000321b |
Previous | 7 of 8 | Next |
|
small (250x250 max)
medium (500x500 max)
Large
Extra Large
large ( > 500x500)
Full Resolution
|
This page
All
|
N5--
Pi
ffle nie był gruby i nie śmierdział cy
jiii
k
i Oczwiscie to być niebezpieczne
fesCi szczerze byś się miała na ostrożności
llSlglo jednak będzie dla ciebie 10 tysięcy
" J Po nndpisaniu papierków odsteDU- -
-- t120 udziałów w skarbie Hitlera Marek
3 szczodry wieuzjai e i id iiim grosza
E Unitarne)
W
tftfu
może
a z patelnią w ręKu zatrzymała się na
pokoju Z uwagą obejrzała Marka od
a_]oi„o ziar"thoa"cc7"zo"ynła ipwtJznrokmiesmnmaortriewolcwtiea-i - j-- tq t~ uww jjuj- - i mpCIiana
lekKO zmriuuue w iej cnwin
ll-tilrÓZOUj- m językiem wiiiyja wargi —
BSJ _: 1 „™„1„ -- „ !„„_ _'i__i
f
aWSZe mi iiuiiia£yici ic icjJSiy wiuuei
I niZ Hdliaicn uuvnu
Mile twoja nie miała do czynienia 0- - ' PFZeZ g ą Komendc
M „„ „„owiała ™ tn wielki bieinoce R M p- - ktor3 z ko'ei naciskały
ntns ' „„ i 1 („m) nl„ „ „ i WVWiadv pansiw zacnoanich Drzezvwał
ua
rODlŁ' IllUiC utjruiaia aic u tu id- -
S51 uciekały jej z przed nosa Czy córka ma
R i3 tol--q naiwna? IM lUłM '- -
mz postawiła patelnię na stole i usiadła
J:H&arka na tapczanie
£l Pomoc mogę ci i ucz uuieuui: — rzeKia
mm po czym wywinąwszy się z jego oDjec
"" ierazila rzeczowo :— Zanim mój kanarek
l( mi! śpiewać lepiej niech coś zje
elo kilka napozor spokojnych i pozba- -
!pyth dalszych sensacji dni W torontonskiej
łfciefviadomosci o pusiępacn ouiawy za ZDieg- -
--tfjfjandytami przestały być pierwszo-stron-!r- f
atrakcja i ustąpiły miejsca bardziej fra- -
l aktualnym tematom iylko wewnątrz
Z tiewmat mwozżrnoastu przesbtęypłoczości i mkąodmreentraardzye skarbów H]tlera caJą
l i-- a _ T_ i 'vi temat walKi z nią cyry 10 jeanai_ c tyiKo po-K- l
iivctirczaiace dla laików niewtaiemniczo- -
& 'Aiy tez nie zainteresowanych osobiście w
cit & Hitlera ludziach którzy ich szukali
r'" iresowani bowiem przygotowywali się po- -
sziie do następnej rundy mającej byc —
przekonaniu — ostatnią i decydującą
ifszyscy gran czane trzymając jak w
£Ł nl-rvl-p " nfw nich coskwonlwieiekkarmtyieli(hp7czywutIepżHutylknoa
ftmah) obserwując bacznie twarze i zacho
uejię partnerów — czy też niczym Indianie
tropie ' ziemi dosły- - T" t swoich '"V 7nWv n„ Jeden "" & donos Am siadzie źdźble usta- -
wlktórym kierunku ucieka a raczej jakimi
--Alkami zmierza do celu
Dadki lakie zaszły chwili weiścia
1 tajna statek płynący Kanady a może
5 ijfjeszcze od ukazania się drukiem
oi amach — toczyły się dotąd w tempie przy-ii-t
mnym nie mogły być należycie skoordyno- -
strony były nie- -
również bardziej prozaicz-- I
skołowane Teraz dopiero nadszedł
wtgiodsumowania doświadczeń ostatnich dni
bdagnięcia z nicn należytych wniosków
lES podstawie dalszy bieg
'
u ąspeKtor Macaonaia nie Dęaąc zaanym
dokiem Holmesem innym
3W
jfrMBHgfrPMBBaI3CTMiag
"4 fil
6
9 ____ irak J!f _ u
i
od
ale
mo- -
by
rr
czy
-- iSTRESZCZENIE POPRZEDNICH ODCINKÓW
Aittln Łotoć podrzędny urzędnik prowincjonalna przez
e oirzjmat wreszcie odpowiedzialne aianowisKu uj- -
uepanamentu Projektów lnwesiycyjnycn w mi-rtę
Podczas "oblewania" fordanser-i- e
I nrzprUtawlł In mlnldmwl inko swoła zonę
§mw kocha się Głębosz straciła posadę W
BlUe mlnUtftl nni I nłnnlg u wnv t "łntia" lin DfZV- - łBotoć poszukuje Haliny
}i
RWstanowiła nie ułatwiać mu svtuacii i
i$?e go nie widzi Otworzyła iednak torebkę
n dzała w lusterku czy ciągle za na- -
'latał się coraz bliżej Zrównali się w końcu
izji obok siebie Odezwał się tonem pełnym
'+-- ~wi Inki ITnlinlrn
rfAeraz z kolei udawała obrażona i
twracajac na niego uwagi
y Halinko nie gniewaj się — wymówił
3Wjnym głosem
'ir Czy pan Rockefeller ma do in- -
te?J — rzuciła głośno
Wy w odpowiedzi 'zaległo milczenie i tylko
Pfluzej sztucznego chłodu odwró-Ł- m
z uśmiechem:
rra Ol" rlIPfwinlMrn rutwainvnwiniitjiiu r7pkł1 nfl- - 1 r- -
Hwmu rękę — No przeproś mnie za twoje
tułał wargi w jej palce wiele razy
czemuś do mnie nie zadzwoniła?
Modparła sie Dod "boki biorąc iak gdyby
łviji X — 1 — "
ze swej gospodyni i stylizując się na
uvą Kumoszkę
£rA czemuż to szanowny łaskawca ofiaro- - M i filantrop do mnie nie zadzwonił?
SfMaehnął ręką
¥T O trzeba jeszcze serio pogadać
trochę czasu?
awahala się
to- - tak mruknął domyślnie No to mo- -
fiPiy indziej
leufnerć jaka przebiła z tych słów dot- -
Ji niemile
Kie rozumipm n ™ ri r-hn-fW
— rzekła
'cbosz przystanął i mówił z rosnącym pod
leni:
iuuiie
Moja kochana dobrze o co mi
Tyle sie Draprip mfiwiłn o twoich stu- -
ckee ci nomór nrlprwiń sie nd teffo wslret- -
aK'Cia które — wybacz mi moia szczerość
n iprina mUłin n Tsrtrt-- ł ii pia Sama
jaODrze na en ipstpć Yisraynna w tvch wa- -
fCh 1 CZePn rirł piohin wvmacaia chle- -
U0SVĆ nio TiTortuała — To
fSO iuż nlpolrfuilnn nłilpHnrlawfa nan
_ "uiuuauict U1UJ wuvwuij x "ia poazięKował mi za- - „słuzDę powie
Brzezina
'ZWIĄZKOWIEC" WRZESIEŃ (September) Sobota 28
B m 28 pi
nym detektywem z powieści kryminalnych —
czasu uporządkowanie łamigłów-ki
wywróconej do góry nogami sensacyjna
ucieczką (a może odbiciem?) Marka Zabawy z
mama
zainteresowane
nai- - trudniejsze chwile swojej policyjnej kariery
Śmieszność faktu ze (chwilowo oczywiście) z ca-łym
doświadczeniem i aparatem Monted Police
stanął bezradnie przed jakimś Markiem Za-bawą
— nie poprawiała mu humoru
Nie miał wątpliwości ze w wypadku
przełożeni zapomną o jego zasługach i
wyciągną konsekwencje stosunku do Goliata
który nie dal sobie rady z Dawidem Uczynią
zen kozła ofiarnego i rzucą na pożarcie niezado-wolonym
wywiadom Kilkakrotnie w swojej ka-rierze
był świadkiem podobnego „ratowania
twarzy" przez swoich przełożonych i ostatecznie
zniósłby to z zawodową rezygnacją gdyby nie
ze międzynarodowy aspekt sprawy Marka
jeszcze znaleźć Zabawy j klad} na sza]ę
i
na
spotkał
i
całując
wieś?
pniczy
nieskazitelną jak dotąd reputację Royal Cana- -
dian Mounted Police
Torontońska policja z kolei naciskana i pon-aglana
przez wzburzoną opinię społeczną (a
przez władze miejskie na opinię tą
niezmiernie czułe) wychodziła ze skóry by zre-habilitować
swój honor nadszarpnięty ucieczką
Marka Zabawy i bandytów którzy mu ją ułat-wili
— nie mniej i ona potrzebowała czasu na
zebranie i sprawdzenie poufnych informacji
uzyskanych z wiadomych tylko sobie źródeł
którymi nie było powodu chwalić się ale bez
przykładMająrcir ucho do i„h by skutecznie spełniać obowiązków
złodzieja prostytutki bootlegerą czy han- - złamanym trawy
do
artykułu
elWszystkie zainteresowane
pskoczone
przewidzieć wy- -
wyidealizowa- -
mlę- -
ona
utrzymać
by
UfAi
Jacek
potrzebował
bynajmniej
niepowo-dzenia
tymbardziej
dlarza narkotykami był nieraz więcej wart niż
żmudne dochodzenia obławy czy śledztwa
Gangsterzy natomiast głównie w osobach
Franka Lewisa i Stanleya Dirksona — w tej
chwili ukrywających w specjalnie do tak
nagłych okoliczności przygotowanej melinie czy-li
luksusowym apartamencie w centrum miasta
o kilka tylko bloków odległym od głównej kwa-tery
policji — byli ostatnimi wypadkami naj-bardziej
zaskoczeni i rzec można poszkodowani
wobec czego potrzebowali czasu na reorganiza-cję
wyszczerbionych i obławą policyjną rozpro-szonych
sił
Podobnie Arnold w niewyjaśniony jeszcze
dla siebie sposób w najkrytyczniejszym momen-cie
pozbawiony kontaktu z Martą Lizzak po
wp F 'm m m w'' w V
fzygrnunt Jurkowski M
!i I
1 B 4J--
awansu
której
uda- -
nią
#
rWlOn uuuii jiaiuiftu
szła
to mnie
'Wad
wyskandowała:
tvm
Ach
twfli
mńiitł
na
tam
w
fakt
się
dział „że się nie nadaję" Już nie jestem for-danser- ką
— Tak? To całe szczęście! — uradował się
szczerze — Znowu jesteś na prostej drodze
— No widzisz a już chciałeś prawić mi mo-rały
— odparła i zaraz dodała: — Ale mam nową
propozycję i właśnie umówiłam się w tej sprawie:
pewien jegomość którego poznałam w „Felik-sie"
proponuje mi jakieś zajęcie dorywcze ale
dobrze płatne
—Dorywcze
— Tak i wyobraź sobie nie wiedząc gdzie
mieszkam szukał mnie przez ogłoszenie w ku-rierku
mam je nawet przy sobie o patrz! —
wydobyła z torebki wycinek
Przeczytawszy anons rzekł:
— Nie wygląda mi to poważnie raczej po-dejrzewałbym
jakieś nabranie Cóz to za jego-mość?
— O mylisz się to ważna państwowa figura
ma dużą pensję szerokie stosunki czy wiesz ze
kiedy siedziahim z nim przy rtoliku przysiadł
się do nas minister minister Konar
— Iłm nawet — — A jak się nazywa
ten facet?
— Pan Albin Lotoć W Warszawie jst oci
niedawna ale muszę się pośpieszyć juz pewnie
czeka w „Meksykance"
— Odprowadzę cię jeżeli pozwolisz
— Ależ proszę
Przyspieszyli kroku
Ulice zalewały blaski wiosennego słońca
które zapewne przygrzewałoby silniej gdyby nie
cycb się śmiesznej pogoni za Kapeluszem ao
przytrzymania go ręka na łysej głowie a damy
których kształty mogłyby zarzuty este-tów
narażał na zdemaskowanie Nie obawiały się
wiatru jedynie młode i zgrabne kobiety kroczące
na nogach niby ze spiżu a Kiopoi jaKi im spra
wiały roztrzepotane kędziory zasypując raz po pieniądze
raz oczy bvł stosunKOWO mewiemu i nawet uo-daw- ał
im wdzięku
Nad tarasem „Meksykanki" pojawiła się pa-siasta
biało czerwona markiza — widomy znak
ustalenia się wiosny — i nasycona słońcem dawa-ła
tak silne refleksy ze patrząc na nią Halina
zmrużyła oczy
Nie gorzej też odbijała promienie łysina Ło-tocia
który już tkwił na tarasie w czerwonym
fotelu i sączył mazagran przez słomkę
Wszelkie prawa autorskie zastrzelone
Copyright reserved by Pollsh Alliance Press Ltd Toronto Ont Canada
trzebował czasu na skomunikowanie się z kim
należy" by wiedzieć co dalej robić — lub je-żeliby
to się nie udało by samemu wymyśleć
i zorganizować plan działania Nie to by mu
brakowało inicjatywy przedsiębiorczości spry-tu
czy energii Brakowało mu w pierwszym rzę-dzie
łudzi
Wszyscy nakoniec szukali Marka Zabawy
który wśród miliona mieszkańców torontonskiej
metropolii przepadł jak kamień rzucony w wodę
I on sam zaskoczony faktem że inni wie-dzą
o jego książce i celu podróży do Toronto
przykro doświadczony konsekwencjami tego oraz
nauczony niezbyt przyjemnym doświadczeniem
— również potrzebował kilku przynajmniej dni
dla „złapania oddechu" Musiał przecież opra-cować
nowy plan działania skoro pierwotny
został wypadkami porwany w strzępy i omal
nie doprowadził do katastrofy W dalszym ciągu
wierzył w swoje szczęście które nie opuszczało
go od 1939 roku pozwoliło zyć i cieszyć się
wolnością — postanowił jednak patrzeć temu
szczęściu na pałce i zbytnio mu nie ufać Ostat-nie
poślizgnięcia były zbyt kosztowne by je
lekceważyć i nie wyciągać z nich nauki na
prcyczłoć
Czasu potrzebowała również Hanka Wysoc-ka
by dojść do równowagi ducha serca i umy-słu
mocno nadszarpniętych ostatnimi wypadka-mi
i bynajmniej nie uspokojonych jeszcze jedną
rozmową jaką miała z policją koniecznością
zidentyfikowania zabitego w napadzie „Slick"
Martina i opędzaniem się od bezustannie węszą-cych
wkoło niej i natrętnie wścibskich report- erów Szukała spokoju i nie mogła go znaleźć
Chciała zapomnieć o Marku i zmianie jaka w
nim zaszła od chwili wylądowania w Kanadzie
— a ciągle o nim myślała Chciała jak dawniej
lekceważyć Georga — a zdawała sobie sprawę
ze w sytuacji w jakiej się znalazła jest on jej
jedyną ostoją jedynym człowiekiem któremu
może ufać i na którym może polegać śnili się
jej bandyci gestapowcy mordy i inne okrop-ności
i budziła się z płaczem wołając „Mamo!"
Widziała zmrużone zimne oczy Marka a równo-cześnie
czuła na ustach smak jego pocałunków
Rodzice chcieli ją natychmiast wysłać nad je-zioro
do „cottadżu" wytłumaczyła im jednak
bałaby się tam jeszcze więcej niż w Toronto (co
było prawdą) wobec'czego dali jej spokój po-zostawili
samej sobie w nadziei ze w ten sposób
prędzej „dojdzie do 'rozumu" Tyle że papa
Wysocki przykładnie siedział teraz w domu z
groźną miną i starym rewolwerem (pamiątka z
„Błękitnej Armii") pilnując bezpieczeństwa cór
w uśmiechu którym przyozdobił oblicze nie miał
nic szczególnie odrażającego Widocznie były ja-kieś
inne pobudki niechęci i Głębosz idąc uli-cami
zaczął szukać ich w sobie
— O cóż mi chodzi właściwie? — zadał
sobie pytanie — Dziewczyna chce pracować co
tylko przemawia na jej korzyść Ma honor nie-zależnego
istnienia czyli istotną wartość człowie-ka
A ten Łotoć czy jak go tam niekoniecznie
musi być zaraz handlarzem żywym towarem Mo-że
rzeczywiście dać Halinie jakieś godziwe za-jęcie
I tak rozumując uspokoił się trochę ale na
krótko po chwili bowiem uczuł naglą i nieodpar-tą
ochotę sprawdzenia czy siedzą jeszcze na ta-rasie
Zawrócił więc z drogi i przystanął za wę-głem
z poza którego widać było „Meksykankę"
Stwierdził że siedzą jeszcze i zaczął ich obserwo-wać
z oddali Widać było wyraźnie ruchy obojga
a ściśle mówiac ruchy Łotocia który wiercił się
niespokojnie w czeiwonym fotelu i gestykulował
zawzięcie perswadując siedzącej spokojnie Ka-linie
— Przecież dla pani nie ma tu żadnego ry-zyka
— mówił głosem w którym wibrowała nut-ka
błagania — Dla pani jako kobiety to tylko
żarcik nic więcej nic absolutnie Stanowczo
powinna pani z tej przygody skorzystać Mogą
się wyłonić dla 'pani piękne możliwości pozna
pani znakomitych wpływowych łudzi kto wie
może nawet najwyższych dygnitarzy A o mnie
niech się pani nie kłopocze Ja zaryzykuję
Nie odpowiadała namyślając się
— No więc panno Halineczko — nastawa}
ocieplonym tonem —- niech się pani wreszcie
zdecyduje i pójdzie zejnną do tego klubu! Jest
pani młoda życie przespania stoi otworem!
— Pięknie panie Albinie — odezwała się
wreszcie — ale co na to wszystko powie pańska
zona? Mam wrażenie że pan jest żonaty
Przyłapany uśmiechnął się mętnie
—Nie będę się wypierał — rzekł tym bar-dziej
że wobec pani muszę stawiać sprawę jasno
ostry porywisty wietrzyk Atakując nagłymi pod- - Rzeczywiście mam żonę Wandę ale ona mnie
muchami zmuszał siaiecznyui pajiow uuawiajd- - me riULiju ziesiid me ruiiidid jiuue niguy i
obudzić
właśnie przed dwoma tygodniami wszczęła sta-rania
o rozwód
— Gdzie jest pańska żona w tej chwili?
W Kutnie Wróciła do swojej matki Nie
wie nawet ze zmieniłem posadę i miejsce poby-tu
a dla świętego spokoju posłałem jej wczoraj
To mówiac sięgnął do portfelu i wydobył
paszport
— O proszę — mówił pokazując go Hali-nie
— Zmieniwszy na pewien czas imię będzie
pani mogła korzystać z tego dokumentu jako
moja prawowita małżonka Wanda Łotociowa
Roześmiała się
— Wie pan to naprawdę zaczyna być za-bawne
ale jeszcze jedno bodaj najważniej- -
sze Rozmawiając ze mng dziś rano mówił pan
ki a mama zamówiła kilka Mszy św u śv Ka-zimierza
Wszystko to jednak chwilowo niewiele
Hance pomagało Zdezorientowana w swoim uczu-ciu
do Marka objawiającym się bądź w niepokoju
o jego losy i tęsknocie za nim bądź w 'zgoła nie
panieńskim przeklinaniu chwili w której go
poznała raz pełna zapału i ochoty do dalszego
udziału w „wielkiej przygodzie" urzeczona roz-toczonym
przez Marka mirażem bogactwa które
na nią spadnie gdy mu pomoże — to znowu po-grążona
w najczarniejszych myślach na temat
przyszłości — nie mogła sobie znaleźć miejsca
Nie sypiała nie jadła czekając z biciem serca
na to co nastąpi na dalszy rozwój wypadków
w które została zamieszana i z których o wła-snych
siłach nie była w stanic się wydobyć
Czasu potrzebował także George Chmiel —
by ostatecznie zdecydować się czy pójść na po-licję
i o wszystkim donieść czy też milczeć i
pomagać Zabawie Złożenie meldunku władzom
wydawało się krokiem najrozumniejszym ale
Tarmosił i tak nie zbyt już gęste włosy wypa-lał
niezliczoną ilość cygar (które były ogólnie
uznaną i szanowaną oznaką przynależności pa-lacza
do fachu prawniczego albo gangsterskiego)
i nie mógł się zdecydować W pierwszym rzędzie
bał się o Hankę by nieprzemyślanym pociąg-nięciem
nie wpakować jej w jeszcze gorszą ka-bałę
lub co gorsza nie narazić jej na jeszcze
większe niebezpieczeństwo Nie miał wątpliwoś-ci
ze Marek Zabawa gdyby tylko poczuł że
z jego lub z jej strony grozi mu jakieś niebezpie-czeństwo
zastosowałby drastyczne środki obro-ny
Tego musiał za wszelką cenę uniknąć choć-by
chwilowo póki sprawy nie dojrzeją do osta-tecznej
decyzji Zgodnie z prawem czy niezgod
nie — Hanka musiała byc chroniona Mógł to
najlepiej (w jego przekonaniu) zrobić tylko on
sam — narazie milcząc i teoretycznie zgadzając
się na współpracę z Zabawą Byłoby jednak
fałszowaniem prawdy gdyby rozterkę Georga
Chmielą przypisywać tylko trosce i obawie o
Hankę Wysocką Nie' mniejszy wpływ wywierał
na nią również instynkt przyszłego adwokata i
obrońcy Jakby sprawa Marka Zabawy nie wy-glądała
z punktu widzenia bezpieczeństwa pu-blicznego
czy kodeksu karnego — George zo-bowiązał
się go reprezentować Oddanie więc
„klienta" w ręce policji uważał za krok conaj-mnie- j
nieetyczny rola bowiem obrońcy (nie
tylko w jego opinii) polegała nie na denuncjo-wani- u
lecz na wyciąganiu z opałów George po
raz pierwszy w swojej karierze prawniczej re-prezentował
nie jak dotychczas zwykłego pijaka
niewiernego męża cy nieostrożnego automobi-list- ę
lecz poszukiwanego przez policję (z któ-rej
rąk uciekł) mordercę zamieszanego z punktu
widzenia prawnego i sensacyjną z punktu wi-dzenia
propagandowego sprawę o jakiej marzył
nie jeden stary wyga adwokacki I George nie
miał zamiaru lekko z niej rezygnować (W obie-cywane
przez Zabawę pieniądze jak i w skar-by
przez niego poszukiwane George nie bardzo
wierzył więc też w jego rozterce nie graly"żadnej
roli) Ostatecznie postanowił czekać ani swoje-mu
pryncypałowi nic nie mówić ani tymbardziej
policji nie zawiadamiać i patrzeć jak sprawa
Marka Zabawy będzie się dalej rozwijać
'TT ' m w rH— ł+ygry
cięż to jasne że muszą wchodzić w grę koszty
chociażby nawet za stracony czas
Chciała mu przerwać lecz mówił dalej 'z
pośpiechem:
— Musi się pani elegancko ubrać ostatni
krzyk mody bo w klubie bywają największe
elegantki stolicy żony i kochanki dygnitarzy
przemysłowców więc rzecz prosta
że trzeba mieć na to pieniądze otóż mój
panie!
Łotoć przerwał chwytając ją za rękę:
— Niech pani da spokój! Pani ma jakie'
prowincjonalne zapatrywania na życie Proszę
sobie tylko uprzytomnić czym jest właściwie
praca? Po pierwsze jest przekleństwem którym
nasz dobry Bóg pokarał ludzi za grzech pierwo-rodny
po drugie przyzwyczailiśmy się wszyscy
uważać za pracę — ślepe i posłuszne wykonywa-nie
czyichś tam zleceń w Urzędzie Pocztowym
Statystycznym czy Innej instytucji Otóż niech
pani się dowie że żyją setki tysięcy ludzi któ-rych
praca polega jedynie na umiejętnym pod-trzymywaniu
stosunków towarzyskich i doglą-daniu
czy inni za nich pracują A cóż dopiero
mówić o kobietach i to kobietach pięknych do
których pani panno Halino zalicza się w pierw-szym
rzędzie Proszę nie myśleć że chcę panią uwikłać w sieci komplementów ale doprawdy
I gdy lak mówił z rosnącym zapałem Głę-bosz
stał ciągłe za węglem Chwilami przerywał
śledzenie i przechadzał się po k'rawędzi chodnika
wnikając w splot uczuć które go przypiekały od
wewnątrz Polemizował z myślami tak gwałtow-nie
że pewne słowa wyrwały mu się na głos
Przyłapał się nawet na jakichś gestach Był juz
bliski do zdania sobie sprawy z niepokoju który
ogarnął go z chwilą poznania Haliny i omotywał
z każdym dniem coraz silniej
— Czyżbym był o nią zazdrosny? pomyślał
I tu odezwało się w nim to samo uczucie z
przed łat gdy jako sztubak szósloklasista od-czuł
pierwszy raz w życiu gorzki smak zazdrości
Było to owych pamiętnych wakacyj gdy do ser-duszka
ubóstwianej Zosi przypuścił atak ułan
z lampasami Były to dla Głębosza bolesne
przeżycia
Dużo wody upłynęło w rzeczułce UmbJawce
nad którą siadywał pełen niewysłowionej roz-paczy
Długo wsłuchiwać się musiał w łagod-ny
szum liści który koił rozdygotane serce A
ile razy odwiedził miejsce na „Jelenfej Górze"
gdzie -- siadywali oboje z Zosieńką tego nawet on
sam nie potrafiłby zliczyć I czyżby to znowu
rniało się powtórzyć?
Halina podniosła się Ukośne promienie
słońca oświetlały ciepłym blaskiem jej posiać
Łotoć pomagał jej skwapliwie przy wkładaniu
płaszcza Wyszli na ulicę i zastanawiali się w
którą udać się stronę Jakaś dziwna zaciekłość
popychała Głębosza do dalszego podpatrywania
poczekał aż ruszą i podążał za nimi krok w'krok:
Obserwując --ruchy Haliny doszedł do wniosku
fiłpboszowi protektor Haliny nie spodobał o pracy Ucieszyłam się że wreszcie w uczciwy że była v świetnym humorze Ruszała sie swń
się ani trochę Przeciwnie pan który ją wzywał sposób zarobię na życie I to ma być ta praca? bodnie i śmiejąc się przechylała w 'fył głowę
„" łrć"r—oHnirtWm anonsów wzbudził w__nim an- - „i — O i_-j_e- ju — skrzywił się Łótoe w niewy: Weszli do sklenu wtedv tnurll nWiom ń jc™m
~-_- :i 1 -- i lilt fn" "- - - r Z — f --- _" —""" m "'" typatię pomimo ze łoioc ani w wygiąozie am iw}m usunemu — wti ie słuuputy rrze- -- „ j romerancenDaum Skład FuteJ
STR 7
Jodyny Polski Salon
Piękności
Marya's Beauiy Parlor
Specjalizacja w trwalej
Ondulacji "Permanent
Waves"
216 Bałhorsł Sł EM 1-44- 32
QUEEN'S TEXTILES
10% zniżki Zn okazaniem niniejszego
oglobzenla
Wielki wybór materiałów wełnianych
do Krajów europesklch oraz wszel-kiego
rodzaju materiałów pościelo-wych
lip
787 QUEEN ST W EM 8-66-
68
Polski skład towarów Żelaznych farb
naczyń kuchennych oraz przyborów
wodociągowych I ogrzewania
J & J HARDWARE
J Stefaniak właściciel
745 Queem Sr W ' EM 6-48- 63
Solidna ob&Iuca — Niskie ceny —
bezpłatne porady w sprawach kana-lizacji
l'ocr7Cwnnla S
William Shoe Sforę
Właść: B Czarnoła
Poleca obuwie Importowane
1 kanndyjskle
WywUmy równleł obuwie do Polski
750 Cluoen St W — EM 3-48- 98 P
G HRYN
naprawa I budowa
DACHÓW
insulacja (insulatlon) roboty
asfaltowe — rynny
282 Symingłon Avo LE 2-49- 77 Toronło
ltwt-- P
POLSKI SKLEP OBUWIA '
Stanley Shoe Sfon
Obuwie najlepszych firm kanady)
skluh 1 angielskich Wurelkle kolory
1 roziniory
1438 Dunclas St W Toronto
Tel LE 5-95-
30 Właściciel ST MAZURKIEWICZ
P
BIURO TŁUMACZE!
Dr lur
J K
Wizy
itd
57 QUEEN ST W - EM 8-94-
30
(koło Bay) pok 308 Toronto
lip
Długoletnia gwarancja
Wielka
wyprzedaż
FUTER
Bogaty wy-bór
najnow-szych
modeli
futer po ce-nach
bezkonk-urencyjnych
Łatwe dłu-goterminowe
spłaty
Dwa sklepy do Waszej dynpozycjl
rirma naaru &hiy Pelukom od 34 luf
PRMCESS
Fashion Furs
506 Oueen St W
750 Yonge S
i
Zawiadamiamy naszych
KLIENTÓW
obecnie WĘGLA
łprzedoł dostarczamy domów
olej do opału
"WHITE ROSĘ"
Dzwoń
POLSKJEJ SKŁADNICY' OPAŁU
składu
polskiego
Telefon
-- 2200
408
Gilbert
Avenue
MICHALSKI
Paszporty
Emigracja
EM 3:8884
WA 1-8-
971 v
ie prócz mamy na
i do
do
RE
-
V „
nspmnjMMM2lWJvJBWA1
(dwa dwa zero zero)
H14TimraLfTH WiliWimiHflM
"
GOS
r-- —
!
"SV
liuilMIc'
t-ŁtjrH-gSacaji'
p
:
ii ma mm
ŁfeSrireaft-iM- U Mi
ŁK5 wjł mv%
1 yia-M$- ł mm m mmms
$StirbJH'tl
SiM&łJiH mfti lWFVvŁiI wMfm
rj$lfi# :Mf
JNKtSJKJttrfli:
'-E-H?
ISSIKfIS
KB WMm
imWimiWm®m
tlPffil
HKssasa ntrosswfpi tv ' arasifBittótat]
i
' M
m111 will
umrimmMtmnamn llH' aMTWC1 l ' ii im
mmm
mmm ms&m WAHL
Wmwmmm
4mmk 'mm
mwm
IlarMsMit mm MAĄ
tmmmMm
iiA tsmiG i wmms
Object Description
| Rating | |
| Title | Zwilazkowiec Alliancer, September 28, 1957 |
| Language | pl |
| Subject | Poland -- Newspapers; Newspapers -- Poland; Polish Canadians Newspapers |
| Date | 1957-09-28 |
| Type | application/pdf |
| Format | text |
| Identifier | ZwilaD2000141 |
Description
| Title | 000321b |
| OCR text | N5-- Pi ffle nie był gruby i nie śmierdział cy jiii k i Oczwiscie to być niebezpieczne fesCi szczerze byś się miała na ostrożności llSlglo jednak będzie dla ciebie 10 tysięcy " J Po nndpisaniu papierków odsteDU- - -- t120 udziałów w skarbie Hitlera Marek 3 szczodry wieuzjai e i id iiim grosza E Unitarne) W tftfu może a z patelnią w ręKu zatrzymała się na pokoju Z uwagą obejrzała Marka od a_]oi„o ziar"thoa"cc7"zo"ynła ipwtJznrokmiesmnmaortriewolcwtiea-i - j-- tq t~ uww jjuj- - i mpCIiana lekKO zmriuuue w iej cnwin ll-tilrÓZOUj- m językiem wiiiyja wargi — BSJ _: 1 „™„1„ -- „ !„„_ _'i__i f aWSZe mi iiuiiia£yici ic icjJSiy wiuuei I niZ Hdliaicn uuvnu Mile twoja nie miała do czynienia 0- - ' PFZeZ g ą Komendc M „„ „„owiała ™ tn wielki bieinoce R M p- - ktor3 z ko'ei naciskały ntns ' „„ i 1 („m) nl„ „ „ i WVWiadv pansiw zacnoanich Drzezvwał ua rODlŁ' IllUiC utjruiaia aic u tu id- - S51 uciekały jej z przed nosa Czy córka ma R i3 tol--q naiwna? IM lUłM '- - mz postawiła patelnię na stole i usiadła J:H&arka na tapczanie £l Pomoc mogę ci i ucz uuieuui: — rzeKia mm po czym wywinąwszy się z jego oDjec "" ierazila rzeczowo :— Zanim mój kanarek l( mi! śpiewać lepiej niech coś zje elo kilka napozor spokojnych i pozba- - !pyth dalszych sensacji dni W torontonskiej łfciefviadomosci o pusiępacn ouiawy za ZDieg- - --tfjfjandytami przestały być pierwszo-stron-!r- f atrakcja i ustąpiły miejsca bardziej fra- - l aktualnym tematom iylko wewnątrz Z tiewmat mwozżrnoastu przesbtęypłoczości i mkąodmreentraardzye skarbów H]tlera caJą l i-- a _ T_ i 'vi temat walKi z nią cyry 10 jeanai_ c tyiKo po-K- l iivctirczaiace dla laików niewtaiemniczo- - & 'Aiy tez nie zainteresowanych osobiście w cit & Hitlera ludziach którzy ich szukali r'" iresowani bowiem przygotowywali się po- - sziie do następnej rundy mającej byc — przekonaniu — ostatnią i decydującą ifszyscy gran czane trzymając jak w £Ł nl-rvl-p " nfw nich coskwonlwieiekkarmtyieli(hp7czywutIepżHutylknoa ftmah) obserwując bacznie twarze i zacho uejię partnerów — czy też niczym Indianie tropie ' ziemi dosły- - T" t swoich '"V 7nWv n„ Jeden "" & donos Am siadzie źdźble usta- - wlktórym kierunku ucieka a raczej jakimi --Alkami zmierza do celu Dadki lakie zaszły chwili weiścia 1 tajna statek płynący Kanady a może 5 ijfjeszcze od ukazania się drukiem oi amach — toczyły się dotąd w tempie przy-ii-t mnym nie mogły być należycie skoordyno- - strony były nie- - również bardziej prozaicz-- I skołowane Teraz dopiero nadszedł wtgiodsumowania doświadczeń ostatnich dni bdagnięcia z nicn należytych wniosków lES podstawie dalszy bieg ' u ąspeKtor Macaonaia nie Dęaąc zaanym dokiem Holmesem innym 3W jfrMBHgfrPMBBaI3CTMiag "4 fil 6 9 ____ irak J!f _ u i od ale mo- - by rr czy -- iSTRESZCZENIE POPRZEDNICH ODCINKÓW Aittln Łotoć podrzędny urzędnik prowincjonalna przez e oirzjmat wreszcie odpowiedzialne aianowisKu uj- - uepanamentu Projektów lnwesiycyjnycn w mi-rtę Podczas "oblewania" fordanser-i- e I nrzprUtawlł In mlnldmwl inko swoła zonę §mw kocha się Głębosz straciła posadę W BlUe mlnUtftl nni I nłnnlg u wnv t "łntia" lin DfZV- - łBotoć poszukuje Haliny }i RWstanowiła nie ułatwiać mu svtuacii i i$?e go nie widzi Otworzyła iednak torebkę n dzała w lusterku czy ciągle za na- - 'latał się coraz bliżej Zrównali się w końcu izji obok siebie Odezwał się tonem pełnym '+-- ~wi Inki ITnlinlrn rfAeraz z kolei udawała obrażona i twracajac na niego uwagi y Halinko nie gniewaj się — wymówił 3Wjnym głosem 'ir Czy pan Rockefeller ma do in- - te?J — rzuciła głośno Wy w odpowiedzi 'zaległo milczenie i tylko Pfluzej sztucznego chłodu odwró-Ł- m z uśmiechem: rra Ol" rlIPfwinlMrn rutwainvnwiniitjiiu r7pkł1 nfl- - 1 r- - Hwmu rękę — No przeproś mnie za twoje tułał wargi w jej palce wiele razy czemuś do mnie nie zadzwoniła? Modparła sie Dod "boki biorąc iak gdyby łviji X — 1 — " ze swej gospodyni i stylizując się na uvą Kumoszkę £rA czemuż to szanowny łaskawca ofiaro- - M i filantrop do mnie nie zadzwonił? SfMaehnął ręką ¥T O trzeba jeszcze serio pogadać trochę czasu? awahala się to- - tak mruknął domyślnie No to mo- - fiPiy indziej leufnerć jaka przebiła z tych słów dot- - Ji niemile Kie rozumipm n ™ ri r-hn-fW — rzekła 'cbosz przystanął i mówił z rosnącym pod leni: iuuiie Moja kochana dobrze o co mi Tyle sie Draprip mfiwiłn o twoich stu- - ckee ci nomór nrlprwiń sie nd teffo wslret- - aK'Cia które — wybacz mi moia szczerość n iprina mUłin n Tsrtrt-- ł ii pia Sama jaODrze na en ipstpć Yisraynna w tvch wa- - fCh 1 CZePn rirł piohin wvmacaia chle- - U0SVĆ nio TiTortuała — To fSO iuż nlpolrfuilnn nłilpHnrlawfa nan _ "uiuuauict U1UJ wuvwuij x "ia poazięKował mi za- - „słuzDę powie Brzezina 'ZWIĄZKOWIEC" WRZESIEŃ (September) Sobota 28 B m 28 pi nym detektywem z powieści kryminalnych — czasu uporządkowanie łamigłów-ki wywróconej do góry nogami sensacyjna ucieczką (a może odbiciem?) Marka Zabawy z mama zainteresowane nai- - trudniejsze chwile swojej policyjnej kariery Śmieszność faktu ze (chwilowo oczywiście) z ca-łym doświadczeniem i aparatem Monted Police stanął bezradnie przed jakimś Markiem Za-bawą — nie poprawiała mu humoru Nie miał wątpliwości ze w wypadku przełożeni zapomną o jego zasługach i wyciągną konsekwencje stosunku do Goliata który nie dal sobie rady z Dawidem Uczynią zen kozła ofiarnego i rzucą na pożarcie niezado-wolonym wywiadom Kilkakrotnie w swojej ka-rierze był świadkiem podobnego „ratowania twarzy" przez swoich przełożonych i ostatecznie zniósłby to z zawodową rezygnacją gdyby nie ze międzynarodowy aspekt sprawy Marka jeszcze znaleźć Zabawy j klad} na sza]ę i na spotkał i całując wieś? pniczy nieskazitelną jak dotąd reputację Royal Cana- - dian Mounted Police Torontońska policja z kolei naciskana i pon-aglana przez wzburzoną opinię społeczną (a przez władze miejskie na opinię tą niezmiernie czułe) wychodziła ze skóry by zre-habilitować swój honor nadszarpnięty ucieczką Marka Zabawy i bandytów którzy mu ją ułat-wili — nie mniej i ona potrzebowała czasu na zebranie i sprawdzenie poufnych informacji uzyskanych z wiadomych tylko sobie źródeł którymi nie było powodu chwalić się ale bez przykładMająrcir ucho do i„h by skutecznie spełniać obowiązków złodzieja prostytutki bootlegerą czy han- - złamanym trawy do artykułu elWszystkie zainteresowane pskoczone przewidzieć wy- - wyidealizowa- - mlę- - ona utrzymać by UfAi Jacek potrzebował bynajmniej niepowo-dzenia tymbardziej dlarza narkotykami był nieraz więcej wart niż żmudne dochodzenia obławy czy śledztwa Gangsterzy natomiast głównie w osobach Franka Lewisa i Stanleya Dirksona — w tej chwili ukrywających w specjalnie do tak nagłych okoliczności przygotowanej melinie czy-li luksusowym apartamencie w centrum miasta o kilka tylko bloków odległym od głównej kwa-tery policji — byli ostatnimi wypadkami naj-bardziej zaskoczeni i rzec można poszkodowani wobec czego potrzebowali czasu na reorganiza-cję wyszczerbionych i obławą policyjną rozpro-szonych sił Podobnie Arnold w niewyjaśniony jeszcze dla siebie sposób w najkrytyczniejszym momen-cie pozbawiony kontaktu z Martą Lizzak po wp F 'm m m w'' w V fzygrnunt Jurkowski M !i I 1 B 4J-- awansu której uda- - nią # rWlOn uuuii jiaiuiftu szła to mnie 'Wad wyskandowała: tvm Ach twfli mńiitł na tam w fakt się dział „że się nie nadaję" Już nie jestem for-danser- ką — Tak? To całe szczęście! — uradował się szczerze — Znowu jesteś na prostej drodze — No widzisz a już chciałeś prawić mi mo-rały — odparła i zaraz dodała: — Ale mam nową propozycję i właśnie umówiłam się w tej sprawie: pewien jegomość którego poznałam w „Felik-sie" proponuje mi jakieś zajęcie dorywcze ale dobrze płatne —Dorywcze — Tak i wyobraź sobie nie wiedząc gdzie mieszkam szukał mnie przez ogłoszenie w ku-rierku mam je nawet przy sobie o patrz! — wydobyła z torebki wycinek Przeczytawszy anons rzekł: — Nie wygląda mi to poważnie raczej po-dejrzewałbym jakieś nabranie Cóz to za jego-mość? — O mylisz się to ważna państwowa figura ma dużą pensję szerokie stosunki czy wiesz ze kiedy siedziahim z nim przy rtoliku przysiadł się do nas minister minister Konar — Iłm nawet — — A jak się nazywa ten facet? — Pan Albin Lotoć W Warszawie jst oci niedawna ale muszę się pośpieszyć juz pewnie czeka w „Meksykance" — Odprowadzę cię jeżeli pozwolisz — Ależ proszę Przyspieszyli kroku Ulice zalewały blaski wiosennego słońca które zapewne przygrzewałoby silniej gdyby nie cycb się śmiesznej pogoni za Kapeluszem ao przytrzymania go ręka na łysej głowie a damy których kształty mogłyby zarzuty este-tów narażał na zdemaskowanie Nie obawiały się wiatru jedynie młode i zgrabne kobiety kroczące na nogach niby ze spiżu a Kiopoi jaKi im spra wiały roztrzepotane kędziory zasypując raz po pieniądze raz oczy bvł stosunKOWO mewiemu i nawet uo-daw- ał im wdzięku Nad tarasem „Meksykanki" pojawiła się pa-siasta biało czerwona markiza — widomy znak ustalenia się wiosny — i nasycona słońcem dawa-ła tak silne refleksy ze patrząc na nią Halina zmrużyła oczy Nie gorzej też odbijała promienie łysina Ło-tocia który już tkwił na tarasie w czerwonym fotelu i sączył mazagran przez słomkę Wszelkie prawa autorskie zastrzelone Copyright reserved by Pollsh Alliance Press Ltd Toronto Ont Canada trzebował czasu na skomunikowanie się z kim należy" by wiedzieć co dalej robić — lub je-żeliby to się nie udało by samemu wymyśleć i zorganizować plan działania Nie to by mu brakowało inicjatywy przedsiębiorczości spry-tu czy energii Brakowało mu w pierwszym rzę-dzie łudzi Wszyscy nakoniec szukali Marka Zabawy który wśród miliona mieszkańców torontonskiej metropolii przepadł jak kamień rzucony w wodę I on sam zaskoczony faktem że inni wie-dzą o jego książce i celu podróży do Toronto przykro doświadczony konsekwencjami tego oraz nauczony niezbyt przyjemnym doświadczeniem — również potrzebował kilku przynajmniej dni dla „złapania oddechu" Musiał przecież opra-cować nowy plan działania skoro pierwotny został wypadkami porwany w strzępy i omal nie doprowadził do katastrofy W dalszym ciągu wierzył w swoje szczęście które nie opuszczało go od 1939 roku pozwoliło zyć i cieszyć się wolnością — postanowił jednak patrzeć temu szczęściu na pałce i zbytnio mu nie ufać Ostat-nie poślizgnięcia były zbyt kosztowne by je lekceważyć i nie wyciągać z nich nauki na prcyczłoć Czasu potrzebowała również Hanka Wysoc-ka by dojść do równowagi ducha serca i umy-słu mocno nadszarpniętych ostatnimi wypadka-mi i bynajmniej nie uspokojonych jeszcze jedną rozmową jaką miała z policją koniecznością zidentyfikowania zabitego w napadzie „Slick" Martina i opędzaniem się od bezustannie węszą-cych wkoło niej i natrętnie wścibskich report- erów Szukała spokoju i nie mogła go znaleźć Chciała zapomnieć o Marku i zmianie jaka w nim zaszła od chwili wylądowania w Kanadzie — a ciągle o nim myślała Chciała jak dawniej lekceważyć Georga — a zdawała sobie sprawę ze w sytuacji w jakiej się znalazła jest on jej jedyną ostoją jedynym człowiekiem któremu może ufać i na którym może polegać śnili się jej bandyci gestapowcy mordy i inne okrop-ności i budziła się z płaczem wołając „Mamo!" Widziała zmrużone zimne oczy Marka a równo-cześnie czuła na ustach smak jego pocałunków Rodzice chcieli ją natychmiast wysłać nad je-zioro do „cottadżu" wytłumaczyła im jednak bałaby się tam jeszcze więcej niż w Toronto (co było prawdą) wobec'czego dali jej spokój po-zostawili samej sobie w nadziei ze w ten sposób prędzej „dojdzie do 'rozumu" Tyle że papa Wysocki przykładnie siedział teraz w domu z groźną miną i starym rewolwerem (pamiątka z „Błękitnej Armii") pilnując bezpieczeństwa cór w uśmiechu którym przyozdobił oblicze nie miał nic szczególnie odrażającego Widocznie były ja-kieś inne pobudki niechęci i Głębosz idąc uli-cami zaczął szukać ich w sobie — O cóż mi chodzi właściwie? — zadał sobie pytanie — Dziewczyna chce pracować co tylko przemawia na jej korzyść Ma honor nie-zależnego istnienia czyli istotną wartość człowie-ka A ten Łotoć czy jak go tam niekoniecznie musi być zaraz handlarzem żywym towarem Mo-że rzeczywiście dać Halinie jakieś godziwe za-jęcie I tak rozumując uspokoił się trochę ale na krótko po chwili bowiem uczuł naglą i nieodpar-tą ochotę sprawdzenia czy siedzą jeszcze na ta-rasie Zawrócił więc z drogi i przystanął za wę-głem z poza którego widać było „Meksykankę" Stwierdził że siedzą jeszcze i zaczął ich obserwo-wać z oddali Widać było wyraźnie ruchy obojga a ściśle mówiac ruchy Łotocia który wiercił się niespokojnie w czeiwonym fotelu i gestykulował zawzięcie perswadując siedzącej spokojnie Ka-linie — Przecież dla pani nie ma tu żadnego ry-zyka — mówił głosem w którym wibrowała nut-ka błagania — Dla pani jako kobiety to tylko żarcik nic więcej nic absolutnie Stanowczo powinna pani z tej przygody skorzystać Mogą się wyłonić dla 'pani piękne możliwości pozna pani znakomitych wpływowych łudzi kto wie może nawet najwyższych dygnitarzy A o mnie niech się pani nie kłopocze Ja zaryzykuję Nie odpowiadała namyślając się — No więc panno Halineczko — nastawa} ocieplonym tonem —- niech się pani wreszcie zdecyduje i pójdzie zejnną do tego klubu! Jest pani młoda życie przespania stoi otworem! — Pięknie panie Albinie — odezwała się wreszcie — ale co na to wszystko powie pańska zona? Mam wrażenie że pan jest żonaty Przyłapany uśmiechnął się mętnie —Nie będę się wypierał — rzekł tym bar-dziej że wobec pani muszę stawiać sprawę jasno ostry porywisty wietrzyk Atakując nagłymi pod- - Rzeczywiście mam żonę Wandę ale ona mnie muchami zmuszał siaiecznyui pajiow uuawiajd- - me riULiju ziesiid me ruiiidid jiuue niguy i obudzić właśnie przed dwoma tygodniami wszczęła sta-rania o rozwód — Gdzie jest pańska żona w tej chwili? W Kutnie Wróciła do swojej matki Nie wie nawet ze zmieniłem posadę i miejsce poby-tu a dla świętego spokoju posłałem jej wczoraj To mówiac sięgnął do portfelu i wydobył paszport — O proszę — mówił pokazując go Hali-nie — Zmieniwszy na pewien czas imię będzie pani mogła korzystać z tego dokumentu jako moja prawowita małżonka Wanda Łotociowa Roześmiała się — Wie pan to naprawdę zaczyna być za-bawne ale jeszcze jedno bodaj najważniej- - sze Rozmawiając ze mng dziś rano mówił pan ki a mama zamówiła kilka Mszy św u śv Ka-zimierza Wszystko to jednak chwilowo niewiele Hance pomagało Zdezorientowana w swoim uczu-ciu do Marka objawiającym się bądź w niepokoju o jego losy i tęsknocie za nim bądź w 'zgoła nie panieńskim przeklinaniu chwili w której go poznała raz pełna zapału i ochoty do dalszego udziału w „wielkiej przygodzie" urzeczona roz-toczonym przez Marka mirażem bogactwa które na nią spadnie gdy mu pomoże — to znowu po-grążona w najczarniejszych myślach na temat przyszłości — nie mogła sobie znaleźć miejsca Nie sypiała nie jadła czekając z biciem serca na to co nastąpi na dalszy rozwój wypadków w które została zamieszana i z których o wła-snych siłach nie była w stanic się wydobyć Czasu potrzebował także George Chmiel — by ostatecznie zdecydować się czy pójść na po-licję i o wszystkim donieść czy też milczeć i pomagać Zabawie Złożenie meldunku władzom wydawało się krokiem najrozumniejszym ale Tarmosił i tak nie zbyt już gęste włosy wypa-lał niezliczoną ilość cygar (które były ogólnie uznaną i szanowaną oznaką przynależności pa-lacza do fachu prawniczego albo gangsterskiego) i nie mógł się zdecydować W pierwszym rzędzie bał się o Hankę by nieprzemyślanym pociąg-nięciem nie wpakować jej w jeszcze gorszą ka-bałę lub co gorsza nie narazić jej na jeszcze większe niebezpieczeństwo Nie miał wątpliwoś-ci ze Marek Zabawa gdyby tylko poczuł że z jego lub z jej strony grozi mu jakieś niebezpie-czeństwo zastosowałby drastyczne środki obro-ny Tego musiał za wszelką cenę uniknąć choć-by chwilowo póki sprawy nie dojrzeją do osta-tecznej decyzji Zgodnie z prawem czy niezgod nie — Hanka musiała byc chroniona Mógł to najlepiej (w jego przekonaniu) zrobić tylko on sam — narazie milcząc i teoretycznie zgadzając się na współpracę z Zabawą Byłoby jednak fałszowaniem prawdy gdyby rozterkę Georga Chmielą przypisywać tylko trosce i obawie o Hankę Wysocką Nie' mniejszy wpływ wywierał na nią również instynkt przyszłego adwokata i obrońcy Jakby sprawa Marka Zabawy nie wy-glądała z punktu widzenia bezpieczeństwa pu-blicznego czy kodeksu karnego — George zo-bowiązał się go reprezentować Oddanie więc „klienta" w ręce policji uważał za krok conaj-mnie- j nieetyczny rola bowiem obrońcy (nie tylko w jego opinii) polegała nie na denuncjo-wani- u lecz na wyciąganiu z opałów George po raz pierwszy w swojej karierze prawniczej re-prezentował nie jak dotychczas zwykłego pijaka niewiernego męża cy nieostrożnego automobi-list- ę lecz poszukiwanego przez policję (z któ-rej rąk uciekł) mordercę zamieszanego z punktu widzenia prawnego i sensacyjną z punktu wi-dzenia propagandowego sprawę o jakiej marzył nie jeden stary wyga adwokacki I George nie miał zamiaru lekko z niej rezygnować (W obie-cywane przez Zabawę pieniądze jak i w skar-by przez niego poszukiwane George nie bardzo wierzył więc też w jego rozterce nie graly"żadnej roli) Ostatecznie postanowił czekać ani swoje-mu pryncypałowi nic nie mówić ani tymbardziej policji nie zawiadamiać i patrzeć jak sprawa Marka Zabawy będzie się dalej rozwijać 'TT ' m w rH— ł+ygry cięż to jasne że muszą wchodzić w grę koszty chociażby nawet za stracony czas Chciała mu przerwać lecz mówił dalej 'z pośpiechem: — Musi się pani elegancko ubrać ostatni krzyk mody bo w klubie bywają największe elegantki stolicy żony i kochanki dygnitarzy przemysłowców więc rzecz prosta że trzeba mieć na to pieniądze otóż mój panie! Łotoć przerwał chwytając ją za rękę: — Niech pani da spokój! Pani ma jakie' prowincjonalne zapatrywania na życie Proszę sobie tylko uprzytomnić czym jest właściwie praca? Po pierwsze jest przekleństwem którym nasz dobry Bóg pokarał ludzi za grzech pierwo-rodny po drugie przyzwyczailiśmy się wszyscy uważać za pracę — ślepe i posłuszne wykonywa-nie czyichś tam zleceń w Urzędzie Pocztowym Statystycznym czy Innej instytucji Otóż niech pani się dowie że żyją setki tysięcy ludzi któ-rych praca polega jedynie na umiejętnym pod-trzymywaniu stosunków towarzyskich i doglą-daniu czy inni za nich pracują A cóż dopiero mówić o kobietach i to kobietach pięknych do których pani panno Halino zalicza się w pierw-szym rzędzie Proszę nie myśleć że chcę panią uwikłać w sieci komplementów ale doprawdy I gdy lak mówił z rosnącym zapałem Głę-bosz stał ciągłe za węglem Chwilami przerywał śledzenie i przechadzał się po k'rawędzi chodnika wnikając w splot uczuć które go przypiekały od wewnątrz Polemizował z myślami tak gwałtow-nie że pewne słowa wyrwały mu się na głos Przyłapał się nawet na jakichś gestach Był juz bliski do zdania sobie sprawy z niepokoju który ogarnął go z chwilą poznania Haliny i omotywał z każdym dniem coraz silniej — Czyżbym był o nią zazdrosny? pomyślał I tu odezwało się w nim to samo uczucie z przed łat gdy jako sztubak szósloklasista od-czuł pierwszy raz w życiu gorzki smak zazdrości Było to owych pamiętnych wakacyj gdy do ser-duszka ubóstwianej Zosi przypuścił atak ułan z lampasami Były to dla Głębosza bolesne przeżycia Dużo wody upłynęło w rzeczułce UmbJawce nad którą siadywał pełen niewysłowionej roz-paczy Długo wsłuchiwać się musiał w łagod-ny szum liści który koił rozdygotane serce A ile razy odwiedził miejsce na „Jelenfej Górze" gdzie -- siadywali oboje z Zosieńką tego nawet on sam nie potrafiłby zliczyć I czyżby to znowu rniało się powtórzyć? Halina podniosła się Ukośne promienie słońca oświetlały ciepłym blaskiem jej posiać Łotoć pomagał jej skwapliwie przy wkładaniu płaszcza Wyszli na ulicę i zastanawiali się w którą udać się stronę Jakaś dziwna zaciekłość popychała Głębosza do dalszego podpatrywania poczekał aż ruszą i podążał za nimi krok w'krok: Obserwując --ruchy Haliny doszedł do wniosku fiłpboszowi protektor Haliny nie spodobał o pracy Ucieszyłam się że wreszcie w uczciwy że była v świetnym humorze Ruszała sie swń się ani trochę Przeciwnie pan który ją wzywał sposób zarobię na życie I to ma być ta praca? bodnie i śmiejąc się przechylała w 'fył głowę „" łrć"r—oHnirtWm anonsów wzbudził w__nim an- - „i — O i_-j_e- ju — skrzywił się Łótoe w niewy: Weszli do sklenu wtedv tnurll nWiom ń jc™m ~-_- :i 1 -- i lilt fn" "- - - r Z — f --- _" —""" m "'" typatię pomimo ze łoioc ani w wygiąozie am iw}m usunemu — wti ie słuuputy rrze- -- „ j romerancenDaum Skład FuteJ STR 7 Jodyny Polski Salon Piękności Marya's Beauiy Parlor Specjalizacja w trwalej Ondulacji "Permanent Waves" 216 Bałhorsł Sł EM 1-44- 32 QUEEN'S TEXTILES 10% zniżki Zn okazaniem niniejszego oglobzenla Wielki wybór materiałów wełnianych do Krajów europesklch oraz wszel-kiego rodzaju materiałów pościelo-wych lip 787 QUEEN ST W EM 8-66- 68 Polski skład towarów Żelaznych farb naczyń kuchennych oraz przyborów wodociągowych I ogrzewania J & J HARDWARE J Stefaniak właściciel 745 Queem Sr W ' EM 6-48- 63 Solidna ob&Iuca — Niskie ceny — bezpłatne porady w sprawach kana-lizacji l'ocr7Cwnnla S William Shoe Sforę Właść: B Czarnoła Poleca obuwie Importowane 1 kanndyjskle WywUmy równleł obuwie do Polski 750 Cluoen St W — EM 3-48- 98 P G HRYN naprawa I budowa DACHÓW insulacja (insulatlon) roboty asfaltowe — rynny 282 Symingłon Avo LE 2-49- 77 Toronło ltwt-- P POLSKI SKLEP OBUWIA ' Stanley Shoe Sfon Obuwie najlepszych firm kanady) skluh 1 angielskich Wurelkle kolory 1 roziniory 1438 Dunclas St W Toronto Tel LE 5-95- 30 Właściciel ST MAZURKIEWICZ P BIURO TŁUMACZE! Dr lur J K Wizy itd 57 QUEEN ST W - EM 8-94- 30 (koło Bay) pok 308 Toronto lip Długoletnia gwarancja Wielka wyprzedaż FUTER Bogaty wy-bór najnow-szych modeli futer po ce-nach bezkonk-urencyjnych Łatwe dłu-goterminowe spłaty Dwa sklepy do Waszej dynpozycjl rirma naaru &hiy Pelukom od 34 luf PRMCESS Fashion Furs 506 Oueen St W 750 Yonge S i Zawiadamiamy naszych KLIENTÓW obecnie WĘGLA łprzedoł dostarczamy domów olej do opału "WHITE ROSĘ" Dzwoń POLSKJEJ SKŁADNICY' OPAŁU składu polskiego Telefon -- 2200 408 Gilbert Avenue MICHALSKI Paszporty Emigracja EM 3:8884 WA 1-8- 971 v ie prócz mamy na i do do RE - V „ nspmnjMMM2lWJvJBWA1 (dwa dwa zero zero) H14TimraLfTH WiliWimiHflM " GOS r-- — ! "SV liuilMIc' t-ŁtjrH-gSacaji' p : ii ma mm ŁfeSrireaft-iM- U Mi ŁK5 wjł mv% 1 yia-M$- ł mm m mmms $StirbJH'tl SiM&łJiH mfti lWFVvŁiI wMfm rj$lfi# :Mf JNKtSJKJttrfli: '-E-H? ISSIKfIS KB WMm imWimiWm®m tlPffil HKssasa ntrosswfpi tv ' arasifBittótat] i ' M m111 will umrimmMtmnamn llH' aMTWC1 l ' ii im mmm mmm ms&m WAHL Wmwmmm 4mmk 'mm mwm IlarMsMit mm MAĄ tmmmMm iiA tsmiG i wmms |
Tags
Comments
Post a Comment for 000321b
