000124a |
Previous | 26 of 30 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
-i-TKi-— jC" "' -- " J""-"- - "TKIS"1
aSSSSęjsą SSSaSfiCSJĘiSau
ipwr m ri-timim®&-"-
-e & %- -"j - i— ii — „ -- j
ŁŁiir tMn-m- S
Ł-iiv-
?-n -- ~—— ———— — -- -_ — --
„ „ _ li v&p '"'-- " '' ~ 'U
i"T ' t
STR 18 "ZWIĄZKOWIEC" KWIECIEŃ (April) Piatetc 5 — 1963 NR 27
w '
= --W
=
t !j
i'
'i [
i
'4 li ' 'i
i
ii
II
i i
1ii: "
t i
&
SM
Am£ I
gim 'C 'ej
$
SKŁylDlAy WESOŁEGO ALLELUJA i
Duchowieństwu Bratnim Organizacjom j
wszystkim członkom oraz całej Polonii i
Polski Związek b Więźniów
Poliłycznych w Kanadzie
6&k JlQ U&Jefyr
FAft ji mm m r
Najlepsze życzenia z okazji świąt Wielkanocnych
~ składa
całej Polonii w Toronto
Siowarzyszenie Polskich Kupców
Przemysłowców i Profesjonalislów
w Toronto
== 1330 Bloor St W
j'fji
535-988- 5
Zapraszamy całą Polonię na Tradycyjne Jajko połą-czon- e
z zabawa towarzyską w Audytorium Stani-sława
12 Denison Aye w sobole 20 kwietnia 19C3
o 8 wieczorem V
~
T l ile jj V
NAJLEPSZE ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE
I WESOŁEGO ALLELUJA
ŻYCZY DUCHOWIEŃSTWU
WSZYSTKIM ORGANIZACJOM POLSKIM
CZŁONKOM ORAZ CAŁEJ POLONII
Placówka 114
Korpus Pom Pań
Slow Weleranów Armii Polskiej
Komendant F KLACZĄ
Adjutant J POKRYWA
Kasjer W BAKA
Prot CICHOCKI
l-w-ice
Kom A RZEPKA
ll-wi- ce Kom W KUBICZ
== COLLEGE ST
rh-- k
Tel
Sv
Sek
783
--f_
vr
— TORONTO ONT
Dom Kombatanta:
206 Beverley St
Telefon: WA 17612
Czwartki: 730 930 w
Soboty: 700 800 w
Zarząd Spółdzielczej Kasy
Oszczędności i Pożyczek
Koła SPK tNr 20 w Toronto
POLISH COMBATANTS' Toronto — CREDIT UNION
składa serdeczne życzenia Wesołego Alleluja
Członkom Kasy oraz wszystkim Kombatantom j§iL
Oszczędzajcie r
ubezpieczajcie się
korzystajcie z pożyczek -
(personalnych i hipotecznych)
we własnej Kasie
RADOSNYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
ZASYŁAJĄ SWEJ KLIENTELI
l CAŁEJ POLONII
Wesoieao Alleluja
METROPOLITAN BAKERY
EDMUND PLETZ — JULIAN KINARZ
T
160 Galt Ave — Toronto — HO 3-75-
04
Ciąg dalszy ze str 17
— Od czasu do czasu w mias-teczku
ginie dziecko Zabite Za-mordowane
okrutnie 2e ślada-mi
palców na szyi Kamiennych
palców Rozumie pan?
Pan Ingelot-Brow- n cofnął się
przybierając minę zdziwioną
— Pan w to wierzy?
— Dzikusi wierzą A ja jestem
jednym z nich Urodziłem się
kiedyś w cieniu Czarnej Madon-ny
Powiem panu że nie wierzy-łem
To ja powiedzą panu wszy-scy
tutejsi poszedłem nocą do
klasztoru Nie bałem się Ach
— zaśmiał się mrużąc oczy —
to była romantyczna historia
Bardzo dawna i bardzo roman-tyczna
Pokazałem im że nie bo-ję
się Zaimponowałem całej wsi
Całej wsi i jednej młodej dziew-czynie
— Bardzo romantyczne A tą
dziewczyną była pana żona?
Mateusz oprzytomniał Spoj-rzał
zimno na gościa Odepchnął
go wzrokiem
— Tak to była moja żona
— Bardzo romantycznie
— Widzi pan — Mateusz Sa-ron- a
znów patrzy w góry — ja
się nie bałem Pokazałem im
że się nie boję i jeszcze raz im
pokażę Ma pan rewolwer?
— Mam — Ingelot-Brow- n wy-prostował
się poderwany niespo-dziewanym
pytaniem
— Oni — Mateusz pokazał
ruchem ramienia w tył na mia-steczko
— oni wierzą że Madon-na
mści się na mnie że jest prze-ciw
mnie Ile razy ja przyjadę
tutaj mówią Madonna zabiera
ofiarę Przeciw mnie Co panna
to?
— Zbieg okoliczności Nagła
śmierć z powodu szkarlatyny o-d- ry
przypisywana nieziemskim
siłom
— Nie proszę pana Jest ktoś
kto działa przeciw mnie Mnie
niszczy Dyskredytuje Poniża
W nocy skrada się i morduje
Madonna powiada jest przeciw
niemu On jest przeklęty przez
Czarną Madonnę Rozumie pan?
— Mateusz podniecał się i wpro-wadzał
siebie w gniew — Dziś
tu a jutro tam na nizinach Ma-teusz
Sarona przeklęty Nie u-wie- rzy
pan ilu dzikoisów jest
w naszym kraju Niestety więk
szość z nich ma prawo głosu
— I co pan zamierza?
— Uwolnię ich raz na zawsze
od strachu przed Czarną Madon-ną
Zdemaskuję złoczyńcę Wro-ga
Co pan na to?
Ingelot-Brow- n zakolysał się
na krześle
— Patrz pan — Mateusz wska-zał
na wąską uliczkę Szedł tam-tędy
rząd kobiet okrytych czar-nymi
szalami Milczący ponury
Nadjechał wieśniak na mule
Piętami uderzał w wyleniały
bok wierzchowca siedząc jedną
stroną na wiązce chrustu Nie
spojrzał w górę na taras
— Boją się Idź pan na wieś
w uliczki miasteczka żaden nie
spojrzy panu w oczy Boją się
Zamykają drzwi do domów po
nocy barykadują się Chowają
swoje dzieci do piwnic 'Boją
się
— A pan ich zamierza uwolnić
od tego lęku?
— Tak ja Pan jeżeli pan ma
odwagę może mi pomóc
Ingelot-Brow- n wyciągnął z kie-szeni
fajkę Długo trwało nim
ją napełnił i zapalił Wyglądało
to jakby czynność złożona z wie-lu
wymierzonych ruchów stano-wiła
podstawę do decyzji
— Dziesięć lat temu — wy-puścił
kłąb dymu i zaczął jak-h- y
nigdy nie słyszał o Czarnej
Madonnie — wraz z Leonardem
Baylitzem zna go pan? pisze
książki znaleźliśmy sie vr małej
wiosce u podnóża Himalajów
Sytuacja podobna do tej Lud-ność
spłoszona przygnębiona O-kazu- je
się że wielka tygrysica
której zabrano małe gnębi wios-kę
Co noc prawie porywa ko-goś
Dzieci a nawet dorosłych
Tygrys-ludoja- d — to straszna
rzecz Tu było gorzej oszalała
tygrysicą i w dodatku ludożerca
Ha! Rozumie pan? Dwóch Sahi-bów
białych panów prawie pół-bogów
Mieliśmy nasze strzelby
myśliwskie Cały zestaw sztuce-lów- ji
dubeltówek i mieliśmy od-wagę
A oni zabobonni do wa-riacji
bali się tego zwierzęcia
— Zabiliście ją?
— Naturalnie Dla uzbrojone-go
nowocześnie myśliwca nie
jest to problemem
— Zgadza się pan mi pomóc?
Ingelot-Brow- n wypuścił nowy
kłąb dymu
— To jest moim obowiązkiem
Zadzwoniono na obiad Wzo-rem
wielkich hoteli nad morzem
biało ubrany chłopiec potrząsa
miedzianym dzwonkiem
Obaj panowie wstają
Przy drzwiach do jadalni stoi
żona Mateusza Sarony Ubrana
w obcisłą czarną sukienkę U-czesa-na
gładko Blada Wygląda
jeszcze szczupłej niż w podróż-nym
kostiumie
— Madame — uśmiecha się
Ingelot-Brow- n — właśnie zawar-liśmy
umowę z pani małżon-kiem
Cienkie narysowane ołów-kiem
brwi podnoszą się pytają-co
— Będziemy bawili się w
dwóch białych Sahibów Uwolni-my
okolicę od tygrysicy
— Tygrysica — pani Sarona
nie pyta wypowiada słowo jak
stwierdzenie Spogląda ku gó-rom
Klasztor w czerni krzaków
obejmuje cień idący od gór wy-dłużający
się z każdym pochy-leniem
słońca
— To było tak — zaczyna opo-wieść
Ingelot-Brow- n siadając
do stołu mówi a jednocześnie
myśli o czym innym
Ona jest piękna myśli kiedyś
była bardzo piękna Ale ci ludzie
tutejsi starzeją się bardzo szyb-ko
zwłaszcza kobiety Dziś jest
jak jak mumia mumia księ-żniczki
Nefretete
— Rozumiesz jak to było? —
Mateusz Sarona przejął opowieść
i tłumaczy ją żonie
— Tak Mateuszu rozumiem
To była tygrysica której zabra-no
młode
— Co za zbieg okoliczności ty-grysica
— Czarna Madonna?
— Nie nie To że pan świato-wej
sławy myśliwiec i ja Co?
Dwóch białych w krainie dziku-sów
Co?
Jest noc i księżyc Niebo gra-rato- we
przejrzyste Cienie wy-raźne
małe brudne domki mia-steczka
są białe i krawędzie ich
zaznaczają się ostro Uliczki
przepoławia cień
Mateusz Sarona trzyma rękę
na metalu rewolweru w kiesze-ni
i naradza się z Ingelotem-Brow- n
który jest uzbrojony w
sztucer z lornetką
— Ktokolwiek to' jest — mówi
Mateusz — udaje on Czarną Ma-donnę
Obleka długie sza'ty i je-śli
go gonić ucieka w stronę ru-in
Tam go już -- nikt nie ściga
— Stanę w cieniu i odetnę mu
drogę
— To będzie za późno Musi
my patrolować ulice aby go zła-pać
przedtem Wszyscy siedzą w
domach zamknięci Boją się i
mają nakazane Ten 'kto będzie
na ulicy — to on Tylko on Pan
pójdzie w lewo ja w prawo
spotkamy się na rynku i znowu
dokoła
— Tylko nie postrzelajmy się
wzajemnie
— Nie ma obawy My jesteś-my
ubrani biało on będzie uda-wał
Czarną Madonnę
— Idziemy
Mateusz Sarona odwrócił się
bo go doszedł smer- - U wyjścia
w bramce stała czarna nikła po-stać
— Co tu robisz? Idź do domu
— Mateuszu — w glosie jej
brzmiała prośba
— Co takiego?
— Ja pójdę z tobą
— Niemożliwe
— Pozwól mi iść z sobą
— Aha boisz się że to będzie
Józef? Wiesz dobrze że on je-den
zdolny jest do takiej zem-sty
On jeden Boisz się że za-strzelę
Józefa?
— Mateuszu pozwól — pro-siła
jakby nie słyszała tego co
mówił
— Po tylu latach Po tylu la-tec- h
Wtedy się bał Wtedy
trząsł się gdy mu powiedziałem:
kto pierwszy dojdzie do Czarnej
Madonny i położy jej w ręce
szmacianą lalkę na znak
— Mateuszu To było święto-kradztwo
— On się wtedy bał
— Nie rozumiałeś
— A ty? Dlaczego ty rozumia-łaś
Poszłaś za mną?
— Kochałam cię Byłeś
Mateus? nie słyszał jej słów
Natężał słuch w stronę ulic Do-szedł
go miarowy stukot kroków
Anglika I jeszcze coś Ktoś szyb-ko
biegł po kamieniach bosymi
stopami
Mateusz sprężył się
Mateuszu
Odwrócił się gniewny Szept
spłoszył wszelki ruch
— Nie możesz iść za mną W
tym czarnym ubraniu Ingelot za-strzeli
cię z miejsca Pomyśli
że to ty jesteś czarną Madonną
Wtedy wystąpiła z bramki Szyb-kim
ruchem narzuciła na siebie
białą kapę Wzruszył ramiona-mi
Postąpił naprzód ostrożnie
skradając się Ona szła za nim
bezgłośnie
Po kwadransie spotkali się z
Ingelotem na rynku Przed ma-gistratem
stał w dalszym ciągu
wielki płaski błyszczący w księ-życu
Cadillac Mateusza Na
schodkach siedzi policjant Drze- -
mie z karabinem między kolana- -
mi
Mateusz pokazuje tę scenę An--
glikowi rozkładając wymownie
lęce Ingelot-Brow- n z zaintere- -
sówaniem przygląda się kobie
cie w białej szacie Wydaje się
wyższa prostsza dumniejsza
— Pójdziemy teraz w poprzek
— "szeptem mówi Mateusz —
pan w tę uliczkę a ja w dół
Tam żyje sama biedota Najwię- -
cej się boją
Ingelot-Brow- n szepcze na po- -
żegnanie coś niezrozumiałego
Mateusz Sarona uśmiecha się ki--
wa dłonią
Znów stąpa ostrożnie Nasłu--
chuje
Uliczki coraz węższe cień na- -
pełnia je jak granatowa woda
po wTęby
Domy milczące Przez wtło- -
czone w kamienne framugi des- -
ki okiennic nie błyska żadne
światło
Mateusz Sarona skrada się po- -
chylony Jak na polowaniu
Wtem czuje na szyi zimny po- -
wiew Jak ręka obca chłód do- -
tyka jego karku włosy jeżą się
Pomału ostrożnie Mateusz od- -
wraca się Nikogo nie ma Niko- -
go
— Teresa — wola szeptem
Na suchej ziemi leży biała ka- -
pa Biała plama w kształcie zmię- -
tego kwiatu
— Teresa wciąż jeszcze
szeptem wzywa Mateusz
— Teresa!
I zaczyna się dziać najstrasz- -
niejsze
Dudnią kroki Stukają jak wti- -
jane w ziemię gwoździe
Trzask dartych desek Skrzyp
wyważanych okiennic
Wrzask Nieludzki wrzask
Pisk dziecka
I jęk Zawodzenie
Mateusz biegnie Potyka się o
kamienie śmiecie dziury nieza- -
brukowanej ulicy
Otwarte drzwi a w czarnej
czeluści krzyk
Wybiega mężczyzna w koszuli
i portkach Widać go jak białego
pająka
— Co się stało? — jęczy zdy-szany
Mateusz
— Tam — chłop pokazuje dło-nią
w ulicę --— Tam
— Madonna Czarna Madonna
— jęczy tłum który wypełzł na-gle
otoczył oblepił ich dokoła
W otwartych drzwiach wycie
Kobiece zawodzenie Ktoś tam
krzesze ognia
Mateusz roztrąca ludzi i zno-wu
biegnie W stronę rynku
Dogania Widzi Czarna postać
macha skrzydłami leci tuż przy
ziemi Mateusz strzela
Zapóźno
Strzela znowu
Ktoś go łapie za rękę
— Spokojnie Spokojnie
Ingelot-Brow- n wciąga Mateu- -
usza w cień domu
— Tam — pokazuje palcem
— ukrywa się pod murem Jak
tylko wyjdzie będzie na linii
strzału Pan z lewej ja od stro-ny
magistratu
— Biegnie — woła Mateusz
Ingelot-Brow- n z zimną krwią
celuje i strzela Postać-- omotana
w czarne zasłony miotająca się
w nich jak ptak leci dalej ku
samochodowi
— Nie wziąłem poprawki na
światło — wyjaśnia Ingelot-Brow- n
Słychać szum zapuszczanego
samochodu Starter buczy Po-licjant
obudzony wstaje unosi
karabin i zatrzymuje się w tej
pozie
Mateusz biegnie i strzela z 'pi
stoletu Ostatni pocisk Samo-chód
rusza Zatacza krae po ryn
ku
Rozkraczony Anglik szyje ze
sztucera jak do wielkiej zwie
rzyny
— Dlaczegoś nie strzelał? —
krzyczy Mateusz dobiegając po-licjanta
— Dlaczegoś nie strze- -
lał idioto?
Policjant patrzy zdumiony Nie
odpowiada Cofa się jak przed
szaleńcem
Mateusz biegnie dalej ku wy- lotowi rynku Staje obok Inge-lota-Brow- na
i patrzy jak wiel-ki
Cadillac piłuje pod górę w
stronę klasztoru
— Tamtędy nie przejedzie —
mówi ktoś obok Mateusz prze-straszony
odskakuje od stojące-go
obok Józefa
Samochód błyszczy w księżycu
na wąskiej drodze Chowa się
pod szkarpę cienia wyskakuje z
zakrętu Po spirali wspina się i
jesl już nad nimi pokazując sze-roki
wspaniały bok
Ingelot-Brow- n podnosi sztucer
i strzela t
— Po oponach — objaśnia
Samochód wchodzi w nowy wi-raż
Wali się Wdać jak wielki
długi wóz podnosi się nad ska-lą
Nie mogąc zmieścić sie ude- -
Ciąg dalszy ns str 19
== =
===
j=ES == ==
=
E5
==
=r
==
==
==
=5
==
==
E5
==
== =
EE
==
==
==
==
==~
E= ===
E= === =="
EE
==== ==
== ===
E5
==
ĘE===
"~— rz-- — j-ar?-
s-3tr'-i is&sm'ws?rmfo&&ijtfVssTmaiM
Wysyłamy do Polski wolne od cla pacikl
Importujemy i Polski wiele artykułów
™TTr" I ~~ "'li ilcn'' ł t'JH"Hm
Wesołffek
Swi
LoMlI
I uprawnieni "Dealeriy"
NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA
WIELKANOCNE
przesyła
CAŁEJ POLONU
STEFAN MALICKI
ADWOKAT
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY
== === przesyła I GREEN-VAL- E DAIRIES LTD
= Wszystko przygotowane na sposób europejski
EE Mleko maślanka sery oraz lody f 3156--8 Dundas St W — Tel RO 7-17-28
== NAJLEPSZE ŻYCZENIA POGODNYCH
U ' WESOŁYCH &W1ĄT~WIELKIEJ Ń"OCY' '
EE składa
fe--
TtiifYLLKfi-
'ALBERTA
i-IDosta-rczamy
Czyszczenie pieców
całkowicie
EE 420 Bathurst St
i
m~— Łi_ "T TL Itj j_i_j
WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH
życzy swej Klienteli i całej Polonii
PARKSIDE GRILL
Służy naszym gościom polską kuchnią
jak i uprzejmą obsługą
Przyjmuje zamówienia na wesela i bankiety
W Szymczak właśc — weteran
695 Queen St W — - el EM80463
oliwę'
ALLELUJA
składa
Oil Ltd &
= Czyszczenie i obsługa
U 945 St W Tel
B y n tu w = J"xl Q&!Cv?!PS5
c r' iA "' V u _
' FUEllŁID " '
Hor"nówyvf
i obsługa (service)( '
bezpłatna
Tel EM 1=
"--
— — —
furnace'ów bezpłatnie g
Po 7 wlecz RO
NAJLEPSZE ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE
I WESOŁEGO' ' '
Fulure Fuel Service sfalion
Dostarczamy oliwę do palenia czvśctmy i naprawiamy
e sPrzedaiemy benzynę marki BA Smarujemy
samochody i naprawiamy — solidnie dobrze i tanio
Każda robota gwarantowana
Bloor LE
dd
2-32-
24
6-35- 51
2-94- 94 g
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, April 05, 1963 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1963-04-05 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000499 |
Description
| Title | 000124a |
| OCR text | -i-TKi-— jC" "' -- " J""-"- - "TKIS"1 aSSSSęjsą SSSaSfiCSJĘiSau ipwr m ri-timim®&-"- -e & %- -"j - i— ii — „ -- j ŁŁiir tMn-m- S Ł-iiv- ?-n -- ~—— ———— — -- -_ — -- „ „ _ li v&p '"'-- " '' ~ 'U i"T ' t STR 18 "ZWIĄZKOWIEC" KWIECIEŃ (April) Piatetc 5 — 1963 NR 27 w ' = --W = t !j i' 'i [ i '4 li ' 'i i ii II i i 1ii: " t i & SM Am£ I gim 'C 'ej $ SKŁylDlAy WESOŁEGO ALLELUJA i Duchowieństwu Bratnim Organizacjom j wszystkim członkom oraz całej Polonii i Polski Związek b Więźniów Poliłycznych w Kanadzie 6&k JlQ U&Jefyr FAft ji mm m r Najlepsze życzenia z okazji świąt Wielkanocnych ~ składa całej Polonii w Toronto Siowarzyszenie Polskich Kupców Przemysłowców i Profesjonalislów w Toronto == 1330 Bloor St W j'fji 535-988- 5 Zapraszamy całą Polonię na Tradycyjne Jajko połą-czon- e z zabawa towarzyską w Audytorium Stani-sława 12 Denison Aye w sobole 20 kwietnia 19C3 o 8 wieczorem V ~ T l ile jj V NAJLEPSZE ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE I WESOŁEGO ALLELUJA ŻYCZY DUCHOWIEŃSTWU WSZYSTKIM ORGANIZACJOM POLSKIM CZŁONKOM ORAZ CAŁEJ POLONII Placówka 114 Korpus Pom Pań Slow Weleranów Armii Polskiej Komendant F KLACZĄ Adjutant J POKRYWA Kasjer W BAKA Prot CICHOCKI l-w-ice Kom A RZEPKA ll-wi- ce Kom W KUBICZ == COLLEGE ST rh-- k Tel Sv Sek 783 --f_ vr — TORONTO ONT Dom Kombatanta: 206 Beverley St Telefon: WA 17612 Czwartki: 730 930 w Soboty: 700 800 w Zarząd Spółdzielczej Kasy Oszczędności i Pożyczek Koła SPK tNr 20 w Toronto POLISH COMBATANTS' Toronto — CREDIT UNION składa serdeczne życzenia Wesołego Alleluja Członkom Kasy oraz wszystkim Kombatantom j§iL Oszczędzajcie r ubezpieczajcie się korzystajcie z pożyczek - (personalnych i hipotecznych) we własnej Kasie RADOSNYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH ZASYŁAJĄ SWEJ KLIENTELI l CAŁEJ POLONII Wesoieao Alleluja METROPOLITAN BAKERY EDMUND PLETZ — JULIAN KINARZ T 160 Galt Ave — Toronto — HO 3-75- 04 Ciąg dalszy ze str 17 — Od czasu do czasu w mias-teczku ginie dziecko Zabite Za-mordowane okrutnie 2e ślada-mi palców na szyi Kamiennych palców Rozumie pan? Pan Ingelot-Brow- n cofnął się przybierając minę zdziwioną — Pan w to wierzy? — Dzikusi wierzą A ja jestem jednym z nich Urodziłem się kiedyś w cieniu Czarnej Madon-ny Powiem panu że nie wierzy-łem To ja powiedzą panu wszy-scy tutejsi poszedłem nocą do klasztoru Nie bałem się Ach — zaśmiał się mrużąc oczy — to była romantyczna historia Bardzo dawna i bardzo roman-tyczna Pokazałem im że nie bo-ję się Zaimponowałem całej wsi Całej wsi i jednej młodej dziew-czynie — Bardzo romantyczne A tą dziewczyną była pana żona? Mateusz oprzytomniał Spoj-rzał zimno na gościa Odepchnął go wzrokiem — Tak to była moja żona — Bardzo romantycznie — Widzi pan — Mateusz Sa-ron- a znów patrzy w góry — ja się nie bałem Pokazałem im że się nie boję i jeszcze raz im pokażę Ma pan rewolwer? — Mam — Ingelot-Brow- n wy-prostował się poderwany niespo-dziewanym pytaniem — Oni — Mateusz pokazał ruchem ramienia w tył na mia-steczko — oni wierzą że Madon-na mści się na mnie że jest prze-ciw mnie Ile razy ja przyjadę tutaj mówią Madonna zabiera ofiarę Przeciw mnie Co panna to? — Zbieg okoliczności Nagła śmierć z powodu szkarlatyny o-d- ry przypisywana nieziemskim siłom — Nie proszę pana Jest ktoś kto działa przeciw mnie Mnie niszczy Dyskredytuje Poniża W nocy skrada się i morduje Madonna powiada jest przeciw niemu On jest przeklęty przez Czarną Madonnę Rozumie pan? — Mateusz podniecał się i wpro-wadzał siebie w gniew — Dziś tu a jutro tam na nizinach Ma-teusz Sarona przeklęty Nie u-wie- rzy pan ilu dzikoisów jest w naszym kraju Niestety więk szość z nich ma prawo głosu — I co pan zamierza? — Uwolnię ich raz na zawsze od strachu przed Czarną Madon-ną Zdemaskuję złoczyńcę Wro-ga Co pan na to? Ingelot-Brow- n zakolysał się na krześle — Patrz pan — Mateusz wska-zał na wąską uliczkę Szedł tam-tędy rząd kobiet okrytych czar-nymi szalami Milczący ponury Nadjechał wieśniak na mule Piętami uderzał w wyleniały bok wierzchowca siedząc jedną stroną na wiązce chrustu Nie spojrzał w górę na taras — Boją się Idź pan na wieś w uliczki miasteczka żaden nie spojrzy panu w oczy Boją się Zamykają drzwi do domów po nocy barykadują się Chowają swoje dzieci do piwnic 'Boją się — A pan ich zamierza uwolnić od tego lęku? — Tak ja Pan jeżeli pan ma odwagę może mi pomóc Ingelot-Brow- n wyciągnął z kie-szeni fajkę Długo trwało nim ją napełnił i zapalił Wyglądało to jakby czynność złożona z wie-lu wymierzonych ruchów stano-wiła podstawę do decyzji — Dziesięć lat temu — wy-puścił kłąb dymu i zaczął jak-h- y nigdy nie słyszał o Czarnej Madonnie — wraz z Leonardem Baylitzem zna go pan? pisze książki znaleźliśmy sie vr małej wiosce u podnóża Himalajów Sytuacja podobna do tej Lud-ność spłoszona przygnębiona O-kazu- je się że wielka tygrysica której zabrano małe gnębi wios-kę Co noc prawie porywa ko-goś Dzieci a nawet dorosłych Tygrys-ludoja- d — to straszna rzecz Tu było gorzej oszalała tygrysicą i w dodatku ludożerca Ha! Rozumie pan? Dwóch Sahi-bów białych panów prawie pół-bogów Mieliśmy nasze strzelby myśliwskie Cały zestaw sztuce-lów- ji dubeltówek i mieliśmy od-wagę A oni zabobonni do wa-riacji bali się tego zwierzęcia — Zabiliście ją? — Naturalnie Dla uzbrojone-go nowocześnie myśliwca nie jest to problemem — Zgadza się pan mi pomóc? Ingelot-Brow- n wypuścił nowy kłąb dymu — To jest moim obowiązkiem Zadzwoniono na obiad Wzo-rem wielkich hoteli nad morzem biało ubrany chłopiec potrząsa miedzianym dzwonkiem Obaj panowie wstają Przy drzwiach do jadalni stoi żona Mateusza Sarony Ubrana w obcisłą czarną sukienkę U-czesa-na gładko Blada Wygląda jeszcze szczupłej niż w podróż-nym kostiumie — Madame — uśmiecha się Ingelot-Brow- n — właśnie zawar-liśmy umowę z pani małżon-kiem Cienkie narysowane ołów-kiem brwi podnoszą się pytają-co — Będziemy bawili się w dwóch białych Sahibów Uwolni-my okolicę od tygrysicy — Tygrysica — pani Sarona nie pyta wypowiada słowo jak stwierdzenie Spogląda ku gó-rom Klasztor w czerni krzaków obejmuje cień idący od gór wy-dłużający się z każdym pochy-leniem słońca — To było tak — zaczyna opo-wieść Ingelot-Brow- n siadając do stołu mówi a jednocześnie myśli o czym innym Ona jest piękna myśli kiedyś była bardzo piękna Ale ci ludzie tutejsi starzeją się bardzo szyb-ko zwłaszcza kobiety Dziś jest jak jak mumia mumia księ-żniczki Nefretete — Rozumiesz jak to było? — Mateusz Sarona przejął opowieść i tłumaczy ją żonie — Tak Mateuszu rozumiem To była tygrysica której zabra-no młode — Co za zbieg okoliczności ty-grysica — Czarna Madonna? — Nie nie To że pan świato-wej sławy myśliwiec i ja Co? Dwóch białych w krainie dziku-sów Co? Jest noc i księżyc Niebo gra-rato- we przejrzyste Cienie wy-raźne małe brudne domki mia-steczka są białe i krawędzie ich zaznaczają się ostro Uliczki przepoławia cień Mateusz Sarona trzyma rękę na metalu rewolweru w kiesze-ni i naradza się z Ingelotem-Brow- n który jest uzbrojony w sztucer z lornetką — Ktokolwiek to' jest — mówi Mateusz — udaje on Czarną Ma-donnę Obleka długie sza'ty i je-śli go gonić ucieka w stronę ru-in Tam go już -- nikt nie ściga — Stanę w cieniu i odetnę mu drogę — To będzie za późno Musi my patrolować ulice aby go zła-pać przedtem Wszyscy siedzą w domach zamknięci Boją się i mają nakazane Ten 'kto będzie na ulicy — to on Tylko on Pan pójdzie w lewo ja w prawo spotkamy się na rynku i znowu dokoła — Tylko nie postrzelajmy się wzajemnie — Nie ma obawy My jesteś-my ubrani biało on będzie uda-wał Czarną Madonnę — Idziemy Mateusz Sarona odwrócił się bo go doszedł smer- - U wyjścia w bramce stała czarna nikła po-stać — Co tu robisz? Idź do domu — Mateuszu — w glosie jej brzmiała prośba — Co takiego? — Ja pójdę z tobą — Niemożliwe — Pozwól mi iść z sobą — Aha boisz się że to będzie Józef? Wiesz dobrze że on je-den zdolny jest do takiej zem-sty On jeden Boisz się że za-strzelę Józefa? — Mateuszu pozwól — pro-siła jakby nie słyszała tego co mówił — Po tylu latach Po tylu la-tec- h Wtedy się bał Wtedy trząsł się gdy mu powiedziałem: kto pierwszy dojdzie do Czarnej Madonny i położy jej w ręce szmacianą lalkę na znak — Mateuszu To było święto-kradztwo — On się wtedy bał — Nie rozumiałeś — A ty? Dlaczego ty rozumia-łaś Poszłaś za mną? — Kochałam cię Byłeś Mateus? nie słyszał jej słów Natężał słuch w stronę ulic Do-szedł go miarowy stukot kroków Anglika I jeszcze coś Ktoś szyb-ko biegł po kamieniach bosymi stopami Mateusz sprężył się Mateuszu Odwrócił się gniewny Szept spłoszył wszelki ruch — Nie możesz iść za mną W tym czarnym ubraniu Ingelot za-strzeli cię z miejsca Pomyśli że to ty jesteś czarną Madonną Wtedy wystąpiła z bramki Szyb-kim ruchem narzuciła na siebie białą kapę Wzruszył ramiona-mi Postąpił naprzód ostrożnie skradając się Ona szła za nim bezgłośnie Po kwadransie spotkali się z Ingelotem na rynku Przed ma-gistratem stał w dalszym ciągu wielki płaski błyszczący w księ-życu Cadillac Mateusza Na schodkach siedzi policjant Drze- - mie z karabinem między kolana- - mi Mateusz pokazuje tę scenę An-- glikowi rozkładając wymownie lęce Ingelot-Brow- n z zaintere- - sówaniem przygląda się kobie cie w białej szacie Wydaje się wyższa prostsza dumniejsza — Pójdziemy teraz w poprzek — "szeptem mówi Mateusz — pan w tę uliczkę a ja w dół Tam żyje sama biedota Najwię- - cej się boją Ingelot-Brow- n szepcze na po- - żegnanie coś niezrozumiałego Mateusz Sarona uśmiecha się ki-- wa dłonią Znów stąpa ostrożnie Nasłu-- chuje Uliczki coraz węższe cień na- - pełnia je jak granatowa woda po wTęby Domy milczące Przez wtło- - czone w kamienne framugi des- - ki okiennic nie błyska żadne światło Mateusz Sarona skrada się po- - chylony Jak na polowaniu Wtem czuje na szyi zimny po- - wiew Jak ręka obca chłód do- - tyka jego karku włosy jeżą się Pomału ostrożnie Mateusz od- - wraca się Nikogo nie ma Niko- - go — Teresa — wola szeptem Na suchej ziemi leży biała ka- - pa Biała plama w kształcie zmię- - tego kwiatu — Teresa wciąż jeszcze szeptem wzywa Mateusz — Teresa! I zaczyna się dziać najstrasz- - niejsze Dudnią kroki Stukają jak wti- - jane w ziemię gwoździe Trzask dartych desek Skrzyp wyważanych okiennic Wrzask Nieludzki wrzask Pisk dziecka I jęk Zawodzenie Mateusz biegnie Potyka się o kamienie śmiecie dziury nieza- - brukowanej ulicy Otwarte drzwi a w czarnej czeluści krzyk Wybiega mężczyzna w koszuli i portkach Widać go jak białego pająka — Co się stało? — jęczy zdy-szany Mateusz — Tam — chłop pokazuje dło-nią w ulicę --— Tam — Madonna Czarna Madonna — jęczy tłum który wypełzł na-gle otoczył oblepił ich dokoła W otwartych drzwiach wycie Kobiece zawodzenie Ktoś tam krzesze ognia Mateusz roztrąca ludzi i zno-wu biegnie W stronę rynku Dogania Widzi Czarna postać macha skrzydłami leci tuż przy ziemi Mateusz strzela Zapóźno Strzela znowu Ktoś go łapie za rękę — Spokojnie Spokojnie Ingelot-Brow- n wciąga Mateu- - usza w cień domu — Tam — pokazuje palcem — ukrywa się pod murem Jak tylko wyjdzie będzie na linii strzału Pan z lewej ja od stro-ny magistratu — Biegnie — woła Mateusz Ingelot-Brow- n z zimną krwią celuje i strzela Postać-- omotana w czarne zasłony miotająca się w nich jak ptak leci dalej ku samochodowi — Nie wziąłem poprawki na światło — wyjaśnia Ingelot-Brow- n Słychać szum zapuszczanego samochodu Starter buczy Po-licjant obudzony wstaje unosi karabin i zatrzymuje się w tej pozie Mateusz biegnie i strzela z 'pi stoletu Ostatni pocisk Samo-chód rusza Zatacza krae po ryn ku Rozkraczony Anglik szyje ze sztucera jak do wielkiej zwie rzyny — Dlaczegoś nie strzelał? — krzyczy Mateusz dobiegając po-licjanta — Dlaczegoś nie strze- - lał idioto? Policjant patrzy zdumiony Nie odpowiada Cofa się jak przed szaleńcem Mateusz biegnie dalej ku wy- lotowi rynku Staje obok Inge-lota-Brow- na i patrzy jak wiel-ki Cadillac piłuje pod górę w stronę klasztoru — Tamtędy nie przejedzie — mówi ktoś obok Mateusz prze-straszony odskakuje od stojące-go obok Józefa Samochód błyszczy w księżycu na wąskiej drodze Chowa się pod szkarpę cienia wyskakuje z zakrętu Po spirali wspina się i jesl już nad nimi pokazując sze-roki wspaniały bok Ingelot-Brow- n podnosi sztucer i strzela t — Po oponach — objaśnia Samochód wchodzi w nowy wi-raż Wali się Wdać jak wielki długi wóz podnosi się nad ska-lą Nie mogąc zmieścić sie ude- - Ciąg dalszy ns str 19 == = === j=ES == == = E5 == =r == == == =5 == == E5 == == = EE == == == == ==~ E= === E= === ==" EE ==== == == === E5 == ĘE=== "~— rz-- — j-ar?- s-3tr'-i is&sm'ws?rmfo&&ijtfVssTmaiM Wysyłamy do Polski wolne od cla pacikl Importujemy i Polski wiele artykułów ™TTr" I ~~ "'li ilcn'' ł t'JH"Hm Wesołffek Swi LoMlI I uprawnieni "Dealeriy" NAJSERDECZNIEJSZE ŻYCZENIA WIELKANOCNE przesyła CAŁEJ POLONU STEFAN MALICKI ADWOKAT WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKIEJ NOCY == === przesyła I GREEN-VAL- E DAIRIES LTD = Wszystko przygotowane na sposób europejski EE Mleko maślanka sery oraz lody f 3156--8 Dundas St W — Tel RO 7-17-28 == NAJLEPSZE ŻYCZENIA POGODNYCH U ' WESOŁYCH &W1ĄT~WIELKIEJ Ń"OCY' ' EE składa fe-- TtiifYLLKfi- 'ALBERTA i-IDosta-rczamy Czyszczenie pieców całkowicie EE 420 Bathurst St i m~— Łi_ "T TL Itj j_i_j WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH życzy swej Klienteli i całej Polonii PARKSIDE GRILL Służy naszym gościom polską kuchnią jak i uprzejmą obsługą Przyjmuje zamówienia na wesela i bankiety W Szymczak właśc — weteran 695 Queen St W — - el EM80463 oliwę' ALLELUJA składa Oil Ltd & = Czyszczenie i obsługa U 945 St W Tel B y n tu w = J"xl Q&!Cv?!PS5 c r' iA "' V u _ ' FUEllŁID " ' Hor"nówyvf i obsługa (service)( ' bezpłatna Tel EM 1= "-- — — — furnace'ów bezpłatnie g Po 7 wlecz RO NAJLEPSZE ŻYCZENIA ŚWIĄTECZNE I WESOŁEGO' ' ' Fulure Fuel Service sfalion Dostarczamy oliwę do palenia czvśctmy i naprawiamy e sPrzedaiemy benzynę marki BA Smarujemy samochody i naprawiamy — solidnie dobrze i tanio Każda robota gwarantowana Bloor LE dd 2-32- 24 6-35- 51 2-94- 94 g |
Tags
Comments
Post a Comment for 000124a
