000306a |
Previous | 6 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
k?
tII I
iL
mwgm
iwą
r h mi
ITPL "ZWIĄZKOWIEC" WRZESIEŃ (Stphmbw) Sobota 10 — 1960
f- -
1
6
Jerzy Zawieyski
Prawdziwy koniec wielkiej wojny
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone Copyright by J Zawieyski Warszawa
Choroba Juliusza przechodziła i dla
niego samego nieoczekiwane zmiany
Jeszcze w Niemczech nastąpi! paraliż
mowyr o czym mniemano że jest chwi-lowa
komplikacja po zapaleniu mózgu
które przebył niedawno Ale odezwały
sie też rzeczy darmo jak gdyby minione
które — jak pamiętał — zaszły kilka-krotnie
w dzieciństwie — to ataki epi-leptyczne
Były one w jakiś sposób sjt
wodowane wydarzeniam i w obozie zwła
szcza tańcem który Juliusz wykonywał
w czasie pijackich zabaw Wintera Bał
się zawsze tego tańca i drżał ze strachu
przed1 każdą ucztą na którą go wzywa-no
Lęk zniszczył w nim dawną wesołość
chodził po obozie osowiały i stracił na-dzieję
że uda mu się ocalić życie
Przebywał później w wielu szpitalach
badany jako ciekawy przypadek pokazy-wany
też studentom w wielkich półkoli-stych
amfiteatrach uniwersyteckich Bał
sie swych ataków zwłaszcza tańca który
niósł cała grozę uczt z Winterem dawno
minionych a jednak w nim obecnych
Wszystko co było wtedy w obozie już
przeszło Zdziczenie i zbrodnie zostały
jaikgdyby ukarane niewinne ofiary któ-re
rozwiały sie w popiół pod paleniska-mi
krematoriów — przez żyjących za-pomniane
wyparte z pamięci Po wstrzą
sach świata zaległa cisza groźna cisza
przed nową czarna nocą Niemym swiad-- j
kiem ponurej uczty zbrodniarzy świad-kiem
nieznanym nieomal nieznanym nie-mym1
żołnierzem — jest on sam dotąd
on Juliusz Zbórski ukryty w domu swej
żony oddany pod opiekę Józi
Gdy' tylko zjawił się w' tym pozornie
swoim domu — "prędko spostrzegł że
niepotrzebnie wrócił Przysporzył Róży
zgryzot' i pogłębił jej konflikty stając
pomiędzy nią a Stegienlem Róża zasko-czona
pojawieniem się 'Juliusza którego
miała 'za nieżyjącego przyjęła jego cho-robę
} 'nadmiernym przerażeniem Wie-dział
otym że go się bała ł że budził
w niej( wstręt Nie mogła ścierpieć jego
bełkotu więc wkrótce zamilkł zupełnie
chociaż w szpitalach mógł się z ludźmi
porozumiewać przy dobrej woli z ich
strony Nie chciała by pisał na kart-kach
gdy czegoś nie mogła zrozumieć
z jego gestów bo pisał' z-- błędami opu-szczając
sylaby czasem J przeinaczając
'M u
Tadeusz Dołęga-Mostowi- cz
BRACIA DALGZ S-- KA
— Do usług panie dyrektorze
— Kto kupił udziały? Jeżeli pan nie
masz do mnie zaufania możesz pan nie
wymieniać nazwiska Chodzi mi na ra-zie
o jego' stanowisko zawód majątek?
— Majątek? — podniósł brwi To-lews- ki
— to milionerka!
— Więc
— No tak co ja będę z panem dyrek-torem
bawić się w ciuciubabkę: Wenzlo-w- a
S3ma stara Wenzlowa
Wymówił to nazwisko jako powszech-nie
znane lecz widząc że Dalczowi nic
ono nie wyjaśnia dodał:
— To wdowa po tym Wenzlu co
jeszcze na modlińskich dostawach się
dorobił Za młodu była jak teraz opo-wiada
aktorką Ale tak naprawdę to po
prostu puszczała się na wielką skalę
Miała dwóch mężów Wenzel był trze-ci
W Warszawie każdy ją zna Brylanty
w uszach nosi większe niż u pana dyrek-tora
w pierścionku
— Dziwne Dlaczego ona właśnie ku-piła?
Dlaczego mój ojciec jej sprzedał
udziały?
Tolewski zrobił filuterne oko:
— Ma baba pieniądze a ludzie opo-wiadają
że dla świętej pamięci Dalcza
żywiła jeszcze z dawnych czasów Kto
to może wiedzieć Kiedyś piekielnie
ładna była Dość że jak się tylko do-wiedziała
że pan Dalcz znaczy się oj-ciec
pański szuka kupca na swoją część
fabryki to zatelefonowała do mnie i ka-zała]
mi iść do niego
— Czy utrzymuje pan z nią jakikol-wiek]
kontakt?
— Owszem
— Nie wie pan jak przyjęła wiado-mość
o samobójstwie?
— Pańskiego ojca? Ależ! Słowo ho-noruj
daję że baba prawie oszalała By-ła
pewna że to bankructwo fabryki i że
ze swoich std dziesięciu tysięcy dolarów
nie zobaczy ani groma
— Tyle zapłaciła za udziały?
— Tak — z poufną miną zapewnił
Tolewski i nagle odsunął się — ale ja
panu dyrektorowi różne rzeczy takie o- -
powiadam Właściwie to mnie nie wol- - noi
Paweł roześmiał się
— Tyle już mi pan opowiedział ze
gdybym chciał zróbić4"cośza pańskimi
piprami to tak mógłbym Bartarzam
jednakjpanie' Tolewski żeniejestea z
4 fi
t
wyrazy Ponieważ Róża przyjmowała to
ze zgrozą więc przestał i w ten sposób
z nią się komunikować Najboleśniejsze
było jednak to dla Juliusza że Róża
traktowała go jak obłąkanego Taki jej
się zapewne wydawał zwłaszcza po spóź-nionych
reagowaniach na różne bodźce
zewnętrzne Więc Juliusz i na to przy-stał
— i teraz już całkowicie stracił mo-żność
porozumiewania się ze światem
Nie był obłąkany i żaden lekarz takiej
diagnozy nie stawiał To tylko konflikty
Kozy tak go zakwalifikowały
Roza nic wiedziała jakie są istotne
źródła jego choroby ani nie znała hi-storii
jego tańca Nikt tej historii nie
znał a ci co byli jej świadkami dawno
o niej zapomnieli
— Więc Róża niczemu nie jest win-na
— stwierdzał Juliusz niejednokrot-nie
— Jest najlepsza w świecie Naj-lepsza
i ukochana ponad wszystko
Trzymał przed sobą gazetę i patrzał
z uporem mimo bólu w oczach na foto-grafię
oficera w mundurze niemieckim
— No już czas już czas na przechadz-kę
— posłyszał głos Józi
Podawała mu palto które czyściła
szczotką z kurzu później czyściła też i
kapelusz
Gdy już był gotowy do wyjścia Jó
zia cofnęła się o krok popatrzyła na
niego z uwagą i powiedziała:
— Mój Dziuldziulku Mój Dziul-dziułk- u
Po czym pocałowała Juliusza głośno
w policzek Józia w chwilach wezbranej
czułości gdy mówiła "Dziuldziulku"
miała zawsze łzy w oczach
Za progiem mieszkania Juliusz obej-rzał
się mimo woli na drzwi już zamknię-te
i spostrzegł na nich mosiężną tablicz-kę
z wyrytym napisem: "Juliusz Zborski
inżynier architekt"
— Nic do wiary — pomyślał a po-tem
stojąc u szczytu schodów stwier-dził
z wewnętrzną mocą: — To się musi
skończyć — W ten sposób nie wiedząc
o tym spotkałsicZ takim samym posta-nowieniem
Róży
Po wyjściu z domu szedł jej ślada-mi
Minął najpierw ulicę Brzoskwiniową
wąską i krętą ta potem Aleją Wyzwole-nia
dotarł do parku
Znał miejsca gdzie Róża spotykała
24
I
kobieta?
tych i ręczę panu za dobry interes
To przekonało Tolewskiego Oświad-czył
że nie żywi żadnych obaw że na
ludziach się zna że widzi z kim ma do
czynienia i zaczął opowiadać szczegóło-wo
o przebiegu transakcji i o obecnych
niepokojach Wenzlowej
W umyśle Pawła coraz wyraźniej kry-stalizował
się plan działania Rzecz była
do zrobienia Czasu wprawdzie zostawa-ło
niewiele ale przy pewnym wysiłku
można ułożyć
Ze słów Tolewskiego wynikało że
Wenzlowa już jest nastraszona Pozo-stawało
zatem doprowadzić niepokój jej
do takiego stanu w jakim byłaby goto-wa
sprzedać udziały na najmniejszą kwo-tę
Dążć do tego trzeba dwiema droga-mi:
przedstawić jej w najgorszym świe-tle
stan interesów fabryki i zademon-strować
przed nią panikę udziałowców
usiłujących wyzbyć się udziałów
Naturalnie na to wszystko trzeba jed-nak
mieć pieniądze Jeżeli stryj Karol
nie da się naciągnąć na owe czterdzieś-ci
tysięcy — cała kombinacja okaże się
nierealna Nierealna to jeszcze nie zna-czy
przegrana Należy wówczas znaleźć
inną Tymczasem jednak zważywszy
wszystkie szanse wolno było mieć na-dzieję
Jeżeli nawet Krzysztof żle uspo
sobi stryja jeszcze nie będzie to powo-dem
do rezygnacji Paweł wypróbował
juz na stryju siłę argumentacji Właści-wie
zupełnie niepotrzebnie zwrócił się
tym razem do Krzysztofa Zrobił to ra-czej
dlateeo że korciła eo ta oziębłość
stryjecznego brata że niejako chciał go
wciągnąć w swoje sprawy bliżej
Tolewski mieszał głośno cukier w ka-wie
i od czasu do czasu spoglądał na za-myślonego
Pawła
— Nie jest tak żle panie Tolewski
— odezwał się ten wreszcie — będzie to
lepszy i znacznie intratniejszy interes dla
pana niż krakowski
Ostatnie słowo wymówił z takim na-ciskiem
jakby najlepiej był poinformo-wany
o tym ineteresie a widząc zmie-szanie
pośrednika łagodząco dodał:
Nie będziemy na siebie narzekali 0-biec- uję to panu
— Jestem tego pewien panie dyrek-torze
— Ja jeszcze bardziej No niech pan
zajrzy do mnie jutro wieczorem około
ósmej Zna pan mój adres?'
się ze Stęgieniem zwłaszcza drogę nad
stawem zakończoną lipami O tej porze
inaczej juz park wyglądał niż z rana
gdy Róża tu była
Słońce wydobywało z liści bogactwo
ich barw a drzewa zamierały w cieple
zasnuwane nitkami białego lata W po-wietrzu
unosił się cierpki zapach więd-nących
kwiatów i zapach stawu nad
którym ciągle stały obłoczki mgieł Wszy
stko to było nieco senne zastygające ale
ożywione rdzawo-czerwony- mi kolorami
zw łaszczą w alejach gdzie rosły buki i
brzozy
Juliusz ogarniał wzrokiem park i po-myślał
że ten dzień jest dniem jego
pożegnania
Pewna boczna aleja parku prowadzi-ła
do wyjścia w ulicę na której kiedyś
oboje z Różą mieszkali Juliusz skierował
się w tę stronę ale przypomniał sobie
że domu który chciał widzieć juz nie
ma Nic w tym miejscu nie ma poza
gruzami Zabolało go samo to słowo "nie
ma"
Wiec zawrócił i poszedł do oddalonej
alei wiązów gdzie od pewnego czasu u-czy- łsię
głośnego wymawiania kilku zdań
Chciał Róży sprawić niespodziankę i o-dez- wać
się do niej by go zrozumiała
Miał jej wyuczone słowa wyrecytować
wczoraj jako podarek imieninowy ale
od samego rana przeszkadzali goście
poznie] przed wieczorem przyszedł atak
Czy powie jej dziś?
Oparł się o ławkę i z trudem w
wielkim wysiłku powiedział w przestrzeń:
— Nie jestem obłąkany Pomóż ml
abym był zdrowy Kocham cię Różo
Powtórzył kilka razy te trudne słowa
ale dziś szło mu to gorzej niż przed kil-ku
dniami niż jeszcze przedwczoraj
Zwłaszcza ostatnie zdanie zapewne wsku-tek
wzruszenia nie mogło się uformo-wać
w dźwięki zrozumiałe
Juliusz miał poczucie klęski Opadł
na ławkę wyczerpany wysiłkiem złama-ny
niepowodzeniem ostatniej możliwości
swego życia
— A jeżeli Róża ma rację? — po-myślał
ze zwątpieniem — Jeżeli jest
tak jak ona sądzi?
Ale nie chciał dawać temu wiary
Nie mógł
Otarł pot z czoła rozpiął palto i czym
prędzej odszedł z pustej alei Udał się
teraz w stronę miasta
Często odwiedzał dzielnicę gdzie sta-wiano
wielkie budowle które go zachwy-cały
przez sam rytm zbiorowej pracy
przez radość wysiłku przez spełnianie
twórczego zamysłu Tam teraz szedł aby
zapomnieć o klęsce i aby nacieszyć się
widokiem i gwarem wznoszonych robót
Był kiedyś przecież architektem i dotąd
stoją jego bloki jego domki dwurodzin-ne
w znanej dzielnicy miasta Tuż za
— To jest mieszkanie świętej pamięci
ojca pana dyrektora?
— Tak I niech pan służbie nic mówi
swego nazwiska Do widzenia panu
— Moje uszanowanie panu dyrekto-rowi
Paweł Dalcz wcale nie spal tej nocy
Do świtu siedział przy biurku 0 świcie
z jego pokoju rozległ się hałaśliwy
wrzask gramofonu bardzo hałaśliwy
gdyż swym hałasem musiał pokryć ter
kotanie maszynki drukarskiej
O ósmej wszystko było gotowe
Wziął prawie zimną kąpiel ubrał się
i pojechał do fabryki W ciągu pól go-dziny
przejrzał korespondencję wydał
Holderowi dyspozycje i wewnętrznym te-lefonem
połączył się z gabinetem Krzy-sztofa
Oderwał się głos jego sekretar-ki:
— jest chory nie będzie dziś w fa-bryce
Paweł położył słuchawkę i poszedł
rozmówić się z Jarszówną
— Dzień dobry pani Mój brat jest
chory?
— Telefonowano z domu panie dy-rektorze
że nie przyjdzie bo czuje się
niezdrów
— Nie wie pani co mu jest? Może
się zaziębił?
— Nie wiem panie dyrektorze
— Proszę niechże pani siada Nie
widziała go pani od wczoraj?
Jarszówną zarumieniła się:
— Dlaczego pan dyrektor myśli że
mogłam się widzieć Wczoraj nie miałam
żadnej popołudniowki
—O! To pani tyle pracuje że miewa
czasem i zajęcia wieczorne? — udał
zdziwienie
— Zdarza się panie dyrektorze
— Mój kuzyn zamęcza panią Gdy
bym nie obawiał się że jest o panią
zazdrosny powiedziałbym mu że trzeba
nie mieć serca by zmuszać do tylu go- dzin pracy tak uroczą istotkę jak pani
Dziewczyna zrobiła się purpurowa i
spuściła oczy
Paweł pochylił się nad nia i dodał
prawie półgłosem:
— Nie dziwię się Krzysztofów i że jest
zazdrosny He razy tu wchodzę nie u-m- ie ukryć swego niezadowolenia Czy
pani moje odwiedziny też sprawiają
przykrość?
— O pan dyrektor żartuje
— Nie nie proszę odpowiedzieć
szczerze! Może mi na tym zależy No?
Sprawiają przykrość?
W milczeniu potrząsnęła głową prze-cząco
— Eee ukrywa pani wzrok —skrzy-wił
się — proszę spojrzeć na mnie Po
oczach pani poznam czy to prawda
Podniosła nań roziskrzone bardzo nie-bieskie
oczy
Pomyślał że jest ładna I że~~albo
bramą parku ogarnął go wzmożony ruch
szybkie i wtccz szalone tempo życia Mi-na)
prędko kilka ulic pilnie uważając
na światła przy kierunkach przejścia i
z daleka już zobaczył czerwone ściany
budujących się bloków
Ale nagle zatrzymał się w przeraże-niu
Wszystko na co patrzał widział
w kolorze fioletowym a kolor ten ozna
czał zbliżanie się ataku
— O Boże — jęknął Juliusz — Do
piero wczoraj
Nie wiedział czy zawrócić czy iść
dalej
Było już za późno
Fiolet pokrywał drzewa i domy lu-dzie
wyglądali jak zasnuci ciemną mgłą
Juliusz szedł teraz prędko coraz prę-dzej
roztrącał przechodniów nie zwa-żał
na światła ostrzegawcze na auta —
biegł zdyszany byle zdążyć na budowę
nim przyjdzie najgorsze Tam będzie
czuł się bezpiecznie
Barwa fioletu pogłębiała się teraz sta-jąc
się barwą nocy mimo dnia i mimo
słońca Wiedział że niedługo spadną na
niego smugi czerwone jak deszcz i po-jawią
się kule z białego szkła które z
brzękiem będą pękały nad głową
Biegł szybko z rozwianymi połami pal
ta z kapeluszem w ręku który przyci-skał
do piersi Sprawiał wTażenie jakby
uciekał zwłaszcza wtedy gdy mijał pla-ce
natłoczone autami Miał oczy szeroko
otwarte jak gdyby nie widzące i rozchy-lone
usta z których ściekała ślina Prze-chodnie
oglądali się za nim ktoś nawet
go zatrzymywał ktoś pchnięty przez nie-go
zaczął głośno kląć
Juliusz omijał przechodniów napie-rających
ze wszystkich stron i chciał za-wołać:
— O ludzie ludzie! Jestem niemy
Niemy ale nie obłąkany!
Formowały się w nim myśli których
nie mógł wypowiedzieć że nosi w sobie
wojnę a wojna ma wygląd Kurta Win-tera
Niedługo zacznie taniec ale nie
jest to jego taniec Ułożył go Kurt Win-ter
i to Kurt Winter jest obłąkany!
Fiolet nocy gęstniał coraz bardziej
przed oczyma Juliusza Ogarnęła go fala
ciepła poczuł gorąco ocierał rękawem
pot z twarzy Zjawiła się w nim nagła
miłość do świata al sic zanosił w sobie
od szczęścia i zachwytu Brałby w ramio-na
każdego i każdemu mówił słowa czu-łości
Ale był niemy i nie mógł światu
niczego z siebie przekazać
Wbiegł zdyszany ostatkiem sił na
teren budowy Znali go tu wszyscy i nie-którzy
z pięter wołali:
— Cześć panie inżynierze! Jak pan
wygląda? Co? Już od rana zachodziło
się na jednego? A my tu normy walimy
jak cholera!
należy do gatunku urodzonych kokietek
albo już tak za bardzo nie kocha się w
Krzysztofie Dla próby dodał:
— A nie powie mu pani żeśmy sobie
gawędzili tu na tematy całkiem biurowe?
— Pan Krzysztof nie będzie wcale
pytać
— Gdyby jednak? On tyle ma z
panią wspólnych tajemnic tak mi się
przynajmniej zdaje chciałbym i ja mieć
z panią jedną małą tajemnicę Przy tym
przez zazdrość gotów mnie znienawidzieć
A chyba pani nie zależy na tym by mię-dzy
stryjecznymi braćmi doszło do nie-przyjaznych
uczuć?
— Ja nic nie powiem! — żarliwie
zapewniła z taką intonacją jakby to było
od początku oczywiste
— To dobrze — uśmiechnął się —
Krzysztof i tak nie bardzo mnie lubi
Wie to pani lepiej ode mnie Prawda?
— Cóż znowu panie dyrektorze —
zdetonowała się — ja nic o tym nie
wiem
Paweł pomyślał że jest inaczej i że
trzeba się będzie zabrać do spenetrowa-nia
tej sprawy Nie przewidywał specjal-nych
trudności Dziewczyna była dość
naiwna no i dostatecznie ładna by wy
wiad tego rodzaju nie należał do zabie
gów przykrych
— Zatem do widzenia — spojrzał
na nią znacząco
— Do widzenia panie dyrektorze
Wyszedł i mruknął do siebie:
— Zabawna gęś
Do telefonu podszedł jak zwykle w
tym domu Blumkiewicz Potwierdził że
pan Krzysztof jest chory nic poważnego
ale leży w łóżku natomiast pan prezes
prosi pana dyrektora do siebie
Za furtką w sztachetach zaczynał się
ogród zasypany niemal do wierzchołków
agrestu śniegiem Ścieżka prowadząca do
willi była rozczyszczona jak co dzień
dla Krzysztofa dziś iednak Paweł na
niej pierwsze stawiał ślady
W przedpokoju spotkała go pani Te
resa
— Jestem zaniepokojony stryjenko
chorobą Krzysia Blumkiewicz twierdzi
że to nic poważnego?
— Zdaje się że zwykłe zaziębienie
Dziękuję ci Pawie To prawdziwe szaleń-stwo
z jego strony jeździć przy takiej
pogodzie otwartym autem
— Na miły Bóg czemuż nie bierze
dyrekcyjnego! Ja go prawie nie używam
Czy mogę Krzysia odwiedzić?
— Nie nie — jakby zaniepokoiła się
Teresa — może to coś zaraźliwego
— To drobiazg stryjenko nie boję się
— Zresztą Krzyś teraz śpi a nie
chciałabym go budzić
— No oczywiście — zrezygnował
Paweł--— a do stryja można?
— Czeka na ciebie
Prowadź wóz lak jak byś to
bie życzył by wszyscy inni pro-wadzili
swe wozy
JEDYNY POLSKI
SALON PIĘKNOŚCI
Marya's Beauty Parlor
Specjalizacja w trwałej
ondulacji "Permanent"
Wawes
216 Bathurst St EM 8-44- 32 P
OKULIŚCI
OKULISTA
S BROGOWSKI OD
420 Roncesvalles Ave
(blisko Howard rark)
Godtzeilneyfonprlczyzjnęmć opdor1o0z—um63ie0nioermaz za
Tel LE 1-4-
251 — CL 9-80-
29 P
OKULISTKA
J T SZYDŁOWSKA
OD FBOA
Badanie oczu dobieranie szkieł 1 do-paso- w cwodIzniennjyuncaihenieogdod1"z0c-i-no7anctahcsot bzaotlyeunpswerłzsąe"cdznniiem—
porozumieniem
1063 Bloor St West LE 2-87-
93 (róg Haelock) 17P
Lunsky
WA I
UWACAI
3924P
TORONTO
J & J
fPaorUblcl naczyń łowi rów ♦ £" bor6w '----
r-y-h U"42J2
Queen St W
Solidna obsługa li
Bezpłatne Dorart „-rfkM- at
1- -J' 1
Dr
LEKARZ DENTYSTA
Przy(njdmireuumgjieymdozmapoourdporzzRueomdnniceiemnsiveuw„
Teifon LE 1-4-
2S0 129 Grenadier Rd
DR T L
DENTYSTA CHIRURo
Mówi po polsku
514 Dundas St W - Trcn„
Tel EM 8-90-
38
1?
Dr V
LEKARZ DENTYSTA szkawleigaodamoia pprazcjjjeencltuów dprriktjg
319 Blcor St W Telef wi V Wlzty za porozum! 2?
telefoniczni m §
470
Oczy badamy okulary do wszystkich defe-któw
wzroku na nerwowość na ból głowy Mówimy po polsku
Lach
Stanisław J Lach DDOCKTORZY CHIROPRAKTWYKłaIdysław J Lach ' DC
' Koneevallł$ Av — Toronto —
Ił
BRACIA ŁUKOWSCY
DOKTORZY
Specjaliści w leczeniu artretyzmu reumatyzm
poUo lumbaeo syjłH dollfcU-osc-i muskulóir
1 stawów oraz zasilania i normowania całego
uijjauiiniu — A-na- y prześwietlenia
1B48 BLOOR St W TORONTO ONT — TEL RO 9225?
140 CHURCH ST ST CATHARINES
Si
TEL 4-31-
61
1P
M C Skin UWA6AI
SS£JS' imiM najnowszego patentu M C używa się do leczenia achom!
Ipwwuynpjsląryezpżekaispulobkdskąkooóbrpnnopjecoezhtoukwztsóąjccrhleou$r2znęop5iei0ropawzoizkksowozjrcsenzJej1clkmhmiaeeSgSccozkIąórr"olnMudedzzaicjCuhcozrSeaogksbzieeynmm OJcaalIknłytlmimesgzieaznjeóltma"wtaam—iJlalksCuiesirnjttii
Maść tę wyrabia Mrs M Czullńskl wytwórnia skórnych mafcl
"M C SKIN OINTMENT"
M C CORN
Mamy równie M C ma przeciw odciskom 1 leczeniu brodawek Coni 8M
M C maść skórna 1 M C maść na odciski są najskuteczniejsze jakie mol na znaleźć na rnku kanadJsklm
śżrąeddanjcioie dow psrwoodiucchenatap:tekach w razie nieotrzymania proszę pisać beipo
M Czullńskl 25? Rusholmt Rd Toronto Oni Tel LE 6-58-
62 po S- -ł wlm
W razie niezadowolenia zwracamy pieniądze po tjgodnlu 13 Eł
462 Queen St W EM 8-21-
29
Nasza apteka to wasz punkt gdzie znajdziecie poradę w zakupie
różnych witamin i lekarstw dla waszego zdrowia Kwalifikowany
aptekarz jest zawsze dla waszych ushig w sprawie wysjłek le-karstw
do Europy Lekarstwa najwyższej jakości i świeżości po
cenach najniższych dokładną poradę w wyborw
kosmetyków Obsłużymy was w waszym ojczystym języku
Właściciel GARDIAN Najstarsza polska apteka w Toronto
recepty ze wszystkich krajów
Zamówienia wysjłamy
Piszcie telefonujcie lub zgłaszajcie fi?
osobiście — Popierajcie polską aptekę
WSZELKIE DO POLSKI
I INNYCH KRAIAU cilDnDV cidat nn tlCCD
297 Ave Tel LE 6-30- 03
ONT
745
W
I PRASOWANIE
Nowo otwarty sklep "Cleanlng & Pretsing"
Przjmujemy do czjszczcnia 1 naprawiamy ubrania — sukienki — plasK
Ceny bardzo niskie
SILL'S CLEANING & PRESSING 2 Właściciel: TADEUSZ SMENDZIK ' 132 Ossington Ave _ Toronto Ont
Suknie od $ 500 do $1500 P'" od siooo do ssaw
Kosłiumy od 1000 do $35oo
(przybrane futerkiem lub bez)
Nasze nowe modele jesienne suknie — kostiumv — płaszee
z Europy — WŁAŚNIE
Naszą — suknie ślubne (wraz z
Łałwe spłaty Wpłata
DWA SKLEPY do Waszych usług
Napewno będziecie mogli znaleźć dla siebie coś
w rozmiarze rodzaju lub gatunku w jednym z naszych sklepom
Art Fashions
536 Queen St W
"Tel EM 8-75- 37
HARDWARE
EM
obZilfi?
DENTYŚCI
Władysława
SADAUSKAS
GRANOWSKl
JINDRA
uprzednim
Okulista
College
dostosowujemy
Chiropraclic Clinic
prześwietlenia
Łuck Chiropractic Clinic
CHIROPRAKTYK
MU
Oinłment
V5ron!nycn
OINTMENT
LANDIS PHARMACY
Toronto
Gwarantujemy
APTEKA GARDIAfTA
TADEUSZ
wykonujemy
natchmiast
WYSYŁAMY LEKARSTWA
Roncesvalles
CZYSZCZENIE
CAŁKOWITA WYPRZEDAŻ
Jesiennp
importowane PRZYBYŁY
specjalnością dodatkami"
niewyrnagani
odpowiedz"??0
Marshall Ladies Wear
522 Oueen St W
Tel EM 6-98- 11
TORONTO ptf
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, September 10, 1960 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1960-09-10 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000441 |
Description
| Title | 000306a |
| OCR text | k? tII I iL mwgm iwą r h mi ITPL "ZWIĄZKOWIEC" WRZESIEŃ (Stphmbw) Sobota 10 — 1960 f- - 1 6 Jerzy Zawieyski Prawdziwy koniec wielkiej wojny Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone Copyright by J Zawieyski Warszawa Choroba Juliusza przechodziła i dla niego samego nieoczekiwane zmiany Jeszcze w Niemczech nastąpi! paraliż mowyr o czym mniemano że jest chwi-lowa komplikacja po zapaleniu mózgu które przebył niedawno Ale odezwały sie też rzeczy darmo jak gdyby minione które — jak pamiętał — zaszły kilka-krotnie w dzieciństwie — to ataki epi-leptyczne Były one w jakiś sposób sjt wodowane wydarzeniam i w obozie zwła szcza tańcem który Juliusz wykonywał w czasie pijackich zabaw Wintera Bał się zawsze tego tańca i drżał ze strachu przed1 każdą ucztą na którą go wzywa-no Lęk zniszczył w nim dawną wesołość chodził po obozie osowiały i stracił na-dzieję że uda mu się ocalić życie Przebywał później w wielu szpitalach badany jako ciekawy przypadek pokazy-wany też studentom w wielkich półkoli-stych amfiteatrach uniwersyteckich Bał sie swych ataków zwłaszcza tańca który niósł cała grozę uczt z Winterem dawno minionych a jednak w nim obecnych Wszystko co było wtedy w obozie już przeszło Zdziczenie i zbrodnie zostały jaikgdyby ukarane niewinne ofiary któ-re rozwiały sie w popiół pod paleniska-mi krematoriów — przez żyjących za-pomniane wyparte z pamięci Po wstrzą sach świata zaległa cisza groźna cisza przed nową czarna nocą Niemym swiad-- j kiem ponurej uczty zbrodniarzy świad-kiem nieznanym nieomal nieznanym nie-mym1 żołnierzem — jest on sam dotąd on Juliusz Zbórski ukryty w domu swej żony oddany pod opiekę Józi Gdy' tylko zjawił się w' tym pozornie swoim domu — "prędko spostrzegł że niepotrzebnie wrócił Przysporzył Róży zgryzot' i pogłębił jej konflikty stając pomiędzy nią a Stegienlem Róża zasko-czona pojawieniem się 'Juliusza którego miała 'za nieżyjącego przyjęła jego cho-robę } 'nadmiernym przerażeniem Wie-dział otym że go się bała ł że budził w niej( wstręt Nie mogła ścierpieć jego bełkotu więc wkrótce zamilkł zupełnie chociaż w szpitalach mógł się z ludźmi porozumiewać przy dobrej woli z ich strony Nie chciała by pisał na kart-kach gdy czegoś nie mogła zrozumieć z jego gestów bo pisał' z-- błędami opu-szczając sylaby czasem J przeinaczając 'M u Tadeusz Dołęga-Mostowi- cz BRACIA DALGZ S-- KA — Do usług panie dyrektorze — Kto kupił udziały? Jeżeli pan nie masz do mnie zaufania możesz pan nie wymieniać nazwiska Chodzi mi na ra-zie o jego' stanowisko zawód majątek? — Majątek? — podniósł brwi To-lews- ki — to milionerka! — Więc — No tak co ja będę z panem dyrek-torem bawić się w ciuciubabkę: Wenzlo-w- a S3ma stara Wenzlowa Wymówił to nazwisko jako powszech-nie znane lecz widząc że Dalczowi nic ono nie wyjaśnia dodał: — To wdowa po tym Wenzlu co jeszcze na modlińskich dostawach się dorobił Za młodu była jak teraz opo-wiada aktorką Ale tak naprawdę to po prostu puszczała się na wielką skalę Miała dwóch mężów Wenzel był trze-ci W Warszawie każdy ją zna Brylanty w uszach nosi większe niż u pana dyrek-tora w pierścionku — Dziwne Dlaczego ona właśnie ku-piła? Dlaczego mój ojciec jej sprzedał udziały? Tolewski zrobił filuterne oko: — Ma baba pieniądze a ludzie opo-wiadają że dla świętej pamięci Dalcza żywiła jeszcze z dawnych czasów Kto to może wiedzieć Kiedyś piekielnie ładna była Dość że jak się tylko do-wiedziała że pan Dalcz znaczy się oj-ciec pański szuka kupca na swoją część fabryki to zatelefonowała do mnie i ka-zała] mi iść do niego — Czy utrzymuje pan z nią jakikol-wiek] kontakt? — Owszem — Nie wie pan jak przyjęła wiado-mość o samobójstwie? — Pańskiego ojca? Ależ! Słowo ho-noruj daję że baba prawie oszalała By-ła pewna że to bankructwo fabryki i że ze swoich std dziesięciu tysięcy dolarów nie zobaczy ani groma — Tyle zapłaciła za udziały? — Tak — z poufną miną zapewnił Tolewski i nagle odsunął się — ale ja panu dyrektorowi różne rzeczy takie o- - powiadam Właściwie to mnie nie wol- - noi Paweł roześmiał się — Tyle już mi pan opowiedział ze gdybym chciał zróbić4"cośza pańskimi piprami to tak mógłbym Bartarzam jednakjpanie' Tolewski żeniejestea z 4 fi t wyrazy Ponieważ Róża przyjmowała to ze zgrozą więc przestał i w ten sposób z nią się komunikować Najboleśniejsze było jednak to dla Juliusza że Róża traktowała go jak obłąkanego Taki jej się zapewne wydawał zwłaszcza po spóź-nionych reagowaniach na różne bodźce zewnętrzne Więc Juliusz i na to przy-stał — i teraz już całkowicie stracił mo-żność porozumiewania się ze światem Nie był obłąkany i żaden lekarz takiej diagnozy nie stawiał To tylko konflikty Kozy tak go zakwalifikowały Roza nic wiedziała jakie są istotne źródła jego choroby ani nie znała hi-storii jego tańca Nikt tej historii nie znał a ci co byli jej świadkami dawno o niej zapomnieli — Więc Róża niczemu nie jest win-na — stwierdzał Juliusz niejednokrot-nie — Jest najlepsza w świecie Naj-lepsza i ukochana ponad wszystko Trzymał przed sobą gazetę i patrzał z uporem mimo bólu w oczach na foto-grafię oficera w mundurze niemieckim — No już czas już czas na przechadz-kę — posłyszał głos Józi Podawała mu palto które czyściła szczotką z kurzu później czyściła też i kapelusz Gdy już był gotowy do wyjścia Jó zia cofnęła się o krok popatrzyła na niego z uwagą i powiedziała: — Mój Dziuldziulku Mój Dziul-dziułk- u Po czym pocałowała Juliusza głośno w policzek Józia w chwilach wezbranej czułości gdy mówiła "Dziuldziulku" miała zawsze łzy w oczach Za progiem mieszkania Juliusz obej-rzał się mimo woli na drzwi już zamknię-te i spostrzegł na nich mosiężną tablicz-kę z wyrytym napisem: "Juliusz Zborski inżynier architekt" — Nic do wiary — pomyślał a po-tem stojąc u szczytu schodów stwier-dził z wewnętrzną mocą: — To się musi skończyć — W ten sposób nie wiedząc o tym spotkałsicZ takim samym posta-nowieniem Róży Po wyjściu z domu szedł jej ślada-mi Minął najpierw ulicę Brzoskwiniową wąską i krętą ta potem Aleją Wyzwole-nia dotarł do parku Znał miejsca gdzie Róża spotykała 24 I kobieta? tych i ręczę panu za dobry interes To przekonało Tolewskiego Oświad-czył że nie żywi żadnych obaw że na ludziach się zna że widzi z kim ma do czynienia i zaczął opowiadać szczegóło-wo o przebiegu transakcji i o obecnych niepokojach Wenzlowej W umyśle Pawła coraz wyraźniej kry-stalizował się plan działania Rzecz była do zrobienia Czasu wprawdzie zostawa-ło niewiele ale przy pewnym wysiłku można ułożyć Ze słów Tolewskiego wynikało że Wenzlowa już jest nastraszona Pozo-stawało zatem doprowadzić niepokój jej do takiego stanu w jakim byłaby goto-wa sprzedać udziały na najmniejszą kwo-tę Dążć do tego trzeba dwiema droga-mi: przedstawić jej w najgorszym świe-tle stan interesów fabryki i zademon-strować przed nią panikę udziałowców usiłujących wyzbyć się udziałów Naturalnie na to wszystko trzeba jed-nak mieć pieniądze Jeżeli stryj Karol nie da się naciągnąć na owe czterdzieś-ci tysięcy — cała kombinacja okaże się nierealna Nierealna to jeszcze nie zna-czy przegrana Należy wówczas znaleźć inną Tymczasem jednak zważywszy wszystkie szanse wolno było mieć na-dzieję Jeżeli nawet Krzysztof żle uspo sobi stryja jeszcze nie będzie to powo-dem do rezygnacji Paweł wypróbował juz na stryju siłę argumentacji Właści-wie zupełnie niepotrzebnie zwrócił się tym razem do Krzysztofa Zrobił to ra-czej dlateeo że korciła eo ta oziębłość stryjecznego brata że niejako chciał go wciągnąć w swoje sprawy bliżej Tolewski mieszał głośno cukier w ka-wie i od czasu do czasu spoglądał na za-myślonego Pawła — Nie jest tak żle panie Tolewski — odezwał się ten wreszcie — będzie to lepszy i znacznie intratniejszy interes dla pana niż krakowski Ostatnie słowo wymówił z takim na-ciskiem jakby najlepiej był poinformo-wany o tym ineteresie a widząc zmie-szanie pośrednika łagodząco dodał: Nie będziemy na siebie narzekali 0-biec- uję to panu — Jestem tego pewien panie dyrek-torze — Ja jeszcze bardziej No niech pan zajrzy do mnie jutro wieczorem około ósmej Zna pan mój adres?' się ze Stęgieniem zwłaszcza drogę nad stawem zakończoną lipami O tej porze inaczej juz park wyglądał niż z rana gdy Róża tu była Słońce wydobywało z liści bogactwo ich barw a drzewa zamierały w cieple zasnuwane nitkami białego lata W po-wietrzu unosił się cierpki zapach więd-nących kwiatów i zapach stawu nad którym ciągle stały obłoczki mgieł Wszy stko to było nieco senne zastygające ale ożywione rdzawo-czerwony- mi kolorami zw łaszczą w alejach gdzie rosły buki i brzozy Juliusz ogarniał wzrokiem park i po-myślał że ten dzień jest dniem jego pożegnania Pewna boczna aleja parku prowadzi-ła do wyjścia w ulicę na której kiedyś oboje z Różą mieszkali Juliusz skierował się w tę stronę ale przypomniał sobie że domu który chciał widzieć juz nie ma Nic w tym miejscu nie ma poza gruzami Zabolało go samo to słowo "nie ma" Wiec zawrócił i poszedł do oddalonej alei wiązów gdzie od pewnego czasu u-czy- łsię głośnego wymawiania kilku zdań Chciał Róży sprawić niespodziankę i o-dez- wać się do niej by go zrozumiała Miał jej wyuczone słowa wyrecytować wczoraj jako podarek imieninowy ale od samego rana przeszkadzali goście poznie] przed wieczorem przyszedł atak Czy powie jej dziś? Oparł się o ławkę i z trudem w wielkim wysiłku powiedział w przestrzeń: — Nie jestem obłąkany Pomóż ml abym był zdrowy Kocham cię Różo Powtórzył kilka razy te trudne słowa ale dziś szło mu to gorzej niż przed kil-ku dniami niż jeszcze przedwczoraj Zwłaszcza ostatnie zdanie zapewne wsku-tek wzruszenia nie mogło się uformo-wać w dźwięki zrozumiałe Juliusz miał poczucie klęski Opadł na ławkę wyczerpany wysiłkiem złama-ny niepowodzeniem ostatniej możliwości swego życia — A jeżeli Róża ma rację? — po-myślał ze zwątpieniem — Jeżeli jest tak jak ona sądzi? Ale nie chciał dawać temu wiary Nie mógł Otarł pot z czoła rozpiął palto i czym prędzej odszedł z pustej alei Udał się teraz w stronę miasta Często odwiedzał dzielnicę gdzie sta-wiano wielkie budowle które go zachwy-cały przez sam rytm zbiorowej pracy przez radość wysiłku przez spełnianie twórczego zamysłu Tam teraz szedł aby zapomnieć o klęsce i aby nacieszyć się widokiem i gwarem wznoszonych robót Był kiedyś przecież architektem i dotąd stoją jego bloki jego domki dwurodzin-ne w znanej dzielnicy miasta Tuż za — To jest mieszkanie świętej pamięci ojca pana dyrektora? — Tak I niech pan służbie nic mówi swego nazwiska Do widzenia panu — Moje uszanowanie panu dyrekto-rowi Paweł Dalcz wcale nie spal tej nocy Do świtu siedział przy biurku 0 świcie z jego pokoju rozległ się hałaśliwy wrzask gramofonu bardzo hałaśliwy gdyż swym hałasem musiał pokryć ter kotanie maszynki drukarskiej O ósmej wszystko było gotowe Wziął prawie zimną kąpiel ubrał się i pojechał do fabryki W ciągu pól go-dziny przejrzał korespondencję wydał Holderowi dyspozycje i wewnętrznym te-lefonem połączył się z gabinetem Krzy-sztofa Oderwał się głos jego sekretar-ki: — jest chory nie będzie dziś w fa-bryce Paweł położył słuchawkę i poszedł rozmówić się z Jarszówną — Dzień dobry pani Mój brat jest chory? — Telefonowano z domu panie dy-rektorze że nie przyjdzie bo czuje się niezdrów — Nie wie pani co mu jest? Może się zaziębił? — Nie wiem panie dyrektorze — Proszę niechże pani siada Nie widziała go pani od wczoraj? Jarszówną zarumieniła się: — Dlaczego pan dyrektor myśli że mogłam się widzieć Wczoraj nie miałam żadnej popołudniowki —O! To pani tyle pracuje że miewa czasem i zajęcia wieczorne? — udał zdziwienie — Zdarza się panie dyrektorze — Mój kuzyn zamęcza panią Gdy bym nie obawiał się że jest o panią zazdrosny powiedziałbym mu że trzeba nie mieć serca by zmuszać do tylu go- dzin pracy tak uroczą istotkę jak pani Dziewczyna zrobiła się purpurowa i spuściła oczy Paweł pochylił się nad nia i dodał prawie półgłosem: — Nie dziwię się Krzysztofów i że jest zazdrosny He razy tu wchodzę nie u-m- ie ukryć swego niezadowolenia Czy pani moje odwiedziny też sprawiają przykrość? — O pan dyrektor żartuje — Nie nie proszę odpowiedzieć szczerze! Może mi na tym zależy No? Sprawiają przykrość? W milczeniu potrząsnęła głową prze-cząco — Eee ukrywa pani wzrok —skrzy-wił się — proszę spojrzeć na mnie Po oczach pani poznam czy to prawda Podniosła nań roziskrzone bardzo nie-bieskie oczy Pomyślał że jest ładna I że~~albo bramą parku ogarnął go wzmożony ruch szybkie i wtccz szalone tempo życia Mi-na) prędko kilka ulic pilnie uważając na światła przy kierunkach przejścia i z daleka już zobaczył czerwone ściany budujących się bloków Ale nagle zatrzymał się w przeraże-niu Wszystko na co patrzał widział w kolorze fioletowym a kolor ten ozna czał zbliżanie się ataku — O Boże — jęknął Juliusz — Do piero wczoraj Nie wiedział czy zawrócić czy iść dalej Było już za późno Fiolet pokrywał drzewa i domy lu-dzie wyglądali jak zasnuci ciemną mgłą Juliusz szedł teraz prędko coraz prę-dzej roztrącał przechodniów nie zwa-żał na światła ostrzegawcze na auta — biegł zdyszany byle zdążyć na budowę nim przyjdzie najgorsze Tam będzie czuł się bezpiecznie Barwa fioletu pogłębiała się teraz sta-jąc się barwą nocy mimo dnia i mimo słońca Wiedział że niedługo spadną na niego smugi czerwone jak deszcz i po-jawią się kule z białego szkła które z brzękiem będą pękały nad głową Biegł szybko z rozwianymi połami pal ta z kapeluszem w ręku który przyci-skał do piersi Sprawiał wTażenie jakby uciekał zwłaszcza wtedy gdy mijał pla-ce natłoczone autami Miał oczy szeroko otwarte jak gdyby nie widzące i rozchy-lone usta z których ściekała ślina Prze-chodnie oglądali się za nim ktoś nawet go zatrzymywał ktoś pchnięty przez nie-go zaczął głośno kląć Juliusz omijał przechodniów napie-rających ze wszystkich stron i chciał za-wołać: — O ludzie ludzie! Jestem niemy Niemy ale nie obłąkany! Formowały się w nim myśli których nie mógł wypowiedzieć że nosi w sobie wojnę a wojna ma wygląd Kurta Win-tera Niedługo zacznie taniec ale nie jest to jego taniec Ułożył go Kurt Win-ter i to Kurt Winter jest obłąkany! Fiolet nocy gęstniał coraz bardziej przed oczyma Juliusza Ogarnęła go fala ciepła poczuł gorąco ocierał rękawem pot z twarzy Zjawiła się w nim nagła miłość do świata al sic zanosił w sobie od szczęścia i zachwytu Brałby w ramio-na każdego i każdemu mówił słowa czu-łości Ale był niemy i nie mógł światu niczego z siebie przekazać Wbiegł zdyszany ostatkiem sił na teren budowy Znali go tu wszyscy i nie-którzy z pięter wołali: — Cześć panie inżynierze! Jak pan wygląda? Co? Już od rana zachodziło się na jednego? A my tu normy walimy jak cholera! należy do gatunku urodzonych kokietek albo już tak za bardzo nie kocha się w Krzysztofie Dla próby dodał: — A nie powie mu pani żeśmy sobie gawędzili tu na tematy całkiem biurowe? — Pan Krzysztof nie będzie wcale pytać — Gdyby jednak? On tyle ma z panią wspólnych tajemnic tak mi się przynajmniej zdaje chciałbym i ja mieć z panią jedną małą tajemnicę Przy tym przez zazdrość gotów mnie znienawidzieć A chyba pani nie zależy na tym by mię-dzy stryjecznymi braćmi doszło do nie-przyjaznych uczuć? — Ja nic nie powiem! — żarliwie zapewniła z taką intonacją jakby to było od początku oczywiste — To dobrze — uśmiechnął się — Krzysztof i tak nie bardzo mnie lubi Wie to pani lepiej ode mnie Prawda? — Cóż znowu panie dyrektorze — zdetonowała się — ja nic o tym nie wiem Paweł pomyślał że jest inaczej i że trzeba się będzie zabrać do spenetrowa-nia tej sprawy Nie przewidywał specjal-nych trudności Dziewczyna była dość naiwna no i dostatecznie ładna by wy wiad tego rodzaju nie należał do zabie gów przykrych — Zatem do widzenia — spojrzał na nią znacząco — Do widzenia panie dyrektorze Wyszedł i mruknął do siebie: — Zabawna gęś Do telefonu podszedł jak zwykle w tym domu Blumkiewicz Potwierdził że pan Krzysztof jest chory nic poważnego ale leży w łóżku natomiast pan prezes prosi pana dyrektora do siebie Za furtką w sztachetach zaczynał się ogród zasypany niemal do wierzchołków agrestu śniegiem Ścieżka prowadząca do willi była rozczyszczona jak co dzień dla Krzysztofa dziś iednak Paweł na niej pierwsze stawiał ślady W przedpokoju spotkała go pani Te resa — Jestem zaniepokojony stryjenko chorobą Krzysia Blumkiewicz twierdzi że to nic poważnego? — Zdaje się że zwykłe zaziębienie Dziękuję ci Pawie To prawdziwe szaleń-stwo z jego strony jeździć przy takiej pogodzie otwartym autem — Na miły Bóg czemuż nie bierze dyrekcyjnego! Ja go prawie nie używam Czy mogę Krzysia odwiedzić? — Nie nie — jakby zaniepokoiła się Teresa — może to coś zaraźliwego — To drobiazg stryjenko nie boję się — Zresztą Krzyś teraz śpi a nie chciałabym go budzić — No oczywiście — zrezygnował Paweł--— a do stryja można? — Czeka na ciebie Prowadź wóz lak jak byś to bie życzył by wszyscy inni pro-wadzili swe wozy JEDYNY POLSKI SALON PIĘKNOŚCI Marya's Beauty Parlor Specjalizacja w trwałej ondulacji "Permanent" Wawes 216 Bathurst St EM 8-44- 32 P OKULIŚCI OKULISTA S BROGOWSKI OD 420 Roncesvalles Ave (blisko Howard rark) Godtzeilneyfonprlczyzjnęmć opdor1o0z—um63ie0nioermaz za Tel LE 1-4- 251 — CL 9-80- 29 P OKULISTKA J T SZYDŁOWSKA OD FBOA Badanie oczu dobieranie szkieł 1 do-paso- w cwodIzniennjyuncaihenieogdod1"z0c-i-no7anctahcsot bzaotlyeunpswerłzsąe"cdznniiem— porozumieniem 1063 Bloor St West LE 2-87- 93 (róg Haelock) 17P Lunsky WA I UWACAI 3924P TORONTO J & J fPaorUblcl naczyń łowi rów ♦ £" bor6w '---- r-y-h U"42J2 Queen St W Solidna obsługa li Bezpłatne Dorart „-rfkM- at 1- -J' 1 Dr LEKARZ DENTYSTA Przy(njdmireuumgjieymdozmapoourdporzzRueomdnniceiemnsiveuw„ Teifon LE 1-4- 2S0 129 Grenadier Rd DR T L DENTYSTA CHIRURo Mówi po polsku 514 Dundas St W - Trcn„ Tel EM 8-90- 38 1? Dr V LEKARZ DENTYSTA szkawleigaodamoia pprazcjjjeencltuów dprriktjg 319 Blcor St W Telef wi V Wlzty za porozum! 2? telefoniczni m § 470 Oczy badamy okulary do wszystkich defe-któw wzroku na nerwowość na ból głowy Mówimy po polsku Lach Stanisław J Lach DDOCKTORZY CHIROPRAKTWYKłaIdysław J Lach ' DC ' Koneevallł$ Av — Toronto — Ił BRACIA ŁUKOWSCY DOKTORZY Specjaliści w leczeniu artretyzmu reumatyzm poUo lumbaeo syjłH dollfcU-osc-i muskulóir 1 stawów oraz zasilania i normowania całego uijjauiiniu — A-na- y prześwietlenia 1B48 BLOOR St W TORONTO ONT — TEL RO 9225? 140 CHURCH ST ST CATHARINES Si TEL 4-31- 61 1P M C Skin UWA6AI SS£JS' imiM najnowszego patentu M C używa się do leczenia achom! Ipwwuynpjsląryezpżekaispulobkdskąkooóbrpnnopjecoezhtoukwztsóąjccrhleou$r2znęop5iei0ropawzoizkksowozjrcsenzJej1clkmhmiaeeSgSccozkIąórr"olnMudedzzaicjCuhcozrSeaogksbzieeynmm OJcaalIknłytlmimesgzieaznjeóltma"wtaam—iJlalksCuiesirnjttii Maść tę wyrabia Mrs M Czullńskl wytwórnia skórnych mafcl "M C SKIN OINTMENT" M C CORN Mamy równie M C ma przeciw odciskom 1 leczeniu brodawek Coni 8M M C maść skórna 1 M C maść na odciski są najskuteczniejsze jakie mol na znaleźć na rnku kanadJsklm śżrąeddanjcioie dow psrwoodiucchenatap:tekach w razie nieotrzymania proszę pisać beipo M Czullńskl 25? Rusholmt Rd Toronto Oni Tel LE 6-58- 62 po S- -ł wlm W razie niezadowolenia zwracamy pieniądze po tjgodnlu 13 Eł 462 Queen St W EM 8-21- 29 Nasza apteka to wasz punkt gdzie znajdziecie poradę w zakupie różnych witamin i lekarstw dla waszego zdrowia Kwalifikowany aptekarz jest zawsze dla waszych ushig w sprawie wysjłek le-karstw do Europy Lekarstwa najwyższej jakości i świeżości po cenach najniższych dokładną poradę w wyborw kosmetyków Obsłużymy was w waszym ojczystym języku Właściciel GARDIAN Najstarsza polska apteka w Toronto recepty ze wszystkich krajów Zamówienia wysjłamy Piszcie telefonujcie lub zgłaszajcie fi? osobiście — Popierajcie polską aptekę WSZELKIE DO POLSKI I INNYCH KRAIAU cilDnDV cidat nn tlCCD 297 Ave Tel LE 6-30- 03 ONT 745 W I PRASOWANIE Nowo otwarty sklep "Cleanlng & Pretsing" Przjmujemy do czjszczcnia 1 naprawiamy ubrania — sukienki — plasK Ceny bardzo niskie SILL'S CLEANING & PRESSING 2 Właściciel: TADEUSZ SMENDZIK ' 132 Ossington Ave _ Toronto Ont Suknie od $ 500 do $1500 P'" od siooo do ssaw Kosłiumy od 1000 do $35oo (przybrane futerkiem lub bez) Nasze nowe modele jesienne suknie — kostiumv — płaszee z Europy — WŁAŚNIE Naszą — suknie ślubne (wraz z Łałwe spłaty Wpłata DWA SKLEPY do Waszych usług Napewno będziecie mogli znaleźć dla siebie coś w rozmiarze rodzaju lub gatunku w jednym z naszych sklepom Art Fashions 536 Queen St W "Tel EM 8-75- 37 HARDWARE EM obZilfi? DENTYŚCI Władysława SADAUSKAS GRANOWSKl JINDRA uprzednim Okulista College dostosowujemy Chiropraclic Clinic prześwietlenia Łuck Chiropractic Clinic CHIROPRAKTYK MU Oinłment V5ron!nycn OINTMENT LANDIS PHARMACY Toronto Gwarantujemy APTEKA GARDIAfTA TADEUSZ wykonujemy natchmiast WYSYŁAMY LEKARSTWA Roncesvalles CZYSZCZENIE CAŁKOWITA WYPRZEDAŻ Jesiennp importowane PRZYBYŁY specjalnością dodatkami" niewyrnagani odpowiedz"??0 Marshall Ladies Wear 522 Oueen St W Tel EM 6-98- 11 TORONTO ptf |
Tags
Comments
Post a Comment for 000306a
