmł od rozmowy z Ki micrzem Gniew opadł bunt ucichł zo-stało tvlko pr7vgniatającc wracnic ze ipuścił sprawę Władki sprzeniewierzył się jej ideałowi A gdy on stał zgnębio-ny — ona patrzyła na niego 1 zal ja o-garn- iał okropny Widziała wvrażnie bezmierne wycień-czenie na bladej twarzy Oczy miał na-brzmiałe czerwone podbite sinymi prę-gami Uila spieczone głos ochrypły chudł 1 znędzniał przez te dni parę nie wiadomo jaką siłą chyba gorączki trzy-mał się na nogach — Co panu jest? — zagadnęła li tośnie — Nic' — odparł głucho — Ileś nocy pan nie spal? — Sześć' — A całv t dzień spędziłeś pan bez oosiłku 1 wytchnienia Pan się zabije' — To 1 cóz? Wszystko mi jedno' — zamruczał Odstąpiła o krok Zranił ja mimo wo-li ale boleśnie Chciała odejść rzucić szaleńca ale wyglądał taki nieszczęśliwy ze się wstrzymała i kładąc rączkę na ra-mieniu spytała słodko: — Czy pan ma matkę? — Nie pani — A siostrę? — Nie mam siostry — A kochasz pan kogo' Podniósł nieśmiało oczy zbladł — Nikogo prócz pani! — wyjąkał — A zatem mnie w udziale przypadło zastąpić panu matkę i siostrę i wszystkie Pozatem — ten marsz przypominał Krnowi mnv — z którego powrócił on do plantacji z Kuru Ken był rad gdy wicszcic bli ju tylko o kilka godzin mai szu od Samulu-g- u Było zaledwie południc ale Ken byl zmęczony 1 zdecydował 7e zatrzymają się na dłuższy postój w najbliższej wm Pmgłuszony odgłos strzału gdies poa giupa palm zbudził Kena z jego niespokojnej drzemki Osłabiony malanczna goiaeką wy czerpany rannym marszem wypoczywał on wyciągnięty na składanym leżaku w nemu jednej z chat Nic był całkowicie zdecydowany czy ma zatizymac się tam na nocleg czy tez po wypoczęciu isi dalej gdy zmniejszy się popołudnio wy zar Bagaże złożone niedbale przez tra parzy lczałv rozrzucone po całym pli tyku przed chatą miejscowego wopa Tym razem Ken nie miał cneigu doo rowac składania cięzaiow przez tragarzy Codzien — ta sama historia "P0I07 tutaj Tutaj' Nic tak daleko Cy mam posłae biegacza u każdym jazem gdy potrzebuję cegos 7 tego pudla'' "Co ia pomśł rzucania tego ciężkie go toboła na stołek polowy Połoz go ohok Mieisca nic brak w tsm przeklęł-y m kraju Mieisce 1 caś 1 upał — lo ą icdnc i7cc których macic tu dose "Nie kladz tego pudła z naczyniem do góry dnem Wiem ze bawi was od-głos tłukącego się szkła ale nie mam ochoty jeść jak dzikus — liścia ba nanowego To bł W 7iiak "Mumni córa wię cej działają mi na nerwy" myślał Ken Staję się zlutowanym wiecznie gadatli-wym Jest to znany objaw kolo-nialnego "kafaru" Jeżeli ruszymy zaraz — wieczoicm będę juz wśród białych Będzie to pożądana zmiana na dwa lub tny dni Potem — będę miał ich dość I to jak' Szczególnie kobiet Z ich nie-kończącym się jazgotaniem o boyach kucharzach trudnościach aprowizacyj nych Ze wzdychaniami do Paryża do "wielkich magazynów" Z jadowitymi uwagami o innych paniach osady Wieś pogrążona dotąd w popołudnio-we i sjeście obudziła się raptem Rozleg-ły się nawoływania rosnący zgiełk glo' sów Z wąskich krętych opłotków wkro-czył na placyk dziwaczny pochód Na czele stąpał godnie czarny tropiciel Ke-na ze swym antycznym karabinem na ramieniu Cztciech mocnych drabów podłożywszy na głowy zwinięte z trawy poduszeczki niosło na masywnym bam-busie ogromnego krokodyla Piekielny musiał to być ciężar bo tragaic zala- - l- -czali się iak pijani a pot spływał im po twarzach zastygłych w grymasie wy-siłku = uczucia która inni mają na ziemi Wszik tak9 Coz miał na to odpowiedzieć Za brakło mu słów Przyklęknął u jej stóp i milcząc ucałował kraj jej sukienki — Ufać tizcba temu kogo się koi h 1 a nie bryzgać goryczą! Co panu jest'' Co się stało z wami od dnia naszej ostatniej rozmowy! Pan chory być musi 1 nic tyl-ko fizycznie ale i moralnie Co mi plótł Makarewicz zescie śmierci szukali9 — Nędznik byłem! — zaczął wściek-ły — Rzuciłem partię poróżniłem się z bratem zeszedłem ze stanowiska opuś-ciłem naszego orła' Wyprowadziła ranie z siebie niezaradność rządu bezsensow-ność walki utopia Kazimierza cała spra-wa wieszcie Żeby nic Makarewicz wy-dałbym się sam Moskalom Znękał mnie trud bezowocny 1 walka z samym sobą Byłem diajcą dezerterem człowie-kiem zrozpaczonym 1 niechętnym — Za milkł obejmując ją gorącym spojrzę mrm _ Makarewicz mnie uratował wa śym wspomnieniem Zdaie mi się zem osljbł dlatego cm pani dawno nie wi dział Zabrakło mi was jak słońca' Wró cę lam nowu przepłoszę brała będę walczył do krwi ostatniej tylko mi da-ruic- ie zem was zmartwił na wstępie -- był) mi lak cięko' Tak źle' — Dziękuję panu o diękuję' -- lesiem pewna ze bohaterem pan będie do końca' Skinął głową — Wasego orła nie opuscę bo wasz — odparł — I nie zejdę ze stano wiska jeśli to pani radość może dać chwilkę' Ale powtarzam raz jeszcze me-dia Polski lo czynię 1 nie dla narodu 1 nic dla własnej sławv ale dla pani jed-nej 1 zginę rad jeśli śmiercią kupię je den uśmiech dla was' Potrząsnęła głową przerwała mu — To źle — szepnęła — Polska sto 'roc więcej warta miłości od jednej dziewczyny Pan grzeszy mieszając me imię do takiej sprawy — Mówię co czuję Pani dla mnie świętością 1 ideałem bom wam winien lo co mam jasnego w dusv Tyle razy wydzwignęliscie mnie od zatraty 1 śmier-ci to słaba wypłata gdy dla waszego ma-rzenia dam jedno swe życie — Czemu się pan mnie nie spyta czy wam co daję za takie uczucie? — rzekła bardzo cicho — Ja go nie sprzedaję1 Ono wasze od tak dawna jak czuć zacząłem' Jeżeli znaczę dla pani trochę więcej jak ten proch szary pod nogami tom szczę-śliwy' Zwróciła oczy w inną stronę i nic' odrzekła słowa Wahała się chwilę wpatrzona zam-glonym wzrokiem w jasne wota u ołta-rza Serc tysiące tam wisiało żadne tak c:yste i ofiarne nie było i takie szlachet-ne jak jej biedne w piersi Jedyny Polski Salon Piękności Marya's Bcauły Parlor Specjalizacja w trunlrl ondulacji "1'rrmanrnl' W a w es 216 Bathurst St EM Polłkl kUel Iclmnycti 'Arb nacjyn kuchennych ori pny borów wodociągowych I ogriowanl J & J HARDWARE J Stefaniak wlaić 745 Qucen St W EM Solidna ohshicn NKklp ri-n- v Rcpldtne porach w sprBuach kana llłai-J- I I (Krri'uaiila S Jesienna wyprzedaż ZoGr oo j śS do 50% zniżki Ccii klore jo MeMin dumni lofinouH Naprawdę pra-wdziwa OSC7C-dnoś- c na ni now wi li fao nadi trtio m- - V Otlll Do Wiśrgn wy u tylko i a naśzego składu w lenie do Muskral Mink Mouton (piocessed limb) (li'fl Grcy Black Pcrsinn Lamb dj ed Concy Mink Shado dlyed STOLE CLUTCH CAPE JACKET Cem riizune na wielu Dnuodnc 2 Rwaraneji na kadym ful re Madison Furs 416 Bloor W 8-44- 32 IowArńw 6-48- 63 lx[ lnu Kul Paw Jap spil lotnia Olu arie do II wici? tlo 7 w BO 17 Słarokrajowa Apteka p p Modwidsklclr "Saniłas Pharmacy" Wysyłka lekarstw do Polski 204 Bathurst St Toronto Quecn) Tol EM E4 POZBĄDŹ SIE Siwego wlosu a bfdilcsi miodny o latał RET0HE bardzo znany środek mnrlvr7nv nnrla Tun $129 $385 Sliadi (dci) ralilnl) $2900 $3900 $6900 WA 2-94- 64 Soboli (kolo 3-37- 46 I MtTtU jemu włosowi kolor pierwotny ł piękny Bez użycia farb i utleniani Dzisiaj przyślij zarnówicnrc wraz 7 $250 na adres: ANCHOR DISTRIBUTORS PO Box 1083 Station "C" Toronto Ont Ohoi nic on nabycia w "MIDTOWN DRUCS" 452 Ouocn SI W (ró(j falmcrslnn Ave i Toronto Ont — Tol EM 8 7200 ora ui Whyulklch aptekatn TysMoo pndlękounń (Jwiranlowsiiy iwrot plonledv w rnlo nUfadounlpnla Proszę plbdć o bcpIdttiL Inronridtjo u cnrnuin "Hotono 11 nIuc włosy" „ Lunsky WA 1-3- 924 11 Ave dto BRACIA fulincli - NA --= vr JEST DOBRY DLA WAS SPYTAJCIE SWEGO OOKTORA LUB DROGERZYS1C ( (cum k Jrvt naliiraliiMn środkiem inU-rptłini- wn ktor UMiun ra nlecisi-onl- a krwi Aclims (iarllc Prarlos si lo milo hor rapirhu I smaku kipsulkl iuicrajaie ro st wclic i cjIpJ ulnukl ciOMiko uoj 1 u tej skondensowanej formie olmtmOiMir polna uarlo4 1 sivsl kio knmid logo rdka roślinnego dains Cnrllc poartes autora SmII (lamltlo ktor umtert hole prry rciimatwmle I nrtrclwmk' Pnmasa Wani iuf sio 7dnmloj I mocniej Kupcie pako dams Carlli Poarles Itk jak tslaoo ni iK7tntło Jesre clt i pr? konitto sic o hod'o le ulowolont 7e4p jo 7iM t GABINET LEKARSKI Dr L MD LEKARZ CHIRURG pIiitkitoktas (lohtouriWttnlodkoonbsikeltioco Aklujisłcnra 640 BLOOR ST WEST IIOO I ll( lliii LE 2-22- 22 IliuiMi ml 2 II r II uloi iir oi i li i iniou leniu K7rni DR T L DENTYSTA CHIRURG Mdwi po polsku M4 Dundas St W — Toronto Tol EM 8-90- 38 7r „i :„ ' : ur DR W W DENTYSTA Priyinu po upriednlm taltfanlct- - nym porozumieniu 80 Roncvallei Av Toronto Tol LE 5-36- 88 ii p Dr H DENTYSTA 71 Howard Park Av (rńc KonccMalles) (lodz pr7yjcć za zrin telefon LE 1-2- 005 49 S mmmmm— Dr LEKARZ DENTYSTA 129 Grenadier Rd (driiRl dom od lloncc5vallc) Pryjmujc za irpracdnim tclcfo nicynym Telefon LE 1-4- 250 8 S 0 D Bdanlc ocu dorosłych I dilacl Spnralnnle rooopt r)opiinnytwmle okularńw 420 Roncosvallos Avo (bllbko llnwnrd Park) Tol gabinet LE 1-42- 51 Mioszk CL 9-80- 29 P Br O D Wiktoria Bukowska O D pnmada nnunozcmiy Kablnel okiilWyezny pry 274 Roncesvallos Avenua obok Oeoffrey SI Tcl LE 2-54- 93 (twlln prJcć (odlennlc ud 10 rniio do H u lei nr W soboty nd 10 rdiio do 4 po pol 37S — mmmw li UBJ1MI ulll ~—imemm Sł Ocvy badamy okulary do defek-tów wroku na na ból Mówimy po polsku H WITKIN - okulista II X CZOSNEK LEKARZE iwwiwwMałPiwwłWfiłWBMaw NOWOOTWARTY GINZBERG DENTYŚCI Badania oczu — okularów recept godJny przyjęć fl Bloor SI W Tcl LE 5-15- 21 (Blisko obok Bloor Medieal Center) po tlę ST 8-62- 48 DR Oficjalny Związku Polaków w Kanadzie Grupa 1 Gorevale ŁUKOWSCY DOKTORZY Specjaliści w leczeniu artretyzmu polio lumbago syjatyki dolegliwości muskułów i stawów oraz zasilania i normowania całego organizmu — X-R- ay CHURCH yfwmmami lllitl —g"- I" - BURMISTRZA GOftNISH wwmmHmmimmmmmmBmmmmMwrvmmmmmmmKi GRAN0WSKI SYDORUK m—mm9mmmmmmmmmmmmmmmmmmmsml SGHWADE mm—mmwmmmmmmimmmmmmmmmm Władysława SADAUSKAS poroumionicm OKULIŚCI OKULISTA BROGOWSKI OKULISTKI Bukowska-Bojna- r 470 dostosowujemy wszystkich nerwowość tfłowy mmmmmmmmmmmia i Dopasowywania wypełniania 930— 599 Toronto Palmcrslon Wieczorami przyjmuje uprzednim umówieniu TEODOR TKACZ (Tlcketł) Lekarz Luck Chiropracłic Clinic CHIROPRAKTYKI reumatyzmu prześwietlenia 8-37- 54 p 1848 BLOOR W TORONTO ONT — TEL 9-22- 59 ST ST CATHARINES 1 Okuiista College Tal EM ST RO 140 TEL MU 4-31- 6T T1P I m I t— n i m v-- i M }" i£Ą sf I r-- h tifh 'i f u'iJtl We ł |
Tags
Comments
Post a Comment for 000376b
